03 IX2013

Witamina D – wielki kit?

by joanna

Od razu na wstępie zastrzegam: nie jestem lekarzem, nie mam wykształcenia dietetycznego. Wszystko, co piszę poniżej, opiera się na moich przemyśleniach i doświadczeniach oraz literaturze. Jestem matką dwóch chłopców (w tej chwili jeden ma 4 lata, drugi 10 miesięcy)* i miałam kilka lat na dokonanie spostrzeżeń dotyczących polskich pediatrów. Jednocześnie zastrzegam, że absolutnie nikogo nie namawiam do podążania w moje ślady – do tematu podchodzę subiektywnie, krytycznie, przekornie i wbrew standardowym zaleceniom lekarzy. Czytelniku, czytasz na własną odpowiedzialność, a przed użyciem zdobytej wiedzy skonsultuj się ze swoim zdrowym rozsądkiem.

Zawsze podkreślam, że zachęcam do samodzielnego myślenia i drążenia tematu, w tym wypadku – suplementacji witaminy D u niemowląt.

Nie jestem przeciwniczką suplementacji, jestem przeciwniczką narzucania wszystkim tych samych norm, bez indywidualnych badań itp.

* Uaktualnienie luty/marzec 2015 r.: chłopcy rosną, więc i młodszy dostaje już witaminę D w okresie jesienno-zimowym, ponieważ mam nadzieję, że pomaga mu to na AZS. Niestety, suplementacja nie daje wystarczających efektów (w wynikach starszego poziom niewystarczający), dlatego mam obawy, że podawanie syntetycznej witaminy D w naszym wypadku mija się z celem.

tran

„Czy Bóg to zaniedbał?”

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie książka Udo Pollmera, która zawiera sporo kontrowersyjnych tez na temat m.in. suplementów diety (które autor uznaje w większości za szkodliwe). Notabene ten niemiecki antydietetyk w wielu kwestiach zgodziłby się z Józefem Słoneckim (książkę tego pana również czytam, ale na raty – jak skończę, opowiem).

Część książki „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia” (PIW, Warszawa 2010) poświęcona niemowlętom jest moim zdaniem lekturą obowiązkową wszystkich rodziców, którzy chcą świadomie karmić swoje dzieci. Niekoniecznie dlatego, że we wszystko należy uwierzyć – wręcz przeciwnie, myślę, że we wszystko należy wątpić i samemu podejmować decyzje, zamiast ślepo ufać białemu fartuchowi.

Podrozdział, który wezmę pod lupę tym razem, nosi znamienny tytuł: „Czy Bóg to zaniedbał?” i jest bardzo krótki – dwie strony o suplementowaniu witaminy D u niemowląt.

Witamina D (uznawana bardziej za hormon niż witaminę), najkrócej mówiąc, potrzebna jest do tego, aby nasz organizm wchłaniał z pożywienia wapń. Według dzisiejszych zaleceń lekarzy niemowlęta karmione piersią powinny otrzymywać dawkę witaminy D3 codziennie.

Na dwóch stronach książki Pollmera znajdują się jednak argumenty, które utwierdzają mnie w moim intuicyjnym przekonaniu: niemowlęta karmione piersią zazwyczaj nie potrzebują suplementacji witaminy D. Najcenniejszy jest dla mnie argument zawarty w tytule rozdziału. Z jakiej racji mam uważać, że pokarm doskonały dla mojego dziecka – moje mleko – z jakiegoś powodu jest wybrakowany o tę jedną jedyną witaminę?

Trzy głosy, Trzeci Świat

Kiedy urodził mi się pierwszy synek, podążałam ścieżkami wskazanymi przez polską służbę zdrowia – do czasu, kiedy polska służba zdrowia nie bardzo umiała pomóc przy alergii, AZS, problemach skórnych, nie mówiąc już o problemie znacznie trudniejszym – alergicznej, przewlekłej obecności płynu w uszach.

Przy drugim dziecku nie słucham bezkrytycznie lekarzy. Ufam zasadzie: im mniej leków, szczepień, wizyt u państwowego pediatry, tym lepiej.

Na temat witaminy D3 (której S. nie dostał ani razu, choć urodził się w listopadzie) usłyszałam trzy różne opinie od trzech różnych pediatrów.

1. Wygląda pani na wykształconą osobę, a pani dziecko jest jak z Trzeciego Świata. Może ja pani dam tę witaminę? (Pediatra z NFZ).

2. Wolałabym, żeby S. brał witaminę D3, ale jeśli pani jest przeciwna, zróbmy mu badanie na jej poziom. (Pediatra prywatny, Enel-Med, leczy m.in. homeopatią). Badanie wykonałam, poziom w normie.

3. Nie ma potrzeby podawania witaminy D3 niemowlętom, jeśli nie ma do tego wskazań. S. pięknie się rozwija, jedno ciemiączko zarosło, drugie ma czas do końca 2. roku życia. Witamina D może więcej zaszkodzić, jeśli podamy ją niepotrzebnie. (Pediatra prywatny, 30 lat stażu w państwowej służbie zdrowia, obecnie leczy przede wszystkim homeopatią).

Duży rozrzut, prawda?

Co mówi Pollmer

Autor „Smacznego!…” opisuje sytuację, w której zalecano podawanie witaminy D3 nie tylko niemowlętom, ale także matkom karmiącym. Nacisk, jaki kładą na to lekarze, można nazwać wręcz presją, prowadzącą do zastraszania rodziców krzywicą czy nowotworami.

Prawie nikt nie mówi matkom o niebezpieczeństwach, jakie powoduje przedawkowanie witaminy D (2, 58, 67, 75). Co ciekawe, objawy zatrucia witaminą D wyglądają bardzo podobnie do krzywicy (30, 337, 755), ponieważ „duże ilości witaminy D powodują wypłukiwanie wapnia z kości”, co stwierdził profesor Ernst Lindner z Uniwersytetu w Gießen (337). Spożywanie witaminy D jest zatem tak ryzykowne, że podobnie jak witamina A, powinna być ona dodawana do artykułów spożywczych pod ścisłą kontrolą (31).

– pisze Pollmer (s. 359).

O niebezpieczeństwie związanym z przedawkowaniem witaminy D dowiedziałam się od pediatry nr 3. Próżno szukałam informacji na ten temat w polskim internecie. Być może po niemiecku znalazłabym jakieś artykuły, ale niestety nie władam tym językiem.

Jeśli chodzi o niemowlęta, jednym z niebezpieczeństw takiego przedawkowania jest zbyt szybkie zarastanie ciemiączka, co może mieć znaczenie przy rozwoju mózgu. Znam jednego niemowlaka z problemem zbyt szybkiego zarastania ciemiączka – lekarze po takiej diagnozie u kilkutygodniowego chłopca od razu kazali odstawić witaminę D.

W mleku matki z natury jest mało witaminy D. Mimo to wapń z mleka matki jest świetnie wchłaniany przez niemowlę. Jak to możliwe? Dziś wiemy, że istnieją przynajmniej dwa związki, które przejmują funkcję witaminy D jako transportera wapnia w jelicie niemowlęcia: występujący w ogromnych ilościach cukier mleczny, laktoza, oraz określone białka mleka, fosfokazeiny (29, 64, 72, 74, 590).

(s. 360).

Wiem, że jesteśmy bombardowani informacjami na temat niedoboru tej witaminy, straszeni, zachęcani do kupowania suplementów. Myślę, że osoby, które nie prowadzą zdrowego trybu życia, nie chodzą na spacery, siedzą zamknięte w domach czy biurach przez cały dzień faktycznie mogą mieć problem z jej brakiem. W dodatku jedna znajoma dermatolog oraz jedna dietetyczna powiedziały nam o dobrym wpływie suplementacji witaminy D na skórę atopowców. Dlatego nasz starszy syn (powtarzam – ma 4 lata!) w niesłoneczne miesiące dostaje tran.

Ponieważ organizm dzięki światłu słonecznemu może sam produkować witaminę D, zdrowe dzieci nie cierpią na jej brak, jeśli wychodzą na świeże powietrze (68, 754, 759). Dostarczanie witaminy D jest więc  potrzebne tylko w określonych przypadkach i „wymaga” według DGE „nadzoru lekarskiego” (1). (…) Należy zatem przyjąć, że niemowlę powinno być chronione przed tą witaminą. [podkreślenie moje – J.B.].

(s. 360).

Jako ciekawostkę autor pisze, że witamina D jest podawana szczurom jako trutka…

Zalecana dawka słońca (tu chyba opinie wszystkich pediatrów są podobne) – półgodzinny spacer w ciągu dnia, dziecko powinno być w wózku z odkrytymi rączkami i nóżkami, nieposmarowane kremem z filtrem, ale w wypadku mocnego słońca powinno przebywać w cieniu – wystarczą promienie słoneczne odbite np. od wózka czy piasku na plaży. W dni pochmurne te promienie przecież także działają, tyle że dziecko jest bardziej ubrane – wniosek: spacer powinien być dłuższy…

Do tego wpisu przygotowywałam się emocjonalnie dość długo, bo czuję, że poruszam temat, którego w Polsce nie ma. Wiem, jakie jest oficjalne stanowisko lekarzy. Chętnie się dowiem, jakie jest Wasze stanowisko – osobiste. Co intuicyjnie czujecie. Chętnie o tym porozmawiam i poszerzę swoją wiedzę, bo kontr-źródeł jest tak mało…

Tu ciekawy artykuł na temat niedoborów witaminy D3, wynikających z naszego stylu życia.

Bibliografia Pollmera (kolejność pojawiania się w tekście, w nawiasie pozycja w bibliografii w książce):

  • „Empfehlungen für die Nährstoffzufuhr”, DGE, Frankfurt 1991. (1)
  • Machlin L.J., „Handbook of vitamins”, New York 1991. (58)
  • Europäische Kommission, „Brechte des Wissenschaftliflichen Lebensmittelausschusses”, Luxemburg 1994. (754)
  • Bayer W., Schmidt K., „Vitamine in Prävention und Therapie”, Stuttgart 1991. (2)
  • Combs G. F., „The Vitamins” w: „Fundamental Aspects in Nutrition and Health”, San Diego 1992. (21)
  • Holick M. F. i in., „N. Engl. J. Med.” 1992, 326, s. 1178. (67)
  • Jacobus C. H. i in., „N. Engl. J. Med.” 1992, 326, s. 1173. (75)
  • Würgler f. E., „Naturwiss. Rundsch.” 1993, 46, s. 485.30. (30)
  • Linder E., „Toxikologie der Nahrungsmittel”, Stutgart 1990. (337)
  • Macholz R., Lewerenz H. J., „Lebensmitteltoxikologie”, Berlin 1989. (755)
  • „Verordnung über vitaminisierte Lebensmittel”, BGB1 I, s. 1989. (31)
  • Pollmer U., „Natur”, t. 4, 1994, s. 68. (757)
  • Cochet B. i in., „Gastroenterol.” 1983, 84, s. 935. (29)
  • Gammelgaard-Larsen C., w: Hoogland A. J. i in., „Food Ingredients Asia”, Maarssen 1991, s. 53. (64)
  • Kitts D. D. i in., „Brit. ‚J. Nutr.'” 1992, 68, s. 765. (72)
  • Miller, s. C. i in., „J. Nutr.” 1988, 118, s. 82. (74)
  • Schlimme E. i in., w: Lebensmittelchemische Gesellschaft Milchproteine”, Hamburg 1991, 4, s. 213. (590)
  • Haddad J. G., „N. Eng. J. Med.” 1992, 326, s. 1213. (68)
  • Specker B. L., „Am. J. Clin. Nutr.” 1994, 59, dod., s. 484. (759)
  • Ala-Houhala M. i in., „Am. J. Clin. Nutr.” 1988, 48, s. 1057. (32)
  • Takeuchi A. i in., „J. Nutr.” 1989, 119, s. 1639. (651)
  • DiPalma J. R., Ritchi D. M., „Ann. Rev. Pharmacol. Toxicol.” 1977, 17, s. 765. (71)
  • Toda T. i in., „Fd. Chem. Toxicol.” 1985, 23, s. 585. (73)
  • Kummerow F. i in., „Am. J. Clin. Nutr.” 1976, 29, s. 579. (650)
  • „Fd. Chem. News” 1991, 33, s. 19, za: „BIBRA Bull.” 1991, 30, s. 200. (33)
  • Hadler M. R., „Span” 1984, 27, s. 74. (34)
  • Hayes W. J., Laws E. R., „Handbook of Pesticide Toxicology”, San Diego 1991. (343)
  • Worthing C. R., „The Pesticide Manual – A World Compendium”, Farnham 1991. (415)

Może przeczytasz także:

64 Responses to “Witamina D – wielki kit?”

  • Oczywiście, że się spotkałam i pewnie każda matka wcześniej czy później zetknie się z tym tematem. Osobiście uważam, że pokarm mamy jest najcenniejszy dla dziecka i nie potrzeba niczego więcej dziecku suplementować. Częste spacery, werandowania maluchów są przecież normą u świadomych mam. Ja spotkałam się z innym podejściem a mianowicie dopiero w zeszłym roku w ramach konferencji projektu Halo Atopia usłyszałam o konieczności podawania witaminy D dzieciom i dorosłym w Polsce w okresie od września do maja. Wcześniej żaden lekarz mi o niej nie wspominał. Intuicyjnie podawałam moim dzieciom tran z dorsza w okresie jesienno-zimowym. Mój syn z racji swojej alergii miał robiony szereg badań a wyniki odkąd jeszcze dokładniej zwracam uwagę na jakość jedzenia, ma bardzo dobre, rósł „jak na drożdżach” bez dodatkowej witaminy D. Przez jakiś czas, po konferencji, podawałam mu kapsułki z tranem ale gdy zapytałam alergologa o kwestię suplementacji zaznaczył, że najpierw badania czy rzeczywiście ma braki a potem dopiero wit D, aby nie zaszkodzić jej nadmiarem. Okres wakacji i prawie całodzienne przebywanie na słońcu wystarczył nam jak dotychczas. Zaczyna się jesień, więc za miesiąc zrobię badania a potem zobaczymy. Coraz częściej czyta się o niepotrzebnej suplementacji różnych specyfików. Jako Biegacz mam sama obecnie dylemat co brać a czego nie. Polecam artykuł w magazynie Runner’s World Polska właśnie o suplementacji (to już tak odbiegając od wit D). Zdrowa, zbilansowana dieta, brak przetworzonej żywności, dużo warzyw i owoców, pełnoziarnistej mąki powinno nam wystarczyć aby zdrowo żyć. I jeszcze jedno chcę podkreślić, co lekarz to inna teoria, nowe zalecania to powoduje u zwykłego pacjenta wieli chaos. Pamiętajmy też o zdrowym rozsądku i intuicji. Siła „munduru” w tym przypadku „białego fartucha” jest wielka. Każdy niedobór można potwierdzić badaniem, obserwacją. Trzeba się tego domagać zanim zaaplikuje się dziecku dawkę suplementu. pozdrawiam

    • joanna

      Zgadzam się z każdym słowem :) I jednocześnie bardzo dziwię, że nic Ci nie mówili o tej suplementacji u niemowląt, zdaje się, że te zalecenia mają już 15 lat (w dodatku prawdopodobnie najnowsze zalecenia dotrą do naszych lekarzy za kolejne 15…). Dużo się dzieje w świecie medycznych badań naukowych, ale żeby mieć o tym pojęcie, trzeba by czytać te wszystkie mądre pisma, a przecież one są napisane językiem dla fachowców… Jesteśmy zdani na łaskę tych naukowców, którzy czasem coś przetłumaczą na język ludzki ;)

  • Ja się nie mam dostatecznej wiedzy, więc podchodzę ostrożnie do tematu. Nie przesadzam z suplementowaniem, ale jednak wit. D Bogusi podawałam przez cały pierwszy rok i w chłodniejsze miesiące drugiego roku. Od maja jej nie dostaje i myślałam, że wrócę do suplementacji w październiku, ale jednak Twój post dał mi do myślenia. Szczególnie zdanie: „Z jakiej racji mam uważać, że pokarm doskonały dla mojego dziecka – moje mleko – z jakiegoś powodu jest wybrakowany o tę jedną jedyną witaminę?” No właśnie…

    • joanna

      Zawsze można zrobić badanie krwi. Najlepiej nie tylko na witaminę D, tylko jakieś szersze, żeby wykorzystać kłucie dziecka i zbadać poziom innych rzeczy. U S. przy okazji wyszedł lekki brak żelaza – ale na mój rozum to jest ten moment, kiedy skończyły się jego zapasy prenatalne, a dziecko nie je jeszcze tyle pokarmów stałych, żeby nadrobić braki (nie podaję jajek ze względu na udokumentowaną nietolerancję u starszego brata). Nie panikuję, że od razu anemia, idę z wynikami do dwóch lekarzy, zobaczymy, co powiedzą.

  • Emi

    Chociaż nie cztałam rzeczonej książki, a moja wiedza pochodzi z zupełnie innych źródeł, mam identyczne przemyślenia….

  • nezumi

    Ja również podpisuje się pod tym, że wszystkie suplementy tylko wtedy, gdy istnieje do tego wskazanie. Ale przyznam się, że sama byłam w szoku, że teraz w okresie lata (sporo spaceruje na zakupy w ciągu dnia, po południu z synem na placu zabaw) moja ginekolog (druga ciąża) kazała mi zbadać poziom witaminy D i okazało się, że jest poniżej normy. Zaleciła mi suplementację tranem. Długo karmiłam piersią (ponad dwa lata) może młody wyssał :) Także mleko matki jest najważniejsze, ale ja po ciąży na pewno jeszcze raz zbadam sobie ten poziom wit. D, żeby mieć pewność że sama mam co przekazać synkowi ;)

    Zaznaczam, że również nie jestem lekarzem!

    • Agata

      Zainteresuj sie skąd jest tran. Według mojej wiedzy pochodzi z ryb hodowlanych przez Norwegów. Czy jest wolny od metali ciężkich i innych trucizn?
      Myślę, źe wit d z lanoliny jest bezpieczniejsza

  • Ja też nie jestem lekarzem i w temacie dzieci też nie mogę się wypowiedzieć, mogę natomiast powiedzieć jak to było ze mną. Mam skrzywione żebra, z tego co mi mówiła mama, lekarze nie chcieli mi przepisać witaminy D w okresie niemowlęcym. Zamiast tego zalecali zakładanie podwójnej pieluchy (??) i skończyłam z lekko krzywymi żebrami. Jako już dorosłam osoba odczułam ogromną różnicę w samopoczuciu suplementując witaminę D zimą. Pozbyłam się problemów z oczami, nie miałam zimowej chandry i przestałam tak okrutnie marznąć. Na lato oczywiście odstawiłam suplementację wystawiając się jednocześnie na słonko.

    Ile kosztują badania poziomu witaminy D?

    • joanna

      Czy to szerokie pieluchowanie nie było związane ze stawami biodrowymi????

      Badania zrobiliśmy w ramach pakietu w Enel-Medzie, więc nie płaciłam nic. Nie znalazłam tego w cenniku, więc chyba trzeba zadzwonić do jakiegoś laboratorium i po prostu spytać o cenę.

      • Tego nie wiem, ale o moich dziecięcych problemach ze stawami biodrowymi nigdy nie słyszałam.
        Nie upieram się też, że suplementacja witaminy D u dziec jest konieczna, u mnie teoretycznie nie powinno być problemu z jej niedoborem, bo urodziłam się w maju, a spacerów też mi nie brakowało. Z jakiegoś powodu jednak do skrzywienia doszło. Z jakiego, już się pewnie nie dowiem.

  • gbggdvhjb

    Natura rowniez nie wymyslila „wbudowanej ” szczotki do zębowml. A jednak jej używasz.
    Wiele mam chcialoby natychmiastowych reakcji np. W przypadkuvpodawania witamin. A to sa procsy dlugotrwale. Sama suplementacja zwiekszona przy niedoborze trwa 3 miesiace

    • Wręcz przeciwnie, ja nie chcę żadnych skutków natychmiastowych – im szybsza reakcja, tym większe prawdopodobieństwo, że zażywamy/podajemy jakieś świństwo.

  • ekokaska

    Kochana, bardzo cenny wpis. Ja staram się ograniczyć suplementacje. Karmie 5 miesiecznego syna cycem i sama od czasu do czasu coś wezme+ dieta. Polecam tekst na ekorodzicach http://www.ekorodzice.pl/rola-witaminy-d-w-zywieniu-dzieci,40,534,902.html. Mądrze tam Modlibowska napisała pokazując dwie strony medalu. Całkowicie się zgadzam, że przedawkowanie jest gorsze!

  • Lori

    Ja generalnie jestem przeciwna suplementacji, ale…mój 5-cio letni syn miał badany jej poziom i miał niedobór, ja miałam 7, norma jest od 30-150bodajże. Najlepsze jest to, że w ogóle nie smaruje się kremami z filtrem, z dziećmi jestem niemalże codziennie na spacerze, a w lecie większość czasu spędzam na świeżym powietrzu. Małej, która ma 11 mies. nie podaje, bo jest cały czas na piersi, ja suplementuje w dużej dawce, więc pewnie ma ode mnie.
    trudny to temat…..

    • Trudny temat. I niestety, zazwyczaj lekarze nie podejmują żadnej dyskusji, bo zawsze wiedzą lepiej. Tekst jest o suplementacji u niemowląt karmionych piersią, bo to one są narażone na bombardowanie sztuczną witaminą D, natomiast u starszych dzieci i dorosłych czasem dieta jest zbyt uboga i suplementacja się przydaje. My jednak staramy się stosować tran zamiast piguł. Pozdrawiam serdecznie :)

      • Agata

        Jeszcze raz zapytam czy wiesz skąd jest tran? Czy masz takie informacje? Bo według mojej wiedzy pochodzi z ryb hodowlanych przsz Norwegów.
        A chyba wszyscy wiedzą, że hodowlane ryby to trucizna.

  • Ewa

    Witamina D ta sztuczna to trucizna – podobnie jak wszystkie inne sztuczne witaminy … poczytaj także o witaminie K /syntetycznej/ od niedawna z automatu podawanej noworodkom … ja na szczęście w porę trafiłam na informacje na jej temat i moja córka nie dostała tego świństwa…

  • Anita

    We wszystkim należy zachować rozsądek. Czasem dieta nie pomaga i mimo to brakuje pewnych witamin czy mikroelementów (mój przypadek to chroniczny ogromny niedobór witaminy D, a jeszcze z innych powodów muszę też dostawać spore dawki kwasu foliowego i witamin z grupy B). Niestety żadne jedzenie (ani najwyraźniej też słońce) nie zapewni mi potrzebnych dawek i muszę brać te witaminy do końca życia.

    Ale jeśli to będzie dotyczyć także mojego dziecka? Zmutowany gen odpowiadający za taką sytuację odziedziczyłam po jednym z rodziców, może mój syn odziedziczy to także? (Nie mówię o wit D, ale np. o wit B – ale skoro już mowa o suplementacji…)

    „Z jakiej racji mam uważać, że pokarm doskonały dla mojego dziecka – moje mleko – z jakiegoś powodu jest wybrakowany o tę jedną jedyną witaminę?”

    No właśnie z takiego na przykład jak u mnie:) Wiem, pewnie jestem wyjątkiem.
    Dziecko karmione piersią oczywiście bierze witaminę D (i wszystko inne) z pokarmu matki. Ale pod warunkiem, że ta matka sama ma wystarczający jej poziom.

    Dodam, że jestem w ciąży i poza ww niezbędną suplementacją + żelazem (którego też nie mogę niczym wystarczająco nadrobić) nie biorę żadnych witamin „ciążowych”, bo też uważam, że całą potrzebną resztę dostarczam sobie za pomocą diety (co widzę w wynikach badań krwi).

    No właśnie. Myślę, że przede wszystkim należy zbadać sobie (czy też dziecku) poziom danej witaminy we krwi i wszystko będzie jasne.

    PS. Witamina D to nie tylko lepsze wchłanianie wapnia! Jej niedobór powoduje także obniżenie nastroju i dużo słabszą odporność, o czym nie każdy wie (choć podobno większość Polaków ma jej niedobór, a lekarze – choć o tym wiedzą i znają zalecenia, nie kierują pacjentów na takie badanie krwi).

  • Asia

    suplementuję wit D3 od ok 2 lat w sezonie jesień,zima. Pamiętam, kiedy skończyło mi się opakowanie, przez kilka tygodni jej nie zażywałam.jakoś nie było po drodze do apteki.Po kilku-kilkunastu tygodniach zaczęły się stany obniżonego nastroju,płacz bez większego powodu, brak chęci do aktywności. Zastanawiałam się długo dlaczego ZNÓW to mam, przecież już dawno TEGO nie było… .Zaczęłam się zastanawiać co zmieniłam w swoim życiu, że wróciły stany obniżonego nastroju. Nie zdawałam sobie sprawy, że ta witamina az tak bardzo wpływa na samopoczucie….słyszalam jakieś ogólniki, że słońce poprawia nastrój, ale to chyba oczywiste, ale nie wiązałam tego z poziomem wit d. Nie robiłam badań w tym kierunku, jednak jak wróciłam do suplementowania 2 tys j. dziennie, mój nastrój wrócił do równowagi. Ot taka moja mała historia.Pozdrawiam

    • Porcelanowa

      2 tys to solidna dawka zapisywana przy dużych niedoborach, z tego, co się orientuję. dzieciom podaje się chyba 10krotnie mniejsze… aż zbadam sobie poziom, dzieki za wpis! :)

  • Mam duże wątpliwości co do tego czy nasze organizmy obecnie same dają radę wytworzyć odpowiednia ilość witaminy D? Ile czasu codziennie spędzacie na zewnątrz? Godzinę, dwie? Większość ludzi raczej nie ma nawet czasu na codzinny półgodzinny spacer. W naszym klimacie przy dobrych wiatrach lato bywa słoneczne. A jak jest jesienią, zima i wiosną? Minimum połowa to dni bez słońca.
    Obecnie ludzie prowadzą zupełnie inny tryb życia niż nasi (nawet nie tak odlegli)przodkowie. Spędzamy naprawdę mało czasu na świeżym powietrzu. Kiedyś ludzie większość dnia spędzali na zewnątrz. Stopniowo życie ulegało zmianie aż do czasów obecnych, kiedy to głównie większość z nas przebywa całymi dniami w pomieszczeniach. Za daleko odeszliśmy od trybu życia przypisanego naszej naturze i służącemu zdrowiu. I zamiast czerpać witaminę D ze słońca raczej jesteśmy zmuszeni przyjmować ją z suplementów. Mleko matki może być bogate w witaminę D- tak jak już ktoś wyżej wspomniał- kiedy ona sama mam jej odpowiedni poziom. Odrzucanie suplementów witaminy D dla dziecka- bo tak podpowiada ,,instynkt”- wydaje mi się złym pomysłem. To jest jak prowadzenie testów- tyle, że nie na swoim ale na organizmie dziecka.

    • Myślę, że zawsze warto zacząć od sprawdzenia poziomu witaminy D u mamy i jej dziecka, a dopiero potem podawanie ewentualnych suplementów. Nie jesteśmy tacy sami, młode mamy wychodzą na spacery (przynajmniej tak sądzę) ze swoimi dziećmi przez cały rok, dłużej niż na pół godziny, a zapas witaminy D tworzy się nawet, gdy te spacery są co dwa-trzy dni. Jestem przeciwna standaryzacji wszelkiego leczenia i profilaktyki, ludzie są różni i nie należy z góry zakładać, że wszystkim brakuje tego samego.

      • Jagusia

        Ja niestety jestem zawiedziona tym jak dziala nasze slonko. Mieszkamy w domku z duzym ogrodkiem, corka cale dnie w wakacje spedzala na dworzu, czasem na slonku, czasem w cieniu, do domu przychodzila na posilki i spanie. Zrobilismy badanie krwi i poziom wit D3, niestety duzo ponizej normy, ciezko to zrozumiec. Corka ma 7 lat.

        • A kiedy była na dworze, nie smarowaliście jej filtrami? Miała odsłonięte ręce i nogi?

          • elka

            z tego co czytałam witamina D jest jedyną witaminą, której nie da rady dowieźć w dostatecznych ilościach dietą. A klimat mamy taki, że też nie udaje się syntezować skórą tyle, ile trzeba. Dla córki polecam D-Vitum.

            • A jednak nie zgodzę się :) Klimat mamy taki od zawsze, a suplementy pojawiły się niedawno. Naturalne sposoby są według mnie najbezpieczniejsze.

              • elka

                a jednaj ja też się nie zgodzę:)…bo… kiedyś karą było, jak się dzieciom zabraniało wyjść na podwórko. Dziś karą jest jak się im każe wychodzić. Kiedyś nie było tylu samochodów, a dorośli nie prowadzili trybu życia biuro – garaż. Kiedyś nie było też kremów z filtrem, a i powietrze było czystsze. Mów co chcesz, ja jestem przekonana do swojego D-Vitum:)

  • a

    Tu trzeba chyba być bardzo ostrożnym. Mój brat nie dostawał wit. D bo pediatra powiedział mamie, że ta ze słońca wystarczy. Brat urodził się w maju, więc pierwsze miesiące praktycznie spędził na podwórku (mieszkaliśmy na wsi i spędzaliśmy z mamą na powietrzu naprawdę dużo czasu) a w podstawówce i później walczył z krzywicą. Mój syn (niecałe 4 miesiące) dostaje teraz zwiększoną dawkę, robiliśmy mu badania, ma niedobór. Na badania wysłał nas lekarz po tym jak stwierdził, że zmiękły mu kości czaszki (nie wiem czy to jest możliwe bo nie jestem lekarzem ale wyniki badań rzeczywiście nie były dobre). Na długie spacery (zawsze jest to dużo więcej niż pół godziny) wychodzę codziennie… Może to u nas rodzinne, ale zgadzam się z jednym z wcześniejszych wpisów. Tryb życia się zmienił i niestety musimy trochę tych sztucznych witamin czasem przyjąć ;)

    • Dziękuję za wpis – zgadzam się, że należy z tym uważać, po prostu jestem przeciwna odgórnym zaleceniom dla wszystkich dzieci. Trzeba też pamiętać, że krzywica nie musi być spowodowana brakiem witaminy D, ale także innymi powodami złego wchłaniania się wapnia. Wszystko trzeba mieć na uwadze – niedobory szkodzą, ale nadmiar także. Pozdrawiam :)

  • Witam :) Bardzo ciekawy artykuł.Jestem mamą 7 miesięcznego szkraba:) Mieszkam w Szkocji i tu nie podaje się witaminy D niemowlakom przed ukończeniem 6 miesiąca wogóle.Jeśli dziecko jest karmione mlekiem matki to dostaje tą witaminkę wraz z pokarmem a jeśli mlekiem modyfikowanym,to to mleko jest wzbogacone tą witaminą.Po 6 miesiącu zaleca się podawanie wit D,tyle że dzienne zapotrzebowanie jest miejsze jak w Polsce.( w polsce jest chyba 10 jednostek a tu 7.5-8.5 jednostek na dobe) I tu jestem trochę zdziwona.Słońca w Szkocji w ciągu roku jest znacznie mniej,a dzienne zapotrzebowanie na tą witaminę jest mniejsze a na mój rozum jako kraj bardziej wysunięty na północ powinno być większe.Doszłą do mnie również taka informacja ( nie wiem na ile jest ona prawdziwa) że organizm pobiera w czasie pobytu na słońcu i magazynuje wit D na tyle ,na ile jest to potrzebne…..

    • Dziękuję za ciekawy komentarz. Co kraj, to obyczaj :) I domyślam się, że Szkoci w większości wcale nie mają krzywicy ;)

      • Dokładnie co kraj to obyczaj :) tylko że ja jestem skołowana od tych informacji i nie bardzo wiem jak mam podawać mojemu szkrabowi wit D.
        Czy ma być to dzienna suplementacja czy podawanie,tak ja ja to robię -co drugi dzień będzie wystarczające?
        Nadal karmię piersią więc wychodzę z założenia że braki pociągnie sobie z mlekiem z piersi.Ciężka sprawa jak się okazuje ta suplementacja…:)

        • Nie wiem, jakie są u Was zwyczaje – u nas w razie wątpliwości oznacza się poziom witaminy D we krwi. Może takie badanie rozwiałoby Twoje wątpliwości? No i ciekawe, czy szkockie normy tego poziomu są podobne do polskich :)

  • Madzikmadzik

    Tak jak napisane w artykule w mleku matki prawie nie ma lub nie ma witaminy D wiec nie możecie pisać że jak mała ma dobry poziom to dziecko też i odwrotnie bo to nie ma znaczenia. Po drugie jest napisane że mimo braków u niemowlaka wapń i tak się wchłania bo co innego w tym pomaga zamiast witaminy D wiec to czy jest niedobór czy niema nie ma znaczenia bo wapń jest wchlaniany. Po trzecie nikt z Was kto miał stwierdzone braki tej witaminy nie napisał ze po suplementacji miał poziom w normie!
    Z tego artykułu wynika ze suplementacja samej witaminy D nic nie daje:
    http://naturopatia-sanatum.blogspot.com/2013/09/co-musisz-wiedziec-jesli-zazywasz.html?m=1

    Ja nie podaję, ale sobie z ciekawości zwierzę niedługo. Przez całą zimę chodziłam codziennie na spacery po około godzinę. Zobaczymy

  • elka

    żeby zaspokoić zapotrzebowanie na D3, trzeba by zjeść śledzia na śniadanie, popić tranem, na obiad łososia, a na kolację ser żółty z jajkiem i mlekiem – D3 to jedyna witamina, którą trudno uzupełnić dietą. Ja polegam tylko na słońcu i d vitum forte w dawce 2000 (jak dla mnie) A innym polecam badania indywidualne:)

  • Andrzej

    A ja uważam że taka dyskusja to takie troszkę mieszanie w głowach, zwlaszcza młodych i przyszłych Mam. Trudno sobie wyobrazić żeby dziecko miało wystarczającą ilość wit.D jeśli jego karmiąca Mama jej niema. A tak przyznacie jest prawie zawsze. Norma polska jeśli chodzi badanie wit D to. 30-100 Czy wszystkie Mamy robią badanie jej poziomu? Jak wyglądają ich wyniki? Jeśli przed rozwiązaniem poziom wit.D wynosi 70-80 jednostek, nie przejmowałbym się jej brakiem w pokarmie, jeśli jest mniejszy to w czasie karmienia jeszcze spadnie i wtedy niestety dziecko nie dostanie tego czego poprostu niema w najlepszym pokarmie.

    • A ja myślę, że najważniejszą informacją jest fakt, że poziom witaminy D nie jest aż tak ważny, jeśli dziecko jest karmione piersią, żeby ją suplementować z marszu.

      • beti

        Dzień dobry. ja tutaj na chwilke się wtrącę.
        Mojego starszego syna ( obecnie 4 lata) dłuuugo bo jakieś 2 lata karmiłam piersią. Oprócz tego suplementowałam go niemal codziennie witaminą D3 w zalecanych dawkach..Syn mimo to ( jeszcze podczas karmienia piersią) bardzo pocił się w nocy i zauważyłam że ma koślawe nogi i zmiany w żebrach. Wykonałam mu badanie na poziom witaminy D3. Była to dolna granica umiarkowanego niedoboru.Stąd już było blisko do ostrego niedoboru tej witaminy. Mój syn szybko rósł i potrzebował więcej witaminy D3. Zaczęłam mu podawać zwiększone dawki. Zmiany w żebrach cofnęły się i nogi też wyglądają lepiej choć nadal nie potrafi jeszcze złączyć dobrze stóp. Obecnie bliżej mi do przyznania racji osobom , które uważają ,że dawki tej witaminy powinny być wyższe niż dotychczasowe normy..szczególnie jeśli mało przebywamy na słońcu w godzinach 11-15.

      • beti

        Zapomniałam dodać, że wraz z witaminą d3 podaję dziecku witaminę K2 (można znależć informacje o niej w internecie).
        Niestety z własnego przykładu nie mogę się zgodzić z tezą, że pokarm matki zaspokaja potrzeby dziecka także odnośnie tej witaminy. Popełniałam też bład wiekszosci matek.już .przed wyjściem na słońce smarowałam dziecko kremem z filtrem. Teraz mam drugie dzieciątko (3 miesiace) i troszkę więcej wiedzy. Pozdrawiam

  • Andrzej

    A jeszcze dodam że wit D to nie tylko krzywica. A pokarm Mamy będzie ją zawierał tylko wtedy kiedy Mama ją posiada :-) Trzeba badać jej poziom, to proste badanie i wydaje mi się że powinno być konieczne. Mama z odpowiednim jej poziomem może nie martwić się o jej brak u dziecka

  • Amciek

    Joanna,

    Jestem swiezo po przeczytaniu ksiazki Jerzego Zieby, ktory ma zupelnie odmienne spojrzenie na wit D. od pana Pollmera. Zieba twierdzi, ze wit D. ma kolosalne znaczenie dla naszego organizmu i bardzo ciezko ja przedawkowac. Ja mu zawierzylem i lykam 10’000 jednostek dziennie + w komplecie wit K2 (nie K1, ale K2). Zrob test i podejdz do apteki i sprobuj kupic wit K2. Ja w kilku aptekach uslyszalem, ze nie ma takiej witaminy. Jest tylko K1.
    Przeczytalem komentarze niektorych pod Twoim postem o tym, ze badali sobie wit D. Nikt nie napisal ktora postac badal 25OH czy 1,25OH.

    Jesli szukasz dodatkowego spojrzenia na tematy omawiane przez p. Pollmera zachecam do przeczytania ksiazki p. Zieby „Ukryte terapie”. To Ci dopiero namiesza w glowie ;).

  • moim zdaniem ktoś, kto przebywa na słońcu latem bez filtrów, zjada nabiał od krowy, która pasła się na łące, pochodzi od ryby, która pływała swobodnie w oceanie, ip itp nie ma potrzeby suplementowania.
    sęk w tym, że obecnie każą sie nam chować przed słońcem, ryby są drogie, a krowy nigdy nie jadły trawy ani nie widziały słońca, rośliny szklarniowe z hipermarketów też rosną bez dostępu do ziemi, i stąd nasze braki, więc uzupełnianie w obecnych czasach ma sens, jednak nie ma sensu supelmentować się syntetycznymi wytworami zakładów chemicznych bo nie są przyswajalne a mogą się odkładać lub narażają narządy na dodatkową niepotrzebną prace.

  • z_autopsji

    W sieci można znaleźć sporo NOWYCH, poważnych artykułów medycznych (także w języku polskim) na temat witamy D. Ostatnie 10 lat to olbrzymi postęp w rozumieniu roli tej witaminy (a właściwie hormonu). Gospodarka wapniowa to „stara”, wąska część wiedzy. Zalecane dawkowanie i prawidłowy poziom zmieniły się (lekarze niestety nie). Dziś wiadomo, że prawie każda komórka organizmu człowieka posiada receptory tej witaminy. Wiadomo już dużo na temat tego jak ważna jest dla układu immunologicznego, mięśniowego, a nawet nerwowego. Warto poszukać.

    A na koniec link do mojej historii z wit. D.:

    http://baranowscy.eu/wordpress/jerzy-zieba-ukryte-terapie-recenzja#comment-13216

  • lnstr

    Zgadzam się z moim przedmówcą. Ostatnie badania wskazują, że prawidłowy poziom witaminy D we krwi potrafi zdziałać prawdziwe cuda – ma działanie antynowotworowe, antycukrzycowe, zapobiega chronicznym stanom zapalnym, wzmacnia odporność organizmu. Większość osób chorych na raka ma znaczne niedobory tej witaminy. Podobnie jest z cukrzykami oraz osobami chorymi na choroby autoimmunologiczne. Przy czym prawidłowy poziom to nie tak jak sądzimy powyżej 30 ng/ml, ale bardziej w okolicach 50 – 70 ng/ml. Ja miałam np. 33 i wynik został określony przez lekarza jako w granicach normy – bez potrzeby konsultacji i dalszych działań. Przy czym badanie robiłam w środku lata…. czyli poziom witaminy był naturalnie wysoki. Suplementacja witaminą D może być niebezpieczna, ale częściej jest po prostu nieskuteczna, a witamina nie jest wchłaniana. Przy suplementacji trzeba pamiętać o witaminie K2-MK7.
    A swoją wiedzę czerpię przede wszystkim z portali amerykańskich:
    http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2013/12/22/dr-holick-vitamin-d-benefits.aspx

    Pozdrawiam!

  • Róża

    Polecam do przeczytania, długi artykuł, ale warto doczytać do konca
    http://www.akademiawitalnosci.pl/witamina-d-brakujacy-kawalek-twojej-ukladanki-zdrowia/
    Sklonil mnie do zrobienia badań, pierwszy raz w zyciu. Końcem sierpnia, czyli po lecie i wakacjach na plazy poziom wit D wynosił 30.82 (25 OH) czyli bez szaleństwa. Od miesiaca biore dzienna dawkę 1000, samopoczucie bez porównania, na plus oczywiscie. Dolegliwości wszelkie, a bylo ich bardzo duzo, minęły. I nie choruje. W ciagu ostatniego roku bylam przeziębiona 2x w miesiacu, łącznie z latem.

  • Anna

    Witam wszystkich. Ja bardzo interesuję się witaminą D3, która tak naprawdę jest hormonem, więc staram się być na bieżąco.
    Według najnowszych doniesień z 2015 ludzie dorośli bez konsultacji z lekarzem mogą przyjmować do 4000 jednostek, a dzieci do 2000 jednostek. Osoby chore zwłaszcza na choroby z grupy autoimmunlogicznej 20000jednostek i więcej po konsultacji z lekarzem. Prawdą, jest że suplementy nie wchłaniają się w 100%, a witaminę D3 ogromnie trudno przedawkować, o czym wie każdy lekarz śledzący badania naukowe. Większość tzw. przedawkowań wynika raczej z uczulenia na samą D3 w jakiejś postaci, a nie przedawkowanie. Dodatkowo szumnie specjalnie społeczeństwa są wprowadzane w błąd przez koncerny farmaceutyczne, które się zwyczajnie boją D3. Jeżeli stosowna suplementacja spowoduje brak potrzeby używania antybiotyków i szczepionek…to z czego biedaki będą żyli? To tak do przemyślenia dla Państwa na wieczór ….polecam poszukać wyników badań w necie również w publikacjach angielskojęzycznych.

  • „Przez ostatnie 300 lat zaczęliśmy pracować w pomieszczeniach; przez ostatnie 100 – podróżować samochodami; w ciągu ostatnich kilku dekad zaczęliśmy używać kremów z filtrem i celowo unikać słońca. Wszystkie te rzeczy obniżają poziom witaminy D we krwi. Nieuniknionym wnioskiem jest więc to, że poziom witaminy D u współczesnych ludzi jest nie tylko niski – jest niebezpiecznie niski.

    Grupa z UCLA potwierdziła wyniki dwóch innych, przeprowadzonych badań, ukazując, że naturalnie występujący hormon steroidowy – hormon, który większość z nas po prostu zakłada że ma – jest mocnym antybiotykiem. Zamiast bezpośrednio zabijać bakterie i wirusy, hormon ten wzmaga w ciele produkcję istotnych białek, zwanych peptydami antydrobnoustrojowymi.
    Przez ostatnie 300 lat zaczęliśmy pracować w pomieszczeniach; przez ostatnie 100 – podróżować samochodami; w ciągu ostatnich kilku dekad zaczęliśmy używać kremów z filtrem i celowo unikać słońca. Wszystkie te rzeczy obniżają poziom witaminy D we krwi. Nieuniknionym wnioskiem jest więc to, że poziom witaminy D u współczesnych ludzi jest nie tylko niski – jest niebezpiecznie niski.”

    W linkach ponizej tez jest sporo odniesien do badan nad witamina D
    Witamina D i epidemia grypy – John J Cannell
    http://szczepienia.wybudzeni.com/2016/07/23/stosowanie-witaminy-d/
    Lukasz ostatnio pisze o…Witamina D i epidemia grypy – John J CannellMy Profile

  • obiektywna

    Ludzie, czy Wy na prawdę nie myślicie ???? Dzisiaj koncerny farmaceutyczne wciskają witaminę D wszystkim – od niemowlaków po ludzi w podeszłym wieku. Skoro cała służba zdrowia w takim kraju jak Anglia, gdzie klimat jest podobny lub gorszy od naszego, nie zaleca przyjmowania niemowlakom czy dzieciom tej witaminy to chyba o czymś to świadczy ???? Przyjmowanie jakiejkolwiek witaminy w postaci syntetycznej wiąże się z dodatkowym konsekwencjami !!!

    • iza

      fakt, że nadmiar może szkodzić równie mocno jak niedobór i nie powinno się lekkomyślnie decydować o podawaniu suplementów lub ich nie podawaniu, ale od tego są badania, najlepiej sprawdzić i wiedzieć co zrobić, żeby nie szkodzić. Nasz pediatra co jakiś czas kieruje nas na badania kontrolne, dzięki temu wiem, że szkodziła bym nie podając witaminy d, więc od długiego czasu uzupełniamy niedobory kapsułkami, dzięki czemu wyniki są coraz lepsze, a ja spokojniejsza.

    • Masia1

      No właśnie jest ‚trochę’ na odwrót :D Mnóstwo osób ma niedobór i nic o nim nie wie, nikt nigdy mi owej witaminy D nie podawał, nawet nie skierował na jej badanie mimo wielu objawów. Jak już ktoś łaskawie się nami zainteresuje to z reguły podają dawkę, która niczego nie zmienia, tzw. dawkę profilaktyczną, którą praktycznie każdy mieszkający w Polsce powinien brać w czasie braku dostępu do słońca. I żeby nie było – nie suplementuję niczego, leków unikam jak ognia, wszystko staram się czerpać z pożywienia oraz ze słońca kiedy jest to możliwe. Jednak witamina D to taki właśnie wyjątek, który dużo odmienił w moim życiu.

    • Masia1

      Z tym skierowaniem to chodziło mi o podpowiedź, że może warto byłoby sprawdzić poziom tej witaminy. Bo oczywiście refundowana to ona nie jest :) Ale gdzie tam…
      To właśnie jest nabijanie kasy koncernom farmaceutycznym, bo tak wiele osób ma niedobory NIEZWYKLE ważnej witaminy, która w przyszłości spowoduje wiele chorób i skutków ubocznych. Nie wiem gdzie Ty mieszkasz, że u Ciebie wciska się tę witaminę – u mnie nadal panuje przekonanie, że witamina D wpływa tylko na krzywicę u małych dzieci, a dorosłym wystarczy aby jedli ser i pili mleko :) Mało kto ją bada, prawie nikt nie wie co za sobą niesie jej niedobór, a latem gdy możemy naturalnie(co bardzo polecam) przyswoić jej trochę to wszyscy nakładają filtry….

    • Małgorzata

      Witam. Weszłam na tę stronę szukając past do zębów bez fluoru. Czy Wasze dzieci są szczepione?, może brały antybiotyki?. Tak czy inaczej warto zapoznać się z tematem, bo nigdy nie wiadomo kiedy ta wiedza może się przydać. Polecam więc poczytać o zatruciu organizmu metalami ciężkimi i chelatacji.

      Pozdrawiam i życzę zdrowia.

  • Joanna

    No my wlasnie jestesmy po badaniu poziomu witaminy d i mimo podawania wyszedł niedobor u mojej corci, dlatego pediatra zalecil nam teraz podawac dwie kapsulki dziennie.

  • Masia1

    Co do artykułu – BADAĆ SIĘ – owszem, nie przyjmować w ciemno jednakowej dla każdego dawki, ale BADAĆ SIĘ – a kto to robi??

  • Lajka

    Witamina D istnieje nie tylko jako suplement. Są krople czy tabletki zatwierdzone jako leki. Nie musi być koniecznie syntetyczna – istnieje naturalnie w tranie (uważałabym na jakość tranu! To, że napisane jest „tran norweski”, nie oznacza, że jest z czystych wód – produkowany może być w Ameryce Południowej w strasznych warunkach).
    A czy będąc w ciąży przyjmowałyście witaminę D, czy na własne ryzyko wierząc, że jest niepotrzebna i szkodliwa zrezygnowałyście z niej? Ja bym się bała o rozwój płodu.
    Witamina D nie wchodzi praktycznie w skład mleka matki.
    Witamina D wpływa nie tylko na kości, ale również na tarczycę i układ odpornościowy.
    Mało przebywamy na słońcu i sporo ludzi ma niedobory.

    Jestem za przyjmowaniem witaminy D – dobrej jakościowo i wysoce przyswajalnej.
    mgr farmacji, specjalista farmacji aptecznej.

  • Stanisława

    Moje dziecko urodziło się długie (59 cm) i bardzo szybko rośnie. Ma nieco ponad 4 miesięce, a większość ubranek, które nosi ma oznaczenie 9-12 m-cy. I przypuszczam, że właśnie w związku z tym między innymi (oraz tym, że urodziło się w październiku) suplementacja witaminą D jest jej potrzebna – cięmiączka ma duże i do tego miała miękką potylicę – padiatra zwiększyła dawkę wit. D z 400 j. w suplemencie do 500 j. w leku. Ja również zaczęłam się suplementować i lepiej się od tego czasu czuję – zaczęłam mieć bóle stawów ok. 3 m-cy po porodzie i zrobiłam sobie badania – wit. D wyszło mi 19, a norma jest od 30. Podsumowując – dziecko dziecku nierówne i jeśli nie zamierzamy suplementować tej witaminy, to moim zdaniem najpierw obowiązkowo trzeba zbadać poziom – bo inaczej można dziecku bardzo zaszkodzić. A przy okazji – 124 złote płaciłam za badanie – w dużym mieście – jest drogie.

  • Ania

    Ech, to trochę podobnie do zaleceń, by brać DHA w ciązy i podczas karmienia, w pierwszej chwili się przejęłam, bo przecież rozwój mózgu, wzroku, ale z braku wegańskich DHA w przystępnej cenie zaczęłam się zastanawiać… przecież nasze matki i babki, a tym bardziej kobiety w biedniejszych krajach bez dostępu do tłustych ryb przez wieki nie suplementowały DHA a dzieci rosły zdrowo, zdania są podzielone, czy nasz organizm jest czy nie jest w stanie wyprodukować DHA z ALA… Podobie z witaminą D3, według jednego autorytetu spacery wystarczą, wg innego absolutnie nie. Pozostaje intuicja… Jeśli chodzi tylko o mnie, nie obawiam się jej stosować, jeśli chodzi o moje dziecko czasem się boję, że popełnię błąd. Interesy firm farmaceutycznych w Polsce mają się dobrze i trudno jest wierzyć pediatrom, czy farmaceutom, ech… Ja suplementowałam, bo kupiłam opak wit zaraz po porodzie, ale planuję właśnie przestać… Czasem czuję się jak świr, wszyscy dookoła szczepią, dają witaminy, tabletki, później cukierki i parówki, a ja cały czas na bakier, męczy mnie to:)

    • Lajka

      Muszę odpowiedzieć na twoją wiadomość :) Jestem farmaceutą i… nie jem parówek, używam same kosmetyki ekologiczne, prowadzę zdrowy tryb życia. Mówisz o tym co było kiedyś. Więc: ludzie żyli po 50 lat max. Umieralność dzieci była duża…Nie powinniśmy wracać do średniowiecza :)
      Wystarczy, że będziesz podawać dziecku to co niezbędne. Do tego zalicza się witamina D.
      Pozdrawiam.

  • Małgorzata

    Trudno nie zgodzić się z tym artykułem. Przy moim pierwszym dziecku wiedziona instynktem odstawiłam na jakiś czas witaminę D (nie przynałam się nawet lekarce) bo widziałam złe skutki- po przyjęciu dawki u syna wzmagały się dolegliwości jelitowe. Nie wiem czy to była wina witaminy czy raczej oleju w którym jest rozpuszczona. Co więcej absurdalne dla mnie było zalecenie 400j dla 3 kg noworodka, takiej samej dawki jak dla innych, większych noworodków np 4,5 kg to człowiek półtora raza większy. Co więcej dawek nie zmienia się, nawet gdy dziecko w ciągu pół roku zwiększa dwukrotnie swoją wagę. To chyba coś nie tak?

Trackbacks & Pings

Odpowiedz na „elkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge