19 X2017

Banany Milagros: wybierz etyczny smak!

by joanna

Banany pokonują drogę kilku tysięcy kilometrów z drzew na nasze stoły, przechodzą przez dziesiątki rąk. To produkt spożywczy będący zaprzeczeniem tego, co dla mnie bliskie: lokalności i sezonowości. Zapominamy, że banan to luksus, bo w Polsce jest dostępny od ręki przez cały rok za śmieszną cenę. Błąd! Nie kupuj śmiesznie tanich bananów w supermarkecie. Wybierz etyczny smak certyfikowanych bananów z kooperatyw spożywczych.

Banany Milargos. Zdjęcie: www.biotropic.com

Banany Milargos. Zdjęcie: www.biotropic.com

Nie jem bananów z kilku przyczyn, również ideologicznych, ale przede wszystkim mi nie służą. Nie zmienia to faktu, że miliony Polaków nie wyobrażają sobie menu bez tych owoców. W Unii Europejskiej roczna średnia to 10 kg na mieszkańca, w Polsce – 7 kg (dane z 2015 roku), ale importerzy widzą ogromny potencjał w zwiększeniu tego rynku. Dlatego zorganizowałam dostawy etycznych bananów do naszych sklepów Kooperatywy w Warszawie. Chciałam, żeby pożeracze bananów mieli wybór i mogli płacić za produkt wysokiej jakości, jednocześnie wspierając dobre działania na drugiej półkuli. W obliczu niedawnych huraganów nawiedzających Karaiby ta pomoc jest jeszcze ważniejsza! (więcej…)

16 X2017

Pan zero waste: rozmowa przy kompoście

by joanna

Znamy się od 17 lat i to poniekąd dzięki mnie Tadek jeździ na rowerze. A jeździ 8 tys. km roczne. I choć wprowadzam w nasze życie różne wywrotowe idee, mniej lub bardziej radykalne, rzadko protestuje. Ale czasem protestuje mocno. Przeczytajcie, jak to jest być moim mężem, cyklistą i panem zero waste. 

Zero waste to idea zakładająca nieprodukowanie odpadów. Również tych do recyklingu. Dziś w Polsce staje się coraz bardziej popularna dzięki książkom Bei Johnson i Kasi Wągrowskiej. Jednak w ogólnej polskiej świadomości idea jest w najlepszym razie uznawana za dziwactwo, bo zazwyczaj nikt o ZW nie słyszał. Właściwie do niedawna nasza rodzina wcale nie znała tego określenia, ale nasz styl życia w pewien sposób dążył do ograniczenia śmiecenia. Od roku, za sprawą konferencji z Beą Johnson, przyspieszyliśmy tempo. Postanowiłam przepytać mojego wspaniałego męża, co właściwie o tym wszystkim sądzi.

Tadeusz: pan zero waste

Tadeusz: pan zero waste

JB: Czy czujesz się panem zero waste?

TB: Odpowiedź nie jest prosta, bo z jednej strony w znacznej mierze identyfikuję się z tą ideą i staram się nie produkować śmieci i nic nie marnować, a z drugiej mi daleko do prawdziwego zera i wiem, że nigdy go nie osiągnę.

Uważasz, że robisz w tym kierunku więcej niż inni?

To akurat dość proste, bo większość ludzi nie robi w tym kierunku zupełnie nic. W naszej piekarni jesteśmy jedynymi świrami z własnym workiem na chleb, jak ostatnio kupowałem rybę do słoika, to sprzedawca od razu wiedział, kim jestem, bo wszyscy inni biorą od niego foliowe torebki. Poprzeczka ustawiona jest tak nisko, że trudno nad nią nie wystawać.

Przecież my też się tego od kogoś uczymy… W Polsce coraz więcej ludzi wie o idei ZW.

Ja akurat nie uczę się od nikogo. Działam intuicyjnie. Coraz więcej ludzi wie, ale nadal jest to mniejszość poniżej błędu statystycznego. Świadomość większości ludzi jest żadna, jest też część, którym coś dzwoni, tylko nie wiedzą, w którym kościele.

Kupowałem ostatnio w jednym warzywniaku, oczywiście bez żadnych foliowych torebek. Inna klientka, sama objuczona dziesiątkami foliówek, zwróciła na to uwagę i chciała mnie pochwalić. Powiedziała więc: „To pięknie. Trzeba jakoś z tą przyrodą walczyć”. Dla mnie to jest ilustracja takiej przeciętnej, ale wcale nie najgorszej świadomości – wiadomo, że trzeba walczyć, tylko nie do końca wiadomo, z kim i gdzie. No i samemu nie kiwnie się palcem w bucie…

Czy jesteś szczególnie dumny z którejś ze swoich ZW aktywności?

Lubię odmawiać toreb w sklepach, ale czy jestem z tego szczególnie dumny? Czy to jest powód do dumy? To jest normalne, zachowuję się normalnie, to wszyscy wkoło oszaleli.

A czy masz szczególne opory przed wprowadzeniem jakichś rozwiązań w życie?

Wielu granic nie jestem w stanie przekroczyć. I nie jest to kwestia oporów. Na przykład zamawiam sporo części rowerowych przez internet i nie mogę nic poradzić na to, że są pakowane w folię i papier. Mam też oczywiście swoje grzeszki, jak żel pod prysznic w plastikowej butelce. Najwyraźniej nie jestem dobrym materiałem na świętego.

Czy myślisz o tym, żeby przejść na zupełnie ZW transport i pozbyć się samochodu?

Rozważam, bo i tak dość rzadko używam samochodu. Jednak bardziej odpowiadałaby mi samochodowa kooperatywa, czyli użytkowanie jednego pojazdu np. przez trzy gospodarstwa. Niestety to na razie mało realne.

Tadek i nasz domowy kompost

Tadek i nasz domowy kompost

Gdybyś miał wybrać jedną z pięciu zasad ZW: odmawiaj, ograniczaj, używaj ponownie, recyklinguj i kompostuj, która wydaje Ci się najtrudniejsza?

Na pewno kompostuj. Nie mówię o sobie, tylko o innych, z którymi o tym rozmawiam. Ludzie zwykle nie mają gdzie i jak kompostować ani tym bardziej co zrobić z pozyskanym w ten sposób kompostem. Nie każdy ma działkę jak my, a miejskich kompostowników jest kilka na całą Warszawę – jeden na kilkaset tysięcy mieszkańców, jeden na sto czy więcej kilometrów kwadratowych.

Umiesz odmawiać? Bo że ograniczasz konsumpcję, wiem.

Sześć lat temu postanowiłem, że nie będę jadł słodyczy. Zderzenie tego z naszymi społecznymi obyczajami daje naprawdę dobry trening odmawiania. To czasem jest wręcz faux pas, ale biorę to na klatę. Jestem w tym bardzo dobry.

Nie ma złej pogody na rower!

Nie ma złej pogody na rower!

Rower: dla wielu osób jesteś symbolem kogoś kto jest zrośnięty z tym środkiem komunikacji. Czy zgodzisz się, że jest to pojazd zeroemisyjny? Tak jest pokazywany w porównaniu do samochodów.

W uproszczeniu – tak. Nie ma zresztą lepszego środka transportu. Chodzenie pieszo jest bardziej dosłownie zeroemisyjne, ale niezbyt efektywne – pieszy przemieszcza się wolno i na małe odległości, w dodatku nie może przenosić dużych ładunków, co na rowerze nie stanowi problemu.

Uproszczenie polega na tym, że rower emituje trochę CO2, głównie pośrednio. Po kolei:

  • produkcja i transport roweru i części, które się w nim wymienia w trakcie użytkowania, to emisja pośrednia,
  • zasilanie oświetlenia bateryjnego (zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym) i innych urządzeń – to również emisja pośrednia,
  • napędzanie roweru to już emisja pośrednia i bezpośrednia – kalorie, które się spala, trzeba pozyskiwać. Rowerzysta więcej je, co z prostych biologicznych przyczyn powoduje emisję bezpośrednią, ale też przyczynia się do pośredniej, bo jedzenie trzeba jakoś wyprodukować, przewieźć i przetworzyć.

Nazwijmy to szukaniem dziury w całym – rower i tak wygrywa. 

A co myślisz o swoim gospodarowaniu zasobami żywnościowymi? Zdarza Ci się marnować jedzenie?

To akurat kwestia wychowania, że do marnowania jedzenia mam bardzo surowy stosunek. Nie toleruję tego, bardzo mnie wkurza i boli, kiedy ktoś marnuje jedzenie. Nie umiem sobie przypomnieć, kiedy ostatnio coś zmarnowałem. Chyba rok temu, jak zebraliśmy tak dużo jabłek, że nie zdążyliśmy ich zjeść ani przerobić, a nie rozdawaliśmy wystarczająco sprawnie. Parę kilo poszło na zmarnowanie i pamiętam, że było mi z tym bardzo źle. 

Wiele osób dążących do życia ZW uważa, że mięso jest jednym z najbardziej zaśmiecających planetę produktów żywnościowych. W naszym koszu na śmieci główne odpadki (poza dziwnymi produkcjami naszych dzieci) to opakowania po ekologicznym mięsie i nabiale. Wyobrażasz sobie, że rezygnujemy z tych produktów?

Nie. W lecie okresowo rezygnuję z mięsa, ale nie z nabiału. Mam świadomość, że jedzenie mięsa jest bardzo złe dla planety, dlatego staram się ograniczać jego spożycie. Na tyle mnie stać.

Gąbka syntetyczna kontra myjka konopna

Gąbka syntetyczna kontra myjka konopna

Wiem, że nie wszystkie rozwiązania ZW w naszym domu Ci odpowiadają. Nie narzekasz na kubeł wyłożony reklamami, ale denerwuje Cię myjka konopna do naczyń. Wygoda jest dla Ciebie najważniejsza? A może oszczędność czasu? Jeśli Ci powiem, że myjka konopna i szczotka do naczyń starczą na lata i nie tylko zapobiegną zakupowi gąbek ze sztucznego tworzywa, ale dadzą oszczędności – nie będzie łatwiej przekonać się do takiej formy zmywania?

Myjka konopna mnie denerwuje, bo nie myje, a potrzebuję czasem coś umyć. To nie jest kwestia wygody, tylko podstawowej potrzeby domycia garów. Oszczędność może być dobrym argumentem dla nieprzekonanych, ale nie powinna być jedynym. Oszczędne i ekologiczne rozwiązania muszą też działać.

Jesteś redaktorem, więc pytanie podchwytliwe. Papier czy e-book?

To nie takie proste. Bo niby e-book, ale np. dzieci potrzebują jednak papieru, a pomysły, żeby podręczniki zastąpić tabletami, są chore i szkodliwe. Niektóre książki ze względu na walory estetyczne nie nadają się do przerobienia na e-booki.

Mam też w miarę świeżą anegdotkę. Niedawno ukazała się książka Pablopavo, czy raczej Pawła Sołtysa, „Mikrotyki”. Chcę ją, ale nadal jej nie kupiłem, bo nie mogę się zdecydować, czy papier, czy e-book. Na e-booku autor nie wpisze mi dedykacji! Zapytałem Pawła, co zrobić, a on odpowiedział, żebym kupił jedno i drugie.

Ograniczaj się!… Na koniec jeszcze jedno ważne pytanie. Kiedy rok temu wróciłam z konferencji Bei Johnson i powiedziałam, że od dziś wprowadzamy restrykcje ZW, popukałeś się w głowę. Dziś, patrząc na nasze/moje wybory, dalej czujesz, że mieszkasz z ekoświrem?

Spójrz na mnie. Nadal się pukam w czoło.

Tadek i zero waste

Tadek i zero waste

02 X2017

Produkcja szczotek i pędzli Stasio na warszawskich Bielanach

by joanna

Ręczna produkcja szczotek i pędzli to dziś wyjątkowe zajęcie. Kiedyś zajmowali się nim wykwalifikowani mistrzowie z dyplomem. Dziś miejsc, gdzie kupimy szczotkę z prawdziwego zdarzenia, prawie nie ma. Z tym większą radością odwiedziłam malutki zakład produkujący szczotki i pędzle w mojej dzielnicy.

Szczotki i pędzle Stasio

Szczotki i pędzle Stasio

(więcej…)

29 IX2017

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

by joanna

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, czy jedzenie z puszki jest zdrowe, to zapewne nie bez powodu. Historia konserw ma ponad 200 lat i sięga wojen napoleońskich, kiedy szukano nowego sposobu aprowizacji żywności dla żołnierzy. Dziś puszki z jedzeniem mają swoje miejsce zarówno w koszarach, jak i zwykłych domach. Lepiej jednak, by pozostały domeną wojskowych kantyn.

Metoda przedłużania trwałości żywności za pomocą jej przetworzenia (ugotowania) i szczelnego zamknięcia pochodzi od Francuza Nicolasa Apperta. Pojemniki używane do konserwowania żywności początkowo były szklane. Jednak ich nieporęczność sprawiła, że zaczęto produkować puszki z cynowanego żelaza, które były lżejsze i odporniejsze. Ich produkcja, która miała początek w Wielkiej Brytanii około 1810 roku, początkowo była dość droga i skierowana dla armii. Niewystarczająca wiedza na temat szkodliwości niektórych pierwiastków sprawiła, że do uszczelniania wieczek używano trującego ołowiu.

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

200 lat kariery puszek

Puszki w sklepach pojawiły się już w pierwszej połowie XIX wieku, choć stanowiły swego rodzaju rarytas i ciekawostkę. Pierwszy otwieracz do konserw powstał dopiero w 1858 roku, więc wcześniej musiano radzić sobie za pomocą innych ostrych narzędzi. Nie przeszkodziło to jednak coraz większej popularności żywności konserwowanej. Jej zalety – trwałość i możliwość natychmiastowej konsumpcji – podbijały świat. Zmieniała się też technika obróbki żywności, dzięki czemu zachowywała ona więcej właściwości (sześć godzin gotowania zamieniono na pół godziny). W drugiej połowie XIX wieku zaczęto produkcję konserw na masową skalę w fabrykach.

Dzisiejsza produkcja żywności konserwowej jest już na znacznie wyższym poziomie. Obróbka żywności polega m.in. na pasteryzacji w celu wyeliminowania bakterii, m.in. Clostridum botulinum (pałeczki jadu kiełbasianego). Jednak choć co do jakości samego „wkładu” do puszki nie musimy mieć wątpliwości – z tego typu opakowań korzystają również producenci żywności ekologicznej – istnieją inne poważne przesłanki, aby ograniczyć spożywanie żywności z puszek.

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

BPA – trucizna obecna w puszkach

Bisfenol A jest związkiem chemicznym wykorzystywanym do produkowania tworzyw sztucznych czy żywic epoksydowych, używanych do produkcji puszek konserwowych. BPA jest dobrze znany jako szkodliwy związek, mający wpływ na ludzkie zdrowie. Spożyty, jest metabolizowany w wątrobie, gdzie tworzy glukuronid bisfenolu A i jest wydalany z moczem. Jednak zanim to się stanie, oddziałuje z receptorami estrogenu – hormonu płciowego.

Udowodniono, że BPA jest odpowiedzialny za zaburzenia endokrynologiczne, takie jak:

  • niepłodność (obu płci),
  • przedwczesne dojrzewanie,
  • nowotwory hormonozależnych (rak piersi, gruczołu krokowego)

oraz zaburzenia metaboliczne (otyłość, cukrzyca, nadciśnienie, a także zespół policystycznych jajników).

Według nowych badań największe stężenia BPA zaobserwowano w konserwach zawierających zupy i makarony. Obserwacje przeprowadzono na 7669 osobach w wieku od 6 lat, na podstawie obecności BPA w moczu. Zwiększenie ilości BPA było bezdyskusyjnie związane ze spożyciem konserwy. Jeden posiłek z produktem z puszki podnosił stężenie BPA w moczu o 24%, większa ilość konserw w posiłkach – o 54%. Natomiast jeśli była to zupa, stężenie wzrastało o 229%. Warzywa i owoce powodowały wzrost obecności BPA o 41%.

Różnice w przenikaniu BPA do żywności wynikają najprawdopodobniej z techniki i czasu obróbki produktów. Napoje zwykle nie muszą być długo pasteryzowane, więc są najmniej skażone. Zupy są ich przeciwieństwem.

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Puszki bez BPA

Na szczęście można kupić również puszki, które są pozbawione BPA! Niestety, nie są raczej wyraźnie oznaczone. Firmą, która chwali się używaniem takich puszek, jest Bonduelle, a także nasze ulubione portugalskie Manna. Producent zapewnia, że nie ma w nich BPA. Okazuje odpowiednie certyfikaty, które świadczą o nieużywaniu BPA przy produkcji puszek.

Portugalskie rybki w puszce Manna, bez BPA

Portugalskie rybki w puszce Manna, bez BPA

Marzena Gregier Franco ze Smaków Portugalii (polskiego importera Manny) miała okazję odwiedzić fabrykę konserw, a nawet… popracować przy pakowaniu rybek. Dzięki temu poznała proces produkcji od podszewki.

Marzena ze Smaków Portugalii pakuje sardynki i flety z makreli...

Marzena ze Smaków Portugalii pakuje sardynki i flety z makreli…

A dla tych, którzy nie chcą kupować puszek, Smaki Portugalii przygotowali własną serię rybek w słoikach Sete Mares.

Czy jedzenie z puszki jest zdrowe?

Kilka lat temu spytałam mojej dietetyczki, czy mogę jeść produkty puszkowane. Przyznaję, że bardzo lubię pyszne rybki konserwowe i zdarzało mi się jeść trzy puszki tygodniowo. Dostałam jednak przykaz, aby ograniczyć ilość konserw w puszce do maksymalnie dwóch w miesiącu, ponieważ organizm musi mieć czas, żeby odtruć się ze szkodliwych substancji przenikających do konserwy.

Niestety, wiele konserw, choć nie mówi się o tym głośno, jest szkodliwych przez sposób produkcji. Szczególnie groźne są dla matek w ciąży i małych dzieci. Miejmy nadzieję, że technika pójdzie do przodu, a producenci – po rozum do głowy i standardem staną się puszki bez BPA.

Pytajcie producentów o skład puszek i wybierajcie sprawdzone konserwy!

A Wy jecie konserwy? Jeśli tak, czy znaliście ich ciemną stronę?

Źródła m.in.:

20 VIII2017

Tu byłam: Some Wear Else

by joanna

Some Wear Else to kolejne ważne miejsce na wrocławskiej mapie etycznych zakupów. Sklep na Nadodrzu był jednym z moich celów podczas sierpniowej wyprawy zero waste (o której przeczytacie też tutaj). Umówiłam się z Igą, współwłaścicielką SWE, na poranne spotkanie na Rydygiera 64.

Some Wear Else - pozujemy z Igą przed sklepem

Some Wear Else – pozujemy z Igą przed sklepem

Some Wear Else to sklep naziemny i internetowy, przy czym w wersji wirtualnej znajdziemy prawie całą ofertę SWE, a w sklepie naziemnym, z racji ograniczonej powierzchni, obejrzymy przede wszystkim te najciekawsze ubrania i akcesoria.

Sklep Some Wear Else

Sklep Some Wear Else

Stacjonarny sklep SWE został otwarty w grudniu 2016 roku. Dla Igi i Gabriela Starczewskich otwarcie sklepu było spełnieniem marzeń o dzieleniu się: poznali tyle wspaniałych osób z całego świata, które działają na rzecz sprawiedliwej, etycznej i ekologicznej mody, że postanowili sprowadzać ich produkty do Polski.

Izraelskie torby i portfele Coabags

Izraelskie torby i portfele Coabags

Wybrali lokal na wrocławskim Nadodrzu, dzielnicy, która coraz wyraźniej zaczyna zaznaczać swój charakter dzięki pojawianiu się artystycznych i oryginalnych miejsc. Kamienica ma swoją długą historię, a SWE zajęło miejsce dawnego warsztatu szewskiego.

Maszyna szewska - pamiątka po poprzednim zakładzie

Maszyna szewska – pamiątka po poprzednim zakładzie

W ofercie Some Wear Else znajdziemy ubrania i akcesoria starannie dobrane pod względem swojej historii i odpowiedzialności. Tak jest z holenderską marką MUD Jeans, która oferuje dżinsy w duchu zero waste (z odzyskanych materiałów). W sklepie SWE można przymierzyć dżinsy MUD i jeśli akurat nie będzie naszego rozmiaru – zamówić swoją parę.

Odpowiedzialne dżinsy MUD

Odpowiedzialne dżinsy MUD

Some Wear Else to także królestwo koszulek, z których chyba połowa ma tematykę rowerową. Z trudem powstrzymałam się przed kupieniem T-shirta dla męża, zwyciężył jednak rozsądek (nie miałam miejsca na dodatkowy bagaż).

Odpowiedzialne koszulki z motywem - tu znajdziecie ich mnóstwo

Odpowiedzialne koszulki z motywem – tu znajdziecie ich mnóstwo

Koszulki dostępne w SWE pochodzą z różnych krajów (Szwecji, Słowenii, Niemiec). Część ma certyfikat bawełny organicznej, a część dodatkowo Fairtrade (Recolution, Dedicated).

Koszulki z kawą też są

Koszulki z kawą też są

Ciekawostką są ekologiczne i odpowiedzialne rajstopy szwedzkiej marki Swedish stocking.

Rajstopy Swedish stocking

Rajstopy Swedish stocking

Rumuńska marka Urzeala, choć ubrania i akcesoria nie powstają z ekobawełny (ale są szyte w odpowiedzialny sposób), zachwyciła mnie oryginalnymi wzorami. I znów trudno było się powstrzymać od zakupu.

Urzeala

Urzeala

Dla tych, którzy gubią skarpetki, duńska firma Uru Design przygotowała siedmiopaki – siedem różnych, ale podobnych skarpetek. Zgubisz lub zniszczysz jedną – dobierzesz sobie inną, i tak nie miała pary.

7 skarpet - parę dobierz dowolnie

7 skarpet – parę dobierz dowolnie

W sklepie Some Wear Else można ubrać się od stóp do głów i niemal na wszystkie okazje.

Nowozelandzka marka Kowtow produkuje klasyczne ubrania z bawełny organicznej

Nowozelandzka marka Kowtow produkuje klasyczne ubrania z bawełny organicznej

Jeśli będziecie we Wrocławiu, skierujcie się na Rydygiera, zajrzyjcie do sklepu Some Wear Else i pozdrówcie od nas właścicieli. Jestem pewna, że zachwycicie się ofertą SWE, dobraną zarówno pod kątem etyki, jak i estetyki.

Zabytkowy piec i przymierzalnia pod kolor (widać kawałek siodełka mojego Kanarka)

Zabytkowy piec i przymierzalnia pod kolor (widać kawałek siodełka mojego Kanarka)

A wszystkich spoza Wrocławia namawiam do zajrzenia do sklepu internetowego:

Some Wear Else

Ul. Rydygiera 64, Wrocław

Facebook: www.facebook.com/swelse/

www.some-wear-else.com

Some Wear Else

Some Wear Else

Jeśli byliście w SWE, napiszcie o wrażeniach.

Jeśli szukacie wrocławskiego sklepu z odpowiedzialnymi butami, zajrzycie do PanPablo.

 

A może znacie jeszcze inne etyczne miejsca we Wrocławiu? Podzielcie się!

10 VIII2017

Tu byłam: Wrocław ZERO WASTE

by joanna

Wrocław zero waste – co to znaczy? Pokrótce mówiąc: miasto, w którym da się żyć bez generowania (dużej ilości) odpadów, bez marnowania żywności, zgodnie z filozofią, że mniej znaczy lepiej, a dbanie o przyrodę mamy w sercu i we krwi.

Kilka dni urlopu przeznaczyłam na moją wyprawę zero waste, aby poznać lepiej miejsca, dzięki którym wrocławianie mogą kupować – przede wszystkim żywność, ale nie tylko – zgodnie z ideą ograniczania odpadów.

Przeczytaj także:

Wrocław zero waste

Podróżowanie ZW jest trudne i wg mnie zawsze pod jakimś kątem oznacza rezygnację. W moim wypadku było to jedzenie: nie miałam jak zabrać zapasów oprócz tego, co na podróż, musiałam też dokupić wodę w butelce czy wafle ryżowe w plastiku. Jednak mimo to uważam, że udało mi się zminimalizować ilość śmieci.

Wyprawa Wrocław zero waste

Wyprawa Wrocław zero waste

Do Wrocławia przyjechałam z Warszawy pociągiem, a potem poruszałam się wyłącznie na rowerze. Podziwiałam dbałość miasta, aby rowerzyści mogli wjechać niemal wszędzie, choć brukowane ulice dały się we znaki mojej szosie. Mieszkałam u znajomych, których akurat nie było (był za to ich kot), stołowałam się na mieście, testując lokale gastronomiczne pod względem przygotowania na goszczenie alergika (niestety słabe, jak wszędzie). Poza jedzeniem niczego nie kupiłam, choć kilka drobiazgów dostałam (w tym przesyłkę urodzinową dla starszego syna). Uwierzcie, że zapakowanie wszystkiego do plecaka rowerowego było wyzwaniem.

A teraz ad rem. We Wrocławiu na szczególną uwagę zasługują trzy miejsca jak te, które umożliwiają kupowanie żywności do własnych pojemników: Hala Targowa, sklep Bez pudła i EkoPestka. (więcej…)

01 VIII2017

Certyfikat GOTS i historia pewnej „eko”-bielizny

by joanna

Denerwuje mnie niewiedza producentów/sprzedawców lub celowe wprowadzanie w błąd klientów. Nie, bawełna nie jest ekologiczna tylko dlatego, że jest bawełną. Nie dajcie sobie wmówić, że coś jest eko, ponieważ jest z lnu. Zawsze pytajcie o certyfikaty takie jak GOTS.

GOTS

GOTS

Certyfikat GOTS jest najbardziej znanym certyfikatem bawełny organicznej, a także innych włókien naturalnych. Global Organic Textile Standard gwarantuje, że produkt, który mamy z ręku, powstał z tkaniny przygotowanej wg surowych kryteriów. Standardy ekologicznej bawełny są tak wyśrubowane, że w porównaniu bawełna konwencjonalna wydaje się jakimś wstydliwym nieporozumieniem. Kiedy zrozumiemy, jaka jest przepaść między dwoma rodzajami tkaniny, w zasadzie powinniśmy zrezygnować z kupowania nowych ubrań bez certyfikatu GOTS. Serio. (Ubrania używane są już wypłukane z większości niepożądanych chemikaliów).

100% organic cotton

100% organic cotton

(Myślę, że trzeba będzie napisać przewodnik po ekokupowaniu dla mniej zamożnych, bo wiem, że brak pieniędzy jest najczęstszym argumentem przeciw ekokonsumpcji).

(więcej…)

23 VII2017

Pracownia pędzli i szczotek Ryszard Baryliński

by joanna

Warszawska Pracownia Pędzli i Szczotek Ryszard Baryliński to jeden z niewielu stołecznych lokali oferujących prawdziwe usługi rzemieślnicze z kilkudziesięcioletnią tradycją (i jeden z dwóch zakładów szczotkarskich w Warszawie). Pracownię założył Adam Baryliński w 1952 roku, po nim zakład prowadziła żona Anna z synem Zbigniewem. Teraz za kontuarem niewielkiego zakładu spotkamy wnuka założyciela – Ryszarda Barylińskiego.

Pan Ryszard Baryliński

Pan Ryszard Baryliński

Zakład na ul. Poznańskiej poleciły mi osoby z facebookowej grupy Zero Waste jako miejsce, gdzie nie tylko kupię w pełni naturalne (i biodegradowalne) szczotki, ale także w razie potrzeby naprawię szczotkę, której np. żal mi wyrzucić lub jest wyjątkowa.

szczotki_2

Pracownia pędzli i szczotek na ul. Poznańskiej w Warszawie

Do wyboru mamy szczotki najróżniejszych zastosowań: do włosów (w tym brody), do pielęgnacji ciała, zębów, paznokci, do ubrań i butów, do sprzątania, czyszczenia i konserwacji… A także – pędzle.

szczotki_6

Wielki wybór szczotek

Szczotki i pędzle są wykonane ręcznie, z włosia naturalnego, m.in. dzika, świni, konia, borsuka, także w wersji wegańskiej (np. z agawy).

Szczotki i pędzle na Poznańskiej 26 w Warszawie

Szczotki i pędzle na Poznańskiej 26 w Warszawie

U pana Ryszarda można także zamówić konkretną szczotkę dla siebie, dostosowaną do naszych oczekiwań.

Wystawa zakładu pana Brylińskiego

Wystawa zakładu pana Barylińskiego

Moja wizyta w zakładzie była krótka, chciałam kupić dwie szczotki i zrobić kilka zdjęć. Potrzebowałam szczotki klozetowej i szczotki do paznokci – obie kupiłam z włosiem z agawy. Po ich zużyciu będę mogła przeznaczyć je na kompost.

Szczotka do toalety i do paznokci, z włóknem z agawy

Szczotka do toalety i do paznokci, z włóknem z agawy

Agawa ma dość sztywne, twarde włosie (do rąk mogłam jeszcze wybrać świńskie włosie, miększe). Ciekawa jestem, na ile będzie trwałe.

Pracownia pędzli i szczotek Ryszard Baryliński

Pracownia pędzli i szczotek Ryszard Baryliński

Jeśli jesteście z Warszawy lub okolic i będziecie akurat w Śródmieściu, zajrzyjcie do zakładu pana Barylińskiego. Choćby po to, aby zobaczyć wyjątkowe miejsce na mapie stolicy.

Pracownia pędzli i szczotek Ryszard Baryliński

ul. Poznańska 26 (przy skrzyżowaniu ze Wspólną), Warszawa

tel./fax: 22 621 76 56

Otwarte:

poniedziałek–piątek 10.30–17.30,

sobota 10.30–14.00

A Wy macie w swojej okolicy jakieś zakłady rzemieślnicze z historią?

09 VII2017

Chusteczki wielorazowe bez obciachu

by joanna

W chusteczki wielorazowe zaopatrzyłam się nieco przez przypadek. Długo rozpatrywałam ich używanie, rozglądałam się za nimi w sklepach, jednak kupić je od ręki wcale nie było prosto. Dopiero znajoma zaproponowała wspólne zakupy w znajomym demobilu i właśnie tam znalazłam swoje nowe chustki.

Chusteczki wielorazowe z demobilu

Chusteczki wielorazowe z demobilu

Zamówiłam 10 sztuk, każda po 1,50 zł, ponieważ nie miałam pojęcia, jaka ilość jest wystarczająca ani czy zdołam namówić do użytkowania chusteczek wielorazowych rodzinę. Nie chciałam nikogo zmuszać do rezygnacji z jednorazowych chusteczek do nosa, zwłaszcza że wydawało mi się (i słusznie), że sama do końca nie porzucę jednorazówek. (więcej…)

02 VII2017

Tu byłam: KOKOworld. Moda etyczna i etniczna

by joanna

KOKOworld – sklep stacjonarny w Krakowie – był miejscem, które od dawna bardzo chciałam zobaczyć. W końcu udało mi się wyskoczyć na jeden dzień do stolicy Małopolski i spotkać z założycielką marki Agatą Kurek. Spotkanie zaowocowało przemiłą rozmową, zdjęciami, które widzicie poniżej, oraz… zakupem.

Odwiedziny w KOKOworld

Odwiedziny w KOKOworld

KOKOworld jest polską marką, która już od pięciu lat działa na zasadzie współpracy z rzemieślnikami z różnych kontynentów. Współpraca oparta jest na zasadach Fair Trade (Sprawiedliwego Handlu): przejrzyste zasady, uczciwa zapłata i szacunek stanowią filar wsparcia udzielanego ludziom potrzebującym godnej pracy.

Sklep KOKOworld, Kraków, ul. Starowiślna 19

Sklep KOKOworld, Kraków, ul. Starowiślna 19

W praktyce wygląda to w ten sposób, że dzięki już wyrobionym kontaktom do Polski przybywają tkaniny przygotowane przez rzemieślników z Senegalu czy Indonezji do uszycia z nich ubrań zaprojektowany przez polski zespół KOKO. Ubrania szyte są w rodzinnej szwalni pod Krakowem.

Afrykańska kolekcja

Afrykańska kolekcja

Tkaniny mogą być farbowane (Senegal) lub stemplowane (batik – Indonezja). Kolory i wzory ubrań są niezwykle przyciągające wzrok.

Sklep KOKOworld

Sklep KOKOworld

Jak opowiadała mi Agata, czasem uda jej się dostać ograniczoną ilość materiału – wtedy kolekcje nie mogą być łatwo przedłużane. Domówienie konkretnej tkaniny może być niemożliwe, a czasem trzeba czekać na nią, aż np. pieczęć do robienia wzorów batikowych zostanie zamówiona i zrealizowana…

Sklep KOKOworld

Sklep KOKOworld

To sprawia, że niektóre z ubrań w kolekcji KOKOworld są zupełnie unikatowe.

Agata Kurek i ja

Agata Kurek i ja

Agata opowiadała mi o sposobach pozyskiwania tkanin i biżuterii, kładąc nacisk na realną współpracę. – Certyfikaty kosztują. Wolę zapłacić więcej wytwórcy-żywicielowi rodziny, którego znam i wiem, jak pracuje, niż starać się o dokument potwierdzający rzeczywistość. Choć widzę, że certyfikaty są oczekiwane. (Mogłyśmy więc wymienić się wrażeniami na ten temat, bo przecież część produktów w sklepach Kooperatywy Spożywczej, w której działam, także nie ma certyfikatu; liczy się znajomość producenta i procesu produkcji).

Sklep KOKOworld

Sklep KOKOworld

Obok linii ubrań powstających z tkanin importowanych z Afryki i Azj KOKOworld projektuje ubrania szyte z bawełny z polskich przędzalni. Z tych materiałów powstają bardziej klasyczne ubrania, z kolekcji, które mogą „żyć” przez wiele lat.

Kolekcja KOKOworld

Kolekcja KOKOworld

Z KOKOworld współpracuje m.in. Maruna, krakowska projektantka i mistrzyni recyklingu. Jej kolorowe, unikatowe nerki można podziwiać w sklepie.

Nerka uszyta  duchu recyklingu

Nerka uszyta duchu recyklingu

Warto też zwrócić uwagę na wyjątkową biżuterię, powstającą w różnych zakątkach świata (również w Polsce). Jest to między innymi biżuteria z rybich łusek, powstająca na Cabo Verde.

Oryginalna biżuteria

Oryginalna biżuteria

Bardzo duże wrażenie robi sam sklep (działający w tej lokalizacji od wiosny 2017 r.). Wystrój jest dopracowany w najmniejszym detalu.

Mapa na suficie i wbite szpilki pokazują, skąd pochodzą materiały i biżuteria KOKOworld

Mapa na suficie i wbite szpilki pokazują, skąd pochodzą materiały i biżuteria KOKOworld

Wnętrze jest wygodne, jasne i bardzo przestronne.

Wnętrze sklepu

Wnętrze sklepu

W zasadzie główną rolę odgrywają tu ubrania i akcesoria, jednak wzrok przyciągają też detale.

Wnętrze sklepu

Wnętrze sklepu

Kiedy wejdzie się do środka, w zasadzie nie można się oprzeć kolorowej i radosnej atmosferze sklepu.

Wnętrze sklepu

Wnętrze sklepu

Ja zakochałam się w sukience z organicznej bawełny, którą można kupić tu. Jest tak czarująca, że znika ze sklepu w błyskawicznym tempie.

Sukienka KOKOworld Triangle Organic Olive

Sukienka KOKOworld Triangle Organic Olive

Na koniec zajrzałam jeszcze do biura KOKO, gdzie powstają projekty.

Biuro KOKOworld

Biuro KOKO

Miałam okazję porozmawiać o niezwykłej sesji na Rugii, o której więcej poczytacie tutaj.

Sklep KOKO

Sklep KOKO

Mam nadzieję, że Was zachęciłam do przyjrzenia się polskiej marce, która rzeczywiście wspiera – w sposób kreatywny i niezwykle kolorowy – potrzebujące osoby w różnych zakątków świata. Kupując w sklepie KOKO, przyczyniamy się do tego, że komuś będzie się żyło lepiej. Także w Polsce.

Aby kupić ubrania KOKO, nie musicie przyjeżdżać do Krakowa. Prężnie działa sklep internetowy (namiary poniżej).

Sklep KOKO

Sklep KOKO

KOKOworld

ul. Starowiślna 19, Kraków

Na Starowiślnej 19 w Krakowie

Na Starowiślnej 19 w Krakowie

Bardzo Was zachęcam do odwiedzenia tego pięknego i etycznego sklepu z wyjątkową modą. Znajdziecie tu zarówno odważniejsze kroje i wzory, jak i ubrania bardziej stonowane kolorystycznie, ale wciąż oryginalne pod względem kroju.

Jak się dowiedziałam, powstają właśnie pierwsze sztuki odzieży dla panów!

17 IV2017

„Hiperszwindel. Jak oszukują nas hipermarkety i wielkie sieci handlowe” – recenzja

by joanna

Książka Stacy Mitchell „Hiperszwindel. Jak oszukują nas hipermarkety i wielkie sieci handlowe” wpadła mi w oko przez przypadek, kiedy kilka miesięcy temu, czekając na pociąg do Łodzi, zajrzałam do sklepu z pamiątkami (sic). Leżała obok „Głodu” Caparrosa i czerwoną okładką wołała do mnie: sprawdź mnie.

„Hiperszwindel” kupiłam jednak i przeczytałam dopiero kilka miesięcy późnej, specjalnie z okazji akcji Dlaczego nie kupuję w supermarkecie. O „Głodzie” także napiszę niebawem.

„Hiperszwindel" i "Głód"

„Hiperszwindel” i „Głód”

Walmart i inni

Książka Mitchell, amerykańskiej działaczki na rzecz zrównoważonego rozwoju, ukazała się w Polsce w 2016 roku – 10 lat po premierze w Stanach Zjednoczonych. I jest to jej główna wada, to znaczy że część informacji pochodzi sprzed dekady, a opisywany świat mniejszych miast USA z pewnością zmienił się w tym czasie (np. wielkie wypożyczalnie wideo/DVD należą raczej do przeszłości). Inną rzeczą, która mi nieco przeszkadzała w lekturze, to dość niewygodna forma wydania (jestem przyzwyczajona do e-booków) i mały druk.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Jednak nie sądzę, aby należało czytać „Hiperszwindel” jako katalog konkretnych liczb, wydarzeń i nazw. Książka jest zbiorem opowieści i faktów, ale pokazanych jako przykład, odsłaniających mechanizmy rządzące korporacjami od 80 lat albo i dłużej. I nawet jeśli autorka skupia się przede wszystkim na Walmarcie, największej na świecie korporacji zajmującej się handlem detalicznym (od pewnego także czasu produkcją), nie ma wątpliwości, że działanie tego giganta to wzór polityki wszystkich sieci handlowych.

Szwindle udowodnione

Czego można się dowiedzieć z książki? Myślę, że przede wszystkim faktów, które dobitnie pokazują, jak niewiele mamy do powiedzenia jako pojedynczy klienci supermarketu. A zarazem, że zjednoczenie się w większą grupę konsumentów może doprowadzić do realnych, pozytywnych zmian w postaci życia bez sklepów wielkopowierzchniowych, należących do międzynarodowych sieci.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Kilka faktów na temat międzynarodowych korporacji, które stawiają supermarkety wszędzie, gdzie im się to opłaca:

  • zawsze najważniejszy jest zysk, nie klient,
  • ceny nie muszą być niskie – najważniejsze, aby najlepiej rozpoznawalne produkty kosztowały jak najmniej, a reszta towarów już niekoniecznie,
  • sklep może przynosić straty, dopóki nie zniknie konkurencja w postaci drobnego handlu w jego pobliżu,
  • reklama ma sprawić, że ludzie będą święcie wierzyć w atrakcyjność supermarketowych cen,
  • sklep daje zatrudnienie jednym, ale odbiera drugim – bilans zawsze jest ujemny,
  • można obniżać ceny dzięki przerzucaniu kosztów na dostawców, którzy z kolei muszą szukać sposobów na oszczędności (a są już uzależnieni od sieci wielkich sklepów),
  • można unikać podatków w legalny sposób, wykorzystując luki prawne oraz różne systemy opodatkowana w różnych krajach…

Oczywiście w książce „Hiperszwindel” znajdziecie tego znacznie więcej”.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Kapitał społeczny

Spojrzenie autorki wielokrotnie kieruje się ku małym społecznościom gdzieś na prowincji USA, które – w zależności od swojej postawy – przegrały lub wygrały starcie z gigantem. W książce znajdziemy anegdoty z różnych zakątków Stanów, pokazujące na przykładach mechanizmy niszczące społeczności, które funkcjonują dzięki współzależności, solidarności i odpowiedzialności za ludzi mieszkających w okolicy; zjawisko to nazywamy kapitałem społecznym. Sklep wielkopowierzchniowy nie tylko sprowadza katastrofę na drobny handel, ale i na relacje społeczne, oparte na bliskości. Trudno, aby kasjer w supermarkecie pożyczył nam dolara albo parasolkę – przytacza przykład autorka – podczas gdy w sklepiku osiedlowym, gdzie znamy się ze sprzedawcą od lat, nie byłoby w tym nic dziwnego. W supermarkecie panuje anonimowość, nikt nie troszczy się o problemy klienta, nikt nie pozwoli mu się zadłużyć.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Korporacje handlowe są sterowane odgórnie i zbiorczo. Wszystkie sklepy wielkopowierzchniowe mają wyglądać tak samo i tak samo mają być zarządzane. Czy to Japonia, Polska czy Kanada, supermarket nie będzie się specjalnie różnił. Zjawisko nazywane nowym kolonializmem ma na celu podporządkowanie klienta wytycznym korporacji, aby łatwiej na niego wpływać, aby nim manipulować.

Na koniec uspokajam wszystkich, którzy tak jak ja nie lubią wyssanych z palca teorii spiskowych. Ta książka to fakty. Jak bardzo prawdziwe i uniwersalne, można przekonać się przy jakiejkolwiek wizycie w polskim supermarkecie czy dyskoncie.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Stacy Mitchell „Hiperszwindel. Jak oszukują nas hipermarkety i wielkie sieci handlowe”, wyd. Wektory, Warszawa 2016. 

A na koniec jeszcze cytat z innej książki, którą właśnie czytam, a w której natrafiłam na wiele mówiący fragment:

Kiedy wieści o tragedii w Ashulii dotarły do Stanów Zjednoczonych, Walmart oświadczył, że zakład Tazreen Fashion od dawna nie figurował na liście jego dostawców. Kilkanaście dni później w internecie pojawiły się jednak zdjęcia i skany dokumentów ocalałych z pożaru, świadczące o tym, że aż pięć z czternastu linii produkcyjnych feralnej fabryki niemal do jej ostatnich chwil pracowało dla Walmartu. Przyciśnięty do muru gigant najpierw tłumaczył, że nic o tym nie wie. Potem nieco zmodyfikował swoją wersję i utrzymywał, że zamówienia, które trafiły do Tazreen Fashion pod koniec istnienia fabryki, nie zostały złożone przez centralę koncernu.

Brzmi znajomo? Parę miesięcy później od powiązań z fabrykami w Rana Plaza w identyczny sposób usiłowało się wymigać kilka amerykańskich i europejskich producentów odzieży, w tym polska spółka LPP, po której w ruinach zawalonej fabryki pozostały metki marki Cropp.

(Marek Rabij, „Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo”, W.A.B., Warszawa 2016)

Zobacz też: Moje etyczne zakupy – ubrania

13 IV2017

Akcja Dlaczego nie kupuję w supermarkecie

by joanna

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie to akcja edukacyjna prowadzona przez Kooperatywę DobrzeNyéléni Polska, w której mam przyjemność uczestniczyć. 9 kwietnia, podczas inauguracji przedsięwzięcia w warszawskiej Stacji Muranów, przedstawiłam pokrótce najważniejsze powody, dlaczego nie należy kupować w supermarkecie.

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

Spotkanie 9 kwietnia rozpoczęło się od dyskusji, którą poprowadziła Nina Bąk z Kooperatywy, a w której wzięli udział: Edyta Jaroszewska-Nowak (rolniczka i aktywistka), a także rolnicy współpracujący z Kooperatywą: Sławek Serwach i Zbyszek Chajęcki. Rozmowa dotyczyła przede wszystkim trudności, z jakimi zmagają się rodzinne gospodarstwa w Polsce.

Edyta Jaroszewska-Nowak, Sławek Serwach i Zbyszek Chajęcki

Edyta Jaroszewska-Nowak, Sławek Serwach i Zbyszek Chajęcki

Greenwashing

W swoim wystąpieniu (pierwszym w moim życiu wystąpieniu tego typu!) skupiłam się na dwóch aspektach manipulowania klientami przez supermarkety. Pierwszy sposób polega na budowaniu wizerunku odpowiedzialnego przedsiębiorstwa, które dba o środowisko, pracowników i okolicznych mieszkańców.

Przykładem są górnolotne hasła recyklingowania wszystkich opakowań używanych w supermarkecie. Oczywiście chodzi o opakowania kartonowe, które mogłyby z powodzeniem zostać użyte ponownie. Dodatkowo część opakowań nie jest wcale z kartonu, używa się także styropianu, w Polsce praktycznie nierecyklingowanemu.

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

To samo dotyczy opakowań, w których są sprzedawane produkty – większość asortymentu w supermarkecie znajduje się w opakowaniu. Jeśli chodzi o produkty na wagę, wiem, że często ekspedienci robią problemy, gdy ktoś chce zapakować je do własnego pojemnika. Sieć sklepów Auchan, która była sponsorem warszawskiej konferencji poświęconej Zero Waste, znana jest z tego, że w sklepach wszystkie zakupy są pakowane automatycznie w foliowe torebki.

Inny sposób na poprawianie swojego wizerunku (a także podążanie za potrzebą rynku) jest sprzedawanie produktów ekologicznych i pochodzących ze Sprawiedliwego Handlu. O tym, że nie chcę kupować fairtrade’owych produktów w supermarkecie, pisałam tutaj.

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

Jeśli chodzi o żywność ekologiczną, są to głównie produkty wysoko przetworzone, których wartość odżywcza nie jest, delikatnie mówiąc, najwyższa. Brakuje dużego wyboru świeżych, lokalnych i sezonowych ekologicznych warzyw i owoców. Z prostego powodu: sieci handlowe podpisują umowy najchętniej z dostawcami, którzy są w stanie zapewnić sklepom przez cały rok te same produkty, w dodatku wyglądające identycznie. Dla małych gospodarstw ekologicznych jest to niemożliwe. Duże z kolei muszą zmagać się z polityką cenową koncernów.

Dodatkowo żywność ekologiczna sprzedawana w supermarketach często jest sprowadzana z zagranicy. To dosyć straszne, ale w Biedronce kupimy ekologiczne ziemniaki ze Stanów Zjednoczonych. Tak jakby w Polsce nie rosły…

„Odpowiedzialne” sieci handlowe starają się pokazywać, jak bardzo dbają o środowisko – urządzają na dachach ogrody, stawiają ule, wymieniają żarówki na ledowe. Jest to jednak kropla w morzu wszystkich poczynań. Sam wielki budynek supermarketu wymaga ogromnego nakładu energii. Z kolei parking wielkopowierzchniowy to zalana betonem ziemia, która wcześniej wchłaniała wodę opadową. Na parkingu opady zmywają z jego powierzchni najgorsze zanieczyszczenia (np. metale ciężkie) i spłukują do ścieków. Czy są to ścieki płynące do oczyszczalni – zależy od infrastruktury.

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

Kupuj, kupuj, kupuj

Z kolei temat, jak supermarkety manipulują nami bardziej bezpośrednio, ale za to podprogowo, jest pewnie dobrze znany. Przypomniałam najważniejsze sposoby wpływania na klienta:

  • nachalna reklama sprawia, że wierzymy, że ceny w supermarketach są najniższe (tak bywa w wypadku artykułów najczęściej kupowanych – dla zachęty mogą być sprzedawane nawet bez marży),
  • produkty mniej popularne mogą mieć taką marżę, że ich kupienie zapewni wystarczający zysk dla sklepu,
  • promocje, które sprawiają, że wierzymy w okazję tu i teraz,
  • sklepy są budowane według jednego szablonu: przewidywalność zachowań klientów pozwala łatwiej wpływać na decyzje konsumenckie,
  • infrastruktura sprzyja osobom zmotoryzowanym: takie przyjadą raz na tydzień i zrobią większe zakupy; większe zakupy to z reguły więcej nadmiarowych rzeczy w koszyku,
  • odpowiednia ekspozycja towaru, abyśmy mieli złudzenie wyboru – i tak kupimy to, co chcą osoby odpowiednie za marketing.
Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

O czym się nie wie

Supermarkety i wielkie sieci handlowe należą do gigantycznych, międzynarodowych korporacji, które opierają swoje strategie na chęci zysku. Ich nieetyczne działania, przeprowadzane z wykorzystaniem np. luk prawnych, trwają w najlepsze. Siła pieniędzy daje władzę korporacjom, którym nie bez powodu przypisuje się m.in.:

  • unikanie podatków (dzięki wykorzystywaniu różnic w prawie podatkowym w różnych krajach, a także transakcjom między spółkami matkami i córkami) – do tematu na pewno wrócę,
  • niszczenie drobnego handlu poprzez przesycane rynku swoją ofertą i bardzo niskimi cenami pewnych produktów (sklepy wielkopowierzchniowe są gotowe na ponoszenie strat nawet przez kilka lat, byle tylko wykosić konkurencyjne małe sklepy),
  • obniżanie cen dzięki np. przerzucaniu kosztów na dostawców, wymaganiu od nich niższych cen, przez co np. produkcja musi przenieść się do Azji, aby było taniej.
Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie

Czasem coś kupuję. Makaron i masło, papier toaletowy z makulatury. Nie kupuję warzyw, owoców, pieczywa itp. Wiem, że wspieranie supermarketów to zło. Jeśli tylko mogę, kupuję w sklepach Kooperatywy, od lokalnych rolników, na bazarach, w sklepach osiedlowych. Przekonałam się, że ceny w supermarketach wcale nie muszą być niskie. A koszty wspierania korporacji ponosimy wszyscy.

Więcej informacji: ww.niekupujewsupermarkecie.pl

Moja prezentacja jest dostępna pod tym linkiem.

Zapraszam Was do współudziału w akcji!

12 III2017

Moje etyczne zakupy – ubrania

by joanna

Staram się stawiać na etyczne zakupy – ubrania są jednak dla mnie wciąż największym wyzwaniem. Jednym z moich nieoficjalnych postanowień na ten rok jest niekupowanie nadmiarowych ubrań, a dodatkowo wybieranie wyłącznie produktów uszytych z poszanowaniem ludzi i środowiska. Jakie to niesie ze sobą trudności?

Etyczne zakupy - ubrania

Etyczne zakupy – ubrania

Najpierw chciałabym – pół żartem, pół serio – nawiązać do pewnego określenia, które pojawiło się w jednym z komentarzy pod niedawnym postem. Wiem, że moje postanowienie może być dla niektórych wymysłem znudzonej hipsterki, która stawia sobie nowe wymagania, aby podnieść „swoją markę” i kupować coś, co jest trudno dostępne. Myślę, że do hipsterki bardzo mi daleko (jestem raczej typem abnegatki z tendencją do znaszania ubrań, póki się nie podrą). Jednak fakt, wraz ze wzrostem wiedzy wymagania stawiam sobie coraz większe.

Ubranie to wyzwanie…

Faktem jest również, że kupowanie ubrań, a już szczególnie butów, powoduje u mnie ogromną niechęć już na wstępie. Ale odkąd mam stałą pracę, czuję wreszcie, że nie muszę już szukać największego kompromisu cenowego, kiedy potrzebuję nowej pary spodni (zwykle moje dywagacje, czy lepiej kupić spodnie polskiej marki, szyte w Egipcie, czy jednak zagranicznej marki, szyte w Bangladeszu, trwały tygodniami – spytajcie mojego męża).

Znudzona hipsterka to ja

Znudzona hipsterka to ja

Dżinsy, które tak wszyscy kochamy, w większości są produkowane w Azji i naprawdę nie mamy pojęcia, w jakich warunkach powstały i jak traktowani są pracownicy fabryk. A ja jako konsument coraz bardziej skłaniam się ku drodze bojkotu nieuczciwych lub nietransparentnych firm.

Wyzwania

Niedawno podarły się moje ulubione (polsko-egipskie) dżinsy. Przetarły się na pupie i oczywiście mogę naszyć im łatę, ale w pracy ich raczej nie będę nosić. Poświęciłam trzy tygodnie na znalezienie dla siebie spodni, które spełnią kilka wymagań:

  • będą w moim rozmiarze 26/30 (mogłyby być krótsze, ale w takie szczęście nie wierzę),
  • będą w odpowiednim kolorze i kroju,
  • będą z bawełny ekologicznej,
  • będą uszyte etycznie,
  • będą kosztowały do 300 zł,
  • będą dostępne w Polsce lub wysyłka do Polski będzie w znośnej cenie.

Uparłam się i… skapitulowałam. Przejrzałam europejskie sklepy on-line oferujące spodnie uszyte etycznie (np. King of Indigo, Nudie Jeans, Monkey Gens) i stwierdziłam, że chyba sobie tych spodni nie kupię. Dodam, że w Polsce nie ma żadnego sklepu oferującego etyczne dżinsy poza Zalando, które polskie nie jest, ale ma polską wersję językową i wysyła do Polski za darmo.

Nudie Jeans

Nudie Jeans

Łut szczęścia

I już po tej kapitulacji zupełnie niechcący trafiłam na promocję Nudie Jeans w Zalando. Zamiast 459 zł dżinsy, które spełniały wszystkie moje wymagania, kosztowały 298 zł (dla ciekawych to ten model, teraz kosztuje drożej: link). Nie mam zielonego pojęcia, czy Zalando jest etyczną platformą sprzedaży – można tu kupić najróżniejsze marki z całego świata, w tym projekty Stelli McCartney, najbardziej znanej odpowiedzialnej projektantki mody. Wracają dylematy znudzonej hipsterki (polecam mój tekst o Sprawiedliwym Handlu i supermarketach) i odpowiedź: jeśli nie mam wyboru, sprawiedliwe produkty kupuję tam, gdzie mogę.

Etyczne zakupy - ubrania

Etyczne zakupy – ubrania

Moje etyczne zakupy – ubrania

Oprócz spodni Nudie Jeans kupionych w Zalando zrobiłam jeszcze zakupy w polskim sklepie Fair Fashion. Kupiłam spodnie do pracy, z bawełny organicznej i Fairtrade, marki People Tree, oraz koszulkę z konopi marki Komodo. Wydatek był spory – ponad 500 zł – ale spodziewam się (mam nadzieję), że przez kilka miesięcy nie wydam na ubrania dla siebie ani złotówki. (Obiecuję lepszą sesję foto, kiedy będę mogła mieć lepsze światło).

Nudie Jeans. Etyczne zakupy - ubrania

Nudie Jeans. Etyczne zakupy – ubrania

Dlaczego wybrałam te trzy marki?

Nudie Jeanswww.nudiejeans.com

Choć na stronie producenta zobaczymy ubrania wyłącznie dla mężczyzn i dzieci, Nudie Jeans szyje również dla kobiet – jednak odzież damska jest dostępna poprzez platformy sprzedaży (takie jak Zalando).

Spodnie Nudie Jeans

Spodnie Nudie Jeans

Firma jest szwedzka, ale spodnie szyte są w różnych krajach. Moje – w Tunezji. Co ciekawe, 1% całej produkcji Nudie odbywa się w Polsce! Na stronie producenta możemy sprawdzić dokładnie, co i gdzie powstaje. W Warszawie przygotowywane są paski i akcesoria skórzane, natomiast w Resku szyte są czapki Nudie.

nudie_jeans_1

Na stronie NJ można przeczytać o tunezyjskim producencie dżinsów oraz o audycie przeprowadzonym w zakładzie produkcyjnym 2015 roku.

Nudie Jeans dba o to, aby ubrania szyte pod marką NJ były nie tylko ekologiczne (tylko bawełna organiczna), ale także wytwarzane etycznie. Wprawdzie z państw globalnego Południa współpracuje tylko z Indiami (3% produkcji – koszulki), jednak etyczne działanie na terenie Europy, a także w Tunezji czy Turcji ma dla mnie także duże znaczenie.

Nudie Jeans, fabryka w Tunezji

Nudie Jeans, fabryka w Tunezji

Uwaga! Producent zaleca, aby nowych dżinsów nie prać przez co najmniej 6 miesięcy od zakupu! A kiedy się popsują, można oddać je do bezpłatnej naprawy w punktach sprzedaży (niestety, nie w Polsce – najbliższy punkt w Berlinie). Kiedy już zniszczą się zupełnie, można je przekazać, aby posłużyły do naprawy innych par.

Ciekawy tekst o NJ (po polsku) znajdziecie tutaj: http://biznes.onet.pl/nie-pierz-jeansow-i-ratuj-swiat/nc4z5 

Etyczne zakupy - ubrania

Etyczne zakupy – ubrania

People Treehttp://www.peopletree.co.uk/

Brytyjska firma szyjąca ubrania w sposób etyczny i odpowiedzialny. 80% ubrań jest wykonanych w 100% z bawełny organicznej.

People Tree

People Tree

People Tree należy do kilku organizacji wspierających Sprawiedliwy Handel oraz ochronę środowiska i jest przez nie certyfikowana (np. przez WFTO, Fairtrade Foundaton i Soil Associaton).

People Tree - metki

People Tree – metki

Produkcja odbywa się w krajach globalnego Południa (Indiach, Bangladeszu, Kenii, Nepalu i Peru). Firma stawia  dużej mierze na rękodzieło, dzięki czemu pielęgnowane są tradycyjne umiejętności mieszkańców danych regionów.

Komodohttps://www.komodo.co.uk/

Brytyjska marka, działająca od 1988 roku. Promuje używanie bawełny organicznej, konopi, bambusa, tencelu i innych naturalnych włókien (certyfikat GOTS), a także z materiałów z butelek PET i opon samochodowych.

Komodo - certyfikaty

Komodo – certyfikaty

Fabryki Komodo znajdują się na Bali, w Katmandu oraz  Indiach, a od pewnego czasu firma zamawia odzież w Chinach. Wszystkie zakłady są regularnie odwiedzane.

Koszulka Komodo z konopi

Koszulka Komodo z konopi

Firma dba, aby w zakładach pracy były przestrzegane zasady poszanowania godności pracowników, w tym odpowiednio wysokie płace, brak dyskryminacji czy bezpieczeństwo miejsca pracy. Ważne jest także przestrzeganie zasad ochrony środowiska jak redukcja odpadów.

Uspokajam wszystkich, że tekst nie jest sponsorowany – wszystkie ubrania kupiłam za własne pieniądze i opisałam z chęci podzielenia się wiedzą.

Przy okazji jeszcze słowo o zero waste – niestety, wszystkie ubrania przyszły do mnie pocztą opakowane w plastik. Przynajmniej metki są tekturowe. Jednak wiem, że pewne etyczne firmy stosują zamiast opakowań bawełniane woreczki lub chustki – takie rozwiązanie, mam nadzieję, stanie się coraz popularniejsze.

Zachęcam wszystkich do kupowania odpowiedzialnej mody, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że jest to większy wydatek, a w Polsce wciąż nie tak łatwo ubrać się etycznie. Dlatego postaram się pisać więcej o tym, czy etyczne ubrania zawsze muszą być drogie (wg mnie moje dżinsy po przecenie już nie były drogie, ale cena wyjściowa jest zabójcza). I z pewnością im mniej kupujemy ubrań, tym lepiej dla całej planety. A temat etyczne zakupy – ubrania powróci na pewno.

Wkrótce teksty:

  • Gdzie kupować etyczną modę w Polsce?
  • Jakie marki dżinsów są etyczne?
09 II2017

Ministerstwo Dobrego Mydła na Dzielnej

by joanna

Ministerstwo Dobrego Mydła znają już chyba wszyscy wielbiciele… dobrego mydła. O Uli i Ani, dwóch siostrach ze Szczecina, czyli MDM, dowiedziałam się dawno temu z tekstu, który redagowałam (przy okazji okazało się, że mamy wspólnego znajomego z pracowni Ciepło Właściwe). Gdy w Warszawie otworzył się stacjonarny sklep Ministerstwa, koniecznie musiałam wpaść z aparatem!

Ministerstwo Dobrego Mydła - witryna

Ministerstwo Dobrego Mydła – witryna

Za kontuarem często można spotkać jedną z sióstr – Anię.

Ania ma niezwykły dar zjednywania klientów i opowiadania o kosmetykach, doradzania i słuchania.

Ministerstwo Dobrego Mydła - Ania

Ministerstwo Dobrego Mydła – Ania

Oczywiście o kosmetykach Ministerstwa wie wszystko i w razie potrzeby podsunie odpowiedni produkt do pielęgnacji.

Ania za kontuarem

Ania za kontuarem

Sklep

Na Dzielnej Ministerstwo jest od grudnia 2016 roku. Wystrój nawiązuje nieco klimatem do starej apteki, jednak przede wszystkim jego minimalizm pozwala grać główną rolę kosmetykom. To one przyciągają wzrok i urzekają formą.

Ministerstwo Dobrego Mydła - sklep

Ministerstwo Dobrego Mydła – sklep

Ten ascetyzm robi bardzo pozytywne wrażenie, widać, że nic nie jest przypadkowe.

Wnętrze sklepu

Wnętrze sklepu

W sklepie na Dzielnej znajdziemy wszystkie (lub prawie wszystkie) kosmetyki z oferty internetowej. W tych samych cenach, które naprawdę nie są wygórowane.

Mydło MDM

Mydło MDM

Kosmetyki

Receptury Ministerstwa są naturalne, oparte na sprawdzonych składnikach wysokiej jakości. Jeśli użyty jest olej palmowy, to certyfikowany.

Mydła

Mydła

W ofercie są kosmetyki wegańskie, bardzo delikatne, do twarzy i całego ciała. Ich składniki są starannie dobrane i czasem zaskakujące (np. pozyskiwane z baobabu).

Ministerstwo Dobrego Mydła - mydła marchewkowe

Ministerstwo Dobrego Mydła – mydła marchewkowe

Niektóre mydła są tak piękne, że aż trudno uwierzyć, że nie są do jedzenia.

Ministerstwo Dobrego Mydła - mydła

Ministerstwo Dobrego Mydła – mydła

O mydle ryżowym i nagietkowym MDM pisałam przy okazji mydeł w kostce do pielęgnacji skóry z AZS. A już za chwilę napiszemy o nowości Ministerstwa – sztyfcie do pielęgnacji skóry bardzo suchej.

Bez odpadów (Zero Waste)

Spytałam Ani o możliwość zwracania opakowań, dzięki czemu kosmetyki Ministerstwa Dobrego Mydła sprzedawane w szklanych pojemnikach byłyby bardziej eko. Tym bardziej, że słoiczki są sprowadzane z zagranicy i ich ponowne wykorzystanie byłoby dla wszystkich korzystne.

Ministerstwo Dobrego Mydła

Ministerstwo Dobrego Mydła

Ania zapewnia, że wszystko jest w planach. – Musimy najpierw urządzić naszą pracownię. Maszyna do czyszczenia pojemników jest na liście zakupów!

Oleje

Oleje

Wpadajcie! Ministerstwo Dobrego Mydła, ul. Dzielna 15, Warszawa

Poniedziałek – piątek 10 – 19, sobota 10 – 15

www.ministerstwodobregomydla.pl

(Pół)kula do kąpieli

(Pół)kula do kąpieli

20 XII2016

„Walenty i spółka” – kryminał dietetyczny (recenzja)

by joanna

„Walenty i spółka” to pierwsza część wyjątkowej serii książek dla dzieci (6+), która łączy przygodę, zdrowe odżywianie, wątek tajemnicy i dużo humoru. Nasz siedmiolatek połknął lekturę niemal za jednym zamachem i już domaga się kolejnych tomów. Dlaczego warto kupić dzieciom książkę Moniki Oworuszko i najlepiej przeczytać razem z nimi?

„Walenty i spółka” w rękach naszych synów

„Walenty i spółka” w rękach naszych synów

Na książkę „Walenty i spółka” trafiłam dość przypadkowo, dzięki Szkole na Widelcu, ale rekomendacja była bardzo przekonująca. Sama okładka zachęca, aby wziąć książkę do ręki – a wnętrze nie rozczarowuje.

„Walenty i spółka”: kryminał dietetyczny

Pierwszy tom jest bardziej dietetyczny niż kryminalny: poznajemy całą galerię postaci, w tym personifikację m.in. tłuszczu, węglowodanów, białka i wody. Dwoje dzieci – Kasia i Krzyś – w osiedlowym sklepie spożywczym spotykają się z nachalnym wciskaniem niezdrowych słodyczy i chipsów, i niestety często mu ulegają. Jednak dzięki zorganizowanej akcji osób, którym zależy na zdrowym odżywianiu dzieci, bohaterowie dowiadują się o zaletach prawidłowo skomponowanej diety i zmieniają swoje nawyki.

Świeży oddech jak zefirek...

Świeży oddech jak zefirek…

Wątek tajemniczych postaci, które prawdopodobnie działają na szkodę dzieci, dopiero został zarysowany. Jesteśmy bardzo ciekawi, co było dalej, czy wyjaśni się, kim jest mężczyzna z rudą brodą?

Tęgomir Tłuszcz ma swoje zalety

W „Walentym i spółce” podoba mi się połączenie – zaiste niełatwe – wartkiej akcji, zaskakujących wydarzeń, barwnych postaci, humoru i pożytecznych informacji. Widać, że autorka postawiła na inteligentnego młodego odbiorcę (docelowo uczniowie I–IV klasy szkoły podstawowej). Wielokrotnie pozwala na samodzielne wysuwanie wniosków i ocenianie sytuacji, zarazem pokazując, że nic nie jest wyłącznie złe albo dobre (no, poza chipsami i niezdrowymi batonikami). W końcu nawet Tęgomir Tłuszcz okazuje się potrzebny. Myślę, że dzięki swojej formie, również graficznej, książka ma duży potencjał budowania pozytywnego myślenia o zdrowym jedzeniu wśród dzieci.

„Walenty i spółka”, wyd. Mobuki

„Walenty i spółka”, wyd. Mobuki

Gdybym miała coś wytknąć, wolałabym zobaczyć Werę Wodę częstującą wszystkich wodą z kranu zamiast z butelki, natomiast Błażej Białko mógłby zwrócić uwagę na to, że wielu dzieciom i dorosłym mleko szkodzi, a zdrowe kości można budować również dzięki warzywom. Ale to już niuanse, z którymi można by polemizować merytorycznie, a nie na poziomie literackim.

Bardzo się cieszę, że w polskich księgarniach możemy kupić coraz więcej starannie wydanych książek dla dzieci, mądrze mówiących o odżywianiu.

Autorki

Seria z Walentym została napisana przez Monikę Oworuszko, która studiowała m.in. dietetykę i literaturę dla dzieci. Autorka tekstu jest jednocześnie własnym wydawcą – prowadzi wydawnictwo Mobuki.

Książki zilustrowała Małgorzata Banaś-Domińska, absolwenta warszawskiej ASP. Jej zawdzięczamy lekkie, pozytywne i zachęcające ilustracje, będące integralną częścią lektury.

Polecam!

Książki można kupić w sieciach księgarni internetowych oraz w księgarniach naziemnych.

Monika Oworuszko, „Walenty i spółka”, Warszawa [2016]

Cena: od około 17 zł

www.mobuki.plwww.walentyispolka.pl

16 XII2016

Worek na chleb – zamiast plastiku

by joanna

Worek na chleb, który pojawił się w naszym domu, jest efektem moich ostatnich przemyśleń na temat śmieci. Po konferencji Zero Waste (tu relacja) postanowiłam, że będzie dobrze oczyścić dom z nadmiaru rzeczy i nie przynosić nowych z zewnątrz. Bezpośrednią zachętą do uszycia worka na chleb był wpis Julii na jej blogu Na Nowo Śmieci (link), i za tę motywację bardzo Julii dziękuję!

Choć sama nie jem pieczywa od bardzo dawna, codziennie kupuję chleby i grahamki dla swojej rodziny. Codziennie przychodzę do domu z foliową torebką, która zazwyczaj ląduje w miejscu na czyste plastikowe torebki. Postanowiłam to ograniczyć. Mój mąż uważa, że będzie nam trudno bez zapasu reklamówek, ale ja sądzę, że mamy ich za dużo i za bardzo się do nich przyzwyczailiśmy.

Tak więc dziś idę do naszej piekarni z workiem na chleb. 

Worek na chleb

Worek na chleb

(więcej…)

28 IX2016

Prawdziwe oblicze certyfikatów. FSC

by joanna

Ten symbol widnieje na coraz większej liczbie papierowych przedmiotów czy opakowaniach wokół nas. Jest dość powszechny, na tyle, że być może większość z nas przestała zwracać na niego uwagę. Dla mnie stanowi wartościową informację o produkcie – do niedawna jednak znałam jedynie ogólną definicję certyfikatu Forest Stewardship Council.

fsc_1

FSC to międzynarodowa organizacja pozarządowa, działająca na zasadzie non profit. W 2014 roku obchodziła 20-lecie istnienia – wówczas chwaliła się, że ponad 180 milionów hektarów na świecie ma certyfikat FSC. Przyświeca jej idea działania na rzecz lasów i dbania o zrównoważone z nich korzystanie. Trzy człony organizacji są odpowiedzialne odpowiednio za politykę prośrodowiskową, prosocjalną i proekonomiczną. W jej skład wchodzą m.in. takie organizacje, jak WWF czy Greenpeace. Jednak coraz więcej się mówi o tym, że właśnie te najbardziej świadome ekologicznie organizacje mają wątpliwości co do jakości certyfikatu FSC. (więcej…)

19 IX2016

Tu byłam: Fairma Ethical Design

by joanna

Podczas bardzo krótkiego pobytu w Krakowie (szkoliłam się z Fundacją Kupuj Odpowiedzialnie – napiszę o tym wkrótce!) odwiedziłam sklep Fairma Ethical Design, o którym już pisałam tutaj, choć nie miałam okazji go wcześniej zobaczyć.

fairma_1

Przy ul. Dajwór 20 – róg ul. św. Wawrzyńca – na Kazimierzu znajdziemy jedyny w Polsce naziemny sklep z etyczną modą (wirtualnych jest kilka), szczycący się tym, że sprzedaje produkty wyłącznie wegańskie.

fairma_2

Na półkach znajdziemy przede wszystkim buty. Ich wybór jest naprawdę zaskakujący, a jeśli wczytamy się dokładniej w opisy, okazuje się, że i pomysły na materiały mogą być bardzo wszechstronne. Buty z ananasa, korka albo butelek PET, sandały z mikrofibry, podeszwy z opon samochodowych…

fairma_4

Obok obuwia portugalskich i brytyjskich producentów znalazły się również polskie. Warto zaglądać do środka i czytać metki, bo zawierają ważne informacje na temat sposobu produkcji. Myślę, że na zdjęciach widać, jak ładne są niektóre pary – trudno im się oprzeć, choć ceny nieco studzą zapał.

fairma_7

W Fairmie można kupić także koszulki i bluzy z wegańskimi hasłami oraz bluzy Melawear z certyfikatem FT.

fairma_3

Na półkach znajdziemy też dodatki – torby, nerki, wegańskie portfele i paski. Jest także biżuteria i skarpetki od Many Mornings.

fairma_5

Do sklepu wchodzi się z wielką przyjemnością – jego minimalistyczny wystrój świetnie pasuje do kolorowych par butów. Jest elegancko i prosto.

Na pewno większość z Czytelników jest ciekawa, jakie są ceny butów – ponieważ właśnie trwa przecena, te przeznaczone na cieplejsze dni można kupić poniżej 200 zł. Etyczne trampki kosztują około 300 zł. Na buty w Fairmie można wydać i więcej – 400 czy 500 zł.

fairma_6

Tak naprawdę ceny są porównywalne z obuwiem firm szczycących się dobrą jakością, tylko że tu nie znajdziemy żadnych butów ze skóry. Recykling i wytrzymałe materiały pochodzenia roślinnego mają swoją cenę, jeśli wymagamy od nich także jakości i estetyki.

fairma_9

Moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne – naprawdę można pozazdrościć Krakowowi, że ma swoje etyczne miejsce z modą. Nic nie kupiłam, choć bardzo miałam na to ochotę – tak rzadko kupuję buty czy ubrania, że zanim to zrobię, zwykle zastanawiam się nad tym dłużej. Na szczęście niebawem ma być uruchomiony sklep internetowy pod adresem www.fairma.pl – wtedy oferta będzie dostępna dla wszystkich. Choć przyznam, że większość produktów w sklepie wygląda na żywo jeszcze lepiej niż na zdjęciach.

fairma_8

Jeśli będziecie w Krakowie i znajdziecie chwilę, aby zajść na Kazimierz, polecam Wam Fairmę – Dajwór 20. Jeśli tam traficie, podzielcie się wrażeniami!

faima_10

25 VII2016

Drugi sklep Kooperatywy Dobrze w Warszawie

by joanna

11 lipca 2016 roku Kooperatywa Dobrze otworzyła swój drugi sklep w Warszawie, przy ul. Andersa 27 (pierwszy sklep działa i będzie działał! Zapraszamy na Wilczą 29a).

andersa_7

Nowa lokalizacja to nie tylko krok w stronę północy lewobrzeżnej Warszawy (Żoliborz jest tuż za miedzą). Sklep na Andersa dzięki swojej powierzchni może zaoferować większą różnorodność towaru, w tym kosmetyków i detergentów.

andersa_6

Myślę, że wielu klientów Kooperatywy ucieszy się, że w drugim sklepie wybór warzyw i owoców (sezonowych i lokalnych), produktów sypkich (certyfikowanych eko) oraz jaj i nabiału jest równie zachęcająca, co na Wilczej. Sprawdzeni dostawcy gwarantują pyszne rośliny uprawiane w sposób jak najbardziej naturalny, z poszanowaniem przyrody. Dzięki brakowi pośredników kwota, jaką dostają rolnicy, jest godziwą zapłatą za ich pracę, a sklep może zaoferować klientom żywność najwyższej jakości w cenie niższej niż w innych ekowarzywniakach. (więcej…)

01 VII2016

Poznajcie Better Land: tu robię zakupy

by joanna

W połowie maja 2016 roku mieliśmy wielką przyjemność spotkać się z Gosią i Pawłem Polochami, którzy odwiedzili Warszawę w rodzinnym składzie. Znamy się bliżej już półtora roku, ale dopiero teraz udało nam się spotkać osobiście. Gosia i Paweł są właścicielami mojego ulubionego ekosklepu internetowego Better Land – Drogeria Ekologiczna.

Organiczni i Better Land (od lewej: Tadeusz, Gosia z Weroniką, Paweł i Asia)

Organiczni i Better Land (od lewej: Tadeusz, Gosia z Weroniką, Paweł i Asia)

Dla Better Land recenzujemy różne produkty (np. ostatnio kubeczek menstruacyjny LadyCup), ale przede wszystkim robimy zakupy ekoproduktów. Większość kosmetyków i detergentów w naszym domu pochodzi właśnie z Drogerii Ekologicznej. Sklep cenię za ogromny wybór i ceny produktów, a Gosię i Pawła za sumienność i niesamowity poziom obsługi klienta. (więcej…)

24 II2016

Zima i przednówek: jak jeść lokalnie i sezonowo?

by joanna

Jak jeść lokalne i sezonowo, gdy nastają zimowe nudy w kuchni? Dla osób, które starają się przestrzegać zasady lokalności i sezonowości na talerzu, zima i przednówek mogą być okresem wymagającym cierpliwości i pomysłowości.

Jako matka gotująca dla dwóch alergików (sama unikająca glutenu) od kilku lat przerabiam scenariusz – kurka siwa, co na obiad, żeby nie było to samo, co wczoraj? Zwłaszcza że przy alergiach pokarmowych ważna jest różnorodność i rotacja produktów. I jeszcze warto jeść lokalnie i sezonowo… Tym większe wyzwanie, że oprócz przygotowania posiłków domowych muszę jeszcze zaopatrzyć trzylatka w całodzienną wałówkę do przedszkola (w tym obiad łatwy do odgrzania).

Zima i przednówek: jak jeść lokalnie i sezonowo

Zima i przednówek: jak jeść lokalnie i sezonowo

Jak jeść lokalnie i sezonowo

Drugie danie obiadowe zwykle mamy wg standardu – węglowodany, białko i warzywa. Tak jak dwa pierwsze elementy nie stanowią wyzwania (choć przyznaję, że czasem sięgam dalej niż tylko polskie kasze i ziemniaki), tak wybór warzyw zimą jest ograniczony. Dochodzi do tego jeszcze kwestia gustu – nie wszystko nam smakuje, nie wszystko jest wskazane…

Topinambur - odmiana albik.

Topinambur – odmiana albik.

Dla mnie najlepszą lekcją sezonowości warzyw i owoców jest mój dyżur w sklepie Kooperatywy, gdzie ze świeżych produktów mamy tylko polskie i tylko „aktualne”. Jeśli chcę wiedzieć, na co jest sezon, wystarczy, że spojrzę na półki w sklepie na Wilczej. Wbrew obawom naprawdę można zaplanować tygodniowe menu tak, aby codziennie na stole królowało inne warzywo. I uwaga, piszę tu o uprawach ekologicznych lub naturalnych, bez użycia pestycydów czy herbicydów.

Oczywiście zimą królują warzywa korzeniowe, bulwy i kapustne. W zależności od tego, jak sroga jest zima, czasem możemy mieć dostęp do świeżej, lokalnej zieleniny, np. cykorii.

zolte_buraki_1

Żółte buraki.

Magister inżynier Monika Zielińska, absolwentka żywienia człowieka i oceny żywności oraz dietetyki na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, doktorantka w tamtejszej Katedrze Żywienia Człowieka.

monika_ZielinskaSezonowe warzywa dostępne w okresie jesienno-zimowym są bardzo wartościowe z żywieniowego punktu widzenia. Należy pamiętać, że przez długie lata były one podstawą diety człowieka zamieszkującego nasze tereny. Przede wszystkim należy zadbać o odpowiednie urozmaicenie wybieranych warzyw, nie należy też zapominać o kiszonkach warzywnych.

Dodatkowo np. topinambur jest bogaty w inulinę, czyli frakcję węglowodanów stanowiącą pożywkę dla bakterii mlekowych – ułatwia to ich przeżywalność w przewodzie pokarmowym. Można też z powodzeniem korzystać z bardzo wartościowych mrożonych warzyw czy obecnie łatwo dostępnego jarmużu, który jest prawdziwą bombą witaminowo-mineralną. Urozmaicona dieta jest kluczem do zaspokojenia potrzeb organizmu na składniki pokarmowe.

Jakie świeże warzywa lokalne i sezonowe jemy zimą i na przednówku?

  • Warzywa kapustne: jarmuż, kapusta głowiasta biała i czerwona, kapusta pekińska, brukiew, brukselka
  • Warzywa cebulowe: cebula – różne odmiany (czerwona, biała), czosnek, por, szczypior
  • (Warzywa liściowe: cykoria)
  • Warzywa korzeniowe: burak – różne odmiany (czerwony, żółty), marchew (różne odmiany – pomarańczowa, biała, purpurowa), pasternak, pietruszka korzeniowa, seler korzeniowy, topinambur, wężymord (skorzonera)
  • Warzywa psiankowate: ziemniaki – różne odmiany (irga, vienetta, bellarosa)
  • Warzywa strączkowe: fasola, groch suszony, lędźwian, ciecierzyca (trzeba sprawdzić kraj pochodzenia)
Trzy kolory marchewki.

Trzy kolory marchewki.

Kiszonki

Niezmiernie bogate m.in. w witaminę C i bakterie probiotyczne. Kiszonki (te prawdziwe, bez octu) znakomicie ożywiają nasze menu. Kwaśne ogórki czy kapustę lubią zwykle nawet dzieci. Warto samemu kisić warzywa, również te mniej oczywiste (ostatnio jemy kiszony topinambur).

Kiszony topinambur.

Kiszony topinambur.

O tym, jak cenne są bakterie siedzące w kiszonkach, przeczytacie np. w książce „Dobre bakterie”.

Owoce

Jabłka i gruszki to wspaniałe, ale dość monotonne składniki menu. Dlatego oczywiście warto sięgnąć po suszone owoce (koniecznie bez żadnych konserwantów, czyli niesiarkowane itp.). Od czasu do czasu można skubnąć owoców wędzonych, np. śliwek.

gruszki_1

Strączkowe

Błonnik, białko, witaminy i mnóstwo zastosowań roślin strączkowych to tylko część ich zalet. Można zrobić z nich pastę na kanapki, sałatki, kotlety, wkład do zupy…

Grzyby

Pieczarki i boczniaki, zwłaszcza ekologiczne (tak jak u nas w sklepie) to wbrew pozorom nie tylko smaczny dodatek do posiłku. Pieczarki są również źródłem błonnika pokarmowego, kwasu foliowego, witamin z grupy B oraz witaminy D, tak pożądanej w mniej słoneczne miesiące. Do tego zawierają m.in. fosfor, selen, żelazo, miedź. Boczniaki z kolei mają w sobie B-D-glukan, składnik odżywczy o działaniu przeciwnowotworowym. Pozytywne skutki spożywania grzybów to materiał na osobny tekst!

Ekologiczne polskie pieczarki.

Ekologiczne polskie pieczarki.

Zielone triki

Jak urozmaicić stół świeżą zieleniną w zimie i na przednówku? Założyć miniogródek na parapecie. W kilku doniczkach z łatwością wyhodujecie zioła takie jak bazylia, tymianek, kolendra, a do tego koniecznie szczypior – znakomite uzupełnienie śniadania czy kolacji.

 szczypior_1

Orzechy, nasiona i pestki

To oczywiście wspaniały sposób na urozmaicenie dań. Bardzo lubię połączenie pestek słonecznika z jarmużem (np. w pesto jarmużowym czy w koktajlu), dbam o to, aby zazwyczaj nie podgrzewać nasion w wysokiej temperaturze. Choć prażone orzechy czy nasiona np. sezamu smakują wyśmienicie, nie są tak zdrowe jak surowe, ponieważ dochodzi w nich do utlenienia się nienasyconych kwasów tłuszczowych – powstają rakotwórcze kwasy trans. (Przyznaję jednak, że raz na jakiś czas smażę falafele z nasionami sezamu).

Orzechy i inne „zapasy” znakomicie sprawdzą się jako nieduża, ale kaloryczna przekąska.

A więc, choć wydaje się, że zimą trudniej wyczarować coś kolorowego na obiad, co nie przyjechało z dalekich krajów (a więc unikamy chemicznych dodatków w jedzeniu i nie płacimy za transport przez pół świata), jest to prostsze, niż myślimy. 

A jakie są Wasze ulubione zimowe warzywa? Czy lubicie jeść lokalnie i sezonowo?

14 VIII2015

Wpadajcie do Eko Dziupli i mówcie: ORGANICZNI!

by joanna

Aktualizacja 07.2016 r.

Niestety, Eko Dziupla została zamknięta – wielka szkoda!

Być może pamiętacie sympatyczny zakopiański sklep Eko Dziupla, do którego zaglądaliśmy w zeszłym roku. W tym roku podczas pobytu w górach także odwiedziliśmy panią Magdę i zrobiliśmy zakupy.

ekodziupla_2015_3

Eko Dziupla to prawdopodobnie jedyny ekosklep w okolicach Zakopanego (ekozapasy uzupełnialiśmy właśnie tam i w Rossmannie). Od naszej kwatery był oddalony o 13 km, w sam raz na szybki rowerowy wypad.

ekodziupla_2015_1

Jeśli wybieracie się do stolicy Tatr, wpadajcie do Eko Dziupli i mówcie: Organiczni – dostaniecie 5% zniżki na zakupy!

ekodziupla_2015_2

W Eko Dziupli znajdziecie żywność paczkowaną – certyfikowaną i nie – dobraną z myślą o różnych dietach. Bez glutenu, bez mleka, produkty wegańskie i wegetariańskie, dla dzieci…

ekodziupla_2015_4

Jest tu wybór polskich kosmetyków naturalnych Sylveco:

ekodziupla_2015_8

A także past bez fluoru (przeczytaj, dlaczego to ważne); pasty Bilka będziemy niebawem testować!

ekodziupla_2015_7

Spodobał nam się także wybór środków do czyszczenia CleanEco i Gold drop. Może napiszemy o nich więcej?

ekodziupla_2015_9

Cieszymy się, że mogliśmy znowu zajrzeć do Eko Dziupli, której kibicujemy i życzymy rozwoju oraz fajnych klientów. Zachęcamy Was, byście przy okazji wizyty na Krupówkach i kupienia lodów jagodowych w cukierni obok zajrzeli i tutaj.

Eko Dziupla, Zakopane, Krupówki 25a, Facebook: https://www.facebook.com/EkoDziupla 

ekodziupla_2015_6

A dzięki pani Magdzie dowiedzieliśmy się o istnieniu w Zakopanem restauracji wege/wega Grass – kto wie, może kiedyś do niej zajrzymy?

16 X2014

Wrażliwe Smaki (i drugi tydzień bez glutenu)

by joanna

Minął drugi tydzień naszej diety bezglutenowej (tu podsumowanie pierwszego tygodnia). Najtrudniejsze zadanie nie polega wcale na tym, żeby wymyślić dania (zwłaszcza że jest sporo podpowiedzi w internecie, zaczęłam także czytać książkę „Kuchnia polska bez pszenicy”, składającą się przepisów bez glutenu, dostosowanych do polskich realiów). Pomysłów mam dużo, natomiast brakuje mi czasu, żeby wszystko zrobić według swojej ambitnej natury (to znaczy sama, niemal od początku do końca). Czasem myślę sobie, że chciałabym mieć żonę, która pomagałaby mi ogarnąć całe to wyzwanie, jakim jest prowadzenie domu, bloga i aktywności zawodowej, hehe.

Kuchnia polska bez pszenicy0

Bezglutenowcy zawsze muszą mieć w domu żelazne zapasy najróżniejszych produktów, aby nie musieć w panice myśleć o kolejnym posiłku. Bezglutenowcy muszą myśleć kilka-kilkanaście posiłków do przodu. Bezglutenowcy, którzy dopiero uczą się kuchni „bez gluta”, według mnie muszą włożyć na początku sporo wysiłku, żeby wdrożyć się w nowy sposób gotowania.

Postanowiłam zrobić sobie takie zapasy żywności bezglutenowej, która ułatwi mi planowanie posiłków i ich przygotowywanie przynajmniej przez jakiś czas, w sklepie Wrażliwe Smaki.

WS_LOGOTYPE_RGB

Jego właścicielka Magdalena Przewoźna-Kupczyk poświęciła mi sporo maili, aby pomóc w wybraniu odpowiednich produktów, dostosowanych do naszej diety. Moim warunkiem, oprócz ograniczeń wynikających z alergii, było jak najmniejsze przetworzenie produktów. Sklep internetowy dzięki specjalnemu filtrowaniu w dużym stopniu ułatwia alergikom znalezienie żywności bez konkretnych składników – to naprawdę ogromne ułatwienie (z mojej perspektywy brakuje tylko filtra „bez gryki” – ale przyznaję, że nie znam nikogo poza moim starszym synem, kto tak źle reaguje na kaszę gryczaną). Dodam jeszcze, że wygląd sklepu internetowego jest bardzo zachęcający, przejrzysty, czytelny, z łatwą nawigacją. Widać, że forma jest przemyślana. Szkoda tylko, że opisy produktów są takie krótkie, chętnie przeczytałabym więcej o niektórych z nich (na szczęście o wszystko można zapytać mailowo).

ws_1

Wrażliwe Smaki

Sklep powstał w 2013 roku, jak to zwykle bywa – z powodów osobistych, a dokładnie problemów z dietą córki pani Magdaleny. Poszukiwania produktów, które nie szkodziłyby dziecku, a także miały wartość odżywczą, zaprowadziły panią Magdalenę do zostania importerem kilku zagranicznych producentów bezglutenowych, dotychczas niedostępnych  w Polsce. „Wiedząc, niestety z doświadczenia, jak sztuczne dodatki do żywności potrafią szkodzić, szukamy produktów jak najczystszych, zawsze certyfikowanych znakiem przekreślonego kłosa i pochodzenia ekologicznego” – napisała mi pani Magdalena i rzeczywiście, oferta w sklepie jest bardzo przemyślana. Jeśli czegoś w nim nie znajdziemy, zawsze możemy poprosić o sprowadzenie potrzebnego produktu.

Moje zakupy przyszły następnego dnia po złożeniu zamówienia – byłam pod wrażeniem szybkości wysyłki. Wyglądały tak:

wrazliwe_smaki_0

Wybrałam przede wszystkim kilka rodzajów makaronów oraz mąk. Niektórych mąk nigdy wcześniej nie próbowałam (mąka z kasztanów).

Trójkolorowy makaron ryżowy Felicia ogromnie mi się spodobał (jest lekko smakowy).

Trójkolorowy makaron ryżowy Felicia

Trójkolorowy makaron ryżowy Felicia

Niestety starszy syn wyjada jedynie białe kluseczki, a szkoda, bo zielone (lekko szpinakowe) i pomarańczowe (lekko pomidorowe) są tak samo smaczne. Ten makaron zadziwił mnie swoją sprężystością.

Makaron jaglany okazał się pomyłką.

Makaron jaglany

Makaron jaglany

Gotowałam go nawet krócej niż wskazane 3 minuty, a i tak rozgotował się i skleił w papkę. W smaku jest po prostu podobny do kaszy jaglanej. Nie zachwycił moich dzieci, zapewne ze względu na wygląd.

W piątek spróbowaliśmy ryżowego spaghetti (tu przepis w wersji glutenowej – wystarczy podmienić makaron).

Spaghetti ryżowe

Spaghetti ryżowe

Wolę makaron z ciemnego ryżu, ten był smaczny, jednak łatwo go rozgotować.

Mąk wybór

Zamówiłam mąkę amaranusową, teff, ziemniaczaną, ryżową, owsianą i kasztanową. Zupełną nowością była dla mnie ta ostatnia, która zaskoczyła mnie nieporównywalnym, lekko orzechowym smakiem.

maka_kasztanowa

Mąka kasztanowa 

Mąki są mi potrzebne do codziennego robienia chłopcom zastępników chleba. Piekę więc „chlebek ratowniczy” z różnych mieszanek (przepis będzie, gdy udoskonalę proporcje) i smażę placki na odrobinie oleju kokosowego. Dość dużym mankamentem jest koszt takiej produkcji – mąki bezglutenowe są drogie. Sama robię w młynku do kawy mąkę jaglaną czy z cieciorki, ale mój młynek nie radzi sobie np. z ryżem.

Mąkę teff już znałam (innej firmy), ale wciąż wiem o niej za mało – chyba zrobię osobny wpis na temat tego afrykańskiego zboża.

Mąka teff

Mąka teff

Ceny – dlaczego żywność bezglutenowa jest droga

Już tyle lat kupujemy żywność w wersji ekologicznej, że ceny produktów bezglutenowych nie powinny mnie dziwić. Wiem jednak, że osoby z celiakią, zmuszone do wybierania certyfikowanej żywności z przekreślonym kłosem, mają ciężko. Zapytałam panią Magdalenę Przewoźną-Kupczyk, skąd biorą się wysokie ceny tych produktów – zacytuję jej odpowiedź:

Na cenę żywności bezglutenowej wpływ ma kilka czynników:

  1. Produkcja żywności bezglutenowej wymaga specjalnych procedur, tzn. do jej wytwarzania i konfekcjonowania niezbędne są odrębne linie produkcyjne tak, aby do minimum zredukować zagrożenie zanieczyszczenia „śladowymi” ilościami innych zbóż glutenowych, które znajdują się na terenie zakładu. To samo tyczy się samego procesu hodowania zboża – potrzeba wielu restrykcji, by mieć pewność, że na sąsiadujących polach nie rośnie zboże glutenowe, które mogłyby „nawiewać” i zanieczyszczać glutenem bezglutenowe uprawy.

  2. Dieta bezglutenowa musi być dietą bardzo urozmaiconą. Stąd poszukiwania składników, które niekoniecznie da się wyhodować na rodzimych glebach i klimacie. Wiele zbóż trzeba sprowadzać z innych krajów, a nawet kontynentów.

  3. Wytworzenie produktów bezglutenowych to wyzwanie, o czym wie każdy, kto sam tego próbował. Zrobić bezglutenowy makaron, który się nie rozkleja, chleb, który się nie rozsypie, czy smaczne ciasto, wymaga nie lada doświadczenia, czasu i kulinarnej inwencji.

  4. Produkty bezglutenowe to jednak nadal produkty niszowe – większość firm je produkujących traktują je jako uzupełnienie swojego asortymentu, stąd nie ma produkcji na wielką skalę.

  5. Certyfikaty przekreślonego kłosa przyznają lokalne (odpowiednio dla każdego kraju) organizacje, które kontrolują produkty pod kątem zanieczyszczenia glutenem. Aby otrzymać taki certyfikat, należy spełnić szereg rygorystycznych wymagań, utrzymywać oddzielne linie produkcyjne i systematycznie przeprowadzać badania na zawartość glutenu w certyfikowanych produktach. Oznaczenie jest zastrzeżone i nie wolno go używać bez spełnienia tych wymagań i kontroli. Dopuszczalna przez obowiązujące w UE prawo ilość glutenu w certyfikowanych produktach wynosi < 20 ppm. Niektórzy producenci opisują swoje produkty jako bezglutenowe (nie używając certyfikatu bądź używając oznaczeń go przypominających) – mimo że składniki tych produktów są z natury pozbawione glutenu, to jednak bez zachowania reżimów zazwyczaj w procesie produkcji bądź transportu dochodzi do zanieczyszczenia nim. Np. mąka z prosa (naturalnie bez glutenu) jest mielona w tym samym młynie, co pszeniczna. Dla osób cierpiących na celiakię lub alergię na gluten kluczowe jest, by mieć pewność, że produkty, które spożywają, są pewne.

  6. Na koniec – wśród produktów bezglutenowych są i droższe, i trochę tańsze. Niestety wiele tych tańszych (zwłaszcza gotowych dań lub pieczywa) gluten w swoim składzie zastępuje chemią, która osobom o wrażliwym przewodzie pokarmowym może wyrządzić wiele szkód. Ponadto, należy pamiętać, że w parze z problemami z glutenem idzie często nietolerancja laktozy. Świadomi producenci także biorą to pod uwagę przy komponowaniu składów, ale to wszystko niestety wpływa na cenę. W naszym sklepie oferujemy produkty wyselekcjonowane. Świadomie odrzuciliśmy te chemizowane, dbamy o to, bo składy były jak najprostsze, a składniki z certyfikowanych upraw ekologicznych. Jeśli się doda cenę prowadzenia ekologicznej, a do tego bezglutenowej produkcji, to niestety suma wyjdzie wysoka. No i oczywiście koszty sprowadzenia różnorodnych produktów od wielu producentów, z różnych krajów nie są groszowe.

Podsumowanie

Wrażliwe Smaki to miejsce, które polecam jako przyjazne osobom, które muszą zmagać się z najróżniejszymi wyzwaniami dietetycznymi. Jeśli kogoś przerasta wyszukiwanie produktów odpowiednich do indywidualnych ograniczeń, w tym sklepie poczuje się znacznie pewniej, a w razie wątpliwości zawsze może zwrócić się o radę do pani Magdaleny. To także dobre miejsce dla tych, którzy chcą urozmaicić dietę i w łatwy sposób zorganizować rozmaite zakupy. Można tu znaleźć naprawdę oryginalne smaki!

Nie ma co ukrywać, że produkty bezglutenowe są drogie, jednak dzięki starannej selekcji w tym sklepie znajdziemy ofertę bezpieczną, sprawdzoną i często bardzo wyjątkową.

www.wrazliwesmaki.pl

www.facebook.com/WrazliweSmaki

28 VI2014

Eko Dziupla w Zakopanem

by joanna

Aktualizacja 07.2016 r.

Niestety, Eko Dziupla została zamknięta – wielka szkoda!

Jeśli w tegoroczne wakacje będziecie w Zakopanem lub okolicach, zajrzyjcie na podwórko przy Krupówkach (prawie naprzeciwko poczty, koło cukierni). Znajdziecie tam Eko Dziuplę, która uratowała nasze podniebienia, gdy wybraliśmy się w Tatry bez zapasu ekologicznych daktyli – naszego ulubionego smakołyku, który zastępuje nam prawie wszystkie słodycze.

 ekodziupla_0

Sklep działa od miesiąca, mój mąż trafił na niego przypadkiem, kiedy pojechał z naszego podtatrzańskiego gniazda załatwić sprawunki. Wrócił uradowany, że ma ekodaktyle (których nie kupiliśmy przed wyjazdem na wakacje) i że zamówił więcej. Dobry pretekst do małej wycieczki rowerowej (kilkanaście kilometrów), więc w Eko Dziupli zjawiliśmy się jeszcze kilka razy.

ekodziupla_1

Przyznam, że byłam zaskoczona cenami (poprzedni zakopiański sklep z żywnością ekologiczną nie zachęcał do zakupów i może dlatego nie dotrwał do kolejnego sezonu). Kupiłam sobie wreszcie pastę do zębów bez fluoru (Babuszka Agafia), a także uzupełniłam nasze zapasy o mąkę orkiszową (niestety, nawet na wyjeździe piekę chleby) i kaszę gryczaną.

ekodziupla_2

Za Eko Dziuplę osobiście trzymam kciuki, żeby właścicielce udało się rozwinąć skrzydła i poszerzyć asortyment, także o świeże produkty. W tej chwili można tu kupić kosmetyki – naturalne i organiczne, żywność pakowaną (kasze, mąki, bakalie, soki, mleko roślinne itp.), przyprawy, herbaty, kawy, mate oraz środki czystości. W planach jest uruchomienie kawiarenki – już teraz można usiąść przy stoliku i poczytać zdrową lekturę lub pogadać z właścicielką o ekologii, żywieniu czy dzieciach…

ekodziupla_3

Eko Dziupla, ul. Krupówki 25a (w podwórku), Zakopane

http://ekodziupla.pl/

https://www.facebook.com/EkoDziupla

ekodziupla_4

Polecamy!

 

12 VI2014

Rano zebrano, odbiorę wieczorem

by joanna

Za nami pierwsze – testowe – zakupy w Rano Zebrano. To internetowy sklep dla warszawiaków, którzy chcą kupować produkty spożywcze lokalne i/lub certyfikowane. Oto nasze wrażenia.

ranozebrano_1

Idea

Cieszę się, że warszawiacy mają coraz więcej możliwości świadomego kupowania produktów spożywczych. Czy to BioBazar, czy Kooperatywa Dobrze, czy Rano Zebrano – wszystkie sposoby wspierania rolnictwa lokalnego i ekologicznego są ważne.

W Rano Zebrano mamy możliwość zakupienia warzyw, owoców, nabiału i mięsa od dostawców sprawdzonych przez ekipę RZ. Sami także możemy skontaktować się z producentami i spytać o asortyment. Opisy gospodarstw i zdjęcia ich właścicieli przybliżają nam nieco miejsce, skąd pochodzi żywność – dzięki temu producenci są mniej anonimowi i warzywa czy owoce od razu są bardziej swojskie.

ranozebrano1

Internetowy sklep z dostawą do domu to niezwykle wygodny sposób na zaoszczędzenie czasu. Znam osoby, które są przeciwne zakupom świeżej żywności przez internet, ponieważ chcą same obejrzeć i wybrać produkty spożywcze – choć jest to kosztem ich czasu. Wiem, że są tacy kupujący, którzy każdej marchewce przyglądają się pięć razy, zanim włożą ją do koszyka, a do wędlin podchodzą krytycznie a priori. Rozumiem to, ale doświadczenie z kooperatywą (zamawiam w ciemno) przekonały mnie, że zwykle warto zaufać dostawcom. Oni są jak saperzy, mylą się raz, inaczej stracą klienta.

ranozebrano_3

Najważniejsze założenia sklepu Rano Zebrano:

  • dostawcy z Mazowsza,
  • produkcja tradycyjna i/lub ekologiczna,
  • świadomość konsumenta – co i od kogo kupuje,
  • opakowania zwrotne,
  • świeża żywność prosto od rolnika.

Asortyment

W ofercie jest ponad 200 produktów, z czego część to produkty sypkie, o dłuższym terminie ważności (mąki, przyprawy). Z tych nie wszystkie są lokalne (np. chili, ksylitol), producenci też pochodzą spoza regionu (np. Dary Natury – powiat siemiatycki). Niektóre warzywa z kolei rosną wręcz za miedzą (np. groszek cukrowy, nad którym mój mąż piał z zachwytu, pochodzi z Białołęki, dzielnicy Warszawy).

ranozebrano2

Choć 236 produktów wydaje się dużą liczbą, pod względem różnorodności oferta jest ograniczona. Wiem, z czego to wynika. Lokalność i sezonowość ma swoje prawa. Jeśli chcemy wspierać polskich rolników (choćby po to, żeby ograniczyć food miles), musimy być gotowi na rezygnację z pewnych smaków w określonych miesiącach.

Minusem jest ograniczenie w postaci narzuconej wagi wędlin czy przybliżonej wagi mięs – wiadomo, w sklepie możemy sobie pooglądać, pomarudzić, spróbować i wziąć 5 dag szynki. To jednak wynika ze sposobu robienia zakupów.

ranozebrano_2

Jakość

Jeśli chodzi o spełnienie naszych oczekiwań, pakującym zdarzyły się dwie pomyłki (o czym niżej). Na jakość towaru nie możemy powiedzieć złego słowa.

Nie rozczarowały mnie piękne ekologiczne truskawki (tu ryzyko było największe, że dojadą pogniecione, nieświeże itp.). Przetrwały noc poza lodówką, następnego dnia zamieniłam je w lody, a z całego kilograma wyrzuciłam dosłownie jeden owoc.

Jajka „duże” okazały się naprawdę duże, a dzisiejsze sadzone z czterech jaj miało siedem żółtek… Mniam!

Dzięki Rano Zebrano wreszcie udało mi się upiec chleb z płaskurki (kuzynka samopszy) od Babalskich. Tej mąki od roku szukałam w różnych miejscach, na BioBazarze usłyszałam, że w tym roku jej nie dostanę. Dostałam! Chleb wyszedł pyszny.

Cena

Produkty w Rano Zebrano to towar dla wymagających, dlatego nie spodziewałam się cen jak na zwykłym bazarku. Produkty niecertyfikowane, ale produkowane metodą tradycyjną, są tańsze od ekologicznych dostępnych gdzieś indziej. Na przykład pierś kurczaka zagrodowego kosztuje 30 zł za kilogram (eko na BB – 55 zł). Truskawki ekologiczne, ekojaja – cena rynkowa.

Dostawa

Pan kierowca, który przywiózł nam zakupy, powinien być wzorem dla wszystkich dostawców! Miła odmiana po gburowatych kurierach, którzy tak się spieszą, że w ogóle nie patrzą, z kim rozmawiają. A tak mogłam sobie chwilę pogawędzić i nawet dostałam specjalną, spersonalizowaną powitalną ulotkę z informacjami o Rano Zebrano.

ranozebrano_4

Koszt dostawy uzależniony jest od wagi i wartości zamówienia. Najtaniej wychodzi wtedy, gdy kupujemy towar za co najmniej 150 zł i waży on do 10 kg (1 zł).

Pomyłki w dostawie, jak wiadomo, zdarzają się wszędzie, tym razem też się zdarzyła. Nie mam o to pretensji, zwłaszcza że dotyczy to produktów pakowanych (zamieniony olej, brak makaronu) i zauważyłam to dopiero dwa dni po dostawie. W tej chwili czekam na informację, jakie są zasady postępowania w takich wypadkach.

Uaktualnienie: udało nam się zgrać i wymienić olej w dogodnym momencie. Kolejne zakupy przebiegły już bez pomyłek.

Podsumowanie

Jak już wspomniałam, idea bardzo mi się podoba i będę jej kibicować. Z pewnością zajrzę jeszcze nieraz na stronę sklepu, żeby sprawdzić, co nowego i smacznego się pojawiło. A także – żeby uzupełnić zapas płaskurki.

Platforma Rano Zebrano w moim mniemaniu jest przeznaczona dla świadomych konsumentów, którzy szukają lokalnej i sprawdzonej żywności, przygotowanych na to, że taka żywność kosztuje nieco więcej. W zamian oszczędzają czas, mają miłą dostawę do domu i produkty naprawdę wysokiej jakości. Piszę to, wyjadłszy mężowi pół pojemnika młodej kwaszonej kapusty (która nie do końca jest zgodna z moją dietą, ale nie mogłam się powstrzymać!).

Myślę, że sekret tkwi w staranności dostawców i samych inicjatorów sklepu Rano Zebrano. Mam nadzieję, że zyskają popularność, a może dzięki temu ceny będą niższe? Trzymam kciuki za rozwój sklepu i promowanie idei żywności lokalnej.

20 X2013

EKOankieta!

by joanna

Ponieważ w najbliższym tygodniu będę gościem w dwóch klubach mam (w poniedziałek o 11:00 – Bobo Camp oraz w piątek o 10:00 w moim dzielnicowym Klubie Mam i Tatusiów na Bielanach), gdzie opowiem co nieco o ekologicznym życiu, przygotowałam sobie listę tematów do poruszenia. I z tej listy wyszedł mi właściwie materiał na EKOankietę.

Proponuję Wam zabawę – sprawdźcie samych siebie, czy myślicie ekologicznie? Czy poniższe pytania wydają się Wam oczywiste (może poczujecie się urażeni, że pytam o takie oczywistości, hehe)? A może uważacie, że przesadziłam z tą ekologią na co dzień?

Potraktujcie to wyłącznie jako wstęp do głębszych przemyśleń. Nie chcę Was pouczać! Chętnie za to dowiem się, co sądzicie o poruszonych przeze mnie tematach. Które wydają się Wam wydumane, które są tak podstawowe, że aż dziwnie o nich rozmawiać? Przy niektórych pytaniach znajdziecie linki do moich wpisów, które mogą być inspiracją.

Czekam na Wasze opinie!

ekoankieta (więcej…)

26 VII2013

Fotorelacja: pierwsze spotkanie nowej kooperatywy spożywczej (Warszawa)

by joanna

W czwartek 25 lipca odbyło się pierwsze spotkanie Kooperatywy Spożywczej DOBRZE. A właściwie przyszłej kooperatywy – jeszcze jej nie ma, dopiero się tworzy. To jest dobry moment, żeby ludzie, którzy lubią działać wspólnie dla wspólnej korzyści, włączyli się w przygotowania tej nowej wspólnoty.

koop_2

Spotkanie, w którym uczestniczyło pewnie około 30 osób (z czego pewnie ponad połowa przyszła prosto z placu Zbawiciela, hihi), zaczęło się od prezentacji pomysłu.

koop_5

Torba blogerki Asi (dziarskapara.pl).

Prowadząca – Nina – określiła wstępne oczekiwania czterech pomysłodawczyń (Magdy, Niny, Ani i Asi), wśród których znalazł się plan utworzenia sklepu spółdzielczego z produktami ekologicznymi i pozyskiwanymi od lokalnych rolników.

koop_1

Myślę, że w tym miejscu należy podkreślić, że takie inicjatywy opierają się na wspólnym zaangażowaniu – to oznacza, że członkowie kooperatywy otrzymują profity w postaci dostępu do pewnych produktów, ale sami powinni angażować się w działanie spółdzielni. Może być to praca przy transporcie produktów, ważeniu ich, rozdzielaniu, pilnowaniu tabelek z zamówieniami, a także poszukiwanie dostawców, promocja itp.

Na spotkaniu zostaliśmy poproszeni o propozycje – co sami możemy dać kooperatywie i ile czasu jesteśmy w stanie jej poświęcić. Odezwałam się jako druga i powiedziałam, że nawet kilka godzin tygodniowo mogę przeznaczyć na działania na rzecz kooperatywy. No cóż… Inni nie byli tacy ochoczy, może oprócz kolegi, który zadeklarował trzy dni w tygodniu. Daje mi to do myślenia!

Po części teoretycznej i zebraniu propozycji (wśród których najwięcej było tych związanych z promocją, kilka z pracą fizyczną) przyszła pora na ekorolnika.

koop_3

Chyba wszyscy byli zauroczeni rolnikiem Marcinem.

Marcin przyjechał ze swoimi warzywami i opowiedział nam o swoim gospodarstwie. Co ciekawe, Marcin jest Ślązakiem, ale przeprowadził się do Ostrowi Mazowieckiej, gdzie dzierżawi pole i uprawia (głównie) warzywa. Bardzo ucieszyła mnie informacja, że stosuje kalendarz biodynamiczny – dzięki temu jego warzywa lepiej rosną i na pewno lepiej smakują!

koop_6

Potem mogliśmy odebrać zamówione warzywa. Jeszcze ich nie próbowałam, ale wyglądają pysznie.

koop_7

Jeśli ktoś zna osoby zainteresowane dostarczaniem kooperatywie produktów bez pośredników, niech koniecznie daje znać. Sama będę pytać wszystkich znajomych ekoproducentów, czy nie chcieliby mieć stałych odbiorców (docelowo pewnie kilkadziesiąt-sto osób).

koop_4

Ma być o nas głośno!

Niektóre założenia kooperatywy:

– wszyscy działają wspólnie, dzielą się pracą i zyskami,

– współpracuje z rolnikami i innymi producentami żywności ekologicznej, dzięki czemu taniej kupuje produkty dla swoich członków,

– część pieniędzy z zakupów wpływa na wspólny fundusz, pokrywający np. koszty paliwa,

– kooperatywa to nie tylko zakupy, to także pomaganie sobie i dzielenie się swoją wiedzą i umiejętnościami.

Moje wątpliwości:

– ludzie zawodzą, będzie sporo rozczarowań, będziemy się zniechęcać i kłócić,

– tam, gdzie są pieniądze, będą spory o pieniądze,

– zaufanie do producentów: kto będzie sprawdzał jakość produktów – certyfikaty itp.? Trzeba by mieć własną jednostkę kontrolującą, czy żywność jest naprawdę ekologiczna…

– sezonowość produktów: w zimie będzie posucha.

Ale może się mylę? Trzymam kciuki za inicjatywę i będę pomagała, jak umiem. I tyle czasu, ile będę miała. Zapraszam Was do współtworzenia kooperatywy!

07 VII2013

Moja zasada dotycząca kupowania żywności

by joanna

Jak już pisałam wczoraj, zamierzam podsumować kilka prostych zasad dotyczących właściwego odżywiania. Zaczynam od zasady dotyczącej sposobu kupowania żywności, bo od tego zależy jakość naszych posiłków.

Jedz żywność jak najmniej zanieczyszczoną, najlepiej ekologiczną lub własną. Sam/a przygotowuj posiłki, aby wiedzieć, co jesz.

Dlaczego to takie ważne? Przykład pojawił się dziś w mojej kuchni zupełnie niepodziewanie. Starszy syn może jeść tylko masło klarowane, więc sama je przygotowuję, ponieważ jest to bardzo proste i wychodzi nieco taniej niż kupowanie gotowego (przepis). Robię to systematycznie od kilku miesięcy i pierwszy raz znalazłam żywy dowód na to, jak jesteśmy oszukiwani na jakości, a wręcz – składzie produktów gotowych.

niemaslo_0

To, co widać na zdjęciu, na pewno nie jest masłem klarowanym. To jakaś obrzydliwa breja, mieszanina tłuszczów niewiadomego pochodzenia. Mam to dać czterolatkowi do jedzenia? W razie wątpliwości, jak wygląda masło klarowane, spójrzcie na to – gładkie, bez żadnych ok, grudek czy oddzielającej się cieczy.

maslo_klarowane_2

Gdybym mogła, robiłabym własne masło. Może i na to przyjdzie pora… Tymczasem musimy zwracać uwagę na to, co kupujemy. Najlepiej kupować produkty nieprzetworzone, do których niczego nie dodano – konserwantów, barwników itp. – aby panować nad składem naszych posiłków.

Czytajcie skład na opakowaniu! Na przykład moje ukochane orzeszki nerkowca bywają wzbogacone o jakieś związki siarki – takich nie kupuję. Podobnie jest z innymi bakaliami, które u nas zastępują słodycze. Najgorsze jest to, że choć skład podany przez producenta bywa w porządku, to już ten faktyczny jest dla nas, zwykłych konsumentów, tajemnicą… Cóż, przynajmniej wiadomo, jak w domu sprawdzić jakość masła.

Nawet gdybyśmy kupowali wyłącznie certyfikowaną żywność, wszystko opiera się na zaufaniu – do producenta, jednostek certyfikujących, kontrolerów… Duży biznes zawsze przyciąga hochsztaplerów i nic na to nie poradzimy. Więc może nie dajmy się zwariować i spróbujmy znaleźć złoty środek?

Jeśli chodzi o mięso (co nie dotyczy części naszych czytelników), nie ufam innym producentom niż ekologiczni, choć dopuszczam na stół wyroby od sprawdzonych dostawców (np. jagnięcina czy ryby – na ryby nie ma certyfikatu). Jak pisze Servan-Schreiber, znaleziono dowody na to, że jakość paszy spożywanej przez zwierzęta znacząco wpływa na jakość ich mięsa i mleka, szczególnie bilans kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, od których zależy równowaga w naszym organizmie i jego zdolność do obrony przed rakogennymi mutacjami.

Nabiału prawie nie jemy, oprócz tego nieszczęsnego masła, odrobiny żółtego sera (eko) i jajek (zerówek). Chyba pora na ekologiczne masło, przynajmniej dla J. Problem z mięsem i nabiałem polega też na sposobie traktowania zwierząt. Nie wierzę w lepszą śmierć, ale wierzę w lepsze życie. Jeśli jem mięso, to przynajmniej płacę komuś, kto dobrze traktował swoje pogłowie.

fasola_papryka

Zanieczyszczenia w warzywach i owocach powstają już na etapie kiełkowania ziarna w glebie, z której wzrastająca roślina czerpie pożywienie razem np. z metalami ciężkimi. (Nie mówię już o GMO, bo tu cała historia zaczyna się w laboratoriach). Potem dochodzi oczywiście jakość wody, w tym deszczu, oraz wszystkie nawozy i środki ochrony roślin, które skutecznie niszczą chwasty i nasze zdrowie. Na samym końcu są jeszcze środki konserwujące żywność, aby nie zepsuła się podczas transportu.

To, co możemy zrobić, to uważnie kupować warzywa i owoce. David Servan-Schreiber w swojej książce „Antyrak. Nowy styl życia” proponuje spisanie sobie listy warzyw i owoców, które są podatne na zanieczyszczenia np. pestycydami, oraz takich, które przyjmują ich stosunkowo mało. Dzięki temu, jeśli nie mamy pieniędzy na żywność ekologiczną, możemy kupować produkty bezpieczniejsze. A jeśli decydujemy się na kupowanie żywności organicznej, możemy częściowo zrezygnować z poszukiwania certyfikatów w wypadku tych warzyw i owoców, które znajdują się na liście „ŹRÓDŁO MNIEJ WAŻNE”.

Najbardziej skażone owoce – te należy kupować ze źródeł certyfikowanych:

Najbardziej skażone warzywa:

  • papryka,
  • seler naciowy,
  • zielona fasola,
  • ziemniaki (no więc, te 18 zł za 2 kg już mnie tak nie bolą, hehe),
  • szpinak,
  • sałata (ile to historii o śmierci chomików po sałacie słyszałam…),
  • ogórki,
  • dynia.

ananas_0

Mniej skażone owoce – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • banany,
  • pomarańcze,
  • mandarynki,
  • ananas,
  • grejpfrut,
  • melon,
  • arbuz,
  • śliwki,
  • kiwi,
  • jagody (u nas jagody rosną raczej dziko, więc powinny być bezpieczne, należy je tylko dobrze opłukać!),
  • mango,
  • papaja,
  • awokado.

Mniej skażone warzywa – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • brokuły,
  • kalafior,
  • kapusta,
  • grzyby,
  • szparagi,
  • pomidory (co za ulga! Kocham pomidory i nie zawsze czekam do BioBazaru z ich kupnem…),
  • cebula,
  • bakłażan,
  • groszek zielony,
  • rzodkiewka.

(Źródło: David Servan-Schreiber, „Antyrak. Nowy styl życia”, Warszawa 2009)

warzywa_eko_0

Co ważne, autor podkreśla, że lepiej zjeść nawet nieekologiczne warzywa czy owoce, niż jeść ich za mało. Wartość posiłku wychodzi i tak dodatnia dla naszego zdrowia. To dobra wiadomość dla tych, których nie stać na żywność organiczną i czują się z tego powodu sfrustrowani, bo wszędzie mówi się o zdrowym odżywianiu, ale ceny ekoproduktów jakoś nie spadają…

Na liście brakuje mi marchewki – nie badano jej? Na pewno nie dam dziecku nieekologicznej marchwi.

Nie dotarłam też (jeszcze) do badań na temat innych produktów – zbóż, kasz itp. Wiem natomiast, że jedną z najbardziej opryskiwanych roślin na świecie jest kawa i tę należy pić ekologiczną, najlepiej Fair Trade.

Dobrze mieć jednak świadomość, że nie wszystko nas truje.

A już wkrótce zastanowię się nad drugą wskazówką żywieniową – indeksem glikemicznym. Smacznego!

Do samodzielnej lektury:

Tu przeczytacie, jak pozbyć się niechcianych substancji z powierzchni owoców i warzyw:

http://domposwojemu.blogspot.com/2013/05/o-warzywach-owocach-i-pozbywaniu-sie.html

Parszywa dwunastka owoców i warzyw (lista nieco się różni):

http://dziecisawazne.pl/brudna-dwunastka-2012/

06 VII2013

Trzy wskazówki dobrego odżywiania i jeden nakaz

by joanna

warzywa_0

Pomyślałam sobie ostatnio, że skoro jedzenie zajmuje tyle miejsca w moim życiu (a przede wszystkim w głowie, bo ciągle muszę myśleć o tym, jak skomponować nasze posiłki z produktów, które kupuję w stanie nieprzetworzonym), to powinnam uporządkować swoją wiedzę i niewiedzę – sama dla siebie – i dać – sama sobie – jakieś proste wskazówki.

Sama lista produktów dozwolonych i zakazanych nie wystarczy. Jedzenie to przecież nie tylko materia, którą zamieniamy w posiłek. To energia, z której czerpiemy siły i zdrowie. Dodam, uprzedzając głosy krytyczne, że dobrze wiem, że jedzenie jest tylko jednym ze źródeł koniecznych nam do życia. Jest tak podstawowe, jak tlen do oddychania i rodzina do kochania. Dlatego właśnie, że wydaje się bardzo podstawową sprawą, często staje się tylko przymusem, obowiązkiem, czymś, na co nie chcemy poświęcać czasu. Dania gotowe, półprodukty, fast foody, przekąski na mieście to pożywienie dla tych, którym szkoda czasu na zadbanie o właściwy sposób odżywiania.

Choć wydaje się to trudne i z początku wymaga dużego wysiłku, zwłaszcza intelektualnego (jak np. znaleźć niektóre produkty, jak je połączyć, jak przyrządzić?), warto poszukać informacji na temat dobrego odżywiania – również posłuchać swojego organizmu. U nas problemem okazała się candida i dlatego mamy się na baczności, jeśli chodzi o cukier. Sporo mamy też zakazów z powodu nietolerancji pokarmowej. A przede wszystkim dziś chcemy odżywiać się lepiej.

Wyodrębniłam sobie trzy zasady, których chcę się trzymać – ale nie kurczowo, bez przesady, tak się nie da. Wszystkie trzy są tak samo ważne, kolejność losowa.

1. Jedz żywność jak najmniej zanieczyszczoną, najlepiej ekologiczną lub własną. Sam/a przygotowuj posiłki, aby wiedzieć, co jesz.

2. Jedz posiłki tak zbilansowane, aby miały niski lub średni indeks glikemiczny.

3. Przygotowuj posiłki, kierując się ich zasadotwórczością (dieta alkaliczna) – aby bilans był zasadowy.

Poza tymi trzema prostymi wskazówkami daję sobie nakaz, hehe.

Ciesz się jedzeniem – niewielkie odstępstwo od trzech powyższych zasad jest lepsze niż smutny posiłek według tabelek naukowców!!!

Postanowiłam zrobić krótkie podsumowanie każdej z tych zasad, choćby po to, aby samej zapamiętać różne fakty. Już przygotowuję spis tych produktów spożywczych, które mimo „tradycyjnej” metody upraw (z pestycydami i innymi smakołykami) przyjmują stosunkowo niewiele trucizny. Czyli: co można kupować nieeko. Lista przyda mi się na następny BioBazar, a to dlatego, że zapłaciłam dziś 18 zł za 2 kg młodych ziemniaków…

A jeszcze wczoraj wieczorem poszłam na bazar spożywczy (Wolumen) i wzorem kontenerowców (freeganów) pozbierałam z ziemi to, czego sprzedawcy nie chcieli zabrać z powrotem:

freeganizm

Zbiory niewielkie, ale czasu było mało. Następnym razem będzie lepiej!

 

20 IV2013

Ogrodnictwo balkonowe – zasiałam truskawki!

by joanna

Jestem ogrodowym laikiem i szybko się to nie zmieni, ale muszę przyznać, że pielęgnowanie roślin jest przyjemne. Gdybym miała własny ogródek przy domu, na pewno postarałabym się bardziej, obecnie jestem skazana na balkon i nadziałkę (jak mówi J.).

Dziś wreszcie uporządkowałam sprawy balkonowe, a impulsem był zakup w sklepie Tchibo dwóch kompletów do samodzielnego wysiania truskawek (promocja – drugi produkt 50% taniej). Za 45 zł otrzymałam dwie doniczki z osłonkami, ziemię i nasiona z gwarancją, że nie są GMO.

truskawki_tchibo

Postanowiłam, że dziś wreszcie skończę z nieładem w głównej donicy i usunąwszy badyle oraz dziwne przedmioty wrzucone przez sąsiadów z góry, posadziłam jałowiec i bratki (otrzymane za elektrośmieci) oraz mieczyk, który J. sadził w przedszkolu.

balkonowy_ogrodek_1

Ten żółty płyn na zdjęciu to woda z kiełkownicy (akurat hodujemy ekokiełki soczewicy) – ma ona podobno dużo dobrych składników potrzebnych roślinom. Traktuję ją jako naturalny nawóz.

balkonowy_ogrodek_2

Rozsadziłam też moje pomidorki, które dostałam od Kasi – słucham jej rad, co robić z nimi, bo opanowanie zasad hodowli pomidora trochę mnie przerasta. I oczywiście zasiałam truskawki. Niemieckie, he he. Kupione w sklepie z kawą. Taki świat…

A wszystkie rośliny będę oczywiście opryskiwać wywarem z orzechów piorących!

 

Strony:12»