19 X2017

Banany Milagros: wybierz etyczny smak!

by joanna

Banany pokonują drogę kilku tysięcy kilometrów z drzew na nasze stoły, przechodzą przez dziesiątki rąk. To produkt spożywczy będący zaprzeczeniem tego, co dla mnie bliskie: lokalności i sezonowości. Zapominamy, że banan to luksus, bo w Polsce jest dostępny od ręki przez cały rok za śmieszną cenę. Błąd! Nie kupuj śmiesznie tanich bananów w supermarkecie. Wybierz etyczny smak certyfikowanych bananów z kooperatyw spożywczych.

Banany Milargos. Zdjęcie: www.biotropic.com

Banany Milargos. Zdjęcie: www.biotropic.com

Nie jem bananów z kilku przyczyn, również ideologicznych, ale przede wszystkim mi nie służą. Nie zmienia to faktu, że miliony Polaków nie wyobrażają sobie menu bez tych owoców. W Unii Europejskiej roczna średnia to 10 kg na mieszkańca, w Polsce – 7 kg (dane z 2015 roku), ale importerzy widzą ogromny potencjał w zwiększeniu tego rynku. Dlatego zorganizowałam dostawy etycznych bananów do naszych sklepów Kooperatywy w Warszawie. Chciałam, żeby pożeracze bananów mieli wybór i mogli płacić za produkt wysokiej jakości, jednocześnie wspierając dobre działania na drugiej półkuli. W obliczu niedawnych huraganów nawiedzających Karaiby ta pomoc jest jeszcze ważniejsza! (więcej…)

05 X2017

„Roślinne porady. Warzywa” – recenzja

by joanna

„Roślinne porady. Warzywa” to pierwsza książka Sebastiana Kulisa, twórcy bloga Roślinne Porady, gdzie zamieszcza krótkie, treściwe, przydatne, a czasem zaskakujące informacje na temat roślin. Niewielka, ale napełniona wiadomościami książka jest swoistym przewodnikiem dla tych, którzy chcą nauczyć się czerpać z natury, szanując jej zasady.

„Roślinne porady. Warzywa”

„Roślinne porady. Warzywa”

Sebastian urzekł mnie swoim pisaniem: jest zwięzłe, rzeczowe i celowe. Jako że jestem ogrodniczką z bardzo niewielkim dorobkiem i małymi możliwościami, wszystkie porady przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Muszę przyznać, że zawarcie na kilkudziesięciu stronach podstaw ogrodnictwa jest nie lada sztuką i wymaga talentu. Dzięki temu, że informacje są podane przystępnie, prostym językiem, zrozumie je każdy laik. I choć nasza działka należy do tych wyjątkowo nieprzyjaznych uprawom, w przyszłym roku spróbuję, za radą Sebastiana, posadzić prostsze w obsłudze warzywa. Zwłaszcza że mamy do dyspozycji wspaniały kompost.

„Roślinne porady. Warzywa”

„Roślinne porady. Warzywa”

Autor ma niewątpliwy dar dzielenia się wiedzą, która jest efektem jego ciężkiej pracy w ogrodzie i kuchni. Pisze konkretnie, co lubię, ale z książki przebija jasny przekaz: natura jest ważna, szanujmy ją, słuchajmy jej zasad, nie niszczmy jej.

Moim zaskoczeniem był rozdział na temat kosmetycznego użycia warzyw – nie spodziewałam się go! Jestem pewna, że skorzystam co najmniej z jednej rady, dotyczącej pielęgnacji włosów czarną rzepą.

„Roślinne porady. Warzywa”

„Roślinne porady. Warzywa”

Bogactwo wymienionych warzyw, niby zwyczajnych, robi wrażenie. Dzięki Kooperatywie Dobrze (w której zrobiłam powyższe zdjęcia) znałam prawie wszystkie z listy i bardzo cieszyły mnie wszystkie dodatkowe informacje na temat ich właściwości. Każde warzywo jest opatrzone informacją, kiedy należy je siać, a kiedy powinniśmy zbierać plony. Proste ikony informują nas o poziomie trudności uprawy, a także wymaganiach rośliny. Wszystko do ogarnięcia jednym rzutem oka!

Polecam Wam serdeczne „Roślinne porady. Warzywa”, a także blog Sebastiana. Przekonajcie się, jak przystępnie i ciekawie można pisać o warzywach. Książkę zostawię pod ręką do częstego zaglądania!

Sebastian Kulis, „Roślinne porady. Warzywa”

Wyd. Ogarnij Miasto 2017

Cena okładkowa: 45 zł, do kupienia za 30 zł w księgarni internetowej

29 IX2017

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

by joanna

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, czy jedzenie z puszki jest zdrowe, to zapewne nie bez powodu. Historia konserw ma ponad 200 lat i sięga wojen napoleońskich, kiedy szukano nowego sposobu aprowizacji żywności dla żołnierzy. Dziś puszki z jedzeniem mają swoje miejsce zarówno w koszarach, jak i zwykłych domach. Lepiej jednak, by pozostały domeną wojskowych kantyn.

Metoda przedłużania trwałości żywności za pomocą jej przetworzenia (ugotowania) i szczelnego zamknięcia pochodzi od Francuza Nicolasa Apperta. Pojemniki używane do konserwowania żywności początkowo były szklane. Jednak ich nieporęczność sprawiła, że zaczęto produkować puszki z cynowanego żelaza, które były lżejsze i odporniejsze. Ich produkcja, która miała początek w Wielkiej Brytanii około 1810 roku, początkowo była dość droga i skierowana dla armii. Niewystarczająca wiedza na temat szkodliwości niektórych pierwiastków sprawiła, że do uszczelniania wieczek używano trującego ołowiu.

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

200 lat kariery puszek

Puszki w sklepach pojawiły się już w pierwszej połowie XIX wieku, choć stanowiły swego rodzaju rarytas i ciekawostkę. Pierwszy otwieracz do konserw powstał dopiero w 1858 roku, więc wcześniej musiano radzić sobie za pomocą innych ostrych narzędzi. Nie przeszkodziło to jednak coraz większej popularności żywności konserwowanej. Jej zalety – trwałość i możliwość natychmiastowej konsumpcji – podbijały świat. Zmieniała się też technika obróbki żywności, dzięki czemu zachowywała ona więcej właściwości (sześć godzin gotowania zamieniono na pół godziny). W drugiej połowie XIX wieku zaczęto produkcję konserw na masową skalę w fabrykach.

Dzisiejsza produkcja żywności konserwowej jest już na znacznie wyższym poziomie. Obróbka żywności polega m.in. na pasteryzacji w celu wyeliminowania bakterii, m.in. Clostridum botulinum (pałeczki jadu kiełbasianego). Jednak choć co do jakości samego „wkładu” do puszki nie musimy mieć wątpliwości – z tego typu opakowań korzystają również producenci żywności ekologicznej – istnieją inne poważne przesłanki, aby ograniczyć spożywanie żywności z puszek.

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

BPA – trucizna obecna w puszkach

Bisfenol A jest związkiem chemicznym wykorzystywanym do produkowania tworzyw sztucznych czy żywic epoksydowych, używanych do produkcji puszek konserwowych. BPA jest dobrze znany jako szkodliwy związek, mający wpływ na ludzkie zdrowie. Spożyty, jest metabolizowany w wątrobie, gdzie tworzy glukuronid bisfenolu A i jest wydalany z moczem. Jednak zanim to się stanie, oddziałuje z receptorami estrogenu – hormonu płciowego.

Udowodniono, że BPA jest odpowiedzialny za zaburzenia endokrynologiczne, takie jak:

  • niepłodność (obu płci),
  • przedwczesne dojrzewanie,
  • nowotwory hormonozależnych (rak piersi, gruczołu krokowego)

oraz zaburzenia metaboliczne (otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, a także zespół policystycznych jajników).

Według nowych badań największe stężenia BPA zaobserwowano w konserwach zawierających zupy i makarony. Obserwacje przeprowadzono na 7669 osobach w wieku od 6 lat, na podstawie obecności BPA w moczu. Zwiększenie ilości BPA było bezdyskusyjnie związane ze spożyciem konserwy. Jeden posiłek z produktem z puszki podnosił stężenie BPA w moczu o 24%, większa ilość konserw w posiłkach – o 54%. Natomiast jeśli była to zupa, stężenie wzrastało o 229%. Warzywa i owoce powodowały wzrost obecności BPA o 41%.

Różnice w przenikaniu BPA do żywności wynikają najprawdopodobniej z techniki i czasu obróbki produktów. Napoje zwykle nie muszą być długo pasteryzowane, więc są najmniej skażone. Zupy są ich przeciwieństwem.

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Puszki bez BPA

Na szczęście można kupić również puszki, które są pozbawione BPA! Niestety, nie są raczej wyraźnie oznaczone. Firmą, która chwali się używaniem takich puszek, jest Bonduelle, a także nasze ulubione portugalskie Manna. Producent zapewnia, że nie ma w nich BPA. Okazuje odpowiednie certyfikaty, które świadczą o nieużywaniu BPA przy produkcji puszek.

Portugalskie rybki w puszce Manna, bez BPA

Portugalskie rybki w puszce Manna, bez BPA

Marzena Gregier Franco ze Smaków Portugalii (polskiego importera Manny) miała okazję odwiedzić fabrykę konserw, a nawet… popracować przy pakowaniu rybek. Dzięki temu poznała proces produkcji od podszewki.

Marzena ze Smaków Portugalii pakuje sardynki i flety z makreli...

Marzena ze Smaków Portugalii pakuje sardynki i flety z makreli…

A dla tych, którzy nie chcą kupować puszek, Smaki Portugalii przygotowali własną serię rybek w słoikach Sete Mares.

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Kilka lat temu spytałam mojej dietetyczki, czy mogę jeść produkty puszkowane. Przyznaję, że bardzo lubię pyszne rybki konserwowe i zdarzało mi się jeść trzy puszki tygodniowo. Dostałam jednak przykaz, aby ograniczyć ilość konserw w puszce do maksymalnie dwóch w miesiącu, ponieważ organizm musi mieć czas, żeby odtruć się ze szkodliwych substancji przenikających do konserwy.

Niestety, wiele konserw, choć nie mówi się o tym głośno, jest szkodliwych przez sposób produkcji. Szczególnie groźne są dla matek w ciąży i małych dzieci. Miejmy nadzieję, że technika pójdzie do przodu, a producenci – po rozum do głowy i standardem staną się puszki bez BPA.

Pytajcie producentów o skład puszek i wybierajcie sprawdzone konserwy!

A Wy jecie konserwy? Jeśli tak, czy znaliście ich ciemną stronę?

Źródła m.in.:

24 IX2017

Rewolucja żywieniowa – obejrzyj i dołącz!

by joanna

Zapraszam Was na pierwszy odcinek serii „Punkt krytyczny” realizowanej w ramach projektu „Energia odNowa” koordynowanego przez WWF Polska. Rewolucja żywieniowa, bo ona jest bohaterką 5-minutowego filmu, już się dzieje. Dlaczego jest tak ważna?

Nawet najmniejsze wybory konsumenckie mają globalny wpływ na nasze otoczenie. Zarówno to, co jemy (mięso, warzywa, towary sprowadzane z drugiej półkuli?), jak i to, w czym jemy (naczynia jednorazowe?). Każdy produkt, który kupimy w sklepie, musi wcześniej pokonać mniejszą lub większą odległość, a wcześniej – zostać mniej lub bardziej przetworzony.

„Rewolucja żywieniowa”, Marcin Dorociński

„Rewolucja żywieniowa”, Marcin Dorociński

Często zapominamy, jak wiele energii, wody i czasu potrzeba, żebyśmy mogli zjeść na przykład pysznego pomidora. Jeśli decydujemy się na świeżego pomidora w styczniu czy lutym, pomyślmy najpierw o jego śladzie węglowym. Nie ma wątpliwości, że transport zasilany paliwami kopalnymi jest współwinny globalnemu ociepleniu. Jako świadomi konsumenci musimy wiedzieć, że dostęp do tych świeżych pomidorów zimą to nie tyle symbol nowoczesnego, zglobalizowanego świata, co przede wszystkim znak ludzkiej niefrasobliwości, prowadzącej do zagłady.

Obejrzyj:

Rewolucja żywieniowa

Zdaję sobie sprawę, że wypracowanie nawyków kupowania żywności przede wszystkim lokalnej i sezonowej wymaga pracy nad sobą, a nierzadko nad całą rodziną. Sama kupuję produkty, które wymagają transportu przez połowę globu (moja miłość czekolada). Staram się jednak ograniczać te zakupy do minimum. Zwłaszcza że w wersji eko i fair trade są po prostu drogie.

„Rewolucja żywieniowa”, Adam Markuszewski

„Rewolucja żywieniowa”, Adam Markuszewski

Jedną z inicjatyw na rzecz wspierania lokalnych producentów warzyw i owoców, do której dokładam co miesiąc swoją małą cegiełkę i z której jestem niebywale dumna, jest nasza warszawska Kooperatywa Spożywcza „Dobrze”. Nasze dwa sklepy stanowią przykład rewolucji żywieniowej, o której mówi w filmie Marcin Dorociński. Zresztą mówi też właśnie o naszej kooperatywie! (Dodajmy, że nie jesteśmy kooperatywą rolniczą, a spożywczą, w filmie zakradł się błąd).

Jesteśmy przykładem, że dostęp do lokalnej, sezonowej i zdrowej żywności zależy od woli konsumentów. To nasze działanie, nasze dążenie do zmiany wpływa na świat. Na razie na małą skalę, ale jesteśmy na początku drogi.

Punkt krytyczny

Co tydzień (od dziś) pojawi się nowy odcinek serii. Zapraszam Was do śledzenia naszego bloga, ponieważ będziemy pisać o kilku z nich. A jeśli jeszcze nie widzieliście pełnometrażowego filmu „Punkt krytyczny. Energia odNowa”, bardzo Was zachęcam.

Obejrzeliście? Napiszcie, co myślicie! Czy jesteście w stanie ograniczyć swoje zachcianki żywieniowe, aby chronić planetę?

life
NFOS

logowww.energiaodnowa.pl

10 VIII2017

Tu byłam: Wrocław ZERO WASTE

by joanna

Wrocław zero waste – co to znaczy? Pokrótce mówiąc: miasto, w którym da się żyć bez generowania (dużej ilości) odpadów, bez marnowania żywności, zgodnie z filozofią, że mniej znaczy lepiej, a dbanie o przyrodę mamy w sercu i we krwi.

Kilka dni urlopu przeznaczyłam na moją wyprawę zero waste, aby poznać lepiej miejsca, dzięki którym wrocławianie mogą kupować – przede wszystkim żywność, ale nie tylko – zgodnie z ideą ograniczania odpadów.

Przeczytaj także:

Wrocław zero waste

Podróżowanie ZW jest trudne i wg mnie zawsze pod jakimś kątem oznacza rezygnację. W moim wypadku było to jedzenie: nie miałam jak zabrać zapasów oprócz tego, co na podróż, musiałam też dokupić wodę w butelce czy wafle ryżowe w plastiku. Jednak mimo to uważam, że udało mi się zminimalizować ilość śmieci.

Wyprawa Wrocław zero waste

Wyprawa Wrocław zero waste

Do Wrocławia przyjechałam z Warszawy pociągiem, a potem poruszałam się wyłącznie na rowerze. Podziwiałam dbałość miasta, aby rowerzyści mogli wjechać niemal wszędzie, choć brukowane ulice dały się we znaki mojej szosie. Mieszkałam u znajomych, których akurat nie było (był za to ich kot), stołowałam się na mieście, testując lokale gastronomiczne pod względem przygotowania na goszczenie alergika (niestety słabe, jak wszędzie). Poza jedzeniem niczego nie kupiłam, choć kilka drobiazgów dostałam (w tym przesyłkę urodzinową dla starszego syna). Uwierzcie, że zapakowanie wszystkiego do plecaka rowerowego było wyzwaniem.

A teraz ad rem. We Wrocławiu na szczególną uwagę zasługują trzy miejsca jak te, które umożliwiają kupowanie żywności do własnych pojemników: Hala Targowa, sklep Bez pudła i EkoPestka. (więcej…)

19 VII2017

Biotrem – zjedz swój talerz i skompostuj sztućce

by joanna

Biotrem to polska firma, która produkuje wyjątkowe naczynia jednorazowe: całkowicie biodegradowalne, a zarazem powstające z odpadów spożywczych – otrąb pszennych. Dzięki nim piknik, który urządzamy co roku na urodziny naszego starszego syna (przypadają w lipcu), mógł w tym roku być bardziej zero waste. Niektórzy goście pokusili się nawet o nadjedzenie chrupiących talerzy.

Biotrem - zjedz swój talerz

Biotrem – zjedz swój talerz

W tym roku udało nam się prawie w ogóle zrezygnować z plastikowych naczyń jednorazowych – wyjątkiem było 20 kubeczków, jednak postanowiłam, że za rok zastąpimy je szklankami. Naczynia Biotrem okazały się dużym sukcesem i sprawdziły się znakomicie.

Piknik urodzinowy - gdyby nie kubeczki, byłoby niemal idealnie...

Piknik urodzinowy – gdyby nie kubeczki, byłoby niemal idealnie…

(więcej…)

21 IV2017

Jesz na mieście? Sprawdź, czy menu jest zgodne z prawem

by joanna

Menu zgodne z prawem? O co chodzi, spytacie. Tymczasem od kilku lat obowiązuje w Polsce (i całej Unii Europejskiej) obowiązek informowania klientów o tym, czy dany produkt spożywczy zawiera lub może zawierać alergeny. Tylko że mało kto o tym wie.

Pewnego pięknego dnia w 2015 roku wyruszyłam na samotną rowerową wycieczkę wokół Tatr. W połowie drogi zatrzymałam się na obiad w restauracji w Liptovskim Mikulaszu na Słowacji. Wzięłam menu do ręki i nie mogłam uwierzyć: jak to, wszystkie potrawy opisane pod kątem alergików? Jak to możliwe?

Dookoła Tatr (tu akurat w 2016 roku)

Dookoła Tatr (tu akurat w 2016 roku)

Menu zgodne z prawem

Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że nie był to żaden ukłon Słowaków wobec alergików, ale po prostu uczciwe wypełnienie nakazów prawa. O obowiązku informowania o zawartości alergenów mówi m.in. prawo unijne, które weszło w życie 13 grudnia 2014 roku. Rozporządzenie ministra rolnictwa, które weszło w życie 9 stycznia 2015 roku, doprecyzowało, jak ma wyglądać ta informacja i w jakiej postaci powinna być przekazywana. (więcej…)

19 II2017

Jak jeść w pracy i nie zostawiać odpadów?

by joanna

Kiedy niedawno poszłam do nowej pracy, moim postanowieniem było znalezienie sposobu na to, aby zorganizować sobie posiłki w sposób jak najbliższy idei zero waste. Jak jeść w pracy, aby nie produkować odpadów? Jak zapewnić sobie pełnowartościową wałówkę i starać się nie produkować śmieci?

Mamy w rodzinie długą tradycję przygotowywania posiłków na wynos (do przedszkola, do szkoły do pracy), więc nie przekonują mnie wyjaśnienia, że to czasochłonne i pracochłonne zajęcie. Z kilku powodów ma większy sens niż kupowanie gotowych dań lub chodzenie na posiłki do baru.

Jak jeść w pracy i nie zostawiać odpadów?

Jak jeść w pracy i nie zostawiać odpadów?

Dlaczego warto przygotowywać posiłki do pracy?

Dla mnie najważniejsze są trzy powody, które przekonują mnie do poświęcenia czasu na przygotowanie i spakowanie posiłku do pracy. (więcej…)

20 XII2016

„Walenty i spółka” – kryminał dietetyczny (recenzja)

by joanna

„Walenty i spółka” to pierwsza część wyjątkowej serii książek dla dzieci (6+), która łączy przygodę, zdrowe odżywianie, wątek tajemnicy i dużo humoru. Nasz siedmiolatek połknął lekturę niemal za jednym zamachem i już domaga się kolejnych tomów. Dlaczego warto kupić dzieciom książkę Moniki Oworuszko i najlepiej przeczytać razem z nimi?

„Walenty i spółka” w rękach naszych synów

„Walenty i spółka” w rękach naszych synów

Na książkę „Walenty i spółka” trafiłam dość przypadkowo, dzięki Szkole na Widelcu, ale rekomendacja była bardzo przekonująca. Sama okładka zachęca, aby wziąć książkę do ręki – a wnętrze nie rozczarowuje.

„Walenty i spółka”: kryminał dietetyczny

Pierwszy tom jest bardziej dietetyczny niż kryminalny: poznajemy całą galerię postaci, w tym personifikację m.in. tłuszczu, węglowodanów, białka i wody. Dwoje dzieci – Kasia i Krzyś – w osiedlowym sklepie spożywczym spotykają się z nachalnym wciskaniem niezdrowych słodyczy i chipsów, i niestety często mu ulegają. Jednak dzięki zorganizowanej akcji osób, którym zależy na zdrowym odżywianiu dzieci, bohaterowie dowiadują się o zaletach prawidłowo skomponowanej diety i zmieniają swoje nawyki.

Świeży oddech jak zefirek...

Świeży oddech jak zefirek…

Wątek tajemniczych postaci, które prawdopodobnie działają na szkodę dzieci, dopiero został zarysowany. Jesteśmy bardzo ciekawi, co było dalej, czy wyjaśni się, kim jest mężczyzna z rudą brodą?

Tęgomir Tłuszcz ma swoje zalety

W „Walentym i spółce” podoba mi się połączenie – zaiste niełatwe – wartkiej akcji, zaskakujących wydarzeń, barwnych postaci, humoru i pożytecznych informacji. Widać, że autorka postawiła na inteligentnego młodego odbiorcę (docelowo uczniowie I–IV klasy szkoły podstawowej). Wielokrotnie pozwala na samodzielne wysuwanie wniosków i ocenianie sytuacji, zarazem pokazując, że nic nie jest wyłącznie złe albo dobre (no, poza chipsami i niezdrowymi batonikami). W końcu nawet Tęgomir Tłuszcz okazuje się potrzebny. Myślę, że dzięki swojej formie, również graficznej, książka ma duży potencjał budowania pozytywnego myślenia o zdrowym jedzeniu wśród dzieci.

„Walenty i spółka”, wyd. Mobuki

„Walenty i spółka”, wyd. Mobuki

Gdybym miała coś wytknąć, wolałabym zobaczyć Werę Wodę częstującą wszystkich wodą z kranu zamiast z butelki, natomiast Błażej Białko mógłby zwrócić uwagę na to, że wielu dzieciom i dorosłym mleko szkodzi, a zdrowe kości można budować również dzięki warzywom. Ale to już niuanse, z którymi można by polemizować merytorycznie, a nie na poziomie literackim.

Bardzo się cieszę, że w polskich księgarniach możemy kupić coraz więcej starannie wydanych książek dla dzieci, mądrze mówiących o odżywianiu.

Autorki

Seria z Walentym została napisana przez Monikę Oworuszko, która studiowała m.in. dietetykę i literaturę dla dzieci. Autorka tekstu jest jednocześnie własnym wydawcą – prowadzi wydawnictwo Mobuki.

Książki zilustrowała Małgorzata Banaś-Domińska, absolwenta warszawskiej ASP. Jej zawdzięczamy lekkie, pozytywne i zachęcające ilustracje, będące integralną częścią lektury.

Polecam!

Książki można kupić w sieciach księgarni internetowych oraz w księgarniach naziemnych.

Monika Oworuszko, „Walenty i spółka”, Warszawa [2016]

Cena: od około 17 zł

www.mobuki.plwww.walentyispolka.pl

17 XI2016

Strzał ze sprawiedliwego banana

by joanna

Czy widzieliście już najnowszy film promujący banany pochodzące ze Sprawiedliwego Handlu? Jeśli nie, zachęcam Was do poświęcenia 1 minuty i 15 sekund trzem przystojniakom na pustyni:

Od kilku tygodni siedzę w temacie sprawiedliwych bananów (pochodzących ze Sprawiedliwego Handlu), ponieważ poniekąd włączyłam się w akcję edukacyjną koordynowaną przez Fundację Kupuj Odpowiedzialnie związaną z odpowiedzialnym kupowaniem tych owoców. Akcja przeprowadzana jest dzięki porozumieniu organizacji z różnych państw. A właśnie trwa Tydzień Edukacji Globalnej, podczas którego szczególnie powinniśmy zwrócić swoją uwagę na nasze wybory konsumenckie, które mają dalekosiężne skutki, m.in. w krajach globalnego Południa.

Powyższy spot jest jednym z wielu promujących świadome kupowanie bananów, jednak w odróżnieniu od innych które obejrzycie na kanale Kupuj Odpowiedzialnie na YT podchodzi do tematu dość żartobliwie. Może rzeczywiście mamy już dosyć kampanii społecznych, w których podkreśla się złą sytuację, pokazuje ciemne strony życia, wylicza zagrożenia i wykorzystuje ludzki odruch empatii. Jednak aby kampania była skuteczna, a jednocześnie odchodziła od szablonu „spraw, żeby widz poczuł się winny”, potrzeba naprawdę dobrego konceptu i świetnej realizacji.

Supermoce bananów Fairtrade

Supermoce bananów Fairtrade

Jak widać, zadbano o to, aby film był wysokiej jakości, zgrabnie przygotowano westernową konwencję i zatrudniono trzech przystojnych, śniadych panów. Natomiast sam przekaz strasznie mi zgrzyta z ideami promowanymi przez Sprawiedliwy Handel. Walka na banany? Zabijanie „zjadaczy zwykłych bananów” przez „zjadaczy bananów Fairtrade”? Rozumiem, że to metafora, jednak dla mnie za daleko posunięta i chyba jednak zbyt dosłowna (w niezamierzony sposób).

Bardzo jestem ciekawa, jak Wam spodobał się bananowy spot. Już wkrótce podejmę temat samego certyfikatu Fairtrade oraz różnicy między Fairtrade a Fair Trade. Czujcie się więc zaproszeni do podzielenia się swoimi wrażeniami i wiedzą na temat Sprawiedliwego Handlu!

28 X2016

Konferencja Szkoły na Widelcu dla dyrektorów szkół i nauczycieli

by joanna

Fundacja Szkoła na Widelcu jest moją ulubioną polską organizacją działającą na rzecz promocji zdrowego odżywiania (się) dzieci. Czemu ulubioną? Pewnie dlatego, że jest skuteczna, jej osiągnięcia bywają widowiskowe, a zarazem całej wspaniałej ekipie daleko do poważnej instytucji, któraby ze śmiertelną powagą pouczała rodziców, nauczycieli czy kucharki. Nawet prelekcje SnW na poważne tematy są wspaniałym wydarzeniem. Tak właśnie było 25 X 2016 r. na konferencji dla nauczycieli „Dobre żywienie dzieci i młodzieży w praktyce”.

Grzegorz Łapanowski

Grzegorz Łapanowski

Grzegorz Łapanowski (mój wywiad z nim, specjalnie dla Organicznych, przeczytacie tutaj) jest niezwykle charyzmatycznym liderem działającym na rzecz zdrowego odżywiania. Dzięki swoim umiejętnościom komunikacyjnym dociera z pozytywnym przekazem do wszystkich – i do dorosłych, i do dzieci. Miałam przyjemność poznać część zespołu fundacji, także w działaniu (SnW prowadzi warsztaty w szkole naszego syna), więc mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wszyscy są fantastycznymi orędownikami zdrowego odżywiania. A także fachowcami. (więcej…)

05 IX2016

Wegańskie lody miętowo-jabłkowe

by joanna

Właśnie mamy ostatni moment na złapanie lata, a pierwszy – na upolowanie smacznych tegorocznych jabłek. Lody, które ostatnio zrobiłam, powstały na zamówienie naszych synów, którzy zażyczyli sobie właśnie takiego połączenia smaków. Udały się!

Przepis jest bardzo prosty i oparty na moim standardowym sposobie na lody. Świeża mięta pochodziła z przyszkolnego ogródka naszego starszego syna (o tym ogródku chyba jeszcze trochę napiszę) – fantastyczna inicjatywa pani Małgosi ze świetlicy, angażująca uczniów i rodziców we wspólne ogrodnictwo i gotowanie.

aIMG_7523

Chłopcy jedzą jabłka od niedawna i wydaje się, że im nie szkodzą. Podejrzewam jednak, że potrwa to do czasu pylenia brzozy.

Wegańskie lody miętowo-jabłkowe

(więcej…)

06 VII2016

E476 (PGPR), czyli niespodzianka w czekoladzie

by joanna

Polirycynooleinian poliglicerolu (PGPR) to emulgator, dodatek do żywności, oznaczany w składzie symbolem E476. Nie zainteresowałabym się nim pewnie, gdyby nie to, że parę dni temu dostałam czeską czekoladę z ziarnami konopi i w składzie zobaczyłam polyglycerol-polyricyn-oleate.

Czeska czekolada z E476

Czeska czekolada z E476

Być może moje zdziwienie samo wzbudza zdziwienie czytelników, ale od bardzo dawna kupuję czekolady wysokoprocentowe z minimalną liczbą składników – najlepiej kakao, odrobina cukru, ewentualnie naturalna wanilia i już. Oczywiście chętnie kupuję produkty Fair Trade i ekologiczne, ale one wcale nie muszą mieć lepszego składu od tych bez certyfikatu, dlatego każdy zakup poprzedzam sprawdzenie listy zawartości.

Emulgator to droga na skróty

W czekoladzie wcale nie musi być emulgatorów, wbrew temu, co można by pomyśleć, studiując składy popularnych tabliczek (skupię się na gorzkich, bo tylko takie można uznać za zdrowe – minimum to 70% kakao; jeśli nie mamy alergii, wskazana dzienna dawka – 10 g). Najczęściej występującymi emulgatorami są lecytyny – sojowa lub rzadziej słonecznikowa. Ponieważ soję uznaję za jedzenie niewartościowe/szkodliwe niezależnie od tego, czy jest GMO, czy nie, lecytynę sojową najchętniej omijam.

Emulgatory ułatwiają mieszanie składników, ale nie są konieczne, co łatwo udowodnić – istnieją smaczne czekolady bez emulgatorów. Prawdopodobnie są to te droższe czekolady, ponieważ ich produkcja wymaga większej staranności. Ponieważ jednak czekolada jest (powinna być!) produktem wyjątkowym, kupowanie tej za 3 zł zamiast za 10 zł może przynosi chwilową oszczędność, ale raczej nie idzie w parze z jakością. Gorzka czekolada zazwyczaj szybko syci i w przeciwieństwie do mleczno-cukrowych ulepków nie znika w ciągu godziny, ale starcza na kilka dni. Według mnie zdrowiej i lepiej inwestować w jakość, nawet jeśli wydaje nam się, że płacimy więcej.

Skład czekolady Lindta 70%

Skład czekolady Lindta 70%

Czeska czekolada o tyle mnie zaskoczyła, że nie była tania, jednak prawdopodobnie to kwestia marketingu i konopi w składzie, a nie jakości wyrobu.

E476

Emulgator E476 jest produktem otrzymywanym z naturalnego oleju rycynowego oraz syntetycznego poliglicerolu. Jego zadaniem jest ułatwienie łączenia się składników oraz stabilizacja produktu i modyfikacja jego lepkości.

W 1979 roku amerykańska organizacja Food and Drug Administration (FDA) uznała PGPR za składnik bezpieczny i wyznaczyła maksymalną dzienną dawkę na 7,5 miligrama na kilogram masy ciała. W Unii Europejskiej jest to również 7,5 mg/kg masy ciała. E476 jest dopuszczony jako składnik produktów zawierających kakao oraz smarowideł o obniżonej zawartości tłuszczu, w ilości nie większej niż 0,5% (5 g na 1 kg produktu).

Badania nad bezpieczeństwem polirycynooleinianu poliglicerolu przeprowadzono w latach 50. i 60. XX wieku. Nie odnotowano wówczas żadnych skutków ubocznych wskazujących na to, że PGPR jest szkodliwy dla ludzi. Badania na zwierzętach (szczurach i kurczakach) wykazały, że przyjmowanie tego składnika wpłynęło na powiększenie wątroby u zwierząt, co powiązano ze zwiększonym obciążeniem wątroby, a nie wpływem samej substancji.

Czekolada Fairtrade

Czekolada Fairtrade

Co z tego wynika?

Czekolada to jeden z nielicznych produktów przetworzonych, które kupuję regularnie i jem. W naszej rodzinie tylko mnie kakao nie szkodzi, mam więc ten luksus, że mogę kupować małe ilości droższych produktów i nikt mi ich nie podje. Czekolada daje siłę, a gorzka czekolada uznawana jest za produkt o działaniu prozdrowotnym, więc nie ma powodu, żeby jej unikać. Tani produkt to nie tylko gorsza jakość, ale też wątpliwości natury etycznej – jeśli mogę, kupuję czekolady Fair Trade. Jednak i one miewają niezadowalający skład.

Czy E476 jest szkodliwy? Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Badania na ludziach przeprowadzono 60 lat temu – czy dziś ich wyniki byłyby takie same?

Skoro produkuje się czekolady bez tego emulgatora, to chyba znaczy, że nie jest to składnik szczególnie potrzebny. Natomiast pozwala obniżyć koszty produkcji, gdyż dzięki niemu potrzeba mniej wysiłku, aby uzyskać jednolitą masę czekoladową.

Czekolada karobowa bez cukru, bardzo ciekawa!

Czekolada karobowa bez cukru, bardzo ciekawa!

Oczywiście wybór należy do konsumenta. Sama wybieram najprostsze składy i lepszą jakość – co Wam polecam. A przy okazji – myślę, że wpisów o dodatkach do żywności musi być u nas więcej. Może podpowiecie, który opisać jako kolejny?

Wybrana bibliografia

29 VI2016

Wegańskie lody owocowe z chia

by joanna

W tym roku udoskonaliłam mój przepis na wegańskie lody dla alergików – bez mleka, glutenu, z dozwolonymi owocami. Dzięki foremkom możemy jeść prawdziwe lody na patyku, zamiast wyskrobywać je z pucharków, ale przepis jest tak samo dobry, gdy używamy np. miseczek. Zamiast mrozić, mus można wypić po schłodzeniu jako koktajl.

Domowe lody truskawkowe

Domowe lody truskawkowe

Zdaję sobie sprawę, że plastikowe foremki (z polipropylenu) nie są idealnymi pojemnikami w ekologicznej kuchni. Ponieważ nie poddajemy ich wysokiej temperaturze, żywię nadzieję, że przenikalność tworzywa do naszych lodów jest niewielka. Na pewno w tym wypadku przekonała mnie wygoda. Kupicie je w Ikei.

lody_z_chia_1

Tu znajdziecie przepis, który stosowałam do niedawna. W tym roku postanowiłam, że zagęszczę mus nasionami chia. (więcej…)

20 VI2016

Papier do pieczenia – ekologiczny, neutralny, szkodliwy?

by joanna

Papier do pieczenia jest niezwykle wygodnym wynalazkiem. Ponieważ bardzo dużo piekę dla rodziny, która je coraz więcej, naczynia żaroodporne mi nie wystarczają. Czasem piekę np. blachę ziemniaków i batatów. Do pieczenia batonów owsianych także używam papieru do pieczenia, ze względu na to, że łatwo je wyjąć z foremki.

papier_do_pieczenia_duzy

Nie miałam dotąd ulubionej firmy papieru do pieczenia – zazwyczaj zakup zależał od tego, w jakim sklepie się znalazłam i co miałam do wyboru. Przekonałam się kiedyś, że pewna firma produkuje tani i wyjątkowo podły papier (przede wszystkim nietrwały), dlatego w tym wypadku nie oszczędzam.

Na zdjęciach przy tym tekście zobaczycie papier do pieczenia Paclan. Nie jest to reklama, wpis nie jest sponsorowany. Po prostu ta firma jako jedyna odpowiedziała rzetelnie (w ogóle odpowiedziała!) na moje pytania na temat produktu. Dziękuję pani Katarzynie Duduś z firmy CeDo (dystrybutora Paclan w Polsce) za przesłanie wyczerpujących informacji oraz certyfikatów potwierdzających jakość papieru do pieczenia tej marki. (więcej…)

11 V2016

Jak kupować szparagi?

by joanna

Najprostsza odpowiedź to – szybko! Ten pożywny przysmak, ceniony już w czasach starożytnych, nie jest tani, w dodatku w kalendarzu warzyw sezonowych pojawia się tylko na chwilę (maj, czerwiec). Poznajcie trzy zasady, którymi należy kierować się podczas kupowania szparagów, aby zapłacić za najwartościowszy towar.

szparagi_1

Szparagowate to wielka rodzina roślin Asparagus L., z których jako jedyny jadalny w naszej kuchni pojawia się szparag lekarski (Asparagus officinalis L.). Roślina ta pochodzi z rejonów Morza Śródziemnego, była ceniona w starożytnej Grecji – już wtedy ją uprawiano. Jak to bywa z roślinami poddanymi gustom człowieka, w porównaniu do szparagów dziko rosnących te hodowlane straciły nieco na wartości (naukowcy porównali ich zawartość fitoskładników i witaminy C), zyskując łagodniejszy smak, pozbawiony goryczy. Podobno dzikie szparagi rosną jeszcze gdzieniegdzie w Europie, np. we Włoszech, gdzie są wielkim przysmakiem. (więcej…)

03 V2016

Wężymord – to się je!

by joanna

Może polska nazwa tego warzywa nie jest bardzo wdzięczna, z kolei oryginalna nastręcza trudności w prawidłowym wymówieniu (skor-z-onera!). Jest to jednak niewątpliwie roślina, którą warto poznać. Kiedyś leczono nią ukąszenia żmii, dziś znajdziemy ją jak na lekarstwo…

skorzonera_0

Skorzonerę zaczęto prawdopodobnie uprawiać około VII wieku na terenach dzisiejszej Hiszpanii. Dziś popularna jest głównie w Belgii, Holandii, Francji, a także w Niemczech, ale uprawia się ją również w Europie Środkowej i Azji. Jej oryginalna nazwa może pochodzić od starofrancuskiego scorzon (wąż), polski „wężymord” również jest związany z dawnym przekonaniem, że roślina neutralizuje jad żmii; dawniej sądzono też, że leczy dżumę.

Skorzonera należy do rodziny astrowatych, czyli jest pokrewna m.in. z topinamburem, słonecznikiem, karczochem czy cykorią. W kuchni wykorzystuje się korzeń, który może osiągać długość do 30 cm. Pokryty jest czarną lub ciemnobrązową skórą, pod którą kryje się białe wnętrze – szybko ciemniejące pod wpływem światła, po obraniu można skropić korzeń sokiem z cytryny.

skorzonera_2

To nie tylko przysmak, który urozmaici nasz stół. Skorzonera jest wykorzystywana jako roślina lecznicza w leczeniu chorób przewodu pokarmowego, układu krążenia i cukrzycy oraz w profilaktyce schorzeń.

Do jej największych zalet należy zawartość:

  • inuliny, która obniża poziom cukru we krwi oraz poziom cholesterolu, a także wpływa na rozwój flory bakteryjnej jelit (jest naturalnym prebiotykiem), może jednak powodować wzdęcia;
  • błonnika, który ogranicza wchłanianie szkodliwych substancji, obniża ciśnienie krwi;
  • glikozydów nadających smak, pewną ilość witamin (głównie E, B1, B2 i C) i łatwo przyswajalnych związków mineralnych (sód, potas, magnez, wapń, żelazo, fosfor, chlor, karoten), a także kwasu nikotynowego, asparaginy, choliny i lewuliny.

Charakterystyczny dla wężymordu jest mleczny, lepki sok, który wycieka po uszkodzeniu skóry korzenia (jeśli niechcący uszkodzimy warzywo, należy je szybko zjeść, ponieważ zwiędnie). Niektórzy z tego powodu do obierania skorzonery zakładają rękawiczki, ponieważ sok ciemnieje pod wpływem światła i zabarwia skórę.

skorzonera_frytki

Skorzonera pieczona w piekarniku.

Kiedy kupować skorzonerę?

Zbiory wężymordu zaczynają się w październiku, ponieważ jest to jednak roślina odporna na mrozy, można ją wykopywać przez całą zimę, aż do wiosny. Po kupieniu przechowujemy ją w lodówce i zjadamy w ciągu kilku dni, ponieważ szybko więdnie.

A więc teraz (maj) mamy ostatnią szansę na spróbowanie skorzonery z tego sezonu!

Jak jeść skorzonerę?

Walory smakowe skorzonery, porównywanej do szparagów, wydobędziemy na kilka sposobów. Można ją na przykład ugotować. Najsmaczniejszy sposób według mnie polega na upieczeniu obranych korzeni w marynacie z oliwy, soli i cytryny. Wężymord można pokroić w słupki, jak frytki, położyć na blasze i piec około 30 minut w temperaturze 180°C.

Można także ją poddać grillowaniu lub upiec nad ogniskiem, co – jak się okazuje – jest dość czasochłonne.

Grillowana skorzonera.

Grillowana skorzonera.

Odmiany skorzonery to m.in.: Jednoroczna Olbrzymia, Czarny Piotruś, Wulkan, Rosyjska Olbrzymia, Einjährige Riesen, Meres, Prodola, Lange Jan, Maxima, Westlandia i Duplex. Różnią się nieco wymaganiami i zawartością np. błonnika. W Polsce podobno najlepiej rosną odmiany Einjhrigr Riesen (niemiecka) i Lange Jan (holenderska). Jednak ponieważ u nas i tak bardzo trudno kupić wężymord, sądzę, że niełatwo dowiedzieć się o to, jaką odmianę udało nam się kupić. O ile się udało.

skorzonera_1

Wybrana bibliografia:

22 IV2016

„Historia wewnętrzna” – recenzja

by joanna

To ciekawe, że naukowcy dopiero od niedawna na poważnie i coraz skuteczniej przyglądają się zawartości naszych jelit, którą nazywamy florą bakteryjną. Można śmiało powiedzieć, że ta dziedzina nauki rozwija się z opóźnieniem co najmniej kilku dekad, przez co wiedza dzisiejszych lekarzy, z którymi zazwyczaj mamy do czynienia, w tej dziedzinie bywa naprawdę niewielka.

historia_wewnętrzna_1

Jak to się niejednokrotnie zdarzało w historii ludzkości, praktyka i medycyna ludowa w tej materii wyprzedziła „mądre głowy” o lata świetlne. W końcu nie od dziś jemy kiszonki, które wzmacniają nasz organizm nie inaczej, niż dostarczając mu pożytecznych bakterii. Skwaśniałe mleko podobnie. Coraz więcej chorób na tle immunologicznym łączy się z funkcjonowaniem układu pokarmowego, a konkretnie z obecnością odpowiednio bogatej i wartościowej fory bakteryjnej jelit.

Teorie o glutenie czy nabiale, które agresywnie zubożają nasze zasoby dobrych bakterii, są wciąż traktowane przez środowiska naukowe z pogardą. Ale wygląda na to, że coraz więcej utytułowanych osób przychyla się do teorii, że odstawienie „wstrętnej trójcy”, czyli nabiału, glutenu i cukru, przynosi nieoczekiwaną poprawę samopoczucia osób cierpiących na wszelkie choroby autoimmunologiczne.

historia_wewnętrzna_4

Historia bardzo wewnętrzna

Jeśli czujecie, że ten temat Was wciąga, koniecznie zajrzyjcie do „Historii wewnętrznej” niemieckiej doktorantki z frankfurckiego zakładu mikrobiologii i higieny klinicznej Giulii Enders (przyznaję, że jestem pod wrażeniem jej wiedzy, to rocznik 1990!).

Enders w często zabawny sposób oprowadza czytelników po ludzkim przewodzie pokarmowym i opowiada (czasem jednak mocno upraszczając), co się w nim właściwie dzieje. Przywołuje momentami dość odkrywcze teorie, nad którymi zwykle nie rozwodzi się dłużej niż w kilku zdaniach, jest to jednak wystarczający trop, aby zainteresowani mogli szukać informacji dalej. Takim przykładem jest temat pewnych powiązań między łuszczycą a migdałkami i ich nadgorliwością. Autorka pisze o przypadkach, gdy usunięcie migdałków przyczyniało się do cofania objawów choroby. Myślę, że może to zainteresować wielu chorych.

historia_wewnętrzna_3

W książce znajdziemy sporo informacji, o które zwykle nie pytamy lekarzy, takie jak istota wymiotowania, wypróżniania czy produkowania gazów i pozbywania się ich. Przyznaję, że Enders umiała mnie rozbawić, pisząc o robieniu kupy. Nie jestem jednak pewna, czy każdemu ten humor będzie odpowiadać (całości dopełniają wesołe ilustracje siostry autorki). W całym natłoku informacji dotyczącej naszych trzewi zabrakło mi solidnej porcji faktów na temat czopków. Uważam je za genialny wynalazek dla osób o wrażliwym przewodzie pokarmowym – takich jak ja – zwłaszcza że ich użycie jest znacząco zdrowsze od łykania piguł. O ile oczywiście nie ładujemy ich sobie garściami.

Gdzie jest „ja”

Enders porusza bardzo ciekawe zagadnienie poczucia naszej osobowości. Choć mózg traktujemy jako najważniejszy ośrodek naszego wewnętrznego „ja”, to jelita – mające przecież gigantyczną powierzchnię zamieszkaną przez kilogramy bakterii – są w dużym stopniu odpowiedzialne za nasze nastroje i potrzeby. Praca mikroorganizmów to nie tylko trawienie, ale też wysyłanie sygnałów do mózgu, których nie rejestrujemy bezpośrednio, ale jednak mają one wpływ na nasze zachowanie. Co oznacza, że być może dokarmianie bakterii, które działają na korzyść naszego samopoczucia, wpływa na nas równie skutecznie, co sport albo techniki relaksacyjne. Z kolei fatalne odżywianie, nadużywanie leków, a do tego stres zaburzający prawidłowe trawienie przyczynia się do wzrostu niekorzystnej flory bakteryjnej, mającej wpływ na nasze zachowanie, w tym wybór rodzaju posiłków! Dlatego między innymi podejrzewa się, że bakterie jelitowe mogą być w dużym stopniu odpowiedzialne za otyłość i kompulsywne obżeranie się. A także m.in. za depresję…

historia_wewnętrzna_2

Helicobacter pylori w podwójnej roli

Jednym z ciekawszych tropów jest rozdział poświęcony bakterii obecnej w żołądkach połowy ludzkości. Jej dwulicowość przynosi nie tylko straty w postaci podrażnienia żołądka czy (być może) choroby Parkinsona, ale także zyski – mniejsze ryzyko astmy. Dlatego jej obecność w naszym żołądku niekoniecznie musi nas martwić (ja jej nie mam). Być może nasze bakterie jelitowe też odgrywają podwójną rolę, a może jest to zależne od naszej diety? Choć wciąż mało o nich wiemy, na pewno każdy z nas ma swój unikalny zestaw mieszkańców, wpływający na nasze życie bardziej, niż myślimy. Może właśnie nadchodzi czas, kiedy maleńcy bohaterowie historii wewnętrznej zyskają należne poważanie i uwagę wszystkich lekarzy?

Polecam Wam książkę Enders (do kompletu z „Dobrymi bakteriami„) jako źródło wiedzy i rozrywki. Może tylko nie wstawiajcie oliwy do lodówki, jak radzi autorka. I myślcie, co jecie!

baranowscy

Gulia Enders, „Historia wewnętrzna”, Łódź 2015, do kupienia w sklepie ZdrowePodejście.pl z 10% rabatem na hasło baranowscy

zdrowepodejscie_logo

14 IV2016

Skąd się wzięło moje jajko?

by joanna

250 niosek „zwykłych” oraz 150 zielononóżek. Wygrzebane dziury w ziemi, zalotne spojrzenia kur i władcze piania kogutów. Kurnik, który nie śmierdzi. Ferma w Grzybowie koło Magnuszewa – stąd pochodzą jajka, które jem.

Jeśli chcesz być naprawdę świadomym konsumentem żywnościowym, musisz się trochę wysilić – albo wydelegować osoby, którym ufasz, aby sprawdziły, skąd naprawdę pochodzi nasze pożywienie. Jako Kooperatywa Spożywcza prowadząca sklep otwarty dla wszystkich bierzemy odpowiedzialność za nasz towar. Dlatego co jakiś czas odwiedzamy naszych dostawców i dowiadujemy się jak najwięcej, aby przekazywać klientom jak najwięcej informacji o towarze oferowanym w sklepie Kooperatywy.

jaja_grzybow_7

(Pamiętajcie, że wciąż zbieramy na otwarcie nowego sklepu – więcej informacji tutaj).

Kury na emach

W niedzielę 10 kwietnia nasza ekipa wyruszyła z Warszawy do Grzybowa koło Magnuszewa, aby odwiedzić gospodarstwo Marleny i Piotra. Zostaliśmy przywitani nie tyle chlebem i solą, co jajem i jarmużem – gospodarze przygotowali dla nas przepyszny wegetariański poczęstunek na bazie swoich produktów. Najpierw jednak poprosiliśmy o oprowadzenie po dobrach.

jaja_grzybow_1 (więcej…)

24 III2016

Dlaczego jajko może uczulać?

by joanna

Jaja kurze należą do najczęstszych alergenów, w dodatku w ich skład wchodzi ponad 20 białek, z których część może wchodzić w reakcje krzyżowe. Jajo kurze częściej uczula dzieci (mówi się o 0,5–2,5% dzieci z alergią na jajo), z wiekiem zwykle objawy alergii stają się łagodniejsze.

Przeczytaj: Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową?

Trochę z okazji Wielkanocy, a trochę z potrzeby poznania reakcji alergicznej, postanowiłam przyjrzeć się alergenom jajka kurzego.

jajka_0

Und keine Eier

W naszej rodzinie alergię na jajko (białko i żółtko) zupełnie nieoczekiwanie wykazał nasz młodszy syn. Nieoczekiwanie, ponieważ żadne z nas nie ma problemów z jedzeniem jajek, choć nasz starszy chłopiec ma ślad w badaniach z krwi dawnej reakcji IgE-zależnej (jajka wyszły też w teście MRT), jednak nigdy nie miał objawów.

Już pierwszy kontakt z jajkiem (S. nie miał jeszcze roku) okazał się brzemienny w skutki: nasz synek dostał wysypki wokół ust, a jajko zwymiotował w ciągu kwadransa. Panel alergiczny z krwi wykazał, że nasz syn ma przeciwciała IgE na białko i żółtko jaja w klasie 3. Nasz syn nie dostaje jajek w żadnej postaci, w zasadzie nie powinien też ich dotykać (obranych). Kilka dni temu posmarowałam mu przedramię mikroskopijną ilością białka i żółtka – na białko nie zareagował, żółtko spowodowało delikatny obrzęk.

Reakcje na białka obecne w jaju bywają jednak bardzo silne i niebezpieczne, łącznie z sytuacją reakcji na odległość.

jajka_2

Szczepienia a alergia na białka jaja

Z powodu obecności białek kurzych w niektórych szczepionkach (np. MMR) stwierdzona alergia na jajo jest wskazaniem do szczególnej ostrożności podczas wykonywania szczepienia:

W praktyce istotne może być bezpieczne zastosowanie monowalentnej szczepionki na różyczkę, która nie zawiera owoalbuminy (link).

Jednak to szczepionka przeciw grypie zawiera znaczącą ilość potencjalnie uczulających białek.

Szczepionka na grypę zawiera natomiast około tysiąckrotnie większe stężenie owoalbuminy niż szczepionka skojarzona MMR. Tylko u dzieci bez reakcji anafilaktycznej w wywiadzie po spożyciu jajka i bez wystąpienia reakcji anafilaktycznej po podaniu szczepionki możliwe jest przeprowadzenie szczepienia metodą frakcjonowaną zgodnie z obowiązującym schematem (30). Warto pamiętać także o możliwych reakcjach na żelatynę lub neomycynę (32). Uczulenie na żelatynę jest konsekwencją poprzedzającego szczepienia na DTP zawierającego śladowe ilości żelatyny lub kontaktu z produktami spożywczymi (link).

Ab ovo

Białko i żółtko jajka mają inny zestaw alergenów, dlatego zdarza się, że jedno uczula, a drugie nie. Różnią się one m.in. masą cząsteczkową oraz stopniem wywoływania reakcji alergicznej i odporności  na czynniki zewnętrzne.

W białku jaja kurzego znajdziemy:

  • owomukoid – Gal d1, najsilniejszy alergen w kontakcie ze skórą, stanowi 11% frakcji białkowej jaja; odporny na obróbkę termiczną i enzymy trawienne oraz kwas solny; przypuszcza się, że on jest odpowiedzialny za reakcje na odległość (wystarczy, że rozbite jajko jest w tym samym pomieszczeniu/mieszkaniu);
  • owoalbuminę – Gal d2, stanowi około 54% frakcji białkowej jaja; odporny na obróbkę termiczną i enzymy trawienne; przenika do mleka matki;
  • owotransferynę-konalbuminę – Gal d3, stanowiącą 12% białek; być może jest odpowiedzialna za wywoływanie astmy,
  • lizozym – Gal d4, 3,4% białek;
  • owomucynę.

W żółtku jaja kurzego znajdziemy:

  • alfa-liwetynę – obecną również we krwi i pierzu ptaków;
  • globuliny,
  • lipoproteiny.

Gotowanie i pieczenie jajek wpływa na niektóre alergeny jaja, jednak nie na te najczęściej uczulające. Jajko surowe lub niedogotowane jest na pewno większym zagrożeniem dla alergika niż jajko ugotowane na twardo lub pieczone np. w cieście. Pewne badania mówią o pozytywnym działaniu diety z zawartością jaj poddawanych długiej obróbce termicznej, jednak podawanie tego alergenu w jakiejkolwiek postaci osobom uczulonym powinno być uzgodnione z lekarzem.

Białka jaja kurzego przenikają przez łożysko i do mleka matki, choć nie wszystkie dzieci na nie reagują. Są jednak podstawy, aby mówić o możliwości prenatalnego uczulenia dziecka, jeśli matka jadła jajka w ciąży.

Objawy uczulenia na jajo

Najcięższą postacią reakcji alergicznej na jajko jest śmiertelnie niebezpieczny wstrząs anafilaktyczny, objawiający się m.in. nagłym i znacznym obniżeniem ciśnienia tętniczego krwi. Śmiertelne reakcje na jajo są rzadkie, ale znane.

Do reakcji IgE-niezależnych lub mieszanych należą: eozynofilowe zapalenie przełyku oraz atopowe zapalenie skóry.

Natychmiastowa reakcja skóry na zetknięcie się z białkiem jaja (konkretnie: zwymiotowaną odrobiną jajecznicy).

Natychmiastowa reakcja skóry na zetknięcie się z białkiem jaja (konkretnie: zwymiotowaną odrobiną jajecznicy).

Objawy skórne:

  • pokrzywka,
  • zaostrzenie AZS.

Objawy pokarmowe:

  • ból brzucha,
  • wymioty,
  • biegunka.

Objawy oddechowe:

  • katar alergiczny, z zapaleniem spojówek, drapaniem w gardle, kaszlem, kichaniem (rhinitis),
  • napady astmy (rzadkie).

Alergie krzyżowe

Białka o podobnej budowie jak w jajkach można znaleźć w mięsie ptaków: kury, indyka, gęsi, kaczki i mewy, przepiórki, perliczki. To oznacza, że osoby uczulone na jajka mogą zareagować alergią na ich mięso (zespół jajo – mięso ptaka), ale nie muszą.

Najczęściej reakcja krzyżowa zachodzi w wypadku mięsa indyka, najrzadziej – gęsi.

Alergia krzyżowa może dotyczyć także pierza i odchodów ptaków.

inkubator_kurczaki

Inkubator dla kurcząt.

A jaja kury zielononóżki lub przepiórki?

Jak pisze prof. Kaczmarski, błędem jest podawanie jaj innych ptaków osobom uczulonym na jajko. Podobieństwa między białkami są tu wystarczającym powodem.

Spotkałam się z historiami, że jajko uczulało kogoś nie z powodu białek swoistych dla samego jaja, ale ze względu na pokarm, jaki jadły kury (np. mączkę rybną). Wtedy zmiana jajek z chowu klatkowego na ekologiczne dawała pozytywne rezultaty. Być może w takich wypadkach warto wykonać bardzo dokładny test alergiczny na konkretne białka – ImmunoCap ISAC.

Czy alergia na jajka mija z wiekiem?

Większość dzieci rzeczywiście z wiekiem przestaje być uczulona na jajka lub reakcje na nie są łagodniejsze. Jeśli alergia jest aktywna, gdy dziecko ma 4 lata, szanse na jej przetrwanie wynoszą 2%. W wieku 6 lat – już 12%, 10 lat – 37%, a w wieku 16 lat – 68%.

Prof. Kaczmarski pisze o zalecanej corocznej prowokacji pokarmowej, aby sprawdzać, czy alergia ustępuje. Trzeba pamiętać o ustaleniu warunków takiej prowokacji z alergologiem!

jajka_1

To dlaczego jajko uczula?

Nie znamy jednej, prawidłowej odpowiedzi na pytanie, dlaczego niektórzy mają uczulenie na jajko, a inni nie. Podobnie jak w wypadku alergii na białka mleka krowiego może mieć tu znaczenie budowa białek, masa ich cząsteczek, a także powszechność występowania alergenu.

Pocieszająca jest tendencja ustępowania objawów alergii wraz z wiekiem – mam nadzieję, że nasz młodszy syn uwolni się kiedyś od dość surowych zasad dietetycznych, które zmuszają nas – rodziców i opiekunów – do nieustannej czujności, czy w danym pokarmie nie znajduje się jajko. Na szczęście śladowe ilości nie powodują u S. zauważalnych problemów, dlatego nie musieliśmy zrezygnować z używania jajek w kuchni. Nasz syn może nawet rozbić ugotowane jajko, jednak dłuższy kontakt skóry z (ugotowanym) jajem powoduje u niego świąd i wysypkę. Najsilniejsza reakcja (pokrzywka wokół ust, ból brzucha, wymioty) wystąpiła po jajecznicy, a więc gdy białko nie było ścięte do końca. Przed nami dokładniejsze badania alergiczne z krwi, sądzę jednak, że nasz młodszy syn jest uczulony na kilka alergenów jaj.

Wybrana bibliografia:

13 III2016

Gdy olsza, leszczyna i brzoza krzyżują alergikom plany

by joanna

Dlaczego olsza, leszczyna i brzoza są winne wczesnowiosennym problemom z… alergiami pokarmowymi? W naszej rodzinie alergia na pyłki drzew dotyczy mojego męża i chłopców. Bywały lata, kiedy mąż musiał brać zwolnienie z powodu silnych ataków astmy w okresie pylenia brzozy. Im silniejsze pylenie, tym więcej objawów związanych również ze skórą.

Zawsze z obawą czekamy na kwiecień, kiedy zacznie się intensywna obecność pyłku brzozy w powietrzu – czy uda się uniknąć silnych leków? A może w ogóle panowie przeżyją ten czas bez Rupafinu, Ventolinu, Telfexo itp.?

Leszczyna, olsza brzoza i alergie pokarmowe

Leszczyna, olsza brzoza i alergie pokarmowe

Pierwsza leszczyna

W naszym klimacie leszczyna zaczyna pylić wcześnie, bo już w połowie stycznia (kończy w drugiej połowie kwietnia). Olsza startuje w połowie lutego, kończy razem z leszczyną. Ale to brzoza jest jednym z najczęściej uczulających drzew. Choć pyli krótko, bo zwykle około 2–3 tygodni, jest to czas bardzo wysokiego stężenia jej pyłków. Zwróćcie uwagę, jak popularne jest to drzewo. Na przełomie kwietnia i maja (a czasem wcześniej, jeśli wiosna się pospieszy) brzoza zaczyna kwitnąć i uprzykrzać życie alergikom. Z drzew alergizujących są jeszcze dąb (marzec – kwiecień) i topola (maj).

Jeśli ktoś ma pecha i jest uczulony na pyłki drzew, już od połowy stycznia cierpi z powodu pylenia.

Przeczytaj także:

Objawy uczulenia na pyłki drzew

Alergia wziewna na pyłek jest reakcją IgE-zależną, co oznacza, że jest to reakcja natychmiastowa. Do najczęstszych objawów takiej alergii należą:

  • problemy ze strony układu oddechowego (kichanie, wodnisty katar, swędzenie w nosie, kaszel, aż po napady astmy),
  • problemy ze spojówkami oczu (swędzenie, pieczenie, zaczerwienienie, łzawienie),
  • problemy skórne (wzmożone AZS).

Przyjmuje się, że reakcję alergiczną wywołuje stężenie w powietrzu od 50 do 100 pyłków danej rośliny na metr sześcienny, mniejsze stężenie ma znaczenie tylko dla osób o silnej alergii. Jednak dodatkowym czynnikiem wzmagającym objawy jest częste współwystępowanie alergii na kilka drzew, które pylą w tym samym momencie, i nawet, jeśli stężenie pyłków liczone osobno jest niskie, to suma alergenów w powietrzu może być już bardzo znacząca dla chorego.

http://www.twojapogoda.pl/tematyczne/dla-alergikow

http://www.twojapogoda.pl/tematyczne/dla-alergikow

Warto sprawdzać poziom pyłków w powietrzu i sprawdzić, gdzie akurat najmniej pyli np. leszczyna. Sama korzystam z serwisu Twoja Pogoda.

Stężenie pyłków to tylko jeden z czynników wywołujących reakcje alergiczne w sezonie pylenia. Nie bez znaczenia jest jakość ogólna powietrza, którym się oddycha (zanieczyszczenie pyłami np. 2,5 PM czy 10 PM w miastach może wzmagać alergie wziewne). Pomocne bywają różne sprzęty i udogodnienia do domu (np. siateczki w oknach, oczyszczacze powietrza – przeczytaj naszą recenzję oczyszczacza Fellowes), które ułatwiają życie alergikowi, ale tylko w przygotowanych pomieszczeniach. Czasem trudno przestrzegać odpowiednich pór wychodzenia z domu czy siedzieć cały dzień domu, unikając pyłków.

Oczyszczacz powietrza

Oczyszczacz powietrza

W skrajnych wypadkach, kiedy leki nie są w stanie zatrzymać reakcji alergicznej i chory cierpi na nieustanne duszności itp., konieczne jest wyjechanie w miejsce, gdzie stężenie pyłków jest znacznie niższe (zdarzało nam się wyjechać w góry podczas intensywnego pylenia brzozy). Jednak sama pyłkowica może być tylko częścią problemu, ponieważ nierzadkie są krzyżowe reakcje wziewno-pokarmowe, które zmuszają do wyłączenia z diety części pokarmów.

Uczulenie krzyżowe i panalergeny

Szacuje się, że około 70% alergików reagujących na pyłki brzozy jest również uczulonych krzyżowo na niektóre pokarmy. Czyli alergia wziewna łączy się u nich z alergią pokarmową. Przyjmuje się, że alergia wziewna jest pierwotna, a pokarmowa – wtórna, co zresztą można zaobserwować, gdy dany pokarm przestaje szkodzić poza sezonem pylenia. A więc alergia krzyżowa polega na reakcji organizmu na dwa podobne białka (przy czym jedno białko uczulało jako pierwsze) w sytuacji obecności obu białek jednocześnie.

Dzieje się tak z powodu podobieństwa między budową białek występujących w różnych roślinach. Organizm, reagujący wrogo na białka pochodzące np. od brzozy Bet v1, może zacząć reagować tak samo obronnie na białko jabłka Mal d 1 czy wiśni Pru a 1, ponieważ te mają podobną sekwencję aminokwasów (lub inne podobieństwa w budowie). Białka te zwane są zwane panalergenami i znajdziemy w różnych roślinach (owocach, warzywach, w nasionach, pyłkach), ale także u zwierząt. Są to m.in. profiliny, chitynazy, glukanazy, białka przenoszące lipidy (LTPs).

Oprócz informacji o występowaniu podobnych białek w różnych pokarmach ważna jest wiedza na temat odporności tych protein na temperaturę czy enzymy trawienne. Wielu alergików zauważa, że choć np. surowy owoc wywołuje u nich reakcję, to ugotowany czy upieczony już nie. Jednak według naukowców alergie krzyżowe, w których pierwotna jest alergia wziewna na drzewa i np. bylicę, na początku dotyczą białek wrażliwych na temperaturę, a w późniejszym okresie również tych, które na temperaturę i enzymy nie reagują.

Jabłka

Jabłka

Naukowcy wyodrębniają alergeny z pyłków uczulających roślin i porównują je z białkami produktów spożywczych, aby poznać jak najwięcej możliwości reakcji krzyżowych. Co ciekawe, eksperymentują z genami, aby wyprodukować np. niealergizujące jabłko. Na ile jest to syzyfowa praca? (Wg mnie właśnie tak jest – zniknie jeden alergen, to pojawi się drugi, przecież w innych krajach, gdzie nie ma brzóz, jej „rolę” wydzielania panalergenów mają inne drzewa).

Objawy uczulenia krzyżowego

Najczęstszym objawem jest OAS – oral allergy syndrome, czyli zespół alergii jamy ustnej. Objawia się reakcją warg, języka, błon śluzowych jamy ustnej, która może być jedynie pieczeniem, swędzeniem czy ogólnym dyskomfortem, w postaci przewlekłej np. niegojącym się zajadem w kąciku ust czy spierzchniętymi wargami. Pokrzywka oraz obrzęk może dotyczyć także rąk, które dotykały owocu czy warzywa.

W ostrych przypadkach może dojść do obrzęku jamy ustnej, przełyku, reakcji układu pokarmowego (wymioty, biegunka), oddechowego (skurcz oskrzeli, obfity katar), skóry (pokrzywka) i oka (zaczerwienienie, łzawienie), aż po wstrząs anafilaktyczny.

Kwitnąca (i pyląca) brzoza.

Kwitnąca (i pyląca) brzoza.

Wszystkiemu winna jest brzoza

Choć brzoza kwitnie jako ostatnia, jest ona prawdopodobnie winna również problemów z alergiami krzyżowymi już od połowy stycznia. Dlaczego? Badania wskazują, że – ponieważ alergia krzyżowa zachodzi również pomiędzy pyłkami tych właśnie drzew – u większości (95%) uczulonych na wszystkie trzy drzewa pierwotną alergią była właśnie alergia wziewna na pyłki brzozy. Można więc uznać, że drzewo to jest winne sporej części alergii w Polsce. Jednak w miejscach, gdzie brzoza nie jest popularna, jej miejsce zajmują po prostu inne drzewa.

Możliwe alergie krzyżowe pokarmowe

Leszczyna (Corylus avellana)

  • orzechy,
  • pokarmy alergizujące krzyżowo z pyłkiem brzozy.

Olsza (Alnus)

  • pokarmy alergizujące krzyżowo z pyłkiem brzozy.

Brzoza (Betula) – wyróżnione najczęstsze

  • jabłka,
  • gruszki,
  • marchew,
  • seler,
  • pomidory (surowe),
  • banan,
  • mango,
  • morele,
  • brzoskwinie,
  • śliwki,
  • wiśnie,
  • pomarańcze,
  • liczi,
  • czereśnie,
  • truskawki,
  • maliny,
  • kiwi,
  • figi,
  • pieprz,
  • orzechy,
  • cukinia,
  • ziemniak (surowy),
  • anyż,
  • papryka,
  • kminek,
  • kolendra.

Czy pokarmy uczulająco krzyżowo można jeść poza sezonem pylenia?

Na to pytanie odpowiedzi są różne. Z jednej strony rzeczywiście można zauważyć wyraźną różnicę w objawach poza sezonem pylenia – pewne pokarmy uczulające krzyżowo po prostu przestają wywoływać niepożądane reakcje organizmu. Z drugiej strony prof. Kaczmarski pisze o swoistej pamięci organizmu i mimo że poza sezonem pylenia nie będzie zachodzić reakcja IgE-zależna, ponieważ nie będzie obecności alergenu prowokującego obrony immunologicznej, może dojść do opóźnionych reakcji skórnych zależnych od limfocytów T (czwarty typ reakcji alergicznej).

Tak więc w podjęciu decyzji potrzebna jest indywidualna porada specjalisty.

Wybrana bibliografia:

24 II2016

Zima i przednówek: jak jeść lokalnie i sezonowo?

by joanna

Jak jeść lokalne i sezonowo, gdy nastają zimowe nudy w kuchni? Dla osób, które starają się przestrzegać zasady lokalności i sezonowości na talerzu, zima i przednówek mogą być okresem wymagającym cierpliwości i pomysłowości.

Jako matka gotująca dla dwóch alergików (sama unikająca glutenu) od kilku lat przerabiam scenariusz – kurka siwa, co na obiad, żeby nie było to samo, co wczoraj? Zwłaszcza że przy alergiach pokarmowych ważna jest różnorodność i rotacja produktów. I jeszcze warto jeść lokalnie i sezonowo… Tym większe wyzwanie, że oprócz przygotowania posiłków domowych muszę jeszcze zaopatrzyć trzylatka w całodzienną wałówkę do przedszkola (w tym obiad łatwy do odgrzania).

Zima i przednówek: jak jeść lokalnie i sezonowo

Zima i przednówek: jak jeść lokalnie i sezonowo

Jak jeść lokalnie i sezonowo

Drugie danie obiadowe zwykle mamy wg standardu – węglowodany, białko i warzywa. Tak jak dwa pierwsze elementy nie stanowią wyzwania (choć przyznaję, że czasem sięgam dalej niż tylko polskie kasze i ziemniaki), tak wybór warzyw zimą jest ograniczony. Dochodzi do tego jeszcze kwestia gustu – nie wszystko nam smakuje, nie wszystko jest wskazane…

Topinambur - odmiana albik.

Topinambur – odmiana albik.

Dla mnie najlepszą lekcją sezonowości warzyw i owoców jest mój dyżur w sklepie Kooperatywy, gdzie ze świeżych produktów mamy tylko polskie i tylko „aktualne”. Jeśli chcę wiedzieć, na co jest sezon, wystarczy, że spojrzę na półki w sklepie na Wilczej. Wbrew obawom naprawdę można zaplanować tygodniowe menu tak, aby codziennie na stole królowało inne warzywo. I uwaga, piszę tu o uprawach ekologicznych lub naturalnych, bez użycia pestycydów czy herbicydów.

Oczywiście zimą królują warzywa korzeniowe, bulwy i kapustne. W zależności od tego, jak sroga jest zima, czasem możemy mieć dostęp do świeżej, lokalnej zieleniny, np. cykorii.

zolte_buraki_1

Żółte buraki.

Magister inżynier Monika Zielińska, absolwentka żywienia człowieka i oceny żywności oraz dietetyki na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, doktorantka w tamtejszej Katedrze Żywienia Człowieka.

monika_ZielinskaSezonowe warzywa dostępne w okresie jesienno-zimowym są bardzo wartościowe z żywieniowego punktu widzenia. Należy pamiętać, że przez długie lata były one podstawą diety człowieka zamieszkującego nasze tereny. Przede wszystkim należy zadbać o odpowiednie urozmaicenie wybieranych warzyw, nie należy też zapominać o kiszonkach warzywnych.

Dodatkowo np. topinambur jest bogaty w inulinę, czyli frakcję węglowodanów stanowiącą pożywkę dla bakterii mlekowych – ułatwia to ich przeżywalność w przewodzie pokarmowym. Można też z powodzeniem korzystać z bardzo wartościowych mrożonych warzyw czy obecnie łatwo dostępnego jarmużu, który jest prawdziwą bombą witaminowo-mineralną. Urozmaicona dieta jest kluczem do zaspokojenia potrzeb organizmu na składniki pokarmowe.

Jakie świeże warzywa lokalne i sezonowe jemy zimą i na przednówku?

  • Warzywa kapustne: jarmuż, kapusta głowiasta biała i czerwona, kapusta pekińska, brukiew, brukselka
  • Warzywa cebulowe: cebula – różne odmiany (czerwona, biała), czosnek, por, szczypior
  • (Warzywa liściowe: cykoria)
  • Warzywa korzeniowe: burak – różne odmiany (czerwony, żółty), marchew (różne odmiany – pomarańczowa, biała, purpurowa), pasternak, pietruszka korzeniowa, seler korzeniowy, topinambur, wężymord (skorzonera)
  • Warzywa psiankowate: ziemniaki – różne odmiany (irga, vienetta, bellarosa)
  • Warzywa strączkowe: fasola, groch suszony, lędźwian, ciecierzyca (trzeba sprawdzić kraj pochodzenia)
Trzy kolory marchewki.

Trzy kolory marchewki.

Kiszonki

Niezmiernie bogate m.in. w witaminę C i bakterie probiotyczne. Kiszonki (te prawdziwe, bez octu) znakomicie ożywiają nasze menu. Kwaśne ogórki czy kapustę lubią zwykle nawet dzieci. Warto samemu kisić warzywa, również te mniej oczywiste (ostatnio jemy kiszony topinambur).

Kiszony topinambur.

Kiszony topinambur.

O tym, jak cenne są bakterie siedzące w kiszonkach, przeczytacie np. w książce „Dobre bakterie”.

Owoce

Jabłka i gruszki to wspaniałe, ale dość monotonne składniki menu. Dlatego oczywiście warto sięgnąć po suszone owoce (koniecznie bez żadnych konserwantów, czyli niesiarkowane itp.). Od czasu do czasu można skubnąć owoców wędzonych, np. śliwek.

gruszki_1

Strączkowe

Błonnik, białko, witaminy i mnóstwo zastosowań roślin strączkowych to tylko część ich zalet. Można zrobić z nich pastę na kanapki, sałatki, kotlety, wkład do zupy…

Grzyby

Pieczarki i boczniaki, zwłaszcza ekologiczne (tak jak u nas w sklepie) to wbrew pozorom nie tylko smaczny dodatek do posiłku. Pieczarki są również źródłem błonnika pokarmowego, kwasu foliowego, witamin z grupy B oraz witaminy D, tak pożądanej w mniej słoneczne miesiące. Do tego zawierają m.in. fosfor, selen, żelazo, miedź. Boczniaki z kolei mają w sobie B-D-glukan, składnik odżywczy o działaniu przeciwnowotworowym. Pozytywne skutki spożywania grzybów to materiał na osobny tekst!

Ekologiczne polskie pieczarki.

Ekologiczne polskie pieczarki.

Zielone triki

Jak urozmaicić stół świeżą zieleniną w zimie i na przednówku? Założyć miniogródek na parapecie. W kilku doniczkach z łatwością wyhodujecie zioła takie jak bazylia, tymianek, kolendra, a do tego koniecznie szczypior – znakomite uzupełnienie śniadania czy kolacji.

 szczypior_1

Orzechy, nasiona i pestki

To oczywiście wspaniały sposób na urozmaicenie dań. Bardzo lubię połączenie pestek słonecznika z jarmużem (np. w pesto jarmużowym czy w koktajlu), dbam o to, aby zazwyczaj nie podgrzewać nasion w wysokiej temperaturze. Choć prażone orzechy czy nasiona np. sezamu smakują wyśmienicie, nie są tak zdrowe jak surowe, ponieważ dochodzi w nich do utlenienia się nienasyconych kwasów tłuszczowych – powstają rakotwórcze kwasy trans. (Przyznaję jednak, że raz na jakiś czas smażę falafele z nasionami sezamu).

Orzechy i inne „zapasy” znakomicie sprawdzą się jako nieduża, ale kaloryczna przekąska.

A więc, choć wydaje się, że zimą trudniej wyczarować coś kolorowego na obiad, co nie przyjechało z dalekich krajów (a więc unikamy chemicznych dodatków w jedzeniu i nie płacimy za transport przez pół świata), jest to prostsze, niż myślimy. 

A jakie są Wasze ulubione zimowe warzywa? Czy lubicie jeść lokalnie i sezonowo?

15 II2016

5 faktów na temat śniadania – rozmowy z dietetykiem

by joanna

Monikę Zielińską, z którą rozmawiałam już na temat m.in. wapnia w diecie (patrz Wapń, witamina D3 i K2-MK7) tym razem zapytałam o najważniejszy posiłek dnia: śniadanie. Dlaczego tak ważne jest, aby nie zapominać o nim przed wyjściem do przedszkola, szkoły czy pracy? Jak powinno wyglądać śniadanie? Czy może być w postaci zupy? Czytajcie!

Magister inżynier Monika Zielińska

monika_ZielinskaAbsolwentka żywienia człowieka i oceny żywności oraz dietetyki na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, a obecnie doktorantka w tamtejszej Katedrze Żywienia Człowieka. Absolwentka kursu Promotor Karmienia Piersią organizowanego przez Centrum Nauki o Laktacji. Swoje zainteresowania koncentruje wokół żywienia w ciąży, laktacji oraz w dzieciństwie, a zwłaszcza jego wpływu na rozwój poznawczy dziecka. Zajmuje się również edukacją żywieniową dzieci, młodzieży i ich rodziców oraz wolontariatem w Fundacji Bank Mleka KobiecegoFundacji Promocji Karmienia Piersią. Prywatnie miłośniczka polskiego teatru.

Fakt 1. Po śniadaniu lepiej pracujemy

J.B.: Dlaczego tak ważne jest, aby pierwszy posiłek – śniadanie – był zjadany przez dzieci w domu, przed szkołą?

M.Z.: Śniadanie jest pierwszym posiłkiem po długiej przerwie nocnej i dostarcza energii na najbliższe – zazwyczaj bardzo aktywne – godziny. Dzięki temu wspiera naturalną aktywność fizyczną i psychiczną, korzystnie wpływa na koncentrację, kreatywność czy procesy poznawcze, co dalej może się przekładać na osiągnięcia szkolne dzieci. Są badania, które wskazują również, że dzieci spożywające śniadania charakteryzują się wyższym ilorazem inteligencji niż ich rówieśnicy niespożywający śniadań. Ponadto, niespożywanie śniadań może być przyczyną rozdrażnienia czy obniżonego nastroju.

pierwsze_sniadanie_1 (więcej…)

28 I2016

Mój buraku, mój… żółciutki!

by joanna

Jeśli znudził się Wam już repertuar zimowych warzyw, a zwłaszcza kolorystyczna monotonia bulwiastych, proponuję – dla odmiany kupicie coś żółtego. Coś, co poprawi Waszą energię oraz potencję (która zimą bywa mniej rozbudzona). 

Dzisiejsze buraki, które wyewoluowały z buraka dzikiego (Beta maratima), to nie tylko popularna czerwona bulwa czy botwina. To także kilka mniej znanych, a równie zdrowych odmian, takich jak mangold (boćwina) oraz właśnie burak żółty.

zolte_buraki_1 (więcej…)

09 I2016

Zielony koktajl wapniowy: jarmużowo-karobowy

by joanna

Jedna porcja jarmużu zawiera więcej wapnia niż 170 ml mleka i więcej błonnika niż trzy kromki pełnoziarnistego chleba – pisze Jo Robinson w swojej książce „Dzika strona jedzenia” (choć nie wiem, ile to jest jedna porcja?). Zdecydowanie jarmuż warto jeść. Jest bogatym źródłem nie tylko wapnia i błonnika, ale także witaminy C i K oraz karetonoidów, żelaza i przeciwnowotworowego sulforafanu.

Jarmuż zawiera również szczawiany oraz wspomniany błonnik – hamujące nieco wchłanianie wapnia. Dla osób z problemami tarczycy ważna jest również obecność goitrogenów, hamujących wchłanianie jodu (to cecha wszystkich kapustnych).

Nie wszystkim od razu posmakuje lekki gorzki smak jarmużu. Warto znaleźć swój sposób na przygotowania tej rośliny. My bardzo lubimy pesto (nasz przepis), a nasze dzieci przepadają za słodkim koktajlem jarmużowo-karobowym, który przygotowuję po kątem jak najlepszej zawartości wapnia.

Koktajl jarmużowy.

Koktajl jarmużowy.

Wapniowy koktajl jarmużowy z melasą karobową – przepis

Składniki:

  • kilka umytych liści jarmużu,
  • 2-3 łyżki melasy karobowej,
  • łyżka nasion chia,
  • woda,
  • sok z cytryny według uznania,
  • opcjonalnie: owoc, np. obrana pomarańcza (z albedo), kawałki ananasa.

Wszystkie składniki wkładamy do blendera kielichowego i miksujemy do uzyskania gładkiego napoju. W razie potrzeby dodajemy większą ilość wody.

Nasze dzieci ogromnie lubią ten koktajl, głównie dzięki obecności słodkiej melasy. Myślę, że można ją zastąpić np. miodem. W takim koktajlu łatwo ukryć smak jarmużu, którego wszystkie jego zalety – zwłaszcza że jest on surowy – będą zachowane. Sok z cytryny jest dodatkowym czynnikiem sprzyjającym wchłanianiu wapnia.

Zachęcam do spróbowania zielonego koktajlu i eksperymentów z łączeniem smaków – smacznego!

03 I2016

Wapń, witamina D3 i K2-MK7 – rozmowy z dietetykiem

by joanna

Nowy rok i u Organicznych nowy cykl rozmów – z dietetyczką Moniką Zielińską będę poruszała tematy ważne dla mnie i dla naszych czytelników.

Zapraszam Was serdecznie na pierwszą część naszej rozmowy poświęconą wapniowi i witaminom, które wspomagają jego wchłanianie.

Magister inżynier Monika Zielińska

monika_ZielinskaAbsolwentka żywienia człowieka i oceny żywności oraz dietetyki na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, a obecnie doktorantka w tamtejszej Katedrze Żywienia Człowieka. Absolwentka kursu Promotor Karmienia Piersią organizowanego przez Centrum Nauki o Laktacji. Swoje zainteresowania koncentruje wokół żywienia w ciąży, laktacji oraz w dzieciństwie, a zwłaszcza jego wpływu na rozwój poznawczy dziecka. Zajmuje się również edukacją żywieniową dzieci, młodzieży i ich rodziców oraz wolontariatem w Fundacji Bank Mleka KobiecegoFundacji Promocji Karmienia Piersią. Prywatnie miłośniczka polskiego teatru.

Kiedy po raz pierwszy rozmawiałam z panią Moniką na temat żywienia, mój starszy syn jeszcze nie miał nogi w gipsie, a młodszy był wciąż karmiony piersią. Tydzień po 3. urodzinach S. pożegnaliśmy się z karmieniem. To była moja decyzja, na szczęście została przyjęta przez synka ze zrozumieniem i obyło się bez silniejszych emocji – może dzięki temu, że starałam się wynagrodzić synkowi brak piersi poświęcaniem mu uwagi w inny sposób. (więcej…)

23 XI2015

Grzegorz Łapanowski: Rewolucja kulinarna jest możliwa – wywiad

by joanna

Grzegorz Łapanowski i jego Fundacja „Szkoła na widelcu” wykonują w polskich stołówkach gigantyczną robotę edukacyjną, którą wobec przeciwności niewyobrażalnych dla zwykłego zjadacza chleba może prowadzić jedynie osoba o niespożytych pokładach energii i optymizmu.

grzegorzlapanowski_2

Z Grzegorzem o naprawie sytuacji polskich stołówek w szkołach i przedszkolach można rozmawiać godzinami. To człowiek, który poznał realia gotowania posiłków dla kilkuset dzieci w źle wyposażonych kuchniach, za stawkę 5, 3, a nawet 2 złotych na osobę. Zawsze pod presją czasu, często z brakiem rąk do pracy, a czasami dodatkowo z paradoksalnymi wymogami lokalnymi (np. obiad wydawany od godziny 9:20, żeby wszystkie dzieci zdążyły zjeść przed końcem lekcji, po których wsiadają do autobusu i wracają do domu).

Logo_FSNW

Kiedy oglądam najnowsze „dziecko” fundacji – program „Misja stołówka” (Polsat Café, przy braku telewizora korzystamy z Ipli) – czasem włos mi się jeży, czasem się wzruszam, a najczęściej mam poczucie bezradności wobec tysiąca przeszkód, które stoją na drodze zdrowej i smacznej kuchni w placówkach edukacyjnych.

– Trzeba tylko chcieć – Grzegorz powtarza to zdanie jak mantrę i widać, że on całym sercem wierzy, że zmiany są możliwe.

grzegorzlapanowski_0

JB: Za chwilę koniec pierwszej edycji „Misji stołówka”. Będą następne? 

Grzegorz Łapanowski: Nie wiem! (Śmiech). To było niezwykłe doświadczenie, ale także bardzo wyczerpujące. Nie przypuszczałem, że poświęcimy na to aż tyle energii. Gdybym miał kontynuować realizację tego projektu, może postarałbym się, aby pokazywać tylko pozytywne przykłady… 

Dlaczego? Przecież mocny przekaz, choć bywa nieprzyjemny, lepiej trafia do widza i na pewno jest lepiej zapamiętywany. Ja widzę w „Misji…” znakomitą lekcję dla wszystkich związanych z gastronomią w placówkach edukacyjnych, właśnie dzięki przykładom pozytywnym i negatywnym. 

Myślisz? To doświadczenie nauczyło nas bardzo dużo. Całą serię dwunastu odcinków przygotowywaliśmy prawie pół roku i to był bardzo intensywnie wykorzystany czas. Dziś wiem, że ludzie pracujący w stołówkach to często prawdziwi bohaterowie, jeśli popatrzymy na to, w jakich warunkach muszą pracować i jak są do tego przygotowani. 

No właśnie, masz okazję oglądać dosłownie od kuchni placówki z różnych zakątków Polski. Choć generalizacja może być niesprawiedliwa, masz chyba jakieś ogólne wrażenie na temat tych wszystkich odwiedzonych miejsc.

Sytuacja jest bardzo różna. Daleko nam do stołówek brytyjskich czy amerykańskich, ale z drugiej strony – czy można się z nimi porównywać? W Polsce nie jest znowu aż tak źle, tylko od takiego mówienia na pewno nie będzie lepiej. Przykładowo wyposażenie szkolnych kuchni – pomijając słabej jakości noże, stare garnki i patelnie – na dziesięć odwiedzonych placówek tylko dwie miały piece konwekcyjne. To sprzęt, który można kupić za kilka tysięcy złotych, a daje ogromne możliwości w przygotowaniu posiłków. [Taki piec można obejrzeć dokładniej w 10. odcinku „Misji stołówka” – przyp. red.]. Jednak samym narzekaniem lub marzeniami nikt jeszcze pieca do szkolnej stołówki nie załatwił, trzeba działać. Wielokrotnie powtarzam, że aby coś uzyskać, trzeba być upartym i cierpliwym – wysyłać pisma do urzędów, szukać sponsorów, organizować zbiórki pieniędzy. Ale to wierzchołek góry lodowej. 

Nasz program ma misję, aby walczyć z przyczyną epidemii nadwagi i otyłości, która dotyka coraz więcej polskich dzieci. One tyją najszybciej ze wszystkich młodych mieszkańców Europy. Problem jest tak złożony, że sam piec konwekcyjny go nie rozwiąże. 

lapanowski_1

Ja i Grzegorz Łapanowski w Food Lab Studio.

Masz całą listę rzeczy, które trzeba naprawić. 

To jest działanie na lata. Potrzeba strategii, która zmieni od postaw myślenie o jedzeniu, o posiłkach w szkole, o żywności w sklepie. W Polsce brakuje odgórnego planu, który oprócz tego, że na przykład narzuca prawo zmieniające zasady przygotowywania posiłków, to jeszcze pomaga wdrożyć się w nowy system w praktyce. Nowe rozporządzenie zmieniające zasady gotowania posiłków w szkołach i przedszkolach powstało w dobrej wierze, ale jednocześnie nikt szkolnych kuchni nie przygotował na tę zmianę ani pod kątem wiedzy, ani wyposażenia czy logistyki. Zalecają gotować na parze, ale nie mówią jak zrobić to dla 300 dzieci i nie dają ani złotówki na sprzęt. I tak dalej. A największą burę zbierają kucharki – kobiety ciężko pracujące za najniższą krajową, odpowiedzialne za nakarmienie rzeszy dzieci, czasem za niewiarygodnie niską stawkę. I to do nich wszyscy mają pretensje, że do tej pory było niezdrowo, monotonnie albo niesmacznie. Tymczasem to znów tylko jeden z aspektów skomplikowanego systemu żywienia zbiorowego w szkołach. 

W takim razie jak powinno się działać, żeby ogarnąć wszystkie te wątki, składające się na problem z odżywianiem dzieci? 

Tak jak mówiłem, to musi być działanie systemowe, długofalowe i wieloetapowe. Nie wystarczy wymagać, nakładać kary, zmieniać prawo, trzeba jeszcze chcieć pomóc i nie zasłaniać się brakiem pieniędzy. Czasem brakuje bardzo niewiele, żeby usprawnić działanie konkretnej kuchni. Na przykład zatrudnienie dodatkowej osoby lub zaproponowanie współpracy miejscowej szkole gastronomicznej. Wyobrażasz sobie mycie i obranie warzyw dla kilkuset dzieci. Ktoś to musi robić, a to tylko jedno z zadań w kuchni. W dodatku to rzadkość, żeby intendent, odpowiedzialny za zaopatrzenie i menu, miał realną styczność z kuchnią – gotował na co dzień. To jest bardzo ciężka praca.

Kiedyś normą było, że jedna osoba gotowała dla 50 dzieci – dziś jest to jedna osoba na 120 dzieci. Przy takim obciążeniu personelu, jakie widziałem w niektórych placówkach, nie dziwię się, że tam nie jest dobrze. Trzeba jakoś motywować tych ludzi, szkolić, wspierać. Wiesz, że 80% kadry w tych stołówkach nie ma wykształcenia związanego z gastronomią? 

Uważasz, że to powinien być wymóg? 

Absolutnie nie. Natomiast powinno się inwestować w te osoby. Wysyłać na szkolenia, uczyć dobrego gotowania. Pytałem o to kucharki i co się okazywało? Że na przykład miały, owszem, szkolenie, sponsorowane przez producenta kostek rosołowych. I dowiadywały się, że nie wolno gotować zupy na kościach, że należy używać gotowego produktu, bo to jest bezpieczniejsze. 

Jednak zazwyczaj tych szkoleń po prostu nie ma. 

grzegorzlapanowski_3

Jak wobec tego wyobrażasz sobie system dobrych szkoleń? 

Powinny zostać uruchomione państwowe instytucje doradcze, które nie miałyby interesu w promowaniu produktów wysoko przetworzonych. Które zatrudniałyby dietetyka oraz kucharza i faktycznie uczyłyby osoby związane z tą gastronomią szkolną i przedszkolną, jak zdrowo i smacznie gotować. Potrzebne są regularne szkolenia, ale to wymaga czasu i oczywiście pieniędzy, o których się nie mówi. Pieniądze są potrzebne również na produkty. A jak ugotować dwudaniowy, zdrowy obiad za 2 złote na dziecko? 

Rozwiązaniem problemu z pieniędzmi mogłoby być opodatkowanie „śmieciowego” jedzenia. To również jeden ze sposobów, aby ograniczyć jego spożycie. Podatek od cukru i szkodliwych dla zdrowia izomerów „trans” kwasów tłuszczowych, z którego środki mogłyby iść na zdrowe odżywianie dzieci w szkołach i przedszkolach. Taki podatek funkcjonuje już w wielu rozwiniętych państwach, również w Europie. 

Co jeszcze oprócz szkoleń, dodatkowych rąk do pracy i sprzętu może uratować nasze dzieci? 

Ogródki przyszkolne, zajęcia kulinarne, takie jak ZPT na każdym poziomie edukacji, zdrowe sklepiki szkolne prowadzone przez dzieci, kampanie informacyjne, zaangażowanie nauczycieli. I oczywiście szeroka kampania skierowana na edukację rodziców. Te wydatki to w istocie inwestycje, które zwrócą się z nawiązką.  

lapanowski_2

Tylko trzeba do rodziców dotrzeć. 

Znów brakuje spójnego systemu edukacyjnego, który objąłby także tę grupę. 

Jako osoba zainteresowana zdrowym odżywianiem widzę, że jest bardzo dużo inicjatyw, również lokalnych, które bezpłatnie oferują tę wiedzę. Szkoła na Widelcu jest jednym z przykładów, ale choćby moja dzielnica – warszawskie Bielany – organizuje konferencje dla przedszkoli, szkół i rodziców na temat zapobiegania otyłości. Tylko wiadomo – przychodzą na nie ci, którzy chcą. 

Otóż to. Kiedyś w szkołach była edukacja kulinarna, to powinno wrócić. Wiedza o zdrowym odżywianiu powinna być obowiązkowa. W tej chwili oddolne działanie inicjatyw pozarządowych robi więcej niż nasze państwo, które tylko wymaga, ale mało kto odważy się naruszyć status quo. Wiadomo, że do wykonania jest gigantyczna praca, która przyniesie efekty za kilka lat. Wszyscy się boją, że zejście z utartych ścieżek spowoduje katastrofę. Na pewno łatwo nie będzie. 

Wy w ramach edukacji kulinarnej gotujecie z dziećmi. Łatwiej z młodszymi czy ze starszymi? 

Wiesz, pierwsze dwa lata życia dziecka mają decydujące znaczenie, czy wyrośnie na niejadka, czy smakosza. To instynkt samozachowawczy – kiedy dziecko staje się bardziej samodzielne, przestaje łatwo akceptować nowe smaki, żeby się nie po prostu nie zatruć czymś, co przypadkowo trafi mu do rąk i buzi. Przedszkolaki są wybredne, jedzą to, co znają, a kto z rodziców ma dziś czas na pokazywanie dziecku różnorodnych produktów? [Chyba ja – przyp. red.]. Z nastolatkiem można już pogadać, łatwiej go przekonać do nowości. Ale to nie znaczy, że nie należy próbować z kilkulatkami. 

W przedszkolach zapewne słyszysz ten sam argument, który ja usłyszałam w swoim: próbowaliśmy zdrowego żywienia i wszystko lądowało w koszu. 

No tak, bo pewnie spróbowali raz i tyle. Tymczasem jeśli nie mamy przekonania do jakiegoś smaku, trzeba podejść do niego nawet 10 razy, żeby go polubić. Przecież z dziećmi jest tak samo. Raz nie zje, drugi raz nie zje, a za trzecim razem spróbuje. 

Ale porażka boli, co widać również w twoim programie. 

Porażka jest wpisana w nasze warsztaty. Myślę, że po prostu trzeba zaakceptować, że dzieci nie zasmakują w nowościach z marszu. Ja wierzę, że  się uda – prędzej czy później – dlatego nie poddaję się łatwo i działam, póki nie osiągnę sukcesu. W tym wypadku trzeba być konsekwentnym, upartym i cierpliwym, ale przede wszystkim trzeba chcieć. 

W stołówkach szkolnych i przedszkolnych panuje przekonanie, że należy gotować to, co dzieci zjedzą. No dobra, ale przecież chodzi o to, żeby dzieci jadły zdrowo. Rozumiem niezadowolenie rodziców, łatwo żądać zmian, narzekać na jedzenie. Ale czy warzywa, których dziecko nie chce jeść na stołówce, zjada tak chętnie podczas rodzinnego obiadu? Albo zupa bez wzmacniaczy smaku i zapachu – czy jest atrakcyjniejsza niż ta z kostką rosołową serwowana w domu? Chcąc osiągnąć sukces we wspólnym celu, jakim jest poprawa jakości żywienia dzieci w naszym kraju, musimy działać razem, ale każdy musi zacząć od siebie. Rewolucja kulinarna jest możliwa, tylko dajmy jej szansę.

Niech żyje rewolucja! Dzięki za rozmowę – trzymam kciuki za kolejne udane, smaczne akcje.

Finał  „Misji stołówka” już 24 listopada w Polsat Café o 21:30.

Przepisy z programu znajdziecie tutaj. 

Zjęcia – materiały Fundacji Szkoła na widelcu.

03 XI2015

Czy znasz już topinambur?

by joanna

Czy znasz już topinambur, czyli słonecznik bulwiasty? Jak wiele cennych warzyw, to przybyło do Europy z Ameryki Północnej i znalazło tu podatny grunt, aby zadomowić się w naszych ogrodach.

czy_znasz_juz_topinambur

Nazwa rośliny pochodzi od brazylijskiego plemienia Indian Tupinamba, którego przedstawiciele zostali przywiezieni do Europy w tym samym czasie, co warzywo (1613 r.), ale nie mieli z nim nic wspólnego… W Polsce słonecznik bulwiasty nazywano m.in. bulwą, gdulą ziemną, świńskim orzechem czy świnim chlebem.

Dziś łatwiej go wyhodować, niż kupić w warzywniaku i choć jego uprawa jest niewymagająca, a roślina właściwie rozrasta się sama, ceny topinamburu bywają bardzo wysokie. Zachęcam wszystkich do spróbowania tej przepysznej bulwy (do kupienia oczywiście w Kooperatywie Dobrze) i samodzielnego posadzenia warzywa. Jest tak mało wymagające, że wyrosło nawet na dość trudnej glebie naszej działki i w ciągu kilku tygodni mogliśmy już zbierać pierwsze bulwy – z tym lepiej jednak poczekać do pierwszych przymrozków (o czym niżej).

topinambur_1 (więcej…)

19 X2015

Kochasz dziecko, więc karm zdrowo!

by joanna

Pamiętacie, że pierwsze śniadanie jest najważniejszym posiłkiem w ciągu całego dnia? A wiedzieliście, że to, co jemy na śniadanie, determinuje nasz wybór produktów na drugie śniadanie?

O tych badaniach będę jeszcze pisać – „Ocena wyboru produktów spożywczych w czasie pobytu w szkole uczniów warszawskich szkół podstawowych w kontekście spożywania przez nich śniadań” (Monika Zielińska, Karolina Gajda, Jadwiga Hamułka, 2014) to tekst obowiązkowy dla wszystkich rodziców!

Wraz z rozpoczęciem nauki w szkole na ogół następuje pogorszenie sposobu żywienia się dzieci, co wynika między innymi z ich częściowego usamodzielnienia się w sferze wyboru żywności.

– piszą autorki, które zbadały nawyki żywieniowe 761 uczniów warszawskich podstawówek.

pierwsze_sniadanie_2

(więcej…)

11 X2015

Czy konferencje uratują dzieci od otyłości?

by joanna

W czwartek 8 października 2015 r. uczestniczyłam w lokalnej konferencji poświęconej otyłości u dzieci, organizowanej przez Urząd Dzielnicy Bielany, przeznaczonej dla dyrektorów placówek oświatowych, nauczycieli i rodziców.

konferencja_otylosc

Tytuł „Czego Jaś się nie nauczy…”, czyli jak kształtować dobre nawyki, przeciwdziałając otyłości u dzieci, był pretekstem do zarysowania kilku niezmiernie ważnych problemów dotykających polskie dzieci. Przyznam, że najnowsze dane dotyczące otyłości i nadwagi u dzieci są zatrważające (o czym dalej).

Całe spotkanie zaczęło się niezwykle przyjemnie, od degustacji potraw przygotowanych przez uczniów bielańskich szkół podstawowych. Spróbowałam chyba większość dań bezglutenowych i bezcukrowych i była to prawdziwa uczta.

This slideshow requires JavaScript.

Mój komentarz:

Degustacja była wspaniałym pomysłem, najlepsze smakołyki znikły w ciągu pierwszych 10 minut i wcale się nie dziwię. Najbardziej zasmakowała mi sałatka z dynią (niestety nie wiem, uczniowie której szkoły ją przygotowali – sałatka na zdjęciu) – dostałam nawet przepis i jeśli taką sałatkę zrobię, na pewno Wam się pochwalę.

konferencja_otylosc_bielany_7

Niestety, część smakowicie wyglądających potraw zawierała cukier (co z tego, że np. brązowy), a jak wiecie, cukru unikam, co i Wam polecam.

Konferencję otworzył burmistrz Bielan Tomasz Mencina, a pierwsze wystąpienie miała posłanka PO Joanna Fabisiak*, która w kilku słowach odniosła się do nowej ustawy zakazującej sprzedaży w sklepikach szkolnych tzw. jedzenia śmieciowego i regulującej skład potraw przygotowywanych w przedszkolnych i szkolnych stołówkach. Niestety, ustawa – jak wiemy – okazała się niewypałem, ponieważ sklepiki bankrutują, a uczniowie chodzą po słodycze do sklepów spożywczych.

Burmistrz Bielan Tomasz Mencina.

Burmistrz Bielan Tomasz Mencina.

Dopóki dzieci nie będą miały pozytywnego przykładu w domu, idącego od rodziców, marne szanse, żeby odżywiały się lepiej od nich. Padła również informacja, że niedawno pierwszy raz w Polsce amputowano stopę dziecku w wyniku powikłań cukrzycy, co oznacza, że choroba ta musiała być bardzo rozwinięta mimo młodego wieku pacjenta.

Posłanka PO Joanna Fabisiak.

Posłanka PO Joanna Fabisiak.

* Joanna Fabisiak zasłynęła na Bielanach z doprowadzenia do zbudowania w rezerwacie przyrody, obszarze Natura 2000 – Lesie Bielańskim – chodnika wzdłuż ul. Dewajtis. Więcej o tym tutaj i tutaj.

Mój komentarz:

W moim mniemaniu nowa ustawa, bardzo potrzebna (choć nieidealna), powinna być początkiem wielu zmian, które ograniczą w ogóle asortyment śmieciowego jedzenia w sklepach, być może jest potrzebna dotacja dla dystrybutorów naprawdę zdrowej żywności. Do tego dochodzą głębsze zmiany na poziomie rolnika – według mnie potrzebna jest gruntowna zmiana dopłat, która zniechęciłaby rolników do monoupraw konwencjonalnych i zachęciła ich do rolnictwa ekologicznego lub po prostu bez sztucznych nawozów czy pestycydów. Domyślam się, że jest to w tej chwili utopia i że rolnicy mają dużą siłę głosu, aby po prostu zreformować zły – według mnie – system wspierania upraw. Ale to temat na osobny wpis.

konferencja_otylosc_bielany_3

Wykład prof. Jadwigi Charzewskiej z Instytutu Żywności i Żywienia „Ruch jako element zapobiegania otyłości”, choć trwał około 20 minut, zawierał bardzo wiele istotnych informacji i wskazówek dotyczących unikania problemu z nadmierną masą ciała u dzieci. Przedstawione dane jasno określały niepokojącą sytuację polskich dzieci i nastolatków. Aż nie chce się wierzyć, że w województwie mazowieckim 32% dzieci ma nadwagę lub jest otyłych (w skali całej Polski to 20%). Główny zarzut, jaki wysuwała prof. Charzewska, to nieadekwatna ilość jedzenia (czyli dostarczanej energii) wobec ilości ruchu (czyli energii wydatkowanej). Przytaczane badania nad biernością fizyczną polskich dzieci w wieku 11–15 lat w czasie wolnym wskazały na średni czas 4,5 h takiej bierności dziennie, w postaci np. czasu spędzonego przed telewizorem, przy komputerze, ale też naukę. WHO i inne organizacje zajmujące się zdrowiem zalecają, aby dzienna dawka aktywności w wypadku dzieci wynosiła co najmniej 60 minut i nie chodzi tu o sport wyczynowy, ale spacer, rower, chodzenie po schodach. Dorośli na taką aktywność powinni przeznaczać co najmniej 150 minut tygodniowo.

Ruch i zdrowe odżywianie są podstawą w wypadku zdrowia i odpowiedniej sylwetki, a w wypadku dzieci, które mają naturalną potrzebę ruchu, ważne jest niezniechęcanie ich do aktywności, ograniczenie wpływu reklam niezdrowego żywienia i dawanie przykładu. W tym – niezwalnianie dzieci z WF-u pod błahym pretekstem, bo tego WF-u w szkole wcale nie ma tak dużo, a dzięki ćwiczeniom fizycznym mózg jest lepiej ukrwiony, więc lepiej pracuje – co powinno przekładać się np. na lepsze wyniki w nauce.

Mój komentarz:

Mówi się, że jogging wymyślili Amerykanie, żeby móc bezkarnie objadać się niezdrowym jedzeniem. Regularny ruch z pewnością ma ogromny wpływ na to, jak wyglądamy, ale prawda jest taka, że bez dobrej diety nie da się mieć dobrej kondycji i sylwetki.

Zgadzam się całkowicie z tym, że dzieci, które są z natury wulkanami energii, powinny mieć możliwość do codziennej aktywności, najlepiej na powietrzu. Spotkałam się z różnymi zaleceniami, np. codziennym 2-godzinnym przebywaniem na dworze jako minimum. Wiem, że moje dzieci zwykle przebywają na dworze około godziny dziennie (przedszkole) i dwie godziny dziennie (szkoła), ale nie jest to regułą. Tak jak widzę, że szkoła stara się zapewnić sześciolatkom dużo okazji do ruchu i choćby dlatego nasz starszy syn zostaje po lekcjach w świetlicy – bo lubi wyszaleć się na boisku – tak jeśli chodzi o przedszkole, wolałabym, aby tego wychodzenia na dwór było więcej, również po południu, niemal przy każdej pogodzie. W naszej rodzinie wszyscy jeździmy na rowerze, także nasz niespełna trzylatek (od kilku miesięcy jeździ już z pedałami, bez bocznych kółek). Odstrasza nas tylko naprawdę paskudny deszcz. Rower to jeden z przyjemniejszych sposobów na umiarkowany wysiłek fizyczny.

jesienny_rower

Jesień to wspaniała pora roku na rower.

Inna rzecz to zajęcia sportowe, które rozwijają kilka umiejętności jednocześnie, nie tylko fizycznych. Nasz starszy syn chodzi dwa razy w tygodniu na judo i nieźle się na nim męczy. Uczy się też m.in. zasad funkcjonowania w grupie innej niż klasa. Tak więc zgadzam się, że ruch jest niezbędny do szczęścia zarówno trzylatkowi, jak i sześciolatkowi. Mam nadzieję, że dwunastolatek będzie równie chętnie podejmował aktywności fizyczne.

Po tym wykładzie mogliśmy obejrzeć bardzo energetyczny występ dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 223 (niestety nie mam zdjęć).

Wykład Moniki Zielińskiej z SGGW (Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji) „Problem otyłości u dzieci” zahaczał o bardzo istotne tematy odżywiania dzieci, od karmienia piersią po posiłki nastolatków. Przywołane zostały badania przeprowadzone w warszawskich szkołach podstawowych dzieci w wieku 6–13 lat (link do badań na końcu tekstu).

ocena-wyboru

Zanalizowano, jak rodzaj i jakość pierwszego śniadania wpływa na jakość i rodzaj drugiego śniadania oraz ewentualny zakup słodkich przekąsek przez dzieci. Wyniki nie powinny chyba dziwić – im mniej cukrów prostych, a więcej warzyw (lub owsianka) na śniadanie zjadane w domu, tym mniej słodkie było drugie śniadanie. Jest to zależne od skoków cukru we w krwi i ma ogromne znaczenie w gromadzeniu się tkanki tłuszczowej, która powstaje z cukru właśnie (więcej o tym pisałam tu).

Mój komentarz:

Badania, o których mówiła Monika Zielińska, bardzo mnie zainteresowały, znalazłam ich opis w internecie i mam nadzieję, że będę mogła coś więcej o tym napisać przy okazji.

Wnioski są proste – dobrze przygotowane posiłki, począwszy od najważniejszego – śniadania – to niezbędny element w codziennej trosce o prawidłowy rozwój dziecka, jego samopoczucie i sylwetkę. Gdybym miała to podsumować według swoich doświadczeń, to długie karmienie piersią, unikanie gotowych produktów typu słoiczki oraz mleka modyfikowanego, przygotowywanie posiłków w domu z produktów dobrej jakości, picie dużej ilości wody (o niej oczywiście także była mowa na konferencji) oraz pozwolenie dziecku na samodzielność przy posiłkach od momentu, kiedy umie samo siedzieć i jeść (najlepiej stosowanie BLW) i dawanie przykładu w postaci wspólnych zdrowych posiłków – to podstawa sukcesu.

Na koniec głos zabrały przedstawicielki przedszkola nr 422, które krótko opisały rewolucję w stołówce, jakiej dokonał Grzegorz Łapanowski i jego Szkoła na Widelcu. Relację z rewolucji można obejrzeć tu:

http://www.ipla.tv/Misja-stolowka-odcinek-4/vod-6365935

Logo_FSNW_red_2_web

Czy konferencje uratują dzieci od otyłości?

Takie konferencje oczywiście są bardzo potrzebne, bardzo się cieszę, że mogłam w niej uczestniczyć. Mam wielką nadzieję, że kropla drąży skałę i że powtarzane do znudzenia informacje na temat szkodliwości cukru, również w postaci ukrytej, i nawet w brązowej postaci, w końcu uruchomi lawinę dobrych zmian. Że ludzie wreszcie przejrzą na oczy – że podawanie niemowlętom mieszanek mlekozastępczych jest pierwszym krokiem do późniejszych chorób dietozależnych. Że produkty wysoko przetworzone, ze słoiczków, z proszku – to kolejne stopnie do cukrzycowego piekła i innych chorób cywilizacyjnych, powodowanych również brakiem ruchu.

Konferencje, w które są angażowani zarówno uczniowie, jak i rodzice i nauczyciele to naprawdę znakomity pomysł. Oczywiście, same pogadanki nie uratują dzieci przed nadwagą – wszystkie zmiany w zakresie zdrowych nawyków muszą przebiegać jednocześnie na kilku poziomach, przede wszystkim w domu, a potem w przedszkolach i szkołach. Jednak wierzę, że im częściej dorośli będą słyszeli, że zdrowe odżywianie polega na podjęciu wysiłku w gronie rodziny i pedagogów i że się da, jeśli się chce – tym większa szansa na sukces. A żeby się chciało, trzeba otrząsnąć się z iluzji. Zrozumieć, że gotowe produkty dostępne w sklepach, słodycze, napoje, słodkie pieczywo – większość tych rzeczy to zapychacze, mające niewielką wartość odżywczą. W dodatku nie tylko nie dają dzieciom (i dorosłym) potrzebnych składników – one również uzależniają, rozleniwiają i psują zdrowie.

Na przykładzie przedszkola 422 na warszawskich Bielanach widać, że jeśli jest chęć zmian i wola współpracy, można osiągnąć bardzo wiele pozytywnych efektów.

Na podstawie konferencji wyciągam wnioski, że do sukcesu potrzebne są:

  • wyraźny sygnał, że coś jest nie tak: najnowsze dane na temat (1) konsekwencji karmienia niemowląt i dzieci mieszanką mlekozastępczą – zwiększonego ryzyka chorób dietozależnych w przyszłości, (2) obecnego % dzieci z nadwagą i otyłością, (3) faktycznej wartości i jakości gotowych produktów dostępnych w sklepie, (4) szkodliwości bierności fizycznej, (5) wpływu reklam na dzieci,
  • czasem – opinia zewnętrznego eksperta, który przyjrzy się diecie dziecka w domu, przedszkolu, szkole oraz jego aktywności fizycznej,
  • opinia eksperta, który – jak Grzegorz Łapanowski – przyjrzy się jakości menu i posiłków w placówkach edukacyjnych, np. przez tydzień uczestnicząc w przygotowywaniu tych posiłków w przedszkolnej/szkolnej stołówce,
  • edukacja na wszystkich poziomach: dzieci, rodziców, nauczycieli, ale także pielęgniarek, pediatrów i innych lekarzy,
  • prawidłowe wzorce – dzieci nie będą jadły warzyw, jeśli widzą, że rodzice ich nie jedzą, nie sięgną po wodę, jeśli rodzice piją colę; podczas konferencji m.in. wspomniano wyniki badań, z których wynikał pozytywny wpływ jedzenia wspólnych drugich śniadań z nauczycielami,
  • nieoszczędzanie na jedzeniu – jeśli zrezygnujemy ze słodyczy i innych zapychaczy na rzecz produktów dobrej jakości, być może okaże się, że nie wydajemy dużo więcej pieniędzy, a te, które przeznaczamy na jedzenie, nie lądują w kieszeni wielkich koncernów, ale np. lokalnych rolników, dzięki czemu będą mogli obniżyć swoje ceny.

A wszystko zadziała najlepiej, gdy zastosujemy terapię szokową, i to na jak najszerszą skalę. A więc – tak, konferencje mogą uratować dzieci przed otyłością, jeśli będą na nie zapraszani ci, którzy jeszcze nie zrozumieli, że zjawisko to jest systemem naczyń połączonych i każdy jest tu ważny.

Przeczytaj także:

Ciekawe linki;

Strony:1234»