Po 10 latach wróciłam do depilatora. Co odkryłam?

Depilator był kiedyś dla mnie nieodzownym sprzętem – byłam młoda i pragnęłam być gładka jak aksamit, a jednocześnie chciałam poświęcać na to jak najmniej czasu. Z używania depilatora zrezygnowałam z pierwszej ciąży, kiedy stwierdziłam, że nie mam ochoty tak cierpieć dla urody. Sprzęt leżał w szafie 10 lat – przez ten czas używałam >> maszynek do golenia. Aż kilka miesięcy temu postanowiłam go uruchomić i sprawdzić, czy wciąż działa. Co mnie zaskoczyło?

Na wstępie zaznaczę, że nie promuję żadnej marki depilatorów, choć pewnie po zdjęciach się domyślicie, co to za sprzęt. Kupiłam go jakieś 12 lat temu za 99 zł, jest to bardzo prosty model, bez żadnych dodatków (poza nakładką zawężającą depilowany obszar), zasilany z sieci. Ma dwie prędkości obrotów, ale i tak korzystam tylko z tej szybszej opcji. Generalnie rzecz biorąc urządzenie jest bardzo proste.

Depilator po dekadzie

Czekałam z tym tekstem kilka miesięcy po powrocie do depilatora, bo uznałam, że nie liczy się sam powrót, tylko długofalowe efekty.

Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła, to że depilator działa (choć kabel czasem źle kontaktuje). Właściwie niewiele może się w nim popsuć, ale gdyby coś się popsuło, to raczej nie opłacałoby się naprawiać. Od samego leżenia sprzęt się nie zużywa, więc liczyłam na sprawność urządzenia. Martwi mnie jednak, że kabel czasem nie przewodzi, być może jest gdzieś złamany i w końcu może przestać działać.

Używam depilatora tylko do nóg – nie odważyłam się na powrót do depilowania pach czy okolic bikini. Tego bólu nie zapomnę na pewno.

Czy depilator jest zero waste?
Czy depilator jest zero waste?

Depilator mechaniczny: wady i zalety

Kolejnym zaskoczeniem była dla mnie konfrontacja z zapamiętanym bólem depilacji. Zwłaszcza po tylu latach używania maszynki do golenia moje włosy nie stały się przecież cieńsze ani rzadsze.

Pierwsza depilacja była bolesna. Kolejna również, w dodatku na początku musiałam powtarzać zabieg co kilka dni, bo nie wszystkie włosy udało się usunąć od razu. Po kilku miesiącach doszłam do etapu, kiedy używam depilatora co 7-10 dni. Mam czarne włosy, które widać niemal od razu, kiedy zaczną odrastać. Ich wyrywanie dalej boli, ale skala jest nieporównanie mniejsza – włosów jest po prostu o wiele mniej.

Wada depilatora: wrastające włosy. Zaleta: odrasta o wiele mniej włosów
Wada depilatora: wrastające włosy. Zaleta: odrasta o wiele mniej włosów

Co jeszcze odkryłam? Że cokolwiek zrobię, problem wrastających włosów nie zniknie. Mogę stosować peelingi czy masować się >> specjalnym kamieniem, a włosy i tak będą wrastać. Nie chodzi tylko o to, że włosy są słabsze i nie przebijają się przez skórę – mam wrażenie, że ich wyrywanie „wichruje” cebulki i włosy po prostu rosną pod innym kątem. Niestety trzeba je usuwać, bo raz, że je widać, a dwa, że mogą powodować stan zapalny. To zdecydowana wada depilacji, także tej za pomocą pasty cukrowej czy wosku.

Wadą mojego depilatora jest również to, że nie zadziała bez prądu. Choć i tak wolę takie rozwiązania niż na baterie, przynajmniej nie zaśmiecam planety zużytymi bateriami czy akumulatorami.

Natomiast moim najważniejszym odkryciem, które przeważyło w decyzji o pozostaniu przy depilatorze, jest wielka oszczędność czasu, ale nie tylko. Depilator jest na prąd, jednak tego prądu zużywa bardzo mało. I to wszystko. Nie potrzebuję wody, nie zużywam żyletek (tzn. używam ich, ale do innych włosów – starczają na dłużej). Kiedyś, jeśli chciałam nie mieć włosów na nogach, goliłam się co 2-3 dni. Teraz – może to też zmiana podejścia – aż tak mi nie zależy, żeby być nieustannie zupełnie „łysą” na nogach. Depilator uwolnił mnie od takiego myślenia, bo po jego użyciu nie da się być idealnie gładką. To już nie jest takie ważne.

Nie myślę też o nowym sprzęcie – ten może nie jest najnowszy, ale nie sądzę, żeby tak wiele zmieniło się w konstrukcji depilatorów przez te lata. Dopóki służy, niech służy.

Używacie depilatorów? Napiszcie, czego używacie do depilacji – a może wcale nie przejmujecie się włosami?

Może przeczytasz także:

7 mitów na temat kubeczków menstruacyjnych

Mija właśnie pięć lat, odkąd używam kubeczka menstruacyjnego. A właściwie kubeczków menstruacyjnych, bo próbowałam kilku,

Kosmetyki do opalania We Love The Planet: zero waste czy greenwashing?

Kosmetyki do opalania We Love The Planet to nowość holenderskiej marki, która dotąd była znana

Czy to naprawdę jest kompostowalne?

Kompostowalne podpaski, pieluchy jednorazowe, papier do pieczenia, ścierki gąbczaste?  Czy to może być prawda, czy

11 thoughts on “Po 10 latach wróciłam do depilatora. Co odkryłam?”

  1. Asia, zasilacz do tego modelu (mam taki od wieeelu lat i bardzo sobie chwalę) można kupić na OLX za 15zł. Mieszkając w Warszawie na pewno się jakiś znajdzie. Ważne, żeby to był ten starego typu (jest grubszy i ma lepszą trwałość). Dla mnie nie ma nic bardziej irytującego podczas depilacji od niestykającego kabla… ;)

  2. Ja używam depilatora do rąk, pach i bikini. Nóg nie golę. Najpierw była do dla mnie mordęga, ale pomogła depilacja pastą cukrową. Mniej bolało i po dwóch zabiegch teraz depilator mi nie straszny. A dodam, że kiedyś bardzo cierpiałam.

  3. Do dziś pamiętam pierwsze golenie nóg depilatorem-na kilka podejść, bolało że hej, ale potem już jest lepiej, nawet paszki można depilować itp. tylko sporo czasu to zajmuje więc teraz używam przede wszystkim maszynki-jednorazówek, które używam póki się nie stępią;)

  4. Od kilkunastu lat korzystam z depilatora, do nóg. Rzeczywiście, odrastające włosy są rzadsze i jest ich mniej. Mnie wystarcza depilacja dwa razy w miesiącu. Natomiast do pach i bikini używam maszynki do golenia na żyletki.

  5. Dla mnie te wrastające włosy były nie do przejścia, natychmiast mi się zaczynało paprać i nie chciało się goić. Brr. Teraz ćwiczę psychologiczne, nazwijmy to, rozwiązanie problemu, tzn. „pierdolę, nie golę” :-)

  6. ja nigdy nie używałam, cały czas korzystam z maszynek.. miałam kilka podejść do wosku, ale niestety nie mam umiejętności kosmetycznych, zastanawiam się nad laserem.

  7. Będąc włochatą nastolatką lat temu naście, nabyłam sobie depilator. Konsekwencją była masakra, zapalenia mieszków włosowych, krosty, blizny, ropiejące grudki – katastrofa oraz nieszczęście.
    Przerzuciłam się na pastę cukrową – poprawnie używana, czyli jeśli wyrywamy włosy ZGODNIE z ich kierunkiem rośnięcia, a nie POD włos, jak w przypadku wosku – nie powoduje żadnych problemów skórnych, nawet na cienkiej i delikatnej, naczynkowej skórze. Tylko bywa to nieco czasochłonne i czasem, zwłaszcza latem, frustrujące, gdy jest ciepło i pasta się czasem rozciąga, rozkleja i bebrze.
    Po iluś latach uzbierałam na serię zabiegów laserowych i to pomogło najbardziej, ale też i moje włosy zdążyły przez lata złej depilacji rozwinąć się ponadprzeciętnie.

    Zdecydowanie polecałabym zacząć przygodę depilacyjną od pasty cukrowej – jest szansa, że włosy nie stwardnieją i nie zgrubną tak bardzo, jak przy maszynce albo depilatorze.

  8. Ja mam od 20 lat ten sam depilator – zaczął się wyłączać, ale mąż rozkręcił, przeczyścił i działa dalej :) Używam z przerwami na opcję „nie golę” – bo wrastające włoski są nie do wytrzymania i na prawdę nic na nie nie pomaga, ale nie mam sumienia kupować maszynek, żyletek i innych rzeczy jednorazowych (choćby sam wkład) bo za każdym razem to jednak nie tylko śmieć ale i ślad węglowy… myślę że 10 lat temu też koniecznie chciałam być gładka, ale teram mam w sobie więcej akceptacji – przecież nikt nie ogląda moich nóg przez lupę:P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge