Odwiedziliśmy warszawskie zoo i jest mi smutno

Po kilkunastu latach przerwy odwiedziłam z dziećmi warszawskie zoo. Z powodu strajku nauczycieli ogród zoologiczny zaprasza dzieci ze strajkujących szkół za darmo, a my akurat wybieraliśmy się do sąsiadującego >> Parku Linowego Warszawa, więc pomyślałam: sprawdzę, co się zmieniło. Zarówno w zoo, jak i w moim myśleniu.

Dzieci oczywiście były zachwycone.

– Nigdy wcześniej nie widziałem żywego słonia! – cieszył się Stefan. Podziwiał też przepiękne żyrafy i krokodyla.

Julek, który bywał w zoo już kilka razy, przypominał sobie, co widział.

Warszawskie zoo, pawian
Warszawskie zoo, pawian

Pogoda była kwietniowa, słońce i chłodny wiatr, do zoo przybyły liczne rodziny, choć to środek tygodnia. Darmowy bilet kusi, ale ja to rozumiem: kiedy szkoła jest zamknięta do odwołania, chce się dzieciom jakoś ten czas zorganizować.

Warszawskie zoo, słoń afrykański
Warszawskie zoo, słoń afrykański

Czy zoo czegoś uczy?

Choć warszawskie zoo jest cały czas modernizowane i zauważyłam duże zmiany w organizacji wybiegów, na zwierzęta patrzyłam z ciężkim sercem. Piękne i zasługujące na wolność, tkwią w niewoli i najprawdopodobniej nie znają innego życia.

Jeśli zoo czegoś uczy, to chyba tego, że człowiek ma się za władcę naszej planety. Dla własnego kaprysu więzi zwierzęta, w dodatku bez możliwości wypuszczenia ich na wolność. Raz, że zwierzęta nie mają często dokąd wrócić, bo ich prawdziwy dom jest zawłaszczony przez – jakże by inaczej – ludzi. Dwa, że poza ogrodem zoologicznym często tych zwierząt jest tak mało, że nie miałby szans na przetrwanie jako gatunek. Po trzecie, część zwierząt nie poradzi sobie na wolności.

Warszawskie zoo
Warszawskie zoo

Miejmy nadzieję, że część zwierząt, takich jak bezkręgowce czy ryby, nie odczuwają dużego dyskomfortu w swoich akwariach i terrariach. Jednak duże ssaki, przystosowane do przemierzania dziesiątków, setek, tysięcy kilometrów muszą mieć poczucie braku (zapewne nieokreślonego). Tak bliscy nam kuzyni – małpy człekokształtne – spędzające czas w zamknięciu, za szybą, pod obserwacją… czy można to porównać z czymś innym niż więzienie?

Warszawskie zoo, intymność lwa
Warszawskie zoo, intymność lwa

Zoo uczy, że zwierzęta są „dla nas”:

Nie ulega wątpliwości, że zwierzę w zoo traktowane jest jak przedmiot, który na parę minut (bądź tylko kilkadziesiąt sekund) przykuwa uwagę zwiedzających. Pomieszczenia, w których przetrzymuje się zwierzęta, szeregi klatek czy wolier, przywodzą na myśl gabloty na muzealnej wystawie. Zwierzęta pozbawia się podmiotowości. Odmawia się im prawa do intymności, narażając na ciągłe podglądanie przez tłumy ciekawskich, kiedy śpią, pożywiają się, bawią, wypróżniają i kopulują (>> polskiezoo.info).

Ogrody zoologiczne prowadzą programy niejako usprawiedliwiające istnienie zoo (ochrona ginących gatunków, nauka, edukacja i rekreacja, a w warszawskim zoo dodatkowo rehabilitacja poszkodowanych dzikich zwierząt: ptasi azyl). Aby jednak takie miejsce miało szansę przeprowadzać swoje zadania, musi zarabiać – stąd pokazywanie publicznie tych zwierząt, które są najbardziej egzotyczne. A co za tym idzie, najmniej pasujące do naszej strefy klimatycznej…

Warszawskie zoo, tygrysica Ratu
Warszawskie zoo, tygrysica Ratu

Czy chodzić do zoo?

Po wizycie w warszawskim zoo poczułam potrzebę napisania tego tekstu jako smutnego apelu do dzieci i rodziców. Nie pójdę już do ogrodu zoologicznego, przynajmniej w najbliższej dekadzie. Rozmawiałam o tym z synami, jakie to miejsce wzbudza we mnie uczucia. Jeśli wybieracie się do zoo z dziećmi, spróbujcie z nimi porozmawiać o tym, jak czują się zwierzęta w niewoli.

Warszawskie zoo, krokodyl nilowy
Warszawskie zoo, krokodyl nilowy

Nie żałuję, że poszłam z dziećmi do warszawskiego zoo. Była to dla mnie lekcja, że pewne rzeczy, mimo pozorów, nie zmieniają się u źródła. Nie potępiam ludzi, którzy przychodzą oglądać dzikie zwierzęta z ciekawości, jednak jeszcze długa droga przed nami, by zrozumieć i zaakceptować prawa zwierząt do wolnego życia.

Ludzkość niszczy planetę, a zarazem chce ją ratować swoimi metodami. Zamiast po prostu przestać ją niszczyć… 

Może przeczytasz także:

Recykling, AlPe, Lucart i tetrapaki

Czy wiecie, czym jest AlPe i jaki ma związek z opakowaniami po napojach? Temat pojawia

Podróże i doświadczenia: Erasmus Plus w Portugalii

To była moja pierwsza przygoda z projektem Erasmus Plus (okaże się, czy ostatnia). Dość niespodziewanie

Miejsce: Osiołkowo. Poznajcie Bonhomme’a, Foga i Coco

Czym jest Osiołkowo? Nie da się o nim opowiedzieć bez poznania bliżej mieszkańców tego miejsca

5 thoughts on “Odwiedziliśmy warszawskie zoo i jest mi smutno”

  1. Dziękuję Ci za ten artykuł.
    Mam podobne odczucia i podobny smutek.
    Chciałabym świata bez ZOO. Mam poczucie, że człowiek nie musi i może nawet nie powinien wszystkiego widzieć, wszystkiego dotknąć, wszystkiego wiedzieć, wszystkiego mieć. Dlaczego nie zostawiamy tych zwierząt w spokoju i nie zapewniamy im przetrwania na wolności?

  2. Często te zwierzęta są ratowane i w takim zoo daje się im możliwość na lepsze życie. Może warto wybrać się do dyrektora zoo i z nim porozmawiać? Może zmieni to więcej niż ten wpis. To, że niszczymy środowisko, jest straszne, ale wladze dokladaja do tego reke. Istnieją liczne dowody, że natura może się odrodzić, a zwierzęta w szybkim tempie zwiększyć swoją populację, ale rządy muszą w tym pomóc, a reszta ludzi nie może w tym przeszkadzać.

  3. Smutne to co piszesz i bardzo prawdziwe, powtarzam to od lat. Zawsze słyszę dziwaczne próby tłumaczenia placówek takich jak ZOO, nikt mi nie wmówi, że pomagają. Od tego są sanktuaria w Afryce, które jeśli się tylko da zwracają zwierzęta naturze. ZOO to to smutny rzykład tego, że wydaje nam się iż planeta Ziemia należy do nas i mamy prawo zarządzać życiem innych dla własnych korzyści.
    Ollie ostatnio pisze o…Tajemnicza Petra – najbardziej znana atrakcja JordaniiMy Profile

  4. Zoo w powszechnie znanej formie budzą słuszne wątpliwości etyczne.Dobre , złe ? Chodzić czy nie ? A,może są dobre ogrody zoologiczne i złe . Pewnie są lepsze i gorsze strony ZOO. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi,ale napewno warto uświadamiać dzieci przed wizytą w ogrodzie zoologicznym .

  5. Asiu,
    Pięknie napisany tekst. Fajnie, że uczysz swoje dzieci, czym jest zoo.
    Mi też smutno, jak pomyślę o wszystkich zoo. Nie chodzę, ale pamiętam z dzieciństwa poznańskie zoo, gdzie niedźwiedź polarny miał klatkę wielkości małego mieszkanka… do tego betonową. Leżał tam bardzo smutny… ech. Miejmy nadzieję, że następne pokolenia będą walczyć o to, by nie było takich miejsc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge