30 XII2016

Kosmetyki naturalne dla skóry z AZS – kremy, balsamy, masła

by joanna

Kremy, balsamy, masła dla skóry z AZS i wszelkimi innymi problemami wymagającymi silnego nawilżenia powinny być dobierane staranne, po uważnym przeczytaniu składu. Nie ma kosmetyków uniwersalnych i to, czy dany krem pomoże, czy nie, zależy często od cech indywidualnych danej osoby.

Zanim posmarujemy nowym kosmetykiem całe ciało, sprawdźmy, czy na pewno nas nie uczula. Warto poprosić w sklepie o próbkę kremu czy balsamu, aby przed wydaniem pieniędzy dosłownie przekonać się na własnej skórze, na ile kosmetyk nam odpowiada.

Kremy, balsamy, masła dla skóry z AZS

Kremy, balsamy, masła dla skóry z AZS

Kremy, balsamy, masła dla skóry z AZS – co wybrać?

Pierwszą zasadą pielęgnacji skóry atopowej jest dostarczanie jej składników odżywczych i nawilżenie, a zarazem naturalne natłuszczenie, aby nie traciła wody tak szybko.

W poniższym spisie znajdziecie kosmetyki naturalne, które szczególnie mocno nawilżają, odżywają i natłuszczają skórę. Część z nich używaliśmy. Balsamy mają dość rzadką konsystencję, zwykle są sprzedawane w tubkach lub pojemnikach z aplikatorem. Zaletą jest łatwość rozsmarowania. Wszystkie rzadsze kosmetyki są oparte na wodzie i zazwyczaj zawierają jakieś konserwanty (wyjątek: Babydream Med), aby mieć dłuższy czas przydatności do użycia. Konserwanty w kosmetykach w naszym spisie są dopuszczone jako składniki kosmetyków naturalnych. (więcej…)

18 VIII2016

„Księga małego alergika” – recenzja

by joanna

Nazwisko Sears niemal automatycznie kojarzy się z zagadnieniem rodzicielstwa bliskości i serią książek poświęconą temu zagadnieniu (pisałam o „Księdze rodzicielstwa bliskości”). Tym razem rodzina Searsów, a konkretnie ojciec i syn, uznani pediatrzy, podjęli temat alergii. Kto spodziewał się książki podobnej do pozostałem biblioteki Searsów, może być zaskoczony: to przede wszystkim kompendium bardzo konkretnej wiedzy.

ksiega_malego_alergika_1

Autorzy starają się łączyć wodę z ogniem, czyli mówić o medycynie konwencjonalnej, ale jednocześnie podkreślać, jak bardzo można pomóc sobie za pomocą naturalnych środków, a także diety i stylu życia. Nie jest to książka tylko dla rodziców alergików – jestem pewna, że dorosły alergik, w tym astmatyk czy atopowiec, znajdzie tu wiele podpowiedzi, jak uczynić swoje życie znośniejszym. (więcej…)

10 VI2016

„Utracone mikroby” – epitafium H. pylori (recenzja)

by joanna

Tę książkę polecam szczególnie tym, którzy kiedykolwiek badali się na obecność bakterii Helicobacter pylori w żołądku. Czy wynik wyszedł dodatni, czy ujemny, żaden z nich nie wydaje się pozytywny w świetle badań autora. A nawet można zaryzykować stwierdzenie – jeśli masz H. pylori, jesteś w szczęśliwszej mniejszości.

utracone_mikroby_1

Doktor Martin J. Blaser, autor „Utraconych mikrobów”, to amerykański naukowiec i praktyk ze stażem 30 lat. Jego książka, która ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 2014 roku, jest zapisem nie tylko aktualnej wówczas wiedzy Blasera, ale także „spisem niewiedzy” całej medycyny opartej na badaniach. Jednym z jego głównych obiektów badań był mikrob, obecny w żołądku ludzi od co najmniej 100 tysięcy lat: (więcej…)

29 IV2016

Pielęgnacja skóry z AZS – kąpiel w olejach naturalnych

by joanna

Podczas bardzo silnego ataku egzemy, jaki przechodziłam w październiku i listopadzie 2015 roku, przekonałam się, jak dużą ulgę w uśmierzaniu świądu i jak intensywne nawilżenie można osiągnąć dzięki kąpieli z użyciem naturalnych olejów.

(Wpis nie jest sponsorowany).

Przeczytaj także:

oleje_naturalne_duze

Jak się kąpać z olejami

Kąpiel w wypadku skóry atopowej nie powinna trwać długo – około 10, 15 minut – i warto pamiętać o kilku podstawowych zasadach. Przede wszystkim woda powinna być raczej letnia, na pewno nie gorąca! Do wody w wannie dolewamy około 2 łyżek stołowych oleju, wg mnie jest to ilość wystarczająca przy napełnieniu około 1/4 przeciętnej wanny. Zazwyczaj nie potrzebujemy więcej wody, ponieważ w kąpielach tego typu, które mają zadanie przede wszystkim natłuścić skórę, uśmierzyć świąd i dostarczyć składników odżywczych, nie chodzi o wylegiwanie się z książką, a o działanie pielęgnacyjno-lecznicze.

Po kąpieli delikatnie osuszamy skórę ręcznikiem i nakładamy na nią kremy, maści, leki itp. Ze względu na natłuszczenie skóry warto pamiętać, że ubrania mogą się zniszczyć od tłustej powłoki, dlatego sama taką kąpiel polecam przed snem, żeby pobrudzić piżamę, a nie ubranie dzienne.

kapiel_olej_kokosowy

Wszystkie rodzaje olejków, jeśli pochodzą ze sprawdzonego źródła, nadają się do pielęgnacji nawet noworodków. Jednak uwaga – każdy kosmetyk może uczulać, dlatego zanim użyjemy go pierwszy raz, powinniśmy zrobić test na suchej skórze – nałożyć na przedramię niewielką ilość oleju i poczekać, czy nie będzie reakcji alergicznej. Niektórzy zalecają czekać nawet 24 godziny, sama zwykle daję skórze około godziny.

Poniżej przedstawiam oleje naturalne, których używałam do kąpania swoich dzieci i własnych kąpieli, oraz te, które mają działanie korzystne dla skóry atopowej.

Olej arganowy

Najważniejsze cechy:

  • W 80% składa się z nienasyconych kwasów tłuszczowych, głównie omega-3 i omega-6, zawiera także witaminę E, karoteny, polifenole, tokofer, alkohole triterpenowe, tirukallol (który łagodzi objawy alergii), sterole, butyrospermol.
  • Pielęgnuje skórę suchą, trądzikową, dojrzałą, z problemami typu egzema.
  • Ma działanie odżywcze, regenerujące, przeciwzapalne, kojące.
  • Pochodzi z Maroka.
Olej arganowy Etja, 100% organic.

Olej arganowy Etja, 100% organic.

Więcej o oleju arganowym i jego pochodzeniu przeczytasz tu: Marokańskie złoto – olej arganowy.

Nasze wrażenia:

Olejek ma intensywny, orzechowy zapach, bardzo charakterystyczny, jednak w kąpieli w ogóle niewyczuwalny. Jest to jeden z silniej działających olejków. Jego cena – zwłaszcza jeśli wybierzemy produkt certyfikowany – jest wysoka, jednak to produkt wyjątkowy, wytwarzany w jednym miejscu na świecie. Tak jak w wypadku wszelkich kosmetyków do skóry z AZS, trzeba samemu wypróbować, czy sprawdzi się w naszym wypadku. Ja jestem bardzo zadowolona z używania olejku arganowego do kąpieli (ale nie tylko). Wyraźnie odżywia i nawilża skórę i choć jest olejem, pomaga w leczeniu np. wyprysków.

Olejek arganowy Etja, 100% organic.

Olejek arganowy Etja, 100% organic.

Używamy: Olej arganowy Etja, certyfikowany, 50 ml, 24 zł

Olejki innych firm:

Olej jojoba

Najważniejsze cechy:

  • Zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe i ich estry (przede wszystkim palmitynian cetylu), witaminy A, E, F, skwalen, kwas mirystynowy i fitosterole.
  • Chroni skórę przed utratą wody, zmiękcza, nawilża, odżywia.
  • Ma skład podobny do ludzkiego sebum (łoju).
  • Jest polecany przy leczeniu suchych egzem i chorobach skóry głowy.
  • Roślina, z której pozyskuje się olej, to simondaja kalifornijska, rosnąca pierwotnie na pustynnych obszarach w Ameryce Północnej, obecnie uprawiana również w Afryce i Azji.

olej_jojoba_etja_1

Nasze wrażenia:

To jeden z moich ulubionych olejów, w moim odczuciu jest idealnie zgrany z moją skórą. Ma piękny, złoty kolor i delikatny zapach. Sprawdził się w kąpieli i w bezpośrednim smarowaniu zmian skórnych. Bardzo go lubię również jako składnik kosmetyków domowych. Uważam, że przy silnych zmianach AZS warto spróbować kąpieli z użyciem właśnie olejku jojoby, a także mieć go pod ręką po prostu do smarowania skóry.

olej_jojoba_etja_2

Używamy: Olej jojoba gold BIO Etja, certyfikowany, 50 ml, 22 zł

Olejki innych firm:

Olej kokosowy

Najważniejsze cechy:

  • Znakomicie sprawdza się zarówno w kuchni (spożywczy), jak i do pielęgnacji ciała. Jest jednym tłuszczów, na których można smażyć – zawiera przede wszystkim nasycone kwasy tłuszczowe, które nie utleniają się pod wpływem temperatury. Znane są badania wykazujące działanie prozdrowotne oleju kokosowego w diecie.
  • Można go kupić w wersji „bezzapachowej”, co oznacza, że jest to produkt rafinowany i mniej wartościowy.
  • Zawiera kwas laurynowy o działaniu antygrzybiczym, antybakteryjnym i antywirusowym oraz kwasy: mirystynowy, kaprylowy, kaprynowy, palmitynowy, oleinowy, stearynowy, linolowy i kapronowy oraz witaminy E i C.
  • Nawilża skórę, wzmacnia jej barierę lipidową.
  • W temperaturze poniżej 25°C tężeje.

olej_kokosowy_0

Nasze wrażenia:

Ten olej znajduje się w naszej kuchni stale, przede wszystkim zastępuje masło w diecie bezmlecznej naszych dzieci. Kąpiel z jego użyciem była moim odkryciem – stosowałam ją z powodzeniem na suchą skórę naszych synów (przeczytaj). Z kolei w momencie, gdy moja skóra osiągnęła stan tragiczny i wymagający już leków, kąpiel z olejem kokosowym była dla mnie jak zbawienie. Chyba nigdy jej nie zapomnę – przyniosła ulgę i chwilowy odpoczynek od świądu. Przy skórze z AZS olej kokosowy uważam za kosmetyk, który powinien koniecznie znaleźć się w kuchni/łazience.

Pamiętajmy, że olej kokosowy kosmetyczny nie jest przeznaczony do spożycia, natomiast olej „kuchenny” spokojnie może być użyty do pielęgnacji ciała.

Olej kokosowy.

Olej kokosowy.

Używamy: Olej kokosowy virgin BIO, Bio Planete, 400 ml, 29,99 zł, Better Land (5% zniżki z kodem MEB5)

Oleje innych firm:

Olej lniany zimnotłoczony

Najważniejsze cechy:

  • To bardzo wrażliwy olej, przydatny zarówno w kuchni, jak i do pielęgnacji ciała. Należy go chronić przed światłem i ciepłem, zużyć w ciągu kilku tygodni od tłoczenia.
  • Zawiera m.in. kwas alfa-linolenowy (omega-3) – około 60%, linolowy (omega- 6), oleinowy (omega-9) oraz witaminę B i E.
  • Ma działanie regenerujące, przeciwzapalne, nawilżające.

etja_olej_lniany_0

Nasze wrażenia:

Olej, który powinien pojawiać się w diecie każdego atopowca, wspaniale działa na skórę zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz. Jego działanie jest jednak zależne od dość restrykcyjnego przestrzegania zasad przechowywania oleju lnianego, dlatego – przyznaję – kupuję go co jakiś czas i niewielkie ilości, żeby na pewno zużyć w krótkim czasie.

Warto spróbować kąpieli z olejem lnianym – kosmetycznym lub spożywczym – ma udowodnione działanie łagodzące i regenerujące. Zaletą jest jego dostępność, natomiast nie wszystkie oleje lniane dorównują sobie jakością, co ma znaczenie zwłaszcza przy ich spożywaniu.

etja_olej_lniany_1

Używamy: Etja, Olej lniany BIO, 50 ml, 9 zł

Przeczytaj także o oleju lnianym spożywczym.

Olej ze słodkich migdałów

Najważniejsze cechy:

  • Jeden z najbardziej popularnych olejów do pielęgnacji skóry, polecany m.in. kobietom w ciąży jako zapobiegający rozstępom.
  • Jest znakomitą bazą kosmetyków przygotowywanych w domu.
  • Jest polecany do pielęgnacji skóry z problemami – łuszczycą, egzemą.
  • Może występować w postaci rafinowanej i nierafinowanej (znacznie rzadziej spotykanej).
  • Zawiera kwas oleinowy (około 65%), kwas linolowy (około 25%), kwas palmitynowy, kwas stearynowy, witaminy.

olej_ze_slodkich_migdalow_etja

Nasze wrażenia:

Warto mieć olej ze słodkich migdałów choćby jako bazę kosmetyków własnej roboty (np. świetnie wychodzi z nim peeling kawowy). Jeśli chcemy kupić wersję nierafinowaną, warto się upewnić, co pisze producent o procesie produkcji (tłoczony na zimno, nierafinowany, certyfikowany itp.). Jest niedrogi i dość powszechny.

Kąpiel z olejkiem migdałowym jest jednym z podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych przy skórze atopowej – do wypróbowania. Dla mnie sam olejek migdałowy jest nieco za słaby przy mocniejszych zmianach na skórze.

calaya_olej_ze_slodkich_migdalow

Używamy:

Oleje innych firm:

Olej z masła shea

Najważniejsze cechy:

  • Jest tłoczony z orzechów masłowca, z których powstaje również masło shea. Od masła różni się rzadszą konsystencją, jednak tężeje pod wpływem chłodu (widać to na zdjęciu).
  • Zawiera allantoinę, nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy A, E i F. Znakomicie natłuszcza i odżywia skórę, zwłaszcza suchą i atopową. Ma działanie regeneracyjne, przynosi ukojenie np. przy poparzeniach słonecznych. Jest delikatnym filtrem UV (SPF 3–5)
  • Olej jest lżejszy od masła, lepiej nadaje się do kąpieli regeneracyjnej.

olej_z_masla_shea_etja_0

Nasze wrażenia:

Masło shea to kolejny podstawowy kosmetyk atopowca, a olej jest jego lżesjszym odpowiednikiem, który łatwiej zastosować w kosmetykach domowej roboty czy do kąpieli. Kąpiel z olejem shea jest odżywcza i łagodząca. Warto sprawdzić, czy produkt jest rafinowany – producenci raczej chwalą się brakiem rafinacji, dzięki czemu kosmetyk jest bogatszy w składniki, ale bardziej wrażliwy na czynniki zewnętrzne.

olej_z_masla_shea_etja_1

Używamy: Etja, olej z masła shea, 50 ml, 14 zł

13 III2016

Gdy olsza, leszczyna i brzoza krzyżują alergikom plany

by joanna

Dlaczego olsza, leszczyna i brzoza są winne wczesnowiosennym problemom z… alergiami pokarmowymi? W naszej rodzinie alergia na pyłki drzew dotyczy mojego męża i chłopców. Bywały lata, kiedy mąż musiał brać zwolnienie z powodu silnych ataków astmy w okresie pylenia brzozy. Im silniejsze pylenie, tym więcej objawów związanych również ze skórą.

Zawsze z obawą czekamy na kwiecień, kiedy zacznie się intensywna obecność pyłku brzozy w powietrzu – czy uda się uniknąć silnych leków? A może w ogóle panowie przeżyją ten czas bez Rupafinu, Ventolinu, Telfexo itp.?

Leszczyna, olsza brzoza i alergie pokarmowe

Leszczyna, olsza brzoza i alergie pokarmowe

Pierwsza leszczyna

W naszym klimacie leszczyna zaczyna pylić wcześnie, bo już w połowie stycznia (kończy w drugiej połowie kwietnia). Olsza startuje w połowie lutego, kończy razem z leszczyną. Ale to brzoza jest jednym z najczęściej uczulających drzew. Choć pyli krótko, bo zwykle około 2–3 tygodni, jest to czas bardzo wysokiego stężenia jej pyłków. Zwróćcie uwagę, jak popularne jest to drzewo. Na przełomie kwietnia i maja (a czasem wcześniej, jeśli wiosna się pospieszy) brzoza zaczyna kwitnąć i uprzykrzać życie alergikom. Z drzew alergizujących są jeszcze dąb (marzec – kwiecień) i topola (maj).

Jeśli ktoś ma pecha i jest uczulony na pyłki drzew, już od połowy stycznia cierpi z powodu pylenia.

Przeczytaj także:

Objawy uczulenia na pyłki drzew

Alergia wziewna na pyłek jest reakcją IgE-zależną, co oznacza, że jest to reakcja natychmiastowa. Do najczęstszych objawów takiej alergii należą:

  • problemy ze strony układu oddechowego (kichanie, wodnisty katar, swędzenie w nosie, kaszel, aż po napady astmy),
  • problemy ze spojówkami oczu (swędzenie, pieczenie, zaczerwienienie, łzawienie),
  • problemy skórne (wzmożone AZS).

Przyjmuje się, że reakcję alergiczną wywołuje stężenie w powietrzu od 50 do 100 pyłków danej rośliny na metr sześcienny, mniejsze stężenie ma znaczenie tylko dla osób o silnej alergii. Jednak dodatkowym czynnikiem wzmagającym objawy jest częste współwystępowanie alergii na kilka drzew, które pylą w tym samym momencie, i nawet, jeśli stężenie pyłków liczone osobno jest niskie, to suma alergenów w powietrzu może być już bardzo znacząca dla chorego.

http://www.twojapogoda.pl/tematyczne/dla-alergikow

http://www.twojapogoda.pl/tematyczne/dla-alergikow

Warto sprawdzać poziom pyłków w powietrzu i sprawdzić, gdzie akurat najmniej pyli np. leszczyna. Sama korzystam z serwisu Twoja Pogoda.

Stężenie pyłków to tylko jeden z czynników wywołujących reakcje alergiczne w sezonie pylenia. Nie bez znaczenia jest jakość ogólna powietrza, którym się oddycha (zanieczyszczenie pyłami np. 2,5 PM czy 10 PM w miastach może wzmagać alergie wziewne). Pomocne bywają różne sprzęty i udogodnienia do domu (np. siateczki w oknach, oczyszczacze powietrza – przeczytaj naszą recenzję oczyszczacza Fellowes), które ułatwiają życie alergikowi, ale tylko w przygotowanych pomieszczeniach. Czasem trudno przestrzegać odpowiednich pór wychodzenia z domu czy siedzieć cały dzień domu, unikając pyłków.

Oczyszczacz powietrza

Oczyszczacz powietrza

W skrajnych wypadkach, kiedy leki nie są w stanie zatrzymać reakcji alergicznej i chory cierpi na nieustanne duszności itp., konieczne jest wyjechanie w miejsce, gdzie stężenie pyłków jest znacznie niższe (zdarzało nam się wyjechać w góry podczas intensywnego pylenia brzozy). Jednak sama pyłkowica może być tylko częścią problemu, ponieważ nierzadkie są krzyżowe reakcje wziewno-pokarmowe, które zmuszają do wyłączenia z diety części pokarmów.

Uczulenie krzyżowe i panalergeny

Szacuje się, że około 70% alergików reagujących na pyłki brzozy jest również uczulonych krzyżowo na niektóre pokarmy. Czyli alergia wziewna łączy się u nich z alergią pokarmową. Przyjmuje się, że alergia wziewna jest pierwotna, a pokarmowa – wtórna, co zresztą można zaobserwować, gdy dany pokarm przestaje szkodzić poza sezonem pylenia. A więc alergia krzyżowa polega na reakcji organizmu na dwa podobne białka (przy czym jedno białko uczulało jako pierwsze) w sytuacji obecności obu białek jednocześnie.

Dzieje się tak z powodu podobieństwa między budową białek występujących w różnych roślinach. Organizm, reagujący wrogo na białka pochodzące np. od brzozy Bet v1, może zacząć reagować tak samo obronnie na białko jabłka Mal d 1 czy wiśni Pru a 1, ponieważ te mają podobną sekwencję aminokwasów (lub inne podobieństwa w budowie). Białka te zwane są zwane panalergenami i znajdziemy w różnych roślinach (owocach, warzywach, w nasionach, pyłkach), ale także u zwierząt. Są to m.in. profiliny, chitynazy, glukanazy, białka przenoszące lipidy (LTPs).

Oprócz informacji o występowaniu podobnych białek w różnych pokarmach ważna jest wiedza na temat odporności tych protein na temperaturę czy enzymy trawienne. Wielu alergików zauważa, że choć np. surowy owoc wywołuje u nich reakcję, to ugotowany czy upieczony już nie. Jednak według naukowców alergie krzyżowe, w których pierwotna jest alergia wziewna na drzewa i np. bylicę, na początku dotyczą białek wrażliwych na temperaturę, a w późniejszym okresie również tych, które na temperaturę i enzymy nie reagują.

Jabłka

Jabłka

Naukowcy wyodrębniają alergeny z pyłków uczulających roślin i porównują je z białkami produktów spożywczych, aby poznać jak najwięcej możliwości reakcji krzyżowych. Co ciekawe, eksperymentują z genami, aby wyprodukować np. niealergizujące jabłko. Na ile jest to syzyfowa praca? (Wg mnie właśnie tak jest – zniknie jeden alergen, to pojawi się drugi, przecież w innych krajach, gdzie nie ma brzóz, jej „rolę” wydzielania panalergenów mają inne drzewa).

Objawy uczulenia krzyżowego

Najczęstszym objawem jest OAS – oral allergy syndrome, czyli zespół alergii jamy ustnej. Objawia się reakcją warg, języka, błon śluzowych jamy ustnej, która może być jedynie pieczeniem, swędzeniem czy ogólnym dyskomfortem, w postaci przewlekłej np. niegojącym się zajadem w kąciku ust czy spierzchniętymi wargami. Pokrzywka oraz obrzęk może dotyczyć także rąk, które dotykały owocu czy warzywa.

W ostrych przypadkach może dojść do obrzęku jamy ustnej, przełyku, reakcji układu pokarmowego (wymioty, biegunka), oddechowego (skurcz oskrzeli, obfity katar), skóry (pokrzywka) i oka (zaczerwienienie, łzawienie), aż po wstrząs anafilaktyczny.

Kwitnąca (i pyląca) brzoza.

Kwitnąca (i pyląca) brzoza.

Wszystkiemu winna jest brzoza

Choć brzoza kwitnie jako ostatnia, jest ona prawdopodobnie winna również problemów z alergiami krzyżowymi już od połowy stycznia. Dlaczego? Badania wskazują, że – ponieważ alergia krzyżowa zachodzi również pomiędzy pyłkami tych właśnie drzew – u większości (95%) uczulonych na wszystkie trzy drzewa pierwotną alergią była właśnie alergia wziewna na pyłki brzozy. Można więc uznać, że drzewo to jest winne sporej części alergii w Polsce. Jednak w miejscach, gdzie brzoza nie jest popularna, jej miejsce zajmują po prostu inne drzewa.

Możliwe alergie krzyżowe pokarmowe

Leszczyna (Corylus avellana)

  • orzechy,
  • pokarmy alergizujące krzyżowo z pyłkiem brzozy.

Olsza (Alnus)

  • pokarmy alergizujące krzyżowo z pyłkiem brzozy.

Brzoza (Betula) – wyróżnione najczęstsze

  • jabłka,
  • gruszki,
  • marchew,
  • seler,
  • pomidory (surowe),
  • banan,
  • mango,
  • morele,
  • brzoskwinie,
  • śliwki,
  • wiśnie,
  • pomarańcze,
  • liczi,
  • czereśnie,
  • truskawki,
  • maliny,
  • kiwi,
  • figi,
  • pieprz,
  • orzechy,
  • cukinia,
  • ziemniak (surowy),
  • anyż,
  • papryka,
  • kminek,
  • kolendra.

Czy pokarmy uczulająco krzyżowo można jeść poza sezonem pylenia?

Na to pytanie odpowiedzi są różne. Z jednej strony rzeczywiście można zauważyć wyraźną różnicę w objawach poza sezonem pylenia – pewne pokarmy uczulające krzyżowo po prostu przestają wywoływać niepożądane reakcje organizmu. Z drugiej strony prof. Kaczmarski pisze o swoistej pamięci organizmu i mimo że poza sezonem pylenia nie będzie zachodzić reakcja IgE-zależna, ponieważ nie będzie obecności alergenu prowokującego obrony immunologicznej, może dojść do opóźnionych reakcji skórnych zależnych od limfocytów T (czwarty typ reakcji alergicznej).

Tak więc w podjęciu decyzji potrzebna jest indywidualna porada specjalisty.

Wybrana bibliografia:

06 XI2015

Pielęgnacja skóry z AZS – naturalne mydła w kostce

by joanna

Nadszedł czas na kolejny odcinek poświęcony kosmetykom do mycia i kąpieli dla osób z atopowym zapaleniem skóry – tym razem wymieniam naturalne mydła w kostce.

Przeczytaj: Prysznic przy AZS i innych problemach skórnych

Staraliśmy się przetestować jak najwięcej kosmetyków, aby móc napisać kilka zdań od siebie. Bardzo dziękujemy producentom i dystrybutorom za przesłanie próbek.

Jeśli macie sugestie, aby dodać coś do spisu, napiszcie w komentarzach!

Jeśli chcieliby Państwo, aby Państwa kosmetyk naturalny przeznaczony do mycia skóry z AZS znalazł się w poniższym spisie, zapraszamy do kontaktu.

mydla_w_kostce_AZS (więcej…)

30 X2015

Prysznic przy AZS i innych problemach skórnych

by joanna
Słowo od autorki: Tak się złożyło, że od miesiąca (październik 2015 r.) cierpię na egzemę – jest to prawdopodobnie jakiś wyprysk kontaktowy. Pierwszy raz w życiu – w wieku 34 lat – mam coś takiego. Zmiany pojawiły się najpierw na podudziach, potem na biodrach i plecach. Dokucza mi świąd, grubienie skóry, sączenie się płynu, a przede wszystkim poczucie bezradności, bo nie znam przyczyny tych zmian skórnych (nie wykluczam jednak, że pierwszym punktem zapalnym była szczotka do suchego masażu, którą się podrażniłam, drugim – nowe spodnie, ciemne dżinsy; a być może wszystko jest kwestią psychiki, ponieważ straciłam pracę?).

wyprysk_kontaktowy

Testuję teraz wszystkie kosmetyki do skóry z AZS, z których dotychczas  korzystały moje dzieci. Możecie mieć więc pewność, że kosmetyki tu opisywane będą sprawdzone jeszcze lepiej.

Wiadomo, że myć się trzeba – ale jeśli zmiany na skórze są bardzo silne i dokuczliwe, sączy się z nich płyn, a każdy kontakt z wodą powoduje cierpienie, warto zaplanować sobie harmonogram pielęgnacji, ponieważ po prysznicu musimy bardzo dokładnie nawilżyć i natłuścić ciało (ewentualnie zaaplikować maści wskazane przez lekarza). W moim wypadku jest to co najmniej 15 minut wsmarowywania kosmetyków.

3 zasady podczas brania prysznica przy aktywnych zmianach skórnych:

  1. Ograniczenie czasu i częstotliwości brania prysznica.
  2. Ustawienie najniższej temperatury wody, jaką możemy znieść.
  3. Użycie odpowiednich kosmetyków – najlepiej naturalnych.

Rzadziej i krócej

Jeśli nie przeszkadza nam brak codziennego mycia, a nie jesteśmy spoceni, ubrudzeni czy po prostu nie pachniemy brzydko, nic nie stoi na przeszkodzie, aby brać prysznic na przykład raz na dwa dni, opcjonalnie na zmianę z kąpielą nawilżającą. Pachy, okolice intymne i stopy warto myć częściej. Pielęgnacja twarzy to osobna działka – jeśli nie ma przeciwwskazań, zwykle myjemy ją dwa razy dziennie.

Prysznic powinien trwać krótko i warto ograniczyć kontakt z wodą, czyli najpierw się opłukać, zakręcić wodę, namydlić, na końcu spłukać. Dla maruderów polecam budzik albo puszczenie sobie z telefonu (zabezpieczonego od wilgoci) kilkuminutowej piosenki, w trakcie której trzeba się wyrobić. Działa!

prysznic

Uwaga – strumień wody powinien być miękki, aby jak najmniej drażnił skórę. Jeśli macie regulację strumienia wody w słuchawce, poszukajcie najdelikatniejszego ustawienia.

Zimna woda zdrowia doda

Nie od dziś wiadomo, że zimno pomaga w walce ze świądem. Nie namawiam Was do lodowatych pryszniców, bo po prostu można się przeziębić, a w zimnej wodzie trudno też się namydlić, a potem spłukać. Ustawcie sobie temperaturę wody na taką, jaką możecie znieść, a która jest poniżej 36°C (czyli czujecie, że jest chłodna). Taki prysznic ma też inną zaletę – nie potrwa długo!

Uwaga – warto również zrezygnować z dodatkowych zabiegów kosmetycznych do czasu zagojenia się stanów zapalnych na skórze. Dotyczy to m.in. depilacji, masażu szczotką oraz peelingu.

Odpowiednia pielęgnacja

Pod prysznicem możemy użyć mydła w płynie lub w kostce. Z mojego doświadczenia wynika, że najskuteczniejsze w pielęgnacji (a jednocześnie w delikatnym oczyszczaniu skóry) są naturalne mydła na bazie naturalnych olejów (np. Aleppo). Moim ostatnim odkryciem jest czarne mydło afrykańskie – o którym już niedługo napiszę więcej (ma naprawdę wyjątkowy skład i ciekawą konsystencję i wcale nie jest czarne).

czarne_mydlo_afrykanskie_1

Czarne mydło afrykańskie.

Mydło, którym traktujemy nasze cierpiące ciało, według mnie powinno spełniać kilka warunków:

  • powinno być jak najbardziej naturalne, bez konserwantów, barwników, PEG-ów, parafiny itp.,
  • powinno mieć silne działanie nawilżające,
  • powinno regenerować skórę,
  • powinno mieć delikatne działanie lecznicze,
  • dobrze, jeśli ma działanie antybakteryjne, ponieważ uszkodzona skóra jest podatna na zakażenia.

Już wkrótce: mydła w kostce do pielęgnacji skóry z AZS

Przeczytaj o pielęgnacji skóry z AZS i problemami:

A po prysznicu…

Po szybkim prysznicu otulamy się delikatnie ręcznikiem i delikatnie osuszamy (nie wycieramy!). W ciągu kilku minut powinniśmy nałożyć warstwę kosmetyku nawilżającego i natłuszczającego, aby skóra jak najkrócej pozostawała bez ochrony – ważna jest także struktura skóry po myciu, która łatwiej przyjmie składniki kosmetyku.

Jeśli po myciu nasza skóra swędzi, piecze, jest bardzo zaczerwieniona, a zmiany zaognione, powinniśmy pomyśleć, czy któryś z powyższych warunków nie został spełniony. Może woda była za ciepła, może staliśmy w niej za długo, a może wytarliśmy się zbyt mocno?

Dla osób z zaognionymi zmianami skórnymi prysznic nie jest żadną przyjemnością, niestety. Dlatego bardzo polecam przede wszystkim minimalizację czasu mycia i obniżenie temperatury wody.

Napiszcie, jakie są Wasze sposoby na jak najmniej szkodliwy prysznic!

17 IX2015

Mydło Aleppo – mydło, którego nie będzie?

by joanna

Syryjskie mydło Aleppo jest ideałem. Tradycja jego wyrobu tak stara, że nawet nie wiadomo, ile wieków temu rozpoczęto produkcję. A opiera się na czterech naturalnych składnikach, łączonych według receptury niezmienionej od stuleci – produkcja mydła trwa aż rok. Mydło Aleppo to podstawowy kosmetyk każdego atopowca, każdej osoby mającej problemy skórne. O jego właściwościach przeczytacie poniżej.

mydlo_aleppo_organique_1

I nie ma już tych mydeł

Parę dni temu Paweł z zaprzyjaźnionej Drogerii Ekologicznej napisał na Facebooku:

My z miasta Alleppo w Syrii zamawialiśmy do Better Land – drogeria ekologiczna mydło Aleppo.
Jakieś pół roku temu otrzymaliśmy mejla: „jest u nas wojna, nie ma możliwości wysłania mydeł”, i kontakt się urwał. Może już nie żyją? I nie ma już tych mydeł.

Poruszona i zasmucona, zaczęłam szukać wiadomości na temat tego, co obecnie dzieje się w Aleppo. Tak trudno znaleźć rzetelne informacje, bo dziś jest to najprawdopodobniej jeden z najbardziej niebezpiecznych rejonów świata. Ścierają się tam siły prorządowe z siłami antyrządowymi (Wolna Armia Syrii) oraz bojówki Kurdów i wojska ISIS, czyli Państwa Islamskiego. Czytałam kilka relacji dziennikarzy i Syryjczyków, choćby ta relacja mieszkańca Aleppo, która być może trochę zbliża nas do prawdy. Sytuacja wygląda fatalnie i nie wygląda na to, aby ta wojna miała się zakończyć.

Prawdopodobnie ludzie, którzy pracowali przy produkcji mydeł, dziś już tego nie robią. Może uciekli do Turcji, może do Europy. Część przeniosła produkcję do innych miejsc, np. do Bejrutu.

Aleppo_soap_03

Mydła Aleppo*.

To oznacza, że prawdziwe mydła Aleppo w tej chwili nie powstają – być może ich wielkie stosy leżakują gdzieś samotnie w fabryce i czekają na zakończenie konfliktu. To, co możemy kupić dziś w sklepie i ma gwarancję, że jest prawdziwym, syryjskim mydłem Aleppo, pochodzi prawdopodobnie z zapasów w hurtowniach.

 

aleppo_organique

Tylko cztery składniki

Dzięki swoim naturalnym składnikom mydło Aleppo jest uniwersalne, choć w zależności od proporcji oleju laurowego i oliwy jego działanie jest nieco inne.

Mydło Aleppo może być stosowane jako mydło do ciała, do twarzy, jako szampon, jako mydło do golenia (o czym pisałam tu) oraz jako kosmetyk dla dzieci od pierwszych dni życia. Stosuje się je przy stanach zapalnych i chorobach skóry, takich jak AZS, łuszczyca, trądzik, opryszczka. Poleca się je także do mycia głowy, jako środek zapobiegający wypadaniu włosów.

aleppo_1

Prawdziwe mydło Aleppo zawiera jedynie cztery składniki:

  • oliwę z oliwek (olive oil) – przede wszystkim głęboko nawilża i odżywia skórę,
  • olej laurowy (sodium laurate) – ma działanie antyseptyczne, antygrzybicze, antybakteryjne, a nawet przeciwświądowe, co ma znaczenie przy AZS,
  • ług pozyskiwany z wody morskiej (sodium hydroxide) – ma funkcję spieniania,
  • wodę (aqua).

Czasem dodawana do mydła czarnuszka siewna wzbogaca działanie mydła o swoje właściwości kojące.

W prawdziwym mydle Aleppo nie znajdziemy innych składników, takich jak np. gliceryna!

mydlo_aleppo_organique_2

Od stężenia oleju laurowego zależy, czy mydło Aleppo przede wszystkim nawilża skórę, czy działa leczniczo. Zawartość tego składnika decyduje też o kolorze mydła (im więcej, tym mydło bardziej bure).

Osoby z aktywnym AZS czy innymi problemami skórnymi powinny spróbować najpierw mydła o niższym stężeniu.

Stężenie oleju laurowego;

  • 0% – mydło bardzo delikatne, nawilżające.
  • 5% – niska zawartość oleju laurowego sprawia, że mydło można stosować nawet u bardzo małych dzieci,
  • 12% – mydło o delikatnych właściwościach antyseptycznych,
  • 20% – mydło o mocniejszym działaniu antybakteryjnym, grzybobójczym, przeciwświądowym,
  • 40% – dość silnie działające mydło, do którego warto się przyzwyczaić, stosując najpierw mniejsze stężenia oleju laurowego,
  • 70% – bardzo mocno ściągające i odkażające, polecane raczej do… prania.

Mydło występuje także w postaci mydła w płynie, ale jak dla mnie to już zupełnie inny kosmetyk.

Kostki Aleppo są zwykle duże i warto pokroić sobie takie mydło na mniejsze. Wewnątrz dużej kostki mydło będzie miało inny kolor – bardziej zielony ze względu na proces dojrzewania. Mydła o dużej zawartości oleju laurowego mogą specyficznie pachnieć.

aleppo_3

Co będzie dalej z mydłem z Aleppo? Mam nadzieję, że usłyszę jakieś dobre wieści o tym mieście i jego mieszkańcach. W sprawach tak uniwersalnych i – wydawałoby się – przyziemnych, jak mydło, czasem kryją się zawiłości polityczno-historyczne, trudne do pojęcia. Gubię się w tym. Myślę o was, zwykli mieszkańcy Syrii.

Wybrana bibliografia:

*Źródło zdjęcia:

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Aleppo_soap_03.jpg

Wesprzyjmy Syryjczyków, poznajmy prawdę

Zdaję sobie sprawę, że temat uchodźców dzieli nasz naród dogłębnie. Dlatego chciałabym przy okazji namówić Was do dwóch rzeczy, które nie powinny wzbudzać w nikim niechęci.

Po pierwsze, pomagajmy – tak jak chcemy czy umiemy, ale róbmy to. Jeśli uważamy, że trzeba wspierać ludzi, którzy zostali w Syrii lub znajdują się w obozach dla uchodźców, wesprzyjmy np. PAH (tytuł przelewu „Syria”). Jeśli chcemy dołożyć się do akcji pomocy uchodźcom np. w Macedonii, możemy przelać dowolną kwotę na subkonto Fundacji Wolna Syria.

Po drugie, szukajmy obiektywnych źródeł informacji. Jest to ogromnie trudne, w sieci ciągle pojawiają się zmanipulowane treści, a nawet kompletnie zmyślone historie na temat uciekinierów z Syrii. Dobrze poinformowane są przede wszystkim organizacje niosące pomoc, działające na miejscu wydarzeń.

This slideshow requires JavaScript.

Moja koleżanka Iza Smolińska razem z Pauliną Sochą-Jakubowską pojechały zobaczyć, co naprawdę dzieje się na Węgrzech, jak żyją uchodźcy i czy obraz pokazywany w mediach jest prawdziwy. Napisały kilka reportaży z Węgier i Austrii, Iza jest autorką zdjęć, które tu zamieszczam. Zachęcam do przeczytania tego tekstu: „Austrio, Niemcy, kochamy was”. Wasi uchodźcy

Jeśli się Wam spodoba, może wesprzecie projekt dziewczyn, które chcą znowu pojechać na południe, tym razem do Serbii i Macedonii, i zrobić kolejne materiały: KLIKNIJ. (Uprzedzam pytania, czytam teksty dziewczyn, nie cały portal).

Dziękuję Izie Smolińskiej za możliwość umieszczenia jej zdjęć.

21 VI2015

Kosmetyki naturalne dla skóry z AZS – kąpiel i prysznic

by joanna

Nadszedł czas na kosmetyki do mycia, które w odróżnieniu od zwykłych dermokosmetyków nie zawierają kontrowersyjnych substancji, podejrzewanych o wywoływanie podrażnień czy alergii.

Wyselekcjonowałam kosmetyki naturalne i ekologiczne, to znaczy takie, które spełniają wyśrubowane kryteria pod względem produkcji i zawartości.

kosmetyki_naturalne_AZS_kapiel

Starałam się przetestować przynajmniej część z nich, ale nie zawsze udało mi się zdobyć próbkę od dystrybutora. Tam, gdzie mogę, piszę o subiektywnych odczuciach.

Wpis nie jest przez nikogo sponsorowany, ceny obowiązują na koniec czerwca 2015 r. Spis będzie na pewno uaktualniany. (więcej…)

27 V2015

Rozszerzanie diety małego alergika – BLW i nie tylko

by joanna

Tekst ma charakter wyłącznie informacyjny. Powstał na podstawie fachowej literatury, zaleceń dietetyków i lekarzy oraz indywidualnych doświadczeń autorki. Nie zastąpi porady lekarskiej ani dietetyka.

BLW_i_nie_tylko

Jedzenie ma znaczenie – od samego początku. Wiadomo, że dieta prenatalna oraz dieta matki karmiącej ma wpływ na rozwój dziecka oraz na zwiększenie ryzyka alergii u dzieci:

O tym, kiedy zdrowe dziecko może mieć rozszerzaną dietę, decyduje samo dziecko, gotowe do spróbowania posiłków (siedzące, zainteresowane posiłkami rodziny itp.). Dzisiejsze zalecenia WHO mówią wyraźnie o wyłącznym karmieniu piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia. Polscy eksperci (od niedawna) zalecają rozszerzanie diety niemowląt bez podawania kolejności wprowadzania produktów. Mówi się o okienku między 17. a 26. tygodniem życia dziecka, w którym należy rozpocząć wprowadzanie nowych pokarmów. To oczywisty paradoks, bo zalecenia nie wynikają z siebie nawzajem (tu można poczytać o tym, kiedy warto wprowadzać gluten – czy rzeczywiście w specjalnym okienku żywieniowym). (więcej…)

17 V2015

Parafina w kosmetykach – dlaczego nie?

by joanna

Uciążliwe problemy skóry wymagającej (na przykład z AZS) często wymuszają szeroko zakrojone poszukiwania kosmetyków, które przyniosą ulgę, odżywią, odbudują, wyleczą miejsca ze zmianami.

Od kilku lat testuję kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji skóry z atopowym zapaleniem – testuję je na mężu i synach (sama szczęśliwie nie mam AZS). Chociaż nie jestem kosmetologiem, gromadzę wiedzę teoretyczną i praktyczną, staram się wypośrodkować skrajne opinie i znaleźć odpowiedź, jak pomóc uszkodzonemu naskórkowi, aby na dłuższą metę nie zaszkodzić. Prowadzę też spis kosmetyków przeznaczonych do skóry z AZS (patrz: Dermokosmetyki do skóry z AZS: kąpiel i prysznic bez parafiny i z parafiną).

paraffinum_liquidum_0 (więcej…)

06 V2015

Dermokosmetyki do skóry z AZS: kąpiel i prysznic, z parafiną

by joanna

W odróżnieniu od dermokosmetyków do mycia ciała, które nie zawierają parafiny, w poniższym spisie znajdziecie tylko preparaty myjące zawierające olej mineralny. Nie bez przyczyny podzieliłam spis kosmetyków do skóry z atopowym zapaleniem na te z parafiną i bez niej. Jest to jeden z najpopularniejszych składników preparatów do skóry z problemami, jednak nie każdemu służy tak samo.

Zobacz:

Dermokosmetyki do skóry z AZS: kąpiel i prysznic bez parafiny (spis stale aktualizowany)
Kosmetyki naturalne dla skóry z AZS – kąpiel i prysznic
dermokosmetyki_AZS_parafina

(więcej…)

17 IV2015

Dermokosmetyki dla skóry z AZS – kąpiel i prysznic bez parafiny

by joanna

Oferta kosmetyków do mycia (zarówno kąpieli, jak i pod prysznicem) dla osób, które zmagają się z atopowym zapaleniem skóry i innymi problemami objawiającymi się m.in. świądem i nadmierną suchością, jest bardzo duża. Mnie ta różnorodność bardzo cieszy, ponieważ wiem, że AZS ma bardzo wiele obliczy i każdemu może pomóc coś innego.

Kosmetyki, których spis chcę dla Was zrobić, podzieliłam według kategorii: do mycia, do pielęgnacji, do zadań specjalnych. Aby materiał był bardziej przejrzysty, dodatkowo wyróżniłam dwie kategorie: bez parafiny i z parafiną.

Zobacz też:

Dermokosmetyki dla skóry z AZS, kąpiel i prysznic, z parafiną
Kosmetyki naturalne dla skóry z AZS – kąpiel i prysznic

AZS_kapiel_bez_parafiny

(więcej…)

12 IV2015

Wycieraki WaterWipes

by joanna

Te chusteczki nawilżane dla dzieci są pod wieloma względami wyjątkowe. Niestety, uprzedzam pytania, nie można ich dostać w Polsce, dlatego w naszym rankingu pojawiają się na zasadzie wyjątku. Na pewno można je kupić w Irlandii i Wielkiej Brytanii, być może także internetowo.

Przeczytaj także: Wycieraki przyjazne pupie i przyrodzie – ranking Organicznych

oraz: Czy jednorazowe wycieraki są ekologiczne?

WaterWipes

www.waterwipes.com

Cena: 3 £ za 60 sztuk (0,05 £ za sztukę), czyli około 17,40 zł za opakowanie/0,29 zł za sztukę

waterwipes_1

Informacje producenta

Wycieraki bez żadnych chemicznych dodatków, idealne dla skóry z alergiami, AZS czy po prostu wrażliwej. Bez konserwantów, pomagają unikać wysypek. Bardzo miękkie, nie zostawiają tłustego filmu.

Po otwarciu paczkę należy zużyć w ciągu miesiąca (ze względu na brak konserwantów). Ze względu na skład wilgoć może „uciekać” z chusteczek na dół opakowania – warto przekładać paczkę chusteczek na różne strony.

Jedyne wycieraki zaaprobowane przez towarzystwo Allergy UK. Zdobyły wiele odznaczeń konsumenckich oraz od położnych.

Wyprodukowane w Irlandii.

waterwipes_3

Skład (2):

  • woda (99,9%),
  • wyciąg z pestek grejpfruta.

waterwipes_2

Nasza opinia

Te wycieraki są wyjątkowe pod względem składu: prawdopodobnie nie uczulą żadnego dziecka, ponieważ są nawilżone praktycznie samą wodą. Na opakowaniu nie znajdziemy żadnej informacji na temat biodegradowalności, jedynie tekst: „the convenience of wet wipes with the genuine purity of cotton wool”. Dopiero po zapytaniu producenta można otrzymać odpowiedź, że są wykonane z poliestru w 80% i wiskozy w 20% (za tę informację dziękuję czytelniczce Ewie). WaterWipes nie są więc szczególnie ekologiczne.

Jeśli coś jest wadą tych wycieraków, to… cena. Za wodę z kroplą wyciągu grejpfrutowego i kawałek szmatki płacimy bardzo dużo (choć być może jak na zarobki w UK cena jest niska?). Skoro to takie proste, lepiej zrobić sobie takie wycieraki samemu… A WaterWipes trzymać na podorędziu w sytuacjach, gdy wygoda jest wymogiem.

Oczywiście, szkoda, że wycieraki nie są dostępne w Polsce. Ciekawe, czy kiedyś będą – gdyby były, zostałyby zwycięzcami naszego rankingu wycieraków przyjaznych pupie i środowisku!

Oceny:

  • Skład: 1 + 0 = 1 p.
  • Przyjazne dla środowiska: 1 + 1 = 2 p.
  • Wygoda: 0 p.
  • Cena: 1,5 p.
  • Suma: 4,5 p.
31 III2015

Czy moje dziecko może mieć AZS?

by joanna

Poniższe zestawienie ma na celu zebranie ważnych informacji na temat atopowego zapalenia skóry w celach wyłącznie informacyjnych. Dołożyłam starań, aby tekst opierał się na sprawdzonych źródłach. Artykuł napisałam z myślą o rodzicach, którzy chcieliby pogłębić wiedzę na temat AZS. Pamiętajmy, że żaden tekst z internetu nie zastąpi diagnozy lekarza w gabinecie, zwłaszcza że poruszam jedynie najważniejsze zagadnienia.

AZS

Co to jest AZS?

Atopowe zapalenie skóry jest chorobą o podłożu genetycznym, co oznacza, że jest zależna od aktywności pewnych genów, z którymi się rodzimy.

(więcej…)

07 III2015

Mleczko do mycia Alphanova Bébé – recenzja

by joanna

Delikatne mycie atopowej skóry jest dużym wyzwaniem, zwłaszcza gdy zmiany AZS są nasilone. Nasi synowie najczęściej, dzięki uważnej diecie i pielęgnacji, nie mają widocznych zmian atopowych, natomiast z racji swojej przypadłości (AZS to choroba „na zawsze”) trzeba dbać o ich skórę szczególnie dokładnie.

Oprócz nawilżania i natłuszczania za pomocą kremów, masła, balsamów itp. przy pielęgnacji skóry z AZS potrzebne są jeszcze delikatne i sprawdzone środki myjące. Niewątpliwie pewnym wzorem takiego kosmetyku jest mydło Aleppo (którego używamy m.in. jako mydła do golenia). Nie zawsze jednak używanie mydła w kostce jest wygodne, zwłaszcza gdy chcemy szybko umyć dziecko.

alphanova_4

Jedną z firm, na które warto zwrócić uwagę, jest francuska firma Alphanova Sante (pisałam już o chusteczkach Alphanova Bébé). Wśród jej produktów jest też m.in. żel do mycia skóry atopowej (jeszcze nie próbowaliśmy).

Mleczko do mycia niemowląt, o którym piszę poniżej, nie jest w zasadzie kosmetykiem myjącym, my jednak używamy go do wieczornej szybkiej toalety chłopców, kiedy akurat nie ma dnia kąpania.

Organiczne mleczko z migdałami do mycia niemowląt Alphanova Bébé

www.alphanova.pl

Cena: od 35 zł za 200 ml

Gdzie kupić: np. w Smykuw Naturepolis

alphanova_2

Informacje producenta:

Nawilżające mleczko do mycia, zawierające m.in. hydrolat rumiankowy i olej ze słodkich migdałów. Służy do przemywania przede wszystkim pośladków dziecka (przy przewijaniu), jednak równie dobrze może być użyte do demakijażu twarzy przez osobę dorosłą.

Mleczko nanosi się na skórę za pomocą wacika lub bezpośrednio, a następnie usuwa zabrudzenia, lekko pocierając skórę.

Mleczko jest certyfikowane EcoCert, 99% składników jest pochodzenia naturalnego, 17% składników – z upraw ekologicznych. Zawiera m.in. organiczny olejek z migdałów, olejek z kiełków pszenicy, ekstrakt z nagietka i lilii wodnej.

alphanova_3

 

Skład (16/18):

  • aqua – woda,
  • anthemis nobilis (chamomille) flower water – hydrolat rumiankowy, ma działanie łagodzące, przeciwzapalne, antybakteryjne, antyalergiczne,
  • prunus amygdalus (almond) dulcis oil* – olej ze słodkich migdałów z upraw ekologicznych, zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe (oleinowy i linolowy) oraz witaminy (A, B1, B2, B6, D, E), zmiękcza skórę, zapobiega jej wysuszaniu; w czystej postaci może mieć działanie komedogenne,
  • glycerin – gliceryna roślinna, ma właściwości higroskopijne (wiąże wodę); nawilża skórę,
  • cetearyl alcohol – emolient tłusty, pokrywa skórę warstwą zapobiegającą utracie wody,
  • triticum vulgare (wheat) germ oil – olej z kiełków pszenicy, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminę E, nawilża i natłuszcza skórę, a także ją zmiękcza i poprawia wygląd; zawiera lecytynę,
  • cetearyl glucoside – łagodna substancja myjąca, biodegradowalna,
  • calendula officinalis flower extract – ekstrakt z kwiatów nagietka lekarskiego, ma działanie ściągające, przeciwbakteryjne, przeciwzapalne, regenerujące.
  • lilium candidum bulb extract – ekstrakt z lilii wodnej, ma działanie łagodzące i lekko chłodzące, zwalcza wolne rodniki,
  • sclerotium gum – stabilizator o konsystencji żelu; wygładza skórę,
  • bisabolol – alkohol otrzymywany z wyciągu z rumianku, ma działanie przeciwzapalne, antyseptyczne, łagodzące,
  • tocopherol – tokoferol, witamina E; naturalny przeciwutleniacz, chroni i odżywia skórę, wzmacnia barierę naskórkową i ściany naczyń krwionośnych, dzięki niej skóra jest lepiej ukrwiona,
  • parfum – wielka niewiadoma, jakiś środek zapachowy,
  • gluconolactone – glukonolakton, humektant (wiąże wodę), substancja używana w przemyśle spożywczym,
  • sodium benzoate – sól kwasu benzoesowego, konserwant zabezpieczający produkt przed rozwojem mikroorganizmów i bakterii, znajduje się na liście substancji, których stężenie jest ograniczone,
  • potassium sorbate – sorbinian potasu, sól potasowa kwasu sorbowego; konserwant, którego dopuszczalna ilość w kosmetykach wynosi 0,6% (samego kwasu sorbowego).

W dużej, półlitrowej wersji znajdują się jeszcze dwa składniki:

  • calcium gluconate (po parfum) – glukonian wapnia, działa przeciwzapalnie, przeciwuczuleniowo,
  • citric acid (ostatnie miejsce w składzie) – kwas cytrynowy; chelator, substancja buforująca (regulator pH).

Nasza opinia

Mleczko jest przeznaczone przede wszystkim do niemowlęcej pupy, zamiast chusteczek nawilżanych (wycieraków). Delikatny skład, który jest niewątpliwą zaletą kosmetyku, pozwala na użycie go również do demakijażu (spróbowałam – działa! Choć wolałabym mniej pachnący demakijaż).

alphanova_1

Skład mleczka jest według mnie bardzo dobry, choć lista składników – dość długa. Oprócz zapachu (parfum) nie ma tu nic, co może budzić większe wątpliwości. Oczywiście, każdy z tych składników może uczulać, na przykład rumianek, dlatego zawsze przed zakupem kosmetyku warto użyć jego próbki dla pewności, jak zareaguje skóra.

Być może nasze zastosowanie tego kosmetyku jest nieco inne niż w instrukcji, ale to mleczko świetnie sprawdza się do szybkiego mycia dzieci. Skóra atopowa nie lubi prysznica. Organiczne mleczko z migdałami do mycia niemowląt Alphanova Bébé jest u nas używane zamiast mydła, kiedy nie robimy chłopcom kąpieli – delikatnie myjemy nim skórę synków i spłukujemy wodą. Mleczko się oczywiście nie pieni. Można rozprowadzać je po skórze ręką lub gąbką. Skóra po takim „myciu” jest oczyszczona i niepodrażniona, wygładzona i nawilżona, co w wypadku atopowców ma pierwszorzędne znaczenie.

Jako kosmetyk do pupy jest oczywiście również skuteczny. Niewielką ilość mleczka umieszczamy na wielorazowym waciku (np. bambusowym) i przecieramy okolice pieluszkowe. Nie trzeba go zmywać.

Przydatne w podróży – nie tylko do przewijania, ale także przetarcia buzi.

Duża butelka, choć zajmuje dużo miejsca, jest znacznie poręczniejsza od małej dzięki wygodnej pompce (łatwo ją zablokować).

Polecam Waszej uwadze!

23 II2015

Nietolerancja pokarmowa: co trzeba wiedzieć

by joanna

Czas na temat, w którym jak rzadko liczy się precyzyjność. Dlaczego? Ponieważ wciąż i wciąż widzę, słyszę, czytam, że nawet osoby mające dużą styczność z tematem alergii i pokrewnych mylą pojęcia, mieszają terminy i powodują zamęt w głowach i tak już skołowanych osób zmagających się z nadwrażliwością pokarmową swoich dzieci.

Systematyzuję zagadnienia, żeby nieco rozjaśnić mroki terminologii używanej przez specjalistów. Zdaję sobie jednak sprawę, jak trudno to wszystko na początku zrozumieć, a co dopiero zapamiętać. Dlatego temat nietolerancji w tym tekście będzie ujęty w najważniejszych punktach, które w przyszłości – jeśli zajdzie taka potrzeba – opiszę dokładniej.

Tekst ten ma za zadanie usystematyzować pojęcia, zanim zajmę się tematem rozszerzania diety dzieci alergicznych.

Nie jestem lekarzem; tekst powstał na podstawie fachowych źródeł. Dołożyłam wszelkich starań, aby informacje tu zawarte były zgodne z aktualną wiedzą specjalistów zajmujących się nietolerancją pokarmową.

nietolerancja_pokarmowa (więcej…)

27 I2015

Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową?

by joanna

Ten tekst powstał z myślą jako wstęp do wpisu bardziej praktycznego – co zrobić, kiedy małe dziecko ma alergię, AZS i/lub nietolerancję, a chcemy zacząć rozszerzać mu dietę. Zanim poruszę tę kwestię, muszę najpierw uporządkować parę zagadnień. Przede wszystkim – co to znaczy, że dziecko ma alergię, nietolerancję albo AZS? Dlaczego to takie ważne, aby wiedzieć, czy nasze dzieci mają problemy z nadwrażliwością pokarmową?

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

(więcej…)

26 X2014

Trzy tygodnie bez glutenu i…

by joanna

No właśnie, okazało się, że trzeci tydzień bez glutenu był naszym ostatnim tygodniem diety bez gliadyn. Myślę, że czytelnikom należy się kilka słów wyjaśnienia, dlaczego nagle zawróciliśmy z tego kursu (patrz pierwszy i drugi tydzień bez glutenu).

Sześć i cześć

Po lekturze książki Bożeny Kropki bardzo chciałam wprowadzić naszym synkom trzymiesięczną dietę bezglutenową (sama unikam glutenu od dawna), aby rozpocząć program „Sześciu kroków wyjścia z alergii”. Pierwszy etap, trzymiesięczny, polega na odciążeniu jelit dzięki wyłączeniu z diety glutenu, cukru i mleka, aby układ pokarmowy miał czas się zregenerować. Ma to znaczenie w wypadku osób wrażliwych na gluten, w ich jelitach obecność białek gliadynowych powoduje stany zapalne, które regenerują się w ciągu kilku tygodni, minimum sześciu. Są pewne hipotezy, że dzisiejsze zboża glutenowe, szczególnie pszenica, zawierają tzw. agresywną postać glutenu, niekorzystną dla naszego zdrowia (a nieprzynoszącą żadnej korzyści), dlatego ograniczenie glutenu w zróżnicowanej i mądrze prowadzonej diecie nie powinno nikomu zaszkodzić.

jablkia_s_j

Kiedy to nie jest takie proste

Problem pojawia się w momencie, gdy mamy do czynienia z dziećmi. Mam w domu dwulatka i pięciolatka, którzy cierpią na polialergie (wziewne, pokarmowe, być może kontaktowe) i AZS (czyli genetyczne upośledzenie budowy skóry). Starszy syn od ponad roku miał dwukrotnie stwierdzone lamblie, tępione farmakologicznie, homeopatycznie, ziołowo. Wkrótce będę powtarzała badania (Felix), ale nie mam złudzeń, że akurat te pasożyty należą do wyjątkowo trudnych do wytępienia.

Dzięki restrykcyjnej diecie, przygotowywaniu posiłków do przedszkola, gotowaniu potraw od początku do końca, dbaniu o jakość produktów, prowadzeniu domu w sposób w miarę ekologiczny (żadnej mocnej chemii gospodarczej, ekologiczne pranie, ekologiczne lub naturalne kosmetyki, odzież w miarę możliwości bawełniana itp.) udało nam się sprawić, że chłopcy mają skórę w bardzo dobrym stanie (tu więcej o naszym AZS). Niestety, gorzej jest z alergiami wziewnymi, ale ponieważ jesteśmy w trakcie badań, nie będę jeszcze o tym pisać.

Dwóch Polaków, trzy opinie

Moje urwisy to bardzo asertywni obywatele, którzy mają wyrobione gusta smakowe. Niestety (dla mnie) ich gusta w dużej mierze są odmienne. Może dlatego, że starszy odziedziczył grupę krwi po mnie (A), a młodszy po tatusiu (B). W dodatku ich wybory kulinarne są ograniczone innymi alergiami (młodszy nie może nawet dotknąć jajka, starszy może zjeść prawdopodobnie jedno na tydzień). Nie narzekam na to, ale czasem muszę przygotować cztery wersje posiłku, żeby wszyscy mogli się najeść.

Kiedy nagle doszło ograniczenie w postaci bezglutenu, moje dzieci, przyzwyczajone do konkretnych rodzajów posiłków (mimo wcześniejszego przygotowywania ich na to), wyraziły swoje niezadowolenie. Stawałam na głowie, żeby przygotować im coś w rodzaju chleba do kanapek, ale gdy nie można drożdży i m.in. gryki, upieczenie czegoś chlebopodobnego jest bardzo trudne. Odważyłam się zrobić chleb na sodzie wg Olgi Smile i niestety wyrzuciłam go do śmieci: tak strasznie śmierdział i smakował sodą, że nie dało się go jeść.

maki_bezglutenowe

Piekłam więc płaskie chlebki z mieszanek mąk, smażyłam podpłomyki i naleśniki. Niektóre były pyszne, ale i tak po pewnym czasie miałam dosyć (zwłaszcza że miałam wątpliwości co do takiej ilości potraw z patelni). Zrozumiałam, że nie tędy droga – spędzanie w kuchni każdej wolnej chwili doprowadziło do sytuacji, w której na każdą krytykę przygotowanego dania lub jego składnika (często kosztownego) reagowałam wielkim stresem i złością. Planowanie posiłków, z których połowa była oceniana jako niesmaczne/brzydkie/inne niż zwykle/nie chcę, bo nie, kosztowało mnie za dużo nerwów, przez co cała atmosfera wokół jedzenia zrobiła się trudna. A przecież w posiłkach chodzi o to, żeby były zarówno zdrowe, jak i przyjemne. W dodatku przy AZS niezwykle ważne jest dbanie o komfort psychiczny, poczucie bezpieczeństwa i spokoju – na równi z dietą.

Ze starszym synem mogłam się umówić, że zje taki makaron czy inny, tyle kaszy, taki naleśnik. Z młodszym nie da się pertraktować! Spróbujcie wyjaśnić dwulatkowi wychowanemu na BLW, że powinien coś zjeść.

jablka_s

Trudna (mądra?) decyzja

Tak więc, kiedy ogłosiłam, że gluten wraca, wszyscy odetchnęli z ulgą. Mój mąż widział, że była to dla mnie trudna decyzja, bo włożyłam sporo wysiłku w przygotowania do diety i konsekwentnego jej przestrzegania. Synowie z radością powitali chleb żytni na zakwasie i „normalny” makaron. Ja z ulgą schowałam wielką patelnię do szafki.

Nie zauważyłam żadnej różnicy u chłopców ani w momencie odstawienia glutenu, ani po jego ponownym wprowadzeniu. Wiem, że trzy tygodnie to mało, nie spodziewałam się żadnych zmian w takim czasie. Pojawiające się zmiany skórne łączę z próbą rozszerzenia menu o nowe smaki.

Refleksja na koniec: cała przygoda nauczyła mnie, że przy polialergiach naprawdę czasem nie warto utrudniać sobie życia, wyłączając z diety produkty, które są tolerowane. Na bezgluten jeszcze przyjdzie czas, tymczasem zrobię, co w mojej mocy, aby zboża, które podaję, pochodziły z jak najlepszych źródeł. Czasem radość synów z podanego makaronu jest więcej warta niż z trudem wywalczone osiągnięcie bezglutenowego celu.

Szacunek dla tych, którym taka dieta się udaje!

08 X2014

Pierwszy tydzień bez glutenu

by joanna

„Współczuję pani” – powiedziała dziś do mnie wychowawczyni z przedszkola, gdy oddałam jej listę produktów z diety starszego syna oraz listę produktów zakazanych. „E tam – pomyślałam – takie życie”. (J. nie może jeść m.in. kaszy gryczanej, nabiału, jajek, migdałów, fasoli, drożdży, ryb, soi, jabłek, gruszek, malin, bananów, kiwi, dyni, pietruszki, buraków, szpinaku, a teraz też glutenu).

czerwona_marchewka

Purpurowa marchew.

A potem wyobraziłam sobie, że możemy jeść wszystko. Że kupujemy gotowe produkty lub półprodukty, odgrzewamy mrożone pizze albo zajadamy się serem żółtym po 12 zł za kilogram. Że w restauracji i na przyjęciach nie zastanawiamy się, czy w sosie jest soja albo mleko, tylko jemy, co dadzą. I że każde pieczywo jest dobre, o ile jest smaczne.

Tak żyje i tak je większość ludzi w Polsce. Czy to znaczy, że to jest normalne i że ci ludzie są szczęśliwsi ode mnie? Może są bardziej wyluzowani pod względem jedzenia, ale czy są zdrowsi, lepiej się czują, lepiej im się myśli?

Co jedzą twoje dzieci

Ciągłe słuchanie, jacy ci moi synowie są biedni, powoduje u mnie myśli – kto tu jest biedny? Sprawdźcie lepiej sami, co dajecie na talerzu swoim dzieciom!

Chyba ogłoszę eksperyment – spisanie tygodniowego menu kilkulatków. Żeby było trudniej, menu podzielone na rubryki „było na talerzu” i „zostało zjedzone”. Ciekawa jestem, jakie byłyby wyniki.

Najbardziej denerwują mnie teksty w stylu „o, nowa moda na niejedzenie…”. Ładna mi moda. Od pięciu lat szukam sposobu, żeby ulżyć moim alergikom. Wolę już współczucie od pogardy, bo nawet jeśli moje poszukiwania są nie do końca skuteczne, to jestem zaangażowana w nie całym sercem. Mąż mi świadkiem, że choroba naszych synów (i męża, i moja poniekąd) wyznacza w naszym domu rytm dnia, tygodnia, miesiąca, roku. Każde z nas ma tego dosyć, ale… nie mamy wyboru.

Ortoreksja

Od tygodnia moje życie stało się jeszcze bardziej „godne pożałowania” niż wcześniej, ponieważ sobie i dzieciom wykluczyłam z diety gluten – na 3 miesiące, a więc do końca roku (zrobiłam to po lekturze książki Bożeny Kropki, którą zrecenzuję lada dzień). Ma to na celu złagodzenie/wyleczenie stanów zapalnych jelit i doprowadzenie do odbudowy prawidłowej flory bakteryjnej.

Naleśnik jaglany.

Naleśnik jaglany.

Tacy jak ja są pogardliwie nazywani ortorektykami – przesadnie zwracającymi uwagę na to, co jedzą. Niestety, lista dolegliwości, które skłoniły nas do szukania ratunku w zmianie sposobu odżywiania, jest długa. Poczynając od AZS, które – niezwykle uciążliwe dla mojego męża i dzieci – potrafi zaburzyć funkcjonowanie każdej rodziny, przez migreny, bóle brzucha, zapalenia ucha, zagrzybienie organizmu, na gwałtownych reakcjach układu pokarmowego kończąc.

Gdybym odpuściła dietę, mogłoby się to źle skończyć.

Skorzonera to nie jest brzydkie słowo

Dzięki temu, że jemy mniej, jemy coraz więcej. Matki alergików to wiedzą – aby dzieci zjadły porządny posiłek, staną na głowie i ugotują z zamienników danie lepsze niż oryginał. Znajdą mniej znane owoce i warzywa, żeby wynagrodzić braki w menu. Mój syn zakochał się w skorzonerze (zwanej też wężymordem). Czeka z utęsknieniem na topinambur. Zajada się purpurową, a czasem białą marchwią. Nie mogę go jednak przekonać do jarmużu (dostaje go w zielonych koktajlach). Fajnie, że mamy dostęp do żywności, która jest naprawdę zdrowa i niezmutowana (a to dzięki Kooperatywie Dobrze). Fajnie, że moje dzieci znają trudne słowa.

skorzonera_1

Wężymord.

Ostatnio zrobiłam tak pyszną przekąskę (czipsy jaglane z humusem), że powiedziałam do męża: jeszcze chwila i otworzę knajpę dla alergików.

Nie wszystko zawsze mi się udaje, czasem wychodzi coś bez smaku albo kształtu, w brzydkim kolorze. Czasem zupełnie się załamuję. A potem znowu wychodzi mi coś pysznego i znowu się cieszę, że dzięki ograniczeniom mogę jeść tyle ciekawych potraw.

Stres

Mój największy stres, odkąd wyłączyłam dzieciom pieczywo z diety, to dbanie o to, żeby nie były głodne. Młodszy jest wciąż na piersi, więc jestem spokojniejsza, że pewną liczbę kalorii dziennie ma murowaną. Niestety akurat wychodzą mu zęby, te najgorsze – piątki – co sprawia, że jest wybredny i mało co je (najchętniej kaszkę jaglaną z karobem i przecier z jarzyn). Nie ma ochoty na żadne gryzienie.

Kasza jaglana z karobem.

Kasza jaglana z karobem.

Starszak współpracuje chętniej, możemy się umawiać: dziś na śniadanie jest kasza jaglana, za to z wegańską parówką z soczewicy i „keczupem” (passata pomidorowa). Bywa jednak, że opór jest duży i trapię się, co zrobić, żeby J. zjadł w przedszkolu jak najwięcej z tego, co mu przygotuję. Omawiamy menu, dyskutujemy – co zmienić, żeby było smaczniejsze? Czego nie dodawać? Wczoraj upiekliśmy nawet ciasteczka jaglane według pomysłu J. Wyszły pyszne.

Kompromisy

Chciałam być ambitna i robić wszystko sama. Poddałam się, gdy mój starszy syn powiedział, że chciałby dostawać kanapki, a mnie nie wyszedł kolejny zakwas na chleb bezglutenowy (nie możemy drożdży). Kupiłam wafle ryżowe i kukurydziane i wydzielam je dzieciom oszczędnie. Bardzo nie lubię takiego jedzenia, ale ile można robić podpłomyków, naleśników, placków… Czasem matka po prostu chciałaby odetchnąć i wyjść z kuchni.

frytki_z_batatow

„Frytki” z batatów.

Z innego gotowego zakupu jestem zadowolona – to wegańskie parówki z soczewicy, które kupiłam na BioBazarze (Poloniak). Mam wielką nadzieję, że soczewica okaże się nieuczulająca.

Pierwsze wnioski

Moje dzieci nie mają alergii na gluten, o ile mogłam się zorientować po tygodniu odstawienia. Myślę, że po okresie próbnym wrócą do samopszy, orkiszu, żyta. Ja chyba nie – nawet nie mam ochoty. Jeśli ktoś podrzuci mi artykuł naukowy, w którym jest napisane, że gluten jest nam potrzebny do zdrowego odżywiania, bo ma jakiekolwiek wartości odżywcze, może zmienię zdanie.

Plany

Czy uda nam się wytrwać do 31 grudnia? Nie wiem – u starszego syna pojawiają się nowe zmiany na skórze, co oznacza, że produkty, które włączyłam, są alergizujące. Odpadła nam gryka, na którą liczyłam – J. miał po niej kłopoty ze skórą i uszami. Na szczęście mimo ograniczeń mamy do wyboru jeszcze trochę produktów.

W najbliższym czasie zaopatrzę się w żywność bezglutenową w sklepie Wrażliwe Smaki i podzielę się z Wami wrażeniami.

WS_LOGOTYPE_RGB

30 IX2014

Wakacje z alergikami: Sycylia

by joanna

W połowie września poleciałam z synami i mamą na tydzień na Sycylię. Przygotowałyśmy wyjazd pod kątem moich chłopców, nie licząc szczególnie na własny wypoczynek – wiadomo, jak to bywa, gdy pod opieką ma się pięciolatka i niemal dwulatka.

sycylia_2

Wyjazd z alergikami to zawsze duże wyzwanie, zwłaszcza że mimo naszych starań i jasno sprecyzowanych pytań biuro podróży (Itaka) nie było w stanie dostarczyć nam konkretniejszych informacji na temat hotelu czy wyżywienia. (Nie mam pretensji do biura podróży, akceptuję fakt, że nasze potrzeby są odbierane jako nadprogramowe, podczas gdy nie płacimy dodatkowo za żadne udogodnienia).

Intuicja, doświadczenia z poprzednich podróży, internet i przewidywanie różnych sytuacji pomogły nam w przeprowadzeniu akcji „wyjazd z alergikami za granicę” w sposób niemal wzorowy. Oczywiście, nie wszystko dało się zaplanować.

Tym, którzy potrzebują bardzo konkretnych wskazówek, polecam wpis Mamy Alergika na temat wakacji.

Wybór celu podróży i pory roku

Na Sycylii byłyśmy już trzy lata wcześniej, z moim starszym (wówczas jedynym) synem. Poznałyśmy południowo-wschodnią część wyspy (okolice Taorminy) i bardzo nam się podobało. Wtedy nie był to jednak wyjazd z alergikiem, który cierpi na sezonową astmę i nie może jeść połowy rzeczy. Mieszkałyśmy w bungalowie, był maj, wszystko kwitło.

Widok z balkonu - wokół głównie drzewa iglaste i palmy.

Widok z balkonu – wokół głównie drzewa iglaste i palmy.

Tym razem wybrałyśmy północ Sycylii, bliżej Palermo. Późne lato to czas, kiedy szanse na pylenie są niewielkie. Trawa była właściwie wypalona przez słońce. Największe zagrożenie dla alergików wziewnych, gdy chodzi o wrzesień, to oczywiście roztocza i grzyby. Stąd duża waga przyłożona do wyboru hotelu: jeśli jedziemy z dziećmi do krajów południowych, nie należy brać niższej kategorii niż cztery gwiazdki. Standard pokoju (alergikom odradzam bungalowy) ma bardzo duże znaczenie, podobnie codzienne sprzątanie, wymiana ręczników na życzenie, sprawna klimatyzacja (czasem trzeba jej użyć, musi być odgrzybiona). W pokoju nie powinno być nic zbędnego, co gromadzi kurz i uczula (poduszki z pierzem itp.). W południowych hotelach nie ma raczej dywanów i tym podobnych magazynów kurzu (u nas niestety były zasłony).

Dodatkowo ważnym udogodnieniem jest lodówka w pokoju, umożliwiająca zrobienie zapasów.

Zależało nam na połączeniu dobrego klimatu, ciepłego morza, smacznego jedzenia i możliwości zwiedzania. Dodatkowo Włosi słyną z tego, że bardzo lubią małe dzieci (potwierdzam!).

W maju woda w Morzu Śródziemnym była jeszcze zimna, tymczasem we wrześniu kąpaliśmy się przy każdej okazji. O samej wodzie piszę dalej.

Podróż – samolot

W wypadku dzieci uważam, że im krótsza podróż, tym lepiej.

"Kiedy będziemy lecieć?", "Kiedy będziemy na miejscu?"...

„Kiedy będziemy lecieć?”, „Kiedy będziemy na miejscu?”…

Gdy wybieramy się gdzieś dalej, decyzja o najbardziej ekologicznym środku transportu musi być rozważona na równi z innymi przesłankami. Wcale nie uważam, że samolot jest najzdrowszy (w dniu wyjazdu starszy syn był trochę zakatarzony i źle się czuł podczas lotu, młodszy skupił się na maminym cycu). Klimatyzacja prawdopodobnie była zagrzybiona (J. pokasływał lekko przez cały czas), jednak lot trwał tylko 2 h 20 min. Celowo wybrałyśmy hotel blisko lotniska, żeby ograniczyć czas transferu do hotelu.

U mamy - jak w Business Class.

U mamy – jak w Business Class.

Do bagażu podręcznego spakowałam lekarstwo wziewne na nagły atak kaszlu oraz zaświadczenie od alergologa, że J. może potrzebować inhalacji podczas podróży samolotem. Na szczęście nikt nas o to nie pytał, a lek okazał się zbędny. Do bagażu głównego wzięłam oczywiście inne leki na alergie, ale tylko miejscowe – krople do nosa i do oczu. Używałam ich prewencyjnie. Do apteczki włożyłam także stałe suplementy diety: probiotyk i olej z wiesiołka.

Podczas podróży samolotem na pewno ważne jest picie wody niegazowanej. W kabinie wilgotność powietrza jest bardzo niska, co sprzyja złemu samopoczuciu, a także nie służy naszej cerze (co dopiero mówić o osobach z AZS). Do bidonów chłopców (0,6 l) wlałam przegotowaną wodę – nikt podczas kontroli na lotnisku nie robił uwag, że to za dużo itp. Dzieci na szczęście mają fory.

Jedzenie

Z pożywieniem miałam duży zgryz, do końca nie wiedziałam, jak będą wyglądały posiłki. Miałyśmy wykupione śniadania i kolacje, wszystko w formie szwedzkiego stołu. Według katalogu hotel zapewniał różne rodzaje diet, w praktyce oznaczało to szukanie wśród tac, półmisków i podgrzewanych pojemników dań odpowiadających naszym wymaganiom. Niektóre potrawy były opisane, czasem bardzo lakonicznie („ryba dnia”).

Czas dojrzewania sycylijskich pomarańczy jeszcze nie nastał.

Czas dojrzewania sycylijskich pomarańczy jeszcze nie nastał.

Ponieważ od dawna nie jem glutenu, a na niektóre pokarmy jestem uczulona, skomponowanie posiłku bywało pracochłonne. Stawiałam na warzywa (w tym – niestety – ziemniaki), jajka oraz owoce. Menu było codziennie podobne, na szczęście poza makaronem i daniami z zapiekanym serem były do wyboru różne mięsa, sałatki, warzywa gotowane.

Chłopcy jedli głównie jedzenie przywiezione z domu – chleb na zakwasie, masło kokosowe (czyli olej kokosowy), pieczony schab, humus. Upiekłam też zapas batonów owsianych. Ze stołówki synkowie dostawali warzywa i owoce, czasem kawałek mięsa – jeśli było dobrze opisane. Owoce jedli niezwykle chętnie – pomarańcze, grejpfruty i arbuzy znikały w ich buziach błyskawicznie. Choć podejrzewam, że były to owoce z importu, nie mieli żadnych problemów skórnych. Na stołówce pojawiały się także suszone daktyle (bardzo energetyczna przekąska, niezwykle praktyczna w ciepłych krajach: zajmuje mało miejsca np. w plecaku, a daje dużo siły).

Nasze ulubione daktyle, jeszcze niedojrzałe.

Nasze ulubione daktyle, jeszcze niedojrzałe.

Na obiad dzieci jadły głównie czyste makarony, czasem mięso – zamawiane w restauracjach. Nie było to specjalnie odżywcze pożywienie, ale wyszłam z założenia, że przez tydzień mogę odpuścić chłopcom bardzo zdrowe obiady. Wszystko oczywiście w ramach ich diety.

Moje obiady składały się z sałatek warzywnych, czasem z dodatkiem tuńczyka. Nie sądziłam, że tak bardzo będę tęsknić za kaszą jaglaną!

Czekolada karobowa bez cukru, bardzo ciekawa!

Czekolada karobowa bez cukru, bardzo ciekawa!

Przez cały pobyt szukałam specjałów wykonanych z karobu – w końcu szarańczyn to drzewo, które rośnie w basenie Morza Śródziemnego. Do moich najciekawszych odkryć należy czekolada bez cukru, kakaowo-karobowa (ma tylko te dwa składniki).

Woda

Jak wiadomo, Sycylia jest wyspą, a jak często bywa na wyspach Morza Śródziemnego, w kranach płynie odsalana woda morska. Jest niezbyt smaczna (gotowałyśmy raczej wodę kupowaną w butelkach), natomiast jak się okazało, ma rewelacyjne działanie dla naszej skóry. W ciągu dwóch dni mycia się w takiej wodzie zobaczyłam i poczułam, jak moja cera staje się gładka, skóra przyjemnie elastyczna. Efekty zauważyłam głównie na twarzy (mam cerę mieszaną).

S. w swoim żywiole.

S. w swoim żywiole.

Moi mali atopicy korzystali także z kąpieli w morzu. Morze Śródziemne, znacznie bardziej słone od Bałtyku (i o wiele czystsze, przynajmniej tam, gdzie byliśmy) zadziałało na ich skórę lepiej od balsamów nawilżających. Wrażliwi synkowie, reagujący wypryskami i AZS na każdy błąd dietetyczny, do ostatniego dnia nie mieli żadnych problemów ze skórą (ostatniego dnia coś ich jednak uczuliło, pojawiły się zmiany w zgięciu łokcia).

Cefalu.

Cefalu.

W środku pobytu starszego synka i mnie poparzyły meduzy (w palce u stóp). Ponieważ bąbli było tylko kilka, poczekaliśmy, aż same znikną. Kilka godzin wystarczyło, żeby ślady jak po pokrzywie przestały dokuczać. Domyślam się jednak, że są osoby, którym takie spotkanie z jamochłonami może zaszkodzić i trzeba mieć to na uwadze, gdy wchodzi się do zagranicznego morza. Warto mieć także ze sobą buteleczkę z octem na wypadek bardziej dolegliwych oparzeń.

Kamienista plaża przy hotelu.

Kamienista plaża przy hotelu.

Duże rozczarowanie to plaże – jeśli ktoś spodziewa się piaseczku jak nad Bałtykiem, będzie zawiedziony. Biura turystyczne zalecają nawet kąpiel w specjalnych butach chroniących przed nabrzeżnymi kamieniami (być może niektórzy mogą mieć z tym problem).

Słońce

To drugi czynnik bardzo przyjazny moim małym atopikom. Oczywiście, gdy wychodziliśmy na plażę i chłopcy biegali na golasa lub prawie na golasa, smarowałam ich kremem z wysokim filtrem (przetestowanymi kosmetykami Lavery). Nie używałam jednak żadnych kremów ochronnych podczas zwykłych spacerów czy zwiedzania. Obowiązkowe były oczywiście czapki na głowach, również w morzu.

Ja.

Ja.

Powietrze

W zależności od pory roku na Sycylii może wiać nieprzyjemny wiatr z Afryki – sirocco, który niesie ze sobą piasek z Sahary. Zazwyczaj dzieje się to wiosną, wówczas alergicy mogą odczuwać dyskomfort. Powietrze w nadmorskich miejscowościach zazwyczaj bywa jednak przyjazne astmatykom.

Warto przed wyjazdem upewnić się, czy w wybranej okolicy nie znajdują się jakieś fabryki itp., które zanieczyszczają okolicę dymem.

Pożar (być może podpalenie?) wzgórza naprzeciwko hotelu.

Pożar (być może podpalenie?) wzgórza naprzeciwko hotelu.

Podczas naszego pobytu miał miejsce przykry, ale nieprzewidywalny incydent – ktoś podpalił roślinność na wzgórzu sąsiadującym z hotelem. Pożar gaszono cały dzień, teren hotelu był zakryty dymem, nie dało się wyjść bez łzawienia oczu i kasłania. Można było siedzieć w klimatyzowanym pokoju lub uciec – wybraliśmy całodzienny wypad do pobliskiego Cefalu.

Zwiedzanie

Sycylia jest piękna i różnorodna, dzięki czemu każdy znajdzie na niej coś dla siebie. Trzy lata temu byłam na Etnie i szczerze polecam taką wycieczkę (raczej bez małych dzieci). Morze, góry, wulkany, urocze miasteczka w zatoczkach, piękne budowle mające po kilkaset lat, wszechobecne kościoły, pozostałości po meczetach, szalone trójkołowce i skutery – to wszystko tworzy piękny, bardzo włoski krajobraz.

Zwiedzanie z dziećmi ma też swoje plusy... niczego się nie dźwiga.

Zwiedzanie z dziećmi ma też swoje plusy… niczego się nie dźwiga.

Moje dzieci lubią, kiedy coś się dzieje, więc zwiedzałyśmy w miarę możliwości, co się dało, głównie na własną rękę. Oczywiście, z alergikami trzeba bardzo uważać, zwłaszcza gdy nie zna się języka, a chce się coś zjeść na mieście.

Cefalu podczas sjesty.

Cefalu podczas sjesty.

Trzeba też być gotowym do dostosowania się do dzieci („Mam już dosyć tych kościołów”). Warto mieć pod ręką przekąski (jak wspomniane daktyle czy inne owoce) i oczywiście koniecznie wodę ze sprawdzonego źródła, najlepiej przegotowaną lub butelkową.

Ogród botaniczny w Palermo.

Ogród botaniczny w Palermo.

Tylko jedno miejsce sprawiło nam kłopot – był to ogród botaniczny w Palermo. Piękne miejsce pełne oryginalnych roślin, przez które przebiegałam z chłopcami, żeby uciec od komarów. Niestety, zbyt dużo wilgoci i cienia sprawiło, że alergikom było ciężko wytrzymać duszną i parną atmosferę, a szkoda.

Podsumowując…

Nie trzeba się bać wakacji za granicą z alergikiem, choć częściowo jest to loteria, co zastaniemy w danym miejscu. Od nas zależy, ile rzeczy przewidzimy, co ze sobą zabierzemy.

sycylia_18

Dobrze wybierać miejsca sprawdzone, pytać, czytać opinie w internecie, samemu dzwonić do hoteli itp. Im wyższy standard, tym większe prawdopodobieństwo, że obsługa hotelu pójdzie nam na rękę. Zawsze pozostaje problem w postaci jedzenia – jeśli nie wynajmujemy apartamentu, musimy zdać się na to, co w ofercie ma dana kuchnia. To także warto sprawdzić przed wyjazdem, podobnie jak odległość do najbliższego supermarketu.

Ciao!

24 IX2014

Magiczny słoiczek Odylique z nagietkiem

by joanna

To jeden z tych kosmetyków, który wożę ze sobą wszędzie. W kosmetyczce moich synów atopików jest niezbędny jako środek na wszystkie „dziwne zmiany”, wyskakujące znienacka. Balsam pomógł także mnie na zmiany skórne, których dermatolog nie umiał zdiagnozować ‒ zgrubienia pojawiające się na łokciach i kolanach.

odylique_0

Balsam nagietkowy Odylique

(więcej…)

28 VIII2014

Prenatalne zapobieganie alergiom. Przegląd literatury

by joanna

Pewnie wszystkie matki małych (i starszych) alergików zadają sobie pytanie, czy można było uniknąć alergii u dzieci dzięki przestrzeganiu jakichś szczególnych zasad. Z zainteresowaniem śledzę informacje na temat badań, które mają udowodnić lub obalić tezę o alergizacji prenatalnej, ponieważ mam dwóch synków alergików i gdybym chciała mieć trzecie dziecko, zrobiłabym wiele, żeby nie miało tych samych kłopotów.

Czy antyalergiczna dieta prenatalna ma sens?

Czy antyalergiczna dieta prenatalna ma sens?

Wśród polskich specjalistów można wskazać dwie szkoły: jedni uważają, że obciążenie dziedziczne u dziecka można w znacznym stopniu zminimalizować, jeśli matka przestrzega diety eliminacyjnej już w ciąży (a nawet wcześniej), a następnie w trakcie karmienia piersią. Inni z kolei podają przykłady różnych badań, które stawiają pod znakiem zapytania sens stosowania szczególnej diety w ciąży i podczas laktacji. (więcej…)

20 VIII2014

Danuta Myłek, „Alergie” – recenzja

by joanna

Kolejna pozycja w biblioteczce alergika to książka Danuty Myłek. Polecam ją jako wszechstronne źródło wiedzy, choć niestety, nie jest aktualne w 100% (za zmianami nadąża chyba tylko internet). Nie podchodzę do treści bezkrytycznie, zwłaszcza że brakuje mi porządnej bibliografii – czytelnik musi polegać na autorytecie autorki. Dla mnie to trochę za mało.

Już nieco sfatygowana okładka książki.

Już nieco sfatygowana okładka książki.

Danuta Myłek, „Alergie. Zapobieganie. Jak rozpoznać alergię. Najnowsze skuteczne metody leczenia. Praktyczne rady dla alergików i ich rodzin”, wydanie II, Warszawa 2010

http://www.gwfoksal.pl/ksiazki/alergie-wydanie-ii-1.html

Cena: 30–40 zł (także w wersji ebookowej)

Liczba stron: 466

O autorce: doktor n. med., pracuje jako alergolog w Stalowej Woli. Zdobywała doświadczenie m.in. w Indiach, Angoli, Finlandii i Stanach Zjednoczonych. Należy m.in. do European Academy of Allergy and Clinical Immunology, American College of Allergy, Asthma and Immunology i jako jedna z trojga polskich lekarzy w ostatnim półwieczu European Centre for Allergy Research Foundation. Współtworzyła Polski Komitet Upowszechniania Karmienia Piersią.

Zajrzałam na portal ZnanyLekarz.pl z ciekawości, jakie oceny wystawiają jej pacjenci, może i my się zapiszemy. Po ich przeczytaniu (powtarzający się motyw: trzeba sprawdzić pasożyty oraz kupić jej książkę) stwierdziłam, że pasożyty sprawdzamy, książkę mam, a do Stalowej Woli kawałek drogi, więc chyba się nie spotkamy, przynajmniej na razie.

O treści:

Książka jest bardzo obszernym przewodnikiem po alergiach – ich rodzajach (wziewne, pokarmowe, kontaktowe), objawach, sposobach diagnozy i leczenia. Zarazem opisuje przypadki z wieloletniej praktyki autorki, która podejmowała się leczenia najróżniejszych przypadłości na tle alergicznym.

Publikacja jest przeznaczona dla każdego – nie jest to praca naukowa i na szczęście nie jest to pozycja dla osób mających problem ze zrozumieniem podstawowych zagadnień (co zdarza się, gdy – zwłaszcza amerykańscy – autorzy chcą dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców). Jednym słowem, język książki jest przystępny, ale nie infantylny.

W dziesięciu rozdziałach autorka opisuje prawie wszystko, co można powiedzieć dziś o alergiach. Umiejętnie łączy wiedzę fachową ze zdobytym doświadczeniem, które czasem nie pokrywa się z tym, co mówią sceptyczni naukowcy.

Rozdział pierwszy „Trochę teorii” wprowadza czytelnika w najważniejsze zagadnienia dotyczące alergii. Czym jest atopia, czym jest alergia, czym są pseudoalergia, nietolerancja, nadwrażliwość, autoagresja, czynniki alergiczne i niealergiczne oraz co to jest zapalenie alergiczne.

W rozdziale „Alergia dróg oddechowych” dr Myłek opisuje wszystkie rodzaje objawów alergii manifestujące się chorobami dróg oddechowych oraz uszu. Autorka bardzo dokładnie omawia temat astmy – kiedy mamy z nią do czynienia, na czym polega, czy jest to choroba genetyczna, jak jej zapobiegać i jak ją leczyć. Dla mnie najcenniejsze były informacje dotyczące zapalenia uszu (podrozdział „Alergiczne surowicze zapalenie ucha środkowego”), ponieważ wiedza lekarzy (oprócz naszej wspaniałej laryngolog ze zwykłej przychodni) na ten temat jest naprawdę znikoma. A byliśmy już u wielu audiologów i laryngologów. Dr Myłek potwierdziła moje przypuszczenia, że reakcja uszna nie musi wynikać tylko z alergii pokarmowej, ale także wziewnej.

Rozdział trzeci „Choroby centralnego układu nerwowego na tle alergii i pseudoalergii” poruszają kolejne ważne dla mnie tematy. Przede wszystkim – migrena, którą pokonałam dzięki diecie po 15 latach znoszenia czasem kilkudniowych bólów głowy. Warto mówić głośno o tym, że migrena zależy w dużym stopniu od naszego sposobu odżywiania.

Kolejne tematy to m.in. padaczka, zaburzenia emocjonalne, nerwice, schorzenia psychiczne.

Rozdział czwarty „Choroby alergiczne przewodu pokarmowego” mógłby być, moim zdaniem, znacznie dłuższy i zawierać więcej szczegółów. Może dlatego, że książka jest tak wszechstronna, nie ma w niej miejsca na dokładniejsze opisy np. kandydozy czy rodzajów pasożytów i sposobu, w jaki wywołują alergie. Jeśli któryś z tematów nas zainteresował, trzeba poszukać dokładniejszej lektury.

alergie_ksiazka_3

„Choroby alergiczne skóry” to rozdział piąty, bardzo istotny dla wszystkich zmagających się z AZS. Oprócz dokładnego omówienia atopowego zapalenia skóry znajdziemy tu informacje na temat pokrzywki i wyprysku kontaktowego (egzemy). Jeden z ważniejszych dla mnie rozdziałów „Alergii”, do którego będę wracać nie raz.

Rozdział szósty to „Inne choroby o podłożu alergicznym”, w którym znajdziemy podpowiedzi, jakie dolegliwości mogą być wywoływane przez alergie (np. zapalenia stawów, na co sama cierpię, kiedy zjem coś z psiankowatych).

Rozdział siódmy „Diagnostyka chorób alergicznych” jest opisem metod stosowanych przez autorkę do wykrycia alergii u pacjentów. Metody takie jak test MRT nie są powszechnie akceptowane przez alergologów, dr Myłek pisze na jego temat wiele pochwał i zaleca go jako bardzo wiarygodny, gdy chodzi o reakcje alergiczne opóźnione.

„Leczenie chorób alergicznych”, rozdział ósmy, jest moim zdaniem bardzo ważny, ponieważ omawia sposoby eliminacji alergenów (dzięki temu trafiłam na płyn do spryskiwania powierzchni, w których uwielbiają mnożyć się roztocza) oraz zawiera przegląd leków, niestety z wiadomych przyczyn nie do końca aktualny (książka jest z 2010 roku).

Rozdział dziewiąty „Profilaktyka, czyli dieta noworodków i niemowląt z alergią i nietolerancją pokarmową” ­­porusza temat kontrowersyjny wśród doradców laktacyjnych i zwolenników BLW. Ten temat z pewnością jeszcze poruszę, ponieważ jest niezmiernie ciekawy: czy istnieje dieta ciężarnej i matki karmiącej? Czy dziecko alergiczne powinno mieć inny schemat rozszerzania diety?

Na koniec, w rozdziale dziesiątym „Jak się odżywiać” dostajemy podstawowe porady z zakresu dietetyki. Niestety, znalazłam co najmniej jeden poważny błąd (że drożdże rozkładają szkodliwe substancje w zbożach, s. 454, a przecież chodzi o zakwas!), więc rozdział, dość ogólny, potraktowałam  bez emocji.

alergie_ksiazka_2

Moja opinia – zalety:

Autorka bardzo dużo miejsca poświęca mleku zwierząt jako źródle naszych cierpień. Trzeba mówić o tym głośno: mleko zwierząt nam szkodzi. Dr Myłek przytacza mocne argumenty za tym, żeby z niego zrezygnować (o czym z pewnością jeszcze napiszę).

Jest wielokrotnie wspomniane, że karmienie piersią jest dla niemowlęcia najbezpieczniejsze i najzdrowsze.

W książce przewijają się informacje na temat potencjalnych zagrożeń płynących ze zbyt wczesnego szczepienia dzieci, zwłaszcza alergików. Myślę, że mało która mama usłyszała od pediatry opinię, że dziecko z aktywną alergią nie powinno być dociążane szczepionkami.

Moja opinia – wady:

Niektóre tematy przewijają się przez kolejne rozdziały, nie są jednak w żadnym momencie rozwinięte. Na przykład dieta oparta na grupie krwi – skądinąd ciekawy pomysł. Chętnie dowiedziałabym się więcej na ten temat i już wiem, że muszę sięgnąć po inną książkę.

Książka jest już nieco nieaktualna (np. pod względem spisu leków), ale rozumiem przyczynę. Świat biegnie do przodu.

Brakuje mi bibliografii, oparcia się na konkretnych źródłach, odesłania do badań. Owszem, są wzmiankowane artykuły czy wykłady, jednak brakuje adresów bibliograficznych. Autorka pisze sporo na podstawie swojej praktyki i dobrze, ale jednak nie wszystkie jej wywody są przekonujące per se.

Brakuje mi indeksu! Uważam, że takie książki powinny go mieć obowiązkowo.

Podsumowanie:

Pod pewnymi względami książka jest bardzo pomocna w uporządkowaniu wiedzy na temat alergii. Jest w niej sporo informacji, których nie otrzymamy od zwykłych alergologów. Warto zapoznać się z opisami konkretnych przypadków chorób, dzięki temu od razu można poczuć się lepiej, bo alergię da się opanować (do pewnego stopnia).

Bardzo przydała mi się część omawiająca alergie skórne oraz sposoby leczenia alergii. Trochę zawiodła mnie część poświęcona chorobom układu pokarmowego.

Choć na studiach uczono mnie, że książka istnieje poza osobą autora, myślę, że w tym wypadku warto poczytać nieco o dr Danucie Myłek i zastanowić się, czy metody diagnostyki i leczenia – nie zawsze uznawane wśród lekarzy ‒ wyróżniają ją na plus. Moim zdaniem szukanie przyczyn alergii nie musi odbywać się zawsze według szablonu alergologów. Dobrze by było jednak, aby te niestandardowe testy diagnostyczne były bardziej dostępne i kosztowały mniej.

Dopiero zgłębiam zagadnienie diety ciężarnych i mam karmiących, dlatego jeszcze nie umiem się wypowiedzieć, czy dr Myłek pisze rzeczy kompletnie niezgodne z dzisiejszymi zaleceniami. A jeśli nawet pisze, może to dobrze, bo może ma rację?

Książkę polecam (w ekologicznej postaci ebooka, oczywiście), ale jako materiał wyjściowy do własnych przemyśleń. Z pewnością daleka jestem od pełnego zaufania autorce, ale z chęcią wyciągnę z tej lektury tyle, ile się da.

11 VIII2014

„Alergia i nietolerancja pokarmowa. Mleko i inne pokarmy” – recenzja

by joanna

Moje tegoroczne lektury wakacyjne są skupione wokół jednego tematu. Choć to nie kryminały, zawsze uważałam, że niektóre poradniki żywieniowe czyta się jak thrillery. Obecnie łykam książki o alergii równie gładko jak literaturę popularną, ale niestety, nie czerpię z tego większej radości. Czas zacząć dzielić się z Wami licznymi przemyśleniami na temat książek, które często kosztują bardzo dużo, a ile tak naprawdę wnoszą wartościowej wiedzy?

ksiazki_o_alergiach

Przegląd literatury dla alergików

Maciej Kaczmarski, Elżbieta Korotkiewicz-Kaczmarska, „Alergia i nietolerancja pokarmowa. Mleko i inne pokarmy”, Kraków 2013

Wydawnictwo Help Med

Cena: 50–55 zł

Liczba stron: 214

O autorach:

Profesor Maciej Kaczmarski jest jedną z najważniejszych postaci w gronie polskich alergologów. Absolwent i pracownik Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, od 1990 roku kierował w uczelni Kliniką Pediatrii, Gastroenterologii i Alergologii Dziecięcej. Specjalista w dziedzinach: pediatrii, alergologii i gastroenterologii, autor i współautor wielu publikacji naukowych dotyczących alergii i nietolerancji pokarmowych, a także fragmentów podręcznika dla studentów medycyny.

Obecnie na emeryturze, przyjmuje pacjentów prywatnie. Więcej o profesorze Kaczmarskim przeczytacie u Mamy Alergika, która poznała go osobiście.

Elżbieta Korotkiewicz-Kaczmarska – absolwentka UM w Białymstoku, długoletni pracownik Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, autorka i współautorka publikacji na temat alergii pokarmowej.

kaczmarski_0

O treści:

Książka jest publikacją naukową i momentami hermetyczność przekazu utrudnia zwykłemu czytelnikowi zrozumienie treści, dlatego wiele rozdziałów czytam już kolejny raz. Myślę jednak, że przeciętny (i zdeterminowany) zjadacz chleba, który biologię miał 25 lat temu, jest w stanie przegryźć się przez teoretyczne terminy i nawet jeśli nie zrozumie dokładnie wszystkich zawiłości pracy komórek w ludzkim ciele, wyciągnie odpowiednie wnioski. Pomagają w tym podsumowania, które pojawiają się w książce co jakiś czas.

W publikacji znajdziemy kompleksowo opisane alergie i nietolerancje pokarmowe (książka jest bardzo nowa, dlatego podział niepożądanych reakcji pokarmowych jest najświeższy).

Publikacja zawiera cztery główne rozdziały. Pierwszy, najobszerniejszy, opisuje alergie na białka mleka i inne pokarmy. Znajdziemy tu opis mechanizmów alergii i nietolerancji pokarmowych, dzisiejszej wiedzy i teorii na temat powstawania alergii. Bardzo cenne są dla mnie podrozdziały omawiające konkretne alergeny (posiłkowałam się tą książką przy opisywaniu alergii na mleko zwierząt). Nie zabrakło dokładnego opisu alergicznych reakcji krzyżowych (np. zespołu brzoza – jabłko).

Tu znajdziemy także omówienie alergii u niemowląt karmionych piersią i sztucznie (z podkreśleniem, że niemowlęta karmione wyłącznie piersią zapadają na alergię siedem razy rzadziej niż te na mieszankach mlecznych). W tym rozdziale znajdują się również opisy dostępnych (i uznanych przez towarzystwa medyczne) testów diagnostycznych, pozwalających potwierdzić lub wykluczyć alergie pokarmowe. Mowa jest również o nabywaniu tolerancji na alergeny, metodach leczenia alergii i zapobieganiu im (o tym będę pisać przy okazji tematu diety matki karmiącej).

Drugi rozdział podejmuje temat nietolerancji wybranych produktów pokarmowych. Nietolerancja łączy się z reakcją niezwiązaną z układem odpornościowym (np. na pokarmy zawierające histaminę czy salicylany).

Trzeci  rozdział poświęcony jest nietolerancji wybranych węglowodanów. Omawia takie przypadłości, jak np. nietolerancja laktozy.

Ostatni, czwarty rozdział omawia mieszanki mleczne leczniczo-odżywcze i preparaty mlekozastępcze. Rozdział dla mnie nieprzydatny, ponieważ uważam, że podawanie dziecku – do tego alergicznemu – wysoko przetworzonej żywności od pierwszych dni życia na pewno mu nie służy.

Ciekawostka:

Profesor Kaczmarski, w odróżnieniu od innych znanych mi źródeł, pisze o wzmocnieniu alergogenności mleka i orzeszków ziemnych po poddaniu ich obróbce cieplnej.

kaczmarski_2

Moja opinia – zalety:

Książka jest nowa i uwzględnia najnowsze badania uznawane przez środowiska medyczne. Jest niezwykle cennym źródłem informacji i adresów bibliograficznych – jeśli jakiś temat zainteresuje nas bardziej, możemy poszukać publikacji wskazanych w bibliografii. Przytoczone są wyniki najróżniejszych światowych badań z okresu ostatnich lat, jak i znacznie starszych – z okresu, kiedy alergologia dopiero powstawała.

Zawiera kilkadziesiąt tabel i ryciny, które pomagają zrozumieć zawiłości zagadnień.

Jest niezwykle interesująca. Mimo czasem trudnego języka czyta się ją jednym tchem, bo dostarcza niezwykle cennych informacji. Takich, których nie znajdziemy w internecie albo znajdziemy w miejscach, co do których nie mamy pewności, czy piszą o aktualnej wiedzy lekarzy. Autorzy są godni zaufania pod względem przytaczanych danych, to znaczy – na pewno to, co piszą, ma poparcie naukowe. (Inną sprawą jest pomijanie pewnych tematów mniej popularnych wśród alergologów typu test MRT czy problemy alergologiczne związane z nieszczelną śluzówką jelita).

Bardzo duży plus za przejrzysty spis treści i indeks.

Moja opinia – wady:

Pierwsza wada, która rzuca się w oczy matki karmiącej, to reklamy mleka zastępczego (w postaci kolorowej wkładki pod koniec książki, a także wystającego elementu – to widać na zdjęciach). Choć autorzy piszą wyraźnie, że karmienie piersią przynosi znacznie większe korzyści dla dziecka niż karmienie sztuczne, ilość miejsca poświęconego mieszankom jest bardzo duża (i ja chciałabym widzieć w książce tyle samo tekstu na temat kobiecego mleka).

Druga wada to pochwała żywności modyfikowanej genetycznie jako „ratunku” dla alergików. Istnieją badania wskazujące na to, że grzebanie w genach roślin i zwierząt może przynieść nieoczekiwane szkody, ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich skutków mutacji. Pisze o tym m.in. William Davis, przytaczając historię krzyżowania odmian pszenicy.

Trzecia wada to zdawkowe potraktowanie testów diagnostycznych spoza kanonu (takich jak MRT). Wiem, że opinie środowiska medycznego na temat tych testów są podzielone, szkoda jednak, że wszystkie metody alternatywne zostały wrzucone do jednego worka jako niewarte uwagi. Rozumiem, że to publikacja naukowa w stopniu największym z możliwych, ale dobrze by było wspomnieć też o jakości pożywienia i dietoterapii.

Podsumowanie:

Profesor Kaczmarski napisał książkę niezwykle cenną. Choć jako naukowiec przedstawia problem alergii od strony szkiełka i oka, uważam, że publikacja jest obowiązkową pozycją w domu, gdzie ktoś cierpi na alergię lub nietolerancję pokarmową. Dostajemy w niej suche fakty, wyniki badań, porównanie tych wyników – choć zdaję sobie sprawę, że jest to pewien wybór i pewne zagadnienia zostały ledwo zarysowane (jak alternatywne sposoby diagnostyki i leczenia alergii).

Jednokrotna lektura na pewno nie wystarczy, aby zrozumieć dobrze nawet część zagadnienia, ale dzięki wygodnej formule, jasno podzielonych rozdziałach i klarownych tabelach łatwo znajdziemy informacje istotne w danej chwili.

Książka profesora Kaczmarskiego uświadomiła mi niestety, że alergia jest tak złożoną chorobą, że wiedza przeciętnego alergologa dostępnego dla zwykłego pacjenta jest często zbyt powierzchowna, aby realnie pomóc choremu. Często dopiero samodzielne poszukiwania alergika (lub jego opiekunów) przyczyny przykrych objawów pozwalają na głębsze zrozumienie mechanizmu alergii.

Wpisuję tę książkę na listę lektur obowiązkowych alergików.

08 VIII2014

Bezzapachowy balsam dla niemowląt i dzieci Balm Balm – recenzja

by joanna

Zauważyłam, że skóra moich dzieci lubi balsamy pielęgnujące, które nie zawierają wody.

Skład tego kosmetyku od razu zachęcił mnie do wypróbowania, tym bardziej, że opis producenta mówi o leczeniu egzemy i AZS.

Bezzapachowy balsam dla niemowląt i dzieci Balm Balm

http://balmbalm.com/

Cena: 35,50 zł, opakowanie 30 ml

Gdzie do kupienia: Biosna.pl

balmbalm_1

Informacje producenta:

Certyfikowany kosmetyk ekologiczny, do stosowania od pierwszego dnia życia. Polecany zwłaszcza przy problemach skórnych typu egzema, AZS. Dodatkowo może być używany jako zabezpieczenie przed zimnem i wiatrem oraz na ciemieniuchę i pod pieluszkę. Nawilża i odżywia skórę. Ma certyfikat Soil Association, nie był testowany na zwierzętach.

balmbalm_3

Składniki (pochodzenia ekologicznego):

  • Butyrospermum parkii (shea butter) – masło shea,  czyli olej roślinny z nasion masłosza; zawiera m.in. kwasy tłuszczowe (gamma-linolenowy, arachidowy) i fitosterole; zmiękcza i nawilża skórę, ma także działanie przeciwzapalne oraz zawiera naturalny filtr UV (3–5). Przeczytaj więcej na temat masła shea.
  • Helianthus annuus (sunflower oil) – olej z pestek słonecznika, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (przede wszystkim linolowy) i witaminę E; nawilża, wygładza i regeneruje naskórek.
  • Cera alba (beeswax) – wosk pszczeli, produkowany przez pszczoły (balsam nie jest więc dla weganów); nawilża, zmiękcza skórę (także włosy), regeneruje i  nabłyszcza; zawiera m.in. kwas palmitynowy, cerotynowy, melisowy i estry kwasu octowego i walerianowego.
  • Calendula officinalis (calendula oil) – olej z kwiatów nagietka lekarskiego, zawiera m.in. karotenoidy i sterole; jest naturalnym emolientem, wygładza skórę, ma działanie przeciwzapalne, przeciwgrzybiczne, ściągające, regenerujące.
  • Simmondsia chinensis (jojoba oil) – olej z nasion jojoby, które zawierają płynny wosk; zawiera m.in. fitosterole i witaminę F; zapobiega wysuszaniu się skóry.

balmbalm_2

Nasza opinia:

W tym niewielkim słoiczku znalazł się naprawdę skuteczny i wydajny kosmetyk. Wystarczyła mała ilość, żeby dobrze natłuścić suche partie skóry naszego starszego syna, a mam porównanie z innymi kosmetykami wyspecjalizowanymi w pielęgnacji skóry z AZS (przeczytaj więcej o atopowym zapaleniu skóry). Bezzapachowy balsam dla niemowląt i dzieci Balm Balm jest rzeczywiście bezwonny, delikatny, natłuszczający i bezpieczny dla dzieci z problemami skórnymi.

Choć na naszym wyjeździe nad morze J. miał w miarę słabe zmiany skórne i pilnowaliśmy diety, myślę, że balsam Balm Balm przyspieszył gojenie zaognionych partii (głównie zgięcia łokcia i kolan). Smarowałam syna po myciu, na noc, bo w ciągu dnia siedział w morzu albo bawił się na piasku.

Mam nadzieję, że będziemy mieć coraz mniej okazji do stosowania kosmetyków łagodzących atopowe zapalenie skóry. Ten jednak z pewnością będziemy mieć zawsze pod ręką. Oprócz tego, że jest skuteczny (choć oczywiście nie działa natychmiastowo), w składzie ma wyłącznie organiczne olejki, bez dodatku wody. Zdecydowanie jest wart swojej ceny.

Informacje o składnikach: Kosmopedia i Wikipedia

07 VIII2014

Krem do opalania do skóry wrażliwej SPF 30 Lavera – recenzja

by joanna

Za nami pobyt nad polskim morzem, gdzie z siostrą męża i jej rodziną spędziliśmy 10 dni w domku tzw. bez wygód. Niestety, nie wszystkie aspekty wyjazdu okazały się fortunne dla naszego alergika, ale o tym kiedy indziej.

Mieliśmy okazję przetestować wiele ciekawych kosmetyków. A że pogoda dopisywała i codziennie chodziliśmy na plażę, jednym z podstawowych produktów do pielęgnacji był krem do opalania. Wybrany dla nas przez Olgę z Eco Krainy krem do opalania do skóry wrażliwej SPF 30 Lavera przetestowało aż 8 osób w wieku od 21 miesięcy do 40+ lat. Dla nas najważniejsze było, jak zareaguje na niego wymagająca skóra naszych dzieci.

laveraspf30_1

Aktualizacja 10.07.2015 r. Przeczytaj:

http://baranowscy.eu/wordpress/dlaczego-nie-uzyje-juz-filtrow-do-opalania-lavery/ (więcej…)

21 VII2014

Atopowe zapalenie skóry (AZS) i alergia pokarmowa – wstęp

by joanna

Temat alergii pokarmowych jest obecny w naszym domu od pięciu lat, odkąd na świecie pojawił się nasz starszy syn. Po narodzinach syna powrócił też – po kilku latach wyciszenia – problem alergii mojego męża. Przez ten czas mieliśmy do czynienia z różnymi przejawami nietolerancji pokarmowych, z których najtrudniej opanować atopowe zapalenie skóry.

Wiem, że wielu rodziców boryka się z problemem AZS u swoich malutkich dzieci – noworodków i niemowląt – a także u starszych, dlatego postanowiłam spisać nasze rodzinne doświadczenia i wnioski oraz uporządkować nieco wiedzę na temat atopowego zapalenia skóry, powiązanego z nietolerancją pokarmową. Temat jest bardzo szeroki, dlatego odsyłam do źródeł specjalistycznych, sama zaś poruszę wątki, które dotyczą nas osobiście. Ten tekst jest dopiero wstępem do tematu.

Alergia i liczby

Szacuje się, że kilka procent (3–4,5, a nawet 6%) polskich dzieci w wieku 1–3 lata cierpi z powodu alergii pokarmowych. Odsetek wśród niemowląt karmionych wyłącznie piersią jest niższy (1,8%). Wymienia się osiem najczęściej uczulających pokarmów (według bardzo ogólnej klasyfikacji są to: mleko krowie, jaja, ryby, skorupiaki i mięczaki, orzechy, orzeszki ziemne, soja, pszenica), ale tak naprawdę organizm może zareagować w sposób niepożądany na dowolny składnik pożywienia. Według profesora Kaczmarskiego polskie dzieci najczęściej nie tolerują mleka krowiego, białka jaja kurzego oraz owoców cytrusowych. Od siebie dodam, że podobieństwa między mlekiem różnych ssaków czy jajami różnych ptaków zwykle rozszerza listę pokarmów alergizujących na wszystkie rodzaje mleka, jaja wszystkich ptaków itp. (przeczytaj: Mleko zwierząt – alergia i błąd erzacu).

Objawy alergii mogą być różne i zależą od typu reakcji organizmu (IgE-zależne, IgE-niezależne, komórkowe i mieszane). Niektóre reakcje zachodzą natychmiast po kontakcie z alergenem i łatwo połączyć je z uczulającym pokarmem. Niektóre należą do reakcji opóźnionych (biorą w nich udział przeciwciała IgG i IgM i polegają na pojawieniu się różnych stanów zapalnych), ujawniają się po kilku godzinach, a nawet dniach (udział limfocytów T). W znalezieniu przyczyn opóźnionych niepożądanych reakcji organizmu mogą pomóc specjalne testy krwi, takie jak MRT. Kaczmarski wypowiada się na ich temat sceptycznie jako o niewystarczająco wiarygodnych, w wypadku naszej rodziny okazały się jednak niezwykle pomocne.

Według badań (podaję za prof. Kaczmarskim) około 80% dzieci chorych na AZS cierpi na alergie pokarmowe, najczęściej na orzeszki ziemne i mleko krowie. Pewne badania mówią o 20% polskich dzieci z AZS.

Atopowe zapalenie skóry

W naszej rodzinie AZS jest prawdopodobnie skłonnością dziedziczoną w linii męskiej, choć pewne źródła podają, że raczej skłonność dziedziczy się po matce (ja mam problemy skórne, ale innego typu). Atopowe zapalenie skóry to choroba przewlekła, objawiająca się specyficznymi objawami skórnym. Natężenie objawów może być zmienne, od całkowitego czasowego zanikania po bardzo silne zaognienie, wymagające hospitalizacji. Badania wskazują, że AZS pojawia się najczęściej w wieku niemowlęcym, po czym jeszcze w dzieciństwie pozornie zanika na kilkanaście lat, a następnie powraca, zwykle około 35. roku życia. Mam żywe dowody w domu, że ten scenariusz jest niestety bardzo prawdopodobny: AZS jest nieuleczalny i najczęściej wyskakuje jak filip z konopi, ustępuje na kilka lat, a potem wraca i bardzo trudno go wyciszyć.

Nieduże zmiany atopowe w zgięciu łokcia.

Nieduże zmiany atopowe w zgięciu łokcia.

U chłopców pierwsze symptomy alergii pojawiły się w pierwszych tygodniach życia (czerwona, grudkowata wysypka na policzkach), ustąpiły, gdy jedyne źródło ich pożywienia, moje mleko, przestało zawierać alergeny (nabiał, soja). Typowe AZS pojawiło się później, w miarę rozwoju i rozszerzania diety.

Atopowcy mają, mówiąc skrótowo, upośledzoną budowę skóry, która nie chroni odpowiednio organizmu przed wpływami środowiskowymi:

obserwuje się m.in. niewystarczające dojrzewanie komórek naskórka (keratynocytów), brakuje w niej związków wiążących wodę i lipidów międzykomórkowych – spoiwa komórek (źródło).

AZS przejawia się tzw. suchymi, swędzącymi miejscami we wrażliwych partiach ciała, takich jak zgięcia łokci czy kolan, na policzkach, za uszami. Faza ostra polega na pojawianiu się grudek na podłożu rumieniowatym, charakterystyczną cechą jest świąd (występuje zawsze). Faza przewlekła objawia się suchością skóry, zaczerwienieniem, przebarwieniem, strupami, złuszczającym się naskórkiem. Jednak nawet nieduże zmiany mogą być bardzo uciążliwe. Rozdrapywanie swędzących miejsc może doprowadzić do zakażeń, np. gronkowcem złocistym czy grzybicą.

Bardzo ostra postać zapalna AZS może wymagać podania silnych leków pod nadzorem lekarza, w warunkach szpitalnych.

Zgięcie kolana - widoczne w miarę łagodne zmiany atopowe.

Zgięcie kolana – widoczne w miarę łagodne zmiany atopowe.

Każda manifestacja atopowego zapalenia skóry jest bardzo przykra dla chorej osoby. Cierpienie jest nie tylko fizyczne – przekłada się na psychikę chorego i rzutuje na życie całej rodziny. Dzieci cierpią tym bardziej, że trudno im opanować odruch drapania swędzących miejsc, przez co niełatwo jest zaleczyć stany zapalne. Nieustający świąd może doprowadzić do nerwicy nawet dorosłego, a co dopiero bardzo młodą osobę, która nie umie rozładować napięcia inaczej niż np. krzykiem, złością, agresją. Do tego dochodzą zakazy (nie jedz tego, nie drap tego) i ogólne ograniczenia np. higieniczne ze względu na wrażliwość skóry i możliwość zakażenia. Mój mąż porzucił na jakiś czas basen ze względu na problemy skórne, które pogarszały się pod wpływem chloru. Z dziećmi też nie chodzimy na pływalnię, z uwagą dobieramy im także kosmetyki do mycia oraz balsamy nawilżające.

Przyczyny występowania AZS

Nie jest znana bezpośrednia przyczyna występowania choroby ani dokładny mechanizm występowania objawów – to sprawia, że leczenie AZS przypomina czasem walkę z wiatrakami, czasem podchody. Czasem wydaje się, że znaleźliśmy i wyeliminowaliśmy przyczynę choroby, by za jakiś czas znowu, nieoczekiwanie, musieć się z nią zmierzyć.

Mówi się o podłożu genetycznym (na które nic nie poradzimy) i środowiskowym (tu pewne modyfikacje są możliwe). Zanieczyszczenie środowiska może przyczyniać się do zaostrzenia objawów, podobnie jak długotrwały stres, który w wypadku mojego męża spowodował bolesne problemy ze skórą na dłoniach (pękanie skóry, powstawanie niegojących się ran, szorstkość naskórka).

U części chorych AZS jest związane z podwyższoną liczbą przeciwciał IgE. W wypadku naszych synów badania krwi nie wykazały takiej zależności (IgE nieznacznie podwyższone). AZS zostało stwierdzone na podstawie wywiadu, w którym głównym czynnikiem było obciążenie dziedziczne, następnie wygląd chłopców (delikatna, sucha skóra, podkrążone oczy) i powiązanie reakcji skórnych z dietą.

W wypadku mojego męża i naszych synów podejrzewamy, że czynnik genetyczny jest aktywowany przez alergie (pokarmowe, wziewne i krzyżowe, być może również kontaktowe), z tym że oprócz reakcji IgE-zależnych mamy tu do czynienia z reakcjami IgE-niezależnymi.

Nasz kalendarz atopii

W naszym wypadku bardzo duże znaczenie mają pory roku, kalendarz pyleń oraz ekspozycja na słońce. Najgorsze miesiące, kiedy zmiany skórne są najbardziej uciążliwe, to te na przednówku i wiosenne (w zależności od tego, kiedy skończy się zima, mniej więcej od lutego do czerwca). Bardzo trudna bywa zima, a to ze względu na ograniczoną ilość promieni słonecznych oraz mało urozmaiconą żywność – czasem po prostu trudno idealnie przestrzegać diety.

Najtrudniejsze momenty to pylenie drzew i traw, które uczulają moich chłopców, szczególnie uciążliwa jest brzoza. Wówczas oprócz reakcji typowo wziewno-alergicznych (katar, kaszel, okresowa astma oskrzelowa) pojawiają się silne reakcje skórne. To efekt reakcji krzyżowych: nagła obecność alergenów (pyłków) tzw. klasy I uruchamia reakcję na alergeny o podobnej budowie (pokarmowych) klasy II. I tak do najczęstszych reakcji krzyżowych jeśli chodzi o pyłki brzozy należą np. reakcje na jabłka (jest nawet osobny rodzaj alergii krzyżowej brzoza – jabłko), marchew, seler – są to alergeny, które w „normalnych” warunkach nie powodują manifestacji nietolerancji.

Okoliczności łagodzące AZS w naszym wypadku to ekspozycja na słońce (oczywiście umiarkowana – kilkadziesiąt minut dziennie rano i po południu, ale bez żadnej ochrony), co być może ma związek z naturalnym wytwarzaniem się witaminy D. Choć z jednej strony nasza skóra nie lubi nadmiaru promieni słonecznych, z drugiej strony nie mogłaby bez nich prawidłowo funkcjonować. W naszym wypadku słońce (podkreślam – w umiarkowanych dawkach) daje wymierne korzyści i zmiany skórne stają się niewidoczne lub bardzo słabo widoczne (chyba że złamiemy dietę).

Leczenie

Medycyna holistyczna upatruje przyczyny AZS (oraz ogólnie alergii) w zaburzeniach pracy wątroby i leczenie rozpoczyna właśnie od zajęcia się tym organem (m.in. oczyszczenie z toksyn). Medycyna konwencjonalna skupia się na leczeniu objawowym oraz diecie eliminacyjnej. W wypadku potwierdzonych alergii pokarmowych możliwe jest również odczulanie. W naszej rodzinie stosujemy głównie metody dietetyczne i objawowe, do pewnego stopnia skuteczne – o tyle, o ile jesteśmy w stanie zapanować nad tym, z jakim pokarmem stykają się nasze dzieci.

Leki przepisywane przez lekarzy (w wypadku mojego męża również sterydy) przynosiły chwilową poprawę. Każdemu, kto zmaga się z AZS, polecam przede wszystkim kontakt z dermatologiem i alergologiem. My podążyliśmy drogą eliminacji z diety pewnych pokarmów, udało się także w dużym stopniu ograniczyć stres, dzięki czemu mój mąż od pewnego czasu widzi znaczną poprawę stanu swojej skóry. Dodatkowo stosujemy odpowiednie detergenty i kosmetyki, delikatne i przyjazne skórze atopowej.

Od lat żywimy się domowym jedzeniem (nie kupujemy żywności wysoko przetworzonej, z gotowych rzeczy zaopatrujemy się w kilka produktów typu makaron), mamy swoje źródła sprawdzonych warzyw i owoców oraz pieczywa (sama też je piekę). Nie jemy gotowych słodyczy ani cukru, wędliny kupujemy pieczone, bez azotynów itp. Myślę, że dzięki temu objawy AZS w naszej rodzinie są w miarę łagodne (porównując z przypadkami, które znalazłam np. w książce Kaczmarskiego).

Do tematu na pewno wkrótce powrócę, tym bardziej, że jesteśmy w trakcie różnych badań na alergię.

Przeczytaj także:

Lektury:

06 VII2014

I love my baby oil – recenzja

by joanna

Nasi synowie zmagają się z suchością skóry typową dla alergików, dlatego nieustannie szukam dla nich bezpiecznych kosmetyków nawilżających, które będą skuteczne w wypadku skóry atopowej. Zwykłe balsamy nawilżające przynoszą tylko chwilową ulgę, więc nasze wymagania są duże.

Sięgnęliśmy z nadzieją po olejek dla dzieci polskiego producenta kosmetyków naturalnych Make Me Bio o nazwie I love my baby oil.

ilovemybabyoil_2

Informacje producenta:

http://www.makemebio.com/sklep/produkty-dla-dzieci/i-love-my-baby-oli-detail.html

Cena: 54 zł za 250 ml

Opakowanie: PETE – 01, produkowane w Anglii

Olejek zawiera tylko trzy składniki: olej z pestek winogron, olejek z rumianku, ekstrakt z pestek malin. Żadnych dodatkowych substancji (ponieważ skład jest prosty, nie potrzeba konserwantów), wszystkie są naturalne i  pochodzenia roślinnego. Nawilżający i normalizujący kosmetyk dla dzieci od pierwszego dnia życia, stosować najlepiej po kąpieli.

Składniki (3):

  • vitis vinifera (grape) seed oil – olej z pestek winogron, nawilżający i odżywiający skórę, zapobiega wysuszaniu skóry, łatwo się wchłania, zawiera kwas linolowy i witaminy; Kosmopedia podaje informację, że może być komedogenny, czyli powodować zaskórniki,
  • anthemis nobilis oil (camomille essential oil) – olejek z rumianku, ma znaczące działanie przeciwzapalne (ale uwaga, niektóre dzieci reagują na niego uczuleniem); Kosmopedia podaje informację, że jest to na tyle silny olejek, że nie powinien być stosowany w pierwszych miesiącach ciąży,
  • rubus idaeus (raspberry) fruit extract – ekstrakt z pestek malin, ma działanie przeciwzapalne; zawiera kwasy tłuszczowe, karotenoidy i witaminę E.

ilovemybabyoil_3

Nasza opinia:

Z przyjemnością mogę polecić olejek każdemu, kto zmaga się z problemami skórnymi – myślę, że u dorosłych także się sprawdzi. Bardzo podoba mi się skład – wyłącznie naturalne składniki wzbudzają u mnie większe zaufanie niż cudaczne nazwy związków chemicznych niewiadomego pochodzenia. Oczywiście uwaga na rumianek – niektóre dzieci są na niego uczulone.

Skóra naszych dzieci posmarowana olejkiem I love my baby oil natychmiast nabierała gładkości. Smarowałam synków przez kilkanaście dni codziennie po kąpieli. Sama czynność nakładania olejku była przyjemna – śmiało można zamienić ją w wieczorny rytuał przed zasypianiem, o ile Wasze dzieci nie są tak energiczne jak moje (nawet przed snem).

Najbardziej cieszyło mnie uspokajanie się zaognionych miejsc, dzięki czemu starszy syn w nocy nie odczuwał swędzenia, które występuje u niego zawsze po kąpieli (gdy zmywana jest naturalna ochrona lipidowa).

Podkreślę jednak, że olejek nie jest lekiem, to znaczy choć skutecznie pomagał nam w zwalczaniu objawów atopowego zapalenia skóry, nie przyniósł stałej poprawy (nie taki jest jego cel).

Olejek jest bardzo wydajny, więc cena – choć wydaje się bardzo wysoka – może okazać się nie taka straszna. W ciągu dwóch tygodni moi chłopcy zużyli około ¼ buteleczki.

ilovemybabyoil_1

Podoba mi się też estetyczne opakowanie z sympatycznym misiem, który zwrócił uwagę moich synów.

Ponieważ jest to olejek, trzeba się liczyć z tłustymi plamami na piżamie i pościeli, choć u nas nie było to szczególnie kłopotliwe, olejek wchłania się bardzo szybko.

Naprawdę cieszę się, że znalazłam taki produkt, w dodatku polskiej firmy (choć składniki używane przez producenta pochodzą z różnych stron świata). Dopisuję go do listy kosmetyków przyjaznych skórze atopowej.

01 V2014

Cetaphil i ekodylematy. Gdy skuteczność to konieczność

by joanna

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie uwierająca jak kamyk w bucie myśl, że nie ma na tym świecie nic za darmo. A konkretnie, że używany przez nas na bardzo silne rzuty AZS u starszego syna (spowodowane np. przez pylenie brzóz i alergie krzyżowe) tak skuteczny i miły, pomagający nam od wielu lat Cetaphil MD Dermoprotektor jest tak naprawdę produktem, którego skład mnie nie satysfakcjonuje. Problem w tym, że wiele razy uratował naszemu synowi skórę, dosłownie.

cetaphil_1 

Kiedy u J. pojawiają się suche, zaczerwienione i bardzo swędzące placki (właściwie mogą pojawić się wszędzie, najczęściej na nogach i rękach), pojawia się pilna potrzeba przyniesienia mu ulgi. Smarowanie naturalnymi środkami, np. masłem shea czy olejkiem migdałowym, nie przynosi natychmiastowej poprawy, a w wypadku niespełna pięcioletniego dziecka trudno wymagać, żeby się nie drapało po dokuczliwych zmianach atopowych.

cetaphil_4

Cetaphil MD Dermoprotektor jest tzw. dermokosmetykiem, bardzo wydajnym, zwłaszcza że używamy go miejscowo. (Dermokosmetyki to takie kosmetyki, które według polskiego prawa są po prostu kosmetykami, natomiast ich nazwa ma sugerować, że działają leczniczo. Jest to więc chwyt czysto marketingowy, choć oczywiście są kosmetyki, których skuteczność jest większa niż tych, które nie mają etykietki „dermo-„). Za 250 ml w aptece internetowej płacę około 28 zł, a taka butelka starcza na kilka miesięcy.

Z opisu producenta dowiadujemy się, że „jest polecany do codziennego nawilżania skóry suchej lub wrażliwej, szczególnie w przypadku: trądzika młodzieńczego, trądzika różowatego, łuszczycy, atopowego zapalenia skóry”. Główne działanie Cetaphilu to wiązanie wody w skórze (gliceryna), dzięki czemu skóra jest nawilżona. Olej z orzechu makadamia dostarcza nienasycone kwasy tłuszczowe, a pantenol łagodzi podrażnienia i pomaga regenerować naskórek. Balsam pokrywa powierzchnię ciała cienką warstwą, która zapobiega wysuszaniu skóry („odbudowa i ochrona płaszcza lipidowego”).

Według producenta balsam jest tak bezpieczny, że może być stosowany u noworodków, w dodatku na każdą część ciała, nawet powieki. Zalecenia, które znajdziemy w książeczce dołączonej do kosmetyku, to m.in. używanie balsamu także wtedy, gdy nie ma zmian skórnych, aby zapobiec zmianom chorobowym.

cetaphil_3

Skład Cetaphilu, choć na opakowaniu napisano: bez parabenów, bez środków drażniących, bez środków zapachowych, jest jednak dla mnie solą w oku. Skorzystałam ze strony cosdna.com, aby przeczytać, które składniki Cetaphilu uznaje się za bezpieczne, które za drażniące itp. Oczywiście pamiętam, że to tylko internet. Tak naprawdę trudno znaleźć dokładne informacje na temat składników kremów, balsamów itp., ale nietrudno się domyślić, że wiele z tych substancji nie występuje w naturze i że nasza skóra nie wie, jak je traktować.

Tutaj znalazłam potwierdzenie moich przypuszczeń co do składu.

cetaphil_2 

Za składniki „podejrzane” uznano m.in. Ceteareth-20 (alkohol tłuszczowy, PEG-20), Cetearyl Alcohol (emulgator, wysoka komedogenność, czyli zatykanie porów), Benzyl Alcohol (konserwant), Sodium Hydroxide (stabilizator pH, drażniący).

AZS to skomplikowana choroba, o czym piszę między innymi tu. Ciało człowieka reaguje w tak widoczny sposób na coś, co dzieje się wewnątrz organizmu. Kiedy działamy tylko od zewnątrz, maskując objawy, tak naprawdę oszukujemy samych siebie (nie ma suchych placków – nie ma choroby). Dlatego przede wszystkim należy dążyć do eliminacji czynników nasilających AZS.

Po przyjrzeniu się bliżej składowi Cetaphilu mam spory dylemat: używać czy nie? Jestem zwolenniczką rozwiązań jak najbardziej naturalnych, najchętniej działających od wewnątrz (dieta, relaks, sport). Kosmetyki – szczególnie dla dzieci – powinny mieć moim zdaniem jak najprostszy skład (polecam np. kąpiel z dodatkiem oleju kokosowego). Cetaphil z pewnością nie jest tak naturalny, jak choćby olejek migdałowy, mam obawy, że podobnie jak wazelina może zaburzać prawidłowe oddychanie skóry, blokując naturalną wymianę gazową (aby nie dochodziło do utraty wody). Z drugiej strony to jedyny kosmetyk, który pomaga w naprawdę trudnych sytuacjach i tylko wtedy go używamy.

Taki praktyczny przykład ekodylematu…

Strony:12»