21 II2013

Jeśli dziś piątek, to jemy spaghetti

by tadeusz

Ponieważ to mój pierwszy wpis na tym blogu, czuję pewną tremę. W dodatku zamierzam pisać nie o rowerach, nie o oszczędzaniu wody, ale o czymś zupełnie innym… O religii! Jak powszechnie wiadomo, trwają starania o formalne zarejestrowanie w Polsce Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Jak mniej powszechnie wiadomo, pastafarianie, czyli wyznawcy wspomnianego Potwora (dalej zwanego FSM), obchodzą święto religijne w każdy piątek. A jakże inaczej mieliby świętować, niż jedząc pyszne spaghetti? Tak się składa, że od bardzo dawna przyrządzam to pyszne danie prawie w każdy piątek.

Nie każdy w naszym domu lubi połączenie pomidorów i mięsa, jadamy więc spaghetti w wersji jarskiej, nie takie na obraz i podobieństwo FSM. Żadnych wielkich pulpetów! To chyba nie jest bluźnierstwo… Lista składników spaghetti jest więc krótka, a przyrządzenie bardzo proste. Coś w sam raz dla pracusiów, którzy po męczącym tygodniu w robocie nareszcie mają chwilę, żeby stanąć przy garach.

Jako pierwszy pod nóż wędruje czosnek. Czosnek ekologiczny jest mniejszy niż ten ze zwykłego warzywniaka, więc potrzeba go więcej. Ja się nie cackam, biorę całą główkę. Jeśli ktoś nie lubi czosnku, wcale nie musi nas odwiedzać. Czosnek obieram i siekam drobno (czasem mniej drobno, jak mi się nie chce). W zimie obieram o kilka ząbków więcej, które odkładam na potem. Do nich jeszcze wrócimy. Posiekany czosnek wrzucam na głęboką patelnię, do mocno rozgrzanej oliwy (oczywiście – ekologicznej).

spagh_1

Jak wiadomo z dobrych filmów gangsterskich, czosnek nie może podsmażać się zbyt długo. W „Chłopcach z ferajny”, jeśli mnie pamięć nie myli, jako górną granicę podawano dwie minuty. W rzeczywistości bywa różnie, czasem wystarczy minuta, a czasem można smażyć i trzy. Nie można mu jednak pozwolić się przypalić, bo zgorzknieje i wszystko popsuje, więc zamiast mierzyć czas, warto po prostu uważnie patrzeć. Czosnek powinien lekko zżółknąć, nie zbrązowieć. Z mojego doświadczenia wynika, że przypala się najpierw na obrzeżach patelni. I to jest ostatni dzwonek na wykonanie kolejnego kroku.

Kolejnym krokiem jest dodanie pomidorów. Jak ktoś ma akurat lato (ja dziś nie mam) i chęć do zabawy (to czasem miewam), może użyć świeżych pomidorów. Ja zazwyczaj sięgam po butelkę passaty pomidorowej. Passata to taki przecier. Ekologiczną passatę kupuję na BioBazarze, ale podobną i prawie równie dobrą można kupić w sieci drogerii na literkę R. Tak, ekologiczne pomidory z drogerii. Tu jest kiosk Ruchu, ja tu mięso mam!

spagh_2

Pomidory pochodzą z Włoch, więc są znacznie słodsze niż tutejsze, ale i tak dodaję odrobinę cukru. To znaczy dodawałem… takiego brązowego, trzcinowego, ekologicznego. Teraz już nie dodaję, bo domownikom nie wolno. Zastępuję go ksylitolem, czyli takim cukrem brzozowym (nie mylić z wodą brzozową!). Czubata łyżeczka na całą flaszkę przecieru wystarczy, w końcu to ma być danie obiadowe, nie deser. Oprócz tego chili wedle uznania (najlepiej na otro!) i trochę otartej bazylii. Wszystko razem ma bulgotać, aż trochę zgęstnieje, czyli aż odparuje nadmiar wilgoci. Prawa fizyki (albo FSM, kto to wie) powodują, że czas zależy od powierzchni parowania. U mnie trwa to ok. 40 minut. Trzeba co jakiś czas mieszać, ale jest też sporo czasu na inne przyjemności.

Jedną z tych przyjemności jest zrywanie, mycie i siekanie świeżej bazylii. Przez większość roku używam bazylii ekologicznej, która jest lepsza niż ta z supermarketu, a przy tym tańsza, bo krzaki są ogromne, chętnie odrastają i starczają na bardzo długo. Niestety, za oknem zima, ekologicznej bazylii ni ma, więc stosuję tę supermarketową. Wygląda i smakuje podobnie. Ilość – wedle uznania. Siekanie – wedle uznania. Warto wrzucić krótko przed końcem gotowania, żeby zachowała choć trochę kształtu i koloru.

spagh_4

Drugą przyjemnością jest tarcie sera. Ortodoksyjne przepisy dopuszczają tylko parmigiano reggiano, jednak ten jest w Polsce bardzo drogi, a poza tym nie bardzo wiem, skąd wziąć ekologiczny parmezan, więc trochę naginam reguły gry i trę na tarce mój ulubiony ser Bismarck (nie jest to Żelazny Ser, bez obaw). Trę mało, bo tylko ja w naszym domu mogę spożywać krowie produkty. Ser stoi na stole w osobnym naczyniu, z którego sypie się już na talerz wedle uznania.

Ojej, makaron! Nie wstawiliśmy makaronu! No i dobrze. Makaron gotuje się krótko, zwłaszcza że powinien być al dente. Trzeba go więc wstawić, kiedy już konsystencja sosu bliska jest idealnej. Nikogo chyba nie zaskoczy, że stosuję pełnoziarnisty makaron z ekologicznej pszenicy. Kiedy już wrzucę go do wrzątku, zwykle wrzucam bazylię do sosu i podlewam ją jeszcze oliwą (wedle uznania, ja lubię tłusto). Do garnka z makaronem nie wlewam oliwy, bo to raczej bez sensu. Wrzucam za to sól, ale to chyba oczywiste.

spagh_3

Teraz właśnie przychodzi czas na dodatkowy czosnek. Dodaję go tylko zimą, dzięki niemu powstaje sezonowa wersja potrawy – kilka minut przed zdjęciem sosu z ognia wciskam dodatkowe ząbki do sosu. Smak czosnku dominuje później w spaghetti, a jeśli później jedzie się komunikacją miejską, to jedzie się… i nie ma tłoku!

Kiedy makaron będzie gotowy, czyli al dente (trzeba próbować, liczby na opakowaniach to podłe kłamstwa), odcedzam go i w wielkim garze mieszam dokładnie z sosem. Następnie stawiam pod przykryciem na małym gazie, ale co chwilę odkrywam i mieszam, żeby spaghetti nie przywarło do dna. Henry Hill mówił chyba o 20 sekundach, ale ja nie należę do mafii i nie muszę stosować jej reguł. Dlatego moje spaghetti stoi na gazie nawet trzy minuty. Ten czas potrzebny jest na związanie sosu z makaronem. Niektórzy sądzą, że spaghetti to makaron polany sosem. Nie – makaron polany sosem to makaron polany sosem. Spaghetti to makaron, który dość długo grzał się dobrze wymieszany z sosem, by stanowić z nim nierozerwalną całość.

Dobra, już nie nudzę. Można jeść!

spagh_5

Buon appetito!

Może przeczytasz także:

4 Responses to “Jeśli dziś piątek, to jemy spaghetti”

  • Klekot

    Mozna tez slodzic syropem z agawy. Nie wiem czy jest zdrowszy albo bardziej ekologiczny niz ksylitol, ale na pewno ladniej sie nazywa A o rowerach tez bedzie?

  • tadeusz

    Nie wiedziałem o istnieniu takiego syropu. Zbadam temat. Dla mnie najważniejsze, żeby moja rodzina mogła to jeść. A jeśli chodzi o rowery, to jeżeli ja gdzieś jestem, to na pewno będzie o rowerach. Właściwie to już trochę było, ale dotąd tylko na naszej stronie na Facebooku. Namawiałem do jeżdżenia na rowerze zamiast samochodem. I to się będzie powtarzać. :-)

  • Klekot

    A, to swietnie, bo ja lubie o rowerach. Kiedys nawet taki fajny blog o rowerach juz byl, ale umarl czy co.

  • tadeusz

    Ano był, też coś kojarzę. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge