21 IV2017

Jesz na mieście? Sprawdź, czy menu jest zgodne z prawem

by joanna

Menu zgodne z prawem? O co chodzi, spytacie. Tymczasem od kilku lat obowiązuje w Polsce (i całej Unii Europejskiej) obowiązek informowania klientów o tym, czy dany produkt spożywczy zawiera lub może zawierać alergeny. Tylko że mało kto o tym wie.

Pewnego pięknego dnia w 2015 roku wyruszyłam na samotną rowerową wycieczkę wokół Tatr. W połowie drogi zatrzymałam się na obiad w restauracji w Liptovskim Mikulaszu na Słowacji. Wzięłam menu do ręki i nie mogłam uwierzyć: jak to, wszystkie potrawy opisane pod kątem alergików? Jak to możliwe?

Dookoła Tatr (tu akurat w 2016 roku)

Dookoła Tatr (tu akurat w 2016 roku)

Menu zgodne z prawem

Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że nie był to żaden ukłon Słowaków wobec alergików, ale po prostu uczciwe wypełnienie nakazów prawa. O obowiązku informowania o zawartości alergenów mówi m.in. prawo unijne, które weszło w życie 13 grudnia 2014 roku. Rozporządzenie ministra rolnictwa, które weszło w życie 9 stycznia 2015 roku, doprecyzowało, jak ma wyglądać ta informacja i w jakiej postaci powinna być przekazywana. (więcej…)

06 XI2016

Dni Alergii 2016 – relacja

by joanna

Tegoroczna, trzecia edycja Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej odbyła się 21-23 października (piątkowy dzień miał charakter biznesowy) w PTAK Warsaw Expo w Nadarzynie. Zmiana miejsca i częściowo formatu imprezy (która została połączona z Ecorganica) sprawiła, że w tym roku targi wyglądały nieco inaczej.

da_2016_5

Dni Alergii 2016

Ze względu na większą odległość od centrum Warszawy dojazd na Dni Alergii był w tym roku bardziej wymagający. Skorzystałam z bezpłatnego autobusu odjeżdżającego spod Dworca Centralnego, który w ciągu 20 minut zawiózł mnie niemal pod samo wejście do odpowiedniej hali. Mimo wszystko dojazd z warszawskich Bielan, uzależniony od środka komunikacji odjeżdżającego co pół godziny, był trudny – domyślam się, że wiele osób miało jeszcze trudniej. A niektórym wystawcom bardziej opłacało się nocować w Łodzi niż dojeżdżać do Warszawy…

Dni Alergii 2016

Dni Alergii 2016

Same targi kusiły wspaniałą ofertą warsztatów, jak dla mnie – przede wszystkim kulinarnych. Zarówno w sobotę, jak i w niedzielę miałam przyjemność oglądać pokazy Mamy Alergika.

Warsztaty MAG

Warsztaty MAG

Pierwszego dnia, w sobotę, na warsztatach MAG spotkałam Edytę z naszej Kooperatywy Spożywczej, drugiego dnia targów, gdy przyjechałam z synem, zachęciłam go do gotowania z Kasią Jankowską.

Paweł Poloch, ja, Gosia Jackowska-Poloch

Paweł Poloch, ja, Gosia Jackowska-Poloch

Wśród wystawców pierwszy raz pojawił się zespół Better Land – na stoisku Gosi i Pawła Polochów gościła również marka polskich kosmetyków naturalnych do makijażu Felicea oraz Mommy Mouse, polski producent pieluszek wielorazowych. O Felicei będę na pewno pisać więcej już niebawem.

BetterLand i Felicea

BetterLand i Felicea

Z kilkoma wystawcami przywitałam się tylko i musiałam biec dalej – cieszę się, że mogłam zajrzeć na stoisko Sylveco, EkoDrogerii (piękne stoisko z palet!), NOVA Kosmetyki czy EkoRodzice.

Na stoisku EkoRodziców

Na stoisku EkoRodziców

Nowa organizacja przestrzeni Dni Alergii wymuszała większe zwracanie uwagi, gdzie jesteśmy i czego szukamy. Pod tym względem bardziej odpowiadał mi podział na strefy z poprzednich edycji. W niektórych częściach hali było za mało światła, co pewnie miało znaczenie w oczach zwiedzających, szukających najbardziej atrakcyjnych stoisk.

Jedno z ładniejszych stoisk - EkoDrogeria

Jedno z ładniejszych stoisk – EkoDrogeria

A oferta wystawców była różnorodna i gdyby zatrzymać się przy każdym z nich, aby porozmawiać, skusić się na degustację, dowiedzieć więcej – dwa dni byłyby za krótkie.

Stoisko Kosmetyków NOVA

Stoisko Kosmetyków NOVA

Szczególnie cieszę się z odwiedzin na stoiskach Darów Natury oraz Pięciu Zmian – obie firmy lubię i kupuję ich produkty regularnie.

Stoisko Darów Natury

Stoisko Darów Natury

Niestety, spotkałam również wystawców mniej kompetentnych. Chciałam z ciekawości wykonać synowi badanie żywej kropli krwi i przekonałam się, że takie miejsce, jak targi, gdzie panuje hałas, ciągle coś się dzieje i trudno się skupić, nie jest odpowiednie do zabiegów wymagających zachowania najwyższej ostrożności i higieny. Stoisko i osoba wykonująca badanie był w moim mniemaniu do tego dalece nieprzygotowane, więc z badania zrezygnowałam.

Panel dyskusyjny Hipoalergicznych - niestety, nie zdążyłam zatrzymać się na dłużej

Panel dyskusyjny Hipoalergicznych – niestety, nie zdążyłam zatrzymać się na dłużej

Przede wszystkim jednak podczas Dni Alergii widać było duże zaangażowanie wystawców, którzy w większości przygotowali atrakcje dla zwiedzających, również dzieci. Degustacje szczególnie przypadły do gustu mojemu siedmiolatkowi. Miałam wrażenie, że wystawcy spodziewali się dużo większej liczby odwiedzających. Mam nadzieję, że przyszłoroczna edycja zgromadzi ich więcej – warto zajrzeć, nawet do Nadarzyna.

14 IX2016

Bożena Kropka – „Co mi dolega?” – recenzja

by joanna

Druga książka dietetyczki Bożeny Kropki jest lekturą, którą czytelnicy „Pokonaj alergię” mogą potraktować jako swego rodzaju uporządkowanie wiedzy upakowanej w poprzednim, bardzo obszernym dziele autorki (tu nasza recenzja). Z kolei osoby, którzy z Bożeną Kropką zetkną się pierwszy raz, pewnie z ciekawości sięgną po poprzednią publikację.

co_mi_dolega_0

Autorka robi przegląd zagadnień, które według niej stanowią najistotniejsze i najczęstsze zjawiska dietetyczno-zdrowotne i stawia tezę, że odżywianie oraz dbanie o jakość naszego otoczenia i dobre samopoczucie stanowią klucz do naszego zdrowia. Przytacza też anegdoty ze swojego życia zawodowego i osobistego, jak zmiana sposobu odżywiania czasem radykalnie zmieniała życie chorego.

Czy z książki „Co mi dolega?” rzeczywiście możemy dowiedzieć się, dlaczego czujemy się źle? Wbrew tytułowi chyba nie to jest intencją autorki, żeby szukać u siebie choroby. Książka jest przewodnikiem po zagadnieniach związanych ze zdrowym odżywianiem oraz zaburzeniami funkcjonowania organizmu. (więcej…)

18 VIII2016

„Księga małego alergika” – recenzja

by joanna

Nazwisko Sears niemal automatycznie kojarzy się z zagadnieniem rodzicielstwa bliskości i serią książek poświęconą temu zagadnieniu (pisałam o „Księdze rodzicielstwa bliskości”). Tym razem rodzina Searsów, a konkretnie ojciec i syn, uznani pediatrzy, podjęli temat alergii. Kto spodziewał się książki podobnej do pozostałem biblioteki Searsów, może być zaskoczony: to przede wszystkim kompendium bardzo konkretnej wiedzy.

ksiega_malego_alergika_1

Autorzy starają się łączyć wodę z ogniem, czyli mówić o medycynie konwencjonalnej, ale jednocześnie podkreślać, jak bardzo można pomóc sobie za pomocą naturalnych środków, a także diety i stylu życia. Nie jest to książka tylko dla rodziców alergików – jestem pewna, że dorosły alergik, w tym astmatyk czy atopowiec, znajdzie tu wiele podpowiedzi, jak uczynić swoje życie znośniejszym. (więcej…)

10 VI2016

„Utracone mikroby” – epitafium H. pylori (recenzja)

by joanna

Tę książkę polecam szczególnie tym, którzy kiedykolwiek badali się na obecność bakterii Helicobacter pylori w żołądku. Czy wynik wyszedł dodatni, czy ujemny, żaden z nich nie wydaje się pozytywny w świetle badań autora. A nawet można zaryzykować stwierdzenie – jeśli masz H. pylori, jesteś w szczęśliwszej mniejszości.

utracone_mikroby_1

Doktor Martin J. Blaser, autor „Utraconych mikrobów”, to amerykański naukowiec i praktyk ze stażem 30 lat. Jego książka, która ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 2014 roku, jest zapisem nie tylko aktualnej wówczas wiedzy Blasera, ale także „spisem niewiedzy” całej medycyny opartej na badaniach. Jednym z jego głównych obiektów badań był mikrob, obecny w żołądku ludzi od co najmniej 100 tysięcy lat: (więcej…)

14 X2015

Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej 2015

by joanna

Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej, których pierwsza edycja w zeszłym roku cieszyła się tak dużym zainteresowaniem, będą miały swoją kontynuację w listopadzie 2015 r. Blog Organicznych, jako zaangażowany w tematy poświęcone alergii i zdrowemu odżywianiu, również w tym roku objął patronat medialny nad imprezą.

DNI 2015 fb

Przeczytaj relacje z edycji 2014:

Rezerwujcie czas na weekend 21-22 listopada, zwłaszcza że będziemy mieć dla Was wejściówki!

Poniżej notka prasowa organizatora. Zdjęcia pochodzą z ubiegłorocznej edycji Dni Alergii.

21–22 listopada 2015 r. na Stadionie Narodowym w Warszawie odbędzie się druga edycja
DNI ALERGII I NIETOLERANCJI POKARMOWEJ – wydarzenia dla wszystkich osób chcących żyć zdrowo i świadomie. (więcej…)

11 XI2014

Dieta matki karmiącej a alergie: przegląd literatury

by joanna

Pisałam już o tym, czy w świetle dzisiejszych badań kobieta ciężarna może w jakiś sposób wpłynąć na alergie u swojego dziecka (przeczytaj). Tym razem postanowiłam przejrzeć zalecenia lekarzy i innych specjalistów na temat diety matki, która karmi piersią, szczególnie gdy wiadomo o obciążeniu rodzinnym dziecka pod kątem alergii.

Przeczytaj: Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową?

W tym tekście znajdziecie informacje z literatury i badań naukowych na temat powiązania diety matki karmiącej i alergii, AZS, nietolerancji u jej dziecka. Wkrótce zajmę się tematem rozszerzania diety małego dziecka, u którego występuje alergia pokarmowa.

dieta_kp_alergia

Obowiązujące zalecenia: dzieci zdrowe i alergiczne

Posłużę się informacjami z Centrum Nauki o Laktacji (CNoL):

Uwaga! Nie zaleca się diety eliminacyjnej w celu zapobiegania wystąpieniu alergii u dziecka ani kobietom ciężarnym, ani karmiącym piersią (ESPACI, ESPGHAN 2009, Prescott 2005, Halken 2004, Szajewska 2006, Geer 2008).

Jeśli matka i dziecko są zdrowe, nie ma wskazań do diety eliminacyjnej na wszelki wypadek. Są jednak wypadki, gdy pewne pokarmy spożywane przez mamę karmiącą wywołują u dziecka różne problemy. CNoL wymienia, że najczęściej do tych kłopotliwych pokarmów zalicza się:

  • potrawy ciężkostrawne (np. tłuste wędliny, mięsa, sery żółte i dojrzewające, potrawy smażone),
  • produkty wzdymające w dużych ilościach (groch, fasola, kapusta, cebula, rzodkiewka, drożdże),
  • produkty o zdecydowanym zapachu i smaku (czosnek, kalafior, ostre przyprawy),
  • silne alergeny (mleko i jego przetwory, jaja, owoce cytrusowe, truskawki, kakao, czekolada, orzechy – głównie ziemne, ryby).

A mimo to:

Wyłączenie z jadłospisu mleka i jego przetworów „na wszelki wypadek” w świetle obecnych doniesień naukowych nie znajduje uzasadnienia.

Na stronie CNoL-u przeczytamy, że najczęściej uczulają przetwory mleka krowiego oraz soja. Mówi się, że na alergię pokarmową cierpi nawet 6% dzieci do 2. roku życia.

Kiedy u dziecka zostanie potwierdzona alergia, w żadnym razie nie należy odstawiać go od piersi (choć niestety lekarze często każą przejść na mieszankę mleczną). Tylko pokarm kobiecy zawiera przeciwciała IgA (o tym czytaj niżej), który chroni przewód pokarmowy dziecka przed wnikaniem nadmiaru alergenów do krwiobiegu. Pamiętajmy, że mieszanki mleczne są produkowane z mleka krowiego i soi – najbardziej alergogennych pokarmów. Matka karmiąca powinna przejść na dietę eliminacyjną, zaczynając od wyłączenia pokarmów zawierających białka krowie i sojowe. Odpowiednia dieta dostarczy jej wystarczającą ilość wapnia nawet bez produktów mlecznych (wiem, bo sama jestem od dwóch lat na takiej diecie – przeczytaj „Wapń jest wszędzie”).

Objawy alergii u noworodków i niemowląt

Najczęściej spotykanymi objawami alergii są manifestacje ze strony:

  • układu pokarmowego (kolka, wymioty, biegunki, ulewania, brak łaknienia, nieprzybieranie na wadze),
  • układu oddechowego (katar, obturacja oskrzeli, sapka, suchy kaszel),
  • skóry (wypryski, AZS, pokrzywka – na policzkach, płatkach uszu, zgięcia łokci i kolan).

(Źródło: M. Kaczmarski, E. Korotkiewicz-Kaczmarska, „Alergia i nietolerancja pokarmowa. Mleko i inne pokarmy”, s. 70).

Zgięcie kolana - widoczne w miarę łagodne zmiany atopowe.

Zgięcie kolana – widoczne w miarę łagodne zmiany atopowe.

Tu należy dodać, że kolka jest zjawiskiem złożonym. Według pewnych badań (przeczytaj) alergia może być jednym z czynników ją wywołujących nawet u 70% dzieci cierpiących na kolkę:

U niemowląt z objawami kolki, karmionych piersią należy w pierwszej kolejności przeanalizować dietę matki i wyeliminować z niej pokarmy o właściwościach alergizujących.

Lekarze przypominają, że prewencyjna dieta antyalergiczna u matki karmiącej może powodować niedożywienie zarówno kobiety, jak i jej dziecka (tu przeczytasz o takim przypadku).

Mleko matki: eliksir antyalergiczny czy czynnik alergizujący?

W podsumowaniu naukowców z Grecji (2011 r.) przeczytamy więcej na temat niezwykłej roli kobiecego mleka w zapobieganiu lub łagodzeniu objawów alergii u dzieci, aczkolwiek autorzy artykułu podkreślają, że wnioski są wciąż niejednoznaczne.

Badano m.in. wpływ wykluczenia alergenów z diety matki w ciąży i po porodzie (gdy karmi piersią) oraz zastępowanie naturalnego pokarmu hydrolizatami – wynik były tak nieoczywiste, że wciąż nie osiągnięto zgody co do sensowności stosowania diety antyalergicznej przez matkę.

Naukowcy zebrali wszystkie czynniki związane z karmieniem piersią i alergiami i podzielili je na te, które mogą chronić dziecko przed alergią oraz te, które do alergii mogą się przyczyniać. Czynniki, które sprzyjają rozwojowi alergii, to m.in. obecność cytokin IL-4, IL-5, IL-13 (występujących w większym stężeniu w mleku matek, które same cierpią na atopię), wpływających m.in. na produkcję przeciwciał IgE. Z kolei obecność cytokin TGF-β stymuluje układ odpornościowy niemowlęcia do produkcji przeciwciał IgA, skierowanych do opanowania najagresywniejszych alergenów: β-laktoglobuliny, kazeiny, albuminy jaja kurzego i gliadyny. Kwas arachidonowy, znajdujący się w mleku kobiecym, może zwiększać ryzyko alergii u dziecka. Z kolei poliaminy (spermina i spermidyna) działają osłaniająco na jelita i chronią przewód pokarmowy przed wnikaniem alergenów do krwiobiegu.

karmienie_dwucycowe

Dzisiejsze światowe zalecenia (co również zawarto w tym artykule) mówią wyraźnie o przewadze naturalnego pokarmu nad karmieniem sztucznym i nie polecają prewencyjnej diety matki w ciąży i podczas karmienia piersią. Nie jest wykluczone, że mleko kobiet obciążonych chorobą alergiczną ma nieco inny skład, wpływający na układ odpornościowy niemowlęcia, wiadomo jednak, że zawiera czynniki chroniące dziecko przed rozwojem alergii lub zmniejszające jej objawy.

Co mówią polscy naukowcy

Profesor Maciej Kaczmarski (więcej o nim tu) w swojej książce „Alergia i nietolerancja pokarmowa” pisze o trzech czynnikach wpływających na rozwój nadwrażliwości pokarmowej u dziecka:

  1. Niedojrzałość śluzówki jelita i lokalnych mechanizmów obronnych.
  2. Nadmierne obciążenie antygenami pokarmowymi pochodzącymi z białek zwierzęcych i roślinnych (mleko krowie, soja itp.).
  3. Uwarunkowania typu: wcześniactwo, infekcje przewodu pokarmowego, które wpływają na zwiększoną przepuszczalność natywnych makrodrobin białkowych.

Karmienie naturalne jest czynnikiem obniżającym ryzyko wystąpienia tych czynników, jednak im nie zapobiega. Przez mleko matki mogą docierać do przewodu pokarmowego dziecka alergeny właśnie w postaci makrodrobin – wówczas np. nadmierna ekspozycja na dany alergen może wywołać uczulenie, a następnie alergię u niemowlęcia.

wymiona

Skupiając się na białku mleka krowiego, prof. Kaczmarski pisze:

Im później ustrój dziecka zetknie się z obcym białkiem, tym łagodniejsze mogą okazać się skutki kliniczne uczulenia pokarmowego. (s. 68)

Autor potwierdza wspomniane już zalety kobiecego pokarmu, podkreśla rolę IgA i innych składników mleka i przywołuje badania, wskazujące na rolę karmienia naturalnego przez pierwsze 4–6 miesięcy w łagodzeniu objawów alergii oraz rzadszego występowania alergii u niemowląt tak żywionych. Wiadomo jednak, że karmienie piersią nie zapewnia pełnej ochrony przed wystąpieniem alergii. Już w latach 80. ubiegłego wieku wysnuto hipotezę o nieświadomym uczulaniu niemowląt przez matki, które spożywają produkty alergizujące i przekazują alergeny w czasie ciąży i karmienia piersią.

Alergeny pochodzące z tych pokarmów mogą uczulić dziecko w okresie życia płodowego (wewnątrzmacicznie), a niemowlę podczas karmienia piersią, chociaż mechanizm tego uczulenia jest niejasny (droga humoralna?, droga komórkowa?). (s. 69, pogrubienie MK)

Mimo to obecne zalecenia specjalistów, które przywołuje Kaczmarski, to niewykluczanie żadnych produktów z diety ciężarnej i matki karmiącej, nawet gdy obciążenie alergiczne dziecka jest wysoko prawdopodobne. Dopiero gdy dziecko karmione piersią ma objawy alergii, wówczas należy wprowadzić u matki dietę eliminacyjną.

Co mówią polscy alergolodzy

Dr Danuta Myłek, autorka książki „Alergie”, pisze wyraźnie o dwóch istotnych czynnikach wpływających na występowanie u dzieci karmionych piersią objawów alergii i nietolerancji pokarmowej:

  1. Brak wystarczającej ilości przeciwciał IgA produkowanych przez gruczoły piersiowe, które razem z komórkami systemu immunologicznego (znajdującymi się w mleku matki oraz jej gruczołach piersiowych) neutralizują alergeny, które znalazły się w krwi matki i stamtąd przedostają się do mleka.
  2. Nieprawidłowe funkcjonowanie śluzówki przewodu pokarmowego matki, przez co do krwi dostają się makrodrobiny pożywienia.

Oba warunki dotyczą sytuacji, gdy to matka, a nie dziecko, ma problem polegający na zaburzeniu funkcjonowania jej organizmu. Stąd zalecenie, aby jeszcze przed ciążą kobiety sprawdzały, czy przypadkiem nie są na coś uczulone i czy ich dieta rzeczywiście im służy.

Nigdy za mało przypominania, że nawet przy największych problemach alergicznych mleko mamy jest zawsze lepsze od sztucznych mieszanek! Np. siara – pierwszy pokarm – to nieocenione źródło przeciwciał IgA, którego nie ma w żadnym innym pokarmie (dziecko zaczyna samo wytwarzać przeciwciała w trzecim miesiącu życia).

Według Danuty Myłek najważniejszą metodą postępowania w wypadku objawów alergicznych u dziecka jest dieta eliminacyjna matki. Obserwacje reakcji dziecka na wprowadzanie kolejnych produktów do menu mamy jest czasochłonne, często frustrujące (zaczyna się od kilku produktów i spożywa tylko je do momentu widocznej poprawy u dziecka), ale skuteczne. Myłek podkreśla jednak, że ma to znaczenie w wypadku alergenów, które wywołują dość szybką reakcję.

dieta_eliminacyjna

Co mówią polscy dietetycy

Bożena Kropka, autorka książki „Pokonaj alergię”, na podstawie zaleceń WHO z 2000 roku w ramach profilaktyki przeciwalergicznej zaleca długie karmienie wyłącznie piersią – przynajmniej do 9. miesiąca życia (a na pewno do 6. miesiąca). (Notabene tuż obok tej informacji autorka zaleca, aby nocne karmienia w 4. miesiącu zastąpić dopajaniem wodą – moim zdaniem to kompletne nieporozumienie!).

Mleko matki jest najlepszym pokarmem dla małego alergika i dziecka obciążonego wywiadem alergicznym. Profilaktyka polega więc na wyłącznym karmieniu naturalnym przez pierwsze miesiące, a w zależności od zdrowia matki (i jej ewentualnych alergii) – ścisła lub mniej ścisła dieta mamy.

Kropka podkreśla istotę diety matki, która powinna uwzględniać jej alergie (stany zapalne w organizmie kobiety karmiącej będą miały odzwierciedlenie w reakcjach organizmu jej dziecka).

W zależności od przyczyn i objawów alergii (sapka, ulewanie, zaparcia/biegunka, ciemieniucha) u dziecka karmionego piersią postępowanie przeciwalergiczne ma różne poziomy zaawansowania. Bożena Kropka zaleca najpierw odstawienie przez matkę mleka krowiego, a gdy to nie pomoże – pokarmów zawierających histaminę (np. glutaminian sodu, ryby, bakłażan) oraz kawy i czarnej herbaty. Inne produkty alergizujące to dobrze nam znana lista produktów: ryby, soja, pszenica, orzeszki ziemne (zabrakło jednak wołowiny, cielęciny, jaj i cytrusów!).

Wnioski

Przeprowadzone dotychczas badania nie dają jednej odpowiedzi na pytanie, czy prewencyjna dieta eliminacyjna kobiety ciężarnej i karmiącej ma znaczenie w uniknięciu uczulenia u dziecka (Kaczmarski pisze o odsunięciu uczulenia w czasie). Ścisłe środowisko naukowe nie uznaje hipotez o przedostawaniu się alergenów z przewodu pokarmowego do krwi (a następnie do mleka) przez nieszczelne jelita matki (ale wiadomo, że alergeny te znajdują się w mleku). Dietetycy i niektórzy alergolodzy widzą w tym jednak główny czynnik powstawania alergii u niemowląt karmionych piersią. Mniej IgA w mleku matki obciążonej alergią i alergeny, które przedostały się do pokarmu, a nie powinny (a przynajmniej nie w takiej ilości), wpływają na uczulenie dziecka.

Ta hipoteza zakłada, że cały mechanizm powstawania alergii u dziecka może być zależny od matki, której pokarm zawiera za duże ilości alergenów, na które organizm dziecka reaguje obronnie.

W wypadku mieszanek mlecznych tych alergenów jest jeszcze więcej, przez co mechanizm alergiczny jest inny, nie IgE-zależny, jak u niemowląt karmionych piersią, a IgG- i IgA-zależny (Kaczmarski, s. 71).

Do najważniejszych obowiązujących zaleceń dotyczących dzieci obciążonych ryzykiem alergii należą:

  • (przygotowanie się do ciąży przez przyszłą matkę: ustalenie ew. alergii, wyleczenie stanów zapalnych, przestrzeganie zdrowej diety, wyeliminowanie produktów uczulających przyszłą matkę),
  • (prawidłowe odżywianie się w ciąży, przyjmowanie probiotyków przez ostatnie 3 miesiące ciąży),
  • zbadanie krwi pępowinowej noworodka pod kątem przeciwciał IgE na najważniejsze alergeny,
  • karmienie wyłącznie piersią 4, 6, a nawet 9 miesięcy,
  • nieunikanie przez matkę pokarmów uznawanych za alergizujące, chyba że sama jest na coś uczulona,
  • przy pierwszych objawach alergicznych u dziecka po konsultacji z lekarzem zastosowanie diety eliminacyjnej (po pierwsze wyłączenie z menu nabiału krowiego, soi i wszystkich produktów zawierających te alergeny) oraz zadbanie o zdrowie matki – terapia probiotykiem, zdrowa dieta przywracająca prawidłową florę bakteryjną jelit, w tym sprawdzenie obecności pasożytów itp.
  • jeśli objawy nie mijają, należy wyłączyć z diety kolejne produkty z listy najczęściej uczulających lub pod okiem lekarza/dietetyka wprowadzić dietę polegającą na stopniowym rozszerzaniu menu matki – od początkowych 5 produktów; (jeśli dieta nic nie daje, należy wówczas przyjąć, że alergia może mieć podłoże kontaktowe lub wziewne); można również spróbować wykonać testy alergiczne, choć ich wiarygodność u tak małych dzieci jest niewielka,
  • pielęgnacja dziecka z objawami alergii – należy zadbać o komfort psychiczny i fizyczny niemowlęcia, odpowiednio pielęgnować jego skórę, w razie potrzeby podawać odpowiednie leki,
  • rozszerzanie diety niemowlęcia ze stwierdzoną alergią i/lub nietolerancją pokarmową odbywa się według nieco innego schematu, przeczytaj: Rozszerzanie małego diety alergika
03 XI2014

Dni Alergii w Warszawie: 22 i 23 listopada

by joanna

Przyznaję, że z niecierpliwością czekam na wydarzenie, które będzie miało miejsce 22 i 23 listopada na warszawskim Stadionie Narodowym.

LOGO_DNI_ALERGII

Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej będą okazją do spotkania się z autorytetami w dziedzinie alergologii (m.in. z prof. Maciejem Kaczmarskim), poznania organizacji pozarządowych wspierających osoby walczące z alergią i nietolerancją pokarmową (np. Fundacja Pokonać Alergię) oraz odwiedzić stoiska firm produkujących kosmetyki m.in. dla osób z AZS czy żywność dla alergików.

pokonacalergie

Wśród atrakcji (więcej szczegółów poniżej) trzeba wymienić warsztaty kulinarne z Katarzyną Jankowską (Mamą Alergika). Tak obecnie wygląda plan całej imprezy (można powiększyć):

plan_dni_alergii

 

Co będzie się działo? Rozkład godzinowy:

Sobota, 22.11.2014 r.

STREFA EKO-NATURA/MAG

10:45 – 13:00 „(Bez)mleczne śniadanie” – warsztaty kulinarne MAG

Mama Alergika, http://www.mamaalergikagotuje.pl/

Mama Alergika, http://www.mamaalergikagotuje.pl/

13:00 – 13:30 „Czy czysto znaczy zdrowo?” – Bioczystość.pl

13:45 – 14:20 „Jak żyć bez nadwyrężania zasobów planety, własnego zdrowia i domowego budżetu czyli 10 skutecznych sposobów a ekologiczne i ekonomiczne życie na co dzień” – Reni Jusis EKO MAMA

14:30 – 15:20 WARSZTATY domowych środków czystości – portal EKORODZICE.pl

15:30 – 17:30 „Bezglutenowy obiad” – warsztaty kulinarne MAG

STREFA MED

11:00 – 12:00 „Czy na pewno prawidłowo leczymy skórę z AZS?” – dr Lidia Ruszkowska

12:30 – 13:30 „Skład ma znaczenie – jak dbać o skórę wrażliwą” – dr Bartosz Pawlikowski, ekspert Neutral

14:00 – 15:00 „Alergia pokarmowa – niedoceniana czy przeceniana choroba współczesnego społeczeństwa?” – prof. Maciej Kaczmarski

15:30- 16:00 „Menu bez glutenu, moda czy konieczność?” – Paulina Sabak-Huzior, Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej

16:30 -17:30 seminarium „Alergia czy nietolerancja pokarmowa?” – prof. Maciej Kaczmarski

STREFA RELAKSU Fundacji Alabaster

12:00 – 16:00 Konsultacje z psychologiem klinicznym, dr Renatą Lis-Jędrzejczak (każda konsultacja 30 min.)

11:00 – 12:00 „Ciepło-Miło-Stół. 5 sposobów na jesienną chandrę dla nastolatków i rodzicow” – warsztaty z psychologami, Emilią Kręciejewską i Martą Adamską

Niedziela 23 listopada

STREFA EKO-NATURA/MAG

10:15 – 10:45 WARSZTATY Domowe środki czystości – portal EKORODZICE.pl

11:00 – 13:00 „Podwieczorek Alergika” – warsztaty kulinarne MAG

13:00 – 13:30 „Dlaczego i jak wybi1erać zdrową żywność?” – mgr Agnieszka Sienkiewicz ORGANIC Farma Zdrowia

13:45 – 14:20 „Macierzyństwo w zgodzie z naturą, czyli dlaczego warto rodzić, karmić i pielęgnować naturalnie w miejskiej dżungli”- Reni Jusis EKO MAMA

14:30 – 15:30 „Panel dyskusyjny” – Żaneta Geltz oraz goście portalu HIPOALERGICZNI.pl, Jeanette Kalyta, Emilia Żurek, dr Maciej Mastej

hipoalergiczni

15:40 – 17:30 „Pizza Party” – Warsztaty Kulinarne MAG

STREFA MED

11:00 – 12:00 „Znak przekreślonego kłosa – symbol żywności bezglutenowej” – Małgorzata Źródlak, Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej

12:30 – 13:30 „Nie wszystko, co świszczy, jest astmą” – dr Anna Nowicka

14:00 – 15:00 „Alergeny są wśród nas” – prof. Bolesław Samoliński, Polskie Towarzystwo Alergologiczne

15:30 – 16:00 „Badania w kierunku rozpoznawania nadwrażliwości i nietolerancji pokarmowych” – dr Michał Milczarek, ALAB Laboratoria

16:30 – 17:00 „Nietolerancja pokarmowa a alergia, ze szczególnym uwzględnieniem alergii pokarmowej typu III” – dr Patrycja Szachta, Instytut Mikroekologii

STREFA RELAKSU Fundacji Alabaster

10:30 – 12:30 Konsultacje z psychologiem, psychoterapeutą, Katarzyną Wyrzykowską (każda konsultacja 30 min.)

10:30 – 12:30 „Zabawy z kolorem i kształtem” – warsztaty z psychologami, Emilią Kręciejewską i Martą Adamską

Wybrane atrakcje i stoiska

Hipoalergiczni.pl

hipoalergiczni

Magazyn Hipoalergiczni łączy społeczność alergików i specjalistów w dziedzinie alergii, astmy i atopii.
„Lekko o alergii, poważnie o alergenach” to motto magazynu, który skupia osoby nie tylko z Polski, ale również z zagranicy. Zapewnia najnowsze i niezależne wiadomości ze świata nauki i medycyny, a w szczególności udostępnia bezpieczne sposoby eliminacji alergenów z codziennego życia. Zachęca do otwartej dyskusji wolnej od cenzury – na temat nowych doniesień czy odkrytych rozwiązań na uporanie się z alergią lub nietolerancją. Na stoisku będzie można porozmawiać o bezpiecznej żywności wolnej od alergenów, pielęgnacji pozbawionej zbędnej chemii, a także zasięgnąć opinii takich ekspertów, jak Mirosław Mastej, Emilia Żurek czy Jeannette Kalyta i innych gości specjalnych. Zapraszamy do sektora EKO NATURA.

Atelier Smaku – bezglutenowa kuchnia wegańska

ateliersmaku

Jola Słoma i Mirek Trymbulak są autorami książek kucharskich i programu kulinarnego Atelier Smaku. Z wielką pasją i typową dla artystów-projektantów mody kreatywnością promują bezglutenową kuchnię wegańską. Stąd pomysł na serię autorskich produktów. Ich jakość i dobry smak z pewnością zostanie doceniony przez osoby, które z powodów zdrowotnych, czy też ideologicznych taką dietę stosują.
„Szczególną uwagę zwracamy na skład naszych potraw, został on dobrany z wielką dbałością o zdrowie i środowisko. Używamy wyłącznie aromatycznych przypraw i ziół, ponieważ ich dobroczynny wpływ na ludzki organizm znany jest od wieków. To one, wraz z pasją gotowania, tworzą smak, mogący zadowolić również i tych, którzy nie lubią wyrzeczeń, a jedzenie jest dla nich przyjemnością. Współczesna dieta zawiera zbyt wiele glutenu, obecnego prawie w każdym posiłku. Dlatego też warto świadomie sięgnąć po produkty w naturalny sposób bezglutenowe, żeby urozmaicić codzienny jadłospis”.

Ewe PRObiotic

Ewe-ulotka3-1

Formuła preparatów Ewe PRObiotic  to najnowsze osiągnięcie biotechnologii w higienie. Oparta jest o kompozycję żywych kultur probiotycznych bakterii odpowiednich do stosowania zewnętrznego. Sztandarowy produkt – PIP Allergy Free (na roztocze).

BAKRA – naturalne produkty z Turcji

Print

Wysokiej jakości produkty z karobu – melasa i proszek z chleba świętojańskiego – oraz zioła, w tym Gojnik (Herbatka górska), importowane z Turcji.

misiontek.pl

misiontek.pl

Sklep internetowy z żywnością wysokiej jakości szczególnie lubiany przez alergików. W misiontek.pl można zrobić naprawdę zdrowe zakupy, bo oferta jest wolna od chemii spożywczej, konserwantów, sztucznych barwników, szkodliwych dodatków. Sklep troskliwie dobiera asortyment, ma głównie produkty ekologiczne, dużo bezglutenowych, wolnych od laktozy, cukru, soi. Stali Klienci mają rosnący rabat, za zapisanie się na newsletter można otrzymać kod rabatowy na pierwsze zakupy. Zespół misiontek.pl pomaga w doborze produktów do diety i w razie potrzeby sprowadza produkty na specjalne życzenie Klientów. misiontek.pl dostarcza produkty spożywcze na warsztat Mamy Alergika.

Ferma udoju klaczy Andrzej Serwatka

fermaudojuklaczy

Stoisko A-43, oferta mleka klaczy – mleka, które jest alternatywą dla mleka krowiego.

 

DermaSilk

DermaSilk

Stoisko A-54. Na targach będzie można dotknąć i zobaczyć inteligentną odzież leczniczą DermaSilk. Ten wyrób medyczny klasy I to w pełni bezpieczna, niefarmakologiczna metoda leczenia objawów chorobowych oraz pielęgnacji atopowej skóry niemowląt, dzieci i dorosłych. W badaniach klinicznych z udziałem pacjentów z AZS, a także dzięki informacjom od naszych pacjentów, obserwujemy zmniejszenie swędzenia (i przede wszystkim nasilającego objawy AZS drapania), poprawę stanu skóry, wyższą jakość życia rodzin. Doskonałe efekty terapeutyczne wśród pacjentów z AZS wynikają ze stworzenia chorej skórze znacząco lepszych warunków do regeneracji, a także poprawy efektywności innych terapii (np poprzez wydłużenie działania emolientów). Zwiększona ochrona skóry przed bakteriami, drapaniem i przeznaskórkową utratą wody jest możliwa dzięki lepszym warunkom fizykochemicznym otaczającym skórę. Źródła tych warunków to: wyjątkowe właściwości jedwabiu naturalnego (m.in wchłanianie wody),  bezpieczny sposób wykonania produktów oraz zagwarantowana przez niemigrujący czynnik antybakteryjny – czystość mikrobiologiczna materiału.  DermaSilk pozwala okryć każdy fragment ciała małego i dużego człowieka – w ofercie są kominiarki, szale, body, spodenki, koszulki, legginsy, stopki, rękawiczki i wiele innych.

 

Incola

incola logo

Firma Saluteo właściciel marki INCOLA została założona przez zespól specjalizujący się w technologiach produkcji bezglutenowej. Nazwa firmy pochodzi z łaciny Salutem – „Dla zdrowia”.  Specjalizujemy się w produkcji oraz dystrybucji wyrobów kierowanych do wszystkich konsumentów z nietolerancją glutenu, mleka, kazeiny, laktozy, soi, jaj oraz orzechów. Misja Saluteo została oparta o pasję i długoletnie doświadczenie w zakresie produkcji tego asortymentu.  Główny nacisk naszej działalności położony jest na jakość i bezpieczeństwo produktu, które jest gwarantowane poprzez nowoczesną infrastrukturę produkcyjną, wykwalifikowany personel, a także liczne analizy laboratoryjne. Używamy tylko naturalnych składników, wykluczamy tłuszcze utwardzone i sztuczne dodatki technologiczne.

Nasze produkty stanowią doskonały kompromis tradycyjnego smaku i innowacyjnej technologii. Zapraszamy na degustację – stoisko A-41.

Qucik Fresh

Logo-Dzień-dobry-małe3

Firma Quick Fresh rozpoczęła swoją działalność w 2012 roku. Jest ona właścicielem marki Dzień Dobry. Firma produkuje wysokiej jakości 100 % soki m.in soki świeże (1-dniowe) o smaku marchewkowym  i marchewkowo-selerowym oraz soki pasteryzowane m.in. jabłko-burak, jabłko-mango, ananas, granat. Dodatkowo posiadamy certyfikat EKO i na targach pokażemy sok z ekologicznej aronii. Frma produkuje również „Dzień Doberki” – marchewki cięte na kształt frytek.
W trakcie targów na naszym stanowisku będzie odbywała sie degustacja wszystkich naszych produktów, dodatkowo będzie można porozmawiać z naszym specjalistą ds. jakości na temat tego, jak powstają soki, oraz uzyskać wszelkie niezbędne informacje, dlaczego warto pić soki i jak one są dla nas ważne. Nasze produkty są dedykowane również osobom niemogącym spożywać produktów z glutenem.

PHU Laurus

Herbatint_green

PHU Laurus jest wyłącznym importerem Trwałych, Ziołowych  Farb do włosów Herbatint, Półtrwałych Ziołowych Farb do Włosów Vegetal Color oraz odżywek, szamponów i preparatów do pielęgnacji włosów, nie zawierających SLS i parabenów.
Wszystkie produkty w głównej mierze oparte są na Aloe Vera oraz ekstraktach roślinnych i ziołowych, z położeniem nacisku na maksymalne wyeliminowanie komponentów chemicznych.

LivingFood

livingfood

Produkty JOY DAY to bezglutenowa i bezmleczna seria probiotycznych koncentratów napojów zawierających kompleks żywych kultur bakterii probiotycznych, które tworzy konsorcjum bakterii z grupy Lactobacillus i Bifidobakterii.
Zasilają one produkty swymi prozdrowotnymi metabolitami takimi jak enzymy, witaminy, związki prozdrowotne i antyseptyczne w tym antyutleniacze.
Składniki Koncentratów napojów serii JOY DAY wspomagają i wpływają na łagodzenie objawów alergii pokarmowych. Więcej informacji o naszych napojach znajdą Państwo na www.joy-day.pl. Zapraszamy na stoisko A-39!

Biomedico

mycaretest

Firma Biomedico jest wyłącznym dystrybutorem testów cytotoksycznych na nietolerancję pokarmową firmy Microtrace Diagostici, badanie jest wykonywane we włoskim laboratorium.

 

Silit

Silit

Marka Silit jest od dziesięcioleci synonimem najlepszej jakości w kuchni. Nowoczesne technologie, konsekwentna praca nad nowymi modelami produktów, innowacje oraz nieprzerwana kontrola jakości sprawiają, iż marka Silit jest jedną z wiodących na rynku artykułów oraz naczyń kuchennych. Dzięki swemu obszernemu asortymentowi firma Silit oferuje kompletne wyposażenie kuchni. Produkty firmy Silit różnią się od wielu dostępnych na rynku swoją jakością, funkcjonalnością oraz nowoczesnym design.

Technologia Silarganu® oparta wyłącznie na naturalnych komponentach, wolna od niklu, antybakteryjna, pozwala cieszyć się właściwym charakterem serwowanych dań, dbając o zdrowie wszystkich domowników: tak seniorów rodu, jak i najmłodszych domowników (niemowląt).

Naczynia kuchenne wykonane z Silarganu® nie zawierają niklu i tym samym stanowią nieodłączny asortyment w kuchni alergików. Produkty niemieckiej marki Silit to nie tylko  prestiż, design,  ekologia, to także,  a wręcz przede wszystkim  technologia, która pozwala cieszyć się prawdziwym smakiem, która dba o nasze zdrowie, która oszczędza nasz czas.

Dla wszystkich tych, dla których cena oznacza jakość produktu, polecam Silit, funkcjonalność wyrażona  w każdym detalu, technologia podnosząca standard życia, design obalający stereotypy.

 

Bukowy Las

Bukowy_Las-logo

Na stoisku wydawnictwa Bukowy Las (A-42) będzie można kupić książki z serii „bezpszennej”: „Dieta bez pszenicy”, „Kuchnia bez pszenicy”, „Serwuj, aby wygrać” oraz „Kuchnia polska bez pszenicy” – wszystkie 25% taniej.

Podczas Dni Alergii będzie można także spotkać się z autorkami książki „Kuchnia polska bez pszenicy” – Martą Szloser i Wandą Gąsiorowską (w sobotę od godz. 16:00, w niedzielę cały dzień).

 

Instytut Mikroekologii

instytut mikroekologii-logo

Na stoisku będziemy prezentować możliwości nowoczesnej diagnostyki w kierunku alergii pokarmowej typu III – alergii IgG zależnej. Ten typ alergii jest odpowiedzialny za szereg niespecyficznych reakcji związanych z przewlekłym stanem zapalnym. Poprzez wprowadzanie diety eliminacyjno-rotacyjnej następuje poprawa stanu zdrowia pacjenta. Dodatkowo proponujemy badanie w kierunku mikroflory jelitowej, w ramach którego oznaczamy konkretne szczepy bakterii odpowiedzialne za sprawne funkcjonowanie śluzówki jelita.

 

Sharpshop.pl

sharpshop

Firma HTML-Serwis Ryszard Święcicki, która jest właścicielem sklepu internetowego www.sharpshop.pl, od 2010 roku sprzedaje oczyszczacze firmy Sharp. Oczyszczacze Sharp z Technologią Plasmacluster i system filtrów, składający się ze wstępnego filtra, filtra Apatite HEPA i filtrów węglowych, bardzo skutecznie radzą sobie z usuwaniem alergenów takich jak roztocza, sierść i pyłki roślin, które powodują katar sienny. Co więcej system oczyszczania powietrza Plasmacluster ma specjalną funkcję „pyłki”, która przynosi szybką ulgę przy tego rodzaju alergii.

Więcej informacji o oczyszczaczach można odnaleźć na naszej stronie poświęconej tylko tym produktom http://www.czystepowietrze.info/

Serdecznie zapraszamy na nasze stoisko A-24.

Fellowes

logo-targi

Fellowes oferuje bogaty asortyment produktów do biura i domu takich, jak: niszczarki dokumentów, bindownice, laminatory, trymery, gilotyny, akcesoria ergonomiczne i komputerowe, systemy archiwizacji kartonowej oraz oczyszczacze powietrza. Firma powstała w 1917 roku w USA. Posiada oddziały w 15 krajach a dzięki sieci dystrybucji jest obecna w ponad 100 krajach.

Nowością w naszej ofercie jest seria oczyszczaczy AeraMax przeznaczona dla alergików, osób chorujących na astmę lub mieszkających w dużych aglomeracjach miejskich ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb najmłodszych (AeraMax Baby) oraz właścicieli zwierząt domowych (AeraMax Pet). Oczyszczacze Fellowes AeraMax usuwają 99,97% zanieczyszczeń powietrza tak małych jak 0,3 mikrona dzięki czterostopniowemu procesowi filtracji z filtrem True HEPA. Niszczą: wirusy i drobnoustroje, zarodniki pleśni, pyłki, roztocza, większość obecnych w powietrzu mikrobów i alergenów, zanieczyszczenia z sierści/naskórek zwierząt domowych oraz dym tytoniowy czy inne brzydkie zapachy. Są ciche i bezpieczne. Ich skuteczność potwierdzają niezależne laboratoria (certyfikat AHAM i znak jakości ECARF). Więcej informacji na www.fellowes.pl/aeramax

 

ALERGSOVA

DERMASOVA SOVA

ALERGSOVA to Polski Producent specjalistycznych produktów tekstylnych dla Alergików kluczowych w profilaktyce antyroztoczowej (SOVA Produkty Antyroztoczowe) oraz wspomaganiu leczenia atopowego zapalenia skóry i innych chorób skóry (DERMASOVA Produkty Anty-Atopowe).

SOVA to linia produktów, które efektywnie i w sposób naturalny chronią przed alergenami roztoczy kurzu domowego w domu Alergika (antyroztoczowe pokrowce na materac, kołdrę i poduszkę, antyroztoczowe poduszki i kołdry) oraz podczas podróży, gdy przebywa on w obcym środowisku, musi spać na obcym materacu lub obcej kanapie (antyroztoczowe prześcieradło podróżne, antyroztoczowy śpiworek podróżny).

DERMASOVA to bielizna nocna (pajacyk, piżamki, rękawiczki, paputki), która wspomagają walkę z alergią, w szczególności z atopowym zapaleniem skóry. Mają także pomóc osobom uczulonym na roztocza, czy chorującym na inne choroby skóry.

ALERGSOVA to stosiko nr A-20, tuż obok Strefy Relaksu przygotowanej przez Fundację ALABASTER. Zapraszamy do obejrzenia produktów SOVA i DERMASOVA i rozmowy, przy słodkich lizakach z Manufaktury Cukierków (bezmleczne, bezglutenowe, tylko naturalne barwniki), o codziennych zmaganiach z profilaktyką antyroztoczową oraz pielęgnacją skóry atopowej. Przygotowaliśmy konkurs „WYGRAJ POŚCIEL MARZEŃ KAŻDEGO ALERGIKA” z bardzo atrakcyjnymi nagrodami!

 

Phenicoptere – GLOV

glov_logo_czarne-01

Spółka Phenicoptere wprowadziła na rynek linię produktów „GLOV Hydro Demaquillage”, które wykorzystują mikro-włókna do niezwykle ważnej dla kobiet czynności – demakijażu. Dzięki połączeniu zaawansowanej technologii oraz siły wody produkty GLOV doskonale radzą sobie z każdym makijażem. Jednocześnie pielęgnują wrażliwą skórę i co najważniejsze, dbają o jej naturalną ochronę. GLOV to po prostu wygodny demakijaż przy wykorzystaniu czystej wody, która jest najlepszym kosmetykiem i przywraca naturalne piękno skórze.

 

Ekodrogeria.pl

ekodrogeria

Na stoisku będzie prowadzona sprzedaż wielu,świetnych produktów, w bardzo okazjonalnych cenach. Znajdą sie wśród nich produkty marek: Alphanova, Beaming Baby, Amore Bio, Bentley Organic, BioLane, Close, Cuddlery, Ecozone, Jack N’Jill, Nuvita, Pitta Patta, Simply Genlte i nasza totalna nowość – BioPha. Będą to produkty zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

Zaprezentujemy pieluszki wielorazowe – będzie można o nich posłuchać, przebrać w nie naszą specjalną lalę. Lalę, której proporcje i waga są zachowane jak u malucha będzie można również ponosić w nosidle Caboo marki Close. Na miejscu będziemy prezentować jego użycie oraz pokazywać jak łatwe jest w obsłudze. Nasi pracownicy będą opowiadać o tym, czego alergicy powinni unikać w składzie produktów oraz co my możemy im zaproponować. A gamę produktów mamy naprawdę szeroką, więc dla każdego znajdziemy coś dobrego!

Oprócz świetnych cen pełnowartościowych produktów, jakie będziemy proponować w te dni, na zwiedzających czekają również próbki różnych naszych produktów, a także wiele nagród, które będą rozdawane w konkursach organizatorów, ale nie tylko! W sobotę bierzemy udział w rozdaniu nagród Reni Jusis – nie może Was tam zabraknąć!

 

Soti

logotyp_SOTI_RGB

Na Dniach Alergii będzie okazja do spróbowania jedynej w 100% naturalnej ice tea, która nie zawiera chemicznych dodatków konserwujących ani słodzących. Jak się okazuje wg najnowszych badań, w warunkach domowych nie ma możliwości zaparzenia zielonej herbaty tak, by nie stracić większości cennych antyoksydantów, katechin, przeciwutleniaczy, dlatego SOTI Natural to wersja już gotowa, idealnie zaparzona ze szlachetnych liści zielonej herbaty w wygodnej butelce. Jest to jedyny poza wodą napój, który nie zawiera cukru, chemicznych dodatków, barwników, a dodatkowo zawiera wszystkie właściwości zielonej herbaty. Warto spróbować jednej butelki i poczuć różnicę.

Dni Alergii – informacja prasowa

Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej to spotkanie, które będzie miało miejsce 22-23 listopada 2014 r. na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Wszyscy zwiedzający, którzy zdecydują się nas odwiedzić będą mieli okazję nie tylko zdobyć cenne informacje, wziąć udział w warsztatach kulinarnych, skonsultować się z lekarzem, czy zajrzeć w zakamarki wzorcowego domu alergika. To także niepowtarzalna okazja do zapoznania się z szerokim zakresem oferty rynkowej produktów i usług z zakresu alergii i nietolerancji, a także poczynienia zakupów w promocyjnych cenach i skorzystania z licznych ofert wystawców.

Znajdą się wśród nich m.in. najbardziej cenieni producenci i dystrybutorzy:

  • sprzętu medycznego: inhalatory, nebulizatory, testy,
  • >sprzętu AGD: odkurzacze, urządzenia antyroztoczowe, oczyszczacze i nawilżacze powietrza,
  • pościeli antyalergicznej: kołdry, poduszki, pokrowce antyroztoczowych, poszewki antybakteryjne,
  • środków na roztocza: opryski, urzadzenia UPR,
  • żywności: żywność BEZGLUTENOWA, EKOLOGICZNA, bez alergenów,
  • odzieży specjalistycznej: dla osób z problemami skórnymi, AZS,
  • kosmetyków: linie hipoalergiczne, bez parabenów, emolienty, do skóry atopowej,
  • środków czystości BIO i EKO: ekologiczne i bezpieczne dla ludzi i zwierząt rozwiązania, ciekawe alternatywy dla „chemii” domowej,
  • środków farmaceutycznych.

Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej to także szansa na aktywne spędzenie czasu. Osoby, które zapiszą się na warsztaty organizowane podczas wydarzenia, będą mogły wziąć udział w ciekawych zajęciach praktycznych z naszymi ekspertami.
Pojawi się tu zespół z portalu ekorodzice.pl, który po raz kolejny będzie odkrywać nieocenione właściwości naturalnych pogromców brudu. Z pomocą sody oczyszczonej, octu, cytryny i boraksu zadzieją się „czary”, czyli… na własne oczy zobaczycie, że wystarczy odrobina dobrych chęci, aby w kilka minut stać się właścicielem domowego środka czystości. A wszystkie niedowiarki w końcu uwierzą, że ekologiczne sprzątanie jest o wiele tańsze, zdrowsze i mniej skomplikowane, niż powszechnie się nam wszystkim wydaje.
Dla szukających inspiracji w kuchni, warsztaty kulinarne poprowadzi Katarzyna Jankowska – autorka bijącego rekordy popularności bloga Mama Alergika Gotuje. Przyrządzimy wspólnie Bezmleczne Śniadanie, ugotujemy Bezglutenowy Obiad, a w niedzielę dowiemy się, co podać na Podwieczorek Alergika i jak zorganizować Pizza Party. Osoby, które nie zdążą zapisać się na warsztaty, będą mogły obserwować, co dzieje się w naszej kuchni na żywo ze strefy EKO-NATURA.
Przez cały weekend podczas Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej będą odbywać się także wyjątkowe wykłady prowadzone przez ekspertów i specjalistów z zakresu alergologii, dermatologii, ekologii i żywienia. Będziemy mówić o tym, jak diagnozować, leczyć, ale też jak zapobiegać alergii i nietolerancji, oraz dlaczego warto żyć świadomie i dbać o środowisko. Zapraszamy Państwa już teraz do naszych dwóch stref wykładowych, gdzie będzie można wysłuchać wystąpień naszych gości:
Wykłady w ramach Panelu MED to okazja, by dowiedzieć się co na temat alergii, nietolerancji pokarmowych i chorób z nimi związanych do powiedzenia ma medycyna konwencjonalna. Jest to też niepowtarzalna okazja, by spotkać się z najbardziej uznanymi lekarzami i ekspertami w Polsce.
Wśród zaproszonych gości pojawią się takie autorytety, jak prof. Maciej Kaczmarski, wybitny specjalista w dziedzinie alergii pokarmowej i chorób przewodu pokarmowego u dzieci, twórca Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii i Alergologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i pierwszy dyrektor Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, który w sobotę wygłosi dwa wykłady dotyczące alergii i nietolerancji pokarmowej, czy dr Lidia Ruszkowska, ordynator Oddziału Dermatologii Dziecięcej MSSW, blisko współpracująca z Fundacją Alabaster, z wykładem o Atopowym Zapaleniu Skóry u dzieci.
Poza tym w sobotę i w niedzielę zaprosimy Państwa na spotkanie ze Stowarzyszeniem Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej, którego przedstawiciele przybliżą na czym polega Menu bez glutenu oraz co właściwie oznacza i gdzie szukać symbolu przekreślonego kłosa na produktach bezglutenowych.
W drugiej strefie EKO-NATURA posłuchamy wykładów na temat świadomego stylu życia. Wysłuchamy tu wykładu o tym, dlaczego naturalne
i ekologiczne środki czystości mają znaczenie dla naszego zdrowia. Nasz wyjątkowy gość Reni Jusis powie nam, jak i po co właściwie żyć Eko i jak być EKOMAMĄ, zaprosimy też Państwa na spotkanie z mgr Agnieszką Sienkiewicz, doradcą żywieniowym, diet-coachem i ekspertem ds. zdrowego odżywiania w Organic Farma Zdrowia, a z portalem Hipoalergiczni.pl porozmawiamy o tym, czy można zapobiegać
alergiom już na etapie niemowlęctwa, jaką rolę mają tu emocje i jak naturalnie się bronić.
Podczas Dni Alergii każdy zwiedzający będzie mógł wykonać bezpłatne testy i skonsultować się ze specjalistami z dziedziny alergologii, dermatologii i dietetyki, a także zajrzeć ze swoją pociechą do Strefy Relaksu, gdzie Fundacja Alabaster zaprosi m.in. do wspólnej zabawy podczas warsztatów psychologicznych.

BILETY NA DNI ALERGII I NIETOLERANCJI POKARMOWEJ DOSTĘPNE: na stronie www.dnialergii.pl oraz w dni targów na miejscu.
Cena biletów: 12 zł – bilet normalny, 8 zł – bilet ulgowy (za okazaniem legitymacji), dzieci do lat 16 – wstęp wolny.

22 X2014

Bożena Kropka „Pokonaj alergię”

by joanna

Książka Bożeny Kropki to opasły tom (ponad 400 stron) poświęcony zwalczaniu alergii, opisujący autorską metodę sześciu kroków, która „likwiduje objawy alergii oraz zatrzymuje proces autoagresji”. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich książek, które polecałam alergikom, ta jest napisana przez dietetyczkę, a nie alergologa. To w moim mniemaniu ma swoje zalety w postaci innego spojrzenia na alergie, natomiast dużą wadą jest brak informacji na temat standardowego leczenia współcześnie stosowanego przez lekarzy.

Zobacz także:

Książkę można kupić przez stronę wydawnictwa Rodzina, kosztuje 69 zł plus wysyłka (w sumie 78,50 zł).

pokonaj_alergie

O autorce

Bożena Kropka jest dietetyczką i promotorką zdrowia, która z powodów osobistych zajęła się tematem diety bezglutenowej. Na swojej stronie WWW pisze o tym, jak nieświadomie żyła z celiakią i o tym, że dowiedziała się o niej z testów wykonanych dość późno. Dzięki własnym poszukiwaniom informacji opracowała program „Sześć kroków wyjścia z alergii”. Pracuje z dziećmi cierpiącymi na choroby z autoagresji, prowadzi warsztaty z zakresu odżywiania, gotowania i walki z alergią na podstawie jej programu.

„Pokonaj alergię”

Tytuł książki jest niezwykle zachęcający – sugeruje, że od naszych starań może zależeć skuteczne rozprawienie się z alergią. Wiele osób, które cierpią na zaburzenia ze strony układu odpornościowego, z nadzieją sięgnie po to wydawnictwo. Sama kupiłam tę w końcu nietanią książkę, zachęcona przez czytelniczkę bloga, której program B. Kropki bardzo pomógł.

Lektura zachęciła mnie do wypróbowania opisywanej metody (o czym pisałam tu: Pierwszy tydzień bez glutenuDrugi tydzień bez glutenu i Trzeci tydzień bez glutenu) i którą musiałam zawiesić (o czym piszę w tekście „Trzy tygodnie bez glutenu i…”). Wierzę, że sama idea opiera się na słusznych przesłankach, natomiast sądzę, że nie każdemu pomoże to samo. Upewniła mnie w tym zresztą sama autorka, która w rozmowie z Mamą Alergika zasugerowała, że jej program nie będzie tak samo skuteczny u każdego, ma to zwłaszcza znaczenie przy polialergiach (całość przeczytacie tutaj).

Całość zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, natomiast nie wszystkie elementy wydają mi się w tej chwili osiągalne i potrzebne.

pokonajalergie1

Sześć kroków

  1. Regeneracja jelit: dieta bez mleka, glutenu i cukru; likwidacja alergenu; suplementacja jelit.
  2. Likwidacja pseudoalergii: wyłączenie z diety pokarmów zawierających histaminę; pozbycie się pasożytów i drożdżycy.
  3. Profilaktyka astmatyczna.
  4. Detoksykacja organizmu: naturalna dieta niealergizująca; ziołolecznictwo.
  5. Nabywanie odporności.
  6. Utrzymanie efektów leczniczych: unikanie wysoko przetworzonej żywności; urozmaicona dieta; umiarkowanie w jedzeniu; uprawianie sportu; unikanie stresu; unikanie późnych godzin snu.

Tak wygląda w skrócie program Bożeny Kropki, którego wdrożenie ma pomóc w pokonaniu alergii. Autorka wychodzi z założenia, że regeneracja jelit jest podstawową sprawą przy alergiach, dlatego należy zacząć od diety, w której nie ma glutenu, białek mleka, cukru i żywności wysoko przetworzonej. Jelita są swoistą bramą, którą do krwi dostają się niezbędne nam składniki odżywcze. Gdy brama jest zbyt szeroka albo otwarta zbyt długo, do krwi dostają elementy pokarmów, które wywołują stany zapalne w całym organizmie. Dochodzi też do nieprawidłowego wchłaniania potrzebnych substancji. Gluten jest jednym z białek, które u osób wrażliwych doprowadza do stanów zapalnych jelit, co prowadzi do różnych nieprawidłowości w och funkcjonowaniu.

Ciekawostka

Wg pewnych badań chleb na zakwasie, składający się w 70% z mąki nieglutenowej, jest pozbawiony białek gliadynowych dzięki działaniu zakwasu właśnie. Trwają jeszcze badania potwierdzające tę tezę, byłoby to niezwykle dobra wiadomość dla celiaków i osób nadwrażliwych na gluten (str. 41).

Dieta bezmleczna i bezcukrowa

Autorka na podstawie różnych opracowań zaleca osobom z problemami alergicznymi odstawienie mleka i cukru. Produkty mleczne są śluzotwórcze, więc alergikom przysparzają różnych dolegliwości związanych z górnymi drogami układu oddechowego (u naszego starszego syna – płyn w uszach).

Cukier według Bożeny Kropki także ma właściwości śluzotwórcze, niszczy kosmki jelitowe (jak gluten), osłabia układ odpornościowy. Nie trzeba mnie przekonywać, że najlepiej, żeby cukru w diecie nie było wcale. Właściwie nam się to udaje (poza fruktozą, obecną w dojrzałych owocach i bakaliach).

Likwidacja alergenów i suplementacja dla jelit wydają się dość oczywistymi konsekwencjami podjęcia wyzwania regeneracji jelit. Wszystkie powyższe elementy składają się na krok pierwszy z sześciu. Jak się okazało, chyba dla nas najtrudniejszy.

Pseudoalergia

To zjawisko objawiające się tak samo, jak alergie, jednak przebiegające inaczej. Tak jak alergia angażuje do walki układ odpornościowy, który tropi konkretne substancje pojawiające się w organizmie, tak pseudoalergia jest zjawiskiem występującym poza układem odpornościowym: reakcja następuje bezpośrednio w komórkach tucznych, które uwalniają histaminę, co prowadzi do reakcji zapalnych (np. skurczu mięśni, migren).

Osoby cierpiące na pseudoalergię powinny unikać pokarmów, które powodują uwalniane się histaminy (np. pomidory, truskawki, czekolada, orzechy) oraz tych, które ją zawierają (np. ryby, kapusta kiszona, dojrzewające sery).

Autorka książki przestrzega także przed pewnymi substancjami dodawanymi do potraw lub naturalnie znajdującymi się w pożywieniu, które również powodują pseudoalergię: glutaminian sodu, kwasy szczawiowy, cytrynowy, jabłkowy, cukier, słodziki. Na samym końcu książki znajduje się tabela z pokarmami, które zawierają histaminę lub inne aminy biogenne oraz które wyzwalają histaminę. Przydatna ściągawka.

pokonajalergie3

Ciekawa jest także załączona na końcu piramida zdrowia, w której wszystkie aspekty życia podzielono według ważności/częstotliwości. Najważniejsze to: ruch, odpowiednie nawodnienie (osobiście skreśliłabym tu kompot) i warzywa. Na samej górze znajduje się pozycja „Zjedz to, na co masz ochotę” – kilka razy w miesiącu. Czy aż tak nie lubimy warzyw, żeby traktować je jak przykry przymus, zamiast przyjemność? Przecież warzywa są smaczne!

Robaki

Część poświęcona pasożytom, które bywają przyczyną bardzo przykrych dolegliwości alergicznych albo ich wzmocnieniu, omawia tak naprawdę kilka z kilkunastu groźnych nieproszonych gości. Dość chaotyczny rozdział moim zdaniem wprowadza za dużo zamieszania: należałoby omówić wszystkie najważniejsze pasożyty i sposoby leczenia, osobno wspomnieć o Candida Albicans. Bardzo dużo rad, podawanych jedna za drugą, oraz czasem zbyt ogólne wyjaśnienie zagadnienia moim zdaniem przeszkadza w rozeznaniu się, co jest najważniejsze. Być może winny jest tu również układ graficzny, wybór śródtytułów itp. – czasem trudno mi było się zorientować, czy jestem w tym samym rozdziale co przed chwilą, czy już nowym.

Krok trzeci

Profilaktyka przeciwastmatyczna została tu potraktowana bardzo skrótowo. Zalecenia zebrano w listę zasad, jak powinny wyglądać warunki mieszkaniowe podczas programu sześciu kroków (pościel, brak dywanów itp.). Niestety, z żalem muszę powiedzieć, że o alergiach wziewnych można się z tego rozdziału dowiedzieć bardzo niewiele, a z „przewodnika po wybranych chorobach alergicznych” – właściwie tylko podstawowych zagadnień.

III, IV i V

Krok czwarty to detoksykacja organizmu za pomocą ziół (pod okiem specjalisty).  Przy okazji jest tu omówiona zasada zbilansowania diety pod względem pH. Krok piąty to chyba najkrótszy rozdział: kilka zdań na temat pełnej regeneracji organizmu, która trwa trzy lata, oraz wskazówki, kiedy wprowadzać pokarmy wcześniej potencjalnie szkodliwe.

pokonajalergie2

Krok szósty to utrzymanie efektów leczniczych dzięki kilku ważnym aspektom naszego życia. Odpowiednia dawka ruchu i snu, nastawienie psychiczne, relacje partnerskie, to wszystko ma znaczenie nie tylko dla alergików. Autorka zbiera najważniejsze rady dotyczące zwykłej higieny życia, o którą często zupełnie nie dbamy.

Dieta rotacyjna

Ten sposób odżywiania ma na celu niedopuszczenia do powstawania kolejnych reakcji alergicznych na nowe produkty. Polega na przemiennym podawaniu danych pokarmów raz na cztery dni. Spotkałam się z tym już przy wprowadzaniu zaleceń po teście MRT, staram się stosować dietę naprzemienną, jednak nie wychodzi mi to idealnie. Przede wszystkim dlatego, że mam za małą lodówkę, żeby przetrzymywać kilka wersji potraw np. obiadowych przez cztery dni… (A codzienne gotowanie jest nieekonomiczne, nieekologiczne i zbyt czasochłonne). Może gdybym miała dwa razy większą kuchnię i lodówkę…

Autorka podaje sporo przydatnych przepisów i rad, jak prowadzić dietę rotacyjną.

Część pierwsza książki kończy się krótkim omówieniem chorób wynikających z nadwrażliwości pokarmowej lub zespołu przeciekającego jelita.

Dziecko

Ta część książki zawiera rady na temat zdrowej ciąży i pielęgnacji dziecka. Jest tu schemat odżywiania dziecka karmionego piersią i sztucznie ze szczególnym uwzględnieniem skłonności do alergii. Pomocne są także przepisy na różne posiłki z uwzględnieniem wieku dziecka. Tu budzi się moja czujność: czy rzeczywiście kaszki itp. muszą być przecierane? Czy wprowadzanie produktów musi odbywać się zgodnie z jakimś kalendarzem? Rozumiem alergie – jednak często nie dowiemy się, czy dziecko jest na coś uczulone, dopóki nie dostanie danego produktu.

Eksperci na całym świecie nie są zgodni, czy rozszerzanie diety dziecka powinno odbywać się według schematu, czy pozwolić dziecku na kosztowanie wszystkich (bezpiecznych) potraw od momentu, gdy wyrazi nimi zainteresowanie. Obecne oficjalne stanowisko WHO i polskich lekarzy jest takie, że większość produktów – pojedynczo – można wprowadzać od początku rozszerzania diety (moment ten zależy od sposobu karmienia niemowlęcia).

Bożena Kropka zaleca w ramach profilaktyki alergii karmienie wyłącznie piersią do 9. miesiąca życia (a co najmniej do 6.). Wobec tego zupełnie nie rozumiem poniższej rady, umieszczonej tuż pod zaleceniem wyłącznego podawania mleka matki:

Dziecko od 4. miesiąca powinno przesypiać całą noc, a jeżeli nie jest to możliwe, ojciec powinien w nocy dopajać dziecko przegotowaną letnią wodą. (Sic!) (str. 195).

Pomijając wątpliwą jakość informacji, że dziecko powinno przesypiać całe noce, dopajanie go może zaburzyć laktację, a przecież z całości tekstu wynika, że autorka jest jak najbardziej zwolenniczką naturalnego pokarmu i uważa go za najlepszą profilaktykę alergii… Chyba zabrakło rozmowy z jakimś doradcą laktacyjnym!

Kuchnia naturalna

Ostatnie dwie części książki są poświęcone kuchni naturalnej, tzn. takiej, która opiera się na posiłkach przygotowywanych w domu, oraz omówieniu podstawowych składników odżywczych. Znajduje się tu bardzo dużo cennych wskazówek, jednak znowu przeszkadza mi chaos w podawaniu informacji. Czasem bardzo trudno jest odnaleźć fragment, do którego chce się wrócić, w dodatku zdarzają się sprzeczności. Niektóre produkty są odradzane jako potencjalne źródło problemów alergika, innym razem pojawiają się jako cenne źródło danej substancji lub składnik przepisu. Mam wrażenie, że aby skorzystać w pełni ze wszystkich zaleceń, trzeba po prostu być zdrowym…

Podsumowanie

Bardzo mi trudno jednoznacznie określić tę książkę. Niewątpliwie autorka włożyła bardzo dużo pracy w zebranie różnorodnej wiedzy (w większości popartej źródłami) i podanie jej w przystępnej formie. Na pewno nie jest to książka naukowa ani dla naukowców, raczej dla przeciętnego zjadacza chleba (dosłownie), który próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, co zmienić w swoim życiu, aby lepiej się czuć. I dowiaduje się, że właśnie ten chleb musi odstawić.

W naszym wypadku odstawienie glutenu się nie udało (dlaczego – o tym w kolejnym wpisie). Szkoda, że w „Pokonaj alergię” brakuje podstawowych rad, co robić, gdy dzieci nie akceptują nowej diety, gdy jedzenie bezglutenowe im nie smakuje albo z powodu polialergii jest mało urozmaicone. Co zrobić, gdy osoby przygotowujące posiłki widzą, że te posiłki nie smakują dzieciom? Ze starszymi można jeszcze porozmawiać, przekonać, ale dwulatek nie zje obiadu tylko dlatego, że ten obiad jest zdrowy.

Zachęcam, aby wszystkie osoby zmagające się z alergią zajrzały do książki i same oceniły, na ile zawarta w niej wiedza jest dla nich przydatna. Uważam, że zawiera sporo cennych wskazówek z zakresu zdrowego odżywiania oraz ciekawych przepisów. Cały program sześciu kroków wydaje się obiecujący, aczkolwiek dziś wiem, że w wypadku dzieci potrzebne jest bardzo mocne wsparcie specjalisty – dietetyka, który pomoże w ustawieniu menu i doborze potraw, które nie będą bardzo skomplikowane, za to – będą smaczne i odpowiadające najmłodszym. Ale o tym jeszcze napiszę (patrz: Trzy tygodnie bez glutenu i…).

08 X2014

Pierwszy tydzień bez glutenu

by joanna

„Współczuję pani” – powiedziała dziś do mnie wychowawczyni z przedszkola, gdy oddałam jej listę produktów z diety starszego syna oraz listę produktów zakazanych. „E tam – pomyślałam – takie życie”. (J. nie może jeść m.in. kaszy gryczanej, nabiału, jajek, migdałów, fasoli, drożdży, ryb, soi, jabłek, gruszek, malin, bananów, kiwi, dyni, pietruszki, buraków, szpinaku, a teraz też glutenu).

czerwona_marchewka

Purpurowa marchew.

A potem wyobraziłam sobie, że możemy jeść wszystko. Że kupujemy gotowe produkty lub półprodukty, odgrzewamy mrożone pizze albo zajadamy się serem żółtym po 12 zł za kilogram. Że w restauracji i na przyjęciach nie zastanawiamy się, czy w sosie jest soja albo mleko, tylko jemy, co dadzą. I że każde pieczywo jest dobre, o ile jest smaczne.

Tak żyje i tak je większość ludzi w Polsce. Czy to znaczy, że to jest normalne i że ci ludzie są szczęśliwsi ode mnie? Może są bardziej wyluzowani pod względem jedzenia, ale czy są zdrowsi, lepiej się czują, lepiej im się myśli?

Co jedzą twoje dzieci

Ciągłe słuchanie, jacy ci moi synowie są biedni, powoduje u mnie myśli – kto tu jest biedny? Sprawdźcie lepiej sami, co dajecie na talerzu swoim dzieciom!

Chyba ogłoszę eksperyment – spisanie tygodniowego menu kilkulatków. Żeby było trudniej, menu podzielone na rubryki „było na talerzu” i „zostało zjedzone”. Ciekawa jestem, jakie byłyby wyniki.

Najbardziej denerwują mnie teksty w stylu „o, nowa moda na niejedzenie…”. Ładna mi moda. Od pięciu lat szukam sposobu, żeby ulżyć moim alergikom. Wolę już współczucie od pogardy, bo nawet jeśli moje poszukiwania są nie do końca skuteczne, to jestem zaangażowana w nie całym sercem. Mąż mi świadkiem, że choroba naszych synów (i męża, i moja poniekąd) wyznacza w naszym domu rytm dnia, tygodnia, miesiąca, roku. Każde z nas ma tego dosyć, ale… nie mamy wyboru.

Ortoreksja

Od tygodnia moje życie stało się jeszcze bardziej „godne pożałowania” niż wcześniej, ponieważ sobie i dzieciom wykluczyłam z diety gluten – na 3 miesiące, a więc do końca roku (zrobiłam to po lekturze książki Bożeny Kropki, którą zrecenzuję lada dzień). Ma to na celu złagodzenie/wyleczenie stanów zapalnych jelit i doprowadzenie do odbudowy prawidłowej flory bakteryjnej.

Naleśnik jaglany.

Naleśnik jaglany.

Tacy jak ja są pogardliwie nazywani ortorektykami – przesadnie zwracającymi uwagę na to, co jedzą. Niestety, lista dolegliwości, które skłoniły nas do szukania ratunku w zmianie sposobu odżywiania, jest długa. Poczynając od AZS, które – niezwykle uciążliwe dla mojego męża i dzieci – potrafi zaburzyć funkcjonowanie każdej rodziny, przez migreny, bóle brzucha, zapalenia ucha, zagrzybienie organizmu, na gwałtownych reakcjach układu pokarmowego kończąc.

Gdybym odpuściła dietę, mogłoby się to źle skończyć.

Skorzonera to nie jest brzydkie słowo

Dzięki temu, że jemy mniej, jemy coraz więcej. Matki alergików to wiedzą – aby dzieci zjadły porządny posiłek, staną na głowie i ugotują z zamienników danie lepsze niż oryginał. Znajdą mniej znane owoce i warzywa, żeby wynagrodzić braki w menu. Mój syn zakochał się w skorzonerze (zwanej też wężymordem). Czeka z utęsknieniem na topinambur. Zajada się purpurową, a czasem białą marchwią. Nie mogę go jednak przekonać do jarmużu (dostaje go w zielonych koktajlach). Fajnie, że mamy dostęp do żywności, która jest naprawdę zdrowa i niezmutowana (a to dzięki Kooperatywie Dobrze). Fajnie, że moje dzieci znają trudne słowa.

skorzonera_1

Wężymord.

Ostatnio zrobiłam tak pyszną przekąskę (czipsy jaglane z humusem), że powiedziałam do męża: jeszcze chwila i otworzę knajpę dla alergików.

Nie wszystko zawsze mi się udaje, czasem wychodzi coś bez smaku albo kształtu, w brzydkim kolorze. Czasem zupełnie się załamuję. A potem znowu wychodzi mi coś pysznego i znowu się cieszę, że dzięki ograniczeniom mogę jeść tyle ciekawych potraw.

Stres

Mój największy stres, odkąd wyłączyłam dzieciom pieczywo z diety, to dbanie o to, żeby nie były głodne. Młodszy jest wciąż na piersi, więc jestem spokojniejsza, że pewną liczbę kalorii dziennie ma murowaną. Niestety akurat wychodzą mu zęby, te najgorsze – piątki – co sprawia, że jest wybredny i mało co je (najchętniej kaszkę jaglaną z karobem i przecier z jarzyn). Nie ma ochoty na żadne gryzienie.

Kasza jaglana z karobem.

Kasza jaglana z karobem.

Starszak współpracuje chętniej, możemy się umawiać: dziś na śniadanie jest kasza jaglana, za to z wegańską parówką z soczewicy i „keczupem” (passata pomidorowa). Bywa jednak, że opór jest duży i trapię się, co zrobić, żeby J. zjadł w przedszkolu jak najwięcej z tego, co mu przygotuję. Omawiamy menu, dyskutujemy – co zmienić, żeby było smaczniejsze? Czego nie dodawać? Wczoraj upiekliśmy nawet ciasteczka jaglane według pomysłu J. Wyszły pyszne.

Kompromisy

Chciałam być ambitna i robić wszystko sama. Poddałam się, gdy mój starszy syn powiedział, że chciałby dostawać kanapki, a mnie nie wyszedł kolejny zakwas na chleb bezglutenowy (nie możemy drożdży). Kupiłam wafle ryżowe i kukurydziane i wydzielam je dzieciom oszczędnie. Bardzo nie lubię takiego jedzenia, ale ile można robić podpłomyków, naleśników, placków… Czasem matka po prostu chciałaby odetchnąć i wyjść z kuchni.

frytki_z_batatow

„Frytki” z batatów.

Z innego gotowego zakupu jestem zadowolona – to wegańskie parówki z soczewicy, które kupiłam na BioBazarze (Poloniak). Mam wielką nadzieję, że soczewica okaże się nieuczulająca.

Pierwsze wnioski

Moje dzieci nie mają alergii na gluten, o ile mogłam się zorientować po tygodniu odstawienia. Myślę, że po okresie próbnym wrócą do samopszy, orkiszu, żyta. Ja chyba nie – nawet nie mam ochoty. Jeśli ktoś podrzuci mi artykuł naukowy, w którym jest napisane, że gluten jest nam potrzebny do zdrowego odżywiania, bo ma jakiekolwiek wartości odżywcze, może zmienię zdanie.

Plany

Czy uda nam się wytrwać do 31 grudnia? Nie wiem – u starszego syna pojawiają się nowe zmiany na skórze, co oznacza, że produkty, które włączyłam, są alergizujące. Odpadła nam gryka, na którą liczyłam – J. miał po niej kłopoty ze skórą i uszami. Na szczęście mimo ograniczeń mamy do wyboru jeszcze trochę produktów.

W najbliższym czasie zaopatrzę się w żywność bezglutenową w sklepie Wrażliwe Smaki i podzielę się z Wami wrażeniami.

WS_LOGOTYPE_RGB

28 VIII2014

Prenatalne zapobieganie alergiom. Przegląd literatury

by joanna

Pewnie wszystkie matki małych (i starszych) alergików zadają sobie pytanie, czy można było uniknąć alergii u dzieci dzięki przestrzeganiu jakichś szczególnych zasad. Z zainteresowaniem śledzę informacje na temat badań, które mają udowodnić lub obalić tezę o alergizacji prenatalnej, ponieważ mam dwóch synków alergików i gdybym chciała mieć trzecie dziecko, zrobiłabym wiele, żeby nie miało tych samych kłopotów.

Czy antyalergiczna dieta prenatalna ma sens?

Czy antyalergiczna dieta prenatalna ma sens?

Wśród polskich specjalistów można wskazać dwie szkoły: jedni uważają, że obciążenie dziedziczne u dziecka można w znacznym stopniu zminimalizować, jeśli matka przestrzega diety eliminacyjnej już w ciąży (a nawet wcześniej), a następnie w trakcie karmienia piersią. Inni z kolei podają przykłady różnych badań, które stawiają pod znakiem zapytania sens stosowania szczególnej diety w ciąży i podczas laktacji. (więcej…)

11 VIII2014

„Alergia i nietolerancja pokarmowa. Mleko i inne pokarmy” – recenzja

by joanna

Moje tegoroczne lektury wakacyjne są skupione wokół jednego tematu. Choć to nie kryminały, zawsze uważałam, że niektóre poradniki żywieniowe czyta się jak thrillery. Obecnie łykam książki o alergii równie gładko jak literaturę popularną, ale niestety, nie czerpię z tego większej radości. Czas zacząć dzielić się z Wami licznymi przemyśleniami na temat książek, które często kosztują bardzo dużo, a ile tak naprawdę wnoszą wartościowej wiedzy?

ksiazki_o_alergiach

Przegląd literatury dla alergików

Maciej Kaczmarski, Elżbieta Korotkiewicz-Kaczmarska, „Alergia i nietolerancja pokarmowa. Mleko i inne pokarmy”, Kraków 2013

Wydawnictwo Help Med

Cena: 50–55 zł

Liczba stron: 214

O autorach:

Profesor Maciej Kaczmarski jest jedną z najważniejszych postaci w gronie polskich alergologów. Absolwent i pracownik Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, od 1990 roku kierował w uczelni Kliniką Pediatrii, Gastroenterologii i Alergologii Dziecięcej. Specjalista w dziedzinach: pediatrii, alergologii i gastroenterologii, autor i współautor wielu publikacji naukowych dotyczących alergii i nietolerancji pokarmowych, a także fragmentów podręcznika dla studentów medycyny.

Obecnie na emeryturze, przyjmuje pacjentów prywatnie. Więcej o profesorze Kaczmarskim przeczytacie u Mamy Alergika, która poznała go osobiście.

Elżbieta Korotkiewicz-Kaczmarska – absolwentka UM w Białymstoku, długoletni pracownik Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, autorka i współautorka publikacji na temat alergii pokarmowej.

kaczmarski_0

O treści:

Książka jest publikacją naukową i momentami hermetyczność przekazu utrudnia zwykłemu czytelnikowi zrozumienie treści, dlatego wiele rozdziałów czytam już kolejny raz. Myślę jednak, że przeciętny (i zdeterminowany) zjadacz chleba, który biologię miał 25 lat temu, jest w stanie przegryźć się przez teoretyczne terminy i nawet jeśli nie zrozumie dokładnie wszystkich zawiłości pracy komórek w ludzkim ciele, wyciągnie odpowiednie wnioski. Pomagają w tym podsumowania, które pojawiają się w książce co jakiś czas.

W publikacji znajdziemy kompleksowo opisane alergie i nietolerancje pokarmowe (książka jest bardzo nowa, dlatego podział niepożądanych reakcji pokarmowych jest najświeższy).

Publikacja zawiera cztery główne rozdziały. Pierwszy, najobszerniejszy, opisuje alergie na białka mleka i inne pokarmy. Znajdziemy tu opis mechanizmów alergii i nietolerancji pokarmowych, dzisiejszej wiedzy i teorii na temat powstawania alergii. Bardzo cenne są dla mnie podrozdziały omawiające konkretne alergeny (posiłkowałam się tą książką przy opisywaniu alergii na mleko zwierząt). Nie zabrakło dokładnego opisu alergicznych reakcji krzyżowych (np. zespołu brzoza – jabłko).

Tu znajdziemy także omówienie alergii u niemowląt karmionych piersią i sztucznie (z podkreśleniem, że niemowlęta karmione wyłącznie piersią zapadają na alergię siedem razy rzadziej niż te na mieszankach mlecznych). W tym rozdziale znajdują się również opisy dostępnych (i uznanych przez towarzystwa medyczne) testów diagnostycznych, pozwalających potwierdzić lub wykluczyć alergie pokarmowe. Mowa jest również o nabywaniu tolerancji na alergeny, metodach leczenia alergii i zapobieganiu im (o tym będę pisać przy okazji tematu diety matki karmiącej).

Drugi rozdział podejmuje temat nietolerancji wybranych produktów pokarmowych. Nietolerancja łączy się z reakcją niezwiązaną z układem odpornościowym (np. na pokarmy zawierające histaminę czy salicylany).

Trzeci  rozdział poświęcony jest nietolerancji wybranych węglowodanów. Omawia takie przypadłości, jak np. nietolerancja laktozy.

Ostatni, czwarty rozdział omawia mieszanki mleczne leczniczo-odżywcze i preparaty mlekozastępcze. Rozdział dla mnie nieprzydatny, ponieważ uważam, że podawanie dziecku – do tego alergicznemu – wysoko przetworzonej żywności od pierwszych dni życia na pewno mu nie służy.

Ciekawostka:

Profesor Kaczmarski, w odróżnieniu od innych znanych mi źródeł, pisze o wzmocnieniu alergogenności mleka i orzeszków ziemnych po poddaniu ich obróbce cieplnej.

kaczmarski_2

Moja opinia – zalety:

Książka jest nowa i uwzględnia najnowsze badania uznawane przez środowiska medyczne. Jest niezwykle cennym źródłem informacji i adresów bibliograficznych – jeśli jakiś temat zainteresuje nas bardziej, możemy poszukać publikacji wskazanych w bibliografii. Przytoczone są wyniki najróżniejszych światowych badań z okresu ostatnich lat, jak i znacznie starszych – z okresu, kiedy alergologia dopiero powstawała.

Zawiera kilkadziesiąt tabel i ryciny, które pomagają zrozumieć zawiłości zagadnień.

Jest niezwykle interesująca. Mimo czasem trudnego języka czyta się ją jednym tchem, bo dostarcza niezwykle cennych informacji. Takich, których nie znajdziemy w internecie albo znajdziemy w miejscach, co do których nie mamy pewności, czy piszą o aktualnej wiedzy lekarzy. Autorzy są godni zaufania pod względem przytaczanych danych, to znaczy – na pewno to, co piszą, ma poparcie naukowe. (Inną sprawą jest pomijanie pewnych tematów mniej popularnych wśród alergologów typu test MRT czy problemy alergologiczne związane z nieszczelną śluzówką jelita).

Bardzo duży plus za przejrzysty spis treści i indeks.

Moja opinia – wady:

Pierwsza wada, która rzuca się w oczy matki karmiącej, to reklamy mleka zastępczego (w postaci kolorowej wkładki pod koniec książki, a także wystającego elementu – to widać na zdjęciach). Choć autorzy piszą wyraźnie, że karmienie piersią przynosi znacznie większe korzyści dla dziecka niż karmienie sztuczne, ilość miejsca poświęconego mieszankom jest bardzo duża (i ja chciałabym widzieć w książce tyle samo tekstu na temat kobiecego mleka).

Druga wada to pochwała żywności modyfikowanej genetycznie jako „ratunku” dla alergików. Istnieją badania wskazujące na to, że grzebanie w genach roślin i zwierząt może przynieść nieoczekiwane szkody, ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich skutków mutacji. Pisze o tym m.in. William Davis, przytaczając historię krzyżowania odmian pszenicy.

Trzecia wada to zdawkowe potraktowanie testów diagnostycznych spoza kanonu (takich jak MRT). Wiem, że opinie środowiska medycznego na temat tych testów są podzielone, szkoda jednak, że wszystkie metody alternatywne zostały wrzucone do jednego worka jako niewarte uwagi. Rozumiem, że to publikacja naukowa w stopniu największym z możliwych, ale dobrze by było wspomnieć też o jakości pożywienia i dietoterapii.

Podsumowanie:

Profesor Kaczmarski napisał książkę niezwykle cenną. Choć jako naukowiec przedstawia problem alergii od strony szkiełka i oka, uważam, że publikacja jest obowiązkową pozycją w domu, gdzie ktoś cierpi na alergię lub nietolerancję pokarmową. Dostajemy w niej suche fakty, wyniki badań, porównanie tych wyników – choć zdaję sobie sprawę, że jest to pewien wybór i pewne zagadnienia zostały ledwo zarysowane (jak alternatywne sposoby diagnostyki i leczenia alergii).

Jednokrotna lektura na pewno nie wystarczy, aby zrozumieć dobrze nawet część zagadnienia, ale dzięki wygodnej formule, jasno podzielonych rozdziałach i klarownych tabelach łatwo znajdziemy informacje istotne w danej chwili.

Książka profesora Kaczmarskiego uświadomiła mi niestety, że alergia jest tak złożoną chorobą, że wiedza przeciętnego alergologa dostępnego dla zwykłego pacjenta jest często zbyt powierzchowna, aby realnie pomóc choremu. Często dopiero samodzielne poszukiwania alergika (lub jego opiekunów) przyczyny przykrych objawów pozwalają na głębsze zrozumienie mechanizmu alergii.

Wpisuję tę książkę na listę lektur obowiązkowych alergików.

21 VII2014

Atopowe zapalenie skóry (AZS) i alergia pokarmowa – wstęp

by joanna

Temat alergii pokarmowych jest obecny w naszym domu od pięciu lat, odkąd na świecie pojawił się nasz starszy syn. Po narodzinach syna powrócił też – po kilku latach wyciszenia – problem alergii mojego męża. Przez ten czas mieliśmy do czynienia z różnymi przejawami nietolerancji pokarmowych, z których najtrudniej opanować atopowe zapalenie skóry.

Wiem, że wielu rodziców boryka się z problemem AZS u swoich malutkich dzieci – noworodków i niemowląt – a także u starszych, dlatego postanowiłam spisać nasze rodzinne doświadczenia i wnioski oraz uporządkować nieco wiedzę na temat atopowego zapalenia skóry, powiązanego z nietolerancją pokarmową. Temat jest bardzo szeroki, dlatego odsyłam do źródeł specjalistycznych, sama zaś poruszę wątki, które dotyczą nas osobiście. Ten tekst jest dopiero wstępem do tematu.

Alergia i liczby

Szacuje się, że kilka procent (3–4,5, a nawet 6%) polskich dzieci w wieku 1–3 lata cierpi z powodu alergii pokarmowych. Odsetek wśród niemowląt karmionych wyłącznie piersią jest niższy (1,8%). Wymienia się osiem najczęściej uczulających pokarmów (według bardzo ogólnej klasyfikacji są to: mleko krowie, jaja, ryby, skorupiaki i mięczaki, orzechy, orzeszki ziemne, soja, pszenica), ale tak naprawdę organizm może zareagować w sposób niepożądany na dowolny składnik pożywienia. Według profesora Kaczmarskiego polskie dzieci najczęściej nie tolerują mleka krowiego, białka jaja kurzego oraz owoców cytrusowych. Od siebie dodam, że podobieństwa między mlekiem różnych ssaków czy jajami różnych ptaków zwykle rozszerza listę pokarmów alergizujących na wszystkie rodzaje mleka, jaja wszystkich ptaków itp. (przeczytaj: Mleko zwierząt – alergia i błąd erzacu).

Objawy alergii mogą być różne i zależą od typu reakcji organizmu (IgE-zależne, IgE-niezależne, komórkowe i mieszane). Niektóre reakcje zachodzą natychmiast po kontakcie z alergenem i łatwo połączyć je z uczulającym pokarmem. Niektóre należą do reakcji opóźnionych (biorą w nich udział przeciwciała IgG i IgM i polegają na pojawieniu się różnych stanów zapalnych), ujawniają się po kilku godzinach, a nawet dniach (udział limfocytów T). W znalezieniu przyczyn opóźnionych niepożądanych reakcji organizmu mogą pomóc specjalne testy krwi, takie jak MRT. Kaczmarski wypowiada się na ich temat sceptycznie jako o niewystarczająco wiarygodnych, w wypadku naszej rodziny okazały się jednak niezwykle pomocne.

Według badań (podaję za prof. Kaczmarskim) około 80% dzieci chorych na AZS cierpi na alergie pokarmowe, najczęściej na orzeszki ziemne i mleko krowie. Pewne badania mówią o 20% polskich dzieci z AZS.

Atopowe zapalenie skóry

W naszej rodzinie AZS jest prawdopodobnie skłonnością dziedziczoną w linii męskiej, choć pewne źródła podają, że raczej skłonność dziedziczy się po matce (ja mam problemy skórne, ale innego typu). Atopowe zapalenie skóry to choroba przewlekła, objawiająca się specyficznymi objawami skórnym. Natężenie objawów może być zmienne, od całkowitego czasowego zanikania po bardzo silne zaognienie, wymagające hospitalizacji. Badania wskazują, że AZS pojawia się najczęściej w wieku niemowlęcym, po czym jeszcze w dzieciństwie pozornie zanika na kilkanaście lat, a następnie powraca, zwykle około 35. roku życia. Mam żywe dowody w domu, że ten scenariusz jest niestety bardzo prawdopodobny: AZS jest nieuleczalny i najczęściej wyskakuje jak filip z konopi, ustępuje na kilka lat, a potem wraca i bardzo trudno go wyciszyć.

Nieduże zmiany atopowe w zgięciu łokcia.

Nieduże zmiany atopowe w zgięciu łokcia.

U chłopców pierwsze symptomy alergii pojawiły się w pierwszych tygodniach życia (czerwona, grudkowata wysypka na policzkach), ustąpiły, gdy jedyne źródło ich pożywienia, moje mleko, przestało zawierać alergeny (nabiał, soja). Typowe AZS pojawiło się później, w miarę rozwoju i rozszerzania diety.

Atopowcy mają, mówiąc skrótowo, upośledzoną budowę skóry, która nie chroni odpowiednio organizmu przed wpływami środowiskowymi:

obserwuje się m.in. niewystarczające dojrzewanie komórek naskórka (keratynocytów), brakuje w niej związków wiążących wodę i lipidów międzykomórkowych – spoiwa komórek (źródło).

AZS przejawia się tzw. suchymi, swędzącymi miejscami we wrażliwych partiach ciała, takich jak zgięcia łokci czy kolan, na policzkach, za uszami. Faza ostra polega na pojawianiu się grudek na podłożu rumieniowatym, charakterystyczną cechą jest świąd (występuje zawsze). Faza przewlekła objawia się suchością skóry, zaczerwienieniem, przebarwieniem, strupami, złuszczającym się naskórkiem. Jednak nawet nieduże zmiany mogą być bardzo uciążliwe. Rozdrapywanie swędzących miejsc może doprowadzić do zakażeń, np. gronkowcem złocistym czy grzybicą.

Bardzo ostra postać zapalna AZS może wymagać podania silnych leków pod nadzorem lekarza, w warunkach szpitalnych.

Zgięcie kolana - widoczne w miarę łagodne zmiany atopowe.

Zgięcie kolana – widoczne w miarę łagodne zmiany atopowe.

Każda manifestacja atopowego zapalenia skóry jest bardzo przykra dla chorej osoby. Cierpienie jest nie tylko fizyczne – przekłada się na psychikę chorego i rzutuje na życie całej rodziny. Dzieci cierpią tym bardziej, że trudno im opanować odruch drapania swędzących miejsc, przez co niełatwo jest zaleczyć stany zapalne. Nieustający świąd może doprowadzić do nerwicy nawet dorosłego, a co dopiero bardzo młodą osobę, która nie umie rozładować napięcia inaczej niż np. krzykiem, złością, agresją. Do tego dochodzą zakazy (nie jedz tego, nie drap tego) i ogólne ograniczenia np. higieniczne ze względu na wrażliwość skóry i możliwość zakażenia. Mój mąż porzucił na jakiś czas basen ze względu na problemy skórne, które pogarszały się pod wpływem chloru. Z dziećmi też nie chodzimy na pływalnię, z uwagą dobieramy im także kosmetyki do mycia oraz balsamy nawilżające.

Przyczyny występowania AZS

Nie jest znana bezpośrednia przyczyna występowania choroby ani dokładny mechanizm występowania objawów – to sprawia, że leczenie AZS przypomina czasem walkę z wiatrakami, czasem podchody. Czasem wydaje się, że znaleźliśmy i wyeliminowaliśmy przyczynę choroby, by za jakiś czas znowu, nieoczekiwanie, musieć się z nią zmierzyć.

Mówi się o podłożu genetycznym (na które nic nie poradzimy) i środowiskowym (tu pewne modyfikacje są możliwe). Zanieczyszczenie środowiska może przyczyniać się do zaostrzenia objawów, podobnie jak długotrwały stres, który w wypadku mojego męża spowodował bolesne problemy ze skórą na dłoniach (pękanie skóry, powstawanie niegojących się ran, szorstkość naskórka).

U części chorych AZS jest związane z podwyższoną liczbą przeciwciał IgE. W wypadku naszych synów badania krwi nie wykazały takiej zależności (IgE nieznacznie podwyższone). AZS zostało stwierdzone na podstawie wywiadu, w którym głównym czynnikiem było obciążenie dziedziczne, następnie wygląd chłopców (delikatna, sucha skóra, podkrążone oczy) i powiązanie reakcji skórnych z dietą.

W wypadku mojego męża i naszych synów podejrzewamy, że czynnik genetyczny jest aktywowany przez alergie (pokarmowe, wziewne i krzyżowe, być może również kontaktowe), z tym że oprócz reakcji IgE-zależnych mamy tu do czynienia z reakcjami IgE-niezależnymi.

Nasz kalendarz atopii

W naszym wypadku bardzo duże znaczenie mają pory roku, kalendarz pyleń oraz ekspozycja na słońce. Najgorsze miesiące, kiedy zmiany skórne są najbardziej uciążliwe, to te na przednówku i wiosenne (w zależności od tego, kiedy skończy się zima, mniej więcej od lutego do czerwca). Bardzo trudna bywa zima, a to ze względu na ograniczoną ilość promieni słonecznych oraz mało urozmaiconą żywność – czasem po prostu trudno idealnie przestrzegać diety.

Najtrudniejsze momenty to pylenie drzew i traw, które uczulają moich chłopców, szczególnie uciążliwa jest brzoza. Wówczas oprócz reakcji typowo wziewno-alergicznych (katar, kaszel, okresowa astma oskrzelowa) pojawiają się silne reakcje skórne. To efekt reakcji krzyżowych: nagła obecność alergenów (pyłków) tzw. klasy I uruchamia reakcję na alergeny o podobnej budowie (pokarmowych) klasy II. I tak do najczęstszych reakcji krzyżowych jeśli chodzi o pyłki brzozy należą np. reakcje na jabłka (jest nawet osobny rodzaj alergii krzyżowej brzoza – jabłko), marchew, seler – są to alergeny, które w „normalnych” warunkach nie powodują manifestacji nietolerancji.

Okoliczności łagodzące AZS w naszym wypadku to ekspozycja na słońce (oczywiście umiarkowana – kilkadziesiąt minut dziennie rano i po południu, ale bez żadnej ochrony), co być może ma związek z naturalnym wytwarzaniem się witaminy D. Choć z jednej strony nasza skóra nie lubi nadmiaru promieni słonecznych, z drugiej strony nie mogłaby bez nich prawidłowo funkcjonować. W naszym wypadku słońce (podkreślam – w umiarkowanych dawkach) daje wymierne korzyści i zmiany skórne stają się niewidoczne lub bardzo słabo widoczne (chyba że złamiemy dietę).

Leczenie

Medycyna holistyczna upatruje przyczyny AZS (oraz ogólnie alergii) w zaburzeniach pracy wątroby i leczenie rozpoczyna właśnie od zajęcia się tym organem (m.in. oczyszczenie z toksyn). Medycyna konwencjonalna skupia się na leczeniu objawowym oraz diecie eliminacyjnej. W wypadku potwierdzonych alergii pokarmowych możliwe jest również odczulanie. W naszej rodzinie stosujemy głównie metody dietetyczne i objawowe, do pewnego stopnia skuteczne – o tyle, o ile jesteśmy w stanie zapanować nad tym, z jakim pokarmem stykają się nasze dzieci.

Leki przepisywane przez lekarzy (w wypadku mojego męża również sterydy) przynosiły chwilową poprawę. Każdemu, kto zmaga się z AZS, polecam przede wszystkim kontakt z dermatologiem i alergologiem. My podążyliśmy drogą eliminacji z diety pewnych pokarmów, udało się także w dużym stopniu ograniczyć stres, dzięki czemu mój mąż od pewnego czasu widzi znaczną poprawę stanu swojej skóry. Dodatkowo stosujemy odpowiednie detergenty i kosmetyki, delikatne i przyjazne skórze atopowej.

Od lat żywimy się domowym jedzeniem (nie kupujemy żywności wysoko przetworzonej, z gotowych rzeczy zaopatrujemy się w kilka produktów typu makaron), mamy swoje źródła sprawdzonych warzyw i owoców oraz pieczywa (sama też je piekę). Nie jemy gotowych słodyczy ani cukru, wędliny kupujemy pieczone, bez azotynów itp. Myślę, że dzięki temu objawy AZS w naszej rodzinie są w miarę łagodne (porównując z przypadkami, które znalazłam np. w książce Kaczmarskiego).

Do tematu na pewno wkrótce powrócę, tym bardziej, że jesteśmy w trakcie różnych badań na alergię.

Przeczytaj także:

Lektury:

28 VI2014

Mleko zwierząt – alergia i błąd erzacu

by joanna

Jestem po lekturze książki profesora Macieja Kaczmarskiego i doktor Elżbiety Krotkiewicz-Kaczmarskiej „Alergia i nietolerancja pokarmowa. Mleko i inne pokarmy” (Kraków 2013). Ponieważ cała nasza rodzina zmaga się z różnymi niepożądanymi reakcjami na niektóre pokarmy, a zjawisko alergii, badane od kilkudziesięciu lat, wciąż pozostaje w dużej mierze niewyjaśnione, chciałam uporządkować swoją wiedzę czerpaną z wielu różnych źródeł i dowiedzieć się, co na ten temat mają do powiedzenia profesorowie.

Polecam tę (drogą, niestety) książkę wszystkim, którzy muszą się zmagać z dwiema trudnościami: alergią/nietolerancją pokarmową i alergiami krzyżowymi oraz ignorancją i nieprecyzyjnym językiem lekarzy. O samej lekturze na pewno napiszę więcej, teraz skupię się na zagadnieniu, które narobiło zamieszania w życiu naszego starszego syna (i naszym).

nie_pij_mleka

Nie pij mleka…

Dlaczego niektórzy nie mogą pić mleka?

Niektóre osoby po prostu nie powinny spożywać produktów mlecznych. Część problemów wynika z nietolerancji laktozy (braku lub niedoboru odpowiedniego enzymu trawiennego – laktazy, wrodzonego, nabytego lub wtórnego), przyjmuje się, że ponad połowa dorosłych ludzi na całym świecie ma właśnie taki problem (Azjaci – w 90%, Afroamerykanie – 65–75%). Wyjątkiem są mieszkańcy Europy Północnej (szacunki są różne, prawdopodobnie co czwarty ma problem z tolerancją laktozy, w Polsce nawet co trzeci). Jest to cecha uwarunkowana genetycznie (piszę o tym niżej). U osób z niedoborem laktazy spożycie mleka zwykle kończy się wzdęciami, bólami brzucha, rozwolnieniem. Takim osobom zaleca się unikanie mleka (w przetworach ze sfermentowanego mleka laktozy jest znacznie mniej, poza tym bakterie probiotyczne mają zdolność wytwarzania laktazy).

Drugą, znacznie poważniejszą dolegliwością, jest alergia na białka mleka. Niepożądane reakcje na białka mleka mogą być różne i dzieli się je na kilka rodzajów (są też różne klasyfikacje, piszę o podziale wg rodzaju reakcji immunologicznej). To, co zwykle nazywamy alergią, polega na reakcji natychmiastowej organizmu (do 4 godzin po spożyciu), jest to reakcja tzw. IgE-zależna, ponieważ wiąże się z produkcją przez organizm przeciwciał klasy IgE, co w uproszczeniu powoduje np. uwalnianie się histaminy. Może się objawić np. wymiotami, problemami z oddychaniem czy wystąpieniem czerwonych plam na skórze.

Alergiczna reakcja opóźniona jest związana z aktywnością przeciwciał IgG lub IgM i może (w uproszczeniu) polegać na niszczeniu pewnych komórek natywnych organizmu. Może także polegać na tworzeniu się stanów zapalnych – do 8 godzin po spożyciu alergenu, jest to reakcja IgG-zależna.

Reakcja późna może objawić się po dobie–dwóch od momentu spożycia alergenu i wiąże się z aktywnością limfocytów T. Objawy mogą być wielorakie. Część osób (prof. Kaczmarski pisze o blisko 1/3 chorych) reaguje w sposób mieszany, czyli IgE-zależnie i IgE-niezależnie.

Według najnowszego podziału wszystkie powyższe reakcje immunologiczne są nazywane alergią, nietolerancje pokarmowe to niepożądane reakcje pokarmowe niezwiązane z przeciwciałami, np. nietolerancja laktozy.

Nie może krowiego, niech pije kozie?

Nasz starszy syn miał skórne objawy alergii pokarmowej od niemowlęctwa. Objawy te jednak pojawiały się i znikały, badania z krwi, wykonane, kiedy J. miał trzy lata, nie wykazały żadnych przeciwciał. Wydawało się w pewnym momencie, że alergia ustąpiła, co jest normalnym zjawiskiem (dzieci „wyrastają” np. z alergii na mleko krowie). Nasza pediatra uważała, że J. musi jeść nabiał (przestałam go karmić, kiedy skończył 11 miesięcy). Podawaliśmy mu też mleko kozie, które miało mieć inny skład niż krowie, a także masło i jogurty krowie. Przez pewien czas wydawało się, że rzeczywiście – te produkty nie czynią J. żadnej szkody, potem pojawiły się nieduże zmiany na skórze. Aż przyszedł straszny kryzys zimą 2012/2013 roku, kiedy J. miał tak duże zaognienie alergii skórnej, że zdecydowaliśmy się na dokładniejsze badania – test MRT. I tak naprawdę dopiero na spotkaniu z dietetyczką po wykonaniu testu zaczęłam zgłębiać mechanizmy reakcji alergicznych.

koziolek

Hej, pijesz mleko mojej mamy?

Kazeina i białka serwatkowe

W mleku krowim znajdują się dwa rodzaje białek, które mogą powodować alergie: kazeina i białka serwatkowe. Proteiny te mają różne typy, poniżej wymieniam te najważniejsze.

Kazeina (2,4–2,6% mleka):

  • alfa (1 i 2), uczulająca 100% osób z alergią na białka mleka krowiego (około 40% kazeiny),
  • beta (około 30%),
  • kappa, uczulająca 90% osób z alergią na białka białek mleka krowiego (15%),
  • gamma i inne.

Białka serwatkowe:

  • alfa-laktoalbumina, uczulająca 80% osób z alergią na białka mleka krowiego,
  • beta-laktoalbumina – obecna w mleku ssaków przeżuwających, uczulająca 13-76% osób z alergią na białka mleka krowiego,
  • albumina surowicza bydlęca (obecna także w mięsie wołowym i cielęcym),
  • immunoglobulina bydlęca (której zadaniem jest wzmacnianie odporności cieląt).

Co ciekawe, wysoka temperatura (gotowanie, a więc zapewne i pasteryzacja) podnosi alergenność tych białek. Dzieje się tak dlatego, że pod wpływem temperatury następuje uwolnienie kazein z tzw. kompleksów fosfo-kazeinowo-wapniowego.

Hej, mleczko mojej mamy jest przeznaczone dla mnie!

Hej, mleczko mojej mamy jest przeznaczone dla mnie!

Błąd erzacu

Mleko krowie ma skład podobny – pod względem biologicznym i immunologicznym – do mleka koziego i owczego. Błędem jest więc podawanie dziecku (i dorosłemu też, oczywiście) mleka tych zwierząt zamiast mleka krowiego w momencie, gdy mamy pewność, że białka mleka krowiego nie są dobrze tolerowane.

Bezpieczniejsze pod tym względem teoretycznie jest mleko klaczy, osła lub wielbłąda, ponieważ ma nieco inny skład. Wśród tych wszystkich zwierząt wielbłądzica daje pokarm najbardziej zbliżony do mleka kobiecego – także nie zwiera beta-laktoglobuliny.

Jednak gdy porównamy skład mlek przeżuwaczy z mlekiem ludzkim, łatwo zauważymy, że mleko kobiece znacznie się od nich różni (dane orientacyjne, różne źródła podają trochę odmienne liczby), % ogólnego składu:

  • laktoza: krowie – 4,88%, kobyle – 6,37%, kozie – 4,1%, owcze – 4,8%, wielbłądzie ­– 4,8%, ludzkie – 6,71%,
  • białko: krowie – 3,25%, kobyle – 2,14%, kozie – 0,3%, ludzkie – 1,42%,
  • tłuszcze: krowie – 3,5%, kobyle – 1,21%, kozie – 3,5–4,5%, ludzkie – 3,64%,
  • składniki mineralne: krowie – 0,76%, kobyle – 0,42%, ludzkie – 0,22%.

Skład białek (% ogólnego składu):

  • białka serwatki: krowie – 0,57%, kobyle – 0,83%, kozie – 0,4%, owcze – 0,9%, wielbłądzie – 0,4%, ludzkie – 0,76%,
  • kazeina: krowie – 2,51%, kobyle – 1,07%, kozie – 2,5%, owcze – 4,6%, wielbłądzie – 2,9%, ludzkie – 0,37%.

Białka kazeiny (tworzące tzw. micele, jednostki o różnej wielkości), % wszystkich białek kazeiny:

  • alfa-kazeina S1 i S2: krowie – 48,46%, kobyle – 46,65%, kozie (głównie S1) – 21,2–32%, owcze (głównie S1) – 50,23%, ludzkie (tylko S1) – 11,75%,
  • beta-kazeina: krowie – 35,77%, kobyle – 45,64%, kozie – 48–60%, owcze – 39,95%, ludzkie – 64,75%,
  • kappa-kazeina: krowie – 12,69%, kobyle – 7,71%, kozie – 12–20%, owcze – 9,82%, ludzkie – 23,5%,
  • gamma-kazeina.

Skład białek serwatkowych:

  • alfa-laktoalbumina: krowie – 53,59%, kobyle – 28,55%, kozie – 13,31–34,70%, owcze – 8,97–17%, ludzkie – 42,37%,
  • beta-laktoalbumina: krowie – 20,1%, kobyle – 30,75%, kozie – 43,54–63,8%, owcze – 59,24–77,7%, ludzkie – brak!
  • immunoglobuliny: krowie – 11,73%, kobyle – 19,77%, ludzkie – 18,15%,
  • albumina serum: krowie – 6,2%, kobyle – 4,45%, kozie – 1,8–5,5%, owcze – 3,6–5,1%, ludzkie – 7,56%,
  • inne: laktoferryna, transferryna, protezo-peptony, laktoperoksydaza.

Dane m.in. za: http://www.npt.up-poznan.net/pub/art_6_16.pdf i „Mare’s milk: composition and protein fraction in comparison with different milk species”, Klemen Potočnik, Vesna Gantner, Krešimir Kuterovac, Angela Cividini w: „Mljekarstvo” 61 (2).

Cząsteczki białek różnią się w zależności od rodzaju mleka, dlatego choć mają podobną budowę, różnie zachowują się w przewodzie pokarmowym. Pomysł zastępowania mleka krowiego kozim wynika z nieobecności lub śladowej obecności alfa-kazeiny S1 w tym drugim. Jak podkreśla dr Anna Winiarska, alergia wyłącznie na alfa-kazeinę S1 zdarza się niezwykle rzadko.

Wielkość miceli w nanometrach: krowie – 182, kobyle – 255, kozie – 260, owcze – 210, ludzkie – 64.

Byle nie kobyle

Ostatnio mieliśmy okazję spróbować kobylego mleka. Byliśmy zachęceni przez dietetyka, bo takie mleko jest najbardziej zbliżone składem do mleka kobiecego, ma też podobno wspaniałe właściwości lecznicze, np. w wypadku AZS (więcej informacji na temat badań nad kobylim mlekiem).

Klacz, która poczęstowała nas mlekiem (była dojona przez człowieka pierwszy raz w życiu).

Klacz, która poczęstowała nas mlekiem (była dojona przez człowieka pierwszy raz w życiu).

Co ciekawe (i ważne dla weganów, którzy nas czytają), mleko klaczy nie może być pozyskiwane przemysłowo – laktacja klaczy jest zależna od obecności źrebięcia, nie da się podłączyć konia do dojarki (nawet nie ma jak tego zrobić fizycznie). W wypadku mleka klaczy wyzysk jest minimalny, ponieważ nie łączy się z rozdzieleniem dziecka od matki ani z użyciem maszyny dojącej (źródło).

mleko_kobyle

Kobyle mleko.

Niestety, mleko klaczy, choć przepyszne, okazało się dla nas bardzo szkodliwe. Ponieważ zawiera 6% laktozy, której nie toleruję, dostałam za swoje. Mąż, który reaguje umiarkowanie alergicznie na mleko krowie, strasznie się porzygał. Dzieci spróbowały i młodszy, który wypił kilka łyków, następnego dnia dostał tylko plam na policzkach. Natomiast starszy, który wypił może 1/3 szklanki, po 24 godzinach zaczął skarżyć się na ból ucha, po 48 godzinach było to już zapalenie uszu z gorączką.

To był pierwszy i ostatni raz, kiedy skusiliśmy się na kobyle mleko.

Objawy alergii na białka mleka

Alergia na białka mleka (skupię się na krowim, choć jak widać z porównania, dotyczy to mleka wszystkich przeżuwaczy) może objawiać się w różnym nasileniu i pojawić się w każdym wieku. To zjawisko nie do końca poznane, tak jak nie wiadomo, jakie są przyczyny powstawania alergii (choć znamy sam mechanizm jej powstawania). Do najczęstszych objawów należą: zmiany skórne (np. wyprysk dziecięcy, atopowe zapalenie skóry, ciemieniucha), problemy trawienne (wymioty, bóle brzucha, krew w stolcu), problemy w obrębie układu oddechowego (katar, astma). Ciężkie przypadki obejmują nawet bezdech czy wstrząs anafilaktyczny.

W wypadku starszego syna alergia/nietolerancja pokarmowa (nie tylko mleka) objawia się atopowym zapaleniem skóry oraz obecnością płynu w uszach i nagłymi zapaleniami uszu. J. ma także chroniczny katar i podejrzenie astmy, co może wiązać się z alergiami krzyżowymi i wziewnymi (jest w trakcie kolejnych badań).

jagnie

Żyntyca? Oscypek? Hm…

Rodzice, dzieci i mleko

Szacuje się, że wśród wszystkich niemowląt na całym świecie alergia na białka mleka krowiego występuje u 2-4%. Czy są to dane wiarygodne? Według moich obserwacji problem ten dotyczy znacznie większej liczby dzieci, ale jest bagatelizowany przez rodziców. Rodzice, którzy obserwują u dzieci niezbyt nasilone reakcje na składniki pokarmowe (np. wysypka, suchość skóry, czerwone policzki, krostki, nieduże problemy żołądkowe itp.), czasem po prostu uważają to za etap przejściowy i nie zmieniają dziecku diety.

Profesor Kaczmarski pisze o zjawisku wychodzenia z alergii, samoistnym nabywaniu tolerancji, które następuje z wiekiem u większości osób z tym problemem. Jednak jak zrozumiałam z jego książki, w każdym wypadku wystąpienia alergii uważa on za wskazaną dietę eliminacyjną, najpierw na kilka tygodni, do momentu ustalenia alergenu. Jeśli odstawienie mleka krowiego (koziego, owczego) i jego przetworów da wyraźną poprawę, wskazane jest usunięcie go z diety na dłuższy okres, nawet parę lat, a potem, pod opieką lekarza, wykonanie testu prowokacyjnego.

Karmienie piersią

Niemowlęta karmione wyłącznie piersią nie są chronione przed alergiami, ale statystyki pokazują wyraźnie, że wśród dzieci karmionych sposobem mieszanym lub tylko mieszanką alergia na białko mleka krowiego objawia się kilkakrotnie częściej. U takich dzieci, które nie mogą być karmione naturalnie, konieczne jest wprowadzenie specjalnej mieszanki dla alergików.

Dzieci karmione wyłącznie piersią, które mają objawy alergii, reagują w ten sposób na pokarm spożywany przez matkę. Znów, jest to zjawisko nie do końca poznane, w jaki sposób alergeny przenikają do mleka matki. Wiadomo jednak, że dieta eliminacyjna matki (ustalona ze specjalistą) jest skutecznym sposobem na usunięcie przyczyny takiej alergii i często wystarcza do ustąpienia zmian alergicznych. O tym będę chciała jeszcze napisać osobny tekst.

Mleczny przymus?

Coraz więcej badań wskazuje na to, że mleko krowie nie jest takie zdrowe, jak mówią kampanie społeczne czy różne państwowe instytucje zajmujące się żywieniem. Nasze genetyczne uwarunkowanie powoduje samoistny zanik laktazy (enzymu trawiennego rozkładającego laktozę na cukry proste) w naszych jelitach w pierwszych latach życia. Przyjmuje się, że ludzie rasy białej, i tak dość uprzywilejowani pod tym względem, po 5. roku życia tracą zdolność trawienia laktozy aż dziesięciokrotnie i w wieku około 20 lat mogą „bezkarnie” spożywać 5–10 g laktozy na dobę. Niektórzy dietetycy uznają tę ewolucyjną cechę człowieka za dowód na to, że spożywanie produktów mlecznych w wieku dorosłym nie jest nam po prostu pisane.

Wnioski Baranowskich

Przekonaliśmy się na własnej skórze, że cokolwiek usłyszymy od dietetyka czy lekarza, może okazać się równie dobrze słuszne, co szkodliwe. Nasi synowie, jak wszyscy alergicy, reagują na pewne pokarmy w sposób indywidualny. Dopóki ataki alergii nie zagrażają ich życiu lub prawidłowemu rozwojowi, możemy tolerować błędne wskazówki dietetyczne i po prostu dopisywać kolejne produkty do listy pokarmów szkodliwych. Zaczęło się od wskazówki „niech pije kozie”, skończyło na „niech pije kobyle”.

Nikt mnie już nie przekona, że picie mleka (przez człowieka) innego niż ludzkie jest nieszkodliwe.

Przeczytaj: Wapń jest wszędzie – nie musisz pić mleka!

01 II2014

2 miesiące bez migreny. Podejrzany to…

by joanna

Mogę chyba ostrożnie mówić o pewnym sukcesie: nie mam migren już od dwóch miesięcy. Może pamiętacie mój wpis o tym, co zwykle powoduje migreny. Dla przypomnienia, czym jest migrena i jakie dokładnie związki są oskarżane o jej wywoływanie, odsyłam do tego właśnie wpisu, żeby nie powtarzać zbyt wielu informacji.

Odstawiłam prawie wszystkie podejrzane produkty (chyba że nie spożywałam ich już wcześniej). Przypomnę, że produktami spożywczymi najczęściej oskarżanymi o działanie migrenogenne są (+ oznacza, że jem, – oznacza, że nie jem):

  • czekolada (zawierająca fetyloetyloaminę i tyraminę) (najpierw -, teraz +)
  • produkty sfermentowane (kwaszonki, alkohole) (-),
  • sery żółte i pleśniowe (-),
  • czerwone mięso (-),
  • cytrusy (+),
  • sos sojowy (-),
  • mocna kawa i herbata (-),
  • ryby marynowane (-),
  • pszenica (-),
  • jajka (+),
  • mleko (-),
  • kukurydza (-),
  • trzcina cukrowa (+/-, jest zawsze odrobina w czekoladzie),
  • drożdże (-).

Długa lista, prawda? W dodatku może się okazać, że niekompletna albo zupełnie nietrafiona w wypadku osób, które tych rzeczy właściwie nie jedzą, a i tak cierpią na bóle głowy (znam takie przypadki). Dlatego że migrena jest skomplikowanym zjawiskiem, zależnym od wielu czynników, w tym zewnętrznych, jak pogody, i wewnętrznych, niepowiązanych z pokarmem, jak stresu.

Przeczytaj też: Nietolerancja pokarmowa: co trzeba wiedzieć

Zachęcam jednak wszystkich cierpiących na migrenę do spróbowania wyeliminowania na jakiś czas któregoś z tych produktów spożywczych. Może się okazać, że to naprawdę działa! Ze smutkiem pożegnałam czekoladę, a kiedy migreny ustąpiły, na próbę włączyłam ją do diety (niewielkie ilości, staram się jeść tabliczkę na tydzień, tylko gorzką, powyżej 70%). Migreny nie wróciły. To nie czekolada!

And the loser is…

kawa

Definitywnie kawa. Póki nie zrezygnowałam z rytualnej filiżanki parzonej kawy dziennie, póty migreny się powtarzały – co tydzień, co dwa tygodnie. Bardzo trudno było mi zrezygnować z tej przyjemności – z filiżanki małej czarnej z mlekiem owsianym, do której przegryzałam sobie tandema. Kawa nie była produktem, który wyszedł w teście MRT jako nietolerowany przez mój organizm. Jej poziom był wręcz bardzo niski.

mrt_ja_3

Ale wyniki tego testu są tylko pewną wskazówką, jak zmienić dietę i jak szukać przyczyn różnych dolegliwości. (Notabene, wkrótce znowu spotykam się z dietetyczką z programu LEAP, będzie czas na podsumowanie, co test zmienił w moim życiu).

Dodam jeszcze, że zupełnie zrezygnowałam z mocnej herbaty. Piję głównie słabą herbatę białą (bardzo polecam tę ekologiczną i FT).

Dlaczego kawa powoduje migreny?

Obiegowa opinia jest przecież zupełnie odwrotna. „Boli cię głowa? Napij się kawy!” – słyszałam wielokrotnie od różnych osób. Fakt, że środki przeciwbólowe wzmocnione kofeiną działają jakoś mocniej i szybciej. Ale że bez kawy środki przeciwbólowe przestały być potrzebne? (No, poza wyjątkowymi sytuacjami, np. podczas choroby).

Podejrzane składniki kawy to przede wszystkim kofeina (obecna także w herbacie), która powoduje najpierw skurcz, a potem rozszerzanie się naczyń krwionośnych w mózgu i ich bolesny ucisk na nerwy. Drugim składnikiem są fenole, na które część osób po prostu źle reaguje (występują one obficie m.in. w roślinach strączkowych).

Jak żyć bez kawy?

Nie ma lekko! Kawa wspaniale pobudza, rozjaśnia umysł, podnosi ciśnienie i – dobrze przyrządzona – świetnie smakuje. Są jednak osoby, którym kawa po prostu szkodzi. Jeśli należycie do tych, którym kawa ratuje dzień, a mimo to podejrzewacie ją o działanie migrenogenne, oto kilka moich sprawdzonych porad, jak żyć bez kawy:

  • pijcie dużo niegazowanej wody,
  • pijcie herbatę – ale niezbyt mocną; spróbujcie herbat ziołowych i białej herbaty (zielona ma dużo teiny = kofeiny),
  • jeśli czujecie się bardzo zmęczeni i śpiący, spróbujcie wygospodarować 10 min na drzemkę – nawet tyle wystarczy, żeby się zregenerować; (w pracy nie każdy ma do tego warunki, ale wiecie, że macie prawo do 15 min przerwy w ciągu dnia i ten czas możecie wykorzystać dowolnie? Po prostu wystawcie karteczkę na biurku „15 min ustawowej przerwy” i zdrzemnijcie się, nawet z głową na klawiaturze, w słuchawkach itp. No dobrze, jeśli pracujecie na poczcie, idźcie na zaplecze),
  • jeśli senność zaskoczy Was za kółkiem, zatrzymajcie się w bezpiecznym miejscu i zdrzemnijcie 10-15 min, to działa!
  • jeśli zasypiacie na ważnym zebraniu, wyjdźcie na chwilę na świeże powietrze, poskaczcie, zróbcie przysiady itp.,
  • nie pijcie kawy – żadnej – ani napojów z kofeiną (cola itp.); no dobra, jeśli smakuje Wam bezkofeinowa…

U mnie to działa. A u Was?

Aktualizacja 15 lipca 2014 r.: to już 8 miesięcy bez kawy – i migreny!

17 XII2013

„Kuchnia bez pszenicy” – recenzja

by joanna

Ktokolwiek miał w ręku pierwszą książkę Williama Davisa „Dieta bez pszenicy”, ten wie, że tę lekturę pochłania się jak dobry kryminał. I co z tego, że tytuł od razu nam zdradza, „kto zabił”; po prostu musimy się dowiedzieć, dlaczego?

Dieta bez pszenicy-okl.wst-500

Bezpszenność leczy

„Dieta bez pszenicy. Jak pozbyć się pszennego brzucha i być zdrowym” (Bukowy Las, Wrocław 2013) to dzieło amerykańskiego kardiologa, który tym się wyróżnia wśród białych fartuchów, że naprawdę chce zapobiegać chorobom, a nie tylko leczyć je tonami pigułek. W dodatku chce im zapobiegać za pomocą diety i – jak dowodzi – pomógł w ten sposób rzeszom pacjentów. W swojej pierwszej książce zawarł odważną tezę, że dzisiejsza pszenica odpowiada za choroby cywilizacyjne, których przyczyn doszukujemy się w lenistwie i spożywaniu fast foodów. Choć oczywiście autor nie rozgrzesza nikogo z karmienia się cukrem czy tłuszczami trans, skupia się na wykazaniu, że nie tędy droga do poszukiwania głównego winowajcy.

„Dieta bez pszenicy” to książka, która daje ważny trop: jeśli zauważyliśmy u siebie niepokojące objawy, takie migreny, bóle stawów, otyłość trudna do zwalczenia mimo diet i ruchu, nietolerancja pokarmowa, jeśli nasze wyniki badań wskazują na problemy z cholesterolem czy poziomem cukru, a także gdy cierpimy na trądzik, AZS, a nawet halucynacje słuchowe, nagłe napady głodu czy kłopoty ze wzrokiem, wszystkiemu może być winna pszenica. Również celiakia, jedna z postaci nietolerancji glutenu, może pojawić się w naszym życiu w dowolnym momencie. I choć książka na pewno przyda się właśnie celiakom, uważam, że każdy powinien choć zetknąć się z ideą bezpszennego życia. Może się okazać, że objawy chorobowe, zaleczane przez różnych lekarzy, mają źródło w „zdrowych produktach pelnoziarnistych”.

William Davis pisze: rzuć pszenicę, a poczujesz różnicę.

(Więcej o tym, dlaczego wiem, że pszenica mi szkodzi i czym jest samopsza, pierwotna pszenica).

Od idei do kuchni

kuchnia_1

Kontynuacja „Diety…” to „Kuchnia bez pszenicy” – Davis napisał ją z myślą o osobach, które nie wyobrażają sobie zmiany nawyków żywieniowych i potrzebują dokładnych wskazówek, jak przeorganizować swoje życie (i kuchnię), aby dołączyć do ludzi bezpszennych. Pierwsza część książki to napisany z humorem akt oskarżycielski wobec zboża niewiele przypominającego trawę sprzed 10 tysięcy lat, kiedy to człowiek sięgnął po nią po raz pierwszy.

Pszenica wyróżnia się tym, że została zmieniona bardziej niż jakikolwiek inny powszechnie stosowany produkt żywnościowy. Sprzedawanie chleba, precelków czy bułek pod przebraniem pszenicy jest oszustwem (…).

Współczesne ziarno pszenicy stanowi efekt technicznych możliwości genetyków rolniczych z czasów poprzedzających  epokę inżynierii genetycznej oraz modyfikacji genetycznych z wykorzystaniem metody splicingu do wstawnia lub usunięcia jakiegoś genu. To zboże jest efektem manipulacji genetycznych stosowanych przed pojawieniem się tych technik, owocem działań niezdarnych, pełnych potknięć, nie do końca sterowalnych i przewidywalnych – znacznie gorszych niż modyfikacje genetyczne. (s. 21)

Pierwsza część książki poświęcona jest idei bezpszennego życia. Autor wraca do swoich rewelacji zawartych w „Diecie…”, ale nawet po lekturze pierwszej książki z przyjemnością (i dreszczykiem) przeczytałam, co Davis miał do powiedzenia w „Kuchni…”.

Dlatego nie jemy pszenicy

Powodów, aby wyrzucić z menu to zboże (ale inne też), jest sporo. Davis po kolei wymienia, co w zbożu piszczy.

Pierwszy rozdział „Zboże, którego należy się wystrzegać” to podsumowanie dziejów pszenicy, odkąd sięgnął po nią człowiek kilka tysięcy lat temu. I choć mamy pewne dowody, że zmiana diety oraz trybu życia człowieka około 8-7 tysięcy lat p.n.e. były okupione m.in. problemami zdrowotnymi (takimi jak gorsze uwapnienie zębów czy kości) – pisał o tym już Udo Pollmer – to dopiero w ostatnich 50 latach pszenica stała się prawdziwą trucizną. Celiakia występowała u ludzi od zawsze – ale dopiero w XX wieku liczba ludzi z tym schorzeniem kilkukrotnie się zwiększyła. Wszystkiemu są winne niezbadane do końca zmiany w genotypie pszenicy i jej składniki, np. gliadyna (składnik glutenu) – działająca jak narkotyk – podkręcająca apetyt; sam gluten – zbiór białek, z których część jest kompletnie niezbadana pod kątem działania na człowieka;  lektyny – toskyczny składnik kiełków pszenicy (do obrony przed szkodnikami).

Davis zadaje pytanie o powrót do pierwotnej postaci pszenicy (samopszy i płaskurki), które nie zawierają trzeciego genomu (D), tylko jeden (samopsza – A) lub dwa (A i B, płaskurka). Orkisz ma już trzy genomy (A, B i D), przez co jest prawie tak groźny, jak zwykła pszenica – trzeci genom jest źródłem glutenów, glutenin i gliadyn (s. 44). Czy spożywanie samopszy to sposób na uniknięcie problemów? Autor rozważa to zagadnienie, pozostawia jednak pytanie otwarte.

Kolejny rozdział „Dlaczego boli mnie brzuch” to przegląd chorób wywoływanych przez spożywanie pszenicy – co ważne, chorób zwykle ustępujących dzięki wyłączeniu zboża z menu. Do najważniejszych należą cukrzyca (autor daje nadzieję na jej wyleczenie lub opanowanie), otyłość, „pszenny brzuch”, problemy z trawieniem, skórą oraz stanami zapalnymi i choroby związane z upośledzeniem mózgu (niestety, czasem trwałym). Część dolegliwości – co zaobserwował u swoich pacjentów – mija, choć po różnym okresie, gdy zrezygnują oni z pszenicy. Co ważne – pisze autor – o części chorób nawet nie wiemy, bo nie umiemy wszystkiego zbadać. U wszystkich swoih podopiecznych zauważył jednak ogromną poprawę na kilku frontach, kiedy poszli drogą wskazaną przez Davisa. (W książce są nawet prawdziwe historie ze zdjęciami pacjentów autora).

Nie tylko pszenica

Żeby była jasność, autor książki jest bardzo kategoryczny. Wyleczenie z dolegliwości – twierdzi – jest możliwe, jeśli wyrzucimy pszenicę (i żyto, pszenżyto, jęczmień, być może też owies) ze swojego życia raz na zawsze. A najlepiej ograniczymy weglowodany tak, aby nie przekraczały 10% dziennej porcji kalorii. Przeorganizowanie kuchni opisane jest w rozdziale „Organizacja bezpszennej kuchni” – autor zawarl tu wskazówki, jak urządzić miejsce, gdzie powstają posiłki, aby łatwo i bezpiecznie gotować bez pszenicy. To świetny przewodnik dla osób z wyjątkową wrażliwością na gluten, takich, które reagują na najmniejszy ślad białek pszenicy.

Do garów

Davis szczególnie uczula na gotowe produkty bezglutenowe, które są według niego tak samo cukrzycogenne, i radzi – gotujcie sami. Bardzo szczegółowo opisuje, co powinno znaleźć się w bezpszennej kuchni, jakie mączki zastąpią zwykłą mąkę, czym słodzić, co pić, jak gotować, piec itd. A nawet – jakie alkohole można pić!

I wreszcie – przepisy.

150 pomysłów na bezpszenne menu

Druga część książki to przepisy. Jak na mój gust – niezwykle wymyślne i myślę, że żywienie się tylko takimi potrawami może być drogie. Takie produkty, jak mąka kokosowa czy migdałowa, choć są dostępne w Polsce, raczej do tanich nie należą. Na szczęście są tańsze sposoby – przygotowywanie mąki samodzielnie np. w ręcznym mlynku do zbóż. (Święty Mikołaju, przynieś mi elektryczny młynek do zbóż oleistych i nieoleistych…).

kuchnia_3

Każdy przepis jest opatrzony komentarzem autora, który sprawia, że ślinka cieknie i po prostu marzy się o przygotowaniu dania. Naprawdę. A wszystko jest tak pomyślane, żeby nam nie szkodziło (wg diety Davisa). Muszę przyznać, że samo czytanie przepisów jest wielką przyjemnością, bo są ciekawe, niesztampowe i mimo wszystko dość proste. W moim wypadku szkopuł jest taki, że nie jadam nabiału, a sporo pomysłów jest na nim opartych. Autor podpowiada, jak ewentualnie poradzić sobie z zamiennikami, ale myślę, że nie smakuje to tak samo.

Przykłady dań: bezpszenne naleśniki, najróżniejsze kanapki (z bezpszennego chleba), spaghetti bolognese, kotlety schabowe panierowane w pekanach, ryba z frytkami warzywnymi, muffinki marchewkowe, bułeczki cheddarowe, placek limonkowy, lody czekoladowo-kokosowe, herbatniki imbirowe (bardzo mnie nęcą)… Jednym słowem – jest w czym wybierać i naprawdę trudno się zdecydować, od czego zacząć.

Ja, pszenica i książka

Po obie książki Williama Davisa sięgnęłam, gdy odkryłam zgubny wpływ pszenicy na moje trawienie. Co w nich znalazłam:

  • bardzo dużo informacji na temat dzisiejszej pszenicy oraz jej starszych odmian,
  • bardzo dużo przykładłów, jak pszenica oddziałuje na nasze życie – apetyt, zdrowie, trawienie, zachowanie, samopoczucie, wagę,
  • dużo pozytywnych przykładów pokonania chorób dzięki odstawieniu pszenicy,
  • smakowite pszepisy,
  • bardzo dużo humoru i delikatnej ironii wobec czytelnika,
  • bardzo kategoryczne podejście do diety, opisane w amerykańskim stylu (informacje powtarzają się w kółko – to może irytować, mnie nie przeszkadzało).

Jak każdy „odkrywca” diety, Davis chciałby, aby jego pomysł był jedyną słuszną drogą. Wierzę, że opisuje prawdziwe historie i nie bez przyczyny straszy skutkami obajdania się pszenicą. Myślę jednak, że wyrzucanie z menu węglowodanów innych niż pochodzących z pszenicy nie każdemu posłuży. Jeśli ktoś bardzo dużo się rusza, uprawia sport, ma małe dzieci i za nimi gania, jest w ciąży albo karmi, ograniczenie węglowodanów może być niekorzystne dla zdrowia, bo skąd czerpać siłę?

Jak zawsze, podchodzę do wszystkiego ostrożnie i choć zgadzam się z założeniem, że pszenicy jeść nie należy i nie będę jej jadła (ale samopszę już tak), to odrzucam tabele, wartości, procenty, kalorie – stawiam po prostu na zdrową różnorodność.

Ciekawostka: po odstawieniu pszenicy czuję poprawę jeśli chodzi o bóle stawów oraz migreny. Odkąd ostatnio o tym pisałam, miałam migrenę tylko raz i to dawno. To duży sukces! Może nie bez przyczyny pszenica znajduje się na liście produktów migrenogennych.

No i jeszcze przyznam się, że zdarzyło mi się dwa razy zjeść coś pszenicznego, w gościach. Mój układ trawienny wspomina to z goryczą, hehe.

 

11 XI2013

Fenyloetyloamina – sprawczyni niejednej migreny?

by joanna

Tak to już jest: coś, co nasz organizm produkuje samodzielnie, aby działać sprawnie, przyjmowane w postaci pokarmu może nieźle namieszać w homeostazie. Każdy z nas jest inny i różnie reagujemy na wszelakie składniki pożywienia. Jednym szkodzi marchewka, a innym jabłko (ale wszystkim szkodzi cukier, naprawdę!). Mnie być może szkodzi fenyloetyloamina – podejrzana o wywoływania moich paskudnych migren.

fenyloetyloamina

Czym jest fenyloetyloamina? Wiadomości na stronie Wikipedii są dosyć skąpe, jeśli chodzi o interesujące mnie podejście do tematu. Oprócz właściwości chemicznych opisano tam prawdopodobne właściwości tej aminy, naturalnie występującej w naszym mózgu:

  • jest neuroprzekaźnikiem (przenosi sygnały między komórkami nerwowymi),
  • spożywana z pokarmem być może ma działanie psychoaktywne,
  • wydziela się naturalnie podczas wysiłku i być może jest odpowiedzialna za euforię związaną z aktywnością fizyczną (tzw. euforia biegacza – większa odporność na ból, mniejsze zmęczenie),
  • jej zwiększony poziom stwierdzono u osób zakochanych,
  • „na bazie fenyloetyloaminy otrzymano wiele syntetycznych substancji psychoaktywnych. Najbardziej znane to amfetamina, MDMA i metamfetamina”.

Sporo wątpliwości budzi ten związek organiczny, który, pochłaniany z pokarmem, wydaje się dostarczać naszemu organizmowi dawkę przyjemności, mimo że w układzie pokarmowym dość szybko ulega rozkładowi przez enzym MAO-B.

Według badań wysoki poziom fenyloetyloaminy (PEA) powoduje powstawanie dopaminy, wpływającej z kolei na produkcję oksytocyny. Każda z tych cząsteczek ma swoje zadanie jako neuroprzekaźnik, w odpowiednich warunkach dzięki nim odczuwamy przyjemne pobudzenie, przywiązanie i inne pozytywne emocje.

Oprócz wspaniałych właściwości pobudzających fenyloetyloamina ma prawdopodobnie działanie szkodliwe na nasze zdrowie, w tym (jak przeczytałam w materiałach Programu LEAP) powodowanie migren, nudności, uderzeń gorąca, nadmiernego pocenia się, nad- i niedociśnienia.

Migreny i niskie ciśnienie – to ja.

czekolada_FT

Czekolada

Fenyloetyloamina występuje między innymi w kakao – ale nie tym naturalnym, tylko tym, które przetworzono do spożycia, czyli m.in. poddano fermentacji. Pisze o tym m.in. Udo Pollmer:

W czasie każdej fermentacji powstają tzw. aminy biogenne. Najbardziej znaną aminą w kakao jest fenyloetyloamina, której w stugramowej tabliczce czekolady jest ok. 0,7 g. Fenyloetyloaminę zwykle produkuje sam organizm, w działaniu podobna jest do serotoniny, podnosi nastrój i pozytywnie wpływa na równowagę psychiczną. (s. 281)

Jak podkreśla jednak Pollmer, to nie dlatego tak kochamy czekoladę, zwłaszcza mleczną. O to uzależnienie autor „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia” obwinia opiaty, powstające podczas produkcji czekolady właśnie z fenyloetyloaminy.

By z kakao i cukru uzyskać czekoladę, masa przetrzymywana jest przez kilka godzin w cieple. Ten proces – decydujący o jakości wyrobu – nazywa się mieszaniem mas. Panują wówczas idealne warunki dla wcześniej wspomnianej „biogennej aminy” do tworzenia opiatów.
Ten proces może być wzmożony przez proszek mleczny. Tabliczka czekolady zawiera więcej białka niż szklanka mleka, wśród tych białek znajdziemy oczywiście naturalne egzorfiny. (s. 281-282)

Wśród substancji psychoaktywnych w czekoladzie znajdziemy też np. pobudzającą teobrominę. Oczywiście, nie jest tak, że czekolada to tylko otumaniacz  i polepszacz nastroju – już pisałam o tym, że prawdziwa czekolada, bezmleczna, ma w sobie np. sporo antyoksydantów i niewielka ilość kakao dziennie może być traktowane jak lekarstwo.

Nie tylko PEA

W materiałach, które dostałam w związku z testem MRT, opisano fenyloetyloaminę jako związek występujący w kiszonej kapuście, serach dojrzewających, ekstraktach drożdżowych, winie i piwie. Aby być bardziej precyzyjnym, należałoby jednak uściślić, że chodzi o pochodną PEA, również migrenogenną tyraminę (występowanie: sery żółte i pleśniowe, czerwone mięso, wino, cytrusy, sos sojowy, mocna kawa i herbata, ryby marynowane).

Inne składniki naszych pokarmów podejrzane o powodowanie bólów głowy to:

  • histamina (piwo, ryby, wino, sery dojrzewające),
  • fenole (występują w roślinach, być może osoby ze skłonnościami do migren mają problem z ich rozkładem w organizmie),
  • dodatki do żywności.

Inne naturalne źródła PEA

Najbardziej naturalnym źródłem – jak już wspomniałam – jest nasz organizm. Co ciekawe (i straszne), na Zachodzie popularne są suplementy diety zawierające fenyloetyloaminę – dla tych, którym nie chce się ćwiczyć czy iść na spacer. Na stronie Fundacji Livestrong znajdziemy listę pokarmów dostarczających tę aminę w mniej sztuczny sposób. Pierwsza jest oczywiście czekolada i wszystkie produkty zawierające ziarna kakaowca.

Kolejnym źródłem – choć niebezpośrednim – PEA są rośliny wysokobiałkowe: m.in. soja, soczewica, orzeszki ziemne, migdały, ciecierzyca, nasiona sezamu i lnu. Zawierają dużo fenyloalaniny, z której nasz organizm wytwarza sobie fenyloetyloaminę (moim zdaniem to znacznie bezpieczniejsze źródło, ponieważ to nasz organizm decyduje, ile PEA wyprodukuje). Fenyloalanina znajduje się także w mięsie (wołowinie, wieprzowinie, rybach), owocach morza oraz mleku, w tym oczywiście ludzkim.

Migrena

Migrenowe bóle głowy to jedna z tych uciążliwych dolegliwości, której przyczyny są prawdopodobnie niezwykle złożone i niejednoznaczne. Jedną z prawdopodobnych przyczyn są zaburzenia poziomu neuroprzekaźników (np. serotoniny), co powoduje stan zapalny, rozszerzenie się naczyń krwionośnych i ucisk nerwów (który właśnie powoduje ten straszny ból).

Nie ma jednego sposobu na uniknięcie jednostronnych bólów głowy – osoby podatne na migreny, takie jak ja, często łączą napady bólu z cyklem hormonalnym, pogodą (ciśnieniem, opadami deszczu, duchotą przed burzą), a także zmęczeniem, stresem, problemami z kręgosłupem, nieodpowiednim odżywianiem (w tym dostarczeniu sobie zbyt małej ilości pożywienia i wody przy większym wysiłku). Ktokolwiek przeżył choć raz napad migreny, ten wie, że jest to koszmar odbierający wszelką radość i wyłączający człowieka z życia na kilka godzin – do kilku dni.

Oczywiście, są sposoby farmakologiczne na blokowanie objawów migreny, a także zapobieganie jej atakom. Zazwyczaj nieskuteczne. Ponieważ cierpię na napady bólów głowy od kilkunastu lat, szukałam różnych sposobów na nie i przerabiałam kilka rodzajów leków, takich jak divascan czy coffecorn, a także homeopatię i leki antropozoficzne. Leki na receptę wywoływały u mnie dziwne stany euforyczne, ale niekoniecznie pomagały na głowę. Tak jak homeopatię cenię i czasem stosuję, tak w tym wypadku efekty były nieoczekiwanie złe (wymioty). Ciąże i laktacja ograniczyły mi możliwości brania leków przeciwbólowych do paracetamolu – bywa za słaby…

Żegnaj, kakao?

Jeśli to prawda, że w moim wypadku choć częściowo winna jest fenyloetyloamina i inne związki pozyskiwane z pokarmów (a dokładnie – nieodpowiednie rozkładanie tych związków w układzie pokarmowym, np. niedobór wymienionego wcześniej enzymu MAO, czyli nietolerancja pokarmowa tych związków pokarmowych), miałabym klucz do ograniczenia napadów migren. Co oznacza, że muszę zrezygnować z pewnych produktów spożywczych. Patrząc na listę najbardziej podejrzanych produktów, można by stwierdzić, że w takim razie nie należy jeść niczego…

Do produktów najczęściej wymienianych i najczęściej badanych pod kątem wywoływania migren należą:

  • pszenica,
  • pomarańcze,
  • jajka,
  • kawa,
  • herbata,
  • czekolada,
  • mleko,
  • sery pleśniowe,
  • wołowina,
  • kukurydza,
  • trzcina cukrowa,
  • drożdże.

Zaczynam od definitywnego odstawienia: kawy, mocnej herbaty, czekolady i kukurydzy, bo od dawna nie jem już mleka, wołowiny, cukru i drożdży. Pszenicę zostawiam w postaci samopszy i orkiszu, a pomarańcze jem tak rzadko, że chyba ich nie skreślę.

W domu nie mam ani jednej pastylki środka przeciwbólowego. Sprawdzę, ile czasu nie będę miała migreny (ostatni raz zdarzył mi się 10 dni temu). Czas start.

Przeczytaj: 2 miesiące bez migreny. Podejrzany to…

Słowniczek (za Wiki i nie tylko)

  • fenyloetyloamina (2-fenyloetyloamina, fenetylamina, PEA) – organiczny związek chemiczny, amina o silnym działaniu biologicznym. Występuje w ludzkim mózgu, przypuszcza się, że może pełnić rolę neuroprzekaźnika. Wiele pochodnych fenyloetyloaminy ma silne działanie psychoaktywne – psychodeliczne, stymulujące lub empatogenne, ale najczęściej wszystkie te efekty z przewagą jednego, co decyduje o klasyfikacji efektów. Pochodne fenyloetyloaminy nazywa się wspólnie fenetylaminami. Fenetylaminy występują w naturze jako hormony, neuroprzekaźniki oraz jako alkaloidy.
  • tyramina (4-hydroksyfenyloetyloamina) – organiczny związek chemiczny, biogenna amina, będąca hydroksylową pochodną fenyloetyloaminy. Występuje obficie w pokarmach pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Najwięcej znajduje się w serach twardych, czekoladzie, śledziach, mięsie czerwonym, niektórych ekstraktach mięsnych.
  • histamina – organiczny związek chemiczny, heterocykliczna amina będąca pochodną imidazolu. Histamina występuje naturalnie w organizmie ludzkim, pełni funkcję mediatora procesów zapalnych, neuroprzekaźnika oraz pobudza wydzielanie kwasu żołądkowego.
  • endorfiny – grupa hormonów peptydowych, wywołują doskonałe samopoczucie i zadowolenie z siebie oraz generalnie wywołują wszelkie inne stany euforyczne (tzw. hormony szczęścia). Tłumią odczuwanie drętwienia i bólu. Są endogennymi opioidami.
  • egzorfiny – związki chemiczne, w budowie bardzo podobne do produktów naszego własnego organizmu zwanych endorfinami, występują m.in. w pszenicy, mleku, jęczmieniu, kukurydzy (źródło).
  • dopamina – organiczny związek chemiczny z grupy katecholamin. Ważny neuroprzekaźnik syntezowany i uwalniany przez dopaminergiczne neurony ośrodkowego układu nerwowego.
  • oksytocyna – cykliczny hormon peptydowy złożony z 9 aminokwasów (nonapeptyd), neuroprzekaźnik, uwalnia się okresowo, dobrze rozpuszczalny w wodzie. U ssaków, w zależności od ich samopoczucia, napędza uległość, ufność, zazdrość, szczodrość, protekcjonizm czy współpracę.
01 XI2013

Pasta paprykowa – przepis

by joanna

pasta_paprykowa_2

Potrzeba matką wynalazku, oj tak. Jeszcze przed podjęciem diety postanowiłam rozszerzyć mój repertuar smarowideł kanapkowych, żeby nie jeść ciągle humusu i wędlin. Teraz, gdy już wiem, że wieprzowina mi szkodzi (a dobra wędlina drobiowa odstrasza ceną), nie mam wyboru: nadszedł czas eksperymentów.

Podstawą przepisu jest oczywiście ajwar, ale skoro okazało się, że bakłażana mój organizm nie toleruje, maksymalnie uprościłam wykonanie pasty.

Uwaga – przepis! Pasta paprykowa (wegańska)

Składniki (polecam ekologiczne):

  • 4 ładne czerwone papryki (lub mieszane, np. 2 czerwone, 2 żółte),
  • średnia cebula,
  • oliwa z oliwek,
  • sól,
  • szczypta przypraw: chili, kurkuma, kmin rzymski, nasiona kolendry.

Papryki należy upiec w całości – około 45 min w temp. 180°C – aby zmiękły i dały się obrać ze skórki. W tym czasie kroimy cebulę w kostkę i podsmażamy ją na oliwie, aby zmiękła. Po wyjęciu papryk z piekarnika czekamy chwilę, aż ostygną, wykrawamy gniazda nasienne i usuwamy skórkę, wrzucamy razem z cebulą do głębokiej miski (żeby nie chlapało przy miksowaniu). W moździerzu ucieramy przyprawy, dosypujemy do warzyw. Całość miksujemy blenderem według uznania: na gładką masę albo z wyczuwalnymi kawałkami cebuli.

Pastę przekładamy do słoiczka i trzymamy w lodówce. Świetnie nadaje się na kanapkę, choć pewnie sprawdzi się również jako sos do makaronu.

Smacznego!

UWAGA: Jeśli ktoś może i lubi jeść bakłażany, nie ma przeszkód, aby dołączyć go do składu. Pieczemy wówczas bakłażana, którego wcześniej ponacinaliśmy wzdłuż i wszerz, razem z papryką, aż będzie miękki. Jego również obieramy ze skórki. Miksujemy z resztą składników.

pasta_paprykowa

Trzeci dzień diety

W żołnierskich słowach wieści ze frontu.

Skutki odstawienia pokarmów, które mi szkodziły, to przede wszystkim pogorszenie się wyglądu mojej cery. Wylazły mi pryszcze – mam nadzieję, że to detoks, a nie trądzik, hehe. Poza tym dziś bolała mnie głowa. Ciągle jestem śpiąca i… głodna. Stawy bolą jakby mniej, ale to może być sugestia. Problemy jelitowe pojawiają się ze zmiennym nasileniem. Zmniejszyłam dawkę inuliny o 1/4 i już nie przeczyszcza.

W tej fazie ze zbóż glutenowych mogę jeść tylko orkisz. Pożegnałam mój zakwas żytni, teraz w kuchni rządzi zakwas orkiszowy. Myślę jednak nad tym, aby ograniczyć ilość pieczywa na zakwasie (fermentacja) i przerzucić się na jakiś czas na podpłomyki. Pierwsze już zrobiłam i były rewelacyjne – zjadłam szybciej, niż wyciągnęłam aparat…

Plan: kupić jasną mąkę orkiszową (żeby nie martwić się o fityniany) i zrobić zapas podpłomyków.

26 IX2013

Czego jeszcze nie wiecie o BLW?

by joanna

blw_0

Baby-Led Weaning, czyli pozwolenie dziecku na samodzielne jedzenie od momentu, kiedy wyrazi zainteresowanie pokarmem innym niż mleko, bywa ogłaszane wielkim odkryciem przełomu wieków i nową tendencją (na przykład tu: „Mimo że idea BLW jest stosunkowo nowa…”). Na szczęście wystarczy zajrzeć do książki Gill Rapley i Tracey Murkett „Bobas lubi wybór. Twoje dziecko pokocha dobre jedzenie”, wyd. Mamania, Warszawa 2010, żeby znaleźć fragment:

Być może czytasz to wszystko i myślisz sobie: To nic nowego, sami tak robiliśmy. Jeśli tak, to masz rację. BLW to nic nowego. Nowe jest mówienie o nim.

(s. 25)

Prawdopodobnie BLW jest tak stare, jak stary jest gatunek ludzki… Odeszliśmy od niego, kiedy zajęli się nami „specjaliści” mądrzejsi od natury…

Książkę Rapley i Murkett polecam jako bazę – dla rodziców, którzy jeszcze nigdy o BLW nie słyszeli. Może się okazać, że sporo z tych rozwiązań było dla nich naturalne, ale bali się spróbować działać na własną rękę.

Słoiczki-skarbonki sprytnych koncernów

Mam dziś dla Was ciekawostkę, która – kiedy zetknęłam się z nią pierwszy raz – po prostu wbiła mnie w fotel. Wszystko dzięki książce Udo Pollmera „Smacznego. Chorzy z powodu zdrowego jedzenia”, w której niemiecki antydietetyk tak pisze o rozszerzaniu diety niemowląt:

Bajkę, że dzieci powinny jeść specjalne, tylko dla nich przygotowane jedzenie, bez przeszkód propagują producenci jedzenia. W końcu cała gałąź przemysłu spożywczego wyspecjalizowała się w pokarmach dla dzieci: kaszkach i słoiczkach. Ładne i kolorowo opakowane dania dla dzieci czy z mikrofalówki są hitem. W końcu matka ma spokojne sumienie, gdy podaje dzieciom produkty skontrolowane, wolne od szkodliwych substancji, uprawiane ekologicznie, wzbogacone o witaminy i minerały.

(…) Wygodne, pewne, nowoczesne jedzenie dla dzieci. Pozostaje tylko pytanie, czy służy także dzieciom.

(s. 367)

Przyznaję się bez bicia, że pierwszy synek dostawał słoiczki oraz specjalnie gotowane dla niego, osobne posiłki. Słoiczki były wygodne, zmiksowane zupki – zalecane przez pediatrów, książki i pisma dla mam. (Dziś wyrywam włosy z głowy – jak mogłam wydawać tyle pieniędzy na te bezwartościowe pisma dla rodziców?!).

J. wcale nie chciał tego jeść! Myślę, że najbardziej smakowało mu to, co jedli rodzice. Dobrze, że w pewnym momencie podjęliśmy decyzję o zmianie naszego sposobu żywienia – dzięki temu mogliśmy we trójkę jeść to samo. Dziś jest podobnie – starszy synek chodzi do przedszkola ze swoją wałówką, która jest skomponowana z naszych wspólnych produktów (żeby było łatwiej, stosuję taką samą dietę jak syn – na podstawie jego wyników testu MRT; czuję jednak, że czas na mój własny test tego typu).

BLW_1

Młodszy synek niedawno wszedł w fazę ogromnego zainteresowania naszymi talerzami. Odkąd siedzi samodzielnie, dostaje od nas kawałki pożywienia i może z nimi robić, co chce. Dzięki książce „Bobas lubi wybór” nauczyłam się podawać mu nawet kaszkę, którą samodzielnie wkłada sobie do buzi (oraz umaja nam podłogę, krzesła i szafę). Tak, zdecydowanie, gotowe pokarmy ze sklepu są znakomitym chwytem marketingowym dla zmęczonych matek. Tymczasem zdrowa dieta rodziców może być podstawą diety malca, bez dodatkowego gotowania czy kupowania słoiczków.

BLW ma niemal 90 lat

Wracając do ciekawostek z książki Pollmera.

Już 90 lat temu (w latach 20. XX wieku), kiedy na dobrą sprawę przetwórstwo żywności dopiero się rozwijało, amerykańska pediatra Clara Davis przeprowadziła niezwykle ciekawy (ale kontrowersyjny) eksperyment z udziałem dzieci. Davis zadała sobie pytanie: czy można pozwolić, aby dziecko samodzielnie wybierało swój sposób żywienia? Wybranym dzieciom podawała przez kilka lat (!) pożywienie pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, przy czym wszystko było surowe lub gotowane na parze (np. szpik kostny, mięso czy podroby były podawane bez obróbki). Davis wyłączyła z tej specyficznej diety pokarmy przetworzone (np. cukier, chleb, masło), pozostawiła jedynie chrupki żytnie, które uznała za naturalne. Do picia dzieci miały wodę, kwaśne mleko i sok pomarańczowy.

Po oczywistych problemach początkowych (dzieci były świeżo odstawione od piersi, uczyły się chwytać jedzenie, pić z kubeczka etc.) dzieci nauczyły się jeść samodzielnie. Przedstawiane przez Pollmera szczegółowe wyniki badań na trzech chłopcach w wieku od 6 do 9 miesięcy w skrócie sprowadzają się do tego, że każdy z nich dobierał sobie inne menu, jednak żaden nie zrobił sobie krzywdy. Każde dziecko miało swój gust, swój smak, swoje potrzeby, ale każde „umiało” zbilansować swoje posiłki według realnych potrzeb organizmu (to co, że łączyło surowe jajka z bananem itp.). Jedno jadło głównie owoce, drugie nabiał, trzecie polubiło szpik kostny. Wszystkie jadły niewiele zbóż (poza owsem).

Davis powtórzyła badanie na kolejnych 15 dzieciach w wieku od 6 do 11 miesięcy (badała je przez 6 lat!).

Dzieci odżywiały się zgodnie ze swoimi zapotrzebowaniami, odpowiednio przybierały na wadze, nie były tłuste, ale po prostu silne. (…) „Trik w tym eksperymencie – mówi dr Davis – polega na tym, że apetyt maluchów może z pewnością się czasem mylić, jednak te błędy nie mają znaczenia, jeśli oferuje się im naturalne pokarmy”. Takie kierowanie się apetytem, twierdzi badaczka, może być jednak szkodliwe, „gdy oferowane są mocno przetworzone produkty, takie jak cukier czy biała mąka, które straciły swoje pierwotne składniki, choć stały się tak ważną częścią współczesnej diety”.

(s. 371)

Teksty Davis, z których korzysta Pollmer:

  • Davis C. M., „Am. J. Diseas. Child.” 1928, 36, s. 651.
  • Davis C. M., „Can. Med. Assic. J.” 1939, 41, 257.

BLW_3

Czy istnieje naturalna ludzka dieta?

Na temat tych badań powstaje książka kanadyjskiego dziennikarza naukowego Stephena Straussa pod tytułem „Clara Davis: A Rumor In Nutrition” (mam problem z tłumaczeniem, wydaje mi się, że chodzi o niesprawdzone, ale obiegowe opinie na temat żywienia). Strauss pisze też o samej doktor oraz o dzieciach, które badała – dziennikarzowi udało się nawiązać kontakt z rodziną Clary Davis, dzięki czemu mamy szansę poznać szersze tło całego eksperymentu. Książka ciągle powstaje, dlatego skontaktowałam się z autorem, aby opowiedział mi co nieco na temat doktor Davis.

stephen_strauss

J.B.: Co uważasz za najciekawszy aspekt eksperymentu Davis?

S.S.: Najbardziej interesujące w jej eksperymencie jest to, że wciąż jesteśmy zafascynowani kwestią – czy istnieje mądrość ciała, jeśli chodzi o żywność, którą jemy? Kładziemy na to bardzo duży nacisk. Badanie Davis miało na celu sprawdzenie, czy matka może pozwolić dziecku na podążanie za swoim apetytem. Czy ich wrodzona mądrość umożliwi matkom odrzucenie sztywnych reguł odżywiania, narzucanych przed dietetyków? Te reguły w wypadku niektórych niemowląt doprowadziły do świadomego głodzenia się!

Davis nie martwi się o ilość jedzenia – jej eksperyment pokazuje wręcz, że naturalny apetyt  lubuje się w nadmiarze! Była podejrzliwa wobec żywności przetworzonej – nie dlatego, że wiedziała, że szkodzi dzieciom, ale dlatego, że sądziła, że ludzie nie ewoluowali do jego spożywania.

The most interesting thing about the experiment is that we still are fascinated by question of whether there is a wisdom of the body when it comes to the foods we eat. However we have switched much of the emphasis in the question. In Davis’ time her research aimed was to see if mothers could let babies appetites choose the foods they ate and if that innate wisdom meant the mothers could dismiss the rigid feeding lists which nutritionists was foisting on new mothers. This had led to some infants apparently willfully starving themselves.

 Davis didn’t fundamentally worry about eating too much and indeed her experiment in many ways shows that a natural appetite luxuriate s in over-eating.  She was very concerned about processed food but not because she knew it was bad for children as much as she thought it wasn’t what humans had evolved to eat.

Czy myślisz, że można by powtórzyć taki eksperyment w dzisiejszych czasach?

Dziś nie można przeprowadzić takiego eksperymentu z przyczyn etycznych. Nie można przecież odstawić dzieci od piersi, wsadzić do sierocińca na pięć lat i obserwować, co jedzą. Nie można zamieniać czyjegoś dzieciństwa w badanie naukowe apetytu!

You can’t conduct the experiment today because of ethical reasons, that is, you can’t take children from their mother’s breasts and put them in a self-feeding orphanage for close to 5 years. You can’t make the purpose of someone’s childhood the science of their appetites.

Jakie widzisz podobieństwa między badaniami Clary Davis a dzisiejszym BLW?

Jeśli chodzi o BLW (baby-led weaning), istnieją pewne podobieństwa między nim a eksperymentem Davis, choć podawana przez nią żywność często różniła się bardzo od tego, co oferuje BLW. Nie dawała dzieciom chleba, zup, puddingów, czegokolwiek z mąką. Eksperyment był bardzo surowy w swoich założeniach; dziś nazwalibyśmy to dietą paleolitu.

I oczywiście samo odstawienie (weaning) to tylko początek, od którego Davis wychodzi. Prawdziwe pytane, jak już wspomniałem, było: czy dzieci, którym pozwoli się wybierać, co jedzą, będą odżywiały się zdrowo. Czy istnieje naturalna ludzka dieta? Co nasz apetyt mówi o wewnętrznych potrzebach organizmu? Nie znamy odpowiedzi i dziś.

In terms of baby led weaning, I would say that there are similarities even though the foods she offered children was often very different from what BLW offers. She didn’t let them have any bread, soups, puddings, anything with flour in it. It was very raw in its presumptions and would be what we would call today today a paleolithic diet.

 And of course, weaning was just the beginning of what she was looking at. The real questions as I said before were: Will they eat healthily over the course of their young lives if we let them choose for themselves their foods. Is there a natural human diet? What does appetite tell humans of their body’s intrinsic nutritional needs – a question we don’t truly know the answer to today.

Bardzo polecam samodzielne przeczytanie kilku artykułów na temat badania Clary Davis. Przyznaję, że dzięki tym lekturom zupełnie przekonałam się do wspólnej kuchni dla naszej czwórki.

blw_2

I wiecie co? Choć sprzątania po takim dzidziusiowym posiłku jest mnóstwo, przynajmniej zaoszczędzam czas na gotowaniu oraz pieniądze na niekupowaniu słoiczków.

Polecam:

http://stephenstrauss.ca/

http://www.cmaj.ca/cgi/content/full/175/10/1199

06 VII2013

Trzy wskazówki dobrego odżywiania i jeden nakaz

by joanna

warzywa_0

Pomyślałam sobie ostatnio, że skoro jedzenie zajmuje tyle miejsca w moim życiu (a przede wszystkim w głowie, bo ciągle muszę myśleć o tym, jak skomponować nasze posiłki z produktów, które kupuję w stanie nieprzetworzonym), to powinnam uporządkować swoją wiedzę i niewiedzę – sama dla siebie – i dać – sama sobie – jakieś proste wskazówki.

Sama lista produktów dozwolonych i zakazanych nie wystarczy. Jedzenie to przecież nie tylko materia, którą zamieniamy w posiłek. To energia, z której czerpiemy siły i zdrowie. Dodam, uprzedzając głosy krytyczne, że dobrze wiem, że jedzenie jest tylko jednym ze źródeł koniecznych nam do życia. Jest tak podstawowe, jak tlen do oddychania i rodzina do kochania. Dlatego właśnie, że wydaje się bardzo podstawową sprawą, często staje się tylko przymusem, obowiązkiem, czymś, na co nie chcemy poświęcać czasu. Dania gotowe, półprodukty, fast foody, przekąski na mieście to pożywienie dla tych, którym szkoda czasu na zadbanie o właściwy sposób odżywiania.

Choć wydaje się to trudne i z początku wymaga dużego wysiłku, zwłaszcza intelektualnego (jak np. znaleźć niektóre produkty, jak je połączyć, jak przyrządzić?), warto poszukać informacji na temat dobrego odżywiania – również posłuchać swojego organizmu. U nas problemem okazała się candida i dlatego mamy się na baczności, jeśli chodzi o cukier. Sporo mamy też zakazów z powodu nietolerancji pokarmowej. A przede wszystkim dziś chcemy odżywiać się lepiej.

Wyodrębniłam sobie trzy zasady, których chcę się trzymać – ale nie kurczowo, bez przesady, tak się nie da. Wszystkie trzy są tak samo ważne, kolejność losowa.

1. Jedz żywność jak najmniej zanieczyszczoną, najlepiej ekologiczną lub własną. Sam/a przygotowuj posiłki, aby wiedzieć, co jesz.

2. Jedz posiłki tak zbilansowane, aby miały niski lub średni indeks glikemiczny.

3. Przygotowuj posiłki, kierując się ich zasadotwórczością (dieta alkaliczna) – aby bilans był zasadowy.

Poza tymi trzema prostymi wskazówkami daję sobie nakaz, hehe.

Ciesz się jedzeniem – niewielkie odstępstwo od trzech powyższych zasad jest lepsze niż smutny posiłek według tabelek naukowców!!!

Postanowiłam zrobić krótkie podsumowanie każdej z tych zasad, choćby po to, aby samej zapamiętać różne fakty. Już przygotowuję spis tych produktów spożywczych, które mimo „tradycyjnej” metody upraw (z pestycydami i innymi smakołykami) przyjmują stosunkowo niewiele trucizny. Czyli: co można kupować nieeko. Lista przyda mi się na następny BioBazar, a to dlatego, że zapłaciłam dziś 18 zł za 2 kg młodych ziemniaków…

A jeszcze wczoraj wieczorem poszłam na bazar spożywczy (Wolumen) i wzorem kontenerowców (freeganów) pozbierałam z ziemi to, czego sprzedawcy nie chcieli zabrać z powrotem:

freeganizm

Zbiory niewielkie, ale czasu było mało. Następnym razem będzie lepiej!

 

09 VI2013

Orkiszowa pizza na zakwasie

by joanna

Pierwszą pizzę na zakwasie zrobiłam w ciemno i na oko. Wyszła! I choć mówi się, że udanych eksperymentów się nie powtarza, na prośbę czytelniczek zrobiłam pizzę ponownie, tym razem dokładnie spisując proporcje składników.

pizza4

 

Uwaga, przepis! Na orkiszową pizzę na zakwasie, bez drożdży.

Składniki (proponuję ekologiczne) – na jedną blachę ciasta (dla 2 osób):

  • 250 g mąki orkiszowej typ 2000,
  • 5 łyżek oliwy,
  • 5 łyżek zakwasu orkiszowego*,
  • 200 ml wody,
  • sól.

*Zakwas orkiszowy robi się tak samo jak żytni, czyli do szklanego pojemnika wlewa się np. 100 g przegotowanej wody i wsypuje 100 g mąki, miesza i odstawia pod oddychającym przykryciem w ciepłe miejsce. Codziennie przez kilka dni dolewa się wody i mąki i miesza, po 5 dniach zakwas powinien być gotowy (wyraźne spulchnienie, kwaśnawy zapach). gotowy zakwas trzymamy w lodówce pod oddychającym przykryciem, dokarmiamy wodą i mąką raz na tydzień.

Wykonanie:

Mieszamy składniki na ciasto, aż powstanie gęsta, elastyczna masa. Odstawiamy pod ściereczką w ciepłe miejsce np. na noc, aby sobie wyrosło. Tak wygląda wyrośnięte ciasto już wyjęte z miski (górą do dołu):

pizza1

Wyjmujemy ciasto i rozprowadzamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia – nie wałkujemy wałkiem, żeby nie straciło pulchności.

pizza2

Wkładamy blachę do piekarnika, żeby ciasto nieco urosło i się upiekło – na przykład do zimnego piekarnika, nastawionego na 180°C wkładamy na 20 minut; do już rozgrzanego – na 10 min. Chodzi o to, żeby ciasto było już na tyle suche, aby móc położyć na nim składniki i polać np. pulpą pomidorową.

pizza3

Wyjmujemy blachę z ciastem, kładziemy na nim dowolne składniki – ja dałam dziś cebulę, czosnek, świeżą bazylię, pulpę pomidorową, oliwki. Poprzednią wersję zrobiłam z duszonymi pieczarkami. Można użyć świeżych pomidorów, papryki, mięsa, ananasa, co kto lubi.

Wkładamy blachę ponownie do piekarnika. Można np. ustawić go na 250°C i trzymać ciasto około 10 min, po czym położyć ser i odczekać, aż się rozpuści. Można też utrzymać 180°C, włożyć pizzę na 20 min, położyć ser i dać jej jeszcze 10 min.

Pizza jest gotowa do jedzenia. Ciasto powinno być suche, ale nie twarde. Zbyt dużo pulpy pomidorowej może je rozmiękczyć – dziś pizza nam się nieco rozpadała, ale była pyszna.

Smacznego! Czekam na Wasze wersje i Wasze zdjęcia!

15 III2013

MRT – co możemy jeść?

by joanna

Czeka nas niedługo ponowne spotkanie z dietetykiem, który prowadzi naszą dietę MRT. Co mu powiem?

  • J. miał silną reakcję alergiczną na gruszkę i mniejszą na grejpfruta. Poza tym była poprawa z jego uszami, tak jakby płyn trochę odpuścił (zasługa diety czy balonika otovent?), ale obawiam się, że po obecnej grypie znowu będzie taki sam problem. Skóra J. jest w nieco lepszym stanie, ale nie jest to gładka skórka niemowlaka. Poza tym oczyszczanie organizmu odbywa się również przez skórę, więc mogę się spodziewać raczej pogorszenia.
  • Ja z kolei schudłam 3 kilo. Nie jemy z J. cukru (ja także owoców, na razie), jemy bardzo mało białej mąki. Na szczęście tylko ja chudnę, a więc tylko ja miałam problem z niewłaściwą dietą? Może u dzieci to jest inaczej? W każdym razie jeśli schudnę jeszcze trochę, zacznę się niepokoić, bo przecież karmię, a podczas poprzedniej laktacji to raczej przybywało mi na wadze.
  • Ja biorę chlorellę i probiotyk, J. na razie sam probiotyk, bo mam wątpliwości, czy chlorella mu służyła.

Czekam na to, co usłyszę od dietetyka: wizytę mamy 26 marca. Poprzednia wizyta mocno mnie wykończyła psychicznie, musiałam w dwie godziny przyswoić tyle informacji, że zgłupiałam. Teraz wiem więcej, oczekiwania też mam większe. Przeczytałam już poradnik żywieniowy Janusa, czytam Słoneckiego i niedługo zreferuję. Moim zdaniem poradniki żywieniowe piszą ludzie nawiedzeni!!!! Co nie znaczy, że nie miewają racji.

co_z_tego_bedzie

Pomyślałam, że dla wygody napiszę, jak wygląda nasze ograniczenie dietetyczne. Wymienię wszystkie produkty, które są dozwolone, dzięki czemu o każdej porze dnia i nocy każdy będzie mógł tu zajrzeć i wiedzieć, czym nas uraczyć, hehe.

Białka (kolejność mniej więcej od najbezpieczniejszego):

  • indyk,
  • królik,
  • sola (ale ciężko dostać z pewnego źródła),
  • halibut, tuńczyk (jak z solą),
  • pstrąg,
  • kurczak,
  • wieprzowina,
  • karp,
  • baranina/jagnię,
  • soczewica.

Skrobie (jw.)

  • pszenica (zwłaszcza orkisz),
  • kukurydza,
  • kasza jaglana,
  • ryż (brązowy, basmati),
  • owies (płatki, otręby),
  • ziemniaki, mąka ziemniaczana,
  • żyto,
  • jęczmień.

Ze względu na obecność glutenu chcę ograniczyć pszenicę, żyto i jęczmień.

Warzywa

  • szparagi,
  • bakłażany,
  • pomidory,
  • groszek zielony,
  • cieciorka,
  • kalafior,
  • fasolka szparagowa,
  • kabaczek,
  • marchewka,
  • cebula (zwłaszcza czerwona jest dobra; szczypior),
  • por,
  • cukinia,
  • papryka – wszystkie kolory,
  • seler (z tym ostrożnie, bo ogólnie uczula),
  • sałata,
  • cykoria,
  • ogórek świeży,
  • kapusta każda – świeża,
  • szpinak,
  • brokuły.

Owoce (niektóre są mocno od czapy)

  • cytryna,
  • [żurawina, śliwka, wiśnia, czarna jagoda, czarna porzeczka – zawierają benzoesan sodu, drażniący śluzówkę jelita, więc ostrożnie albo wcale – myślę, że do lata poprawimy stan jelit i jednak będziemy je jeść],
  • melon Galia,
  • arbuz,
  • brzoskwinia,
  • [gruszka – okazała się bardzo uczulająca],
  • truskawki,
  • mango (okazało się niemożliwością dostać smaczne ekomango),
  • morela,
  • ananas (jeszcze nie próbowaliśmy, to w końcu cytrus),
  • [grejpfrut – J. zareagował uczuleniem],
  • oliwki,
  • papaja (hm),
  • pomarańcza (wolę na razie nie próbować),
  • winogrona/rodzynki,
  • awokado,
  • figi,
  • [banan – znam drania, powoduje ogromną reakcję w uszach J.],
  • melon kantalupa.

Nabiał
Całkowity zakaz nabiału (za jakiś czas spróbujemy z jogurtami, ale to już jak będziemy pewni, że jelita – forma znakomita).

Orzechy, nasiona, oleje

  • orzech włoski (J. go pokochał i nie jest uczulony),
  • nerkowiec (przed nami),
  • kukurydza,
  • orzech laskowy (no nie wiem),
  • oliwa z oliwek,
  • pistacje (przed nami),
  • [orzech ziemny – powoduje procesy gnilne w jelitach],
  • słonecznik, olej słonecznikowy,
  • sezam,
  • mak.

Przyprawy

  • bazylia,
  • czosnek,
  • musztarda (?),
  • imbir (ostrożnie),
  • kurkuma,
  • gałka muszkatołowa,
  • orzech kokosowy – wiórki, olej, mleczko,
  • wanilia,
  • pieprz,
  • koper,
  • koper włoski,
  • [cynamon – bo benzoesan],
  • ziele angielskie,
  • [cukier trzcinowy, miód, cukier buraczany],
  • sezam,
  • liście laurowe,
  • mak.

Zabronione (na razie?): nabiał krowi i kozi, drożdże, dorsz, makrela, łosoś, sardynka, migdały, jabłka, maliny, kiwi, kasza gryczana, żółcień pomarańczowa, kwas benzoesowy, pietruszka, buraki, dynia, czerwona fasola, soja, fasola jaś, migdały, jajka, kakao, oregano, mięta.

Te wytyczne traktuję jako poziom zero. Teraz pewnie zajmiemy się zmniejszeniem grzyba w kiszkach i odbudową ścian jelit. A miksturę Słoneckiego najpierw wypróbuję na mężu, ha.

11 II2013

Skąd ta dieta, czyli o teście MRT

by joanna

Jak to zwykle bywa, przeorganizowanie naszego życia kulinarnego było spowodowane problemami z dietą dziecka. J. miał półtora roku, kiedy zaczął mieć objawy AZS. Za radą naszego pediatry homeopaty zrezygnowaliśmy z krowiego mleka i jego przetworów, podawaliśmy np. mleko ryżowe, wprowadziliśmy też nabiał na bazie mleka koziego. A przede wszystkim zaczęliśmy kupować żywność ekologiczną (dlaczego żywność ekologiczna? O tym napiszę wkrótce).

Przestawienie się na ekozakupy trwało u nas parę miesięcy. Doskonale rozumiem opory tych, którzy nie są przekonani do żywności organicznej. Kiedy J. zaczynał, w 2010 roku, nie było jeszcze BioBazaru, sklepy ekologiczne były bardzo drogie, wybór był mały, a świeżość produktów często pozostawiała wiele do życzenia (także w Warszawie). Zaczęło się to jednak zmieniać, również powoli, ale w dobrym kierunku. Produkty ekologiczne można już znaleźć w hipermarketach (niestety, często są wymieszane z żywnością dietetyczną, przez co nieuważny kupujący może się nabrać i kupić niekoniecznie to, co chciał). Pod koniec 2010 roku pojawił się BioBazar – cotygodniowy bazar produktów ekologicznych na terenie dawnej fabryki Norblina w Warszawie. Wreszcie mogliśmy zrobić zakupy w jednym miejscu, świeże warzywa i owoce naprawdę były świeże, a ceny niższe niż w sklepach. Co nie znaczy, że niskie w porównaniu do żywności bez znaczka BIO.

Dwa lata diety J., któremu raz się polepszało, raz pogarszało, były krokiem w dobrym kierunku, ale zaledwie krokiem. Zimą 2012/2013 roku J. – już 3,5-letni – mimo że jadł tylko to, co mu przygotowałam właściwie od podstaw (nawet w przedszkolu ma zawsze swoje jedzenie) miał szczególnie duży problem ze skórą. Podziwiam go za to, że był bardzo dzielny i starał się nie drapać, gdy swędziało, cierpliwie znosił wszystkie smarowania kremem i wyrzeczenia dietetyczne. To przecież jeszcze małe dziecko, które stara się zrozumieć, dlaczego ma inaczej niż koledzy. niestety, na razie nie będzie mu łatwiej. W dodatku S., gdy skończył miesiąc, dostał strasznej wysypki i już wiedziałam, że historia się powtarza (J. miał trzy tygodnie, gdy objawiła się skaza białkowa). Mam więc dwóch synów z alergią pokarmową i męża, który również ma AZS.

Przeczytaj: Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową? (Tu znajdziesz informacje, czym różnią się od siebie rodzaje alergii – IgE-zależne i IgE-niezależne)

Przeczytaj: Nietolerancja pokarmowa (nie jest alergią!)

Podjęliśmy z T. decyzję o zrobieniu J. dokładnego badania pod kątem alergii pokarmowej, żeby wreszcie zrozumieć, czym mu szkodzimy. Testy IgE, robione zaraz po skończeniu przez J. trzech lat, nie wykazały żadnej alergii, a więc to nie alergia IgE-zależna była przyczyną kłopotów. Wykonanie testu MRT, mało znanego w Polsce i bardzo drogiego, odkładaliśmy przez kilka miesięcy, głównie z powodu ceny. Dowiedziałam się o nim przypadkiem od jednej mamy z przedszkola J., która również przygotowuje wałówkę dla swego syna. Najprościej mówiąc, badanie polega na obserwowaniu reakcji pobranej krwi na podanie konkretnych składników żywności. Wyniki dostaje się w postaci tabeli, z zaznaczonym poziomem reakcji na dany pokarm. im większa reaktywność, tym mocniej pokarm oddziałuje na organizm, co jest mierzone przez komputer (rejestruje on zmiany w objętości leukocytów i osocza).

Oprócz wyników dostaje się także wstępną rozpiskę diety, najpierw na 27 dni. Wygląda to tak:

mrt_1

Sam wynik to oczywiście za mało. W cenie badania są dwie wizyty u dietetyka, który interpretuje tabele i dopasowuje dietę do potrzeb pacjenta. Dzieci nie będą przecież pić kawy, w Polsce nie raczymy się na co dzień krewetkami czy homarami itp. To, że w wyniku J. mleko krowie i kozie wyszło bardzo wysoko, a twaróg bardzo nisko, nie oznacza, że J. może jeść twaróg. Wyłączamy wszystkie białka mleka, wszystkie przetwory mleczne, wszystkie produkty zawierające mleko. Musieliśmy zacząć jeszcze uważniej czytać etykiety, dzięki czemu okazało się, że nasz ulubiony chleb żytni razowy jest robiony na maślance. Ponieważ J. nie może także drożdży, odeszło praktycznie całe pieczywo, jakie można kupić. Znalazłam jeden jedyny chleb dla J., razowy na zakwasie bez drożdży z Galerii Wypieków Lubaszki, ale coraz bardziej myślę o pieczeniu własnego chleba. Kiedyś próbowałam i mi nie wychodził, ale może trzeba się po prostu nauczyć.

W tej chwili jesteśmy w drugim tygodniu diety ustalonej przez dietetyka. Startowaliśmy od kilkudziesięciu produktów z listy, od przyszłego tygodnia zaczynamy włączać kolejne pokarmy. A potem będziemy się odgrzybiać, tzn. czyścić nasze przewody pokarmowe z Candida Albicans. To będzie kolejna przygoda, o której napiszę na pewno sporo, bo temat jest obszerny (tu można przeczytać jedną z poważniejszych publikacji w internecie na ten temat). Znów skracając – musimy naprawić jelita, żeby nie przepuszczały do organizmu składników pokarmów, które powinny zostać wydalone – tak jak się dzieje teraz.

Jem to co J., ponieważ jest spora szansa, że J. ma podobną alergię co S.
A S. – wiadomo – z matki mleko ssie.

Produkty, które wyłączymy z diety pewnie na kilka lat, to m.in.: mleko krowie i kozie + przetwory, wołowina, cielęcina, kasza gryczana, migdały, jaja, jabłka, maliny, kiwi, kakao, oregano, mięta, soja, biała fasola, fasola jaś, pietruszka, burak, dynia, niektóre ryby. J. wyszła także wrażliwość na ciemne owoce, takie jak jagody, śliwki, wiśnie, żurawina. Wielka szkoda.

Podjęliśmy wyzwanie – czy dieta okaże się dobrym wyborem? Na razie jestem pełna entuzjazmu, bo ograniczenia zawsze wyzwalają we mnie chęć sprostania wymaganiom. Stąd ten blog. Uff. :)