08 V2017

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo. Recenzja

by joanna

Książkę Marka Rabija Życie na miarę przeczytałam niedawno, ale książka nawet rok po wydaniu nie straciła nic na aktualności. Mam świadomość, że cztery lata po katastrofie w Rana Plaza niewiele się zmieniło, zarówno w Bangladeszu, jak i innych azjatyckich państwach-szwalniach. I w naszych głowach.

Marek Rabij, Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo

Marek Rabij, Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo

– Oczywiście, że temat nie jest zamknięty – powiedział mi autor Życia na miarę. – Ale temat szycia ubrań w ubogich krajach Azji nie jest już tak popularny, wydawnictwa nie proszą o teksty, bo ludzie przestali się tym interesować. Tak będzie do kolejnej katastrofy – kwituje Marek Rabij, który pojechał do Dhaki dwukrotnie, aby przyjrzeć się z bliska biznesowi odzieżowemu w Bangladeszu.

Prawdopodobnie dla większości ludzi w Europie katastrofa budowlana sprzed czterech lat – katastrofa, która pochłonęła około 1200 ofiar, a ponad dwa razy więcej ludzi zostało w niej rannych – jest zamierzchłą historią. Jeśli jednak chcemy nazywać się świadomymi konsumentami, a sądzę, że w większości właśnie tak o sobie myślimy, to każda taka tragedia powinna nas czegoś uczyć.

Katastrofa budowlana, Rana Plaza, Szabhar Bangladesz 2013 r.

Katastrofa budowlana, Rana Plaza, Szabhar Bangladesz 2013 r. Zdjęcie: Rijans007, CC BY-SA 2.0

Co mnie obchodzi Bangladesz

Większość z nas nawet się nie domyśla, jak wyglądają techniki manipulacyjne koncernów, które mają skłonić nas do kupowania. Łatwo zapominamy, że ciągle jesteśmy poddawani presji mody: kupuj więcej, a z drugiej strony wciąż nabieramy się na „niskie ceny”. Koszulka w sieciówce kosztuje kilkanaście razy więcej, niż kosztowała producenta zamawiającego ją w Azji. A jeśli mamy do czynienia ze znanym logo, przebicie jest jeszcze większe. Jednak bogaty Zachód może płacić. Zmieniać garderobę co sezon.

Chaos, wyzysk, walka o przetrwanie, korupcja, szukanie oszczędności kosztem bezpieczeństwa pracowników, śmiesznie niskie pensje – to po stronie bangladeskich fabryk, a co po stronie zachodnich zleceniodawców? Indolencja powiązana z wyśrubowanymi oczekiwaniami co do jakości zamawianych produktów. Liczy się czas i zgodność z zamówieniem.

W głębi duszy pragniemy bowiem tego samego co grube ryby przemysłu odzieżowego. Gdybyśmy tylko mogli dobrać się do tych ubrań w cenie kosztów ich produkcji, Rana Plaza mogłaby się walić co tydzień, a Tazreen Fashion płonąć każdego wieczoru. Kto wie, czy w trującej mgle nad czerwonymi od zwierzęcej krwi kanałami Hazaribagh nie dopatrzylibyśmy się nawet specyficznej industrialnej romantyki.

Co z tego, że opary nad Hazaribagh cuchną tak, że człowiekowi zbiera się na wymioty? W każdym porządnym centrum handlowym jest przecież klimatyzacja.

– cynicznie podsumowuje autor swoje doświadczenie opisane w Życiu na miarę.

Zastanawiam się, czy czytelnicy książki pomyśleli o sobie w kontekście tych słów. Czy odnieśli swoje nawyki konsumenckie do opisywanych wydarzeń. Czy jednak zwycięża w nas wypieranie związku między tym, co robimy (kupujemy), a tym, co to powoduje. (Jeśli jesteście ciekawi, co ja pomyślałam, doczytajcie tekst do końca),

Toksyczna skóra z Hazaribag - kadr ze zwiastunu

Toksyczna skóra z Hazaribag – kadr ze zwiastunu filmu

Bez recepty

Nie ma prostej odpowiedzi, co powinien zrobić konsument w sytuacji, kiedy już wie, jak naprawdę powstają jego ubrania – mówi Marek Rabij, który w książce pokazuje życie mieszkańców Dhaki – prawdopodobnie najgęściej zaludnionej stolicy na świecie – nierozerwalnie związanych z przemysłem odzieżowym. Rabij miał styczność z międzynarodowym organizacjami, które angażują się w pomoc najbiedniejszym mieszkańcom Bangladeszu, jednak nie spotkał żadnego Banglijczyka czy Banglijki, którymi takie organizacje by się zainteresowały (choć mowa jest o uzyskanym odszkodowaniu dla poszkodowanych i rodzin ofiar w katastrofie Rana Plaza – odszkodowania te zostały wypłacone przez producentów ubrań pod naciskiem opinii publicznej i oburzonych konsumentów; nie byłoby to możliwe bez działania tychże organizacji).

Sęk w tym, że ludzi potrzebujących są miliony (Bangladesz zamieszkuje około 160 mln ludzi), a organizacji, które mogą pomóc, niewiele. W dodatku zmiany, które nam, Europejczykom, wydają się oczywiste (podnieść pensję minimalną), nie przyniosłyby oczekiwanych korzyści pracownikom. Choćby dlatego, że natychmiast wszystko by podrożało. W tym kraju panuje daleko idące powiązanie pracodawcy z pracownikiem, zawsze na korzyść pracodawcy. –  Pracownik fabryk dostaje pensję i od razu połowę oddaje na czynsz – mówi Rabij. – Płaci właścicielowi gruntu czy mieszkania, którym to właścicielem jest np. fabryka w której pracuje. To jest obieg zamknięty.

Nie ma wyjścia?

– Bangladesz to kraj, który w ciągu kilkunastu ostatnich lat dostał pieniądze i zaczął się zmieniać w ogromnym tempie – mówi Rabij, który w książce pokazuje, jak wygląda życie w państwie właściwie uzależnionym od pieniędzy płynących z zewnątrz. Obraz jest przytłaczający. Rozwarstwienie społeczne, brak opieki socjalnej dla najuboższych, przeludnienie, slumsy, których życie toczy się czasem według niebezpiecznych reguł (domy pobudowane niemal na torach kolejowych) i słabe państwo, które nie radzi sobie z kapitalizmem.

Screen z e-booka „Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo”

Screen z e-booka Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo

Jeśli czytaliście „Głód” Caparrosa (oczywiście jest tam i o Bangladeszu), możecie odnieść wrażenie, że współczesne reportaże dotyczące biedy, głodu, wyzysku skupiają się na poczuciu bezsilności „zachodniego człowieka” który jest obserwatorem „strasznej biedy”, może dorzucić parę groszy Lekarzom bez Granic, ale wciąć pozostaje beneficjentem wyzysku (Caparros pisze akurat o tym, że ma korzyści z funduszy inwestycyjnych, których zysk pochodzi często z nieetycznych działań).

W książce Marka Rabija widać nieco więcej nadziei. Choćby dlatego, że pokazuje ludzi, którym udaje się żyć poza branżą odzieżową. Ale pokazuje przede wszystkim tych, którym ta branża złamała lub odebrała życie. Jeśli myślimy, że w dzisiejszych czasach nie pracują dla nas niewolnicy, to naprawdę, co my wiemy o świecie.

Potrzebna rewolucja

Niedawno usłyszałam od znajomej, że po co się zajmować klasami społecznymi, skoro dziś nie ma już klas społecznych. Zdębiałam – czy ja żyję w jakiejś innej rzeczywistości? Ludzie chyba wierzą, że świat jest spokojnym miejscem i jeśli nie ma akurat gdzieś wojny, to nikomu nie dzieje się krzywda. A skoro t-shirt można kupić w polskim sklepie, to znaczy, że Unia Europejska zadbała o jego jakość, zgodność z prawem i wszystko jest w porządku.

Protest kambodżańskich pracownic przemysłu odzieżowego

Protest kambodżańskich pracownic przemysłu odzieżowego

Czytając „Życie na miarę”, byłam już po podjęciu postanowienia konsumpcyjnego, w którym kluczową rolę odgrywa słowo NIE. Nie kupuję, jeśli nie muszę, nie kupuję, jeśli miałabym wesprzeć nieetyczne zachowania. Ale wiadomo, świat nie jest idealny i czasem nie ma wyboru. Mój bojkot wciąż nie może być pełny, jednak on właśnie jest moim wyborem. (Obok angażowania się w akcje nacisku na producentów za pomocą listów, petycji itp.).

Jeśli pojawia się argument, że w ten sposób odbieram chleb azjatyckim szwaczkom, odpowiadam, że głęboko wierzę w rewolucję, która będzie możliwa dopiero po załamaniu się systemu wyzysku. Jeśli odbierzemy władzę koncernom, damy władzę – nad swoim życiem – zwykłym ludziom. Nie potrzebujemy tysięcy szwalni w Azji, ani Azja nie musi być uzależniona od zachodniego kapitału. Ale to już temat na inny wpis.

Dziękuję Panu Markowi Rabijowi za rozmowę.

Marek Rabij, Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo, Warszawa 2016.

Może przeczytasz także:

5 Responses to “Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo. Recenzja”

  • Ewa

    To zdecydowanie książka dla mnie wiem stanowczo za mało o świadomym kupowaniu

  • Ama Nda

    Ehhh.. niestety taka prawda…. :( szkoda tych ludzi

  • Świetna recenzja! Nie wiedziałam, że powstała ta książka i teraz już wiem, że koniecznie muszę po nią sięgnąć! Bardzo interesuje mnie tematyka etycznej mody – niedługo po tej katastrofie byłam na kilku ciekawych spotkaniach dotyczących warunków, w jakich tworzone są ubrania z sieciówek. Na jednym z nich bohaterkami były szwaczki, które pracują na skandalicznych zasadach. Dobrze, że niesie się wieść o takich rzeczach. Muszą w końcu nadejść zmiany.
    Anna Fit ostatnio pisze o…Maria Czubaszek. Ostatni dymek (jak zawsze) pod prądMy Profile

  • Tak niestety jest, gdy dochodzi do katastrofy przez jakiś czas jest medialny szum. A potem pojawia się następny temat… :(

  • Wciąż za mało wiemy o tym jak naprawdę wygląda przemysł odzieżowy, więc do rzeczy że taka książka jest dostępna. Niestety, żeby zmienić choć trochę konsumpcyjne podejście społeczeństwa trEba by tę książkę, albo jej fragmenty, dodawać do każdej zakupionej bluzki czy t-shirta z H&M czy innej Zary.

    Generalnie jak nie muszę, to nie kupuję, ale jak już kupię (czasem trzeba), to mam świadomość jaka jest prawdziwa cena moich zakupów, zarówno pod względem etycznych i ekologicznym.
    Green Projects ostatnio pisze o…Energooszczędność odkurzaczy (i nie tylko) jest ważnaMy Profile

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge