30 X2013

Do diety gotowa – start!

by joanna

Choć minął już tydzień od rozmowy z dietetykiem na temat mojej diety, jej wdrożenie właśnie się zaczyna. Poprzednie doświadczenie podjęciem takiego wyzwania, jakim jest wyeliminowanie pewnych produktów spożywczych i wprowadzenie nowych, dało mi sporą wiedzę, jak przeprowadzić rewolucję w odżywianiu. Już wiem, że:

  • nie da się tego zrobić z dnia na dzień: trzeba się oswoić ze zmianami, zjeść zapasy z lodówki, zrobić nowe zakupy, przeczytać na spokojnie zalecenia,
  • trzeba poinformować bliskich o zmianie sposobu odżywiania (aby motywowali i nie kusili niezdrowymi produktami),
  • należy potraktować zmianę serio, przestrzegać zaleceń tyle czasu, ile czasu zajmie nam wdrożenie się do nowego stylu odżywiania; myślę, że potem wcale nie będziemy chcieli rezygnować z osiągniętej poprawy,
  • trzeba przygotować się na robienie zapasów, żeby mieć w domu zawsze bazę na kilka posiłków, zwłaszcza w momentach kryzysowych (napady głodu),
  • pewne sprawy okażą się trudne, ale tylko na początku; opanowanie nowych zasad odżywiania jest łatwiejsze, kiedy na początku będziemy ściśle się do nich stosować,
  • najtrudniejsze może okazać się żywienie poza domem; trzeba przyzwyczaić się do gotowania w domu potraw od zera, noszenia ze sobą własnego pożywienia oraz gotowania na wyjazdach; restauracje i stołówki raczej omijamy, często konieczne okazuje się pieczenie własnego chleba i zrezygnowanie z innych gotowych produktów,
  • zmiana odżywiania nie powinna być motywowana chęcią zrzucenia kilogramów – dlatego odrzucamy precz wszelkie tabele z kaloriami, jemy tyle, ile chcemy – ważne, CO jemy i pijemy (dużo wody np. z cytryną).

Da się!

Zmianę naszego menu zaczęłam w lutym tego roku (pierwszy wpis na blogu!) razem z J., po wykonaniu u niego testu na opóźnione alergie pokarmowe.

To było wyzwanie – luty nie jest miesiącem najbardziej różnorodnej oferty świeżych i lokalnych produktów. A akurat te najbardziej oczywiste (np. jabłka, buraki) odpadły nam z diety! Okazało się zresztą, że ja i mój starszy syn mamy momentami zbliżone wyniki testu MRT (jabłko, kiwi, burak, wysoka pozycja melona). Wynik J.:

mrt_j_1

Dla porównania mój wynik owocowo-warzywny:

mrt_JB_1

Program LEAP (Lifestyle, Eating And Performance) opiera się między innymi na zmianie nawyków żywieniowych pod okiem dietetyka. Nowy sposób odżywiania wprowadza się przez 27 dni – zaczynając od posiłków z produktów, które wyszły w teście najniżej (i tylko z tych produktów). Przy czym sam test, jak już pisałam, nie daje pełnej odpowiedzi. Na przykład mój wynik, w którym kwas benzoesowy jest wysoce reaktywny (u J. było to samo), eliminuje z mojej diety ciemne owoce, takie jak śliwki, maliny, jagody – przynajmniej na razie. Benzoesan znajduje się także w herbacie, a więc – mogę pić mało i słabą (choć w wyniku herbata wyszła OK).

mrt_ja_2

Jak widać, na żółto wyszło czerwone mięso, żyto, kukurydza oraz m.in. czosnek. Tuż pod czosnkiem znajduje się pieprz – ze względu na moje bóle stawów mam go odstawić (mogę zastąpić pieprzem seczuańskim).

Ważna jest fenyloetyloamina, podejrzana jako sprawca moich bólów głowy. Podobnie wszystkie produkty, które były poddane fermentacji. Niestety, zakwas chlebowy także jest sfermentowany… Ale ważniejsze tu są drożdże piekarskie:

mrt_ja_3

27 dni, 5 faz

Zwykle program wprowadzenia diety opiera się na pięciu częściach – każda faza to wprowadzanie kolejnych produktów. W wypadku dzieci (takich jak J.) włącza się od razu pokarmy z dwóch pierwszych faz, a dietetyk decyduje dodatkowo, co jeszcze można jeść od razu. Ja, jako matka karmiąca, mogę już jeść całkiem dużo. Poniżej mój indywidualnie zaplanowany rozkład włączania pokarmów:

Faza 1 i 2:

  • sola,
  • sum (niebadany, ale sprawdzony w praktyce – nie szkodzi),
  • dorsz,
  • krab (marzę o krabie, hehe),
  • makrela,
  • indyk,
  • jajko,
  • karp,
  • soja,
  • tuńczyk (nie za dużo ze względu na metale ciężkie),
  • baranina/jagnięcina,
  • królik,
  • kasza jaglana,
  • słodki ziemniak,
  • ryż,
  • owies,
  • orkisz,
  • ziemniak (solanina, która występuje w bakłażanie – obserwować!),
  • gryka,
  • kapusta,
  • dynia (pestki!),
  • kabaczek,
  • papryka (każda – ale uwaga, psiankowate – może być powiązana z bakłażanem),
  • pieczarki (ostrożnie),
  • sałata,
  • fasola jaś,
  • kalafior,
  • pomidor (psiankowate),
  • szparagi (to sobie poczekam na nie!),
  • groszek zielony,
  • cieciorka,
  • por,
  • cebula,
  • fasolka szparagowa,
  • brokuły,
  • cukinia,
  • marchew,
  • seler,
  • pietruszka,
  • gruszka (skreślam, związana z jabłkami),
  • figa,
  • awokado,
  • brzoskwinia,
  • cytryna,
  • grejpfrut,
  • morela,
  • papaja,
  • melon,
  • ananas,
  • truskawki,
  • pomarańcza,
  • herbata (słaba),
  • kawa (mało),
  • masło klarowane,
  • migdały,
  • orzechy laskowe (wyłączam, bo karmię),
  • soja (jak wyżej),
  • sezam,
  • ziele angielskie,
  • bazylia,
  • liść laurowy,
  • orzech kokosowy,
  • miód (wyłączam, nie lubię i nie jem cukru),
  • cukier buraczany i trzcinowy (jw.),
  • mięta,
  • koper,
  • musztarda,
  • sezam,
  • wanilia,
  • imbir,
  • kurkuma,
  • oregano.

Faza 3 (od 13. dnia):

  • śledź,
  • kurczak,
  • soczewica,
  • kakao,
  • orzechy nerkowca,
  • słonecznik.

Faza 4 (od 18. dnia):

  • pstrąg,
  • małż (już pędzę jeść małże!),
  • homar (jw.),
  • jęczmień,
  • pszenica,
  • ogórek,
  • oliwki,
  • banan,
  • mango,
  • pistacja.

Faza 5 (od 23. dnia):

  • krewetki,
  • fasola czerwona,
  • kaczka.

Moje dywagacje na temat przejścia na weganizm chwilowo zostają zawieszone: fakt, że szkodzi mi czerwone mięso, wcale mnie nie zmartwił, ale póki nastawiam się na oczyszczenie organizmu z toksyn, nie będę jeszcze bardziej ograniczać listy produktów. A w tej chwili bezwzględnie zakazane są te pokarmy:

  • czarna jagoda, śliwka, żurawina, malina, wiśnia, cynamon, goździki – kwas benzoesowy (wyłączone na kilka miesięcy),
  • kiwi, arbuz, melon kantalupa, jabłka, winogrona,
  • żyto, kukurydza,
  • bakłażan (pokrewne: ziemniak, pomidor, papryka – zobaczymy…), szpinak,
  • orzech ziemny, orzech włoski,
  • wieprzowina, wołowina,
  • muszkatoł, mak, czosnek, pieprz czarny,
  • nabiał – wszystko, co z mleka,
  • drożdże mix (winne, piekarskie, piwne), sardynka, łosoś.

Niby niedużo, ale jak bardzo uprzykrza życie wyłączenie drożdży, przekonałam się już w lutym. Dopytanie o skład chleba i bułek spowodowało nasz rodzinny bojkot piekarenki koło domu (i wkrótce splajtowała… mam nadzieję, że nie przez nas, hehe). Zadawanie pytania wszędzie poza domem: a z czego to jest zrobione, czy na pewno nie ma drożdży? – nawet nam się znudziło. Znaleźliśmy idealny chleb na zakwasie, bez drożdży u ulepszaczy, blisko domu i… właśnie się okazało, że muszę przestać jeść żyto. Poszukiwany chleb pszenny/orkiszowy na zakwasie, bez drożdży, bez dodatków – ktokolwiek widział… Ponieważ w okolicy domu nie znalazłam jeszcze piekarni z taką ofertą, piekę sobie sama pieczywo orkiszowe, na zakwasie orkiszowym. Kto wie, może wychodzę na tym najlepiej?

chleb_orkiszowy

 

Dodatkowe zalecenia

Oprócz menu dostałam zalecenia, jak wzmocnić swój organizm (zostałam obejrzana pod kątem wchłaniania mikro- i makroelementów, mam podobno ich niedobór, zwłaszcza cynku). W dodatku jestem karmiąca, więc wszystko dobre oddaję S.

Na skórę (która już – prawdopodobnie pod wpływem uruchomienia detoksykacji – zaczyna wyglądać gorzej, wylazły pryszcze) powinnam brać coś, co dostarczy mi GLA – kwas gamma-linolenowy. Wybrałam olej z ogórecznika – pitny, ponieważ kapsułki zawierają żelatynę, a żelatyna zwykle jest robiona z wieprzowiny… Będziemy pić wszyscy.

Na wzmocnienie oraz dostarczenie kwasów omega-3, witaminy D3 (już jesień), A, E, DHA i EPA  – tran, dr Partyka poleciła firmę Kirkman – zamówiłam, zobaczymy, z czym to się je.

Na niedobory -witaminy dla karmiących + chelat cynku – (jeszcze nie zamówiłam).

Na wchłanianie – naturalny prebiotyk – inulina (węglowodany pozyskiwane z agawy), którą zaczęłam już stosować i musiałam odstawić. Strasznie mnie przeczyszcza. Może spróbuję z jakąś maleńką dawką.

Dr Partyka poleciła także mleko klaczy (J. też miał pić), ale trochę przeraża mnie jego cena. I w ogóle do mleka mam stosunek podejrzliwy. Może kiedyś się przełamię.

3, 2, 1… start!

Przede mną miesiąc obserwacji. Zaczynam od dziś. Większość rzeczy do jedzenia już mam, teraz muszę wymyślić jakąś fajną pastę do kanapek – z fasoli, mam już opracowane pasty z papryki oraz z soczewicy. Spodziewajcie się przepisów – nic tak nie motywuje do odkryć kulinarnych, jak ograniczenia w diecie!

Może przeczytasz także:

5 Responses to “Do diety gotowa – start!”

  • U.

    Witam serdecznie
    Szukając informacji o MRT trafiłam na Waszego bloga. Mój mąż właśnie od 3 dni jest na takowej diecie, przyznaje nie jest to łatwe, bo indyka juz mnie mdli;-), a co bedzie dalej. Zazdroszcze konsultacji u p. Partyki, u nas wygladało to tragicznie , moglibyśmy przeczytac sobie materiał nadesłany z kliniki( mieszkamy w innym mieście) i wiedzielibysmy to samo co po konsultacjach. Trzymamy kciuki i bacznie obserwujemy kolejne wpisy
    pozdrawiam
    U.

    • Witam, dziękuję za komentarz :)
      My już jesteśmy po jednej takiej zmianie – chyba trudniejszej, bo dotyczyła 3,5-latka. Daliśmy radę, ale bardzo ważne jest wsparcie otoczenia i nierozpraszanie (czytaj: kuszenie) zakazanymi potrawami. Konsultacja z dietetykiem jest moim zdaniem ogromnie ważna, tak że szkoda, że Wam się nie udało.
      Trzymam kciuki i za Was! A można spytać, co ciekawego wyszło mężowi? Duża rewolucja? Pozdrawiam!

      • U

        Rewolucja spora , bo nie moze jeśc absolutnie jajek (czerwone), które uwielbia. Reaktywna wyszła tez herbata, królik, kapusta kwaszona, krewetki, arbuz. A umiarkowane czyli tez nie do jedzenia to ziemniaki ;-(, pietruszka, pieprz,mak,kasza jaglana brzoskwinia , banan, cytryna, dorsz i aspartam.
        A ze wsparciem to wiesz jak to bywa, rodzina chyba średnio rozumie,na pewno bedą pod nos podstawiac i mówic , ee tam jedno mozesz zjesc.
        Najbardziej mnie zastanawia to kapusta kiszona, bo zwykła jest jak najbardziej ok, więc co w niej uczula ?

        • Ciekawe z tą kaszą jaglaną – ona jest uznawana jako bezpieczna… Kapusta kiszona, choć u nas nie wyszła, i tak jest niewskazana ze względu na to, że jest produktem fermentacji. Zarówno u mnie, jak i synka fermentacja szkodzi (więc odpadają wszelkie kiszonki, alkohol, drożdże, a gdybyśmy mogli jeść nabiał – to także np. kefir).
          Może możecie wysłać pytania mailem do dietetyka?

          • U

            Tez mnie zdziwiła ta kasza, a królik hahaha, to juz na maxa, przecież podaje sie go wszytskim alergikom.
            Co do napisania do dietetyka to namawiam męza zeby tak zrobił , na razie cierpi na ból głowy , odstawienny , podobno to normalne, brak kawy go dobija.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge