Sylwia Majcher, „Gotuję, nie marnuję” – recenzja

„Gotuję, nie marnuję” Sylwii Majcher to książka kucharska reklamowana jako sposób na kuchnię zero waste po polsku. Sprawdziłam dla Was nie tylko, co zawiera sama książka, ale też jak gotuje się z Sylwią. Podczas warsztatów kulinarnych w Studiu Małe Przyjemności przygotowaliśmy obiad i deser według przepisów z „Gotuję, nie marnuję”.

Sylwia Majcher (pośrodku) podczas warsztatów kulinarnych
Sylwia Majcher (pośrodku) podczas warsztatów kulinarnych

Z tą książką miałam od początku bardzo duży problem. A właściwie dwa. Ja po prostu gotuję inaczej niż autorka i w mojej kuchni nie marnuje się jedzenie, więc z założenia książka nie jest dla mnie. Jeśli z obiadu zostają ziemniaki, wędrują do wałówki młodszego syna do przedszkola. Wszystkie obierki i kości lądują w zupie. Mamy czasem jakieś freegańskie spady ze sklepu Kooperatywy, które wykorzystujemy skrupulatnie. Nie pamiętam przypadku, kiedy ostatnio został nam jakiś stary chleb. Książkę „Gotuję, nie marnuję” traktuję więc jako inspirację kulinarną. Zwłaszcza że sama jem bezglutenowo, więc wszystkie przepisy z chlebem i mąkami nie są dla mnie (a takie dania przede wszystkim przygotowaliśmy na warsztatach).

Być może jednak większość ludzi (tych mających problem z marnowaniem jedzenia) znajdzie tu ważne wskazówki, jak skończyć z wyrzucaniem. Oby!

Tarta cytrynowo-limonkowa, która przywitała nas na warsztatach
Tarta cytrynowo-limonkowa, która przywitała nas na warsztatach

Gotowanie w Studiu Małe Przyjemności było całkiem dużą przyjemnością. Natomiast nie mogłam spróbować większości dań ze względu na obecność glutenu. Daniem głównym były pulpety z czerstwego chleba, mąki nie było jedynie w bulionie (z którego powstała pyszna zupa czosnkowa) i grillowanej sałacie.

Dania były wegetariańskie,  ale nie wszystkie wegańskie (miód, jajka).

Bananowy deser
Bananowy deser

Dzięki temu, że na warsztatach byli przede wszystkim blogerzy kulinarni, wszystkie dania wyglądały bardzo apetycznie i fotogenicznie. Czy smaczne? Na pewno!

Sylwia Majcher, „Gotuję, nie marnuję”

Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza to wstępne uwagi dotyczące prowadzenia kuchni tak, aby nie marnować jedzenia. Zakupy, planowanie, przechowywanie, przetwarzanie – autorka dzieli się z czytelnikami tym, jak sama radzi sobie z nadmiarem jedzenia w domu. Zachęca też do zastanowienia się nad zbyt pochopnym pozbywaniem się produktów, które nie mają wyglądu jak z reklamy. Zdecydowanie zabrakło mi jednak bardzo wyraźnego podkreślenia, kiedy następuje ten moment, że powinniśmy powstrzymać się przed zjedzeniem mięsa, warzywa czy owocu (jakie to będą oznaki: zapach, pleśń, robaki, zgnilizna?).

W tej części zabrakło mi jeszcze kilku ważnych wskazówek, na przykład: ile czasu przeżyje w domu takie a takie warzywo? Jak oszacować, ile dni dany owoc będzie dojrzewał, a kiedy zacznie gnić? A także ważnej informacji o możliwości kupowania na wagę, dzięki czemu dopasujemy ilość produktów do naszych potrzeb. 

Warsztaty kulinarne z Sylwią Majcher
Warsztaty kulinarne z Sylwią Majcher

Drugą częścią, praktyczną, są przepisy, podzielone według głównego surowca dania: chleb, owoce, warzywa, nabiał, mięso. Nie liczyłam dokładnie, ale myślę, że połowa przepisów w ogóle nie powinna być nazwana gotowaniem z resztek, ponieważ wymaga całkiem dużego nakładu „surowca podstawowego”, a do tego kilka składników, które często trzeba specjalnie kupić. Mimo to rozumiem, że kluczem doboru receptur były dane Polskich Banków Żywności, co ludzie najczęściej wyrzucają do śmieci. I to mnie trochę przeraża.

Gotuję, nie marnuję

Nie jest moim odkryciem, że dostęp do jedzenia w krajach dostatnich jest tak powszechny, a samo jedzenie tak tanie, że dawno straciliśmy szacunek do naszych zakupów. Jeżeli Polacy wyrzucają 9 milionów ton jedzenia rocznie, zastanawiam się przerażona, jak nas na to stać? Mnie nie stać.

Najbardziej zaskoczyło mnie marnowanie chleba. W końcu Polska jest krajem, gdzie chleb uważa się za święty. A mimo to ludzie kupują go za dużo, a potem wyrzucają. Czy to wynika z jakiegoś przesądu, że chleba nie może nigdy zabraknąć? Nie rozumiem tego! Ale muszę się pogodzić z faktem, że naprawdę tak się dzieje.

Liczę bardzo na to, że książka Sylwii Majcher przyczyni się do obudzenia sumienia polskich konsumentów. Nawet jeśli nie każdemu przepisy przypadną do gustu, to jest to ważny i głośny głos w obronie marnowanego jedzenia. Gotowanie tak, aby się nie marnowało, nie jest trudne!

Bulion z resztek, warsztaty Sylwii Majcher
Bulion z resztek, warsztaty Sylwii Majcher

Nasza kuchnia zero waste?

Nie czuję się mistrzynią kulinarną i uważam, że gotuję po prostu poprawnie oraz, co dla mnie istotne, zdrowo. Samodzielne gotowanie dopadło mnie dopiero po wyprowadzeniu się z domu rodzinnego – miałam 25 lat – i było okupione długą drogą błędów. Kiedy miałam 28 lat, musiałam zmienić dietę ze względu na alergię syna, którego karmiłam. Gdy urodził się drugi syn, także z alergią, byłam już na przeciwnym biegunie moich kulinarnych wyborów i umiejętności. Zrezygnowałam też z jedzenia glutenu. Lata praktyki doprowadziły do tego, że jestem w stanie prowadzić kuchnię dostosowaną do różnych alergii mojej rodziny i niczego nie marnuję. (Mogę oczywiście napisać to samo o moim mężu, który gotuje mniej ze względu na podział obowiązków, ale także uczestniczy w kuchennym życiu).

Sylwia Majcher
Sylwia Majcher

Sekret naszej domowej kuchni polega na tym, że bardzo uważnie wybieramy składniki, z których gotujemy raczej proste dania, dzięki czemu mają one po prostu dobry smak. Nie używamy cukru, na palcach jednej ręki można policzyć produkty przetworzone typu musztarda, które mamy w domu. Natomiast nasze cotygodniowe zakupy, wykonywane przede wszystkim w Kooperatywie Dobrze oraz na BioBazarze (mięsa), nie ukrywam – pochłaniają sporą część domowego budżetu i być może dlatego tak ważne jest dla nas, aby wydane pieniądze nie wylądowały w śmieciach.

„Gotuję, nie marnuję”
„Gotuję, nie marnuję”

Oczywiście jest także bardzo ważny aspekt etyczny: produkowanie jedzenia jest kosztem również dla środowiska. Ludzie, którzy pracują w polu, w sadach, na farmach wkładają swój wysiłek i często serce, aby nakarmić innych. A my, konsumenci, lekką ręką wydajemy pieniądze w Lidlu czy Biedronce, aby cieszyć się z zaoszczędzonych złotówek i czuć się zwolnionymi z odpowiedzialności za cały łańcuch produkcji i dostaw…

Ja się na to nie zgadzam. A Wy?

Sylwia Majcher, „Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku”

wyd. Buchmann, Warszawa 2018

Cena sugerowana: 49,99 zł

Może przeczytasz także:

Porządki w kompostowniku

Nasz domowy kompostownik (>> tu poczytacie o nim więcej) już dawno się przepełnił, choć systematycznie

Nie jem już mięsa, ale to za mało. O „Wyzwoleniu zwierząt” Petera Singera

Książka „Wyzwolenie zwierząt” jest nazywana biblią weganizmu. Nie bez powodu: była pierwszą publikacją (1975 r.),

Relacja z Targów Zero Waste w Warszawie 2018 r.

Na Targi Zero Waste w Warszawie przybyłam po południu, na drugą połowę wydarzenia. Wprawdzie nie

24 thoughts on “Sylwia Majcher, „Gotuję, nie marnuję” – recenzja”

  1. Pierwszy sposób to jeść te najstarsze produkty i najlepiej do czasu jak są stare nie kupować nowych. Druga stosowana przeze mnie opcja to mrozenie, szczególnie po przyjęciach, świętach i taki tam. Poporcjowane można jeść jeszcze przez kilka tygodni. A zamrażac można naprawdę wszystko!

  2. Już druga opinia z wyraźną nutą rozczarowania, wydaje mi się, że w dużej mierze wynika to z tego, że osoby od dawna żyjące w duchu zero waste, dla których nie marnowanie jest ważne mają dużą wiedzę i świadomość, więc wymagania do tego typu poradników są o wiele wyższe nić w przypadku osób, które do tej pory nie bardzo przykładały uwagę do dystrybucji jedzenia.
    Byłam bardzo ciekawa tej książki, a teraz to bym do niej zajrzała tylko z ciekawości, czy znalazłabym w niej choć jedna informację przydatną i dotąd mi nieznaną
    Aneta ostatnio pisze o…Sekretne życie drzew – bestsellerowa książka Petera WohllebenaMy Profile

  3. Moj sposob na niemarnowanie jedzenia zaczyna sie od planowania posilkow i listy zakupow. Super, extra, wielkim promocjom marketowym mowie ‚nie’, wybieram mniej, zdrowiej i lokalnie na cosrodowym targu-jesli mowa o warzywach, owocach czy serze. To czego ugotowalo sie za duzo (choc to rzadka sprawa) laduje w zamrazarce lub sloiku, ewentualnie zjadane w kolejnych dniach (uf, nie trzeba gotowac), lub na kolacje. Przywiedle warzywa maja pierszenstwo, sucha bagietka przemienia sie w bulke tarta,resztka sosu pomidorowego do pizzy laduje w innej potrawie, ktora trzeba upomidorowic. A, no i dojadam po corce. ☺️

  4. też chcę książkę. zrobiłam wczoraj zupkę z obeschniętych niedojedzonych końcówek chleba razowego. w wersji mięsnej na skórze od słoniny, ale można w wersji vege na skórze z parmezanu. spokojnie wyjdzie też wersja vegan.
    Podsmażyć na oliwie cebulę pokrojoną w kostkę (skóra z cebuli na wielkanoc idzie do barwienia jaj, przez resztę roku do torebki z obierkami na bulion warzywny w zamrażalniku)
    dodać tymianek, główkę czosnku (obrane ząbki), sól, pieprz, połamane uschnięte chlebki, zalać wodą
    W trakcie gotowania doprawić gałką muszk., tymiankiem, solą, pieprzem do smaku, można dodać posiekanego czosnku pod koniec gotowania.
    Jak chlebki się rozpadną zblendować na zupę-krem i zajadać
    w wersji mięsnej można jeszcze podać z boczusiem (w kostkę do gotowania, albo posypać skwarkami na koniec)

    1. Polecam! Bo to nie tylko strata pieniędzy i energii, ale duży koszt dla środowiska :( A wcale nie tak trudno opanować kilka prostych zasad :)

  5. Właśnie zastanawiałem się nad kupnem tej książki. Przepisy fajne, ale czy rzeczywiście wyciągnę z niej to co najważniejsze? Czyli czy znajdę tam jakieś triki na temat tego, jak wykorzystać półprodukty, które kupujemy w sklepach, naprawdę w 100% ?
    .

    1. Jeśli jesteś świadomym użytkownikiem kuchni, to raczej znasz wszystkie triki pokazane w książce. Mrożenie, pasteryzowanie, kiszenie… Najciekawszym przepisem, który mnie faktycznie zaskoczył było carpaccio z głąba kapusty.

  6. A ja rzadko gotuję – więc też nie marnuję ;) W restauracjach wyjadam do ostatniego okruszka ;)

    Tak całkiem serio – przy moim synku ciężko, by coś się nie zmarnowało. Wiele potraw napoczyna, rozgrzebuje i zostawia – więc potem nie za bardzo mamy co z takimi resztkami zrobić.
    .

    1. My zjadamy po dzieciach (chyba że wiadomo, coś jest przeżute i wyplute), choć przede wszystkim staramy się dawać im takie porcje, żeby wszystko zjedli. Wiadomo, że nie wszystko smakuje każdemu, ale że jest nas czworo, to raczej nic nie zostaje.

  7. Nie jestem człowiekiem, który przykłada szczególną uwagę do sposobu wyprodukowania kupowanej żywności, ale zawsze staram się kupować tyle, by nic mi się broń Boże nie zepsuło. Resztki w zasadzie mi nie zostają, więc chociaż chodzi mi po głowie zakup jakiejś książki kucharskiej celem wzbogacenia jadłospisu, mam wątpliwości, czy omawiana pozycja, by mi odpowiadała.
    .

  8. Ja zostanę przy kupowaniu tam gdzie jest najtaniej, ale i tak prawie nic się u nas nie marnuje, to już muszą być sporadyczne przypadki. Jest nas w sumie 5 osób + pies (bardzo ważny element łańcucha pokarmowego).
    .

  9. Myślę że książka nie tyle jest inspiracją, co bardziej uświadomieniem że kupuje się za dużo, bez planowania i przemyślenia.

  10. Marnować (lub nie) można różne prostu. Na naszym osiedlu rośnie kilka pięknych krzewów pigwowca, którymi nikt się nie interesuje. Od paru lat zbieram owoce,robię z nich sok,a z suchych pozostałości pyszny dżem. Jeszcze nalewka z pestek i nic się nie marnuje, a zapas witamin jest na całą zimę!
    Książki jestem ciekawa,chętnie przeczytam i podam dalej ;)

  11. Ja stosuję Zasadę 4 P:
    Planuję
    Przechowuję
    Przetwarzam
    Produkuję

    Planuję – Planuję posilki by kupować tylko to, co będzie potrzebne, Planuję, kiedy będziemy gotować, a kiedy zjemy zachomikowane wcześniej jedzenie, Planuję powtórne wykorzystanie części posiłku (ziemniaki, strączki, resztki warzyw)

    Przechowuję – Zamrażam lub wekuję na zapas, zamrażam resztki typu – pozostałości bulionu, sosu, zupy (nadają się np. do doprawiania innych potraw)

    Przetwarzam – robię przetwory, przerabiam nadmiar mleka na jogurt lub kefir, nadmiar jogurtu – na ser, kiszę warzywa i owoce

    Produkuję – hoduję zioła i kiełki, w piwnicy mam pieczarki, a na tarasie latem kilka pomidorów i innych warzyw – dzięki temu często nic nie kupuję. A jak nie kupuję to i nie marnuję

  12. wyschniete pietki chleba zostawiam dla krolikow, ktore hoduje dziadek
    nie najswiezszy chleb laduje w tosterze, mozna tez zrobic bread and butter pudding (mniamm:-)
    Lupiny z cebuli barwia jajka ale tez wlosy
    wszelkie resztki obiadowe mozna doprawic i przerobic na kotlety lub paste na kanapki
    lubie przetrzec twarz z rana zuzyta torebka po herbacie-super odswieza
    resztki z owocow i wazyw chetnie przejmuje chomik
    skorupki jaj dla kurek (znow u dziadka, ale jak ktos nie ma dziadka na wsi, moze kolezanka albo sasiadka ma:-)

  13. Jestem ciekawa książki, ale dochodzę do wniosku, że u mnie w domu też nie marnuję my jedzenia. Jeśli coś ląduje w koszu to jest to często wynikiem nieudanego eksperymentu kulinarnego.

    A jakiś mój patent na nie marnowanie? np. Sos do spaghetti lub pizzy z resztek pomidorówki.

    Ogólnie robie to, co Ty -kupuje proste produkty, do prostych potraw i tyle, ile mi trzeba.

  14. Byłam bardzo ciekawa tej książki i zastanawiałam się nad jej kupnem. Myślę, że Tobie mogło w niej sporo brakować, le dla kogoś takiego jak ja, kto dopiero raczkuje w tym temacie może być wartościowa. Fajnie że piszesz o tym, dlaczego warto dołożyć trochę grosza, ale kupić od polskich dostawców. My kupujemy tylko w polskich i lokalnych sklepach i wszyscy nasi znajomi uważają to za dziwactwo :(

  15. Słyszałam o tej książce i słuchałam w radiu rozmowy z panią Sylwią. I faktycznie poczułam się zainspirowana. jestem na początku drogi uważności na to, co jemy, ile jemy i czy czasem nie marnujemy. Jednak twoja uwaga, że trzeba sporo kupić, by gotować bez marnowania trochę mnie przystopowała z decyzją o kupnie tej pozycji. Może polecisz inną pozycję?
    Iwona Kmita ostatnio pisze o…Wiosenna sobota w PalmirachMy Profile

    1. Chyba nie mam żadnej kontrpropozycji. Ale mam koleżankę, która postanowiła sama napisać taką książkę! Mam nadzieję, że jej się uda.

  16. Bardzo mi się podoba koncepcja zero waste. Sam w kuchni staram się wykorzystywać wszystko. Większość ludzi kupuje np. rzodkiewkę, albo kalafiora i wyrzuca wszystkie liście. A liście rzodkiewki są bardzo wartościowe i naprawdę smaczne ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge