16 IV2013

Masło shea. Opowieść o kobietach z Ghany

by joanna

maslo_shea

Miałam pomysł, żeby napisać o maśle shea. Jest to składnik wielu naturalnych kosmetyków kupowanych przez Polki, często także używa się go w czystej postaci. W Afryce jest popularnym tłuszczem używanym w kuchni, my – Europejki – raczej się nim smarujemy, ponieważ ma wspaniałe właściwości nawilżające i przeciwdziałające starzeniu się skóry, znakomicie się wchłania, ujędrnia, zapobiega rozstępom i niweluje cellulit. W gorącym klimacie Czarnego Lądu używa się go jako naturalnego zabezpieczenia przed promieniami słonecznymi.

Jednak los sprawił, że masło shea odsłoniło przede mną zupełnie inne oblicze. Dzięki mojemu blogowi i działalności na Facebooku poznałam Kasię Wołk, dyrektorkę szkoły podstawowej w Dobrym Mieście, która działa na rzecz organizacji pozarządowej WISDAP (Women in Sheanuts Development and Processing). WISDAP powstała w 2009 roku z inicjatywy Katolickiej Diecezji Yendi, we współpracy z Katolicką Diecezją Műnster w Niemczech. Diecezją zarządza Zgromadzenie Księży Werbistów, z których akurat Polak – ojciec Joachim Miko – został wyznaczony do prowadzenia zakładu produkującego masło shea.

Zapraszam Was do przeczytania pierwszego z cyklu tekstów o tym, jak powstaje produkt, po który tak chętnie sięgamy. Rozmowa z Kasią Wołk bardzo mnie poruszyła. Dlatego zamiast skupić się na samym produkcie, proponuję moim czytelnikom daleko posuniętą refleksję o tym, jak szczęśliwie i nieświadomie żyjemy w naszym zakątku świata.

J.B.: Women in Sheanuts Development and Processing powstała z myślą o ghańskich kobietach. Jak można określić cele organizacji WISDAP?

K.W.: Krótko mówiąc, Kościół katolicki wyciągnął pomocną rękę w stronę najuboższych, czyli w stronę ludzi mieszkających na wsiach w północnej Ghanie. Poza orzechami shea nie ma tu żadnych innych bogactw naturalnych, które mogłyby stanowić punkt wyjścia do rozwoju przedsiębiorczości (tak jak na przykład kakao na południu kraju czy złoto w środkowej Ghanie). Jedynym naturalnym bogactwem są drzewa shea i ich owoce.

Ponieważ region jest bardzo ubogi, niemiecka diecezja katolicka jako swój dar wybudowała zakład w Yendi, aby kobiety, które dla paru groszy zbierały orzechy i sprzedawały je po zaniżonych cenach handlarzom na targu, mogły je dostarczać do zakładu, a jeszcze kolejne – mogły być zatrudnione przy ich przetwarzaniu. Cel – to rozwój przedsiębiorczości w przetwórstwie orzechów shea i poprawa warunków socjoekonomicznych w rodzinach na tym terenie.

ghana_1

Jakie były początki zakładu?

Zakład jest młody – powstał w 2009 roku. W 2010 roku polski misjonarz werbista ojciec Joachim Mika, który od 24 lat posługuje w Ghanie, został przeniesiony z innej miejscowości do Yendi, aby rozwinąć to przedsięwzięcie.

Diecezja wybudowała zakład, wydelegowała ojca kierownika i co dalej?

Same budynki zakładu to nie wszystko… Znalezienie pracowników to najprostsza rzecz, bo każda kobieta za niewielką pensję z wdzięcznością przyjmie propozycję pracy. Jak się z niej potem wywiązuje, to osobny temat – tego też trzeba je uczyć. Problemem są finanse, jeszcze większym – znalezienie rynku zbytu. Ruszając bez najmniejszego kapitału początkowego, jakiejkolwiek znajomości tematu przetwórstwa orzechów i samego masła shea, ojciec Mika podjął się tego zadania. Wziął udział w zawodowych, tematycznych szkoleniach, aby merytorycznie być przygotowanym do pracy oraz uzyskał przychylną decyzję organizacji społecznej wspierającej rozwój przedsiębiorczości (SNV) na otrzymanie pożyczki finansowej. Potrzebne były pieniądze na poprawę bazy. Wiele rzeczy było zrobionych bez głowy – trzeba było poprawić paleniska, przebudować niektóre pomieszczenia, zakupić klimatyzację do pomieszczenia chłodniczego, maszyny, no, a przede wszystkim – zakupić dużą ilość orzechów, bo przecież orzech shea jest sezonowy, a produkcja ma trwać cały rok…

ghana_3

Ile kobiet jest zatrudnionych w zakładzie?

W zakładzie jest zatrudnionych sześć kobiet, bo tyle wystarczy na tę skalę. Ale zakład to tylko końcówka całego procesu. Zaczyna się od zbieraczek, które są pod opieką zakładu… Tych zbieraczek jest w tej chwili już ponad tysiąc! Gromadzą się w 40 wspólnotach z okolicznych wiosek. To taka jakby sieć, każda wspólnota ma liderkę… Dla wszystkich kobiet WISDAP organizuje szkolenia (nie każdy orzech nadaje się do produkcji, a od tego zależy potem jakość masła). Dla nich chcemy zakupić gumowce i rękawice, aby mogły bezpiecznie wykonywać swą pracę, dla nich chcemy kupić traktor z wyposażeniem do uprawy ich poletek, aby okazać szacunek dla ich pracy i wspomóc ich wysiłek (projekt w trakcie realizacji). Potrzebujemy też około 100 zastrzyków przeciw skutkom ukąszenia żmij. Gdy kobietę ukąsi żmija, musi zapłacić prawie 200 GhC (Ghana Cedi) za zastrzyk u lekarza, a to jest więcej niż miesięczna pensja w zakładzie! A tak – mogłaby zgłosić się do zakładu i z zastrzykiem iść do lekarza…

Tak więc, nie można powiedzieć, że WISDAP to sześć kobiet, bo to ponad tysiąc kobiet z najuboższego regionu Ghany. To im i ich rodzinom pomagamy.

ghana_2

Porozmawiajmy o samym maśle. Jak zakład radzi sobie ze zbytem?

Najtrudniej wbić się na rynek, ponieważ masło shea jest produktem, który ten rynek podbił juz dobrych parę lat temu… Owszem, odbiorca czy raczej odbiorczyni z Ghany, z Akry [stolica Ghany – J.B.] chętnie weźmie towar, ale za grosze i jeszcze trzeba pół roku do niej wydzwaniać, żeby za to masło zapłaciła… A ona za wysłanie go na eksport już potraja cenę, potem kolejny pośrednik znów potraja… A po drodze często to masło zostaje poddane rafinacji.

Co to znaczy?

Jest to proces, w trakcie którego dodawany jest heksan. Zwiększa to objętość masła, znika kolor i charakterystyczny, naturalny zapach… Spada o połowę jego cena, a co najważniejsze – masło traci przynajmniej 70% swych właściwości leczniczych. Gdy więc czytam na stronach mydlarni o balsamie shea w cenie 80 zł za 200 g o różnych zapachach, jakie to jest wspaniałe i dobroczynne, to dopada mnie smutek, bezsilność i złość jednocześnie… I gdy ktoś pisze na tej stronie: „Z czym wam się te zapachy kojarzą?”, to mam ochotę odpowiedzieć, że z wyzyskiem najbiedniejszych!!! Bo wiem, ile kosztuje to masło przed rafinacją. Do tych kobiet trafia może 1% tej ceny… Okropne!

Jakie są różnice między rafinowanym masłem a nierafinowanym?

Masło nierafinowane jest lepsze i wartościowsze. Rafinowane, choć o połowę tańsze, jest przepłacone i przereklamowane. Krąży po dziesiątkach pośredników, nabijając im grube portfele. Niestety, większość firm kosmetycznych funkcjonujących na rynku dodaje do swych produktów masło rafinowane. Oczywiście, na etykietach nie jest to zaznaczane. Czasem sami nie wiedzą, czego używają. Kiedyś w mydlarni spytałam: „Proszę pani, a to masło to jest rafinowane czy nie…?”. Usłyszałam: „Czyste, naturalne, organiczne”. Bzdura. Nie jest czyste, skoro coś jest do niego dodane…

No właśnie, a jak to jest z certyfikatami BIO czy Fair Trade?

Oj, delikatny temat. Prawda jest taka – mam nadzieję, że to nie jest to powszechne – że taki certyfikat można kupić bez żadnego audytu. Przykre. A kosztuje sporo. Stworzone po to, aby pomagać, aby sprawiedliwości było zadość, a czasem kończy się zupełnie odwrotnie… Więc ja bym się tak nie wypytywała, jakie kto ma papiery. Jeśli zakład biedny, a chce mieć certyfikat, to albo go nie będzie miał, albo to się odbije na pensjach, albo kondycji zakładu… aż do jego zamknięcia. Masło nierafinowane jest zrobione ręcznie z owoców zebranych pod dziko rosnącymi drzewami, to jakie ma być, jak nie ekologiczne, naturalne, bio? Inaczej się nie da. Ze swej strony mogę zapewnić, że w WISDAP nie pracują dzieci i nie ma żadnego wyzysku.

ghana_4

Sama jesteś zaangażowana w popularyzację masła z Yendi.

Angażuję się w to od roku. Udało mi się, poprzez znajomych, znaleźć importera, który na bazie naszego masła robi kremy – 90% masła nierafinowanego plus niewielki dodatek innych olejów roślinnych. Ale to wciąż mało… Dlatego założyłam stronę na Facebooku, aby propagować tę ideę WISDAP, aby znaleźć odbiorców, którzy mogliby importem utrzymać ten zakład, a może nawet go rozwijać…

Jaka jest twoja rola?

Zajmuję sie wszystkim, co można zamknąć w słowie marketing plus działalność społeczna. Organizuję spotkania, prelekcje, pokazy, na których opowiadam o życiu tych kobiet i o samych zakładzie. Udało mi się być w TV, w radiu w audycji gospodarczej, napisać artykuły… W tym tygodniu mam spotkania na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie z grupą naukową studentów, a potem goszczę na Dniach Afryki. A to wszystko owoce setki wysłanych maili, próśb, spotkań… itd.

Jaki jest odzew na twoje działanie?

Dobrych, wrażliwych ludzi nie brakuje i serce się raduje, gdy spotykam ich ciągle wkoło. Chcą pomagać. Wiele osób z mojej rodziny, moi przyjaciele, ale też obcy ludzie, chętnie włączają się w to dzieło. Kobiety w Polsce chcą pomagać kobietom w Ghanie [śmiech]. Po założeniu fanpage’a zgłaszają się zupełnie obcy ludzie gotowi do działania na rzecz WISDAP. Próbuję nawiązać współpracę ze wszystkimi, którzy są zainteresowani masłem.

Jeśli ktoś będzie zainteresowany, co może zrobić?

W tej chwili są dwie możliwości. Albo ktoś sam sprowadza masło prosto z zakładu, ale wtedy zamówienie jest minimum 250 kg. Albo kupuje hurtowo od naszego importera z Gdańska Dermisja. Wtedy on zamawia od nas więcej, co jest dla nas też korzystne (jest na to faktura, opakowanie i wielkości, jakie kto chce). Pomaga nam także Dzieło Pomocy Ad Gentes. Można wpłacać datki na specjalne subkonto, na trzy cele pomocy zakładowi (gumowce, rękawice, zastrzyki). Indywidualni darczyńcy także mogą wspierać organizację datkami, dla nich zawsze znajdzie się trochę masła w prezencie [śmiech].

Dziękuję za rozmowę – do tematu wrócimy niedługo.

Informacje: https://www.facebook.com/KobietyZWisdapWGhanie

Pomoc: http://www.adgentes.misje.pl/pl/start/278-pomocne-maso-shea

W następnej rozmowie postaramy się przybliżyć czytelnikom, jak wygląda życie ghańskich kobiet, dlaczego praca przy zbieraniu orzechów jest taka ważna, czym zajmują się ghańskie dzieci i co robią mężczyźni, gdy kobiety harują… Porozmawiamy także o życiu zgodnie z naturą – niebezpieczeństwach i korzyściach mieszkania bez prądu i wody. Zapraszam!

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze zbiorów Katarzyny Wołk.

Może przeczytasz także:

3 Responses to “Masło shea. Opowieść o kobietach z Ghany”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge