Nie jem już mięsa, ale to za mało. O „Wyzwoleniu zwierząt” Petera Singera

Książka „Wyzwolenie zwierząt” jest nazywana biblią weganizmu. Nie bez powodu: była pierwszą publikacją (1975 r.), która pokazała prawdę o życiu i śmierci zwierząt wykorzystywanych przez człowieka. Pierwsze polskie wydanie ukazało się dopiero w 2004 roku. Dziś mam w ręku „Wyzwolenie…” wznowione po raz kolejny, wydane nakładem wydawnictwa Marginesy. I mogę szczerze powiedzieć, że ta książka wciąż szokuje.

Peter Singer, fot. Alletta Vaandering
Peter Singer, fot. Alletta Vaandering

Kim jest autor „Wyzwolenia zwierząt”? Peter Singer to postać delikatnie mówiąc kontrowersyjna, a zarazem uważana za niezwykle wpływową personę we współczesnym świecie bioetyki i filozofii. Dość powiedzieć, że australijski etyk sprzeciwia się szowinizmowi gatunkowemu i traktowaniu życia ludzkiego jako świętości. Jego rozważania dotyczą m.in. bezzasadności chronienia życia ludzkiego od pierwszych dni poczęcia. Zadaje też pytania o zoofilię bez przemocy i eutanazję.

Więcej dokładnej informacji można znaleźć na jego >> stronie internetowej.

„Wyzwolenie zwierząt”

Książka Singera, wydana pierwszy raz niemal 45 lat temu, miała kilka wznowień i aktualizacji. Choć część informacji nie jest najświeższa, a wzrost popularności weganizmu i wegetarianizmu w ostatnich latach znacznie zmienił percepcję stanowiska prozwierzęcego, wciąż mamy do czynienia z lekturą bardzo mocną i oddziałującą na wyobraźnię.

„Wyzwolenie zwierząt” składa się z kilku rozdziałów poświęconych kolejno: etycznej zasadzie równości, badaniom laboratoryjnym na zwierzętach, traktowaniu zwierząt na fermach przemysłowych, wegetarianizmowi, szowinizmowi gatunkowemu – jego historii i jego współczesnej odsłonie.

I tak jak wiele osób fragmenty „Wyzwolenia zwierząt” opisujące cierpienia małp, psów, kotów w laboratoriach, a także kur, świń czy krów hodowanych na jaja i mięso uzna za najbardziej szokujące i mocne w swej wymowie, tak dla mnie najtrudniejszy był rozdział pierwszy. Jego tytuł to: „Wszystkie zwierzęta są równe, czyli dlaczego etyczną zasadą równości powinno się objąć również zwierzęta”.

Gdy uważnie wczytamy się w słowa Singera, nawet jeśli nie zgodzimy się ze wszystkimi tezami dotyczącymi ludzi i ich prawa/braku prawa do życia, nie pozostaniemy obojętni. Tak naprawdę to ten i tylko ten rozdział sprawił, że przestałam jeść mięso z dnia na dzień.

Zostałam przekonana przez autora, że jeśli bliskie mi są ideały równościowe wobec ludzi i potępiam przemoc, zabijanie czy sprawianie bólu, to nie mogę być obojętna na cierpienie zwierząt ani na ich śmierć. A dodatkowo dieta roślinna jest znacznie zdrowsza od zawierającej mięso.

Peter Singer, „Wyzwolenie zwierząt”
Peter Singer, „Wyzwolenie zwierząt”

Mamy dowody na to, że zwierzęta cierpią świadomie i że ich odczuwanie bólu jest zbliżone do naszego, ludzkiego odczuwania. Coraz więcej wiemy o ich zachowaniu, więziach społecznych, potrzebie życia w określonym środowisku, w grupach o określonej liczebności, z hierarchią, w naturalnym cyklu dnia, nocy, pór roku. Jednak przy produkcji mięsa czy jaj ważna jest wydajność, a nie zadowolenie zwierząt. Stworzyliśmy świat pośrednictwa w zadawaniu śmierci i cierpienia dla wygody konsumentów.

Nasze pokrewieństwo ze zwierzętami jest też większe niż myślimy (niż byśmy chcieli?), a wyobrażenie o miejscu człowieka na szczycie świata jako władcy to spora pomyłka. Wybiórcze uznawanie zwierząt za warte szczególnych względów to jedna wielka hipokryzja. A jednak, dzięki takim postaciom jak Peter Singer, szowinizm gatunkowy, który jest nam zaszczepiony m.in. za pomocą religii czy kultury, da się zwalczyć, a przynajmniej ograniczyć.

Peter Singer, „Wyzwolenie zwierząt”
Peter Singer, „Wyzwolenie zwierząt”

Wegetarianizm to za mało

Zdaję sobie sprawę, że niejedzenie mięsa to tylko jeden krok w stronę poszanowania godności zwierząt. Przecież ich cierpienie i śmierć łączy się także z przemysłem jajczarskim i mleczarskim. Czy jedząc jajko, pamiętamy o tym, że kura nioska będzie żyła dopóty, dopóki będzie się to opłacało hodowcy? Gdy jemy jogurt, pamiętamy, że pochodzi od krowy, której odebrano dziecko?

Oczywiście są różne stopnie świadomości i możliwości dokonania wyboru. Dziś możemy wybierać jajka ekologiczne, od kur żyjących w miarę swobodnie, jednak wciąż trafiających pod nóż w wieku 2 lat (a mogłyby dożyć 7). Mleko z hodowli ekologicznych pochodzi od krowy, która zażyła nieco ruchu na pastwisku, ale czy wiemy, jaki był los jej cielaka?

Może kiedyś uda mi się ograniczyć spożycie jajek czy nabiału, choć dziś kupuję te produkty przede wszystkim od producentów ekologicznych.

Peter Singer, „Wyzwolenie zwierząt”
Peter Singer, „Wyzwolenie zwierząt”

Dodam jeszcze może oczywistą rzecz: wegetarianie nie jedzą też ryb. Ryby też czują i też cierpią. Za chwilę święta i wszechobecne żywe karpie w sklepach. Od lat Fundacja Viva! działa na rzecz ograniczenia cierpienia tych ryb – odsyłam do strony >> Krwawe święta.

Książkę polecam wszystkim, zwłaszcza tym, którzy wahają się, czy przestać jeść mięso, a może nawet zostać weganką/weganinem. Lektura daje do myślenia i dostarcza przeżyć, niestety momentami bardzo przykrych. A jednak potrzebnych, jeśli mamy coś zmienić.

Peter Singer, „Wyzwolenie zwierząt”

Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018

Cena okładkowa: 39,90 zł

Gdzie kupić? >> Kliknij

Recenzja zawiera link afiliacyjny.

Może przeczytasz także:

Prawdziwe oblicze certyfikatów. OK Compost

Czym jest certyfikat OK Compost i gdzie go można spotkać? Jakie są jego rodzaje? Czy

Kula piorąca Ecozone na 1000 prań

Kula piorąca Ecozone w nowej odsłonie pojawiła się już rok temu, minęły też 4 lata,

Kubeczek menstruacyjny Merula – recenzja

Merula Cup to kubeczek menstruacyjny pomyślany w taki sposób, aby pasował większości kobiet. Do wyboru

6 thoughts on “Nie jem już mięsa, ale to za mało. O „Wyzwoleniu zwierząt” Petera Singera”

  1. Bardziej niż jedzenie mięsa, mnie osobiście boli testowanie kosmetyków na zwierzętach – o ile jestem w stanie zrozumieć potrzebę spożywania mięsa ze względu na jego wartości spożywcze, o tyle całkowicie sprzeciwiam się wykorzystywaniu futrzaków do zaspokajania swojej próżności…

  2. Ja sama nie jem – z zalozenia (bo czasami robie male skoki w bok) – nabialu, ale tez dzieki temu czuje sie lepiej, mniej waze i rzadziej choruje (to tak z perspektywy juz kilku ladnych lat. Bardzo mocno wyczuwalny jest ten trend, coraz wiecej osob sklania sie w kierunku diety wegetarianskiej, bo w ten sposob mozna jesc bardziej kolorowo, lzej i czuc sie lepiej w swoim ciele.

  3. Moi synowie ostatnio coraz bardziej przejmuja sie losem zwierzat i coraz mniej chetnie jedza mieso, ja pod ich wplywem tez zadaje sobie coraz wiecej pytan. Szowinizm gatunku. Cos w tym jest, bo przeciez zeby zjesc mieso trzeba odebrac zycie jakiejs zywej istocie – jakos mniej to odczuwamy jedzac warzywa czy owoce, bo to czesto tylko jakas czesc rosliny. Tu jakby nie odbieramy zycia istocie zywej, a przynajmniej ona nie patrzy nam prosto w oczy, tak to wewnetrznie odbieram. Pozdrawiam serdecznie Beata

  4. Szowinizm gatunkowy, to rzecz, którą interesuję się od dawna, ale… nie wiedziałam, że ma już nazwę!!! Kolejny raz przekonuję się jak mało jeszcze przeczytałam i jak mało wiem. Dziękuję za tę recenzję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge