„Instrukcja obsługi lasu” nocą i za dnia. Recenzja książki Petera Wohllebena

Najnowsza książka Wohllebena „Instrukcja obsługi lasu” zaskoczyła mnie nie tyle treścią czy formą, co swoim bezpośrednim wpływem na mnie. Dość niespodziewanie natchnęła mnie do leśnej mikrowyprawy, o tyle innej niż zwykle, że… nocą. Oczywiście na rowerze.

W pewną czerwcową noc wsiadłam na rower i w towarzystwie kolegi pojechałam do ciemnego jeszcze lasu. Bardzo chciałam zobaczyć świt w lesie. Zastanawiałam się nad tym, czy mamy szanse spotkać jakichś ciekawych mieszkańców lasu (poza leśnikiem), bo okolica obfituje w żerowiska dzików. Zdaje się jednak, że akurat nocą dziki wolą spać i łatwiej jest spotkać po południu i wieczorem. O ile oczywiście nie urządza się na nie polowań…

Łosie, lubiące pobliskie bagna, z powodu suszy przeniosły się głębiej w las. Mogliśmy liczyć na płazy, gady i ptaki.

Popełniłam masę błędów typowego żółtodzioba, które przekreśliły szanse na ujrzenie jakiegokolwiek grubszego zwierza. Urządziłam za to ucztę komarów na moich odsłoniętych kostkach. I co z tego. Była to jedna z moich ciekawszych leśnych wypraw w ostatnich latach.

Nocny las pamiętam jeszcze z obozów w górach, na które jeździłam dwadzieścia kilka lat temu – różnica między lasem za dnia a lasem nocą może zaskoczyć niejedną osobę. Tak jak pisze Wohlleben, człowiek jako zwierzę o słabym wzroku traci nocą umiejętność wyraźnego widzenia. Na pierwszy plan wysuwają się inne zmysły, z których dla mnie słuch zawsze był i jest najważniejszy.

„Instrukcja obsługi lasu”
„Instrukcja obsługi lasu”

Jaki jest las nocą?

Las nocą jest piękny. Zupełnie inny. Jeśli zatrzymamy się gdzieś w jego środku, wyłączymy źródła światła, zapomnimy, że blisko są ludzkie siedziby (w naszej części Europy nie da się zgubić w lesie, taka prawda), możemy poczuć się jak w prastarym świecie.

Myślę, że nie odważyłabym się jeszcze na samotną wyprawę. We dwoje zawsze raźniej, można się wesprzeć lub wspólnie zgubić, mniej niepokoją nowe odgłosy dochodzące z ciemności. I choć nasza wyprawa nie była niebezpieczna (co najwyżej mogliśmy natknąć się na obudzonego leśnika), dostarczyła sporo świeżych wrażeń.

Wszystkie nasze zmysły i instynkty biją na alarm, jeżeli poza paroma niesamowitymi odgłosami niczego innego nie słychać, nie dobiega żaden znajomy dźwięk. Czy tam w półmroku czai się jakaś postać? Czy w krzakach coś nie trzasnęło, tak jakby zbliżało się jakieś duże zwierzę? (s. 289)

Wygląd i dźwięki budzącego się lasu (bo, jak pisze Wohlleben, nawet drzewa idą spać), rozjaśniające się niebo i wyłaniające się sylwetki drzew, kompletna cisza – w takim momencie myślę, że to duże szczęście mieć las tak blisko zupełnie na co dzień.

Mój aparat nie oddał atmosfery nocnego lasu. Myślę zresztą, że żaden sprzęt tego nie zrobi. Po prostu musicie iść sami i przekonać się o wyjątkowości czasu i miejsca. Wymaga to, oprócz dobrego ubioru, dyscypliny, aby nie przespać godziny zbiórki. Można też spróbować pojechać do lasu wieczorem i zdrzemnąć się kilka godzin (tę opcję rozważam na następny raz).

Pamiętajcie, aby sprawdzić, czy w lesie, do którego się wybieracie, obowiązuje regulamin, zwłaszcza gdy jest to park narodowy. W niektórych parkach nie wolno przebywać po zmroku, nie wolno też zbaczać ze szlaków ani jeździć na rowerze. W żadnym razie nie zachęcam do łamania przepisów!

Świt wśród natury
Świt wśród natury

Komu potrzebna jest instrukcja lasu?

Książka Petera Wohllebena, jestem tego pewna, natchnie Was do takiej czy innej wyprawy, aby poznać las nieco lepiej.

Autor dzieli się czasem wiedzą w szczególny sposób. Myślę, że wiele osób uzna za najciekawsze rozdziały dotyczące zagrożeń w lesie – przecież lubimy się bać. Dlatego informacje dotyczące kleszczy, bąblowca czy wścieklizny zapewne zapadną Wam w pamięć, chociaż… Wohlleben często nie rozstrzyga pewnych kwestii, a jedynie dzieli się swoimi spostrzeżeniami. Lisy dzięki wściekliźnie nie mnożyły się tak szybko. Kiedy choroba ta niemal znikła, pojawił się bąblowiec, o tyle groźniejszy dla ludzi, że można zarazić się nim zupełnie nieświadomie. Czy to znaczy, że wścieklizna była lepsza?

Za dnia las też jest piękny
Za dnia las też jest piękny

„Instrukcja obsługi lasu” to książka przede wszystkim dla mieszczuchów. Autor niejednokrotnie odnosi się do naszych leśnych fobii, do lęku przed ubrudzeniem się lub bezpośrednim zetknięciem z naturą. Wciąż przecież boimy się wilków i niedźwiedzi, choć prawdopodobieństwo ich spotkania graniczy z cudem. Autor rozwiewa wątpliwości co do tych zagrożeń. Czyni to z humorem i dystansem, a może i pewną pobłażliwością… Po latach spędzonych w lesie i oprowadzaniu po nim najróżniejszych ludzi nabrał wprawy przemawiania do opornych, a nawet do przekonywania ich do rzeczy skrajnych. Takich jak zjadanie mrówek czy larw…

Ale w końcu są jeszcze inne pyszności, na przykład larwy chrząszczy z rodziny kózkowatych. To płaskie, kilkucentymetrowe stworzonka, białe z ciemnobrązową główką. Są płaskie, bo pod korą martwych drzew tropią ostatnie resztki substancji odżywczych. (s. 246)

Komu jest więc potrzebna „Instrukcja obsługi lasu” i czy w ogóle jej potrzebujemy? Autor porusza, jak sądzę, co najmniej setkę ciekawych tematów, nie unikając tych drażliwych (jak myślistwo). Dlatego bez dwóch zdań każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli nie pełną informację, to jej zalążek, a przy okazji – przeczyta o kilku innych ciekawostkach. Znajdziemy tu zachętę do poznawania lasu o różnych porach roku, a także podpowiedź, co robić w lesie z miastowymi dziećmi (nasze raczej się nie nudzą, ale rozumiem, że oderwanie niektórych młodych ludzi od tabletu może być nieprzyjemnym szokiem).

Dzieci zazwyczaj czują las naturalnie
Dzieci zazwyczaj czują las naturalnie

Na dużą pochwałę zasługuje estetyka samej książki. Jest pięknie i starannie wydana, z bardzo ciekawymi przypisami polskiej redakcji (stąd dowiedziałam się, że nie ma już w polskim nazewnictwie myszy leśnej czy polnej, a jest… zresztą, może sami wiecie?).

Polecam!

Recenzja zawiera link afiliacyjny.

Peter Wohlleben, „Instrukcja obsługi lasu”

Wydawnictwo Otwarte, Warszawa 2018

Gdzie kupić? >>Linki do sklepów

Może przeczytasz także:

4 ekopowieści o końcu naszego świata

Ekopowieści, które chcę Wam polecić, przeczytałam – a raczej pochłonęłam – jedna po drugiej. I

„Qmam kasze. Do ostatniego okruszka”

Książka Mai Sobczak „Qmam kasze. Do ostatniego okruszka” wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Wyrazista osobowość autorki

5xO. O co chodzi z tymi słomkami? Recenzja Ecostrawz

Na fali mody – bo tak dziś trzeba nazwać wszechobecne hasło ZERO WASTE – powstają

10 thoughts on “„Instrukcja obsługi lasu” nocą i za dnia. Recenzja książki Petera Wohllebena”

  1. W niektórych lasach można zobaczyć świetliki nocą, a do tego te niesamowite zapachy, popiskiwania puszczyków. Dawno nie byłam w polskim lesie i brakuje mi go, ale bardzo dobrze pamiętam maliniaki, żeremia bobrów i inne cuda. Zachęciłas mnie do sięgnięcia po książkę:)

  2. Chyba przydałaby mi się taka książka, bo jestem typowym mieszczuchem, a do lasu średnio mnie ciągnie. Odstraszają mnie komary, pająki i inne owady. :) Ale nie przeczę, że las nie jest piękny. Co prawda nocą lasu nie zwiedzałam, ale łono natury nocą nie jest mi obce (w sumie miejsce, w które jeździłam pod namioty przez większość dzieciństwa, jest położone przy lesie). Z pewnością robi wielkie wrażenie, może nie tyle większe czy lepsze, co po prostu inne. :)

  3. Nie byłam jeszcze nigdy w nocy w lesie, ciągnie mnie do tego, ale chyba za bardzo się boję ;) Muszę zaopatrzyć się w tę książkę, może informacje w niej podane zaspokoją biologa, który gdzieś tam we mnie siedzi :)

    1. Ja też jeździłam na obozy, tylko katolickie :D
      O zgubieniu się w lesie pisałam ogólnie – wszystkie nasze lasy są bardzo poszatkowane drogami, przy których stoją też słupki z informacją, gdzie się jest. No i tak, są małe…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge