Ekologia a… fazy księżyca

Nawet jeśli interesujemy się ekologią i staramy się żyć tak, aby nie szkodzić planecie, często nie wiemy, w co się pakujemy… Mówię to oczywiście w pozytywnym sensie – ekologia to rozbudowana filozofia życia, która ma swoje odcienie, poziomy zaawansowania i odmiany.

Jest oczywiście warstwa najbardziej znana, z którą często utożsamiamy zjawisko ekologii: protesty w obronie przyrody, akcje Greenpeace, petycje w sprawie ratowania zagrożonych gatunków itp. Dwadzieścia lat temu w Polsce mówiło się o ludziach, którzy oblewają witryny sklepów futrzarskich czerwoną farbą, że to oszołomy – ale wtedy inne akcje w obronie przyrody były zupełnie niewidoczne (może oprócz albumu z naklejkami WWF – pamiętacie? wymieniało się nimi na przerwach w szkole…). Dziś wielu przeciwników akcji proekologicznych mówi na ekodziałaczy – ekoterroryści. Nie przeczę, że czasem środki, za których pomocą głosi się miłość do planety, bywają radykalne, a czasem po prostu niewiele mają wspólnego z miłością bliźniego, który jest częścią ekosystemu. Może jednak człowiek jako największy pasożyt na Ziemi zasługuje na dosadne traktowanie? ;)

Oprócz tych najbardziej spektakularnych działań jest jeszcze ekologia na co dzień: segregacja śmieci, oszczędzanie żywności, wody, gazu, prądu, kupowanie jedzenia ze znaczkiem BIO. To działanie na polu osobistym (w przeciwieństwie do wyżej omówionych działań globalnych) jest najpowszedniejsze, bo też i najłatwiej jest zarządzać własnym domem, własną kuchnią, łazienką czy garderobą. Nie trzeba zmieniać świata, żeby żyć w swoim ekologicznym rytmie. Myślę, że i nasza rodzina wpisuje się w ten nurt, choć staram się, aby nasza wiedza i nawyki przekraczały ten podstawowy poziom. Dlaczego? Ponieważ takie działanie na małą skalę to tylko jeden krok w stronę tej Wielkiej Ekologii, życia zgodnie z naturą. Jasne, w mieście to jest niemożliwe, żeby uwolnić się od sieci zależności, na którą nie ma się wpływu. Jesteśmy uzależnieni od dostawcy wody, prądu, gazu – sami nie jesteśmy w stanie zdobyć energii w bezpieczny i legalny sposób. To samo jest z kanalizacją – na upartego można by gromadzić ekskrementy w wiadrze… ale co legalnie robić z jego zawartością?

Jeśli więc z jednej strony czujemy potrzebę prowadzenia życia, które będzie zgodne z naszym sumieniem, a z drugiej strony nie jesteśmy w stanie działać na większą skalę (bo nie w smak nam przykuwanie się do drzew w obronie Rospudy), moim zdaniem warto skupić się na pogłębianiu wiedzy na temat ochrony przyrody. Wiedza to potęgi klucz, jak mawiali starzy belfrzy, i w tym naprawdę tkwi moc. Im więcej wiemy o życiu planety, o jej cyklach, o jej bogactwie i niezwykłej sile przyrody, tym większa jest nasza siła przekonywania innych, że trzeba zmieniać nasze życie w wymiarze globalnym. Ekologia to filozofia, którą – aby uprawiać – trzeba wyznawać. na szczęście ma niejedno oblicze. Inna jest filozofia wegetarianów, weganów, frutarianów, a inna zagorzałych mięsożerców. Myślę, że dla każdego jest miejsce na naszej planecie, bo dopóki jest różnorodność, dopóty jest rozwój.

Jako ciekawostkę chciałam przytoczyć jedną z odmian rolnictwa ekologicznego: rolnictwo biodynamiczne. Dla tych, którzy interesują się jedynie końcowym produktem rolnictwa w postaci „marchewki bez chemii”, może być zaskakujące, że te marchewki mogą być dobre albo jeszcze lepsze. Niby zasady upraw organicznych są te same: bardzo surowe przepisy dopuszczają plony wyhodowane bez użycia nawozów sztucznych, środków ochrony roślin i innych trujących substancji, które przenikają do żywności, a następnie do organizmu tego, kto tę żywność zjada. Można stosować nawozy naturalne, opryski z pokrzywy i inne sposoby, które wykorzystują rośliny czy zwierzęta. To może być np. sadzenie obok siebie marchewki i cebuli, które wzajemnie przeganiają sobie szkodniki, albo wspieranie pszczół samotnic przez budowanie im miejsc na gniazda. Nie jestem rolnikiem, ale domyślam się, że dbanie o zdrowie gleby, o jej żyzność, o bioróżnorodność otoczenia, połączone z uprawą roślin bez stosowania łatwych rozwiązań to ciężka praca. Nie mówiąc już o ekochowie zwierząt: wolny wybieg, ekologiczna pasza, dbanie o kondycję… Dlatego właśnie nakładanie na siebie dodatkowych obowiązków wydaje się nieopłacalnym szaleństwem. A jednak, historia rolnictwa biodynamicznego trwa już kilkadziesiąt lat i zaczęła się na ziemiach polskich. W 1924 roku w Kobierzycach pod Wrocławiem Austriak Rudolf Steiner poprowadził kurs Podstawy wiedzy duchowej dla powodzenia w rolnictwie, powstało tam również pierwsze gospodarstwo biodynamiczne, prowadzone według zasad, które dziś nazwalibyśmy ekologicznymi, ale u podstaw wszystkiego stała filozofia antropozoficzna. Życie zgodnie z naturą to uważne przypatrywanie się, jak przyroda funkcjonuje, jak się zmienia i pod wpływem jakich czynników. Dlatego właśnie niezwykle ważny w rolnictwie biodynamicznym jest kalendarz księżycowy, który obok stosowanego powszechnie kalendarza słonecznego także wyznacza fazy np. siewu i zbioru plonów. Wydaje mi się, że można to podsumować jako wierzenie, że człowiek, przyroda, Ziemia, cały otaczający nas kosmos to jeden organizm, którego poszczególne części są ze sobą nieodłącznie związane i wpływają na siebie. W rolnictwie biodynamicznym sieć zależności jest więc jeszcze gęstsza niż w zwykłym rolnictwie organicznym, dzięki czemu często plony są jeszcze lepsze. Dodam jeszcze, że filozofia antropozoficzna jest na bakier z Kościołem katolickim, dlatego osoby głęboko wierzące tym bardziej powinny wiedzieć, co kupują ;)

Brzmi to wszystko niewiarygodnie? Wiem. Jednak spróbujcie znaleźć wśród produktów ekologicznych te pod marką Demeter – będą jeszcze droższe, często jeszcze smaczniejsze. A jeśli nie wierzycie, że wyprodukowano je zgodnie z cyklem księżyca, zajrzyjcie na polską stronę Demeter :)

ksiezyc

I pamiętajcie, że ekologia to niezwykle złożone zagadnienie – jeśli chcemy mieć wpływ na to, co dzieje się wokół nas, musimy sięgać wzrokiem poza własne podwórko. Jeść jajka z numerem 0 nie dlatego, że kura nie jadła GMO, tylko dlatego, że kura miała wolność i widziała w swoim życiu słońce. Kupować mięso z farm ekologicznych nie dlatego, że krowa nie dostała antybiotyków, ale dlatego, że miała dostęp do prawdziwej trawy. Czy zjadanie krowy jest ekologiczne, to już zupełnie inna historia…

Może przeczytasz także:

Czego nauczyła mnie niedokończona wycieczka na Rysy…

Koniec tegorocznych wakacji miał być zwieńczony moim wejściem na Rysy. Moja wycieczka została jednak niedokończona

Cztery wege książki kucharskie na mojej półce

Na mojej specjalnej półce stoją książki z przepisami, z czego część to wege książki kucharskie.
Nie piorę dżinsów

Nie piorę dżinsów od pół roku. Dlaczego?

Właśnie minęło pół roku, odkąd mam swoje nowe dżinsy (dostałam je pod choinkę). Tak jak

2 thoughts on “Ekologia a… fazy księżyca”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge