10 VIII2017

Tu byłam: Wrocław ZERO WASTE

by joanna

Wrocław zero waste – co to znaczy? Pokrótce mówiąc: miasto, w którym da się żyć bez generowania (dużej ilości) odpadów, bez marnowania żywności, zgodnie z filozofią, że mniej znaczy lepiej, a dbanie o przyrodę mamy w sercu i we krwi.

Kilka dni urlopu przeznaczyłam na moją wyprawę zero waste, aby poznać lepiej miejsca, dzięki którym wrocławianie mogą kupować – przede wszystkim żywność, ale nie tylko – zgodnie z ideą ograniczania odpadów.

Wrocław zero waste

Podróżowanie ZW jest trudne i wg mnie zawsze pod jakimś kątem oznacza rezygnację. W moim wypadku było to jedzenie: nie miałam jak zabrać zapasów oprócz tego, co na podróż, musiałam też dokupić wodę w butelce czy wafle ryżowe w plastiku. Jednak mimo to uważam, że udało mi się zminimalizować ilość śmieci.

Wyprawa Wrocław zero waste

Wyprawa Wrocław zero waste

Do Wrocławia przyjechałam z Warszawy pociągiem, a potem poruszałam się wyłącznie na rowerze. Podziwiałam dbałość miasta, aby rowerzyści mogli wjechać niemal wszędzie, choć brukowane ulice dały się we znaki mojej szosie. Mieszkałam u znajomych, których akurat nie było (był za to ich kot), stołowałam się na mieście, testując lokale gastronomiczne pod względem przygotowania na goszczenie alergika (niestety słabe, jak wszędzie). Poza jedzeniem niczego nie kupiłam, choć kilka drobiazgów dostałam (w tym przesyłkę urodzinową dla starszego syna). Uwierzcie, że zapakowanie wszystkiego do plecaka rowerowego było wyzwaniem.

A teraz ad rem. We Wrocławiu na szczególną uwagę zasługują trzy miejsca jak te, które umożliwiają kupowanie żywności do własnych pojemników: Hala Targowa, sklep Bez pudła i EkoPestka. (więcej…)

07 X2016

Ecozone płyn do prania ubrań sportowych – recenzja

by joanna

Właśnie z wielką ciekawością przetestowaliśmy nowy płyn do prania Ecozone, przeznaczony do ubrań sportowych. Ponieważ odzieży tego typu mamy sporo i jej zapach często jest trudny do usunięcia (o czym niżej), nasze oczekiwania były duże. Czy warto zmieniać przyzwyczajenia i zastąpić domowy proszek płynem do prania brytyjskiej marki?

ecozone_sport_1

W zasadzie znaleźliśmy już uniwersalny środek do prania, który nas satysfakcjonuje. Od kilku lat używamy proszku do prania własnej roboty (tu przepis). Mieliśmy też kule do prania (tutaj pisaliśmy o kulach piorących), jednak po półtora roku mieliśmy jakąś awarię w pralce i kule nam się zniszczyły.

Ubrania na rower – jak prać?

(więcej…)

11 X2015

Czy konferencje uratują dzieci od otyłości?

by joanna

W czwartek 8 października 2015 r. uczestniczyłam w lokalnej konferencji poświęconej otyłości u dzieci, organizowanej przez Urząd Dzielnicy Bielany, przeznaczonej dla dyrektorów placówek oświatowych, nauczycieli i rodziców.

konferencja_otylosc

Tytuł „Czego Jaś się nie nauczy…”, czyli jak kształtować dobre nawyki, przeciwdziałając otyłości u dzieci, był pretekstem do zarysowania kilku niezmiernie ważnych problemów dotykających polskie dzieci. Przyznam, że najnowsze dane dotyczące otyłości i nadwagi u dzieci są zatrważające (o czym dalej).

Całe spotkanie zaczęło się niezwykle przyjemnie, od degustacji potraw przygotowanych przez uczniów bielańskich szkół podstawowych. Spróbowałam chyba większość dań bezglutenowych i bezcukrowych i była to prawdziwa uczta.

This slideshow requires JavaScript.

Mój komentarz:

Degustacja była wspaniałym pomysłem, najlepsze smakołyki znikły w ciągu pierwszych 10 minut i wcale się nie dziwię. Najbardziej zasmakowała mi sałatka z dynią (niestety nie wiem, uczniowie której szkoły ją przygotowali – sałatka na zdjęciu) – dostałam nawet przepis i jeśli taką sałatkę zrobię, na pewno Wam się pochwalę.

konferencja_otylosc_bielany_7

Niestety, część smakowicie wyglądających potraw zawierała cukier (co z tego, że np. brązowy), a jak wiecie, cukru unikam, co i Wam polecam.

Konferencję otworzył burmistrz Bielan Tomasz Mencina, a pierwsze wystąpienie miała posłanka PO Joanna Fabisiak*, która w kilku słowach odniosła się do nowej ustawy zakazującej sprzedaży w sklepikach szkolnych tzw. jedzenia śmieciowego i regulującej skład potraw przygotowywanych w przedszkolnych i szkolnych stołówkach. Niestety, ustawa – jak wiemy – okazała się niewypałem, ponieważ sklepiki bankrutują, a uczniowie chodzą po słodycze do sklepów spożywczych.

Burmistrz Bielan Tomasz Mencina.

Burmistrz Bielan Tomasz Mencina.

Dopóki dzieci nie będą miały pozytywnego przykładu w domu, idącego od rodziców, marne szanse, żeby odżywiały się lepiej od nich. Padła również informacja, że niedawno pierwszy raz w Polsce amputowano stopę dziecku w wyniku powikłań cukrzycy, co oznacza, że choroba ta musiała być bardzo rozwinięta mimo młodego wieku pacjenta.

Posłanka PO Joanna Fabisiak.

Posłanka PO Joanna Fabisiak.

* Joanna Fabisiak zasłynęła na Bielanach z doprowadzenia do zbudowania w rezerwacie przyrody, obszarze Natura 2000 – Lesie Bielańskim – chodnika wzdłuż ul. Dewajtis. Więcej o tym tutaj i tutaj.

Mój komentarz:

W moim mniemaniu nowa ustawa, bardzo potrzebna (choć nieidealna), powinna być początkiem wielu zmian, które ograniczą w ogóle asortyment śmieciowego jedzenia w sklepach, być może jest potrzebna dotacja dla dystrybutorów naprawdę zdrowej żywności. Do tego dochodzą głębsze zmiany na poziomie rolnika – według mnie potrzebna jest gruntowna zmiana dopłat, która zniechęciłaby rolników do monoupraw konwencjonalnych i zachęciła ich do rolnictwa ekologicznego lub po prostu bez sztucznych nawozów czy pestycydów. Domyślam się, że jest to w tej chwili utopia i że rolnicy mają dużą siłę głosu, aby po prostu zreformować zły – według mnie – system wspierania upraw. Ale to temat na osobny wpis.

konferencja_otylosc_bielany_3

Wykład prof. Jadwigi Charzewskiej z Instytutu Żywności i Żywienia „Ruch jako element zapobiegania otyłości”, choć trwał około 20 minut, zawierał bardzo wiele istotnych informacji i wskazówek dotyczących unikania problemu z nadmierną masą ciała u dzieci. Przedstawione dane jasno określały niepokojącą sytuację polskich dzieci i nastolatków. Aż nie chce się wierzyć, że w województwie mazowieckim 32% dzieci ma nadwagę lub jest otyłych (w skali całej Polski to 20%). Główny zarzut, jaki wysuwała prof. Charzewska, to nieadekwatna ilość jedzenia (czyli dostarczanej energii) wobec ilości ruchu (czyli energii wydatkowanej). Przytaczane badania nad biernością fizyczną polskich dzieci w wieku 11–15 lat w czasie wolnym wskazały na średni czas 4,5 h takiej bierności dziennie, w postaci np. czasu spędzonego przed telewizorem, przy komputerze, ale też naukę. WHO i inne organizacje zajmujące się zdrowiem zalecają, aby dzienna dawka aktywności w wypadku dzieci wynosiła co najmniej 60 minut i nie chodzi tu o sport wyczynowy, ale spacer, rower, chodzenie po schodach. Dorośli na taką aktywność powinni przeznaczać co najmniej 150 minut tygodniowo.

Ruch i zdrowe odżywianie są podstawą w wypadku zdrowia i odpowiedniej sylwetki, a w wypadku dzieci, które mają naturalną potrzebę ruchu, ważne jest niezniechęcanie ich do aktywności, ograniczenie wpływu reklam niezdrowego żywienia i dawanie przykładu. W tym – niezwalnianie dzieci z WF-u pod błahym pretekstem, bo tego WF-u w szkole wcale nie ma tak dużo, a dzięki ćwiczeniom fizycznym mózg jest lepiej ukrwiony, więc lepiej pracuje – co powinno przekładać się np. na lepsze wyniki w nauce.

Mój komentarz:

Mówi się, że jogging wymyślili Amerykanie, żeby móc bezkarnie objadać się niezdrowym jedzeniem. Regularny ruch z pewnością ma ogromny wpływ na to, jak wyglądamy, ale prawda jest taka, że bez dobrej diety nie da się mieć dobrej kondycji i sylwetki.

Zgadzam się całkowicie z tym, że dzieci, które są z natury wulkanami energii, powinny mieć możliwość do codziennej aktywności, najlepiej na powietrzu. Spotkałam się z różnymi zaleceniami, np. codziennym 2-godzinnym przebywaniem na dworze jako minimum. Wiem, że moje dzieci zwykle przebywają na dworze około godziny dziennie (przedszkole) i dwie godziny dziennie (szkoła), ale nie jest to regułą. Tak jak widzę, że szkoła stara się zapewnić sześciolatkom dużo okazji do ruchu i choćby dlatego nasz starszy syn zostaje po lekcjach w świetlicy – bo lubi wyszaleć się na boisku – tak jeśli chodzi o przedszkole, wolałabym, aby tego wychodzenia na dwór było więcej, również po południu, niemal przy każdej pogodzie. W naszej rodzinie wszyscy jeździmy na rowerze, także nasz niespełna trzylatek (od kilku miesięcy jeździ już z pedałami, bez bocznych kółek). Odstrasza nas tylko naprawdę paskudny deszcz. Rower to jeden z przyjemniejszych sposobów na umiarkowany wysiłek fizyczny.

jesienny_rower

Jesień to wspaniała pora roku na rower.

Inna rzecz to zajęcia sportowe, które rozwijają kilka umiejętności jednocześnie, nie tylko fizycznych. Nasz starszy syn chodzi dwa razy w tygodniu na judo i nieźle się na nim męczy. Uczy się też m.in. zasad funkcjonowania w grupie innej niż klasa. Tak więc zgadzam się, że ruch jest niezbędny do szczęścia zarówno trzylatkowi, jak i sześciolatkowi. Mam nadzieję, że dwunastolatek będzie równie chętnie podejmował aktywności fizyczne.

Po tym wykładzie mogliśmy obejrzeć bardzo energetyczny występ dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 223 (niestety nie mam zdjęć).

Wykład Moniki Zielińskiej z SGGW (Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji) „Problem otyłości u dzieci” zahaczał o bardzo istotne tematy odżywiania dzieci, od karmienia piersią po posiłki nastolatków. Przywołane zostały badania przeprowadzone w warszawskich szkołach podstawowych dzieci w wieku 6–13 lat (link do badań na końcu tekstu).

ocena-wyboru

Zanalizowano, jak rodzaj i jakość pierwszego śniadania wpływa na jakość i rodzaj drugiego śniadania oraz ewentualny zakup słodkich przekąsek przez dzieci. Wyniki nie powinny chyba dziwić – im mniej cukrów prostych, a więcej warzyw (lub owsianka) na śniadanie zjadane w domu, tym mniej słodkie było drugie śniadanie. Jest to zależne od skoków cukru we w krwi i ma ogromne znaczenie w gromadzeniu się tkanki tłuszczowej, która powstaje z cukru właśnie (więcej o tym pisałam tu).

Mój komentarz:

Badania, o których mówiła Monika Zielińska, bardzo mnie zainteresowały, znalazłam ich opis w internecie i mam nadzieję, że będę mogła coś więcej o tym napisać przy okazji.

Wnioski są proste – dobrze przygotowane posiłki, począwszy od najważniejszego – śniadania – to niezbędny element w codziennej trosce o prawidłowy rozwój dziecka, jego samopoczucie i sylwetkę. Gdybym miała to podsumować według swoich doświadczeń, to długie karmienie piersią, unikanie gotowych produktów typu słoiczki oraz mleka modyfikowanego, przygotowywanie posiłków w domu z produktów dobrej jakości, picie dużej ilości wody (o niej oczywiście także była mowa na konferencji) oraz pozwolenie dziecku na samodzielność przy posiłkach od momentu, kiedy umie samo siedzieć i jeść (najlepiej stosowanie BLW) i dawanie przykładu w postaci wspólnych zdrowych posiłków – to podstawa sukcesu.

Na koniec głos zabrały przedstawicielki przedszkola nr 422, które krótko opisały rewolucję w stołówce, jakiej dokonał Grzegorz Łapanowski i jego Szkoła na Widelcu. Relację z rewolucji można obejrzeć tu:

http://www.ipla.tv/Misja-stolowka-odcinek-4/vod-6365935

Logo_FSNW_red_2_web

Czy konferencje uratują dzieci od otyłości?

Takie konferencje oczywiście są bardzo potrzebne, bardzo się cieszę, że mogłam w niej uczestniczyć. Mam wielką nadzieję, że kropla drąży skałę i że powtarzane do znudzenia informacje na temat szkodliwości cukru, również w postaci ukrytej, i nawet w brązowej postaci, w końcu uruchomi lawinę dobrych zmian. Że ludzie wreszcie przejrzą na oczy – że podawanie niemowlętom mieszanek mlekozastępczych jest pierwszym krokiem do późniejszych chorób dietozależnych. Że produkty wysoko przetworzone, ze słoiczków, z proszku – to kolejne stopnie do cukrzycowego piekła i innych chorób cywilizacyjnych, powodowanych również brakiem ruchu.

Konferencje, w które są angażowani zarówno uczniowie, jak i rodzice i nauczyciele to naprawdę znakomity pomysł. Oczywiście, same pogadanki nie uratują dzieci przed nadwagą – wszystkie zmiany w zakresie zdrowych nawyków muszą przebiegać jednocześnie na kilku poziomach, przede wszystkim w domu, a potem w przedszkolach i szkołach. Jednak wierzę, że im częściej dorośli będą słyszeli, że zdrowe odżywianie polega na podjęciu wysiłku w gronie rodziny i pedagogów i że się da, jeśli się chce – tym większa szansa na sukces. A żeby się chciało, trzeba otrząsnąć się z iluzji. Zrozumieć, że gotowe produkty dostępne w sklepach, słodycze, napoje, słodkie pieczywo – większość tych rzeczy to zapychacze, mające niewielką wartość odżywczą. W dodatku nie tylko nie dają dzieciom (i dorosłym) potrzebnych składników – one również uzależniają, rozleniwiają i psują zdrowie.

Na przykładzie przedszkola 422 na warszawskich Bielanach widać, że jeśli jest chęć zmian i wola współpracy, można osiągnąć bardzo wiele pozytywnych efektów.

Na podstawie konferencji wyciągam wnioski, że do sukcesu potrzebne są:

  • wyraźny sygnał, że coś jest nie tak: najnowsze dane na temat (1) konsekwencji karmienia niemowląt i dzieci mieszanką mlekozastępczą – zwiększonego ryzyka chorób dietozależnych w przyszłości, (2) obecnego % dzieci z nadwagą i otyłością, (3) faktycznej wartości i jakości gotowych produktów dostępnych w sklepie, (4) szkodliwości bierności fizycznej, (5) wpływu reklam na dzieci,
  • czasem – opinia zewnętrznego eksperta, który przyjrzy się diecie dziecka w domu, przedszkolu, szkole oraz jego aktywności fizycznej,
  • opinia eksperta, który – jak Grzegorz Łapanowski – przyjrzy się jakości menu i posiłków w placówkach edukacyjnych, np. przez tydzień uczestnicząc w przygotowywaniu tych posiłków w przedszkolnej/szkolnej stołówce,
  • edukacja na wszystkich poziomach: dzieci, rodziców, nauczycieli, ale także pielęgniarek, pediatrów i innych lekarzy,
  • prawidłowe wzorce – dzieci nie będą jadły warzyw, jeśli widzą, że rodzice ich nie jedzą, nie sięgną po wodę, jeśli rodzice piją colę; podczas konferencji m.in. wspomniano wyniki badań, z których wynikał pozytywny wpływ jedzenia wspólnych drugich śniadań z nauczycielami,
  • nieoszczędzanie na jedzeniu – jeśli zrezygnujemy ze słodyczy i innych zapychaczy na rzecz produktów dobrej jakości, być może okaże się, że nie wydajemy dużo więcej pieniędzy, a te, które przeznaczamy na jedzenie, nie lądują w kieszeni wielkich koncernów, ale np. lokalnych rolników, dzięki czemu będą mogli obniżyć swoje ceny.

A wszystko zadziała najlepiej, gdy zastosujemy terapię szokową, i to na jak najszerszą skalę. A więc – tak, konferencje mogą uratować dzieci przed otyłością, jeśli będą na nie zapraszani ci, którzy jeszcze nie zrozumieli, że zjawisko to jest systemem naczyń połączonych i każdy jest tu ważny.

Przeczytaj także:

Ciekawe linki;

14 IX2013

Wakacje za nami

by joanna

Zbliżająca się jesień skłoniła mnie do spojrzenia wstecz i zastanowienia się nad wakacjami. Były bardzo udane: trochę nad morzem, trochę w górach. Chłopcy byli zdrowi, zdrowsi niż w Warszawie – zapewne dzięki świeżemu powietrzu, możliwości przebywania cały dzień na dworze, słońcu, morzu, lasom, spacerom… Niech żyją wakacje! Ale…

No cóż, prawda jest taka, że na wyjazdach trudno przestrzegać diety, w dodatku wynajmowanie domku czy pokoju u kogoś narzuca nam pewne zachowania. Czy chcemy, czy nie, nie zawsze możemy spełniać ekologiczne założenia…

To moje podsumowanie ekologicznych plusów i minusów naszych wakacji.

PLUSY:

1. Mogliśmy pooddychać prawdziwym powietrzem. Uwielbiam morze i jego zapach. Uwielbiam zapach lasu – i tego nadmorskiego, i tego w górach.

wakacje_4

2. Mogliśmy kąpać się w Bałtyku. Wszystkie inne morza (a miałam do czynienia z różnymi) mogą się schować. Szkoda tylko, że nasze morze jest takie zanieczyszczone.

3. Jedliśmy świeże ryby, prosto z kutra.

wakacje_15

I to naprawdę prosto z kutra.

wakacje_14

A nie z takiego straganu (Warszawa, Bielany):

swieza_ryba

4. Spacerowaliśmy po lesie, i górskich szlakach (łatwych), a mąż i chłopcy nawet spotkali gniazdo os (to nie była miła przygoda, ale pouczająca).

wakacje_12

5. Piliśmy dobrą wodę, myliśmy się nią, bawiliśmy nad nią…

wakacje_8

Prawdziwa górska woda!

wakacje_2

5. Był czas na tacierzyństwo bliskości… (tu z Tongą).

wakacje_11

6. Mieliśmy dostęp do prawdziwej, wiejskiej żywności. Choć nasze dzieci nie jedzą jajek, ja czasem zjem. A te – jak widać na obrazku – były bardziej wiejskie od samych siebie.

wakacje_1

7. Spotkaliśmy zwierzęta, których nie widujemy na co dzień. Na przykład prawdziwe kury…

wakacje_7

I prawdziwe owce…

wakacje_9

8. Rower! Budowaliśmy formę. Ja z racji ograniczeń czasowych (karmienie) nie wypuszczałam się zbyt wysoko/daleko, ale mój mąż po raz kolejny objechał Tatry dookoła.

wakacje_13

9. Integracja – nasi synkowie spędzili 10 dni z kuzynkami, które zazwyczaj mieszkają w Anglii.

lavera_3

10. Wymyślaliśmy nowe zabawy i testowaliśmy stare pomysły w pochmurne i deszczowe dni.

aparat_1

MINUSY:

1. Zabraliśmy pieluszki jednorazowe – brak pralki na wyjeździe o tym przesądził. Używamy jednorazówek, które mają bardzo mało poliakrylanu sodu i rozkładają się w 4 lata.

wakacje_5

2. Nie mieliśmy wpływu na segregację śmieci. Jeden kosz, brak osobnych koszy na terenie posesji…

3. Gotowanie na kuchence elektrycznej – znów nie było wyboru. Wydaje mi się, że kuchenka gazowa jest tańsza… Czy bardziej ekologiczna?

wakacje_6

4. Łamaliśmy zasady diety. Nie zawsze dało się coś ugotować, mieliśmy też ograniczone zapasy.

wakacje_10

Na szczęście nie było żadnego dramatu, a zjedzenie pizzy w Murzasichlu to nasz małżeński rytuał.

5. Zmywaliśmy ręczne – brak zmywarki to nie tylko obciążenie czasowe, to także podrażnienie skóry i większe zużycie wody. Znów narzucone.

6. Podróżowaliśmy samochodem – ale jak inaczej, kiedy jest nas czworo i mamy tyyyyyle bagaży?

Podsumowanie

Oczywiście, plusów jest więcej i to bez dwóch zdań. Ale czy wakacje są po to, żeby trochę sobie poleniuchować – także od ekologii? Nie zawsze czułam się komfortowo (góra pieluch, góra śmieci…). Mam nadzieję, że za rok uda nam się trochę lepiej.

A jak było u Was? Co z wyjazdami za granicę? A może tam jest właśnie łatwiej?

26 V2013

Woda ustrukturyzowana

by tadeusz

Za mną pierwsza w życiu przygoda z testowaniem napoju – w moje ręce (i gardło) trafiła woda ustrukturyzowana Górski Potok. Tak się szczęśliwie złożyło, że mogłem połączyć testowanie z prawdziwą przygodą – paczka z kilkunastoma butelkami wody pojawiła się u mnie w domu na początku maja, tuż przed zaplanowaną długo wcześniej rowerową wyprawą w jeden dzień dookoła Tatr (ponad 200 km ostrych podjazdów i szybkich zjazdów). Uznałem, że to świetny zbieg okoliczności, bo jakże lepiej przetestować wodę, która – według producenta – gasi pragnienie lepiej niż inne, niż warunkach ekstremalnego wysiłku fizycznego.

Najpierw dwa słowa o tej dziwnej wodzie – pod moim tekstem jest spory tekst napisany przez nas wspólnie z producentem. Zachęcam do jego lektury, tu jednak streszczę go w dwóch słowach, żeby czytelnik miał jakieś pojęcie, co też ja w ogóle testowałem. Woda ustrukturyzowana Górski Potok składa się z mikrokropel – jedna kropla takiej wody składa się z 5–6 cząstek H2O zamiast niemal 300, jak w wypadku zwyklej wody. Jest dodatkowo napompowana tlenem. Nietypowa struktura ma ułatwiać przyswajanie, natlenowanie – wspomagać pracę mięśni.

Dookoła Tatr jechałem z dwoma kolegami. Bardzo się zdziwili, kiedy zobaczyli, że zamierzam wieźć zgrzewkę wody z Warszawy do Zakopanego, ale wyjaśniłem im, w czym rzecz i dałem po butelce, żeby też spróbowali.

organiczni7

To tylko do zdjęcia, woda i tak wylądowała w bidonie.

Przed samą jazdą wlaliśmy wodę do bidonów i bukłaków, i ruszyliśmy w trasę. Nie wiem, jak tam u kolegów, ale mój test skończył się na 90. kilometrze – po prostu zabrakło mi wody i musiałem dokupić inną w sklepie w Liptowskim Mikulaszu. Testowałem ją więc przede wszystkim na podjeździe pod Gubałówkę (1126 m n.p.m., podjazd z 740 m n.p.m.; to nie był najkrótszy ani najłatwiejszy, ale najciekawszy wariant trasy) i morderczym podjeździe pod Kwaczańską Przełęcz (ok. 1070 m n.p.m., podjazd z 760 m n.p.m.), bramę między Orawą i Liptowem.

organiczni9

Podjazdy, podjazdy, strome i długie podjazdy!

Ponieważ tego dnia na niebie nie było ani chmurki, temperatura w cieniu dochodziła do 30°C, a na naszej trasie cień pojawiał się bardzo rzadko, na podjazdach sporo się pociłem i dużo pociągałem z bidonu i bukłaka. Woda, którą tam miałem, sprawdziła się – faktycznie zaspokajała pragnienie. Poza tym wciąż odczuwałem to, co stwierdziłem już wcześniej – woda Górski Potok jest bardzo smaczna i ma bardzo dziwną (w miły sposób dziwną) konsystencję. Niby woda, ale w ustach zachowuje się inaczej, jakby była bardzo miękka, wręcz miałka. Być może ma to związek z tą jej nietypową strukturą. I być może właśnie dzięki tej miękkości łatwiej się ją przyswaja.

Czy naprawdę wspomaga mięśnie i zapobiega ich zakwaszaniu – nie wiem. Sporo trenuję i moje mięśnie radzą sobie również bez takiej wody, a zakwasy ostatnio miałem chyba w 2010 roku.

Smaczna, ciekawa, dobrze gasi pragnienie… Teraz pora na łyżkę dziegciu. Mam spore wątpliwości dotyczące ekologiczności takiej wody. Wprawdzie jej struktura jest zainspirowana wodą występującą w przyrodzie i wierzę, że naprawdę dobrze ją imituje, ale czy proces tworzenia takiej wody jest ekologiczny? Napowietrzanie, rozbijanie cząstek – do tego wszystkiego wykorzystuje się energię, zapewne elektryczną, której wytworzenie zanieczyszcza środowisko. Używa się do tego maszyn, których wyprodukowanie i obsługa zużywa wodę… Boję się, że do wyprodukowania takiej wody potrzeba za dużo wody.

organiczni8

Okolice Liptowskiego Gródka – jakoś tak mi się skojarzyło…

Drugi ekologiczny problem z tą wodą to butelki. Wiadomo, że butelki PET są bardzo wygodne, ale są też niestety paskudnymi śmieciami, których miliony zawalają naszą planetę, czekając, aż wreszcie minie te kilkaset lat, których potrzebują, by się rozłożyć. Więc na koniec tej części tekstu życzliwa rada dla producenta tej smacznej wody – a może by tak szklane butelki wymienne?

organiczni10

Czym charakteryzuje się woda Górski Potok Hechtl plus tlen? Zacznijmy od tego, że jest to woda źródlana lub nisko zmineralizowana, wydobywana z terenów czystych ekologicznie, m.in. w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Po wydobyciu jest w unikalny sposób napowietrzana (przefiltrowanym powietrzem atmosferycznym) za pomocą procesu opatentowanego przez profesorów Uniwersytetu w Princeton w Stanach Zjednoczonych. Technologia ta odtwarza wszystkie procesy fizyczne, jakim podlega woda płynąc w górskim potoku. Dzięki temu procesowi otrzymywana jest woda ustrukturyzowana, która tym różni się od zwykłej wody, że składa się z mikrokropel – zawierających 5–6 cząstek H2O zamiast niemal 300, jak w wypadku zwyklej wody (wydobywanej z odwiertów głębinowych), którą mamy w kranie czy którą kupujemy w butelkach powszechnie znanych nam producentów.

Woda ustrukturyzowana występuje naturalnie w przyrodzie, nie jest więc żadnym wynalazkiem obcym dla naszego organizmu: znajdziemy ją w rwących potokach górskich, pod wodospadami, w śniegu i deszczu czy świeżo wyciśniętych sokach z owoców lub warzyw (ale nie odwirowanych w sokowirówkach). W dodatku, jak przypomina producent, taka woda występuje wewnątrz każdej żywej komórki organizmów ludzi, zwierząt i roślin – dlatego organizm łatwiej przyswaja taką jej postać, zbliżoną składem do tej naturalnej wody wewnątrzkomórkowej.

Producenci wody Górski Potok Hechtl plus tlen swój produkt kierują między innymi do sportowców i osób leczących się na przewlekłe schorzenia (cukrzyca, choroby serca, wątroby, nerek, po transplantacjach narządów), ponieważ picie wody ustrukturyzowanej nisko zmineralizowanej i o zerowej zawartości szkodliwego dwutlenku węgla pozwala na łatwiejsze dla organizmu (nieangażujące dodatkowej energii związanej z rozbiciem kropli zwykłej wody) przyswojenie mikro- i makroelementów, które szybciej docierają do celu – komórek czekających na składniki odżywcze. Z kolei tlen rozpuszczony w wodzie jest przyswajany przez przewód pokarmowy i łatwiej dociera do komórek, dzięki czemu podczas intensywnego wysiłku później dochodzi do zakwaszenia mięśni. Wzrasta również ogólna wydolność fizyczna organizmu poprzez usprawnienie wymiany gazowej zachodzącej w płucach.

Woda ustrukturyzowana Górski Potok Hechtl plus tlen jest niskozmineralizowana, a więc sportowcy pijący ją na przykład podczas treningu powinni pamiętać o zasadzie dostarczania mikro- i makroelementów przed planowanym wysiłkiem oraz po nim, najlepiej w łatwo przyswajalnych (95%) związkach aminokwasowych, proteinowych, chelatowych zawartych w nieprzetworzonej żywności (warzywa, owoce, nabiał, jaja czy wysokiej klasy suplementy). Jak wyjaśnił nam producent wody, podczas wysiłku fizycznego nasz organizm skupia się głównie na dostarczaniu składników odżywczych (wcześniej przyswojonych) do komórek oraz na termoregulacji, gdyż temperatura wewnątrz naszego ciała szybko wzrasta do 40°C. Aby te procesy przebiegały prawidłowo, potrzebna jest woda w odpowiednio dużej ilości. Podawanie wówczas organizmowi wód wysoko zmineralizowanych lub napojów izotonicznych (zwierających nieorganiczne sole mineralne – trudno przyswajalne dla organizmu, ok. 4–5%) doprowadza tak naprawdę do zasolenia przestrzeni między komórkowej. Utrudnia to jeszcze bardziej przenikanie wody do wnętrza naszych komórek z powodu właściwości soli (która „wysysa” wodę z komórek).

Woda ta jest polecana właściwie każdemu: osobom chorym (cukrzyca, hipercholesterolemia, serce, wątroba, nerki), chorym na raka podczas chemio- i radioterapii, osobom po transplantacjach i przygotowującym się do nich, sportowcom, osobom uczącym się i pracownikom umysłowym, osobom otyłym (wspomaga utratę masy ciała).
Zapytaliśmy o to, czy wodę mogą pić dzieci. „Polecane jest spożywanie od pierwszego dnia życia płodowego – odpowiedział nam przedstawiciel producenta. – Nawet sugeruję, aby spożywanie odbywało się przez rodziców w okresie starania się o przyszłe potomstwo, a przez mamę systematycznie przez cały okres ciąży i karmienia! Brak jest jakichkolwiek przeciwwskazań co do wieku czy stanu zdrowia”.

05 IV2013

Odśnieżanie, czyli forsa w błoto pośniegowe

by tadeusz

Można było się tego spodziewać – jak informuje warszawski Zarząd Oczyszczania Miasta, środki przeznaczone na odśnieżanie zostały już tej zimy przekroczone. Stołeczny ratusz zarezerwował na ten cel 72 miliony złotych, a już parę dni temu rzeczniczka ZOM-u mówiła o wydanych 74 milionach. Wiosny wciąż nie ma, pewnie dojdzie do 80 milionów. A teraz pora na ważne pytanie – po co?

Już od dawna chodzi mi po głowie taka myśl, że zabawa w odśnieżanie wszystkich ulic jest bez sensu. Oczywiście, są ulice, które muszą być czarne – główne arterie, żeby karetka czy straż pożarna nie ugrzęzła w zaspie. Dobrze też odśnieżyć ulice ze stromymi podjazdami, żeby nie było jak w kultowym „Ale urwał” albo jak w tym filmie:


Ale po co odśnieżać wszystkie ulice? Przecież to nic dziwnego, że w zimie jest śnieg. Mieszkamy w Polsce, nie w Tunezji, więc lepiej nauczmy się żyć ze śniegiem, zamiast z nim walczyć.

W czasie tej zimy musiałem parę razy przejechać się samochodem. Najprzyjemniej jechało się w czasie dużej śnieżycy, kiedy pługosolarki nie zdążyły jeszcze przejechać i ulice zalegała warstwa ślicznego, miękkiego puchu. Wszyscy jechali 20-30 km/h, grzecznie i spokojnie aż miło.

sniezyca

W takich warunkach poważnych wypadków w mieście nie ma, zdarzają się kolizje, ale niegroźne, bo co komu szkodzi puknąć się z prędkością pieszego. Jednak zaniechanie odśnieżania większości ulic poprawiłoby bezpieczeństwo nie tylko ze względu na spadek prędkości. Szybko spadłaby liczba samochodów na ulicach, na skutek okrutnej, ale bardzo pożytecznej naturalnej selekcji. Ci, którzy nie kupili opon zimowych, musieliby wybrać inny środek transportu. Podobnie ci, którzy nie umieją sobie radzić na śniegu, nadużywają gazu i hamulca. I dobrze – kto nie umie jeździć, niech lepiej chodzi.

organiczni5

Oprócz poprawy bezpieczeństwa i płynności ruchu (nie ma samochodów – nie ma korków) miasto odniosłoby korzyść ekologiczną. Oczywiście byłoby mniej smrodu z rur wydechowych, ale również mniej zniszczeń od soli. Sól, którą posypuje się drogi, ma – jak to sól – działanie żrące. Wie o tym każdy, któremu zniszczyła buty, wiedzą opiekunowie psów, którym niszczy łapki i przynajmniej jedna osoba, której zżarła amortyzator w rowerze. Drzewa w kontakcie z tym paskudztwem bardzo cierpią. Warto przyjrzeć się dolnym partiom pni drzew rosnących niedaleko ulic – po zimie ich kora wygląda naprawdę okropnie, pełna tego, co na ludzkiej skórze nazywałoby się ranami. Władze warszawskiego Żoliborza posłuchały namów mieszkańców i przestały sypać sól na ul. Czarnieckiego. Po kilku miesiącach eksperymentu urzędnicy ze zdziwieniem stwierdzili, że negatywnych skutków nie było, roślinność nie została zniszczona i w dodatku w kasie zostało więcej pieniędzy.

Pieniądze! No właśnie, wrócę do tematu, od którego zacząłem. Gdyby miasto zrezygnowało z odśnieżania większości ulic, a ograniczyło się tylko do głównych i nachylonych, oszczędziłoby mnóstwo pieniędzy. Może połowę, może więcej. Już sama rezygnacja z sypania soli daje ogromne oszczędności – przy okazji eksperymentu na Czarnieckiego władze Żoliborza podały, że koszt jednego płużenia 1 km kw. jezdni to 30 zł, a koszt jednego płużenia z soleniem – aż 190 zł.  Oszczędności można by przeznaczyć np. na odśnieżanie chodników, bo przy wielu ulicach w ogóle się tego nie robi, a piesi grzęzną i wywracają się, podczas gdy auta pędzą obok po czarnej nawierzchni. Może też wreszcie znalazłyby się środki na odśnieżanie dróg dla rowerów, którymi mogliby popędzić do biur i fabryk wszyscy, którzy samochody rozsądnie zostawili w zaspie pod domem.

12 III2013

Rowerem na Stare Miasto!

by tadeusz

Być może nadchodzi wiekopomna chwila! I nie chodzi o rozpoczęty dziś event we Włoszech, tylko o warszawską Starówkę. Po bez mała 20 latach jego obowiązywania władze Warszawy rozważają zniesienie zakazu jazdy rowerem po Starym i Nowym Mieście. Trzymam kciuki za stołecznych włodarzy, bo całe dzielnice, po których nie wolno poruszać się rowerami, czynią z Warszawy ewenement na skalę światową i nie najlepiej świadczą o podejściu do zrównoważonego transportu.

zakaz_rower

Warszawscy urzędnicy postanowili – zanim podejmą tę jakże trudną decyzję – zorientować się, co o sprawie sądzą mieszkańcy. Dlatego na stronie Zarządu Transportu Miejskiego (nie wiem, czemu tam, może przez powiązanie z Veturilo?) uruchomili ankietę, w której można zagłosować za zniesieniem tego głupiego zakazu. Niby można też zagłosować przeciw, ale po co? Zachęcam do głosowania! Nie wiem, czy wyniki ankiety będą miały jakiś wpływ na rzeczywistość, ale jeśli tak, to lepiej, żeby wynik był właściwy. Ankietę znajdziecie w kolumnie przy prawej krawędzi strony.