30 XI2015

Bez jaj i z jajami – powrót naleśników

by tadeusz

Kto mnie zna dłużej niż parę lat, pewnie wie, że uwielbiam smażyć naleśniki. Kiedyś regularnie podejmowałem nimi gości, którzy bardzo to doceniali.

Swego czasu doceniły to również mrówki faraona, nasi mali współlokatorzy w poprzednim mieszkaniu – im też moje naleśniki bardzo smakowały. Gościom musieliśmy potem dać coś innego. Kiedy J. zaczął jadać coś poza mlekiem, smażyłem naleśniki dla niego. Potem okazało się, że krowie mleko mu szkodzi, zastąpiłem je więc kozim (jak komuś wolno, to bardzo polecam – naleśniki wychodzą przepyszne!). Potem okazało się, że kozie też trzeba wykluczyć, a w dodatku jajka też… I wtedy się poddałem. Od czterech lat nie usmażyłem naleśnika. S. nic takiego w życiu nie widział.

nalesniki_t_0

Wersja bezjajeczna.

Od pewnego czasu J. wolno jeść jajka. Postanowiłem więc, że zrobię mu naleśniki. W końcu mleko nie jest obowiązkowym składnikiem, a zresztą można je zastąpić mlekiem roślinnym, np. jaglanym. Był jednak inny problem – S. nadal nie może jajek. Jest na nie bardzo uczulony – ma silną reakcję nawet po małej ilości. A przecież bardzo nieuprzejmie byłoby zrobić naleśniki dla sześciolatka, a trzylatkowi pokazać figę. Nigdy nie robiłem naleśników bez jajek, na kombinacje z lnianym glutem nie miałem ochoty, ale uznałem, że spróbuję, może coś z tego wyjdzie.

Przeczytaj także: Wegańskie naleśniki jaglane

nalesniki_t_3

Wersja jajeczna.

Naleśniki bez mleka (i jajek), z mąki orkiszowej

Składniki (na oko):

  • mąka orkiszowa typ TTL650 Niro,
  • woda,
  • olej do smażenia,
  • mleko jaglane,
  • sól.

Najpierw zrobiłem bezjajeczne naleśniczki dla S. Zdrobnienia używam celowo – z obawy o ich trwałość robiłem je bardzo małe. W końcu nieźle się trzymały – nie na tyle, żebym chciał coś w nie pakować, ale nie rozlatywały się przy obracaniu i zdejmowaniu z patelni, a tego bałem się najbardziej. No i były smaczne – wiem, bo pierwszego oczywiście zjadłem sam.

nalesniki_t_2

Po usmażeniu stosiku naleśniczków dla S., wbiłem do ciasta dwa jajka, dodałem nieco pozostałych składników i zrobiłem naleśniki dla mnie i dla J. Wersja z jajami była oczywiście bardziej trwała, smażyłem więc pełnowymiarowe.

Bez jaja i z jajem.

Bez jaja i z jajem.

Jako dodatek do naleśników dzieci dostały melasę karobową. Wybór to nieprzypadkowy – melasa karobowa to bogate źródło wapnia, więc jest na liście produktów, które mają wspomagać zrastanie się złamanej nogi J. Szybko okazało się jednak, że – podobnie jak tatuś – wolą naleśniki bez żadnych dodatków.

Ponieważ było pysznie, już planuję kolejne smażenie naleśników. Cieszę się, że mogłem do tego wrócić!

Może przeczytasz także:

One Response to “Bez jaj i z jajami – powrót naleśników”

  • U nas bardzo podobnie w kwestiach dwóch. Malżonek szanowny smaży u nas naleśniki – najlepiej mu wychodzą i basta. I również zjadamy je najczęściej bez żadnych dodatków. I właśnie dziś będą u nas na podwieczorek.
    Mamushka Olia Hercules to książka, o której wprost marzę. Obiecałam sobie, że sprawię ją sobie jako nagrodę za coś wyjątkowego, co uda mi się zrealizować w najbliższym czasie. A dlaczego właśnie ta pozycja? Gotowalam kilka przepisów tej autorki i wyszły wyjątkowo dobrze. Trochę w nich takiej domowej magii. Próby skomercjalizowania kuchni naszych sąsiadów trochę nie wyszły. Miał być modny slowfood, ale wydaje mi się, że tak troszkę się nie udało. Bo to jest taka zwyczajna kuchnia. Na prawdziwe zwyczajne dania. A to niemodne….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge