„Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni. Recenzja mocno krytyczna

Kupiłam „Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni, mając duże oczekiwania i nadzieję na mocną lekturę, dającą do myślenia. Męczyłam się z książką dwa miesiące – z obowiązku, bo bardzo chciałam o niej napisać. Moje oczekiwania szybko zderzyły się z prawdą o tekście, nie miałam z tej lektury prawie żadnej przyjemności. Co piszę ja, wegetarianka, wychowana w duchu katolickiej wiary.

Zastanawiam się, czy gdybym wcześniej zetknęła się z twórczością Hołowni (której nie znam) lub obejrzała autora w telewizji (której nie oglądam, nie mam telewizora), w ogóle sięgnęłabym po „Boskie zwierzęta”. Skusiło mnie kilka rzeczy: obietnica spojrzenia od strony katolicyzmu na dobro zwierząt, pochwalne recenzje i zwykła ciekawość.

Może to kwestia siedzenia w książkach, które są napisane inaczej, może nie jestem odpowiednią odbiorczynią słów autora, ale krótko mówiąc dla mnie „Boskie zwierzęta” jest książką słabą. Oderwawszy tekst od autora i czytając go jako dzieło per se, zastanawiałam się, dlaczego zostało ono skonstruowane w tak nieprzyjazny dla czytelników sposób.

„Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni
„Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni

Celem książki, jak rozumiem, jest ukazanie okrutnych praktyk ludzi wobec zwierząt (zjadanych czy hodowanych na futro) w zderzeniu z prawdziwą nauką Kościoła katolickiego. Prawdziwą, czyli głoszoną przez mądrych duchownych, opartą na idei miłości bliźniego, ale też miłości całego dzieła stworzenia, więc i zwierząt i całej naszej planety. Nakreślenie dysonansu, powstającego przez zderzenie się właściwie odczytywanych przekazów czy to Starego i Nowego Testamentu, czy dzieł wybitnych teologów i papieży, z realiami rzeźni, ferm futerkowych, chowu klatkowego kur ma obnażyć hipokryzję „katolików”, dbających o własne brzuchy, kabzę i rozrywkę kosztem braci mniejszych.

„Boskie zwierzęta” – moje rozczarowanie

Zacznę od tego, że książka ma cel szczytny: zachęca do porzucenia jedzenia mięsa, ponieważ mięso (futra, jajka „trójki”) należą do przemysłu zła, zadającego cierpienie, którego najczęściej da się uniknąć. Nie neguję w żadnym stopniu intencji i wiedzy autora, który dokonał wysiłku, żeby zgromadzić przykłady z literatury i życia, przekopał się przez tysiące publikacji i opisał swoje wrażenia i wnioski.

To, co mnie w tej książce zniechęca do czytania, to buchająca z co drugiego zdania egzaltacja. Dawka skrajnych emocji wyrażanych w tekście znacznie przewyższa wartość merytoryczną całości, niestety. Tak, to kwestia stylu pisarskiego i sposobu wyrażania tego, co chce się powiedzieć. Wybaczcie, ale do mnie nie trafia.

Każdy ma swój smak i dzięki temu świat jest różnorodny: niektórzy lubią jeść słodkie potrawy, inni ostre, a jeszcze inni sięgają po mdłe. Mój smak wymaga potraw – i książek – o smaku ostrym i zdecydowanym. Hołownia tak przesłodził, że od tej książki robi się mdło. Zdaję sobie sprawę, że pisanie o Bogu, wierze, radosnych aspektach stworzenia świata wymaga ogromnego talentu (znacznie większego niż pisanie o złu, bólu i śmierci). Choć autor chce pokazać, że staje w opozycji do księży niewypełniających boskich nakazów, jego słowa nie mogą być brane na poważnie, gdy są ubrane w tak infantylny czasem styl:

Moi drodzy koledzy księża: nawet jeśli nie wierzyliście mi, gdy pisałem, że wasz polski schabowy parę miesięcy temu być może zabił, a być może za dziesięć lat zabije jakiegoś biednego bliźniego z globalnego Południa, uwierzcie może dietetykom, że to nie żaden weganizm, ale ów „świński tyłek” (jak mawiała moja babcia, prychająca na monokulturowość naszej opartej na wieprzowinie diety) zabija także was samych (temat na kazanie dotyczące piątego przykazania – jak ta lala). (s. 193)

Podeszłam do książki z dużą nadzieją, że będzie bodźcem dla wierzących, żeby wreszcie przestali traktować naszą planetę jak niewyczerpane źródło zasobów nie tylko niezbędnych do życia, ale i zaspokajających niskie potrzeby rozrywki czy próżniactwa. Może zresztą tak jest, może ta książka obudzi w kimś sumienie. Tylko że będąc na bieżąco z poziomem religii uczonej w szkole podstawowej mam wrażenie, że większość katolików (zarówno dzieci, jak i dorosłych) jest traktowana jak osoby, którym nie można powiedzieć za dużo. Że ciągle wciska im się wiedzę teologiczną na poziomie drugiej klasy podstawówki. Stąd poważna książka na bardzo poważny temat nie może być zbyt „mądra” ani napisana zbyt poważnym językiem, bo katolicy są przyzwyczajeni do teologicznej papki okraszonej dużą ilością podniosłych słów.

Nie wiem, czy taki był zamysł autora „Boskich zwierząt”, czy po prostu taki jest jego styl, ale wpisuje się w tę retorykę popkatolicką idealnie.

„Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni
„Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni

Tutaj dam cytat z zupełnie innego autora, którego książkę – jakże odmienną – czytałam jednocześnie z Hołownią. Cytat ten podziałał na mnie jak uderzenie obuchem, bo przyznaję – myślę od tym od jakiegoś czasu, że zło wyrządzane przez człowieka stworzonego przez Boga nigdy nie mogło być jedynie brakiem dobra:

A zatem dualiści dobrze sobie radzą z objaśnianiem problemu zła, ale nie potrafią rozgryźć problemu ładu. Monoteiści zgrabnie tłumaczą problem ładu, ale nie mają wytłumaczenia dla problemu zła. Łamigłówkę tę można rozwiązać tylko i wyłącznie za pomocą twierdzenia, że istnieje jeden wszechmocny Bóg, który stworzył cały świat, i że ów Bóg jest zły. Historia jednak nie zna nikogo, kto poważyłby się na taką deklarację.*

Na koniec dobre słowo

Co ciekawe, ostatni rozdział książki Szymona Hołowni  „Dziesięć proponowanych kroków w kierunku bardzo dobrej zmiany” okazał się zaskakująco rzeczowy i przydatny. Autor w konkretnych słowach radzi, co można zmienić w swoim życiu, żeby nie wspierać złych praktyk przynoszących zwierzętom cierpienie. Jeśli będziecie mieli „Boskie zwierzęta” w ręku, zacznijcie lekturę właśnie od tego rozdziału, według mnie dowiecie się najwięcej.

* Yuval Noah ‌Harari, „Sapiens. Od zwierząt do bogów”, PZWL – ‌Wydawnictwo ‌Lekarskie Sp. ‌z o.o., Warszawa 2017, do kupienia >> tu (wydanie papierowe) już innego wydawnictwa.

„Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni
„Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni

Szymon Hołownia, „Boskie zwierzęta”

Wydawnictwo Znak, Kraków 2018

Gdzie kupić: link do sklepów >> wydanie pierwsze, >> wydanie drugie

Czytaliście? Napiszcie o swoich wrażeniach!

Tekst zawiera linki afiliacyjne.

Może przeczytasz także:

Czy do samolotu można zabrać bambusowe sztućce? Recenzja Bambaw

Niedługo czeka mnie podróż za granicę - lecę na szkolenie do Portugalii, gdzie przez dziewięć

Zgniły kapitalizm w wersji tatrzańskiej. Monopoly Tatry i Zakopane

Za górami, za lasami jest sobie kraj, gdzie każdy może zostać milionerem. Sadzić lasy na

Cztery wege książki kucharskie na mojej półce

Na mojej specjalnej półce stoją książki z przepisami, z czego część to wege książki kucharskie.

7 thoughts on “„Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni. Recenzja mocno krytyczna”

  1. Powiem szczerze, że nawet mnie nie ciągnie do czytania tego typu książek. To w ogóle nie moja bajka, dla mnie książka ma być odprężeniem, a nie męczarnią. A większość dziennikarzy takie męczące książki właśnie pisze.
    Duży szacunek dla Ciebie za szczerość.
    Pozdrawiam!
    Paulina ostatnio pisze o…#1 Wiersze- bogactwo emocjiMy Profile

  2. Nie czytałam wcześniej książek Hołowni, a przyznam szczerze, że po Boskie zwierzęta miałam ochotę sięgnąć. Twoja recenzja na razie odwiodła mnie od tego zamiaru.

  3. Ciekawa recenzja, przeczytałam z zainteresowaniem. czytałam kiedyś (dawno) jakąś inna książkę Hołowni, i choć pamiętam, że w trakcie dość mi się podobała, jak widać nie pozostawiła trwalszego śladu w mojej głowie :) Tej książki nie czytałam i pewnie nie przeczytam, ale mimo wszystko myślę, że powstają takie pozycje; że jakby nie były napisane, są jakąś szansą na zmianę czyjejś świadomości. W końcu konia z rzędem temu, kto znajdzie w materiałach źródłowych informację, że Jezus jadał mięso – o wieprzowinie nie wspominając. Ryby tak, ale nie mięso. Zafrapował mnie cytat z Harari’ego – bardzo wąskie podejście, świat nie kończy się na dualizmie i monoteizmie, jest wiele innych systemów, na szczęście… Pozdrawiam :)

  4. Nie znam twórczości Hołowni, nawet nie wiedziałam, że on pisze książki jeśli mam być szczera ;p Sam temat nie tylko wydaje mi się ciekawy, ale też ważny.. Aż szkoda, że została napisana w taki sposób. Nie zachęciłaś mnie do zakupienia książki, ale jeśli spotkam ją w bibliotece to może sobie zerknę.

  5. Ciekawa recenzja, chciałam kupić tę książkę dla siebie, ale w sumie po co mi to? Mi wystarczyło jedno zdanie Hołowni „nie znalazłem powodów, żeby w XXI wieku nadal musieć jeść mięso”), które było taką „kropką nad i” w moim wegetarianizmie… Ale teraz pojawiła się kolejna okazja by ją zakupić – dla mojej teściowej (która notabene ceni Hołownię), która neguje moje niejedzenie mięsa, a ostatnio to już przesadziła wmawiając mojemu 5-latkowi że musi jeść mięso by żyć itp.
    Twoja recenzja mnie przekonuje, że książka nie dla mnie, ale dla takie konserwatywnej katoliczki – dewotki, to warto spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge