23 XI2013

Faza 4. Pszenica – mój utajony wróg

by joanna

Dla tych, co nie śledzą mojego bloga, krótkie streszczenie: zrobiłam test na nietolerancję pokarmową i właśnie przechodzę przez miesięczny okres wyciszania organizmu z niepożądanych reakcji dietozależnych. Poszczególne etapy polegają na stopniowym włączaniu do diety poszczególnych pokarmów. Była już faza 1. połączona z 2. oraz faza 3. Rozpoczęła się faza 4.

Faza 4. to przede wszystkim włączenie soczewicy i pszenicy (za zbóż wcześniej tylko orkisz i samopsza). Dwa dni jedzenia pszenicy w postaci makaronów i… wszystkie dolegliwości związane z trawieniem powróciły. Bóle brzucha, bulgotanie, zaparcia, wzdęcia. Zupełnie inna jakość trawienia.

Nie powiem, żeby to mnie bardzo zdziwiło. Chociaż wynik pokazywał tolerancję pszenicy (jednak blisko granicy):

pszenica_3

Dzisiejsza pszenica nijak się ma do tej, którą jedli nasi przodkowie (chyba że jemy orkisz, samopszę czy płaskurkę). Ale to nic. W pszenicy (podobnie jak w życie, owsie i jęczmieniu) znajduje się gluten, białko tyle bezwartościowe w sensie odżywczym, co niebezpieczne. Ale smaczne, prawda? To dzięki niemu makarony są sprężyste, ciasto takie elastyczne.

pszenica_1

Cytaty przeciw glutenowi

Wiele się pisze o tym, że pszenica nam szkodzi. I nie chodzi tylko o białą mąkę, która ma wysoki indeks glikemiczny i wspaniale dokarmia Candida Albicans. Gluten jest tak samo w mące razowej.

Tak pisze o glutenie Józef Słonecki (wspominałam już o nim – autor kontrowersyjny, choć czasem trudno odmówić jego wypowiedziom celności):

Ze zdrowotnego punktu widzenia gluten nie przejawia żadnych pozytywnych cech, za to negatywnych ma sporo. Przede wszystkim skleja skrobię i błonnik w nierozpuszczalne, a zatem niestrawne grudki, które po dotarciu do jelita grubego zbijają się w duże, zwarte grudy, powodujące zatwardzenie stolca. (…)

Warto wiedzieć, że gluten nigdy nie wchodził w skład pożywienia naszych praprzodków myśliwych-zbieraczy. Jako pożywienie człowieka gluten pojawił się dopiero po wynalezieniu rolnictwa, czyli zaledwie 7 tysięcy lat temu. To po pierwsze, a ponadto – przez te siedem tysięcy lat  ludzie jedli zupełnie inne produkty z mąki glutenowej, ponieważ uprawiali  zupełnie inne odmiany zbóż niz te, z którymi mamy do czynienia obecnie.

Józef Słonecki, „Zdrowie na własne życzenie”, Strzelce Opolskie 2011, t. 1, s. 219-220.

Słonecki wymienia różne skutki nietolerancji glutenu, o którą podejrzewa nawet 50% populacji. Celiakia dotyczy ponoć tylko 1% ludzi, reszta niepożądanych reakcji przebiega w sposób mniej oczywisty na zewnątrz, wewnątrz organizmu natomiast objawia się na przykład autoagresją układu odpornościowego (zwalczaniem własnych komórek). Gluten przenikający przez nieszczelne jelita do krwiobiegu powoduje także różne reakcje łatwiejsze do zaobserwowania, m.in. stany zapalne i choroby skóry (organizm próbuje pozbyć się tej toksycznej lektyny – pojawia się wysypka, AZS, łuszczyca itp.).

Skąd wobec tego w naszej diecie tyle glutenu, skoro podejrzewa się go o powodowanie wielkiego spustoszenia w naszym organizmie? (I dlaczego wciąż piramidy zdrowego odżywiania opierają się na zbożach???).

pszenica_02

Schizofrenia a pszenica

Sięgam po Udo Pollmera.

Pytanie pozostaje bez odpowiedzi: co skłoniło naszych przodków do zmiany wydajnego zbierania żołędzi, gdy mogli uzyskać plony ok. 70 kwintali z hektara, które mogli zebrać w czasie 40 godzin pracy, na trudna uprawę traw?

Udo Pollmer, „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia”, Warszawa 2010, s. 179.

Pollmer wysuwa hipotezę, że musiał to być głód. W dodatku zmiana sposobu żywienia spowodowała spore problemy zdrowotne ludzi:

Prehistoryczne znaleziska pokazują, że długość życia plemion, które zaczęły zmieniać dietę na zbożową, znacznie spadła. Odnotowano większą śmiertelność dzieci, wady kości spowodowane nieprawidłowym odżywianiem oraz przypadki śmierci spowodowane obrażeniami, będącymi skutkiem wojen. Wiele setek lat minęło, zanim człowiek podniósł się po tym szoku żywieniowym i na tyle udoskonalił techniki uprawy i obróbki zboża, że może pozostać zdrowy, spożywając taki pokarm. Jesteśmy potomkami tych, którzy przetrwali, ponieważ potrafili się dostosować. (s. 179).

Jednak modyfikacja genetyczna zbóż spowodowała, że nasze przystosowanie do spożywania traw znowu okazuje się bezużyteczne. Mimo to chleb jest naszym pokarmem powszednim i często nie wyobrażamy sobie dnia bez produktów mącznych. Ciekawy aspekt łaknienia pszenicy Udo Pollmer naświetla przy okazji pisania o egzorfinach:

Egzorfina z białek pszenicy okazuje się nawet sto razy mocniejsza niż sama morfina. Teraz już wiemy, dlaczego bułeczki i ciasta z jasnej mąki mogą powodować zaparcia. Egzorfiny „uspokajają”  jelito.

Egzorfiny mogą także dostarczyć wyjaśnienia pewnej dawnej obserwacji: stan wielu schizofreników może się polepszyć, jeśli wykreślą oni ze swojego jadłospisu pszenicę. Kiedy powrócą do pszenicy, powraca schizofrenia. (s. 275).

Tę obserwację o schizofrenikach przytacza także Słonecki.

Pszenica? Dziękuję

Nie mam pewności, czy w moim wypadku winę za problemy gastryczne ponosi po prostu dzisiejsza pszenica, czy sam gluten. Faktem jest, że z diety musiałam wyrzucić już żyto. Orkisz i samopsza w moim wypadku nie przyczyniają się do tak dużych problemów, więc zostaną w menu. Na razie.

Kolejna książka do przeczytania? „Dieta bez pszenicy” Williama Davisa. A już myślałam, że porzucę poradniki na jakiś czas…

Może przeczytasz także:

3 Responses to “Faza 4. Pszenica – mój utajony wróg”

  • „Dietę bez pszenicy” Davisa polecam z czystym sumieniem. Zwłaszcza, że nie tyle o diecie jako takiej pisze (bo o dietach już mnóstwo napisano, często jedna dieta wykluczała inną, a każda przecież poparta naukowo!), co właśnie o pszenicy i jej wpływie na nas. A właściwie pszenicy i glutenie. Zrozumiale pisze – dodam:)

    Najgorsze w tych pszenicznych sprawach jest to, że uzależnia. W moim przypadku nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie spróbowałam zrezygnować. Nie dobra pszenica;)

    • no właśnie, Pollmer pisze o tym, że pszenica działa jak narkotyk. i że kochamy chrupiącą skórkę od chleba, bo w niej są substancje dostarczające nam przyjemności jak opiaty.

  • Gosia

    Jedyny mankament u Davisa to niestety słabe przepisy – one w większości albo nie wychodzą, albo ciasto jest ohydne w smaku, twarde jak kamień, niezjadliwe. Książkę można polecać ze względu na wartość merytoryczną, choć dużo tam spisku. Myślę, że tak jak wegetarianom wciska się potrawy udające mięso (np. wędliny), tak on usilnie wymyśla dania udające chleby i ciasta. I chyba nie tędy droga, ale rozumiem, ciężko się rozstać z uzależnieniem. W każdym razie te „ciasta zastępcze” są raczej marną podróbą. Fuj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge