Udane fotołowy. Wywiad z Luizą i Julianem

Wstają o takich porach, o jakich niektórzy się kładą. Najczęściej wyruszają na fotołowy wcale nie na inny kontynent, a do najbliżej położonego lasu. Ich zdjęcia pokazują piękno polskiej przyrody i zmieniającej się aury. Ciężko pracują na każde udane ujęcie. Poznajcie Luizę i Juliana, zapalonych fotografów przyrody, którzy opowiadają o swojej pasji i spotkanych zwierzętach.

Julian Łoziński: 

Miłośnik przyrody, fotograf amator aspirujący do profesjonalizmu, może… ekooszołom? Zdjęcia zamieszczam głównie na >> Instagramie, powoli zaczynam brać udział w konkursach fotograficznych. Moim marzeniem jest związanie z tą pasją swojej przyszłości. Cały czas doskonalę swój warsztat, co polega głównie na długich godzinach spędzonych w terenie, ponieważ – sparafrazuję znanego kolarskiego blogera, który pisze “żeby jeździć, trzeba jeździć” – żeby robić dobre zdjęcia, trzeba robić zdjęcia.

Julian i Luiza wracają z fotołowów. Zdjęcie - Marcin Tarlaga
Julian i Luiza wracają z fotołowów. Zdjęcie – Marcin Tarlaga

Luiza Brzezińska-Łozińska:

Swoje zdjęcia określam jako “fotografia mocno amatorska”, na co dzień pracuję w branży zupełnie niezwiązanej z przyrodą, ale ekologia i natura były mi bliskie od dawna. Robienie zdjęć traktuję z przymrużeniem oka, co widać głównie w opisach ma moim >> Instagramie. Nie ukrywam, że chciałabym w niedalekiej przyszłości zarabiać w taki sposób, żeby nie musieć siedzieć w biurze i przebywać w mieście.

J.B.: Poznałam Was kilka lat temu, kiedy nic nie wskazywało, że poświęcicie się polowaniom z aparatem. Kiedy zaczęliście fotografować zwierzęta? Skąd wziął się pomysł?

Julian i Luiza: Przygodę z fotografią rozpoczęliśmy nieco półtora roku temu, czyli na wiosnę 2018 r. Już wcześniej bardzo dużo czasu spędzaliśmy na łonie natury, od jazdy na rowerze, przez zwykłe łażenie po lesie i łąkach, po hamakowanie i gnicie – byle blisko roślinności i w spokoju. Siłą rzeczy spotykaliśmy dzikie zwierzęta, widzieliśmy ich tropy, a fotografia to był po prostu kolejny krok, żeby zbliżyć się do natury i przyjrzeć jej się z bliska, zatrzymać się.

Fotołowy: bączek. Zdjęcie - Julian Łoziński
Fotołowy: bączek. Zdjęcie – Julian Łoziński

Chodzenie po lesie z aparatem zupełnie zmienia perspektywę, pozwala się zagłębić w ten świat i zwrócić uwagę na coś, co zwykły spacerowicz pominie. Tak naprawdę kamieniem węgielnym nowej pasji było picie kawy nad Wisłą i obserwowanie ptaków. Pomyśleliśmy, że cudownie byłoby móc je podglądać – naszym pierwszym pomysłem była luneta, ale natknęliśmy się na aparat z superzoomem. No i to było wow – z daleka widzieliśmy ptaki, owady itd., a jednocześnie ich nie płoszyliśmy. Potem oczywiście wciągneliśmy się i zaczęliśmy rozglądać się za nowym sprzętem, który umożliwiłby dodanie walorów artystycznych do zdjęć, a nie tylko dokumentację. No i tak to poszło.

Żeby fotografować przyrodę, zwłaszcza niekomercyjnie, trzeba mieć w sobie pasję. Co Was napędza? 

Julian: Przyroda sama w sobie. Jest tak cudowna i tak odmienna od chaosu i mętliku, w którym żyjemy na co dzień, że najchętniej tylko bym siedział z aparatem w lesie. Jednocześnie udostępniając zdjęcia, mam nadzieję, że uwrażliwię innych na otaczający ich świat, że dostrzegą piękno przyrody i więcej osób będzie o nią dbało.

Luiza: To tak naprawdę odskocznia, ucieczka od codzienności i zgiełku miasta. Pozwala się wyciszyć. Mam też wrażenie, im dłużej siedzimy w krzakach, że dokumentujemy umierający świat, że nasze spotkania ze zwierzętami i roślinami, biorąc pod uwagę zbliżającą się katastrofę klimatyczną, to ostatni moment, żeby tego doświadczyć. Człowiek odbiera miejsce dzikiej naturze, zwłaszcza przestrzeń – a my chcemy jeszcze nacieszyć się dziczą, póki możemy.

Fotołowy: kozioł sarny. Zdjęcie - Luiza Brzezińska-Łozińska
Fotołowy: kozioł sarny. Zdjęcie – Luiza Brzezińska-Łozińska

Jak się przygotowaliście do rozpoczęcia przygody z fotografią przyrody? Skończyliście jakieś kursy?

Julian: Wszystkiego od samego początku nauczyłem się sam – posiłkując się internetem, książkami, od tych czysto technicznych kwestii, jak przysłona, czas ekspozycji w aparacie, po tropienie zwierząt, rozpoznawanie gatunków czy odpowiednie kamuflowanie się. Po głębszym wejściu w świat fotografii przyrodniczej i poznaniu innych osób z taką pasją, miałem możliwość dalszego rozwoju, zdobycia rad od bardziej doświadczonych fotografów. Każdy kontakt z osobami robiącymi zdjęcia przyrodzie to szansa na dowiedzenie się czegoś nowego.

Luiza: Kiedyś zdjęcia cykałam bez głębszego zastanowienia, bez patrzenia na kadr czy perspektywę. Im głębiej Julian wchodził w fotografię, tym więcej i ja się dowiadywałam i uczyłam – sama na pewno nie podołałabym temu. Poza tym dziedziczę sprzęt – robię postępy małymi krokami, ale nie mam ciśnienia na bycie pro. 

No właśnie, jakiego sprzętu używacie? Jaki sprzęt według Was to minimum, żeby móc skutecznie fotografować dzikie zwierzęta?

Julian: Ja używam lustrzanki Canon 5D mkIV razem z teleobiektywem o ogniskowej 300 mm oraz dwoma telekonwerterami (1.4x i 2x) – są to elementy wydłużające ogniskową o wskazany mnożnik, czyli po prostu przybliżające obiekt. Marzeniem jest oczywiście 600 mm stałoogniskowy obiektyw Canona – sprzęt używany przez profesjonalistów przez duże P.

Luiza: W tej chwili korzystam z kompletu, którym fotografował wcześniej Julian – Canon 7D mkII plus teleobiektyw marki Tamron typu zoom 150-600 mm. Czekam na dalsze dziedziczenie (śmiech).

Julian i Luiza: Oboje zaczynaliśmy od Nikona P900, czyli kompaktowego aparatu z super zoomem – jakość zdjęć nie jest powalająca, ale zupełnie zmienia spojrzenie na fotografię przyrodniczą dla osób, które wcześniej nie miały z tym styczności. Zasadniczo najważniejsze jest zbliżenie – można bez podchodzenia zwierząt zrobić zdjęcie, które daje wrażenie bycia w małej odległości, niemal na wyciągnięcie ręki. Polecamy to każdemu, kto chce zacząć fotografować zwierzęta – korzystając ze zwyczajnego kompaktu o małym przybliżeniu można się tylko zniechęcić.

Fotołowy: czapla biała. Zdjęcie - Julian Łoziński
Fotołowy: czapla biała. Zdjęcie – Julian Łoziński

Jakie jest Wasze wyposażenie poza sprzętem foto?

Julian i Luiza: Podstawa to dobry kamuflaż i stopienie się z krzakami, czyli bojówki moro, ciemnozielone ciuchy, czapki, rękawiczki – są super ważne, bo wszystkie białe plamy na tle natury bardzo rzucają się w oczy. W sezonie letnim nieodzowne są siatki przeciw owadom, zakładane na czapki, bez tego można być zjedzonym żywcem. Zimą (jeśli jest śnieg, o co coraz trudniej), żeby zniknąć, przyda się zwykłe prześcieradło z wyciętą dziurą. No i kalosze, bez których nie da się przejść przez wysokie trawy i gęstą roślinność. Ich dodatkowy atut to ochrona przed kleszczami – tym robalom trudniej wejść po śliskiej gumie, a co za tym idzie, mniej włazi nam na skórę. Do tego dochodzą siatki maskujące (udawanie kupy krzaków), karimaty, chusty snajperskie – im bardziej się zagłębiasz w ten temat, tym więcej ekwipunku posiadasz. Przyda się też dobry termos i ciasto w plecaku (śmiech).

Fotołowy: lis. Zdjęcie - Julian Łozński
Fotołowy: lis. Zdjęcie – Julian Łozński

Dokąd się zapuszczacie? Czy myślicie o dalszych wyprawach, np. zagranicznych?

Julian i Luiza: Z racji miejsca zamieszkania (warszawskie Bielany) najczęściej bywamy w Puszczy Kampinoskiej. Przy okazji urlopów mieliśmy okazję zahaczyć o Puszczę Białowieską, Wigierski Park Narodowy, Poleski Park Narodowy, Brodnicki Park Krajobrazowy czy inne obszary chronione. Marzymy o wyprawach do Skandynawii, ponieważ jest tam rodzaj przyrody, która nas zachwyca. Ale i na naszym polskim podwórku można znaleźć fantastyczne tereny. W sumie nie trzeba nawet wyjeżdżać gdzieś głęboko w las, aby zrobić fajne zdjęcia przyrodnicze – wystarczy wybrać się do pobliskiego parku. Obok nas są na przykład Stawy Brustmana, gdzie udało nam się zrobić kilka ekstra ujęć łysek. Wyprawa “na wiewiórki” do Łazienek to też stały punkt programu w rocznym grafiku fotołowów. 

Fotołowy: wiewiórka. Zdjęcie - Julian Łoziński
Fotołowy: wiewiórka. Zdjęcie – Julian Łoziński

Jak wygląda plan nocy/dnia, kiedy idziecie na fotołowy? O której wstajecie, o której wracacie?

Julian i Luiza: W zależności od pory roku – w terenie trzeba być co najmniej pół godziny przed świtem. Lato jest najbardziej bezlitosne – słońce wstaje o 4, więc pobudki bywają i o 2.30, tak żeby zdążyć dojechać na miejsce i rozstawić się ze sprzętem. Zimą jest odrobinę lepiej, bo pobudka o 5 nie robi już na nas wrażenia. Zazwyczaj jesteśmy w terenie ok. 4 godzin – kluczowe są dwie godziny po wschodzie słońca i 2 godziny przed zachodem, wtedy zwierzęta są najbardziej aktywne i łatwiej je sfotografować.

Fotołowy: jeleń. Zdjęcie - Luiza Brzezińska-Łozińska
Fotołowy: jeleń. Zdjęcie – Luiza Brzezińska-Łozińska

Czy umiecie przewidzieć, jakie zwierzęta spotkacie? Szukacie określonych gatunków?

Julian i Luiza: Im dłużej badamy dany teren, tym lepiej wiemy, czego się spodziewać, ale nigdy nie idziemy z nastawieniem na konkretny gatunek. Bierzemy co natura daje (śmiech). Nawet zwykła wiewiórka przy dobrym oświetleniu to majstersztyk. Nie wpisujemy się w nurt pogoni za okazem i uważamy, że każde zwierzę, także krowy i sroki, zasługują na uwagę i dobre zdjęcie. Pomijając fakt, że zrobienie srokom czy zwierzętom gospodarskim idealnych fotografii to nie jest prosta sprawa – nie chodzi o udokumentowanie spotkania, tylko o ujęcie, które zapiera dech w piersiach. 

Fotołowy: łosie. Zdjęcie - Julian Łoziński
Fotołowy: łosie. Zdjęcie – Julian Łoziński

Czy są zwierzęta, które są pewniakami? Np. że nawet jeśli nie będzie łosia, to na pewno nawinie się sarna?

Julian i Luiza: Biorąc pod uwagę liczebność saren i łosi, jest dużo większa szansa na napotkanie tych pierwszych – w Kampinosie, wedle danych parku, jest ok. 2500 saren, a łosi żyje jedynie ok. 300. Wielkim nieobecnym jest dzik – dzięki “walce” z ASF i masowym odstrzale – spotkanie tego gatunku w świetle dnia w podwarszawskich rejonach jest bardzo trudne. Ale jedna z najbardziej istotnych rzeczy to po prostu patrzenie pod nogi – szukanie śladów, wyszukiwanie wzrokiem wydeptanej trawy i innych dowodów na obecność zwierząt.

Czy macie zdjęcia borsuka? Pytam, bo moim marzeniem jest spotkanie go w naturze.

Julian: Ja mam! Ale jest to zdjęcie czysto dokumentacyjne – w zeszłym roku gdy fotografowałem sarny, delikwent przebiegł mi przez środek kadru. Wystarczyło mi na szczęście refleksu, żeby go złapać na zdjęciu.

Fotołowy: borsuk. Zdjęcie Julian Łoziński
Fotołowy: borsuk. Zdjęcie Julian Łoziński

Luiza: Ja jeszcze nie dostąpiłam zaszczytu spotkania z borsukiem, ale wiem, że to nie jest łatwy obiekt. Co prawda mamy namierzony borsuczy rewir i będziemy próbować go sfotografować, być może wiosną.

Wasz największy sukces – to wilki? Ile razy udało Wam się je spotkać? 

Julian: Wilki są uznawane za magiczne, niemal mityczne zwierzęta, więc to na pewno było wyjątkowe spotkanie, tym bardziej, że go nie planowaliśmy (śmiech). Ale biorąc pod uwagę jakość fotografii to większym sukcesem określiłbym kilka ujęć łosi, z których jestem naprawdę zadowolony. Wilki wspólnie widzieliśmy raz, mnie się udało je spotkać ponownie.

Fotołowy: wilk. Zdjęcie - Julian Łoziński
Fotołowy: wilk. Zdjęcie – Julian Łoziński

Luiza: Zobaczenie wilków na żywo, nawet z daleka było dużym przeżyciem. Nigdy nie podejrzewałam, że je spotkam, jest ich naprawdę niewiele w okolicy, a i wiadomo, że unikają ludzi. Do głowy mi nie przyszło, żeby się ich bać, bo nie atakują ludzi, więc odczuwałam, podobnie jak Julian, czystą radość, a na początku niedowierzanie – że mieliśmy okazję je podziwiać. 

Za mój największy sukces uważam zdjęcie krów we mgle – od początku przygody z fotografią marzyłam o takim ujęciu, ale w okolicach Warszawy prawie nie ma krów, które pasą się na pastwiskach, tym bardziej w dobrych warunkach, czyli w mglisty poranek.

Fotołowy: krowy we mgle. Zdjęcie Luiza Brzezińska-Łozińska
Fotołowy: krowy we mgle. Zdjęcie Luiza Brzezińska-Łozińska

Wasze największe rozczarowania?

Julian: Chyba nie mamy czegoś takiego jak rozczarowanie. Zdarzają się tygodnie, kiedy nie udaje nam się niczego sfotografować, bo nie trafiamy akurat na modeli w lesie, ale jest to nieodzowna część tej pasji. Nigdy nie wiadomo, co się trafi – zwłaszcza przy etycznej fotografii, bez nęcenia zwierząt, podrzucania padliny lub co gorsze żywej przynęty, czy zaglądania do gniazd. 

Luiza: Podstawą robienia zdjęć przyrodzie jest cierpliwość i czekanie – tak więc rozczarowania trzeba przekuwać w naukę. I liczyć na szczęście kolejnym razem.

Jakie wyzwania przed Wami?

Julian: Każdy wypad do lasu jest tak naprawdę wyzwaniem. Największym jest coraz lepsze wtapianie się w otoczenie, bycie niewidocznym dla zwierząt, minimalna ingerencja w przyrodę – prawdziwy sukces fotograf/ka odnosi, gdy zdobędzie upragniony kadr, a zwierzę nawet go/jej nie zauważy.

Luiza: Naszym priorytetem jest troska o przyrodę – nie chcemy robić zdjęć za wszelką cenę, nie wchodzimy tam, gdzie zwierzęta mają ostoję, nie ganiamy za nimi. Dobrostan zwierząt i roślin to dla nas najważniejsza rzecz, podglądanie jest na drugim miejscu. Dbamy o ten dobrostan, m.in. zbierając śmieci – praktycznie na każdym wypadzie natykamy się na butelki, puszki i inne mniej lub bardziej zadziwiające przedmioty. Specjalnie po to mamy w plecaku rolkę worków na śmieci. 

Czy mieliście jakieś problemy, spotkaliście zagrożenia, złego leśniczego na drodze?

Julian i Luiza: Raz spotkaliśmy myśliwego, który polował w otulinie Kampinosu (legalnie), wdaliśmy się w średnio przyjemną dyskusję, do myśliwego po chwili dołączył kolega – jesteśmy zdecydowanymi przeciwnikami łowiectwa i tzw. gospodarki łowieckiej. Jest to temat na zupełnie osobną i bardzo obszerną dyskusję, ale ujmując to w skrócie – uważamy, że natura doskonale sobie ze wszystkim radzi bez udziału człowieka, a rolę myśliwych świetnie spełniają np. wilki, które zabijają osobniki słabsze, chore, starsze, a nie te o największym i najpiękniejszym porożu… Cała sytuacja zakończyła się spokojnie i rozeszliśmy się w swoje strony, ale do tej pory pozostała w nas niechęć do tego terenu, bo wiemy, że taka sytuacja może się powtórzyć.

Jeśli chodzi o leśniczych, to nie mieliśmy na razie żadnego spotkania, ale podejrzewamy, że będą one raczej należały do pozytywnych, ponieważ leśnicy pracujący w Parkach Narodowych to nie to co ludzie zatrudnieni w przedsiębiorstwie o nazwie Lasy Państwowe i nadzorujący gospodarcze kompleksy leśne.

Fotołowy: sarna z młodym. Zdjęcie Luiza Brzezińska-Łozińska
Fotołowy: sarna z młodym. Zdjęcie Luiza Brzezińska-Łozińska

Domyślam się, że spotyka Was też sporo zabawnych przygód.

Julian: Bywa dużo różnych przygód, które nawet jeśli w pierwszym momencie nie są zbyt zabawne jak na przykład woda w kaloszach, a następnie chlupoczący marsz przez ok. 5 km, to później wspominamy je z uśmiechem na ustach. Raz zostałem prawie nadepnięty przez łosie – leżałem na ścieżce i kamuflaż świetnie zdawał egzamin – szły prosto na mnie, więc musiałam się ujawnić i pomachać im ręką na przywitanie gdy były jakieś 5 m ode mnie. Łosie nie są agresywne, ale niezależnie od tego, czy łoś nadepnąłby mnie ze złości, czy przez nieuwagę, to bolałoby tak samo (śmiech). Są też żarty sytuacyjne, jak na przykład niecenzuralna reakcja na wilki wychodzące na polanę, których się nie spodziewaliśmy. Podpowiem, że człowiek wtedy nie mówi: “O! Wilki!” (śmiech).

Bardzo dziękuję Wam za rozmowę. Cieszę się, że znaleźliście czas na podzielenie się swoją pasją ze mną, Czytelniczkami i Czytelnikami. Życzę Wam kolejnych sukcesów i wspaniałych przyrodniczych spotkań.

Może przeczytasz także:

Loffme: z troską o kobiety. Rozmowa z Asią Majak

Z Asią Majak, twórczynią maki Loffme, mogłabym rozmawiać i rozmawiać. Jej ogromne zaangażowanie i wewnętrzna

„Nauka o klimacie”, czyli globalne ocieplenie to nie mit. Rozmowa z dr Aleksandrą Kardaś

„Nauka o klimacie” to książka trojga naukowców: Marcina Popkiewicza, Aleksandry Kardaś i Szymona Malinowskiego. Ta

5xO. Podróżowanie wg Green Projects, czyli wywiad z Januszem Mizernym

Podróżowania ciąg dalszy. Tym razem postanowiłam zapytać Janusza Mizernego – współprowadzącego blog >> Green Projects – o przyszłość

7 thoughts on “Udane fotołowy. Wywiad z Luizą i Julianem”

  1. Podglądanie przyrody w celu uchwycenia ulotnych chwil aparatem to musi być coś cudownego. Robię to na co dzień, ale nie pod kątem fotografii, lecz po prostu życia blisko natury. Jestem z nią po sąsiedzku ;-)

  2. Od zawsze podziwiam ludzi zajmujących się fotografowaniem przyrody i z przyjemnością oglądam zrobione przez nich fotografie. I zazdroszczę takim osobom tego bezpośredniego obcowania ze światem roślin i zwierząt. To świat niezwykle fascynujący. Gratuluję wywiadu, z przyjemnością go przeczytałam :)

  3. Rewelacyjny wywiad, podparty pięknymi zdjęciami… Czuć w każdym słowie Juliana i Luizy wielką miłość i szacunek do natury… Szkoda, że tak wielu ludziom tych cech brakuje… Wszystkie zdjęcia są piękne – łosie niesamowite, rozczulająca sarna z małym… Ale krowy we mgle mnie absolutnie rozbroiły…. Duże gratulacje za cały wywiad…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge