10 VI2016

„Utracone mikroby” – epitafium H. pylori (recenzja)

by joanna

Tę książkę polecam szczególnie tym, którzy kiedykolwiek badali się na obecność bakterii Helicobacter pylori w żołądku. Czy wynik wyszedł dodatni, czy ujemny, żaden z nich nie wydaje się pozytywny w świetle badań autora. A nawet można zaryzykować stwierdzenie – jeśli masz H. pylori, jesteś w szczęśliwszej mniejszości.

utracone_mikroby_1

Doktor Martin J. Blaser, autor „Utraconych mikrobów”, to amerykański naukowiec i praktyk ze stażem 30 lat. Jego książka, która ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 2014 roku, jest zapisem nie tylko aktualnej wówczas wiedzy Blasera, ale także „spisem niewiedzy” całej medycyny opartej na badaniach. Jednym z jego głównych obiektów badań był mikrob, obecny w żołądku ludzi od co najmniej 100 tysięcy lat:

Do niedawna H. pylori kolonizował niemal wszystkie dzieci w pierwszych latach ich życia, regulując odpowiedzi immunologiczne żołądka w taki sposób, aby służyły zarówno bakteriom, jak i samemu dziecku. Gdy H. pylori już się zagnieździ, zostaje tam na dobre. (s. 123)

W książce znajdziemy dość rozbudowany wywód (oparty na badaniach, ale i zawierający niewiadome, domysły i obserwacje jeszcze niewystarczająco poparte badaniami), który można w skrócie przedstawić za pomocą łańcucha powiązań:

naturalny ludzki mikrobiom – odkrycie antybiotyków – nadużywanie antybiotyków – naruszenie naturalnego mikrobiomu – choroby „cywilizacyjne”

Czy rzeczywiście lek ratujący ludzkie życia stał się aż tak groźną bronią obosieczną, że przyczynił się do epidemii otyłości, cukrzycy, alergii? Badania na myszach, wykonywane przez zespół autora „Utraconych mikrobów”, wskazują na zależność między podatnością np. na otyłość tych zwierząt a podawaniem im antybiotyków w pierwszych tygodniach życia. Opisanych badań w książce znajdziemy dużo, również bardziej skomplikowanych (przeszczepianie flory bakteryjnej myszom „sterylnym” itp.), i trochę od nas zależy, czy uważamy myszy za odpowiednik człowieka. Mimo wszystko obserwacje Blasera są bardzo pesymistyczne.

utracone_mikroby_4

Uważa on nadużywanie (w sensie globalnym) antybiotyków za jedną z ważniejszych przyczyn dzisiejszych chorób cywilizacyjnych, wcześniej znacznie rzadszych. Według Blasera nawet jedna, tygodniowa seria antybiotykowa może przetrzebić jedną trzecią flory bakteryjnej, przez co – wpłynąć na dalsze życie takiej osoby, zwłaszcza jeśli antybiotyki dostała jako dziecko. (Innym skutkiem nadużywania tych leków jest coraz większa odporność bakterii na antybiotyki). Drugą przyczyną chorób typu cukrzyca, otyłość czy alergia jest popularność cesarskiego cięcia, które pozbawia noworodka możliwości otrzymania od matki jej flory bakteryjnej dzięki przejściu przez kanał rodny.

Jak to jest z H. pylori?

Kiedy 15 lat temu zrobiłam sobie apteczny test na obecność tej bakterii, byłam bardzo zadowolona z ujemnego wyniku. Niedawno brak tej bakterii „potwierdził” biorezonans (podczas Dni Alergii – nie mam zdania na temat tej metody). Nawet jeśli miałam ją w dzieciństwie, do pewnego wieku przeszłam kilkanaście (może więcej) kuracji antybiotykowych. Pewnie dlatego moja bakteria żołądkowa, nawet jeśli ją miałam, zginęła marnie.

utracone_mikroby_2

Autor „Utraconych mikrobów” uważa, że H. pylori odgrywa prawdopodobnie bardzo dużą pozytywną rolę w utrzymywaniu żołądka w swego rodzaju stanie gotowości. Być może obecność tej bakterii u dzieci działa pozytywnie na układ immunologiczny, dzięki czemu nie cierpią np. na alergie. No cóż, moje dzieci nie dostały ode mnie tej bakterii, w dodatku starszy syn urodził się przez cesarkę, młodszy dostał antybiotyk niebawem po urodzeniu. Pocieszam się, że obaj dostawali moje mleko, które zawiera żywe składniki oddziałujące na florę bakteryjną jelit. Może dzięki temu mają większą szansę wyrosnąć ze swoich alergii.

Do widzenia, bakterio

Blaser wieszczy katastrofę, która nadejdzie wraz z wytępieniem różnorodnych bakterii zasiedlających nasze jelita. Dzięki nim możemy żyć (one trawią pokarm, karmią nas, chronią przed chorobami). Dzięki temu, że są różne, mają większą szansę nam pomóc. Antybiotyki zabijają bakterie, nie oszczędzając tych dobrych. Wśród nich znajduje się H. pylori, która oprócz tego, że może prawdopodobnie przyczyniać się do chorób żołądka osób dorosłych, być może w dzieciństwie jest polisą na przyszłe zdrowie układu odpornościowego. Bez niej (i bez milionów innych niepoznanych dotąd mikrobów) być może skazujemy się na wyginięcie.

Dieta i probiotyki

Autor nie jest, ogólnie rzecz biorąc, zainteresowany dietą jako czynnikiem wpływającym na naszą florę bakteryjną. Wspomina, owszem, o badaniach na ten temat (s. 41-42), jednak jest zdania, że to nie ma prawdopodobnie większego znaczenia w odbudowywaniu lub niszczeniu naszej flory bakteryjnej – chyba że chodzi o antybiotyki obecne w pożywieniu (nie zapominajmy, że chodzi o Stany Zjednoczone – w Unii Europejskiej mięso nie może pochodzić z hodowli, w których stosowane są antybiotyki jako czynnik prowzrostowy).

utracone_mikroby_3

Czy warto brać probiotyki? Autor jest jeszcze bardziej sceptyczny. „Nie zaszkodzą” – pisze, ale też zauważa, jak mało wiemy na temat ich skuteczności. A już najmniej wiemy o samych preparatach, sprzedawanych często jako suplementy i dzięki temu będących w zasadzie poza kontrolą. W Polsce można kupić probiotyki będące lekiem lub środkiem spożywczym specjalnego przeznaczenia żywieniowego, co daje nieco większą gwarancję jakości.

Uwaga, błąd

Nie wiem, czy jest to kwestia tłumaczenia, czy oryginału, ale w książce pojawia się błąd o dość dużym znaczeniu. Chodzi mianowicie o celiakię, konsekwentnie nazywaną alergią (np. s. 199). Celiakia to choroba autoimmunologiczna wywoływana przez gluten, związana z wyniszczaniem wyściółki jelita cienkiego  – trochę dziwne, że nie sprostowano tego w jakimś komentarzu (jeśli tak pisał autor). Mam nadzieję, że więcej takich byków w książce nie ma, bo to jednak poważny błąd.

Podsumowując…

Książkę naprawdę warto przeczytać, choć oczywiście krytycznie i pamiętając, że opisywane są przede wszystkim realia amerykańskie. Być może w Polsce przepisywanie antybiotyków wciąż jest modne, choć według moich obserwacji teraz raczej popularniejsze są recepty na sterydy.

Sporo jest w książce fragmentów zastrzeżonych jako domysły – nie są to jednak wymysły, a przemyślane hipotezy. Część z nich potwierdza to, co wyczytamy w innych książkach z „jelitowego” tematu. Myślę, że warto dopisać tę pozycję do listy lektur, zwłaszcza gdy w jakiś sposób bliski jest nam temat H. pylori. Jak niemal każdy naukowiec, autor „Utraconych mikrobów” skupia się głównie na swojej dziedzinie, dlatego – moim zdaniem – warto tę przedstawioną wiedzę zestawić z innymi książkami. I jednak nie rezygnować pochopnie z diety, która (teoretycznie?) wspiera naszą florę bakteryjną jelit…

Martin J. Blaser, „Utracone mikroby”, Galaktyka, Łódź 2016, cena okładkowa 39,90 zł

Sprawdź też te recenzje:

Może przeczytasz także:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge