25 III2013

Nie daj się zjeść poradnikom

by joanna

Jakiś czas temu pisałam o tym, że zamierzam przeczytać kilka poradników żywieniowych. Zabrałam się za to kosztem poświęcania czasu literaturze pięknej i czytam… Dziś będzie o pierwszej lekturze – Nie daj się zjeść grzybom Candida Andrzeja Janusa, Wydawnictwo IPS, Warszawa 2012 (niestety, mimo prośby, nie przysłali mi okładki).

candida

Ponieważ dopiero zdobywam wiedzę na temat żywienia, moja opinia na  temat książki jest bardzo subiektywna. Moje wnioski wynikające z lektury mogą niektórych zdziwić, ale po to jest blog, żeby dyskutować. Postaram się przede wszystkim zreferować treść poradnika Janusa. Najpierw jednak muszę opisać wrażenie, jakie odnoszę przy czytaniu poradników, zwłaszcza żywieniowych. Piszą je ludzie nawiedzeni jakąś ideą, pod którą podporządkowują swoje wnioski, swoje życie – a za pomocą poradników chcą opanować również nasze życie. Zacytuję słowo wstępu:

Proces leczenia [z grzybicy – przyp. J.B.] kończący się wyzdrowieniem wymaga od chorych osób ścisłego przestrzegania zaleceń, które omówię w tej książce.

Bardzo to znamienne: czytelniku, postępuj dokładnie według moich rad, a wyzdrowiejesz. Janus jeszcze nie jest najbardziej kategoryczny – w poradniku Słoneckiego, który właśnie dokładnie przerabiam, niektóre obostrzenia są tak kategoryczne, że strach się wyłamać, hehe.

Kolejny wniosek: poradniki wzbudzają w czytelniku poczucie zagrożenia zewnętrznego, starając się udowodnić istnienie globalnego spisku. To bardzo udany sposób, żeby niejako zastraszyć odbiorcę rad i zmusić do samodyscypliny. Oni (koncerny farmaceutyczne) na niego czyhają. Ta książka pomoże Ci wyzdrowieć bez ich pomocy. Nie twierdzę, że koncerny farmaceutyczne nie żerują na ludziach i że spiski nie istnieją, natomiast uderza mnie prostota mechanizmu, wykorzystywanego w poradnikach.

Janus opisuje różne postaci groźnej choroby – grzybicy, która atakuje różne narządy wewnętrzne człowieka. Zaczyna od przewodu pokarmowego (i grzybica, i Janus), gdzie istnieje swoiste życie wewnętrzne w naszym organizmie, regulujące trawienie, wchłanianie, wydalanie, przez co reguluje pracę całego organizmu. Zaburzenie porządku rzeczy w przewodzie pokarmowym jest przyczyną wielu chorób, w tym kandydozy. Janus opisuje, w jaki sposób drożdżaki naturalnie związane z człowiekiem w sposób komensalny zamieniają się w pasożyty, potrafiące sterować naszym łaknieniem. Wizja jest straszna. I dość prawdopodobna. Autor stawia sprawę jasno: żeby wyzdrowieć, trzeba zmienić sposób żywienia, zaostrzyć dietę i trzymać ją nawet 3 lata. Do najważniejszych zaleceń należy wyłączenie z diety cukru i białej mąki, zwiększenie ilości warzyw, niestosowanie antybiotyków oraz stosowanie probiotyków. Do wszystkich zaleceń stosuję się od ponad miesiąca (oprócz antybiotyków, których nie biorę od lat) i efekty są bardzo dobre, choć mam wątpliwości co do samych probiotyków, wyśmiewanych w innych źródłach jako wielkie oszustwo (ale o tym kiedy indziej).

Janus stawia na ziołolecznictwo i homeopatię – plus dla niego, choć wielorakość mikstur, jakie zaleca, przekracza moje możliwości opanowania. Gdyby zastosować się do wszystkich zaleceń, co pić, żeby być zdrowym, nie starczyłoby czasu na normalne posiłki. A co dopiero czas na lewatywę czosnkową… Ciekawa jestem, co mówią homeopaci na temat podawania w książkach dokładnych zaleceń podawania leków homeo – tu znajdziemy wskazówki, jak brać na przykład czopki firmy Sanum na grzybicę pochwy. Przyznam, że nie wiedziałam wcześniej o ich istnieniu, więc na lekturze skorzystałam.

Autor w swojej książce jest i tak łagodniejszy, jeśli chodzi o różne teorie, niż w artykułach, które można znaleźć w internecie. Mniej kategorycznie pisze np. o łączeniu przyczyn autyzmu z grzybicą, jest nieco ostrożniejszy w wydawaniu sądów. Jest jednak inny problem, charakterystyczny dla różnych poradników: brak bibliografii, odniesień do badań. Nawet jeśli autor pisze o czymś, co z grubsza znamy i nie mamy zastrzeżeń co do wiarygodności, wypadałoby powołać się na jakikolwiek inny autorytet. Janus się nie powołuje i mamy obowiązek wierzyć mu na słowo.

Do plusów książki zaliczam omówienie zasad prawidłowego żywienia (indeks glikemiczny, równowaga kwasowo-zasadowa), z przykładowymi przepisami. Do minusów – daleko idące hipotezy, upatrujące źródła wszelkich chorób (np. jaskra) w grzybicy, niepotwierdzone badaniami. Jeśli ktoś ma podejrzenie grzybicy czegokolwiek, w tej książce na pewno znajdzie poradę, nie ważne, czy jest matką karmiącą, matką w ciąży, matką malutkiego dziecka z grzybicą, czy ma grzybicę łokcia czy kolana. To dobra lektura na start, gdy chcemy zapoznać się ze zjawiskiem grzybicy. Książka momentami przypomina niezły horror, więc można się przestraszyć. Ważne, żeby potem nabrać dystansu i nie traktować restrykcyjnie wszystkich zaleceń, zwłaszcza naraz, bo nie starczy nam siły ani czasu.

I pamiętajmy, że to tylko poradnik, który nie zastąpi nam samodzielnego myślenia.

 

Może przeczytasz także:

Trackbacks & Pings

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge