07 VII2013

Moja zasada dotycząca kupowania żywności

by joanna

Jak już pisałam wczoraj, zamierzam podsumować kilka prostych zasad dotyczących właściwego odżywiania. Zaczynam od zasady dotyczącej sposobu kupowania żywności, bo od tego zależy jakość naszych posiłków.

Jedz żywność jak najmniej zanieczyszczoną, najlepiej ekologiczną lub własną. Sam/a przygotowuj posiłki, aby wiedzieć, co jesz.

Dlaczego to takie ważne? Przykład pojawił się dziś w mojej kuchni zupełnie niepodziewanie. Starszy syn może jeść tylko masło klarowane, więc sama je przygotowuję, ponieważ jest to bardzo proste i wychodzi nieco taniej niż kupowanie gotowego (przepis). Robię to systematycznie od kilku miesięcy i pierwszy raz znalazłam żywy dowód na to, jak jesteśmy oszukiwani na jakości, a wręcz – składzie produktów gotowych.

niemaslo_0

To, co widać na zdjęciu, na pewno nie jest masłem klarowanym. To jakaś obrzydliwa breja, mieszanina tłuszczów niewiadomego pochodzenia. Mam to dać czterolatkowi do jedzenia? W razie wątpliwości, jak wygląda masło klarowane, spójrzcie na to – gładkie, bez żadnych ok, grudek czy oddzielającej się cieczy.

maslo_klarowane_2

Gdybym mogła, robiłabym własne masło. Może i na to przyjdzie pora… Tymczasem musimy zwracać uwagę na to, co kupujemy. Najlepiej kupować produkty nieprzetworzone, do których niczego nie dodano – konserwantów, barwników itp. – aby panować nad składem naszych posiłków.

Czytajcie skład na opakowaniu! Na przykład moje ukochane orzeszki nerkowca bywają wzbogacone o jakieś związki siarki – takich nie kupuję. Podobnie jest z innymi bakaliami, które u nas zastępują słodycze. Najgorsze jest to, że choć skład podany przez producenta bywa w porządku, to już ten faktyczny jest dla nas, zwykłych konsumentów, tajemnicą… Cóż, przynajmniej wiadomo, jak w domu sprawdzić jakość masła.

Nawet gdybyśmy kupowali wyłącznie certyfikowaną żywność, wszystko opiera się na zaufaniu – do producenta, jednostek certyfikujących, kontrolerów… Duży biznes zawsze przyciąga hochsztaplerów i nic na to nie poradzimy. Więc może nie dajmy się zwariować i spróbujmy znaleźć złoty środek?

Jeśli chodzi o mięso (co nie dotyczy części naszych czytelników), nie ufam innym producentom niż ekologiczni, choć dopuszczam na stół wyroby od sprawdzonych dostawców (np. jagnięcina czy ryby – na ryby nie ma certyfikatu). Jak pisze Servan-Schreiber, znaleziono dowody na to, że jakość paszy spożywanej przez zwierzęta znacząco wpływa na jakość ich mięsa i mleka, szczególnie bilans kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, od których zależy równowaga w naszym organizmie i jego zdolność do obrony przed rakogennymi mutacjami.

Nabiału prawie nie jemy, oprócz tego nieszczęsnego masła, odrobiny żółtego sera (eko) i jajek (zerówek). Chyba pora na ekologiczne masło, przynajmniej dla J. Problem z mięsem i nabiałem polega też na sposobie traktowania zwierząt. Nie wierzę w lepszą śmierć, ale wierzę w lepsze życie. Jeśli jem mięso, to przynajmniej płacę komuś, kto dobrze traktował swoje pogłowie.

fasola_papryka

Zanieczyszczenia w warzywach i owocach powstają już na etapie kiełkowania ziarna w glebie, z której wzrastająca roślina czerpie pożywienie razem np. z metalami ciężkimi. (Nie mówię już o GMO, bo tu cała historia zaczyna się w laboratoriach). Potem dochodzi oczywiście jakość wody, w tym deszczu, oraz wszystkie nawozy i środki ochrony roślin, które skutecznie niszczą chwasty i nasze zdrowie. Na samym końcu są jeszcze środki konserwujące żywność, aby nie zepsuła się podczas transportu.

To, co możemy zrobić, to uważnie kupować warzywa i owoce. David Servan-Schreiber w swojej książce „Antyrak. Nowy styl życia” proponuje spisanie sobie listy warzyw i owoców, które są podatne na zanieczyszczenia np. pestycydami, oraz takich, które przyjmują ich stosunkowo mało. Dzięki temu, jeśli nie mamy pieniędzy na żywność ekologiczną, możemy kupować produkty bezpieczniejsze. A jeśli decydujemy się na kupowanie żywności organicznej, możemy częściowo zrezygnować z poszukiwania certyfikatów w wypadku tych warzyw i owoców, które znajdują się na liście „ŹRÓDŁO MNIEJ WAŻNE”.

Najbardziej skażone owoce – te należy kupować ze źródeł certyfikowanych:

Najbardziej skażone warzywa:

  • papryka,
  • seler naciowy,
  • zielona fasola,
  • ziemniaki (no więc, te 18 zł za 2 kg już mnie tak nie bolą, hehe),
  • szpinak,
  • sałata (ile to historii o śmierci chomików po sałacie słyszałam…),
  • ogórki,
  • dynia.

ananas_0

Mniej skażone owoce – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • banany,
  • pomarańcze,
  • mandarynki,
  • ananas,
  • grejpfrut,
  • melon,
  • arbuz,
  • śliwki,
  • kiwi,
  • jagody (u nas jagody rosną raczej dziko, więc powinny być bezpieczne, należy je tylko dobrze opłukać!),
  • mango,
  • papaja,
  • awokado.

Mniej skażone warzywa – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • brokuły,
  • kalafior,
  • kapusta,
  • grzyby,
  • szparagi,
  • pomidory (co za ulga! Kocham pomidory i nie zawsze czekam do BioBazaru z ich kupnem…),
  • cebula,
  • bakłażan,
  • groszek zielony,
  • rzodkiewka.

(Źródło: David Servan-Schreiber, „Antyrak. Nowy styl życia”, Warszawa 2009)

warzywa_eko_0

Co ważne, autor podkreśla, że lepiej zjeść nawet nieekologiczne warzywa czy owoce, niż jeść ich za mało. Wartość posiłku wychodzi i tak dodatnia dla naszego zdrowia. To dobra wiadomość dla tych, których nie stać na żywność organiczną i czują się z tego powodu sfrustrowani, bo wszędzie mówi się o zdrowym odżywianiu, ale ceny ekoproduktów jakoś nie spadają…

Na liście brakuje mi marchewki – nie badano jej? Na pewno nie dam dziecku nieekologicznej marchwi.

Nie dotarłam też (jeszcze) do badań na temat innych produktów – zbóż, kasz itp. Wiem natomiast, że jedną z najbardziej opryskiwanych roślin na świecie jest kawa i tę należy pić ekologiczną, najlepiej Fair Trade.

Dobrze mieć jednak świadomość, że nie wszystko nas truje.

A już wkrótce zastanowię się nad drugą wskazówką żywieniową – indeksem glikemicznym. Smacznego!

Do samodzielnej lektury:

Tu przeczytacie, jak pozbyć się niechcianych substancji z powierzchni owoców i warzyw:

http://domposwojemu.blogspot.com/2013/05/o-warzywach-owocach-i-pozbywaniu-sie.html

Parszywa dwunastka owoców i warzyw (lista nieco się różni):

http://dziecisawazne.pl/brudna-dwunastka-2012/

Może przeczytasz także:

5 Responses to “Moja zasada dotycząca kupowania żywności”

  • Jerz Dąbrowski

    Trochę minie te informacje przestraszyły. Od paru lat jestem na diecie „genotypowej” a do 4 miesięcy zacząłem przechodzić na organiczną – surową dietę. Obecnie 50 – 70 procent kalorii to dieta surowa. Efekty zdrowotne są rewelacyjne !!. Rodzi się jednak problem z podaną powyżej listą. Część „bezpiecznych” owoców i warzyw wykluczam zgodnie z teorią genotypową (sprawdzoną na sobie). Część mniej bezpiecznych zwłaszcza owoców jak jabłka jem ze względu na cenę a zwłaszcza ich dostępność. Wydaje mi się, że w tej sytuacji jedyny ratunek to większa dostępność w sieciach handlowych produktów ekologicznych. To jednak jest uwarunkowane ich popularnością.
    Popieram Państwa działalność i mam nadzieję na większą dostępność produktów ekologicznych dzięki tej stronie.
    Pozdrawiam
    Jerzy Dąbrowski

    • joanna

      Dziękujemy za komentarz. To fakt, że dostępność produktów organicznych jest w wielu miejscach ograniczona, czasem dostawców trzeba poszukać w internecie. Nie wiem, w jakim mieście Pan mieszka, ale warto przejrzeć portal http://lokalnazywnosc.pl/ – może znajdzie Pan coś dla siebie? Często bezpośrednie zakupy o rolnika są o niebo tańsze niż w sklepach.
      Im więcej ekokonsumentów, tym więcej rolników będzie chciało uprawiać swoje pola organicznie. Miejmy nadzieję, że ceny zaczną być normalne, a rolnictwo „pestycydowe” przestanie być dotowane.

  • Kinga

    I nie ma o praktycznie najważniejszej rzeczy dotyczącej ekologicznej żywności, a mianowicie ‚food miles’.

    Jeżeli kogoś naprawdę obchodzi nasza planeta to to się liczy. Bo koszt (ekologiczny) dostarczenia fair trade i organicznego ananasa do Polski jest naprawdę duży i dziwię się, że nie wspomnieliście o tym.

    • joanna

      Pisałam o tym gdzie indziej, że staram się kupować lokalnie, ale ponieważ mamy bardzo duże ograniczenia spowodowane dietą, jest to po prostu niemożliwe, żeby kupować tylko od sąsiada. W naszym wypadku ograniczenie się do produktów lokalnych i sezonowych oznaczałoby tak duże zawężenie menu, że taka monodieta mogłaby spowodować nowe reakcje uczuleniowe. Musimy jeść różnorodnie. A ananasów czy innych frykasów nie kupuję, choć bez cytryny już bym sobie nie poradziła.

Trackbacks & Pings

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge