05 XI2017

Schyłek węgla – czy zdajemy sobie z niego sprawę?

by joanna

Schyłek węgla jest podobno bliski. Jego wydobycie jest coraz mniej opłacalne, a i dostępne zasoby się kończą. Kto jednak uważa, że Polska jest gotowa na nową energię? Zapraszam Was na kolejny odcinek serii „Punkt krytyczny” realizowanej w ramach projektu „Energia odNowa” koordynowanego przez WWF Polska.

Polska ma największe zasoby węgla w Europie i jest największym producentem węgla kamiennego w Unii Europejskiej. Mimo że z każdym rokiem jest to coraz mniej rentowne, silne przywiązanie Polaków do etosu czarnego złota, na którym „Polska stoi”, właściwie uniemożliwia racjonalne zaplanowanie energetycznej przyszłości naszego kraju. Politycy, co było widać już niejednokrotnie, nie tylko boją się tematu zamykania polskich kopalń, ale sami propagują hasła o wartości węgla.

Mapa zagłębi węglowych w Polsce. Autor/ka: Fundacja im. Heinricha Bölla. Zdjęcie na licencji Creative Commons License CC BY-SA 2.0

Mapa zagłębi węglowych w Polsce. Autor/ka: Fundacja im. Heinricha Bölla. Zdjęcie na licencji Creative Commons License CC BY-SA 2.0

Od opału do rewolucji przemysłowej

Węgiel kamienny rozpoczął swoje wieki chwały w momencie, gdy nad Europę nadciągnęła mała epoka lodowcowa (ogólnie mówiąc trwała od XIV do XIX wieku) i energia pozyskiwana z drewna przestała ludziom wystarczać. Dzięki rozwojowi kopalń i dystrybucji węgla – a przodowała w tym Anglia już w XVI wieku – świat zaczął się zmieniać. Odkryto zasoby energii, które można było wykorzystać na najróżniejsze sposoby, co doprowadziło do skoku cywilizacyjnego i rewolucji przemysłowej. Krok po kroku następowała zmiana: praca ludzkich rąk była wyręczana przez coraz doskonalsze maszyny. W dodatku odkryto, że dzięki węglowi kamiennemu można znacznie łatwiej wytwarzać stal – stała się dostępna i tania. Nic dziwnego, że stał się on najważniejszym surowcem energetycznym, aż do XX wieku, kiedy zaczęto masowo wykorzystywać ropę naftową.

Kopalnia węgla brunatnego. Kadr z filmu „Schyłek węgla”

Kopalnia węgla brunatnego. Kadr z filmu „Schyłek węgla”

A jednak węgiel – kamienny, a jeszcze bardziej brunatny, który ma znacznie niższą jakość energetyczną – to nie tylko energia. To także wpływ na środowisko. Podobno już w średniowiecznej Anglii zdawano sobie sprawę z tego, że spalanie węgla zanieczyszcza powietrze. Dziś wciąż wielu ludzi zdaje się tego nie wiedzieć.

Schyłek węgla – obejrzyj

Zbyt optymistyczne?

Mam wrażenie, że w Polsce nie ma i nigdy nie było dobrego momentu na jakiekolwiek dyskusje o schyłku węgla. Tymczasem szacunki dotyczące zasobów węgla nie przedstawiają się różowo:

Wystarczalność zasobów operatywnych węgla kamiennego w Polsce, mających znaczenie ekonomiczne, wynosi na koniec 2014 roku 39 lat. Ta wielkość wyliczona została z uwzględnieniem strat w wydobyciu na poziomie 30%. W praktyce straty w zasobach operatywnych sięgają przeciętnie 60%. Tak wysokie straty są spowodowane skomplikowaną budową geologiczną i technologią wydobycia. W związku z tym wystarczalność zasobów operatywnych wyniesie maksymalnie 24 lata. (Źródło)

Jeśli natychmiast nie zaczniemy inwestować w energię odnawialną, czeka nas kryzys energetyczny. Tym bardziej, że przyszłość wydobycia innych paliw kopalnych – takich jak ropa naftowa – nie wygląda lepiej. Kto z rządzących myśli o tym i działa w odpowiednim kierunku?

Źródła energii w Polsce. Kadr z filmu „Schyłek węgla”

Źródła energii w Polsce. Kadr z filmu „Schyłek węgla”

Nie bójmy się mówić głośno, że czas węgla się skończył. Jeśli nie przygotujemy się na zmiany, wszyscy za to drogo zapłacimy. Rozwiązania już są, więc pora odejść od przestarzałych i szkodliwych technologii. Czy jednak w Polsce to jest w ogóle realne?

Punkt krytyczny

Co tydzień pojawia się nowy odcinek serii. Zapraszam Was do śledzenia naszego bloga, ponieważ będziemy pisać o kilku z nich. A jeśli jeszcze nie widzieliście pełnometrażowego filmu „Punkt krytyczny. Energia odNowa”, bardzo Was zachęcam.

Zobacz także:

A Wy spotykacie się z problemem zanieczyszczonego powietrza w miejscu swojego zamieszkania albo pracy? Sprawdzacie jakość powietrza przed wyjściem z domu?

life
NFOS

logowww.energiaodnowa.pl

29 X2017

Trujące powietrze – nie chcemy chodzić w maskach!

by joanna

Ostatnie dni przyniosły sukces w postaci jednogłośnie przyjętej uchwały antysmogowej dla Mazowsza. Dzięki temu samorządy mają wreszcie realne narzędzia do walki ze smogiem i zanieczyszczeniem powietrza. Dlaczego jednak temat trującego powietrza wciąż wzbudza to tyle kontrowersji?

Kadr z filmu „Trujące powietrze”

Kadr z filmu „Trujące powietrze”

Nie da się ukryć, że większość odpowiedzialności za zanieczyszczenie powietrza ponoszą zwykli obywatele, którzy świadomie lub nie ogrzewają swoje domy czy wodę za pomocą opału bardzo niskiej jakości. (więcej…)

27 X2017

Znicze ze śmietnika. Uratuj orangutany

by joanna

Ekologiczne znicze ze śmietnika to temat bardzo drażliwy. Prawdopodobnie tak samo, jak wyciąganie czegokolwiek ze śmietnika, zwłaszcza cmentarnego, i przynoszenie tego do domu. To chyba wpis dla ludzi o mocnych nerwach.

Co zrobić, żeby we Wszystkich Świętych (lub przy innej okazji) nie pójść na grób z pustymi rękoma, ale nie trapić się uleganiem konsumpcji, zanieczyszczaniem środowiska i… śmiercią orangutanów?

Znicze możecie zrobić w domu

Znicze możecie zrobić w domu

Zainspirowała mnie Julia (o czym za chwilę) i Dorota, która już dawno zasugerowała, żeby groby odwiedzać bez zbędnych przedmiotów. Dorota pisze, że może jednak jest bezśmieciowa alternatywa całego badziewia, które ludzie znoszą co roku na cmentarz. Tylko że światło w naszej kulturze jest bardzo ważnym symbolem. Choć uważam, że groby odwiedzamy bardziej dla siebie niż zmarłych (im już naprawdę nic nie potrzeba), to zapalenie znicza ma też szerszy wymiar: grób ze światełkiem staje się miejscem żywej pamięci. (więcej…)

24 XI2016

Dlaczego wybieram pasty do zębów bez pudełka?

by joanna

Dlaczego kupuję pasty do zębów bez pudełka? Co złego jest w tekturowych opakowaniach? Odpowiedź jest bardzo prosta, ale nie myślcie, że banalna.

Kiedy przejrzycie nasz test past bez fluoru dla dorosłych, zobaczycie, że przy każdej paście jednym z punktów opisu było „opakowanie”. Większość past, nawet tych chlubiących się certyfikatami eko, a co najmniej naturalnym składem, jest sprzedawana w kartonowych pudełkach, do których włożono tubkę. Tubki najczęściej są plastikowe, tylko dwa razy zdarzyła nam się pasta w opakowaniu aluminiowym (Weleda oraz jedna pasta zdyskwalifikowana z powodów formalnych).

Dlaczego wybieram pasty do zębów bez pudełka?

Dlaczego wybieram pasty do zębów bez pudełka?

Po co ten karton?

Producenci past do zębów umieszczają tubki w dodatkowych pudełkach z kilku powodów. (więcej…)

28 IX2016

Prawdziwe oblicze certyfikatów. FSC

by joanna

Ten symbol widnieje na coraz większej liczbie papierowych przedmiotów czy opakowaniach wokół nas. Jest dość powszechny, na tyle, że być może większość z nas przestała zwracać na niego uwagę. Dla mnie stanowi wartościową informację o produkcie – do niedawna jednak znałam jedynie ogólną definicję certyfikatu Forest Stewardship Council.

fsc_1

FSC to międzynarodowa organizacja pozarządowa, działająca na zasadzie non profit. W 2014 roku obchodziła 20-lecie istnienia – wówczas chwaliła się, że ponad 180 milionów hektarów na świecie ma certyfikat FSC. Przyświeca jej idea działania na rzecz lasów i dbania o zrównoważone z nich korzystanie. Trzy człony organizacji są odpowiedzialne odpowiednio za politykę prośrodowiskową, prosocjalną i proekonomiczną. W jej skład wchodzą m.in. takie organizacje, jak WWF czy Greenpeace. Jednak coraz więcej się mówi o tym, że właśnie te najbardziej świadome ekologicznie organizacje mają wątpliwości co do jakości certyfikatu FSC. (więcej…)

10 IX2016

Jabłkowy papier toaletowy Winni’s – recenzja

by joanna

Jednym z ciekawszych (bo dość uniwersalnych) ekodylematów jest kwestia papieru toaletowego. Już dawno odeszliśmy (my – ludzie) od naturalnych sposobów podcierania się tym, co rośnie/leży pod ręką, ewentualnie po prostu ręką, i zagustowaliśmy w wygodzie. Nie zawsze wybór pada na papier, w Europie jest on jednak najbardziej popularny (bidet wciąż jest rzadkością).

Jednorazowy papier toaletowy powinien spełniać kilka warunków, aby zadowolić naszą zadnią stronę, i często jesteśmy gotowi za to zapłacić.

papier_winnis_5

Myślę, że temat papieru toaletowego, jego produkcji, wpływu na środowisko, może być naprawdę fascynujący, zwłaszcza z punktu widzenia różnić kulturowych, geograficznych czy społecznych. Co jest lepsze dla środowiska – papier czy bidet? Jeśli nie możemy mieć bidetu, który papier będzie najmniej szkodził środowisku i nam samym? A może czas wrócić do lnianych szmatek wielokrotnego użytku? Nie wiem, czy to wszystko da się policzyć, ale warto się temu przyjrzeć.

Postanowiliśmy przyjrzeć się więc bliżej papierowi toaletowemu Winni’s – tę włoską markę znamy z wysokiej jakości ekologicznych środków do prania i czyszczenia domu. Czy włoski papier toaletowy jest wart uwagi?

Papier toaletowy Winni’s

www.winnis.it

Dystrybutor: www.eko-dystrybutor.pl

Gdzie kupić: Better Land

Cena: 13,99 zł za opakowanie (4 rolki)

papier_winnis_1

Informacje producenta

Miękki i wytrzymały naturalny papier toaletowy w odcieniu kości słoniowej, lekki i elegancki. Niewybielany za pomocą chloru. Ekologiczny, trwały produkt, w 100% biodegradowalny. Wykonany z celulozy pozyskanej ze zrównoważonej gospodarki leśnej (certyfikat FSC). Zawiera pozostałości z przetwórstwa jabłek (do 5%), dzięki czemu produkcja papieru Winni’s przyczynia się do mniejszego oddziaływania na środowisko.

Opakowanie papieru (folia) jest cieńsze niż standardowe o 50%. Wyprodukowano z użyciem energii odnawialnej.

Testowany pod kątem zawartości niklu, kobaltu i chromu.

W opakowaniu znajdują się 4 rolki. Papier dwuwarstwowy, wymiary rolki: 9,8 cm na 12 cm (średnica), 350 listków, długość 168 m (+/-4%).

papier_winnis_4

Nasze wrażenia

Niespodziewanie papier toaletowy skłonił nas do głębszego zastanowienia się nad istotą tego produktu i sposobów jego pozyskiwania. Papier Winni’s ma ważne zalety, ale też kilka wad, które powodują, że jego ekologiczność w etycznym słowa znaczeniu staje pod znakiem zapytania.

Papier toaletowy Winni’s – zalety:

  • wykonany z celulozy pochodzącej z drzew z upraw kontrolowanych – certyfikat FSC,
  • bardzo elegancki – spokojnie może znaleźć się w hotelu wysokiej klasy albo drogiej restauracji,
  • naturalny zapach jabłkowy – dzięki zawartości odpadków z przetwórstwa jabłek,
  • wysoka jakość – jest miękki, chłonny, trwały i wydajny (większa chłonność to mniej zużytych lisków),
  • odpowiedni dla wymagających alergików – sprawdzony pod kątem zawartości metali ciężkich.

papier_winnis_2

Papier toaletowy Winni’s – wady:

  • produkowany z nowych zasobów leśnych (a nie z makulatury),
  • dość drogi – w regularnej cenie 3,5 zł za rolkę – nawet jeśli jest wydajny, nie przebije ceny papieru z makulatury,
  • produkowany we Włoszech – musi przebyć długą drogę do Polski,
  • trudno dostępny – trzeba go zamawiać z wyprzedzeniem i trzymać zapasy, bo gdy nagle się skończy, nie kupimy go w sklepie obok (zawsze można go zamówić przy okazji zakupów internetowych, gdy brakuje nam kwoty do darmowej wysyłki).

papier_winnis_6

Podsumowując – jest to papier dla osób przyzwyczajonych do papieru toaletowego wysokiej jakości. Duża zaleta – jest hipoalergiczny, pozbawiony chemii, niewybielany chlorem. Nie wiem natomiast, czy osoby z silną alergią na jabłka będą go dobrze tolerować.

Jeśli miałabym określić papier Winni’s jako ekologiczny lub nie, zawahałabym się – trochę jest, a trochę nie jest. Zdecydowanie przebija konkurencję, jeśli chodzi o droższe papiery – przy tych wszystkich miękkich, chlorowanych i naszpikowanych aromatami i barwnikami papierów Winni’s zdecydowanie wygrywa. Czy jest lepszy od szarego papieru z makulatury za kilkadziesiąt groszy? Pod względem jakości – na pewno. Pod względem produkcji – niekoniecznie. Zachęcam do samodzielnego wypróbowania!

papier_winnis_3

Z tej serii można także kupić ręczniki papierowe Winni’s oraz chusteczki higienicznie Winni’s.

Pamiętajcie, że z kodem rabatowym MEB5 uzyskacie 5% zniżki w sklepie Drogerii Ekologicznej Better Land!

28 VIII2016

Prawdziwe oblicze ekocertyfikatów. Nordic Ecolabel

by joanna

Rozpoczynamy nowy cykl, w którym postaramy się rozwiać wątpliwości, które certyfikaty umieszczone na opakowaniu produktów kosmetycznych czy detergentów zasługują na uwagę.

Ponieważ wciąż nie ma jednego, uniwersalnego oznaczenia kosmetyków ekologicznych, różne jednostki certyfikujące mają nieco inne kryteria jeśli chodzi o przyznawanie certyfikatów produktom. Niektóre certyfikaty są bardzo znane (np. Ecocert), inne popularne raczej lokalnie (np. Nordic Ecolabel), ale popularność nie zawsze idzie w parze z jakością. Wszystkie te certyfikaty są płatne.

nordicecolabel_1 (więcej…)

20 VI2016

Papier do pieczenia – ekologiczny, neutralny, szkodliwy?

by joanna

Papier do pieczenia jest niezwykle wygodnym wynalazkiem. Ponieważ bardzo dużo piekę dla rodziny, która je coraz więcej, naczynia żaroodporne mi nie wystarczają. Czasem piekę np. blachę ziemniaków i batatów. Do pieczenia batonów owsianych także używam papieru do pieczenia, ze względu na to, że łatwo je wyjąć z foremki.

papier_do_pieczenia_duzy

Nie miałam dotąd ulubionej firmy papieru do pieczenia – zazwyczaj zakup zależał od tego, w jakim sklepie się znalazłam i co miałam do wyboru. Przekonałam się kiedyś, że pewna firma produkuje tani i wyjątkowo podły papier (przede wszystkim nietrwały), dlatego w tym wypadku nie oszczędzam.

Na zdjęciach przy tym tekście zobaczycie papier do pieczenia Paclan. Nie jest to reklama, wpis nie jest sponsorowany. Po prostu ta firma jako jedyna odpowiedziała rzetelnie (w ogóle odpowiedziała!) na moje pytania na temat produktu. Dziękuję pani Katarzynie Duduś z firmy CeDo (dystrybutora Paclan w Polsce) za przesłanie wyczerpujących informacji oraz certyfikatów potwierdzających jakość papieru do pieczenia tej marki. (więcej…)

13 XI2015

Czy zeolity są ekologiczne?

by joanna

Zeolity, czyli składnik ekologicznych proszków do prania, który miał zastąpić nieekologiczne fosforany. Co o nich wiemy? Czy rzeczywiście są bezpieczne?

Wrzące kamienie

Zeolity to minerały glinokrzemianowe, zróżnicowane pod względem składu (jak mówi „Nowa encyklopedia powszechna PWN”, uwodnione glinokrzemiany sodu i wapnia, rzadziej baru, strontu, potasu, magnezu i manganu). Nazwa pochodzi z greckiego – „wrzące kamienie” – jest związana ze zjawiskiem uwalniania się wody z minerałów pod wpływem wysokiej temperatury; woda pojawia się w postaci bąbelków.

Naturalne zeolity to m.in. chabazyt, desmin, harmotom, heulandyt, natrolit i filipsyt. Występują naturalnie (w Polsce na Dolnym Śląsku, w okolicach Krakowa i w Pieninach). Największe wydobycie zeolitów ma miejsce w Chinach.

Chabazyt.

Chabazyt.

Zeolity są też uzyskiwane sztucznie (o czym niżej). (więcej…)

07 X2015

Czy prasowanie jest ekologiczne?

by joanna

Chyba nie zdziwi Was moja odpowiedź: absolutnie nie jest. Zanim jednak przekonam Was do zmiany nawyków, przedstawię kilka faktów.

masz_wybor_nie_prasuj

Zacznę może od nas. Mamy w domu żelazko, które kupiliśmy w 2007 roku – był to pierwszy wspólny zakup do naszego domu. Trzymamy je jednak nie z sentymentu, ale dlatego, że czasami jest potrzebne. Raz na miesiąc, a nawet rzadziej, kiedy potrzebujemy założyć koszulę mniej pogniecioną niż zwykle, wyciągamy z szafy starego Tefala. Dwa razy do roku prasuję obrus, czasem coś, co musi ładnie wyglądać na zdjęciu. (więcej…)

03 IX2015

„Jestem tak ekologiczna, że sikam do wanny”

by joanna

Jeśli powyższe zdanie wydaje Ci się przekroczeniem granicy, za którą siedzą już tylko ekooszołomy, to wcale się nie zdziwię. Ale… zastanów się, czy w tym szaleństwie przypadkiem nie ma metody.

wanna_czb

Dlaczego sikanie do wanny/pod prysznicem jest dobre?

  • jedno spuszczenie wody z rezerwuaru zużywa przeciętnie 10–12 litrów czystej wody, którą można by wypić*,
  • sikanie podczas mycia nic nie kosztuje: woda, którą się spłukujesz, skutecznie usunie mocz z brodzika czy wanny,
  • nie musisz się podcierać, dotykać sedesu, myć rąk – oszczędzasz czas, mydło, kolejną porcję wody,
  • nie potrzebujesz papieru toaletowego, więc oszczędzasz i na tym,
  • produkujesz mniej ścieków.

*Jeśli masz szczęście wykorzystywać szarą wodę, to szczerze zazdroszczę!

Kilka lat temu w Brazylii powstała zabawna kampania społeczna, namawiająca do siusiania podczas mycia (skomentował to „The Guardian”).

Jedno spuszczenie wody mniej dziennie i już każdy oszczędza minimum 3 600 litrów wody rocznie.

spuszczanie_wody

Oczywiście, jako wyznawczyni zasady „nie rób drugiemu, co tobie niemiło”, popieram używanie do tego wyłącznie swojej łazienki.

Z minusów widzę chyba tylko potrzebę przełamania swojego oporu…

Ale może wcale nie trzeba nikogo namawiać?

Zobacz też: Czy sikanie na stojąco może być ekologiczne?

08 VII2015

Rozdrabniacz odpadków InSinkErator Evolution 100 – recenzja

by joanna

Urządzenie, które tym razem znalazło się pod lupą Organicznych, jest w naszym kraju właściwie nieznane. W Europie również nie zrobiło dotąd kariery, choć ma już 90 lat i jest wręcz standardowym wyposażeniem kuchni w Stanach Zjednoczonych, dość często można je również spotkać w Australii czy Nowej Zelandii, a także w Wielkiej Brytanii czy Szwecji. W Polsce rozdrabniacze odpadków (zwane również młynkami) to rzadkość, choć można je u nas kupić co najmniej od 20 lat.

insinkeratorE100

www.mniejsmieci.pl

Podczas naszych testów skupiliśmy się na kilku najważniejszych cechach młynków i postaraliśmy się odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań. Z naszego punktu widzenia najważniejszą kwestią jest zagadnienie, czy rozdrabniacze odpadków organicznych są ekologiczne (i pod jakim warunkiem), bo właśnie tak młynki są propagowane. W poszukiwaniu odpowiedzi znaleźliśmy zaskakujące dane na temat gospodarowania odpadami komunalnymi w Polsce i marnowanego potencjału odpadów biodegradowalnych. (więcej…)

08 IV2015

Zanim ścieki trafią do rzeki. O oczyszczalni „Czajka”

by joanna

Być może ktoś z czytelników pamięta, że dawno temu wymyśliłam zabawę-test, sprawdzający poziom zaangażowania w ekologię (można pobawić się tu).

Często podczas moich rozmów z osobami, które szukają sposobu na ekożycie spotykam się z pewnym niezrozumieniem, kiedy poruszam temat naszej „spuścizny”. A dokładnie mówiąc – wiele osób jest skłonnych zapłacić więcej za produkty, których produkcja czy transport jest dla planety niewielkim obciążeniem i które są bezpieczne w momencie użytkowania. Natomiast o wiele mniej osób zaprząta sobie głowę tym, co dzieje się, gdy dany produkt (lub jego odpady) opuszczają dom, czy to w śmieciach, czy to w ściekach.

Ekologiczność produktu wyznaczają moim zdaniem w równym stopniu trzy aspekty:

  1. Czy jest pozyskiwany w sposób niezagrażający ludziom i środowisku?
  2. Czy jego użycie nie jest szkodliwe dla ludzi i środowiska? (Czasem wiąże się to z przestrzeganiem pewnych zasad).
  3. Czy jego utylizacja nie jest groźna dla ludzi i środowiska?

(więcej…)

04 III2015

Dobre pranie, czyli co lubią oczyszczalnie ścieków

by joanna

Czy fakt, że oczyszczalnie ścieków zajmują się naszymi nieczystościami, zwalnia nas z myślenia o środowisku naturalnym?

dobre_pranie

Zapytałam warszawskie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji m.in. o to, czy boraks w naszych ściekach może być jakimś zagrożeniem dla środowiska (o boraksie i jego wpływie na organizmy wodne pisałam tutaj – przy największych kopalniach tego minerału w Turcji obecność boraksu w wodach jest wyższa niż gdzie indziej, jednak badania nie wskazały na szczególne zagrożenie dla organizmów wodnych). Na pytania odpowiedziała mi Marzena Wojewódzka z Zespołu Prasowego MPWiK.

(więcej…)

31 XII2014

Czy boraks jest ekologiczny?

by joanna

W kilku swoich przepisach polecam boraks jako znakomity, ekologiczny środek, m.in. odkażający. Używam go naprawdę długo i oczywiście rozsądnie (trzymam go zawsze w zamkniętym, opisanym opakowaniu, wysoko – na szafce pod sufitem, gdzie dzieci nie sięgną). W domu mam dwoje dzieci, dlatego sprawdziłam dokładnie, czy boraks może być dla nich niebezpieczny i w jakiej postaci.

Przeczytaj:

Większość gotowych „mocnych” detergentów (np. tych do czyszczenie muszli klozetowej) jest znacznie bardziej niebezpieczna dla otoczenia niż boraks. Zebrałam na to kilka dowodów.

Czy boraks jest ekologiczny?

Czy boraks jest ekologiczny?

(więcej…)

23 IX2014

Czy sikanie na stojąco może być ekologiczne?

by joanna

Sikanie na stojąco przez kobiety to – jak się przekonałam ostatnio (a wpis aktualizuję w lipcu 2017 roku) – temat wciąż wzbudzający duże emocje. Co oznacza, że warto do tego wrócić. Po trzech latach od napisania poniższego tekstu mogę tylko powiedzieć: dziewczyny, spróbujcie! To jest fantastyczne!

Pytanie z tytułu posta zadałam sobie, kiedy w ofercie Drogerii Ekologicznej zobaczyłam przedmiot umożliwiający kobietom oddawanie moczu w pozycji stojącej. Nazwa jest długa, bo pewnie nikt nie pomyślał o chwytliwym, oficjalnym polskim słowie – są więc lejek i sikawka.

Przeczytaj także: „Jestem tak ekologiczna, że sikam do wanny”

Uwaga, w tym tekście piszę o amerykańskiej sikawce GoGirl, jednak Drogeria Ekologiczna obecnie ma w swojej ofercie niemiecką wersję: Lady P. Całą ofertę znajdziecie pod tym linkiem.

sikawka_1 (więcej…)

13 IX2014

Czy jednorazowe wycieraki są ekologiczne?

by joanna

Jeśli czytaliście nasz ranking wycieraków oraz recenzje poszczególnych chusteczek nawilżanych, mogliście się przekonać, że w Polsce trudno dostać taki produkt, który spełniałby kilka kryteriów ekologiczności jednocześnie. Ideałem chusteczek nawilżanych byłyby takie wycieraki, które – bezpieczne dla dziecka i środowiska – byłyby wygodne w użyciu, niedrogie, produkowane w Polsce i biodegradowalne. Czekam na takie chusteczki razem z Wami.

czywycierakisaekologiczne

Nie zawsze możemy poradzić sobie tylko z pomocą wody, mydła i ręcznika, czyli najlepszej metody oczyszczania rączek, buzi czy pupy dzieci. Czasem warto mieć pod ręką wygodne rozwiązanie – wycieraki, których użycie nie spowoduje w nas gigantycznych wyrzutów ekosumienia. Czym się więc kierować przy zakupie takich chusteczek? Spróbuję przedstawić najważniejsze wg mnie kryteria wyboru. A najpierw odpowiem na pytanie zawarte w tytule tego tekstu.

Czy wycieraki jednorazowe są ekologiczne?

Nie, nie są i nigdy nie będą. Przede wszystkim dlatego, że są jednorazowe. Są produkowane po to, aby posłużyły nam przez kilka sekund i wylądowały w śmieciach. Możemy sprawdzić, jak duży jest ich ślad ekologiczny, posługując się kilkoma wytycznymi.

  1. Materiał, z którego wykonano chusteczki. Jeżeli na opakowaniu jest napisane, że wycieraki są wykonane z bawełny, na pewno wpływa to pozytywnie na ich biodegradowalność. Jednak skoro już bawełna (która musi być sprowadzana z innych kontynentów), to organiczna. Inaczej wspieramy uprawy zabójcze dla naszej planety. Wycieraki mogą być także wykonane z pulpy celulozowej – dobrze, aby miała certyfikat FSC – obok bawełny organicznej to chyba najlepszy materiał na wycieraki, biodegradowalny i może być pozyskiwany z lokalnych źródeł. Jeśli na opakowaniu nie mamy żadnych informacji na temat materiału wycieraka, prawdopodobnie został wykonany z włókien syntetycznych. Wówczas sprawdźmy, czy jest jakaś wzmianka na temat biodegradowalności chusteczek. Najszybszy czas rozkładu to kilka tygodni. Niektóre chusteczki mogą być wyrzucane na kompost.
  2. Kraj produkcji. Jeżeli wycieraki są produkowane w Polsce, to bardzo dobrze – jest szansa, że ich transport do sklepu był związany z niedużym śladem węglowym. Zwracajmy uwagę na napis „Made in” lub „Wyprodukowano w”. Im bliżej Polski, tym lepiej. Uwaga, PRC to Chiny.
  3. Niebielone chlorem – mamy pewność, że materiał nie jest zanieczyszczony toksycznymi dioksynami.
  4. Skład – im mniej składników, tym w zasadzie lepiej. Dobrze, jeśli mamy pełną informację na temat pochodzenia substancji (np. że pochodzenie roślinne). Trzeba jednak przyznać, że nawet substancje pochodzenia roślinnego przechodzą sporą drogę w laboratorium, zanim trafią do balsamu nawilżającego.

Jakich substancji nie powinno być w składzie?

Poniższa lista zawiera najważniejsze składniki, których wystrzegam się przy kupowaniu wycieraków, aczkolwiek zdarza się, że kupuję chusteczki zawierające jedną substancję z listy (najczęściej fenoksyetanol lub alkohol benzylowy). Tylko dlatego, że czasem nie mam zapasu chusteczek, które uważam za najlepsze połączenie składu i wygody użycia (Beaming Baby bezzapachowe).

beamingbaby_3

Czytajcie skład chusteczek i zwracajcie uwagę m.in. na te składniki:

  • alcohol,
  • benzyl alcohol,
  • linalool,
  • parabeny (methylparaben etc.),
  • PEG-i, np. PEG-40 hydrogenated castor oil,
  • phenoxyethanol,
  • propylene glycol,
  • polyaminopropyl biguanide,
  • SLS, SLES.

Uwaga także na substancje zapachowe (parfum) – nigdy nie wiemy, co kryje się pod tą nazwą. Dzieci o wyjątkowo wrażliwej skórze mogą zareagować uczuleniem.

Te składniki są oczywiście dopuszczone przez Komisję Europejską jako substancje bezpieczne, aczkolwiek wiele z nich jest objęta restrykcjami, np. ilościowymi w danym rodzaju kosmetyku. Moim zdaniem nigdy nie ma pewności, jaką dawkę danej substancji z balsamu nawilżającego serwujemy dziecku. Skóra okolicy pieluszkowej jest bardzo cienka, łatwo przepuszcza różne związki chemiczne.

Dlatego najlepiej stosować wodę, delikatne mydełko i ręcznik.

Skład idealny.

Skład idealny.

Podsumowując…

Dziś trzeba mieć naprawdę dużą wiedzę i wykazywać się nieustanną czujnością, żeby nie kupić kosmetyków z jakimś kontrowersyjnym składnikiem. W naszym zestawieniu znalazły się dwie marki wycieraków, które polecamy jako najbardziej ekologiczne: Jackson Reece Kinder by Nature oraz Beaming Baby (wersja bezzapachowa). Inna sprawa, czy akurat te chusteczki przypadną Wam do gustu np. pod względem zapachu czy nawilżenia.

Polecam:

http://dziecisawazne.pl/jak-zrobic-chusteczki-nawilzane-dla-dziecka-i-zaoszczedzic-480zl-rocznie/

09 VI2014

Ekodylematy: gotowe tabletki i proszki do zmywarki

by joanna

Zostałam spytana przez pewnego dociekliwego czytelnika, dlaczego uważam, że gotowe środki do zmywarki są mniej zdrowe niż proponowane przeze mnie ekologiczne tabletki, które każdy może wykonać sam w domu. Choć na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje mi się oczywista (prostota składu, bezpieczeństwo, biodegradowalność), postanowiłam przyjrzeć się surowym okiem składowi gotowych detergentów i zastanowić: czy rzeczywiście jest taka duża różnica, czym myjemy naczynia?

Jeśli jest różnica, to dla nas, zmywarki, talerzy czy środowiska? Dlaczego ekologiczne środki do zmywarek mają inny skład niż te zwykłe?

Tabletka 1000 w 1

Lubimy proste rozwiązania. Zmywarka to wspaniałe urządzenie, oszczędzające czas i wodę. Kocham moją zmywarkę i wszystkim polecam zainstalowanie tego urządzenia. Natomiast detergenty… Jedna tabletka/porcja proszku ma sprawić, że nasze naczynia będą czyste, lśniące, pachnące i nie wiem, co jeszcze. Jak ona to robi?

Proszek do zmywarki.

Proszek do zmywarki.

(więcej…)

01 V2014

Cetaphil i ekodylematy. Gdy skuteczność to konieczność

by joanna

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie uwierająca jak kamyk w bucie myśl, że nie ma na tym świecie nic za darmo. A konkretnie, że używany przez nas na bardzo silne rzuty AZS u starszego syna (spowodowane np. przez pylenie brzóz i alergie krzyżowe) tak skuteczny i miły, pomagający nam od wielu lat Cetaphil MD Dermoprotektor jest tak naprawdę produktem, którego skład mnie nie satysfakcjonuje. Problem w tym, że wiele razy uratował naszemu synowi skórę, dosłownie.

cetaphil_1 

Kiedy u J. pojawiają się suche, zaczerwienione i bardzo swędzące placki (właściwie mogą pojawić się wszędzie, najczęściej na nogach i rękach), pojawia się pilna potrzeba przyniesienia mu ulgi. Smarowanie naturalnymi środkami, np. masłem shea czy olejkiem migdałowym, nie przynosi natychmiastowej poprawy, a w wypadku niespełna pięcioletniego dziecka trudno wymagać, żeby się nie drapało po dokuczliwych zmianach atopowych.

cetaphil_4

Cetaphil MD Dermoprotektor jest tzw. dermokosmetykiem, bardzo wydajnym, zwłaszcza że używamy go miejscowo. (Dermokosmetyki to takie kosmetyki, które według polskiego prawa są po prostu kosmetykami, natomiast ich nazwa ma sugerować, że działają leczniczo. Jest to więc chwyt czysto marketingowy, choć oczywiście są kosmetyki, których skuteczność jest większa niż tych, które nie mają etykietki „dermo-„). Za 250 ml w aptece internetowej płacę około 28 zł, a taka butelka starcza na kilka miesięcy.

Z opisu producenta dowiadujemy się, że „jest polecany do codziennego nawilżania skóry suchej lub wrażliwej, szczególnie w przypadku: trądzika młodzieńczego, trądzika różowatego, łuszczycy, atopowego zapalenia skóry”. Główne działanie Cetaphilu to wiązanie wody w skórze (gliceryna), dzięki czemu skóra jest nawilżona. Olej z orzechu makadamia dostarcza nienasycone kwasy tłuszczowe, a pantenol łagodzi podrażnienia i pomaga regenerować naskórek. Balsam pokrywa powierzchnię ciała cienką warstwą, która zapobiega wysuszaniu skóry („odbudowa i ochrona płaszcza lipidowego”).

Według producenta balsam jest tak bezpieczny, że może być stosowany u noworodków, w dodatku na każdą część ciała, nawet powieki. Zalecenia, które znajdziemy w książeczce dołączonej do kosmetyku, to m.in. używanie balsamu także wtedy, gdy nie ma zmian skórnych, aby zapobiec zmianom chorobowym.

cetaphil_3

Skład Cetaphilu, choć na opakowaniu napisano: bez parabenów, bez środków drażniących, bez środków zapachowych, jest jednak dla mnie solą w oku. Skorzystałam ze strony cosdna.com, aby przeczytać, które składniki Cetaphilu uznaje się za bezpieczne, które za drażniące itp. Oczywiście pamiętam, że to tylko internet. Tak naprawdę trudno znaleźć dokładne informacje na temat składników kremów, balsamów itp., ale nietrudno się domyślić, że wiele z tych substancji nie występuje w naturze i że nasza skóra nie wie, jak je traktować.

Tutaj znalazłam potwierdzenie moich przypuszczeń co do składu.

cetaphil_2 

Za składniki „podejrzane” uznano m.in. Ceteareth-20 (alkohol tłuszczowy, PEG-20), Cetearyl Alcohol (emulgator, wysoka komedogenność, czyli zatykanie porów), Benzyl Alcohol (konserwant), Sodium Hydroxide (stabilizator pH, drażniący).

AZS to skomplikowana choroba, o czym piszę między innymi tu. Ciało człowieka reaguje w tak widoczny sposób na coś, co dzieje się wewnątrz organizmu. Kiedy działamy tylko od zewnątrz, maskując objawy, tak naprawdę oszukujemy samych siebie (nie ma suchych placków – nie ma choroby). Dlatego przede wszystkim należy dążyć do eliminacji czynników nasilających AZS.

Po przyjrzeniu się bliżej składowi Cetaphilu mam spory dylemat: używać czy nie? Jestem zwolenniczką rozwiązań jak najbardziej naturalnych, najchętniej działających od wewnątrz (dieta, relaks, sport). Kosmetyki – szczególnie dla dzieci – powinny mieć moim zdaniem jak najprostszy skład (polecam np. kąpiel z dodatkiem oleju kokosowego). Cetaphil z pewnością nie jest tak naturalny, jak choćby olejek migdałowy, mam obawy, że podobnie jak wazelina może zaburzać prawidłowe oddychanie skóry, blokując naturalną wymianę gazową (aby nie dochodziło do utraty wody). Z drugiej strony to jedyny kosmetyk, który pomaga w naprawdę trudnych sytuacjach i tylko wtedy go używamy.

Taki praktyczny przykład ekodylematu…

20 IV2014

Czy orzechy piorące są ekologiczne?

by joanna

Swego czasu orzechy piorące wprawiały mnie w niebotyczny zachwyt, gdy odkrywałam ich coraz to ciekawsze właściwości. Mogą zastąpić prawie każdy detergent w domu, a nawet szampon czy środki ochrony roślin. Są niedrogie i wydajne, choć ich skuteczność bywa dyskusyjna. Określiłabym je jako łagodny środek powierzchniowo czynny, który przyda się do prania i sprzątania. Czy jednak jest ekologiczny?

orzechy_piorace_2

Po pierwsze: biodegradowalność (więcej…)

06 IV2014

Czy soda oczyszczona jest ekologiczna?

by joanna

Jak już wiecie, lubię sprawdzać, czy coś, co nazywa się ekologicznym, naprawdę jest przyjazne dla środowiska. Soda oczyszczona (wodorowęglan sodu) jest jednym z najbardziej popularnych ekologicznych środków czyszczących. Bezpieczna dla otoczenia – przecież możemy ją nawet spożywać – ma wspaniałe właściwości czyszczące i odkażające. Sama używam sody i jej pochodnych (soda kalcynowana, nadwęglan sodu) w dużych ilościach, zastępuje mi  ona środki czyszczące wszelkiej maści (jest np. w tabletkach do zmywarki czy proszku do prania). Przy większym zużyciu pojawia się pytanie: czy spuszczając sodę oczyszczoną do kanalizacji, nie powoduję jednak jakiegoś zanieczyszczenia środowiska? Jeśli coś ma być ekologiczne, powinno być bezpieczne dla środowiska podczas używania, pozyskiwane w sposób bezpieczny dla środowiska i niezwiązany z dużym śladem węglowym (czyli transport związany z produkcją i sprzedażą jest zminimalizowany).

soda_oczyszczona_lyzeczka

Soda oczyszczona a wybuchowy żołądek

Zajrzałam do karty charakterystyki sody i przeczytałam, że:

Wodorowęglan sodu w wodzie ulega dysocjacji do jonów sodu i diwęglanowych.

Oraz:

W środowisku wodnym wodorowęglan sodu jest zdysocjowany. Zarówno jony sodowe jak i wodorowęglanowe występują w przyrodzie, i ich stężenia w wodach powierzchniowych są zależne od wielu czynników: parametrów geologicznych, warunków atmosferycznych i działalności człowieka.

Czyli soda oczyszczona rozpuszczona w wodzie nie powoduje zagrożenia dla środowiska. Nie jest również szczególnie groźna w postaci proszku (może powodować kaszel i kichanie, jeśli ktoś postanowi ją wdychać). Spożycie sody oczyszczonej w niewielkich ilościach bywa nawet zalecane, nawet w większych ilościach soda oczyszczona nie jest trująca, ale w naprawdę dużych ilościach może spowodować rozerwanie żołądka (!) – ponieważ kwasy żołądkowe reagują z alkaliczną sodą i uwalnia się dwutlenek węgla.

Pierwszy ekowarunek – nieszkodliwość dla otoczenia – spełniony.

Pozyskiwanie sody: śmierdzi amoniakiem

Sodę oczyszczoną można pozyskać ze źródeł naturalnych oraz syntetycznie. Jak czytamy w „Bilansie gospodarki surowcami mineralnymi w Polsce i na świecie 2009″ (skądinąd bardzo ciekawe źródło informacji o polskich i światowych zasobach mineralnych):

Do surowców sodowych zalicza się rozmaite gatunki naturalnych węglanów i siarczanów sodowych pozyskiwanych ze złóż, jak i ich syntetyczne odpowiedniki. Spośród naturalnych węglanów największe znaczenie mają złoża trony Na3H[CO3]•2H2O i sody rodzimej Na2CO3•10H,2O, dostarczające 30% produkcji węglanów sodu. Pozostałe ok. 70% ich podaży przypada na syntetyczny węglan sodowy (soda kalcynowana), uzyskiwany metodą Solvaya z solanki i wapieni.

Pokłady trony znajdują się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych oraz w Kenii, soda rodzima z kolei jest wydobywana w USA, Meksyku, Botswanie, Chinach, Rosji i Kazachstanie. W Polsce, jak mniemam, nie ma żadnego znaczącego źródła tych minerałów, stąd produkcja sody oczyszczonej odbywa się metodą syntetyczną (metodą Solvaya – otrzymuje się węglan sodu, a po jego rafinacji – wodorowęglan sodu). Do takiej produkcji używa się zasobów występujących w Polsce: soli kamiennej i wapieni. Co ciekawe, polska soda kaustyczna i soda kalcynowana są towarem eksportowym i wysyła się je m.in. do Indii czy Ekwadoru (nie mam danych na temat sody oczyszczonej).

Krajem, gdzie sodę pozyskuje się ze złóż naturalnych, są Stany Zjednoczone (złoża trony w Wyoming).

Trona(small)

Trona. Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Trona(small).jpg

Metoda syntetyczna nie jest do końca ekologiczna (wykorzystywany jest amoniak), jednak w warunkach laboratoryjnych przebiega bezpiecznie. Kontrowersyjny amoniak jest silnie toksyczny, ale to nie on jest odpadem, który powinien nas niepokoić.

Odpadami w produkcji sody kalcynowanej są: NaCl (sól), CaCl2 (chlorek wapnia), Ca(OH)2 (wodorotlenek wapnia), CaCO3 (węglan wapnia), CaSO4 (siarczan wapnia), SiO2 (ditlenek krzemu). Jak pisze Wikipedia:

Do osadników ziemnych kieruje się osady z oczyszczania solanki i osad CaCO3 z kaustyfikacji sody i ewentualnie inne odpady. Osadniki te noszą nazwę „białych mórz”.

bialemorze_janikowo

Białe morze w Janikowie

Czyli odpady produkcyjne z zakładów sodowych są częściowo odzyskiwane, a częściowo wpuszczane w ziemię. Powstają tzw. białe morza, które powodują skażenie gleby, wód gruntowych i naturalnych zbiorników wodnych (silne zasolenie, zanieczyszczenie chlorkiem wapnia).

bialemorze_matwy

Białe morze w Mątwach.

W Polsce takie białe morza można spotkać m.in. w okolicach Jaworzna. Wokół nich z czasem powstaje nienaturalny ekosystem. Obszary takie można jednak rewitalizować – przykładem mogą być tereny po Krakowskich Zakładach Sodowych Solvay.

Zrewitalizowane tereny białego morza w Krakowie.

Zrewitalizowane tereny białego morza w Krakowie.

Drugi warunek – produkcji bezpiecznej dla środowiska – moim zdaniem nie jest spełniony tak, jak bym sobie to wyobrażała.

Krótka droga

Dzięki temu, że mamy w Polsce naturalne surowce wykorzystywane do produkcji sody, jej ślad węglowy prawdopodobnie jest niewielki. Gdyby sprowadzać sodę oczyszczoną ze Stanów Zjednoczonych, gdzie pozyskuje się ją z naturalnych złóż trony, byłoby to związane z transportem kosztownym dla środowiska (nie mówiąc już o kosztach importu i cenie samej sody). Można się zastanowić nad obciążeniem środowiska podczas wydobywania jakichkolwiek surowców – ale to temat na osobne dochodzenie.

Czy soda oczyszczona jest ekologiczna?

Soda oczyszczona, według mojej wiedzy, jest mniej ekologiczna, niż byśmy chcieli. Ponieważ w Europie nie mamy źródeł trony, z której można uzyskać sodę kalcynowaną (z której następnie powstaje soda oczyszczona), w Polsce produkuje się sodę metodą syntetyczną z polskich zasobów mineralnych. Z jednej strony ogranicza to ślad węglowy, z drugiej – przyczynia się do powstawania złóż odpadów szkodliwych dla środowiska. W niektórych krajach (np. Australii) zamiast składowania takich wapiennych odpadów spuszcza się je prosto do mórz (czy to jest ekologiczne???).

Jako środek czystości soda oczyszczona jest z pewnością przyjazna dla środowiska, nieporównanie bardziej ekologiczna niż śmierdzące i żrące środki czystości sprzedawane w sklepach. Nie łudźmy się jednak, że jest to naturalny środek do czyszczenia – 70% światowej produkcji sody oczyszczonej to produkcja syntetyczna, związana ze szkodliwymi odpadami.

Na pewno jednak także produkcja tych gotowych środków czystości niesie za sobą szkodliwe odpady, więc:

  • obiektywnie rzecz biorąc, soda oczyszczona jest środkiem umiarkowanie ekologicznym,
  • na tle innych środków czyszczących soda oczyszczona jest prawdopodobnie jednym z najbardziej nieszkodliwych środków czyszczących,
  • najbardziej ekologiczne jest używanie sody oczyszczonej uzyskiwanej ze złóż trony, tam, gdzie złoża te występują.
30 III2014

Czy karmienie piersią jest ekologiczne?

by joanna

Co to w ogóle za pytanie? – oburzą się mamy uwielbiające karmić piersią. (Co powiedzą mamy karmiące butlą z wyboru?). Spokojnie. Jestem mamą karmiącą już 17. (za chwilę 18.) miesiąc i zalety podawania dziecku mleka kobiecego znam na pamięć. Chcę jednak poruszyć temat, który już dawno temu pojawił się w mojej głowie za sprawą lektury książki Udo Pollmera. Na przekór i ku przestrodze.

karmienie_dwucycowe

Już 17. miesiąc na cycu.

Ekomleko

Karmienie piersią jest jedynym naprawdę ekologicznym sposobem karmienia małego dziecka.

Po pierwsze, jest całkowicie naturalne, wynika z naszej przynależności do świata przyrody, mleko pojawia się w odpowiednim momencie i dojrzewa razem z dzieckiem – jest idealnie dopasowane do potrzeb małego ssaka (niczego mu nie brakuje, nawet jeśli niektórzy uważają, że niski poziom witaminy D jest jego defektem – jak podkreślają doradczynie laktacyjne, jest on zależny od poziomu witaminy D w organizmie kobiety: jeśli dba ona ona o naturalną syntezę witaminy D poprzez ekspozycję na słońce bez filtrów blokujących lub przyjmuje odpowiedni suplement diety, w mleku mamy karmiącej poziom witaminy D będzie odpowiednio wyższy).

Po drugie, mleko mamy produkuje się „samo”, bez wykorzystywania krowy, fabryki, całej infrastruktury – nie zanieczyszcza więc środowiska, poczynając od przemysłowego hodowania bydła, przez mleczarnie, zakłady zmieniające mleko w proszek, po spaliny powstałe w wyniku transportu. Nie przyczynia się do produkcji gazów cieplarnianych (ewentualnie w niewielkim stopniu – matka karmiąca je trochę więcej).

Po trzecie, nie wiąże się z żadnymi odpadkami do utylizacji (opakowania, smoczki, butelki). Wkładki laktacyjne, przydatne na początku karmienia, mogą być przecież wielorazowe!

Po czwarte, nie trzeba go podgrzewać (woda, gaz/prąd), nie wymaga też naczyń, które trzeba myć i sterylizować.

Po piąte, zawiera cenne składniki, których nie udało się podrobić w żadnym laboratorium. Składniki, które np. ograniczają podawanie suplementów czy leków, w tym komórki macierzyste, substancje przeciwpasożytnicze, enzymy wspomagające trawienie. Dzieci pijące mleko matki zgodnie z zaleceniami WHO mniej chorują – zarówno w okresie „ssaczym”, jak i późniejszym życiu.

Po szóste, karmienie piersią zapewnia naturalną więź matki z dzieckiem, także nie do podrobienia w żadnym laboratorium.

Po siódme, karmienie wyłącznie piersią i na żądanie (co najmniej 8-10 razy na dobę) może skutkować naturalną, ekologiczną antykoncepcją (choć z tym bym uważała; doradczynie laktacyjne radzą mówić raczej o opóźnionej płodności) oraz wygodą w postaci braku miesiączki u mamy karmiącej (znów – zero odpadów). Długość niepłodności laktacyjnej (LAM) to sprawa bardo indywidualna, u niektórych kobiet czas ten trwa 3 miesiące, u innych – np. 3 lata.

Po ósme, ssanie piersi to naturalne ćwiczenie dla małego człowieka, przygotowujące go do mowy – ominiemy gabinety logopedów. Picie z żadnej butelki nie zastąpi tej gimnastyki mięśni buzi. Nikt jeszcze nie podrobił cyca!

Jeśli zapomniałam o jakimś ekologicznym wymiarze karmienia, koniecznie napiszcie w komentarzach.

karmienie-na_hali

Jakość eliksiru życia

Mleko matki jest źródłem zdrowia, inwestycją w przyszłość młodego człowieka. Jak pisze Udo Pollmer:

Mleko matki jest eliksirem życia, od którego w pierwszych miesiącach dziecko jest zależne i bez którego nie może optymalnie rosnąć i rozwijać się. Mleko matki jest i będzie najlepiej skomponowanym posiłkiem dla niemowlęcia. Nawet przemysł, jak dotąd, nie próbował zaprzeczać: karmienie piersią jest dla dziecka najlepsze. (s. 354)

W mleku matki znajdują się takie składniki, jak laktoferryna, lipozym czy 130 odmian oligosacharydów, mających ogromne znaczenie w obronie organizmu przed zarazkami, oraz przeciwciała broniące przed konkretnymi zarazkami, które akurat znajdują się w otoczeniu matki i dziecka – dlatego matka, która jest chora i nie musi brać silnych leków, powinna karmić piersią, żeby zapewnić dziecku ochronę.

Światowa Organizacja Zdrowia w swoich zaleceniach podkreśla, że nawet palenie papierosów, nawet sporadyczne picie alkoholu nie są przeciwwskazaniami do karmienia piersią (choć oczywiście obie te używki znacząco wpływają na jakość mleka i laktacji).

Nawet jeśli matka jest nosicielką wirusa HIV, istnieją sposoby, aby obniżyć prawdopodobieństwo zarażenia dziecka poprzez mleko matki – w niektórych krajach zaleca się, aby rozpatrzyć możliwość karmienia piersią także w takim wypadku.

Jednym słowem, WHO stawia wartość mleka kobiecego ponad wszystkie jego wady wynikające ze szkodliwego wpływu środowiska.

karmienie_w_samochodzie

Tankowanie mleczka w samochodzie…

 

Ekomleko bez certyfikatu

Niestety, ludzkie mleko jest tak zanieczyszczone, że żadna jednostka certyfikująca nie przyznałaby mu zielonego listka.

Na pewno mleko matki jest w znacznym stopniu skażone truciznami ze środowiska, które w ostatnich latach są coraz powszechniejsze. Wynika to z tego, że wszystkie obce substancje, czy to pestycydy, środki chłodzące czy feromony z kosmetyków, kumulują się w łańcuchach pokarmowych, a na końcu takiego łańcucha znajduje się człowiek. (Udo Pollmer, s. 354)

To oczywiście jest koszt rozwoju cywilizacyjnego, który z jednej strony spowodował znaczne zmniejszenie umieralności noworodków i niemowląt (higiena, opieka medyczna), z drugiej strony zmienił nasze otoczenie w sposób nieprzewidywalny dla przyszłych pokoleń: zaledwie od 100 lat żyjemy wśród substancji chemicznych, z którymi nigdy wcześniej gatunek ludzki nie miał do czynienia. I choć zwiększyła się liczba populacji, a także długość życia, coraz częściej zapadamy na nowotwory i inne choroby cywilizacyjne (ciekawostka: okazało się, że podczas karmienia piersią w organizmie dziecka powstaje substancja przeciwnowotworowa HAMLET, nieobecna w mleku kobiecym – prawdopodobnie pojawia się w wyniku trawienia pokarmu). Na wszechobecne zagrożenia najbardziej narażone są dzieci – poczynając od tych jeszcze nienarodzonych. One dopiero uczą się bronić przed szkodliwymi substancjami. Wiele z tych związków chemicznych jest zupełnie obca naszemu organizmowi, w dodatku działa z opóźnieniem i w sposób, który niekoniecznie łączymy z zanieczyszczeniem środowiska.

Żadna inna grupa społeczna nie przyjmuje większych ilości tych szkodliwych związków niż niemowlęta, a mleko matki nigdy nie byłoby dopuszczone do sprzedaży ze względu na duże obciążenie nimi. Zawartość tych substancji jest nawet 10 razy większa niż w mleku krowim, ponieważ kobieta przed pierwszą „produkcją” mleka przez ok. 20 lat zbiera w organizmie trucizny. (Udo Pollmer, s. 354–355)

Przejrzałam wyniki polskich badań nad jakością kobiecego mleka. To niezwykle ciekawa lektura, ale szerzej nieznana. Zebrałam więc kilka ciekawostek, ponieważ wiedza o składzie mleka i o tym, co na niego wpływa, jest bronią m.in. przeciw niedouczonym lekarzom, którzy np. krytykują karmienie dwulatka („zamiast pokarmu i tak leci woda”). Dlatego że wiedza o mleku kobiecym jest pomocna w unikaniu pewnych niebezpieczeństw i zmniejszaniu zagrożeń płynących z zanieczyszczenia środowiska.

Przede wszystkim: mieszanka jest zawsze gorsza

Mieszanki mleczne to produkt wysoko przetworzony, tylko naśladujący naturalny pokarm matki.

Nigdy nie dorówna jakością i właściwościami prawdziwemu mleku kobiecemu. Żadne mleko modyfikowane (zwróćcie uwagę, jakich nazw się używa na samo określenie tego produktu: sztuczne, modyfikowane, zastępcze) także nie ma ekocertyfikatu, bo produkcja przemysłowa wyklucza wolność od zanieczyszczeń. Magda Karpienia, liderka z La Leche League Polska, powiedziała mi, że są badania pokazujące, że w mleku modyfikowanym są bakterie, które giną dopiero w temperaturze 70°C, dlatego wbrew temu, co jest napisane na opakowaniu, nie powinno się go przygotowywać w temperaturze 37°C lub innej niższej niż 70. „A nawet, jeśli w końcu jakiś koncern wymyśli mleko z zielonym listkiem, to i tak będzie ono mniej odpowiednie dla dziecka niż mleko jego mamy – podkreśla Magda Karpienia. – Choćby przez swoją ciężkostrawność, a także wpływ na jelita”.

Mleko krowie, z którego powstają mieszanki mleczne, jest produkowane przez krowy hodowane przemysłowo. Krowy żyją w warunkach dalekich od naturalnych, w zanieczyszczonym środowisku, spożywają zanieczyszczoną paszę. To oznacza, że wszystkie zanieczyszczenia, które wchłania kobieta, wchłania również krowa, choć w krótszym czasie (kilku, a nie kilkudziesięciu lat). Mleko modyfikowane to produkt wysokoprzetworzny, tylko naśladujący naturę, pozbawiony wszystkich żywych składników, takich jak bakterie probiotyczne czy przeciwciała. Wiele badań dowodzi, że dzieci karmione sztucznym mlekiem jest w przyszłości zagrożone m.in. cukrzycą czy otyłością. Zostawmy mleko krowie cielętom!

Mieszanki dla alergików z kolei mogą być produkowane np. z soi, która – podobnie jak mleko krowie – jest jednym z najczęstszych alergenów. Jest też rośliną poddawaną modyfikacjom genetycznym (GMO).

Nie wpaść w trans

„Skład i zawartość kwasów tłuszczowych w mleku kobiet z Gdańska i okolic w różnych okresach laktacji” to artykuł autorstwa Doroty Martysiak-Żurowskiej z Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej oraz Kingi Żóralskiej, Macieja Zagierskiego i Agnieszki Szlagatys-Sidorkiewicz z Katedry i Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Tekst podsumowuje badanie mleka kobiecego (przebadano pokarm 80 młodych matek) pod względem zawartości kwasów tłuszczowych. W mleku ludzkim znajduje się od 1 do 9% (wagowo) tłuszczu, niezwykle ważnego w rozwoju m.in. mózgu dziecka. I choć wydaje się to niewiele, niemowlę karmione wyłącznie piersią czerpie z tego tłuszczu aż 50% (a dokładnie 40–55%) dziennego zapotrzebowania na energię! Szczególnie ważne są wielonienasycone kwasy tłuszczowe (LC-PUFA): dokozaheksaenowy (DHA), arachidonowy (AA) i eikozapentaenowy (EPA), budulec skomplikowanego układu nerwowego człowieka. Jak piszą autorzy:

Największe zapotrzebowanie na kwas AA i DHA występuje w okresie wewnątrzmacicznym oraz po porodzie, do około drugiego roku życia dziecka. W tym okresie następuje najgwałtowniejszy rozwój układu nerwowego i największy przyrost masy mózgu. [Pogrubienie moje – J.B.]

Dlatego karmienie piersią po 1. roku życia jest tak samo ważne i cenne, jak w początkowych miesiącach po urodzeniu. (Oczywiście, te kwasy tłuszczowe znajdują się także w innych pokarmach i mm, ale mleku matki na pewno ich nie brakuje!). Niestety, do mleka przenikają też inne tłuszcze, niepożądane w diecie niemowląt, dzieci, a także dorosłych.

Jednak oprócz KT niezbędnych dla prawidłowego rozwoju dziecka tłuszcz mleka ludzkiego może zawierać również KT negatywnie wpływające na rozwój dziecka – KT konfiguracji trans. (…) W codziennej diecie trans KT są więc przemycane w postaci tłuszczów ukrytych, tłuszczów zawartych w pączkach, ciasteczkach czy drożdżówkach. (…). Niektóre trans KT mają negatywny wpływ na organizm ludzki. Zaburzają gospodarkę lipidową – podwyższają poziom LDL-cholesterolu i obniżają HDL-cholesterol, tym samym niekorzystnie zmieniają stosunek LDL/HDL w naszym organizmie. Zaburzają desaturację i elongację niezbędnych nienasyconych KT (kwasu linolowego i linolenowego) do kwasów: AA, EPA i DHA w organizmach ludzkich i zwierzęcych. Zaburzenie endogennej syntezy tych KT ma niewątpliwie negatywny wpływ na rozwijający się organizm dziecka.

Autorzy tekstu zbadali próbki mleka matek pod względem wpływu zmiany rodzaju mleka (siara, mleko przejściowe, mleko dojrzałe) diety karmiących na ilość i rodzaj kwasów tłuszczowych w pokarmie. Co ciekawe, procentowa ilość sumy kwasów tłuszczowych w mleku nie jest zależna od diety, natomiast widać wyraźne różnice w ilości poszczególnych kwasów (Polki porównywano m.in. z Niemkami czy mieszkankami Afryki), co tłumaczy się różnicami w diecie specyficznej dla danego regionu. Ważną informacją jest również zmiana składu mleka na przestrzeni miesięcy – wraz z rozwojem dziecka pokarm dostosowuje swój skład do jego potrzeb. A jak wyglądają statystyki szkodliwych tłuszczów trans, zależnych – jak podają autorzy tekstu – od diety kobiet karmiących oraz spadku ich masy ciała?

Dla badanej grupy kobiet poziom występowania sumy trans KT wahał się w granicach od 1,01% do 5,72% ogólnego składu KT (średnio 2,45%). W porównaniu z zawartością izomerów trans KT w mleku kobiet z innych regionów świata, np. na poziomie około 7% u mieszkanek Arizony czy 4,2% w lipidach mleka kobiet z Republiki Czeskiej, lipidy mleka kobiet polskich zawierają ich stosunkowo niewiele.

To dobra wiadomość, ale i ostrzeżenie: dieta matki karmiącej ma wpływ na jakość mleka. Ograniczenie ilości szkodliwych (i dla matki, i dla dziecka) tłuszczów trans w pożywieniu nie jest trudne. Najważniejsze to świadomość, że należy wybierać produkty nieprzetworzone, unikać fast foodów i gotowych przekąsek (zwłaszcza słodkich), a zamiast drożdżówki zjeść świeży owoc.

Pestycydy, dioksyny, mikotoksyny, ołów, kadm, azotany, azotyny…

„Zanieczyszczenia środowiskowe w mleku kobiecym” to publikacja autorstwa Wandy Karwowskiej i Bożeny Waszkiewicz-Robak (Katedra Dietetyki i Żywności Funkcjonalnej SGGW w Warszawie) oraz Barbary Wróblewskiej (Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW w Warszawie, Zakład Enzymów i Alergenów Żywności) z 2005 roku. W artykule autorki wskazują bezpośredni związek między zawartością zanieczyszczeń mleka a dietą matki i wymieniają najczęstsze groźne substancje:

Przez gruczoł sutkowy do mleka matki przedostaje się wiele zanieczyszczeń środowiskowych takich jak: pestycydy, polichlorowane bifenyle, dioksyny, mikotoksyny, ołów, kadm, azotany, azotyny. Ich obecność powoduje szereg zmian w przebiegu procesów metabolicznych i reakcji układu odpornościowego w organizmie niemowlęcia.

Niestety, wszystkie te związki chemiczne są bardzo groźne dla dziecka, nie tyle w momencie spożycia mleka, co po pewnym czasie, gdy skumulują się w organizmie; mogą oddziaływać na rozwój człowieka przez lata! Jak piszą autorki, związki te pojawiają się w mleku matki, ponieważ matka spożywa zanieczyszczoną wodę i żywność. Z kolei wszechobecne mikotoksyny pojawiają się głównie tam, gdzie świetnie rozwijają się grzyby (miejsca ciepłe i wilgotne, słabo wietrzone mieszkania). Azotany (które mogą zmieniać się w rakotwórcze nitrozo aminy) znajdują się w zanieczyszczonych warzywach i wodzie, mikotoksyny: kancerogenne aflatoksyny i opóźniające wzrost oraz m.in. uszkadzające wątrobę ochratoksyny powszechnie występują w naszym środowisku – są metabolitami grzybów pleśniowych z rodzaju Penicillium i Aspergillus, które lubią nasze mieszkania. Tak więc nawet niewielki grzyb na suficie może okazać się bardzo groźny! Autorki przebadały próbki mleka od 34 kobiet pod względem obecności azotanów i mikotoksyn. Wyniki były niepokojące, zwłaszcza pod względem ilości mikotoksyn – szczególnie w siarze (im późniejsze mleko, tym mniej zanieczyszczeń).

Procesy detoksykacji u dziecka we wczesnym okresie niemowlęcym są utrudnione z powodu niedojrzałego systemu enzymów mikrosomalnych wątroby, ograniczonych możliwości wydalania substancji toksycznych przez nerki oraz niesprawności mechanizmów układu immunologicznego.

To zanieczyszczenie jest z pewnością najtrudniejsze do uniknięcia, choć na zdrowy rozum grzyby towarzyszyły ludziom od zawsze – więc być może i mikotoksyny w mleku nie są niczym nowym (choć być może dziś ilość tych toksyn wokół nas jest większa).

O co biega z PCB

PCB to polichlorowane bifenyle, zaliczane do zanieczyszczeń środowiskowych, które krążą w naszym otoczeniu i przedostają do organizmu w żywności. Były wykorzystywane do produkcji m.in. transformatorów, wymienników ciepła, klejów, smarów, papieru przebitkowego. W tekście „Stężenia polichlorowanych bifenyli w materiale pochodzącym od człowieka” (autorzy: Jan K. Ludwicki, Katarzyna Góralczyk, Katarzyna Czaja, Paweł Struciński, Agnieszka Jędrzejczuk, Zakład Toksykologii Środowiskowej, Państwowy Zakład Higieny) czytamy:

Związki te krążą w środowisku ulegając biomagnifikacji i przemianom metabolicznym w kolejnych ogniwach łańcucha pokarmowego. Ostatnim ogniwem tego łańcucha jest zwykle człowiek, który w swoich tkankach gromadzi najwyższe stężenia tych substancji. Szczególnym przypadkiem jest mleko kobiece, w którym stężenia tych związków osiągają znacznie wyższe wartości niż w mleku krowim. Z tego względu do grupy podwyższonego ryzyka należy zaliczyć niemowlęta i małe dzieci karmione pokarmem matki.

PCB są wycofywane z użycia, jednak zanieczyszczenie gleb czy wody już się dokonało. Uznano je za czynniki prawdopodobnie kancerogenne oraz za zaburzające gospodarkę hormonalną i obniżające zdolność organizmu do obrony przed bakteriami czy schorzeniami neurotoksycznymi. Według badań Państwowego Zakładu Higieny mleko polskich matek jest zanieczyszczone PBC w stopniu mniejszym, niż można by się obawiać, i dzienna dawka polichlorowanych bifenyli wypijana przez niemowlę to tylko 2,8 µg/kg masy ciala/dzień, podczas gdy bezpieczna granica ustanowiona przez WHO to 4,4 µg/kg masy ciała/dzień. Jak dla mnie, każda dawka to za dużo! Dodam tylko, że wspomniany tekst ma ponad dekadę (nie znalazłam dokładnej daty publikacji).

Karm piersią. Tak długo, jak chcesz

Dla mnie z powyższego wynikają następujące rzeczy: zanieczyszczenie środowiska realnie wpływa na to, jaką żywność spożywamy. To, co jadły i jedzą matki karmiące, ma z kolei wpływ na zawartość ich pokarmu. To, co matka karmiąca przekazuje dziecku w mleku, ma realny wpływ na zdrowie młodego człowieka.

Wniosek? Drogie przyszłe i obecne mamy: nie jedzmy świństw, kupujmy żywność pochodzącą z czystych regionów Polski, ekologiczną i zdrową, bo wszystkie zanieczyszczenia przekazujemy naszym dzieciom. Zdrowa dieta nie jest wcale droga ani trudna, wymaga tylko świadomego i odpowiedzialnego podejścia.

Dbajmy też o higienę naszych mieszkań, chodźmy na spacery do lasu, nie przebywajmy w klimatyzowanych pomieszczeniach, unikamy siedlisk grzybów (np. suszarek do rąk), używajmy ekologicznych środków piorących i czyszczących w domu.

Nie da się uciec przed zanieczyszczeniem środowiska, ale – pamiętając, że jesteśmy odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale i za swoje dzieci – starajmy się dbać o swoje zdrowie. Pamiętajmy też, że wiele zagrożeń przynoszą ze sobą substancje, z którymi dziecko się styka: pieluchy jednorazowe, ubranka z nieekologicznej bawełny, kosmetyki, powietrze, którym oddycha, posiłki z nieekologicznych surowców, woda… Nawet jeśli wydaje nam się, że mamy nieduży wpływ na zanieczyszczenie środowiska, to każda pozytywna zmiana jest krokiem w stronę ochrony naszych dzieci. I nie podawajmy dziecku mleka modyfikowanego (chyba że zmusza nas do tego sytuacja), ponieważ nawet w obliczu powyższych faktów nigdy nie dorówna ono zaletom jedynego (moim zdaniem) mleka odpowiedniego dla człowieka: mleka ludzkiego.

Komentarz „Kwartalnika Laktacyjnego” (tu najnowszy numer)

Mleko mamy oprócz wszystkich dobrodziejstw zawiera także substancje szkodliwe, które są odzwierciedleniem tego, w jakim środowisku żyje człowiek. Stężenie tych szkodliwych substancji np. metali ciężkich jest różne w zależności od regionu, w którym żyje kobieta. Obecność tych zanieczyszczeń w mleku mamy nie wiąże się z zagrożeniem dla dziecka karmionego mlekiem. Oczywiście nie mówimy tu o sytuacji ekspozycji na te substancje przekraczającej w sposób znaczny normy, np. katastrof ekologicznych, skażeń chemicznych jakiś obszarów itd. Mimo występowania zanieczyszczeń w mleku mamy jest ono nadal najlepszym pokarmem dla dziecka i ryzyko związane z rezygnacją z niego przewyższa znaczenie ryzyko powikłań w związku z jego zanieczyszczeniem. Tak samo jest z np. papierosami – należy zachęcać mamy do ograniczenia lub rzucenia palenia, ale karmienie piersią przez palaczkę nadal niesie więcej korzyści dla dziecka niż odstawienie dziecka od piersi.

Cytat na koniec: Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia:

Karmienie piersią jest niezaprzeczalnym sposobem zapewnienia idealnego pokarmu dla zdrowego wzrostu i rozwoju niemowląt; jest także integralnym elementem cyklu reprodukcyjnego o niebagatelnym znaczeniu dla zdrowia kobiet. Niemowlęta powinny być wyłącznie karmione piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia, aby ich wzrost, rozwój i zdrowie były optymalne. Jest to zalecenie dla całego świata. Później, do drugiego roku życia lub dłużej, w celu pokrycia zapotrzebowania żywieniowego, niemowlęta powinny otrzymywać odżywczo wartościowe i bezpieczne pokarmy dodatkowe i być nadal karmione piersią. Wyłączne karmienie piersią od urodzenia jest możliwe z wyjątkiem kilku przeciwwskazań medycznych, a nieograniczone wyłączne karmienie piersią prowadzi do wytwarzania odpowiednich ilości pokarmu.

Konsultacja merytoryczna:

Do poczytania:

14 III2014

Zanim kupisz pieluchy jednorazowe, przeczytaj…

by joanna

…co jest napisane na ich opakowaniu.

Przeczytaj także: Ekologiczne pieluszki jednorazowe: przewodnik, ranking, test

Przeczytaj także: Ekodylematy: czy jednorazówki są tak złe, jak mówią?

Skład? Atesty? Certyfikaty?

Kiedy pisałam tekst o składzie zwykłych pieluch jednorazowych, okazało się, że producenci mogą po prostu odmówić podania listy składników, zasłaniając się tajemnicą handlową. Przyznaję, że trochę ścierpła mi skóra. Czy to znaczy, że pieluszki jednorazowe, które zakłada się między innymi jednodniowym noworodkom, szczególnie wrażliwym wcześniakom czy wszelkiego rodzaju małym alergikom na gołe ciało, przykrywając powierzchnię całej pupy, narządów rodnych, delikatnych pachwin i podbrzusza, mogą być wyprodukowane według tajemniczej receptury producenta, spakowane, lakonicznie opisane i po prostu sprzedawane?

pieluszki_s_1

Na szczęście są pewne normy prawne (o nich niżej), które narzucają standardy jakości produktów. Przepisy są jednak bardzo ogólne. Oczywiście, wszystkim producentom pieluszek jednorazowych zależy na tym, aby ich produkt spełniał nie tylko obostrzenia prawne, ale także oczekiwania rodziców. A czego oczekują mamy, które wybierają pieluszki jednorazowe? (Też byłam taką mamą). Że pielucha będzie tania, chłonna, szczelna, nic się w niej nie odparzy, a wygodne rzepy będą trzymały ją na miejscu. (Wszystkie wynalazki typu miernik stopnia zasikania pozostawiam bez komentarza).

pieluszki_s_2

Jak już pisałam, skład pieluszek można do pewnego stopnia określić – nie wygląda szczególnie zachęcająco, zwłaszcza pod względem ochrony środowiska. Bielenie chlorem celulozy może pozostawiać szkodliwe substancje wewnątrz pieluchy. Temperatura wewnątrz pakunku może przegrzewać jądra chłopców. Rozkład jednorazówki na wysypisku może trwać do 1000 lat i powoduje emisję gazów cieplarnianych. I tak dalej…

Najbardziej interesowało mnie jednak, czy naprawdę można wyprodukować pieluszkę z dowolnego materiału i sprzedawać ją jako produkt dla niemowląt. Zadałam pytanie o dopuszczenie do obrotu pieluszek jednorazowych dla dzieci kolejno: Federację Konsumentów, Centrum E-porad (Stowarzyszenie Konsumentów Polskich), Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej w Warszawie oraz Państwowy Zakład Higieny (jako jedyny nie odpisał). Interesowało mnie przede wszystkim, czy producenci naprawdę nie są zobligowani do ujawniania składu pieluszek na żądanie konsumenta i jakie kryteria muszą spełniać te produkty, aby mogły być sprzedawane w Polsce.

Dodatkowo zapytałam Instytut Matki i Dziecka w Warszawie o zasady przyznawania produktom pozytywnej opinii IMiD.

Pieluchy jak szczoteczki

Zacznijmy od tego, czym pieluchy nie są. Dzięki uprzejmej odpowiedzi Stowarzyszenia Konsumentów Polskich dowiedziałam się, że pieluszki dla dzieci nie są wyrobem medycznym, choć ich definicja jest zbliżona do takiego wyrobu. Podobnie jak szczoteczki do zębów są wyrobem kosmetycznym i przez to nie podlegają dyrektywie MDD (Medical Device Directive – 93/42/EEC), która dotyczy wyrobów medycznych, w polskim prawie: wyrobów medycznych do różnego przeznaczenia, ani ustawie z dnia 20 maja 2010 r. o wyrobach medycznych. Przez to producent nie jest zobowiązany do ujawniania składu produktu na opakowaniu lub na żądanie klienta, jeśli jest to tajemnica handlowa (tajemnicą handlową zasłania się m.in. firma Procter & Gamble).

Kontrola

Kontrolę nad produktami, które są dostępne w sprzedaży, sprawuje Inspekcja Handlowa (art. 3 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 15 grudnia 2000 r.). Do jej obowiązków należy m.in. kontrola produktów w rozumieniu ustawy z dnia 12 grudnia 2003 r. o ogólnym bezpieczeństwie produktów (Dz. U. z 2003 r. Nr 229, poz. 2275, ze zm.) w zakresie spełniania ogólnych wymagań dotyczących bezpieczeństwa. W ustawie czytamy:

Art. 4.

1. Produktem bezpiecznym jest produkt, który w zwykłych lub w innych, dających się w sposób uzasadniony przewidzieć, warunkach jego używania, z uwzględnieniem czasu korzystania z produktu, a także, w zależności od rodzaju produktu, sposobu uruchomienia oraz wymogów instalacji i konserwacji, nie stwarza żadnego zagrożenia dla konsumentów lub stwarza znikome zagrożenie, dające się pogodzić z jego zwykłym używaniem i uwzględniające wysoki poziom wymagań dotyczących ochrony zdrowia i życia ludzkiego.

Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej w odpowiedzi na moje pytanie również powołał się na tę ustawę. Dowiedziałam się również, że obowiązujące przepisy prawa nie określają szczegółowych wymagań dotyczących oznakowania pieluch jednorazowych dla dzieci.

Pozytywnie: IMiD

Po uzyskaniu tych informacji moje wnioski były następujące: pieluszki jednorazowe nie są produktem wyjątkowym, nie obowiązują wobec nich żadne szczegółowe przepisy, a jedynie ogólne wytyczne na temat bezpieczeństwa produktu (producent może sprzedawać produkty niebezpieczne – głosi ustawa – o ile je odpowiednio oznakuje). Nie widziałam opakowania pieluch z ostrzeżeniem, że nie nadają się do jedzenia albo że nie należy zakładać ich niemowlęciu na głowę (nie, nie, to żart, jeszcze nie mieszkamy w Stanach Zjednoczonych).

Producenci starają się jakoś wyróżnić, aby do tych – na mój gust – liberalnych przepisów dodać dodatkowe obostrzenia i zdobyć najróżniejsze certyfikaty. Jednym z takich dodatkowych oznaczeń na opakowaniu jest logo Instytutu Matki i Dziecka z napisem „Pozytywna opinia”. Co ona właściwie oznacza? Dzięki Aleksandrze Świebodzie, kierownikowi Działu Ocen i Rozwoju Współpracy IMiD, uzyskałam sporo informacji na temat wydawania takiej opinii przez Instytut.

Producent pieluch ubiegający się o pozytywną opinię zwraca się do Instytutu z prośbą o wydanie tej opinii, a IMiD przeprowadza własne testy i analizuje produkt pod różnymi kątami. Aby uzyskać pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka, produkt musi mieć wymagane cechy bezpieczeństwa ogólnego oraz bezpieczeństwa rozwojowego i zdrowotnego – czyli spełniać kryteria techniczne dotyczące jakości materiałów czy konstrukcji oraz być dopasowany do wieku dziecka i uwzględniać jego harmonijny rozwój.

Merytoryczną podstawę wydawanych przez Instytut opinii stanowią aktualne przepisy prawa obowiązujące w Polsce oraz w Unii Europejskiej, standardy medyczne i zalecenia dotyczące niemowląt, dzieci, kobiet w okresie ciąży i laktacji, wytyczne konsultanta krajowego do spraw pediatrii i neonatologii oraz towarzystw pediatrycznych, a także zobiektywizowane wyniki badań naukowych

– powiedziała mi Aleksandra Świeboda. Następnie opisała etapy przygotowywania opinii. Najpierw Instytut zapoznaje się z dokumentacją dostarczoną przez producenta, którą analizuje, biorąc pod uwagę opinie ekspertów medycyny wieku rozwojowego i farmakologii. W dokumentacji muszą znaleźć się m.in. informacje na temat jakości i pochodzenia użytych surowców i procesu produkcji oraz wiarygodne wyniki badań laboratoryjnych, które potwierdzają te informacje, i dokumenty potwierdzające zgodność produktu z obowiązującymi przepisami, w tym z normą zabawkową w zakresie migracji określonych pierwiastków oraz Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1907/2006 w sprawie rejestracji, oceny, udzielania zezwoleń i stosowanych ograniczeń w zakresie chemikaliów (REACH) z późniejszymi zmianami.

Jeśli produkt przejdzie ten etap pozytywnie, Instytut przeprowadza test praktyczny. W wypadku pieluszek wygląda to tak:

 Badania użytkowe pieluszek sprawdzają, czy pieluszki są dobrze dopasowane, czy nie obcierają wrażliwej skóry dzieci w pachwinach, czy wkład zmoczony nie przemieszcza się, czy zapięcia są skuteczne, czy gumki okalające uda nie uciskają za bardzo, czy są skuteczne i nie powstaje moczenie bielizny, czy dziecko jest skutecznie zabezpieczone przed zmoczeniem w różnych przedziałach czasowych, także w nocy itp. Sprawdzamy, czy produkt nie drażni skóry osłoniętej pieluszką.

Co ciekawe, pieluszki jednorazowe są porównywane m.in. do pieluch tetrowych wypranych w płatkach mydlanych, które stanowią pewien standard. Miło to wiedzieć!

Instytut Matki i Dziecka

Testy są prowadzone głównie w samym Instytucie – wykorzystuje on zaplecze szpitalne, gdzie przebywają dzieci w różnym wieku, także te szczególnie wrażliwe jak. np. wcześniaki. Nad badaniami czuwa personel medyczny, w tym lekarze specjaliści. Odbywa się to oczywiście za zgodą rodziców dzieci i z ich udziałem.

Po wykonanych testach powstaje protokół i jeśli badanie produktu przebiegło pomyślnie, wydawana jest pozytywna opinia na okres trzech lat (pod warunkiem, że produkt będzie miał stały skład). W tym czasie IMiD przyjmuje ewentualne uwagi od rodziców, czy produkt spełnia ich oczekiwania.

Podsumowując: Instytut Matki i Dziecka na życzenie producenta np. pieluszek jednorazowych oraz na jego koszt przeprowadza analizę dokumentacji produktu dostarczonej przez producenta oraz testy praktyczne. Pozytywna opinia jest wydawana po weryfikacji merytorycznej wyników badań laboratoryjnych dostarczonych przez producenta i po pomyślnych testach na żywych pupach dzieci, oba etapy przebiegają pod okiem specjalistów z konkretnych dziedzin.

Instytut Matki i Dziecka nie przeprowadza samodzielnie badań laboratoryjnych nad jakością, składem czy zgodnością dokumentacji ze stanem faktycznym pod względem składu pieluch jednorazowych. Domyślam się, że takie badania są bardzo drogie i czasochłonne, przez co uzyskanie rekomendacji IMiD byłoby znacznie trudniejsze – zarówno pod względem kosztów, jak i faktycznego spełnienia norm. W tej chwili odpowiedzialność za produkt ciąży wyłącznie na producencie i to on ma obowiązek wykonać wszystkie badania laboratoryjne. W moim mniemaniu pozostaje więc kwestią zaufania sprawa wiarygodności wszystkich dokumentów dotyczących składu czy jakości materiałów. Aleksandra Świeboda podkreśla, że wszystkie wyniki badań, które są brane pod uwagę podczas pozyskiwania opinii, pochodzą z certyfikowanych laboratoriów i nie ma podstaw, aby je podważać. Mam nadzieję!

PZH

Państwowy Zakład Higieny – dziś Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – także wydaje swoje certyfikaty. Choć nie udało mi się otrzymać bezpośrednich odpowiedzi na moje pytania, na swojej stronie internetowej PZH zamieszcza ogólne zasady przyznawania atestów, razem z cennikiem.

pzh

Logo „Produkt z Atestem” informuje konsumentów, że eksperci PZH ocenili produkt pod względem składu chemicznego i stwierdzili, że nie ma on negatywnego wpływu na zdrowie użytkowników. Bezpieczeństwo produktu jest sprawą kluczową dla konsumentów, dlatego Państwowy Zakład Higieny zdecydował się prowadzić program „Produkt z Atestem”.

Tak więc, jeśli na pieluszkach znajduje się numer atestu PZH, to oznacza, że produkt pozytywnie przeszedł kontrolę Państwowego Zakładu Higieny. Na czym polega taka kontrola, mogę się domyślać, że wygląda to podobnie jak w wypadku IMiD. W cenniku na stronie NIZP-PZH widzimy wyszczególnioną pozycję:

cennik_PZH

No cóż, wielka szkoda, że tak mało wiemy o tym, kim są ci pracownicy Zakładu, którzy opiniują produkty. Pewne jest jedno: na podstawie informacji ze strony WWW NIZP-PZH jasno wynika, że nie robią oni żadnych własnych badań laboratoryjnych ani testów praktycznych. Specjaliści opierają się na dokumentacji dostarczonej przez producenta, którą analizują według swojej wiedzy i standardów toksykologicznych.

Jeśli się mylę i PZH wykonuje jakieś badania na próbkach produktów, to oczywiście zwracam honor.

Jeśli się nie mylę, to dla mnie taki atest jest niewiele wart (a konkretnie 2 tys. zł za ekspertyzę i 4 tys. zł za użycie logo PZH).

Wyniki kolejnego etapu śledztwa pieluchowego

To nie koniec moich dociekań na temat pieluch i ich wyboru. Dotarłam do tych informacji, które miały mnie uspokoić, że pieluszki jednorazowe dla dzieci są produktem specjalnym, pod szczególnym nadzorem i podlegają dodatkowym kontrolom. Z przykrością stwierdzam, że ani prawo – polskie i europejskie – ani dobry zwyczaj nie zapewnia konsumentom pełnej wiedzy o produkcie, który ma styczność z najmłodszymi obywatelami. Jeśli ktoś przeczyta odpowiednie dyrektywy unijne i rozporządzenia, może mieć pewne pojęcie, jakie są standardy bezpieczeństwa, które produkt musi spełniać (obecność metali ciężkich w pieluchach jest faktem, choć ich ilość raczej nie zagraża bezpieczeństwu dzieci). Szkoda, że tak trudno dotrzeć do tych wszystkich informacji.

Osobnym zagadnieniem są atesty, przyznawane produktom przez niezależne instytucje, o ile produkty te spełniają konkretne wymagania. Najbardziej znane to oczywiście „Pozytywna opinia Instytutu Matki i Dziecka” oraz Atest NIZP-PZH. Logo obu instytucji na opakowaniu pieluch jest sygnałem, że mamy do czynienia z produktem, który pod lupę wzięło więcej osób niż bywa to przy innych produktach – i że w większości produkt zyskał przychylna opinię ekspertów. W wypadku logo IMiD na pieluchach możemy mieć pewność, że w ich sprawie wypowiedziały się pupy niemowląt. W wypadku PZH – nie mam pojęcia, czyje pupy sprawdzały wygodę jednorazówki…

Przekornie i przezornie

Piszę to wszystko z pewną przekorą, ponieważ mam ograniczone zaufanie do pieluszek jednorazowych. Oraz do standardów prawnych. A nawet do certyfikatów. Mam wielką nadzieję, że pieluszki jednorazowe nie są szkodliwe, ale niestety, mój instynkt mówi mi coś innego. Zawiłe normy prawne, brak jasnej deklaracji producenta, co jest w pieluszce, lata używania i porównanie z pieluchowaniem wielorazowym – wszystko to skłania mnie do uważnego przyglądania się tematowi.

Jedno jest pewne – trzeba sprawdzać, co jest napisane na opakowaniu produktu, który kupujemy. Każdy atest, certyfikat, każda rekomendacja mogą nam coś powiedzieć o samym produkcie – o ile oczywiście wiemy, z czym dane logo się wiąże.

Ciąg dalszy na pewno nastąpi!

06 III2014

Co to znaczy „ekologiczny”?

by joanna

Po roku prowadzenia bloga Organiczni powinnam bez wahania odpowiedzieć na pytanie, co oznacza słowo „ekologiczny”.

Według Słownika Języka Polskiego PWN „ekologiczny”  to:

1. «dotyczący związku warunków zewnętrznych z życiem roślin i zwierząt»

2. «związany z ochroną środowiska»

3. «wyprodukowany ze składników naturalnych»

To oczywiście ogólne definicje słowa, które robi niezwykłą karierę w naszym języku jako słowo-klucz, wytrych do umysłów, serc i naszych  kieszeni.

Po słowackiej stronie granicy - tuż pod potravinami.

Po słowackiej stronie granicy – tuż pod potravinami.

Im dłużej zajmuję się pojęciem ekologii, tym więcej pytań stawiam i coraz większe mam wątpliwości, czy wolno nam zdawać się na etykietki, certyfikaty i slogany, że coś jest „eko”. Greenwashing – używanie hasła „eko” w nieetyczny sposób – jest na porządku dziennym, ponieważ ekologia to pieniądze. Dlaczego jedna rzecz (jak nadwęglan sodu), sprzedawana w normalnym sklepie, kosztuje np. 8 zł, a ta sama, tylko w innym opakowaniu, z zielonym listkiem i pod znaną marką – już 16 zł? Dlaczego za ekologiczne ziemniaki kupowane prosto od rolnika płacę 2 zł za kilogram, a w sklepie 6 zł? Jak często jesteśmy nabijani w butelkę, kiedy chcemy jak najlepiej – a wychodzimy jak najgorzej…?

Ekologiczny – w moim mniemaniu – to taki, który naprawdę jest związany z ekologią, czyli nauką i wiedzą o funkcjonowaniu przyrody.

Globalizacja nas osaczyła, nie uciekniemy przed wielkimi koncernami, które uzależniły nas między innymi od swoich dostaw paliw. Oczywiście, można mieć chatkę w lesie i palić w niej drzewem, a myć się w jeziorze. Jednak gdyby wszyscy ludzie tak żyli, czy rzeczywiście byłoby to korzystniejsze dla naszej planety?

tatry

Tatry widziane od zachodu.

Żeby być ekologicznym, trzeba wątpić, szukać, pytać i myśleć. Ważyć: co szkodzi planecie, co szkodzi mojemu otoczeniu, co szkodzi mnie? Co jest groźniejsze dla moich dzieci: choroba czy szczepionka przeciw niej? Co bardziej psuje klimat i zanieczyszcza przyrodę – koncerny naftowe czy hodowla zwierząt futerkowych? Jakie źródło energii jest najwydajniejsze, a jednocześnie najczystsze – milion wiatraków czy elektrownia jądrowa?

Myślę, że nie ma jednej odpowiedzi, ale dopóki szczerze jej szukamy, dopóty postępujemy uczciwie wobec naszej planety. Szukam razem z Wami!

27 II2014

Ekoporód – w domowym zaciszu

by joanna

Wyobrażam sobie, że jeśli będę miała trzecie dziecko, będę chciała urodzić je w domu. Nie wiem, czy taki scenariusz kiedykolwiek się spełni, bo nasza czwórka to już bardzo dużo ludzi w niedużym mieszkaniu. W dodatku, jak się dowiedziałam, niełatwo znaleźć położną, która przyjmuje porody domowe po cesarskim cięciu (nawet jeśli kolejne dziecko urodziło się naturalnie).

ekoporod_1

Mój starszy syn miał przyjść na świat drogami natury, ale indukowany poród skończył się cc. Młodszy urodził się tak, jak chciałam, z pomocą ZZO, na które przy pierwszym porodzie nie było czasu. Pierwszy poród był dla mnie trudnym doświadczeniem, które ciągnęło się miesiącami. Drugi dał mi siłę, radość i przywrócił wiarę w moje możliwości.

Mam takie wyobrażenie, że przyjście na świat dziecka to chwila, gdy po prostu wszystko powinno być na swoim miejscu. A konkretnie – wokół rodzącej  powinno być tylko to, czego ona naprawdę potrzebuje. Rodzenie w szpitalu stało się taką normą, że najbardziej naturalne otoczenie, bezpieczny dom, wydaje nam się miejscem „dla odważnych”. Wmówiono nam, że czyha na nas tyle zagrożeń, że tylko antyseptyczny szpital nadaje się do urodzenia dziecka. A jak mówi Katarzyna Oleś ze Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni: „Pod względem aseptyczności dużo bezpieczniejszy jest własny dom – jesteśmy uodpornieni na bakterie w nim mieszkające, a dziecko nabywa tej odporności od mamy przed porodem, w jego trakcie i po nim (szczególne znaczenie mają tu kontakt skóra do skóry i karmienie piersią)”.

Przyjeżdżamy na porodówkę i wchodzimy w rolę pacjentek, obowiązują nas normy, zakazy i przepisy. To takie wygodne! Zwłaszcza dla personelu szpitala.

Ekoporód?

Czym jest poród ekologiczny? Widzę to dwojako. Po pierwsze, poród ekologiczny jest dobry dla dziecka, matki i otoczenia. Najpierw jednak dla dziecka. Po drugie, jest zgodny z naturą i instynktem rodzącej. Czy taki poród możliwy jest w szpitalu? Wydaje mi się, że nie – zbyt wiele procedur, wypełniania papierów przed dotarciem na salę porodową, podpisywanie jakichś formularzy itp. ogranicza możliwości matki do podejmowania decyzji (w końcu zgadzamy się, aby w skrajnym wypadku decydował za nas lekarz!). W domu narodzin – już prędzej, choć to jak rodzenie w hotelu. Dziś myślę, że poród w domu jest najbliższy porodowi ekologicznemu: pozwala młodemu człowiekowi przyjść na świat w przyjaznym, wcale nie sterylnym otoczeniu, w swoim czasie, w zgodzie z tym, co czują matka i dziecko.

DobrzeUrodzeni

Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni

Gdy nie ma przeciwwskazań do porodu domowego (o nich poniżej), przyszła mama może zdecydować się na urodzenie poza szpitalem. Poród musi przyjąć wykwalifikowana położna i za jej obecność, niestety, trzeba zapłacić (NFZ pokrywa koszty tylko porodów w szpitalu i domu porodowym).

Aby znaleźć sprawdzoną położną, która przyjmie poród w danym mieście, warto poszukać w zaufanym miejscu. Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni zrzesza położne z całej Polski, które przyjmują porody domowe. Stowarzyszenie powstało w 2006 roku i za swoje główne cele stawia umożliwienie rodzicom swobodnego wyboru miejsca i sposobu rodzenia, a także m.in. pomoc w karmieniu naturalnym, przeprowadzanie warsztatów dla rodziców czy upowszechnianie alternatywnych sposobów podejścia do przyszłych matek.

Statystyki

W 2012 roku w położne ze Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni przyjęły 98 porodów, choć chętnych było ponad dwa razy więcej (210). 16 porodów planowanych w domu zakończyło się w szpitalu, powody to m.in. brak postępu porodu w II fazie, zielony płyn owodniowy, podwyższona temperatura ciała.

Wszystkie liczby jasno pokazują, że poród domowy – dzięki odpowiedniemu przygotowaniu rodzącej i położnej – nie wiąże się z zagrożeniem dla życia lub zdrowia dziecka.

Wskazane warunki szpitalne

Porody domowe są u nas względną nowością (co zakrawa o ironię, bo jeszcze kilkadziesiąt lat temu dzieci rodziły się przede wszystkim w domach), nie są zbyt popularne i niekoniecznie są dostępne dla chętnych. Są właśnie względną nowością – bo jedna z bardziej znanych położnych w Polsce Irena Chołuj pracuje tak ponad 25 lat, Katarzyna Oleś ­– od 1992 roku, a przecież nie są jedynymi, które tak działały. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 20 września 2012 roku, nawiązujące do ustawy z kwietnia 2011 roku, uporządkowało wiele spraw dotyczących porodu, w tym określiło zasady standardów okołoporodowych. Dzięki temu kobiety, które chciały rodzić w domu, otrzymały taką możliwość w świetle prawa (wcześniej takie porody nie były zakazane wprost, jednak sprawa nie była do końca uregulowana, choć ustawa o zawodzie pielęgniarki i położnej z 1996 roku jasno określiła, że położna ma prawo samodzielnie przyjmować fizjologiczne porody poza szpitalem, w domu).

Jeśli wczytamy się w rozporządzenie z 2012 roku, przeczytamy, że:

4. Ciężarnej należy umożliwić wybór miejsca porodu (warunki szpitalne albo pozaszpitalne) oraz przekazać wyczerpującą informację dotyczącą wybranego miejsca porodu obejmującą wskazania i przeciwwskazania.

5. Ciężarną należy poinformować, że zaleca się prowadzenie porodu w warunkach szpitalnych, z zagwarantowanym dostępem do wydzielonej dla cięć cesarskich sali operacyjnej, gdzie w sytuacji wystąpienia powikłań zarówno u matki, jak i u płodu lub noworodka, możliwe jest natychmiastowe podjęcie interwencji medycznych, adekwatne do zaistniałej sytuacji położniczej lub stanu noworodka.

Przeciwwskazania i przeszkody

Największą przeszkodą jest oczywiście brak pieniędzy i możliwości opłacenia położnej lub lekarza, zwłaszcza w sytuacji, gdy przyszła mama mieszka z dala od większych miast i trzeba płacić położnej za transport. A przecież przygotowanie do porodu domowego powinno trwać całą ciążę pod okiem odpowiedzialnego lekarza lub położnej, co oznacza kilka spotkań w ciągu tych dziewięciu miesięcy.

ekoporod_7

Koszt prowadzenia ciąży i porodu domowego to około 2,5 tysiąca zł lub więcej (ja za prowadzenie drugiej ciąży u prywatnego lekarza razem z badaniami zapłaciłam około 1,5 zł, poród w szpitalu był za darmo, znieczulenie – 600 zł).

Przeciwwskazaniem jest również zbyt duża odległość od szpitala położniczego – to ważne, aby w razie jakichkolwiek komplikacji można było tam jak najszybciej przewieźć rodzącą.

Wszelkie przeszkody natury medycznej – nieprawidłowy przebieg ciąży, choroby matki, nieprawidłowy przebieg porodu, rozpoczęcie porodu przed 37. lub po 42. tygodniu ciąży – wiążące się z ryzykiem dla matki i dziecka są przeciwwskazaniami bezwzględnymi do przyjęcia przez położną porodu w domu. Dyskusyjną sprawą są porody po cięciu cesarskim, tzw. VBAC (vaginal birth after caesarean), oficjalnie stan po cc jest przeciwwskazaniem bezwzględnym. Znam jednak historie porodów domowych VBAC, zakończonych sukcesem (http://naturalniepocesarce.pl/?p=316, http://naturalniepocesarce.pl/?p=452 ). Położne stowarzyszone w Dobrze Urodzonych jednak takich porodów nie przyjmują – wynika to z przyjętych odgórnie zasad Stowarzyszenia, mających zabezpieczyć położne przed niespodziewanymi komplikacjami i konsekwencjami, które mogłyby rzucić cień na całe zagadnienie porodów domowych.

Poród domowy: czy jest bardziej eko od porodu w szpitalu?

Odpowiedź może być wieloraka, gdyż zależy, do czego porównamy.

Jeśli patrzymy na poród zmedykalizowany (odbywający się w szpitalu, wywoływany, wspomagany np. oksytocyną, z podaniem znieczulenia zewnątrzoponowego, z nacięciem krocza, zastosowaniem próżnociągu lub kleszczy) czy wręcz cesarskim cięciu, można stopniować oddalenie od wzorcowego porodu naturalnego. Poród naturalny jest porodem fizjologicznym, drogami i siłami natury (bez ingerencji medycznych), w którym położna uczestniczy jako obserwator i motywator, natomiast nie ingeruje w przebieg akcji porodowej. (Oczywiście zdarzają się porody bez obecności położnej, ale jest to raczej niezamierzona sytuacja). Wszystko przebiega zgodnie z tym, jak zaplanowała natura, według potrzeb matki i dziecka. Obecność położnej służy monitorowaniu bezpieczeństwa rodzącej i jej dziecka; położna pomaga także matce w przebyciu tej pięknej, ale trudnej drogi za pomocą naturalnych metod zmniejszania bólu, podpowiadania wygodnych pozycji porodowych i wspierania rodzącej – fizycznie i psychicznie. Taki poród w zasadzie jest możliwy w szpitalu, gdzie jednak nie obejdzie się bez wenflonu czy natrętnych jak mucha badań KTG (w domu nie jest konieczne!).

tablela_ekoporod

Jeśli spojrzymy na to zestawienie, widzimy, że w szpitalu sporo rzeczy zależy od położnej i przyjętych standardów. Gdyby wszędzie respektowano zdanie rodzącej, Fundacja Rodzić po  Ludzku mogłaby zamknąć biuro i zmienić profil. Niestety, w wielu szpitalach nacięcie krocza czy lewatywa są standardem, do którego personel jest przyzwyczajony. Opieka poporodowa często też pozostawia wiele do życzenia, nawet w najlepszych miejscach zdarza się dopajanie noworodków glukozą i niewystarczająca pomoc w przystawianiu dziecka do piersi.

ekoporod_6

Poród domowy: blisko ideału

Gdyby natura chciała, żebyśmy rodziły w szpitalach, pod koniec ciąży na dłoni wyrastałby nam wenflon… Nie chcę powiedzieć, że szpital to tylko zło – przecież dzięki postępowi medycyny zmalała umieralność noworodków i położnic, ale – zauważmy – również dziś w szpitalach położniczych zdarzają się skrajne sytuacje, w tym naprawdę ciężkie choroby i śmierć.

Dzięki opiece wykwalifikowanej położnej można zapewnić tak samo dobre warunki do rodzenia w domu, jak w szpitalu. Zawód akuszerki, tak niedoceniany, łączy się przecież z ogromną wiedzą, doświadczeniem i uprawnieniami – jeśli wszystko idzie zgodnie z planem, dobra położna zastąpi cały personel szpitala.

ekoporod_5

Katarzyna Oleś, prezeska Stowarzyszenia Dobrze Urodzeni, powiedziała mi tak: „Oczywiście uważam, że porody domowe są o wiele bardziej ekologiczne niż te szpitalne przede wszystkim dlatego, że odbywają się w środowisku naturalnym dla konkretnych rodziców – w ich domu. Ma to poważne implikacje, bo porody prowadzone przez nas opierają się na fizjologii, którą staramy się mądrze wspierać, a nie dostosowywać do oczekiwań „medycyny”. Wszystkie naturalne mechanizmy działają znacznie sprawniej kiedy mama czuje się bezpieczna, a wielu osobom łatwiej o to w domowych pieleszach. Możemy indywidualnie podejść do potrzeb rodziny – bo przecież ona cała zaangażowana jest w przyjście na świat nowego jej członka. To zupełnie inna praca niż w szpitalu, o wiele łatwiej skoncentrować się na człowieku”.

To chyba najważniejsza różnica między porodem w domu a poza domem (bo właśnie tak odwróciłabym nomenklaturę porodu, zamiast „szpitalny” i „pozaszpitalny”). W domu wszystko dzieje się dla dziecka i jego matki.

Inną sprawą jest wpływ na środowisko: wiadomo, że poród może być kłopotliwy pod względem wszelakich cieczy (aczkolwiek utrata krwi podczas porodu to zwykle tylko półtorej szklanki! Oczywiście są jeszcze wody płodowe). Żeby ochronić dywany czy meble, zaleca się używanie folii malarskich (grubszych, żeby nie szeleściły). W szpitalu mamy sale porodowe wydezynfekowane i przygotowane na wszelkie zabrudzenia – to akurat fajne, że nie trzeba się przejmować bałaganem.

ekoporod_4

Jeśli nie mieszkamy w zagrzybionej suterenie, poród domowy ma tę przewagę, że dziecko trafia w miejsce o normalnym standardzie czystości. Sama wysprzątałam mieszkanie przed drugim porodem za pomocą ekologicznych środków, wody i odkurzacza, przed porodem domowym nie zrobiłabym więcej.

Oprócz folii, która, no niestety, nie jest zbyt eko, niewiele innych „śmieci” zostaje po porodzie domowym. Położna na pewno używa rękawiczek (rzadziej niż w szpitalu, bo rzadziej wykonuje badanie), nie ma jednak specjalnego jednorazowego ubioru jak jednorazowy fartuch do przyjmowania porodu, nie ma odpadów po lekach – chyba że rodząca zastosuje na własną rękę leki homeopatyczne lub zioła. Dla mnie to brzmi jak bajka – rodzenie z homeopatią, w Polsce?

Katarzyna Oleś zwraca też uwagę na opiekę po porodzie: „Często również dzielimy się z rodzicami różnymi metodami naturalnej pielęgnacji dziecka , bo też „nasze” mamy zgłaszają takie zapotrzebowanie. Zresztą widać wyraźnie, że rodzice, z którymi pracujemy, mają do wielu spraw mało tradycyjne podejście – często są wegetarianami, używają wielorazowych pieluch, z dystansem traktują leki, nie chcą szczepić dzieci. Właściwie to dla mnie tak oczywiste, że dopiero pani pytanie jakoś na nowo rzuciło światło na ten aspekt rodzenia”.

Ważny wybór

Gdziekolwiek odbywa się poród, niezwykle ważne jest poszanowanie woli matki. Niektóre z nas najlepiej i najbezpieczniej będą czuły się w szpitalu. Inne wybiorą dom jako intymne miejsce przywitania nowego człowieka. Dom narodzin to coś pomiędzy domem a szpitalem, dla tych, które dla spokoju ducha potrzebują intymności, ale i medycznego zaplecza. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem rodziców, dlatego warto – wiem to z doświadczenia – dopuszczać możliwość zmiany sytuacji o 180 stopni. I wierzyć we własne możliwości!

Dziękuję Stowarzyszeniu Dobrze Urodzeni za udostępnienie ilustracji ze statystykami.

Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni na Facebooku

07 II2014

Ekodylematy: czy jednorazówki są tak złe, jak mówią?

by joanna

Zastanawialiście się kiedykolwiek, dlaczego producenci pieluch jednorazowych nie podają na opakowaniu składu swojego produktu?

Przeczytaj: Zanim kupisz pieluchy jednorazowe…

Nie zdziwię się, jeśli powiecie: nie, nigdy! Ja przez 2,5 roku pieluchowania starszego synka miałam to zupełnie w nosie. Odparzały? Śmierdziały? Wypadał z nich dziwny żel w kulkach? Wystarczało mi, że miały atest i były dopuszczone do sprzedaży.

Pamiętajmy, że mamy do czynienia z produktem, który styka się z wrażliwą skórą dziecka już od urodzenia.

Ekologiczna pieluszka Beaming Baby.

Ekologiczna pieluszka Beaming Baby.

Czas na refleksję

O składzie pieluch jednorazowych pomyślałam w drugiej ciąży, kiedy zetknęłam się z artykułami na temat wielorazówek i szkodliwych substancji zawartych w jednorazówkach (pisałam o tym już rok temu). Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej o tym, na ile demonizowanie jednorazówek jest związane ze zwykłym ekomarketingiem (w którego istnienie chyba nie wątpicie? Przeczytajcie tekst o prawdziwych kosztach pieluchowania wielorazowego, myślę, że będziecie zaskoczeni prawdziwymi liczbami).

Co należało wg mnie sprawdzić:

  • czy pieluchy jednorazowe zawierają substancje mogące zaszkodzić dziecku,
  • czy w inny sposób mogą być zagrożeniem dla zdrowia dziecka,
  • czy pieluchy jednorazowe stanowią zagrożenie dla środowiska naturalnego.

 Śledztwo pieluchowe

Próbowałam skontaktować się z przedstawicielami producentów różnych pieluch, zarówno tych popularnych, jak i droższych, nazywanych ekologicznymi. Część próśb o informacje trafiła najwyraźniej w przestrzeń kosmiczną, część jednak spotkała się z bardzo uprzejmą odpowiedzią. Żadna z odpowiedzi nie była wystarczająco satysfakcjonująca, ale jestem bardzo wdzięczna, że zostałam potraktowana poważnie. Z braku dokładnych danych przeszukałam internet i znalazłam informacje na temat przeciętnego składu pieluch jednorazowych w raporcie brytyjskiej organizacji Environment Agency „An updated lifecycle assessment studyfor disposable and reusable nappies” z października 2008 roku. Myślę, że 6 lat w tym wypadku nie ma większego znaczenia.

ldpe

W co pakujemy dzieci?

Według badań Environment Agency w pieluszce jednorazowej znajdują się następujące substancje:

  • pulpa (fluff pulp) – 34,1%,
  • SAP – 32,4%,
  • PP – 16,6%,
  • LDPE – 6%,
  • kleje (na bazie polimerów) – 3,8%,
  • PET/poliester – 2,2%,
  • inne – 4,8%.

Chyba największe kontrowersje (może ze względu na ilość) wywołuje obecność SAP – Superabsorbent Polymers, czyli związku chemicznego opartego na polimerach (polska nazwa: polimer superchłonny), który charakteryzuje się wyjątkową właściwością wchłaniania wody, nawet 40 razy większej ilości od własnej masy. Co ważne, sama nazwa SAP nie mówi nam o konkretnym rodzaju polimeru, różni producenci mogą mieć własne opatentowane SAP-y i przed ujawnianiem pełnego składu pieluszek zasłaniają się tajemnicą handlową. Superchłonne polimery, np. poliakrylan sodu, są pakowane do pieluszek zarówno popularnych marek, takich jak Pampers, Huggies, Dada, jak i pieluszek mających w nazwie lub opisie słowo eko, np. Beaming Baby, Moltex, Kikko. Dzięki ich obecności pieluszka jest bardzo chłonna, a zarazem cienka, więc wygodniejsza dla dziecka.

poliakrylan_sodu

Nasączona wodą pieluszka Pampers – w środku. Biały żel to poliakrylan sodu.

Te polimery znajdziemy również m.in. w podpaskach jednorazowych oraz w specjalnych gąbkach wkładanych do opakowań z porcjowanym mięsem. Dla ciekawych: opinia Państwowego Zakładu Higieny z lutego 2013 r. na temat kontaktu poliakrylanu sodu z żywnością (w skrócie: poliakrylan sodu nie powinien mieć bezpośredniego kontaktu z żywnością).

SAP-y ulegają biodegradacji (dla ciekawych: opis eksperymentu – w ile czasu rozkładają się supechłonne polimery; skrót: uznano je za przyjazne dla środowiska). Nie ma jednoznacznych badań wskazujących na zagrożenie płynące z używania SAP-ów, jednak kilka faktów przemawia za tym, że należy na nie uważać. Na przykład to, że są produkowane z ropy naftowej, co ma wymiar ekologiczno-etyczny (przypominam o zanieczyszczeniach środowiska powstających podczas wydobywania i przetwarzania ropy naftowej).

LDPE (low-density polyethylene) to polietylen o niskiej gęstości, używany m.in. do produkcji opakowań spożywczych. W pieluszce znajduje się w jej powłoce dotykającej skóry dziecka. Symbol w trójkącie: 04.

PPpolipropylen, używany do produkcji opakowań spożywczych; oficjalnie uznawany za bezpieczny. W pieluszce razem z polietylenem tworzy wyściółkę. Symbol w trójkącie: 05.

PETpoli(tereftalan etylenu) – używany do produkcji m.in. butelek. Podejrzany pod względem bezpieczeństwa: pewne badania wskazują na możliwość wymywania z opakowań PET ftalanów, które oskarżane są o działanie podobne do hormonów, naruszające gospodarkę hormonalną ludzi i zwierząt. Symbol w trójkącie: 01.

Pulpa wypełniająca pieluszkę jest wykonana z celulozy, która służy m.in. do produkcji papieru. Gdyby była łatwo biodegradowalna, nie moglibyśmy kolekcjonować książek. Nie mówiąc o tym, że sama produkcja celulozy z drzew może bardzo zanieczyszczać środowisko.

Dlaczego pieluchy jednorazowe nie są ekologiczne

Większość tworzyw sztucznych nie ulega biodegradacji albo rozkłada się bardzo wolno. Przedmioty wykonane z materiałów polimerowych potrzebują na swój rozkład od 100 do 1000 lat. (…) Warto podkreślić, że podczas procesu rozkładu tych materiałów powstaje wiele szkodliwych i toksycznych substancji

– pisze Iwona Stachurek z Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy w Katowicach w swoim raporcie „Problemy z biodegradacją tworzyw sztucznych w środowisku”.

Na wysypiskach śmieci, gdzie pieluchy zostają przykryte innymi odpadami, rozkład polimerów zachodzi nieco inaczej, niż gdyby położyć pieluchę na słońcu i pozwolić jej co jakiś czas moknąć na deszczu – do biodegradacji przydatne są promienie UV i obecność mikroorganizmów. Gdy zachodzą dobre warunki do biodegradacji, polimery rozkładają się na oligomery, dimery, monomery, a następnie na biomasę, dwutlenek węgla i wodę. Gdy pielucha tkwi pod stertą innych śmieci, polimery rozkładają się na biomasę, metan lub siarkowodór i wodę. Nawet jeśli w optymistycznej wersji nasze dziecko chodzi w pieluchach tylko 18 miesięcy, zużyje ich ponad 3000. Jeśli będzie to 30 miesięcy – 5500. Podczas trzech lat pieluchowania zużyje przeciętnie 6500 pieluch jednorazowych. Wyobrażacie sobie stertę wszystkich pieluch zużytych przez Wasze dziecko? Nawet jeśli wiemy, że część składników jest biodegradowalna, koszty rozłożenia zwykłej pieluchy jednorazowej dla środowiska są ogromne. Podczas rozpadu polimerów uwalnia się gaz cieplarniany oraz metan.

Nasze wysypiska zawalone są tonami zużytych pieluch jednorazowych, a przecież nie tylko dzieci ich używają – pomyślcie o osobach starszych czy niepełnosprawnych oraz o milionach kobiet używających podpasek jednorazowych. Jedna pieluszka waży około 40 g. Jeśli dodamy „wkład” wyprodukowany przez dziecko (pojemność pieluchy to około 300–400 ml), można uśrednić ciężar zużytej jednorazówki do 300 g. Przeciętny okres pieluchowania łączy się z wyrzuceniem na śmietnik 1,5 tony pieluch, które nie dość, że nie mogą być przetworzone na nowy produkt, to jeszcze dokładają się do produkcji gazów cieplarnianych.

Jednym z zagrożeń wynikających z używaniem pieluch jednorazowych jest również niecałkowita biodegradacja polimerów, która powoduje rozprzestrzenienie się ich w środowisku w postaci pyłu, a co za tym idzie – narażenie zwierząt i ludzi na oddychanie powietrzem zanieczyszczonym polimerami. (Więcej na temat biodegradowalności polimerów).

Inne zarzuty wobec jednorazówek

Oprócz tego, że pieluchy jednorazowe mogą rozkładać się co najmniej 100 lat, a w niesprzyjających warunkach nawet 1000, produkując metan, siarkowodór i dwutlenek węgla, czarna lista zarzutów zawiera inne pozycje.

  • zawartość metali ciężkich – tak naprawdę nigdy się nie dowiemy, co siedzi w pieluszce; badania Federacji Praw Konsumentów z 2010 roku pokazują, że producenci czują się bezkarni. Zasłaniają się tajemnicą handlową, a brak odpowiednich uregulowań prawnych nie zobowiązuje ich do podawania pełnego składu pieluch, które maja bezpośredni kontakt ze skórą dziecka od 1. dnia życia!
  • przegrzewanie narządów płciowych chłopców – moszna w pieluszce jednorazowej nie jest odpowiednio chłodzona, co na dłuższą metę może prowadzić do niepłodności,
  • zawartość innych substancji, które mogą podrażniać i uczulać zwłaszcza małe dzieci, np. środków zapachowych, wszelkich balsamów, barwników,
  • sposób wybielania celulozy: chlorem, przez co w pulpie celulozowej mogą pojawić się groźne dla zdrowia dioksyny. 

Ekologiczne pieluchy jednorazowe

Po przeczytaniu litanii zarzutów wobec pieluch jednorazowych natychmiast zdecydowałam się na pieluchy wielorazowe. Życie jest jednak skomplikowane i nie zawsze mi po drodze z praniem. Dlatego czasem używamy ekologicznych jednorazówek, które powinny mieć znacznie mniejszy wpływ na środowisko niż zwykłe pieluchy za 25 czy 35 zł.

jednorazowka_S

Na czym polega różnica – oprócz skandalicznej ceny – między jednorazówką eko a nieeko? Oparłam swoje informacje na danych przysłanych przez dystrybutorów pieluch Beaming Baby i Kikko. Beaming Baby chwali się między innymi:

Materiał chłonny to skrobia kukurydziana, która jest w 100% biodegradowalnym absorbentem. Dodatkowo zawiera minimalną ilość kulek żelujących z poliakrylanu sodu – gwarancja nieprzemakalności do 12 godzin.

Część materiałów została wykonana z bawełny i skrobi kukurydzianej (nie GMO), celuloza jest bielona nadtlenkiem wodoru albo nie jest bielona wcale (pieluszki XKKO), a całość jest biodegradowalna w 65% w ciągu 4 lat  (BB) lub szybciej. (W zeszłym roku wrzuciliśmy pieluszkę Beaming Baby do kompostu. Za 2,5 roku napiszemy, co z niej zostało).

Ekologiczne pieluchy jednorazowe XKKO ECO z kolei, jak pisze producent:

to ekologiczne pieluszki jednorazowe, które w 98% wykonano z materiałów odnawialnych i ulegający biodegradacji. Wewnętrzna warstwa została wykonana z bardzo miękkiego i przyjemnego w dotyku materiału INGEO ™ FIBRE oraz ze 100% biodegradowalnej celulozy. (…) Po usunięciu przylepców są w 100% biorozkładalne i kompostowalne.

A teraz uwaga! Dalszy ciąg opisu pieluszek XKKO (wyróżnienie moje):

Chłonne wnętrze – wykonane z celulozy z drzewa i unikalnego, niezwykle chłonnego biopolimeru (SAP). SAP wyraźnie zwiększa chłonność produktu. Ze względu na swoje zastosowanie, SAP podlega szczegółowym testom. Ich wyniki dowodzą, że nie jest toksyczny, modyfikowany genetycznie, ani drażniący.

Szanowni Czytelnicy. Jeśli producent chce napisać coś dobrego o czymś złym, to z pewnością coś wymyśli. Na przykład czego taki składnik nie ma albo czemu nie został poddany. Jednym słowem ten opis sugeruje, że inne pieluszki zawierają poliakrylan sodu modyfikowany genetycznie. Bez komentarza. Jednak jeśli chodzi o pieluchy firmy KIKKO, przyznaję, że ich skład robi wrażenie. Producent przysłał mi opis, co znajduje się wewnątrz pieluszki:

  • Back sheet: INGEO ™ FIBRE (PLA) under ASTM 6400 &EN 13432 Standard – material made in USA
  • Inner Layer: INGEO ™ FIBRE (PLA) under ASTM 6400 &EN 13432 Standard – material made in USA
  • Leg Guard: INGEO ™ FIBRE (PLA) under ASTM 6400 &EN 13432 Standard – material made in USA
  • Film layer: PBAT+PLA Bio-film
  • Filling: BioBased SAP/cellulose with Wooden Pulp
  • Out Packing: PBAT+PLA Bio-film

PLA to tzw. polimer biodegradowalny, poli(kwas mlekowy). Jak pisze Iwona Stachurek:

PLA jest również otrzymywany z odnawialnych surowców naturalnych takich jak np: mączka kukurydziana. Do produkcji poli(kwasu mlekowego) wykorzystywane są również procesy mikrobiologiczne, gdzie PLA wytwarzany jest przez bakterie Lactobacillus w procesie fermentacji cukrów. Skrobię poddaje się fermentacji mlekowej, otrzymany kwas mlekowy przekształca się w laktyd, z którego w procesie polimeryzacji bezrozpuszczalnikowej otrzymywany jest poli(kwas mlekowy).

Jest biodegradowalny w 100%, ale niestety:

Z powodu wysokich kosztów produkcji zastosowanie poli(kwasu mlekowego) jest ograniczone, używany jest on głównie do produkcji resorbowalnych nici chirurgicznych i implantów dentystycznych. Z PLA otrzymywane są również butelki i naczynia jednorazowe, które rozkładają się w ciągu 75–80 dni.

Stąd cena pieluch – 83 zł za 32 sztuki…

Czego jeszcze ekopieluszki nie zawierają? Perfum, wybielaczy optycznych i substancji nawilżających, szkodliwych związków chemicznych takich jak: MBT (monobutylocyna), DBT (dibutylocyna), TBT (tributylocyna), formaldehydu, ftalanów, chloru, lateksu . Teraz powstaje pytanie: skoro producent pisze coś takiego, czy to znaczy, że inne pieluszki zwykle to zawierają? Czy jest to zwykły greenwashing?

Wnioski

Wnioski są jednoznaczne. Pieluchy jednorazowe, które ułatwiają życie milionom matek, są niewyobrażalnym obciążeniem dla naszej planety. We wspomnianym raporcie Environment Agency porównano, jaki jest ślad węglowy produkcji jednorazówek w porównaniu do używania (prania, suszenia) wielorazówek. I choć bilans wyszedł niekorzystny dla wielorazówek (zależało to jednak od kilku scenariuszy postępowania z pieluchami, np. temperatury prania), to w raporcie zatrzymano się na momencie, gdy pieluchy znajdują się u konsumenta. A co z odpadami? Jak porównać 1,5 tony zużytych jednorazówek z 2–3 kilogramami pieluch wielorazowych, pranych w ekologicznych środkach, które mogą posłużyć różnym dzieciom przez kilka lat? (Moim następnym krokiem będzie sprawdzenie, jak ekologiczne są pieluchy wielorazowe). Reasumując:

  • pieluchy jednorazowe są uciążliwym, nierecyklingowalnym i trudno biodegradowalnym odpadem (1,5 tony na jedno dziecko),
  • pieluchy jednorazowe ulegają powolnemu rozkładowi, który może trwać kilkaset lat i nie musi zakończyć się sukcesem,
  • podczas ich rozkładu powstaje dwutlenek węgla i metan albo siarkowodór, jednym słowem przyczyniają się do globalnego ocieplenia.

Ekologiczne pieluchy jednorazowe mogą być lepszym rozwiązaniem pod warunkiem, że:

  • producent uczciwie pisze, co zawierają pieluszki, czy i jak były wybielane, z jakich tworzyw sztucznych są zrobione,
  • na opakowaniu znajdziemy rzetelny opis, ile z użytych materiałów podlega biodegradacji,
  • zdzierżymy greenwashing typu „pieluszki nie zawierają GMO i są przyjazne dla weganów”,
  • stać nas na nie.

(Najtaniej wychodzi jednak wychowanie bezpieluchowe…). I na koniec najsmutniejsza refleksja: miliony ludzi się myli. Stawiają wygodę ponad wszystko, pakują dzieci w ropę naftową i celulozę z dioksynami. Ja też się myliłam. Tak, pieluchy wielorazowe mnie wkurzają, bo jestem normalną, zarobioną matką, która ma dodatkowy, śmierdzący obowiązek. Ale po napisaniu tego tekstu cieszę się, że dzięki mnie będzie przynajmniej o jedną tonę śmieci mniej na naszej planecie.

Dziękuję Adrianowi S. za cenne uwagi merytoryczne.

23 I2014

Ekodylematy: czy pieluchy wielorazowe są ekonomiczne?

by joanna

Temat pieluszek wielorazowych dzieli rodziców – jak karmienie piersią/butelką czy spanie/niespanie z dzieckiem. Po roku używania wielorazówek postanowiłam zmierzyć się z dwoma zagadnieniami:

  • czy pieluchy wielorazowe są ekonomiczne?
  • czy pieluchy wielorazowe są ekologiczne?

I niniejszym inicjuję cykl rozprawiania się z mitami na temat ekologii oraz tematów pokrewnych.

otulacze_2

Część pierwsza: czy pieluszki wielorazowe są ekonomiczne?

Może pamiętacie tekst z blogu Dzieciowo Pieluszki wielorazowe – ekologiczny skok na kasę? – autorka podważa w nim dane podawane przez Reni Jusis, jakoby pieluszki jednorazowe dla jednego dziecka kosztowały 3,5 tysiąca złotych, a wielorazówki były o wiele tańsze. Ogólnie tekst odczytuję jako ukłon w stronę tych matek, które trochę się boją tych wielorazówek i szukają wszelkich argumentów przeciw, żeby tylko nie spróbować (świadczą o tym także komentarze pod tekstem).

Przyznaję, że autorka we mnie też zasiała ziarno zwątpienia (czytałam tekst około 1,5 roku temu), a mimo to kupiłam wyprawkę dla drugiego syna i ponad rok pieluchuję go prawie wyłącznie wielorazowo (czasem zakładam ekologiczną jednorazówkę Beaming Baby, także mój mąż, jeśli przewija, to tylko jednorazowo).

Wykonałam szczegółowe obliczenia, ile pieniędzy wydałam w ciągu tego roku na:

  • wyprawkę,
  • środki piorące,
  • wodę i prąd (pranie pieluch).

Potraktujcie te wyliczenia jako podstawę do własnych obliczeń, ponieważ wiem, że cena wody, prądu, środków piorących zależy od różnych czynników. Podobnie z pieluszkami – mój zestaw może być inny niż wasz, choć wydaje mi się podstawowy.

Ile kosztuje wielorazowa wyprawka?

Prawie wszystkie pieluchy wielorazowe kupiłam od Pupeko. Jest to polska firma, o której produktach pisałam już parę razy. Nie wszystkie rodzaje pieluszek się sprawdziły (kieszonki stały się otulaczami, bo zawsze przeciekały), używam jednak wszystkich elementów wyprawki. A składa się ona z:

– 4 otulaczy (4 x 49 zł = 196 zł),

– 9 zestawów: wkłady bambusowe z wkładkami sucha pupa + bambus Pupeko (3 x 55 zł = 165 zł)

– 2 wkładów bambusowych innych firm (około 16 zł),

– 4 wkładów sucha pupa (4 x 4 zł = 16 zł),

– 3 kieszonek Pupeko (3 x 53 zł = 159 zł),

– 1 kieszonki FuzziBunz z wkładami (odkupiona za 50 zł),

– 3 formowanek bambusowych (2 x 48 zł, jedna kolekcjonerska 52 zł – 148 zł),

– dużo pieluch tetrowych odziedziczonych po starszym bracie, które były używane tylko na samym początku, teraz służą do innych celów, nie liczę;

– wełniak, który sama zrobiłam, koszt wełny – kilkadziesiąt groszy, nie liczę.

Suma to 750 zł.

formowanka_09

Wyprawka jest absolutnie wystarczająca do pieluchowania wyłącznie wielorazówkami przy założeniu, że otulacze, które nie zostały powalane kupą, płuczemy pod kranem z odrobiną mydła i suszymy (dzięki temu schną na bieżąco i nie jesteśmy uzależnieni od prania w pralce).

W ramach akcesoriów (o których pisałam szerzej tutaj) naprawdę niezbędny jest tylko szczelny kubełek na pieluchy (do kupienia za kilkanaście zł). Ja używam także wkładek na kupę, które można prać – koszt to kilka zł na rok. Ponieważ chcę się skupić na samych pieluchach, pominę ten wydatek.

akcesoria_pieluchowe

Ile kosztuje pranie pieluch wielorazowych?

Poniższe wyliczenia oparte są na moich dokładnych pomiarach, które jednak są zależne od cen obowiązujących w moim bloku i od parametrów mojej pralki.

Najpierw przedstawię te zmienne:

Woda: za m sześcienny wody (zimnej i ciepłej, za ogrzewanie płacę ryczałt) płacimy 11,47 zł, czyli 0,0147 zł za litr.

Prąd: za 1 kWh płacimy w zaokrągleniu w górę 0,64 gr.

Pralka Beko, bęben 3,5-kilowy, wirowanie 800 obrotów, zużycie prądu i wody podczas:

  • płukania: 20 l wody, prądu – ułamek kWh, co daje 0,294 zł (liczę tylko wodę),
  • pełnego cyklu w 90°C – 40 l wody, prądu – niecałe 1,5 kWh, co daje 0,588 zł za wodę i 0,96 zł za prąd.

Środki używane do prania:

  • orzechy piorące (kupuję w ilościach hurtowych, wychodzi 20 zł za kg, 1 kg orzechów starcza na 150 prań przy założeniu, że partię orzechów wykorzystujemy trzy razy) – 0,13 zł na pranie;
  • łyżka sody oczyszczonej (8 zł za 1 kg, co powinno starczyć na 200 prań) – 0,04 zł na pranie;

lub

  • proszek do prania własnej produkcji (mydło marsylskie, boraks i soda kalcynowana) – 0,50 zł na pranie (myślę, że tak naprawdę mniej);
  • olejek zapachowy (7–8 zł za buteleczkę, która starcza na około 20–25 prań) – uśrednijmy: 0,35 zł.

Pranie pieluch robię co 2–3 dni i poprzedzam dodatkowym płukaniem, ale wypełniam pieluszkami tylko połowę pralki, dokładam do nich inne rzeczy. Uśredniam więc: jedno całe pranie na 5 dni, ale na każde pół prania przypada jedno płukanie, a więc co 5 dni pralka pierze bęben pieluch i wykonuje dwa dodatkowe płukania (w sumie 80 l wody).

pupastefka

Trudne równanie

Aby policzyć, ile rocznie kosztuje pranie pieluch wielorazowych, należy:

  • policzyć liczbę prań w roku (365/5 = 73 prania);
  • policzyć, ile wody zużywa jedno pranie (80 l – 0,9176 zł);
  • policzyć, ile prądu zużywa jedno pranie (1,5 kWh – 0,96 zł);
  • policzyć, ile  kosztują środki piorące (orzechy + soda + olejek – 0,52 zł – lub domowy proszek + olejek – 0,85 zł);
  • pomnożyć wszystkie koszty przez liczbę prań w roku (73).

W moim wypadku pranie odbywa się raz w proszku, raz w orzechach (dawno zrezygnowałam z odkażacza na rzecz wysokiej temperatury). Dzielę: 36 prań w orzechach, 37 prań w proszku.

36 x (0,9176 +0,96 +0,52) + 37 x (0,9176 +0,96 + 0,85) = 86,3136 + 100,9212 = 187,2348 (zł rocznie)

Zakładając, że dzieci przeciętnie noszą pieluchy przez 30 miesięcy (2,5 roku), aby obliczyć całkowity koszt pieluch wielorazowych w moim wypadku, powinnam dodać koszt wyprawki (750 zł) i roczny koszt prania pomnożony przez 2,5 (468,087).

Co daje 1218 zł bez kilku groszy.

Gdybym miała jeszcze jedno dziecko, które używałoby tych samych pieluch, koszt wyniósłby o 375 zł mniej na dziecko (zakładając, że wszystkie otulacze przetrwają tyle czasu i że kolejne dziecko urodziłoby się po odpieluchowaniu poprzedniego). Zakładam także, że część pieluszek sprzedam (już sprzedałam otulacz w rozmiarze S).

Ile kosztuje pieluchowanie jednorazowe?

Spytałam znajomych mających małe dzieci, ile paczek pieluch jednorazowych kupują na miesiąc i ile ich to kosztuje. Oczywiście, pieluchy są różne, ale najczęściej w odpowiedzi padały dwie marki: Dada (około 30 zł za paczkę) i Pampers (około 43 zł za paczkę, co wydaje mi się optymistyczną wersją).

Mój bratanek zużywa około 18 paczek Dada i 6 paczek Pampersów rocznie, co daje około 800 zł rocznie.

Żona kolegi prowadzi dokładną ewidencję pieluch – dwuletni syn znajomych zużył do tej pory pieluchy wartości 2000 zł (1000 zł rocznie).

Jeśli ktoś używa wyłącznie pieluch Dada (które podobno zawodzą w nocy), może zmieścić się w sumie 720 zł rocznie.

Jeśli ktoś zakłada dziecku wyłącznie Pampersy z promocji, wyda około 1032 zł.

A więc pieluchowanie jednorazowe (i mówię tu o zwykłych jednorazówkach, nie eko) w ciągu 2,5 roku kosztuje od  1800 (wersja minimum, tylko najtańsze pieluchy) do 2580 zł (wersja optymistyczna).

Uważam, że moje wyliczenia kosztów pieluchowania wielorazowego są nieco zawyżone, a jednorazowego – uśrednione z tendencją zaokrąglania w dół. Jakkolwiek będziemy liczyć, nie da się ukryć, że pieluchowanie wielorazowe jest tańsze od jednorazowego.

Wkrótce napiszę drugą część tekstu – zmierzę się z tematem, czy pieluchy wielorazowe są ekologiczne, bo to wcale nie jest oczywiste!