08 XI2016

Wegański tort z malinami i rodzynkami, bez cukru, kakao i glutenu

by joanna

Zacznę od tłumaczenia, dlaczego w tytule napisałam „wegański”, bo niektórzy nasi czytelnicy mogą pomyśleć, że jesteśmy weganami – a nie jesteśmy. Nazwa wegański tort to wskazówka dla alergików, że tort nie zawiera takich produktów, jak jajka, mleko, masło, miód – czyli częstych alergenów.

Ćwiczyłam pieczenie tego tortu w kilku wersjach, posiłkowałam się m.in. blogiem i książkami Mamy Alergika, poprzednie wersje (glutenowe) możecie obejrzeć tu i tu.

Wegański tort bezglutenowy

Wegański tort bezglutenowy

Wegański tort urodzinowy z malinami i rodzynkami, bez cukru, kakao i glutenu

(więcej…)

14 X2016

Błyskawiczne naleśniki bezglutenowe i bezjajeczne – przepis

by joanna

Przywieźliśmy z działki 30 kg jabłek (a będzie więcej), które zajęły nam połowę kuchni. Wymagały więc natychmiastowej interwencji i tak oto z części powstały przetwory – 100% gotowanych jabłek, 0% cukru czy czegokolwiek innego. Pomyślałam, że jabłka dobrze pasują do naleśników, więc brakuje tylko tych drugich.

jablka_1

Jeśli jesteście ciekawi, jak przygotowałam jabłka – nie ma w tym żadnego specjalnego sposobu. Wybrałam te miękkie i słodkie (na zdjęciu – te z zieloną skórką), umyłam, obrałam, pokroiłam (bez gniazd nasiennych, odkrawałam też obite czy robaczywe kawałki). W garnku ze stali nierdzewnej, z grubym dnem, grzałam jabłka: kilka godzin jednego dnia, kilka godzin drugiego, aż były miękkie. Nie dodawałam niczego, nawet wody. 

jablka_przetwory

 

Chłopcy jedzą jabłka w niewielkich ilościach i sezonowo, a takie przetworzone jabłka, w dodatku bez skórki, są mniej alergizujące.

Naleśniki, które dziś Wam proponuję, robi się błyskawicznie i nie trzeba po nich dużo sprzątać.

Do zmieszania ciasta i wylewania go na patelnię użyłam specjalnego pojemnika do naleśników, który kupiłam w Tchibo (wybaczcie jakość zdjęcia).

butelka_do_nalesnikow

Pojemnik ma tę zaletę, że bardzo wygodnie wyciska się ciasto na patelnię, natomiast jako szejker (mimo specjalnej sprężynki w środku) spisał się średnio, ponieważ zatyczka jest nieszczelna. Żeby dobrze wymieszać składniki, trzeba się nieźle namachać i sprawdzać, czy na ściankach nie została sucha mąka.

A więc do dzieła.

nalesnik_bezglutenowy_1

Przepis: błyskawiczne naleśniki bezglutenowe i bezjajeczne

Składniki:

  • 200 ml mąki gryczanej,
  • 200 ml mąki ryżowej (użyłam pełnoziarnistej),
  • 6 łyżek oliwy z oliwek,
  • łyżka soli (lub mniej),
  • szklanka wody + tyle wody, ile będzie trzeba,
  • tłuszcz do smażenia.

Mieszamy składniki suche, dolewamy oliwę i wodę. Wszystko dokładnie mieszamy, aby uzyskać dość gęste, jednolite ciasto. Ciasto mieszamy przed każdym użyciem.

nalesnik_bezglutenowy_2

Smarujemy patelnię odrobiną tłuszczu (może to być np. olej kokosowy), rozgrzewamy i wylewamy ciasto. Smażymy do lekkiego zrumieniena – około minuty – po czym przewracamy na drugą stronę i ponownie smażymy około minuty.

Naleśnik raczej nie wyjdzie cieniutki jak papier, ale powinien być sprężysty.

nalesnik_bezglutenowy_3

Smakuje wspaniale z jabłkami, melasą karobową, a także po prostu bez niczego.

Smacznego!

29 VI2016

Wegańskie lody owocowe z chia

by joanna

W tym roku udoskonaliłam mój przepis na wegańskie lody dla alergików – bez mleka, glutenu, z dozwolonymi owocami. Dzięki foremkom możemy jeść prawdziwe lody na patyku, zamiast wyskrobywać je z pucharków, ale przepis jest tak samo dobry, gdy używamy np. miseczek. Zamiast mrozić, mus można wypić po schłodzeniu jako koktajl.

Domowe lody truskawkowe

Domowe lody truskawkowe

Zdaję sobie sprawę, że plastikowe foremki (z polipropylenu) nie są idealnymi pojemnikami w ekologicznej kuchni. Ponieważ nie poddajemy ich wysokiej temperaturze, żywię nadzieję, że przenikalność tworzywa do naszych lodów jest niewielka. Na pewno w tym wypadku przekonała mnie wygoda. Kupicie je w Ikei.

lody_z_chia_1

Tu znajdziecie przepis, który stosowałam do niedawna. W tym roku postanowiłam, że zagęszczę mus nasionami chia. (więcej…)

09 I2016

Zielony koktajl wapniowy: jarmużowo-karobowy

by joanna

Jedna porcja jarmużu zawiera więcej wapnia niż 170 ml mleka i więcej błonnika niż trzy kromki pełnoziarnistego chleba – pisze Jo Robinson w swojej książce „Dzika strona jedzenia” (choć nie wiem, ile to jest jedna porcja?). Zdecydowanie jarmuż warto jeść. Jest bogatym źródłem nie tylko wapnia i błonnika, ale także witaminy C i K oraz karetonoidów, żelaza i przeciwnowotworowego sulforafanu.

Jarmuż zawiera również szczawiany oraz wspomniany błonnik – hamujące nieco wchłanianie wapnia. Dla osób z problemami tarczycy ważna jest również obecność goitrogenów, hamujących wchłanianie jodu (to cecha wszystkich kapustnych).

Nie wszystkim od razu posmakuje lekki gorzki smak jarmużu. Warto znaleźć swój sposób na przygotowania tej rośliny. My bardzo lubimy pesto (nasz przepis), a nasze dzieci przepadają za słodkim koktajlem jarmużowo-karobowym, który przygotowuję po kątem jak najlepszej zawartości wapnia.

Koktajl jarmużowy.

Koktajl jarmużowy.

Wapniowy koktajl jarmużowy z melasą karobową – przepis

Składniki:

  • kilka umytych liści jarmużu,
  • 2-3 łyżki melasy karobowej,
  • łyżka nasion chia,
  • woda,
  • sok z cytryny według uznania,
  • opcjonalnie: owoc, np. obrana pomarańcza (z albedo), kawałki ananasa.

Wszystkie składniki wkładamy do blendera kielichowego i miksujemy do uzyskania gładkiego napoju. W razie potrzeby dodajemy większą ilość wody.

Nasze dzieci ogromnie lubią ten koktajl, głównie dzięki obecności słodkiej melasy. Myślę, że można ją zastąpić np. miodem. W takim koktajlu łatwo ukryć smak jarmużu, którego wszystkie jego zalety – zwłaszcza że jest on surowy – będą zachowane. Sok z cytryny jest dodatkowym czynnikiem sprzyjającym wchłanianiu wapnia.

Zachęcam do spróbowania zielonego koktajlu i eksperymentów z łączeniem smaków – smacznego!

16 XII2015

„Atelier Smaku. 108 potraw bezglutenowej kuchni wegańskiej” – recenzja

by joanna

Ktokolwiek próbował prowadzić kuchnię bez kilku podstawowych składników – takich jak gluten, mięso, jajka, nabiał – jednocześnie, ten wie, że wymaga to sporej ekwilibrystyki, pomysłowości i dobrych przepisów.

Atelier Smaku.

Atelier Smaku.

Atelier Smaku to duet kulinarno-modowy, który projektuje – smaki i ubrania. Jolę Słomę oraz Mirka Trymbulaka miałam okazję poznać już rok temu na Dniach Alergii, a w tym roku brałam nawet udział w ich warsztatach kulinarnych podczas DA 2015.

Gotuję z Atelier Smaku.

Gotuję z Atelier Smaku.

Jola i Mirek to nie tylko fantastyczni, ciepli ludzie, ale także autorzy znakomitych potraw. „108 potraw bezglutenowych kuchni wegańskiej” to ich kolejna książka, zbierająca przepisy, które można też oglądać na żywo na ich kanale YT. Tu obejrzycie setny odcinek ich kulinarnego serialu, z ruskimi pierogami ze skwarkami. Przepis na nie znajduje się również w książce.

„Atelier Smaku. 108 potraw bezglutenowej kuchni wegańskiej” to przepięknie i wygodnie wydana książka kucharska dla tych, którzy jedzą wegańsko i bezglutenowo. Przepisy są dla mnie ty, ciekawsze, że zawierają np. przyprawy, których nie znam (asafetyda), lub inne mniej oczywiste składniki (np. okara).

atelier_smaku_0

Sałatki i przystawki, zupy, dania główne, pieczywo, pasty i pasztety, desery, ciasta i ciastka oraz przetwory i napoje to działy, według których podzielono ponad setkę przepisów.

Książkę można wygodnie postawić w kuchni, otwartą na konkretnej stronie, i łatwo przeczytać listę składników i opis wykonania, a na końcu – zerknąć na zdjęcie, czy wyszło nam podobnie, jak Joli i Mirkowi. Każdy przepis opatrzony jest komentarzem w postaci liczby kalorii, ilości białka, tłuszczu oraz węglowodanów w potrawie.

atelier_smaku_1

Ze swojej strony mogłabym jedynie zasugerować większą czcionkę, bo podczas gotowania dobrze jest tylko rzucać okiem na przepis, a takie osoby jak ja (czyli w okularach) wolą mieć po prostu duże litery przed oczami.

atelier_smaku_2

W książce znajdziecie sporo przepisów w sam raz na święta – w wersji wegańskiej i bg (np. kutia z kaszy jaglanej). Niektóre receptury mogą wydawać się trudne (np. dobre bezglutenowe pieczywo jest moim zdaniem poważnym wyzwaniem). Bardzo spodobały mi się lniane grissini i sądzę, że przygotuję je przy najbliższej okazji. Pizza z topinamburem też zwróciła moją uwagę – czy takie połączenie ma szansę być naprawdę smaczne? Po warsztatach z Jolą i Mirkiem mam wrażenie, że ich przepisy muszą być zawsze dobre!

Na końcu książki znajdziemy przydatny słowniczek, gdzie pojawiają się te mniej znane składniki wraz z krótkim opisem.

Zachęcam Was do wspólnego gotowania z Atelier Smaku!

Książkę „Atelier Smaku. 108 potraw bezglutenowej kuchni wegańskiej” kupicie m.in. w Empikach. Cena – około 80 zł.

30 XI2015

Bez jaj i z jajami – powrót naleśników

by tadeusz

Kto mnie zna dłużej niż parę lat, pewnie wie, że uwielbiam smażyć naleśniki. Kiedyś regularnie podejmowałem nimi gości, którzy bardzo to doceniali.

Swego czasu doceniły to również mrówki faraona, nasi mali współlokatorzy w poprzednim mieszkaniu – im też moje naleśniki bardzo smakowały. Gościom musieliśmy potem dać coś innego. Kiedy J. zaczął jadać coś poza mlekiem, smażyłem naleśniki dla niego. Potem okazało się, że krowie mleko mu szkodzi, zastąpiłem je więc kozim (jak komuś wolno, to bardzo polecam – naleśniki wychodzą przepyszne!). Potem okazało się, że kozie też trzeba wykluczyć, a w dodatku jajka też… I wtedy się poddałem. Od czterech lat nie usmażyłem naleśnika. S. nic takiego w życiu nie widział.

nalesniki_t_0

Wersja bezjajeczna.

(więcej…)

09 XI2015

Zupa dyniowa? Obowiązkowa!

by joanna

Oczywiście, dla tych, którzy lubią dynię i nie są na nią uczuleni oraz nie muszą stosować diety anty-/niskohistaminowej. Wbrew powszechnej opinii dynia może wywoływać reakcje alergiczne, zawiera również dużą dawkę histaminy (pestki także).

Dlaczego warto jeść dynię? Jest naszym lokalnym warzywem, występuje pod koniec lata i w sezonie późnojesiennym, kiedy mamy coraz mniej świeżych warzyw i owoców. Jest niskokaloryczna, za to bogata w betakaroten, zawiera też potas, fosfor i witaminy z grupy B, szczególnie B2.

zupa_dyniowa_1

Moja wersja zupy dyniowej jest dość bogata, w dodatku kolorowe warzywa nadają jej ciemniejszy kolor. Można spokojnie zrezygnować z tych warzyw, które się nie lubi, a zamiast czerwonej cebuli i purpurowej marchwi – wrzucić zwykłe odmiany (pamiętajmy jednak, że czerwona cebula jest cenniejsza od białej, podobnie jak purpurowa marchew – od pomarańczowej).

Dynia hokkaido.

Dynia hokkaido.

Do gotujących się warzyw warto dodać zielone części roślin – liście selera oraz ciemna część pora znakomicie podkręcą smak. Nie zostają one potem w zupie.

Przeczytaj także: Kwercetyna – moc czerwonej cebuli

Zupa dyniowa z imbirem

Składniki:

  • dynia: wnętrze około 5-kilowej dyni, bez pestek (jeśli hokkaido, nie obieramy jej ze skóry),
  • cebula biała,
  • cebula czerwona,
  • marchewka biała,
  • marchewka purpurowa,
  • duży seler, z liśćmi,
  • duży por – cały (obrywamy tylko najbrzydsze kawałki liści),
  • świeży imbir wielkości orzecha włoskiego,
  • pół papryczki chilli,
  • dwa ząbki czosnku,
  • ziele angielskie,
  • liście laurowe,
  • sól, pieprz,
  • łyżka oliwy EV.

Zupę dyniową robię dwuetapowo. Najpierw przez około 1 godzinę gotuję bulion warzywny w pięciolitrowym garnku – wszystkie składniki powyżej, bez dyni, z dużą ilością przypraw.

bulion_warzywny

Następnie przekładam warzywa i imbir (bez zieleniny i dużych przypraw) do drugiego garnka, zalewam niedużą ilością bulionu i do tego dodaję dynię. Gotuję pod przykryciem około pół godziny.

dynia_miązsz

Zupę wystarczy teraz dokładnie zmiksować blenderem – ważne, aby nie zapomnieć o zmiksowaniu imbiru (może stawiać opór). Zupa powinna mieć konsystencję kremową, jeśli wyda nam się za gęsta, możemy dodać jeszcze bulionu. Znakomicie smakuje z pestkami słonecznika.

Według mnie taka zupa jest świetnym daniem śniadaniowym w chłodniejsze dni. Dzięki zawartości imbiru przyjemnie rozgrzewa.

Smacznego!

28 X2015

Tort dla alergika: wersja bez cukru

by joanna

Bardzo lubię robić mój tort dla alergika, ale postanowiłam go nieco udoskonalić – mianowicie zrezygnować całkowicie z cukru (choć używałam zawsze muscovado, mimo wszystko był to cukier).

tort_bez_cukru_1

Tortu w nowej wersji spróbowały dzieci w przedszkolu naszego syna oraz ich rodzice, ponieważ jako mama alergika (ogarniająca alergie i zasady zdrowego żywienia) zostałam wytypowana do upieczenia takich ciast na święto Pasowania na Przedszkolaka. (więcej…)

11 V2015

Testujemy: płatki owsiane bezglutenowe

by joanna

Choć żadne z nas nie ma potwierdzonych problemów z glutenem, od dawna kupuję jedynie bezglutenowe płatki owsiane. Robię to z dwóch przyczyn: po pierwsze, są to płatki wyższej jakości, niezanieczyszczone innymi zbożami (zwłaszcza tymi, których nie jem – czyli glutenowymi). Po drugie (co wynika z pierwszego), są po prostu smaczniejsze. Delikatniejsze i, mam wrażenie, miększe.

Ja i moi synowie uwielbiamy owsiankę z odrobiną karobu i bakalii. Takie śniadanie to ogromny zastrzyk energii na wiele godzin. (Tu przepis).

owsianka_2

Gluten owsiany

Czy owies bezglutenowy to oksymoron? Faktem jest, że gluten kojarzymy raczej z pszenicą, ale wiemy, że białka podobne do pszenicznego glutenu (który w pszenicy zbudowany jest z gliadyny i gluteniny) występują w innych zbożach, zwanych glutenowymi. Według Komisji Europejskiej do tych zbóż należą: pszenica (i jej odmiany, a więc i orkisz, płaskurka oraz samopsza), żyto, jęczmień i owies. I chociaż za problemy celiaków (osób nietolerujących glutenu) odpowiada gliadyna – białko obecne jedynie w pszenicy – podobieństwo budowy białek innych zbóż „glutenowych” powoduje, że celiacy nie mogą ich spożywać.

Ale 95% celiaków toleruje owies, o ile ten pochodzi z  czystych upraw, niezanieczyszczonych innymi zbożami. Awenina, białko owsiane, jest podobne do gliadyny jedynie w 1,4%. Mimo to zaleca się ostrożność we wprowadzaniu owsa do diety bezglutenowej.

Za produkty, które mogą być nazywane bezglutenowymi, uważa się takie, których zawartość białek glutenowych nie przekracza 20 mg na kg.

przekreslony_klos

Międzynarodowy symbol żywności bezglutenowej.

Symbol przekreślonego kłosa, rozpoznawany przez celiaków jako certyfikat żywności dla nich bezpiecznej, przyznają odpowiednie instytucje (w Polsce jest to Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej), które kontrolują zawartość glutenu w produktach. Symbol przekreślonego kłosa jest znakiem zastrzeżonym, ale niektóre firmy używają podobnych oznaczeń (patrz poniżej – płatki Pięciu Przemian). Nie płacą za certyfikat, dlatego decyzja o kupnie takiego produktu należy do konsumenta.

Moczyć czy nie moczyć?

Na żadnym opakowaniu testowanych płatków nie znajduje się dość istotna informacja dotycząca przygotowania zboża przed spożyciem. Uważam to za spore przeoczenie. Informacje na ten temat znajdziemy w różnych opracowaniach, np. tu:

W ziarnie owsa znajduje się od 0,76 do 1,1% kwasu fitynowego, co jest wartością średnią w porównaniu z ziarnem innych zbóż. Kwas fitynowy i jego pochodne przez długi okres, ze względu na trwałe zdolności wiązania fosforu, wapnia, żelaza, magnezu, manganu, cynku i miedzi z przewodu pokarmowego, uważano jedynie za czynniki antyodżywcze.

Jednym słowem, kwas fitynowy wiąże się ze składnikami odżywczymi, które tak cenimy w owsie (patrz niżej przy opisie płatków), i zaburza ich wchłanianie (podobnie jest z kwasem fitynowym w innych zbożach, stąd np. chleb na zakwasie, który rozkłada fityniany, jest zdrowszy od chleba na samych drożdżach). Nie jest jednak tak, że sam kwas fitynowy to składnik bez wartości:

Jednakże z uwagi na wiązanie jonów metali przejściowych (żelaza i miedzi) kwas fitynowy można również rozpatrywać jako związek, który wywiera działanie przeciwutleniajce, ochraniając komórki błony śluzowej jelita przed działaniem wolnych rodników. Jako źródło mezoinozytolu, związku zaliczanego do grupy witamin o nieznanej bliżej funkcji koenzymatycznej, przypisuje mu się właściwości czynnika wzrostowego, przeciwrakowego, przeciwcukrzycowego i przeciwmiażdżycowego. Zdolność kwasu fitynowego do tworzenia kompleksów z białkami może również wpływać na strawność białka.

Aby rozłożyć część kwasu fitynowego do postaci, która nie zaburza wchłaniania np. wapnia czy żelaza, należy namoczyć płatki i zostawić je na kilka godzin – nie więcej niż 24 h, ponieważ zaczynają kwaśnieć (zasada podobna jak w wypadku powstawania zakwasu chlebowego). W ten sposób pozbędziemy się części fitynianów, ale tylko części – ponieważ w owsie jest niewiele enzymu, który rozkłada fityniany (fitaza). Niektórzy dosypują do moczących się płatków np. trochę świeżo zmielonego ryżu, żeby wspomóc ten proces.

bezglutenowe_platki_owsiane_1

Według mnie rozsądny jest złoty środek: skoro fityniany trochę szkodzą, a trochę pomagają, moczmy płatki. A jeśli o tym zapomnimy, to zjedzenie od czasu do czasu płatków, których nie namoczyliśmy, nie zaszkodzi. Sama się jednak przekonałam, że odkąd moczę płatki owsiane (a jemy ich dużo, np. w batonach), nie mam białych plamek na paznokciach, które świadczyły o zaburzeniu wchłaniania cynku.

Testujemy: płatki owsiane bezglutenowe

Uwaga na początek:

Płatki różnią się przede wszystkim wielkością, natomiast w smaku okazały się tak podobne, że zrezygnowaliśmy z oceny tego waloru.

Alara – BIO, szkockie bezglutenowe płatki owsiane (Scottish oats porridge)

www.alara.co.uk

platki_alara_1

Cena: 19,50 zł za 500 g

Producent: Alara (Wielka Brytania)

Dystrybutor: Avantum Europe

Informacje producenta:

Nie zawierają nic poza ekologicznymi płatkami owsianymi. Szkockie płatki owsiane, z przemiału w tradycyjnym młynie. Najlepsze do owsianki: gotować 3 minuty w mleku lub wodzie, odstawić na minutę.

Certyfikaty:

  • przekreślony kłos,
  • Soil Association Organic

platki_alara_2

Wartość odżywcza w 100 g:

Wartość energetyczna: 1607 kJ (384 kCal), białka 12 g (24% GDA), węglowodany 67 g (52% GDA) cukry 1,5 g, tłuszcz 6,3 g, błonnik 9,8 (33% GDA), tiamina 0,7 mg (86%), niacyna 0,8 mg (10%), ryboflawina 0,1 mg (9%), witamina B6 0,1 mg (5%), kwas foliowy 32 mcg (16%), witamina E 0,7 mg (7%), witamina K 3,2 mcg (5%), wapń 52 mg (10%), żelazo 4,2 mg (35%), magnez 148 mg (49%), cynk 3 mg (30%), mangan 3,6 mg (180%), selen 35 mcg (62%)

platki_alara_0

Nasze wrażenia:

Płatki są bardzo drobne, więc zdecydowanie ich przeznaczeniem jest owsianka.

Sympatycznie zaprojektowane pudełko zawiera sporo informacji na temat pochodzenia płatków (wszystko po angielsku, przetłumaczono jedynie najważniejsze dane).

Do bezdyskusyjnych zalet płatków, w odróżnieniu od pozostałych, należą oba certyfikaty: bezglutenowości i organiczności. To niestety przekłada się na najwyższą cenę.

Glebe Farm – Owsianka bezglutenowa

www.glebefarmfoods.co.uk/

platki_glebe_0

Cena: 13,50 zł za 500 g

Producent: Glebe Farm (Anglia)

Dystrybutor: Organiczne24.pl

Informacje producenta:

Płatki owsiane niezawierające glutenu ani innych alergenów. Do zagotowania – przez 2, 3 minuty.

Certyfikaty:

  • symbol przekreślonego kłosa.

platki_glebe_1

Wartość odżywcza w 100 g:
Energia: 1492 kJ (353,5 kcal), węglowodany: 67,21 g, w tym cukry: 1,17 g, tłuszcze: 4,90 g, w tym nasycone: 0,93 g, błonnik: 9,1 g, białka: 14,67 g, sól: 0,015 g.

platki_glebe_2

Nasze wrażenia:

Bardzo smaczne płatki. Delikatne i idealnie owsiane. Znaliśmy je wcześniej, ponieważ bywamy w Anglii, gdzie są bardzo popularne (kosztują 2,5 funta, czyli około 15 zł za pół kilo), natomiast w Polsce trudniej je dostać. Nie wiem, kiedy do Polski dotrze nowe opakowanie, natomiast będzie wyglądało tak:

Glebe-Farm-Foods-Gluten-Free-Porridge-450g-500x500W sumie szkoda, bo podobała nam się papierowa torebka.

Pięć przemian – Płatki owsiane bezglutenowe

www.piecprzemian.com.pl

piec_przemian_platki

Cena: od 9,80 zł za 500 g

Producent: Pięć Przemian (Polska), kraj pochodzenia: Anglia

Informacje producenta:

Produkt bezglutenowy, może zawierać migdały ze względu na konfekcjonowanie w zakładzie.

Dostępne w wersji drobnej i jumbo.

Certyfikaty: brak (uwaga, użyty tu symbol przekreślonego kłosa nie oznacza, że produkt jest certyfikowany!).

piec_przemian_platki_1

Wartość odżywcza w 100 g:

Wartość energetyczna: 368 kcal/1522 kJ, tłuszcz 7 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1 g, węglowodany 60,5 g, w tym cukry 1,1 g, białko 10,3 g, błonnik 8,3 g, sól 0,003 g

piec_przemian_platki_2

Nasze wrażenia:

Płatki należą do kategorii ekonomicznej – za niewygórowaną cenę otrzymujemy produkt bez certyfikatów, w skąpo opisanym opakowaniu (torebka papierowo-plastikowa). Nie są to płatki idealnie czyste – mogą zawierać migdały.

U nas sprawdzają się i w owsiance, i w batonach energetycznych (używam wersji jumbo).

Provena – płatki owsiane jumbo, produkt bezglutenowy

www.raisio.com

provena_platki_1

Cena: od 12 zł za 500 g

Producent: Raisio Nutrition (Finlandia)

Dystrybutor: Raisio Sp. z o.o.

Informacje producenta:

Płatki owsiane wyprodukowane w taki sposób, aby nie doszło do zanieczyszczenia zbożami glutenowymi. Do zagotowania – 12 minut pod przykryciem. Płatki w rozmiarze XL.

Certyfikaty:

  • przekreślony kłos.

provena_platki_2

Wartość odżywcza w 100 g:

Wartość energetyczna: 1560 kJ (370 kCal), tłuszcz 8 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,6 g, węglowodany 55 g, w tym cukry 1,2 g, błonniki 11 g, białko 14 g, sól 0 g, tiamina (wit. B1) 0,4 mg (36% GDA), żelazo 5,1 mg (36%), magnez 131 mg (35%), cynk 3,2 mg (32%)

provena_platki_0

Nasze wrażenia:

Płatki są duże i twarde, dlatego trzeba je długo gotować, choć po namoczeniu znacznie krócej, niż jest to wskazane na opakowaniu. Mają też nieco inny kolor niż płatki z Wielkiej Brytanii. Smakują tak samo dobrze.

Podsumowanie

Największy problem z bezglutenowymi płatkami owsianymi to ich dostępność. W sklepach stacjonarnych osiągają często nieprzyzwoite ceny, w sklepach internetowych dochodzi koszt wysyłki. Robienie dużych zapasów nie zawsze jest dobrym pomysłem – np. data ważności w wypadku Proveny to tylko 10 miesięcy od daty produkcji.

Jest nadzieja, że zainteresowanie konsumentów sprawi, że płatki będą łatwiej dostępne. Polecam spróbowanie – dla zaspokojenia ciekawości – smaku płatków owsianych bezglutenowych. Moim zdaniem są delikatniejsze i mają lepszą jakość od tradycyjnych.

Do poczytania:

15 IV2015

Pasta z czerwonej soczewicy – przepis

by joanna

Ta pasta to dla mnie przyjemne urozmaicenie, gdy w domu ulubionym smarowidłem na kanapki dzieci jest humus. Uwielbiam kmin rzymski i kolendrę, nie wyobrażam sobie kuchni bez nich. Używam tych przypraw tylko świeżo zmielonych, dzięki czemu ich aromat i smak są wyborne.

Poniższy przepis jest wynikiem moich dłuższych poszukiwań i eksperymentów – choć jest bardzo prosty, dobranie składników i uzyskanie smaku, który by mi odpowiadał, było już trudniejsze.

pasta_z_soczewicy_1

Pasta z czerwonej soczewicy

(wegańska, bez cukru itp.)

Składniki (polecam eko):

  • pół szklanki ugotowanej czerwonej soczewicy*,
  • kilka posiekanych ząbków czosnku (można pominąć),
  • kilka namoczonych suszonych pomidorów (lub z zalewy),
  • oliwa z oliwek (kilka łyżek lub więcej w razie potrzeby),
  • przyprawy: świeżo utarta kolendra i świeżo utarty kmin rzymski lub inne według uznania,
  • sól,
  • kilka kropel cytryny.

Wszystkie składniki mieszamy ze sobą i dokładnie miksujemy blenderem, do uzyskania gładkiej konsystencji.

Jeśli nie dodamy czosnku, smak pasty będzie bardzo delikatny.

* Gotowanie czerwonej soczewicy jest bardzo proste: bez namaczania (warto ją jednak przepłukać na sitku), w podwojonej ilości wody, około 20-30 minut. Solimy pod koniec!

pasta_z_soczewicy_2

Pastę z soczewicy trzymamy w lodówce, w szklanym pojemniku, przez kilka dni. Zjadamy z pieczywem lub w inny ulubiony sposób.

Smacznego!

PS Dlaczego warto jeść soczewicę, dowiecie się np. stąd: http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/soczewica-wlasciwosci-zdrowotne-i-wartosci-odyzwcze-soczewicy_41091.html 

22 VIII2014

Naleśniki jaglane dla alergików – przepis

by joanna

Powoli przymierzam się do wprowadzenia kuchni bezglutenowej moim synkom, a przynajmniej niskoglutenowej (do rozważenia – kwestia owsa, może zacznę kupować bezglutenowe). Sama jestem na takiej diecie od dwóch tygodni (kasza jaglana do potęgi n-tej) i czuję pozytywne zmiany.

Mały naleśniczek dla młodszego synka.

Mały naleśniczek dla młodszego synka.

Dziś postanowiłam zrobić moim alergikom naleśniki. Dawno, dawno temu mój mąż był w naszym domu naleśnikowym mistrzem patelni – niestety, okazało się, że jego przepis (z mlekiem i jajkiem) nie nadaje się dla synków. Sama nigdy nie czułam się dobra w smażeniu tak delikatnego ciasta, więc dzisiejszy eksperyment uznaję za podwójnie udany: chłopcom ogromnie smakowało i mąż pochwalił.

Poszukałam  inspiracji w internecie, aby posłużyć się sprawdzoną metodą na bezglutenowe naleśniki z mąki jaglanej (tylko taką miałam dziś w domu). Okazało się jednak, że najlepiej będzie wymyślić wszystko samej od nowa.

nalesniki_jaglane_3

Duży naleśnik dla starszego synka.

Uwaga – przepis! Na naleśniki jaglane (bezglutenowe, wegańskie, dla alergików)

Składniki (porcja dla jednej osoby – należy pomnożyć ilość składników przez liczbę głodnych osób):

  • 10 łyżek mąki jaglanej (można zrobić w domu – zemleć kaszę w młynku do kawy),
  • półtorej szklanki mleka roślinnego lub wody,
  • kilka łyżek mielonego siemienia lnianego,
  • 6 łyżek oliwy,
  • łyżeczka soli,
  • olej kokosowy do natłuszczenia patelni.

Polecam składniki ekologiczne.

nalesniki_jaglane_1

Mieszamy składniki na ciasto – powinno być bardzo rzadkie. Patelnię natłuszczamy i rozgrzewamy, wlewamy ciasto na bardzo gorącą patelnię, a następnie zmniejszamy ogień do minimum. Najlepsze naleśniki wychodzą, kiedy dajemy im trochę czasu na wolnym ogniu. Kiedy naleśnik można lekko podważyć łopatką, delikatnie go odwracamy i smażymy do lekkiego zbrązowienia.

Nie dajemy więcej tłuszczu na patelnię – wystarczy na początku.

nalesniki_jaglane_2

Dziś naleśniki podałam ze świeżą brzoskwinią i powidłami śliwkowymi (usmażone tylko z odrobiną imbiru). Tak naprawdę pasują do wszystkiego, jak to naleśniki.

Smacznego!

23 VII2014

Rzecz o bobie

by tadeusz

Latem nasza rodzina dzieli się na dwie frakcje. Jednej przewodzę ja, drugiej Joanna. Do mojej frakcji pasuje nazwa bobożercy. Ta druga to bobofoby. Ten sezon bobożercy zaczęli z przewagą, bo zarówno J., jak i S. wcinali ze mną bób aż im się uszy trzęsły. Po jakimś czasie S. uznał jednak, że ma dosyć i został bobofobem. Od paru tygodni pożeramy więc bób tylko we dwóch. Szacuję, że od początku sezonu zjedliśmy już przynajmniej 40 kg bobu.

bupszczochem1

O tym, że bób warto jeść nie tylko dla smaku, nie muszę chyba przekonywać. Witamina B, witamina C, prowitamina A, błonnik, białko… Samo zdrowie. Niektórym przeszkadza wstydliwy i smrodliwy skutek uboczny jedzenia bobu. Z nim jednak łatwo sobie poradzić – wystarczy bób odpowiednio przyprawić i problem znika lub znacznie się zmniejsza.

Skoro już wspomniałem o przyprawianiu, chyba pora, żebym zdradził przepis na moją i J. ulubioną postać bobu. Sam go wymyśliłem parę lat temu i od tego czasu propaguję wśród znajomych, bo uważam, że warto. Przede wszystkim – ja nie obieram bobu. Łupiny też są jadalne, smaczne i zdrowe, a obranie kilograma gorącego bobu to robota, której nie lubię i na którą nigdy nie mam czasu. Na pewno nie codziennie przez dwa miesiące.

Parę lat temu postanowiłem połączyć bób, czosnek, oliwę, sól i zioła prowansalskie. Wszystko świetnie pasowało, tylko był jeden problem – po gładkich bobowych łupinach oliwa z dodatkami spływała na dno naczynia i po zjedzeniu słabo przyprawionego bobu trzeba było jeszcze wyjeść czy wypić z dna oliwę z przyprawami. Bez sensu. Na szczęście jakiś czas temu wynaleziono tłuczek (ubijak) do ziemniaków, który znakomicie sprawdza się również jako tłuczek do bobu. Po rozgniecionym bobie nic nie spływa, wszystko wsiąka, miesza się, nabiera smaku…

bupszczochem2

Teraz po kolei. Kilogram bobu myjemy i wrzucamy do garnka. Gotujemy do miękkości. Trzeba sprawdzać, bo młody bób potrafi być mięciutki po 15 minutach, a stary potrafi się gotować i pół godziny. Solimy. Podczas gotowania szykujemy czosnek – ja daję 4 duże ząbki na kilogram. Po odcedzeniu bobu wciskamy do niego czosnek, wsypujemy zioła prowansalskie, dodatkowo solimy, jeśli jest taka potrzeba, i obficie zalewamy oliwą. Nie umiem podać dokładnej objętości oliwy, ale to ma być naprawdę tłuste. Bo inaczej będzie suche. Po dokładnym ugnieceniu (tak żeby żadne ziarenko bobu nie pozostało nienaruszone) można wcinać. Banalne, prawda?

bupszczochem3

Zacząłem pisać ten tekst wcale nie po to, żeby napisać, że bób jest fajny, ani nie po to, żeby kogoś zachęcić do jedzenia bobu. Chciałem opisać przygodę, którą miałem parę dni temu, kiedy to zetknąłem się pierwszy raz w życiu z inną odmianą bobu – bobem karmazynowym. Jeszcze tydzień temu nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Tymczasem Kasia i Karol, moi znajomi, którzy mają szczęście mieszkać na wsi i hodować własne ekologiczne warzywa na własnym zagonku, zgłosili się do mnie i zaproponowali, że dadzą mi spróbować właśnie takiego dziwnego bobu. Wykazali się nie lada szczodrością, bo podarowali mi aż 42 dag bobu, podczas gdy cały ich tegoroczny zbiór wyniósł ok. 90 dag.

bupszczochem4

Czerwone ziarenka ugotowałem tak samo, jak gotuję zielone.

bupszczochem5

Dobrze, że sprawdzam, bo okazało się, że bób karmazynowy mięknie bardzo szybko. Robi się przy tym brunatny, ciemniejszy niż ten zielony. Gotowałem znacznie poniżej 20 minut, a i tak nawet łupinki byłby bardzo miękkie. Już przy próbowaniu zdecydowałem, że ugniotę po swojemu tylko połowę, a drugą połowę zjem bez przyprawiania i rozgniatania, bo smakowało to bardzo ciekawie. Niby jak bób, ale jednak inaczej. O wiele bardziej delikatnie i z jakąś dodatkową nutką, której nie umiem nazwać, ale umiem określić jako bardzo miłą. Ziarenka były nieco mniejsze niż te zielone, a w środku już nie czerwone, tylko zielone, może nawet bardziej niż zwyczajne.

bupszczochem6

Resztę bobu rozgniotłem po swojemu. Część J. zabrał do przedszkola, resztę zjadłem na kolację. Było pyszne, ale mało mi, a nie wiem, gdzie kupić więcej. Od Kasi i Karola więcej nie dostanę, bo ich skromny zbiór przestał już istnieć, a w sprzedaży nigdy nie widziałem takiego czerwonego bobu. Jak żyć? Czy może raczej –  jak żryć?

15 VII2014

Przepisy na kawę karobową

by joanna

Uwielbiam kawę, uwielbiam rytuał związany z jej parzeniem i piciem (krótka chwila prywatnego smakowania) – niestety, musiałam ją odstawić (patrz: Kawa i migreny). Szukałam jakiegoś smacznego odpowiednika, najpierw  sięgnęłam po kawę orkiszową i po jednym razie odstawiłam.

Wreszcie natrafiłam na kawę karobową Creta Carob (wiem, że jest także herbata z karobu, jeszcze nie piłam). Coś pysznego! Otrzymuje się ją ze zmielonych ziaren szarańczynu strąkowego lub – jak w tym wypadku – grubo zmielonych i palonych strąków karobu.

Strąki karobu, ziarno i kawa karobowa.

Strąki karobu, ziarno i kawa karobowa.

(więcej…)

12 VII2014

Mąka karobowa i przepis na ciasteczka kokosowo-karobowe

by joanna

Testuję właśnie ekologiczne produkty na bazie karobu (przeczytaj: co to jest karob) firmy Creta Carob, a że mączkę chleba świętojańskiego uwielbia cała nasza rodzina, eksperymenty są bardzo ciekawe.

straki_karobu

Suszone owoce drzewa chleba świętojańskiego.

Nigdy wcześniej nie używałam takiej prawdziwej mączki chleba świętojańskiego, kupowałam jedynie sproszkowany karob w wersji light, ciemnobrązowy.

Mączka jest jasna, powstaje w wyniku sproszkowania całego strąka, bez nasion.  Owoc przed zmieleniem jest prażony dla wydobycia większego aromatu. Przetwarzanie mączki trwa kilka godzin i jest przeprowadzane w temperaturze 60°C. (więcej…)

21 V2014

Kaszka jaglana dla niemowlaka i mowlaka

by joanna

Ponieważ wiele osób pytało mnie ostatnio o sposób podawania kaszy jaglanej na słodko, postanowiłam wrzucić prosty przepis i umieścić jakieś apetyczne zdjęcie. (To jest trudne, kaszki dla dzieci nie są fotogeniczne).

Kaszka jaglana z karobem i rodzynkami.

Kaszka jaglana z karobem i rodzynkami.

Przepis inicjuje nową podkategorię receptur: „dla alergików”, choć zdaję sobie sprawę, że alergię i nietolerancję pokarmową można mieć na wszystko, łącznie ze składnikami poniższej kaszki.

(więcej…)

09 I2014

Dżambory – znów słodko!

by joanna

Zainspirowana pierniczkami kukurydziano-ryżowymi i gryczano-jaglanymi z blogu MAG, postanowiłam znaleźć sposób na zrobienie ciastek mniej piernikowatych, za to bardziej słodkich, ale ciągle zdrowych. Zmieniłam więc mąki (kukurydzy nie mogę, ryżowa mi nie smakuje, gryczanej nie miałam, została jaglana, a ze swoich zapasów miałam jeszcze migdałową). Sody oczyszczonej nie dodaję do jedzenia z zasady (podobnie jak proszku do pieczenia), bo uważam ją za dobry środek do szorowania wanny, nie przełyku. Przez to ciasteczka nie wyszły pulchne, ale mnie to nie przeszkadza.

Troje testerów (siostra, mąż i syn) uznało, że ciastka nie tylko dobrze wyglądają, ale także nieźle smakują, więc z czystym sumieniem podaję ten niezwykle łatwy przepis na dżambory (nazwa wymyślona przez starszego syna, podobnie jak zimowce).

dzambory

Uwaga! Przepis na dżambory, wegańskie ciasteczka bez cukru i czekolady, smakujące jak z cukrem i czekoladą

Składniki (eko) – na 6 ciasteczek:

  • 10 łyżek mąki jaglanej,
  • 5 łyżek mąki migdałowej,
  • 10 łyżek wody/mleka ryżowego itp.,
  • 3 łyżki karobu,
  • łyżka inuliny (opcjonalnie),
  • 2-3 łyżki syropu daktylowego,
  • bakalie do ozdoby.

Mąkę jaglaną zrobiłam sama z kaszy, którą wrzuciłam do żarnowego młynka do kawy (mikołaj wysłuchał moich sekretnych marzeń i dostałam młynek pod choinkę; może nawet pokażę w osobnym wpisie, co potrafi). Mąkę migdałową także najlepiej zrobić samemu i jak się okazało, ręczna maszynka do bakalii jest w tym znacznie lepsza niż młynek elektryczny.

migdaly

Do miski wsypujemy wszystkie suche składniki (mąki, karob, inulina), mieszamy, a następnie powoli dolewamy wody/mleka roślinnego, starannie mieszając. Na koniec dokładamy syrop z daktyli, wszystko jeszcze raz dokładnie mieszamy, aby nie było żadnych grudek. Powinniśmy otrzymać dosyć rzadką, gładką, apetyczną brązową masę.

dzambory_1

Masę możemy odstawić np. na pół godziny, żeby zgęstniała. Następnie wlewamy ją do foremek, papilotek czy podobnych pojemniczków do pieczenia. Dekorujemy bakaliami – ja użyłam rodzynek i pokruszonych migdałów.

Forma do pieczenia ciasteczek to mój nowy nabytek (TK-Maxx, 35 zł).

dzambory_2

Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180° C przez 20-25 minut.

Efekt widać na pierwszym zdjęciu – dżambory znikają szybciej niż trwa zrobienie dobrego zdjęcia, więc… Smacznego!

18 XI2013

Jesienny teatrzyk

by joanna

Jestem w wirze przygotowań do Trzeciego Bielańskiego Jarmarku Rodzinnego (na który Was serdecznie zapraszam w najbliższą niedzielę, 24 listopada, na warszawskiej Chomiczówce; Facebook). Myślałam, że w tym tygodniu w ogóle zniknę z blogowego życia, jednak dzisiejsza zabawa ze starszym synkiem wyjątkowo mnie natchnęła.

Zbieraliście i suszyliście kolorowe jesienne listki? My zbieraliśmy je kilkukrotnie i chowaliśmy do naszej „suszarki liściowej”, czyli bloku technicznego, który leżał przygnieciony książkami. Liście leżały tam jakiś miesiąc i zupełnie o nich zapomnieliśmy, aż podczas sprzątania wyciągnęłam je z suszarki i z przyjemnością ułożyłam na stole. Przez ostatnie dni zastanawiałam się, co można z nimi zrobić?

Dziś znowu liście wpadły mi w ręce, akurat w chwili, kiedy starszy synek poprosił o wosk do lepienia (to taki specjalny, kolorowy wosk, który można kupić np. u Myszki Agaty, będzie też dostępny na naszym jarmarku!). Kilka ruchów dłońmi i z listków powstały dwie postacie: tata i synek. (Scenografią jest rysunek J., przedstawiający ciężarówkę transportującą parowozy).

teatrzyk_1 (więcej…)

05 XI2013

Przepis na mleko owsiane

by joanna

owsiane_5

Mleko owsiane stało się w naszym domu produktem spożywczym pierwszej potrzeby, odkąd mamy pewność, że 4/4 naszej rodziny absolutnie nie może mieć nic wspólnego z mlekiem krowim i kozim (przeczytaj: „Alergia na mleko i błąd erzacu”). Mleko owsiane pijemy wszyscy (zamiennie z ryżowym) i do niedawna po prostu je kupowałam. Lubiłam wersję wzbogaconą w wapń, ale tu przeczytałam, że wapń spowalnia wchłanianie cennych składników mleka owsianego, takich jak cynk, choć z drugiej strony wapń neutralizuje fityniany (obecne m.in. w surowych ziarnach zbóż; również zaburzają wchłanianie np. żelaza i wapnia).

(więcej…)

01 XI2013

Pasta paprykowa – przepis

by joanna

pasta_paprykowa_2

Potrzeba matką wynalazku, oj tak. Jeszcze przed podjęciem diety postanowiłam rozszerzyć mój repertuar smarowideł kanapkowych, żeby nie jeść ciągle humusu i wędlin. Teraz, gdy już wiem, że wieprzowina mi szkodzi (a dobra wędlina drobiowa odstrasza ceną), nie mam wyboru: nadszedł czas eksperymentów.

Podstawą przepisu jest oczywiście ajwar, ale skoro okazało się, że bakłażana mój organizm nie toleruje, maksymalnie uprościłam wykonanie pasty.

Uwaga – przepis! Pasta paprykowa (wegańska)

Składniki (polecam ekologiczne):

  • 4 ładne czerwone papryki (lub mieszane, np. 2 czerwone, 2 żółte),
  • średnia cebula,
  • oliwa z oliwek,
  • sól,
  • szczypta przypraw: chili, kurkuma, kmin rzymski, nasiona kolendry.

Papryki należy upiec w całości – około 45 min w temp. 180°C – aby zmiękły i dały się obrać ze skórki. W tym czasie kroimy cebulę w kostkę i podsmażamy ją na oliwie, aby zmiękła. Po wyjęciu papryk z piekarnika czekamy chwilę, aż ostygną, wykrawamy gniazda nasienne i usuwamy skórkę, wrzucamy razem z cebulą do głębokiej miski (żeby nie chlapało przy miksowaniu). W moździerzu ucieramy przyprawy, dosypujemy do warzyw. Całość miksujemy blenderem według uznania: na gładką masę albo z wyczuwalnymi kawałkami cebuli.

Pastę przekładamy do słoiczka i trzymamy w lodówce. Świetnie nadaje się na kanapkę, choć pewnie sprawdzi się również jako sos do makaronu.

Smacznego!

UWAGA: Jeśli ktoś może i lubi jeść bakłażany, nie ma przeszkód, aby dołączyć go do składu. Pieczemy wówczas bakłażana, którego wcześniej ponacinaliśmy wzdłuż i wszerz, razem z papryką, aż będzie miękki. Jego również obieramy ze skórki. Miksujemy z resztą składników.

pasta_paprykowa

Trzeci dzień diety

W żołnierskich słowach wieści ze frontu.

Skutki odstawienia pokarmów, które mi szkodziły, to przede wszystkim pogorszenie się wyglądu mojej cery. Wylazły mi pryszcze – mam nadzieję, że to detoks, a nie trądzik, hehe. Poza tym dziś bolała mnie głowa. Ciągle jestem śpiąca i… głodna. Stawy bolą jakby mniej, ale to może być sugestia. Problemy jelitowe pojawiają się ze zmiennym nasileniem. Zmniejszyłam dawkę inuliny o 1/4 i już nie przeczyszcza.

W tej fazie ze zbóż glutenowych mogę jeść tylko orkisz. Pożegnałam mój zakwas żytni, teraz w kuchni rządzi zakwas orkiszowy. Myślę jednak nad tym, aby ograniczyć ilość pieczywa na zakwasie (fermentacja) i przerzucić się na jakiś czas na podpłomyki. Pierwsze już zrobiłam i były rewelacyjne – zjadłam szybciej, niż wyciągnęłam aparat…

Plan: kupić jasną mąkę orkiszową (żeby nie martwić się o fityniany) i zrobić zapas podpłomyków.

23 X2013

Do diety gotowi… Aby bez falstartu!

by joanna

Wczoraj miałam pierwszą konsultację z dietetykiem na temat moich wyników testu MRT. Dlaczego tak ważne jest, aby nie sugerować się samymi słupkami poziomu reaktywności pokarmów i skonsultować je z doświadczonym lekarzem? Dlaczego – w końcu znacie mnie już trochę – oddałam się w ręce białego fartucha – zapytacie.

Po pierwsze, aby prawidłowo odczytać wyniki testu MRT, potrzebna jest wiedza kogoś, kto zna się na odżywianiu, składnikach pokarmowych oraz oczywiście na samym teście. Po drugie, w wypadku naszego starszego syna udało się zmniejszyć objawy AZS dzięki programowi LEAP. Co więcej, sama przeszłam na dietę z synem i odczułam zmianę na własnej skórze. Spektakularną. Ale ciągle za małą.

Test MRT (o czym przeczytacie dokładniej na stronie programu LEAP) pozwala wykryć część opóźnionych reakcji naszego organizmu na pokarmy z dokładnością prawie 95%. Nie do końca wiadomo, dlaczego pewne produkty nam szkodzą (niektórzy oczywiście twierdzą, że wiedzą – bo geny, bo grupa krwi, bo białko odzwierzęce itp.). Niektóre reakcje są związane z układem odpornościowym (tzw. IgE-zależne alergie pokarmowe, IgE-niezależne, mieszane IgE i nie-IgE, komórkowe – alergiczne komórkowe zapalenie skóry), niektóre reakcje mają podłoże nieimmunologiczne (metaboliczne, np. brak enzymu trawiącego laktozę, farmakologiczne, toksyczne czy np. reakcja na siarczyny).

Przeczytaj:

Posłużę się artykułem Justyny Jakimiuk, dietetyczki, konsultantki programu LEAP Niekorzystne reakcje na pokarmy – problem dla dietetyka z „Food Forum” 2/2013.

Czym jest alergia?

Istotny jest fakt, że chociaż istnieją doniesienia o stu siedemdziesięciu pokarmach, które wywołują reakcję alergiczną, to jedynie 8 pokarmów odpowiada za 95 proc. tych reakcji. Są to: soja, mleko krowie, orzechy, ryby, niektóre owoce, owoce morza, pszenica i jaja. Diagnozowanie alergii pokarmowych IgE-zależnych, które według ostatnich doniesień dotyka cztery-sześć proc. populacji, należy do stosunkowo łatwych, gdyż reakcja występuje bardzo szybko, po zjedzeniu nawet niewielkiej ilości szkodliwego antygenu pokarmowego.

Czym jest nadwrażliwość pokarmowa?

Mechanizm tych reakcji polega na pobudzaniu przez pokarmy komórek wrodzonego układu odpornościowego do uwalniania mediatorów stanów zapalnych, co prowadzi do powstania ognisk zapalnych w różnych narządach i tkankach, powodując przewlekłe schorzenia i dyskomfort. (…) Ponieważ objawy mogą wystąpić kilka dni po spożyciu, to trudno jest powiązać je z konkretnym pokarmem.

Nie jestem specjalistką, zainteresowanym polecam ten artykuł jako wstęp do tematu. W razie wątpliwości postaram się jednak odpowiadać na pytania, choć zaznaczam, że sama jestem zawsze sceptyczna wobec wszelkich badań naukowych i rozumiem sceptycyzm innych. Ba, ja wręcz zachęcam do wątpienia i szukania odpowiedzi na własną rękę. Obiecuję, że opiszę wszystkie swoje wątpliwości. Jak wspominałam, w wypadku naszego synka sukces nie jest pełny. Ja marzę o pozbyciu się migren i problemów z trawieniem, a że przy okazji odezwały się bóle stawów, których nie udało się wcześniej zdiagnozować, może i tu uda się coś zdziałać.

Ponieważ im więcej czytam o odżywianiu, tym większe mam przekonanie, że od niego sporo zależy, chcę podjąć dietę indywidualnie dopasowaną do mojego wyniku testu. A wyniki wyglądają tak (tylko fragment, bo sporo tego jest):

mrt_JB_1

Po rozmowie z dietetyczką dr Partyką wiem, że głównym podejrzanym jeśli chodzi o moje migreny jest fenyloetylamina, występująca w produktach poddanych fermentacji (drożdże, alkohol, kwaszonki – nawet jeśli niektóre w teście wyszły względnie bezpieczne). Bóle stawów mogą zależeć od bakłażana (i to się nawet zgadza czasowo). Inne problemy to kwestia reakcji np. na żyto, kukurydzę, kwas benzoesowy (zawarty w ciemnych owocach), wieprzowinę i… czosnek. Tak jak podejrzewałam, szkodzi mi nabiał, ale popularne alergeny – jaja, kakao, soja – w moim wypadku są bezpieczne. Z pomidorami dopiero się okaże, bo należą do psiankowatych jak bakłażany i czarny pieprz… Pieprz mam zastąpić pieprzem syczuańskim – uwielbiam nowe wyzwania smakowe! Ale czosnek? Już zapowiedziałam, że wróci do mojej diety prędzej czy później…

Przygotowuję się powoli do rozpoczęcia pięciofazowej diety (27 dni), choć jako matka karmiąca dostałam fory i od razu mogę jeść znacznie więcej niż produkty przewidziane w pierwszej fazie. Zwłaszcza że część potraw jest przeznaczona dla wyjątkowych smakoszy (homar, krab…). I o tym, co będę jeść oraz jakie suplementy mam brać, napiszę następnym razem, kiedy już zgromadzę potrzebne produkty i będę mogła uczciwie powiedzieć, że zaczęłam dietę.

12 X2013

Co to znaczy jeść przyzwoicie

by joanna

Książka Karen Duve „Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment” (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013) wpadła mi w ręce akurat teraz, kiedy czytam „Nowoczesne zasady odżywiania” Campbella. Ostatnio strasznie dużo czytam o jedzeniu. Jestem tym poważnie zaniepokojona. Muszę znaleźć czas na literaturę piękną, bo inaczej mój mózg zamieni się w liść sałaty! He, he.

Karen Duve jest niemiecką pisarką o ciekawym życiorysie (była m.in. kierowcą taksówki), dość utytułowaną i pewnie znaną w Niemczech. Po lekturze jej książki, w której opisuje swoje życie w trakcie eksperymentu konsumpcyjnego, znikło moje przeświadczenie o tym, że nasi zachodni sąsiedzi mają zmysł ekologiczny we krwi (o czym pisałam przy okazji „Modlitw waginy”). Co gorsza, moja wiara w człowieka została narażona na anihilację, ale mimo wszystko jeszcze się tli. O co tyle hałasu?

jesc_przyzwoicie-1

Autorka książki „Jeść przyzwoicie” pewnego dnia postanawia, że spróbuje różnych diet opartych na założeniach etycznych. Zacznie od najłatwiejszego, czyli kupowania żywności ze znaczkiem BIO, potem przestanie jeść mięso, następnie porzuci zwyczaj spożywania nabiału, aby w końcu spożywać tylko taki pokarm, jaki udaje się pozyskać bez szkody dla środowiska. Od diety ekologicznej, przez wegetariańską i wegańską, po frutariańską. (więcej…)

03 X2013

Falafele z kaszą jaglaną – przepis

by joanna

Z tymi falafelami to było tak.

Kolega podał mi prosty przepis, a ja – jak zwykle – zrobiłam po swojemu. Kiedyś akurat zostało mi trochę kaszy jaglanej i postanowiłam użyć jej jako lepiku; w przepisie oryginalnym były burgul, kuskus lub bułka tarta. Wśród składników była też natka pietruszki, której nie jemy. Tak naprawdę moja wersja nie różni się znacznie od oryginału, a gwarantuję, że jest pyszna. Potwierdzają to okrzyki mojego młodszego syna, który jest ogromnym wielbicielem falafeli i kaszy jaglanej.

Pomyślałam, że skoro już robię te falafele rutynowo, to w końcu się z Wami podzielę przepisem.

falafel_jarmuz

Uwaga! Przepis na falafele z kaszą jaglaną, wegańskie, bezglutenowe

Składniki (polecam eko):

  • 200 g (mierzone na sucho) ciecierzycy namoczonej w garnku przez noc (surowej!),
  • 100 g (jw.) kaszy jaglanej, opłukanej, ugotowanej (ja gotuję około 10 min),
  • 2-3 ząbki czosnku lub 2 cebule,
  • utarte w moździerzu zioła: kolendra, kmin rzymski, ew. czarnuszka,
  • ostra papryka,
  • sól,
  • sezam.

Miksujemy namoczoną (surową) cieciorkę – do tego potrzebny jest porządny robot, ręczny blender nie da rady. Dodajemy ugotowaną kaszę jaglaną, przyprawy, czosnek/cebulę, sól i miksujemy.

Masę można schłodzić w lodówce.

Przygotowujemy sobie sezam na jakimś talerzyku, a z masy cieciorkowo-jaglanej toczymy kulki i obtaczamy je w ziarenkach. Tak przygotowane kotleciki wrzucamy do głębokiej patelni – ja do smażenia używam sprawdzonej oliwy, mieszanki rafinowanej i EV, zgodnie z zaleceniem dietetyka: do obróbki cieplnej – tłuszcz obrabiany na ciepło. Takiej oliwy:

oliwa_0

Smażymy do uzyskania złotego koloru.

Do falafeli zrobiłam sobie duszony jarmuż z cebulą, czosnkiem i solą, podsmażony na oleju kokosowym. Rewelacja.

Smacznego!

PS Jako ciekawostkę (choć to historia na osobny wpis) powiem Wam, że używamy tylko ceramicznych patelni. Choć nie są aż tak nieprzywierające, jak obiecywali, jesteśmy z nich bardzo zadowoleni.

24 VI2013

Wegańskie lody truskawkowe

by joanna

Receptura tych lodów była udoskonalana kilka razy… Okazało się, że gęste mleko owsiane domowej roboty znakomicie zagęszcza mus, więc siemię lniane stało się opcjonalne.

Przepis opiera się na owocach i mleku roślinnym, ponieważ nie możemy pić mleka ani jeść jego przetworów. Nawet mój mąż twierdzi, że moje lody truskawkowe są lepsze od tych na mleku, więc… coś w tym musi być!

truskawkowo_2

Większość lodów wegańskich jest oparta na bananach, które dają kremową konsystencję. Niestety – banany są u nas zakazane. Naczytałam się o tym, jak trudno zrobić sorbet bez maszynki do lodów, że wychodzą grudki, że z mlekiem owsianym wcale nie chcą wyjść gładkie itp. itd. Zapewniam Was, że te lody wychodzą gładkie i pyszne.
(więcej…)

09 VI2013

Orkiszowa pizza na zakwasie

by joanna

Pierwszą pizzę na zakwasie zrobiłam w ciemno i na oko. Wyszła! I choć mówi się, że udanych eksperymentów się nie powtarza, na prośbę czytelniczek zrobiłam pizzę ponownie, tym razem dokładnie spisując proporcje składników.

pizza4

 

Uwaga, przepis! Na orkiszową pizzę na zakwasie, bez drożdży.

Składniki (proponuję ekologiczne) – na jedną blachę ciasta (dla 2 osób):

  • 250 g mąki orkiszowej typ 2000,
  • 5 łyżek oliwy,
  • 5 łyżek zakwasu orkiszowego*,
  • 200 ml wody,
  • sól.

*Zakwas orkiszowy robi się tak samo jak żytni, czyli do szklanego pojemnika wlewa się np. 100 g przegotowanej wody i wsypuje 100 g mąki, miesza i odstawia pod oddychającym przykryciem w ciepłe miejsce. Codziennie przez kilka dni dolewa się wody i mąki i miesza, po 5 dniach zakwas powinien być gotowy (wyraźne spulchnienie, kwaśnawy zapach). gotowy zakwas trzymamy w lodówce pod oddychającym przykryciem, dokarmiamy wodą i mąką raz na tydzień.

Wykonanie:

Mieszamy składniki na ciasto, aż powstanie gęsta, elastyczna masa. Odstawiamy pod ściereczką w ciepłe miejsce np. na noc, aby sobie wyrosło. Tak wygląda wyrośnięte ciasto już wyjęte z miski (górą do dołu):

pizza1

Wyjmujemy ciasto i rozprowadzamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia – nie wałkujemy wałkiem, żeby nie straciło pulchności.

pizza2

Wkładamy blachę do piekarnika, żeby ciasto nieco urosło i się upiekło – na przykład do zimnego piekarnika, nastawionego na 180°C wkładamy na 20 minut; do już rozgrzanego – na 10 min. Chodzi o to, żeby ciasto było już na tyle suche, aby móc położyć na nim składniki i polać np. pulpą pomidorową.

pizza3

Wyjmujemy blachę z ciastem, kładziemy na nim dowolne składniki – ja dałam dziś cebulę, czosnek, świeżą bazylię, pulpę pomidorową, oliwki. Poprzednią wersję zrobiłam z duszonymi pieczarkami. Można użyć świeżych pomidorów, papryki, mięsa, ananasa, co kto lubi.

Wkładamy blachę ponownie do piekarnika. Można np. ustawić go na 250°C i trzymać ciasto około 10 min, po czym położyć ser i odczekać, aż się rozpuści. Można też utrzymać 180°C, włożyć pizzę na 20 min, położyć ser i dać jej jeszcze 10 min.

Pizza jest gotowa do jedzenia. Ciasto powinno być suche, ale nie twarde. Zbyt dużo pulpy pomidorowej może je rozmiękczyć – dziś pizza nam się nieco rozpadała, ale była pyszna.

Smacznego! Czekam na Wasze wersje i Wasze zdjęcia!

14 IV2013

Karob, czyli gdy nie wolno czekolady

by joanna

Dziś w kuchni zaszalałam i wprowadziłam dwa nowe składniki. W dodatku pochodzące z odległych krain. Pierwszy z nich to amarantus, o którym napiszę kiedy indziej – tym razem tylko wspomnę, że nigdy wcześniej go nie jadłam i nawet nie wiedziałam, jak się go przyrządza. Wymyśliłam jednak, że na pewno da się z niego zrobić… ciasteczka. Przepis na końcu wpisu.

straki_karobu

Strąki owoców drzewa chleba świętojańskiego.

Karob bardzo mnie ciekawił od dawna. Polecany jest jako zamiennik kakao, który nie uczula, nie zawiera kofeiny ani teobrominy, substancji niepolecanych kobietom w ciąży i karmiącym. Zawiera natomiast d-pinitol, który ma działanie podobne do insuliny (dlatego karob jest wykorzystywany w leczeniu cukrzyków). (więcej…)

02 IV2013

Złoty olej lniany

by joanna

Poświąteczny czas to zwykle moment refleksji typu po co ja tyle jadłam/jadłem? U nas w tym roku święta spędziliśmy na spożywaniu zdrowych, ekologicznych posiłków, w zasadzie bez słodyczy (jeśli nie liczyć franciszków). Nie mogę rozgryźć, czy jajka jedzone przeze mnie szkodzą S., ale niestety, młodszy synek dostał AZS właśnie w święta, być może po jajkach, być może po czymkolwiek innym z naszej diety (orzechy nerkowca?). Na wszelki wypadek odstawiam jajka i na jakiś czas pomidory (przeczytałam, że atopowcy mają z nimi na pieńku). Nie powiem, żebym była szczęśliwa z tego powodu, bo pomidory kocham, a do tego wchodzą w skład spaghetti, naszego tradycyjnego piątkowego dania.

W zeszłym tygodniu byliśmy na rozmowie z naszą dietetyk i mamy kilka badań-zadań do wykonania. O tym napiszę, kiedy o trawieniu J. będziemy wiedzieć więcej. Mam czasem dosyć tych poszukiwań wyjaśnienia problemów, bo prób i badań można wykonywać tysiące, ale organizm człowieka, jako sprytnie pomyślany i niezwykle skomplikowany twór, nie da się tak po prostu rozpracować. Może być tak, że przypadkiem znajdziemy odpowiedź, dlaczego coś nie działa, a może być tak, że nigdy się nie dowiemy – podobno AZS jest niewyleczalne z powodu tak naprawdę nieustalonego źródła choroby.

Żeby jednak było pozytywnie, pora na bohatera dnia.

olej_lniany

Olej lniany, bo o nim mowa, jest prawdziwym królem olejów – jak zresztą zaraz się okaże, również kapryśnym jak prawdziwy król.

Aby olej lniany zachował jak najwięcej swoich właściwości, powinien:

  • być tłoczony na zimno,
  • być nieoczyszczony,
  • być przechowywany w temperaturze od 4 do 10°C, w ciemnej butelce, z dala od źródeł światła,
  • być zużyty w ciągu 3 miesięcy od momentu wytłoczenia,
  • być spożywany na zimno.

Nie każdy olej lniany sprzedawany w sklepie wymaga podobnego traktowania – jednak nie warto wydawać pieniędzy na inne oleje niż właśnie te wymagające. Najcenniejszy składnik oleju lnianego – kwas omega-3 (kwas alfa-linolenowy) – bardzo łatwo się utlenia. Ponieważ w dobrym oleju lnianym (takim jak firmy Oleofarm) kwas omega-3 stanowi połowę (ilościową) składników, właściwe przechowywanie produktu jest kluczowe. Poza tym kwasem obecne są również inne NNKT (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe): omega-6 (kwas linolowy) i omega-9 (kwas oleinowy), jednak ich rola jest tu mniejsza.

Dlaczego kwas omega-3 jest taki ważny?

Ważną zasadą komponowania posiłków powinna być równowaga między składnikami wchodzącymi w skład pożywienia. Nasza dzisiejsza dieta jest uboga w nienasycone kwasy tłuszczowe, które mają ogromne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Jest to zarazem składnik, który musimy pozyskiwać z zewnątrz, ponieważ nie wytwarzamy go samodzielnie. Nie wystarczy jednak spożywać NNKT, trzeba jeszcze mieć na uwadze, aby stosunek omega-3 do innych kwasów był przeważający.

Kwas alfa-linolenowy ma między innymi działanie przeciwnowotworowe.

Jest niezwykle potrzebny kobietom  w ciąży i kształtującemu się dziecku. Jest obecny w procesach budowy komórek, z niego powstają m.in. serotonina i dopamina.

Obniża też poziom cholesterolu (LDL) – o tym jednak napiszę przy okazji…

Wspomaga m.in. układ nerwowy (wchodzi w skład komórek nerwowych w mózgu), sercowo-naczyniowy czy układ hormonalny (łagodzi objawy menopauzy czy dolegliwości związane z miesiączką).

Jedną z największych orędowniczek oleju lnianego była doktor Johanna Budwig, która opracowała dietę przeciwnowotworową, opartą na paście z oleju lnianego i twarogu lub jogurtu (dzięki takiemu połączeniu składniki oleju są najlepiej przyswajalne). Z tego powodu taki olej lniany, który przynajmniej w założeniu spełnia najważniejsze wymagania co do jakości, jest nazywany budwigowym.

Zalecana dzienna dawka oleju lnianego:

  • dzieci powyżej 3. roku życia: 30 ml – 2 łyżki stołowe,
  • dorośli: do 90 ml – do 6 łyżek stołowych.

Polubiłam smak oleju lnianego (używam go od 2 lat), jednak wiem, że nie każdemu pasuje jego zapach czy specyficzny aromat. Podpowiem, że świetnie pasuje jako dodatek do surówek i sałatek, można go dowolnie doprawiać, np. sokiem z cytryny. Można go też po prostu pić. Na pewno trzeba pilnować daty przydatności do spożycia, po której zapach oleju robi się nieprzyjemny.

Z ciekawostek: olej lniany wchodzi w skład mikstury oczyszczającej Słoneckiego.

Polecam mieć w lodówce choćby małą butelkę oleju lnianego. Jego właściwości są trudne do przecenienia. Mam nadzieję, że kiedy włączę  J. olej do diety (na to jeszcze pora, bo len nie był badany w teście), jego problemy atopowe nieco się zmniejszą.

Do samodzielnej lektury:

http://oleofarm.pl/olej-lniany-budwigowy.html

http://www.olej-budwigowy.info/zasady-diety/

http://skarbnicawiedzy.blox.pl/2009/04/OLEJ-LNIANY-I-JEGO-WLASCIWOSCI.html

14 III2013

Franciszki, dietetyczne ciasteczka owsiane

by joanna

Przeczytałam w Wikipedii, że w Polsce owies jest zanieczyszczony innymi ziarnami i dlatego nie uznaje się go za wolny od glutenu. Mam jednak nadzieję, że ekologiczne płatki owsiane są naprawdę owsiane…? Postanowiłam spróbować ograniczyć gluten w naszej diecie, co łączy się z ograniczeniem chleba, makaronu i kaszy jęczmiennej. Ograniczeniem, ale – przynajmniej chwilowo – nie wykluczeniem, a to dlatego, że na obiad musiałabym podawać na zmianę ziemniaki, ryż i ewentualnie kaszę jaglaną, a: ciemny ryż gotuje się długo, ziemniaki trzeba obierać (tego akurat nienawidzę), kasza jaglana sama jest podła w smaku. Wyłazi dziś ze mnie matka zmęczona, oj, wyłazi.

A dziś zmęczona matka siedziała ze starszym synem w kuchni i z jego pomocą:

  • ukręciła mleczko kokosowe (według przepisu ze Smakoterapii),
  • ukręciła humus,
  • zrobiła dwa rodzaje ciastek owsianych – franciszków,
  • ugotowała obiad (ziemniaki z wody, nad nimi, na parze, klopsy indyczo-cieciorkowe, a do nich była surowa marchewka).

Czas na przepis na franciszki. Zainspirował mnie przepis również ze Smakoterapii, na ciasteczka z quiona, jednak moja wersja jest inna. Nie wiem, czy lepsza, wiem, że moje franciszki są przepyszne! Podaję dwie wersje, ponieważ dla męża zrobiłam z miodem, bez kokosu, a dla siebie i J. – z kokosem, bez miodu.

franciszki_0

Przepis na franciszki z kokosem (ekologiczne składniki):

Wsypać do głębokiego talerza płatki owsiane (używam górskich) i zalać je odrobiną wody lub innej cieczy, która nada smak (ja używam mleczka kokosowego lub owsianego). Poczekać, aż zmiękną. Dodać trochę ziaren słonecznika i wiórki kokosowe. Jeśli konsystencja jest za rzadka, można dosypać nieco mąki ryżowej lub kukurydzianej. Można dodać oliwy, oleju kokosowego itp. – ja nie dodałam.

franciszki_1

Przepis na franciszki z miodem (ekologiczne składniki):

Wsypać do głębokiego talerza płatki owsiane, dodać dwie łyżki miodu (bez wody, inaczej są za rzadkie) i pestki słonecznika.

franciszki_2

Dalsze postępowanie:

Przełożyć papkę do foremek ułożonych na papierze do pieczenia, na blasze. Grubość ciasteczka zależy od naszego upodobania i konsystencji papki.

franciszki_3

Posypać, czym nam się podoba: ja posypałam makiem wersję kokosową, a sezamem – wersję miodową, żeby na pewno się nie pomyliły. Okazało się jednak, że ciasteczka z miodem wyszły inne, ciemniejsze.

Piec w temperaturze 180°C około pół godziny.

franciszki_4

Ciasteczka nie są bardzo słodkie – jeśli ktoś potrzebuje, może dodać trochę ksylitolu. W ogóle baza owsiana pozwala na mnóstwo eksperymentów z dodatkami, na pewno można dodać rodzynki czy inne bakalie. Polecam wszystkim łasuchom, którzy muszą mieć pod ręką coś do złasowania. Ciastka są banalne do wykonania, miękkie, smaczne, nie zawierają glutenu, a przede wszystkim sami decydujemy o ich składzie. Precz z kupną tandetą! Niech żyją franciszki!

 

04 III2013

Przez popcorn do morderczej zarazy

by tadeusz

Ach, ten paskudny popcorn! Śmierdzi, włazi w zęby i jest… smaczny. Może to nie jest szczególnie wyszukane jadło, ale przyjemnie się go chrupie (w domu, nie w kinie), pasuje do piwa, więc na luźne domówki jak znalazł. Wielu ludzi nie lubi popcornu, bo trauma z seansów kinowych z pechowym sąsiedztwem jest zbyt mocna. A ja lubię! A ja się nie wstydzę! Lubię niewyszukane, plebejskie chrupanie smacznej prażonej kukurydzy. To tyle może o sobie… Czy są jakieś pytania?

Ważne pytanie – skąd na takim ekoblogu tekst o takim syfie, jak popcorn? Otóż stąd, że istnieje popcorn ekologiczny, który wcale nie jest takim syfem. Wierzcie mi albo nie wierzcie, róbcie sobie, jak tam chcecie, ale ja Wam mówię przecie – taki popcorn smakuje lepiej niż ten z supermarketu. Wygląda tak samo…

organiczni4

…a smakuje inaczej. Tajemnica tkwi oczywiście w tym, z czego się go robi. Podobnie, jak w przypadku nieekologicznego odpowiednika, popcorn robi się z ziarna. Tylko to ziarno powstaje w trochę innych warunkach.

organiczni3

Chrupiąc popcorn, który zrobiłem na użytek sesji zdjęciowej, wlazłem na portal dla rolników i przeczytałem sobie ciekawy i pełen entuzjazmu tekst na temat nieekologicznych sposobów ochrony upraw kukurydzy przed chwastami. Chrupałem, chrupałem i było mi bardzo miło, że nie zajadam się tymi wszystkimi cudami, których nazwy padły w tamtym tekście. A teraz uwaga, bo padną brzydkie słowa!

Kukurydzę w rolnictwie nieekologicznym przed zachwaszczeniem chronią herbicydy. Wprawdzie nazywają się zupełnie inaczej, jednak już Wikipedia nie pozostawia złudzeń – herbicydy to pestycydy. Różnica w nazwie bierze się stąd, że pestycydy to mordercza zaraza (nazwa pochodzi od łacińskich słów pestis i caedere, czyli zaraza i zabijać), a herbicydy to tylko mordercy trawy (herba – trawa). No dobra, więc z nieekologiczną kukurydzą (nie tylko w formie popcornu) spożywamy pestycydy. Pozwólmy im więc przedstawić się z imienia i nazwiska!

Przez dziesiątki lat na plantacjach kukurydzy stosowano herbicydy, których substancją aktywną była atrazyna. Atrazyna działała świetnie, tępiła wszystko, co miała tępić, niestety okazało się, że nie poprzestawała na chwastach. Kilkanaście lat temu uczeni odkryli, że atrazyna upośledza zdolności rozrodcze płazów. W dodatku okazało się, że raz użyta atrazyna nie ulatnia się, tylko zostaje na długo w wodach gruntowych. Od 2005 roku stosowanie tej trutki jest na terenie Unii Europejskiej nielegalne.

Współcześnie stosuje się więc inne środki, na razie legalne. Należą do nich herbicydy na bazie terbutyloazyny (brzmi smakowicie!) i acetochloru (zawsze chciałem jeść takie coś!). Genetycznie modyfikowaną kukurydzę (normalna tego nie przeżyje) można też chronić środkami, w których substancją aktywną jest glifosat. Ten ostatni to bardzo ciekawy środek. Jest legalny, ale też bardzo niebezpieczny. Zgodnie z Rozporządzeniem CLP środki zawierające glifosat na terenie UE muszą być oznaczone jako żrące i niebezpieczne dla środowiska. Jako szczegółowe zagrożenia producent musi na opakowaniu wymienić oślepienie (oj tam, oj tam, to tylko jeden ze zmysłów) i toksyczne działanie na organizmy wodne (a kogo one obchodzą?). Co ciekawe, glifosatu nie wolno uwalniać do środowiska. Zatem pewnie uprawy chronione tą trucizną znajdują się poza środowiskiem… Ale zaraz, gdzie to jest? Dawka śmiertelna tego smakołyku to ok. 10 gramów dla dorosłego mężczyzny i jeden gram dla małego dziecka.

Do ochrony kukurydzy stosuje się także S-metolachlor, mezotrion, flutenacet, izoksaftutol, propizochlor i petoksamid. W dodatku czasem równocześnie, w takich trujących koktajlach o pięknych nazwach handlowych. Ponieważ mam już dość tego tematu, wrócę do resztki mojej prażonej kukurydzy, która na szczęście nie miała styczności z tymi wszystkimi wynalazkami i wciąż jest kukurydzą.

02 III2013

Chlebek jaglany – dzieci go kochają!

by joanna

Jakiś czas temu, zainspirowana przepisem z bloga Smakoterapia, postanowiłam wprowadzić do naszej diety kaszę jaglaną, znaną ze swoich wspaniałych właściwości. Poleca się ją jako pokarm oczyszczający organizm z toksyn (zawiera antyoksydanty), a zarazem lekkostrawny, bezglutenowy i bogaty w witaminy. Jako jedyna kasza ma działanie odkwaszające nasz organizm (co jest ważne w wypadku np. mięsożerców). Do jej zalet należy także wspomaganie układu odpornościowego, usuwanie nadmiaru śluzów (np. podczas infekcji), rozgrzewanie organizmu, regeneracja błon śluzowych… Co ciekawe, jej indeks glikemiczny jest wysoki – 71.

Kasza jaglana tak po prostu jest moim zdaniem mdła i zupełnie nieciekawa, ale ponieważ ma tak dobre działanie, warto spróbować przemycić ją do codziennego menu.

chlebek_pomidorowy

 

Przepis na mój chlebek jaglany jest naprawdę prosty.

Składniki:

  • ekologiczna kasza jaglana – szklanka (odmierzona przed ugotowaniem), gotowana z odrobiną soli – mnie ugotowanie garnuszka kaszy zajmuje około 10 min plus czas na wchłonięcie reszty wody podczas stygnięcia,
  • ekologiczna pulpa pomidorowa – około 200-300 gramów,
  • kilka łyżek mąki kukurydzianej (z ryżową także się uda),
  • łyżka-dwie oliwy z oliwek,
  • suszona bazylia – według uznania,
  • sól – według uznania,
  • świeżo zmielony pieprz + kurkuma (nierozłączna para przypraw działających antynowotworowo).

Wszystko zmiksować, ewentualnie dodać zagęszczającej mąki lub rozrzedzającej pulpy – konsystencja powinna być jak ciasta na naleśniki lub gęstsza – wylać na płaską blachę do pieczenia wyłożoną papierem do pieczenia, posypać otrębami i wsadzić do piekarnika na 45 min w temperaturze 180 st. C. Placek powinien mieć grubość do 0,5 cm.

Mój starszy syn uwielbia te chlebki, zawsze szuka miejsc, gdzie „chrupie”.

Powyższy przepis można dowolnie modyfikować pod względem zawartości przypraw i warzyw – my możemy jeść pomidory, więc daję pomidory, ale próbowałam też z porem (wychodzi ostry) i marchewką. Czekam na Wasze opinie!

24 II2013

Ile kosztuje własny chleb?

by joanna

Dziś z samego rana upiekłam chleb – mój pierwszy chleb na zakwasie. Zakwas jeszcze był młody, więc ciasto słabo wyrosło, ale i tak jestem zadowolona z efektu. Na prośbę mojego męża podliczyłam, ile kosztuje wykonanie takiego chleba.

chleb_1

Najpierw to, co łatwo policzyć, czyli składniki:

  • 6 łyżek zakwasu (około 3 łyżki mąki i 3 łyżki wody),
  • 200 g ekologicznej mąki żytniej razowej typu 2000,
  • 200 g ekologicznej mąki orkiszowej razowej typ 2000,
  • 2 łyżki ekologicznych płatków owsianych,
  • 2 łyżki ekologicznych pestek słonecznika,
  • łyżka soli,
  • 300 ml wody,
  • minimalna ilość oliwy i otrębów do wysmarowania blachy (tego nie liczę).

Według Wikipedii łyżka stołowa to około 15 ml wody i 10 g mąki. Dla ułatwienia policzę wszystkie składniki według miary mąki i wody. Za zimną wodę płacimy 11,47 zł za metr sześcienny (1000 litrów).

  • Kilogram ekomąki orkiszowej razowej kosztował nas 11 zł (to bardzo droga mąka), a więc 200 g kosztuje 2,20 zł.
  • Kilogram ekomąki żytniej razowej kosztował nas 5 zł, więc 200 g kosztuje 1 zł.
  • Ekologiczne płatki owsiane – około 5 zł za 450 g, więc 2 łyżki (około 20 g) kosztują 23 gr.
  • Ekologiczne pestki słonecznika – 9 zł za 500 g, więc 2 łyżki (około 20 g) kosztują 36 gr.
  • 300 ml wody kosztuje niecały grosz.
  • Łyżka soli to pewnie 2-3 grosze.

Składniki ogółem 3,83 zł.

Teraz energia elektryczna:

  • 10 minut pracy robotem o mocy 800 W,
  • 1 godzina 15 minut pracy piekarnika o mocy 2000 W.

To ważne – im większy chleb, tym bardziej się opłaca go piec, bo energia robota i piekarnika zawsze jest taka sama. Ja upiekłam mały chlebek na próbę – około 450 gramów, następny będzie na pewno większy.

Za energię płacimy 66 groszy za kilowatogodzinę, więc w tym wypadku zapłaciliśmy około 1,50 zł za prąd. W sumie mój chlebek kosztował około 5,33 zł. Nie mam pewności, czy wszystko dobrze oszacowałam, ale myślę, że rząd wielkości jest zbliżony.

chleb_2

W piekarni za kilogram chleba pszenno-żytniego razowego na zakwasie, z płatkami owsianymi, bez ziaren, płacimy 4,96 zł (nie jest to chleb ekologiczny). Gdybym użyła mąki pszennej, a nie orkiszowej, chlebek na pewno by staniał, ale ja chciałam mieć najlepsze składniki.

Jeszcze pokrótce, jak wykonać chleb: połączyć wszystkie składniki (ja używam mieszadła w robocie), odstawić na 3,5 h w ciepłe miejsce. Następnie znowu zamieszać, przełożyć do formy i zostawić na noc w ciepłym miejscu, pod przykryciem. Rano nagrzać piekarnik na 200 stopni C i piec chleb przez godzinę.

Za przepis dziękuję stryjence T., cioci Agnieszce!

Strony:12»