Etyczne podróżowanie. Airbnb kontra Fairbnb

Ten wpis, mam nadzieję, wypchnie Was choć na chwilę ze strefy komfortu beztroskiego podróżowania. Powstał na prośbę czytelniczek, które pytały, czemu krytykuję Airbnb. Tu jedno zdanie odpowiedzi nie wystarczy. Poznajcie najgorsze wady Airbnb oraz jego etyczną konkurencję: Fairbnb.

Podróżowanie jest dziś takie łatwe i takie dostępne (przynajmniej dla nas, Europejczyków). Tanie bilety lotnicze sprawiają, że możemy wyrwać się na kilka dni do jakiegoś europejskiego miasta, gdzie – zamiast wynajmować nudny pokój w hotelu – mieszkamy w apartamencie tuż przy centrum. Płacimy, lecimy, mieszkamy. I tak masowo.

Jak podróżować etycznie? La Maddalena, Sardynia
Jak podróżować etycznie? La Maddalena, Sardynia

Airbnb

Na czym polega platforma Airbnb? Na udostępnianiu ofert wynajmu mieszkań, domów czy pokoi w najróżniejszych zakątkach świata, bezpośrednio od właściciela. Z dowolnego miejsca na świecie można zarezerwować nocleg nawet po drugiej stronie globu.

Kilka faktów:

  • Airbnb zostało założone w 2008 roku w Stanach Zjednoczonych. Twórców było trzech: Brian Chesky, Joe Gebbia i Nate Blecharczyk.
  • Początkowo nazwa brzmiała Airbed & Breakfast, w 2009 roku zmieniono ją na Airbnb.
  • W 2017 roku Airbnb wchodzi do Chin pod nazwą Aibiyng.
  • W 2019 roku ma w ofercie ponad 6 milionów miejsc do wynajęcia, w prawie 100 tys. miast, w 191 krajach.
  • W ofercie jest ponad 14 000 małych domów, ponad 4000 zamków i ponad 2400 domków na drzewie.
  • Airbnb angażuje się w akcje społeczne, np. w 2017 roku popierało przyjmowanie uchodźców, jest też partnerem International LGBTQ+ Travel Association Foundation (IGLTAF).

Wszystko to wygląda bardzo zachęcająco, a przede wszystkim jest łatwo dostępne. Początkowo celem platformy było umożliwienie integracji między gośćmi a gospodarzami. Jednak czas pokazał, że Airbnb stało się częścią ogromnego biznesu, który mniej zważał na dobro turysty czy goszczącego go miasta, a więcej – na możliwość zarobienia naprawdę dużych pieniędzy przez właścicieli mieszkań. Choć regulamin serwisu tego zabrania, dla wielu właścicieli lokali nie jest to działalność poboczna, a główne źródło zarobku.

Efekt Airbnb

Nawet najbardziej turystyczne miasta, przyzwyczajone do tłumów odwiedzających (przynoszących przecież spore dochody), zaczęły odczuwać negatywne skutki dostępności noclegów. Przede wszystkim ucierpieli na tym (i dalej cierpią) mieszkańcy tych miast, nagle zmagający się z nowym zjawiskiem: zmiany dostępności mieszkań oraz wywindowaniem cen lokali na wynajem.

Źródło: materiały prasowe Airbnb
Źródło: materiały prasowe Airbnb

Kiedy okazało się, że mieszkanie (pokój, dom…) tak łatwo wynająć, a chętnych nie brakuje, właściciele lokali zaczęli to wykorzystywać i postawili na noclegi krótkoterminowe. Można na nich znacznie więcej zarobić niż na wynajmie długoterminowym, który z kolei stał się trudniej dostępny i droższy. Żeby mieć zysk z turystów, przestano się troszczyć o własnych mieszkańców (na przykład studentów). Ceny mieszkań stały się zaporowe.

Bogaci inwestorzy potrafią wykupić większość albo wszystkie mieszkania w kamienicy i przeznaczyć je na wynajem. Z rynku znikają mieszkania dla lokalnych mieszkańców, zwłaszcza te w dobrych lokalizacjach. W centrach mogą mieszkać już tylko najzamożniejsi, co z kolei prowadzi do gentryfikacji dzielnic (gentryfikacja to zmiana charakteru dzielnicy z dostępnej dla wszystkich na zamieszkaną przede wszystkim przez zamożne klasy społeczne; objawia się to także w ofercie sklepów czy punktów usługowych – znikają np. sklepy spożywcze, zaczynają dominować banki i apteki).

Czynsze są tak windowane, że przeciętnego mieszkańca nie stać na wynajem mieszkania w dobrej lokalizacji. Następuje wyludnianie się dzielnic, w których zostają biura, luksusowe punkty usługowe i lokale na wynajem.

Ale to niejedyny problem.

Stefan i Julek. Płyniemy do Palau, portu na Sardynii
Stefan i Julek. Płyniemy do Palau, portu na Sardynii

Szara strefa

Trudno oszacować, ile ofert wynajmu jest legalnych, tzn. ilu właścicieli lokalu naprawdę odprowadza podatki od zarobków. Niektóre miasta podejrzewają, że może to być połowa lub więcej mieszkań wystawianych na Airbnb. Władze miejskie nie mają szans na sprawdzenie każdej oferty. Z kolei serwis uchyla się od odpowiedzialności za weryfikację ogłoszeniodawców (o czym niżej).

Poza wymiarem etycznym (który nie każdego przekona, dla niektórych przecież unikanie podatków to chwalebny sport) ogromne znaczenie ma odcięcie mieszkańców goszczącego miasta od profitów w postaci wracających funduszy. Jeśli turyści płacą spore pieniądze za nocleg, ale wszystkie trafiają do właściciela lokum, który może mieszkać zupełnie gdzieś indziej, to miasto tylko traci. Gdyby wszyscy gospodarze płacili uczciwe podatki za wynajem, zasilaliby między innymi kasę miasta, dzięki czemu mogłoby ono rozwijać sieć komunikacji miejskiej, inwestować w nowe placówki kulturalne czy odnawianie zabytków.

Mam świadomość, że w kapitalistycznym świecie namawianie do płacenia podatków i prowadzenia legalnej działalności może wzbudzić śmiech na sali. Żyjemy w rzeczywistości, w której duzi i silni gromadzą kapitał, a potem narzucają swoje reguły. Mniejsi próbują się dostosować i znaleźć swój sposób na zarabianie. Czy ma więc sens kierowanie się kodeksem etycznym w biznesie?

Przeciw Airbnb protestuje także branża hotelarska, która (podobnie jak taksówkarze w odniesieniu do Ubera) musi spełniać całą listę obostrzeń, żeby móc legalnie wynajmować pokoje, co wiąże się z pozyskaniem licencji i ponoszeniem kosztów. Nie wiem, czy walka ta ma szansę być wygrana przez hotele, które mają swoje specyficzne standardy i nie odpowiadają każdemu. 

Jaka jest przyszłość turystyki? La Maddalena, Sardynia
Jaka jest przyszłość turystyki? La Maddalena, Sardynia

Trudni turyści

Ciągła rotacja lokatorów bywa uciążliwa dla sąsiadów. Jednak większym problemem jest overtourism, czyli po prostu nadmiar turystów, których miasta nie są w stanie obsłużyć. Do miast, które już dawno zaczęły ograniczać dostęp przyjezdnym, należy m.in. Wenecja, która jest dosłownie zadeptywana przez zwiedzających. Wenecjanie mają dosyć tego, że na ulicy trudno im spotkać mieszkańca własnego miasta, do tego dochodzi niszczenie zabytków i zanieczyszczanie kanałów oraz degradacja laguny.

Określenie maksymalnej liczby turystów, których nie tylko można kontrolować, ale też zaoferować im lepsze usługi, może złościć. Staje przecież w sprzeczności z ideałami swobodnego podróżowania. Pomyślmy jednak o tym, że z roku na rok wzrasta liczba turystów i mają oni coraz większy wpływ na odwiedzane miejsca.

Bonifacio, Korsyka
Bonifacio, Korsyka

Brak odpowiedzialności serwisu

Jak się okazuje, limity limitami, przepisy przepisami, kary są wymierzane we właścicieli mieszkań – tymczasem Airbnb uchyla się od odpowiedzialności za nieprzestrzeganie narzucanych zasad.

Koalicja 14 miast europejskich (w tym Amsterdam, Kraków, Barcelona, Paryż) zwróciła się do władz Unii Europejskiej o pomoc w opanowaniu sytuacji. Pośrednio chodzi o  ograniczenie wzrostu cen wynajmu mieszkań i pokoi przez platformy takie jak Airbnb.

W kwietniu 2019 roku rzecznik generalny Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości orzekł, że Airbnb jest serwisem pośredniczącym między właścicielami mieszkań i wynajmującymi i nie można obarczać go odpowiedzialnością za nieprzestrzeganie przez właścicieli ograniczeń.

Tymczasem musimy poczekać, aż nowo wybrany Parlament Europejski będzie mógł zająć się propozycjami zmian w prawie.

Miasta się buntują

Kolejne metropolie podejmują kroki, aby ograniczyć możliwości wynajmu mieszkań czy pokoi krótkoterminowo. Nie chodzi tylko o Airbnb, ale także o platformę Booking.com czy HomeAway.

  • Amsterdam od dawna odczuwa uciążliwości związane z nadmiarem turystów. W 2019 roku zaostrzył się spór między władzami miasta a Airbnb, ponieważ strony nie są w stanie wypracować porozumienia co do limitu wynajmu (obecnie 60 dni w roku, maksymalnie cztery osoby w lokalu).
  • Czeska Praga dąży do ograniczenia możliwości wynajmu krótkoterminowego do 60 dni w roku na mieszkanie. Właściciele mieliby też płacić wyższe stawki za każdego nocującego turystę.
  • Barcelona (zmagająca się z nadmiarem turystów od lat) karze wysoką grzywną wystawianie ofert wynajmu mieszkań bez zezwolenia. Jeden właściciel może mieć licencję na jedno mieszkanie.
  • Madryt dąży do ograniczenia możliwości wynajmu krótkoterminowego do 90 dni w roku i do zakazu przekształcania całych budynków w lokale na wynajem.
  • Palma na Majorce zakazała wynajmu lokali w budynkach mieszkalnych.
  • Paryż narzuca ograniczenie 120 dni wynajmu w roku, wynajmujący muszą mieć też licencję.
  • W Berlinie wynajmiemy pokój czy mieszkanie bez przeszkód, o ile jest to główny lokal właściciela – jego kolejne mieszkanie może być wynajmowane przez 90 dni w roku.
  • W Reykjaviku limity dotyczą dni wynajmu i kwoty, jaką można zarobić. Mimo to wciąż brakuje miejsc noclegowych dla tubylców.

Również w Polsce niektóre miasta są zmęczone nadmiarem turystów krótkoterminowych. Są to przede wszystkim Sopot i Kraków. Polskie Ministerstwo Sportu i Turystyki ma pomysł, aby ograniczyć możliwości wynajmu krótkoterminowego do 30 dni w roku. Czy ma to szansę się udać, zobaczymy.

Fairbnb: odpowiedź na Airbnb

Fairbnb powstało jako koalicja mieszkańców miast mających dość nieokiełznanej turystyki. Początkowo skupiało Amsterdam, Bolonię, Wenecję, Walencję i Barcelonę. Dziś miast jest więcej, a nawet znajdziemy jedną ofertę w Sopocie. Dzięki platformie internetowej już wkrótce będzie można zarezerwować i wynająć mieszkanie czy pokój, a część kwoty, którą zapłacimy, zostanie przekazana miastu na rozwój projektów lokalnych.

Oferty Fairbnb
Oferty Fairbnb

Podstawą jest idea świadomego podróżowania i prawdziwego uczestnictwa w życiu odwiedzanego miejsca. Podczas gdy Airbnb nie zapewnia żadnej partycypacji w lokalnych wydarzeniach, Fairbnb nie zostawia wyboru. Każda rezerwacja wiąże się bowiem z przekazaniem części kwoty na lokalny projekt, a jeśli chcemy – w osobistym uczestnictwie.

Zasady Fairbnb są proste: jeden gospodarz może mieć tylko jedno mieszkanie na wynajem. Gospodarze dzielą się informacjami z władzami miasta, żeby miały one wiedzę o wpływie turystyki na okolicę. Każda działalność wynajmującego jest zarejestrowana. Platforma należy do osób zaangażowanych w uczciwą turystykę. Decyzje, które podejmują, są dyskutowane i głosowane w sposób demokratyczny.

Jeśli będę miała okazję planować kolejne wakacje za granicą, nie omieszkam spróbować skorzystać z Fairbnb. Nigdy nie korzystałam z Airbnb, więc nie będzie to dla mnie strata, natomiast Was zachęcam do przyjrzenia się swojemu modelowi turystyki. Czy udaje Wam się unikać łatwych rozwiązań na rzecz bardziej odpowiedzialnych? Czy rozumiecie niechęć barcelończyków czy wenecjan do turystów? Jestem ciekawa – napiszcie!

Do poczytania

Może przeczytasz także:

Podróże. Huta Julia w Piechowicach

Huta Julia w Piechowicach niedaleko Szklarskiej Poręby pojawiła się w naszych planach turystycznych zupełnie spontanicznie.

Podróże: Sardynia i Santo Stefano

Wyspy Morza Śródziemnego mają niezwykły urok, którego sekret kryje się chyba w tym, że każda

The Clean Kilo: supermarket zero waste w Birmingham [PL/ENG]

The Clean Kilo chciałam odwiedzić już rok temu, podczas Wielkanocy, jednak nie był jeszcze otwarty.

14 thoughts on “Etyczne podróżowanie. Airbnb kontra Fairbnb”

  1. Zgadzam się z częstym brakiem odpowiedzialności serwisu . Czasem zdarzają się oferty, które nie istnieją, a problem ma właściciel, który musi zgłaszać sytuację. Jednak kiedy moje mieszkanie okazalo się inne, udało mi się dogadać z portalem. Nie było to łatwe:-)

    Jednak co do podwyżki cen mieszkań nie zgodzę się w każdym przypadku. Analizuję ceny wynajmu co jakiś czas, rozmawiam z wynajmującymi i wszystko zależy od miejsca. Poza tym gdyby nie było Airbnb noclegi w hotelach byłyby niesamowicie drogie. Można powiedzieć, że podróżowałoby mniej osób, ale podróże to też moda i turysta znajdzie sposób by zobaczyć miejsce. A z drugiej strony warto spojrzeć jak czasowy wynajem mieszkań wpłynął na standard noclegów. Tam gdzie jest konkurencja- jest o wiele lepiej.

    Pozdrawiam serdecznie

  2. Asiu, świetny artykuł i bardzo merytoryczny! Ja dość często korzystam z ofert AirBnb i Booking.com, nawet nie wiedziałam o istnieniu Fairbnb – zachęciłaś mnie, żeby się temu przyjrzeć. Żeby jeszcze ofertę mieli większą!

  3. Korzystałam z Airbnb i nie byłam świadoma, że platforma sprawia aż tak duże problemy. Nie winiłabym samej platforny za wywindowanie cen mieszkań. Idziemy w jedną stronę, drożeje wszystko, nie tylko zakwaterowanie.
    Podoba mi się idea Fairbnb i gdybyśmy mieli ją w Polsce, na pewno rozważałabym skorzystanie z niej.

  4. 1. Nie mogę sobie przypomnieć jakichś zorganizowanych akcji przeciwko cenom usług hotelarskich, które 10-12 lat temu, w takich miastach jak np. Amsterdam, osiągały absurdalne pułapy. Kiedy uszczuplono przychody wpływowej branży, natychmiast podniosło się larum.
    2. Europejski Trybunał Sprawiedliwości wypowiedział się bardzo sensownie. Nie można obciążać serwisu odpowiedzialnością za niepłacenie podatków, bo do tego potrzebne są przede wszystkim narzędzia. Uprawnień organów podatkowych nikt im nie zapisał i pewnie tego nie zrobi.
    3. Jak się okazuje bycie „fair” może funkcjonować, ale tylko na koszt turystów. Dlaczego nie wymagamy takiej partycypacji od branży hotelowej. Ich turyści „nie zadeptują miast”?

  5. To prawda, że ceny długoterminowego wynajmu mieszkań w ostatnim czasie mocno wzrosły. Pewnie to nie tylko wina airbnb, ale możliwe, że po części też. Studio, w którym w zeszłym roku mieszkałam w Wilnie właścicielka postanowiła przestać wynajmować studentom a zacząć wystawiać na airbnb dla turystów.

  6. Znam problem dużych miast opisywanych przez Ciebie. Natomiast wydaje mi się, że to jest tylko jedna strona medalu, która dotyczy dużych i popularnych turystycznie miast. Zrobiło się po prostu wypaczenie idei. Natomiast AirBnB to też niesamowita szansa na zarobek np dla ludzi mieszkających w miejscach gdzie oprócz turystki są niewielkie możliwości. Duże hotele też niekoniecznie płacą takie podatki jak powinny, szczególnie sieciowe. A jeśli nawet, to pieniądze niekoniecznie są potem inwestowane w to dane miejsce.
    My np na Zanzibarze mieszkaliśmy raz u Szwajcarki, która bardzo dużo pomagała w wiosce w której miała dom, a raz u miejscowych. To wsparcie bezpośrednie ludzi na miejscu dzięki AirBnb. Duże hotele – nawet jeśli płacą tam jakiś podatek, (a nie idzie łapówa), to i tak większość tego podobno zgarnia Tanzania kontynentalna, a wyspę i jej rozwój ma gdzieś. To tylko jeden z przykładów. Także myślę, że to zależy jak i gdzie z tym AirBnb.
    Places and Plants ostatnio pisze o…Czy warto stosować olejek z konopii z CBD? Jak działa? Moja historiaMy Profile

    1. Dla mnie podsumowaniem Twojej wypowiedzi jest fragment „na Zanzibarze mieszkaliśmy u Szwajcarki”. Czyli bogaci kolonizują kraje rozwijające się. Piszę to pół żartem, pół serio, ale to pokazuje, w jakim świecie żyjemy.

      1. „„na Zanzibarze mieszkaliśmy u Szwajcarki”. Czyli bogaci kolonizują kraje rozwijające się. ”
        – co jest w tym dziwnego? wystarczy zajrzeć do podręcznika od historii…
        Niestety nie mogę się zgodzić z Twoimi opiniami, są one odrealnione i bardzo jednostronne – wyobraź sobie, że znajdujesz się w światowym 1% i wtedy przeczytaj od nowa swój artykuł – zgodziłabyś się wtedy ze sobą?
        Takie luźne pytanie: co jest złego w byciu bogatym?
        Nie wiem, czy dobrze sobie radzisz kiedy ktoś się z Tobą nie zgadza, nie znam Cię dobrze, na tego bloga wchodziłam dotychczas po proszki do prania i nie czytałam nic innego.
        Jeśli masz ochotę na konstruktywną dyskusję, daj znać.

        1. Trochę mnie rozbawił Twój komentarz (bez urazy), bo kto jak kto, ale bogacze mają w nosie moje artykuły :) Myślenie o 1% bogatych ludzi na świecie, którzy wg mojej opinii o mnie nie myślą wcale, jest ciekawym ćwiczeniem. Jestem przekonana, że ich światopogląd jest odległy od mojego jak Ziemia od Słońca, czy to mnie jakoś dziwi? Jedynie smuci, że wciąż mamy tak głębokie podziały klasowe/społeczne, że tylu jest potrzebujących i że świat kręci się wokół konsumpcjonizmu (który wg mnie jest złem) i kapitalizmu (znowu zło).

          Nie ma nic złego w byciu bogatym, ale mnóstwo zła wiąże się z pozyskiwaniem, utrzymywaniem i mnożeniem bogactwa. Można sięgnąć do Nowego Testamentu, jeśli ktoś jest wierzący (a nawet i niewierzący), bo przypowieść o wielbłądzie i uchu igielnym ładnie obrazuje problem. Bogactwo łatwo zaślepia i znieczula.

          Cieszę się, że czytasz nie tylko o proszkach do prania. Piszemy tu również o innych ciekawych sprawach!

  7. Ja korzystam tylko i wyłącznie z ofert hotelowych, nigdy nie byłam zwolenniczką Airbnb- bo to kręcenie się obcych ludzi po czyimś osiedlu. Uważam, że tak nie powinno być. Mieszkam w mieście gdzie jest pełno turystów i z tego tytułu wiem jak turyści potrafią uprzykszać życie osobom, które mieszkają i pracują, i są u siebie. Oni są na wakacjach i wydaje im się,że mogą imprezować do woli. Niestety mieszkaniec często musi iść rano do pracy. Z tego tytułu gdy ja jestem turystką staram się szanować mieszkańców i ich spokój. Od noclegów są hotele. I na tym pozostanę.

  8. Witaj. Twoje tezy są ogólnie może i słuszne, w dużych miastach, ale wierz mi – są też ludzie którzy są gospodarzami na Airbnb i robią to fair. Mieszkam na wsi i wynajmuję też na wsi. Płacę podatki od każdej wizyty moich gości. Dochód z Airbnb umożliwia mi godne życie, a nie bogacenie się. stać mnie na opał, kolonie dzieciom, nową pościel czy wyjazd z dziećmi na weekend nad morze. Poza Warszawami i Krakowami tez istnieje Polska – ta „klasy B” – gdzie ten dodatkowy dochód (oprócz mojej i męża pracy zawodowej, bez konieczności rejestrowania firmy) umożliwia nam wzięcie oddechu na 3 miesiące w roku i spokojne lato.
    Podróżujcie w takie miejsca, nie do zabetonowanych miast, a w zapadłe wsie na wschodzie Polski, gdzie naprawdę można odpocząć. Tak wspierajcie lokalne społeczności. Pozdrawiam serdecznie. Julia

  9. Nie słyszałam wcześniej o FairBnB – brzmi ciekawie, chętnie przyjrzę się ich ofercie, kiedy będę gdzieś wyjeżdżać i potrzebować noclegu (z tego, co widzę, nie ma chyba jeszcze możliwości rezerwowania przez tę platformę).

    Jeśli chodzi o AirBnb to owszem – istnienie tej platformy przyczynia się do wzrostu cen najmu dla zwykłych mieszkańców miast. Miałam okazję obserwować taką sytuację w Dublinie, gdzie mieszkałam przez 2 lata. Niemniej, uważam, że sytuacja nie jest zerojedynkowa i nawoływanie do całkowitego bojkotu AirBnb nie w każdym przypadku ma sens. Dlaczego tak sądzę? Oto kilka powodów:

    – tak, jak pisał ktoś powyżej – AirBnb daje możliwość dodatkowego zarobku nie tylko inwestorom i właścicielom licznych nieruchomości, ale też po prostu osobom, chcących wykorzystać w ten sposób nieużywaną przestrzeń w domach. Kilka lat temu nocowałam (za pośrednictwem AirBnb) u młodej mieszkanki Belgradu – doktorantki na Wydziale Biologii. Wynajmowała ona turystom nieużywane pokoje w swoim dość dużym rodzinnym domu, co pomagało jej pospinać budżet (pewnie skromny, jako że była pracownikiem naukowym). Na przestrzeni lat widziałam sporo podobnych przypadków. AirBNB w swojej ofercie ma nie tylko noclegi w miejscach obleganych przez turystów, ale także w mniejszych miejscowościach i z dala od cywilizacji, gdzie zainteresowanie wynajmem długoterminowym nie jest wielkie, niewielkie natomiast są możliwości znalezienia sposobu na zarabianie. Nie wydaje mi się w porządku pozbawianie takich osób możliwości zarabiania za pośrednictwem platform.
    – AirBnB (i podobne platformy) nie są jedynym winnym zjawiska overtourism. W ten sam sposób miasta „zadeptują” osoby korzystające z AirBnB, jak i klienci hoteli, hosteli użytkownicy kempingów, osoby wynajmujące miejsca noclegowe bezpośrednio u mieszkańców, itp. Będą to również robić użytkownicy FairBnb, jeśli platforma udostępni oferty w najbardziej turystycznych miastach. Tutaj problemem jest raczej to, że niektóre miejsca są po prostu modne i mają status tzw. „must see” – więc masy osób chcą zaliczyć pobyt w takim miejscu. Tutaj rozwiązaniem byłoby szukanie alternatywnych miejsc wypoczynku. Miejsc mniej znanych, ale również atrakcyjnych, ciekawych, pozwalających wypocząć i wyciszyć się. Do tego jednak potrzeba nieco więcej przygotowań i kreatywności niż do zorganizowania wyjazdu w „oklepane” miejsce.
    – AirBnB nie jest jedynym winnym omijania podatków i innych nieuczciwych czy nieetycznych praktyk. Swoje za uszami mają też duże hotele, hostele i osoby wynajmujące swoje lokale bez pośrednictwa platform. Jeśli chodzi o rozwiązania nieprzyjazne środowisku, to bardziej prawdopodobne jest, że stosować je będzie duża sieć hoteli, a nie właściciel jednego czy kilku mieszkań na wynajem (bardzo polecam przeczytać rozdział o Dubaju w książce Overbooked Elizabeth Becker).
    – Nawet jeśli na AirBnB zarabia nie „zwykły człowiek”, a inwestor/właściciel większej liczby nieruchomości to a) nie zawsze jest prawdą, że taka osoba będzie migać się od podatków b) nie zawsze jest prawdą, że taka osoba nie zainwestuje (pośrednio lub bezpośrednio) części zarobionych środków w rozwój lokalnej społeczności c) samo w sobie inwestowanie w nieruchomości i zarabianie na nich nie jest czymś moralnie nagannym.

    Podsumowując, nie wydaje mi się, żeby AirBnB samo w sobie było zjawiskiem jednoznacznie złym i nie sądzę, aby można wszystkie oferty tam się znajdujące do przysłowiowego „jednego wora”. Przy odrobinie chęci i dokładnej analizie profilu gospodarza/referencji można stwierdzić, czy jest nim nieruchomościowy potentat czy zwykła osoba
    chcąca podreperować domowy budżet dzięki nieużywanej przestrzeni w swoim domu. Wydaje mi się, że można też wysłać do gospodarza zapytanie o kwestie rozliczania przez niego podatków. Natomiast instytucje państwowe i międzynarodowe powinny we współpracy z platformami wypracować takie rozwiązania, aby reguły korzystania z serwisów były klarowne, a unikanie płacenia podatków – maksymalnie utrudnione.
    makeitabetterplace.eu ostatnio pisze o…Plant the Air, czyli studenci kontra smogMy Profile

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge