Draka Ekonieboraka, czyli jak dorosnąć do ekologii

Dziś pierwsza recenzja ekolektury – na pewno nie ostatnia!

Cała nasza rodzina kocha książki – jesteśmy bardzo związani ze słowem pisanym jako niezwykle zdolni redaktorzy (patrz: Kim jesteśmy?) i każda okazja jest dobra, żeby sprezentować J. jakąś ładną i sensowną publikację. Przestaliśmy kupować kolejne woluminy dla siebie (chwilowo), ponieważ nie mamy na nie miejsca. Jest oczywiście miejsce w naszym Kindelku, ale tam z kolei czeka cała porcja pysznych lektur z Wolnych Lektur. Dla J. na Kindle’a jeszcze za wcześnie, więc jemu kupujemy papierowe wydania :)

Nasz 3,5-letni syn jest wzrokowcem – podobno to takie męskie… W naszym wypadku przejawia się to m.in. podczas wieczornej lektury książek do poduszki. Żeby J. chciał posłuchać książki, a potem wracać do niej co jakiś czas, publikacja musi mieć przede wszystkim interesujące obrazki. Treść jest oczywiście ogromnie ważna, ale jeśli oprawa graficzna nie przypadnie J. do gustu, mówi, że książki po prostu nie lubi. Na szczęście nie brakuje teraz dobrych ilustratorów i ciekawych tekstów (a przecież jako rodzice i poloniści surowo oceniamy każde wydawnictwo).

okladka

Tej lektury na pewno nie mogło zabraknąć w naszym domu. Znalazłam ją przypadkowo w internecie i właściwie kupiłam w ciemno. Draka Ekonieboraka autorstwa Emilii Dziubak, Elizy Saromy-Stępniewskiej i Iwony Wierzby, wydana nakładem poznańskiego wydawnictwa Albus okazała się dokładnie tym, czego szukałam: niezbędnikiem w edukacji ekologicznej całej rodziny. Zawartość książki jest zróżnicowana pod względem formy: to zabawne, wpadające w ucho wierszyki o przygodach Ekonieboraka przeplatane poważniejszymi poradami Profesora Sumienie, który przytacza ciekawostki, fakty i liczby na tematy poruszane w sąsiadującym wierszyku. Tak jak wierszyki spodobają się i dwulatkowi, i trzydziestolatkowi, tak poważniejsze rozdziały dla malucha mogą być nużące – ale to zupełnie nie szkodzi. Doceniam właśnie tę różnorodność w przekazie, dzięki której książka znajdzie odbiorców w każdym wieku. jedyny problem, jaki widzę, to dezaktualizacja danych (np. liczba psów w Warszawie na pewno zmienia się z roku na rok).

I tak, kiedy J. zażyczy sobie Draki na dobranoc, przeżywamy z Ekonieborakiem jego ekologiczne porażki: marnowanie wody, niesprzątanie po psie, wyrzucanie jedzenia, śmiecenie na ulicy, nierozsądne korzystanie z samochodu, niesortowanie odpadów, marnowanie energii elektrycznej… Za każdym razem historyjka kończy się dla bohatera nauczką – nieekologiczny tryb życia zawsze obraca się przeciwko niemu. Na szczęście wszystko kończy się szczęśliwie, a morał jest prosty: nigdy nie jest za późno na porzucenie złych przyzwyczajeń, co ma skutek dla naszej planety, a także – naszej kieszeni.

Do największych zalet książki zaliczam prostotę przekazu zawartą w dowcipnej formie. Nawet jeśli czasem rym jest nieco częstochowski, nic to nie szkodzi. Całość jest prześlicznie wydana – ilustracje i oprawa graficzna Emilii Dziubak zachwycają mnie, mojego męża i mojego starszego syna (młodszy nie widzi jeszcze nic poza cycem). Podoba mi się pomysł na wizualną opozycję, a zarazem paralelę Ekonieboraka i Profesora Sumienie – tak naprawdę taki nieborak siedzi w każdym z nas, ale wystarczy trochę pomyśleć, zastanowić się, czasem odświeżyć wiadomości, aby znowu stał się „borakiem”.

Na minus zaliczam niedociągnięcia w postaci błędów interpunkcyjnych i przynajmniej jednego ortograficznego (nie sprzątnięcie), bo moim zdaniem w książkach dla dzieci błędów robić nie wolno. Poza tym same plusy: za mądrą treść, zabawną formę tekstową i staranne opracowanie graficzne. Mam nadzieję, że można liczyć na kontynuację współpracy trzech pań autorek – kupuję w ciemno!

Może przeczytasz także:

5xO. „Bike&Cook”, czyli sport, jedzenie, ograniczanie i oszczędzanie

Książka „Bike&Cook” Jagody Podkowskiej, Marty Kekusz i Tomasza Kołodziejczyka czekała na naszą recenzję ponad rok.

20 książek dla dzieci, które poruszą ich wrażliwość przyrodniczą

Za chwilę Dzień Dziecka i wspaniała okazja, aby obdarować najmłodszych dobrym książkami. A że nasza

Nate Blakeslee – „Wilczyca”

Biografie najsłynniejszych postaci nie mogą być pełne, gdy brakuje w nich opisu śmierci bohatera. Czytając

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge