Tonga – pakuj dziecko do siatki!

tonga_2

Uwaga, uwaga, od dziś będziemy publikować wywiady! Z ciekawymi osobami, na ciekawe tematy…

Na pierwszy ogień poszła Maja Raczyńska-Kaczmarek, mama dwóch chłopców, prowadząca SklepwKropki.pl, popularyzatorka Tongi – niezwykle pomysłowego nosidełka, którego używam i które reklamuję gdzie się da.

Tongę zobaczyłam przypadkiem na Facebooku, tuż przed imprezą w Forcie Sokolnickiego w Warszawie, gdy byłam w 4. miesiącu drugiej ciąży i myślałam o jakimś sprytnym nosidle.
S. trafił do siateczki jak mała rybka, kiedy miał może dwa tygodnie. Dziś ma prawie pięć miesięcy i tam gdzie S., tam ja i Tonga na podorędziu. O tym, jak nosić maluszki, możecie przekonać się tu (na zdjęciu – ja i S.). A o tym, że Tonga jest niezwykłym wynalazkiem, przeczytacie poniżej.

tonga_1

J.B.: Kiedy pierwszy raz spróbowałaś Tongi? Co cię w niej urzekło?

M.R.-K.: Pierwszy raz zobaczyłam Tongę na spotkaniu z Claude Didierjean-Jouveau, autorką książeczki „Nosimy nasze dziecko” (wyd. Mamania) [około 3 lat temu – przyp. J.B.]. Zauważyłam podczas spotkania Tongę u jednej z mam, a i w samej książce Tonga jest serdecznie polecana. Mój młodszy synek miał wtedy 2 miesiące. Byłam doświadczoną chustomamą, starszy synek lubił się nosić. Rozglądałam się jednak za czymś prostszym, mając w perspektywie wożenie starszaka do przedszkola z maleństwem u boku. Jak się potem okazało, prostota i funkcjonalność Tongi procentowały, gdy dwa razy dziennie niosłam Maleństwo do i z przedszkola, prowadząc starszego synka spokojnie za rękę.

Jaka jest historia tego nosidełka? Czym zostało zainspirowane?

Wynalazczyni Tongi Arlette Schlegel-Liebert jako antropolog zwiedziła sporą część świata i zawsze bacznie przypatrywała się sposobom, w jaki ludzie w różnych kulturach noszą swoje dzieci. Do stworzenia Tongi dla własnych dzieci zainspirowały ją m.in. siatki do łowienia ryb w Bretanii i amazońscy Indianie, a sama nazwa „Tonga” oznacza „nosić”.

Poznałaś Arlette Schlegel Liebert. Jaka to osoba?

Jestem z nią w kontakcie, to przemiła starsza pani, mieszkająca w Paryżu. Produkuje swoje nosidełko już od lat 80. ubiegłego wieku. To niemal manufaktura, krótkie serie, co jakiś czas zmieniane kolory i niewielka dostępna liczba sztuk. Dzięki temu, że pomysłodawczyni trzyma pieczę nad całością powstawania nosidełka, zachowane są jakość i wzornictwo. Za tą marką nie stoi żaden wielki koncern, potężny marketing ani budżety reklamowe. Renomę Tongi budują dobre opinie matek i ojców, którzy polecają kolejnym rodzicom to nietypowe, niewielkie i poręczne nosidełko.

A twoim zdaniem największe zalety Tongi to…

Zaletami Tongi są m.in. mały rozmiar, lekka i prosta konstrukcja, łatwa regulacja, dobrej jakości wytrzymała bawełna.

Jednak cena nosidełka może wydać się niektórym wygórowana – za co tak naprawdę płacimy? Jakie atesty ma Tonga?

Tonga jest w całości produkowana we Francji. Zarówno siatka, jak i klamra mają niezbędne atesty wytrzymałości i bezpieczeństwa. Bawełna, z której utkana została Tonga, i barwniki użyte do jej koloryzacji są certyfikowane. Tonga jest opatentowana i zgodna z normą europejską 13209-2, ma nośność od 3,5 do 15 kg. Cena nosidełka, którego możemy używać niemal od urodzenia do prawie 3. roku życia dziecka, w porównaniu z innym produktami dla dzieci z tej kategorii, nie jest ani wygórowana, ani niska. Kupując Tongę, płacimy za dobry design, funkcjonalność, pomysł i wykonanie w UE. Rzeczy dziecięce zawierają też 23% VAT, który dosyć znacznie rzutuje na cenę detaliczną.

A jak myślisz, ile osób w Polsce ma już Tongę?

Często widzę na ulicy czy w sklepie sytuacje, w których aż się prosi, żeby dźwigający dziecko na biodrze rodzic dał odpocząć swojej ręce i kręgosłupowi, używając Tongi. Jednak popularność tego kieszonkowego nosidełka rośnie podobnie jak zaufanie do najprostszych rozwiązań. Szacuję, że dziś Tongę ma w Polsce około 250–300 osób.

Gdzie możemy ją kupić?

Nosidełko można nabyć w pierwszym sklepie internetowym, który popularyzuje Tongę www.sklepwkropki.pl.

Jakie kolory są najpopularniejsze?

Z mojego doświadczenia wynika, że serca polskich rodziców podbiła Tonga tęczowa, ten wzór zdecydowanie najlepiej się sprzedaje.

tonga_3

Czy Tongę kupują również ojcowie?

Mężczyźni, którzy raz przymierzyli Tongę, szybko stają się jej zwolennikami. Trafia do nich prostota tego nosidełka, cenią sobie jego niewielkie gabaryty i fakt, że nie muszą się zawijać w zwoje bawełny ani zapinać w kolejne szelki i sprzączki. Panowie stanowią znaczny odsetek klientów mojego sklepu internetowego.

Widziałam już pieluszki wielorazowe w skali „dla misia”, może jest więc wersja Tongi mini dla lalek?

Niestety, wersji mini dla lalek jeszcze nie powstała, ale może podsunę ten pomysł Arlette. Byłby to polski wkład w rozwój tego nosidełka :)

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki, żeby Tonga zdobywała coraz większą popularność!

Może przeczytasz także:

Kompost na działce

5xO. Kompostowanie na działce i w ogrodzie

Kompostowanie na działce czy w ogrodzie (w każdym razie na zewnątrz) to najprostszy sposób przerabiania
Marta Krawczyk

5xO. Blaski i cienie recyklingu, czyli rozmowa z Martą Krawczyk z Rekopolu

Blaski i cienie recyklingu to temat, który od dawna chciałam poruszyć z kimś mądrym i

Pudełko dla Par i wywiad z Olą Mroczko. Wpis urodzinowy

Pudełko dla Par możecie pamiętać z naszego zestawu prezentów zero waste. Nie bez powodu wracam do

2 thoughts on “Tonga – pakuj dziecko do siatki!”

  1. zostałam przekonana do Tongi w tempie ekspresowym! :D
    już kupiona, czekam na przesyłkę :)

Komentowanie wyłączone