14 II2017

Sprawiedliwy Handel i wielkie korporacje – etyka z o.o.

by joanna

Sprawiedliwy Handel to temat, który poruszałam tu nie raz. W ostatnich dniach mogliśmy usłyszeć o akcji polskich aktywistów namawiającej wielkie sieci handlowe (Auchan, Biedronkę, Carrefoura, Kauflanda, Lidla i Tesco) do zainteresowania się produktami z certyfikatem Fairtrade. Dodatkowo Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie namawia do pisania listów do supermarketów, aby wprowadzały do oferty produkty Fairtrade. Nie napiszę takiego listu – dlaczego?

Fairtrade jest jednym z kilku certyfikatów sprawiedliwego handlu, przyznawanym produktom spełniającym określone zasady – celem jest wsparcie mieszkańców globalnego Południa za pomocą globalnej sprzedaży wytworów pracy lokalnych spółdzielni. Certyfikat obejmuje kilka etapów produkcji, dzięki czemu mamy gwarancję, że pracownicy np. plantacji kakao zostali uczciwie wynagrodzeni, objęci opieką socjalną i nie pracowały z nimi dzieci. Jednak certyfikat nie obejmuje już końcowego ogniwa całego łańcucha dostaw. Produkty z logo Fairtrade może sprzedawać każdy, kto zamówi je z hurtowni. (więcej…)

24 XI2016

Dlaczego wybieram pasty do zębów bez pudełka?

by joanna

Dlaczego kupuję pasty do zębów bez pudełka? Co złego jest w tekturowych opakowaniach? Odpowiedź jest bardzo prosta, ale nie myślcie, że banalna.

Kiedy przejrzycie nasz test past bez fluoru dla dorosłych, zobaczycie, że przy każdej paście jednym z punktów opisu było „opakowanie”. Większość past, nawet tych chlubiących się certyfikatami eko, a co najmniej naturalnym składem, jest sprzedawana w kartonowych pudełkach, do których włożono tubkę. Tubki najczęściej są plastikowe, tylko dwa razy zdarzyła nam się pasta w opakowaniu aluminiowym (Weleda oraz jedna pasta zdyskwalifikowana z powodów formalnych).

Dlaczego wybieram pasty do zębów bez pudełka?

Dlaczego wybieram pasty do zębów bez pudełka?

Po co ten karton?

Producenci past do zębów umieszczają tubki w dodatkowych pudełkach z kilku powodów. (więcej…)

28 IX2016

Prawdziwe oblicze certyfikatów. FSC

by joanna

Ten symbol widnieje na coraz większej liczbie papierowych przedmiotów czy opakowaniach wokół nas. Jest dość powszechny, na tyle, że być może większość z nas przestała zwracać na niego uwagę. Dla mnie stanowi wartościową informację o produkcie – do niedawna jednak znałam jedynie ogólną definicję certyfikatu Forest Stewardship Council.

fsc_1

FSC to międzynarodowa organizacja pozarządowa, działająca na zasadzie non profit. W 2014 roku obchodziła 20-lecie istnienia – wówczas chwaliła się, że ponad 180 milionów hektarów na świecie ma certyfikat FSC. Przyświeca jej idea działania na rzecz lasów i dbania o zrównoważone z nich korzystanie. Trzy człony organizacji są odpowiedzialne odpowiednio za politykę prośrodowiskową, prosocjalną i proekonomiczną. W jej skład wchodzą m.in. takie organizacje, jak WWF czy Greenpeace. Jednak coraz więcej się mówi o tym, że właśnie te najbardziej świadome ekologicznie organizacje mają wątpliwości co do jakości certyfikatu FSC. (więcej…)

20 VI2016

Papier do pieczenia – ekologiczny, neutralny, szkodliwy?

by joanna

Papier do pieczenia jest niezwykle wygodnym wynalazkiem. Ponieważ bardzo dużo piekę dla rodziny, która je coraz więcej, naczynia żaroodporne mi nie wystarczają. Czasem piekę np. blachę ziemniaków i batatów. Do pieczenia batonów owsianych także używam papieru do pieczenia, ze względu na to, że łatwo je wyjąć z foremki.

papier_do_pieczenia_duzy

Nie miałam dotąd ulubionej firmy papieru do pieczenia – zazwyczaj zakup zależał od tego, w jakim sklepie się znalazłam i co miałam do wyboru. Przekonałam się kiedyś, że pewna firma produkuje tani i wyjątkowo podły papier (przede wszystkim nietrwały), dlatego w tym wypadku nie oszczędzam.

Na zdjęciach przy tym tekście zobaczycie papier do pieczenia Paclan. Nie jest to reklama, wpis nie jest sponsorowany. Po prostu ta firma jako jedyna odpowiedziała rzetelnie (w ogóle odpowiedziała!) na moje pytania na temat produktu. Dziękuję pani Katarzynie Duduś z firmy CeDo (dystrybutora Paclan w Polsce) za przesłanie wyczerpujących informacji oraz certyfikatów potwierdzających jakość papieru do pieczenia tej marki. (więcej…)

13 XI2015

Czy zeolity są ekologiczne?

by joanna

Zeolity, czyli składnik ekologicznych proszków do prania, który miał zastąpić nieekologiczne fosforany. Co o nich wiemy? Czy rzeczywiście są bezpieczne?

Wrzące kamienie

Zeolity to minerały glinokrzemianowe, zróżnicowane pod względem składu (jak mówi „Nowa encyklopedia powszechna PWN”, uwodnione glinokrzemiany sodu i wapnia, rzadziej baru, strontu, potasu, magnezu i manganu). Nazwa pochodzi z greckiego – „wrzące kamienie” – jest związana ze zjawiskiem uwalniania się wody z minerałów pod wpływem wysokiej temperatury; woda pojawia się w postaci bąbelków.

Naturalne zeolity to m.in. chabazyt, desmin, harmotom, heulandyt, natrolit i filipsyt. Występują naturalnie (w Polsce na Dolnym Śląsku, w okolicach Krakowa i w Pieninach). Największe wydobycie zeolitów ma miejsce w Chinach.

Chabazyt.

Chabazyt.

Zeolity są też uzyskiwane sztucznie (o czym niżej). (więcej…)

07 X2015

Czy prasowanie jest ekologiczne?

by joanna

Chyba nie zdziwi Was moja odpowiedź: absolutnie nie jest. Zanim jednak przekonam Was do zmiany nawyków, przedstawię kilka faktów.

masz_wybor_nie_prasuj

Zacznę może od nas. Mamy w domu żelazko, które kupiliśmy w 2007 roku – był to pierwszy wspólny zakup do naszego domu. Trzymamy je jednak nie z sentymentu, ale dlatego, że czasami jest potrzebne. Raz na miesiąc, a nawet rzadziej, kiedy potrzebujemy założyć koszulę mniej pogniecioną niż zwykle, wyciągamy z szafy starego Tefala. Dwa razy do roku prasuję obrus, czasem coś, co musi ładnie wyglądać na zdjęciu. (więcej…)

03 IX2015

„Jestem tak ekologiczna, że sikam do wanny”

by joanna

Jeśli powyższe zdanie wydaje Ci się przekroczeniem granicy, za którą siedzą już tylko ekooszołomy, to wcale się nie zdziwię. Ale… zastanów się, czy w tym szaleństwie przypadkiem nie ma metody.

wanna_czb

Dlaczego sikanie do wanny/pod prysznicem jest dobre?

  • jedno spuszczenie wody z rezerwuaru zużywa przeciętnie 10–12 litrów czystej wody, którą można by wypić*,
  • sikanie podczas mycia nic nie kosztuje: woda, którą się spłukujesz, skutecznie usunie mocz z brodzika czy wanny,
  • nie musisz się podcierać, dotykać sedesu, myć rąk – oszczędzasz czas, mydło, kolejną porcję wody,
  • nie potrzebujesz papieru toaletowego, więc oszczędzasz i na tym,
  • produkujesz mniej ścieków.

*Jeśli masz szczęście wykorzystywać szarą wodę, to szczerze zazdroszczę!

Kilka lat temu w Brazylii powstała zabawna kampania społeczna, namawiająca do siusiania podczas mycia (skomentował to „The Guardian”).

Jedno spuszczenie wody mniej dziennie i już każdy oszczędza minimum 3 600 litrów wody rocznie.

spuszczanie_wody

Oczywiście, jako wyznawczyni zasady „nie rób drugiemu, co tobie niemiło”, popieram używanie do tego wyłącznie swojej łazienki.

Z minusów widzę chyba tylko potrzebę przełamania swojego oporu…

Ale może wcale nie trzeba nikogo namawiać?

Zobacz też: Czy sikanie na stojąco może być ekologiczne?

08 VII2015

Rozdrabniacz odpadków InSinkErator Evolution 100 – recenzja

by joanna

Urządzenie, które tym razem znalazło się pod lupą Organicznych, jest w naszym kraju właściwie nieznane. W Europie również nie zrobiło dotąd kariery, choć ma już 90 lat i jest wręcz standardowym wyposażeniem kuchni w Stanach Zjednoczonych, dość często można je również spotkać w Australii czy Nowej Zelandii, a także w Wielkiej Brytanii czy Szwecji. W Polsce rozdrabniacze odpadków (zwane również młynkami) to rzadkość, choć można je u nas kupić co najmniej od 20 lat.

insinkeratorE100

www.mniejsmieci.pl

Podczas naszych testów skupiliśmy się na kilku najważniejszych cechach młynków i postaraliśmy się odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań. Z naszego punktu widzenia najważniejszą kwestią jest zagadnienie, czy rozdrabniacze odpadków organicznych są ekologiczne (i pod jakim warunkiem), bo właśnie tak młynki są propagowane. W poszukiwaniu odpowiedzi znaleźliśmy zaskakujące dane na temat gospodarowania odpadami komunalnymi w Polsce i marnowanego potencjału odpadów biodegradowalnych. (więcej…)

31 XII2014

Czy boraks jest ekologiczny?

by joanna

W kilku swoich przepisach polecam boraks jako znakomity, ekologiczny środek, m.in. odkażający. Używam go naprawdę długo i oczywiście rozsądnie (trzymam go zawsze w zamkniętym, opisanym opakowaniu, wysoko – na szafce pod sufitem, gdzie dzieci nie sięgną). W domu mam dwoje dzieci, dlatego sprawdziłam dokładnie, czy boraks może być dla nich niebezpieczny i w jakiej postaci.

Przeczytaj:

Większość gotowych „mocnych” detergentów (np. tych do czyszczenie muszli klozetowej) jest znacznie bardziej niebezpieczna dla otoczenia niż boraks. Zebrałam na to kilka dowodów.

Czy boraks jest ekologiczny?

Czy boraks jest ekologiczny?

(więcej…)

23 IX2014

Czy sikanie na stojąco może być ekologiczne?

by joanna

Pytanie z tytułu posta zadałam sobie, kiedy w ofercie Drogerii Ekologicznej zobaczyłam przedmiot umożliwiający kobietom oddawanie moczu w pozycji stojącej. Nazwa jest długa, bo pewnie nikt nie pomyślał o chwytliwym, oficjalnym polskim słowie – są więc lejek i sikawka.

Przeczytaj także: „Jestem tak ekologiczna, że sikam do wanny”

sikawka_1 (więcej…)

20 IV2014

Czy orzechy piorące są ekologiczne?

by joanna

Swego czasu orzechy piorące wprawiały mnie w niebotyczny zachwyt, gdy odkrywałam ich coraz to ciekawsze właściwości. Mogą zastąpić prawie każdy detergent w domu, a nawet szampon czy środki ochrony roślin. Są niedrogie i wydajne, choć ich skuteczność bywa dyskusyjna. Określiłabym je jako łagodny środek powierzchniowo czynny, który przyda się do prania i sprzątania. Czy jednak jest ekologiczny?

orzechy_piorace_2

Po pierwsze: biodegradowalność (więcej…)

06 IV2014

Czy soda oczyszczona jest ekologiczna?

by joanna

Jak już wiecie, lubię sprawdzać, czy coś, co nazywa się ekologicznym, naprawdę jest przyjazne dla środowiska. Soda oczyszczona (wodorowęglan sodu) jest jednym z najbardziej popularnych ekologicznych środków czyszczących. Bezpieczna dla otoczenia – przecież możemy ją nawet spożywać – ma wspaniałe właściwości czyszczące i odkażające. Sama używam sody i jej pochodnych (soda kalcynowana, nadwęglan sodu) w dużych ilościach, zastępuje mi  ona środki czyszczące wszelkiej maści (jest np. w tabletkach do zmywarki czy proszku do prania). Przy większym zużyciu pojawia się pytanie: czy spuszczając sodę oczyszczoną do kanalizacji, nie powoduję jednak jakiegoś zanieczyszczenia środowiska? Jeśli coś ma być ekologiczne, powinno być bezpieczne dla środowiska podczas używania, pozyskiwane w sposób bezpieczny dla środowiska i niezwiązany z dużym śladem węglowym (czyli transport związany z produkcją i sprzedażą jest zminimalizowany).

soda_oczyszczona_lyzeczka

Soda oczyszczona a wybuchowy żołądek

Zajrzałam do karty charakterystyki sody i przeczytałam, że:

Wodorowęglan sodu w wodzie ulega dysocjacji do jonów sodu i diwęglanowych.

Oraz:

W środowisku wodnym wodorowęglan sodu jest zdysocjowany. Zarówno jony sodowe jak i wodorowęglanowe występują w przyrodzie, i ich stężenia w wodach powierzchniowych są zależne od wielu czynników: parametrów geologicznych, warunków atmosferycznych i działalności człowieka.

Czyli soda oczyszczona rozpuszczona w wodzie nie powoduje zagrożenia dla środowiska. Nie jest również szczególnie groźna w postaci proszku (może powodować kaszel i kichanie, jeśli ktoś postanowi ją wdychać). Spożycie sody oczyszczonej w niewielkich ilościach bywa nawet zalecane, nawet w większych ilościach soda oczyszczona nie jest trująca, ale w naprawdę dużych ilościach może spowodować rozerwanie żołądka (!) – ponieważ kwasy żołądkowe reagują z alkaliczną sodą i uwalnia się dwutlenek węgla.

Pierwszy ekowarunek – nieszkodliwość dla otoczenia – spełniony.

Pozyskiwanie sody: śmierdzi amoniakiem

Sodę oczyszczoną można pozyskać ze źródeł naturalnych oraz syntetycznie. Jak czytamy w „Bilansie gospodarki surowcami mineralnymi w Polsce i na świecie 2009″ (skądinąd bardzo ciekawe źródło informacji o polskich i światowych zasobach mineralnych):

Do surowców sodowych zalicza się rozmaite gatunki naturalnych węglanów i siarczanów sodowych pozyskiwanych ze złóż, jak i ich syntetyczne odpowiedniki. Spośród naturalnych węglanów największe znaczenie mają złoża trony Na3H[CO3]•2H2O i sody rodzimej Na2CO3•10H,2O, dostarczające 30% produkcji węglanów sodu. Pozostałe ok. 70% ich podaży przypada na syntetyczny węglan sodowy (soda kalcynowana), uzyskiwany metodą Solvaya z solanki i wapieni.

Pokłady trony znajdują się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych oraz w Kenii, soda rodzima z kolei jest wydobywana w USA, Meksyku, Botswanie, Chinach, Rosji i Kazachstanie. W Polsce, jak mniemam, nie ma żadnego znaczącego źródła tych minerałów, stąd produkcja sody oczyszczonej odbywa się metodą syntetyczną (metodą Solvaya – otrzymuje się węglan sodu, a po jego rafinacji – wodorowęglan sodu). Do takiej produkcji używa się zasobów występujących w Polsce: soli kamiennej i wapieni. Co ciekawe, polska soda kaustyczna i soda kalcynowana są towarem eksportowym i wysyła się je m.in. do Indii czy Ekwadoru (nie mam danych na temat sody oczyszczonej).

Krajem, gdzie sodę pozyskuje się ze złóż naturalnych, są Stany Zjednoczone (złoża trony w Wyoming).

Trona(small)

Trona. Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Trona(small).jpg

Metoda syntetyczna nie jest do końca ekologiczna (wykorzystywany jest amoniak), jednak w warunkach laboratoryjnych przebiega bezpiecznie. Kontrowersyjny amoniak jest silnie toksyczny, ale to nie on jest odpadem, który powinien nas niepokoić.

Odpadami w produkcji sody kalcynowanej są: NaCl (sól), CaCl2 (chlorek wapnia), Ca(OH)2 (wodorotlenek wapnia), CaCO3 (węglan wapnia), CaSO4 (siarczan wapnia), SiO2 (ditlenek krzemu). Jak pisze Wikipedia:

Do osadników ziemnych kieruje się osady z oczyszczania solanki i osad CaCO3 z kaustyfikacji sody i ewentualnie inne odpady. Osadniki te noszą nazwę „białych mórz”.

bialemorze_janikowo

Białe morze w Janikowie

Czyli odpady produkcyjne z zakładów sodowych są częściowo odzyskiwane, a częściowo wpuszczane w ziemię. Powstają tzw. białe morza, które powodują skażenie gleby, wód gruntowych i naturalnych zbiorników wodnych (silne zasolenie, zanieczyszczenie chlorkiem wapnia).

bialemorze_matwy

Białe morze w Mątwach.

W Polsce takie białe morza można spotkać m.in. w okolicach Jaworzna. Wokół nich z czasem powstaje nienaturalny ekosystem. Obszary takie można jednak rewitalizować – przykładem mogą być tereny po Krakowskich Zakładach Sodowych Solvay.

Zrewitalizowane tereny białego morza w Krakowie.

Zrewitalizowane tereny białego morza w Krakowie.

Drugi warunek – produkcji bezpiecznej dla środowiska – moim zdaniem nie jest spełniony tak, jak bym sobie to wyobrażała.

Krótka droga

Dzięki temu, że mamy w Polsce naturalne surowce wykorzystywane do produkcji sody, jej ślad węglowy prawdopodobnie jest niewielki. Gdyby sprowadzać sodę oczyszczoną ze Stanów Zjednoczonych, gdzie pozyskuje się ją z naturalnych złóż trony, byłoby to związane z transportem kosztownym dla środowiska (nie mówiąc już o kosztach importu i cenie samej sody). Można się zastanowić nad obciążeniem środowiska podczas wydobywania jakichkolwiek surowców – ale to temat na osobne dochodzenie.

Czy soda oczyszczona jest ekologiczna?

Soda oczyszczona, według mojej wiedzy, jest mniej ekologiczna, niż byśmy chcieli. Ponieważ w Europie nie mamy źródeł trony, z której można uzyskać sodę kalcynowaną (z której następnie powstaje soda oczyszczona), w Polsce produkuje się sodę metodą syntetyczną z polskich zasobów mineralnych. Z jednej strony ogranicza to ślad węglowy, z drugiej – przyczynia się do powstawania złóż odpadów szkodliwych dla środowiska. W niektórych krajach (np. Australii) zamiast składowania takich wapiennych odpadów spuszcza się je prosto do mórz (czy to jest ekologiczne???).

Jako środek czystości soda oczyszczona jest z pewnością przyjazna dla środowiska, nieporównanie bardziej ekologiczna niż śmierdzące i żrące środki czystości sprzedawane w sklepach. Nie łudźmy się jednak, że jest to naturalny środek do czyszczenia – 70% światowej produkcji sody oczyszczonej to produkcja syntetyczna, związana ze szkodliwymi odpadami.

Na pewno jednak także produkcja tych gotowych środków czystości niesie za sobą szkodliwe odpady, więc:

  • obiektywnie rzecz biorąc, soda oczyszczona jest środkiem umiarkowanie ekologicznym,
  • na tle innych środków czyszczących soda oczyszczona jest prawdopodobnie jednym z najbardziej nieszkodliwych środków czyszczących,
  • najbardziej ekologiczne jest używanie sody oczyszczonej uzyskiwanej ze złóż trony, tam, gdzie złoża te występują.
06 III2014

Co to znaczy „ekologiczny”?

by joanna

Po roku prowadzenia bloga Organiczni powinnam bez wahania odpowiedzieć na pytanie, co oznacza słowo „ekologiczny”.

Według Słownika Języka Polskiego PWN „ekologiczny”  to:

1. «dotyczący związku warunków zewnętrznych z życiem roślin i zwierząt»

2. «związany z ochroną środowiska»

3. «wyprodukowany ze składników naturalnych»

To oczywiście ogólne definicje słowa, które robi niezwykłą karierę w naszym języku jako słowo-klucz, wytrych do umysłów, serc i naszych  kieszeni.

Po słowackiej stronie granicy - tuż pod potravinami.

Po słowackiej stronie granicy – tuż pod potravinami.

Im dłużej zajmuję się pojęciem ekologii, tym więcej pytań stawiam i coraz większe mam wątpliwości, czy wolno nam zdawać się na etykietki, certyfikaty i slogany, że coś jest „eko”. Greenwashing – używanie hasła „eko” w nieetyczny sposób – jest na porządku dziennym, ponieważ ekologia to pieniądze. Dlaczego jedna rzecz (jak nadwęglan sodu), sprzedawana w normalnym sklepie, kosztuje np. 8 zł, a ta sama, tylko w innym opakowaniu, z zielonym listkiem i pod znaną marką – już 16 zł? Dlaczego za ekologiczne ziemniaki kupowane prosto od rolnika płacę 2 zł za kilogram, a w sklepie 6 zł? Jak często jesteśmy nabijani w butelkę, kiedy chcemy jak najlepiej – a wychodzimy jak najgorzej…?

Ekologiczny – w moim mniemaniu – to taki, który naprawdę jest związany z ekologią, czyli nauką i wiedzą o funkcjonowaniu przyrody.

Globalizacja nas osaczyła, nie uciekniemy przed wielkimi koncernami, które uzależniły nas między innymi od swoich dostaw paliw. Oczywiście, można mieć chatkę w lesie i palić w niej drzewem, a myć się w jeziorze. Jednak gdyby wszyscy ludzie tak żyli, czy rzeczywiście byłoby to korzystniejsze dla naszej planety?

tatry

Tatry widziane od zachodu.

Żeby być ekologicznym, trzeba wątpić, szukać, pytać i myśleć. Ważyć: co szkodzi planecie, co szkodzi mojemu otoczeniu, co szkodzi mnie? Co jest groźniejsze dla moich dzieci: choroba czy szczepionka przeciw niej? Co bardziej psuje klimat i zanieczyszcza przyrodę – koncerny naftowe czy hodowla zwierząt futerkowych? Jakie źródło energii jest najwydajniejsze, a jednocześnie najczystsze – milion wiatraków czy elektrownia jądrowa?

Myślę, że nie ma jednej odpowiedzi, ale dopóki szczerze jej szukamy, dopóty postępujemy uczciwie wobec naszej planety. Szukam razem z Wami!

27 II2014

Ekoporód – w domowym zaciszu

by joanna

Wyobrażam sobie, że jeśli będę miała trzecie dziecko, będę chciała urodzić je w domu. Nie wiem, czy taki scenariusz kiedykolwiek się spełni, bo nasza czwórka to już bardzo dużo ludzi w niedużym mieszkaniu. W dodatku, jak się dowiedziałam, niełatwo znaleźć położną, która przyjmuje porody domowe po cesarskim cięciu (nawet jeśli kolejne dziecko urodziło się naturalnie).

ekoporod_1

Mój starszy syn miał przyjść na świat drogami natury, ale indukowany poród skończył się cc. Młodszy urodził się tak, jak chciałam, z pomocą ZZO, na które przy pierwszym porodzie nie było czasu. Pierwszy poród był dla mnie trudnym doświadczeniem, które ciągnęło się miesiącami. Drugi dał mi siłę, radość i przywrócił wiarę w moje możliwości.

Mam takie wyobrażenie, że przyjście na świat dziecka to chwila, gdy po prostu wszystko powinno być na swoim miejscu. A konkretnie – wokół rodzącej  powinno być tylko to, czego ona naprawdę potrzebuje. Rodzenie w szpitalu stało się taką normą, że najbardziej naturalne otoczenie, bezpieczny dom, wydaje nam się miejscem „dla odważnych”. Wmówiono nam, że czyha na nas tyle zagrożeń, że tylko antyseptyczny szpital nadaje się do urodzenia dziecka. A jak mówi Katarzyna Oleś ze Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni: „Pod względem aseptyczności dużo bezpieczniejszy jest własny dom – jesteśmy uodpornieni na bakterie w nim mieszkające, a dziecko nabywa tej odporności od mamy przed porodem, w jego trakcie i po nim (szczególne znaczenie mają tu kontakt skóra do skóry i karmienie piersią)”.

Przyjeżdżamy na porodówkę i wchodzimy w rolę pacjentek, obowiązują nas normy, zakazy i przepisy. To takie wygodne! Zwłaszcza dla personelu szpitala.

Ekoporód?

Czym jest poród ekologiczny? Widzę to dwojako. Po pierwsze, poród ekologiczny jest dobry dla dziecka, matki i otoczenia. Najpierw jednak dla dziecka. Po drugie, jest zgodny z naturą i instynktem rodzącej. Czy taki poród możliwy jest w szpitalu? Wydaje mi się, że nie – zbyt wiele procedur, wypełniania papierów przed dotarciem na salę porodową, podpisywanie jakichś formularzy itp. ogranicza możliwości matki do podejmowania decyzji (w końcu zgadzamy się, aby w skrajnym wypadku decydował za nas lekarz!). W domu narodzin – już prędzej, choć to jak rodzenie w hotelu. Dziś myślę, że poród w domu jest najbliższy porodowi ekologicznemu: pozwala młodemu człowiekowi przyjść na świat w przyjaznym, wcale nie sterylnym otoczeniu, w swoim czasie, w zgodzie z tym, co czują matka i dziecko.

DobrzeUrodzeni

Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni

Gdy nie ma przeciwwskazań do porodu domowego (o nich poniżej), przyszła mama może zdecydować się na urodzenie poza szpitalem. Poród musi przyjąć wykwalifikowana położna i za jej obecność, niestety, trzeba zapłacić (NFZ pokrywa koszty tylko porodów w szpitalu i domu porodowym).

Aby znaleźć sprawdzoną położną, która przyjmie poród w danym mieście, warto poszukać w zaufanym miejscu. Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni zrzesza położne z całej Polski, które przyjmują porody domowe. Stowarzyszenie powstało w 2006 roku i za swoje główne cele stawia umożliwienie rodzicom swobodnego wyboru miejsca i sposobu rodzenia, a także m.in. pomoc w karmieniu naturalnym, przeprowadzanie warsztatów dla rodziców czy upowszechnianie alternatywnych sposobów podejścia do przyszłych matek.

Statystyki

W 2012 roku w położne ze Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni przyjęły 98 porodów, choć chętnych było ponad dwa razy więcej (210). 16 porodów planowanych w domu zakończyło się w szpitalu, powody to m.in. brak postępu porodu w II fazie, zielony płyn owodniowy, podwyższona temperatura ciała.

Wszystkie liczby jasno pokazują, że poród domowy – dzięki odpowiedniemu przygotowaniu rodzącej i położnej – nie wiąże się z zagrożeniem dla życia lub zdrowia dziecka.

Wskazane warunki szpitalne

Porody domowe są u nas względną nowością (co zakrawa o ironię, bo jeszcze kilkadziesiąt lat temu dzieci rodziły się przede wszystkim w domach), nie są zbyt popularne i niekoniecznie są dostępne dla chętnych. Są właśnie względną nowością – bo jedna z bardziej znanych położnych w Polsce Irena Chołuj pracuje tak ponad 25 lat, Katarzyna Oleś ­– od 1992 roku, a przecież nie są jedynymi, które tak działały. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 20 września 2012 roku, nawiązujące do ustawy z kwietnia 2011 roku, uporządkowało wiele spraw dotyczących porodu, w tym określiło zasady standardów okołoporodowych. Dzięki temu kobiety, które chciały rodzić w domu, otrzymały taką możliwość w świetle prawa (wcześniej takie porody nie były zakazane wprost, jednak sprawa nie była do końca uregulowana, choć ustawa o zawodzie pielęgniarki i położnej z 1996 roku jasno określiła, że położna ma prawo samodzielnie przyjmować fizjologiczne porody poza szpitalem, w domu).

Jeśli wczytamy się w rozporządzenie z 2012 roku, przeczytamy, że:

4. Ciężarnej należy umożliwić wybór miejsca porodu (warunki szpitalne albo pozaszpitalne) oraz przekazać wyczerpującą informację dotyczącą wybranego miejsca porodu obejmującą wskazania i przeciwwskazania.

5. Ciężarną należy poinformować, że zaleca się prowadzenie porodu w warunkach szpitalnych, z zagwarantowanym dostępem do wydzielonej dla cięć cesarskich sali operacyjnej, gdzie w sytuacji wystąpienia powikłań zarówno u matki, jak i u płodu lub noworodka, możliwe jest natychmiastowe podjęcie interwencji medycznych, adekwatne do zaistniałej sytuacji położniczej lub stanu noworodka.

Przeciwwskazania i przeszkody

Największą przeszkodą jest oczywiście brak pieniędzy i możliwości opłacenia położnej lub lekarza, zwłaszcza w sytuacji, gdy przyszła mama mieszka z dala od większych miast i trzeba płacić położnej za transport. A przecież przygotowanie do porodu domowego powinno trwać całą ciążę pod okiem odpowiedzialnego lekarza lub położnej, co oznacza kilka spotkań w ciągu tych dziewięciu miesięcy.

ekoporod_7

Koszt prowadzenia ciąży i porodu domowego to około 2,5 tysiąca zł lub więcej (ja za prowadzenie drugiej ciąży u prywatnego lekarza razem z badaniami zapłaciłam około 1,5 zł, poród w szpitalu był za darmo, znieczulenie – 600 zł).

Przeciwwskazaniem jest również zbyt duża odległość od szpitala położniczego – to ważne, aby w razie jakichkolwiek komplikacji można było tam jak najszybciej przewieźć rodzącą.

Wszelkie przeszkody natury medycznej – nieprawidłowy przebieg ciąży, choroby matki, nieprawidłowy przebieg porodu, rozpoczęcie porodu przed 37. lub po 42. tygodniu ciąży – wiążące się z ryzykiem dla matki i dziecka są przeciwwskazaniami bezwzględnymi do przyjęcia przez położną porodu w domu. Dyskusyjną sprawą są porody po cięciu cesarskim, tzw. VBAC (vaginal birth after caesarean), oficjalnie stan po cc jest przeciwwskazaniem bezwzględnym. Znam jednak historie porodów domowych VBAC, zakończonych sukcesem (http://naturalniepocesarce.pl/?p=316, http://naturalniepocesarce.pl/?p=452 ). Położne stowarzyszone w Dobrze Urodzonych jednak takich porodów nie przyjmują – wynika to z przyjętych odgórnie zasad Stowarzyszenia, mających zabezpieczyć położne przed niespodziewanymi komplikacjami i konsekwencjami, które mogłyby rzucić cień na całe zagadnienie porodów domowych.

Poród domowy: czy jest bardziej eko od porodu w szpitalu?

Odpowiedź może być wieloraka, gdyż zależy, do czego porównamy.

Jeśli patrzymy na poród zmedykalizowany (odbywający się w szpitalu, wywoływany, wspomagany np. oksytocyną, z podaniem znieczulenia zewnątrzoponowego, z nacięciem krocza, zastosowaniem próżnociągu lub kleszczy) czy wręcz cesarskim cięciu, można stopniować oddalenie od wzorcowego porodu naturalnego. Poród naturalny jest porodem fizjologicznym, drogami i siłami natury (bez ingerencji medycznych), w którym położna uczestniczy jako obserwator i motywator, natomiast nie ingeruje w przebieg akcji porodowej. (Oczywiście zdarzają się porody bez obecności położnej, ale jest to raczej niezamierzona sytuacja). Wszystko przebiega zgodnie z tym, jak zaplanowała natura, według potrzeb matki i dziecka. Obecność położnej służy monitorowaniu bezpieczeństwa rodzącej i jej dziecka; położna pomaga także matce w przebyciu tej pięknej, ale trudnej drogi za pomocą naturalnych metod zmniejszania bólu, podpowiadania wygodnych pozycji porodowych i wspierania rodzącej – fizycznie i psychicznie. Taki poród w zasadzie jest możliwy w szpitalu, gdzie jednak nie obejdzie się bez wenflonu czy natrętnych jak mucha badań KTG (w domu nie jest konieczne!).

tablela_ekoporod

Jeśli spojrzymy na to zestawienie, widzimy, że w szpitalu sporo rzeczy zależy od położnej i przyjętych standardów. Gdyby wszędzie respektowano zdanie rodzącej, Fundacja Rodzić po  Ludzku mogłaby zamknąć biuro i zmienić profil. Niestety, w wielu szpitalach nacięcie krocza czy lewatywa są standardem, do którego personel jest przyzwyczajony. Opieka poporodowa często też pozostawia wiele do życzenia, nawet w najlepszych miejscach zdarza się dopajanie noworodków glukozą i niewystarczająca pomoc w przystawianiu dziecka do piersi.

ekoporod_6

Poród domowy: blisko ideału

Gdyby natura chciała, żebyśmy rodziły w szpitalach, pod koniec ciąży na dłoni wyrastałby nam wenflon… Nie chcę powiedzieć, że szpital to tylko zło – przecież dzięki postępowi medycyny zmalała umieralność noworodków i położnic, ale – zauważmy – również dziś w szpitalach położniczych zdarzają się skrajne sytuacje, w tym naprawdę ciężkie choroby i śmierć.

Dzięki opiece wykwalifikowanej położnej można zapewnić tak samo dobre warunki do rodzenia w domu, jak w szpitalu. Zawód akuszerki, tak niedoceniany, łączy się przecież z ogromną wiedzą, doświadczeniem i uprawnieniami – jeśli wszystko idzie zgodnie z planem, dobra położna zastąpi cały personel szpitala.

ekoporod_5

Katarzyna Oleś, prezeska Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni, powiedziała mi tak: „Oczywiście uważam, że porody domowe są o wiele bardziej ekologiczne niż te szpitalne przede wszystkim dlatego, że odbywają się w środowisku naturalnym dla konkretnych rodziców – w ich domu. Ma to poważne implikacje, bo porody prowadzone przez nas opierają się na fizjologii, którą staramy się mądrze wspierać, a nie dostosowywać do oczekiwań „medycyny”. Wszystkie naturalne mechanizmy działają znacznie sprawniej kiedy mama czuje się bezpieczna, a wielu osobom łatwiej o to w domowych pieleszach. Możemy indywidualnie podejść do potrzeb rodziny – bo przecież ona cała zaangażowana jest w przyjście na świat nowego jej członka. To zupełnie inna praca niż w szpitalu, o wiele łatwiej skoncentrować się na człowieku”.

To chyba najważniejsza różnica między porodem w domu a poza domem (bo właśnie tak odwróciłabym nomenklaturę porodu, zamiast „szpitalny” i „pozaszpitalny”). W domu wszystko dzieje się dla dziecka i jego matki.

Inną sprawą jest wpływ na środowisko: wiadomo, że poród może być kłopotliwy pod względem wszelakich cieczy (aczkolwiek utrata krwi podczas porodu to zwykle tylko półtorej szklanki! Oczywiście są jeszcze wody płodowe). Żeby ochronić dywany czy meble, zaleca się używanie folii malarskich (grubszych, żeby nie szeleściły). W szpitalu mamy sale porodowe wydezynfekowane i przygotowane na wszelkie zabrudzenia – to akurat fajne, że nie trzeba się przejmować bałaganem.

ekoporod_4

Jeśli nie mieszkamy w zagrzybionej suterenie, poród domowy ma tę przewagę, że dziecko trafia w miejsce o normalnym standardzie czystości. Sama wysprzątałam mieszkanie przed drugim porodem za pomocą ekologicznych środków, wody i odkurzacza, przed porodem domowym nie zrobiłabym więcej.

Oprócz folii, która, no niestety, nie jest zbyt eko, niewiele innych „śmieci” zostaje po porodzie domowym. Położna na pewno używa rękawiczek (rzadziej niż w szpitalu, bo rzadziej wykonuje badanie), nie ma jednak specjalnego jednorazowego ubioru jak jednorazowy fartuch do przyjmowania porodu, nie ma odpadów po lekach – chyba że rodząca zastosuje na własną rękę leki homeopatyczne lub zioła. Dla mnie to brzmi jak bajka – rodzenie z homeopatią, w Polsce?

Katarzyna Oleś zwraca też uwagę na opiekę po porodzie: „Często również dzielimy się z rodzicami różnymi metodami naturalnej pielęgnacji dziecka , bo też „nasze” mamy zgłaszają takie zapotrzebowanie. Zresztą widać wyraźnie, że rodzice, z którymi pracujemy, mają do wielu spraw mało tradycyjne podejście – często są wegetarianami, używają wielorazowych pieluch, z dystansem traktują leki, nie chcą szczepić dzieci. Właściwie to dla mnie tak oczywiste, że dopiero pani pytanie jakoś na nowo rzuciło światło na ten aspekt rodzenia”.

Ważny wybór

Gdziekolwiek odbywa się poród, niezwykle ważne jest poszanowanie woli matki. Niektóre z nas najlepiej i najbezpieczniej będą czuły się w szpitalu. Inne wybiorą dom jako intymne miejsce przywitania nowego człowieka. Dom narodzin to coś pomiędzy domem a szpitalem, dla tych, które dla spokoju ducha potrzebują intymności, ale i medycznego zaplecza. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem rodziców, dlatego warto – wiem to z doświadczenia – dopuszczać możliwość zmiany sytuacji o 180 stopni. I wierzyć we własne możliwości!

Dziękuję Stowarzyszeniu Dobrze Urodzeni za udostępnienie ilustracji ze statystykami.

Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni na Facebooku

07 II2014

Ekodylematy: czy jednorazówki są tak złe, jak mówią?

by joanna

Zastanawialiście się kiedykolwiek, dlaczego producenci pieluch jednorazowych nie podają na opakowaniu składu swojego produktu?

Przeczytaj: Zanim kupisz pieluchy jednorazowe…

Nie zdziwię się, jeśli powiecie: nie, nigdy! Ja przez 2,5 roku pieluchowania starszego synka miałam to zupełnie w nosie. Odparzały? Śmierdziały? Wypadał z nich dziwny żel w kulkach? Wystarczało mi, że miały atest i były dopuszczone do sprzedaży.

Pamiętajmy, że mamy do czynienia z produktem, który styka się z wrażliwą skórą dziecka już od urodzenia.

Ekologiczna pieluszka Beaming Baby.

Ekologiczna pieluszka Beaming Baby.

Czas na refleksję

O składzie pieluch jednorazowych pomyślałam w drugiej ciąży, kiedy zetknęłam się z artykułami na temat wielorazówek i szkodliwych substancji zawartych w jednorazówkach (pisałam o tym już rok temu). Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej o tym, na ile demonizowanie jednorazówek jest związane ze zwykłym ekomarketingiem (w którego istnienie chyba nie wątpicie? Przeczytajcie tekst o prawdziwych kosztach pieluchowania wielorazowego, myślę, że będziecie zaskoczeni prawdziwymi liczbami).

Co należało wg mnie sprawdzić:

  • czy pieluchy jednorazowe zawierają substancje mogące zaszkodzić dziecku,
  • czy w inny sposób mogą być zagrożeniem dla zdrowia dziecka,
  • czy pieluchy jednorazowe stanowią zagrożenie dla środowiska naturalnego.

 Śledztwo pieluchowe

Próbowałam skontaktować się z przedstawicielami producentów różnych pieluch, zarówno tych popularnych, jak i droższych, nazywanych ekologicznymi. Część próśb o informacje trafiła najwyraźniej w przestrzeń kosmiczną, część jednak spotkała się z bardzo uprzejmą odpowiedzią. Żadna z odpowiedzi nie była wystarczająco satysfakcjonująca, ale jestem bardzo wdzięczna, że zostałam potraktowana poważnie. Z braku dokładnych danych przeszukałam internet i znalazłam informacje na temat przeciętnego składu pieluch jednorazowych w raporcie brytyjskiej organizacji Environment Agency „An updated lifecycle assessment studyfor disposable and reusable nappies” z października 2008 roku. Myślę, że 6 lat w tym wypadku nie ma większego znaczenia.

ldpe

W co pakujemy dzieci?

Według badań Environment Agency w pieluszce jednorazowej znajdują się następujące substancje:

  • pulpa (fluff pulp) – 34,1%,
  • SAP – 32,4%,
  • PP – 16,6%,
  • LDPE – 6%,
  • kleje (na bazie polimerów) – 3,8%,
  • PET/poliester – 2,2%,
  • inne – 4,8%.

Chyba największe kontrowersje (może ze względu na ilość) wywołuje obecność SAP – Superabsorbent Polymers, czyli związku chemicznego opartego na polimerach (polska nazwa: polimer superchłonny), który charakteryzuje się wyjątkową właściwością wchłaniania wody, nawet 40 razy większej ilości od własnej masy. Co ważne, sama nazwa SAP nie mówi nam o konkretnym rodzaju polimeru, różni producenci mogą mieć własne opatentowane SAP-y i przed ujawnianiem pełnego składu pieluszek zasłaniają się tajemnicą handlową. Superchłonne polimery, np. poliakrylan sodu, są pakowane do pieluszek zarówno popularnych marek, takich jak Pampers, Huggies, Dada, jak i pieluszek mających w nazwie lub opisie słowo eko, np. Beaming Baby, Moltex, Kikko. Dzięki ich obecności pieluszka jest bardzo chłonna, a zarazem cienka, więc wygodniejsza dla dziecka.

poliakrylan_sodu

Nasączona wodą pieluszka Pampers – w środku. Biały żel to poliakrylan sodu.

Te polimery znajdziemy również m.in. w podpaskach jednorazowych oraz w specjalnych gąbkach wkładanych do opakowań z porcjowanym mięsem. Dla ciekawych: opinia Państwowego Zakładu Higieny z lutego 2013 r. na temat kontaktu poliakrylanu sodu z żywnością (w skrócie: poliakrylan sodu nie powinien mieć bezpośredniego kontaktu z żywnością).

SAP-y ulegają biodegradacji (dla ciekawych: opis eksperymentu – w ile czasu rozkładają się supechłonne polimery; skrót: uznano je za przyjazne dla środowiska). Nie ma jednoznacznych badań wskazujących na zagrożenie płynące z używania SAP-ów, jednak kilka faktów przemawia za tym, że należy na nie uważać. Na przykład to, że są produkowane z ropy naftowej, co ma wymiar ekologiczno-etyczny (przypominam o zanieczyszczeniach środowiska powstających podczas wydobywania i przetwarzania ropy naftowej).

LDPE (low-density polyethylene) to polietylen o niskiej gęstości, używany m.in. do produkcji opakowań spożywczych. W pieluszce znajduje się w jej powłoce dotykającej skóry dziecka. Symbol w trójkącie: 04.

PPpolipropylen, używany do produkcji opakowań spożywczych; oficjalnie uznawany za bezpieczny. W pieluszce razem z polietylenem tworzy wyściółkę. Symbol w trójkącie: 05.

PETpoli(tereftalan etylenu) – używany do produkcji m.in. butelek. Podejrzany pod względem bezpieczeństwa: pewne badania wskazują na możliwość wymywania z opakowań PET ftalanów, które oskarżane są o działanie podobne do hormonów, naruszające gospodarkę hormonalną ludzi i zwierząt. Symbol w trójkącie: 01.

Pulpa wypełniająca pieluszkę jest wykonana z celulozy, która służy m.in. do produkcji papieru. Gdyby była łatwo biodegradowalna, nie moglibyśmy kolekcjonować książek. Nie mówiąc o tym, że sama produkcja celulozy z drzew może bardzo zanieczyszczać środowisko.

Dlaczego pieluchy jednorazowe nie są ekologiczne

Większość tworzyw sztucznych nie ulega biodegradacji albo rozkłada się bardzo wolno. Przedmioty wykonane z materiałów polimerowych potrzebują na swój rozkład od 100 do 1000 lat. (…) Warto podkreślić, że podczas procesu rozkładu tych materiałów powstaje wiele szkodliwych i toksycznych substancji

– pisze Iwona Stachurek z Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy w Katowicach w swoim raporcie „Problemy z biodegradacją tworzyw sztucznych w środowisku”.

Na wysypiskach śmieci, gdzie pieluchy zostają przykryte innymi odpadami, rozkład polimerów zachodzi nieco inaczej, niż gdyby położyć pieluchę na słońcu i pozwolić jej co jakiś czas moknąć na deszczu – do biodegradacji przydatne są promienie UV i obecność mikroorganizmów. Gdy zachodzą dobre warunki do biodegradacji, polimery rozkładają się na oligomery, dimery, monomery, a następnie na biomasę, dwutlenek węgla i wodę. Gdy pielucha tkwi pod stertą innych śmieci, polimery rozkładają się na biomasę, metan lub siarkowodór i wodę. Nawet jeśli w optymistycznej wersji nasze dziecko chodzi w pieluchach tylko 18 miesięcy, zużyje ich ponad 3000. Jeśli będzie to 30 miesięcy – 5500. Podczas trzech lat pieluchowania zużyje przeciętnie 6500 pieluch jednorazowych. Wyobrażacie sobie stertę wszystkich pieluch zużytych przez Wasze dziecko? Nawet jeśli wiemy, że część składników jest biodegradowalna, koszty rozłożenia zwykłej pieluchy jednorazowej dla środowiska są ogromne. Podczas rozpadu polimerów uwalnia się gaz cieplarniany oraz metan.

Nasze wysypiska zawalone są tonami zużytych pieluch jednorazowych, a przecież nie tylko dzieci ich używają – pomyślcie o osobach starszych czy niepełnosprawnych oraz o milionach kobiet używających podpasek jednorazowych. Jedna pieluszka waży około 40 g. Jeśli dodamy „wkład” wyprodukowany przez dziecko (pojemność pieluchy to około 300–400 ml), można uśrednić ciężar zużytej jednorazówki do 300 g. Przeciętny okres pieluchowania łączy się z wyrzuceniem na śmietnik 1,5 tony pieluch, które nie dość, że nie mogą być przetworzone na nowy produkt, to jeszcze dokładają się do produkcji gazów cieplarnianych.

Jednym z zagrożeń wynikających z używaniem pieluch jednorazowych jest również niecałkowita biodegradacja polimerów, która powoduje rozprzestrzenienie się ich w środowisku w postaci pyłu, a co za tym idzie – narażenie zwierząt i ludzi na oddychanie powietrzem zanieczyszczonym polimerami. (Więcej na temat biodegradowalności polimerów).

Inne zarzuty wobec jednorazówek

Oprócz tego, że pieluchy jednorazowe mogą rozkładać się co najmniej 100 lat, a w niesprzyjających warunkach nawet 1000, produkując metan, siarkowodór i dwutlenek węgla, czarna lista zarzutów zawiera inne pozycje.

  • zawartość metali ciężkich – tak naprawdę nigdy się nie dowiemy, co siedzi w pieluszce; badania Federacji Praw Konsumentów z 2010 roku pokazują, że producenci czują się bezkarni. Zasłaniają się tajemnicą handlową, a brak odpowiednich uregulowań prawnych nie zobowiązuje ich do podawania pełnego składu pieluch, które maja bezpośredni kontakt ze skórą dziecka od 1. dnia życia!
  • przegrzewanie narządów płciowych chłopców – moszna w pieluszce jednorazowej nie jest odpowiednio chłodzona, co na dłuższą metę może prowadzić do niepłodności,
  • zawartość innych substancji, które mogą podrażniać i uczulać zwłaszcza małe dzieci, np. środków zapachowych, wszelkich balsamów, barwników,
  • sposób wybielania celulozy: chlorem, przez co w pulpie celulozowej mogą pojawić się groźne dla zdrowia dioksyny. 

Ekologiczne pieluchy jednorazowe

Po przeczytaniu litanii zarzutów wobec pieluch jednorazowych natychmiast zdecydowałam się na pieluchy wielorazowe. Życie jest jednak skomplikowane i nie zawsze mi po drodze z praniem. Dlatego czasem używamy ekologicznych jednorazówek, które powinny mieć znacznie mniejszy wpływ na środowisko niż zwykłe pieluchy za 25 czy 35 zł.

jednorazowka_S

Na czym polega różnica – oprócz skandalicznej ceny – między jednorazówką eko a nieeko? Oparłam swoje informacje na danych przysłanych przez dystrybutorów pieluch Beaming Baby i Kikko. Beaming Baby chwali się między innymi:

Materiał chłonny to skrobia kukurydziana, która jest w 100% biodegradowalnym absorbentem. Dodatkowo zawiera minimalną ilość kulek żelujących z poliakrylanu sodu – gwarancja nieprzemakalności do 12 godzin.

Część materiałów została wykonana z bawełny i skrobi kukurydzianej (nie GMO), celuloza jest bielona nadtlenkiem wodoru albo nie jest bielona wcale (pieluszki XKKO), a całość jest biodegradowalna w 65% w ciągu 4 lat  (BB) lub szybciej. (W zeszłym roku wrzuciliśmy pieluszkę Beaming Baby do kompostu. Za 2,5 roku napiszemy, co z niej zostało).

Ekologiczne pieluchy jednorazowe XKKO ECO z kolei, jak pisze producent:

to ekologiczne pieluszki jednorazowe, które w 98% wykonano z materiałów odnawialnych i ulegający biodegradacji. Wewnętrzna warstwa została wykonana z bardzo miękkiego i przyjemnego w dotyku materiału INGEO ™ FIBRE oraz ze 100% biodegradowalnej celulozy. (…) Po usunięciu przylepców są w 100% biorozkładalne i kompostowalne.

A teraz uwaga! Dalszy ciąg opisu pieluszek XKKO (wyróżnienie moje):

Chłonne wnętrze – wykonane z celulozy z drzewa i unikalnego, niezwykle chłonnego biopolimeru (SAP). SAP wyraźnie zwiększa chłonność produktu. Ze względu na swoje zastosowanie, SAP podlega szczegółowym testom. Ich wyniki dowodzą, że nie jest toksyczny, modyfikowany genetycznie, ani drażniący.

Szanowni Czytelnicy. Jeśli producent chce napisać coś dobrego o czymś złym, to z pewnością coś wymyśli. Na przykład czego taki składnik nie ma albo czemu nie został poddany. Jednym słowem ten opis sugeruje, że inne pieluszki zawierają poliakrylan sodu modyfikowany genetycznie. Bez komentarza. Jednak jeśli chodzi o pieluchy firmy KIKKO, przyznaję, że ich skład robi wrażenie. Producent przysłał mi opis, co znajduje się wewnątrz pieluszki:

  • Back sheet: INGEO ™ FIBRE (PLA) under ASTM 6400 &EN 13432 Standard – material made in USA
  • Inner Layer: INGEO ™ FIBRE (PLA) under ASTM 6400 &EN 13432 Standard – material made in USA
  • Leg Guard: INGEO ™ FIBRE (PLA) under ASTM 6400 &EN 13432 Standard – material made in USA
  • Film layer: PBAT+PLA Bio-film
  • Filling: BioBased SAP/cellulose with Wooden Pulp
  • Out Packing: PBAT+PLA Bio-film

PLA to tzw. polimer biodegradowalny, poli(kwas mlekowy). Jak pisze Iwona Stachurek:

PLA jest również otrzymywany z odnawialnych surowców naturalnych takich jak np: mączka kukurydziana. Do produkcji poli(kwasu mlekowego) wykorzystywane są również procesy mikrobiologiczne, gdzie PLA wytwarzany jest przez bakterie Lactobacillus w procesie fermentacji cukrów. Skrobię poddaje się fermentacji mlekowej, otrzymany kwas mlekowy przekształca się w laktyd, z którego w procesie polimeryzacji bezrozpuszczalnikowej otrzymywany jest poli(kwas mlekowy).

Jest biodegradowalny w 100%, ale niestety:

Z powodu wysokich kosztów produkcji zastosowanie poli(kwasu mlekowego) jest ograniczone, używany jest on głównie do produkcji resorbowalnych nici chirurgicznych i implantów dentystycznych. Z PLA otrzymywane są również butelki i naczynia jednorazowe, które rozkładają się w ciągu 75–80 dni.

Stąd cena pieluch – 83 zł za 32 sztuki…

Czego jeszcze ekopieluszki nie zawierają? Perfum, wybielaczy optycznych i substancji nawilżających, szkodliwych związków chemicznych takich jak: MBT (monobutylocyna), DBT (dibutylocyna), TBT (tributylocyna), formaldehydu, ftalanów, chloru, lateksu . Teraz powstaje pytanie: skoro producent pisze coś takiego, czy to znaczy, że inne pieluszki zwykle to zawierają? Czy jest to zwykły greenwashing?

Wnioski

Wnioski są jednoznaczne. Pieluchy jednorazowe, które ułatwiają życie milionom matek, są niewyobrażalnym obciążeniem dla naszej planety. We wspomnianym raporcie Environment Agency porównano, jaki jest ślad węglowy produkcji jednorazówek w porównaniu do używania (prania, suszenia) wielorazówek. I choć bilans wyszedł niekorzystny dla wielorazówek (zależało to jednak od kilku scenariuszy postępowania z pieluchami, np. temperatury prania), to w raporcie zatrzymano się na momencie, gdy pieluchy znajdują się u konsumenta. A co z odpadami? Jak porównać 1,5 tony zużytych jednorazówek z 2–3 kilogramami pieluch wielorazowych, pranych w ekologicznych środkach, które mogą posłużyć różnym dzieciom przez kilka lat? (Moim następnym krokiem będzie sprawdzenie, jak ekologiczne są pieluchy wielorazowe). Reasumując:

  • pieluchy jednorazowe są uciążliwym, nierecyklingowalnym i trudno biodegradowalnym odpadem (1,5 tony na jedno dziecko),
  • pieluchy jednorazowe ulegają powolnemu rozkładowi, który może trwać kilkaset lat i nie musi zakończyć się sukcesem,
  • podczas ich rozkładu powstaje dwutlenek węgla i metan albo siarkowodór, jednym słowem przyczyniają się do globalnego ocieplenia.

Ekologiczne pieluchy jednorazowe mogą być lepszym rozwiązaniem pod warunkiem, że:

  • producent uczciwie pisze, co zawierają pieluszki, czy i jak były wybielane, z jakich tworzyw sztucznych są zrobione,
  • na opakowaniu znajdziemy rzetelny opis, ile z użytych materiałów podlega biodegradacji,
  • zdzierżymy greenwashing typu „pieluszki nie zawierają GMO i są przyjazne dla weganów”,
  • stać nas na nie.

(Najtaniej wychodzi jednak wychowanie bezpieluchowe…). I na koniec najsmutniejsza refleksja: miliony ludzi się myli. Stawiają wygodę ponad wszystko, pakują dzieci w ropę naftową i celulozę z dioksynami. Ja też się myliłam. Tak, pieluchy wielorazowe mnie wkurzają, bo jestem normalną, zarobioną matką, która ma dodatkowy, śmierdzący obowiązek. Ale po napisaniu tego tekstu cieszę się, że dzięki mnie będzie przynajmniej o jedną tonę śmieci mniej na naszej planecie.

Dziękuję Adrianowi S. za cenne uwagi merytoryczne.

23 I2014

Ekodylematy: czy pieluchy wielorazowe są ekonomiczne?

by joanna

Temat pieluszek wielorazowych dzieli rodziców – jak karmienie piersią/butelką czy spanie/niespanie z dzieckiem. Po roku używania wielorazówek postanowiłam zmierzyć się z dwoma zagadnieniami:

  • czy pieluchy wielorazowe są ekonomiczne?
  • czy pieluchy wielorazowe są ekologiczne?

I niniejszym inicjuję cykl rozprawiania się z mitami na temat ekologii oraz tematów pokrewnych.

otulacze_2

Część pierwsza: czy pieluszki wielorazowe są ekonomiczne?

Może pamiętacie tekst z blogu Dzieciowo Pieluszki wielorazowe – ekologiczny skok na kasę? – autorka podważa w nim dane podawane przez Reni Jusis, jakoby pieluszki jednorazowe dla jednego dziecka kosztowały 3,5 tysiąca złotych, a wielorazówki były o wiele tańsze. Ogólnie tekst odczytuję jako ukłon w stronę tych matek, które trochę się boją tych wielorazówek i szukają wszelkich argumentów przeciw, żeby tylko nie spróbować (świadczą o tym także komentarze pod tekstem).

Przyznaję, że autorka we mnie też zasiała ziarno zwątpienia (czytałam tekst około 1,5 roku temu), a mimo to kupiłam wyprawkę dla drugiego syna i ponad rok pieluchuję go prawie wyłącznie wielorazowo (czasem zakładam ekologiczną jednorazówkę Beaming Baby, także mój mąż, jeśli przewija, to tylko jednorazowo).

Wykonałam szczegółowe obliczenia, ile pieniędzy wydałam w ciągu tego roku na:

  • wyprawkę,
  • środki piorące,
  • wodę i prąd (pranie pieluch).

Potraktujcie te wyliczenia jako podstawę do własnych obliczeń, ponieważ wiem, że cena wody, prądu, środków piorących zależy od różnych czynników. Podobnie z pieluszkami – mój zestaw może być inny niż wasz, choć wydaje mi się podstawowy.

Ile kosztuje wielorazowa wyprawka?

Prawie wszystkie pieluchy wielorazowe kupiłam od Pupeko. Jest to polska firma, o której produktach pisałam już parę razy. Nie wszystkie rodzaje pieluszek się sprawdziły (kieszonki stały się otulaczami, bo zawsze przeciekały), używam jednak wszystkich elementów wyprawki. A składa się ona z:

– 4 otulaczy (4 x 49 zł = 196 zł),

– 9 zestawów: wkłady bambusowe z wkładkami sucha pupa + bambus Pupeko (3 x 55 zł = 165 zł)

– 2 wkładów bambusowych innych firm (około 16 zł),

– 4 wkładów sucha pupa (4 x 4 zł = 16 zł),

– 3 kieszonek Pupeko (3 x 53 zł = 159 zł),

– 1 kieszonki FuzziBunz z wkładami (odkupiona za 50 zł),

– 3 formowanek bambusowych (2 x 48 zł, jedna kolekcjonerska 52 zł – 148 zł),

– dużo pieluch tetrowych odziedziczonych po starszym bracie, które były używane tylko na samym początku, teraz służą do innych celów, nie liczę;

– wełniak, który sama zrobiłam, koszt wełny – kilkadziesiąt groszy, nie liczę.

Suma to 750 zł.

formowanka_09

Wyprawka jest absolutnie wystarczająca do pieluchowania wyłącznie wielorazówkami przy założeniu, że otulacze, które nie zostały powalane kupą, płuczemy pod kranem z odrobiną mydła i suszymy (dzięki temu schną na bieżąco i nie jesteśmy uzależnieni od prania w pralce).

W ramach akcesoriów (o których pisałam szerzej tutaj) naprawdę niezbędny jest tylko szczelny kubełek na pieluchy (do kupienia za kilkanaście zł). Ja używam także wkładek na kupę, które można prać – koszt to kilka zł na rok. Ponieważ chcę się skupić na samych pieluchach, pominę ten wydatek.

akcesoria_pieluchowe

Ile kosztuje pranie pieluch wielorazowych?

Poniższe wyliczenia oparte są na moich dokładnych pomiarach, które jednak są zależne od cen obowiązujących w moim bloku i od parametrów mojej pralki.

Najpierw przedstawię te zmienne:

Woda: za m sześcienny wody (zimnej i ciepłej, za ogrzewanie płacę ryczałt) płacimy 11,47 zł, czyli 0,0147 zł za litr.

Prąd: za 1 kWh płacimy w zaokrągleniu w górę 0,64 gr.

Pralka Beko, bęben 3,5-kilowy, wirowanie 800 obrotów, zużycie prądu i wody podczas:

  • płukania: 20 l wody, prądu – ułamek kWh, co daje 0,294 zł (liczę tylko wodę),
  • pełnego cyklu w 90°C – 40 l wody, prądu – niecałe 1,5 kWh, co daje 0,588 zł za wodę i 0,96 zł za prąd.

Środki używane do prania:

  • orzechy piorące (kupuję w ilościach hurtowych, wychodzi 20 zł za kg, 1 kg orzechów starcza na 150 prań przy założeniu, że partię orzechów wykorzystujemy trzy razy) – 0,13 zł na pranie;
  • łyżka sody oczyszczonej (8 zł za 1 kg, co powinno starczyć na 200 prań) – 0,04 zł na pranie;

lub

  • proszek do prania własnej produkcji (mydło marsylskie, boraks i soda kalcynowana) – 0,50 zł na pranie (myślę, że tak naprawdę mniej);
  • olejek zapachowy (7–8 zł za buteleczkę, która starcza na około 20–25 prań) – uśrednijmy: 0,35 zł.

Pranie pieluch robię co 2–3 dni i poprzedzam dodatkowym płukaniem, ale wypełniam pieluszkami tylko połowę pralki, dokładam do nich inne rzeczy. Uśredniam więc: jedno całe pranie na 5 dni, ale na każde pół prania przypada jedno płukanie, a więc co 5 dni pralka pierze bęben pieluch i wykonuje dwa dodatkowe płukania (w sumie 80 l wody).

pupastefka

Trudne równanie

Aby policzyć, ile rocznie kosztuje pranie pieluch wielorazowych, należy:

  • policzyć liczbę prań w roku (365/5 = 73 prania);
  • policzyć, ile wody zużywa jedno pranie (80 l – 0,9176 zł);
  • policzyć, ile prądu zużywa jedno pranie (1,5 kWh – 0,96 zł);
  • policzyć, ile  kosztują środki piorące (orzechy + soda + olejek – 0,52 zł – lub domowy proszek + olejek – 0,85 zł);
  • pomnożyć wszystkie koszty przez liczbę prań w roku (73).

W moim wypadku pranie odbywa się raz w proszku, raz w orzechach (dawno zrezygnowałam z odkażacza na rzecz wysokiej temperatury). Dzielę: 36 prań w orzechach, 37 prań w proszku.

36 x (0,9176 +0,96 +0,52) + 37 x (0,9176 +0,96 + 0,85) = 86,3136 + 100,9212 = 187,2348 (zł rocznie)

Zakładając, że dzieci przeciętnie noszą pieluchy przez 30 miesięcy (2,5 roku), aby obliczyć całkowity koszt pieluch wielorazowych w moim wypadku, powinnam dodać koszt wyprawki (750 zł) i roczny koszt prania pomnożony przez 2,5 (468,087).

Co daje 1218 zł bez kilku groszy.

Gdybym miała jeszcze jedno dziecko, które używałoby tych samych pieluch, koszt wyniósłby o 375 zł mniej na dziecko (zakładając, że wszystkie otulacze przetrwają tyle czasu i że kolejne dziecko urodziłoby się po odpieluchowaniu poprzedniego). Zakładam także, że część pieluszek sprzedam (już sprzedałam otulacz w rozmiarze S).

Ile kosztuje pieluchowanie jednorazowe?

Spytałam znajomych mających małe dzieci, ile paczek pieluch jednorazowych kupują na miesiąc i ile ich to kosztuje. Oczywiście, pieluchy są różne, ale najczęściej w odpowiedzi padały dwie marki: Dada (około 30 zł za paczkę) i Pampers (około 43 zł za paczkę, co wydaje mi się optymistyczną wersją).

Mój bratanek zużywa około 18 paczek Dada i 6 paczek Pampersów rocznie, co daje około 800 zł rocznie.

Żona kolegi prowadzi dokładną ewidencję pieluch – dwuletni syn znajomych zużył do tej pory pieluchy wartości 2000 zł (1000 zł rocznie).

Jeśli ktoś używa wyłącznie pieluch Dada (które podobno zawodzą w nocy), może zmieścić się w sumie 720 zł rocznie.

Jeśli ktoś zakłada dziecku wyłącznie Pampersy z promocji, wyda około 1032 zł.

A więc pieluchowanie jednorazowe (i mówię tu o zwykłych jednorazówkach, nie eko) w ciągu 2,5 roku kosztuje od  1800 (wersja minimum, tylko najtańsze pieluchy) do 2580 zł (wersja optymistyczna).

Uważam, że moje wyliczenia kosztów pieluchowania wielorazowego są nieco zawyżone, a jednorazowego – uśrednione z tendencją zaokrąglania w dół. Jakkolwiek będziemy liczyć, nie da się ukryć, że pieluchowanie wielorazowe jest tańsze od jednorazowego.

Wkrótce napiszę drugą część tekstu – zmierzę się z tematem, czy pieluchy wielorazowe są ekologiczne, bo to wcale nie jest oczywiste!