24 III2016

Dlaczego jajko może uczulać?

by joanna

Jaja kurze należą do najczęstszych alergenów, w dodatku w ich skład wchodzi ponad 20 białek, z których część może wchodzić w reakcje krzyżowe. Jajo kurze częściej uczula dzieci (mówi się o 0,5–2,5% dzieci z alergią na jajo), z wiekiem zwykle objawy alergii stają się łagodniejsze.

Przeczytaj: Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową?

Trochę z okazji Wielkanocy, a trochę z potrzeby poznania reakcji alergicznej, postanowiłam przyjrzeć się alergenom jajka kurzego.

jajka_0

Und keine Eier

W naszej rodzinie alergię na jajko (białko i żółtko) zupełnie nieoczekiwanie wykazał nasz młodszy syn. Nieoczekiwanie, ponieważ żadne z nas nie ma problemów z jedzeniem jajek, choć nasz starszy chłopiec ma ślad w badaniach z krwi dawnej reakcji IgE-zależnej (jajka wyszły też w teście MRT), jednak nigdy nie miał objawów.

Już pierwszy kontakt z jajkiem (S. nie miał jeszcze roku) okazał się brzemienny w skutki: nasz synek dostał wysypki wokół ust, a jajko zwymiotował w ciągu kwadransa. Panel alergiczny z krwi wykazał, że nasz syn ma przeciwciała IgE na białko i żółtko jaja w klasie 3. Nasz syn nie dostaje jajek w żadnej postaci, w zasadzie nie powinien też ich dotykać (obranych). Kilka dni temu posmarowałam mu przedramię mikroskopijną ilością białka i żółtka – na białko nie zareagował, żółtko spowodowało delikatny obrzęk.

Reakcje na białka obecne w jaju bywają jednak bardzo silne i niebezpieczne, łącznie z sytuacją reakcji na odległość.

jajka_2

Szczepienia a alergia na białka jaja

Z powodu obecności białek kurzych w niektórych szczepionkach (np. MMR) stwierdzona alergia na jajo jest wskazaniem do szczególnej ostrożności podczas wykonywania szczepienia:

W praktyce istotne może być bezpieczne zastosowanie monowalentnej szczepionki na różyczkę, która nie zawiera owoalbuminy (link).

Jednak to szczepionka przeciw grypie zawiera znaczącą ilość potencjalnie uczulających białek.

Szczepionka na grypę zawiera natomiast około tysiąckrotnie większe stężenie owoalbuminy niż szczepionka skojarzona MMR. Tylko u dzieci bez reakcji anafilaktycznej w wywiadzie po spożyciu jajka i bez wystąpienia reakcji anafilaktycznej po podaniu szczepionki możliwe jest przeprowadzenie szczepienia metodą frakcjonowaną zgodnie z obowiązującym schematem (30). Warto pamiętać także o możliwych reakcjach na żelatynę lub neomycynę (32). Uczulenie na żelatynę jest konsekwencją poprzedzającego szczepienia na DTP zawierającego śladowe ilości żelatyny lub kontaktu z produktami spożywczymi (link).

Ab ovo

Białko i żółtko jajka mają inny zestaw alergenów, dlatego zdarza się, że jedno uczula, a drugie nie. Różnią się one m.in. masą cząsteczkową oraz stopniem wywoływania reakcji alergicznej i odporności  na czynniki zewnętrzne.

W białku jaja kurzego znajdziemy:

  • owomukoid – Gal d1, najsilniejszy alergen w kontakcie ze skórą, stanowi 11% frakcji białkowej jaja; odporny na obróbkę termiczną i enzymy trawienne oraz kwas solny; przypuszcza się, że on jest odpowiedzialny za reakcje na odległość (wystarczy, że rozbite jajko jest w tym samym pomieszczeniu/mieszkaniu);
  • owoalbuminę – Gal d2, stanowi około 54% frakcji białkowej jaja; odporny na obróbkę termiczną i enzymy trawienne; przenika do mleka matki;
  • owotransferynę-konalbuminę – Gal d3, stanowiącą 12% białek; być może jest odpowiedzialna za wywoływanie astmy,
  • lizozym – Gal d4, 3,4% białek;
  • owomucynę.

W żółtku jaja kurzego znajdziemy:

  • alfa-liwetynę – obecną również we krwi i pierzu ptaków;
  • globuliny,
  • lipoproteiny.

Gotowanie i pieczenie jajek wpływa na niektóre alergeny jaja, jednak nie na te najczęściej uczulające. Jajko surowe lub niedogotowane jest na pewno większym zagrożeniem dla alergika niż jajko ugotowane na twardo lub pieczone np. w cieście. Pewne badania mówią o pozytywnym działaniu diety z zawartością jaj poddawanych długiej obróbce termicznej, jednak podawanie tego alergenu w jakiejkolwiek postaci osobom uczulonym powinno być uzgodnione z lekarzem.

Białka jaja kurzego przenikają przez łożysko i do mleka matki, choć nie wszystkie dzieci na nie reagują. Są jednak podstawy, aby mówić o możliwości prenatalnego uczulenia dziecka, jeśli matka jadła jajka w ciąży.

Objawy uczulenia na jajo

Najcięższą postacią reakcji alergicznej na jajko jest śmiertelnie niebezpieczny wstrząs anafilaktyczny, objawiający się m.in. nagłym i znacznym obniżeniem ciśnienia tętniczego krwi. Śmiertelne reakcje na jajo są rzadkie, ale znane.

Do reakcji IgE-niezależnych lub mieszanych należą: eozynofilowe zapalenie przełyku oraz atopowe zapalenie skóry.

Natychmiastowa reakcja skóry na zetknięcie się z białkiem jaja (konkretnie: zwymiotowaną odrobiną jajecznicy).

Natychmiastowa reakcja skóry na zetknięcie się z białkiem jaja (konkretnie: zwymiotowaną odrobiną jajecznicy).

Objawy skórne:

  • pokrzywka,
  • zaostrzenie AZS.

Objawy pokarmowe:

  • ból brzucha,
  • wymioty,
  • biegunka.

Objawy oddechowe:

  • katar alergiczny, z zapaleniem spojówek, drapaniem w gardle, kaszlem, kichaniem (rhinitis),
  • napady astmy (rzadkie).

Alergie krzyżowe

Białka o podobnej budowie jak w jajkach można znaleźć w mięsie ptaków: kury, indyka, gęsi, kaczki i mewy, przepiórki, perliczki. To oznacza, że osoby uczulone na jajka mogą zareagować alergią na ich mięso (zespół jajo – mięso ptaka), ale nie muszą.

Najczęściej reakcja krzyżowa zachodzi w wypadku mięsa indyka, najrzadziej – gęsi.

Alergia krzyżowa może dotyczyć także pierza i odchodów ptaków.

inkubator_kurczaki

Inkubator dla kurcząt.

A jaja kury zielononóżki lub przepiórki?

Jak pisze prof. Kaczmarski, błędem jest podawanie jaj innych ptaków osobom uczulonym na jajko. Podobieństwa między białkami są tu wystarczającym powodem.

Spotkałam się z historiami, że jajko uczulało kogoś nie z powodu białek swoistych dla samego jaja, ale ze względu na pokarm, jaki jadły kury (np. mączkę rybną). Wtedy zmiana jajek z chowu klatkowego na ekologiczne dawała pozytywne rezultaty. Być może w takich wypadkach warto wykonać bardzo dokładny test alergiczny na konkretne białka – ImmunoCap ISAC.

Czy alergia na jajka mija z wiekiem?

Większość dzieci rzeczywiście z wiekiem przestaje być uczulona na jajka lub reakcje na nie są łagodniejsze. Jeśli alergia jest aktywna, gdy dziecko ma 4 lata, szanse na jej przetrwanie wynoszą 2%. W wieku 6 lat – już 12%, 10 lat – 37%, a w wieku 16 lat – 68%.

Prof. Kaczmarski pisze o zalecanej corocznej prowokacji pokarmowej, aby sprawdzać, czy alergia ustępuje. Trzeba pamiętać o ustaleniu warunków takiej prowokacji z alergologiem!

jajka_1

To dlaczego jajko uczula?

Nie znamy jednej, prawidłowej odpowiedzi na pytanie, dlaczego niektórzy mają uczulenie na jajko, a inni nie. Podobnie jak w wypadku alergii na białka mleka krowiego może mieć tu znaczenie budowa białek, masa ich cząsteczek, a także powszechność występowania alergenu.

Pocieszająca jest tendencja ustępowania objawów alergii wraz z wiekiem – mam nadzieję, że nasz młodszy syn uwolni się kiedyś od dość surowych zasad dietetycznych, które zmuszają nas – rodziców i opiekunów – do nieustannej czujności, czy w danym pokarmie nie znajduje się jajko. Na szczęście śladowe ilości nie powodują u S. zauważalnych problemów, dlatego nie musieliśmy zrezygnować z używania jajek w kuchni. Nasz syn może nawet rozbić ugotowane jajko, jednak dłuższy kontakt skóry z (ugotowanym) jajem powoduje u niego świąd i wysypkę. Najsilniejsza reakcja (pokrzywka wokół ust, ból brzucha, wymioty) wystąpiła po jajecznicy, a więc gdy białko nie było ścięte do końca. Przed nami dokładniejsze badania alergiczne z krwi, sądzę jednak, że nasz młodszy syn jest uczulony na kilka alergenów jaj.

Wybrana bibliografia:

27 V2015

Rozszerzanie diety małego alergika – BLW i nie tylko

by joanna

Tekst ma charakter wyłącznie informacyjny. Powstał na podstawie fachowej literatury, zaleceń dietetyków i lekarzy oraz indywidualnych doświadczeń autorki. Nie zastąpi porady lekarskiej ani dietetyka.

BLW_i_nie_tylko

Jedzenie ma znaczenie – od samego początku. Wiadomo, że dieta prenatalna oraz dieta matki karmiącej ma wpływ na rozwój dziecka oraz na zwiększenie ryzyka alergii u dzieci:

O tym, kiedy zdrowe dziecko może mieć rozszerzaną dietę, decyduje samo dziecko, gotowe do spróbowania posiłków (siedzące, zainteresowane posiłkami rodziny itp.). Dzisiejsze zalecenia WHO mówią wyraźnie o wyłącznym karmieniu piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia. Polscy eksperci (od niedawna) zalecają rozszerzanie diety niemowląt bez podawania kolejności wprowadzania produktów. Mówi się o okienku między 17. a 26. tygodniem życia dziecka, w którym należy rozpocząć wprowadzanie nowych pokarmów. To oczywisty paradoks, bo zalecenia nie wynikają z siebie nawzajem (tu można poczytać o tym, kiedy warto wprowadzać gluten – czy rzeczywiście w specjalnym okienku żywieniowym). (więcej…)

31 III2015

Czy moje dziecko może mieć AZS?

by joanna

Poniższe zestawienie ma na celu zebranie ważnych informacji na temat atopowego zapalenia skóry w celach wyłącznie informacyjnych. Dołożyłam starań, aby tekst opierał się na sprawdzonych źródłach. Artykuł napisałam z myślą o rodzicach, którzy chcieliby pogłębić wiedzę na temat AZS. Pamiętajmy, że żaden tekst z internetu nie zastąpi diagnozy lekarza w gabinecie, zwłaszcza że poruszam jedynie najważniejsze zagadnienia.

AZS

Co to jest AZS?

Atopowe zapalenie skóry jest chorobą o podłożu genetycznym, co oznacza, że jest zależna od aktywności pewnych genów, z którymi się rodzimy.

(więcej…)

12 II2014

Test MRT – podsumowanie

by joanna

Minął rok od naszego pierwszego testu na alergię pokarmową MRT, który wykonaliśmy naszemu starszemu synowi. Dziś spotkałam się także z dietetyczką Teresą Partyką w swojej sprawie – mój test i pierwsze omówienie wyników były w październiku zeszłego roku, dziś wreszcie udało mi się podsumować zmianę sposobu odżywiania.

Tu szukaj odpowiedzi na podstawowe pytania o test MRT:

Czym jest test MRT?

Dlaczego go robiliśmy?

Jak wyglądają wyniki?

Jakie były moje problemy do rozwiązania?

Rezultaty diety wg programu LEAP

por 

To ciągle ja! Ciągle mam 32 lata, ale dzięki zimie (i dozwolonym daktylom) mam już pół kilo więcej, hehe.

Dzięki zastosowaniu diety moje najważniejsze problemy zdrowotne co najmniej się zmniejszyły. ALE test był tylko podpowiedzią, gdzie szukać przyczyn dolegliwości.

  • migreny – minęły jak ręką odjął po odstawieniu kawy (tu o kawie, a tu o innych przyczynach migreny); pytanie, czy tak zostanie, kiedy przestanę karmić i cały cykl hormonalny wróci do normy?
  • kłopoty z cerą – jest lepiej, ale nie jestem w pełni zadowolona; myślę, że pewne znaczenie ma obecność w mojej diecie słodkich, suszonych owoców i być może cukru (obecnego w czekoladach).
  • problemy z trawieniem – po wyrzuceniu z diety warzyw strączkowych (oprócz cieciorki) i pszenicy, żyta, jęczmienia – została tylko samopsza – mam się znacznie lepiej pod tym względem; codziennie piję też szklankę wody z łyżką nasion babki płesznika.
  • bóle stawów prawej dłoni – niestety, to raczej kwestia pracowania przy komputerze, czasem mija, czasem wraca, nie widzę związku z dietą, tylko z ilością pracy. Minęły za to bóle stawów kolanowych (podejrzanym był bakłażan).
  • zespół suchego oka – chwilowo brak  dolegliwości.
  • senność, ospałość, kłopoty z koncentracją – nie da się ukryć, że niewyspanie, pora roku i brak kawy nie pomagają w tej kwestii, a mimo to czuję się znacznie lepiej niż jesienią. Mogę żyć i pracować bez kawy!

Skutki uboczne

Plusy (poza zdrowotnymi):

  • Dzięki uważnemu komponowaniu menu odkryliśmy wspaniałe smaki, ciekawe połączenia, nowe przyprawy i potrawy. Ograniczenie diety paradoksalnie ją wzbogaca (do pewnego stopnia, oczywiście).
  • Mamy coraz większą wiedzę o tym, co jemy. Uczymy się zdrowego i smacznego odżywiania.
  • Jesteśmy szczupli.

Minusy:

  • Rachunki za prąd (ciągle coś pieczemy, w tym dwa obowiązkowe chleby tygodniowo).
  • Mąż tęskni za wołowiną.
  • Ja tęsknię czasem za możliwością pójścia do restauracji, zamówienia pizzy, beztroskiego jedzenia w gościach.
  • Czasem chciałabym wyjść z kuchni, hehe.

Pani dietetyk, co pić???

Możecie się śmiać, ale ja od ponad dwóch lat nie piję alkoholu. Najpierw ciąża, teraz karmienie… Czasem człowiek napiłby się kieliszek czegoś mocniejszego. Karmienie się skończy, wróci wolność alkoholowa, a tu gucio: wina nie mogę (bo winogrona), piwa nie mogę (bo drożdże), jabłecznika nie mogę (bo jabłka), wódki pszenicznej nie mogę, wódki żytniej nie mogę… Została mi wódka z ziemniaków. No i tequila.

O, życie.

Warto? Warto

Tak, zdecydowanie – jeśli zmagamy się z uciążliwymi dolegliwościami, których lekarze nie potrafią zdiagnozować czy wyleczyć – wręcz należy spojrzeć na swoją dietę. Testy na alergię pokarmową mogą być naprawdę cenną wskazówką, co w naszej diecie nam szkodzi. A szkodzić może wszystko, nawet najzdrowsza marchewka czy ekologiczne jabłko.

Za kilka miesięcy znowu przyjrzę się swojemu testowi i zweryfikuję dzisiejsze podsumowanie. A od jutra zacznę bardzo ostrożnie rozszerzać dietę – zacznę od czosnku, hura!

14 XI2013

Dieta – faza 3. Witaj, orzechu nerkowca!

by joanna

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły pod znakiem wprowadzania zmian w moim menu. To wszystko zasługa testu MRT, którym sprawdziłam moją nadwrażliwość na pokarmy.

Pięć faz diety (dla karmiącej mamy – faza pierwsza od razu łączy się z drugą, a nawet częściowo trzecią) układa komputer na podstawie wyniku. Zaczyna się od pokarmów najmniej reaktywnych. W moim wypadku komputer zaproponował np. takie białka, skrobie i warzywa:

dieta_leap

Bez rozmowy z dr Partyką nie wiedziałabym pewnie, że niektóre z tych „bezpiecznych” pokarmów powinnam odstawić, niektóre zaś produkty pokrewne mogę włączyć. (np. sum – mam źródło hodowlanego suma, bezpieczniejszego od dzikiej soli z zanieczyszczonych wód). Żebym mogła jeść jakieś pieczywo, orkisz wskoczył do fazy pierwszej. Soja uczula S., więc na razie nie ma o niej mowy. Gruszka jest pokrewna jabłku, którego nie mogę. Ciemne owoce zawierają kwas benzoesowy, który mi bardzo szkodzi. Papryka jest pokrewna bakłażanowi, który wyszedł mi nadzwyczaj reaktywnie (i jest podejrzany o powodowanie bólów stawów). Po odstawieniu papryki od kilku dni czuję poprawę, choć tak naprawdę powinnam porzucić wszelkie psiankowate (pomidory, ziemniaki). I tak dalej, i tak dalej…

Robi się z tego prawdziwa łamigłówka, prawda? A do tego jeszcze muszę coś jeść i być syta, bo ciągle karmię!

Najtrudniejsze było…

Choć wydawałoby się, że lista pokarmów, których nie powinnam jeść, jest nieduża, to jednak zrezygnowanie z niektórych jest uciążliwe. Choćby z czosnku czy pieprzu. Przekonałam się też o tym, że naprawdę mi trudno najeść się na śniadanie, jeśli nie mogę zjeść kanapki z wędliną (nie mogę jeść wieprzowiny). Zostały jajka, niektóre rybki z puszki i pasty kanapkowe (wędlina drobiowa mnie nie nęci). Z jajkami i rybami wolę nie przesadzać. Z past chwilowo mogę fasolową i humus (cieciorka jest krewną groszku). Pyszna pasta paprykowa odeszła w zapomnienie. Trudno mi się najeść, oj trudno.

fasola_biala

Z tego zaraz będzie pasta fasolowa!

Największe wyzwanie

To uzależnienie od domowego chleba. Nie mam szans kupować regularnie takiego pieczywa, jakie wolno mi jeść (orkiszowe, na orkiszowym zakwasie, bez drożdży, z konkretnymi ziarnami). I tak dla urozmaicenia włączyłam samopszę. Pszenica dopiero w czwartej fazie (ech, te dobre makarony i spaghetti mojego męża!).

Trudno też w kółko jeść to samo. Na szczęście trzecia faza oznacza m.in. soczewicę i kurczaka. I orzechy nerkowca, które kocham najbardziej na świecie.

Odkrycie po latach

Pestki dyni! Choć moi chłopcy z dynią są na bakier, ja konsumuję pestki i cieszę się jak dziecko.

Od lat nie jadłam też białej fasoli.

Efekty diety – co widać?

Przede wszystkim pryszcze. Organizm wywala z siebie śmieci za pomocą pryszczy – na zdrowie. Jakoś przeżyję. Szkoda, że są z serii bolesnych i akurat lubią pojawiać się na twarzy. Ratuję się maseczkami z żółtej glinki Illite.

Bardzo pogorszyło się nawilżenie mojej skóry, przede wszystkim twarzy i rąk. To oczywiście może być związane z porą roku.

Znowu schudłam, ale to chwilowe – po prostu muszę wypracować sycące posiłki.

Efekty – co słychać?

Wszystko gra i tańczy, mogłabym odpowiedzieć. Po chwilowym kryzysie (ból głowy, senność, straszny katar, zapalenie spojówek) i mimo nieustannego głodu czuję się znakomicie. Pamiętam, jak w trakcie poprzedniej detoksykacji cierpiałam tydzień, a potem po prostu było coraz lepiej. Chociaż kilka dni temu odstawiłam kawę (dieta przeciwmigrenowa), jestem ciągle niewyspana (wiadomo, roczne dziecko na cycu) i zawalona robotą (redaktorską, korektorską oraz organizacyjną – Trzeci Bielański Jarmark Rodzinny), uważam, że moja kondycja jest naprawdę niezła. Może to tylko adrenalina mnie napędza, bo spoczywa na mnie duża odpowiedzialność za organizację wydarzenia, a może efekt diety wyciszającej mój układ odpornościowy, który wreszcie nie musi zwalczać niepożądanych reakcji dietozależnych?

Odstępstwa

Tak naprawdę poczyniłam tylko jedno „wykroczenie”. Oliwki z fazy czwartej włączyłam wczoraj, ponieważ od początku mogę spożywać oliwę z oliwek. Stosuję też syrop z agawy, a to dlatego, że moje batony bez karobu są dla mnie trochę za smutne. Skoro jednak mogę jeść inulinę (patrz niżej), to syrop z agawy uważam za rozgrzeszony.

Wspomaganie

Za radą dietetyczki wspomagam się trzema produktami:

  • tranem firmy Kirkman (drogi, ale podobno najlepszy – bez żadnych domieszek ani śladowych ilości np. alergenów); chodzi o kwasy omega-3,
  • olejem z ogórecznika (także jest drogi, pomaga na cerę); zawiera kwasy GLA,
  • inuliną (naturalny prebiotyk z agawy); przeczysza, więc dawkuję ostrożnie.

Nie lubię suplementów diety, ale te akurat są zbliżone do naturalnych źródeł witamin i innych potrzebnych związków.

tran_olej_inulina

Przede mną zakup wspomagania ogólnego dla karmiących oraz chelatu cynku. Chwilowo po prostu nie miałam kasy.

Za mniej więcej tydzień przejście na wyższy poziom. Mam nadzieję, że będę się czuła jeszcze lepiej!

Przeczytaj także: Test MRT – podsumowanie

30 X2013

Do diety gotowa – start!

by joanna

Choć minął już tydzień od rozmowy z dietetykiem na temat mojej diety, jej wdrożenie właśnie się zaczyna. Poprzednie doświadczenie podjęciem takiego wyzwania, jakim jest wyeliminowanie pewnych produktów spożywczych i wprowadzenie nowych, dało mi sporą wiedzę, jak przeprowadzić rewolucję w odżywianiu. Już wiem, że:

  • nie da się tego zrobić z dnia na dzień: trzeba się oswoić ze zmianami, zjeść zapasy z lodówki, zrobić nowe zakupy, przeczytać na spokojnie zalecenia,
  • trzeba poinformować bliskich o zmianie sposobu odżywiania (aby motywowali i nie kusili niezdrowymi produktami),
  • należy potraktować zmianę serio, przestrzegać zaleceń tyle czasu, ile czasu zajmie nam wdrożenie się do nowego stylu odżywiania; myślę, że potem wcale nie będziemy chcieli rezygnować z osiągniętej poprawy,
  • trzeba przygotować się na robienie zapasów, żeby mieć w domu zawsze bazę na kilka posiłków, zwłaszcza w momentach kryzysowych (napady głodu),
  • pewne sprawy okażą się trudne, ale tylko na początku; opanowanie nowych zasad odżywiania jest łatwiejsze, kiedy na początku będziemy ściśle się do nich stosować,
  • najtrudniejsze może okazać się żywienie poza domem; trzeba przyzwyczaić się do gotowania w domu potraw od zera, noszenia ze sobą własnego pożywienia oraz gotowania na wyjazdach; restauracje i stołówki raczej omijamy, często konieczne okazuje się pieczenie własnego chleba i zrezygnowanie z innych gotowych produktów,
  • zmiana odżywiania nie powinna być motywowana chęcią zrzucenia kilogramów – dlatego odrzucamy precz wszelkie tabele z kaloriami, jemy tyle, ile chcemy – ważne, CO jemy i pijemy (dużo wody np. z cytryną).

Da się!

Zmianę naszego menu zaczęłam w lutym tego roku (pierwszy wpis na blogu!) razem z J., po wykonaniu u niego testu na opóźnione alergie pokarmowe.

To było wyzwanie – luty nie jest miesiącem najbardziej różnorodnej oferty świeżych i lokalnych produktów. A akurat te najbardziej oczywiste (np. jabłka, buraki) odpadły nam z diety! Okazało się zresztą, że ja i mój starszy syn mamy momentami zbliżone wyniki testu MRT (jabłko, kiwi, burak, wysoka pozycja melona). Wynik J.:

mrt_j_1

Dla porównania mój wynik owocowo-warzywny:

mrt_JB_1

Program LEAP (Lifestyle, Eating And Performance) opiera się między innymi na zmianie nawyków żywieniowych pod okiem dietetyka. Nowy sposób odżywiania wprowadza się przez 27 dni – zaczynając od posiłków z produktów, które wyszły w teście najniżej (i tylko z tych produktów). Przy czym sam test, jak już pisałam, nie daje pełnej odpowiedzi. Na przykład mój wynik, w którym kwas benzoesowy jest wysoce reaktywny (u J. było to samo), eliminuje z mojej diety ciemne owoce, takie jak śliwki, maliny, jagody – przynajmniej na razie. Benzoesan znajduje się także w herbacie, a więc – mogę pić mało i słabą (choć w wyniku herbata wyszła OK).

mrt_ja_2

Jak widać, na żółto wyszło czerwone mięso, żyto, kukurydza oraz m.in. czosnek. Tuż pod czosnkiem znajduje się pieprz – ze względu na moje bóle stawów mam go odstawić (mogę zastąpić pieprzem seczuańskim).

Ważna jest fenyloetyloamina, podejrzana jako sprawca moich bólów głowy. Podobnie wszystkie produkty, które były poddane fermentacji. Niestety, zakwas chlebowy także jest sfermentowany… Ale ważniejsze tu są drożdże piekarskie:

mrt_ja_3

27 dni, 5 faz

Zwykle program wprowadzenia diety opiera się na pięciu częściach – każda faza to wprowadzanie kolejnych produktów. W wypadku dzieci (takich jak J.) włącza się od razu pokarmy z dwóch pierwszych faz, a dietetyk decyduje dodatkowo, co jeszcze można jeść od razu. Ja, jako matka karmiąca, mogę już jeść całkiem dużo. Poniżej mój indywidualnie zaplanowany rozkład włączania pokarmów:

Faza 1 i 2:

  • sola,
  • sum (niebadany, ale sprawdzony w praktyce – nie szkodzi),
  • dorsz,
  • krab (marzę o krabie, hehe),
  • makrela,
  • indyk,
  • jajko,
  • karp,
  • soja,
  • tuńczyk (nie za dużo ze względu na metale ciężkie),
  • baranina/jagnięcina,
  • królik,
  • kasza jaglana,
  • słodki ziemniak,
  • ryż,
  • owies,
  • orkisz,
  • ziemniak (solanina, która występuje w bakłażanie – obserwować!),
  • gryka,
  • kapusta,
  • dynia (pestki!),
  • kabaczek,
  • papryka (każda – ale uwaga, psiankowate – może być powiązana z bakłażanem),
  • pieczarki (ostrożnie),
  • sałata,
  • fasola jaś,
  • kalafior,
  • pomidor (psiankowate),
  • szparagi (to sobie poczekam na nie!),
  • groszek zielony,
  • cieciorka,
  • por,
  • cebula,
  • fasolka szparagowa,
  • brokuły,
  • cukinia,
  • marchew,
  • seler,
  • pietruszka,
  • gruszka (skreślam, związana z jabłkami),
  • figa,
  • awokado,
  • brzoskwinia,
  • cytryna,
  • grejpfrut,
  • morela,
  • papaja,
  • melon,
  • ananas,
  • truskawki,
  • pomarańcza,
  • herbata (słaba),
  • kawa (mało),
  • masło klarowane,
  • migdały,
  • orzechy laskowe (wyłączam, bo karmię),
  • soja (jak wyżej),
  • sezam,
  • ziele angielskie,
  • bazylia,
  • liść laurowy,
  • orzech kokosowy,
  • miód (wyłączam, nie lubię i nie jem cukru),
  • cukier buraczany i trzcinowy (jw.),
  • mięta,
  • koper,
  • musztarda,
  • sezam,
  • wanilia,
  • imbir,
  • kurkuma,
  • oregano.

Faza 3 (od 13. dnia):

  • śledź,
  • kurczak,
  • soczewica,
  • kakao,
  • orzechy nerkowca,
  • słonecznik.

Faza 4 (od 18. dnia):

  • pstrąg,
  • małż (już pędzę jeść małże!),
  • homar (jw.),
  • jęczmień,
  • pszenica,
  • ogórek,
  • oliwki,
  • banan,
  • mango,
  • pistacja.

Faza 5 (od 23. dnia):

  • krewetki,
  • fasola czerwona,
  • kaczka.

Moje dywagacje na temat przejścia na weganizm chwilowo zostają zawieszone: fakt, że szkodzi mi czerwone mięso, wcale mnie nie zmartwił, ale póki nastawiam się na oczyszczenie organizmu z toksyn, nie będę jeszcze bardziej ograniczać listy produktów. A w tej chwili bezwzględnie zakazane są te pokarmy:

  • czarna jagoda, śliwka, żurawina, malina, wiśnia, cynamon, goździki – kwas benzoesowy (wyłączone na kilka miesięcy),
  • kiwi, arbuz, melon kantalupa, jabłka, winogrona,
  • żyto, kukurydza,
  • bakłażan (pokrewne: ziemniak, pomidor, papryka – zobaczymy…), szpinak,
  • orzech ziemny, orzech włoski,
  • wieprzowina, wołowina,
  • muszkatoł, mak, czosnek, pieprz czarny,
  • nabiał – wszystko, co z mleka,
  • drożdże mix (winne, piekarskie, piwne), sardynka, łosoś.

Niby niedużo, ale jak bardzo uprzykrza życie wyłączenie drożdży, przekonałam się już w lutym. Dopytanie o skład chleba i bułek spowodowało nasz rodzinny bojkot piekarenki koło domu (i wkrótce splajtowała… mam nadzieję, że nie przez nas, hehe). Zadawanie pytania wszędzie poza domem: a z czego to jest zrobione, czy na pewno nie ma drożdży? – nawet nam się znudziło. Znaleźliśmy idealny chleb na zakwasie, bez drożdży u ulepszaczy, blisko domu i… właśnie się okazało, że muszę przestać jeść żyto. Poszukiwany chleb pszenny/orkiszowy na zakwasie, bez drożdży, bez dodatków – ktokolwiek widział… Ponieważ w okolicy domu nie znalazłam jeszcze piekarni z taką ofertą, piekę sobie sama pieczywo orkiszowe, na zakwasie orkiszowym. Kto wie, może wychodzę na tym najlepiej?

chleb_orkiszowy

 

Dodatkowe zalecenia

Oprócz menu dostałam zalecenia, jak wzmocnić swój organizm (zostałam obejrzana pod kątem wchłaniania mikro- i makroelementów, mam podobno ich niedobór, zwłaszcza cynku). W dodatku jestem karmiąca, więc wszystko dobre oddaję S.

Na skórę (która już – prawdopodobnie pod wpływem uruchomienia detoksykacji – zaczyna wyglądać gorzej, wylazły pryszcze) powinnam brać coś, co dostarczy mi GLA – kwas gamma-linolenowy. Wybrałam olej z ogórecznika – pitny, ponieważ kapsułki zawierają żelatynę, a żelatyna zwykle jest robiona z wieprzowiny… Będziemy pić wszyscy.

Na wzmocnienie oraz dostarczenie kwasów omega-3, witaminy D3 (już jesień), A, E, DHA i EPA  – tran, dr Partyka poleciła firmę Kirkman – zamówiłam, zobaczymy, z czym to się je.

Na niedobory -witaminy dla karmiących + chelat cynku – (jeszcze nie zamówiłam).

Na wchłanianie – naturalny prebiotyk – inulina (węglowodany pozyskiwane z agawy), którą zaczęłam już stosować i musiałam odstawić. Strasznie mnie przeczyszcza. Może spróbuję z jakąś maleńką dawką.

Dr Partyka poleciła także mleko klaczy (J. też miał pić), ale trochę przeraża mnie jego cena. I w ogóle do mleka mam stosunek podejrzliwy. Może kiedyś się przełamię.

3, 2, 1… start!

Przede mną miesiąc obserwacji. Zaczynam od dziś. Większość rzeczy do jedzenia już mam, teraz muszę wymyślić jakąś fajną pastę do kanapek – z fasoli, mam już opracowane pasty z papryki oraz z soczewicy. Spodziewajcie się przepisów – nic tak nie motywuje do odkryć kulinarnych, jak ograniczenia w diecie!

16 X2013

Test MRT – moja kolej!

by joanna

ja_jesien

To ja. Mam 32. lata, dwoje dzieci. Ważę 46,5 kg przy wzroście 156 cm.

Po tym, jak kilka miesięcy temu zbadaliśmy naszego syna na opóźnione alergie pokarmowe testem MRT (Mediator Release Test), życie naszej rodziny bardzo się zmieniło. Być może pamiętacie, ale właśnie od tego testu zaczęli się Organiczni. Wyniki badań J. wprowadziły rewolucję w naszym jadłospisie – tak dużą, że założyłam blog, aby móc poukładać sobie wiedzę, a także zmobilizować się do poszukiwań nowych informacji na temat odżywiania.

Zdaję sobie sprawę, że nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, co jeść, żeby czuć się dobrze i nie szkodzić swojemu organizmowi. Zwłaszcza że pokarm, który jemy w sensie dosłownym, jest jednym z kilku pokarmów, jakich sobie dostarczamy i jakie mają wpływ na nasze samopoczucie. Dieta to nie wszystko, ale nie da się zaprzeczyć jej ogromnemu wpływowi na naszą kondycję – zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Nie znamy wszystkich tajemnic naszego ciała, nie wiemy do końca, dlaczego jedne rzeczy nam szkodzą, a inne pomagają np. w odzyskaniu zdrowia. Jednak jako osoba poszukująca (z założeniem, że mało która odpowiedź jest ostateczna) chcę się przekonać, co wyniknie z testu MRT w moim wypadku.

Jeśli chodzi o naszego starszego syna, zastosowanie diety poskutkowało – choć trwało to kilka miesięcy – prawdopodobnym wyleczeniem stanu zapalnego uszu (zgromadzony płyn) oraz pozbyciem się permanentnego kataru. Atopowe zapalenie skóry pojawia się i znika, jednak kiedy dieta jest ściśle przestrzegana, wygląd skóry synka jest idealny. (Jeśli jesteście ciekawi, jakie są jego zalecenia, zapraszam tu). Zdarzały się też reakcje alergiczne na pokarmy, które test uznał za bezpieczne (banan, gruszka), ponieważ alergia pokarmowa IgE-zależna (natychmiastowa) jest innym rodzajem reakcji niż alergia IgE-niezależna (opóźniona). W wypadku J. alergia objawia się wysiękiem z uszu (podłoże alergiczne potwierdzone przez laryngologa).

Przeczytaj: Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową?

Postanowiłam, że na 32 urodziny zrobię sobie test dla siebie. Chcę wiedzieć, czy dzięki diecie wyeliminuję dolegliwości uprzykrzające mi życie. Do tych najważniejszych należą:

  • migrenowe bóle głowy, trwające kilka dni (bardzo uciążliwe, zwłaszcza gdy jako karmiąca matka mam ograniczone możliwości łykania leków), czasem połączone z wymiotami (widzę pewien związek z jedzeniem jajek),
  • kłopoty z cerą – na twarzy, plecach i dekolcie (pryszcze; podczas laktacji jest ich bardzo mało),
  • nie do końca określone problemy z trawieniem (kiedyś stwierdzono u mnie zespół jelita nadwrażliwego, ale to przecież tylko objaw, nie przyczyna), wzdęcia, bóle brzucha, zgaga (zwłaszcza po pomidorach),
  • bóle stawów prawej dłoni (coś jak reumatyzm),
  • zespół suchego oka,
  • senność, ospałość, problemy z koncentracją.

Zrobienie testu na 150 substancji pokarmowych to dopiero początek. Z wynikami idę do dietetyka (pójdę do tej samej dr Partyki, u której byliśmy z J.) i ustalimy, co dalej – będę przechodzić przez kolejne fazy diety, które polegają na włączaniu kolejnych składników do menu.

Postaram się jak najrzetelniej opisać, przez co będę przechodzić. Po rozpoczęciu diety razem z J. (stosowaliśmy m.in. chlorellę) miałam spadek wagi i kilkutygodniową egzemę, jakby organizm pozbywał się toksyn. Spodziewam się, że teraz objawy oczyszczania będą mocniejsze, bo przecież dieta będzie skrojona na moją miarę.

Szczerze mówiąc, boję się wyników, ale jestem też ich ogromnie ciekawa. Czy rzeczywiście jajka mi szkodzą! I oby nie pomidory…

Więcej na temat testu MRT przeczytacie tu: http://leap.pl/

11 II2013

Skąd ta dieta, czyli o teście MRT

by joanna

Jak to zwykle bywa, przeorganizowanie naszego życia kulinarnego było spowodowane problemami z dietą dziecka. J. miał półtora roku, kiedy zaczął mieć objawy AZS. Za radą naszego pediatry homeopaty zrezygnowaliśmy z krowiego mleka i jego przetworów, podawaliśmy np. mleko ryżowe, wprowadziliśmy też nabiał na bazie mleka koziego. A przede wszystkim zaczęliśmy kupować żywność ekologiczną (dlaczego żywność ekologiczna? O tym napiszę wkrótce).

Przestawienie się na ekozakupy trwało u nas parę miesięcy. Doskonale rozumiem opory tych, którzy nie są przekonani do żywności organicznej. Kiedy J. zaczynał, w 2010 roku, nie było jeszcze BioBazaru, sklepy ekologiczne były bardzo drogie, wybór był mały, a świeżość produktów często pozostawiała wiele do życzenia (także w Warszawie). Zaczęło się to jednak zmieniać, również powoli, ale w dobrym kierunku. Produkty ekologiczne można już znaleźć w hipermarketach (niestety, często są wymieszane z żywnością dietetyczną, przez co nieuważny kupujący może się nabrać i kupić niekoniecznie to, co chciał). Pod koniec 2010 roku pojawił się BioBazar – cotygodniowy bazar produktów ekologicznych na terenie dawnej fabryki Norblina w Warszawie. Wreszcie mogliśmy zrobić zakupy w jednym miejscu, świeże warzywa i owoce naprawdę były świeże, a ceny niższe niż w sklepach. Co nie znaczy, że niskie w porównaniu do żywności bez znaczka BIO.

Dwa lata diety J., któremu raz się polepszało, raz pogarszało, były krokiem w dobrym kierunku, ale zaledwie krokiem. Zimą 2012/2013 roku J. – już 3,5-letni – mimo że jadł tylko to, co mu przygotowałam właściwie od podstaw (nawet w przedszkolu ma zawsze swoje jedzenie) miał szczególnie duży problem ze skórą. Podziwiam go za to, że był bardzo dzielny i starał się nie drapać, gdy swędziało, cierpliwie znosił wszystkie smarowania kremem i wyrzeczenia dietetyczne. To przecież jeszcze małe dziecko, które stara się zrozumieć, dlaczego ma inaczej niż koledzy. niestety, na razie nie będzie mu łatwiej. W dodatku S., gdy skończył miesiąc, dostał strasznej wysypki i już wiedziałam, że historia się powtarza (J. miał trzy tygodnie, gdy objawiła się skaza białkowa). Mam więc dwóch synów z alergią pokarmową i męża, który również ma AZS.

Przeczytaj: Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową? (Tu znajdziesz informacje, czym różnią się od siebie rodzaje alergii – IgE-zależne i IgE-niezależne)

Przeczytaj: Nietolerancja pokarmowa (nie jest alergią!)

Podjęliśmy z T. decyzję o zrobieniu J. dokładnego badania pod kątem alergii pokarmowej, żeby wreszcie zrozumieć, czym mu szkodzimy. Testy IgE, robione zaraz po skończeniu przez J. trzech lat, nie wykazały żadnej alergii, a więc to nie alergia IgE-zależna była przyczyną kłopotów. Wykonanie testu MRT, mało znanego w Polsce i bardzo drogiego, odkładaliśmy przez kilka miesięcy, głównie z powodu ceny. Dowiedziałam się o nim przypadkiem od jednej mamy z przedszkola J., która również przygotowuje wałówkę dla swego syna. Najprościej mówiąc, badanie polega na obserwowaniu reakcji pobranej krwi na podanie konkretnych składników żywności. Wyniki dostaje się w postaci tabeli, z zaznaczonym poziomem reakcji na dany pokarm. im większa reaktywność, tym mocniej pokarm oddziałuje na organizm, co jest mierzone przez komputer (rejestruje on zmiany w objętości leukocytów i osocza).

Oprócz wyników dostaje się także wstępną rozpiskę diety, najpierw na 27 dni. Wygląda to tak:

mrt_1

Sam wynik to oczywiście za mało. W cenie badania są dwie wizyty u dietetyka, który interpretuje tabele i dopasowuje dietę do potrzeb pacjenta. Dzieci nie będą przecież pić kawy, w Polsce nie raczymy się na co dzień krewetkami czy homarami itp. To, że w wyniku J. mleko krowie i kozie wyszło bardzo wysoko, a twaróg bardzo nisko, nie oznacza, że J. może jeść twaróg. Wyłączamy wszystkie białka mleka, wszystkie przetwory mleczne, wszystkie produkty zawierające mleko. Musieliśmy zacząć jeszcze uważniej czytać etykiety, dzięki czemu okazało się, że nasz ulubiony chleb żytni razowy jest robiony na maślance. Ponieważ J. nie może także drożdży, odeszło praktycznie całe pieczywo, jakie można kupić. Znalazłam jeden jedyny chleb dla J., razowy na zakwasie bez drożdży z Galerii Wypieków Lubaszki, ale coraz bardziej myślę o pieczeniu własnego chleba. Kiedyś próbowałam i mi nie wychodził, ale może trzeba się po prostu nauczyć.

W tej chwili jesteśmy w drugim tygodniu diety ustalonej przez dietetyka. Startowaliśmy od kilkudziesięciu produktów z listy, od przyszłego tygodnia zaczynamy włączać kolejne pokarmy. A potem będziemy się odgrzybiać, tzn. czyścić nasze przewody pokarmowe z Candida Albicans. To będzie kolejna przygoda, o której napiszę na pewno sporo, bo temat jest obszerny (tu można przeczytać jedną z poważniejszych publikacji w internecie na ten temat). Znów skracając – musimy naprawić jelita, żeby nie przepuszczały do organizmu składników pokarmów, które powinny zostać wydalone – tak jak się dzieje teraz.

Jem to co J., ponieważ jest spora szansa, że J. ma podobną alergię co S.
A S. – wiadomo – z matki mleko ssie.

Produkty, które wyłączymy z diety pewnie na kilka lat, to m.in.: mleko krowie i kozie + przetwory, wołowina, cielęcina, kasza gryczana, migdały, jaja, jabłka, maliny, kiwi, kakao, oregano, mięta, soja, biała fasola, fasola jaś, pietruszka, burak, dynia, niektóre ryby. J. wyszła także wrażliwość na ciemne owoce, takie jak jagody, śliwki, wiśnie, żurawina. Wielka szkoda.

Podjęliśmy wyzwanie – czy dieta okaże się dobrym wyborem? Na razie jestem pełna entuzjazmu, bo ograniczenia zawsze wyzwalają we mnie chęć sprostania wymaganiom. Stąd ten blog. Uff. :)