27 VI2017

Kubeczek menstruacyjny Yuuki – recenzja

by joanna

Kubeczek menstruacyjny Yuuki to kolejny model kubeczka, który testuję. Wbrew pozorom dobranie takiego sprzętu nie jest sprawą oczywistą. Większość pań znajduje swój model już za pierwszym zakupem, który służy im przez lata. Bywa jednak, że znalezienie swojego kubeczka zajmuje nieco czasu. A warto: kubeczek to nie tylko ekologiczne i zero waste’owe rozwiązanie, ale także ekonomiczne.

Wydaje mi się, że w Polsce rozmawianie o menstruacji wciąż jest uznawane za coś nadmiernie intymnego. Większość kobiet, które znam, zostało „wychowanych” na podpaskach i tamponach, głównie dzięki reklamom pokazującym tylko te dwa rozwiązania na dni okresu. Jaka szkoda, że w telewizji czy radiu nie występują kubeczki menstruacyjne! Być może więcej kobiet zainteresowałby się tą metodą higieny podczas miesiączki. Metodą nie tylko w duchu zero waste i ekologii, ale też ekonomii.

Tu znajdziesz pełny wybór kubeczków menstruacyjnych dostępnych w Drogerii Ekologicznej.

Kubeczek menstruacyjny Yuuki

Kubeczek menstruacyjny Yuuki

Kubeczek menstruacyjny Yuuki

Gdzie kupić: Drogeria Ekologiczna Better Land

Cena: 61,99 zł

Uwaga, z kodem rabatowym MEB5 uzyskacie 5% zniżki!

Mój wybór: Yuuki Classic S (1) 

Informacje producenta

Yuuki jest produktem czeskim, wykonanym z silikonu medycznego. Tak jak wszystkie kubeczki, należy go wysterylizować przed pierwszym użyciem po przerwie, a po każdym opróżnieniu przepłukać wodą, co jakiś czas – przemyć wodą z delikatnym mydłem.

Rozmiar S:

  • średnica: 42 mm
  • długość: 49 mm
  • długość łodyżki: 18 mm
  • pojemność: 24 ml
  • pojemność do znacznika bezpieczeństwa: 13 ml

Rozmiar L:

  • średnica: 47 mm
  • długość: 56 mm
  • długość łodyżki: 19 mm
  • pojemność: 37 ml
  • pojemność do znacznika bezpieczeństwa: 25 ml

Dostępne są dwie twardości: classic (twarda) i soft (miękka).

Kubeczek menstruacyjny Yuuki S (1)

Kubeczek menstruacyjny Yuuki S (1)

Moim zdaniem

Wybrałam kubeczek o mniejszej pojemności i większej twardości. Mimo że w zaleceniach rozmiar S (1) jest przeznaczony dla kobiet, które nie rodziły lub dla kobiet poniżej 28. roku życia, w moim wypadku kubeczek nie może być zbyt miękki. Poprzednie modele, których używałam, różniły się twardością, co znacznie wpływało na komfort ich używania.

Porównanie kubeczków: różowy Lily Cup Compact, przezroczysty Yuuki, fioletowy MeLuna, żółty Lady Cup

Porównanie kubeczków: różowy Lily Cup Compact B, przezroczysty Yuuki S(1), fioletowy MeLuna M, żółty Lady Cup S

Jestem drobna i mam mocne mięśnie miednicy, dlatego mimo wieku i porodów muszę mieć twardszy kubeczek, który stawi opór mięśniom przesuwającym go w głąb pochwy. Zwłaszcza że z kubeczkiem jeżdżę na rowerze. Natomiast po różnych próbach przekonałam się, że moja szyjka macicy głównego dnia okresu jest bardzo nisko i to powoduje, że kubeczek nie ułoży się idealnie, dopóki szyjka się nieco nie cofnie (bo kubeczek opiera się o nią i nie jest szczelny). Mimo to właśnie Yuuki, najtwardszy model, jaki miałam okazję testować, sprawdza się najlepiej.

Nie tylko zero waste

Yuuki to produkt o bardzo wysokiej jakości, którego cena jest według mnie niezwykle przystępna. Około 60 zł, zwykle wydawanych na podpaski czy tampony, amortyzuje się w ciągu kilku miesięcy. Prawidłowo dobrany i używany kubeczek nie generuje kosztów (chyba że chcemy mieć dodatkowe środki do odkażania, takie jak spray czy tabletki). Zaoszczędzamy na kupowaniu środków higienicznych, nie dokładamy do śmieci kolejnych odpadów w postaci zużytych tamponów i podpasek (mam nadzieję, że nie muszę przypominać, że nie wolno wrzucać ich do kanalizacji!).

Porównanie kubeczków: różowy Lily Cup Compact, przezroczysty Yuuki, fioletowy MeLuna, żółty Lady Cup

Porównanie kubeczków: różowy Lily Cup Compact, przezroczysty Yuuki, fioletowy MeLuna, żółty Lady Cup

Poza tym kubeczek to niezwykła wygoda. Pozwala naprawdę zapomnieć o okresie, ponieważ jest niewyczuwalny, a przy tym łatwo go opróżnić. Nawet bez wody – wystarczy przetrzeć go papierem toaletowym i umyć przy najbliższej okazji. (Tak robię poza domem, gdy nie chcę płukać go w umywalce, której nie mogę po sobie umyć – kwestia empatii wobec innych użytkowników). W lesie można przepłukać go wodą z bidonu, a ostatecznie… własnym moczem.

Można także zaopatrzyć się w specjalne kompostowalne i biodegradowalne chusteczki do odkażania kubeczka Lunette. Do mycia kubeczka można, oprócz delikatnego mydła, używać specjalnego wegańskiego płynu Lunette.

Jeśli chciałabyś wypróbować kubeczek menstruacyjny, ale nie wiesz, jak się do tego zabrać, koniecznie obejrzyj materiały przygotowane przez Gosię Jackowską-Poloch, znajdujące się na YouTube.

Porównanie kubeczków: różowy Lily Cup Compact B, przezroczysty Yuuki S(1), fioletowy MeLuna M, żółty Lady Cup S

Porównanie kubeczków: różowy Lily Cup Compact B, przezroczysty Yuuki S(1), fioletowy MeLuna M, żółty Lady Cup S

Porównanie kubeczków:

18 VI2017

Filtry przeciwsłoneczne Anthyllis – nasz wybór 2017

by joanna

Filtry przeciwsłoneczne to obowiązkowy zakup na początku sezonu letniego, jeśli planujemy przebywać na słońcu dłużej niż zwykle. Produkty włoskiej marki Anthyllis znamy od dawna i mamy do nich zaufanie, dlatego w tym roku wybraliśmy ochronę przeciwsłoneczną właśnie tego producenta.

Być może pamiętacie o najważniejszych zasadach, którym kieruję się przy kupowaniu kosmetyków chroniących przed słońcem. Oczywiście najlepszym kosmetykiem, w dodatku zupełnie bezpłatnym, jest… cień. Unikanie ekspozycji na pełne słońce nie ochroni nas zupełnie przed jego promieniami, jednak ja wyznaję zasadę, że skoro potrzebujemy światła do prawidłowego funkcjonowania (psychicznego i fizycznego), to przesadą jest stosowanie kosmetyków z filtrem poza konkretnymi sytuacjami.

Filtry przeciwsłoneczne Anthyllis

Filtry przeciwsłoneczne Anthyllis

Nie używam filtrów przeciwsłonecznych na co dzień, nie smaruję nimi moich dzieci, bo uważam, że skóra atopowa (a taką właśnie mają nasi synowie) więcej pożytku będzie miała ze słońca niż z warstwy filtra ochronnego.

Jeśli potrzebujecie dokładniejszych informacji na temat opalania, odsyłam do wpisu z 2016 roku, który nie stracił na aktualności: Filtry 2016: to musisz wiedzieć (więcej…)

05 VI2017

Julita Bator – „Młodziej, piękniej, zdrowiej…” – recenzja

by joanna

Julita Bator to autorka, którą cenię za zdrowy rozsądek. Tak jak w książce „Zamień chemię na jedzenie”, tak i w najnowszym poradniku „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę” znajdziemy bezpretensjonalnie opisane rady, jak sprawić, że staniemy się piękniejsze (albo piękniejsi).

julta_bator_0

Książka to zbiór bardzo konkretnych przykładów, jak prostymi środkami wzmocnić i oczyścić organizm, aby odwdzięczył nam się zdrowym i pięknym wyglądem. Są to środki czasem tak proste, że nie wymagają większych zmian w życiu. Większość jednak łączy się z systematycznością – Julita Bator zachęca nas do poprawienia swojego życia i samopoczucia, motywując jednocześnie, aby to była zmiana na stałe, a nie – tylko do osiągnięcia pierwszych efektów.

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Młodość, piękno i zdrowie

W pierwszej części poradnika autorka zamieszcza rady z najróżniejszych dziedzin. Od porad, jak korzystać ze słońca (jej umiarkowane podejście bardzo mi się podoba!), przez urozmaicanie diety (kolagen – akurat nie dla weganów; naturalne probiotyki), po pielęgnację ciała za pomocą kąpieli i aktywność sportową. Najciekawszy był dla mnie rozdział dotyczący postu wg dr Dąbrowskiej. Wciąż się nie odważyłam na ten rodzaj diety oczyszczającej, ale Julita Bator zainspirowała mnie do przemyślenia, czy nie warto spróbować.

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Wszystkie podane w tej części rady opierają się na naturalnych kosmetykach czy pożywieniu i według mnie są przygotowane racjonalnie, z myślą również o zabieganym mieszczuchu.

Trzystopniowy program odnowy

Autorka „Młodziej, piękniej, zdrowiej…” proponuje, aby wdrożenie zmian w życie przeprowadzić trzystopniowo. Pierwszy etap polega na usuwaniu z pokarmu i otoczenia źródeł zanieczyszczeń, mających wpływ na nasz organizm: zanieczyszczonej żywności, żywności wysoko przetworzonej,  tym cukier, a także – jeśli widzimy negatywny wpływ na nas – mleko czy gluten. Dotyczy to także środków chemicznych używanych do sprzątania.

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Drugi etap do oczyszczenie dzięki diecie i zabiegom pielęgnacyjnym. Trzeci – uzupełnienie, czyli dieta bogata w odpowiednie składniki – prowadzona jednak według zasady umiaru.

Niezbędnik

Ostatnia część książki poświęcona jest konkretnym radom, jak dobierać kosmetyki, czego w nich unikać. Autorka stawia na naturalne kosmetyki i sposoby pielęgnacji, pisze m.in. o farbowaniu włosów.

Książka kończy się spisem już bardzo konkretnych wskazówek, czego osobiście używa autorka, jakich kosmetyków czy sprzętu domowego. Są tam również przydatne źródła informacji, jeśli ktoś chciałby zgłębić dany temat.

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Podsumowując, uważam, że książka – oprócz tego, że jest ładnie wydana i napisana bez zadęcia – jest cennym źródłem informacji, zwłaszcza dla osób zagubionych w gąszczu mitów i prawd. Odbieram poradnik Julity Bator jako książkę zaadresowaną do osób raczej po 30. roku życia (może niesłusznie), szukających sposobów na poprawę swojego samopoczucia i wyglądu, ale bez radykalnych kroków. W dodatku podobają mi się odwołania do metod naszych babć. I choć nie wszystkie rady mnie przekonują (jestem sceptyczna wobec metody badania włosów), widzę duży plus w wyważonym tonie całej lektury. Zachęcam do przeczytania!

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”, wyd. Znak, Kraków 2017

Cena okładkowa: 36,90 zł

01 VI2017

Hydrophil – z szacunku do wody

by joanna

Hydrophil to niemiecka firma produkująca przedmioty codziennego użytku, które oprócz tego, że są wegańskie, naturalne i biodegradowalne, to jeszcze powstają w sposób sprawiedliwy i z naciskiem na oszczędność wody. Przyjrzeliśmy się ofercie i deklaracjom producenta.

Hydrophil, patyczki do uszu, kubek do zębów i balsam do ust

Hydrophil, patyczki do uszu, kubek do zębów i balsam do ust

Przyznaję, że niełatwo jest wybierać świadomie. Dzisiejsze zaawansowanie globalizacji zastawia na nas tyle pułapek, że większość decyzji konsumpcyjnych podejmujemy, kierując się metodą mniejszego zła. W zależności od osobistych pobudek wybieramy mniejszy ślad węglowy, mniejsze zużycie wody, materiały biodegradowalne albo bez opakowań. A czasem wybieramy coś, na co nas po prostu stać.

Szczoteczki do zębów Hydrophil

Szczoteczki do zębów Hydrophil

O marce Hydrophil pisałam już kilka słów przy okazji recenzji bambusowych szczoteczek do zębów. Szczoteczki to jeden z tych produktów, które należy wymieniać stosunkowo często (co 3 miesiące) i nie bardzo dadzą się zastąpić. Te z bambusa wprawdzie przemierzają daleką drogę do Europy, ale ich wytwarzanie wiąże się z odpowiedzialnymi wyborami.

Hydrophil to niemiecka marka, która postawiła sobie za cel produkcję przedmiotów z zachowaniem trzech zasad: water neutral (neutralność pod względem zużycia wody), wegańskość oraz bycie fair. I choć część ich produktów powstaje na drugim końcu świata, warto rozważyć za i przeciw wyborowi właśnie Hydrophil.

Szklane opakowanie płynu do płukania ust Hydrophil

Szklane opakowanie płynu do płukania ust Hydrophil

W obecnej ofercie znalazły się bambusowe szczoteczki (również dziecięce), bambusowe etui na szczoteczki, ceramiczny stojak na szczoteczkę, kubek (np. do zębów), patyczki do uszu, ziołowy płyn do płukania ust, olejek do wrażliwych zębów i dziąseł, woreczek na mydło – myjka, odżywczy balsam do ust oraz gąbka konjac.

Water neutral

10% swoich dochodów Hydrophil przeznacza dla organizacji Viva con Agua, która zajmuje się udostępnianiem źródeł wody w miejscach, gdzie jest trudna do zdobycia – w Etiopii, Ugandzie, Nepalu, Indiach (więcej na ten temat przeczytacie na stronie http://www.vivaconagua.org). Poza tym firma dokłada starań, aby produkcja przedmiotów z marką Hydrophil była przeprowadzana z zachowaniem maksymalnej oszczędności wody. Takim przykładem jest wykorzystanie bambusa, rośliny niepotrzebującej dodatkowego nawadniania, a rosnącej bardzo szybko.

Szczoteczki do zębów Hydrophil

Szczoteczki do zębów Hydrophil

Barwniki używane do produkcji np. szczoteczek nie zawierają olejów mineralnych ani innych dodatków szkodzących środowisku.

Hydrophil popularyzuje także wiedzę w samych Niemczech na temat zalet picia wody kranowej. W swojej ofercie ma litrową, szklaną butelkę na kranówkę (niedostępna jeszcze u nas). Przydałoby się to również i w Polsce!

Wegańskie i sprawiedliwe

Produkty Hydrophil mają certyfikat Cruelty Free and Vegan, dzięki czemu weganie mogą kupować je bez obaw.

Skład płynu do płukana ust Hydrophil

Skład płynu do płukana ust Hydrophil

Choć produkty Hydrophil nie mają żadnego oficjalnego certyfikatu, producenci zapewniają, że są one produkowane zgodnie z zasadami fair trade. Jak wygląda to w wypadku szczoteczek, można obejrzeć na filmie:

Vom Ursprung zur nachhaltigen Zahnbürste aus Bambus from HYDROPHIL on Vimeo.

Mimo że szczoteczki powstają w Chinach, ich jakość nie budzi żadnego zastrzeżenia. Nylonowe włosie nie zawiera BPA, a rączka jest całkowicie biodegradowalna. Przyznaję, że nie kompostowałam jeszcze tych szczoteczek, ale chyba spróbuję!

Mniej plastiku

Produkty Hydrophil są opakowane w taki sposób, aby jak najmniej szkodzić środowisku. Wybór padł na kartonowe pudełka z recyklingu czy szklane butelki, a także metalowy pojemnik, który można napełniać wielokrotnie balsamem do ust.

Kubek do zębów Hydrophil

Kubek do zębów Hydrophil

Kubek do zębów został wykonany z Arboblendu, polimerów pochodzenia roślinnego (lignina plus celuloza). Materiał wygląda jak tworzywo sztuczne, jest wytrzymały i dość odporny na temperaturę, dodatkowo – biodegradowalny (choć podejrzewam, że jak w większości materiałów tego typu nie chodzi tu o rozkład w przydomowych kompostownikach, ale przy użyciu bardziej zaawansowanej technologii).

Gąbka konjac z kolei jest… wypiekana z mąki roślinnej (azjatycka tradycja sprzed 1500 lat). Muszę przyznać, że mnie zaintrygowała i chyba jej spróbuję.

Balsam do ust Hydrophil

Balsam do ust Hydrophil

Oprócz szczoteczek do zębów do higieny jamy ustnej Hydrophil oferuje naturalne kosmetyki: płyn do płukania i olejek do pielęgnacji wrażliwych dziąseł. Płyn jest bardzo skoncentrowany i pojemność 100 ml starcza na 130 litrów płukanki (choć ja wolę intensywniejszy smak i słabiej go rozcieńczam).

Patyczki do uszu Hydrophil

Patyczki do uszu Hydrophil

Hydrophil – czego używamy?

  • Szczoteczki do zębów – dla dzieci i dorosłych, kupujemy regularnie (tu recenzja).
  • Biodegradowalne patyczki do uszu z bambusa i bawełny (tu kupisz) – wiem, że patyczki to zbytek i staram się ograniczać ich używanie.
  • Kubek do zębów (tu kupisz) – rzecz niekonieczna, jednak byłam go bardzo ciekawa.
  • Płyn do płukania jamy ustnej (tu kupisz) – w szklanej butelce, do rozcieńczania. Zalecana ilość (3 krople) jest dla mnie niemal bez smaku, więc używam mniej wody.
  • Balsam do ust (tu kupisz) – wegański i bardzo przyjemny, w dodatku pojemnik, który wróci do producenta, zostanie wypełniony na nowo.
Płyn do płukania ust Hydrophil

Płyn do płukania ust Hydrophil

Sądzę, że Hydrophil to jedna z tych firm, którymi warto się zainteresować, kiedy zmierzamy w stronę eko i zero waste. Nie wszystkie produkty mnie przekonują, ale jestem wielbicielką szczoteczek do zębów, patyczków do uszu i balsamu do ust. Będę obserwować ofertę producenta i jego poczynania.

A Wy – znacie już Hydrophil?

24 V2017

Fairpants – polska sprawiedliwa bielizna

by joanna

Fairpants to pierwsza polska (i europejska!) firma produkująca bieliznę z bawełny organicznej z certyfikatem Fairtrade. Dlaczego jest wyjątkowa? Postaram się wyjaśnić cztery główne powody, dlaczego warto się jej przyjrzeć.

Fairpants - model classic

Fairpants – model classical

Produkcja bawełny jest jedną z najbardziej obciążających środowisko (zużycie wody i środków ochrony roślin), a dodatkowo wymagającą pracy ludzkich rąk (maszyna nie zbierze kłaczków bawełny tak dokładnie jak ludzie). Dlatego gdy sprawiamy sobie nowe ubrania, powinniśmy pamiętać o koszcie, jaki ponosi planeta, gdy powstają np. nasze dżinsy (nawet 8000 litrów wody). (więcej…)

13 V2017

Econatural, papier toaletowy z tetrapaków – recenzja

by joanna

Papier toaletowy Econatural włoskiej firmy Lucart Professional to przykład, że recykling tetrapaków (czyli kartonów np. po sokach czy mleku) to nie mit. Przyznaję, że doceniam pomysłowość Włochów. I zastanawiam się, czy takie odzyskiwanie jest możliwe i opłacalne w Polsce.

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Jeśli pamiętacie recenzję innego włoskiego papieru – Winni’s – to w porównaniu Econatural Lucart Professional wypada według mnie ciekawiej. Przede wszystkim dlatego, że jest wykonany w 100% z odzyskanej celulozy pochodzącej z opakowań po napojach. Tych kłopotliwych opakowań, których w Polsce praktycznie się nie przetwarza ze względu na skomplikowaną metodę odzysku surowca. Wygląda na to, że powinniśmy odsyłać je do Włoch.

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Gdzie kupić: Drogeria Ekologiczna

Cena: 7,63 zł za 4 (dłuższe) rolki, 8,09 zł za 10 (mniejszych) rolek

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Certyfikaty: FSC (recycled), Ecolabel

Informacje producenta

Papier toaletowy wykonany w 100%  recyklingu – z celulozy odzyskanej z opakowaniach po napojach.

Wersja czteropaku:

  • 4 rolki,
  • 44 m każda,
  • 400 podwójnych listków,
  • delikatnie perfumowany,
  • perforowany (wzór w róże),

W wersji 10-paku rolki są krótsze (17,6 m, 160 listków).

Wyprodukowany we Włoszech.

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Nasza opinia

Przede wszystkim brawo za recykling kartonów po napojach. Szczerze mówiąc sądziłam, że taki papier toaletowy musi być bardzo drogi, a w tym wypadku cena wychodzi około 1,9 zł za długą rolkę (w dziesięciopaku rolka kosztuje 80 groszy, ale jest 2,5 raza krótsza).

Nie zrozumiem natomiast powodu, dla którego papier jest lekko perfumowany. Dla mnie to zupełnie niepotrzebne (może wynika z jakichś przyzwyczajeń Włochów).

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Papier toaletowy Econatural z tetrapaków

Papier jest bury (i świetnie, nie został wybielony), delikatny i dość cienki, a mimo to zwarty. Tłoczenia w różyczki dodają mu elegancji. Sprawdza się zupełnie jak zwykły papier toaletowy, czyli tak, jak powinien.

Papier Econatural: zalety

  • został wyprodukowany w 100% z odzyskanej celulozy z opakowań po napojach,
  • niebielony,
  • delikatny, ale mocny,
  • długie rolki,
  • tłoczenia w różyczki.

Papier Econatural: wady:

  • jest produkowany we Włoszech – dla polskich konsumentów ślad węglowy jest niemały,
  • niepotrzebnie perfumowany,
  • mógłby być pakowany w coś przyjaźniejszego naturze niż folia.

Podsumowując, papier z tetrapaków przemawia do mnie (choć oczywiście wolałabym, żeby tetrapaków nie było wcale, bo proces odzyskiwania surowców na pewno nie jest oszczędny). Widzę jednak sens w takim wyborze, mimo odległości od miejsca wyprodukowania. Jeśli potrzebujemy ekopapieru np. dla gości, ten będzie znakomity. Patrząc na niego, raczej nikt sam z siebie się nie domyśli, że powstał w taki sposób. Polecam Waszej uwadze!

08 V2017

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo. Recenzja

by joanna

Książkę Marka Rabija Życie na miarę przeczytałam niedawno, ale książka nawet rok po wydaniu nie straciła nic na aktualności. Mam świadomość, że cztery lata po katastrofie w Rana Plaza niewiele się zmieniło, zarówno w Bangladeszu, jak i innych azjatyckich państwach-szwalniach. I w naszych głowach.

Marek Rabij, Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo

Marek Rabij, Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo

– Oczywiście, że temat nie jest zamknięty – powiedział mi autor Życia na miarę. – Ale temat szycia ubrań w ubogich krajach Azji nie jest już tak popularny, wydawnictwa nie proszą o teksty, bo ludzie przestali się tym interesować. Tak będzie do kolejnej katastrofy – kwituje Marek Rabij, który pojechał do Dhaki dwukrotnie, aby przyjrzeć się z bliska biznesowi odzieżowemu w Bangladeszu. (więcej…)

03 V2017

Bee’s Wrap – bawełna zamiast plastiku. Recenzja

by joanna

Bee’s Wrap to ekologiczny i wielorazowy zamiennik plastikowych opakowań na żywność. W dodatku lekki i idealnie dopasowujący się do kształtu np. kanapki. Wodoodporny, szczelny i… naturalny. Jak sprawdza się w praktyce?

Bee’s Wrap - 3 wersje: średnia (25 cm x 27,5 cm), duża (33 cm x 35 cm) oraz kanapkowa (33 cm x 33 cm)

Bee’s Wrap – 3 wersje: średnia (25 cm x 27,5 cm), duża (33 cm x 35 cm) oraz kanapkowa (33 cm x 33 cm)

Na opakowania Bee’s Wrap trafiłam dzięki facebookowej grupie poświęconej idei zero waste (życia bez odpadów). Choć mam dość dobrze wypracowany system przewożenia jedzenia np. do pracy (patrz tutaj), to skusiły mnie deklarowane przez producenta i dystrybutora zalety opakowania tego typu. Stąd nasze testy trzech bawełnianych owijek, pokrytych pszczelim woskiem.

(Oczywiście, produkt nie jest wegański, ponieważ zawiera wosk pszczeli. Być może da się go zastąpić jakąś substancją pochodzenia roślinnego?).

Bee's Wrap wersja na kanapkę, z guzikiem

Bee’s Wrap wersja na kanapkę, z guzikiem

Bee’s Wrap – bawełniane owijki na żywność

https://www.ecokitchen.pl/bees-wrap/

Cena: od 39 zł/sztuka, wrap na kanapkę – 59 zł

W instrukcji przeczytamy, że jedna owijka starczy na rok. Sprawdzimy!

W instrukcji przeczytamy, że jedna owijka starczy na rok. Sprawdzimy!

KOD RABATOWY

Uwaga, uwaga. Od 4 do 15 maja nasi czytelnicy uzyskają w sklepie EcoKtchen 10% rabatu, po wpisadniu kodu rabatowego ORGANICZNI – korzystajcie!

Informacje producenta

Wrapy powstają od 2012 roku dzięki ręcznej pracy grupy kobiet w Vermont w Stanach Zjednoczonych. Składają się z bawełny organicznej, wosku pszczelego, olejku jojoby i żywicy.

Co trzeba wiedzieć o Bee's Wrap

Co trzeba wiedzieć o Bee’s Wrap

Produkt jest wielorazowy – czyści się go zimną wodą z dodatkiem delikatnego mydła.

Wrapy są przeznaczone do przechowywania warzyw, owoców, pieczywa, serów, grzybów itp. To, czego nie można zapakować bezpośrednio w owijkę, można umieścić w szklanej misce, którą przykryjemy wrapem.

Spakowany baton owsiany

Spakowany baton owsiany

Do szczelnego zapakowania żywności w Bee’s Wrap wystarczy ciepło naszych dłoni, które podgrzeje wosk i sprawi, że materiał zespoli się ze sobą lub np. miską.

Elegancko zapakowana kanapka do szkoły

Elegancko zapakowana kanapka do szkoły

Nasza opinia

Przy pierwszym spotkaniu z owijkami byliśmy wszyscy dość sceptyczni, ponieważ wyglądają one po prostu jak sztywniejszy kawałek materiału. Natomiast od razu urzekł mnie przyjemny zapach, mieszanina wosku pszczelego, olejku jojoby i żywicy.

Jak owijać kanapkę

Jak owijać kanapkę

Poddaliśmy owijki różnym próbom, z czego najtrudniejsza polegała na sprawdzeniu, jak materiał poradzi sobie z przeciekającym pudełkiem, do którego wlaliśmy wodę. Nawet mój mąż dał się przekonać, że wrapy naprawdę nie przeciekają.

Nasz starszy syn przez kilkanaście dni dostawał w owijce z guzikiem szkolne kanapki i był z tego faktu bardzo zadowolony. Chciałabym docelowo zamienić jego dużą, plastikową śniadaniówkę na coś, co lepiej układa się w plecaku. Myślę, że pszczela owijka to dobry trop.

Pakowanie kanapki do Bee's Wrapa

Pakowanie kanapki do Bee’s Wrapa

Oprócz wody i kanapek do owijek pakowałam batony owsiane oraz ogórki kwaszone. Wszystko przeżywało bez szwanku, świeże i (w wypadku ogórka) odpowiednio wilgotne.

Pakowanie ogórka kwaszonego

Pakowanie ogórka kwaszonego

Minusem, który na pewno warto podkreślić, jest odległość, skąd do Polski przybywają Bee’s Wrap. Ślad węglowy jest tu niestety istotny. Przez to także i polska cena może wydawać się wysoka. Nie zapominajmy jednak, że dolar kosztuje teraz tyle, co euro.

Pakowane batona owsianego

Pakowane batona owsianego

Podsumowując, bardzo polecam Waszej uwadze Bee’s Wrapy, dostępne w EcoKitchen. Cena mnie nie zniechęca, bo wiem, że owijki przy odpowiednim traktowaniu starczą na długo. Z pewnością jest to bez porównania bezpieczniejszy i zdrowszy sposób przechowywania czy transportowania żywności od używania plastiku. Jedynym ograniczeniem – dość oczywistym – jest konieczność unikania kontaktu wrapa z surowym mięsem. Ponieważ owijkę można myć wyłącznie zimną wodą, nie dałoby się skutecznie usunąć z niej bakterii itp.

Zapakowany ogórek

Zapakowany ogórek

O tym, jak zrobić podobne owijki w domu, pisze Julia Wizowska – być może zainspiruje Was do samodzielnego działania. Jak powiedziała mi Julia, jej domowe owijki nie są aż tak szczelne, żeby nie przepuszczać wody.

23 IV2017

Półmaska rowerowa CityMask – recenzja

by tadeusz

Półmaska rowerowa CityMask trafiła do nas pod koniec sezonu najgorszego zanieczyszczenia powietrza w Warszawie, co nie oznacza, że nie okazała się potrzebna. Przetestowaliśmy dwa egzemplarze maski (różniące się jedynie wzorem).

Półmaska rowerowa CityMask

Półmaska rowerowa CityMask

Stan powietrza w Polsce jest fatalny. Szczególnie źle jest w miastach na południu Polski, takich jak Kraków, w którym przez 53 z 90 pierwszych dni tego roku były przekroczone normy zanieczyszczenia pyłem PM10, co nie zmienia faktu, że i Warszawie nie jest różowo. Od początku roku przez kilkadziesiąt dni były przekroczone normy, w tym przez kilka dni były to stany kilkukrotnie przewyższające polską normę. Takie stężenie pyłów czuje się już wyraźnie bez żadnych urządzeń pomiarowych – drapie w gardle, pali w płucach, czasem szczypią oczy…

Dodatkowo wiosenny sezon pyleń sprawia, że alergicy (szczególnie jeżdżący na rowerze) mają dodatkowe utrudnienie w postaci alergenów fruwających w powietrzu. Takie warunki prowadzą do prostych wniosków – trzeba nosić maski.

Półmaski rowerowe CityMask

Półmaski rowerowe CityMask

Jako drugi producent swoje maski do testów przysłał nam CityMask. Ponieważ naszym podstawowym środkiem transportu są rowery, poprosiliśmy o model dla rowerzystów. Dostaliśmy dwie maski, które nie zachwyciły nas swoim wyglądem – ani zielona panterka, ani niebieskie ptaszki nie pasowały jakoś szczególnie do naszych strojów rowerowych, ale mniejsza z tym – tu chodzi o życie i zdrowie.

Półmaska rowerowa CityMask

Półmaska rowerowa CityMask

Półmaska rowerowa CityMask

www.citymask.eu

Cena: 12,60 zł

Wyprodukowane: w Polsce

Filtr:

Wymienny? Nie

Certyfikat: brak

Ochrona: filtruje cząsteczki PM 10, PM 2,5, submikronowe, pochłania dwutlenek siarki i tlenek azotu

Materiał: 4 warstwy: włóknina osłonowa, włóknina filtracyjna, włóknina z węglem aktywnym, włóknina osłonowa (polipropylen, poliester)

Rozmiary: jeden rozmiar

Sposób mocowania: dwie regulowane gumki, zacisk na nos

Półmaski rowerowe CityMask

Półmaska rowerowa CityMask

Nasza opinia

W przeciwieństwie do wielu modeli, w tym komina testowanego przez nas wcześniej, nie są to maski wielokrotnego użytku. Nie są też jednorazowe. Są gdzieś pomiędzy, bo można ich używać wiele razy, ale potem nie pierze się ich ani nie wymienia filtra, tylko wyrzuca całą maskę do śmieci. To wada, choć maska powinna wystarczyć na dość długo – producent pisze na swojej stronie, że można jej używać aż do całkowitego zapchania filtra pyłem, a to nawet przy mocno przekroczonych normach zajmie wiele godzin. Moja maska pracowała ok. 6 godzin przy zanieczyszczeniu na poziomie ok. 200% normy i nie udało mi się jej zapchać.

Półmaski rowerowe CityMask

Półmaski rowerowe CityMask

Wracam jednak do moich wrażeń z użytkowania maski. Generalnie są dobre. Maski CityMask są bardzo lekkie i wygodne. Przy dłuższym użytkowaniu odciskają lekki ślad na twarzy (ważne, żeby przylegały ściśle), ale nie obcierają. Gumki mocujące maskę na głowie reguluje się bardzo łatwo, podobnie zacisk na nos. Dobre dopasowanie i ścisłe przyleganie maski są bardzo ważne, żeby zanieczyszczone powietrze nie wpadało przez szczeliny, a tylko przez filtr. Oddychanie jest lekko utrudnione, bo powietrze musi przechodzić przez filtr, ale nie miałem ani razu poczucia, że brak mi tchu… dopóki nie cisnąłem bardzo ostro pod górę.

Mam wrażenie, że maska daje radę, jeśli chodzi o filtrowanie – w miejscach, w których bez maski czułem smród dymu, w masce nic takiego nie czułem… Dopóki nie ustawiłem się tuż przy rurze wydechowej autobusu. Ale to chyba była przesada.

Największe zastrzeżenie, jakie mam do tej maski – i do każdej, łącznie ze zwykłymi chustami bez żadnych filtrów – jest takie, że okulary parują. Jeżeli lubicie robić stójkę na czerwonym świetle, to musicie zmienić przyzwyczajenie. Na czerwonym się staje nogami na ziemi i zsuwa nieco okulary. To jedyny sposób, żeby nie zaparowały.

Wadą jest brak konkretnej informacji, czy filtry mają jakikolwiek certyfikat oraz jaka jest ich skuteczność. Nasze testy opierają się jedynie na praktyce, a dobrze byłoby znać także potwierdzone liczby.

Półmaski rowerowe CityMask

Półmaski rowerowe CityMask

Na koniec zabaw maskami popsuliśmy je – rozcięliśmy filtr, żeby obejrzeć te warstwy. Możecie zobaczyć na zdjęciu – to czarne to węgiel aktywowany.

Zalety:

  • wygoda – łatwo dopasować do swojej twarzy,
  • lekka,
  • wg deklaracji producenta filtruje nawet cząsteczki submikronowe,
  • łatwo przechować, schować do kieszeni,
  • cena.

Wady:

  • brak certyfikatu,
  • brak możliwości wymiany filtra,
  • ograniczony wybór wzorów i kolorów,
  • (standardowa wada masek) parowanie okularów podczas postoju.
17 IV2017

„Hiperszwindel. Jak oszukują nas hipermarkety i wielkie sieci handlowe” – recenzja

by joanna

Książka Stacy Mitchell „Hiperszwindel. Jak oszukują nas hipermarkety i wielkie sieci handlowe” wpadła mi w oko przez przypadek, kiedy kilka miesięcy temu, czekając na pociąg do Łodzi, zajrzałam do sklepu z pamiątkami (sic). Leżała obok „Głodu” Caparrosa i czerwoną okładką wołała do mnie: sprawdź mnie.

„Hiperszwindel” kupiłam jednak i przeczytałam dopiero kilka miesięcy późnej, specjalnie z okazji akcji Dlaczego nie kupuję w supermarkecie. O „Głodzie” także napiszę niebawem.

„Hiperszwindel" i "Głód"

„Hiperszwindel” i „Głód”

Walmart i inni

Książka Mitchell, amerykańskiej działaczki na rzecz zrównoważonego rozwoju, ukazała się w Polsce w 2016 roku – 10 lat po premierze w Stanach Zjednoczonych. I jest to jej główna wada, to znaczy że część informacji pochodzi sprzed dekady, a opisywany świat mniejszych miast USA z pewnością zmienił się w tym czasie (np. wielkie wypożyczalnie wideo/DVD należą raczej do przeszłości). Inną rzeczą, która mi nieco przeszkadzała w lekturze, to dość niewygodna forma wydania (jestem przyzwyczajona do e-booków) i mały druk.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Jednak nie sądzę, aby należało czytać „Hiperszwindel” jako katalog konkretnych liczb, wydarzeń i nazw. Książka jest zbiorem opowieści i faktów, ale pokazanych jako przykład, odsłaniających mechanizmy rządzące korporacjami od 80 lat albo i dłużej. I nawet jeśli autorka skupia się przede wszystkim na Walmarcie, największej na świecie korporacji zajmującej się handlem detalicznym (od pewnego także czasu produkcją), nie ma wątpliwości, że działanie tego giganta to wzór polityki wszystkich sieci handlowych.

Szwindle udowodnione

Czego można się dowiedzieć z książki? Myślę, że przede wszystkim faktów, które dobitnie pokazują, jak niewiele mamy do powiedzenia jako pojedynczy klienci supermarketu. A zarazem, że zjednoczenie się w większą grupę konsumentów może doprowadzić do realnych, pozytywnych zmian w postaci życia bez sklepów wielkopowierzchniowych, należących do międzynarodowych sieci.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Kilka faktów na temat międzynarodowych korporacji, które stawiają supermarkety wszędzie, gdzie im się to opłaca:

  • zawsze najważniejszy jest zysk, nie klient,
  • ceny nie muszą być niskie – najważniejsze, aby najlepiej rozpoznawalne produkty kosztowały jak najmniej, a reszta towarów już niekoniecznie,
  • sklep może przynosić straty, dopóki nie zniknie konkurencja w postaci drobnego handlu w jego pobliżu,
  • reklama ma sprawić, że ludzie będą święcie wierzyć w atrakcyjność supermarketowych cen,
  • sklep daje zatrudnienie jednym, ale odbiera drugim – bilans zawsze jest ujemny,
  • można obniżać ceny dzięki przerzucaniu kosztów na dostawców, którzy z kolei muszą szukać sposobów na oszczędności (a są już uzależnieni od sieci wielkich sklepów),
  • można unikać podatków w legalny sposób, wykorzystując luki prawne oraz różne systemy opodatkowana w różnych krajach…

Oczywiście w książce „Hiperszwindel” znajdziecie tego znacznie więcej”.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Kapitał społeczny

Spojrzenie autorki wielokrotnie kieruje się ku małym społecznościom gdzieś na prowincji USA, które – w zależności od swojej postawy – przegrały lub wygrały starcie z gigantem. W książce znajdziemy anegdoty z różnych zakątków Stanów, pokazujące na przykładach mechanizmy niszczące społeczności, które funkcjonują dzięki współzależności, solidarności i odpowiedzialności za ludzi mieszkających w okolicy; zjawisko to nazywamy kapitałem społecznym. Sklep wielkopowierzchniowy nie tylko sprowadza katastrofę na drobny handel, ale i na relacje społeczne, oparte na bliskości. Trudno, aby kasjer w supermarkecie pożyczył nam dolara albo parasolkę – przytacza przykład autorka – podczas gdy w sklepiku osiedlowym, gdzie znamy się ze sprzedawcą od lat, nie byłoby w tym nic dziwnego. W supermarkecie panuje anonimowość, nikt nie troszczy się o problemy klienta, nikt nie pozwoli mu się zadłużyć.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Korporacje handlowe są sterowane odgórnie i zbiorczo. Wszystkie sklepy wielkopowierzchniowe mają wyglądać tak samo i tak samo mają być zarządzane. Czy to Japonia, Polska czy Kanada, supermarket nie będzie się specjalnie różnił. Zjawisko nazywane nowym kolonializmem ma na celu podporządkowanie klienta wytycznym korporacji, aby łatwiej na niego wpływać, aby nim manipulować.

Na koniec uspokajam wszystkich, którzy tak jak ja nie lubią wyssanych z palca teorii spiskowych. Ta książka to fakty. Jak bardzo prawdziwe i uniwersalne, można przekonać się przy jakiejkolwiek wizycie w polskim supermarkecie czy dyskoncie.

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel"

Stacy Mitchell, „Hiperszwindel”

Stacy Mitchell „Hiperszwindel. Jak oszukują nas hipermarkety i wielkie sieci handlowe”, wyd. Wektory, Warszawa 2016. 

A na koniec jeszcze cytat z innej książki, którą właśnie czytam, a w której natrafiłam na wiele mówiący fragment:

Kiedy wieści o tragedii w Ashulii dotarły do Stanów Zjednoczonych, Walmart oświadczył, że zakład Tazreen Fashion od dawna nie figurował na liście jego dostawców. Kilkanaście dni później w internecie pojawiły się jednak zdjęcia i skany dokumentów ocalałych z pożaru, świadczące o tym, że aż pięć z czternastu linii produkcyjnych feralnej fabryki niemal do jej ostatnich chwil pracowało dla Walmartu. Przyciśnięty do muru gigant najpierw tłumaczył, że nic o tym nie wie. Potem nieco zmodyfikował swoją wersję i utrzymywał, że zamówienia, które trafiły do Tazreen Fashion pod koniec istnienia fabryki, nie zostały złożone przez centralę koncernu.

Brzmi znajomo? Parę miesięcy później od powiązań z fabrykami w Rana Plaza w identyczny sposób usiłowało się wymigać kilka amerykańskich i europejskich producentów odzieży, w tym polska spółka LPP, po której w ruinach zawalonej fabryki pozostały metki marki Cropp.

(Marek Rabij, „Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo”, W.A.B., Warszawa 2016)

Zobacz też: Moje etyczne zakupy – ubrania

06 IV2017

Krem do twarzy Jan Barba Bioelixir M

by joanna

Pamiętacie wywiad z Martą i Bartkiem, tworzącymi markę Jan Barba? Obiecałam, że podzielę się wrażeniami z używania kremu do twarzy Bioelixir M, który kupiłam jakiś czas temu.

Jan Barba Bioelixir M

Jan Barba Bioelixir M

Bioelixir M – Jan Barba

http://janbarba.com

Więcej o samym kremie przeczytacie tutaj: Bioelixir M

Uwaga, dopiero po obejrzeniu filmu Marta Jana Barby poleciła mi używanie połowy ilości kremu, którą ja wycisnęłam!

Kosmetyk nie jest w 100% roślinny ani wegański, zawiera lanolinę i wosk pszczeli.

Skład: aqua with infusion of anthemis nobilis flower extract, chamomilla recutita flower extract, hypericum perforatum flower extract, centaurea cyanus flower extract, chrysanthemum partenium flower extract, calendula officinalis flower extract, symphytum officinale root extract, tilia cordata flower extract, helianthus annuus oil*
persea grattisima oil*, lanolin**, glycerin, borago officinalis seed oil*, butyrospermum parkii, simmondsia chinensis seed oil*, olea europaea fruit oil, cera alba, lecithin, leuconostoc/radish root ferment filtrate
ascorbic acid, panthenol, pelargonum graveolens oil, lactobacillus & cocos nucifera fruit extract, ribes nigrum fruit extract, tocopherol, xanthan gum
*oleje bio tłoczone na zimno, **lanolina hipoalergiczna

Jan Barba Bioelixir M

Zapraszam do obejrzenia wideo.

26 III2017

Bożena Społowicz, „Skin coach” – wideorecenzja

by joanna

Skin coach Bożeny Społowicz to jedna z nowości wydawnictwa Otwartego. Tym razem zapraszam do obejrzenia recenzji książki (trudno mi pisać na komputerze po operacji ręki).

Wiele moich uwag nie znalazło się na filmie (wiem, wiem, za wolno mówię).

Do wszystkiego dodam, że angielski tytuł jest według mnie zniechęcający. Nie lubię „coachomowy” i obcych terminów (takich jak coachennice…). Do książki warto jednak zajrzeć!

Zapraszam Was jeszcze do lektury recenzji „Skin coach” autorstwa Zielonej wśród Ludzi.

"Skin coach", Bożena Społowcz

Skin coach, Bożena Społowcz

Bożena Społowicz, Skin coach, wydawnictwo Otwarte, Kraków 2017

Choć sama widzę, że lepiej mi idzie pisanie niż występowanie przed kamerą, nie chciałam zamykać bloga na miesiąc. Wymyśliłam taką formę komunikacji. Mam nadzieję, że nie zasnęliście podczas oglądania.

Do zobaczenia!

09 III2017

Pasta do zębów Urtekram – test past dla dorosłych

by joanna

Pasta do zębów Urtekram dla dorosłych występuje w czterech wersjach bez fluoru (dla dzieci – w dwóch). Dołączyła do naszego testu dopiero teraz, gdy mogę ją łatwo kupować w sklepie Kooperatywy Dobrze. Choć nie jest najtańsza, zdecydowanie należy do moich ulubionych past. Mogę też ze spokojnym sumieniem dawać ją mojemu siedmioletniemu synowi.

Uwaga! Pasta brała udział w naszym subiektywnym rankingu past dla dorosłych, bez fluoru. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: Pasty dla dorosłych, bez fluoru: ranking Organicznych

Pasta do zębów Urtekram

Pasta do zębów Urtekram

Duńska marka Urtektam jest według mnie godna zaufania (aczkolwiek chodzi mi o skład, bo pod względem plastikowych opakowań szczególnie się nie wyróżnia). Dlaczego warto przyjrzeć się jej pastom do zębów?

Pasta do zębów Urtekram zielona herbata z miętą

www.urtekram.com

urtekram_3

Pasta Urtekram

Cena: od około 15 zł za 75 ml

Kraj produkcji: Dania

Certyfikaty: Ecocert COSMOS Organic, Vegan

Opakowanie: plastikowa tuba

Informacje producenta:

Zawiera 22% składników organicznych (90% bez wody i składników mineralnych), całkowicie naturalna. Ekstrakt z zielonej herbaty ma pozytywne działanie na dziąsła. Pasta zawiera także naturalną kredę wydobywaną z dna morza i ekstrakt z mirry o działaniu dezynfekującym.

Produkt wegański.

Skład pasty Urtekram z miętą i zieloną herbatą

Skład pasty Urtekram z miętą i zieloną herbatą

Skład (słowniczek): calcium carbonate, aqua, glycerin**, aloe barbadensis leaf extract*, xanthan gum, mentha piperita oil*, mentha viridis oil* (aroma*), camellia sinensis leaf extract*, commiphora myrrha oil, magnolia officinalis bark extract, limonene, linalool

*z upraw organicznych ** z organicznych składników.

Pasta Urtekram z miętą i zieloną herbatą

Pasta Urtekram z miętą i zieloną herbatą

Nasze wrażenia:

Jedna z najlepszych past, jakie testowaliśmy. Jest warta swojej ceny, choć nie zawsze łatwo ją kupić.

Nie zawiera żadnych składników, które budziłyby nasze wątpliwości. Dodatkowo lista składników jest niedługa, a na pierwszym miejscu znajduje się kreda (a nie, jak w niektórych wypadkach, np. słodzik). Jedynym minusem może być dodatek aromatów takich jak linalool.

Nadaje się także dla starszych dzieci, które lubią smak mięty. Pozostawia wrażenie dobrze umytych zębów i odświeżonej jamy ustnej. Zdecydowanie polecamy!

Inne pasty Urtekram dla dorosłych, bez fluoru

Pasta Urtekram z eukaliptusem

Cena: od około 15 zł za 75 ml

urtekram_eucalyptusSkład: calcium carbonate, aqua, glycerin**, aloe barbadensis leaf extract*, xanthan gum, eucalyptus globulus oil* (aroma*), commiphora myrrha oil, magnolia officinalis bark extract, limonene, *z upraw organicznych ** z organicznych składników.

Pasta z eukaliptusem, intensywnie odświeżająca.

Pasta Urtekram z aloesem

Cena: od około 15 zł za 75 ml

urtekram_aloeveraSkład: calcium carbonate, aqua, glycerin**, aloe barbadensis leaf extract*, xanthan gum, citrus reticulata peel oil* (aroma*), commiphora myrrha oil, magnolia officinalis bark extract, limonene, linalool *z upraw organicznych ** z organicznych składników.

Pasta z aloesem, która ma działanie łagodzące dla dziąseł.

Pasta Urtekram z drzewem herbacianym

Cena: od około 15 zł za 75 ml

urtekram_tea_treeSkład: calcium carbonate, aqua, glycerin**, xanthan gum, aloe barbadensis leaf extract*, melaleuca alternifolia leaf oil* (aroma*), commiphora myrrha oil, magnolia officinalis bark extract, limonene *z upraw organicznych ** z organicznych składników.

Pasta z olejkiem drzewa herbacianego, o właściwościach odkażających.

26 II2017

Pasta Neobio – test past dla dorosłych

by joanna

Pasta Neobio niemeckej firmy Logocos to kolejna pasta, którą dołączamy do naszego testu. Nie zawiera fluoru, natomiast w jej składzie znajdziemy ksylitol, wyciąg z oczaru wirginijskiego i rozmarynu. Co jeszcze można o niej powiedzieć?

Uwaga! Pasta brała udział w naszym subiektywnym rankingu past dla dorosłych, bez fluoru. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj: Pasty dla dorosłych, bez fluoru: ranking Organicznych

Pasta Neobio

Pasta Neobio

Pasta Neobio ma zaskakująco niską cenę jak na pastę ze składnikami ekologicznymi, dlatego kupiłam ją w ciemno, żeby sprawdzić, czy warto. Myślę jednak, że ze względu na karagen więcej jej nie kupię. Nasz starszy syn lubi używać dorosłych past, a badania wskazują, że spożyty karagen może mieć szkodliwy wpływ na żołądek (link).

(Cały czas pracuję nad tym, aby zrobić własną, wreszcie smaczną pastę do zębów. Mam nawet składniki, ale poprzednie doświadczenia mnie zniechęciły. W końcu się zdecyduję!).

Pasta Neobio bez fluoru z ksylitolem oraz wyciągiem z oczaru wirginijskiego i rozmarynu

http://www.neobio.de/en.html

Pasta Neobio

Pasta Neobio

Cena: od 6,30 zł a 75 ml

Kraj produkcji: Niemcy

Opakowanie: tuba plastikowa

Certyfikaty: NaTrue

Informacje producenta

Zawiera cenne wyciągi z rozmarynu i oczaru wirginijskiego, które czyszczą i zapewniają ochronę zębów i dziąseł. Pasta chroni przed kamieniem nazębnym i próchnicą. Olejek miętowy nadaje świeżość oddechowi.

Produkt wegański, bezglutenowy.

Skład (słowniczek): aqua (water), calcium carbonate, glycerin, silica, sodium cocoyl glutamate, xylitol, maris sal, carrageenan, algin, officinalis (sage) leaf extract*, rosmarinus officinalis leaf extract*, hamamelis virginiana (witch hazel) leaf extract*, commiphora abyssinica resin extract, chamomilla recutita (matricaria) flower extract*, xanthan gum, aroma (flavour), limonene
*certyfikowany składnik ekologiczny
Pasta Neobio - skład

Pasta Neobio – skład

Nasze wrażenia:

Gęsta biała pasta ma delikatny zapach i smak mięty. W użyciu jest całkiem przyjemna, niezbyt intensywna jeśli chodzi o smak, natomiast pozostawia uczucie dobrze umytych zębów.

Gdyby nie karagen w składzie, nie miałam do pasty większych zastrzeżeń, zwłaszcza że ma bardzo atrakcyjną cenę. Jednak ten składnik mnie odstrasza. Nasz starszy syn bardzo lubi używać dorosłych past i chciałabym mieć jedną pastę dla wszystkich, a jednak dzieci nie powinny moim zdaniem mieć styczności z karagenem. Co do dorosłych – decyzja należy do nich. 

12 II2017

Polskie kosmetyki mineralne Felicea

by joanna

Kosmetyki mineralne Felicea to produkty do makijażu wyprodukowane przez polską firmę, w Polsce, z użyciem składników mineralnych i naturalnych. Przeczytajcie, co warto wiedzieć o marce i które kosmetyki wypróbowałam na własnej skórze.

W makijażu z użyciem kosmetyków Felicea

W makijażu z użyciem kosmetyków Felicea

Nawet jeśli nie używacie kosmetyków kolorowych często (jak ja), zawsze warto mieć żelazny zestaw produktów dobrej jakości, dzięki którym zrobicie podstawowy makijaż lub zamaskujecie niedoskonałości. Wybieram kosmetyki mineralne i naturalne (najchętniej polskie), aby uniknąć niepotrzebnych dodatków w składzie.

Dlaczego wybieram kosmetyki mineralne

Ponieważ staram się unikać produktów zawierających składniki, które mnie niepokoją, zawsze szukam produktów o najprostszym lub przynajmniej najbardziej naturalnym składzie. (więcej…)

05 II2017

Trzy produkty Bio-D do czyszczenia łazienki

by joanna

Bio-D do czyszczenia łazienki to poręczne produkty, które ułatwiają szybkie posprzątanie i odświeżenie pomieszczenia. Ich ekologiczny skład sprawia, że możemy być spokojni o środowisko i nasze otoczenie. Co warto wiedzieć o produktach Bio-D do łazienki?

Dwa z tych produktów są przeznaczone konkretnie do łazienki – jest to płyn do WC oraz skoncentrowany spray czyszczący do łazienek. Trzeci to spray do mycia szyb i luster – przydatny w każdym domu, ale jak wiadomo, lustro w łazience wymaga częstego przecierania.

Trzy produkty Bio-D do czyszczenia łazienki

Trzy produkty Bio-D do czyszczenia łazienki

Płyn do WC i spray do szyb mają zapach – wrażliwy nos wyczuje w nich ocet. Jednym to nie przeszkadza, inni nie tolerują tej woni i koniec, dlatego od razu uprzedzam, że zapach octu pojawia się podczas używania tych produktów Bio-D. Ulatnia się on dość szybko i nie ma obaw, że nasza łazienka będzie pachnieć octem. (więcej…)

28 I2017

Komin z filtrem antysmogowym H.A.D. – recenzja

by joanna

Dziś już wszyscy zdają sobie sprawę, że powietrze w Warszawie pozostawia wiele do życzenia (już nie piszę o innych miastach w Polsce…). Czy takie akcesoria, jak komin z filtrem antysmogowym H.A.D., zdają egzamin? Czy warto sprawić sobie maskę, aby jeździć na rowerze w dni najgorszego zanieczyszczenia?

Nasze testy masek antysmogowych zaczęliśmy od dość szczególnego modelu. Chusta kominowa H.A.D. jest przede wszystkim elementem odzieży z dodatkową funkcją w postaci filtra wbudowanego w komin.

komin_had_0

Komin z filtrem antysmogowym H.A.D. – testujemy

Czy należy używać masek antysmogowych na rowerze?

Na to pytanie można odpowiedzieć dwustopniowo.

Jeśli mieszkamy w miejscu, gdzie stężenia pyłów zawieszonych przekraczają dopuszczalne normy, uzbrojenie się w maskę ze sprawdzonym filtrem antysmogowym jest bardzo dobrym pomysłem. (Że filtr filtrowi nierówny, postaramy się pokazać w czasie naszych testów). Ideałem są maski, które chronią przed wdychaniem pyłów zawieszonych PM 10, PM 2,5 i mniejszych (liczba oznacza wielkość w mikrometrach – dobre filtry zatrzymują zanieczyszczenia o wielkości 0,1 mikrometra). Jeśli maska ma też filtr węglowy, to znakomicie, bo powinna chronić przed szkodliwymi związkami siarki i azotu.

Filtr w kominie H.A.D. (strona wewnętrzna)

Filtr w kominie H.A.D. (strona wewnętrzna)

Jednak nie da się ukryć, że maska antysmogowa znacznie ogranicza wydolność oddechową. Dlatego, o czym przekonałam się sama, jeżeli uprawiamy sport na zewnątrz w czasie silnego zanieczyszczenia powietrza, nie może to być intensywny wysiłek, wymagający głębokich wdechów. Z naszych doświadczeń wynika, że skuteczny filtr nie nadąży z dostarczeniem nam odpowiedniej ilości powietrza, kiedy np. postanowimy pokonać rowerem bardziej stromy podjazd. Prawdopodobnie można to przełożyć na intensywne bieganie czy łyżwy na otwartym powietrzu.

Filtr w kominie H.A.D.

Filtr w kominie H.A.D.

Komin z filtrem antysmogowym H.A.D.

Jeździłam w kominie H.A.D. przez tydzień, kiedy w Warszawie stężenie pyłów zawieszonych przekraczało normy kilkukrotnie. Oprócz wzbudzania potrójnego zdziwienia na ulicach (1. zamaskowana 2. kobieta 3. na rowerze zimą) zanotowałam kilkanaście ważnych spostrzeżeń, które – mam nadzieję – przybliżą Wam produkt i pozwolą przemyśleć zakup. Z pewnością maska działała – jednego dnia jej nie założyłam i cały czas wydawało mi się, że coś się pali, bo tak śmierdzi warszawskie zadymione powietrze. Z tym nomen omen kominem na twarzy nie czułam żadnego dymu.

komin_had_3

Komin H.A.D. – specyfikacja producenta

Informacje producenta

www.had-originals.com

Gdzie kupić w Polsce: BikeBelle.pl

Cena: 179,90 zł

Wyprodukowane: w Niemczech

Filtr: antysmogowy i antyalergiczny

Wymienny? Nie (zalecane pranie co jakiś czas)

Certyfikat: DEKRA

Ochrona: filtruje 70% groźnych cząsteczek smogu / pyłu kategorii PM 10; filtruje 70% pyłków kwiatowych kategorii PM 10

Materiał: komin – 100% poliester; maska – 68% poliester, 26% poliamid, 6% elastan

Rozmiary: jeden rozmiar (obwód głowy 46,5–63 cm)

Sposób mocowania: aluminiowy zacisk na nos

Komin z filtrem antysmogowym H.A.D.

Komin z filtrem antysmogowym H.A.D.

Nasza opinia

Komin H.A.D. z wbudowanym filtrem to sprytne rozwiązanie dla rowerzystów, którzy cenią wygodę – w jednym kawałku dostajemy komin wielofunkcyjny (bardzo przydatny zimą) oraz filtr antysmogowy. Komin traktujemy jako element odzieży – zakładamy jak zwykły komin z tą różnicą, że aluminiowym klipsem mocujemy go na nosie.

Zalety:

  • element odzieży – chroni przed wiatrem i zimnem,
  • wielorazowy – można go prać,
  • wygodny – łatwo dopasować do swojej twarzy,
  • ma element odblaskowy,
  • włókna X-static XT2, które zapewniają higienę,
  • jest bardzo lekki.
Postój w kominie - zaparowane okulary...

Postój w kominie – zaparowane okulary…

Wady:

  • chroni wyłącznie przed cząsteczkami PM 10 (w 70%), nie chroni przed cząsteczkami PM 2,5 i mniejszymi,
  • podczas wzmożonego wysiłku nie nadąża z filtrowaniem powietrza – trzeba oddychać ustami, przez co nie filtrujemy dodatkowo powietrza nosem,
  • nie ma informacji, jak długo (do ilu prań) filtr zachowuje swoje właściwości,
  • jak wypadku wszystkich masek i kominów, osoby jeżdżące na rowerze w okularach zmagają się z zaparowanymi szkłami podczas postojów – jest to niestety bardzo niewygodne.

W sytuacji silnego zanieczyszczenia warszawskiego powietrza maska jest według nas za słaba. Dodatkowo podczas jej używania jesteśmy zmuszeni oddychać ustami – powstaje pytanie, czy nie zmuszamy przez to swojego organizmu do wdychania większej ilości pyłów PM 2,5 i o mniejszej średnicy, przed którymi maska nie chroni.

Komin z filtrem antysmogowym H.A.D.

Komin z filtrem antysmogowym H.A.D.

Wkrótce mamy nadzieję przedstawić Wam kolejny filtr.

16 I2017

Skoncentrowany proszek do zmywarki Bio-D: recenzja

by joanna

Skoncentrowany proszek do zmywarki Bio-D był jednym z tych produktów, które bardzo chciałam sprawdzić we własnym domu. Od dawna eksperymentuję z własnymi kostkami do zmywarki i każdy ekologiczny sposób zmywania jest dla mnie interesujący. Postanowiłam sprawdzić, czy proszek Bio-D, firmy deklarującej wyjątkowo wysoką świadomość ekologiczną, będzie spełniał moje oczekiwania.

Produkty Bio-D są teraz dostępne w BetterLand Drogerii Ekologicznej (Eko-Dystrybutor  stał się dystrybutorem marki). Przetestowałam również inne produkty z tej serii i będę o nich pisać (a mydło Bio-D znalazło się w naszym spisie kosmetyków do pielęgnacji skóry z AZS). Jedną z dobrych wiadomości są duże opakowania (5 l) uzupełniające np. płynu do naczyń. Proszek do zmywarki można kupić (na razie?) jedynie w opakowaniu 720-gramowym.

Skoncentrowany proszek do zmywarki Bio-D

Skoncentrowany proszek do zmywarki Bio-D

(więcej…)

20 XII2016

„Walenty i spółka” – kryminał dietetyczny (recenzja)

by joanna

„Walenty i spółka” to pierwsza część wyjątkowej serii książek dla dzieci (6+), która łączy przygodę, zdrowe odżywianie, wątek tajemnicy i dużo humoru. Nasz siedmiolatek połknął lekturę niemal za jednym zamachem i już domaga się kolejnych tomów. Dlaczego warto kupić dzieciom książkę Moniki Oworuszko i najlepiej przeczytać razem z nimi?

„Walenty i spółka” w rękach naszych synów

„Walenty i spółka” w rękach naszych synów

Na książkę „Walenty i spółka” trafiłam dość przypadkowo, dzięki Szkole na Widelcu, ale rekomendacja była bardzo przekonująca. Sama okładka zachęca, aby wziąć książkę do ręki – a wnętrze nie rozczarowuje.

„Walenty i spółka”: kryminał dietetyczny

Pierwszy tom jest bardziej dietetyczny niż kryminalny: poznajemy całą galerię postaci, w tym personifikację m.in. tłuszczu, węglowodanów, białka i wody. Dwoje dzieci – Kasia i Krzyś – w osiedlowym sklepie spożywczym spotykają się z nachalnym wciskaniem niezdrowych słodyczy i chipsów, i niestety często mu ulegają. Jednak dzięki zorganizowanej akcji osób, którym zależy na zdrowym odżywianiu dzieci, bohaterowie dowiadują się o zaletach prawidłowo skomponowanej diety i zmieniają swoje nawyki.

Świeży oddech jak zefirek...

Świeży oddech jak zefirek…

Wątek tajemniczych postaci, które prawdopodobnie działają na szkodę dzieci, dopiero został zarysowany. Jesteśmy bardzo ciekawi, co było dalej, czy wyjaśni się, kim jest mężczyzna z rudą brodą?

Tęgomir Tłuszcz ma swoje zalety

W „Walentym i spółce” podoba mi się połączenie – zaiste niełatwe – wartkiej akcji, zaskakujących wydarzeń, barwnych postaci, humoru i pożytecznych informacji. Widać, że autorka postawiła na inteligentnego młodego odbiorcę (docelowo uczniowie I–IV klasy szkoły podstawowej). Wielokrotnie pozwala na samodzielne wysuwanie wniosków i ocenianie sytuacji, zarazem pokazując, że nic nie jest wyłącznie złe albo dobre (no, poza chipsami i niezdrowymi batonikami). W końcu nawet Tęgomir Tłuszcz okazuje się potrzebny. Myślę, że dzięki swojej formie, również graficznej, książka ma duży potencjał budowania pozytywnego myślenia o zdrowym jedzeniu wśród dzieci.

„Walenty i spółka”, wyd. Mobuki

„Walenty i spółka”, wyd. Mobuki

Gdybym miała coś wytknąć, wolałabym zobaczyć Werę Wodę częstującą wszystkich wodą z kranu zamiast z butelki, natomiast Błażej Białko mógłby zwrócić uwagę na to, że wielu dzieciom i dorosłym mleko szkodzi, a zdrowe kości można budować również dzięki warzywom. Ale to już niuanse, z którymi można by polemizować merytorycznie, a nie na poziomie literackim.

Bardzo się cieszę, że w polskich księgarniach możemy kupić coraz więcej starannie wydanych książek dla dzieci, mądrze mówiących o odżywianiu.

Autorki

Seria z Walentym została napisana przez Monikę Oworuszko, która studiowała m.in. dietetykę i literaturę dla dzieci. Autorka tekstu jest jednocześnie własnym wydawcą – prowadzi wydawnictwo Mobuki.

Książki zilustrowała Małgorzata Banaś-Domińska, absolwenta warszawskiej ASP. Jej zawdzięczamy lekkie, pozytywne i zachęcające ilustracje, będące integralną częścią lektury.

Polecam!

Książki można kupić w sieciach księgarni internetowych oraz w księgarniach naziemnych.

Monika Oworuszko, „Walenty i spółka”, Warszawa [2016]

Cena: od około 17 zł

www.mobuki.plwww.walentyispolka.pl

30 XI2016

Jak zrobić naturalny tusz do pieczątek?

by joanna

Jak zrobić naturalny tusz do pieczątek, jeśli chcemy, aby był w 100% bezpieczny, biodegradowalny i jadalny? Oczywiście w kuchni. Wiadomo, to tylko zabawa i takich tuszów nie użyjecie raczej do firmowych pieczęci, natomiast śmiało możecie przygotować je z dziećmi, które przy okazji poznają np. smak soku z buraka.

Jak zrobić naturalny tusz do pieczątek?

Jak zrobić naturalny tusz do pieczątek?

Naturalne tusze do pieczątek przyszły mi do głowy dziś rano, kiedy odprowadzałam syna do szkoły i na klatce schodowej, na półce typu „sąsiedzie, chcesz, to bierz” zobaczyłam trzy bardzo niedzisiejsze pieczątki. Pieczątki zabrałam, syna odprowadziłam i zaczęłam się zastanawiać – jak je wykorzystać, żeby było ciekawie? (więcej…)

17 XI2016

Strzał ze sprawiedliwego banana

by joanna

Czy widzieliście już najnowszy film promujący banany pochodzące ze Sprawiedliwego Handlu? Jeśli nie, zachęcam Was do poświęcenia 1 minuty i 15 sekund trzem przystojniakom na pustyni:

Od kilku tygodni siedzę w temacie sprawiedliwych bananów (pochodzących ze Sprawiedliwego Handlu), ponieważ poniekąd włączyłam się w akcję edukacyjną koordynowaną przez Fundację Kupuj Odpowiedzialnie związaną z odpowiedzialnym kupowaniem tych owoców. Akcja przeprowadzana jest dzięki porozumieniu organizacji z różnych państw. A właśnie trwa Tydzień Edukacji Globalnej, podczas którego szczególnie powinniśmy zwrócić swoją uwagę na nasze wybory konsumenckie, które mają dalekosiężne skutki, m.in. w krajach globalnego Południa.

Powyższy spot jest jednym z wielu promujących świadome kupowanie bananów, jednak w odróżnieniu od innych które obejrzycie na kanale Kupuj Odpowiedzialnie na YT podchodzi do tematu dość żartobliwie. Może rzeczywiście mamy już dosyć kampanii społecznych, w których podkreśla się złą sytuację, pokazuje ciemne strony życia, wylicza zagrożenia i wykorzystuje ludzki odruch empatii. Jednak aby kampania była skuteczna, a jednocześnie odchodziła od szablonu „spraw, żeby widz poczuł się winny”, potrzeba naprawdę dobrego konceptu i świetnej realizacji.

Supermoce bananów Fairtrade

Supermoce bananów Fairtrade

Jak widać, zadbano o to, aby film był wysokiej jakości, zgrabnie przygotowano westernową konwencję i zatrudniono trzech przystojnych, śniadych panów. Natomiast sam przekaz strasznie mi zgrzyta z ideami promowanymi przez Sprawiedliwy Handel. Walka na banany? Zabijanie „zjadaczy zwykłych bananów” przez „zjadaczy bananów Fairtrade”? Rozumiem, że to metafora, jednak dla mnie za daleko posunięta i chyba jednak zbyt dosłowna (w niezamierzony sposób).

Bardzo jestem ciekawa, jak Wam spodobał się bananowy spot. Już wkrótce podejmę temat samego certyfikatu Fairtrade oraz różnicy między Fairtrade a Fair Trade. Czujcie się więc zaproszeni do podzielenia się swoimi wrażeniami i wiedzą na temat Sprawiedliwego Handlu!

15 XI2016

„Witamina N” w praktyce. Recenzja

by joanna

Parę dni za miastem podczas listopadowego długiego weekendu były dla naszych dzieci jak prawdziwe wakacje. Z wielką przyjemnością patrzyłam na ich radość z tego, że mogą w każdej chwili ubrać się i wyjść przed dom – pobawić się w swoje wymyślone zabawy.

Widziałam, że swoboda i łatwość wyjścia na dwór bardzo im odpowiadała i w pewnym momencie stała się naturalna. Nasi synowe bawili się przed domem nawet gdy było zupełnie ciemno – po prostu wzięli ze sobą latarki.

dabmaly_5

Dużą atrakcją był też dla nich kominek, w którym paliliśmy drewnem. A także śnieg, pierwszy w tym sezonie, sójka przylatująca pod okna, ślady zwierząt. Zorganizowana wyprawa do lasu okazała się wciągająca dopiero wtedy, kiedy zabawa toczyła się torem wytyczonym przez dzieci, a więc gdy z naprawdę niewielkich zasobów śniegu udało im się ulepić mikrobałwana.

Listopadowy bałwan

Listopadowy bałwan

Wszystko to dla ludzi na co dzień uwięzionych w mieście, żyjących w mieszkaniu w bloku, jest czymś wyjątkowym. Choć mieszkamy blisko lasu, kontakt z przyrodą mamy wydzielony i ograniczony.

Brakujący element

Czy pamiętacie książkę Richarda Louva „Ostatnie dziecko lasu”? Autor pisze w niej o deficycie natury w życiu naszych dzieci. „Witamina N” tegoż autora jest nawiązaniem do tematu, z praktycznym podejściem: dajmy naszym dzieciom jak najwięcej możliwości swobodnego kontaktu z przyrodą.

witamina_n_1

Richard Louv, „Witamina N”

Richard Louv w „Witaminie N” pokusił się o spisanie 500 pomysłów, jak w każdej możliwej sytuacji życiowej czy mieszkaniowej dać dzieciom okazje do czerpania z natury. To naukowy fakt, że dzieci potrzebują kontaktu z przyrodą, żeby rozwijać swoje umiejętności, zmysły, budować świadomość swojego ciała, co przekłada się na rozwój intelektualny. Przyroda jest nam niezbędna do życia i szczęścia.

Batman w każdym z nas

W człowieku wciąż tkwi bogactwo nieużywanych i zapomnianych umiejętności, które odziedziczył po przodkach. Jednak dopiero dzisiejsze odkrycia naukowe przypominają nam o tym, że ludzie potrafią na przykład używać kląskania językiem do… echolokacji.

dabmaly_4

Jednak Louv nie neguje zdobyczy dzisiejszego świata. Zachęca, aby oprócz aktywności skupionych jedynie na przyrodzonych nam zdolnościach praktykować bardziej zaawansowane spacery, np. z użyciem smartfonów, kamer, dyktafonów – oczywiście motywem przewodnim jest odkrywanie przyrody.

Zaskakujące, jak wielu liderów technologii osiada chatkę niepodłączoną do sieci elektrycznej, która stanowi ich azyl. Wiedzą, że potrzebują czasu na reset oraz że czas spędzony w otoczeniu przyrody stymuluje ich kreatywność. (s. 71)

– pisze Louv i oczywiście podpisuję się pod tym obiema rękami, choć przyznaję, że wakacje w domku bez prądu (przerabialiśmy to pewnego lata) są bardzo wymagające, zwłaszcza gdy na pokładzie ma się dwóch alergików.

Pierwszy śnieg w tym roku

Pierwszy śnieg w tym roku

Zbuduj ule, jeśli możesz

Oczywiście część pomysłów z „Witaminy N” nie nadaje się do zrealizowania w mieszkaniu (ogródek to minimum). Postawienie uli, kompostownika czy hodowanie kóz albo kaczek wymaga przestrzeni. Warto jednak przeczytać i te porady, aby mieć wyobrażenie o potrzebach naszych dzieci i w miarę możliwości je spełniać – choćby na wakacjach.

Tropy

Tropy

Najważniejsze przesłanie, które odczytuję z książki Louva to „Wyjdźcie z domu!”. Niezależnie od pogody, byle dobrze przygotowani, pieszo, rowerem, na nartach biegówkach, z sankami… Jeżeli zniechęca nas otoczenie blisko domu, możemy zaplanować dalszą wycieczkę. Park, las miejski, a może prawdziwe, dzikie miejsce z dala od miasta?

Inspirowanie dzieci do czerpania radości z przyrody nie jest wcale trudne – najczęściej wystarczy dać im wolną rękę. Czasem można użyć sposobu, aby dzieci coś zapamiętały (jak pokazywanie odchodów zwierząt, „Które dziecko nie uwielbia mówić o kupie?” (s. 247).

Jezioro Gościąż - wyjątkowe na skalę Europy

Jezioro Gościąż – wyjątkowe na skalę Europy

Książkę polecam szczególnie tym dorosłym, którzy na co dzień zajmują się dziećmi wykluczonymi w jakiś sposób z obcowania z przyrodą. Myślę, że może być znakomitym źródłem inspiracji dla nauczycieli przedszkolnych i szkolnych. Sama z ciekawością podeszłam do pomysłów autora i wszystkich osób, które cytuje (a zebrał naprawdę sporą liczbę pomysłów od innych rodziców). Jesteśmy częścią przyrody, nie warto od niej uciekać ani zapominać o niej!

dabmaly_2

Richard Louv, „Witamina N. Odkryj przyrodę na nowo. 500 pomysłów i inspiracji dla rodziców i nauczycieli”, wyd. Mamania, Warszawa 2016, cena 27,92 zł (okładkowa 34,90 zł)

02 XI2016

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup Compact – recenzja

by joanna

Lily Cup to już trzeci kubeczek menstruacyjny, którego próbuję, dzięki czemu mogę coraz więcej powiedzieć o tym niezwykle wygodnym rozwiązaniu dla pań. Lily Cup szwedzkiej firmy Intimina jest chyba najładniej zaprojektowanym kubeczkiem, jaki widziałam. Oprócz wyglądu różni się od innych marek także elastycznością oraz pomysłem na możliwość składana.

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup compact

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup compact

Jeśli wciąż zastanawiacie się, czy w ogóle sięgnąć po kubeczek menstruacyjny, namawiam Was do poczytania jak największej ilości recenzji. Zwłaszcza że kubeczki mogą różnić się między sobą dość znacznie. Choć budowa naszych – kobiecych – narządów rozrodczych jest podobna, to jednak różnimy się w zależności od postury, przebytych porodów, operacji, a także wieku i przyzwyczajeń (np. czy ćwiczymy mięśnie Kegla, czy uprawiamy sport).

Zdaniem ginekologów…

Przy okazji wizyty u mojej ginekolożki zapytałam ją o zdane na temat kubeczków menstruacyjnych i cóż, nie zdziwiło mnie, że o kubeczku pani doktor dowiedziała się ode mnie. Porozmawiałyśmy chwilę o ewentualnych wadach i umówiłyśmy się na rozmowę przy kolejnej wizycie. Która, mam nadzieję, nastąpi dopiero za kilka miesięcy.

Tak więc wygląda na to, że na stanowisko polskich ginekologów co do kubeczków menstruacyjnych musimy jeszcze poczekać.

Dlaczego wybrałam rozmiar Lily Cup B?

Z doborem kubeczka zawsze jest pewne ryzyko niedopasowania. Ale przekonałam się już, że nasze ciało, nawet po porodzie, ma wspaniałe możliwości dopasowywania się do okoliczności. Nie zmienimy jednego – wysokości szyjki macicy, którą warto znać, aby znaleźć model kubeczka menstruacyjnego. Im niżej znajduje się szyjka macicy, tym mniej miejsca pozostaje na kubeczek (szyjka może nawet chować się w kubeczku – wtedy zmniejsza się ilość miejsca na krew i kubeczek musi być opróżniany częściej). Zobaczcie, jak sprawdzić wysokość szyjki macicy:

Na zdjęciach widzicie porównanie Lily Cup Compact, MeLuna i Lady Cup, od największego do najmniejszego. Jednak w praktyce te rozmiary są dosyć podobne, choć Lily Cup ma największy obwód, to zwęża się do dołu, więc pojemność jest mniejsza niż MeLuna M, podobna jak LadyCup S.

Porównanie kubeczków: Lily Cup compact, MeLuna i LadyCup

Porównanie kubeczków: Lily Cup compact, MeLuna i LadyCup

Wymiary Lily Cup Compact B to średnica: 45 mm, długość: 58 mm, pojemność: 23 ml.

Wymiary MeLuna M to średnica: 41 mm, długość: 48 mm, pojemność: 28 ml (20 ml do otworków).

Wymiary LadyCup S to średnica: 40 mm, długość: 46 mm, maks. pojemność: 21,2 ml.

Porównanie kubeczków: Lily Cup compact, MeLuna i LadyCup

Porównanie kubeczków: Lily Cup compact, MeLuna i LadyCup

Wybrałam kubeczek dla osób po porodzie naturalnym i myślę, że rozmiar B jest dobry, ale w wersji składanej. Wersja niekompaktowa jest większa i mogłabym czuć dyskomfort, zwłaszcza skoro szyjkę macicy mam dość nisko.

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup

http://www.eko-dystrybutor.pl/410-lily-cup

Gdzie kupić: BetterLand 

Cena: 139,99 zł (niezależnie od modelu)

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup compact

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup compact

Uwaga, w Drogerii Ekologicznej z kodem rabatowym MEB5 uzyskacie 5% zniżki!

Kraj produkcji: Chiny

Informacje producenta

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup jest wykonany z silikonu medycznego. W wersji Compact kubeczek może złożyć się niemal na płasko, dzięki czemu zmieści się do niewielkiego etui.

Pierwsze użycie: należy zapoznać się z załączoną informacją od producenta. Kubeczek należy wyparzyć we wrzątku (gotowanie przez 5–8 minut) przed pierwszym założeniem.

Zakładanie: przed aplikacją kubeczka należy umyć ręce, a czysty kubeczek rozpłaszczyć w palcach i złożyć na pół wzdłuż. Wygodnie przyjąć pozycję lekko kucającą, przytrzymać kubeczek i wsunąć go do pochwy otworem do przodu, następnie puścić, aby kubeczek swobodnie rozwinął się wewnątrz. W razie potrzeby można poruszyć kubeczkiem, trzymając za podstawę.

Kubeczka nie wkładamy głęboko. Nie powinien nas uwierać ani uciskać. Szczelność sprawdzamy, wodząc palcem wokół obwodu kubeczka – czy wszędzie przylega do ścianek pochwy.

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup compact

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup compact

Komentarz ode mnie: Pozycja, w której najwygodniej aplikować kubeczek, zależy od indywidualnych preferencji, warto ją przećwiczyć np. w wannie. Istotne jest rozluźnienie mięśni i spokojne, ale zdecydowane działanie. Po kilkunastu razach powinno być łatwo!

Wyjmowane: kubeczek jest przeznaczony do używania bez przerwy nawet przez 10 godzin, ale gdy miesiączka jest obfita, bywa, że trzeba go opróżniać nawet co godzinę. Należy umyć ręce i przyjąć wygodną pozycję podobną jak przy zakładaniu. Następnie lekko napinając mięśnie pochwy, wypychać kubeczek; dwoma placami należy ścisnąć podstawę kubeczka i delikatnie wyjąć. Opróżnić kubeczek do toalety i wyczyścić go, a następnie założyć ponownie.

Czyszczenie: po opróżnieniu kubeczka należy przepłukać go bieżącą wodą z odrobiną mydła lub oczyścić za pomocą specjalnych środków do tego celu. Przed pierwszym użyciem, a także po dłuższej przerwie należy wysterylizować kubeczek lub wygotować. W sytuacjach awaryjnych można po prostu przetrzeć kubeczek chusteczką.

Dokładne informacje znajdują się w ulotce załączonej do kubeczka menstruacyjnego Lily Cup.

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup compact

Kubeczek menstruacyjny Lily Cup compact

Moje wrażenia

Urzekło mnie kilka cech kubeczka Lily Cup, które sprawiają, że jest dość wyjątkowy. Fakt, że można go złożyć jak harmonijkę, jest dla mnie raczej zabawnym niż potrzebnym rozwiązaniem, ale nie da się ukryć, że dzięki temu zajmuje bardzo mało miejsca.

Kubeczek Lily Cup Compact jest przede wszystkim bardzo miły, wręcz aksamitny w dotyku, a zarazem elastyczny i sprawiający wrażenie bardzo trwałego. Zakłada się go bardzo prosto, choć potrzebowałam kilkunastu prób, aby go „wyczuć” i wiedzieć, jaka głębokość będzie odpowiednia, aby nie przeciekał.

Szkoda, że kubeczek przylatuje do nas aż z Chin, to chyba jedyna rzecz, na którą mogę narzekać. Wygoda i jakość kubeczka są znakomite, do tego ten niezwykły wygląd i intensywnie różowy kolor (choć za różem nie przepadam) dają razem uroczy i bardzo kobiecy „sprzęt”. Choć Lily Cup jest droższy od innych kubeczków, uważam, że w skali lat, przez które może posłużyć, ta różnica w cenie nie ma większego znaczenia. A im większy wybór kubeczków na rynku, tym większa szansa, że znajdziemy najlepiej dopasowany do naszych potrzeb.

18 X2016

Szczoteczka do zębów Hydrophil – dla dzieci i dorosłych – recenzja

by joanna

O tym, że zęby można myć mniej lub bardziej ekologicznie, pisałam już kilka razy. Jedną sprawą są pasty czy żele, a inną – używane szczoteczki. Wypróbowaliśmy bambusowe szczoteczki Hydrophil w wersji dorosłej (włosie średnie) oraz dziecięcej. Co – oprócz pochwalenia niewątpliwej urody – można o nich powiedzieć?

hydrophil_2

Przeczytaj:

Zdaję sobie sprawę, że trudno uniknąć porównania ze szczoteczkami Ecobamboo, dlatego jeśli interesują Was przede wszystkim różnice między tymi produktami, krótkie porównanie znajdziecie na końcu tekstu.

Szczoteczka do zębów Hydrophil

Dystrybutor: Eko-Dystrybutor 

Gdzie kupić: BetterLand

 hydrophil_6

Cena: 14,22 zł (dla dzieci), 15,80 zł (dla dorosłych)

Informacje producenta

Szczoteczka jest wegańska, wykonana z drewna bambusowego i nylonu, nie zawiera BPA.

Wyprodukowana w sposób sprawiedliwy i odpowiedzialny, z poszanowaniem środowiska naturalnego, neutralna pod względem zużycia wody. Bambusy, z których pozyskiwane jest drewno, nie są specjalnie nawadniane; użyte farby nie zawierają olejów mineralnych ani innych substancji pozostawiających szkodliwy ślad w środowisku wodnym.

hydrophil_4

Szczoteczka, po odłamaniu główki z włosiem, może być przeznaczona na kompost. Tekturowe opakowanie wykonano z recyklingu.

Aby szczoteczka zachowała swoje właściwości przez cały okres użytkowania (maksymalnie 3 miesiące), powinna być suszona po każdym użyciu, np. na kubku.

Dostępna z końcówkami w czterech kolorach: niebieskim, zielonym, czerwonym i neutralnym.

Dostępne wersje: dla dzieci, dla dorosłych: włosie miękkie i średnie.

Kraj produkcji: Chiny

hydrophil_5

Nasze wrażenia

Szczoteczki Hydrophil są urocze, zaprojektowane z najwyższą dbałością o jakość, estetykę i wygodę użycia – poza jednym aspektem. Ich okrągła rękojeść utrudnia nakładanie pasty na szczoteczkę bez przytrzymania, gdy leży np. na kubku, ponieważ odwraca się włosiem do dołu. Jest to jedyna wada, którą zauważyliśmy w trakcie użycia – nasz starszy syn często wyciska pastę dwiema rękami i zwrócił na to uwagę, zarazem pochwalił wygląd szczoteczki i wygodę szczotkowania.

hydrophil_1

Szczoteczki Hydrophil mają smukły kształt i bardzo wygodnie leżą w dłoni. Wyprofilowanie główki pozwala na sięgnięcie do trudno dostępnych zakamarków jamy ustnej. Muszę też przyznać, że włosie spełniło moje oczekiwania pod względem twardości, choć jest „tylko” średnio miękkie.

Myślę, że szczoteczkę Hydrophil powinni koniecznie wypróbować wielbiciele przedmiotów, które oprócz tego, że są ekologiczne, zostały zaprojektowane z dużą troską o jakość i wygląd. Oczywiście, w wypadku wszystkich produktów z Chin czy ogólnie Azji możemy mieć wątpliwości, jak ślad węglowy (kilka tysięcy kilometrów do pokonania, w dodatku do Polski szczoteczki trafiają przez Niemcy) jest neutralizowany przez odpowiedzialną produkcję. Bambus to drzewo o szczególnych właściwościach antybakteryjnych, trudno znaleźć podobne w Europie. Kto wie, może kiedyś uda się wyprodukować bardziej lokalną szczoteczkę.

hydrophil_3

Na swoim blogu producenci opisują sposób produkcji i zapewniają, że jest zrównoważona oraz „fair” (szczoteczki nie mają żadnego certyfikatu). Jeśli znacie niemiecki, na pewno znajdziecie tam sporo ciekawostek.

Dla wszystkich wielbicieli szczoteczek Ecobamboo mam takie spostrzeżenie: zarówno Hydrophil, jak i Ecobamboo są produkowane w Azji, w bardzo podobny sposób. Różnią się wyglądem (Ecobamboo jest bardziej płaska, szersza), nieznacznie ceną i dystrybutorem/producentem (Ecobamboo jest polską firmą). Myślę, że obie szczoteczki są tak samo eko. Natomiast która lepiej sprawdzi się u Was? To już kwestia indywidualna.

07 X2016

Ecozone płyn do prania ubrań sportowych – recenzja

by joanna

Właśnie z wielką ciekawością przetestowaliśmy nowy płyn do prania Ecozone, przeznaczony do ubrań sportowych. Ponieważ odzieży tego typu mamy sporo i jej zapach często jest trudny do usunięcia (o czym niżej), nasze oczekiwania były duże. Czy warto zmieniać przyzwyczajenia i zastąpić domowy proszek płynem do prania brytyjskiej marki?

ecozone_sport_1

W zasadzie znaleźliśmy już uniwersalny środek do prania, który nas satysfakcjonuje. Od kilku lat używamy proszku do prania własnej roboty (tu przepis). Mieliśmy też kule do prania (tutaj pisaliśmy o kulach piorących), jednak po półtora roku mieliśmy jakąś awarię w pralce i kule nam się zniszczyły.

Ubrania na rower – jak prać?

(więcej…)

14 IX2016

Bożena Kropka – „Co mi dolega?” – recenzja

by joanna

Druga książka dietetyczki Bożeny Kropki jest lekturą, którą czytelnicy „Pokonaj alergię” mogą potraktować jako swego rodzaju uporządkowanie wiedzy upakowanej w poprzednim, bardzo obszernym dziele autorki (tu nasza recenzja). Z kolei osoby, którzy z Bożeną Kropką zetkną się pierwszy raz, pewnie z ciekawości sięgną po poprzednią publikację.

co_mi_dolega_0

Autorka robi przegląd zagadnień, które według niej stanowią najistotniejsze i najczęstsze zjawiska dietetyczno-zdrowotne i stawia tezę, że odżywianie oraz dbanie o jakość naszego otoczenia i dobre samopoczucie stanowią klucz do naszego zdrowia. Przytacza też anegdoty ze swojego życia zawodowego i osobistego, jak zmiana sposobu odżywiania czasem radykalnie zmieniała życie chorego.

Czy z książki „Co mi dolega?” rzeczywiście możemy dowiedzieć się, dlaczego czujemy się źle? Wbrew tytułowi chyba nie to jest intencją autorki, żeby szukać u siebie choroby. Książka jest przewodnikiem po zagadnieniach związanych ze zdrowym odżywianiem oraz zaburzeniami funkcjonowania organizmu. (więcej…)

10 IX2016

Jabłkowy papier toaletowy Winni’s – recenzja

by joanna

Jednym z ciekawszych (bo dość uniwersalnych) ekodylematów jest kwestia papieru toaletowego. Już dawno odeszliśmy (my – ludzie) od naturalnych sposobów podcierania się tym, co rośnie/leży pod ręką, ewentualnie po prostu ręką, i zagustowaliśmy w wygodzie. Nie zawsze wybór pada na papier, w Europie jest on jednak najbardziej popularny (bidet wciąż jest rzadkością).

Jednorazowy papier toaletowy powinien spełniać kilka warunków, aby zadowolić naszą zadnią stronę, i często jesteśmy gotowi za to zapłacić.

papier_winnis_5

Myślę, że temat papieru toaletowego, jego produkcji, wpływu na środowisko, może być naprawdę fascynujący, zwłaszcza z punktu widzenia różnić kulturowych, geograficznych czy społecznych. Co jest lepsze dla środowiska – papier czy bidet? Jeśli nie możemy mieć bidetu, który papier będzie najmniej szkodził środowisku i nam samym? A może czas wrócić do lnianych szmatek wielokrotnego użytku? Nie wiem, czy to wszystko da się policzyć, ale warto się temu przyjrzeć.

Postanowiliśmy przyjrzeć się więc bliżej papierowi toaletowemu Winni’s – tę włoską markę znamy z wysokiej jakości ekologicznych środków do prania i czyszczenia domu. Czy włoski papier toaletowy jest wart uwagi?

Papier toaletowy Winni’s

www.winnis.it

Dystrybutor: www.eko-dystrybutor.pl

Gdzie kupić: Better Land

Cena: 13,99 zł za opakowanie (4 rolki)

papier_winnis_1

Informacje producenta

Miękki i wytrzymały naturalny papier toaletowy w odcieniu kości słoniowej, lekki i elegancki. Niewybielany za pomocą chloru. Ekologiczny, trwały produkt, w 100% biodegradowalny. Wykonany z celulozy pozyskanej ze zrównoważonej gospodarki leśnej (certyfikat FSC). Zawiera pozostałości z przetwórstwa jabłek (do 5%), dzięki czemu produkcja papieru Winni’s przyczynia się do mniejszego oddziaływania na środowisko.

Opakowanie papieru (folia) jest cieńsze niż standardowe o 50%. Wyprodukowano z użyciem energii odnawialnej.

Testowany pod kątem zawartości niklu, kobaltu i chromu.

W opakowaniu znajdują się 4 rolki. Papier dwuwarstwowy, wymiary rolki: 9,8 cm na 12 cm (średnica), 350 listków, długość 168 m (+/-4%).

papier_winnis_4

Nasze wrażenia

Niespodziewanie papier toaletowy skłonił nas do głębszego zastanowienia się nad istotą tego produktu i sposobów jego pozyskiwania. Papier Winni’s ma ważne zalety, ale też kilka wad, które powodują, że jego ekologiczność w etycznym słowa znaczeniu staje pod znakiem zapytania.

Papier toaletowy Winni’s – zalety:

  • wykonany z celulozy pochodzącej z drzew z upraw kontrolowanych – certyfikat FSC,
  • bardzo elegancki – spokojnie może znaleźć się w hotelu wysokiej klasy albo drogiej restauracji,
  • naturalny zapach jabłkowy – dzięki zawartości odpadków z przetwórstwa jabłek,
  • wysoka jakość – jest miękki, chłonny, trwały i wydajny (większa chłonność to mniej zużytych lisków),
  • odpowiedni dla wymagających alergików – sprawdzony pod kątem zawartości metali ciężkich.

papier_winnis_2

Papier toaletowy Winni’s – wady:

  • produkowany z nowych zasobów leśnych (a nie z makulatury),
  • dość drogi – w regularnej cenie 3,5 zł za rolkę – nawet jeśli jest wydajny, nie przebije ceny papieru z makulatury,
  • produkowany we Włoszech – musi przebyć długą drogę do Polski,
  • trudno dostępny – trzeba go zamawiać z wyprzedzeniem i trzymać zapasy, bo gdy nagle się skończy, nie kupimy go w sklepie obok (zawsze można go zamówić przy okazji zakupów internetowych, gdy brakuje nam kwoty do darmowej wysyłki).

papier_winnis_6

Podsumowując – jest to papier dla osób przyzwyczajonych do papieru toaletowego wysokiej jakości. Duża zaleta – jest hipoalergiczny, pozbawiony chemii, niewybielany chlorem. Nie wiem natomiast, czy osoby z silną alergią na jabłka będą go dobrze tolerować.

Jeśli miałabym określić papier Winni’s jako ekologiczny lub nie, zawahałabym się – trochę jest, a trochę nie jest. Zdecydowanie przebija konkurencję, jeśli chodzi o droższe papiery – przy tych wszystkich miękkich, chlorowanych i naszpikowanych aromatami i barwnikami papierów Winni’s zdecydowanie wygrywa. Czy jest lepszy od szarego papieru z makulatury za kilkadziesiąt groszy? Pod względem jakości – na pewno. Pod względem produkcji – niekoniecznie. Zachęcam do samodzielnego wypróbowania!

papier_winnis_3

Z tej serii można także kupić ręczniki papierowe Winni’s oraz chusteczki higienicznie Winni’s.

Pamiętajcie, że z kodem rabatowym MEB5 uzyskacie 5% zniżki w sklepie Drogerii Ekologicznej Better Land!

22 VIII2016

Pasty dla dorosłych, bez fluoru: ranking Organicznych

by joanna

Za nami testy past do zębów dla dorosłych – past bez fluoru. Oczywiście nie mieliśmy szansy sprawdzić wszystkich past dostępnych w Polsce, choć staraliśmy się dotrzeć do jak największej liczby dystrybutorów i producentów. Wybraliśmy więc przede wszystkim te, które można w miarę łatwo kupić.

Mieliśmy kilka przygód, w tym odmowę wzięcia udziału w teście (czyżbyśmy byli aż tak groźni?) oraz dyskwalifikację jednej pasty ze względu na braki formalne – nie powinna była znaleźć się jeszcze w sprzedaży. Do niektórych past nie udało nam się dotrzeć, o wielu zapewne się nie dowiedzieliśmy.

ranking_past_1

Dlatego nasz test jest wybiórczy, ale wierzę, że znajdziecie tu przydatną podpowiedź, które pasty do zębów są warte uwagi.

Pasta idealna

Wybór kosmetyku przeznaczonego do higieny jamy ustnej to coś więcej niż dbanie o zęby i dziąsła. Składniki pasty podczas szczotkowania mają dużą szansę przedostać się przez błony śluzowe do naszego organizmu (pomijam kwestię połknięcia). Może być to wykorzystane w pozytywny sposób (przykład pasty Sante z witaminą B12). Może to jednak oznaczać, że wszystkie inne składniki kosmetyku znajdą się w naszym krwiobiegu, a niekoniecznie wszystkie są tam pożądane.

test_past_0

Idealna pasta do zębów w moim mniemaniu zawiera tylko takie składniki, które możemy połknąć bez obaw, a zarazem – działa przeciwpróchniczo, zapobiega płytce nazębnej i usuwa już powstałą, remineralizuje zęby, zabija bakterie, odświeża. Taką pastę można zrobić samemu (wrócę do tego tematu!), ale jeśli z jakichś powodów nie chcemy się w to angażować, pozostaje znaleźć gotową pastę do kupienia. I tu raczej trzeba patrzeć na skład pod względem – czego pasta nie zawiera.

Według mojej oceny dobra pasta do zębów nie powinna zawierać:

  • fluoru,
  • SLS, SLES,
  • parabenów,
  • karagenu,
  • dwutlenku tytanu,
  • aromatów,
  • barwników,
  • konserwantów.

pasta_manna_4

Dobra pasta do zębów według mnie powinna zawierać przede wszystkim:

  • bezpieczny składnik ścierający (np. krzemionkę),
  • naturalne składniki antybakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze (wyciąg z roślin),
  • składnik nadający świeżość (jeśli nie musi to być pasta zgodna homeopatycznie – szałwia lub mięta).

W wypadku poważniejszych problemów z dziąsłami, parodontozą, wrażliwymi zębami – trzeba szukać składników działających właśnie na te konkretne dolegliwości. Dla nieweganów ciekawym rozwiązaniem może być miód manuka czy propolis. Zapraszam do lektury naszego słownika składników past do zębów.

ranking_past_2

Wybór Organicznych

W zasadzie wybór był prosty. Szukaliśmy pasty z najlepszym składem, która będzie odpowiadała nam smakowo. Ponieważ nie borykamy się z żadnym szczególnym problemem, działanie przeciwpróchnicze było priorytetem. Bardzo chciałam, żeby pasta była dobra również dla starszych dzieci, więc odpadały wszystkie zawierające dwutlenek tytanu.

Wybraliśmy dwie zwycięskie pasty, które śmiało polecamy jako sprawdzone przez nas kosmetyki do jamy ustnej. Różnią się od siebie znacznie, co daje naszym Czytelnikom ciekawszy wybór.

kuca_magicne_trave_01

Pierwsza pasta to chorwacka Kuca Magicne Trave

Pasta z melisą, zawierająca organiczne zioła (w tym miętę i szałwię), glinkę i stewię, za to pozbawiona wszelkich dodatków typu konserwanty, aromaty czy barwniki. Jest to pasta o wyjątkowym składzie i wyjątkowym smaku, do którego trzeba się przyzwyczaić. Warto!

Tu przeczytasz całą recenzję.

Ocena za: bardzo dobry skład, który trudno przebić

Kupisz tutaj: Energy Family

Cena: 25 zł za 75 ml

eco_cosmetics_pasta_01

Drugą zwycięską pastą jest niemiecka pasta z czarnuszką Eco Cosmetics

Ma dobrą cenę (około 15 zł za 75 ml), dobry smak i skład – w tym wyciągi z pięciu ziół – i jest łatwo dostępna. Tu przeczytasz całą recenzję.

Ocena za: dobry skład i przystępną cenę

Kupisz tutaj: Ekologiczny.pl oraz m.in. w sklepie Kooperatywy, Warszawa, ul. Andersa 27

Cena: od 14 zł za 75 ml

ranking_past_3

Pasty ze srebrnym medalem

Te pasty są warte uwagi – mają dobre składy, choć zrobiły na nas mniejsze wrażenie niż te zwycięskie. Zachęcam do przeczytania osobnych recenzji, przy każdej paście znajdziecie skład, informacje producenta oraz nasze wrażenia. Kolejność alfabetyczna:

  • Babuszka Agafja – pasta solnarecenzja
  • BjoBj aloesowa z tymiankiem i anyżemrecenzja
  • Lavera z bio-echinaceą i propolisemrecenzja
  • Logodent mineralnarecenzja
  • Logodent z szałwią i rozmarynemrecenzja
  • Mannarecenzja
  • Sante z witaminą B12recenzja
  • Weleda – pasta solna – recenzja
  • Weleda – pasta z wyciągiem z korzenia ratanii – recenzja 

weleda_pasta_ratania_3

Inne testowane przez nas pasty

Kolejność alfabetyczna:

ecodenta_black_3

Jeśli jakaś pasta bez fluoru powinna według Was znaleźć się w naszym rankingu, a spełnia większość naszych wymagań, napiszcie do nas!

Dziękujemy wszystkim firmom i dystrybutorom, którzy udostępnili nam próbki past do testów.

18 VIII2016

„Księga małego alergika” – recenzja

by joanna

Nazwisko Sears niemal automatycznie kojarzy się z zagadnieniem rodzicielstwa bliskości i serią książek poświęconą temu zagadnieniu (pisałam o „Księdze rodzicielstwa bliskości”). Tym razem rodzina Searsów, a konkretnie ojciec i syn, uznani pediatrzy, podjęli temat alergii. Kto spodziewał się książki podobnej do pozostałem biblioteki Searsów, może być zaskoczony: to przede wszystkim kompendium bardzo konkretnej wiedzy.

ksiega_malego_alergika_1

Autorzy starają się łączyć wodę z ogniem, czyli mówić o medycynie konwencjonalnej, ale jednocześnie podkreślać, jak bardzo można pomóc sobie za pomocą naturalnych środków, a także diety i stylu życia. Nie jest to książka tylko dla rodziców alergików – jestem pewna, że dorosły alergik, w tym astmatyk czy atopowiec, znajdzie tu wiele podpowiedzi, jak uczynić swoje życie znośniejszym. (więcej…)

09 VIII2016

Olej makadamia – na cellulit i rozstępy

by joanna

Ten olejek, tłoczony z orzechów makadamia, pochodzi z drugiego końca świata – drzewa makadamia rosną w Australii i Nowej Zelandii (uprawiane są również w Afryce Południowej i na Hawajach). Dlatego dla Europejczyków jego ślad węglowy jest niestety spory. Natomiast właściwości, które są mu przypisywane, mogą zainteresować szczególnie panie uwielbiające naturalną pielęgnację.

makadamia_esent_4

Skład oleju makadamia (nierafinowanego, tłoczonego na zimno):

  • 16-24% cennego kwasu oleopalmitynowego (omega-7, unikalny w roślinach – występuje w ludzkiej skórze),
  • 57% kwasu olejowego,
  • witaminy: A, B, E,
  • lecytyna,
  • skwalen,
  • składniki mineralne.

(więcej…)

Strony:12345»