05 VI2017

Julita Bator – „Młodziej, piękniej, zdrowiej…” – recenzja

by joanna

Julita Bator to autorka, którą cenię za zdrowy rozsądek. Tak jak w książce „Zamień chemię na jedzenie”, tak i w najnowszym poradniku „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę” znajdziemy bezpretensjonalnie opisane rady, jak sprawić, że staniemy się piękniejsze (albo piękniejsi).

julta_bator_0

Książka to zbiór bardzo konkretnych przykładów, jak prostymi środkami wzmocnić i oczyścić organizm, aby odwdzięczył nam się zdrowym i pięknym wyglądem. Są to środki czasem tak proste, że nie wymagają większych zmian w życiu. Większość jednak łączy się z systematycznością – Julita Bator zachęca nas do poprawienia swojego życia i samopoczucia, motywując jednocześnie, aby to była zmiana na stałe, a nie – tylko do osiągnięcia pierwszych efektów.

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Młodość, piękno i zdrowie

W pierwszej części poradnika autorka zamieszcza rady z najróżniejszych dziedzin. Od porad, jak korzystać ze słońca (jej umiarkowane podejście bardzo mi się podoba!), przez urozmaicanie diety (kolagen – akurat nie dla weganów; naturalne probiotyki), po pielęgnację ciała za pomocą kąpieli i aktywność sportową. Najciekawszy był dla mnie rozdział dotyczący postu wg dr Dąbrowskiej. Wciąż się nie odważyłam na ten rodzaj diety oczyszczającej, ale Julita Bator zainspirowała mnie do przemyślenia, czy nie warto spróbować.

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Wszystkie podane w tej części rady opierają się na naturalnych kosmetykach czy pożywieniu i według mnie są przygotowane racjonalnie, z myślą również o zabieganym mieszczuchu.

Trzystopniowy program odnowy

Autorka „Młodziej, piękniej, zdrowiej…” proponuje, aby wdrożenie zmian w życie przeprowadzić trzystopniowo. Pierwszy etap polega na usuwaniu z pokarmu i otoczenia źródeł zanieczyszczeń, mających wpływ na nasz organizm: zanieczyszczonej żywności, żywności wysoko przetworzonej,  tym cukier, a także – jeśli widzimy negatywny wpływ na nas – mleko czy gluten. Dotyczy to także środków chemicznych używanych do sprzątania.

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Drugi etap do oczyszczenie dzięki diecie i zabiegom pielęgnacyjnym. Trzeci – uzupełnienie, czyli dieta bogata w odpowiednie składniki – prowadzona jednak według zasady umiaru.

Niezbędnik

Ostatnia część książki poświęcona jest konkretnym radom, jak dobierać kosmetyki, czego w nich unikać. Autorka stawia na naturalne kosmetyki i sposoby pielęgnacji, pisze m.in. o farbowaniu włosów.

Książka kończy się spisem już bardzo konkretnych wskazówek, czego osobiście używa autorka, jakich kosmetyków czy sprzętu domowego. Są tam również przydatne źródła informacji, jeśli ktoś chciałby zgłębić dany temat.

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”

Podsumowując, uważam, że książka – oprócz tego, że jest ładnie wydana i napisana bez zadęcia – jest cennym źródłem informacji, zwłaszcza dla osób zagubionych w gąszczu mitów i prawd. Odbieram poradnik Julity Bator jako książkę zaadresowaną do osób raczej po 30. roku życia (może niesłusznie), szukających sposobów na poprawę swojego samopoczucia i wyglądu, ale bez radykalnych kroków. W dodatku podobają mi się odwołania do metod naszych babć. I choć nie wszystkie rady mnie przekonują (jestem sceptyczna wobec metody badania włosów), widzę duży plus w wyważonym tonie całej lektury. Zachęcam do przeczytania!

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej. Sprawdzone sposoby, jak dbać o urodę”, wyd. Znak, Kraków 2017

Cena okładkowa: 36,90 zł

13 IV2017

Akcja Dlaczego nie kupuję w supermarkecie

by joanna

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie to akcja edukacyjna prowadzona przez Kooperatywę DobrzeNyéléni Polska, w której mam przyjemność uczestniczyć. 9 kwietnia, podczas inauguracji przedsięwzięcia w warszawskiej Stacji Muranów, przedstawiłam pokrótce najważniejsze powody, dlaczego nie należy kupować w supermarkecie.

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

Spotkanie 9 kwietnia rozpoczęło się od dyskusji, którą poprowadziła Nina Bąk z Kooperatywy, a w której wzięli udział: Edyta Jaroszewska-Nowak (rolniczka i aktywistka), a także rolnicy współpracujący z Kooperatywą: Sławek Serwach i Zbyszek Chajęcki. Rozmowa dotyczyła przede wszystkim trudności, z jakimi zmagają się rodzinne gospodarstwa w Polsce.

Edyta Jaroszewska-Nowak, Sławek Serwach i Zbyszek Chajęcki

Edyta Jaroszewska-Nowak, Sławek Serwach i Zbyszek Chajęcki

Greenwashing

W swoim wystąpieniu (pierwszym w moim życiu wystąpieniu tego typu!) skupiłam się na dwóch aspektach manipulowania klientami przez supermarkety. Pierwszy sposób polega na budowaniu wizerunku odpowiedzialnego przedsiębiorstwa, które dba o środowisko, pracowników i okolicznych mieszkańców.

Przykładem są górnolotne hasła recyklingowania wszystkich opakowań używanych w supermarkecie. Oczywiście chodzi o opakowania kartonowe, które mogłyby z powodzeniem zostać użyte ponownie. Dodatkowo część opakowań nie jest wcale z kartonu, używa się także styropianu, w Polsce praktycznie nierecyklingowanemu.

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

To samo dotyczy opakowań, w których są sprzedawane produkty – większość asortymentu w supermarkecie znajduje się w opakowaniu. Jeśli chodzi o produkty na wagę, wiem, że często ekspedienci robią problemy, gdy ktoś chce zapakować je do własnego pojemnika. Sieć sklepów Auchan, która była sponsorem warszawskiej konferencji poświęconej Zero Waste, znana jest z tego, że w sklepach wszystkie zakupy są pakowane automatycznie w foliowe torebki.

Inny sposób na poprawianie swojego wizerunku (a także podążanie za potrzebą rynku) jest sprzedawanie produktów ekologicznych i pochodzących ze Sprawiedliwego Handlu. O tym, że nie chcę kupować fairtrade’owych produktów w supermarkecie, pisałam tutaj.

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

Jeśli chodzi o żywność ekologiczną, są to głównie produkty wysoko przetworzone, których wartość odżywcza nie jest, delikatnie mówiąc, najwyższa. Brakuje dużego wyboru świeżych, lokalnych i sezonowych ekologicznych warzyw i owoców. Z prostego powodu: sieci handlowe podpisują umowy najchętniej z dostawcami, którzy są w stanie zapewnić sklepom przez cały rok te same produkty, w dodatku wyglądające identycznie. Dla małych gospodarstw ekologicznych jest to niemożliwe. Duże z kolei muszą zmagać się z polityką cenową koncernów.

Dodatkowo żywność ekologiczna sprzedawana w supermarketach często jest sprowadzana z zagranicy. To dosyć straszne, ale w Biedronce kupimy ekologiczne ziemniaki ze Stanów Zjednoczonych. Tak jakby w Polsce nie rosły…

„Odpowiedzialne” sieci handlowe starają się pokazywać, jak bardzo dbają o środowisko – urządzają na dachach ogrody, stawiają ule, wymieniają żarówki na ledowe. Jest to jednak kropla w morzu wszystkich poczynań. Sam wielki budynek supermarketu wymaga ogromnego nakładu energii. Z kolei parking wielkopowierzchniowy to zalana betonem ziemia, która wcześniej wchłaniała wodę opadową. Na parkingu opady zmywają z jego powierzchni najgorsze zanieczyszczenia (np. metale ciężkie) i spłukują do ścieków. Czy są to ścieki płynące do oczyszczalni – zależy od infrastruktury.

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

Kupuj, kupuj, kupuj

Z kolei temat, jak supermarkety manipulują nami bardziej bezpośrednio, ale za to podprogowo, jest pewnie dobrze znany. Przypomniałam najważniejsze sposoby wpływania na klienta:

  • nachalna reklama sprawia, że wierzymy, że ceny w supermarketach są najniższe (tak bywa w wypadku artykułów najczęściej kupowanych – dla zachęty mogą być sprzedawane nawet bez marży),
  • produkty mniej popularne mogą mieć taką marżę, że ich kupienie zapewni wystarczający zysk dla sklepu,
  • promocje, które sprawiają, że wierzymy w okazję tu i teraz,
  • sklepy są budowane według jednego szablonu: przewidywalność zachowań klientów pozwala łatwiej wpływać na decyzje konsumenckie,
  • infrastruktura sprzyja osobom zmotoryzowanym: takie przyjadą raz na tydzień i zrobią większe zakupy; większe zakupy to z reguły więcej nadmiarowych rzeczy w koszyku,
  • odpowiednia ekspozycja towaru, abyśmy mieli złudzenie wyboru – i tak kupimy to, co chcą osoby odpowiednie za marketing.
Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

O czym się nie wie

Supermarkety i wielkie sieci handlowe należą do gigantycznych, międzynarodowych korporacji, które opierają swoje strategie na chęci zysku. Ich nieetyczne działania, przeprowadzane z wykorzystaniem np. luk prawnych, trwają w najlepsze. Siła pieniędzy daje władzę korporacjom, którym nie bez powodu przypisuje się m.in.:

  • unikanie podatków (dzięki wykorzystywaniu różnic w prawie podatkowym w różnych krajach, a także transakcjom między spółkami matkami i córkami) – do tematu na pewno wrócę,
  • niszczenie drobnego handlu poprzez przesycane rynku swoją ofertą i bardzo niskimi cenami pewnych produktów (sklepy wielkopowierzchniowe są gotowe na ponoszenie strat nawet przez kilka lat, byle tylko wykosić konkurencyjne małe sklepy),
  • obniżanie cen dzięki np. przerzucaniu kosztów na dostawców, wymaganiu od nich niższych cen, przez co np. produkcja musi przenieść się do Azji, aby było taniej.
Dlaczego nie kupuję w supermarkecie - prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie – prezentacja

Dlaczego nie kupuję w supermarkecie

Czasem coś kupuję. Makaron i masło, papier toaletowy z makulatury. Nie kupuję warzyw, owoców, pieczywa itp. Wiem, że wspieranie supermarketów to zło. Jeśli tylko mogę, kupuję w sklepach Kooperatywy, od lokalnych rolników, na bazarach, w sklepach osiedlowych. Przekonałam się, że ceny w supermarketach wcale nie muszą być niskie. A koszty wspierania korporacji ponosimy wszyscy.

Więcej informacji: ww.niekupujewsupermarkecie.pl

Moja prezentacja jest dostępna pod tym linkiem.

Zapraszam Was do współudziału w akcji!

25 VII2016

Drugi sklep Kooperatywy Dobrze w Warszawie

by joanna

11 lipca 2016 roku Kooperatywa Dobrze otworzyła swój drugi sklep w Warszawie, przy ul. Andersa 27 (pierwszy sklep działa i będzie działał! Zapraszamy na Wilczą 29a).

andersa_7

Nowa lokalizacja to nie tylko krok w stronę północy lewobrzeżnej Warszawy (Żoliborz jest tuż za miedzą). Sklep na Andersa dzięki swojej powierzchni może zaoferować większą różnorodność towaru, w tym kosmetyków i detergentów.

andersa_6

Myślę, że wielu klientów Kooperatywy ucieszy się, że w drugim sklepie wybór warzyw i owoców (sezonowych i lokalnych), produktów sypkich (certyfikowanych eko) oraz jaj i nabiału jest równie zachęcająca, co na Wilczej. Sprawdzeni dostawcy gwarantują pyszne rośliny uprawiane w sposób jak najbardziej naturalny, z poszanowaniem przyrody. Dzięki brakowi pośredników kwota, jaką dostają rolnicy, jest godziwą zapłatą za ich pracę, a sklep może zaoferować klientom żywność najwyższej jakości w cenie niższej niż w innych ekowarzywniakach. (więcej…)

11 V2016

Jak kupować szparagi?

by joanna

Najprostsza odpowiedź to – szybko! Ten pożywny przysmak, ceniony już w czasach starożytnych, nie jest tani, w dodatku w kalendarzu warzyw sezonowych pojawia się tylko na chwilę (maj, czerwiec). Poznajcie trzy zasady, którymi należy kierować się podczas kupowania szparagów, aby zapłacić za najwartościowszy towar.

szparagi_1

Szparagowate to wielka rodzina roślin Asparagus L., z których jako jedyny jadalny w naszej kuchni pojawia się szparag lekarski (Asparagus officinalis L.). Roślina ta pochodzi z rejonów Morza Śródziemnego, była ceniona w starożytnej Grecji – już wtedy ją uprawiano. Jak to bywa z roślinami poddanymi gustom człowieka, w porównaniu do szparagów dziko rosnących te hodowlane straciły nieco na wartości (naukowcy porównali ich zawartość fitoskładników i witaminy C), zyskując łagodniejszy smak, pozbawiony goryczy. Podobno dzikie szparagi rosną jeszcze gdzieniegdzie w Europie, np. we Włoszech, gdzie są wielkim przysmakiem. (więcej…)

03 V2016

Wężymord – to się je!

by joanna

Może polska nazwa tego warzywa nie jest bardzo wdzięczna, z kolei oryginalna nastręcza trudności w prawidłowym wymówieniu (skor-z-onera!). Jest to jednak niewątpliwie roślina, którą warto poznać. Kiedyś leczono nią ukąszenia żmii, dziś znajdziemy ją jak na lekarstwo…

skorzonera_0

Skorzonerę zaczęto prawdopodobnie uprawiać około VII wieku na terenach dzisiejszej Hiszpanii. Dziś popularna jest głównie w Belgii, Holandii, Francji, a także w Niemczech, ale uprawia się ją również w Europie Środkowej i Azji. Jej oryginalna nazwa może pochodzić od starofrancuskiego scorzon (wąż), polski „wężymord” również jest związany z dawnym przekonaniem, że roślina neutralizuje jad żmii; dawniej sądzono też, że leczy dżumę.

Skorzonera należy do rodziny astrowatych, czyli jest pokrewna m.in. z topinamburem, słonecznikiem, karczochem czy cykorią. W kuchni wykorzystuje się korzeń, który może osiągać długość do 30 cm. Pokryty jest czarną lub ciemnobrązową skórą, pod którą kryje się białe wnętrze – szybko ciemniejące pod wpływem światła, po obraniu można skropić korzeń sokiem z cytryny.

skorzonera_2

To nie tylko przysmak, który urozmaici nasz stół. Skorzonera jest wykorzystywana jako roślina lecznicza w leczeniu chorób przewodu pokarmowego, układu krążenia i cukrzycy oraz w profilaktyce schorzeń.

Do jej największych zalet należy zawartość:

  • inuliny, która obniża poziom cukru we krwi oraz poziom cholesterolu, a także wpływa na rozwój flory bakteryjnej jelit (jest naturalnym prebiotykiem), może jednak powodować wzdęcia;
  • błonnika, który ogranicza wchłanianie szkodliwych substancji, obniża ciśnienie krwi;
  • glikozydów nadających smak, pewną ilość witamin (głównie E, B1, B2 i C) i łatwo przyswajalnych związków mineralnych (sód, potas, magnez, wapń, żelazo, fosfor, chlor, karoten), a także kwasu nikotynowego, asparaginy, choliny i lewuliny.

Charakterystyczny dla wężymordu jest mleczny, lepki sok, który wycieka po uszkodzeniu skóry korzenia (jeśli niechcący uszkodzimy warzywo, należy je szybko zjeść, ponieważ zwiędnie). Niektórzy z tego powodu do obierania skorzonery zakładają rękawiczki, ponieważ sok ciemnieje pod wpływem światła i zabarwia skórę.

skorzonera_frytki

Skorzonera pieczona w piekarniku.

Kiedy kupować skorzonerę?

Zbiory wężymordu zaczynają się w październiku, ponieważ jest to jednak roślina odporna na mrozy, można ją wykopywać przez całą zimę, aż do wiosny. Po kupieniu przechowujemy ją w lodówce i zjadamy w ciągu kilku dni, ponieważ szybko więdnie.

A więc teraz (maj) mamy ostatnią szansę na spróbowanie skorzonery z tego sezonu!

Jak jeść skorzonerę?

Walory smakowe skorzonery, porównywanej do szparagów, wydobędziemy na kilka sposobów. Można ją na przykład ugotować. Najsmaczniejszy sposób według mnie polega na upieczeniu obranych korzeni w marynacie z oliwy, soli i cytryny. Wężymord można pokroić w słupki, jak frytki, położyć na blasze i piec około 30 minut w temperaturze 180°C.

Można także ją poddać grillowaniu lub upiec nad ogniskiem, co – jak się okazuje – jest dość czasochłonne.

Grillowana skorzonera.

Grillowana skorzonera.

Odmiany skorzonery to m.in.: Jednoroczna Olbrzymia, Czarny Piotruś, Wulkan, Rosyjska Olbrzymia, Einjährige Riesen, Meres, Prodola, Lange Jan, Maxima, Westlandia i Duplex. Różnią się nieco wymaganiami i zawartością np. błonnika. W Polsce podobno najlepiej rosną odmiany Einjhrigr Riesen (niemiecka) i Lange Jan (holenderska). Jednak ponieważ u nas i tak bardzo trudno kupić wężymord, sądzę, że niełatwo dowiedzieć się o to, jaką odmianę udało nam się kupić. O ile się udało.

skorzonera_1

Wybrana bibliografia:

05 IV2016

Współtwórz kolejny sukces Kooperatywy Dobrze!

by joanna

Już tylko decyzja władz Śródmieścia Warszawy dzieli nas – członków Kooperatywy Dobrze – od otrzymania kluczy do nowego lokalu, w którym chcemy urządzić nasz drugi sklep. Jesteśmy w trakcie zbierania funduszy na remont i kupno wyposażenia niezbędnego do otwarcia działalności. 

Nasz pierwszy sklep, na ul. Wilczej, będzie działał nadal! Jest on naszym wypracowanym wspólnie sukcesem, którego formuła sprawdza się już 1,5 roku (przeczytaj: Mam sklep spożywczy – już od roku!).

Możesz stać się częścią naszego kolejnego sukcesu i pomóc nam sfinansować otwarcie drugiego sklepu. Właśnie trwa zbiórka na portalu PolakPotrafi, gdzie najprościej przekażesz dowolną sumę wspierającą nasz cel. W zamian za wpłatę możesz dostać od nas  naprawdę oryginalny prezent!

Zbiórka na PolakPotrafi.pl: TUTAJ

Możesz też przyjść do naszego sklepu (Warszawa, ul. Wilcza 29a) i kupić bon, który jest pożyczką – udzielanym nam kredytem zaufania. Bon jest kwotowy (różne nominały) i można go zrealizować między grudniem 2016 r. a marcem 2017 r. w obu sklepach. Przeczytaj o akcji „Kredyt zaufania” na stronie Kooperatywy.

banner_Kredyt-zaufania

Dlaczego warto nas wesprzeć?

Kooperatywa Dobrze formalnie jest stowarzyszeniem, które działa non-profit. To oznacza, że nasza działalność, choć sprzedajemy towar w sklepie, nie przynosi zysku. Nasze dochody są rozdysponowane tak, aby pokryć wszystkie wydatki związane z typowymi kosztami sklepu, opłacić osoby zatrudnione w sklepie i prowadzić działalność edukacyjną.

kooperatywa_dobrze

Kooperatywa Dobrze to wciąż rosnąca grupa ludzi (obecnie około 170 członków) zaangażowanych w ideę upowszechniania dobrej żywności (z naciskiem na lokalność i sezonowość) przy jednoczesnym wsparciu polskich rolników, którzy uprawiają bez szkodliwych pestycydów czy herbicydów, z poszanowaniem natury, stosujących naturalne nawozy czy bakterie probiotyczne.

Nasz sklep jest otwarty dla wszystkich!

Chcemy, aby takiej żywności było w Warszawie coraz więcej i żeby nie kosztowała kroci. Chcemy upowszechniać wiedzę o polskich uprawach, zacieśniać związek między miastem a wsią, edukować i samemu się uczyć.

Wpadajcie do Kooperatywy na lokalne i sezonowe warzywa i owoce oraz ekologiczne cytrusy :) Wilcza 29a #kooperatywadobrze #ekomarchewka #ekowarzywa

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Joanna Baranowska (@organiczni.baranowscy.eu)

Wierzymy, że znowu nam się uda – a każdy z Was może być współautorem naszego kolejnego sukcesu. Zapraszam!

24 II2016

Zima i przednówek: jak jeść lokalnie i sezonowo?

by joanna

Jak jeść lokalne i sezonowo, gdy nastają zimowe nudy w kuchni? Dla osób, które starają się przestrzegać zasady lokalności i sezonowości na talerzu, zima i przednówek mogą być okresem wymagającym cierpliwości i pomysłowości.

Jako matka gotująca dla dwóch alergików (sama unikająca glutenu) od kilku lat przerabiam scenariusz – kurka siwa, co na obiad, żeby nie było to samo, co wczoraj? Zwłaszcza że przy alergiach pokarmowych ważna jest różnorodność i rotacja produktów. I jeszcze warto jeść lokalnie i sezonowo… Tym większe wyzwanie, że oprócz przygotowania posiłków domowych muszę jeszcze zaopatrzyć trzylatka w całodzienną wałówkę do przedszkola (w tym obiad łatwy do odgrzania).

Zima i przednówek: jak jeść lokalnie i sezonowo

Zima i przednówek: jak jeść lokalnie i sezonowo

Jak jeść lokalnie i sezonowo

Drugie danie obiadowe zwykle mamy wg standardu – węglowodany, białko i warzywa. Tak jak dwa pierwsze elementy nie stanowią wyzwania (choć przyznaję, że czasem sięgam dalej niż tylko polskie kasze i ziemniaki), tak wybór warzyw zimą jest ograniczony. Dochodzi do tego jeszcze kwestia gustu – nie wszystko nam smakuje, nie wszystko jest wskazane…

Topinambur - odmiana albik.

Topinambur – odmiana albik.

Dla mnie najlepszą lekcją sezonowości warzyw i owoców jest mój dyżur w sklepie Kooperatywy, gdzie ze świeżych produktów mamy tylko polskie i tylko „aktualne”. Jeśli chcę wiedzieć, na co jest sezon, wystarczy, że spojrzę na półki w sklepie na Wilczej. Wbrew obawom naprawdę można zaplanować tygodniowe menu tak, aby codziennie na stole królowało inne warzywo. I uwaga, piszę tu o uprawach ekologicznych lub naturalnych, bez użycia pestycydów czy herbicydów.

Oczywiście zimą królują warzywa korzeniowe, bulwy i kapustne. W zależności od tego, jak sroga jest zima, czasem możemy mieć dostęp do świeżej, lokalnej zieleniny, np. cykorii.

zolte_buraki_1

Żółte buraki.

Magister inżynier Monika Zielińska, absolwentka żywienia człowieka i oceny żywności oraz dietetyki na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, doktorantka w tamtejszej Katedrze Żywienia Człowieka.

monika_ZielinskaSezonowe warzywa dostępne w okresie jesienno-zimowym są bardzo wartościowe z żywieniowego punktu widzenia. Należy pamiętać, że przez długie lata były one podstawą diety człowieka zamieszkującego nasze tereny. Przede wszystkim należy zadbać o odpowiednie urozmaicenie wybieranych warzyw, nie należy też zapominać o kiszonkach warzywnych.

Dodatkowo np. topinambur jest bogaty w inulinę, czyli frakcję węglowodanów stanowiącą pożywkę dla bakterii mlekowych – ułatwia to ich przeżywalność w przewodzie pokarmowym. Można też z powodzeniem korzystać z bardzo wartościowych mrożonych warzyw czy obecnie łatwo dostępnego jarmużu, który jest prawdziwą bombą witaminowo-mineralną. Urozmaicona dieta jest kluczem do zaspokojenia potrzeb organizmu na składniki pokarmowe.

Jakie świeże warzywa lokalne i sezonowe jemy zimą i na przednówku?

  • Warzywa kapustne: jarmuż, kapusta głowiasta biała i czerwona, kapusta pekińska, brukiew, brukselka
  • Warzywa cebulowe: cebula – różne odmiany (czerwona, biała), czosnek, por, szczypior
  • (Warzywa liściowe: cykoria)
  • Warzywa korzeniowe: burak – różne odmiany (czerwony, żółty), marchew (różne odmiany – pomarańczowa, biała, purpurowa), pasternak, pietruszka korzeniowa, seler korzeniowy, topinambur, wężymord (skorzonera)
  • Warzywa psiankowate: ziemniaki – różne odmiany (irga, vienetta, bellarosa)
  • Warzywa strączkowe: fasola, groch suszony, lędźwian, ciecierzyca (trzeba sprawdzić kraj pochodzenia)
Trzy kolory marchewki.

Trzy kolory marchewki.

Kiszonki

Niezmiernie bogate m.in. w witaminę C i bakterie probiotyczne. Kiszonki (te prawdziwe, bez octu) znakomicie ożywiają nasze menu. Kwaśne ogórki czy kapustę lubią zwykle nawet dzieci. Warto samemu kisić warzywa, również te mniej oczywiste (ostatnio jemy kiszony topinambur).

Kiszony topinambur.

Kiszony topinambur.

O tym, jak cenne są bakterie siedzące w kiszonkach, przeczytacie np. w książce „Dobre bakterie”.

Owoce

Jabłka i gruszki to wspaniałe, ale dość monotonne składniki menu. Dlatego oczywiście warto sięgnąć po suszone owoce (koniecznie bez żadnych konserwantów, czyli niesiarkowane itp.). Od czasu do czasu można skubnąć owoców wędzonych, np. śliwek.

gruszki_1

Strączkowe

Błonnik, białko, witaminy i mnóstwo zastosowań roślin strączkowych to tylko część ich zalet. Można zrobić z nich pastę na kanapki, sałatki, kotlety, wkład do zupy…

Grzyby

Pieczarki i boczniaki, zwłaszcza ekologiczne (tak jak u nas w sklepie) to wbrew pozorom nie tylko smaczny dodatek do posiłku. Pieczarki są również źródłem błonnika pokarmowego, kwasu foliowego, witamin z grupy B oraz witaminy D, tak pożądanej w mniej słoneczne miesiące. Do tego zawierają m.in. fosfor, selen, żelazo, miedź. Boczniaki z kolei mają w sobie B-D-glukan, składnik odżywczy o działaniu przeciwnowotworowym. Pozytywne skutki spożywania grzybów to materiał na osobny tekst!

Ekologiczne polskie pieczarki.

Ekologiczne polskie pieczarki.

Zielone triki

Jak urozmaicić stół świeżą zieleniną w zimie i na przednówku? Założyć miniogródek na parapecie. W kilku doniczkach z łatwością wyhodujecie zioła takie jak bazylia, tymianek, kolendra, a do tego koniecznie szczypior – znakomite uzupełnienie śniadania czy kolacji.

 szczypior_1

Orzechy, nasiona i pestki

To oczywiście wspaniały sposób na urozmaicenie dań. Bardzo lubię połączenie pestek słonecznika z jarmużem (np. w pesto jarmużowym czy w koktajlu), dbam o to, aby zazwyczaj nie podgrzewać nasion w wysokiej temperaturze. Choć prażone orzechy czy nasiona np. sezamu smakują wyśmienicie, nie są tak zdrowe jak surowe, ponieważ dochodzi w nich do utlenienia się nienasyconych kwasów tłuszczowych – powstają rakotwórcze kwasy trans. (Przyznaję jednak, że raz na jakiś czas smażę falafele z nasionami sezamu).

Orzechy i inne „zapasy” znakomicie sprawdzą się jako nieduża, ale kaloryczna przekąska.

A więc, choć wydaje się, że zimą trudniej wyczarować coś kolorowego na obiad, co nie przyjechało z dalekich krajów (a więc unikamy chemicznych dodatków w jedzeniu i nie płacimy za transport przez pół świata), jest to prostsze, niż myślimy. 

A jakie są Wasze ulubione zimowe warzywa? Czy lubicie jeść lokalnie i sezonowo?

03 XI2015

Czy znasz już topinambur?

by joanna

Czy znasz już topinambur, czyli słonecznik bulwiasty? Jak wiele cennych warzyw, to przybyło do Europy z Ameryki Północnej i znalazło tu podatny grunt, aby zadomowić się w naszych ogrodach.

czy_znasz_juz_topinambur

Nazwa rośliny pochodzi od brazylijskiego plemienia Indian Tupinamba, którego przedstawiciele zostali przywiezieni do Europy w tym samym czasie, co warzywo (1613 r.), ale nie mieli z nim nic wspólnego… W Polsce słonecznik bulwiasty nazywano m.in. bulwą, gdulą ziemną, świńskim orzechem czy świnim chlebem.

Dziś łatwiej go wyhodować, niż kupić w warzywniaku i choć jego uprawa jest niewymagająca, a roślina właściwie rozrasta się sama, ceny topinamburu bywają bardzo wysokie. Zachęcam wszystkich do spróbowania tej przepysznej bulwy (do kupienia oczywiście w Kooperatywie Dobrze) i samodzielnego posadzenia warzywa. Jest tak mało wymagające, że wyrosło nawet na dość trudnej glebie naszej działki i w ciągu kilku tygodni mogliśmy już zbierać pierwsze bulwy – z tym lepiej jednak poczekać do pierwszych przymrozków (o czym niżej).

topinambur_1 (więcej…)

30 VIII2015

Jedz jagody, będziesz młody (i szczupły, bystry oraz mądry)

by joanna

Nieograniczony dostęp do świeżych jagód, malin i brusznic prosto z krzaka to jedna z wielkich zalet naszych wakacji w górach. Owoce lasu najlepiej smakują wtedy, gdy nazbieramy je sami. Dlaczego warto chodzić na jagody?

Dzika borówka

W Polsce w dzikich okolicach możemy spotkać przede wszystkim czarną jagodę (borówkę czarną, Vaccinium myrtillus L.), która w przeciwieństwie do borówki amerykańskiej (Vaccinium corymbosum L.) nie daje się uprawiać. Dlatego też nie znajdziemy czarnych jagód z upraw ekologicznych, choć na pewno jakość owoców różni się w zależności od miejsca, w którym były zbierane.

jagody_3

Krzaczek czarnej jagody.

Borówka czarna, zwana także czernicą (oraz wieloma lokalnymi nazwami), należy do rodziny wrzosowatych, jest bardzo rozpowszechniona w Europie. Rośnie na glebach kwaśnych i ubogich, w lasach sosnowych, zarówno w górach, jak i na nizinach; najlepsze jagody znajdziemy w miejscach dobrze nasłonecznionych. Co ciekawe, ponieważ krzaczki borówek tworzą surową próchnicę, powodują wymieranie innych roślin w swoim otoczeniu. Natomiast dobrze współżyją z grzybami, które rozwijają się symbiotycznie na korzeniach krzaczków. Czernica kwitnie w maju i czerwcu, owocuje od końca czerwca do końca sierpnia i później w rejonach o klimacie ostrzejszym. Jej słodkie, ciemne owoce są niezwykle zdrowe. (więcej…)

14 VIII2015

Wpadajcie do Eko Dziupli i mówcie: ORGANICZNI!

by joanna

Aktualizacja 07.2016 r.

Niestety, Eko Dziupla została zamknięta – wielka szkoda!

Być może pamiętacie sympatyczny zakopiański sklep Eko Dziupla, do którego zaglądaliśmy w zeszłym roku. W tym roku podczas pobytu w górach także odwiedziliśmy panią Magdę i zrobiliśmy zakupy.

ekodziupla_2015_3

Eko Dziupla to prawdopodobnie jedyny ekosklep w okolicach Zakopanego (ekozapasy uzupełnialiśmy właśnie tam i w Rossmannie). Od naszej kwatery był oddalony o 13 km, w sam raz na szybki rowerowy wypad.

ekodziupla_2015_1

Jeśli wybieracie się do stolicy Tatr, wpadajcie do Eko Dziupli i mówcie: Organiczni – dostaniecie 5% zniżki na zakupy!

ekodziupla_2015_2

W Eko Dziupli znajdziecie żywność paczkowaną – certyfikowaną i nie – dobraną z myślą o różnych dietach. Bez glutenu, bez mleka, produkty wegańskie i wegetariańskie, dla dzieci…

ekodziupla_2015_4

Jest tu wybór polskich kosmetyków naturalnych Sylveco:

ekodziupla_2015_8

A także past bez fluoru (przeczytaj, dlaczego to ważne); pasty Bilka będziemy niebawem testować!

ekodziupla_2015_7

Spodobał nam się także wybór środków do czyszczenia CleanEco i Gold drop. Może napiszemy o nich więcej?

ekodziupla_2015_9

Cieszymy się, że mogliśmy znowu zajrzeć do Eko Dziupli, której kibicujemy i życzymy rozwoju oraz fajnych klientów. Zachęcamy Was, byście przy okazji wizyty na Krupówkach i kupienia lodów jagodowych w cukierni obok zajrzeli i tutaj.

Eko Dziupla, Zakopane, Krupówki 25a, Facebook: https://www.facebook.com/EkoDziupla 

ekodziupla_2015_6

A dzięki pani Magdzie dowiedzieliśmy się o istnieniu w Zakopanem restauracji wege/wega Grass – kto wie, może kiedyś do niej zajrzymy?

02 VIII2015

Mam sklep spożywczy – już od roku!

by joanna

Jakkolwiek brzmi to dla mnie abstrakcyjnie, mam sklep ze zdrową żywnością. Razem z ponad setką innych członków Kooperatywy Dobrze jestem właścicielką sklepu spożywczego, który współprowadzę w ramach comiesięcznych dyżurów.

Członkowie kooperatywy na Walnym, kwiecień 2015 r. KLIKNIJ ZDJĘCIE, ABY POWIĘKSZYĆ.

Członkowie kooperatywy na Walnym, kwiecień 2015 r. KLIKNIJ ZDJĘCIE, ABY POWIĘKSZYĆ.

Co ważne, każdy może stać się współwłaścicielem naszego sklepu! I czerpać z tego korzyści. Członkowie Stowarzyszenia Kooperatywa Dobrze, którzy włączają się w prace na rzecz Stowarzyszenia i sklepu, mogą kupować żywność po cenach tzw. członkowskich, co oznacza minimalny narzut na produkty (kilka procent). (więcej…)

16 VII2015

Kolor kalafiora

by joanna

Zacznijmy od tego, że kalafior warto jeść. Są różne sposoby przyrządzania tego warzywa i w zależności od tego, czy wolimy jeść je na ciepło, lekko ugotowane na parze, czy jednak chrupać na zimno, możemy przygotować kilka wersji posiłku z kalafiorem. W dodatku w różnych kolorach.

kolorowe_kalafiory_3

Kalafior – odmiana graffiti.

Kalafior (Brassica oleracea) jest… kapustą. Do tego niezwykle wartościową, zdrowszą od kuzynki, bogatszą w większą ilość przeciwutleniaczy. Był uprawiany już w starożytnym Rzymie i Grecji, w Polsce stał się popularny na przełomie XVI i XVII wieku. (więcej…)

06 VI2015

Co warto wiedzieć o sałacie?

by joanna

Jeśli sałata kojarzy się wam tylko z ulubionym daniem modelek i ozdobą talerza, spójrzcie na to warzywo od innej strony.

salata_0 (więcej…)

11 V2015

Testujemy: płatki owsiane bezglutenowe

by joanna

Choć żadne z nas nie ma potwierdzonych problemów z glutenem, od dawna kupuję jedynie bezglutenowe płatki owsiane. Robię to z dwóch przyczyn: po pierwsze, są to płatki wyższej jakości, niezanieczyszczone innymi zbożami (zwłaszcza tymi, których nie jem – czyli glutenowymi). Po drugie (co wynika z pierwszego), są po prostu smaczniejsze. Delikatniejsze i, mam wrażenie, miększe.

Ja i moi synowie uwielbiamy owsiankę z odrobiną karobu i bakalii. Takie śniadanie to ogromny zastrzyk energii na wiele godzin. (Tu przepis).

owsianka_2

Gluten owsiany

Czy owies bezglutenowy to oksymoron? Faktem jest, że gluten kojarzymy raczej z pszenicą, ale wiemy, że białka podobne do pszenicznego glutenu (który w pszenicy zbudowany jest z gliadyny i gluteniny) występują w innych zbożach, zwanych glutenowymi. Według Komisji Europejskiej do tych zbóż należą: pszenica (i jej odmiany, a więc i orkisz, płaskurka oraz samopsza), żyto, jęczmień i owies. I chociaż za problemy celiaków (osób nietolerujących glutenu) odpowiada gliadyna – białko obecne jedynie w pszenicy – podobieństwo budowy białek innych zbóż „glutenowych” powoduje, że celiacy nie mogą ich spożywać.

Ale 95% celiaków toleruje owies, o ile ten pochodzi z  czystych upraw, niezanieczyszczonych innymi zbożami. Awenina, białko owsiane, jest podobne do gliadyny jedynie w 1,4%. Mimo to zaleca się ostrożność we wprowadzaniu owsa do diety bezglutenowej.

Za produkty, które mogą być nazywane bezglutenowymi, uważa się takie, których zawartość białek glutenowych nie przekracza 20 mg na kg.

przekreslony_klos

Międzynarodowy symbol żywności bezglutenowej.

Symbol przekreślonego kłosa, rozpoznawany przez celiaków jako certyfikat żywności dla nich bezpiecznej, przyznają odpowiednie instytucje (w Polsce jest to Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej), które kontrolują zawartość glutenu w produktach. Symbol przekreślonego kłosa jest znakiem zastrzeżonym, ale niektóre firmy używają podobnych oznaczeń (patrz poniżej – płatki Pięciu Przemian). Nie płacą za certyfikat, dlatego decyzja o kupnie takiego produktu należy do konsumenta.

Moczyć czy nie moczyć?

Na żadnym opakowaniu testowanych płatków nie znajduje się dość istotna informacja dotycząca przygotowania zboża przed spożyciem. Uważam to za spore przeoczenie. Informacje na ten temat znajdziemy w różnych opracowaniach, np. tu:

W ziarnie owsa znajduje się od 0,76 do 1,1% kwasu fitynowego, co jest wartością średnią w porównaniu z ziarnem innych zbóż. Kwas fitynowy i jego pochodne przez długi okres, ze względu na trwałe zdolności wiązania fosforu, wapnia, żelaza, magnezu, manganu, cynku i miedzi z przewodu pokarmowego, uważano jedynie za czynniki antyodżywcze.

Jednym słowem, kwas fitynowy wiąże się ze składnikami odżywczymi, które tak cenimy w owsie (patrz niżej przy opisie płatków), i zaburza ich wchłanianie (podobnie jest z kwasem fitynowym w innych zbożach, stąd np. chleb na zakwasie, który rozkłada fityniany, jest zdrowszy od chleba na samych drożdżach). Nie jest jednak tak, że sam kwas fitynowy to składnik bez wartości:

Jednakże z uwagi na wiązanie jonów metali przejściowych (żelaza i miedzi) kwas fitynowy można również rozpatrywać jako związek, który wywiera działanie przeciwutleniajce, ochraniając komórki błony śluzowej jelita przed działaniem wolnych rodników. Jako źródło mezoinozytolu, związku zaliczanego do grupy witamin o nieznanej bliżej funkcji koenzymatycznej, przypisuje mu się właściwości czynnika wzrostowego, przeciwrakowego, przeciwcukrzycowego i przeciwmiażdżycowego. Zdolność kwasu fitynowego do tworzenia kompleksów z białkami może również wpływać na strawność białka.

Aby rozłożyć część kwasu fitynowego do postaci, która nie zaburza wchłaniania np. wapnia czy żelaza, należy namoczyć płatki i zostawić je na kilka godzin – nie więcej niż 24 h, ponieważ zaczynają kwaśnieć (zasada podobna jak w wypadku powstawania zakwasu chlebowego). W ten sposób pozbędziemy się części fitynianów, ale tylko części – ponieważ w owsie jest niewiele enzymu, który rozkłada fityniany (fitaza). Niektórzy dosypują do moczących się płatków np. trochę świeżo zmielonego ryżu, żeby wspomóc ten proces.

bezglutenowe_platki_owsiane_1

Według mnie rozsądny jest złoty środek: skoro fityniany trochę szkodzą, a trochę pomagają, moczmy płatki. A jeśli o tym zapomnimy, to zjedzenie od czasu do czasu płatków, których nie namoczyliśmy, nie zaszkodzi. Sama się jednak przekonałam, że odkąd moczę płatki owsiane (a jemy ich dużo, np. w batonach), nie mam białych plamek na paznokciach, które świadczyły o zaburzeniu wchłaniania cynku.

Testujemy: płatki owsiane bezglutenowe

Uwaga na początek:

Płatki różnią się przede wszystkim wielkością, natomiast w smaku okazały się tak podobne, że zrezygnowaliśmy z oceny tego waloru.

Alara – BIO, szkockie bezglutenowe płatki owsiane (Scottish oats porridge)

www.alara.co.uk

platki_alara_1

Cena: 19,50 zł za 500 g

Producent: Alara (Wielka Brytania)

Dystrybutor: Avantum Europe

Informacje producenta:

Nie zawierają nic poza ekologicznymi płatkami owsianymi. Szkockie płatki owsiane, z przemiału w tradycyjnym młynie. Najlepsze do owsianki: gotować 3 minuty w mleku lub wodzie, odstawić na minutę.

Certyfikaty:

  • przekreślony kłos,
  • Soil Association Organic

platki_alara_2

Wartość odżywcza w 100 g:

Wartość energetyczna: 1607 kJ (384 kCal), białka 12 g (24% GDA), węglowodany 67 g (52% GDA) cukry 1,5 g, tłuszcz 6,3 g, błonnik 9,8 (33% GDA), tiamina 0,7 mg (86%), niacyna 0,8 mg (10%), ryboflawina 0,1 mg (9%), witamina B6 0,1 mg (5%), kwas foliowy 32 mcg (16%), witamina E 0,7 mg (7%), witamina K 3,2 mcg (5%), wapń 52 mg (10%), żelazo 4,2 mg (35%), magnez 148 mg (49%), cynk 3 mg (30%), mangan 3,6 mg (180%), selen 35 mcg (62%)

platki_alara_0

Nasze wrażenia:

Płatki są bardzo drobne, więc zdecydowanie ich przeznaczeniem jest owsianka.

Sympatycznie zaprojektowane pudełko zawiera sporo informacji na temat pochodzenia płatków (wszystko po angielsku, przetłumaczono jedynie najważniejsze dane).

Do bezdyskusyjnych zalet płatków, w odróżnieniu od pozostałych, należą oba certyfikaty: bezglutenowości i organiczności. To niestety przekłada się na najwyższą cenę.

Glebe Farm – Owsianka bezglutenowa

www.glebefarmfoods.co.uk/

platki_glebe_0

Cena: 13,50 zł za 500 g

Producent: Glebe Farm (Anglia)

Dystrybutor: Organiczne24.pl

Informacje producenta:

Płatki owsiane niezawierające glutenu ani innych alergenów. Do zagotowania – przez 2, 3 minuty.

Certyfikaty:

  • symbol przekreślonego kłosa.

platki_glebe_1

Wartość odżywcza w 100 g:
Energia: 1492 kJ (353,5 kcal), węglowodany: 67,21 g, w tym cukry: 1,17 g, tłuszcze: 4,90 g, w tym nasycone: 0,93 g, błonnik: 9,1 g, białka: 14,67 g, sól: 0,015 g.

platki_glebe_2

Nasze wrażenia:

Bardzo smaczne płatki. Delikatne i idealnie owsiane. Znaliśmy je wcześniej, ponieważ bywamy w Anglii, gdzie są bardzo popularne (kosztują 2,5 funta, czyli około 15 zł za pół kilo), natomiast w Polsce trudniej je dostać. Nie wiem, kiedy do Polski dotrze nowe opakowanie, natomiast będzie wyglądało tak:

Glebe-Farm-Foods-Gluten-Free-Porridge-450g-500x500W sumie szkoda, bo podobała nam się papierowa torebka.

Pięć przemian – Płatki owsiane bezglutenowe

www.piecprzemian.com.pl

piec_przemian_platki

Cena: od 9,80 zł za 500 g

Producent: Pięć Przemian (Polska), kraj pochodzenia: Anglia

Informacje producenta:

Produkt bezglutenowy, może zawierać migdały ze względu na konfekcjonowanie w zakładzie.

Dostępne w wersji drobnej i jumbo.

Certyfikaty: brak (uwaga, użyty tu symbol przekreślonego kłosa nie oznacza, że produkt jest certyfikowany!).

piec_przemian_platki_1

Wartość odżywcza w 100 g:

Wartość energetyczna: 368 kcal/1522 kJ, tłuszcz 7 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1 g, węglowodany 60,5 g, w tym cukry 1,1 g, białko 10,3 g, błonnik 8,3 g, sól 0,003 g

piec_przemian_platki_2

Nasze wrażenia:

Płatki należą do kategorii ekonomicznej – za niewygórowaną cenę otrzymujemy produkt bez certyfikatów, w skąpo opisanym opakowaniu (torebka papierowo-plastikowa). Nie są to płatki idealnie czyste – mogą zawierać migdały.

U nas sprawdzają się i w owsiance, i w batonach energetycznych (używam wersji jumbo).

Provena – płatki owsiane jumbo, produkt bezglutenowy

www.raisio.com

provena_platki_1

Cena: od 12 zł za 500 g

Producent: Raisio Nutrition (Finlandia)

Dystrybutor: Raisio Sp. z o.o.

Informacje producenta:

Płatki owsiane wyprodukowane w taki sposób, aby nie doszło do zanieczyszczenia zbożami glutenowymi. Do zagotowania – 12 minut pod przykryciem. Płatki w rozmiarze XL.

Certyfikaty:

  • przekreślony kłos.

provena_platki_2

Wartość odżywcza w 100 g:

Wartość energetyczna: 1560 kJ (370 kCal), tłuszcz 8 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 1,6 g, węglowodany 55 g, w tym cukry 1,2 g, błonniki 11 g, białko 14 g, sól 0 g, tiamina (wit. B1) 0,4 mg (36% GDA), żelazo 5,1 mg (36%), magnez 131 mg (35%), cynk 3,2 mg (32%)

provena_platki_0

Nasze wrażenia:

Płatki są duże i twarde, dlatego trzeba je długo gotować, choć po namoczeniu znacznie krócej, niż jest to wskazane na opakowaniu. Mają też nieco inny kolor niż płatki z Wielkiej Brytanii. Smakują tak samo dobrze.

Podsumowanie

Największy problem z bezglutenowymi płatkami owsianymi to ich dostępność. W sklepach stacjonarnych osiągają często nieprzyzwoite ceny, w sklepach internetowych dochodzi koszt wysyłki. Robienie dużych zapasów nie zawsze jest dobrym pomysłem – np. data ważności w wypadku Proveny to tylko 10 miesięcy od daty produkcji.

Jest nadzieja, że zainteresowanie konsumentów sprawi, że płatki będą łatwiej dostępne. Polecam spróbowanie – dla zaspokojenia ciekawości – smaku płatków owsianych bezglutenowych. Moim zdaniem są delikatniejsze i mają lepszą jakość od tradycyjnych.

Do poczytania:

22 IV2015

Czy dobrze kroisz czosnek?

by joanna

Czyli tekst o tym, że jest wiele rzeczy na temat czosnku, o których nie wiemy albo które wyleciały nam z głowy…

O czosnku można by napisać całe księgi, tak niezwykła i pożyteczna jest to roślina. Sięgamy po nią, gdy czujemy się osłabieni, przeziębieni, zagrypieni, a także, gdy mamy ochotę na ten ostry smak. W naszej rodzinie czosnek jest używany chyba codziennie – do humusu, mięs, ryb, spaghetti

Polski czosnek ekologiczny.

Polski czosnek ekologiczny, odmiana harnaś.

Kilka słów o pochodzeniu

Czosnek należy do roślin z rodziny amarylkowatych, jego rodzaj obejmuje około 700 gatunków. Pochodzenie tej rośliny jest prawdopodobnie azjatyckie (mówi się o terenach dzisiejszych Chin lub Syberii). Udomowiony został być może przez mieszkańców górzystych terenów dzisiejszego Pakistanu nawet 5 tysięcy lat temu. Razem z cebulą (która jest z nim blisko spokrewniona) stanowił ważny składnik diety (traktowany również – i słusznie – jako lek) już w starożytnym Egipcie, antycznej Grecji czy średniowiecznej Europie. Według pewnych wierzeń jest także skutecznym środkiem odstraszającym wampiry…

Co o czosnku wiedzieć trzeba

Naturalna penicylina i lek na raka

  • Czosnek zawiera allicynę – w jednym ząbku może znajdować się 7–15 miligramów tej substancji. Allicyna jest 15 razy mocniejsza niż penicylina pod względem właściwości bakteriobójczych (choć nie ma to bezpośredniego przełożenia na działanie po spożyciu). W dodatku bakterie nie umieją tak łatwo uodpornić się na czosnek – w przeciwieństwie do innych antybiotyków.
  • Podobno podczas II wojny światowej radzieccy żołnierze obkładali rany surowym czosnkiem w celu zapobiegania zakażeniom.
  • Do dziś na kurzajki u dzieci stosuje się domowy sposób – okład z ugniecionego czosnku zmieszanego z kredą.
  • Uważa się, że czosnek jest rośliną o najsilniejszym działaniu antynowotworowym. Jest również pożywieniem, które ma właściwości przeciwutleniające, antybakteryjne, antygrzybiczne, antywirusowe, przeciwzakrzepowe i przeciwpasożytnicze…
  • Choć zwykle nie jadamy tej rośliny w dużych ilościach, warto wiedzieć, że jest ona cennym źródłem witamin, makroelementów i pierwiastków śladowych, w tym: fosforu, potasu, siarki, selenu, germanu, wapnia, magnezu, żelaza, sodu, witamin z grupy B, witaminy A i C.

czosnek_1

Gwóźdź do trumny Candidy

Przerost ilościowy drożdżaków Candida Albicans w jelitach to jeden ze skutków ubocznych naszego „cywilizowanego” sposobu odżywania, przyjmowania antybiotyków czy hormonów. Dość powiedzieć, że osoby – nawet małe dzieci – cierpiące na alergie często mają problem z zagrzybionym układem pokarmowym i innymi organami. (Odsyłam do książki „Nie daj się zjeść grzybom Candida” Andrzeja Janusa). Czosnek jest jednym z najsilniejszych naturalnych środków przeciwgrzybiczych i dlatego jest nieodzowny w walce z Candidą, która jest dość odporna na środki farmakologiczne. Tym bardziej, że nie tylko zwalcza grzyba, ale także sprzyja rozwojowi pożytecznych bakterii w naszych jelitach.

Janus poleca jedzenie go na surowo lub picie naparu z czosnku (oczywiście po odczekaniu 10 minut po pokrojeniu). Pieczenie przełyku, żołądka czy jelit przypisuje oddziaływaniu allicyny na nadżerki przewodu pokarmowego, które czosnek jest w stanie wyleczyć. Uwaga – potwierdzają to najnowsze badania z 2014 roku! (Źródło).

Na robaki

Czosnek jest również naturalnym środkiem przeciwpasożytniczym. Można stosować go doustnie, ale także w wypadku owsików – w postaci lewatywy (3 ząbki czosnku na szklankę wody, odstawić na 2 godziny, przecedzić i… zapodać).

Jako składnik pożywienia działa również zabójczo m.in. na lamblie i inne pierwotniaki pasożytnicze, bakterie E. coli i inne (źródło 1źródło 2, źródło 3). Badania wykazały, że podawanie dzieciom zarażonym lambliozą wyciągu z czosnku rozcieńczonego wodą (5 ml ekstraktu w 100 ml wody dwa razy dziennie przez trzy dni) było bardziej skuteczne niż kuracja lekami.

Krój z zegarkiem w ręku

Dzięki lekturze „Dzikiej strony jedzenia” poznałam kilka ciekawostek na temat czosnku, a jedna szczególnie utkwiła mi w pamięci, ponieważ w pewnym stopniu zrewolucjonizowała nasze kuchenne przyzwyczajenia. Mianowicie chodzi o tę najcenniejszą zaletę czosnku – allicynę, a konkretnie o to, aby wydobyć jej jak najwięcej.

Jak pisze Jo Robinson, w 2001 roku izraelscy naukowcy odkryli, w jaki sposób allicyna pojawia się w czosnku. W nienaruszonym ząbku znajdują się dwie cząstki układanki, które muszą się spotkać, aby allicyna powstała: jest to allina (fragment białkowy) oraz allinaza (enzym, który pod wpływem wysokiej temperatury ulega destrukcji). Dopiero gdy pokroimy surowy czosnek – albo zaczniemy go gryźć – składniki połączą się i doprowadzą do powstania pożądanej allicyny.

czosnek_2

Reakcja trwa około 10 minut i tyle właśnie należy poczekać, zanim zaczniemy podgrzewać czosnek. W wysokiej temperaturze niezbędny enzym ulega zniszczeniu, ale po wytworzeniu allicyny nie jest już potrzebny. Allicyna przeżyje pieczenie czy smażenie (choć Janus twierdzi, że lepiej, aby obróbka cieplna była krótka).

Dziś gotowanie wszystkich potraw z czosnkiem zaczynamy od pokrojenia kilku ząbków i odłożenia ich na bok. Co ważne, nie należy kroić czosnku na zapas (na przykład na następny dzień), ponieważ trwałość allicyny jest ograniczona.

Krój albo prasuj

Niektórzy mistrzowie kuchni uważają przeciskanie czosnku przez praskę za obrazę. Dla zdrowotnych właściwości tej rośliny sposób, w jaki ją rozdrobnimy, nie ma żadnego znaczenia.

polski_czosnek_3

Sama wolę kroić czosnek, przede wszystkim z powodów estetycznych.

Chiński, hiszpański, polski

– Poproszę polski czosnek – powiedziałam wczoraj w warzywniaku, ponieważ chciałam sfotografować czosnek do tego tekstu.

– Nie ma. O tej porze roku nie rośnie, nawet się go jeszcze nie sadzi – dostałam odpowiedź od pana zza lady, rozbawionego moją „niewiedzą”.

Hm. Na szczęście, chociaż jest kwiecień, w sklepie Kooperatywy Dobrze polski czosnek ma się całkiem dobrze. Na zdjęciu widzicie polski czosnek, odmiana harnaś, nasz dostawca to Krzysztof Stec.

Polski czosnek ekologiczny twardołodygowy.

Polski czosnek ekologiczny twardołodygowy.

Dlaczego warto kupować polski czosnek? Przede wszystkim dlatego, że jest lokalny. Nie przemierza do sklepu tysięcy kilometrów. W dodatku będziemy mieć większą pewność, że jest wartościowy. Importowane czosnki bywają „oszukane”, pozbawione ostrego smaku (za który odpowiada właśnie allicyna).

Spotkałam się z zarzutami, że czosnek z Chin szybko się psuje – pleśnieje, a przecież nie powinien, ponieważ jest sam w sobie środkiem przeciwgrzybiczym. W dodatku nie kiełkuje, nawet kiedy powinien (włożony do ziemi). Czyli coś z nim jest nie tak.

O tym, jak to może być z tym chińskim czosnkiem, przeczytacie na blogu Klaudyny Hebdy.

Jeśli chcemy kupić czosnek ze źródła, co do którego nie mamy pewności, wybierajmy taki, który ma twardą łodygę, idącą aż do końca główki, między ząbkami. Główka czosnku z miękką łodygą ma coś, co przypomina papierowy, miękki ogonek. Czosnek twardołodygowy ma więcej wartości, ponieważ jest bardziej spokrewniony z dzikim czosnkiem, przodkiem obu odmian, najcenniejszym pod względem właściwości zdrowotnych.

Przechowywanie

Czosnek można magazynować i trzymać w domu nawet kilka miesięcy. Podobno wpływa to pozytywnie na ostrość jego smaku. Warunkiem jest przechowywanie go z dala od źródeł światła i ciepła, np. w glinianych pojemnikach z otworami wentylacyjnymi.

Przeciwwskazania

  • Allicyna może wywoływać dolegliwości gastryczne w postaci zgagi i refluksu – niektórzy nie mogą spożywać czosnku na surowo, a niektórzy wcale.
  • Czosnek obniża ciśnienie krwi, dlatego osoby z niskim ciśnieniem powinny spożywać go z umiarem.
  • Nie należy spożywać czosnku w żadnej postaci na 2 tygodnie przed planowanymi zabiegami z narkozą, ponieważ czosnek rozrzedza krew, co może wpłynąć na działanie leku usypiającego.
  • Podobnie należy uważać ze spożyciem czosnku podczas przyjmowania leków przeciwzakrzepowych.

Podsumowanie

  • Jeśli zamierzasz podsmażyć, ugotować lub upiec czosnek, posiekaj go i poczekaj 10 minut, zanim zaczniesz go podgrzewać.
  • Kupuj ekologiczny czosnek z Polski. Jeśli masz ograniczony wybór, wybieraj czosnek z Europy, odmianę twardołodygową.
  • Przechowuj czosnek w zacienionym i chłodnym miejscu.

Bibliografia

12 IV2015

Wycieraki WaterWipes

by joanna

Te chusteczki nawilżane dla dzieci są pod wieloma względami wyjątkowe. Niestety, uprzedzam pytania, nie można ich dostać w Polsce, dlatego w naszym rankingu pojawiają się na zasadzie wyjątku. Na pewno można je kupić w Irlandii i Wielkiej Brytanii, być może także internetowo.

Przeczytaj także: Wycieraki przyjazne pupie i przyrodzie – ranking Organicznych

oraz: Czy jednorazowe wycieraki są ekologiczne?

WaterWipes

www.waterwipes.com

Cena: 3 £ za 60 sztuk (0,05 £ za sztukę), czyli około 17,40 zł za opakowanie/0,29 zł za sztukę

waterwipes_1

Informacje producenta

Wycieraki bez żadnych chemicznych dodatków, idealne dla skóry z alergiami, AZS czy po prostu wrażliwej. Bez konserwantów, pomagają unikać wysypek. Bardzo miękkie, nie zostawiają tłustego filmu.

Po otwarciu paczkę należy zużyć w ciągu miesiąca (ze względu na brak konserwantów). Ze względu na skład wilgoć może „uciekać” z chusteczek na dół opakowania – warto przekładać paczkę chusteczek na różne strony.

Jedyne wycieraki zaaprobowane przez towarzystwo Allergy UK. Zdobyły wiele odznaczeń konsumenckich oraz od położnych.

Wyprodukowane w Irlandii.

waterwipes_3

Skład (2):

  • woda (99,9%),
  • wyciąg z pestek grejpfruta.

waterwipes_2

Nasza opinia

Te wycieraki są wyjątkowe pod względem składu: prawdopodobnie nie uczulą żadnego dziecka, ponieważ są nawilżone praktycznie samą wodą. Na opakowaniu nie znajdziemy żadnej informacji na temat biodegradowalności, jedynie tekst: „the convenience of wet wipes with the genuine purity of cotton wool”. Dopiero po zapytaniu producenta można otrzymać odpowiedź, że są wykonane z poliestru w 80% i wiskozy w 20% (za tę informację dziękuję czytelniczce Ewie). WaterWipes nie są więc szczególnie ekologiczne.

Jeśli coś jest wadą tych wycieraków, to… cena. Za wodę z kroplą wyciągu grejpfrutowego i kawałek szmatki płacimy bardzo dużo (choć być może jak na zarobki w UK cena jest niska?). Skoro to takie proste, lepiej zrobić sobie takie wycieraki samemu… A WaterWipes trzymać na podorędziu w sytuacjach, gdy wygoda jest wymogiem.

Oczywiście, szkoda, że wycieraki nie są dostępne w Polsce. Ciekawe, czy kiedyś będą – gdyby były, zostałyby zwycięzcami naszego rankingu wycieraków przyjaznych pupie i środowisku!

Oceny:

  • Skład: 1 + 0 = 1 p.
  • Przyjazne dla środowiska: 1 + 1 = 2 p.
  • Wygoda: 0 p.
  • Cena: 1,5 p.
  • Suma: 4,5 p.
28 XI2014

Dni Alergii – relacja, cz. 2. Ciekawostki żywieniowe

by joanna

Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej na Stadionie Narodowym były okazją do zaprezentowania się różnych firm związanych mniej lub bardziej z dietą dla alergików, celiaków czy po prostu osób pragnących zdrowo się odżywiać. Niektóre oferty trochę mnie zaskoczyły dość odległym związkiem z tematem targów, a niektórych stoisk szukałam za to z ciekawością.

Przeczytaj też:

da16

Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej – strefa z żywnością.

Oczywiście, nie zdążyłam wszystkiemu przyjrzeć się z reporterską dokładnością. Co szczególnie zwróciło moją uwagę?

Zajęcia praktyczne

Na pewno powinnam zacząć od warsztatów Katarzyny Jankowskiej, znanej jako Mama Alergika (mamaalergikagotuje.pl). Nie udało mi się zapisać na gotowanie, zainteresowanie było naprawdę duże – Mama Alergika pokazywała, jak wykonać śniadanie, obiad (pierogi), podwieczorek i pizzę dla alergika, nadzorowała także wykonywanie potraw przez uczestników warsztatów. Wygodnie urządzona przestrzeń warsztatowa pozwalała podglądać ich kulinarne postępy. A zapachy nęciły…

Warsztaty Mamy Alergika.

Warsztaty Mamy Alergika.

Kasia promowała także swoją pierwszą książkę „Mama Alergika Gotuje. Tradycyjnie” – ukaże się 3 grudnia. Zawiera przepisy dla alergików przeróżnej maści – choć książki jeszcze nie widziałam, polecam ją w ciemno! Więcej informacji: http://www.mamaalergikagotuje.pl/relacja-targow-dni-alergii-warsztaty-mag/

okladka_MAG

 

Teoria – strefa MED

Dla tych, którzy byli spragnieni wiedzy na temat alergii pokarmowych, przygotowano wykłady, prowadzone przez specjalistów. Moim zdaniem gwiazdą całego wydarzenia był profesor Maciej Kaczmarski, który wygłosił wykład „Alergia pokarmowa – niedoceniana czy przeceniana choroba współczesnego społeczeństwa?” oraz poprowadził seminarium „Alergia czy nietolerancja pokarmowa?”.

Wykład prof. Macieja Kaczmarskiego.

Wykład prof. Macieja Kaczmarskiego.

Inne wykłady dotyczyły diety bezglutenowej czy diagnostyki nadwrażliwości pokarmowej, były prowadzone m.in. przez osoby z Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej.

Krzepiące pierogi

Drugiego dnia targów całe zwiedzanie postanowiłam zacząć od degustacji pierogów z Atelier Smaku Joli Słomy i Mirka Trymbulaka (zajrzyjcie sobie na www.ateliersmaku.pl).

da23

Jola Słoma i Mirek Trymbulak.

Bezglutenowa kuchnia wegańska bardzo mi pasuje, więc z przyjemnością spróbowałam pierogów wg receptury Joli i Mirka. Palce lizać! Chyba z trzech dostępnych smaków najbardziej smakowały mi te z cieciorką i szpinakiem. (To naprawdę wyjątek, bo rzadko jadam coś poza domem).

da25

Pierogi wegańskie i bezglutenowe.

Kto był?

Wzmocniona posiłkiem mogłam przyjrzeć się całej ofercie Dni Alergii. Jeśli chodzi o produkty i usługi związane z żywnością, wśród wystawców byli: Api Food (włoskie specjały bezglutenowe), Bakra (dystrybutor m.in. karobu, dostarczał produkty na warsztaty MAG), Balviten (producent żywności bg), Ceonte (producent bardzo ciekawego urządzenia ChufaMix do robienia mleka roślinnego), Celiko (żywność bg), Chrzanowska Manufaktura Wędlin, Cukiernia Nenette (słodkie wypieki bg), Dr. Schrär (żywność bg), Ferma Udoju Klaczy, Food for Goodness (serwis www.dobrzejemy.pl), Forever Living Products (produkty oparte na miąższu aloesu), IPC (producent probiotyku Sanprobi dla alergików), Laboratoria Natury (producent suplementów diety, m.in. Hartusia), Lightbox (dietetyczny catering), Living Food (producent bezglutenowego i bezmlecznego probiotyku do picia JOY DAY), Margita (żywność bg), Menii (przekąski bg), Misiontek.pl (internetowy sklep ze zdrową żywnością, również dostarczał produkty na warsztaty MAG), Organic Farma Zdrowia (sieć sklepów ze zdrową żywnością), Quick Fresh (Soki na Dzień Dobry), Saluteo (producent marki bg Incola), Sin Gluten (sklep z żywnością bg, dostarczył produkty na warsztaty MAG), Sonko (producent m.in. wafli ryżowych), Soti Natural (butelkowana zielona herbata), Žatecký pivovar (czeski producent piwa). Uff, mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam.

Ja i autorski "Kuchni polskiej bez pszenicy".

Ja i autorski „Kuchni polskiej bez pszenicy”.

Aha, dodatkowo należy wymienić wydawnictwo Bukowy Las, które sprzedawało swoje „bezpszenne” książki, w tym „Kuchnię polską bez pszenicy” – miałam okazję dostać autograf i porozmawiać chwilę z autorkami książki Wandą Gąsiorowską i Martą Szloser.

Gdzie byłam?

Zatrzymałam się dłużej przy kilku stoiskach, kilka ominęłam celowo (producent piwa, hm…), a na niektóre już nie starczyło mi czasu. Wybrałam trzy najciekawsze, o tych firmach pewnie jeszcze u mnie przeczytacie.

ChufaMix

Urządzenie do przygotowywania mleka roślinnego (wymaga jednak osobnego blendera). Produkowane w Hiszpanii z tworzywa sztucznego bez bisfenolu A. Zaciekawiło mnie, czy z moim mikserem ręcznym zrobiłabym takie pyszne napoje, jakie podawano do degustacji.

ChufaMix w akcji.

ChufaMix w akcji.

Misiontek.pl

Z Anią znałyśmy się korespondencyjnie – teraz mogłam z nią chwilę porozmawiać. W jej sklepie wybór jest ogromny, na targi przywiozła oczywiście ograniczoną ofertę, a i tak kupiłam dwie rzeczy – płatki owsiane bg i ekologiczny olej kokosowy CocoFarm.

Ania Wojno z misiontek.pl.

Ania Wojno z misiontek.pl.

Saluteo

Bardzo lubię produkty Incola (chociaż nie mają certyfikatu ekologicznego), ponieważ to polska firma (z Żywca) z naprawdę różnorodną ofertą, której nie zdołałam jeszcze dokładnie poznać. Będę teraz miała okazję spróbować mąki kokosowej i płatków z ziaren teff.

Stoisko Saluteo, producenta marki Incola (niestety, świeciło bardzo mocne słońce).

Stoisko Saluteo, producenta marki Incola (niestety, świeciło bardzo mocne słońce).

Podsumowując…

Pod względem oferty gastronomicznej Dni Alergii były bardzo zróżnicowane. Tak naprawdę niewiele produktów znalazło się w centrum mojego zainteresowania (choćby dlatego, że nie cenię żywności wysoko przetworzonej, z cukrem, poddanej zabiegom pozbawiania glutenu lub po prostu niesmacznej).

da31

Na pewno warto było przekonać się na własne oczy, że rynek żywności dla alergików wcale nie jest mały i można znaleźć na nim zarówno zdrowe, nieprzetworzone produkty do samodzielnych działań kulinarnych, jak i te gotowe – niestety, czasem z bardzo długą listą składników. Cieszę się też z możliwości porozmawiania w bardzo sympatycznej atmosferze z ludźmi, którzy rozumieją problemy alergików.

da30

Kolejna część (ostatnia) relacji będzie poświęcona ofercie kosmetyków, pościeli i innych produktów ważnych dla osób z alergiami wziewnymi i AZS. Zapraszam!

16 X2014

Wrażliwe Smaki (i drugi tydzień bez glutenu)

by joanna

Minął drugi tydzień naszej diety bezglutenowej (tu podsumowanie pierwszego tygodnia). Najtrudniejsze zadanie nie polega wcale na tym, żeby wymyślić dania (zwłaszcza że jest sporo podpowiedzi w internecie, zaczęłam także czytać książkę „Kuchnia polska bez pszenicy”, składającą się przepisów bez glutenu, dostosowanych do polskich realiów). Pomysłów mam dużo, natomiast brakuje mi czasu, żeby wszystko zrobić według swojej ambitnej natury (to znaczy sama, niemal od początku do końca). Czasem myślę sobie, że chciałabym mieć żonę, która pomagałaby mi ogarnąć całe to wyzwanie, jakim jest prowadzenie domu, bloga i aktywności zawodowej, hehe.

Kuchnia polska bez pszenicy0

Bezglutenowcy zawsze muszą mieć w domu żelazne zapasy najróżniejszych produktów, aby nie musieć w panice myśleć o kolejnym posiłku. Bezglutenowcy muszą myśleć kilka-kilkanaście posiłków do przodu. Bezglutenowcy, którzy dopiero uczą się kuchni „bez gluta”, według mnie muszą włożyć na początku sporo wysiłku, żeby wdrożyć się w nowy sposób gotowania.

Postanowiłam zrobić sobie takie zapasy żywności bezglutenowej, która ułatwi mi planowanie posiłków i ich przygotowywanie przynajmniej przez jakiś czas, w sklepie Wrażliwe Smaki.

WS_LOGOTYPE_RGB

Jego właścicielka Magdalena Przewoźna-Kupczyk poświęciła mi sporo maili, aby pomóc w wybraniu odpowiednich produktów, dostosowanych do naszej diety. Moim warunkiem, oprócz ograniczeń wynikających z alergii, było jak najmniejsze przetworzenie produktów. Sklep internetowy dzięki specjalnemu filtrowaniu w dużym stopniu ułatwia alergikom znalezienie żywności bez konkretnych składników – to naprawdę ogromne ułatwienie (z mojej perspektywy brakuje tylko filtra „bez gryki” – ale przyznaję, że nie znam nikogo poza moim starszym synem, kto tak źle reaguje na kaszę gryczaną). Dodam jeszcze, że wygląd sklepu internetowego jest bardzo zachęcający, przejrzysty, czytelny, z łatwą nawigacją. Widać, że forma jest przemyślana. Szkoda tylko, że opisy produktów są takie krótkie, chętnie przeczytałabym więcej o niektórych z nich (na szczęście o wszystko można zapytać mailowo).

ws_1

Wrażliwe Smaki

Sklep powstał w 2013 roku, jak to zwykle bywa – z powodów osobistych, a dokładnie problemów z dietą córki pani Magdaleny. Poszukiwania produktów, które nie szkodziłyby dziecku, a także miały wartość odżywczą, zaprowadziły panią Magdalenę do zostania importerem kilku zagranicznych producentów bezglutenowych, dotychczas niedostępnych  w Polsce. „Wiedząc, niestety z doświadczenia, jak sztuczne dodatki do żywności potrafią szkodzić, szukamy produktów jak najczystszych, zawsze certyfikowanych znakiem przekreślonego kłosa i pochodzenia ekologicznego” – napisała mi pani Magdalena i rzeczywiście, oferta w sklepie jest bardzo przemyślana. Jeśli czegoś w nim nie znajdziemy, zawsze możemy poprosić o sprowadzenie potrzebnego produktu.

Moje zakupy przyszły następnego dnia po złożeniu zamówienia – byłam pod wrażeniem szybkości wysyłki. Wyglądały tak:

wrazliwe_smaki_0

Wybrałam przede wszystkim kilka rodzajów makaronów oraz mąk. Niektórych mąk nigdy wcześniej nie próbowałam (mąka z kasztanów).

Trójkolorowy makaron ryżowy Felicia ogromnie mi się spodobał (jest lekko smakowy).

Trójkolorowy makaron ryżowy Felicia

Trójkolorowy makaron ryżowy Felicia

Niestety starszy syn wyjada jedynie białe kluseczki, a szkoda, bo zielone (lekko szpinakowe) i pomarańczowe (lekko pomidorowe) są tak samo smaczne. Ten makaron zadziwił mnie swoją sprężystością.

Makaron jaglany okazał się pomyłką.

Makaron jaglany

Makaron jaglany

Gotowałam go nawet krócej niż wskazane 3 minuty, a i tak rozgotował się i skleił w papkę. W smaku jest po prostu podobny do kaszy jaglanej. Nie zachwycił moich dzieci, zapewne ze względu na wygląd.

W piątek spróbowaliśmy ryżowego spaghetti (tu przepis w wersji glutenowej – wystarczy podmienić makaron).

Spaghetti ryżowe

Spaghetti ryżowe

Wolę makaron z ciemnego ryżu, ten był smaczny, jednak łatwo go rozgotować.

Mąk wybór

Zamówiłam mąkę amaranusową, teff, ziemniaczaną, ryżową, owsianą i kasztanową. Zupełną nowością była dla mnie ta ostatnia, która zaskoczyła mnie nieporównywalnym, lekko orzechowym smakiem.

maka_kasztanowa

Mąka kasztanowa 

Mąki są mi potrzebne do codziennego robienia chłopcom zastępników chleba. Piekę więc „chlebek ratowniczy” z różnych mieszanek (przepis będzie, gdy udoskonalę proporcje) i smażę placki na odrobinie oleju kokosowego. Dość dużym mankamentem jest koszt takiej produkcji – mąki bezglutenowe są drogie. Sama robię w młynku do kawy mąkę jaglaną czy z cieciorki, ale mój młynek nie radzi sobie np. z ryżem.

Mąkę teff już znałam (innej firmy), ale wciąż wiem o niej za mało – chyba zrobię osobny wpis na temat tego afrykańskiego zboża.

Mąka teff

Mąka teff

Ceny – dlaczego żywność bezglutenowa jest droga

Już tyle lat kupujemy żywność w wersji ekologicznej, że ceny produktów bezglutenowych nie powinny mnie dziwić. Wiem jednak, że osoby z celiakią, zmuszone do wybierania certyfikowanej żywności z przekreślonym kłosem, mają ciężko. Zapytałam panią Magdalenę Przewoźną-Kupczyk, skąd biorą się wysokie ceny tych produktów – zacytuję jej odpowiedź:

Na cenę żywności bezglutenowej wpływ ma kilka czynników:

  1. Produkcja żywności bezglutenowej wymaga specjalnych procedur, tzn. do jej wytwarzania i konfekcjonowania niezbędne są odrębne linie produkcyjne tak, aby do minimum zredukować zagrożenie zanieczyszczenia „śladowymi” ilościami innych zbóż glutenowych, które znajdują się na terenie zakładu. To samo tyczy się samego procesu hodowania zboża – potrzeba wielu restrykcji, by mieć pewność, że na sąsiadujących polach nie rośnie zboże glutenowe, które mogłyby „nawiewać” i zanieczyszczać glutenem bezglutenowe uprawy.

  2. Dieta bezglutenowa musi być dietą bardzo urozmaiconą. Stąd poszukiwania składników, które niekoniecznie da się wyhodować na rodzimych glebach i klimacie. Wiele zbóż trzeba sprowadzać z innych krajów, a nawet kontynentów.

  3. Wytworzenie produktów bezglutenowych to wyzwanie, o czym wie każdy, kto sam tego próbował. Zrobić bezglutenowy makaron, który się nie rozkleja, chleb, który się nie rozsypie, czy smaczne ciasto, wymaga nie lada doświadczenia, czasu i kulinarnej inwencji.

  4. Produkty bezglutenowe to jednak nadal produkty niszowe – większość firm je produkujących traktują je jako uzupełnienie swojego asortymentu, stąd nie ma produkcji na wielką skalę.

  5. Certyfikaty przekreślonego kłosa przyznają lokalne (odpowiednio dla każdego kraju) organizacje, które kontrolują produkty pod kątem zanieczyszczenia glutenem. Aby otrzymać taki certyfikat, należy spełnić szereg rygorystycznych wymagań, utrzymywać oddzielne linie produkcyjne i systematycznie przeprowadzać badania na zawartość glutenu w certyfikowanych produktach. Oznaczenie jest zastrzeżone i nie wolno go używać bez spełnienia tych wymagań i kontroli. Dopuszczalna przez obowiązujące w UE prawo ilość glutenu w certyfikowanych produktach wynosi < 20 ppm. Niektórzy producenci opisują swoje produkty jako bezglutenowe (nie używając certyfikatu bądź używając oznaczeń go przypominających) – mimo że składniki tych produktów są z natury pozbawione glutenu, to jednak bez zachowania reżimów zazwyczaj w procesie produkcji bądź transportu dochodzi do zanieczyszczenia nim. Np. mąka z prosa (naturalnie bez glutenu) jest mielona w tym samym młynie, co pszeniczna. Dla osób cierpiących na celiakię lub alergię na gluten kluczowe jest, by mieć pewność, że produkty, które spożywają, są pewne.

  6. Na koniec – wśród produktów bezglutenowych są i droższe, i trochę tańsze. Niestety wiele tych tańszych (zwłaszcza gotowych dań lub pieczywa) gluten w swoim składzie zastępuje chemią, która osobom o wrażliwym przewodzie pokarmowym może wyrządzić wiele szkód. Ponadto, należy pamiętać, że w parze z problemami z glutenem idzie często nietolerancja laktozy. Świadomi producenci także biorą to pod uwagę przy komponowaniu składów, ale to wszystko niestety wpływa na cenę. W naszym sklepie oferujemy produkty wyselekcjonowane. Świadomie odrzuciliśmy te chemizowane, dbamy o to, bo składy były jak najprostsze, a składniki z certyfikowanych upraw ekologicznych. Jeśli się doda cenę prowadzenia ekologicznej, a do tego bezglutenowej produkcji, to niestety suma wyjdzie wysoka. No i oczywiście koszty sprowadzenia różnorodnych produktów od wielu producentów, z różnych krajów nie są groszowe.

Podsumowanie

Wrażliwe Smaki to miejsce, które polecam jako przyjazne osobom, które muszą zmagać się z najróżniejszymi wyzwaniami dietetycznymi. Jeśli kogoś przerasta wyszukiwanie produktów odpowiednich do indywidualnych ograniczeń, w tym sklepie poczuje się znacznie pewniej, a w razie wątpliwości zawsze może zwrócić się o radę do pani Magdaleny. To także dobre miejsce dla tych, którzy chcą urozmaicić dietę i w łatwy sposób zorganizować rozmaite zakupy. Można tu znaleźć naprawdę oryginalne smaki!

Nie ma co ukrywać, że produkty bezglutenowe są drogie, jednak dzięki starannej selekcji w tym sklepie znajdziemy ofertę bezpieczną, sprawdzoną i często bardzo wyjątkową.

www.wrazliwesmaki.pl

www.facebook.com/WrazliweSmaki

23 VII2014

Rzecz o bobie

by tadeusz

Latem nasza rodzina dzieli się na dwie frakcje. Jednej przewodzę ja, drugiej Joanna. Do mojej frakcji pasuje nazwa bobożercy. Ta druga to bobofoby. Ten sezon bobożercy zaczęli z przewagą, bo zarówno J., jak i S. wcinali ze mną bób aż im się uszy trzęsły. Po jakimś czasie S. uznał jednak, że ma dosyć i został bobofobem. Od paru tygodni pożeramy więc bób tylko we dwóch. Szacuję, że od początku sezonu zjedliśmy już przynajmniej 40 kg bobu.

bupszczochem1

O tym, że bób warto jeść nie tylko dla smaku, nie muszę chyba przekonywać. Witamina B, witamina C, prowitamina A, błonnik, białko… Samo zdrowie. Niektórym przeszkadza wstydliwy i smrodliwy skutek uboczny jedzenia bobu. Z nim jednak łatwo sobie poradzić – wystarczy bób odpowiednio przyprawić i problem znika lub znacznie się zmniejsza.

Skoro już wspomniałem o przyprawianiu, chyba pora, żebym zdradził przepis na moją i J. ulubioną postać bobu. Sam go wymyśliłem parę lat temu i od tego czasu propaguję wśród znajomych, bo uważam, że warto. Przede wszystkim – ja nie obieram bobu. Łupiny też są jadalne, smaczne i zdrowe, a obranie kilograma gorącego bobu to robota, której nie lubię i na którą nigdy nie mam czasu. Na pewno nie codziennie przez dwa miesiące.

Parę lat temu postanowiłem połączyć bób, czosnek, oliwę, sól i zioła prowansalskie. Wszystko świetnie pasowało, tylko był jeden problem – po gładkich bobowych łupinach oliwa z dodatkami spływała na dno naczynia i po zjedzeniu słabo przyprawionego bobu trzeba było jeszcze wyjeść czy wypić z dna oliwę z przyprawami. Bez sensu. Na szczęście jakiś czas temu wynaleziono tłuczek (ubijak) do ziemniaków, który znakomicie sprawdza się również jako tłuczek do bobu. Po rozgniecionym bobie nic nie spływa, wszystko wsiąka, miesza się, nabiera smaku…

bupszczochem2

Teraz po kolei. Kilogram bobu myjemy i wrzucamy do garnka. Gotujemy do miękkości. Trzeba sprawdzać, bo młody bób potrafi być mięciutki po 15 minutach, a stary potrafi się gotować i pół godziny. Solimy. Podczas gotowania szykujemy czosnek – ja daję 4 duże ząbki na kilogram. Po odcedzeniu bobu wciskamy do niego czosnek, wsypujemy zioła prowansalskie, dodatkowo solimy, jeśli jest taka potrzeba, i obficie zalewamy oliwą. Nie umiem podać dokładnej objętości oliwy, ale to ma być naprawdę tłuste. Bo inaczej będzie suche. Po dokładnym ugnieceniu (tak żeby żadne ziarenko bobu nie pozostało nienaruszone) można wcinać. Banalne, prawda?

bupszczochem3

Zacząłem pisać ten tekst wcale nie po to, żeby napisać, że bób jest fajny, ani nie po to, żeby kogoś zachęcić do jedzenia bobu. Chciałem opisać przygodę, którą miałem parę dni temu, kiedy to zetknąłem się pierwszy raz w życiu z inną odmianą bobu – bobem karmazynowym. Jeszcze tydzień temu nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Tymczasem Kasia i Karol, moi znajomi, którzy mają szczęście mieszkać na wsi i hodować własne ekologiczne warzywa na własnym zagonku, zgłosili się do mnie i zaproponowali, że dadzą mi spróbować właśnie takiego dziwnego bobu. Wykazali się nie lada szczodrością, bo podarowali mi aż 42 dag bobu, podczas gdy cały ich tegoroczny zbiór wyniósł ok. 90 dag.

bupszczochem4

Czerwone ziarenka ugotowałem tak samo, jak gotuję zielone.

bupszczochem5

Dobrze, że sprawdzam, bo okazało się, że bób karmazynowy mięknie bardzo szybko. Robi się przy tym brunatny, ciemniejszy niż ten zielony. Gotowałem znacznie poniżej 20 minut, a i tak nawet łupinki byłby bardzo miękkie. Już przy próbowaniu zdecydowałem, że ugniotę po swojemu tylko połowę, a drugą połowę zjem bez przyprawiania i rozgniatania, bo smakowało to bardzo ciekawie. Niby jak bób, ale jednak inaczej. O wiele bardziej delikatnie i z jakąś dodatkową nutką, której nie umiem nazwać, ale umiem określić jako bardzo miłą. Ziarenka były nieco mniejsze niż te zielone, a w środku już nie czerwone, tylko zielone, może nawet bardziej niż zwyczajne.

bupszczochem6

Resztę bobu rozgniotłem po swojemu. Część J. zabrał do przedszkola, resztę zjadłem na kolację. Było pyszne, ale mało mi, a nie wiem, gdzie kupić więcej. Od Kasi i Karola więcej nie dostanę, bo ich skromny zbiór przestał już istnieć, a w sprzedaży nigdy nie widziałem takiego czerwonego bobu. Jak żyć? Czy może raczej –  jak żryć?

28 VI2014

Eko Dziupla w Zakopanem

by joanna

Aktualizacja 07.2016 r.

Niestety, Eko Dziupla została zamknięta – wielka szkoda!

Jeśli w tegoroczne wakacje będziecie w Zakopanem lub okolicach, zajrzyjcie na podwórko przy Krupówkach (prawie naprzeciwko poczty, koło cukierni). Znajdziecie tam Eko Dziuplę, która uratowała nasze podniebienia, gdy wybraliśmy się w Tatry bez zapasu ekologicznych daktyli – naszego ulubionego smakołyku, który zastępuje nam prawie wszystkie słodycze.

 ekodziupla_0

Sklep działa od miesiąca, mój mąż trafił na niego przypadkiem, kiedy pojechał z naszego podtatrzańskiego gniazda załatwić sprawunki. Wrócił uradowany, że ma ekodaktyle (których nie kupiliśmy przed wyjazdem na wakacje) i że zamówił więcej. Dobry pretekst do małej wycieczki rowerowej (kilkanaście kilometrów), więc w Eko Dziupli zjawiliśmy się jeszcze kilka razy.

ekodziupla_1

Przyznam, że byłam zaskoczona cenami (poprzedni zakopiański sklep z żywnością ekologiczną nie zachęcał do zakupów i może dlatego nie dotrwał do kolejnego sezonu). Kupiłam sobie wreszcie pastę do zębów bez fluoru (Babuszka Agafia), a także uzupełniłam nasze zapasy o mąkę orkiszową (niestety, nawet na wyjeździe piekę chleby) i kaszę gryczaną.

ekodziupla_2

Za Eko Dziuplę osobiście trzymam kciuki, żeby właścicielce udało się rozwinąć skrzydła i poszerzyć asortyment, także o świeże produkty. W tej chwili można tu kupić kosmetyki – naturalne i organiczne, żywność pakowaną (kasze, mąki, bakalie, soki, mleko roślinne itp.), przyprawy, herbaty, kawy, mate oraz środki czystości. W planach jest uruchomienie kawiarenki – już teraz można usiąść przy stoliku i poczytać zdrową lekturę lub pogadać z właścicielką o ekologii, żywieniu czy dzieciach…

ekodziupla_3

Eko Dziupla, ul. Krupówki 25a (w podwórku), Zakopane

http://ekodziupla.pl/

https://www.facebook.com/EkoDziupla

ekodziupla_4

Polecamy!

 

12 VI2014

Rano zebrano, odbiorę wieczorem

by joanna

Za nami pierwsze – testowe – zakupy w Rano Zebrano. To internetowy sklep dla warszawiaków, którzy chcą kupować produkty spożywcze lokalne i/lub certyfikowane. Oto nasze wrażenia.

ranozebrano_1

Idea

Cieszę się, że warszawiacy mają coraz więcej możliwości świadomego kupowania produktów spożywczych. Czy to BioBazar, czy Kooperatywa Dobrze, czy Rano Zebrano – wszystkie sposoby wspierania rolnictwa lokalnego i ekologicznego są ważne.

W Rano Zebrano mamy możliwość zakupienia warzyw, owoców, nabiału i mięsa od dostawców sprawdzonych przez ekipę RZ. Sami także możemy skontaktować się z producentami i spytać o asortyment. Opisy gospodarstw i zdjęcia ich właścicieli przybliżają nam nieco miejsce, skąd pochodzi żywność – dzięki temu producenci są mniej anonimowi i warzywa czy owoce od razu są bardziej swojskie.

ranozebrano1

Internetowy sklep z dostawą do domu to niezwykle wygodny sposób na zaoszczędzenie czasu. Znam osoby, które są przeciwne zakupom świeżej żywności przez internet, ponieważ chcą same obejrzeć i wybrać produkty spożywcze – choć jest to kosztem ich czasu. Wiem, że są tacy kupujący, którzy każdej marchewce przyglądają się pięć razy, zanim włożą ją do koszyka, a do wędlin podchodzą krytycznie a priori. Rozumiem to, ale doświadczenie z kooperatywą (zamawiam w ciemno) przekonały mnie, że zwykle warto zaufać dostawcom. Oni są jak saperzy, mylą się raz, inaczej stracą klienta.

ranozebrano_3

Najważniejsze założenia sklepu Rano Zebrano:

  • dostawcy z Mazowsza,
  • produkcja tradycyjna i/lub ekologiczna,
  • świadomość konsumenta – co i od kogo kupuje,
  • opakowania zwrotne,
  • świeża żywność prosto od rolnika.

Asortyment

W ofercie jest ponad 200 produktów, z czego część to produkty sypkie, o dłuższym terminie ważności (mąki, przyprawy). Z tych nie wszystkie są lokalne (np. chili, ksylitol), producenci też pochodzą spoza regionu (np. Dary Natury – powiat siemiatycki). Niektóre warzywa z kolei rosną wręcz za miedzą (np. groszek cukrowy, nad którym mój mąż piał z zachwytu, pochodzi z Białołęki, dzielnicy Warszawy).

ranozebrano2

Choć 236 produktów wydaje się dużą liczbą, pod względem różnorodności oferta jest ograniczona. Wiem, z czego to wynika. Lokalność i sezonowość ma swoje prawa. Jeśli chcemy wspierać polskich rolników (choćby po to, żeby ograniczyć food miles), musimy być gotowi na rezygnację z pewnych smaków w określonych miesiącach.

Minusem jest ograniczenie w postaci narzuconej wagi wędlin czy przybliżonej wagi mięs – wiadomo, w sklepie możemy sobie pooglądać, pomarudzić, spróbować i wziąć 5 dag szynki. To jednak wynika ze sposobu robienia zakupów.

ranozebrano_2

Jakość

Jeśli chodzi o spełnienie naszych oczekiwań, pakującym zdarzyły się dwie pomyłki (o czym niżej). Na jakość towaru nie możemy powiedzieć złego słowa.

Nie rozczarowały mnie piękne ekologiczne truskawki (tu ryzyko było największe, że dojadą pogniecione, nieświeże itp.). Przetrwały noc poza lodówką, następnego dnia zamieniłam je w lody, a z całego kilograma wyrzuciłam dosłownie jeden owoc.

Jajka „duże” okazały się naprawdę duże, a dzisiejsze sadzone z czterech jaj miało siedem żółtek… Mniam!

Dzięki Rano Zebrano wreszcie udało mi się upiec chleb z płaskurki (kuzynka samopszy) od Babalskich. Tej mąki od roku szukałam w różnych miejscach, na BioBazarze usłyszałam, że w tym roku jej nie dostanę. Dostałam! Chleb wyszedł pyszny.

Cena

Produkty w Rano Zebrano to towar dla wymagających, dlatego nie spodziewałam się cen jak na zwykłym bazarku. Produkty niecertyfikowane, ale produkowane metodą tradycyjną, są tańsze od ekologicznych dostępnych gdzieś indziej. Na przykład pierś kurczaka zagrodowego kosztuje 30 zł za kilogram (eko na BB – 55 zł). Truskawki ekologiczne, ekojaja – cena rynkowa.

Dostawa

Pan kierowca, który przywiózł nam zakupy, powinien być wzorem dla wszystkich dostawców! Miła odmiana po gburowatych kurierach, którzy tak się spieszą, że w ogóle nie patrzą, z kim rozmawiają. A tak mogłam sobie chwilę pogawędzić i nawet dostałam specjalną, spersonalizowaną powitalną ulotkę z informacjami o Rano Zebrano.

ranozebrano_4

Koszt dostawy uzależniony jest od wagi i wartości zamówienia. Najtaniej wychodzi wtedy, gdy kupujemy towar za co najmniej 150 zł i waży on do 10 kg (1 zł).

Pomyłki w dostawie, jak wiadomo, zdarzają się wszędzie, tym razem też się zdarzyła. Nie mam o to pretensji, zwłaszcza że dotyczy to produktów pakowanych (zamieniony olej, brak makaronu) i zauważyłam to dopiero dwa dni po dostawie. W tej chwili czekam na informację, jakie są zasady postępowania w takich wypadkach.

Uaktualnienie: udało nam się zgrać i wymienić olej w dogodnym momencie. Kolejne zakupy przebiegły już bez pomyłek.

Podsumowanie

Jak już wspomniałam, idea bardzo mi się podoba i będę jej kibicować. Z pewnością zajrzę jeszcze nieraz na stronę sklepu, żeby sprawdzić, co nowego i smacznego się pojawiło. A także – żeby uzupełnić zapas płaskurki.

Platforma Rano Zebrano w moim mniemaniu jest przeznaczona dla świadomych konsumentów, którzy szukają lokalnej i sprawdzonej żywności, przygotowanych na to, że taka żywność kosztuje nieco więcej. W zamian oszczędzają czas, mają miłą dostawę do domu i produkty naprawdę wysokiej jakości. Piszę to, wyjadłszy mężowi pół pojemnika młodej kwaszonej kapusty (która nie do końca jest zgodna z moją dietą, ale nie mogłam się powstrzymać!).

Myślę, że sekret tkwi w staranności dostawców i samych inicjatorów sklepu Rano Zebrano. Mam nadzieję, że zyskają popularność, a może dzięki temu ceny będą niższe? Trzymam kciuki za rozwój sklepu i promowanie idei żywności lokalnej.

22 IV2014

„Głosy rewolucji żywnościowej” – recenzja

by joanna

Książka autorstwa ojca i syna – Johna i Oceana Robbinsów – to zbiór wywiadów przeprowadzonych pod kątem tematu zdrowego odżywiania (dieta roślinna jest tu ukazywana jako najzdrowsza) i zrównoważonego podejścia do zasobów naszej planety. 

glosy-rewolucji-zywnosciowej

John Robbins to weteran walki o upowszechnianie wiedzy o zdrowym odżywianiu, który postanowił porozmawiać z dwudziestoma osobami ważnymi dla osób interesujących się pochodzeniem pokarmu z własnego talerza. I tak mamy tu rozmowy (podzielone tematycznie) z:

  • Deanem Ornishem (dla mnie najciekawsze: czy orzech kokosowy jest zdrowy?),
  • Caldwellem Esselstynem (choroby serca a dieta),
  • Nealem Barnardem (cukrzyca a dieta),
  • Colinem Campbellem (białka zwierzęce, The China Study),
  • Joelem Fuhrmanem (dieta G-BOMBS, suplementy – m.in. kwas foliowy w postaci tabletek może przyczyniać się do rozwoju raka),
  • Jeffreyem Smithem (dla mnie zdecydowanie najciekawszy tekst, ponieważ zawiera sporo faktów na temat szkodliwości GMO – szkoda, że brakuje bibliografii),
  • Vandaną Shivą (jak się bronić przed Monsanto),
  • Billem McKibbenem (bydło a globalne ocieplenie),
  • Ronnie Cumminsem (żywność organiczna – czy można nawozić ją ludzkimi odchodami?),
  • Genem Baurem (humanitarne jedzenie),
  • Nicolette Hahn Niman (humanitarna hodowla zwierząt),
  • Rory Freedman (Skinny Bitch, weganizm),
  • Rajem Patelem (głód na świecie),
  • Michelem Simonem (zły przemysł żywnościowy),
  • Dennisem i Elizabeth Kucinichami (aktywiści na rzecz zdrowej żywności),
  • Morgan Spurlock (Supersize me),
  • Nikki Henderson (aktywistka na rzecz zdrowej żywności, prowadząca różne programy aktywizująca społeczności lokalne),
  • Frances Moore Lappe (pożywienie a nadzieja),
  • Kathy Freston (weganizm i duchowość),
  • Marianne Williamson (odchudzanie i duchowość),
  • na koniec Ocean Robbins rozmawia z Johnem Robbinsem.

Mam do tej książki stosunek ambiwalentny i wcale nie dlatego, że jem mięso (choć tylko z hodowli ekologicznych). Przede wszystkim chodzi o to, że została napisana dla Amerykanów i nie odpowiada mi stosunek istotnych informacji do tych mało ważnych lub partii tekstu irytująco skupionych na uprzejmym klepaniu się po plecach rozmówcy z autorem wywiadu.

Najbardziej zainteresowały mnie rozmowy poświęcone GMO, jako jedyne przyniosły mi jakąś nową wiedzę i usystematyzowały to, co już wiedziałam. Wiele partii tekstu było dla mnie po prostu nudne, bo amerykańska rzeczywistość polityczna i jej niuanse nie do końca przystają do naszej sytuacji. Poza tym wywiady w dużej mierze opierają się na założeniu, że czytelnik bezkrytycznie podziela poglądy autorów. Widziałabym w tych tekstach choć odrobinę polemiki, ziarno wątpliwości. A może globalne ocieplenie to mit? A William Davis miał rację, i to pszenica nam szkodzi, a nie mięso? Czy tłuszcze nasycone rzeczywiście powodują choroby serca?

Rewolucja żywnościowa, miejmy nadzieję, naprawdę nadejdzie. Wszystkie głosy są ważne. Książka Robbinsów pokazuje, że na szczęście są na świecie ludzie świadomi potrzeby zmian. Czy jest ich wystarczająco dużo? Czy przekonają innych do porzucenia śmieciowego jedzenia?

Czy polecam tę książkę? Nie wiem. Myślę, że nie jest przeznaczona dla Polaków, którzy jeśli są świadomi, nie znajdą w niej niczego nowego. A ci nieświadomi i mniej zainteresowani raczej jej nie przeczytają. Traktuję ją jako ciekawostkę, ale chyba jednak nie rewolucyjną…

Dziękuję Wegarnia.pl za pożyczenie książki do recenzji.

30 III2014

Czy karmienie piersią jest ekologiczne?

by joanna

Co to w ogóle za pytanie? – oburzą się mamy uwielbiające karmić piersią. (Co powiedzą mamy karmiące butlą z wyboru?). Spokojnie. Jestem mamą karmiącą już 17. (za chwilę 18.) miesiąc i zalety podawania dziecku mleka kobiecego znam na pamięć. Chcę jednak poruszyć temat, który już dawno temu pojawił się w mojej głowie za sprawą lektury książki Udo Pollmera. Na przekór i ku przestrodze.

karmienie_dwucycowe

Już 17. miesiąc na cycu.

Ekomleko

Karmienie piersią jest jedynym naprawdę ekologicznym sposobem karmienia małego dziecka.

Po pierwsze, jest całkowicie naturalne, wynika z naszej przynależności do świata przyrody, mleko pojawia się w odpowiednim momencie i dojrzewa razem z dzieckiem – jest idealnie dopasowane do potrzeb małego ssaka (niczego mu nie brakuje, nawet jeśli niektórzy uważają, że niski poziom witaminy D jest jego defektem – jak podkreślają doradczynie laktacyjne, jest on zależny od poziomu witaminy D w organizmie kobiety: jeśli dba ona ona o naturalną syntezę witaminy D poprzez ekspozycję na słońce bez filtrów blokujących lub przyjmuje odpowiedni suplement diety, w mleku mamy karmiącej poziom witaminy D będzie odpowiednio wyższy).

Po drugie, mleko mamy produkuje się „samo”, bez wykorzystywania krowy, fabryki, całej infrastruktury – nie zanieczyszcza więc środowiska, poczynając od przemysłowego hodowania bydła, przez mleczarnie, zakłady zmieniające mleko w proszek, po spaliny powstałe w wyniku transportu. Nie przyczynia się do produkcji gazów cieplarnianych (ewentualnie w niewielkim stopniu – matka karmiąca je trochę więcej).

Po trzecie, nie wiąże się z żadnymi odpadkami do utylizacji (opakowania, smoczki, butelki). Wkładki laktacyjne, przydatne na początku karmienia, mogą być przecież wielorazowe!

Po czwarte, nie trzeba go podgrzewać (woda, gaz/prąd), nie wymaga też naczyń, które trzeba myć i sterylizować.

Po piąte, zawiera cenne składniki, których nie udało się podrobić w żadnym laboratorium. Składniki, które np. ograniczają podawanie suplementów czy leków, w tym komórki macierzyste, substancje przeciwpasożytnicze, enzymy wspomagające trawienie. Dzieci pijące mleko matki zgodnie z zaleceniami WHO mniej chorują – zarówno w okresie „ssaczym”, jak i późniejszym życiu.

Po szóste, karmienie piersią zapewnia naturalną więź matki z dzieckiem, także nie do podrobienia w żadnym laboratorium.

Po siódme, karmienie wyłącznie piersią i na żądanie (co najmniej 8-10 razy na dobę) może skutkować naturalną, ekologiczną antykoncepcją (choć z tym bym uważała; doradczynie laktacyjne radzą mówić raczej o opóźnionej płodności) oraz wygodą w postaci braku miesiączki u mamy karmiącej (znów – zero odpadów). Długość niepłodności laktacyjnej (LAM) to sprawa bardo indywidualna, u niektórych kobiet czas ten trwa 3 miesiące, u innych – np. 3 lata.

Po ósme, ssanie piersi to naturalne ćwiczenie dla małego człowieka, przygotowujące go do mowy – ominiemy gabinety logopedów. Picie z żadnej butelki nie zastąpi tej gimnastyki mięśni buzi. Nikt jeszcze nie podrobił cyca!

Jeśli zapomniałam o jakimś ekologicznym wymiarze karmienia, koniecznie napiszcie w komentarzach.

karmienie-na_hali

Jakość eliksiru życia

Mleko matki jest źródłem zdrowia, inwestycją w przyszłość młodego człowieka. Jak pisze Udo Pollmer:

Mleko matki jest eliksirem życia, od którego w pierwszych miesiącach dziecko jest zależne i bez którego nie może optymalnie rosnąć i rozwijać się. Mleko matki jest i będzie najlepiej skomponowanym posiłkiem dla niemowlęcia. Nawet przemysł, jak dotąd, nie próbował zaprzeczać: karmienie piersią jest dla dziecka najlepsze. (s. 354)

W mleku matki znajdują się takie składniki, jak laktoferryna, lipozym czy 130 odmian oligosacharydów, mających ogromne znaczenie w obronie organizmu przed zarazkami, oraz przeciwciała broniące przed konkretnymi zarazkami, które akurat znajdują się w otoczeniu matki i dziecka – dlatego matka, która jest chora i nie musi brać silnych leków, powinna karmić piersią, żeby zapewnić dziecku ochronę.

Światowa Organizacja Zdrowia w swoich zaleceniach podkreśla, że nawet palenie papierosów, nawet sporadyczne picie alkoholu nie są przeciwwskazaniami do karmienia piersią (choć oczywiście obie te używki znacząco wpływają na jakość mleka i laktacji).

Nawet jeśli matka jest nosicielką wirusa HIV, istnieją sposoby, aby obniżyć prawdopodobieństwo zarażenia dziecka poprzez mleko matki – w niektórych krajach zaleca się, aby rozpatrzyć możliwość karmienia piersią także w takim wypadku.

Jednym słowem, WHO stawia wartość mleka kobiecego ponad wszystkie jego wady wynikające ze szkodliwego wpływu środowiska.

karmienie_w_samochodzie

Tankowanie mleczka w samochodzie…

 

Ekomleko bez certyfikatu

Niestety, ludzkie mleko jest tak zanieczyszczone, że żadna jednostka certyfikująca nie przyznałaby mu zielonego listka.

Na pewno mleko matki jest w znacznym stopniu skażone truciznami ze środowiska, które w ostatnich latach są coraz powszechniejsze. Wynika to z tego, że wszystkie obce substancje, czy to pestycydy, środki chłodzące czy feromony z kosmetyków, kumulują się w łańcuchach pokarmowych, a na końcu takiego łańcucha znajduje się człowiek. (Udo Pollmer, s. 354)

To oczywiście jest koszt rozwoju cywilizacyjnego, który z jednej strony spowodował znaczne zmniejszenie umieralności noworodków i niemowląt (higiena, opieka medyczna), z drugiej strony zmienił nasze otoczenie w sposób nieprzewidywalny dla przyszłych pokoleń: zaledwie od 100 lat żyjemy wśród substancji chemicznych, z którymi nigdy wcześniej gatunek ludzki nie miał do czynienia. I choć zwiększyła się liczba populacji, a także długość życia, coraz częściej zapadamy na nowotwory i inne choroby cywilizacyjne (ciekawostka: okazało się, że podczas karmienia piersią w organizmie dziecka powstaje substancja przeciwnowotworowa HAMLET, nieobecna w mleku kobiecym – prawdopodobnie pojawia się w wyniku trawienia pokarmu). Na wszechobecne zagrożenia najbardziej narażone są dzieci – poczynając od tych jeszcze nienarodzonych. One dopiero uczą się bronić przed szkodliwymi substancjami. Wiele z tych związków chemicznych jest zupełnie obca naszemu organizmowi, w dodatku działa z opóźnieniem i w sposób, który niekoniecznie łączymy z zanieczyszczeniem środowiska.

Żadna inna grupa społeczna nie przyjmuje większych ilości tych szkodliwych związków niż niemowlęta, a mleko matki nigdy nie byłoby dopuszczone do sprzedaży ze względu na duże obciążenie nimi. Zawartość tych substancji jest nawet 10 razy większa niż w mleku krowim, ponieważ kobieta przed pierwszą „produkcją” mleka przez ok. 20 lat zbiera w organizmie trucizny. (Udo Pollmer, s. 354–355)

Przejrzałam wyniki polskich badań nad jakością kobiecego mleka. To niezwykle ciekawa lektura, ale szerzej nieznana. Zebrałam więc kilka ciekawostek, ponieważ wiedza o składzie mleka i o tym, co na niego wpływa, jest bronią m.in. przeciw niedouczonym lekarzom, którzy np. krytykują karmienie dwulatka („zamiast pokarmu i tak leci woda”). Dlatego że wiedza o mleku kobiecym jest pomocna w unikaniu pewnych niebezpieczeństw i zmniejszaniu zagrożeń płynących z zanieczyszczenia środowiska.

Przede wszystkim: mieszanka jest zawsze gorsza

Mieszanki mleczne to produkt wysoko przetworzony, tylko naśladujący naturalny pokarm matki.

Nigdy nie dorówna jakością i właściwościami prawdziwemu mleku kobiecemu. Żadne mleko modyfikowane (zwróćcie uwagę, jakich nazw się używa na samo określenie tego produktu: sztuczne, modyfikowane, zastępcze) także nie ma ekocertyfikatu, bo produkcja przemysłowa wyklucza wolność od zanieczyszczeń. Magda Karpienia, liderka z La Leche League Polska, powiedziała mi, że są badania pokazujące, że w mleku modyfikowanym są bakterie, które giną dopiero w temperaturze 70°C, dlatego wbrew temu, co jest napisane na opakowaniu, nie powinno się go przygotowywać w temperaturze 37°C lub innej niższej niż 70. „A nawet, jeśli w końcu jakiś koncern wymyśli mleko z zielonym listkiem, to i tak będzie ono mniej odpowiednie dla dziecka niż mleko jego mamy – podkreśla Magda Karpienia. – Choćby przez swoją ciężkostrawność, a także wpływ na jelita”.

Mleko krowie, z którego powstają mieszanki mleczne, jest produkowane przez krowy hodowane przemysłowo. Krowy żyją w warunkach dalekich od naturalnych, w zanieczyszczonym środowisku, spożywają zanieczyszczoną paszę. To oznacza, że wszystkie zanieczyszczenia, które wchłania kobieta, wchłania również krowa, choć w krótszym czasie (kilku, a nie kilkudziesięciu lat). Mleko modyfikowane to produkt wysokoprzetworzny, tylko naśladujący naturę, pozbawiony wszystkich żywych składników, takich jak bakterie probiotyczne czy przeciwciała. Wiele badań dowodzi, że dzieci karmione sztucznym mlekiem jest w przyszłości zagrożone m.in. cukrzycą czy otyłością. Zostawmy mleko krowie cielętom!

Mieszanki dla alergików z kolei mogą być produkowane np. z soi, która – podobnie jak mleko krowie – jest jednym z najczęstszych alergenów. Jest też rośliną poddawaną modyfikacjom genetycznym (GMO).

Nie wpaść w trans

„Skład i zawartość kwasów tłuszczowych w mleku kobiet z Gdańska i okolic w różnych okresach laktacji” to artykuł autorstwa Doroty Martysiak-Żurowskiej z Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej oraz Kingi Żóralskiej, Macieja Zagierskiego i Agnieszki Szlagatys-Sidorkiewicz z Katedry i Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Tekst podsumowuje badanie mleka kobiecego (przebadano pokarm 80 młodych matek) pod względem zawartości kwasów tłuszczowych. W mleku ludzkim znajduje się od 1 do 9% (wagowo) tłuszczu, niezwykle ważnego w rozwoju m.in. mózgu dziecka. I choć wydaje się to niewiele, niemowlę karmione wyłącznie piersią czerpie z tego tłuszczu aż 50% (a dokładnie 40–55%) dziennego zapotrzebowania na energię! Szczególnie ważne są wielonienasycone kwasy tłuszczowe (LC-PUFA): dokozaheksaenowy (DHA), arachidonowy (AA) i eikozapentaenowy (EPA), budulec skomplikowanego układu nerwowego człowieka. Jak piszą autorzy:

Największe zapotrzebowanie na kwas AA i DHA występuje w okresie wewnątrzmacicznym oraz po porodzie, do około drugiego roku życia dziecka. W tym okresie następuje najgwałtowniejszy rozwój układu nerwowego i największy przyrost masy mózgu. [Pogrubienie moje – J.B.]

Dlatego karmienie piersią po 1. roku życia jest tak samo ważne i cenne, jak w początkowych miesiącach po urodzeniu. (Oczywiście, te kwasy tłuszczowe znajdują się także w innych pokarmach i mm, ale mleku matki na pewno ich nie brakuje!). Niestety, do mleka przenikają też inne tłuszcze, niepożądane w diecie niemowląt, dzieci, a także dorosłych.

Jednak oprócz KT niezbędnych dla prawidłowego rozwoju dziecka tłuszcz mleka ludzkiego może zawierać również KT negatywnie wpływające na rozwój dziecka – KT konfiguracji trans. (…) W codziennej diecie trans KT są więc przemycane w postaci tłuszczów ukrytych, tłuszczów zawartych w pączkach, ciasteczkach czy drożdżówkach. (…). Niektóre trans KT mają negatywny wpływ na organizm ludzki. Zaburzają gospodarkę lipidową – podwyższają poziom LDL-cholesterolu i obniżają HDL-cholesterol, tym samym niekorzystnie zmieniają stosunek LDL/HDL w naszym organizmie. Zaburzają desaturację i elongację niezbędnych nienasyconych KT (kwasu linolowego i linolenowego) do kwasów: AA, EPA i DHA w organizmach ludzkich i zwierzęcych. Zaburzenie endogennej syntezy tych KT ma niewątpliwie negatywny wpływ na rozwijający się organizm dziecka.

Autorzy tekstu zbadali próbki mleka matek pod względem wpływu zmiany rodzaju mleka (siara, mleko przejściowe, mleko dojrzałe) diety karmiących na ilość i rodzaj kwasów tłuszczowych w pokarmie. Co ciekawe, procentowa ilość sumy kwasów tłuszczowych w mleku nie jest zależna od diety, natomiast widać wyraźne różnice w ilości poszczególnych kwasów (Polki porównywano m.in. z Niemkami czy mieszkankami Afryki), co tłumaczy się różnicami w diecie specyficznej dla danego regionu. Ważną informacją jest również zmiana składu mleka na przestrzeni miesięcy – wraz z rozwojem dziecka pokarm dostosowuje swój skład do jego potrzeb. A jak wyglądają statystyki szkodliwych tłuszczów trans, zależnych – jak podają autorzy tekstu – od diety kobiet karmiących oraz spadku ich masy ciała?

Dla badanej grupy kobiet poziom występowania sumy trans KT wahał się w granicach od 1,01% do 5,72% ogólnego składu KT (średnio 2,45%). W porównaniu z zawartością izomerów trans KT w mleku kobiet z innych regionów świata, np. na poziomie około 7% u mieszkanek Arizony czy 4,2% w lipidach mleka kobiet z Republiki Czeskiej, lipidy mleka kobiet polskich zawierają ich stosunkowo niewiele.

To dobra wiadomość, ale i ostrzeżenie: dieta matki karmiącej ma wpływ na jakość mleka. Ograniczenie ilości szkodliwych (i dla matki, i dla dziecka) tłuszczów trans w pożywieniu nie jest trudne. Najważniejsze to świadomość, że należy wybierać produkty nieprzetworzone, unikać fast foodów i gotowych przekąsek (zwłaszcza słodkich), a zamiast drożdżówki zjeść świeży owoc.

Pestycydy, dioksyny, mikotoksyny, ołów, kadm, azotany, azotyny…

„Zanieczyszczenia środowiskowe w mleku kobiecym” to publikacja autorstwa Wandy Karwowskiej i Bożeny Waszkiewicz-Robak (Katedra Dietetyki i Żywności Funkcjonalnej SGGW w Warszawie) oraz Barbary Wróblewskiej (Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW w Warszawie, Zakład Enzymów i Alergenów Żywności) z 2005 roku. W artykule autorki wskazują bezpośredni związek między zawartością zanieczyszczeń mleka a dietą matki i wymieniają najczęstsze groźne substancje:

Przez gruczoł sutkowy do mleka matki przedostaje się wiele zanieczyszczeń środowiskowych takich jak: pestycydy, polichlorowane bifenyle, dioksyny, mikotoksyny, ołów, kadm, azotany, azotyny. Ich obecność powoduje szereg zmian w przebiegu procesów metabolicznych i reakcji układu odpornościowego w organizmie niemowlęcia.

Niestety, wszystkie te związki chemiczne są bardzo groźne dla dziecka, nie tyle w momencie spożycia mleka, co po pewnym czasie, gdy skumulują się w organizmie; mogą oddziaływać na rozwój człowieka przez lata! Jak piszą autorki, związki te pojawiają się w mleku matki, ponieważ matka spożywa zanieczyszczoną wodę i żywność. Z kolei wszechobecne mikotoksyny pojawiają się głównie tam, gdzie świetnie rozwijają się grzyby (miejsca ciepłe i wilgotne, słabo wietrzone mieszkania). Azotany (które mogą zmieniać się w rakotwórcze nitrozo aminy) znajdują się w zanieczyszczonych warzywach i wodzie, mikotoksyny: kancerogenne aflatoksyny i opóźniające wzrost oraz m.in. uszkadzające wątrobę ochratoksyny powszechnie występują w naszym środowisku – są metabolitami grzybów pleśniowych z rodzaju Penicillium i Aspergillus, które lubią nasze mieszkania. Tak więc nawet niewielki grzyb na suficie może okazać się bardzo groźny! Autorki przebadały próbki mleka od 34 kobiet pod względem obecności azotanów i mikotoksyn. Wyniki były niepokojące, zwłaszcza pod względem ilości mikotoksyn – szczególnie w siarze (im późniejsze mleko, tym mniej zanieczyszczeń).

Procesy detoksykacji u dziecka we wczesnym okresie niemowlęcym są utrudnione z powodu niedojrzałego systemu enzymów mikrosomalnych wątroby, ograniczonych możliwości wydalania substancji toksycznych przez nerki oraz niesprawności mechanizmów układu immunologicznego.

To zanieczyszczenie jest z pewnością najtrudniejsze do uniknięcia, choć na zdrowy rozum grzyby towarzyszyły ludziom od zawsze – więc być może i mikotoksyny w mleku nie są niczym nowym (choć być może dziś ilość tych toksyn wokół nas jest większa).

O co biega z PCB

PCB to polichlorowane bifenyle, zaliczane do zanieczyszczeń środowiskowych, które krążą w naszym otoczeniu i przedostają do organizmu w żywności. Były wykorzystywane do produkcji m.in. transformatorów, wymienników ciepła, klejów, smarów, papieru przebitkowego. W tekście „Stężenia polichlorowanych bifenyli w materiale pochodzącym od człowieka” (autorzy: Jan K. Ludwicki, Katarzyna Góralczyk, Katarzyna Czaja, Paweł Struciński, Agnieszka Jędrzejczuk, Zakład Toksykologii Środowiskowej, Państwowy Zakład Higieny) czytamy:

Związki te krążą w środowisku ulegając biomagnifikacji i przemianom metabolicznym w kolejnych ogniwach łańcucha pokarmowego. Ostatnim ogniwem tego łańcucha jest zwykle człowiek, który w swoich tkankach gromadzi najwyższe stężenia tych substancji. Szczególnym przypadkiem jest mleko kobiece, w którym stężenia tych związków osiągają znacznie wyższe wartości niż w mleku krowim. Z tego względu do grupy podwyższonego ryzyka należy zaliczyć niemowlęta i małe dzieci karmione pokarmem matki.

PCB są wycofywane z użycia, jednak zanieczyszczenie gleb czy wody już się dokonało. Uznano je za czynniki prawdopodobnie kancerogenne oraz za zaburzające gospodarkę hormonalną i obniżające zdolność organizmu do obrony przed bakteriami czy schorzeniami neurotoksycznymi. Według badań Państwowego Zakładu Higieny mleko polskich matek jest zanieczyszczone PBC w stopniu mniejszym, niż można by się obawiać, i dzienna dawka polichlorowanych bifenyli wypijana przez niemowlę to tylko 2,8 µg/kg masy ciala/dzień, podczas gdy bezpieczna granica ustanowiona przez WHO to 4,4 µg/kg masy ciała/dzień. Jak dla mnie, każda dawka to za dużo! Dodam tylko, że wspomniany tekst ma ponad dekadę (nie znalazłam dokładnej daty publikacji).

Karm piersią. Tak długo, jak chcesz

Dla mnie z powyższego wynikają następujące rzeczy: zanieczyszczenie środowiska realnie wpływa na to, jaką żywność spożywamy. To, co jadły i jedzą matki karmiące, ma z kolei wpływ na zawartość ich pokarmu. To, co matka karmiąca przekazuje dziecku w mleku, ma realny wpływ na zdrowie młodego człowieka.

Wniosek? Drogie przyszłe i obecne mamy: nie jedzmy świństw, kupujmy żywność pochodzącą z czystych regionów Polski, ekologiczną i zdrową, bo wszystkie zanieczyszczenia przekazujemy naszym dzieciom. Zdrowa dieta nie jest wcale droga ani trudna, wymaga tylko świadomego i odpowiedzialnego podejścia.

Dbajmy też o higienę naszych mieszkań, chodźmy na spacery do lasu, nie przebywajmy w klimatyzowanych pomieszczeniach, unikamy siedlisk grzybów (np. suszarek do rąk), używajmy ekologicznych środków piorących i czyszczących w domu.

Nie da się uciec przed zanieczyszczeniem środowiska, ale – pamiętając, że jesteśmy odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale i za swoje dzieci – starajmy się dbać o swoje zdrowie. Pamiętajmy też, że wiele zagrożeń przynoszą ze sobą substancje, z którymi dziecko się styka: pieluchy jednorazowe, ubranka z nieekologicznej bawełny, kosmetyki, powietrze, którym oddycha, posiłki z nieekologicznych surowców, woda… Nawet jeśli wydaje nam się, że mamy nieduży wpływ na zanieczyszczenie środowiska, to każda pozytywna zmiana jest krokiem w stronę ochrony naszych dzieci. I nie podawajmy dziecku mleka modyfikowanego (chyba że zmusza nas do tego sytuacja), ponieważ nawet w obliczu powyższych faktów nigdy nie dorówna ono zaletom jedynego (moim zdaniem) mleka odpowiedniego dla człowieka: mleka ludzkiego.

Komentarz „Kwartalnika Laktacyjnego” (tu najnowszy numer)

Mleko mamy oprócz wszystkich dobrodziejstw zawiera także substancje szkodliwe, które są odzwierciedleniem tego, w jakim środowisku żyje człowiek. Stężenie tych szkodliwych substancji np. metali ciężkich jest różne w zależności od regionu, w którym żyje kobieta. Obecność tych zanieczyszczeń w mleku mamy nie wiąże się z zagrożeniem dla dziecka karmionego mlekiem. Oczywiście nie mówimy tu o sytuacji ekspozycji na te substancje przekraczającej w sposób znaczny normy, np. katastrof ekologicznych, skażeń chemicznych jakiś obszarów itd. Mimo występowania zanieczyszczeń w mleku mamy jest ono nadal najlepszym pokarmem dla dziecka i ryzyko związane z rezygnacją z niego przewyższa znaczenie ryzyko powikłań w związku z jego zanieczyszczeniem. Tak samo jest z np. papierosami – należy zachęcać mamy do ograniczenia lub rzucenia palenia, ale karmienie piersią przez palaczkę nadal niesie więcej korzyści dla dziecka niż odstawienie dziecka od piersi.

Cytat na koniec: Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia:

Karmienie piersią jest niezaprzeczalnym sposobem zapewnienia idealnego pokarmu dla zdrowego wzrostu i rozwoju niemowląt; jest także integralnym elementem cyklu reprodukcyjnego o niebagatelnym znaczeniu dla zdrowia kobiet. Niemowlęta powinny być wyłącznie karmione piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia, aby ich wzrost, rozwój i zdrowie były optymalne. Jest to zalecenie dla całego świata. Później, do drugiego roku życia lub dłużej, w celu pokrycia zapotrzebowania żywieniowego, niemowlęta powinny otrzymywać odżywczo wartościowe i bezpieczne pokarmy dodatkowe i być nadal karmione piersią. Wyłączne karmienie piersią od urodzenia jest możliwe z wyjątkiem kilku przeciwwskazań medycznych, a nieograniczone wyłączne karmienie piersią prowadzi do wytwarzania odpowiednich ilości pokarmu.

Konsultacja merytoryczna:

Do poczytania:

22 III2014

Należę do koopu

by joanna

Osiem miesięcy temu byłam na pierwszym spotkaniu Kooperatywy Dobrze. Była to dla mnie zupełna nowość, choć oczywiście mam za sobą doświadczenia pracy społecznej, to jednak zawsze takie przedsięwzięcia miały strukturę hierarchiczną: niektórzy mieli do powiedzenia więcej niż inni. W spółdzielni wszystko wygląda nieco inaczej – tu głos mają ci, którzy się udzielają, przychodzą na zebrania, pomagają i własną pracą rozwijają inicjatywę.

koopdobrze_7

Idea jest bardzo chlubna – chodzi o uniezależnienie się od pośredników, w tym supermarketów, dzięki czemu rolnik (producent) otrzymuje odpowiednią zapłatę za swój towar, a kupujący nie ponoszą dodatkowych kosztów (lub pokrywają tylko te niezbędne). Oczywiście, nasza spółdzielnia korzysta z hurtowni, ponieważ nie do wszystkiego mamy bezpośredni dostęp. U podstaw leży jednak współpraca z rolnikami uprawiającymi żywność na nieprzemysłową skalę, dzięki czemu łatwiej jest zaoferować dogodne warunki kupna, a jednocześnie mieć kontrolę nad towarem.

koopdobrze_4

W Warszawie działa kilka kooperatyw, ale tylko nasza ma w planach utworzenie sklepu (na świecie to norma, być może nawet nie zwracaliście uwagi, że za granicą kupowaliście jedzenie w jakimś koopie). Podstawą działania jest praca członków spółdzielni, którzy mają zamienne dyżury przy różnych funkcjach. W tej chwili zakupy odbywają się raz w tygodniu i mają system częściowo zamknięty (zamówienia składają tylko członkowie, którzy np. zapłacili wpisowe), natomiast nowe osoby, które chcą się dołączyć, mogą przyjść i kupić coś z oferty „ekstra” (tzw. ekstrasy).

koopdobrze_5

Żywność w przeważającej części jest ekologiczna, część pochodzi z zaufanych źródeł niecertyfikowanych. Ceny są naprawdę niskie, ponieważ staramy się dotrzeć do źródeł żywności, omijając pośredników, jak tylko się da. Mamy kontakt z rolnikami ekologicznymi, dzięki czemu np. ekoziemniaki kosztują 2 zł/kg. Są też produkty suche, w tym mąki, kasze i bakalie (kilogram ekodaktyli kosztuje niecałe 17 zł, taki sam kilogram na BioBazarze kosztuje 32 zł, w sklepach znacznie więcej). Są również przetwory robione siłami spółdzielców, a także chleby.

koopdobrze_6

Do każdej kwoty dochodzi 10% narzutu – jest to składka na fundusz gromadzki, z którego pokrywane są różne wydatki spółdzielni (np. kupno wagi czy lodówki).

koopdobrze_2

Z moich obserwacji wynika, że przez kooperatywę przewinęło się bardzo wiele osób, z których kilkanaście stanowi pewien trzon, a reszta – przychodzi i odchodzi… Zostają chyba głównie osoby odżywiające się świadomie, jest trochę weganów, a także młodych rodziców. Domyślam się, że wielu początkowych entuzjastów straciło zapał, ponieważ spółdzielnia wymaga pewnego nakładu pracy, a przynajmniej czasu, no i zakupy są w ustalonym terminie, który nie każdemu pasuje. Być może nie każdy jest takim zapalonym ekożercą, żeby dla certyfikowanej żywności robić „tyle zachodu”. Sama, gdybym była bardziej mobilna i mniej non stop dzieciata, chętnie poświęcałabym więcej czasu na sprawy spółdzielcze.

koopdobrze_3

Obecnie jesteśmy w trakcie rejestracji jako stowarzyszenie, dzięki takiemu statusowi będziemy mogli zrobić kolejny krok w stronę tworzenia sklepu. Jeśli jesteście zainteresowani przystąpieniem do kooperatywy, a w każdym razie chcielibyście zobaczyć, jak to wygląda, zapraszam na nasze cotygodniowe zakupy – w czwartki od godziny 18:30 w Feminotece (ul. Mokotowska 29a). (To nasze kolejne miejsce – po domku fińskim na Jazdowie i barze Vega).

koopdobrze_1

Na zdjęciach widać pierwsze zakupy w nowym miejscu połączone z małym przyjęciem inauguracyjnym.

Do zobaczenia!

Do poczytania:

Kooperatywa DOBRZE na Facebooku

Czy kogoś w Polsce dziś inspiruje przedwojenny ruch spółdzielczy?

05 XI2013

Przepis na mleko owsiane

by joanna

owsiane_5

Mleko owsiane stało się w naszym domu produktem spożywczym pierwszej potrzeby, odkąd mamy pewność, że 4/4 naszej rodziny absolutnie nie może mieć nic wspólnego z mlekiem krowim i kozim (przeczytaj: „Alergia na mleko i błąd erzacu”). Mleko owsiane pijemy wszyscy (zamiennie z ryżowym) i do niedawna po prostu je kupowałam. Lubiłam wersję wzbogaconą w wapń, ale tu przeczytałam, że wapń spowalnia wchłanianie cennych składników mleka owsianego, takich jak cynk, choć z drugiej strony wapń neutralizuje fityniany (obecne m.in. w surowych ziarnach zbóż; również zaburzają wchłanianie np. żelaza i wapnia).

(więcej…)

01 XI2013

Pasta paprykowa – przepis

by joanna

pasta_paprykowa_2

Potrzeba matką wynalazku, oj tak. Jeszcze przed podjęciem diety postanowiłam rozszerzyć mój repertuar smarowideł kanapkowych, żeby nie jeść ciągle humusu i wędlin. Teraz, gdy już wiem, że wieprzowina mi szkodzi (a dobra wędlina drobiowa odstrasza ceną), nie mam wyboru: nadszedł czas eksperymentów.

Podstawą przepisu jest oczywiście ajwar, ale skoro okazało się, że bakłażana mój organizm nie toleruje, maksymalnie uprościłam wykonanie pasty.

Uwaga – przepis! Pasta paprykowa (wegańska)

Składniki (polecam ekologiczne):

  • 4 ładne czerwone papryki (lub mieszane, np. 2 czerwone, 2 żółte),
  • średnia cebula,
  • oliwa z oliwek,
  • sól,
  • szczypta przypraw: chili, kurkuma, kmin rzymski, nasiona kolendry.

Papryki należy upiec w całości – około 45 min w temp. 180°C – aby zmiękły i dały się obrać ze skórki. W tym czasie kroimy cebulę w kostkę i podsmażamy ją na oliwie, aby zmiękła. Po wyjęciu papryk z piekarnika czekamy chwilę, aż ostygną, wykrawamy gniazda nasienne i usuwamy skórkę, wrzucamy razem z cebulą do głębokiej miski (żeby nie chlapało przy miksowaniu). W moździerzu ucieramy przyprawy, dosypujemy do warzyw. Całość miksujemy blenderem według uznania: na gładką masę albo z wyczuwalnymi kawałkami cebuli.

Pastę przekładamy do słoiczka i trzymamy w lodówce. Świetnie nadaje się na kanapkę, choć pewnie sprawdzi się również jako sos do makaronu.

Smacznego!

UWAGA: Jeśli ktoś może i lubi jeść bakłażany, nie ma przeszkód, aby dołączyć go do składu. Pieczemy wówczas bakłażana, którego wcześniej ponacinaliśmy wzdłuż i wszerz, razem z papryką, aż będzie miękki. Jego również obieramy ze skórki. Miksujemy z resztą składników.

pasta_paprykowa

Trzeci dzień diety

W żołnierskich słowach wieści ze frontu.

Skutki odstawienia pokarmów, które mi szkodziły, to przede wszystkim pogorszenie się wyglądu mojej cery. Wylazły mi pryszcze – mam nadzieję, że to detoks, a nie trądzik, hehe. Poza tym dziś bolała mnie głowa. Ciągle jestem śpiąca i… głodna. Stawy bolą jakby mniej, ale to może być sugestia. Problemy jelitowe pojawiają się ze zmiennym nasileniem. Zmniejszyłam dawkę inuliny o 1/4 i już nie przeczyszcza.

W tej fazie ze zbóż glutenowych mogę jeść tylko orkisz. Pożegnałam mój zakwas żytni, teraz w kuchni rządzi zakwas orkiszowy. Myślę jednak nad tym, aby ograniczyć ilość pieczywa na zakwasie (fermentacja) i przerzucić się na jakiś czas na podpłomyki. Pierwsze już zrobiłam i były rewelacyjne – zjadłam szybciej, niż wyciągnęłam aparat…

Plan: kupić jasną mąkę orkiszową (żeby nie martwić się o fityniany) i zrobić zapas podpłomyków.

20 X2013

EKOankieta!

by joanna

Ponieważ w najbliższym tygodniu będę gościem w dwóch klubach mam (w poniedziałek o 11:00 – Bobo Camp oraz w piątek o 10:00 w moim dzielnicowym Klubie Mam i Tatusiów na Bielanach), gdzie opowiem co nieco o ekologicznym życiu, przygotowałam sobie listę tematów do poruszenia. I z tej listy wyszedł mi właściwie materiał na EKOankietę.

Proponuję Wam zabawę – sprawdźcie samych siebie, czy myślicie ekologicznie? Czy poniższe pytania wydają się Wam oczywiste (może poczujecie się urażeni, że pytam o takie oczywistości, hehe)? A może uważacie, że przesadziłam z tą ekologią na co dzień?

Potraktujcie to wyłącznie jako wstęp do głębszych przemyśleń. Nie chcę Was pouczać! Chętnie za to dowiem się, co sądzicie o poruszonych przeze mnie tematach. Które wydają się Wam wydumane, które są tak podstawowe, że aż dziwnie o nich rozmawiać? Przy niektórych pytaniach znajdziecie linki do moich wpisów, które mogą być inspiracją.

Czekam na Wasze opinie!

ekoankieta (więcej…)

12 X2013

Co to znaczy jeść przyzwoicie

by joanna

Książka Karen Duve „Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment” (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013) wpadła mi w ręce akurat teraz, kiedy czytam „Nowoczesne zasady odżywiania” Campbella. Ostatnio strasznie dużo czytam o jedzeniu. Jestem tym poważnie zaniepokojona. Muszę znaleźć czas na literaturę piękną, bo inaczej mój mózg zamieni się w liść sałaty! He, he.

Karen Duve jest niemiecką pisarką o ciekawym życiorysie (była m.in. kierowcą taksówki), dość utytułowaną i pewnie znaną w Niemczech. Po lekturze jej książki, w której opisuje swoje życie w trakcie eksperymentu konsumpcyjnego, znikło moje przeświadczenie o tym, że nasi zachodni sąsiedzi mają zmysł ekologiczny we krwi (o czym pisałam przy okazji „Modlitw waginy”). Co gorsza, moja wiara w człowieka została narażona na anihilację, ale mimo wszystko jeszcze się tli. O co tyle hałasu?

jesc_przyzwoicie-1

Autorka książki „Jeść przyzwoicie” pewnego dnia postanawia, że spróbuje różnych diet opartych na założeniach etycznych. Zacznie od najłatwiejszego, czyli kupowania żywności ze znaczkiem BIO, potem przestanie jeść mięso, następnie porzuci zwyczaj spożywania nabiału, aby w końcu spożywać tylko taki pokarm, jaki udaje się pozyskać bez szkody dla środowiska. Od diety ekologicznej, przez wegetariańską i wegańską, po frutariańską. (więcej…)

26 VII2013

Fotorelacja: pierwsze spotkanie nowej kooperatywy spożywczej (Warszawa)

by joanna

W czwartek 25 lipca odbyło się pierwsze spotkanie Kooperatywy Spożywczej DOBRZE. A właściwie przyszłej kooperatywy – jeszcze jej nie ma, dopiero się tworzy. To jest dobry moment, żeby ludzie, którzy lubią działać wspólnie dla wspólnej korzyści, włączyli się w przygotowania tej nowej wspólnoty.

koop_2

Spotkanie, w którym uczestniczyło pewnie około 30 osób (z czego pewnie ponad połowa przyszła prosto z placu Zbawiciela, hihi), zaczęło się od prezentacji pomysłu.

koop_5

Torba blogerki Asi (dziarskapara.pl).

Prowadząca – Nina – określiła wstępne oczekiwania czterech pomysłodawczyń (Magdy, Niny, Ani i Asi), wśród których znalazł się plan utworzenia sklepu spółdzielczego z produktami ekologicznymi i pozyskiwanymi od lokalnych rolników.

koop_1

Myślę, że w tym miejscu należy podkreślić, że takie inicjatywy opierają się na wspólnym zaangażowaniu – to oznacza, że członkowie kooperatywy otrzymują profity w postaci dostępu do pewnych produktów, ale sami powinni angażować się w działanie spółdzielni. Może być to praca przy transporcie produktów, ważeniu ich, rozdzielaniu, pilnowaniu tabelek z zamówieniami, a także poszukiwanie dostawców, promocja itp.

Na spotkaniu zostaliśmy poproszeni o propozycje – co sami możemy dać kooperatywie i ile czasu jesteśmy w stanie jej poświęcić. Odezwałam się jako druga i powiedziałam, że nawet kilka godzin tygodniowo mogę przeznaczyć na działania na rzecz kooperatywy. No cóż… Inni nie byli tacy ochoczy, może oprócz kolegi, który zadeklarował trzy dni w tygodniu. Daje mi to do myślenia!

Po części teoretycznej i zebraniu propozycji (wśród których najwięcej było tych związanych z promocją, kilka z pracą fizyczną) przyszła pora na ekorolnika.

koop_3

Chyba wszyscy byli zauroczeni rolnikiem Marcinem.

Marcin przyjechał ze swoimi warzywami i opowiedział nam o swoim gospodarstwie. Co ciekawe, Marcin jest Ślązakiem, ale przeprowadził się do Ostrowi Mazowieckiej, gdzie dzierżawi pole i uprawia (głównie) warzywa. Bardzo ucieszyła mnie informacja, że stosuje kalendarz biodynamiczny – dzięki temu jego warzywa lepiej rosną i na pewno lepiej smakują!

koop_6

Potem mogliśmy odebrać zamówione warzywa. Jeszcze ich nie próbowałam, ale wyglądają pysznie.

koop_7

Jeśli ktoś zna osoby zainteresowane dostarczaniem kooperatywie produktów bez pośredników, niech koniecznie daje znać. Sama będę pytać wszystkich znajomych ekoproducentów, czy nie chcieliby mieć stałych odbiorców (docelowo pewnie kilkadziesiąt-sto osób).

koop_4

Ma być o nas głośno!

Niektóre założenia kooperatywy:

– wszyscy działają wspólnie, dzielą się pracą i zyskami,

– współpracuje z rolnikami i innymi producentami żywności ekologicznej, dzięki czemu taniej kupuje produkty dla swoich członków,

– część pieniędzy z zakupów wpływa na wspólny fundusz, pokrywający np. koszty paliwa,

– kooperatywa to nie tylko zakupy, to także pomaganie sobie i dzielenie się swoją wiedzą i umiejętnościami.

Moje wątpliwości:

– ludzie zawodzą, będzie sporo rozczarowań, będziemy się zniechęcać i kłócić,

– tam, gdzie są pieniądze, będą spory o pieniądze,

– zaufanie do producentów: kto będzie sprawdzał jakość produktów – certyfikaty itp.? Trzeba by mieć własną jednostkę kontrolującą, czy żywność jest naprawdę ekologiczna…

– sezonowość produktów: w zimie będzie posucha.

Ale może się mylę? Trzymam kciuki za inicjatywę i będę pomagała, jak umiem. I tyle czasu, ile będę miała. Zapraszam Was do współtworzenia kooperatywy!

07 VII2013

Moja zasada dotycząca kupowania żywności

by joanna

Jak już pisałam wczoraj, zamierzam podsumować kilka prostych zasad dotyczących właściwego odżywiania. Zaczynam od zasady dotyczącej sposobu kupowania żywności, bo od tego zależy jakość naszych posiłków.

Jedz żywność jak najmniej zanieczyszczoną, najlepiej ekologiczną lub własną. Sam/a przygotowuj posiłki, aby wiedzieć, co jesz.

Dlaczego to takie ważne? Przykład pojawił się dziś w mojej kuchni zupełnie niepodziewanie. Starszy syn może jeść tylko masło klarowane, więc sama je przygotowuję, ponieważ jest to bardzo proste i wychodzi nieco taniej niż kupowanie gotowego (przepis). Robię to systematycznie od kilku miesięcy i pierwszy raz znalazłam żywy dowód na to, jak jesteśmy oszukiwani na jakości, a wręcz – składzie produktów gotowych.

niemaslo_0

To, co widać na zdjęciu, na pewno nie jest masłem klarowanym. To jakaś obrzydliwa breja, mieszanina tłuszczów niewiadomego pochodzenia. Mam to dać czterolatkowi do jedzenia? W razie wątpliwości, jak wygląda masło klarowane, spójrzcie na to – gładkie, bez żadnych ok, grudek czy oddzielającej się cieczy.

maslo_klarowane_2

Gdybym mogła, robiłabym własne masło. Może i na to przyjdzie pora… Tymczasem musimy zwracać uwagę na to, co kupujemy. Najlepiej kupować produkty nieprzetworzone, do których niczego nie dodano – konserwantów, barwników itp. – aby panować nad składem naszych posiłków.

Czytajcie skład na opakowaniu! Na przykład moje ukochane orzeszki nerkowca bywają wzbogacone o jakieś związki siarki – takich nie kupuję. Podobnie jest z innymi bakaliami, które u nas zastępują słodycze. Najgorsze jest to, że choć skład podany przez producenta bywa w porządku, to już ten faktyczny jest dla nas, zwykłych konsumentów, tajemnicą… Cóż, przynajmniej wiadomo, jak w domu sprawdzić jakość masła.

Nawet gdybyśmy kupowali wyłącznie certyfikowaną żywność, wszystko opiera się na zaufaniu – do producenta, jednostek certyfikujących, kontrolerów… Duży biznes zawsze przyciąga hochsztaplerów i nic na to nie poradzimy. Więc może nie dajmy się zwariować i spróbujmy znaleźć złoty środek?

Jeśli chodzi o mięso (co nie dotyczy części naszych czytelników), nie ufam innym producentom niż ekologiczni, choć dopuszczam na stół wyroby od sprawdzonych dostawców (np. jagnięcina czy ryby – na ryby nie ma certyfikatu). Jak pisze Servan-Schreiber, znaleziono dowody na to, że jakość paszy spożywanej przez zwierzęta znacząco wpływa na jakość ich mięsa i mleka, szczególnie bilans kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, od których zależy równowaga w naszym organizmie i jego zdolność do obrony przed rakogennymi mutacjami.

Nabiału prawie nie jemy, oprócz tego nieszczęsnego masła, odrobiny żółtego sera (eko) i jajek (zerówek). Chyba pora na ekologiczne masło, przynajmniej dla J. Problem z mięsem i nabiałem polega też na sposobie traktowania zwierząt. Nie wierzę w lepszą śmierć, ale wierzę w lepsze życie. Jeśli jem mięso, to przynajmniej płacę komuś, kto dobrze traktował swoje pogłowie.

fasola_papryka

Zanieczyszczenia w warzywach i owocach powstają już na etapie kiełkowania ziarna w glebie, z której wzrastająca roślina czerpie pożywienie razem np. z metalami ciężkimi. (Nie mówię już o GMO, bo tu cała historia zaczyna się w laboratoriach). Potem dochodzi oczywiście jakość wody, w tym deszczu, oraz wszystkie nawozy i środki ochrony roślin, które skutecznie niszczą chwasty i nasze zdrowie. Na samym końcu są jeszcze środki konserwujące żywność, aby nie zepsuła się podczas transportu.

To, co możemy zrobić, to uważnie kupować warzywa i owoce. David Servan-Schreiber w swojej książce „Antyrak. Nowy styl życia” proponuje spisanie sobie listy warzyw i owoców, które są podatne na zanieczyszczenia np. pestycydami, oraz takich, które przyjmują ich stosunkowo mało. Dzięki temu, jeśli nie mamy pieniędzy na żywność ekologiczną, możemy kupować produkty bezpieczniejsze. A jeśli decydujemy się na kupowanie żywności organicznej, możemy częściowo zrezygnować z poszukiwania certyfikatów w wypadku tych warzyw i owoców, które znajdują się na liście „ŹRÓDŁO MNIEJ WAŻNE”.

Najbardziej skażone owoce – te należy kupować ze źródeł certyfikowanych:

Najbardziej skażone warzywa:

  • papryka,
  • seler naciowy,
  • zielona fasola,
  • ziemniaki (no więc, te 18 zł za 2 kg już mnie tak nie bolą, hehe),
  • szpinak,
  • sałata (ile to historii o śmierci chomików po sałacie słyszałam…),
  • ogórki,
  • dynia.

ananas_0

Mniej skażone owoce – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • banany,
  • pomarańcze,
  • mandarynki,
  • ananas,
  • grejpfrut,
  • melon,
  • arbuz,
  • śliwki,
  • kiwi,
  • jagody (u nas jagody rosną raczej dziko, więc powinny być bezpieczne, należy je tylko dobrze opłukać!),
  • mango,
  • papaja,
  • awokado.

Mniej skażone warzywa – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • brokuły,
  • kalafior,
  • kapusta,
  • grzyby,
  • szparagi,
  • pomidory (co za ulga! Kocham pomidory i nie zawsze czekam do BioBazaru z ich kupnem…),
  • cebula,
  • bakłażan,
  • groszek zielony,
  • rzodkiewka.

(Źródło: David Servan-Schreiber, „Antyrak. Nowy styl życia”, Warszawa 2009)

warzywa_eko_0

Co ważne, autor podkreśla, że lepiej zjeść nawet nieekologiczne warzywa czy owoce, niż jeść ich za mało. Wartość posiłku wychodzi i tak dodatnia dla naszego zdrowia. To dobra wiadomość dla tych, których nie stać na żywność organiczną i czują się z tego powodu sfrustrowani, bo wszędzie mówi się o zdrowym odżywianiu, ale ceny ekoproduktów jakoś nie spadają…

Na liście brakuje mi marchewki – nie badano jej? Na pewno nie dam dziecku nieekologicznej marchwi.

Nie dotarłam też (jeszcze) do badań na temat innych produktów – zbóż, kasz itp. Wiem natomiast, że jedną z najbardziej opryskiwanych roślin na świecie jest kawa i tę należy pić ekologiczną, najlepiej Fair Trade.

Dobrze mieć jednak świadomość, że nie wszystko nas truje.

A już wkrótce zastanowię się nad drugą wskazówką żywieniową – indeksem glikemicznym. Smacznego!

Do samodzielnej lektury:

Tu przeczytacie, jak pozbyć się niechcianych substancji z powierzchni owoców i warzyw:

http://domposwojemu.blogspot.com/2013/05/o-warzywach-owocach-i-pozbywaniu-sie.html

Parszywa dwunastka owoców i warzyw (lista nieco się różni):

http://dziecisawazne.pl/brudna-dwunastka-2012/

Strony:12»