11 II2013

Skąd ta dieta, czyli o teście MRT

by joanna

Jak to zwykle bywa, przeorganizowanie naszego życia kulinarnego było spowodowane problemami z dietą dziecka. J. miał półtora roku, kiedy zaczął mieć objawy AZS. Za radą naszego pediatry homeopaty zrezygnowaliśmy z krowiego mleka i jego przetworów, podawaliśmy np. mleko ryżowe, wprowadziliśmy też nabiał na bazie mleka koziego. A przede wszystkim zaczęliśmy kupować żywność ekologiczną (dlaczego żywność ekologiczna? O tym napiszę wkrótce).

Przestawienie się na ekozakupy trwało u nas parę miesięcy. Doskonale rozumiem opory tych, którzy nie są przekonani do żywności organicznej. Kiedy J. zaczynał, w 2010 roku, nie było jeszcze BioBazaru, sklepy ekologiczne były bardzo drogie, wybór był mały, a świeżość produktów często pozostawiała wiele do życzenia (także w Warszawie). Zaczęło się to jednak zmieniać, również powoli, ale w dobrym kierunku. Produkty ekologiczne można już znaleźć w hipermarketach (niestety, często są wymieszane z żywnością dietetyczną, przez co nieuważny kupujący może się nabrać i kupić niekoniecznie to, co chciał). Pod koniec 2010 roku pojawił się BioBazar – cotygodniowy bazar produktów ekologicznych na terenie dawnej fabryki Norblina w Warszawie. Wreszcie mogliśmy zrobić zakupy w jednym miejscu, świeże warzywa i owoce naprawdę były świeże, a ceny niższe niż w sklepach. Co nie znaczy, że niskie w porównaniu do żywności bez znaczka BIO.

Dwa lata diety J., któremu raz się polepszało, raz pogarszało, były krokiem w dobrym kierunku, ale zaledwie krokiem. Zimą 2012/2013 roku J. – już 3,5-letni – mimo że jadł tylko to, co mu przygotowałam właściwie od podstaw (nawet w przedszkolu ma zawsze swoje jedzenie) miał szczególnie duży problem ze skórą. Podziwiam go za to, że był bardzo dzielny i starał się nie drapać, gdy swędziało, cierpliwie znosił wszystkie smarowania kremem i wyrzeczenia dietetyczne. To przecież jeszcze małe dziecko, które stara się zrozumieć, dlaczego ma inaczej niż koledzy. niestety, na razie nie będzie mu łatwiej. W dodatku S., gdy skończył miesiąc, dostał strasznej wysypki i już wiedziałam, że historia się powtarza (J. miał trzy tygodnie, gdy objawiła się skaza białkowa). Mam więc dwóch synów z alergią pokarmową i męża, który również ma AZS.

Przeczytaj: Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową? (Tu znajdziesz informacje, czym różnią się od siebie rodzaje alergii – IgE-zależne i IgE-niezależne)

Przeczytaj: Nietolerancja pokarmowa (nie jest alergią!)

Podjęliśmy z T. decyzję o zrobieniu J. dokładnego badania pod kątem alergii pokarmowej, żeby wreszcie zrozumieć, czym mu szkodzimy. Testy IgE, robione zaraz po skończeniu przez J. trzech lat, nie wykazały żadnej alergii, a więc to nie alergia IgE-zależna była przyczyną kłopotów. Wykonanie testu MRT, mało znanego w Polsce i bardzo drogiego, odkładaliśmy przez kilka miesięcy, głównie z powodu ceny. Dowiedziałam się o nim przypadkiem od jednej mamy z przedszkola J., która również przygotowuje wałówkę dla swego syna. Najprościej mówiąc, badanie polega na obserwowaniu reakcji pobranej krwi na podanie konkretnych składników żywności. Wyniki dostaje się w postaci tabeli, z zaznaczonym poziomem reakcji na dany pokarm. im większa reaktywność, tym mocniej pokarm oddziałuje na organizm, co jest mierzone przez komputer (rejestruje on zmiany w objętości leukocytów i osocza).

Oprócz wyników dostaje się także wstępną rozpiskę diety, najpierw na 27 dni. Wygląda to tak:

mrt_1

Sam wynik to oczywiście za mało. W cenie badania są dwie wizyty u dietetyka, który interpretuje tabele i dopasowuje dietę do potrzeb pacjenta. Dzieci nie będą przecież pić kawy, w Polsce nie raczymy się na co dzień krewetkami czy homarami itp. To, że w wyniku J. mleko krowie i kozie wyszło bardzo wysoko, a twaróg bardzo nisko, nie oznacza, że J. może jeść twaróg. Wyłączamy wszystkie białka mleka, wszystkie przetwory mleczne, wszystkie produkty zawierające mleko. Musieliśmy zacząć jeszcze uważniej czytać etykiety, dzięki czemu okazało się, że nasz ulubiony chleb żytni razowy jest robiony na maślance. Ponieważ J. nie może także drożdży, odeszło praktycznie całe pieczywo, jakie można kupić. Znalazłam jeden jedyny chleb dla J., razowy na zakwasie bez drożdży z Galerii Wypieków Lubaszki, ale coraz bardziej myślę o pieczeniu własnego chleba. Kiedyś próbowałam i mi nie wychodził, ale może trzeba się po prostu nauczyć.

W tej chwili jesteśmy w drugim tygodniu diety ustalonej przez dietetyka. Startowaliśmy od kilkudziesięciu produktów z listy, od przyszłego tygodnia zaczynamy włączać kolejne pokarmy. A potem będziemy się odgrzybiać, tzn. czyścić nasze przewody pokarmowe z Candida Albicans. To będzie kolejna przygoda, o której napiszę na pewno sporo, bo temat jest obszerny (tu można przeczytać jedną z poważniejszych publikacji w internecie na ten temat). Znów skracając – musimy naprawić jelita, żeby nie przepuszczały do organizmu składników pokarmów, które powinny zostać wydalone – tak jak się dzieje teraz.

Jem to co J., ponieważ jest spora szansa, że J. ma podobną alergię co S.
A S. – wiadomo – z matki mleko ssie.

Produkty, które wyłączymy z diety pewnie na kilka lat, to m.in.: mleko krowie i kozie + przetwory, wołowina, cielęcina, kasza gryczana, migdały, jaja, jabłka, maliny, kiwi, kakao, oregano, mięta, soja, biała fasola, fasola jaś, pietruszka, burak, dynia, niektóre ryby. J. wyszła także wrażliwość na ciemne owoce, takie jak jagody, śliwki, wiśnie, żurawina. Wielka szkoda.

Podjęliśmy wyzwanie – czy dieta okaże się dobrym wyborem? Na razie jestem pełna entuzjazmu, bo ograniczenia zawsze wyzwalają we mnie chęć sprostania wymaganiom. Stąd ten blog. Uff. :)

Może przeczytasz także:

7 Responses to “Skąd ta dieta, czyli o teście MRT”

  • trocin

    Krótko: dieta raczej nie okaże się dobrym wyborem.

    Rzuciłem okiem na to MRT, wygląda jak popularna u nas dieta zgodna z grupą krwi. Zarówno jedna jak i druga opiera się na niejedzeniu produktów, których lektyny w kontakcie z krwią wywołują reakcję systemu odpornościowego (skądinąd prawidłową), a jedzeniu tych, których lektyny nie powodują reakcji organizmu, czyli są „przyjazne”. I wydawałoby się, że wszystko jest pięknie, bo w końcu nie ma objawów alergicznych, wysypek, kataru, kichania, swędzenia, itd. Tylko to nie eliminuje istoty problemu. Bo problemem nie jest reakcja organizmu w kontakcie z lektynami pokarmowymi w krwi, tylko sam kontakt lektyn z krwią. W prawidłowo funkcjonującym organizmie kontakt lektyn pokarmowych z krwią jest niemożliwy. I na eliminacji tego problemu należy się skupić, a nie na eliminacji tylko „szkodliwych” lektyn, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Skoro te „szkodliwe” lektyny do krwi się dostają, to zapewne dostają się również te „przyjazne”. Co się zatem z nimi dzieje, skoro w normalnych warunkach do krwi dostać się nie powinny? Gdzie się odkładają? Jakie zniszczenia powodują? Wszystko to robią po cichu, bez reakcji ze strony układu odpornościowego.
    Nad tym warto się zastanowić i skupić, nad zablokowaniem napływu do krwi lektyn pokarmowych. Dietę można wprowadzić, ale jedynie na czas eliminacji głównego problemu, którym w przypadku alergii jest niedopuszczalny w normalnych warunkach kontakt alergenu z krwią.

    • joanna

      mam nadzieję, że uda nam się nareperować jelita i dzięki temu fragmenty pokarmu przestaną przenikać do krwi. jelita są bramą, która powinna przepuszczać do naszego organizmu tylko potrzebne i rozłożone na czynniki pierwsze elementy pożywienia. jeśli problemem jest grzyb (wyszedł w teście), najpierw zaczynamy od uspokojenia organizmu, potem wprowadzamy odgrzybianie + naprawę jelit, a potem możemy się zastanowić nad wieloletnią dietą, która nie pozwoli na ponowny rozrost grzyba, usunie z organizmu toksyny i nie będzie naruszała struktury jelit. to długi proces, złożony i jesteśmy na początku drogi, dlatego piszę o nim po kolei.

  • trocin

    Nie sugerujcie się Janusem, miałem styczność z tym gościem osobiście. Z początku stwarza wrażenie porządnego lekarza, który sprzeciwił się konwencjonalnej medycynie i dzielnie idzie pod prąd starając się wyrwać pacjentów z łap przemysłu medycznego. Po bliższym poznaniu okazuje się, że jest taki sam ja ta cała medycyna. Facet ma gabinet w Zduńskiej Woli i tam leczy (choć to niedobre słowo, bo on nie ma prawa do leczenia ludzi, kiedyś nawet sprawa otarła się o Naczelną izbę Lekarską, bo leczył ludzi nie mając do tego uprawnień) ludzi drogimi preparatami robakobójczymi, kuracjami na aparacie Mora i innymi cudami, za które trzeba słono płacić, podobnie jak za wizytę u niego. Miał nawet swoje forum internetowe, które niestety padło po obnażeniu jego rzeczywistych intencji.
    Co do grzybów, cóż jest to ciało obce w organizmie, jednak jest to swojego rodzaju zabezpieczenie przed dużo groźniejszymi gatunkami, które chętnie zamieszkałyby w organizmie żywiciela, jak pasożyty czy inne gronkowce.
    Temat tej całej strasznej candidy należy zacząć od drożdżaków candida albicans, które są naturalnymi mieszkańcami jelita grubego u ludzi. Ich zadaniem i jednocześnie sposobem odżywiania jest przerabianie cukrów na alkohol i dwutlenek węgla. W przypadku prawidłowego środowiska jelita grubego, tych drożdżaków jest niewiele i tylko tyle, ile potrzebne jest do sprawnego działania układu trawiennego.
    Drożdżaki mogą okazać się groźne dla organizmu wówczas, gdy w diecie znajduje się zbyt dużo cukrów (np. słodycze, produkty skrobiowe – wszelkiego rodzaju pieczywo, makarony, kluseczki, ryż, ziemniaki). Wówczas, wobec nadpodaży pożywki, produkowany przez drożdżaki alkohol zabija bakterie bytujące w tym samym środowisku (naturalnych wrogów drożdżaków) powodując w pierwszej kolejności zaburzenia w trawieniu. Długotrwały niedobór witamin produkowanych przez bakterie prowadzi do osłabienia kondycji całego organizmu, w tym także nabłonka jelitowego, w którym powstają wyłomy i komórki drożdżaków są w stanie przeniknąć do krwiobiegu.
    Dalej sprawa jest już prosta – system odpornościowy osłabionego organizmu nie jest w stanie walczyć z komórkami drożdżaków krążącymi w krwi, dzięki czemu mogą się one swobodnie poruszać po całym organizmie. W momencie gdy znajdą odpowiednie miejsce (chorą lub martwą tkankę), zagnieżdżają się w niej, rozmnażają korzystając już z innego pożywienia (chorej lub martwej tkanki) i z czasem tworzą plechy, czyli ciało tego strasznego grzyba candida. Grzyb wrasta w tkankę tak głęboko, jak głęboko jest ona uszkodzona. Grzyby nie posiadają przewodu pokarmowego, więc trawią poza własną komórką, czyli w tkance żywiciela wpuszczając w nią swoje enzymy trawienne, które rozkładają komórki na łatwe do wchłonięcia przez grzyba proste substancje. Enzymy trawienne grzybów candida co prawda rozkładają żywe komórki, ale tylko komórki uszkodzone, zmienione chorobowo. Nie niszczą zdrowych tkanek, więc ich działanie nie jest tak straszne, jak się je przedstawia. Nie dość, że niszczą chorobowo zmienioną tkankę, to jeszcze nie pozwalają się rozmnażać niepełnowartościowym komórkom. Jednocześnie enzymy trawienne grzyba candida są toksyczne dla innych, dużo groźniejszych dla organizmu gatunków, jak pasożyty czy gronkowiec złocisty i dzięki temu nie mogą one zamieszkać w organizmie chorej osoby.
    Oczywiście sytuacja zasiedlenia organizmu przez grzyba candida w dłuższym czasie nie jest korzystna. Ale nie należy bezwzględnie z nim walczyć (a już na pewno nie kilkuletnią dietą, to barbarzyństwo!), tylko skupić się w pierwszej kolejności na uszczelnieniu przewodu pokarmowego oraz na dostarczeniu do organizmu środków odżywczych, dzięki którym będzie możliwa odbudowa pełnowartościowych komórek w uszkodzonych tkankach, co jednocześnie pozbawi pożywki grzyba candida i doprowadzi do jego likwidacji.
    Kilkuletnia dieta zalecana przez lekarza bez uprawnień Janusa, to barbarzyństwo. Gość zaleca na kilka lat odstawienie na przykład owoców. Z czego organizm ma czerpać wówczas środki odżywcze? Szkoda, że nie ma już jego forum, moglibyście poczytać, wypowiedzi jego pacjentów, u których po raptem kilku miesiącach jego diety zamieszkiwały tasiemce, glisty czy gronkowiec. A on zalecał im tylko wizytę w swoim gabinecie, gdzie z kolei fundował im kolejne drogie i wyniszczające organizm terapie i suplementacje.
    Polecam Wam drodzy Baranowscy (a także wszystkim innym czytelnikom tego bloga) dietę prozdrowotną opracowaną przez Józefa Słoneckiego. Dieta jest ułożona w ten sposób, że w żadnym jej etapie organizm nie jest pozbawiony środków odżywczych, a jednocześnie powoduje ograniczenie rozwoju drożdżycy jelita grubego, będącego przyczynkiem do rozwoju grzybicy.
    Należy pamiętać, że dieta z definicji polega na ograniczeniu pewnych środków odżywczych i każdą dietę należy stosować tylko tyle czasu, ile jest to konieczne, a więc na czas doprowadzenia organizmu do lepszej kondycji.

    Proces powrotu do zdrowia może być długi (w przypadku dzieci często nie trwa to długo), ale na pewno nie jest złożony. Odpowiednia dieta, uwzględniająca eliminację szkodliwych czynników, nie eliminując jednocześnie składników niezbędnych oraz uszczelnienie przewodu pokarmowego. Tylko za obie te rzeczy należy wziąć się jednocześnie, nie po kolei, bo nic z tego nie wyjdzie. Później trzeba już tylko cierpliwie czekać na stopniową poprawę zdrowia :)

    • joanna

      (pozwoliłam sobie wyrzucić dublujący się komentarz).
      wstrzymuję się na razie z opiniami, ale czytam uważnie różne rzeczy i myślę, że zawsze prawda leży pośrodku. poczytam jeszcze raz o diecie, którą tak promujesz ;-) nie czuję się ekspertem i na razie chcę zaufać dietetykowi – pokazuje mi jakąś drogę, która wydaje się rozsądna. (inna sprawa, że moim zdaniem nie ma idealnej diety, bo to, że jemy zdrowo, nie znaczy, że jesteśmy szczęśliwi z tym, co jemy). na szczęście czuwa nad nami też pediatra homeopata, który ma wyważone podejście do wszystkiego, co radykalne. dobrze, że napisałeś, co wiesz o Janusie. jego poglądy są bardzo kategoryczne, ale myślę, że w wielu aspektach dotykają sedna sprawy, jakim jest problem z jelitami, o czym się w ogóle nie mówi np. pacjentowi w przychodni. mnie na problem z grzybem w przewodzie pokarmowym zwróciła uwagę moja ginekolog, ponieważ miałam ciągle chrypę i kaszel.
      zobaczymy, co będzie – nie podejmujemy żadnych ryzykownych kroków, zawęziliśmy dietę po to, żeby ją stopniowo rozszerzać, a nie po to, żeby umrzeć z głodu :)

  • trocin

    Oczywiście zrobicie jak będziecie uważali, ja na przykładzie swoim oraz wielu osób, z którymi zetknąłem się na Biosłone, nie tylko wirtualnie, ale również w tzw. realu, mogę szczerze polecać to, o czym w swoich książkach pisze pan Słonecki. Te książki są podręcznikiem zdrowia i każdy zdrowo myślący człowiek powinien je mieć. A prawda nie leży pośrodku, prawda leży w prawach natury rządzących naszymi organizmami, tego nie zmieni żaden dietetyk czy lekarz. Tym bardziej, że oni żyją z tego, że ludzie są chorzy. A co do idealnej diety, to jest taka, choć nie – dieta to złe słowo. Odpowiedni dla człowieka sposób odżywiania jest prosty – mięso zrównoważone surówkami, do tego jajka i w mniejszej ilości owoce, orzechy, nasiona. Cała reszta produktów żywnościowych nie jest niezbędna do życia, a często niekorzystnie wpływa na organizm i powinna być jedzona wyłącznie przez osoby zdrowe.
    Jak chcesz dogłębnie zbadać ten temat, to polecam wspomniane wyżej książki „Zdrowie na własne życzenie” tomy 1 i 2. To wydatek rządu niespełna sześćdziesięciu złotych. Gdyby to jednak było za dużo, to jestem w stanie sprezentować Ci te książki. Mam ich trochę z uwagi na swój skromny wkład w ich powstanie :)

    • joanna

      tak się domyślałam, że masz z tym coś wspólnego :) do książek z chęcią zajrzę, a nawet może napiszę im recenzję na tym blogu, a co :)

      • trocin

        Wspólne mam tylko korektę i zdjęcia na okładce :) Polecam ją nie ze względu na to, że trochę pomogłem ją stworzyć, tylko ze względu na wiedzę tam zawartą. Nie mam z tego żadnych korzyści, oprócz być może kolejnych dusz uratowanych przed medycznym zatraceniem :) Sam wyszedłem na prostą dzięki tym książkom (wcześniejszym wydaniom) i jak tylko mogę i widzę, że warto, to polecam innym. Myślę, że Ty z mężem należycie do ludzi z otwartymi umysłami, nie dającymi się zwieść byle propagandzie tylko dlatego, że ktoś ma biały kitel, słuchawki na szyi albo „prof.” przed nazwiskiem :) Temat zdrowia jest naprawdę prosty i nieskomplikowany, trzeba się tylko wyzbyć dotychczasowego myślenia :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge