20 XII2016

„Walenty i spółka” – kryminał dietetyczny (recenzja)

by joanna

„Walenty i spółka” to pierwsza część wyjątkowej serii książek dla dzieci (6+), która łączy przygodę, zdrowe odżywianie, wątek tajemnicy i dużo humoru. Nasz siedmiolatek połknął lekturę niemal za jednym zamachem i już domaga się kolejnych tomów. Dlaczego warto kupić dzieciom książkę Moniki Oworuszko i najlepiej przeczytać razem z nimi?

„Walenty i spółka” w rękach naszych synów

„Walenty i spółka” w rękach naszych synów

Na książkę „Walenty i spółka” trafiłam dość przypadkowo, dzięki Szkole na Widelcu, ale rekomendacja była bardzo przekonująca. Sama okładka zachęca, aby wziąć książkę do ręki – a wnętrze nie rozczarowuje.

„Walenty i spółka”: kryminał dietetyczny

Pierwszy tom jest bardziej dietetyczny niż kryminalny: poznajemy całą galerię postaci, w tym personifikację m.in. tłuszczu, węglowodanów, białka i wody. Dwoje dzieci – Kasia i Krzyś – w osiedlowym sklepie spożywczym spotykają się z nachalnym wciskaniem niezdrowych słodyczy i chipsów, i niestety często mu ulegają. Jednak dzięki zorganizowanej akcji osób, którym zależy na zdrowym odżywianiu dzieci, bohaterowie dowiadują się o zaletach prawidłowo skomponowanej diety i zmieniają swoje nawyki.

Świeży oddech jak zefirek...

Świeży oddech jak zefirek…

Wątek tajemniczych postaci, które prawdopodobnie działają na szkodę dzieci, dopiero został zarysowany. Jesteśmy bardzo ciekawi, co było dalej, czy wyjaśni się, kim jest mężczyzna z rudą brodą?

Tęgomir Tłuszcz ma swoje zalety

W „Walentym i spółce” podoba mi się połączenie – zaiste niełatwe – wartkiej akcji, zaskakujących wydarzeń, barwnych postaci, humoru i pożytecznych informacji. Widać, że autorka postawiła na inteligentnego młodego odbiorcę (docelowo uczniowie I–IV klasy szkoły podstawowej). Wielokrotnie pozwala na samodzielne wysuwanie wniosków i ocenianie sytuacji, zarazem pokazując, że nic nie jest wyłącznie złe albo dobre (no, poza chipsami i niezdrowymi batonikami). W końcu nawet Tęgomir Tłuszcz okazuje się potrzebny. Myślę, że dzięki swojej formie, również graficznej, książka ma duży potencjał budowania pozytywnego myślenia o zdrowym jedzeniu wśród dzieci.

„Walenty i spółka”, wyd. Mobuki

„Walenty i spółka”, wyd. Mobuki

Gdybym miała coś wytknąć, wolałabym zobaczyć Werę Wodę częstującą wszystkich wodą z kranu zamiast z butelki, natomiast Błażej Białko mógłby zwrócić uwagę na to, że wielu dzieciom i dorosłym mleko szkodzi, a zdrowe kości można budować również dzięki warzywom. Ale to już niuanse, z którymi można by polemizować merytorycznie, a nie na poziomie literackim.

Bardzo się cieszę, że w polskich księgarniach możemy kupić coraz więcej starannie wydanych książek dla dzieci, mądrze mówiących o odżywianiu.

Autorki

Seria z Walentym została napisana przez Monikę Oworuszko, która studiowała m.in. dietetykę i literaturę dla dzieci. Autorka tekstu jest jednocześnie własnym wydawcą – prowadzi wydawnictwo Mobuki.

Książki zilustrowała Małgorzata Banaś-Domińska, absolwenta warszawskiej ASP. Jej zawdzięczamy lekkie, pozytywne i zachęcające ilustracje, będące integralną częścią lektury.

Polecam!

Książki można kupić w sieciach księgarni internetowych oraz w księgarniach naziemnych.

Monika Oworuszko, „Walenty i spółka”, Warszawa [2016]

Cena: od około 17 zł

www.mobuki.plwww.walentyispolka.pl

08 XI2016

Wegański tort z malinami i rodzynkami, bez cukru, kakao i glutenu

by joanna

Zacznę od tłumaczenia, dlaczego w tytule napisałam „wegański”, bo niektórzy nasi czytelnicy mogą pomyśleć, że jesteśmy weganami – a nie jesteśmy. Nazwa wegański tort to wskazówka dla alergików, że tort nie zawiera takich produktów, jak jajka, mleko, masło, miód – czyli częstych alergenów.

Ćwiczyłam pieczenie tego tortu w kilku wersjach, posiłkowałam się m.in. blogiem i książkami Mamy Alergika, poprzednie wersje (glutenowe) możecie obejrzeć tu i tu.

Wegański tort bezglutenowy

Wegański tort bezglutenowy

Wegański tort urodzinowy z malinami i rodzynkami, bez cukru, kakao i glutenu

(więcej…)

28 X2016

Konferencja Szkoły na Widelcu dla dyrektorów szkół i nauczycieli

by joanna

Fundacja Szkoła na Widelcu jest moją ulubioną polską organizacją działającą na rzecz promocji zdrowego odżywiania (się) dzieci. Czemu ulubioną? Pewnie dlatego, że jest skuteczna, jej osiągnięcia bywają widowiskowe, a zarazem całej wspaniałej ekipie daleko do poważnej instytucji, któraby ze śmiertelną powagą pouczała rodziców, nauczycieli czy kucharki. Nawet prelekcje SnW na poważne tematy są wspaniałym wydarzeniem. Tak właśnie było 25 X 2016 r. na konferencji dla nauczycieli „Dobre żywienie dzieci i młodzieży w praktyce”.

Grzegorz Łapanowski

Grzegorz Łapanowski

Grzegorz Łapanowski (mój wywiad z nim, specjalnie dla Organicznych, przeczytacie tutaj) jest niezwykle charyzmatycznym liderem działającym na rzecz zdrowego odżywiania. Dzięki swoim umiejętnościom komunikacyjnym dociera z pozytywnym przekazem do wszystkich – i do dorosłych, i do dzieci. Miałam przyjemność poznać część zespołu fundacji, także w działaniu (SnW prowadzi warsztaty w szkole naszego syna), więc mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wszyscy są fantastycznymi orędownikami zdrowego odżywiania. A także fachowcami. (więcej…)

14 X2016

Błyskawiczne naleśniki bezglutenowe i bezjajeczne – przepis

by joanna

Przywieźliśmy z działki 30 kg jabłek (a będzie więcej), które zajęły nam połowę kuchni. Wymagały więc natychmiastowej interwencji i tak oto z części powstały przetwory – 100% gotowanych jabłek, 0% cukru czy czegokolwiek innego. Pomyślałam, że jabłka dobrze pasują do naleśników, więc brakuje tylko tych drugich.

jablka_1

Jeśli jesteście ciekawi, jak przygotowałam jabłka – nie ma w tym żadnego specjalnego sposobu. Wybrałam te miękkie i słodkie (na zdjęciu – te z zieloną skórką), umyłam, obrałam, pokroiłam (bez gniazd nasiennych, odkrawałam też obite czy robaczywe kawałki). W garnku ze stali nierdzewnej, z grubym dnem, grzałam jabłka: kilka godzin jednego dnia, kilka godzin drugiego, aż były miękkie. Nie dodawałam niczego, nawet wody. 

jablka_przetwory

 

Chłopcy jedzą jabłka w niewielkich ilościach i sezonowo, a takie przetworzone jabłka, w dodatku bez skórki, są mniej alergizujące.

Naleśniki, które dziś Wam proponuję, robi się błyskawicznie i nie trzeba po nich dużo sprzątać.

Do zmieszania ciasta i wylewania go na patelnię użyłam specjalnego pojemnika do naleśników, który kupiłam w Tchibo (wybaczcie jakość zdjęcia).

butelka_do_nalesnikow

Pojemnik ma tę zaletę, że bardzo wygodnie wyciska się ciasto na patelnię, natomiast jako szejker (mimo specjalnej sprężynki w środku) spisał się średnio, ponieważ zatyczka jest nieszczelna. Żeby dobrze wymieszać składniki, trzeba się nieźle namachać i sprawdzać, czy na ściankach nie została sucha mąka.

A więc do dzieła.

nalesnik_bezglutenowy_1

Przepis: błyskawiczne naleśniki bezglutenowe i bezjajeczne

Składniki:

  • 200 ml mąki gryczanej,
  • 200 ml mąki ryżowej (użyłam pełnoziarnistej),
  • 6 łyżek oliwy z oliwek,
  • łyżka soli (lub mniej),
  • szklanka wody + tyle wody, ile będzie trzeba,
  • tłuszcz do smażenia.

Mieszamy składniki suche, dolewamy oliwę i wodę. Wszystko dokładnie mieszamy, aby uzyskać dość gęste, jednolite ciasto. Ciasto mieszamy przed każdym użyciem.

nalesnik_bezglutenowy_2

Smarujemy patelnię odrobiną tłuszczu (może to być np. olej kokosowy), rozgrzewamy i wylewamy ciasto. Smażymy do lekkiego zrumieniena – około minuty – po czym przewracamy na drugą stronę i ponownie smażymy około minuty.

Naleśnik raczej nie wyjdzie cieniutki jak papier, ale powinien być sprężysty.

nalesnik_bezglutenowy_3

Smakuje wspaniale z jabłkami, melasą karobową, a także po prostu bez niczego.

Smacznego!

05 IX2016

Wegańskie lody miętowo-jabłkowe

by joanna

Właśnie mamy ostatni moment na złapanie lata, a pierwszy – na upolowanie smacznych tegorocznych jabłek. Lody, które ostatnio zrobiłam, powstały na zamówienie naszych synów, którzy zażyczyli sobie właśnie takiego połączenia smaków. Udały się!

Przepis jest bardzo prosty i oparty na moim standardowym sposobie na lody. Świeża mięta pochodziła z przyszkolnego ogródka naszego starszego syna (o tym ogródku chyba jeszcze trochę napiszę) – fantastyczna inicjatywa pani Małgosi ze świetlicy, angażująca uczniów i rodziców we wspólne ogrodnictwo i gotowanie.

aIMG_7523

Chłopcy jedzą jabłka od niedawna i wydaje się, że im nie szkodzą. Podejrzewam jednak, że potrwa to do czasu pylenia brzozy.

Wegańskie lody miętowo-jabłkowe

(więcej…)

15 VII2016

„Zdrowa lekkość brzucha” – pożegnanie wzdęć. Recenzja

by joanna

Czy wiecie, że kobiety częściej cierpią z powodu dolegliwości jelitowych niż mężczyźni? Wcale nie dlatego, że się gorzej odżywiają, ale dlatego, że kobieca budowa w pewnym stopniu przyczynia się do utrudnienia swobodnego przepływu treści przez trzewia. Dodatkowo cykl miesięczny ze zmiennym poziomem hormonów wpływa na to, czy trawienie jest spowolnione, czy przeciwnie – przyspieszone.

Jednym słowem trawienie u kobiet napotyka więcej trudności niż u mężczyzn, ale… To nie oznacza, że mamy cierpieć z powodu wzdęć i wymawiać się płcią. Wręcz przeciwnie. Dzięki takim książkom, jak „Zdrowa lekkość brzucha” Robynne Chutkan (autorki świetnych „Dobrych bakterii”) możemy poznać najczęstsze (oraz mniej popularne) przyczyny wzdęć i skorzystać z porad ułatwiających życie.

zdrowa_lekkosc_brzucha_1

Robynne Chutkan jest amerykańską gastroenterolożką, mającą wieloletnią praktykę w pomaganiu ludziom cierpiącym na problemy gastryczne. Dzięki swojej dociekliwości i otwarciu na wiedzę znalazła sposób na niejedną dolegliwość swoich pacjentów, którzy często trafiają do niej po bezowocnym i powierzchownym leczeniu przez innych lekarzy. (więcej…)

29 VI2016

Wegańskie lody owocowe z chia

by joanna

W tym roku udoskonaliłam mój przepis na wegańskie lody dla alergików – bez mleka, glutenu, z dozwolonymi owocami. Dzięki foremkom możemy jeść prawdziwe lody na patyku, zamiast wyskrobywać je z pucharków, ale przepis jest tak samo dobry, gdy używamy np. miseczek. Zamiast mrozić, mus można wypić po schłodzeniu jako koktajl.

Domowe lody truskawkowe

Domowe lody truskawkowe

Zdaję sobie sprawę, że plastikowe foremki (z polipropylenu) nie są idealnymi pojemnikami w ekologicznej kuchni. Ponieważ nie poddajemy ich wysokiej temperaturze, żywię nadzieję, że przenikalność tworzywa do naszych lodów jest niewielka. Na pewno w tym wypadku przekonała mnie wygoda. Kupicie je w Ikei.

lody_z_chia_1

Tu znajdziecie przepis, który stosowałam do niedawna. W tym roku postanowiłam, że zagęszczę mus nasionami chia. (więcej…)

10 VI2016

„Utracone mikroby” – epitafium H. pylori (recenzja)

by joanna

Tę książkę polecam szczególnie tym, którzy kiedykolwiek badali się na obecność bakterii Helicobacter pylori w żołądku. Czy wynik wyszedł dodatni, czy ujemny, żaden z nich nie wydaje się pozytywny w świetle badań autora. A nawet można zaryzykować stwierdzenie – jeśli masz H. pylori, jesteś w szczęśliwszej mniejszości.

utracone_mikroby_1

Doktor Martin J. Blaser, autor „Utraconych mikrobów”, to amerykański naukowiec i praktyk ze stażem 30 lat. Jego książka, która ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 2014 roku, jest zapisem nie tylko aktualnej wówczas wiedzy Blasera, ale także „spisem niewiedzy” całej medycyny opartej na badaniach. Jednym z jego głównych obiektów badań był mikrob, obecny w żołądku ludzi od co najmniej 100 tysięcy lat: (więcej…)

11 V2016

Jak kupować szparagi?

by joanna

Najprostsza odpowiedź to – szybko! Ten pożywny przysmak, ceniony już w czasach starożytnych, nie jest tani, w dodatku w kalendarzu warzyw sezonowych pojawia się tylko na chwilę (maj, czerwiec). Poznajcie trzy zasady, którymi należy kierować się podczas kupowania szparagów, aby zapłacić za najwartościowszy towar.

szparagi_1

Szparagowate to wielka rodzina roślin Asparagus L., z których jako jedyny jadalny w naszej kuchni pojawia się szparag lekarski (Asparagus officinalis L.). Roślina ta pochodzi z rejonów Morza Śródziemnego, była ceniona w starożytnej Grecji – już wtedy ją uprawiano. Jak to bywa z roślinami poddanymi gustom człowieka, w porównaniu do szparagów dziko rosnących te hodowlane straciły nieco na wartości (naukowcy porównali ich zawartość fitoskładników i witaminy C), zyskując łagodniejszy smak, pozbawiony goryczy. Podobno dzikie szparagi rosną jeszcze gdzieniegdzie w Europie, np. we Włoszech, gdzie są wielkim przysmakiem. (więcej…)

03 V2016

Wężymord – to się je!

by joanna

Może polska nazwa tego warzywa nie jest bardzo wdzięczna, z kolei oryginalna nastręcza trudności w prawidłowym wymówieniu (skor-z-onera!). Jest to jednak niewątpliwie roślina, którą warto poznać. Kiedyś leczono nią ukąszenia żmii, dziś znajdziemy ją jak na lekarstwo…

skorzonera_0

Skorzonerę zaczęto prawdopodobnie uprawiać około VII wieku na terenach dzisiejszej Hiszpanii. Dziś popularna jest głównie w Belgii, Holandii, Francji, a także w Niemczech, ale uprawia się ją również w Europie Środkowej i Azji. Jej oryginalna nazwa może pochodzić od starofrancuskiego scorzon (wąż), polski „wężymord” również jest związany z dawnym przekonaniem, że roślina neutralizuje jad żmii; dawniej sądzono też, że leczy dżumę.

Skorzonera należy do rodziny astrowatych, czyli jest pokrewna m.in. z topinamburem, słonecznikiem, karczochem czy cykorią. W kuchni wykorzystuje się korzeń, który może osiągać długość do 30 cm. Pokryty jest czarną lub ciemnobrązową skórą, pod którą kryje się białe wnętrze – szybko ciemniejące pod wpływem światła, po obraniu można skropić korzeń sokiem z cytryny.

skorzonera_2

To nie tylko przysmak, który urozmaici nasz stół. Skorzonera jest wykorzystywana jako roślina lecznicza w leczeniu chorób przewodu pokarmowego, układu krążenia i cukrzycy oraz w profilaktyce schorzeń.

Do jej największych zalet należy zawartość:

  • inuliny, która obniża poziom cukru we krwi oraz poziom cholesterolu, a także wpływa na rozwój flory bakteryjnej jelit (jest naturalnym prebiotykiem), może jednak powodować wzdęcia;
  • błonnika, który ogranicza wchłanianie szkodliwych substancji, obniża ciśnienie krwi;
  • glikozydów nadających smak, pewną ilość witamin (głównie E, B1, B2 i C) i łatwo przyswajalnych związków mineralnych (sód, potas, magnez, wapń, żelazo, fosfor, chlor, karoten), a także kwasu nikotynowego, asparaginy, choliny i lewuliny.

Charakterystyczny dla wężymordu jest mleczny, lepki sok, który wycieka po uszkodzeniu skóry korzenia (jeśli niechcący uszkodzimy warzywo, należy je szybko zjeść, ponieważ zwiędnie). Niektórzy z tego powodu do obierania skorzonery zakładają rękawiczki, ponieważ sok ciemnieje pod wpływem światła i zabarwia skórę.

skorzonera_frytki

Skorzonera pieczona w piekarniku.

Kiedy kupować skorzonerę?

Zbiory wężymordu zaczynają się w październiku, ponieważ jest to jednak roślina odporna na mrozy, można ją wykopywać przez całą zimę, aż do wiosny. Po kupieniu przechowujemy ją w lodówce i zjadamy w ciągu kilku dni, ponieważ szybko więdnie.

A więc teraz (maj) mamy ostatnią szansę na spróbowanie skorzonery z tego sezonu!

Jak jeść skorzonerę?

Walory smakowe skorzonery, porównywanej do szparagów, wydobędziemy na kilka sposobów. Można ją na przykład ugotować. Najsmaczniejszy sposób według mnie polega na upieczeniu obranych korzeni w marynacie z oliwy, soli i cytryny. Wężymord można pokroić w słupki, jak frytki, położyć na blasze i piec około 30 minut w temperaturze 180°C.

Można także ją poddać grillowaniu lub upiec nad ogniskiem, co – jak się okazuje – jest dość czasochłonne.

Grillowana skorzonera.

Grillowana skorzonera.

Odmiany skorzonery to m.in.: Jednoroczna Olbrzymia, Czarny Piotruś, Wulkan, Rosyjska Olbrzymia, Einjährige Riesen, Meres, Prodola, Lange Jan, Maxima, Westlandia i Duplex. Różnią się nieco wymaganiami i zawartością np. błonnika. W Polsce podobno najlepiej rosną odmiany Einjhrigr Riesen (niemiecka) i Lange Jan (holenderska). Jednak ponieważ u nas i tak bardzo trudno kupić wężymord, sądzę, że niełatwo dowiedzieć się o to, jaką odmianę udało nam się kupić. O ile się udało.

skorzonera_1

Wybrana bibliografia:

15 II2016

5 faktów na temat śniadania – rozmowy z dietetykiem

by joanna

Monikę Zielińską, z którą rozmawiałam już na temat m.in. wapnia w diecie (patrz Wapń, witamina D3 i K2-MK7) tym razem zapytałam o najważniejszy posiłek dnia: śniadanie. Dlaczego tak ważne jest, aby nie zapominać o nim przed wyjściem do przedszkola, szkoły czy pracy? Jak powinno wyglądać śniadanie? Czy może być w postaci zupy? Czytajcie!

Magister inżynier Monika Zielińska

monika_ZielinskaAbsolwentka żywienia człowieka i oceny żywności oraz dietetyki na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, a obecnie doktorantka w tamtejszej Katedrze Żywienia Człowieka. Absolwentka kursu Promotor Karmienia Piersią organizowanego przez Centrum Nauki o Laktacji. Swoje zainteresowania koncentruje wokół żywienia w ciąży, laktacji oraz w dzieciństwie, a zwłaszcza jego wpływu na rozwój poznawczy dziecka. Zajmuje się również edukacją żywieniową dzieci, młodzieży i ich rodziców oraz wolontariatem w Fundacji Bank Mleka KobiecegoFundacji Promocji Karmienia Piersią. Prywatnie miłośniczka polskiego teatru.

Fakt 1. Po śniadaniu lepiej pracujemy

J.B.: Dlaczego tak ważne jest, aby pierwszy posiłek – śniadanie – był zjadany przez dzieci w domu, przed szkołą?

M.Z.: Śniadanie jest pierwszym posiłkiem po długiej przerwie nocnej i dostarcza energii na najbliższe – zazwyczaj bardzo aktywne – godziny. Dzięki temu wspiera naturalną aktywność fizyczną i psychiczną, korzystnie wpływa na koncentrację, kreatywność czy procesy poznawcze, co dalej może się przekładać na osiągnięcia szkolne dzieci. Są badania, które wskazują również, że dzieci spożywające śniadania charakteryzują się wyższym ilorazem inteligencji niż ich rówieśnicy niespożywający śniadań. Ponadto, niespożywanie śniadań może być przyczyną rozdrażnienia czy obniżonego nastroju.

pierwsze_sniadanie_1 (więcej…)

09 I2016

Zielony koktajl wapniowy: jarmużowo-karobowy

by joanna

Jedna porcja jarmużu zawiera więcej wapnia niż 170 ml mleka i więcej błonnika niż trzy kromki pełnoziarnistego chleba – pisze Jo Robinson w swojej książce „Dzika strona jedzenia” (choć nie wiem, ile to jest jedna porcja?). Zdecydowanie jarmuż warto jeść. Jest bogatym źródłem nie tylko wapnia i błonnika, ale także witaminy C i K oraz karetonoidów, żelaza i przeciwnowotworowego sulforafanu.

Jarmuż zawiera również szczawiany oraz wspomniany błonnik – hamujące nieco wchłanianie wapnia. Dla osób z problemami tarczycy ważna jest również obecność goitrogenów, hamujących wchłanianie jodu (to cecha wszystkich kapustnych).

Nie wszystkim od razu posmakuje lekki gorzki smak jarmużu. Warto znaleźć swój sposób na przygotowania tej rośliny. My bardzo lubimy pesto (nasz przepis), a nasze dzieci przepadają za słodkim koktajlem jarmużowo-karobowym, który przygotowuję po kątem jak najlepszej zawartości wapnia.

Koktajl jarmużowy.

Koktajl jarmużowy.

Wapniowy koktajl jarmużowy z melasą karobową – przepis

Składniki:

  • kilka umytych liści jarmużu,
  • 2-3 łyżki melasy karobowej,
  • łyżka nasion chia,
  • woda,
  • sok z cytryny według uznania,
  • opcjonalnie: owoc, np. obrana pomarańcza (z albedo), kawałki ananasa.

Wszystkie składniki wkładamy do blendera kielichowego i miksujemy do uzyskania gładkiego napoju. W razie potrzeby dodajemy większą ilość wody.

Nasze dzieci ogromnie lubią ten koktajl, głównie dzięki obecności słodkiej melasy. Myślę, że można ją zastąpić np. miodem. W takim koktajlu łatwo ukryć smak jarmużu, którego wszystkie jego zalety – zwłaszcza że jest on surowy – będą zachowane. Sok z cytryny jest dodatkowym czynnikiem sprzyjającym wchłanianiu wapnia.

Zachęcam do spróbowania zielonego koktajlu i eksperymentów z łączeniem smaków – smacznego!

16 XII2015

„Atelier Smaku. 108 potraw bezglutenowej kuchni wegańskiej” – recenzja

by joanna

Ktokolwiek próbował prowadzić kuchnię bez kilku podstawowych składników – takich jak gluten, mięso, jajka, nabiał – jednocześnie, ten wie, że wymaga to sporej ekwilibrystyki, pomysłowości i dobrych przepisów.

Atelier Smaku.

Atelier Smaku.

Atelier Smaku to duet kulinarno-modowy, który projektuje – smaki i ubrania. Jolę Słomę oraz Mirka Trymbulaka miałam okazję poznać już rok temu na Dniach Alergii, a w tym roku brałam nawet udział w ich warsztatach kulinarnych podczas DA 2015.

Gotuję z Atelier Smaku.

Gotuję z Atelier Smaku.

Jola i Mirek to nie tylko fantastyczni, ciepli ludzie, ale także autorzy znakomitych potraw. „108 potraw bezglutenowych kuchni wegańskiej” to ich kolejna książka, zbierająca przepisy, które można też oglądać na żywo na ich kanale YT. Tu obejrzycie setny odcinek ich kulinarnego serialu, z ruskimi pierogami ze skwarkami. Przepis na nie znajduje się również w książce.

„Atelier Smaku. 108 potraw bezglutenowej kuchni wegańskiej” to przepięknie i wygodnie wydana książka kucharska dla tych, którzy jedzą wegańsko i bezglutenowo. Przepisy są dla mnie ty, ciekawsze, że zawierają np. przyprawy, których nie znam (asafetyda), lub inne mniej oczywiste składniki (np. okara).

atelier_smaku_0

Sałatki i przystawki, zupy, dania główne, pieczywo, pasty i pasztety, desery, ciasta i ciastka oraz przetwory i napoje to działy, według których podzielono ponad setkę przepisów.

Książkę można wygodnie postawić w kuchni, otwartą na konkretnej stronie, i łatwo przeczytać listę składników i opis wykonania, a na końcu – zerknąć na zdjęcie, czy wyszło nam podobnie, jak Joli i Mirkowi. Każdy przepis opatrzony jest komentarzem w postaci liczby kalorii, ilości białka, tłuszczu oraz węglowodanów w potrawie.

atelier_smaku_1

Ze swojej strony mogłabym jedynie zasugerować większą czcionkę, bo podczas gotowania dobrze jest tylko rzucać okiem na przepis, a takie osoby jak ja (czyli w okularach) wolą mieć po prostu duże litery przed oczami.

atelier_smaku_2

W książce znajdziecie sporo przepisów w sam raz na święta – w wersji wegańskiej i bg (np. kutia z kaszy jaglanej). Niektóre receptury mogą wydawać się trudne (np. dobre bezglutenowe pieczywo jest moim zdaniem poważnym wyzwaniem). Bardzo spodobały mi się lniane grissini i sądzę, że przygotuję je przy najbliższej okazji. Pizza z topinamburem też zwróciła moją uwagę – czy takie połączenie ma szansę być naprawdę smaczne? Po warsztatach z Jolą i Mirkiem mam wrażenie, że ich przepisy muszą być zawsze dobre!

Na końcu książki znajdziemy przydatny słowniczek, gdzie pojawiają się te mniej znane składniki wraz z krótkim opisem.

Zachęcam Was do wspólnego gotowania z Atelier Smaku!

Książkę „Atelier Smaku. 108 potraw bezglutenowej kuchni wegańskiej” kupicie m.in. w Empikach. Cena – około 80 zł.

03 XII2015

„Alaantkowe BLW” – recenzja

by joanna

Jeśli macie w swojej okolicy niemowlę od 6. miesiąca wzwyż, tę książkę kupcie obowiązkowo. Jeśli nie macie swoich dzieci, kupcie „Alaantkowe BLW” innym rodzicom pod choinkę. Albo bez okazji. Bo BLW warto promować!

alaantkowe_0

Joanna Anger – na co dzień nauczycielka wychowania przedszkolnego, mama Ali – i Anna Piszczek – polonistka i historyczka, mama Antka – są twórczyniami bloga AlaAntkowe BLW, czytanego przez tysiące polskich rodziców i docenionego w konkursie BLOG ROKU 2014.

Książka jest efektem pracy dwóch mam z dwóch miast (Wrocław i Poznań), które zgadały się przez internet i założyły blog Ala’Antkowe BLW (od imion dzieci – Ali i Antka). Publikują na nim przepisy na proste i smaczne potrawy, które można bezpiecznie podawać dzieciom od momentu rozpoczęcia rozszerzania diety. Kluczem do sukcesu jest oczywiście metoda BLW, która stawia na samodzielność dziecka w jedzeniu od samego początku.

Przeczytaj więcej o metodzie BLW oraz o rozszerzaniu diety alergika wg metody BLW.

alaantkowe_3

Książka to zbiór przepisów przetestowanych przez autorki i tysiące dzieci z całej Polski. Rozpoczyna się wstępem teoretycznym, gdzie wyjaśnione są zasady BLW, znajdują się rady i podpowiedzi, jak i kiedy zacząć rozszerzanie diety, czego unikać i jaki sprzęt kuchenny okaże się pomocny. Znajdziemy tu także kilka słów dla rodziców alergików, np. czym zastąpić jajko; pojawia się też wzmianka o karobie.

Przepisy zostały podzielone według rodzaju posiłku (przekąski, obiad, deser, potrawy świąteczne) i oznaczone w zależności od tego, czy są wegetariańskie, wegańskie czy beglutenowe.

alaantkowe_2

„AlaAntkowe BLW” to książka wydana bardzo starannie i niezwykle apetycznie podana. Podoba mi się przejrzysty układ przepisów, estetyka zdjęć i prosty język receptur. Dzięki temu naprawdę każda mama i każdy tata z przyjemnością i łatwością przygotują smaczny i zachęcający posiłek dla małego dziecka.

Cieszę się, że książka trafiła w moje ręce – choć nasi synowie są już całkiem duzi, zamierzam przetestować na rodzinie kilkanaście przepisów, zwłaszcza na zupy.

alaantkowe_1

Rzadko kiedy mogę z całkowitym przekonaniem polecić jakąkolwiek książkę. Tę po prostu musicie zobaczyć, a jestem pewna, że ją kupicie – dla swoich dzieci albo dzieci sąsiadki, albo po prostu.

A tak wyglądało gotowanie według przepisów z książki podczas 2. Dni Alergii:

This slideshow requires JavaScript.

Joanna Anger, Anna Piszczek, „AlaAntkowe BLW. Od niemowlaka do starszaka. Domowa książka kucharska”, wyd. Mamania, Warszawa 2015.

30 XI2015

Bez jaj i z jajami – powrót naleśników

by tadeusz

Kto mnie zna dłużej niż parę lat, pewnie wie, że uwielbiam smażyć naleśniki. Kiedyś regularnie podejmowałem nimi gości, którzy bardzo to doceniali.

Swego czasu doceniły to również mrówki faraona, nasi mali współlokatorzy w poprzednim mieszkaniu – im też moje naleśniki bardzo smakowały. Gościom musieliśmy potem dać coś innego. Kiedy J. zaczął jadać coś poza mlekiem, smażyłem naleśniki dla niego. Potem okazało się, że krowie mleko mu szkodzi, zastąpiłem je więc kozim (jak komuś wolno, to bardzo polecam – naleśniki wychodzą przepyszne!). Potem okazało się, że kozie też trzeba wykluczyć, a w dodatku jajka też… I wtedy się poddałem. Od czterech lat nie usmażyłem naleśnika. S. nic takiego w życiu nie widział.

nalesniki_t_0

Wersja bezjajeczna.

(więcej…)

23 XI2015

Grzegorz Łapanowski: Rewolucja kulinarna jest możliwa – wywiad

by joanna

Grzegorz Łapanowski i jego Fundacja „Szkoła na widelcu” wykonują w polskich stołówkach gigantyczną robotę edukacyjną, którą wobec przeciwności niewyobrażalnych dla zwykłego zjadacza chleba może prowadzić jedynie osoba o niespożytych pokładach energii i optymizmu.

grzegorzlapanowski_2

Z Grzegorzem o naprawie sytuacji polskich stołówek w szkołach i przedszkolach można rozmawiać godzinami. To człowiek, który poznał realia gotowania posiłków dla kilkuset dzieci w źle wyposażonych kuchniach, za stawkę 5, 3, a nawet 2 złotych na osobę. Zawsze pod presją czasu, często z brakiem rąk do pracy, a czasami dodatkowo z paradoksalnymi wymogami lokalnymi (np. obiad wydawany od godziny 9:20, żeby wszystkie dzieci zdążyły zjeść przed końcem lekcji, po których wsiadają do autobusu i wracają do domu).

Logo_FSNW

Kiedy oglądam najnowsze „dziecko” fundacji – program „Misja stołówka” (Polsat Café, przy braku telewizora korzystamy z Ipli) – czasem włos mi się jeży, czasem się wzruszam, a najczęściej mam poczucie bezradności wobec tysiąca przeszkód, które stoją na drodze zdrowej i smacznej kuchni w placówkach edukacyjnych.

– Trzeba tylko chcieć – Grzegorz powtarza to zdanie jak mantrę i widać, że on całym sercem wierzy, że zmiany są możliwe.

grzegorzlapanowski_0

JB: Za chwilę koniec pierwszej edycji „Misji stołówka”. Będą następne? 

Grzegorz Łapanowski: Nie wiem! (Śmiech). To było niezwykłe doświadczenie, ale także bardzo wyczerpujące. Nie przypuszczałem, że poświęcimy na to aż tyle energii. Gdybym miał kontynuować realizację tego projektu, może postarałbym się, aby pokazywać tylko pozytywne przykłady… 

Dlaczego? Przecież mocny przekaz, choć bywa nieprzyjemny, lepiej trafia do widza i na pewno jest lepiej zapamiętywany. Ja widzę w „Misji…” znakomitą lekcję dla wszystkich związanych z gastronomią w placówkach edukacyjnych, właśnie dzięki przykładom pozytywnym i negatywnym. 

Myślisz? To doświadczenie nauczyło nas bardzo dużo. Całą serię dwunastu odcinków przygotowywaliśmy prawie pół roku i to był bardzo intensywnie wykorzystany czas. Dziś wiem, że ludzie pracujący w stołówkach to często prawdziwi bohaterowie, jeśli popatrzymy na to, w jakich warunkach muszą pracować i jak są do tego przygotowani. 

No właśnie, masz okazję oglądać dosłownie od kuchni placówki z różnych zakątków Polski. Choć generalizacja może być niesprawiedliwa, masz chyba jakieś ogólne wrażenie na temat tych wszystkich odwiedzonych miejsc.

Sytuacja jest bardzo różna. Daleko nam do stołówek brytyjskich czy amerykańskich, ale z drugiej strony – czy można się z nimi porównywać? W Polsce nie jest znowu aż tak źle, tylko od takiego mówienia na pewno nie będzie lepiej. Przykładowo wyposażenie szkolnych kuchni – pomijając słabej jakości noże, stare garnki i patelnie – na dziesięć odwiedzonych placówek tylko dwie miały piece konwekcyjne. To sprzęt, który można kupić za kilka tysięcy złotych, a daje ogromne możliwości w przygotowaniu posiłków. [Taki piec można obejrzeć dokładniej w 10. odcinku „Misji stołówka” – przyp. red.]. Jednak samym narzekaniem lub marzeniami nikt jeszcze pieca do szkolnej stołówki nie załatwił, trzeba działać. Wielokrotnie powtarzam, że aby coś uzyskać, trzeba być upartym i cierpliwym – wysyłać pisma do urzędów, szukać sponsorów, organizować zbiórki pieniędzy. Ale to wierzchołek góry lodowej. 

Nasz program ma misję, aby walczyć z przyczyną epidemii nadwagi i otyłości, która dotyka coraz więcej polskich dzieci. One tyją najszybciej ze wszystkich młodych mieszkańców Europy. Problem jest tak złożony, że sam piec konwekcyjny go nie rozwiąże. 

lapanowski_1

Ja i Grzegorz Łapanowski w Food Lab Studio.

Masz całą listę rzeczy, które trzeba naprawić. 

To jest działanie na lata. Potrzeba strategii, która zmieni od postaw myślenie o jedzeniu, o posiłkach w szkole, o żywności w sklepie. W Polsce brakuje odgórnego planu, który oprócz tego, że na przykład narzuca prawo zmieniające zasady przygotowywania posiłków, to jeszcze pomaga wdrożyć się w nowy system w praktyce. Nowe rozporządzenie zmieniające zasady gotowania posiłków w szkołach i przedszkolach powstało w dobrej wierze, ale jednocześnie nikt szkolnych kuchni nie przygotował na tę zmianę ani pod kątem wiedzy, ani wyposażenia czy logistyki. Zalecają gotować na parze, ale nie mówią jak zrobić to dla 300 dzieci i nie dają ani złotówki na sprzęt. I tak dalej. A największą burę zbierają kucharki – kobiety ciężko pracujące za najniższą krajową, odpowiedzialne za nakarmienie rzeszy dzieci, czasem za niewiarygodnie niską stawkę. I to do nich wszyscy mają pretensje, że do tej pory było niezdrowo, monotonnie albo niesmacznie. Tymczasem to znów tylko jeden z aspektów skomplikowanego systemu żywienia zbiorowego w szkołach. 

W takim razie jak powinno się działać, żeby ogarnąć wszystkie te wątki, składające się na problem z odżywianiem dzieci? 

Tak jak mówiłem, to musi być działanie systemowe, długofalowe i wieloetapowe. Nie wystarczy wymagać, nakładać kary, zmieniać prawo, trzeba jeszcze chcieć pomóc i nie zasłaniać się brakiem pieniędzy. Czasem brakuje bardzo niewiele, żeby usprawnić działanie konkretnej kuchni. Na przykład zatrudnienie dodatkowej osoby lub zaproponowanie współpracy miejscowej szkole gastronomicznej. Wyobrażasz sobie mycie i obranie warzyw dla kilkuset dzieci. Ktoś to musi robić, a to tylko jedno z zadań w kuchni. W dodatku to rzadkość, żeby intendent, odpowiedzialny za zaopatrzenie i menu, miał realną styczność z kuchnią – gotował na co dzień. To jest bardzo ciężka praca.

Kiedyś normą było, że jedna osoba gotowała dla 50 dzieci – dziś jest to jedna osoba na 120 dzieci. Przy takim obciążeniu personelu, jakie widziałem w niektórych placówkach, nie dziwię się, że tam nie jest dobrze. Trzeba jakoś motywować tych ludzi, szkolić, wspierać. Wiesz, że 80% kadry w tych stołówkach nie ma wykształcenia związanego z gastronomią? 

Uważasz, że to powinien być wymóg? 

Absolutnie nie. Natomiast powinno się inwestować w te osoby. Wysyłać na szkolenia, uczyć dobrego gotowania. Pytałem o to kucharki i co się okazywało? Że na przykład miały, owszem, szkolenie, sponsorowane przez producenta kostek rosołowych. I dowiadywały się, że nie wolno gotować zupy na kościach, że należy używać gotowego produktu, bo to jest bezpieczniejsze. 

Jednak zazwyczaj tych szkoleń po prostu nie ma. 

grzegorzlapanowski_3

Jak wobec tego wyobrażasz sobie system dobrych szkoleń? 

Powinny zostać uruchomione państwowe instytucje doradcze, które nie miałyby interesu w promowaniu produktów wysoko przetworzonych. Które zatrudniałyby dietetyka oraz kucharza i faktycznie uczyłyby osoby związane z tą gastronomią szkolną i przedszkolną, jak zdrowo i smacznie gotować. Potrzebne są regularne szkolenia, ale to wymaga czasu i oczywiście pieniędzy, o których się nie mówi. Pieniądze są potrzebne również na produkty. A jak ugotować dwudaniowy, zdrowy obiad za 2 złote na dziecko? 

Rozwiązaniem problemu z pieniędzmi mogłoby być opodatkowanie „śmieciowego” jedzenia. To również jeden ze sposobów, aby ograniczyć jego spożycie. Podatek od cukru i szkodliwych dla zdrowia izomerów „trans” kwasów tłuszczowych, z którego środki mogłyby iść na zdrowe odżywianie dzieci w szkołach i przedszkolach. Taki podatek funkcjonuje już w wielu rozwiniętych państwach, również w Europie. 

Co jeszcze oprócz szkoleń, dodatkowych rąk do pracy i sprzętu może uratować nasze dzieci? 

Ogródki przyszkolne, zajęcia kulinarne, takie jak ZPT na każdym poziomie edukacji, zdrowe sklepiki szkolne prowadzone przez dzieci, kampanie informacyjne, zaangażowanie nauczycieli. I oczywiście szeroka kampania skierowana na edukację rodziców. Te wydatki to w istocie inwestycje, które zwrócą się z nawiązką.  

lapanowski_2

Tylko trzeba do rodziców dotrzeć. 

Znów brakuje spójnego systemu edukacyjnego, który objąłby także tę grupę. 

Jako osoba zainteresowana zdrowym odżywianiem widzę, że jest bardzo dużo inicjatyw, również lokalnych, które bezpłatnie oferują tę wiedzę. Szkoła na Widelcu jest jednym z przykładów, ale choćby moja dzielnica – warszawskie Bielany – organizuje konferencje dla przedszkoli, szkół i rodziców na temat zapobiegania otyłości. Tylko wiadomo – przychodzą na nie ci, którzy chcą. 

Otóż to. Kiedyś w szkołach była edukacja kulinarna, to powinno wrócić. Wiedza o zdrowym odżywianiu powinna być obowiązkowa. W tej chwili oddolne działanie inicjatyw pozarządowych robi więcej niż nasze państwo, które tylko wymaga, ale mało kto odważy się naruszyć status quo. Wiadomo, że do wykonania jest gigantyczna praca, która przyniesie efekty za kilka lat. Wszyscy się boją, że zejście z utartych ścieżek spowoduje katastrofę. Na pewno łatwo nie będzie. 

Wy w ramach edukacji kulinarnej gotujecie z dziećmi. Łatwiej z młodszymi czy ze starszymi? 

Wiesz, pierwsze dwa lata życia dziecka mają decydujące znaczenie, czy wyrośnie na niejadka, czy smakosza. To instynkt samozachowawczy – kiedy dziecko staje się bardziej samodzielne, przestaje łatwo akceptować nowe smaki, żeby się nie po prostu nie zatruć czymś, co przypadkowo trafi mu do rąk i buzi. Przedszkolaki są wybredne, jedzą to, co znają, a kto z rodziców ma dziś czas na pokazywanie dziecku różnorodnych produktów? [Chyba ja – przyp. red.]. Z nastolatkiem można już pogadać, łatwiej go przekonać do nowości. Ale to nie znaczy, że nie należy próbować z kilkulatkami. 

W przedszkolach zapewne słyszysz ten sam argument, który ja usłyszałam w swoim: próbowaliśmy zdrowego żywienia i wszystko lądowało w koszu. 

No tak, bo pewnie spróbowali raz i tyle. Tymczasem jeśli nie mamy przekonania do jakiegoś smaku, trzeba podejść do niego nawet 10 razy, żeby go polubić. Przecież z dziećmi jest tak samo. Raz nie zje, drugi raz nie zje, a za trzecim razem spróbuje. 

Ale porażka boli, co widać również w twoim programie. 

Porażka jest wpisana w nasze warsztaty. Myślę, że po prostu trzeba zaakceptować, że dzieci nie zasmakują w nowościach z marszu. Ja wierzę, że  się uda – prędzej czy później – dlatego nie poddaję się łatwo i działam, póki nie osiągnę sukcesu. W tym wypadku trzeba być konsekwentnym, upartym i cierpliwym, ale przede wszystkim trzeba chcieć. 

W stołówkach szkolnych i przedszkolnych panuje przekonanie, że należy gotować to, co dzieci zjedzą. No dobra, ale przecież chodzi o to, żeby dzieci jadły zdrowo. Rozumiem niezadowolenie rodziców, łatwo żądać zmian, narzekać na jedzenie. Ale czy warzywa, których dziecko nie chce jeść na stołówce, zjada tak chętnie podczas rodzinnego obiadu? Albo zupa bez wzmacniaczy smaku i zapachu – czy jest atrakcyjniejsza niż ta z kostką rosołową serwowana w domu? Chcąc osiągnąć sukces we wspólnym celu, jakim jest poprawa jakości żywienia dzieci w naszym kraju, musimy działać razem, ale każdy musi zacząć od siebie. Rewolucja kulinarna jest możliwa, tylko dajmy jej szansę.

Niech żyje rewolucja! Dzięki za rozmowę – trzymam kciuki za kolejne udane, smaczne akcje.

Finał  „Misji stołówka” już 24 listopada w Polsat Café o 21:30.

Przepisy z programu znajdziecie tutaj. 

Zjęcia – materiały Fundacji Szkoła na widelcu.

28 X2015

Tort dla alergika: wersja bez cukru

by joanna

Bardzo lubię robić mój tort dla alergika, ale postanowiłam go nieco udoskonalić – mianowicie zrezygnować całkowicie z cukru (choć używałam zawsze muscovado, mimo wszystko był to cukier).

tort_bez_cukru_1

Tortu w nowej wersji spróbowały dzieci w przedszkolu naszego syna oraz ich rodzice, ponieważ jako mama alergika (ogarniająca alergie i zasady zdrowego żywienia) zostałam wytypowana do upieczenia takich ciast na święto Pasowania na Przedszkolaka. (więcej…)

19 X2015

Kochasz dziecko, więc karm zdrowo!

by joanna

Pamiętacie, że pierwsze śniadanie jest najważniejszym posiłkiem w ciągu całego dnia? A wiedzieliście, że to, co jemy na śniadanie, determinuje nasz wybór produktów na drugie śniadanie?

O tych badaniach będę jeszcze pisać – „Ocena wyboru produktów spożywczych w czasie pobytu w szkole uczniów warszawskich szkół podstawowych w kontekście spożywania przez nich śniadań” (Monika Zielińska, Karolina Gajda, Jadwiga Hamułka, 2014) to tekst obowiązkowy dla wszystkich rodziców!

Wraz z rozpoczęciem nauki w szkole na ogół następuje pogorszenie sposobu żywienia się dzieci, co wynika między innymi z ich częściowego usamodzielnienia się w sferze wyboru żywności.

– piszą autorki, które zbadały nawyki żywieniowe 761 uczniów warszawskich podstawówek.

pierwsze_sniadanie_2

(więcej…)

11 X2015

Czy konferencje uratują dzieci od otyłości?

by joanna

W czwartek 8 października 2015 r. uczestniczyłam w lokalnej konferencji poświęconej otyłości u dzieci, organizowanej przez Urząd Dzielnicy Bielany, przeznaczonej dla dyrektorów placówek oświatowych, nauczycieli i rodziców.

konferencja_otylosc

Tytuł „Czego Jaś się nie nauczy…”, czyli jak kształtować dobre nawyki, przeciwdziałając otyłości u dzieci, był pretekstem do zarysowania kilku niezmiernie ważnych problemów dotykających polskie dzieci. Przyznam, że najnowsze dane dotyczące otyłości i nadwagi u dzieci są zatrważające (o czym dalej).

Całe spotkanie zaczęło się niezwykle przyjemnie, od degustacji potraw przygotowanych przez uczniów bielańskich szkół podstawowych. Spróbowałam chyba większość dań bezglutenowych i bezcukrowych i była to prawdziwa uczta.

This slideshow requires JavaScript.

Mój komentarz:

Degustacja była wspaniałym pomysłem, najlepsze smakołyki znikły w ciągu pierwszych 10 minut i wcale się nie dziwię. Najbardziej zasmakowała mi sałatka z dynią (niestety nie wiem, uczniowie której szkoły ją przygotowali – sałatka na zdjęciu) – dostałam nawet przepis i jeśli taką sałatkę zrobię, na pewno Wam się pochwalę.

konferencja_otylosc_bielany_7

Niestety, część smakowicie wyglądających potraw zawierała cukier (co z tego, że np. brązowy), a jak wiecie, cukru unikam, co i Wam polecam.

Konferencję otworzył burmistrz Bielan Tomasz Mencina, a pierwsze wystąpienie miała posłanka PO Joanna Fabisiak*, która w kilku słowach odniosła się do nowej ustawy zakazującej sprzedaży w sklepikach szkolnych tzw. jedzenia śmieciowego i regulującej skład potraw przygotowywanych w przedszkolnych i szkolnych stołówkach. Niestety, ustawa – jak wiemy – okazała się niewypałem, ponieważ sklepiki bankrutują, a uczniowie chodzą po słodycze do sklepów spożywczych.

Burmistrz Bielan Tomasz Mencina.

Burmistrz Bielan Tomasz Mencina.

Dopóki dzieci nie będą miały pozytywnego przykładu w domu, idącego od rodziców, marne szanse, żeby odżywiały się lepiej od nich. Padła również informacja, że niedawno pierwszy raz w Polsce amputowano stopę dziecku w wyniku powikłań cukrzycy, co oznacza, że choroba ta musiała być bardzo rozwinięta mimo młodego wieku pacjenta.

Posłanka PO Joanna Fabisiak.

Posłanka PO Joanna Fabisiak.

* Joanna Fabisiak zasłynęła na Bielanach z doprowadzenia do zbudowania w rezerwacie przyrody, obszarze Natura 2000 – Lesie Bielańskim – chodnika wzdłuż ul. Dewajtis. Więcej o tym tutaj i tutaj.

Mój komentarz:

W moim mniemaniu nowa ustawa, bardzo potrzebna (choć nieidealna), powinna być początkiem wielu zmian, które ograniczą w ogóle asortyment śmieciowego jedzenia w sklepach, być może jest potrzebna dotacja dla dystrybutorów naprawdę zdrowej żywności. Do tego dochodzą głębsze zmiany na poziomie rolnika – według mnie potrzebna jest gruntowna zmiana dopłat, która zniechęciłaby rolników do monoupraw konwencjonalnych i zachęciła ich do rolnictwa ekologicznego lub po prostu bez sztucznych nawozów czy pestycydów. Domyślam się, że jest to w tej chwili utopia i że rolnicy mają dużą siłę głosu, aby po prostu zreformować zły – według mnie – system wspierania upraw. Ale to temat na osobny wpis.

konferencja_otylosc_bielany_3

Wykład prof. Jadwigi Charzewskiej z Instytutu Żywności i Żywienia „Ruch jako element zapobiegania otyłości”, choć trwał około 20 minut, zawierał bardzo wiele istotnych informacji i wskazówek dotyczących unikania problemu z nadmierną masą ciała u dzieci. Przedstawione dane jasno określały niepokojącą sytuację polskich dzieci i nastolatków. Aż nie chce się wierzyć, że w województwie mazowieckim 32% dzieci ma nadwagę lub jest otyłych (w skali całej Polski to 20%). Główny zarzut, jaki wysuwała prof. Charzewska, to nieadekwatna ilość jedzenia (czyli dostarczanej energii) wobec ilości ruchu (czyli energii wydatkowanej). Przytaczane badania nad biernością fizyczną polskich dzieci w wieku 11–15 lat w czasie wolnym wskazały na średni czas 4,5 h takiej bierności dziennie, w postaci np. czasu spędzonego przed telewizorem, przy komputerze, ale też naukę. WHO i inne organizacje zajmujące się zdrowiem zalecają, aby dzienna dawka aktywności w wypadku dzieci wynosiła co najmniej 60 minut i nie chodzi tu o sport wyczynowy, ale spacer, rower, chodzenie po schodach. Dorośli na taką aktywność powinni przeznaczać co najmniej 150 minut tygodniowo.

Ruch i zdrowe odżywianie są podstawą w wypadku zdrowia i odpowiedniej sylwetki, a w wypadku dzieci, które mają naturalną potrzebę ruchu, ważne jest niezniechęcanie ich do aktywności, ograniczenie wpływu reklam niezdrowego żywienia i dawanie przykładu. W tym – niezwalnianie dzieci z WF-u pod błahym pretekstem, bo tego WF-u w szkole wcale nie ma tak dużo, a dzięki ćwiczeniom fizycznym mózg jest lepiej ukrwiony, więc lepiej pracuje – co powinno przekładać się np. na lepsze wyniki w nauce.

Mój komentarz:

Mówi się, że jogging wymyślili Amerykanie, żeby móc bezkarnie objadać się niezdrowym jedzeniem. Regularny ruch z pewnością ma ogromny wpływ na to, jak wyglądamy, ale prawda jest taka, że bez dobrej diety nie da się mieć dobrej kondycji i sylwetki.

Zgadzam się całkowicie z tym, że dzieci, które są z natury wulkanami energii, powinny mieć możliwość do codziennej aktywności, najlepiej na powietrzu. Spotkałam się z różnymi zaleceniami, np. codziennym 2-godzinnym przebywaniem na dworze jako minimum. Wiem, że moje dzieci zwykle przebywają na dworze około godziny dziennie (przedszkole) i dwie godziny dziennie (szkoła), ale nie jest to regułą. Tak jak widzę, że szkoła stara się zapewnić sześciolatkom dużo okazji do ruchu i choćby dlatego nasz starszy syn zostaje po lekcjach w świetlicy – bo lubi wyszaleć się na boisku – tak jeśli chodzi o przedszkole, wolałabym, aby tego wychodzenia na dwór było więcej, również po południu, niemal przy każdej pogodzie. W naszej rodzinie wszyscy jeździmy na rowerze, także nasz niespełna trzylatek (od kilku miesięcy jeździ już z pedałami, bez bocznych kółek). Odstrasza nas tylko naprawdę paskudny deszcz. Rower to jeden z przyjemniejszych sposobów na umiarkowany wysiłek fizyczny.

jesienny_rower

Jesień to wspaniała pora roku na rower.

Inna rzecz to zajęcia sportowe, które rozwijają kilka umiejętności jednocześnie, nie tylko fizycznych. Nasz starszy syn chodzi dwa razy w tygodniu na judo i nieźle się na nim męczy. Uczy się też m.in. zasad funkcjonowania w grupie innej niż klasa. Tak więc zgadzam się, że ruch jest niezbędny do szczęścia zarówno trzylatkowi, jak i sześciolatkowi. Mam nadzieję, że dwunastolatek będzie równie chętnie podejmował aktywności fizyczne.

Po tym wykładzie mogliśmy obejrzeć bardzo energetyczny występ dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 223 (niestety nie mam zdjęć).

Wykład Moniki Zielińskiej z SGGW (Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji) „Problem otyłości u dzieci” zahaczał o bardzo istotne tematy odżywiania dzieci, od karmienia piersią po posiłki nastolatków. Przywołane zostały badania przeprowadzone w warszawskich szkołach podstawowych dzieci w wieku 6–13 lat (link do badań na końcu tekstu).

ocena-wyboru

Zanalizowano, jak rodzaj i jakość pierwszego śniadania wpływa na jakość i rodzaj drugiego śniadania oraz ewentualny zakup słodkich przekąsek przez dzieci. Wyniki nie powinny chyba dziwić – im mniej cukrów prostych, a więcej warzyw (lub owsianka) na śniadanie zjadane w domu, tym mniej słodkie było drugie śniadanie. Jest to zależne od skoków cukru we w krwi i ma ogromne znaczenie w gromadzeniu się tkanki tłuszczowej, która powstaje z cukru właśnie (więcej o tym pisałam tu).

Mój komentarz:

Badania, o których mówiła Monika Zielińska, bardzo mnie zainteresowały, znalazłam ich opis w internecie i mam nadzieję, że będę mogła coś więcej o tym napisać przy okazji.

Wnioski są proste – dobrze przygotowane posiłki, począwszy od najważniejszego – śniadania – to niezbędny element w codziennej trosce o prawidłowy rozwój dziecka, jego samopoczucie i sylwetkę. Gdybym miała to podsumować według swoich doświadczeń, to długie karmienie piersią, unikanie gotowych produktów typu słoiczki oraz mleka modyfikowanego, przygotowywanie posiłków w domu z produktów dobrej jakości, picie dużej ilości wody (o niej oczywiście także była mowa na konferencji) oraz pozwolenie dziecku na samodzielność przy posiłkach od momentu, kiedy umie samo siedzieć i jeść (najlepiej stosowanie BLW) i dawanie przykładu w postaci wspólnych zdrowych posiłków – to podstawa sukcesu.

Na koniec głos zabrały przedstawicielki przedszkola nr 422, które krótko opisały rewolucję w stołówce, jakiej dokonał Grzegorz Łapanowski i jego Szkoła na Widelcu. Relację z rewolucji można obejrzeć tu:

http://www.ipla.tv/Misja-stolowka-odcinek-4/vod-6365935

Logo_FSNW_red_2_web

Czy konferencje uratują dzieci od otyłości?

Takie konferencje oczywiście są bardzo potrzebne, bardzo się cieszę, że mogłam w niej uczestniczyć. Mam wielką nadzieję, że kropla drąży skałę i że powtarzane do znudzenia informacje na temat szkodliwości cukru, również w postaci ukrytej, i nawet w brązowej postaci, w końcu uruchomi lawinę dobrych zmian. Że ludzie wreszcie przejrzą na oczy – że podawanie niemowlętom mieszanek mlekozastępczych jest pierwszym krokiem do późniejszych chorób dietozależnych. Że produkty wysoko przetworzone, ze słoiczków, z proszku – to kolejne stopnie do cukrzycowego piekła i innych chorób cywilizacyjnych, powodowanych również brakiem ruchu.

Konferencje, w które są angażowani zarówno uczniowie, jak i rodzice i nauczyciele to naprawdę znakomity pomysł. Oczywiście, same pogadanki nie uratują dzieci przed nadwagą – wszystkie zmiany w zakresie zdrowych nawyków muszą przebiegać jednocześnie na kilku poziomach, przede wszystkim w domu, a potem w przedszkolach i szkołach. Jednak wierzę, że im częściej dorośli będą słyszeli, że zdrowe odżywianie polega na podjęciu wysiłku w gronie rodziny i pedagogów i że się da, jeśli się chce – tym większa szansa na sukces. A żeby się chciało, trzeba otrząsnąć się z iluzji. Zrozumieć, że gotowe produkty dostępne w sklepach, słodycze, napoje, słodkie pieczywo – większość tych rzeczy to zapychacze, mające niewielką wartość odżywczą. W dodatku nie tylko nie dają dzieciom (i dorosłym) potrzebnych składników – one również uzależniają, rozleniwiają i psują zdrowie.

Na przykładzie przedszkola 422 na warszawskich Bielanach widać, że jeśli jest chęć zmian i wola współpracy, można osiągnąć bardzo wiele pozytywnych efektów.

Na podstawie konferencji wyciągam wnioski, że do sukcesu potrzebne są:

  • wyraźny sygnał, że coś jest nie tak: najnowsze dane na temat (1) konsekwencji karmienia niemowląt i dzieci mieszanką mlekozastępczą – zwiększonego ryzyka chorób dietozależnych w przyszłości, (2) obecnego % dzieci z nadwagą i otyłością, (3) faktycznej wartości i jakości gotowych produktów dostępnych w sklepie, (4) szkodliwości bierności fizycznej, (5) wpływu reklam na dzieci,
  • czasem – opinia zewnętrznego eksperta, który przyjrzy się diecie dziecka w domu, przedszkolu, szkole oraz jego aktywności fizycznej,
  • opinia eksperta, który – jak Grzegorz Łapanowski – przyjrzy się jakości menu i posiłków w placówkach edukacyjnych, np. przez tydzień uczestnicząc w przygotowywaniu tych posiłków w przedszkolnej/szkolnej stołówce,
  • edukacja na wszystkich poziomach: dzieci, rodziców, nauczycieli, ale także pielęgniarek, pediatrów i innych lekarzy,
  • prawidłowe wzorce – dzieci nie będą jadły warzyw, jeśli widzą, że rodzice ich nie jedzą, nie sięgną po wodę, jeśli rodzice piją colę; podczas konferencji m.in. wspomniano wyniki badań, z których wynikał pozytywny wpływ jedzenia wspólnych drugich śniadań z nauczycielami,
  • nieoszczędzanie na jedzeniu – jeśli zrezygnujemy ze słodyczy i innych zapychaczy na rzecz produktów dobrej jakości, być może okaże się, że nie wydajemy dużo więcej pieniędzy, a te, które przeznaczamy na jedzenie, nie lądują w kieszeni wielkich koncernów, ale np. lokalnych rolników, dzięki czemu będą mogli obniżyć swoje ceny.

A wszystko zadziała najlepiej, gdy zastosujemy terapię szokową, i to na jak najszerszą skalę. A więc – tak, konferencje mogą uratować dzieci przed otyłością, jeśli będą na nie zapraszani ci, którzy jeszcze nie zrozumieli, że zjawisko to jest systemem naczyń połączonych i każdy jest tu ważny.

Przeczytaj także:

Ciekawe linki;

30 VIII2015

Jedz jagody, będziesz młody (i szczupły, bystry oraz mądry)

by joanna

Nieograniczony dostęp do świeżych jagód, malin i brusznic prosto z krzaka to jedna z wielkich zalet naszych wakacji w górach. Owoce lasu najlepiej smakują wtedy, gdy nazbieramy je sami. Dlaczego warto chodzić na jagody?

Dzika borówka

W Polsce w dzikich okolicach możemy spotkać przede wszystkim czarną jagodę (borówkę czarną, Vaccinium myrtillus L.), która w przeciwieństwie do borówki amerykańskiej (Vaccinium corymbosum L.) nie daje się uprawiać. Dlatego też nie znajdziemy czarnych jagód z upraw ekologicznych, choć na pewno jakość owoców różni się w zależności od miejsca, w którym były zbierane.

jagody_3

Krzaczek czarnej jagody.

Borówka czarna, zwana także czernicą (oraz wieloma lokalnymi nazwami), należy do rodziny wrzosowatych, jest bardzo rozpowszechniona w Europie. Rośnie na glebach kwaśnych i ubogich, w lasach sosnowych, zarówno w górach, jak i na nizinach; najlepsze jagody znajdziemy w miejscach dobrze nasłonecznionych. Co ciekawe, ponieważ krzaczki borówek tworzą surową próchnicę, powodują wymieranie innych roślin w swoim otoczeniu. Natomiast dobrze współżyją z grzybami, które rozwijają się symbiotycznie na korzeniach krzaczków. Czernica kwitnie w maju i czerwcu, owocuje od końca czerwca do końca sierpnia i później w rejonach o klimacie ostrzejszym. Jej słodkie, ciemne owoce są niezwykle zdrowe. (więcej…)

14 VIII2015

Wpadajcie do Eko Dziupli i mówcie: ORGANICZNI!

by joanna

Aktualizacja 07.2016 r.

Niestety, Eko Dziupla została zamknięta – wielka szkoda!

Być może pamiętacie sympatyczny zakopiański sklep Eko Dziupla, do którego zaglądaliśmy w zeszłym roku. W tym roku podczas pobytu w górach także odwiedziliśmy panią Magdę i zrobiliśmy zakupy.

ekodziupla_2015_3

Eko Dziupla to prawdopodobnie jedyny ekosklep w okolicach Zakopanego (ekozapasy uzupełnialiśmy właśnie tam i w Rossmannie). Od naszej kwatery był oddalony o 13 km, w sam raz na szybki rowerowy wypad.

ekodziupla_2015_1

Jeśli wybieracie się do stolicy Tatr, wpadajcie do Eko Dziupli i mówcie: Organiczni – dostaniecie 5% zniżki na zakupy!

ekodziupla_2015_2

W Eko Dziupli znajdziecie żywność paczkowaną – certyfikowaną i nie – dobraną z myślą o różnych dietach. Bez glutenu, bez mleka, produkty wegańskie i wegetariańskie, dla dzieci…

ekodziupla_2015_4

Jest tu wybór polskich kosmetyków naturalnych Sylveco:

ekodziupla_2015_8

A także past bez fluoru (przeczytaj, dlaczego to ważne); pasty Bilka będziemy niebawem testować!

ekodziupla_2015_7

Spodobał nam się także wybór środków do czyszczenia CleanEco i Gold drop. Może napiszemy o nich więcej?

ekodziupla_2015_9

Cieszymy się, że mogliśmy znowu zajrzeć do Eko Dziupli, której kibicujemy i życzymy rozwoju oraz fajnych klientów. Zachęcamy Was, byście przy okazji wizyty na Krupówkach i kupienia lodów jagodowych w cukierni obok zajrzeli i tutaj.

Eko Dziupla, Zakopane, Krupówki 25a, Facebook: https://www.facebook.com/EkoDziupla 

ekodziupla_2015_6

A dzięki pani Magdzie dowiedzieliśmy się o istnieniu w Zakopanem restauracji wege/wega Grass – kto wie, może kiedyś do niej zajrzymy?

16 VII2015

Kolor kalafiora

by joanna

Zacznijmy od tego, że kalafior warto jeść. Są różne sposoby przyrządzania tego warzywa i w zależności od tego, czy wolimy jeść je na ciepło, lekko ugotowane na parze, czy jednak chrupać na zimno, możemy przygotować kilka wersji posiłku z kalafiorem. W dodatku w różnych kolorach.

kolorowe_kalafiory_3

Kalafior – odmiana graffiti.

Kalafior (Brassica oleracea) jest… kapustą. Do tego niezwykle wartościową, zdrowszą od kuzynki, bogatszą w większą ilość przeciwutleniaczy. Był uprawiany już w starożytnym Rzymie i Grecji, w Polsce stał się popularny na przełomie XVI i XVII wieku. (więcej…)

25 VI2015

„Zielona dieta koktajlowa” – recenzja

by joanna

Jeśli szukacie błyskawicznej inspiracji, jak szybko i zdrowo przestawić swoje ciało na lato, zajrzyjcie do książki J.J. Smith „Zielona dieta koktajlowa”. Książka jest nieduża, ponieważ pomysł autorki (amerykańskiej dietetyczki zajmującej się walką z otyłością, promującej m.in. zielone koktajle) jest prosty i opiera się na 10-dniowym oczyszczeniu organizmu za pomocą smoothie.

Zielona_Dieta_Koktajlowa

Co to są zielone koktajle?

Jeśli jeszcze ich nie znacie, najwyższa pora spróbować. Wystarczy blender (najlepiej kielichowy), kilka przepisów, trochę zieleniny, warzywa, owoce, pestki, nasiona oraz dobra woda. (Autorka odradza picie wody z kranu, ale ponieważ to amerykańska książka, nie wiem, jak się do tego ustosunkować. Picie wody z kranu jest ekologiczne i na pewno zdrowsze oraz tańsze niż wody z plastikowej butelki).

Zielony koktajl to zmiksowane różne części roślin z wodą. W odróżnieniu od soku taki napój zawiera wszystkie drogocenne składniki odżywcze z produktów i to w bardzo łatwo przyswajalnej postaci. Witaminy, błonnik, przeciwutleniacze, chlorofil – nic nie ginie, o ile koktajl będzie odpowiednio przygotowany i dobrze przechowywany.

Zielona_Dieta_Koktajlowa_2

Podstawą koktajlu jest zielenina. Autorka poleca szczególnie: botwinkę, jarmuż, kapustę (różne odmiany), mangold, pietruszkę, rukolę, rzepę, sałatę i szpinak. Do tego dobiera się warzywa i owoce oraz pestki czy nasiona. J.J. Smith radzi także, aby wszystkie produkty pochodziły z upraw organicznych – to ważne, ponieważ jej 10-dniowa kuracja ma za zadanie usunąć z organizmu toksyny, w tym metale ciężkie. Jako przekąski dodatkowe autorka radzi m.in. chrupiące warzywa, jajko na twardo czy masło orzechowe (bez dodatku soli i cukru). Dodatkowe słodzenie – wyłącznie stewią.

10 dni to początek

Autorka „Zielonej diety koktajlowej” proponuje 10 dni odżywiania się niemal wyłącznie koktajlami. Na każdy dzień przygotowała jeden przepis na porcję napoju, który powinien starczyć od rana do wieczora. Dla osób potrzebujących dużo białka podaje wersję z mieszanką proteinową. Niestety, autorka radzi, aby kupować owoce i warzywa mrożone – moim zdaniem warto jednak skupić się na świeżych i lokalnych produktach jako podstawie diety. Nawet jeśli trzeba zmodyfikować przepis (choć w książce znajdziemy radę, aby tego nie robić).

Zielona_Dieta_Koktajlowa_1

J.J. Smith zapewnia, że tak zaprogramowała kurację oczyszczającą, że w ciągu 10 dni nie tylko stracimy na wadze, ale też odzyskamy energię, dobre samopoczucie i będziemy chcieli kontynuować program. Po tym czasie można już przejść na bardziej stałe posiłki, w zależności od oczekiwań co do wagi pić mniej lub więcej zielonych koktajli dziennie. Autorka podaje listę tzw. superfoods, którymi można wzbogacać napoje (np. jagody acai czy awokado). Podaje też kilka dodatkowych sposobów na przyspieszenie detoksykacji organizmu (np. korzystanie z sauny czy suche szczotkowanie). W ogóle w książce znajdziemy bardzo dużo pomysłów, jak sprawić, aby nasze menu było zdrowsze, i jak wspomóc oczyszczanie np. wątroby. (Spodobał mi się sposób z suchym szczotkowaniem, choć zalecana jest szczotka z włosiem dzika, hm).

Dużą część książki zajmują opowieści osób, które przeszły program J.J. Smith, zgubiły kilogramy i czują się lepiej. Przyznaję, że ominęłam je z czystym sumieniem. Najciekawsze są dla mnie oczywiście…

Przepisy

Ponad 100 przepisów na zielone koktajle o konkretnym zadaniu (odmładzające, przeciwzmarszczkowe, regeneracja kości i ścięgien, wzmacniające serce itp.).  Jako dodatek są też receptury na posiłki wysokobiałkowe (tylko kilka niestety).

Pomysły na koktajle są bardzo inspirujące. Najczęściej o ich działaniu decyduje składnik znajdujący się na końcu listy, za to mający bardzo dużo wartościowych właściwości. Dzięki tej książce z pewnością zacznę dodawać do moich koktajli więcej rodzajów superfoods (dziś używam głównie nasion chia).

Superfoods: maca i sproszkowane jagody acai.

Superfoods: maca i sproszkowane jagody acai.

Czy skuszę się aż na 10 dni detoksu? Pewnie nie aż tak rygorystycznego, jak chciałaby autorka (nie muszę gubić kilogramów), ale z chęcią spróbuję pić koktajle regularnie i np. dwa razy dziennie. W sklepie Kooperatywy mamy nieustanną ofertę świeżej niepryskanej zieleniny i pysznych warzyw oraz owoców, więc będę działać!

Co i Wam polecam.

J.J. SMith, „Zielona dieta koktajlowa”, Wrocław 2015, cena okładkowa 24,90 zł

06 VI2015

Co warto wiedzieć o sałacie?

by joanna

Jeśli sałata kojarzy się wam tylko z ulubionym daniem modelek i ozdobą talerza, spójrzcie na to warzywo od innej strony.

salata_0 (więcej…)

27 V2015

Rozszerzanie diety małego alergika – BLW i nie tylko

by joanna

Tekst ma charakter wyłącznie informacyjny. Powstał na podstawie fachowej literatury, zaleceń dietetyków i lekarzy oraz indywidualnych doświadczeń autorki. Nie zastąpi porady lekarskiej ani dietetyka.

BLW_i_nie_tylko

Jedzenie ma znaczenie – od samego początku. Wiadomo, że dieta prenatalna oraz dieta matki karmiącej ma wpływ na rozwój dziecka oraz na zwiększenie ryzyka alergii u dzieci:

O tym, kiedy zdrowe dziecko może mieć rozszerzaną dietę, decyduje samo dziecko, gotowe do spróbowania posiłków (siedzące, zainteresowane posiłkami rodziny itp.). Dzisiejsze zalecenia WHO mówią wyraźnie o wyłącznym karmieniu piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia. Polscy eksperci (od niedawna) zalecają rozszerzanie diety niemowląt bez podawania kolejności wprowadzania produktów. Mówi się o okienku między 17. a 26. tygodniem życia dziecka, w którym należy rozpocząć wprowadzanie nowych pokarmów. To oczywisty paradoks, bo zalecenia nie wynikają z siebie nawzajem (tu można poczytać o tym, kiedy warto wprowadzać gluten – czy rzeczywiście w specjalnym okienku żywieniowym). (więcej…)

11 V2015

Testujemy: płatki owsiane bezglutenowe

by joanna

Choć żadne z nas nie ma potwierdzonych problemów z glutenem, od dawna kupuję jedynie bezglutenowe płatki owsiane. Robię to z dwóch przyczyn: po pierwsze, są to płatki wyższej jakości, niezanieczyszczone innymi zbożami (zwłaszcza tymi, których nie jem – czyli glutenowymi). Po drugie (co wynika z pierwszego), są po prostu smaczniejsze. Delikatniejsze i, mam wrażenie, miększe.

Ja i moi synowie uwielbiamy owsiankę z odrobiną karobu i bakalii. Takie śniadanie to ogromny zastrzyk energii na wiele godzin. (Tu przepis).

owsianka_2

Gluten owsiany

Czy owies bezglutenowy to oksymoron? Faktem jest, że gluten kojarzymy raczej z pszenicą, ale wiemy, że białka podobne do pszenicznego glutenu (który w pszenicy zbudowany jest z gliadyny i gluteniny) występują w innych zbożach, zwanych glutenowymi. Według Komisji Europejskiej do tych zbóż należą: pszenica (i jej odmiany, a więc i orkisz, płaskurka oraz samopsza), żyto, jęczmień i owies. I chociaż za problemy celiaków (osób nietolerujących glutenu) odpowiada gliadyna – białko obecne jedynie w pszenicy – podobieństwo budowy białek innych zbóż „glutenowych” powoduje, że celiacy nie mogą ich spożywać.

Ale 95% celiaków toleruje owies, o ile ten pochodzi z  czystych upraw, niezanieczyszczonych innymi zbożami. Awenina, białko owsiane, jest podobne do gliadyny jedynie w 1,4%. Mimo to zaleca się ostrożność we wprowadzaniu owsa do diety bezglutenowej.

Za produkty, które mogą być nazywane bezglutenowymi, uważa się takie, których zawartość białek glutenowych nie przekracza 20 mg na kg.

przekreslony_klos

Międzynarodowy symbol żywności bezglutenowej.

Symbol przekreślonego kłosa, rozpoznawany przez celiaków jako certyfikat żywności dla nich bezpiecznej, przyznają odpowiednie instytucje (w Polsce jest to Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej), które kontrolują zawartość glutenu w produktach. Symbol przekreślonego kłosa jest znakiem zastrzeżonym, ale niektóre firmy używają podobnych oznaczeń (patrz poniżej – płatki Pięciu Przemian). Nie płacą za certyfikat, dlatego decyzja o kupnie takiego produktu należy do konsumenta.

Moczyć czy nie moczyć?

Na żadnym opakowaniu testowanych płatków nie znajduje się dość istotna informacja dotycząca przygotowania zboża przed spożyciem. Uważam to za spore przeoczenie. Informacje na ten temat znajdziemy w różnych opracowaniach, np. tu:

W ziarnie owsa znajduje się od 0,76 do 1,1% kwasu fitynowego, co jest wartością średnią w porównaniu z ziarnem innych zbóż. Kwas fitynowy i jego pochodne przez długi okres, ze względu na trwałe zdolności wiązania fosforu, wapnia, żelaza, magnezu, manganu, cynku i miedzi z przewodu pokarmowego, uważano jedynie za czynniki antyodżywcze.

Jednym słowem, kwas fitynowy wiąże się ze składnikami odżywczymi, które tak cenimy w owsie (patrz niżej przy opisie płatków), i zaburza ich wchłanianie (podobnie jest z kwasem fitynowym w innych zbożach, stąd np. chleb na zakwasie, który rozkłada fityniany, jest zdrowszy od chleba na samych drożdżach). Nie jest jednak tak, że sam kwas fitynowy to składnik bez wartości:

Jednakże z uwagi na wiązanie jonów metali przejściowych (żelaza i miedzi) kwas fitynowy można również rozpatrywać jako związek, który wywiera działanie przeciwutleniajce, ochraniając komórki błony śluzowej jelita przed działaniem wolnych rodników. Jako źródło mezoinozytolu, związku zaliczanego do grupy witamin o nieznanej bliżej funkcji koenzymatycznej, przypisuje mu się właściwości czynnika wzrostowego, przeciwrakowego, przeciwcukrzycowego i przeciwmiażdżycowego. Zdolność kwasu fitynowego do tworzenia kompleksów z białkami może również wpływać na strawność białka.

Aby rozłożyć część kwasu fitynowego do postaci, która nie zaburza wchłaniania np. wapnia czy żelaza, należy namoczyć płatki i zostawić je na kilka godzin – nie więcej niż 24 h, ponieważ zaczynają kwaśnieć (zasada podobna jak w wypadku powstawania zakwasu chlebowego). W ten sposób pozbędziemy się części fitynianów, ale tylko części – ponieważ w owsie jest niewiele enzymu, który rozkłada fityniany (fitaza). Niektórzy dosypują do moczących się płatków np. trochę świeżo zmielonego ryżu, żeby wspomóc ten proces.

bezglutenowe_platki_owsiane_1

Według mnie rozsądny jest złoty środek: skoro fityniany trochę szkodzą, a trochę pomagają, moczmy płatki. A jeśli o tym zapomnimy, to zjedzenie od czasu do czasu płatków, których nie namoczyliśmy, nie zaszkodzi. Sama się jednak przekonałam, że odkąd moczę płatki owsiane (a jemy ich dużo, np. w batonach), nie mam białych plamek na paznokciach, które świadczyły o zaburzeniu wchłaniania cynku.

Testujemy: płatki owsiane bezglutenowe

Uwaga na początek:

Płatki różnią się przede wszystkim wielkością, natomiast w smaku okazały się tak podobne, że zrezygnowaliśmy z oceny tego waloru.

Alara – BIO, szkockie bezglutenowe płatki owsiane (Scottish oats porridge)

www.alara.co.uk

platki_alara_1

Cena: 19,50 zł za 500 g

Producent: Alara (Wielka Brytania)

Dystrybutor: Avantum Europe

Informacje producenta:

Nie zawierają nic poza ekologicznymi płatkami owsianymi. Szkockie płatki owsiane, z przemiału w tradycyjnym młynie. Najlepsze do owsianki: gotować 3 minuty w mleku lub wodzie, odstawić na minutę.

Certyfikaty:

  • przekreślony kłos,
  • Soil Association Organic

platki_alara_2

Wartość odżywcza w 100 g:

Wartość energetyczna: 1607 kJ (384 kCal), białka 12 g (24% GDA), węglowodany 67 g (52% GDA) cukry 1,5 g, tłuszcz 6,3 g, błonnik 9,8 (33% GDA), tiamina 0,7 mg (86%), niacyna 0,8 mg (10%), ryboflawina 0,1 mg (9%), witamina B6 0,1 mg (5%), kwas foliowy 32 mcg (16%), witamina E 0,7 mg (7%), witamina K 3,2 mcg (5%), wapń 52 mg (10%), żelazo 4,2 mg (35%), magnez 148 mg (49%), cynk 3 mg (30%), mangan 3,6 mg (180%), selen 35 mcg (62%)

platki_alara_0

Nasze wrażenia:

Płatki są bardzo drobne, więc zdecydowanie ich przeznaczeniem jest owsianka.

Sympatycznie zaprojektowane pudełko zawiera sporo informacji na temat pochodzenia płatków (wszystko po angielsku, przetłumaczono jedynie najważniejsze dane).

Do bezdyskusyjnych zalet płatków, w odróżnieniu od pozostałych, należą oba certyfikaty: bezglutenowości i organiczności. To niestety przekłada się na najwyższą cenę.

Glebe Farm – Owsianka bezglutenowa

www.glebefarmfoods.co.uk/

platki_glebe_0

Cena: 13,50 zł za 500 g

Producent: Glebe Farm (Anglia)

Dystrybutor: Organiczne24.pl

Informacje producenta:

Płatki owsiane niezawierające glutenu ani innych alergenów. Do zagotowania – przez 2, 3 minuty.

Certyfikaty:

  • symbol przekreślonego kłosa.

platki_glebe_1

Wartość odżywcza w 100 g:
Energia: 1492 kJ (353,5 kcal), węglowodany: 67,21 g, w tym cukry: 1,17 g, tłuszcze: 4,90 g, w tym nasycone: 0,93 g, błonnik: 9,1 g, białka: 14,67 g, sól: 0,015 g.

platki_glebe_2

Nasze wrażenia:

Bardzo smaczne płatki. Delikatne i idealnie owsiane. Znaliśmy je wcześniej, ponieważ bywamy w Anglii, gdzie są bardzo popularne (kosztują 2,5 funta, czyli około 15 zł za pół kilo), natomiast w Polsce trudniej je dostać. Nie wiem, kiedy do Polski dotrze nowe opakowanie, natomiast będzie wyglądało tak:

Glebe-Farm-Foods-Gluten-Free-Porridge-450g-500x500W sumie szkoda, bo podobała nam się papierowa torebka.

Pięć przemian – Płatki owsiane bezglutenowe

www.piecprzemian.com.pl

piec_przemian_platki

Cena: od 9,80 zł za 500 g

Producent: Pięć Przemian (Polska), kraj pochodzenia: Anglia

Informacje producenta:

Produkt bezglutenowy, może zawierać migdały ze względu na konfekcjonowanie w zakładzie.

Dostępne w wersji drobnej i jumbo.

Certyfikaty: brak (uwaga, użyty tu symbol przekreślonego kłosa nie oznacza, że produkt jest certyfikowany!).

piec_przemian_platki_1

Wartość odżywcza w 100 g:

Wartość energetyczna: 368 kcal/1522 kJ, tłuszcz 7 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1 g, węglowodany 60,5 g, w tym cukry 1,1 g, białko 10,3 g, błonnik 8,3 g, sól 0,003 g

piec_przemian_platki_2

Nasze wrażenia:

Płatki należą do kategorii ekonomicznej – za niewygórowaną cenę otrzymujemy produkt bez certyfikatów, w skąpo opisanym opakowaniu (torebka papierowo-plastikowa). Nie są to płatki idealnie czyste – mogą zawierać migdały.

U nas sprawdzają się i w owsiance, i w batonach energetycznych (używam wersji jumbo).

Provena – płatki owsiane jumbo, produkt bezglutenowy

www.raisio.com

provena_platki_1

Cena: od 12 zł za 500 g

Producent: Raisio Nutrition (Finlandia)

Dystrybutor: Raisio Sp. z o.o.

Informacje producenta:

Płatki owsiane wyprodukowane w taki sposób, aby nie doszło do zanieczyszczenia zbożami glutenowymi. Do zagotowania – 12 minut pod przykryciem. Płatki w rozmiarze XL.

Certyfikaty:

  • przekreślony kłos.

provena_platki_2

Wartość odżywcza w 100 g:

Wartość energetyczna: 1560 kJ (370 kCal), tłuszcz 8 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,6 g, węglowodany 55 g, w tym cukry 1,2 g, błonniki 11 g, białko 14 g, sól 0 g, tiamina (wit. B1) 0,4 mg (36% GDA), żelazo 5,1 mg (36%), magnez 131 mg (35%), cynk 3,2 mg (32%)

provena_platki_0

Nasze wrażenia:

Płatki są duże i twarde, dlatego trzeba je długo gotować, choć po namoczeniu znacznie krócej, niż jest to wskazane na opakowaniu. Mają też nieco inny kolor niż płatki z Wielkiej Brytanii. Smakują tak samo dobrze.

Podsumowanie

Największy problem z bezglutenowymi płatkami owsianymi to ich dostępność. W sklepach stacjonarnych osiągają często nieprzyzwoite ceny, w sklepach internetowych dochodzi koszt wysyłki. Robienie dużych zapasów nie zawsze jest dobrym pomysłem – np. data ważności w wypadku Proveny to tylko 10 miesięcy od daty produkcji.

Jest nadzieja, że zainteresowanie konsumentów sprawi, że płatki będą łatwiej dostępne. Polecam spróbowanie – dla zaspokojenia ciekawości – smaku płatków owsianych bezglutenowych. Moim zdaniem są delikatniejsze i mają lepszą jakość od tradycyjnych.

Do poczytania:

22 IV2015

Czy dobrze kroisz czosnek?

by joanna

Czyli tekst o tym, że jest wiele rzeczy na temat czosnku, o których nie wiemy albo które wyleciały nam z głowy…

O czosnku można by napisać całe księgi, tak niezwykła i pożyteczna jest to roślina. Sięgamy po nią, gdy czujemy się osłabieni, przeziębieni, zagrypieni, a także, gdy mamy ochotę na ten ostry smak. W naszej rodzinie czosnek jest używany chyba codziennie – do humusu, mięs, ryb, spaghetti

Polski czosnek ekologiczny.

Polski czosnek ekologiczny, odmiana harnaś.

Kilka słów o pochodzeniu

Czosnek należy do roślin z rodziny amarylkowatych, jego rodzaj obejmuje około 700 gatunków. Pochodzenie tej rośliny jest prawdopodobnie azjatyckie (mówi się o terenach dzisiejszych Chin lub Syberii). Udomowiony został być może przez mieszkańców górzystych terenów dzisiejszego Pakistanu nawet 5 tysięcy lat temu. Razem z cebulą (która jest z nim blisko spokrewniona) stanowił ważny składnik diety (traktowany również – i słusznie – jako lek) już w starożytnym Egipcie, antycznej Grecji czy średniowiecznej Europie. Według pewnych wierzeń jest także skutecznym środkiem odstraszającym wampiry…

Co o czosnku wiedzieć trzeba

Naturalna penicylina i lek na raka

  • Czosnek zawiera allicynę – w jednym ząbku może znajdować się 7–15 miligramów tej substancji. Allicyna jest 15 razy mocniejsza niż penicylina pod względem właściwości bakteriobójczych (choć nie ma to bezpośredniego przełożenia na działanie po spożyciu). W dodatku bakterie nie umieją tak łatwo uodpornić się na czosnek – w przeciwieństwie do innych antybiotyków.
  • Podobno podczas II wojny światowej radzieccy żołnierze obkładali rany surowym czosnkiem w celu zapobiegania zakażeniom.
  • Do dziś na kurzajki u dzieci stosuje się domowy sposób – okład z ugniecionego czosnku zmieszanego z kredą.
  • Uważa się, że czosnek jest rośliną o najsilniejszym działaniu antynowotworowym. Jest również pożywieniem, które ma właściwości przeciwutleniające, antybakteryjne, antygrzybiczne, antywirusowe, przeciwzakrzepowe i przeciwpasożytnicze…
  • Choć zwykle nie jadamy tej rośliny w dużych ilościach, warto wiedzieć, że jest ona cennym źródłem witamin, makroelementów i pierwiastków śladowych, w tym: fosforu, potasu, siarki, selenu, germanu, wapnia, magnezu, żelaza, sodu, witamin z grupy B, witaminy A i C.

czosnek_1

Gwóźdź do trumny Candidy

Przerost ilościowy drożdżaków Candida Albicans w jelitach to jeden ze skutków ubocznych naszego „cywilizowanego” sposobu odżywania, przyjmowania antybiotyków czy hormonów. Dość powiedzieć, że osoby – nawet małe dzieci – cierpiące na alergie często mają problem z zagrzybionym układem pokarmowym i innymi organami. (Odsyłam do książki „Nie daj się zjeść grzybom Candida” Andrzeja Janusa). Czosnek jest jednym z najsilniejszych naturalnych środków przeciwgrzybiczych i dlatego jest nieodzowny w walce z Candidą, która jest dość odporna na środki farmakologiczne. Tym bardziej, że nie tylko zwalcza grzyba, ale także sprzyja rozwojowi pożytecznych bakterii w naszych jelitach.

Janus poleca jedzenie go na surowo lub picie naparu z czosnku (oczywiście po odczekaniu 10 minut po pokrojeniu). Pieczenie przełyku, żołądka czy jelit przypisuje oddziaływaniu allicyny na nadżerki przewodu pokarmowego, które czosnek jest w stanie wyleczyć. Uwaga – potwierdzają to najnowsze badania z 2014 roku! (Źródło).

Na robaki

Czosnek jest również naturalnym środkiem przeciwpasożytniczym. Można stosować go doustnie, ale także w wypadku owsików – w postaci lewatywy (3 ząbki czosnku na szklankę wody, odstawić na 2 godziny, przecedzić i… zapodać).

Jako składnik pożywienia działa również zabójczo m.in. na lamblie i inne pierwotniaki pasożytnicze, bakterie E. coli i inne (źródło 1źródło 2, źródło 3). Badania wykazały, że podawanie dzieciom zarażonym lambliozą wyciągu z czosnku rozcieńczonego wodą (5 ml ekstraktu w 100 ml wody dwa razy dziennie przez trzy dni) było bardziej skuteczne niż kuracja lekami.

Krój z zegarkiem w ręku

Dzięki lekturze „Dzikiej strony jedzenia” poznałam kilka ciekawostek na temat czosnku, a jedna szczególnie utkwiła mi w pamięci, ponieważ w pewnym stopniu zrewolucjonizowała nasze kuchenne przyzwyczajenia. Mianowicie chodzi o tę najcenniejszą zaletę czosnku – allicynę, a konkretnie o to, aby wydobyć jej jak najwięcej.

Jak pisze Jo Robinson, w 2001 roku izraelscy naukowcy odkryli, w jaki sposób allicyna pojawia się w czosnku. W nienaruszonym ząbku znajdują się dwie cząstki układanki, które muszą się spotkać, aby allicyna powstała: jest to allina (fragment białkowy) oraz allinaza (enzym, który pod wpływem wysokiej temperatury ulega destrukcji). Dopiero gdy pokroimy surowy czosnek – albo zaczniemy go gryźć – składniki połączą się i doprowadzą do powstania pożądanej allicyny.

czosnek_2

Reakcja trwa około 10 minut i tyle właśnie należy poczekać, zanim zaczniemy podgrzewać czosnek. W wysokiej temperaturze niezbędny enzym ulega zniszczeniu, ale po wytworzeniu allicyny nie jest już potrzebny. Allicyna przeżyje pieczenie czy smażenie (choć Janus twierdzi, że lepiej, aby obróbka cieplna była krótka).

Dziś gotowanie wszystkich potraw z czosnkiem zaczynamy od pokrojenia kilku ząbków i odłożenia ich na bok. Co ważne, nie należy kroić czosnku na zapas (na przykład na następny dzień), ponieważ trwałość allicyny jest ograniczona.

Krój albo prasuj

Niektórzy mistrzowie kuchni uważają przeciskanie czosnku przez praskę za obrazę. Dla zdrowotnych właściwości tej rośliny sposób, w jaki ją rozdrobnimy, nie ma żadnego znaczenia.

polski_czosnek_3

Sama wolę kroić czosnek, przede wszystkim z powodów estetycznych.

Chiński, hiszpański, polski

– Poproszę polski czosnek – powiedziałam wczoraj w warzywniaku, ponieważ chciałam sfotografować czosnek do tego tekstu.

– Nie ma. O tej porze roku nie rośnie, nawet się go jeszcze nie sadzi – dostałam odpowiedź od pana zza lady, rozbawionego moją „niewiedzą”.

Hm. Na szczęście, chociaż jest kwiecień, w sklepie Kooperatywy Dobrze polski czosnek ma się całkiem dobrze. Na zdjęciu widzicie polski czosnek, odmiana harnaś, nasz dostawca to Krzysztof Stec.

Polski czosnek ekologiczny twardołodygowy.

Polski czosnek ekologiczny twardołodygowy.

Dlaczego warto kupować polski czosnek? Przede wszystkim dlatego, że jest lokalny. Nie przemierza do sklepu tysięcy kilometrów. W dodatku będziemy mieć większą pewność, że jest wartościowy. Importowane czosnki bywają „oszukane”, pozbawione ostrego smaku (za który odpowiada właśnie allicyna).

Spotkałam się z zarzutami, że czosnek z Chin szybko się psuje – pleśnieje, a przecież nie powinien, ponieważ jest sam w sobie środkiem przeciwgrzybiczym. W dodatku nie kiełkuje, nawet kiedy powinien (włożony do ziemi). Czyli coś z nim jest nie tak.

O tym, jak to może być z tym chińskim czosnkiem, przeczytacie na blogu Klaudyny Hebdy.

Jeśli chcemy kupić czosnek ze źródła, co do którego nie mamy pewności, wybierajmy taki, który ma twardą łodygę, idącą aż do końca główki, między ząbkami. Główka czosnku z miękką łodygą ma coś, co przypomina papierowy, miękki ogonek. Czosnek twardołodygowy ma więcej wartości, ponieważ jest bardziej spokrewniony z dzikim czosnkiem, przodkiem obu odmian, najcenniejszym pod względem właściwości zdrowotnych.

Przechowywanie

Czosnek można magazynować i trzymać w domu nawet kilka miesięcy. Podobno wpływa to pozytywnie na ostrość jego smaku. Warunkiem jest przechowywanie go z dala od źródeł światła i ciepła, np. w glinianych pojemnikach z otworami wentylacyjnymi.

Przeciwwskazania

  • Allicyna może wywoływać dolegliwości gastryczne w postaci zgagi i refluksu – niektórzy nie mogą spożywać czosnku na surowo, a niektórzy wcale.
  • Czosnek obniża ciśnienie krwi, dlatego osoby z niskim ciśnieniem powinny spożywać go z umiarem.
  • Nie należy spożywać czosnku w żadnej postaci na 2 tygodnie przed planowanymi zabiegami z narkozą, ponieważ czosnek rozrzedza krew, co może wpłynąć na działanie leku usypiającego.
  • Podobnie należy uważać ze spożyciem czosnku podczas przyjmowania leków przeciwzakrzepowych.

Podsumowanie

  • Jeśli zamierzasz podsmażyć, ugotować lub upiec czosnek, posiekaj go i poczekaj 10 minut, zanim zaczniesz go podgrzewać.
  • Kupuj ekologiczny czosnek z Polski. Jeśli masz ograniczony wybór, wybieraj czosnek z Europy, odmianę twardołodygową.
  • Przechowuj czosnek w zacienionym i chłodnym miejscu.

Bibliografia

14 III2015

Nie będziemy słodzić. Precz z cukrem! Recenzja

by joanna

Niemal w tym samym momencie (luty 2015 r.) w polskich księgarniach pojawiły się dwie książki mówiące o tym, że cukier jest naszym ukrytym i bardzo niebezpiecznym wrogiem. Co gorsza, jest substancją, od której łatwo się uzależniamy, a dzięki sprytnym zabiegom producentów żywności nie zdajemy sobie sprawy, jaką ilość cukru spożywamy naprawdę.

bez_cukru_detoks_cukrowy

„Bez cukru” Martiny Fontany (wydawnictwo Relacja) oraz „Detoks cukrowy” Brooke Alpert i Patricii Farris (wydawnictwo Bukowy Las) to dwie książki napisane w różnych konwencjach i dla nieco innych odbiorców, ale autorki jednym głosem wołają do czytelników: cukier, który wydaje nam się tylko słodzikiem, osłabia nas fizycznie i psychicznie.

Co to jest cukier

Trudno dziś uniknąć cukru w diecie. Mówię tu o cukrze, który jest tym „złym”. Czyli właściwie jakim?

Cukrami (węglowodanami) nazywamy związki organiczne, które składają się z atomów: węgla, wodoru i tlenu. Ze względu na to, ile cząsteczek cukrowych w sobie zawierają, mogą to być cukry proste i cukry złożone. Cukry proste to przede wszystkim glukoza i fruktoza. Cukry złożone to – w zależności od budowy – dwucukry (dwie cząsteczki cukru prostego, np. glukoza + galaktoza, czyli laktoza; sacharoza składa się z cząsteczki glukozy i fruktozy) oraz wielocukry (nawet do kilkuset tysięcy cząsteczek cukru prostego, przykłady: skrobia, glikogen). Glukoza wchodzi w skład wszystkich dwucukrów i węglowodanów złożonych, które spożywa człowiek. Podobnie jak inne cukry, jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu m.in. jako źródło energii. Dlatego nie jest możliwe, abyśmy przestali spożywać pokarmy zawierające węglowodany (zresztą, trudno byłoby znaleźć pożywienie bez nich).

Problem, jaki wywołuje w dzisiejszych czasach cukier w naszej diecie, nie leży bezpośrednio w jego budowie czy właściwościach. Istota tkwi w jego wszechobecności i nadmiarze, zwłaszcza w postaci cukrów prostych i dwucukrów. Przemysł spożywczy, oferujący nam produkty gotowe do spożycia lub półprodukty, dobrze wie, że zawartość słodkiego w posiłku zawsze się sprawdza i prowadzi do zwiększenia obrotów.

herbatniki_wyborowe

Źródło: „Dra. Oetkera przepisy: dla skrzętnych gospodyń”, www.polona.pl, domena publiczna

Nie chodzi tylko o cukier, który w składzie opisany jest właśnie jako „cukier”. Węglowodany, na które powinniśmy patrzeć z podejrzliwością, kryją się przecież także w tych produktach, które wcale nie wydają nam się słodkie. To przede wszystkim rafinowane zboża – oczyszczona mąka, biały ryż. Ziarna pozbawione otoczki stają się atrakcyjne ze względu na delikatniejszy smak (a dla przemysłu spożywczego – bo mają dłuższą trwałość). Nie zawierają jednak np. błonnika, który jest niezwykle ważnym składnikiem naszej diety, hamującym niebezpieczny proces podnoszenia cukru we krwi.

Którego cukru należy unikać? Czytaj składy! (Źródło: „Bez cukru” s. 45).

  • syrop glukozowy, glukoza,
  • syrop fruktozowy, fruktoza,
  • syrop glukozowo-fruktozowy,
  • izoglukoza,
  • inwertowany syrop cukrowy, cukier inwertowany,
  • syrop kukurydziany,
  • laktoza,
  • serwatka,
  • dekstroza,
  • maltoza,
  • cukier słodowy,
  • syrop słodowy,
  • cukier gronowy,
  • syrop karmelowy,
  • słody owocowe,
  • cukier trzcinowy (rafinowany i nierafinowany) itd.

Jazda z insuliną

Kiedy dostarczamy naszemu organizmowi posiłek, węglowodany, które są łatwo przyswajalne (nie muszą być rozłożone na cukry proste lub ich trawienie zajmuje niewiele czasu), szybko przedostają się do krwi. To powoduje wydzielanie się insuliny, hormonu, który ma za zadanie wyłapać cukier – a dokładnie glukozę – krążący po organizmie. Część glukozy jest przeznaczana na potrzeby energetyczne, a część odkłada się w wątrobie (a następnie w mięśniach) jako tłuszcz – glikogen. Kiedy cukru jest za dużo, zarówno trzustka produkująca insulinę, jak i wątroba przetwarzająca glukozę na glikogen zaczynają mieć kłopoty. Nadmiar glikogenu powoduje, że cukier zaczyna być zamieniany w trójglicerydy.

Insulina, kierująca metabolizmem cukru, odsyła go do „magazynów”, gdzie jest składowany na czarną godzinę. Nasze organizmy nie są przystosowane do nieustającego dobrobytu: natura zaprogramowała nas tak, abyśmy byli przygotowani na nieoczekiwany głód i chłód. Dlatego tak łatwo nam przytyć, a tak trudno pozbyć się tłuszczyku, kolekcjonowanego przez insulinę – dla naszego dobra!

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna.

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna.

Nieustanne dostarczanie cukrów, które błyskawicznie przedostają się do krwiobiegu, skutkuje także zachwianiem gospodarki hormonalnej: trzustka reaguje błyskawicznie, cukier jest przechwytywany i „znika”, bo insulina upycha go tam, gdzie może być potrzebny. Problem w tym, że jemy cukier po to, aby zaspokoić głód i dostarczyć sobie energii – ale natychmiastowe zagospodarowanie cukrów prostych sprawia, że skok cukru we krwi jest chwilowy, po czym następuje szybujące w dół załamanie jego poziomu, co odczytujemy jako ponowny atak głodu.

Powstaje błędne koło: jemy, aby się nasycić, ale „zbyt proste” cukry, które natychmiast przedostają się do krwi, równie szybko z niej znikają. Jemy więcej, sytuacja się powtarza, a przecież cukier nie znika z naszego organizmu – zostaje przetworzony na energię lub zmagazynowany w postaci tłuszczu. Kiedy jest go coraz więcej i więcej, nie tylko tyjemy – rozregulowujemy cały system przechwytywania i rozdzielania glukozy przez insulinę. To może doprowadzić prosto do cukrzycy typu 2.: insulinooporność (organizm przestaje słuchać się insuliny) oraz nieprawidłowe reagowanie trzustki.

Zła fruktoza

Bardzo ciekawym zagadnieniem jest szkodliwość fruktozy, która nie poddaje się działaniu insuliny. Oczywiście piszę tu o fruktozie, która pojawia się jako dodatek do produktów gotowych – ta w owocach, spożywana umiarkowanie, nie będzie stanowiła dużego zagrożenia dla naszej tuszy. Aczkolwiek to właśnie ten cukier jest kierowany z krwi prosto do magazynów tłuszczowych. Dzieje się tak, ponieważ fruktoza nie uczestniczy w procesie reagowania trzustki na jej poziom we krwi, insulina jej nie zauważa. Tymczasem dzięki insulinie wytwarza się kolejny hormon – leptyna, powodujący uczucie sytości (pisze o tym Fontana w „Bez cukru” na str. 42). Gdy brakuje leptyny, nie czujemy zaspokojenia głodu, więc wątroba uznaje, że musi zmagazynować cukier.

W produktach spożywczych (napojach, sokach owocowych, jogurtach, lodach…), jak pisze Fontana, znajduje się tania fruktoza pozyskiwana z pszenicy i kukurydzy. Słodycz, która nie daje satysfakcji – ponieważ nie wyzwala leptyny. O fruktozie i jej szkodliwym działaniu pisze także Brooke Alpert, która przywołuje badania nad związkami między spożyciem tego cukru a chorobami cywilizacyjnymi („Detoks cukrowy”, s. 58 i dalej). Jego szkodliwe działanie polega również na wytwarzaniu związku o nazwie AGE, który przyspiesza procesy starzenia w naszym organizmie.

To również jest cukier (na podstawie: „Detoks cukrowy”, s. 61):

  • syrop z agawy,
  • syrop z brązowego ryżu,
  • brązowy cukier,
  • cukier trzcinowy,
  • karmel,
  • słodzik kukurydziany,
  • syrop kukurydziany,
  • cukier daktylowy,
  • dekstroza,
  • fruktoza,
  • glukoza,
  • wysokofruktozowy syrop kukurydziany,
  • miód,
  • laktoza,
  • maltoza,
  • słód,
  • syrop słodowy,
  • cukier klonowy,
  • syrop klonowy,
  • melasa,
  • cukier nierafinowany,
  • syrop ryżowy,
  • syrop z sorgo,
  • sacharoza,
  • mączka chleba świętojańskiego (karob!),
  • turbinado.

Dobre cukry

Jak już pisałam, cukier jest nam niezbędny do życia. Dlatego podczas przygotowywania posiłków powinniśmy zwracać uwagę na to, aby produkty spożywcze nie zawierały dodanego cukru, a ich naturalne węglowodany były jak najdłużej trawione. Dzięki temu uwalnianie się cukru do krwi nie polega na jednorazowym skoku, ale długim procesie dostarczania nam energii przez kilkadziesiąt minut i więcej. Aby ułatwić sobie zadanie, można korzystać z tabel indeksu glikemicznego i ładunku glikemicznego danych produktów, dzięki którym łatwiej zorientujemy się, jakie pożywienie będzie dla nas korzystne. (Więcej o IG i ŁG pisałam tutaj: Zasada dotycząca indeksu glikemicznego).

Co ciekawe, pszeniczna biała mąka ma wyższy indeks glikemiczny niż cukier! Co oznacza, że powinniśmy się wystrzegać białej mąki nie mniej niż „cukrowego diabła”.

cukrowy_diabel

Taki diabeł straszny

Już 20 lat temu rodak Martiny Fontany Udo Pollmer pisał o tym, że ludzie są cukroholikami, czy tego chcą, czy nie. Świadczy o tym między innymi preferowanie słodkiego smaku przez niemowlęta (gdyby nie lubiły mleka, umarłyby z głodu).

Przyjemność płynąca ze słodyczy jest więc genetycznie zaprogramowana. Cukier to najtańsza z używek, więc bardzo chętnie i jednocześnie bezmyślnie dodaje się go do pokarmów dla noworodków i wkłada do szkolnych tornistrów. (…) Nagradzamy nim za odwagę, osuszamy łzy i uciszamy krzyki. (s. 237).

Dzięki cukrowi wiele ludzi lepiej śpi i lepiej znosi ból. Cukier poprawia nastrój i uzależnia, ponieważ wpływa na produkcję konkretnej substancji w mózgu: serotoniny. (s. 238)

Cukier nie tylko oddziałuje na nasze kubki smakowe, ale także na psychikę, ponieważ poprzez wyzwalanie insuliny przyczynia się do produkcji serotoniny, wpływającej na nasze dobre samopoczucie. Pollmer pisze o zależności między naszą potrzebą jedzenia słodyczy a brakiem lub niedoborem światła, które zapobiega przekształcaniu serotoniny w melatoninę. Podobnie działa wysiłek fizyczny – a więc osoby regularnie dostarczający sobie przyjemności sportowych na świeżym powietrzu prawdopodobnie są mniej podatne na słodycze. W tym miejscu Pollmer rozgrzesza w pewnym stopniu nasze zamiłowanie do słodyczy, a jednocześnie przestrzega, że:

Ten, kto nie bierze pod uwagę tych zależności i będzie próbował ograniczyć spożycie cukru, poniesie porażkę (s. 243).

Cokolwiek myślicie o cukrze, powinniście poznać prawdę

Cukier uzależnia, to naukowo zbadany fakt. Przytoczę tylko kilka wyników badań z ostatnich lat.

The evidence supports the hypothesis that under certain circumstances rats can become sugar dependent. This may translate to some human conditions as suggested by the literature on eating disorders and obesity.

(Dowody wskazują, że w pewnych okolicznościach szczury mogą uzależnić się od cukru. Można to przełożyć na pewne ludzkie warunki, na co wskazuje literatura na temat zaburzeń odżywania i otyłości).

piszą amerykańscy naukowcy z Princeton w artykule „Evidence for sugar addiction: Behavioral and neurochemical effects of intermittent, excessive sugar intake”. Z kolei badacze z uniwersytetu w Cleveland w artykule „Implications of an animal model of sugar addiction, withdrawal and relapse for human health” konstatują na podstawie badań na szczurach, że:

The study demonstrates that the effects of sugar addiction, withdrawal and relapse are similar to those of drugs of abuse. Implications of the rewarding and addicting effects of sugar are related to weight gain, obesity and Type II diabetes. Furthermore, pitfalls related to dieting are elucidated.

(Badania pokazują, że efekty uzależnienia od cukru, odstawianie i powracanie są podobne do tych, które występują przy nadużywaniu leków. Skutki efektu nagrody oraz uzależnienia od cukru są powiązane z nadwagą, otyłością i cukrzycą typu 2. Co więcej, wyjaśniają pułapki związane z dietami).

Co ciekawe, pewne badania wskazują na to, że gen uzależnienia, odpowiedzialny m.in. za pewne predyspozycje do alkoholizmu, jest również powiązany z łaknieniem słodyczy i uzależnieniem od nich („Sweet preference, sugar addiction and the familial history of alcohol dependence: shared neural pathways and genes”), co w pewnym stopniu zrównuje uzależnienia od opiatów oraz alkoholu z uzależnieniem od cukru.

Przetestuj się

Co zabawne, w obu książkach – amerykańskim „Detoksie” i niemieckim „Bez cukru” – znajdziemy test dla czytelnika, który ma określić, jak duży jest nasz problem z cukrem na co dzień.

detoks_cukrowy_ankieta

„Detoks cukrowy”

Jako osoba, która lubi słodki smak, ale unika cukru od dwóch lat, mogę się pochwalić znakomitym wynikiem. Jednak wciąż wiem, że pokusa jest duża i czasem zdarza mi się złamać zasadę „nie jem cukru” (np. gdy robię tort dla alergika – z cukrem). A jednak w dużej mierze naprawdę udaje mi się nie pożądać słodyczy. W domu mam zwykle przygotowane zapasy zdrowych przekąsek (migdały, orzechy, batony owsiane), które ratują mnie w kryzysie. Ograniczam też słodkie owoce, w tym moje ulubione suszone daktyle. To jest trudne! Ale warto – ważę zwykle tyle, ile chcę.

„Bez cukru” i bez ogródek

Tę książkę czyta się jak dość przykry, ale dobrze napisany esej na temat dzisiejszego przemysłu spożywczego.

bez_cukru_0

Autorka (tu jej strona WWW) pisze w dość lekkim stylu, ale wytacza ciężkie argumenty, które powinny przemówić nam do rozsądku. Przywołuje dane z wiarygodnych źródeł na temat spożycia cukru w Niemczech, gdzie mieszka. Rozprawia się ze sztuczkami stosowanymi przez producentów żywności. Wykazuje, gdzie tkwi diabelskie nasienie – cukier, który szkodzi nam najbardziej; ukryty we wszystkich możliwych produktach pod najróżniejszymi nazwami.

Wyobraźnia przemysłu spożywczego nie zna granic. Zaufanie jej może zagrażać życiu. Postrzegacie to podobnie i już dawno przestawiliście się na żywność bio? Dobra strategia, przynajmniej w teorii, bo i tam często jesteśmy przeciągani na cukrową stronę mocy! (s. 78-79)

Fontana pisze m.in. o stewii – czy rzeczywiście jest dobrym zamiennikiem cukru, porusza też sporo zagadnień związanych z działaniem węglowodanów w naszym organizmie (cytowałam ją wyżej). Rozprawienie się z „cukrowym diabłem”, czyli przedstawienie najważniejszych i najprzykrzejszych faktów na temat słodyczy, zajmuje połowę książki. Ten długi wstęp, napisany kwiecistym językiem, czyta się jednym tchem, w czym widzę pewne niebezpieczeństwo: czy na pewno czytelnik zapamięta argumenty autorki? A może chodzi tylko o przygotowanie gruntu pod dalszy ciąg książki, czyli agitację za zerwaniem z nałogiem? Faktem jest, że ta lektura wywołuje w czytelniku sporo emocji.

Podobnie wygląda część „praktyczna”, gdzie dowiadujemy się, jak opanować cukrowe żądze. Autorka stawia na psychologiczne metody obrzydzania sobie przetworzonego jedzenia („wyobraź sobie, że jesz to, co cię najbardziej odrzuca”) i wzmacniania chęci na zdrowe produkty. Podkreśla również rolę ruchu i relaksu w budowaniu silnej antycukrowej osobowości. Porady, które tu znajdziemy, są dość niezwykłe, jak na poradnik związany z żywieniem. Wszystko dzieje się w naszej głowie – zdaje się mówić Fontana – i tam właśnie musimy przeprowadzić rewolucję.

Martina Fontana, „Bez cukru. Wypisz się z klubu Anonimowych Cukroholików”, wyd. Relacja, Warszawa 2015.

Cena okładkowa: 34,90 zł

Gdzie kupić: np. Mamania

„Detoks cukrowy” – detoks totalny

Dwie Amerykanki – dietetyczka i dermatolożka – napisały książkę o tym, jak poradzić sobie z cukrowym nałogiem w diecie i czerpać z tego satysfakcję. Ogromną zaletą „Detoksu” jest podejście do sprawy w sposób dla mnie nowy: wreszcie nie chodzi o wyłączne umartwianie się dietą, ale o dążenie do odnowy naszego ciała i ducha również dzięki zabiegom pielęgnacyjnym i ćwiczeniom fizycznym.

detoks_cukrowy

W ciągu 31 dni – bo tak został rozpisany cały program detoksu – mamy się nawrócić na zdrowe odżywianie, przekonać do ruchu oraz… odmłodnieć fizycznie. Uważam, że rozdziały poświęcone przywracaniu skórze blasku są wielką wartością tej książki. Doktor Particia Farris, konsultantka znanych firm kosmetycznych, przekazuje cenną wiedzę na temat pielęgnacji twarzy i ciała. Wymienia najcenniejsze składniki kremów, wyjaśnia, dlaczego droższe kosmetyki nie są wcale lepsze, podaje też konkretne marki i produkty, które warto stosować. Oczywiście, książka jest napisana dla Amerykanek, więc kremy przeznaczone dla Europejek, nawet jeśli nazywają się tak samo, mogą mieć nieco inny skład. Dlatego najlepiej trzymać się opisów składników.

W książce znajdziemy praktycznie opisany plan działania, który rozpoczyna się trzydniowym, dość restrykcyjnym ograniczeniem węglowodanów w diecie oraz przyjemnym rozpieszczaniem swojej skóry zabiegami pielęgnacyjnymi (np. maseczki błotne czy kąpiele z solą morską). Potem, przez kolejne tygodnie, włączamy następne produkty spożywcze i zaczynamy ćwiczyć. Porady dotyczące ruchu są bardzo profesjonalne, mamy rozpisane różne treningi (siłowe, kardio, rozciąganie). Do tego dochodzą konkretne przepisy oraz propozycje menu na 31 dni detoksu.

Ta książka to pozycja dla osób, które wolą zdać się na czyjąś wiedzę i doświadczenie niż samodzielnie i często mozolnie wymyślać całą kuchnię na nowo. Rozwiązania podane są prawie że na tacy – wystarczy podążać za wskazówkami i realizować plan. A w tym planie są nawet uwzględnione… wpadki. Bo autorki wiedzą, że nikt nie jest doskonały.

Brooke Alpert, Patricia Farris, „Detoks cukrowy. Jak stracić na wadze, dobrze się czuć i młodziej wyglądać”, wyd. Bukowy Las, Wrocław 2015

Cena okładkowa: 36,90 zł

Gdzie kupić: np. Świat Książki

Co trzy głowy

Nie przez przypadek zestawiam te dwie książki. Uważam, że znakomicie się uzupełniają. Amerykańskie podejście „przede wszystkim działaj” i europejskie „myśl!” może wspólnie zrobić dużo dobrego. Dlatego jeśli jesteśmy już blisko podjęcia decyzji o rozstaniu się z cukrowym diabłem, ale wciąż brak nam motywacji oraz pomysłu na plan działania, w sukurs idą nam trzy kobiety – autorki powyższych poradników. Połączenie umiejętności trenerskich (Fontana), wiedzy na temat dietetyki (Alpert) oraz pielęgnacji skóry (Farris) wraz z kilkudziesięcioma stronami bardzo przykrych słów na temat cukru i jego szkodliwości pomoże niejednemu w uczynieniu kroku w dobrą stronę: życiu bez cukru.

Głos wołającego na puszczy?

Takie publikacje są niezwykle potrzebne. Uważam, że warto, aby jak najwięcej osób zdało sobie sprawę z zagrożenia, w które mało kto chce uwierzyć. Snucie teorii spiskowych na temat ogólnoświatowych spisków wszelakich koncernów jest niemodne i obśmiewane. Dlatego tak trudno uwierzyć, że wiele mechanizmów stosowanych w przemyśle spożywczym naprawdę ma na celu uzależnienie nas od łatwo dostępnych, niedrogich (patrząc na jednorazowy wydatek) i niskiej jakości produktów. Choć niewątpliwie często bardzo smacznych.

Myślę, że nigdy nie poznamy wszystkich tajników marketingu spożywczego, ale wystarczy zwrócić uwagę na kilka drobiazgów, aby się zaniepokoić. Problem jest jednak taki, że bardzo wiele z nas, zwanych przez Martinę Fontanę cukroholikami, nie chce wcale spojrzeć prawdzie w oczy. Niejednokrotne dyskusje na temat cukru, prowadzone przeze mnie i mojego męża, toczyły się w ten sam sposób. Argumenty tych, którzy nie dopuszczają do siebie myśli, że cukier naprawdę może być niezdrowy, to np. mówienie, że wszystko jest dla ludzi, że małe ilości nikomu nie zaszkodzą itp.

Do zrozumienia, z czym mamy do czynienia, trzeba chyba po prostu dojrzeć i piszę to bez cienia złośliwości. Mam nadzieję, że o złym obliczu cukru będzie się mówiło coraz głośniej. Może kiedyś na słodkich batonikach pojawią się ostrzeżenia podobne do tych, jakie znamy z opakowań papierosów?

Bibliografia

Źródło obrazka z diabłem:

http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Gruss_vom_Krampus.jpg {{PD-US}} oraz www.polona.pl, domena publiczna

10 II2015

Co je Twoje dziecko? Jadłospisy przedszkolaków

by joanna

Po naszym pierwszym tekście na temat jadłospisów (Przeczytaj: Co je Twoje dziecko? Jadłospisy do 3. roku życia), który wzbudził ogromne zainteresowanie, czas zająć się menu przedszkolaka.

Małgorzata Jackowska

Małgorzata Jackowska

Razem z Małgorzatą Jackowską, doradczynią żywieniową (oraz doulą i dyplomowaną Promotorką Karmienia Piersią) przeczytałyśmy nadesłane przez Was jadłospisy. Nie wszystkie ankiety były wypełnione na tyle dokładnie, żeby Gosia mogła na ich podstawie zinterpretować jadłospis dzieci. Dlatego, jeżeli czujecie potrzebę skonsultowania menu Waszych dzieci ze specjalistą, zachęcam Was do skorzystania z usług Gosi. W bezpośrednim kontakcie będzie mogła spytać o wszystko, co jest istotne w analizie jadłospisu.

Małgorzata Jackowska: 

kontakt.dnm@gmail.com

tel. 503 173 643

www.dietanamiare.eu, Facebook

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

Jadłospisy – przedszkolaki

Jadłospis 1

Dziewczynka, 3,5 roku; średnia aktywność; suplementy: tran, probiotyki; posiłki przedszkolne i domowe. Uczulenie na miód. Waga, wzrost: 15 kg, 100 cm (ok. 50 centyla).

  • Śniadanie: kromka jasnego lub żytniego pieczywa z masłem plus szynka plus pół pomidora, kubek kawy zbożowej z mlekiem owsianym z wapniem i probiotyk, jabłko (ok. 150 ml). Obiad: zupa ogórkowa (ok. 100 ml), kasza jaglana z gulaszem z indyka i buraczki, kubek mały kompotu (ok. 200 ml) z jabłek; kisiel (ok. 100 ml), 4 biszkopty. Kolacja: kromka jasnego lub żytniego pieczywa z masłem, jajkiem, rzodkiewka, herbata z żurawiny (200 ml).
  • Śniadanie: kromka jasnego lub żytniego pieczywa z masłem, białym serem plus pół pomidora, kubek kawy zbożowej z mlekiem owsianym z wapniem i probiotyk; banan. Obiad: krupnik, pierogi ruskie z jogurtem naturalnym (cały mały pojemniczek), kisiel, jabłko. Kolacja: kromka jasnego lub żytniego pieczywa z masłem, szynką, pół pomidora, mały kubeczek herbaty z malin i żurawiny.
  • Śniadanie: kromka jasnego pieczywa z masłem, żółtym serem, rzodkiewka, kubek kawy zbożowej z mlekiem owsianym z wapniem i probiotyk; jabłko. Obiad: rosół z makaronem, pulpeciki z indyka z kaszą gryczaną, ogórek kiszony mały, mały kubek kompotu z jabłek; czekoladka/kisiel. Kolacja: kromka grahamki z masłem, dżemem śliwkowym, mały kubeczek herbaty z malin i żurawiny.

Uwagi mamy: ciągle mam wrażenie, że dieta mojej córki jest zbyt uboga. Próbuję podawać jej odmienne pokarmy typu humus, pasta z fasoli do chleba itp. – ale to nie działa… i je niestety te same rzeczy. Na szczęście lubi wszelkie kasze, ale nie je niemal wcale warzyw – surówek poza burakami, tartą marchewką, rzodkiewką i ogórkiem kiszonym. Mało pije – trzeba jej przypominać, podaję wodę, ale sama zapomina o pragnieniu. I pochłania za dużo słodyczy (babcia ulega płaczom i daje krówki, bułki maślane, czekoladki, jajka niespodzianki itp.)… Ostatnie badanie moczu (styczeń 2015 r.) wykazało wysokie pH – 8, lekarz zalecił mniej białkową dietę.

Gosiu, czy powtarzające się menu jest rzeczywiście powodem do zmartwienia – jeśli jest w miarę urozmaicone (w skali dnia), ale jednak dzień w dzień dosyć podobne?

Czytając to menu, wcale nie mam wrażenia, że jest mało urozmaicone. Oczywiście piszę to na podstawie trzech dni i tylko tego, co mamy do przeczytaniu w opisanym zgłoszeniu. Fajnie jest, jeżeli dziecko ma jak najbardziej urozmaiconą dietę, ale też nie przesadzajmy, jeżeli zjada chętnie trzy różne rodzaje pieczywa, różne dodatki na kanapki i kilka różnych warzyw to myślę, że jest całkiem nieźle.

Ważne żeby dieta była urozmaicona, tzn. zawierała produkty z różnych grup żywności (produkty zbożowe, warzywa, owoce, mięso/ryby/strączki, produkty nabiałowe lub ich zamienniki roślinne, dobre tłuszcze roślinne i/lub masło). Pamiętajmy też, że wiele produktów smakuje najlepiej w sezonie, korzystajmy z nich wtedy, kiedy są najlepsze.

Gdy dziecko w wieku przedszkolnym lubi tylko kilka rodzajów warzyw, akceptuje kilka potraw, jak zachęcić je do nowych smaków?

Wiek przedszkolny to jest już taki czas, kiedy w dużej mierze zwyczaje żywieniowe i preferencje są ukształtowane. Często trudno jest dziecko przekonać do próbowania nowości. Myślę, że warto proponować, pokazywać inne niż „najulubieńsze” produkty, ale też nie robić tego za wszelką cenę, żeby nie kształtować w dziecku złych skojarzeń z czasem jedzenia. A na co dzień po prostu dawać dziecku te produkty, które lubi, oczywiście nie w kółko naleśniki z nutellą i frytki z keczupem, ale jeżeli lubi np. tylko mięso mielone, to proponować różne rodzaje, a jak lubi tylko trzy warzywa, to na zmianę te trzy warzywa. Co jakiś czas próbując wprowadzić coś innego.
Jeżeli chodzi o warzywa, to dobrym sposobem na ich podawanie wybrednym maluchom są zupy. Można też spróbować dodać inny produkt do tego, który dziecko lubi, np. do tartej marchewki można dodać jabłko, kapustę kiszoną lub kukurydzę, jeżeli smakuje rzodkiewka, to może spróbować z kiełkami? Też są chrupiące i dosyć wyraziste w smaku.

A gdy dziecko ciągle prosi o słodycze?

Słodycze… Trzeba się umówić, że jemy je np. tylko w środę i weekend i tylko konkretną ilość – i trzymać się tego. Proponować też słodycze domowe, upiec wspólnie ciasto czy bułeczki drożdżowe, nawet jeśli mają być z czekoladą, to będą lepsze niż kupowane w sklepie. Przemysłowe słodycze i wypieki niestety oprócz tego, że są źródłem cukru, zawierają też bardzo dużo szkodliwych tłuszczów trans. A babci (czy innym członkom rodziny nalegającym na karmienie dziecka słodyczami) trzeba wyjaśnić, dlaczego to dla nas ważne, żeby dziecko nie jadło słodyczy. Albo powiedzieć, że może zamiast jajka z niespodzianką kupić np. słoik masła orzechowego albo opakowanie dobrych suszonych owoców czy mieszanki orzechowej. To bardzo zależy od indywidualnej sytuacji, czasami np. jeżeli zdarza się to rzadko, to można odpuścić i poprosić o ograniczenie ilości podarowanych słodyczy do jednego jajka z niespodzianką czy jednej tabliczki czekolady, najlepiej gorzkiej.

Jakie są właściwości kawy zbożowej? Czy dzieci mają korzyść z takiego napoju?

To tak naprawdę wcale nie jest kawa, tylko napój o podobnym smaku. Nie zawiera kofeiny, jest produkowany ze zbóż – jęczmienia i żyta, cykorii i buraków cukrowych. Jest głównie źródłem węglowodanów, ma trochę błonnika. Nie widzę przeciwwskazań, żeby dzieci w wieku przedszkolnym wypijały np. kubek takiej kawy dziennie. Byle nie była mocno słodzona.

Jak odniosłabyś się do zalecenia lekarza w związku z wysokim pH moczu?

Prawidłowe wartości pH moczu mogą się wahać od wartości 4,5 do 8, niższe pH jest przy diecie bogatej w mięso, wyższe przy diecie z większą ilością warzyw i owoców. Myślę więc, że ten parametr mieści się w normie, na dodatek zgadza się z dietą dziewczynki, która mięso jada raczej w niewielkich ilościach. Oczywiście można badanie powtórzyć dla pewności, dbając o to, żeby próbka została jak najszybciej dostarczona do laboratorium, bo również długie przechowywanie próbki moczu może spowodować wynik bardziej zasadowy, czyli wyższe pH.

Co poradzić, gdy dziecko zapomina o piciu?

Przypominać, proponować, postawić małą butelkę wody w widocznym dla dziecka miejscu. I nie dawać dziecku do picia innych, słodzonych napojów. No i dawać dobry przykład i samemu pić wodę.
Dziecko w wieku przedszkolnym powinno codziennie spożywać około 1,5 litra wody. Chodzi o całościowe spożycie, zarówno z jedzenia (np. w owocach, warzywach), z zup i napojów (tutaj mamy np. kompot i zbożową kawę), jak i po prostu wypijanej czystej wody. W pierwszym dniu jadłospisu dopisałam ilość wody w produktach spożywczych i napojach spożywanych przez dziewczynkę, oczywiście orientacyjnie, bo nie znam dokładnych gramatur.  Myślę że jeżeli dodatkowo wypijałaby 2-2,5 szklanki wody, to było by idealnie. Ale może potrzebować troszkę mniej lub troszkę więcej. Normy i zalecenia są tworzone dla „przeciętnego” człowieka, a w rzeczywistości przecież każdy z nas jest inny.

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

Jadłospis 2

Chłopiec, 5 lat, aktywność średnia, chodzi na tańce. Nie je mięsa. Waga/wzrost: 15 kg, 116 cm.

  • Śniadanie: płatki kukurydziane na mleku + woda. Obiad: zupa owocowa (2 łyżki wazowe), kasza gryczana + woda (kubeczek dziecięcy). Podwieczorek: serek waniliowy 150 g, banan. Kolacja: kanapka z masłem + kawa zbożowa (filiżanka).
  • Śniadanie: płatki kukurydziane na mleku + woda. Obiad: rosół z makaronem (2 łyżki wazowe); kopytka + kompot (szklanka). Podwieczorek: jabłko + rogalik z makiem. Kolacja: zapiekanki z serem na bagietce 4 sztuki + kakao (2 filiżanki).
  • Śniadanie: płatki kukurydziane na mleku + woda. Obiad: zupa pomidorowa z makaronem (2 łyżki wazowe); placki z jabłkiem + serek homogenizowany 150 g + kompot (szklanka). Podwieczorek: jabłko. Kolacja: kanapki z masłem (2 kromki) + kawa zbożowa filiżanka.

Uwagi mamy: Podane posiłki są menu z przedszkola + to, co dziecko je w domu. Jeśli nie je obiadu w przedszkolu, je w domu taką porcję + kolację. Dziecko nie je mięsa ani wędlin. Nie jada dżemu, sera żółtego (chyba że roztopiony). Owoce, jakie zjada, to jabłko, jagody i banan. Warzywa to marchew, dynia, cukinia. Je orzechy. Menu jest monotonne, ponieważ jedyne zjadane zupy to pomidorowa, rosół i owocowa. Jada wszystkie kasze, ryż, kopytka, knedle, placki, naleśniki.

Płatki kukurydziane na mleku jako codziennie śniadanie, co o tym myślisz? Czy to dobry pierwszy posiłek dla przedszkolaka?

Płatki na mleku to jest jeden z najwygodniejszych i najszybszych posiłków śniadaniowych, a na dodatek prawie każde dziecko je lubi. Są wzbogacane witaminami, więc wydaje się, że to pełnowartościowy posiłek. Płatki kukurydziane, w zależności od tego którego producenta wybierzemy, mają różną zawartość cukru. Te, które mam w mojej szafce, mają 2 g cukru na 30 g porcję. To nie jest bardzo dużo (porcja to około szklanka płatków, cukru w tym pół łyżeczki). Ale ponieważ płatki śniadaniowe to produkt mocno przetworzony, nie ma w nim naturalnie występujących w zbożach witamin i składników mineralnych, to nie polecam ich jedzenia codziennie… Słodkich płatków (kulek, muszelek, itp.) radziłabym w ogóle nie kupować. A np. kukurydziane albo inne zbożowe, które wyglądają na zdrowsze, należy dokładnie sprawdzić, przeczytać skład, zawartość cukru (1 łyżeczka cukru to 5 g) i nie traktować ich jako codziennego śniadania.
Podsumowując, płatki kukurydziane mogą być jedną z opcji śniadaniowych, na pewno są lepsze niż płatki czekoladowe czy miodowe, ale też nie są najlepszym i najzdrowszym rozwiązaniem, myślę, że raz czy dwa w tygodniu będą OK.

Czy takie menu jest wystarczająco urozmaicone pod względem braku mięsa w jadłospisie? Jak można je jeszcze wzbogacić?

Niestety nie. Generalnie rzecz biorąc jest mało urozmaicone. Chłopiec praktycznie nie je warzyw, za to jada sporo słodkich rzeczy (racuchy, serek waniliowy, kompot, kakao). Nie wiem, czy i ile słodzone są napoje. Ale myślę, że wykluczenie słodkich produktów pozwoliłoby na stopniowe poszerzanie diety chłopca o inne smaki. Jeżeli rodzina nie jada mięsa, to powinna zamiast tego zadbać o dostarczenie białka roślinnego, np. nasiona roślin strączkowych, fasola, soczewica, soja, ciecierzyca, ale też jaja, nabiał (nie tylko serek waniliowy). Białko jest też w produktach zbożowych, płatkach owsianych, kaszach, makaronie z pszenicy durum, pestkach i orzechach (w ostatnich dwóch na dodatek sporo wartościowych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych).

Chłopiec jest chyba szczupły. Kiedy rodzice powinni się martwić, że dziecko jest za chude? Wiemy, że na otyłość mają wpływ nawyki żywieniowe i brak ruchu, co może być przyczyną zbytniej szczupłości?

Tak, patrząc na liczby wygląda na to, że jest dosyć wysoki i szczupły. Być może rodzice też są wysocy i szczupli, lub chłopiec od urodzenia był taki. Trudno powiedzieć jednoznacznie czy jest za szczupły, nie widząc go. Niepokojące jest, jeżeli dziecko nagle traci apetyt lub nagle bardzo traci na wadze lub wolno przybiera, wtedy dobrze byłoby skonsultować się z lekarzem i poprosić o wykonanie przynajmniej podstawowych badań. Przyczyny mogą być różne, np. niedokrwistość, niedobór składników mineralnych który powoduje utratę apetytu (szczególnie niedobór cynku), ale też infekcje, choroby autoimmunologiczne.

Czy dietetycy zalecają jakieś szczególne proporcje posiłków dla dzieci, np. że śniadanie powinno być kaloryczne, kolacja mała i lekka itp.?

Dietetycy zalecają 5 posiłków dziennie, w tym trzy większe i dwie mniejsze przekąski. Zalecają aby podstawą diety były produkty zbożowe z pełnego ziarna i warzywa, powinniśmy proponować je dziecku przy każdym posiłku. Zalecają też, żeby w codziennym menu znalazły się 3-4 porcje owoców, 1-2 porcje produktów mlecznych (lub ich zamienników), oraz mięso/ryby/jaja/nasiona roślin strączkowych, oraz dobre tłuszcze (oleje roślinne, pestki, orzechy, niewielkie ilości masła). Zaleca się ograniczenie cukru i soli, oraz picie wody i codzienny ruch. Pięcioletnie dziecko może jeść podobnie jak dorosły, tyle że będzie zjadało mniejsze porcje.

Na koniec pytanie, które mnie nurtuje od dawna. Co sądzisz o umawianiu się z przedszkolakiem – zje surówkę, za którą nie przepada, ale dostanie deser, który uwielbia? (Załóżmy, że chodzi o domowe ciasto). Nie zje surówki – nie dostanie, zje połowę porcji – dostanie pół deseru itp.

Hm… Mówiąc generalnie, nie podoba mi się pomysł przemycania, przechytrzania i zmuszania dzieci do jedzenia. Przekupstwo też mi się nie podoba.  Jeżeli dziecko czegoś nie lubi, to można mu zaproponować coś co lubi, próbować różnych produktów i różnych dań. Proponować to co sami jemy, zapytać czy chce zjeść kawałek, a jak nie zgadza się, odmawia to zaakceptować tą odpowiedź i następnym razem spróbować znowu.
Mam wrażenie, że wiele problemów z jedzeniem bierze się z tego, że my – rodzice (i inni opiekunowie) – za bardzo naciskamy na dzieci w kwestii jedzenia. Wyobraźcie sobie, jak byście się czuli na miejscu dziecka. To bardzo pomaga w ustawieniu sobie w głowie właściwego podejścia do tego tematu.
Myślę, że można się z dzieckiem umówić i ustalić zasadę, że deser następuje PO obiedzie. Po prostu. Ale nie mówmy dziecku, podając mu obiad, że jak zje, to dostanie deser, a jak nie zje, to nie dostanie.
Jeżeli mamy problem z jedzeniem dziecka, starajmy się podchodzić do posiłków jak najbardziej neutralnie.
01 II2015

Testujemy: melasa karobowa

by joanna

W Polsce możemy kupić melasę karobową z trzech źródeł: z Krety, z Turcji i Libanu. Ku mojemu zaskoczeniu, różnica w smaku między melasą z Krety a tą z Turcji jest spora, nawet kolor mają nieco inny. Dlatego postanowiłam przyjrzeć się bliżej tym smakołykom i zrobić porównanie. Co ciekawe, choć wartości odżywcze wymienione na opakowaniach są niemal identyczne, to w szczegółach zawartości podkreślone są zupełnie inne zalety melasy. Tym ciekawsze jest dla mnie, czym melasa/syrop z karobu właściwie jest.

melasa_karobowa_0 (więcej…)

Strony:1234»