Lydie Salvayre, „Zwyczajne życie”

Czytam stare książki: „Zwyczajne życie”

„Zwyczajne życie” to bardzo krótka, niepozorna książka, która znalazła u mnie przystań przy okazji jakiejś wymiany lektur. Jest na tyle cienka, że sięgnęłam po nią podczas >> chorowania na covid, choć czytane przychodziło mi z trudem. W zdrowiu to lektura na jeden wieczór, którą polecam jako lekki przerywnik między poważniejszymi książkami.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam stare książki:

Podejmij wyzwanie: czytam stare książki. Małgorzata Rogala, „Punkt widzenia”

#24 Lydie Salvayre, „Zwyczajne życie”

Autorka jest córką hiszpańskich imigrantów, która mieszka we Francji i jest z wykształcenia psychiatrką. Jest to jej pierwsza książka, z jaką miałam do czynienia, ale poszukam jeszcze, co zostało przetłumaczone na polski.

Bohaterką „Zwyczajnego życia” jest Suzanne, aktywna zawodowo kobieta pod sześćdziesiątkę, wdowa od ponad 30 lat, której życiem jest praca i małżeństwo córki. Do czasu, kiedy w pracy pojawia się nowa sekretarka. Osoba, którą Suzanne szczerze nienawidzi, ale też której się boi i której przypisuje spiskowanie przeciw niej. Córka bohaterki na samo wspomnienie o sekretarce prycha i złości się na matkę, że ta wymyśla problemy. Z kolei sąsiad zagrzewa Suzanne do walki i podsyca w niej podejrzenia, że sekretarka jest jej największym wrogiem. Jedynym milczącym słuchaczem historii o relacjach między Suzanne a jej rywalką jest lekarz, który jednak bardziej skupia się na leczeniu ciała niż duszy. Niepokój wewnętrzny narasta, narastają problemy z oceną sytuacji, komplikują się też sprawy zdrowotne Suzanne…

Kiedy czytałam tę książkę, przyszło mi do głowy, że jest to lektura bardzo francuska, sugerująca, że autorka zna dobrze twórczość Rolanda Topora. Jeśli pamiętacie „Chimerycznego lokatora” i napięcie związane z kryzysem zaufania – komu wierzyć, kto widzi sytuację w sposób bezstronny i prawdziwy – tu znajdziemy pewne echa tej zabawy z czytelnikami.

Lydie Salvayre, „Zwyczajne życie”
Lydie Salvayre, „Zwyczajne życie”

Polecam jako dobrą rozrywkę, która dzięki ciętemu językowi bohaterki rozbawi nas, ale i wciągnie w grę: czy Suzanne na pewno widzi wszystko jasno? Może rację ma jej córka, surowo oceniająca opowieści matki? Koniec końców widzimy triumfującą bohaterkę, która jednocześnie ponosi oczekiwaną klęskę. Może jednak zawołać: a nie mówiłam?

Książkę puszczę w obieg dalej, niech ma swoje kolejne życia.

Lydie Salvayre, „Zwyczajne życie”

Wydawnictwo Znak, Kraków 2006

Może przeczytasz także:

„Jak stworzyć wegański świat. Podejście pragmatyczne”

Czytam stare książki: „Jak stworzyć wegański świat”

„Jak stworzyć wegański świat. Podejście pragmatyczne” to znakomita odpowiedź na książkę >> „VeganFreak”, w dodatku
„Greenprint. Jak dzięki zielonej diecie uzdrowić siebie i świat”

„Greenprint. Jak dzięki zielonej diecie uzdrowić siebie i świat”

Oto znakomita książka na Dzień Ziemi: „Greenprint. Jak dzięki zielonej diecie uzdrowić siebie i świat”
Dr Bob Torres, dr Jenna Torres, „Vegan freak”

Czytam stare książki: „Vegan freak”

To chyba najgorsza książka o weganizmie, na jaką mogłam trafić! – pomyślałam, kiedy zaczęłam lekturę

4 thoughts on “Czytam stare książki: „Zwyczajne życie””

  1. Jak widać warto dać starym książkom drugie życie, nie trzeba tylko gonić za nowościami wydawniczymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge