13 XII2015

Dni Alergii 2015 – relacja

by joanna

Zapraszamy na 3. edycję Dni Alergii!

Druga edycja Dni Alergii, której nasz blog patronował medialnie, odbyła się w weekend 21-22 listopada 2015 r. na Stadionie Narodowym. Tym razem przestrzeń poświęcona na targi była większa niż poprzednio, natomiast oferta – mam wrażenie – nie była bardziej zróżnicowana. 

Kilka punktów programu tegorocznych Dni Alergii uważam za bardzo udane i niezwykle wartościowe dla osób chcących poszerzyć swoją wiedzę w dziedzinie różnego rodzaju alergii oraz nietolerancji pokarmowej. Mam też wrażenie, że kilka wydarzeń nie zostało dostatecznie docenionych (a może zauważonych?) przez gości. Zanotowałam też luki w ofercie targów, o czym piszę poniżej.

Dni Alergii 2015.

Dni Alergii 2015.

Relację podzieliłam na sekcje: diagnostyka, żywność, kosmetyki i inne. Wymieniam te wydarzenia i stoiska, które zwróciły moją uwagę i przy których zatrzymałam się na dłużej. (więcej…)

03 XII2015

„Alaantkowe BLW” – recenzja

by joanna

Jeśli macie w swojej okolicy niemowlę od 6. miesiąca wzwyż, tę książkę kupcie obowiązkowo. Jeśli nie macie swoich dzieci, kupcie „Alaantkowe BLW” innym rodzicom pod choinkę. Albo bez okazji. Bo BLW warto promować!

alaantkowe_0

Joanna Anger – na co dzień nauczycielka wychowania przedszkolnego, mama Ali – i Anna Piszczek – polonistka i historyczka, mama Antka – są twórczyniami bloga AlaAntkowe BLW, czytanego przez tysiące polskich rodziców i docenionego w konkursie BLOG ROKU 2014.

Książka jest efektem pracy dwóch mam z dwóch miast (Wrocław i Poznań), które zgadały się przez internet i założyły blog Ala’Antkowe BLW (od imion dzieci – Ali i Antka). Publikują na nim przepisy na proste i smaczne potrawy, które można bezpiecznie podawać dzieciom od momentu rozpoczęcia rozszerzania diety. Kluczem do sukcesu jest oczywiście metoda BLW, która stawia na samodzielność dziecka w jedzeniu od samego początku.

Przeczytaj więcej o metodzie BLW oraz o rozszerzaniu diety alergika wg metody BLW.

alaantkowe_3

Książka to zbiór przepisów przetestowanych przez autorki i tysiące dzieci z całej Polski. Rozpoczyna się wstępem teoretycznym, gdzie wyjaśnione są zasady BLW, znajdują się rady i podpowiedzi, jak i kiedy zacząć rozszerzanie diety, czego unikać i jaki sprzęt kuchenny okaże się pomocny. Znajdziemy tu także kilka słów dla rodziców alergików, np. czym zastąpić jajko; pojawia się też wzmianka o karobie.

Przepisy zostały podzielone według rodzaju posiłku (przekąski, obiad, deser, potrawy świąteczne) i oznaczone w zależności od tego, czy są wegetariańskie, wegańskie czy beglutenowe.

alaantkowe_2

„AlaAntkowe BLW” to książka wydana bardzo starannie i niezwykle apetycznie podana. Podoba mi się przejrzysty układ przepisów, estetyka zdjęć i prosty język receptur. Dzięki temu naprawdę każda mama i każdy tata z przyjemnością i łatwością przygotują smaczny i zachęcający posiłek dla małego dziecka.

Cieszę się, że książka trafiła w moje ręce – choć nasi synowie są już całkiem duzi, zamierzam przetestować na rodzinie kilkanaście przepisów, zwłaszcza na zupy.

alaantkowe_1

Rzadko kiedy mogę z całkowitym przekonaniem polecić jakąkolwiek książkę. Tę po prostu musicie zobaczyć, a jestem pewna, że ją kupicie – dla swoich dzieci albo dzieci sąsiadki, albo po prostu.

A tak wyglądało gotowanie według przepisów z książki podczas 2. Dni Alergii:

This slideshow requires JavaScript.

Joanna Anger, Anna Piszczek, „AlaAntkowe BLW. Od niemowlaka do starszaka. Domowa książka kucharska”, wyd. Mamania, Warszawa 2015.

27 V2015

Rozszerzanie diety małego alergika – BLW i nie tylko

by joanna

Tekst ma charakter wyłącznie informacyjny. Powstał na podstawie fachowej literatury, zaleceń dietetyków i lekarzy oraz indywidualnych doświadczeń autorki. Nie zastąpi porady lekarskiej ani dietetyka.

BLW_i_nie_tylko

Jedzenie ma znaczenie – od samego początku. Wiadomo, że dieta prenatalna oraz dieta matki karmiącej ma wpływ na rozwój dziecka oraz na zwiększenie ryzyka alergii u dzieci:

O tym, kiedy zdrowe dziecko może mieć rozszerzaną dietę, decyduje samo dziecko, gotowe do spróbowania posiłków (siedzące, zainteresowane posiłkami rodziny itp.). Dzisiejsze zalecenia WHO mówią wyraźnie o wyłącznym karmieniu piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia. Polscy eksperci (od niedawna) zalecają rozszerzanie diety niemowląt bez podawania kolejności wprowadzania produktów. Mówi się o okienku między 17. a 26. tygodniem życia dziecka, w którym należy rozpocząć wprowadzanie nowych pokarmów. To oczywisty paradoks, bo zalecenia nie wynikają z siebie nawzajem (tu można poczytać o tym, kiedy warto wprowadzać gluten – czy rzeczywiście w specjalnym okienku żywieniowym). (więcej…)

15 I2015

Co je Twoje dziecko? Jadłospisy do 3. roku życia

by joanna

Razem z doradczynią żywieniową Małgorzatą Jackowską (http://www.dietanamiare.eu/) przeczytałyśmy jadłospisy przesłane przez Was za pomocą anonimowych ankiet i wybrałyśmy najciekawsze. Wszystkie były bardzo interesującym źródłem wiedzy, jak mamy „z internetu” karmią swoje dzieci, dlatego zamiast wybrać po jednym menu z danego przedziału wiekowego, zajęłyśmy się większą ich liczbą – przez to musiałyśmy podzielić materiał na części. Na pierwszy ogień poszły jadłospisy dzieci do 3. roku życia.

GosiaJackowska

Dziękuję Gosi za pracę, jaką włożyła w odpowiedzi na moje pytania dotyczące Waszych jadłospisów. Jeżeli chcielibyście uzyskać poradę bezpośrednio od doradczyni żywieniowej, serdecznie zapraszam Was na stronę WWW Gosi oraz jej fanpage na Facebooku.

Gosiu, oprócz tego, że jesteś doradczynią żywieniową, spełniasz się jeszcze w kilku innych dziedzinach…

Jestem doulą, należę do Stowarzyszenia Doula w Polsce, w którego powstawaniu miałam ogromną przyjemność brać udział, zajmuję się niemedycznym wsparciem dla mamy (ale też jej rodziny) w czasie ciąży, w porodzie i w okresie połogu (więcej informacji na moim blogu). Z wykształcenia jestem specjalistką żywienia człowieka i dietetyki, zajmuję się poradnictwem żywieniowym skierowanym do kobiet (przede wszystkim w okresie ciąży i karmienia piersią) oraz dzieci (i rodziców). Szczególnie interesuje mnie rozszerzanie diety niemowląt i żywienie w pierwszych kilku latach życia. Prowadzę indywidualne konsultacje i warsztaty. Zajmuję się również promocją wiedzy o laktacji, jestem dyplomowaną Promotorką Karmienia Piersią, współpracuję z Kwartalnikiem Laktacyjnym (www.kwartalnik-laktacyjny.pl) i Mlekoteką (www.facebook.com/Mlekoteka) oraz wspieram mamy w okresie karmienia piersią jako doula.

Przeczytaj też: Co je Twoje dziecko? Jadłospisy przedszkolaków

Małgorzata Jackowska

Małgorzata Jackowska

Spotykasz się z rodzicami małych dzieci i patrzysz na jadłospisy, również te przedszkolne. Widzisz, jakie są zalecenia różnych instytucji, jak rozszerzać dietę, czym karmić przedszkolaka. Czy polskie dzieci, jedzące np. posiłki w przedszkolach, są zdrowo karmione?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie w jednym zdaniu. W niektórych placówkach jest dobrze, w niektórych bardzo niedobrze, a niektórych średnio. Jeżeli chodzi o żywienie w przedszkolach, to są wytyczne, ale nie ma konkretnych zaleceń ani kontroli (poza Sanepidem, ale ten sprawdza bezpieczeństwo i higienę, a nie pełnowartościowość posiłków czy zawartość cukru), czyli w praktyce jadłospis układa intendent lub inna osoba za to odpowiedzialna, według wyznaczonego budżetu, swojej wiedzy, próśb czy uwag zgłaszanych przez rodziców itd.

Albo posiłki są przywożone przez firmę cateringową, ale tam też rządzi raczej popyt niż zalecenia żywieniowe. Chociaż są miejsca, gdzie dzieci są karmione bardzo dobrze, codziennie jedzą warzywa i owoce, pełnoziarniste produkty zbożowe, dobrej jakości produkty. Jednak z tego, co widzę, to w wielu przedszkolach obecne są słodkie płatki śniadaniowe, ciasta, słodycze, słodzone jogurty i serki, a do picia słodzone napoje, za to mało jest owoców, warzyw, produktów zbożowych innych niż biały chleb ryż i makaron i wody do picia. Za to z doświadczenia wiem, że potencjał mają rodzice. Jeżeli nie zgłosimy wątpliwości w naszym przedszkolu, to samo się na pewno nic nie zmieni.

Zajmujesz się BLW – metodą rozszerzania diety niemowląt i małych dzieci, która podąża za dzieckiem, pozwala mu do pewnego stopnia wybierać, co i ile zje. Wiem, że prowadzisz badania do pracy magisterskiej na ten temat. Czy polscy rodzice mają zaufanie do tej metody?

Z zebranych do tej pory ankiet wynika, że tak. Chociaż, mimo iż grupa badana to prawie 500 osób, to nie jest ona w mojej ocenie w pełni reprezentatywna. Są to prawie wyłącznie mamy karmiące piersią, z dużych miast i z wyższym wykształceniem. Żeby mieć bardziej reprezentatywne wyniki, chciałabym zebrać jeszcze więcej danych i dotrzeć również do mam, które nie znają BLW albo obawiają się tej metody i te osoby poprosić o wypełnienie ankiety (dotyczy ona nie tylko BLW, ale w ogóle żywienia w 1. roku życia dziecka oraz wiedzy na temat zaleceń żywieniowych). Mam też sporo obserwacji z internetowej grupy wsparcia, którą współadministruję, widzę, że BLW jest naprawdę coraz bardziej popularne.

Małgorzata Jackowska

Małgorzata Jackowska

Co uważasz za największą zmorę w jadłospisie dzieci?

Słodzenie. Szczególnie u niemowląt i maluchów około roku i trochę starszych. Nawet rodzice świadomi tego, że nie należy dodawać cukru do produktów przeznaczonych dla maluszków, dosładzają je innymi słodzidłami, np. melasą, słodami, później też miodem. Problem polega na tym, że dziecko, które pozna wcześnie słodki smak, po prostu będzie go zdecydowanie preferowało, odmawiając zjadania innych produktów. To jest dosyć naturalna reakcja organizmu, słodki smak oznacza żywność bezpieczną, mamy to zakodowane od życia płodowego. Mleko mamy też jest słodkie. Wiem, że to kuszące, aby dzieciom proponować słodkie dania, jestem mamą dwu- i prawie sześciolatka, cała moja rodzina lubi słodycze (śmiech). Ale w okresie rozszerzania diety, poznawania nowych smaków bardzo, bardzo ważne jest, żeby dziecko poznawało te smaki w wersji naturalnej, bez dosładzania czy dosalania, na początku jednoskładnikowo a z czasem można smaki mieszać.

www.polona.pl

Plakat z lat 30. XX wieku, domena publiczna, www.polona.pl

Zmorą jest to, że ogromna część gotowych produktów dla niemowląt i małych dzieci jest dosładzana cukrem albo syropem glukozowo-fruktozowym, produkty są zagęszczane skrobiami, mąkami, a wielu rodziców i dziadków, kupując takie produkty, zakłada, że jak jest „dla dzieci”, to na pewno zdrowe. Niestety, to nieprawda. Proponuję zajrzeć do najbliższego supermarketu albo drogerii i przeczytać skład trzech dowolnie wylosowanych kaszek dla niemowląt i kilku obiadków i deserków, a potem jeszcze zajrzeć na listę składników „zdrowych” soczków dla starszych dzieci i serków poprawiających wzrost i rozwój.

Co je Twoje dziecko?

Co je Twoje dziecko?

Jadłospisy – dzieci do 3. roku życia

Jadłospis 1

Chłopiec, 1 rok, karmiony piersią; aktywność wysoka, nie spożywa nabiału, jaj, drobiu, kakao, kaszy jaglanej, marchwi z powodu alergii pokarmowej. Waga, wzrost: 11,6 kg, 86 cm.

  • Śniadanie: pierś, płatki owsiane z tartym jabłkiem. Drugie śniadanie: pierś, mus bananowy z połowy banana. Obiad: pierś, zupka z buraków, ziemniaków na łyżce oliwy z pietruszką. Kolacja: kaszka ryżowa, pierś.
  • Śniadanie: placuszek na mleku ryżowym z brzoskwinią. Pierś. Drugie śniadanie: cząstki jabłek. Obiad: filet z sandacza z grilla z kapustą kiszoną. Kolacja: ryż z warzywami, pierś.
  • Śniadanie: pierś, kaszka ryżowa z jabłkiem. Drugie śniadanie: kanapeczki z szynką z indyka. Obiad: pierś, królik duszony z zielonym groszkiem. Kolacja: mus bananowy, pierś. 

To menu jest bardzo realistyczne, w tym sensie, że moje alergiczne dzieci w tym wieku jadły dużo mięsa, mało warzyw. Warzywa najlepiej przechodziły w zupach, choć często były słabo trawione. To normalne?

Dla mnie jest bardzo realistyczne, bo menu rocznego dziecka karmionego piersią mniej więcej na żądanie może wyglądać właśnie tak, bardziej jeszcze niemowlęco niż dziecięco. Rzeczywiście w tym jadłospisie niedużo jest warzyw, postarałabym się o to, żeby było ich w jadłospisie więcej. Cel to 5 porcji warzyw dziennie, tutaj mamy jedną, może dwie, bo to zależy od ilości, którą dziecko faktycznie zjada. Porcja warzyw dla małego dziecka to, mniej więcej, połowa porcji dorosłego, a więc np. dwie łyżki kukurydzy czy groszku, jeden ziemniak, pół małego pomidora itd. Mogą być w zupach, pastach, mogą być surowe (np. tarta marchewka) albo gotowane.
Tutaj jest mowa o jeszcze dosyć małym dziecku, mam wrażenie że przy karmieniu piersią dla dzieci rocznych jeszcze dużo jedzenia odbywa się podobnie jak u starszych niemowlaków, jest często mniej więcej pół na pół pierś i inne produkty. Więc nie chcę jednoznacznie oceniać, bo to dziecko ma jeszcze czas, żeby jego jadłospis się rozwinął w bardziej „dorosłym” kierunku. Czyli z czasem, im mniej będzie zjadał mleka z piersi, tym więcej stałych produktów. Można proponować różne produkty zbożowe (np. zamiast kaszki ryżowej), kasze, makaron, pieczywa, więcej warzyw w różnych postaciach, jeżeli dziecko nie je nabiału, to można wprowadzić roślinne zamienniki, może wprowadzić pestki, orzechy, sezam, siemię lniane w postaci zmielonej, taka posypka np. do kaszy czy zupy, żeby dostarczyć witamin i składników mineralnych.

Jeśli chcemy podawać małemu dziecku warzywa zgodnie z BLW, a dziecko tych warzyw nie chce – czy zupy kremy, akceptowane przez malca, nie zaburzają tej metody?

Moim zdaniem, nawet jeżeli dziecko ma możliwość zjadać samodzielnie np. raz dziennie, a pozostałe posiłki jest karmione to i tak warto mu pozwolić na to samodzielne jedzenie. Dla mnie BLW nie wyklucza karmienia łyżeczką, pod warunkiem, że dziecko się na to karmienie zgadza i że jest karmione tylko do momentu, kiedy naprawdę samo chce zjeść. Bez zabawiania, zagadywania i samolocików.

Jakie ryby polecasz dla małych dzieci? Które ryby są uznawane za najczystsze? 

Generalnie najlepsze są tłuste. A które wybierać jeżeli chodzi o mniejszą szkodę dla środowiska naturalnego to korzystam ze strony http://ryby.wwf.pl/poradnik/.

Czy roczne dziecko z alergią powinno jeść ryby? Niektórzy dietetycy zalecają wstrzymać się do 24. miesiąca.

Moim zdaniem to zależy, bo różne są nasilenia alergii. Ale generalnie zaleca się aktualnie, żeby nawet w rodzinach obciążonych alergiami nie opóźniać wprowadzania produktów potencjalnie alergizujących. Więc raczej bym spróbowała podać rybę dziecku, nawet alergikowi (chyba że lekarz alergolog zaleci kategorycznie się od tego powstrzymać), bo jeżeli okaże się, że dziecko dobrze toleruje ryby, to dużą szkodą byłoby mu ich nie podawać „na wszelki wypadek”. Ryba naprawdę dobrze wpływa na wszystko.

polona_3

www.polona.pl, domena publiczna

 Jadłospis 2

Dziewczynka 9 miesięcy, karmiona piersią; aktywność wysoka. Waga, wzrost: 9 kg, 78 cm

  • Po przebudzeniu: pierś. Śniadanie: miks płatków (owsiane, jaglane i jęczmienne) gotowane na wodzie podane z odrobiną mleka kokosowego i musem z malin domowej roboty (zjadła: pół dziecięcej miseczki), pierś. Przekąska: marchewka z groszkiem (zjadła garść), pierś. Obiad: pierś z indyka + warzywa na parze (brokuł, brukselka, marchew i kalafior) + kasza gryczana (zjadła pół małego talerzyka); pierś. Przekąska: ćwierć mandarynki, pierś. Pierś do snu i w nocy. W międzyczasie jeden chrupek kukurydziany. Woda (dziecko ma swój bidon i pije, kiedy chce). Do tego zawsze nieco podjada, gdy przygotowuję posiłki.
  • Po przebudzeniu: pierś. Śniadanie: kanapki z pastą z awokado i banana (zjadła niewiele, ćwierć kromki żytniego ciemnego chleba), pierś. Przekąska: makaron z jogurtem naturalnym i owocami leśnymi (zjadła ok. 5 rurek i sporo owoców), pierś. Obiad: krupnik (pół na pół pęczak i kasza jaglana). Zjadła ręką troszkę kaszy; pierś. Pierś do snu i w nocy. W międzyczasie jeden chrupek kukurydziany. Woda.
  • Po przebudzeniu: pierś. Śniadanie: koktajl (banan, awokado, jarmuż, kasza jaglana, odrobina mleka kokosowego, sok z połowy pomarańczy). Wypiła ok. pół szklanki; pierś. Przekąska: fasolka szparagowa (zjadła sporo, ok. pół miseczki); pierś. Obiad: ryba z parowaru, buraki i pomidorki, do tego kuskus (zjadła warzywa); pierś. Pierś do snu i w nocy.

Mamy tu chyba niezły obraz, jak działa BLW – rozmaitość posiłków, a dziewczynka wybiera sobie to, co jej pasuje, w dodatku chętnie je warzywa. Czy taki jadłospis można uznać za pełny?

Moim zdaniem zupełnie reprezentatywny dla 9-miesięczniaka na piersi i BLW. Widać, że mama dba o to, żeby dziecko dostawało wartościowe posiłki, widać, że mała zjada sporo porcji obiadowej, ale też z pozostałych posiłków wybiera to, co potrzebuje zjeść. Je jeszcze sporo mleka, ale to normalne w tym wieku.

Spotkałam się z uwagami dietetyków, że 9-miesięczne dziecko nie powinno już dostawać piersi w nocy. Sama uważam, że to dziwny pomysł. 

Ja też się spotykam z takimi uwagami, również np. ze strony pediatrów, ale mam wrażenie, że mówią to osoby, które nigdy nie karmiły dzieci piersią albo nie znają takich dzieci. Moim zdaniem nocne ssanie piersi nie niesie ze sobą żadnego ryzyka dla dziecka, najwyżej mama może cierpieć na ból pleców, jeżeli tych karmień jest bardzo dużo. Pewnie są takie sytuacje, kiedy dziecko udaje się odzwyczaić od nocnego karmienia, jeżeli ktoś tego bardzo chce, potrzebuje, to oczywiście da się to zrobić, ale myślę, że warto wiedzieć, że z punktu widzenia nauki o laktacji nie ma określonego wieku którym dziecko NIE POWINNO już ssać piersi w nocy. Więc jeżeli próbujecie odstawić nocne karmienia dlatego, że dziecko ma „już 4 miesiące” albo „już 9 miesięcy” i „… kazał” i jest to jedyny powód, to myślę że lepiej sobie odpuścić (śmiech). Dzieci karmione piersią budzą się w nocy, to normalne. Warto też wiedzieć, że w nocy mleko mamy jest szczególnie bogate w kwasy tłuszczowe, potrzebne do rozwoju układu nerwowego, mózgu, wzroku (m.in. te same kwasy tłuszczowe co w rybach) itd., więc dzieci budzą się częściej w nocy w okresach wzmożonego wzrostu (tzw. skok rozwojowy). Warto też karmić częściej w nocy, jeżeli dziecko słabo przybiera na wadze (mówię szczególnie o mniejszych niemowlętach).

Jaką wodę podajemy tak małym dzieciom? Czy przegotowana, przefiltrowana kranówa jest dobrą wodą? Jeśli kupujemy wodę w butelkach, czy musimy ją gotować?

Poleca się niskomineralizowaną wodę niegazowaną. Może być kupowana z butelki, nie musi być zagotowana. Może być kranowa z filtra, jeżeli filtr jest bardzo dobry to też nie trzeba jej gotować. Podobno w Polsce woda z kranu też nadaje się do picia, ale nie czuję się z tą informacją na tyle pewnie, żeby polecić podawanie niemowlętom i dzieciom wody z kranu (śmiech).

Jadłospis 3

Chłopiec, 18 miesięcy, karmiony mieszanką; aktywność średnia, bierze Omega Med, 13 kg (90 centyl) , 92 cm (nad siatką), alergia: seler, białko kurze, kakao, przyprawa typu vegeta.

  • Śniadanie: mleko Bebilon 3 z Pronutra – 210 ml. Drugie śniadanie: chleb pszenno-żytni z masłem i konfiturą truskawkową. Obiad: zupa jarzynowa. Podwieczorek: parówki wieprzowe z 90% mięsa; Kolacja: mleko Bebilon 3 – 150 ml. W ciągu dnia dziecko wypija około 500 ml soku z czarnego bzu.
  • Śniadanie: mleko Bebilon 3 z Pronutra – 210 ml. Drugie śniadanie: chleb pszenno-żytni z masłem i szynką w kotle gotowaną. Obiad: mięso z piersi kurczaka, ziemniaki. Podwieczorek: serek Danonek 90 g truskawka. Kolacja: mleko Bebilon 3 – 150 ml. W ciągu dnia dziecko wypija około 500 ml soku z czarnego bzu.
  • Śniadanie: mleko Bebilon 3 z Pronutra – 210 ml. Drugie śniadanie: chleb pszenno-żytni z masłem i konfiturą truskawkową. Obiad: zupa marchewkowa, sosik z mięsem z szynki i ziemniaki. Podwieczorek: deser budyniowy Nestle. Kolacja: mleko Bebilon 3 – 150 ml. W ciągu dnia dziecko wypija około 500 ml soku z czarnego bzu.

Widzę tu za dużo słodkiego, nie tylko owoce. I chyba ta dieta jest mało urozmaicona. Jestem przeciwniczką gotowych posiłków (zwłaszcza deserków) dla dzieci – czy codziennie jedna porcja takiego „fast foodu dla dzieci”, w której na pewno jest cukier, nie jest, mówiąc wprost, szkodliwy dla dziecka?

Chłopiec jest dużym dzieckiem (gabarytowo), wprawdzie brakuje mi kilku danych, żeby stwierdzić, czy to cecha osobnicza (np. jak duzi są rodzice? Jakie były przyrosty masy ciała wcześniej). Patrząc na jadłospis, mam obawy, że również to, co chłopiec je, ma wpływ na jego wzrost i masę ciała. W jadłospisie sporo jest cukru (konfitura, deserki, i sok!), bardzo mało jest warzyw, owoców i produktów zbożowych nieprzetworzonych. Na pewno zamieniłabym podwieczorki i w miejsce słodkich deserków podawała świeże owoce i/lub warzywa. Niepokoi mnie sok, pół litra dziennie to duża objętość, nie wiem wprawdzie, jaki jest skład tego produktu, ale myślę, że należałoby ograniczyć jego ilość do 100-150ml, zamiast tego do picia podawać zwykłą czystą wodę.

Dla pełnego obrazu brakuje mi jeszcze wielkości zjadanych posiłków.

Jadłospis 4

Dziewczynka, 32 miesiące, karmiona mieszanką mleczną; aktywność wysoka, dostaje witaminę D, 15 kg (85 centyl), 97 cm (85 centyl).

  • Śniadanie: 2 kromki białego chleba bez skórek z masłem, serem białym i miodem
    Drugie śniadanie: amarantus z bananem w proporcji 1:1. Obiad: naleśniki z dżemem domowego wyrobu 2-3 szt. Po drzemce: 240 ml mleka modyfikowanego Bebiko. Podwieczorek: kaszka BoboVita 160 ml
    Kolacja: resztki z dnia. Do picia: kompot z jabłek – 4 szklanki w ciągu dnia.
  • Śniadanie: 2 kromki chleba grahama bez skórek z masłem, ogórkiem i serem żółtym. Drugie śniadanie: pomidorki cherry (10 szt.) + rodzynki (7 szt.) + groszek ptysiowy (10 szt.). Obiad: zupa pomidorowa z ryżem i z jogurtem naturalnym – 12 dużych łyżek. Po drzemce: 240 ml mleka modyfikowanego Bebilon. Podwieczorek: biszkopty 7 szt. + deserek BoboVita ze słoiczka 200 mlPrzekąska: 2-3 kostki czekolady. Kolacja: resztki z dnia. Do picia: sok z malin wyrobu domowego – 4 szklanki w ciągu dnia.
  • Śniadanie: 2 kromki chleba grahama bez skórek z masłem i z serkiem homogenizowanym. Drugie śniadanie: mandarynka – 3 szt., śliwki – 5 szt., gruszka-1 szt. Obiad: ryba miruna mała z ziemniakami 1 szt. i brokułem 5 szt. Po drzemce: 240 ml mleka modyfikowanego Bebiko. Podwieczorek: ryż biały z gotowanym jabłkiem. Przekąska: deserek typu Monte. Kolacja: resztki z dnia. Do picia: sok BoboVita.

UWAGI:
– rano córka nie chce jeść śniadania,
– boi się próbować nowych rzeczy.

Tyle soku na dzień? Chyba warto zamienić go na wodę – może dziecko byłoby bardziej głodne rano i nie marudziło przy śniadaniach?

Sok na pewno bym ograniczyła. 100-150ml dziennie to maksymalna porcja. Soki, nawet jeżeli nie są dosładzane (pod warunkiem że wybieramy soki 100%), i tak zawierają sporo cukru naturalnie występującego w owocach – fruktozy, przy tym nie dostarczając wielu wartości odżywczych. Właściwie jest to słodycz w płynie. W tym jadłospisie, podobnie jak w poprzednim, jest sporo słodkiego napoju. Oprócz tego dziewczynka codziennie, a nawet kilka razy dziennie, zjada coś słodkiego: dżem, deserek, kaszkę, czekoladę.

Jakie miałabyś rady dla mamy?

Myślę, że warto te słodkości ograniczyć do np. dwóch porcji na tydzień (jeżeli dżem to najlepiej dżem słodzony zagęszczonym sokiem owocowym, bez dodatku cukru) ze słodzonej kaszki Bobovity zrezygnowałabym zupełnie, nie jest potrzebna w menu starszego dziecka, a jest to też źródło sporej ilości cukru, podobnie deserek typu Monte, czy budyń ze słoiczka. Tego typu produkty naprawdę należy traktować jak słodycze, nie jako element codziennej diety dziecka.

Patrząc na ten jadłospis, mam jeszcze jedno spostrzeżenie, dziewczynka zjada spore porcje. Oczywiście nie zalecam ograniczenia ilości jedzenia małemu dziecku, ale jeżeli maluch zjada tak dużo, to mam podejrzenie, że produkty zawierające cukier obecne w diecie mają znaczenie i wpływają na apetyt, pokręcając uczucie głodu (chodzi o regulację poziomu cukru we krwi).

Warzywa, domena publiczna, www.polona.pl

Warzywa, domena publiczna, www.polona.pl

Czy tak duże dziecko powinno wciąż pić mleko modyfikowane? 

Nie musi. Mogłoby dostawać po prostu mleko i przetwory mleczne lub jeżeli z jakiegoś powodu rodzina nie spożywa mleka krowiego, może być to mleko roślinne i przetwory. Tak naprawdę po pierwszych urodzinach, jeżeli dziecko nie jest karmione piersią, to nie musi dostawać mleka modyfikowanego. Oczywiście pod warunkiem, że jego dieta jest zbilansowana na tyle, żeby dziecko mogło zjadać produkty z różnych grup, również nabiał i produkty mleczne. Ale jeżeli chcemy podawać dziecku mleko modyfikowane, nie trzeba kupować mleka typu junior, może być to mleko z numerem 2.

CDN. – w przygotowaniu jadłospisy starszych dzieci.

Ilustracje, o ile nie są podpisane inaczej, pochodzą z domeny publicznej (www.polona.pl).

21 V2014

Kaszka jaglana dla niemowlaka i mowlaka

by joanna

Ponieważ wiele osób pytało mnie ostatnio o sposób podawania kaszy jaglanej na słodko, postanowiłam wrzucić prosty przepis i umieścić jakieś apetyczne zdjęcie. (To jest trudne, kaszki dla dzieci nie są fotogeniczne).

Kaszka jaglana z karobem i rodzynkami.

Kaszka jaglana z karobem i rodzynkami.

Przepis inicjuje nową podkategorię receptur: „dla alergików”, choć zdaję sobie sprawę, że alergię i nietolerancję pokarmową można mieć na wszystko, łącznie ze składnikami poniższej kaszki.

(więcej…)

10 X2013

Smoczek, pierś, BLW i szpital

by joanna

Jeśli możecie, omijajcie szpitale szerokim łukiem… Niestety, w naszym wypadku musieliśmy iść z młodszym synkiem na zabieg (udany, darmowy dzięki NFZ i to u najlepszego specjalisty w Polsce – hura!).

Warszawski szpital na Kopernika nie zmienił się od 27 lat – wyglądał tak, jak go zapamiętałam jako dziecko. Wysokie pomieszczenia, metalowe łóżka, kolorowe posadzki i przygnębiająca atmosfera (w końcu to szpital…). W jednej sali leżało siedmioro dzieci w różnym wieku. Dobrze, że dziś można być z osobą towarzyszącą. Spanie na polówkach (20 zł za noc), po rozstawieniu łóżek (21:30-6:30) sala zamieniała się w jakiś obóz harcerski. Małe dzieci budziły się w nocy i płakały. Duże dzieci i ich rodzice pochrząkiwali niezadowoleni.

Mama starszej dziewczynki, kiedy S. płakał z głodu, bo musiał być na czczo:

– Czemu pani nie da mu smoczka?

– Nie używamy smoczka – mówię i czuję, że rozmowa będzie coraz głupsza.

– To pustą butelkę…? Żeby go oszukać?

– Ale on nie pije z butelki, tylko z kubeczka…

– No to pusty kubeczek???

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Oszukać dziecko kubeczkiem? S. chyba postukałby się nim w głowę.

S. od urodzenia kochał tylko swój kciuk i mojego cyca. Smoczki tolerował wyjątkowo, od biedy lubił wubbanuba, zwanego pieszczotliwie łabisiem (ale on jest zalecany tylko do 6. miesiąca życia).

wab_1

Butelki S. nie dostaje już od miesięcy, od kiedy nie muszę już zostawiać swojego mleka, aby wyjść z domu.

Żeby utulić głodnego synka, nosiłam go po szpitalu pół nocy, po prostu. I cały szpital o tym wiedział. Baranowski głodny? Przerąbane.

Inna sprawa to wyżywienie. BLW nie wchodziło w grę, bo w szpitalu nie było żadnych krzesełek z wbudowanym stoliczkiem. I tak nieźle, że można było zamówić posiłki dietetyczne (np. bez soli, bez glutenu, bez mleka itp.). Lekarka, która nas przyjmowała do szpitala, był szczerze zdziwiona, że moje dziecko jest „jeszcze głównie na cycu”. Może według niej powinnam podawać mu pięć pełnych posiłków dziennie?

Dobrze, że to już wszystko za nami. To znaczy – prawie, bo jeszcze kontrola, jeszcze antybiotyki. Jestem nieszczęśliwa, dając mojemu dziecku śmierdzący biały płyn, który powoduje rozstrój żołądka. Ale daję, bo ryzyko pooperacyjne jest duże. W końcu w szpitalach, gdzie powinno być sterylnie, wymagają od pacjentów szczepionek na WZW B.

Takie to moje refleksje poszpitalne.

26 IX2013

Czego jeszcze nie wiecie o BLW?

by joanna

blw_0

Baby-Led Weaning, czyli pozwolenie dziecku na samodzielne jedzenie od momentu, kiedy wyrazi zainteresowanie pokarmem innym niż mleko, bywa ogłaszane wielkim odkryciem przełomu wieków i nową tendencją (na przykład tu: „Mimo że idea BLW jest stosunkowo nowa…”). Na szczęście wystarczy zajrzeć do książki Gill Rapley i Tracey Murkett „Bobas lubi wybór. Twoje dziecko pokocha dobre jedzenie”, wyd. Mamania, Warszawa 2010, żeby znaleźć fragment:

Być może czytasz to wszystko i myślisz sobie: To nic nowego, sami tak robiliśmy. Jeśli tak, to masz rację. BLW to nic nowego. Nowe jest mówienie o nim.

(s. 25)

Prawdopodobnie BLW jest tak stare, jak stary jest gatunek ludzki… Odeszliśmy od niego, kiedy zajęli się nami „specjaliści” mądrzejsi od natury…

Książkę Rapley i Murkett polecam jako bazę – dla rodziców, którzy jeszcze nigdy o BLW nie słyszeli. Może się okazać, że sporo z tych rozwiązań było dla nich naturalne, ale bali się spróbować działać na własną rękę.

Słoiczki-skarbonki sprytnych koncernów

Mam dziś dla Was ciekawostkę, która – kiedy zetknęłam się z nią pierwszy raz – po prostu wbiła mnie w fotel. Wszystko dzięki książce Udo Pollmera „Smacznego. Chorzy z powodu zdrowego jedzenia”, w której niemiecki antydietetyk tak pisze o rozszerzaniu diety niemowląt:

Bajkę, że dzieci powinny jeść specjalne, tylko dla nich przygotowane jedzenie, bez przeszkód propagują producenci jedzenia. W końcu cała gałąź przemysłu spożywczego wyspecjalizowała się w pokarmach dla dzieci: kaszkach i słoiczkach. Ładne i kolorowo opakowane dania dla dzieci czy z mikrofalówki są hitem. W końcu matka ma spokojne sumienie, gdy podaje dzieciom produkty skontrolowane, wolne od szkodliwych substancji, uprawiane ekologicznie, wzbogacone o witaminy i minerały.

(…) Wygodne, pewne, nowoczesne jedzenie dla dzieci. Pozostaje tylko pytanie, czy służy także dzieciom.

(s. 367)

Przyznaję się bez bicia, że pierwszy synek dostawał słoiczki oraz specjalnie gotowane dla niego, osobne posiłki. Słoiczki były wygodne, zmiksowane zupki – zalecane przez pediatrów, książki i pisma dla mam. (Dziś wyrywam włosy z głowy – jak mogłam wydawać tyle pieniędzy na te bezwartościowe pisma dla rodziców?!).

J. wcale nie chciał tego jeść! Myślę, że najbardziej smakowało mu to, co jedli rodzice. Dobrze, że w pewnym momencie podjęliśmy decyzję o zmianie naszego sposobu żywienia – dzięki temu mogliśmy we trójkę jeść to samo. Dziś jest podobnie – starszy synek chodzi do przedszkola ze swoją wałówką, która jest skomponowana z naszych wspólnych produktów (żeby było łatwiej, stosuję taką samą dietę jak syn – na podstawie jego wyników testu MRT; czuję jednak, że czas na mój własny test tego typu).

BLW_1

Młodszy synek niedawno wszedł w fazę ogromnego zainteresowania naszymi talerzami. Odkąd siedzi samodzielnie, dostaje od nas kawałki pożywienia i może z nimi robić, co chce. Dzięki książce „Bobas lubi wybór” nauczyłam się podawać mu nawet kaszkę, którą samodzielnie wkłada sobie do buzi (oraz umaja nam podłogę, krzesła i szafę). Tak, zdecydowanie, gotowe pokarmy ze sklepu są znakomitym chwytem marketingowym dla zmęczonych matek. Tymczasem zdrowa dieta rodziców może być podstawą diety malca, bez dodatkowego gotowania czy kupowania słoiczków.

BLW ma niemal 90 lat

Wracając do ciekawostek z książki Pollmera.

Już 90 lat temu (w latach 20. XX wieku), kiedy na dobrą sprawę przetwórstwo żywności dopiero się rozwijało, amerykańska pediatra Clara Davis przeprowadziła niezwykle ciekawy (ale kontrowersyjny) eksperyment z udziałem dzieci. Davis zadała sobie pytanie: czy można pozwolić, aby dziecko samodzielnie wybierało swój sposób żywienia? Wybranym dzieciom podawała przez kilka lat (!) pożywienie pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, przy czym wszystko było surowe lub gotowane na parze (np. szpik kostny, mięso czy podroby były podawane bez obróbki). Davis wyłączyła z tej specyficznej diety pokarmy przetworzone (np. cukier, chleb, masło), pozostawiła jedynie chrupki żytnie, które uznała za naturalne. Do picia dzieci miały wodę, kwaśne mleko i sok pomarańczowy.

Po oczywistych problemach początkowych (dzieci były świeżo odstawione od piersi, uczyły się chwytać jedzenie, pić z kubeczka etc.) dzieci nauczyły się jeść samodzielnie. Przedstawiane przez Pollmera szczegółowe wyniki badań na trzech chłopcach w wieku od 6 do 9 miesięcy w skrócie sprowadzają się do tego, że każdy z nich dobierał sobie inne menu, jednak żaden nie zrobił sobie krzywdy. Każde dziecko miało swój gust, swój smak, swoje potrzeby, ale każde „umiało” zbilansować swoje posiłki według realnych potrzeb organizmu (to co, że łączyło surowe jajka z bananem itp.). Jedno jadło głównie owoce, drugie nabiał, trzecie polubiło szpik kostny. Wszystkie jadły niewiele zbóż (poza owsem).

Davis powtórzyła badanie na kolejnych 15 dzieciach w wieku od 6 do 11 miesięcy (badała je przez 6 lat!).

Dzieci odżywiały się zgodnie ze swoimi zapotrzebowaniami, odpowiednio przybierały na wadze, nie były tłuste, ale po prostu silne. (…) „Trik w tym eksperymencie – mówi dr Davis – polega na tym, że apetyt maluchów może z pewnością się czasem mylić, jednak te błędy nie mają znaczenia, jeśli oferuje się im naturalne pokarmy”. Takie kierowanie się apetytem, twierdzi badaczka, może być jednak szkodliwe, „gdy oferowane są mocno przetworzone produkty, takie jak cukier czy biała mąka, które straciły swoje pierwotne składniki, choć stały się tak ważną częścią współczesnej diety”.

(s. 371)

Teksty Davis, z których korzysta Pollmer:

  • Davis C. M., „Am. J. Diseas. Child.” 1928, 36, s. 651.
  • Davis C. M., „Can. Med. Assic. J.” 1939, 41, 257.

BLW_3

Czy istnieje naturalna ludzka dieta?

Na temat tych badań powstaje książka kanadyjskiego dziennikarza naukowego Stephena Straussa pod tytułem „Clara Davis: A Rumor In Nutrition” (mam problem z tłumaczeniem, wydaje mi się, że chodzi o niesprawdzone, ale obiegowe opinie na temat żywienia). Strauss pisze też o samej doktor oraz o dzieciach, które badała – dziennikarzowi udało się nawiązać kontakt z rodziną Clary Davis, dzięki czemu mamy szansę poznać szersze tło całego eksperymentu. Książka ciągle powstaje, dlatego skontaktowałam się z autorem, aby opowiedział mi co nieco na temat doktor Davis.

stephen_strauss

J.B.: Co uważasz za najciekawszy aspekt eksperymentu Davis?

S.S.: Najbardziej interesujące w jej eksperymencie jest to, że wciąż jesteśmy zafascynowani kwestią – czy istnieje mądrość ciała, jeśli chodzi o żywność, którą jemy? Kładziemy na to bardzo duży nacisk. Badanie Davis miało na celu sprawdzenie, czy matka może pozwolić dziecku na podążanie za swoim apetytem. Czy ich wrodzona mądrość umożliwi matkom odrzucenie sztywnych reguł odżywiania, narzucanych przed dietetyków? Te reguły w wypadku niektórych niemowląt doprowadziły do świadomego głodzenia się!

Davis nie martwi się o ilość jedzenia – jej eksperyment pokazuje wręcz, że naturalny apetyt  lubuje się w nadmiarze! Była podejrzliwa wobec żywności przetworzonej – nie dlatego, że wiedziała, że szkodzi dzieciom, ale dlatego, że sądziła, że ludzie nie ewoluowali do jego spożywania.

The most interesting thing about the experiment is that we still are fascinated by question of whether there is a wisdom of the body when it comes to the foods we eat. However we have switched much of the emphasis in the question. In Davis’ time her research aimed was to see if mothers could let babies appetites choose the foods they ate and if that innate wisdom meant the mothers could dismiss the rigid feeding lists which nutritionists was foisting on new mothers. This had led to some infants apparently willfully starving themselves.

 Davis didn’t fundamentally worry about eating too much and indeed her experiment in many ways shows that a natural appetite luxuriate s in over-eating.  She was very concerned about processed food but not because she knew it was bad for children as much as she thought it wasn’t what humans had evolved to eat.

Czy myślisz, że można by powtórzyć taki eksperyment w dzisiejszych czasach?

Dziś nie można przeprowadzić takiego eksperymentu z przyczyn etycznych. Nie można przecież odstawić dzieci od piersi, wsadzić do sierocińca na pięć lat i obserwować, co jedzą. Nie można zamieniać czyjegoś dzieciństwa w badanie naukowe apetytu!

You can’t conduct the experiment today because of ethical reasons, that is, you can’t take children from their mother’s breasts and put them in a self-feeding orphanage for close to 5 years. You can’t make the purpose of someone’s childhood the science of their appetites.

Jakie widzisz podobieństwa między badaniami Clary Davis a dzisiejszym BLW?

Jeśli chodzi o BLW (baby-led weaning), istnieją pewne podobieństwa między nim a eksperymentem Davis, choć podawana przez nią żywność często różniła się bardzo od tego, co oferuje BLW. Nie dawała dzieciom chleba, zup, puddingów, czegokolwiek z mąką. Eksperyment był bardzo surowy w swoich założeniach; dziś nazwalibyśmy to dietą paleolitu.

I oczywiście samo odstawienie (weaning) to tylko początek, od którego Davis wychodzi. Prawdziwe pytane, jak już wspomniałem, było: czy dzieci, którym pozwoli się wybierać, co jedzą, będą odżywiały się zdrowo. Czy istnieje naturalna ludzka dieta? Co nasz apetyt mówi o wewnętrznych potrzebach organizmu? Nie znamy odpowiedzi i dziś.

In terms of baby led weaning, I would say that there are similarities even though the foods she offered children was often very different from what BLW offers. She didn’t let them have any bread, soups, puddings, anything with flour in it. It was very raw in its presumptions and would be what we would call today today a paleolithic diet.

 And of course, weaning was just the beginning of what she was looking at. The real questions as I said before were: Will they eat healthily over the course of their young lives if we let them choose for themselves their foods. Is there a natural human diet? What does appetite tell humans of their body’s intrinsic nutritional needs – a question we don’t truly know the answer to today.

Bardzo polecam samodzielne przeczytanie kilku artykułów na temat badania Clary Davis. Przyznaję, że dzięki tym lekturom zupełnie przekonałam się do wspólnej kuchni dla naszej czwórki.

blw_2

I wiecie co? Choć sprzątania po takim dzidziusiowym posiłku jest mnóstwo, przynajmniej zaoszczędzam czas na gotowaniu oraz pieniądze na niekupowaniu słoiczków.

Polecam:

http://stephenstrauss.ca/

http://www.cmaj.ca/cgi/content/full/175/10/1199