07 VII2013

Moja zasada dotycząca kupowania żywności

by joanna

Jak już pisałam wczoraj, zamierzam podsumować kilka prostych zasad dotyczących właściwego odżywiania. Zaczynam od zasady dotyczącej sposobu kupowania żywności, bo od tego zależy jakość naszych posiłków.

Jedz żywność jak najmniej zanieczyszczoną, najlepiej ekologiczną lub własną. Sam/a przygotowuj posiłki, aby wiedzieć, co jesz.

Dlaczego to takie ważne? Przykład pojawił się dziś w mojej kuchni zupełnie niepodziewanie. Starszy syn może jeść tylko masło klarowane, więc sama je przygotowuję, ponieważ jest to bardzo proste i wychodzi nieco taniej niż kupowanie gotowego (przepis). Robię to systematycznie od kilku miesięcy i pierwszy raz znalazłam żywy dowód na to, jak jesteśmy oszukiwani na jakości, a wręcz – składzie produktów gotowych.

niemaslo_0

To, co widać na zdjęciu, na pewno nie jest masłem klarowanym. To jakaś obrzydliwa breja, mieszanina tłuszczów niewiadomego pochodzenia. Mam to dać czterolatkowi do jedzenia? W razie wątpliwości, jak wygląda masło klarowane, spójrzcie na to – gładkie, bez żadnych ok, grudek czy oddzielającej się cieczy.

maslo_klarowane_2

Gdybym mogła, robiłabym własne masło. Może i na to przyjdzie pora… Tymczasem musimy zwracać uwagę na to, co kupujemy. Najlepiej kupować produkty nieprzetworzone, do których niczego nie dodano – konserwantów, barwników itp. – aby panować nad składem naszych posiłków.

Czytajcie skład na opakowaniu! Na przykład moje ukochane orzeszki nerkowca bywają wzbogacone o jakieś związki siarki – takich nie kupuję. Podobnie jest z innymi bakaliami, które u nas zastępują słodycze. Najgorsze jest to, że choć skład podany przez producenta bywa w porządku, to już ten faktyczny jest dla nas, zwykłych konsumentów, tajemnicą… Cóż, przynajmniej wiadomo, jak w domu sprawdzić jakość masła.

Nawet gdybyśmy kupowali wyłącznie certyfikowaną żywność, wszystko opiera się na zaufaniu – do producenta, jednostek certyfikujących, kontrolerów… Duży biznes zawsze przyciąga hochsztaplerów i nic na to nie poradzimy. Więc może nie dajmy się zwariować i spróbujmy znaleźć złoty środek?

Jeśli chodzi o mięso (co nie dotyczy części naszych czytelników), nie ufam innym producentom niż ekologiczni, choć dopuszczam na stół wyroby od sprawdzonych dostawców (np. jagnięcina czy ryby – na ryby nie ma certyfikatu). Jak pisze Servan-Schreiber, znaleziono dowody na to, że jakość paszy spożywanej przez zwierzęta znacząco wpływa na jakość ich mięsa i mleka, szczególnie bilans kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, od których zależy równowaga w naszym organizmie i jego zdolność do obrony przed rakogennymi mutacjami.

Nabiału prawie nie jemy, oprócz tego nieszczęsnego masła, odrobiny żółtego sera (eko) i jajek (zerówek). Chyba pora na ekologiczne masło, przynajmniej dla J. Problem z mięsem i nabiałem polega też na sposobie traktowania zwierząt. Nie wierzę w lepszą śmierć, ale wierzę w lepsze życie. Jeśli jem mięso, to przynajmniej płacę komuś, kto dobrze traktował swoje pogłowie.

fasola_papryka

Zanieczyszczenia w warzywach i owocach powstają już na etapie kiełkowania ziarna w glebie, z której wzrastająca roślina czerpie pożywienie razem np. z metalami ciężkimi. (Nie mówię już o GMO, bo tu cała historia zaczyna się w laboratoriach). Potem dochodzi oczywiście jakość wody, w tym deszczu, oraz wszystkie nawozy i środki ochrony roślin, które skutecznie niszczą chwasty i nasze zdrowie. Na samym końcu są jeszcze środki konserwujące żywność, aby nie zepsuła się podczas transportu.

To, co możemy zrobić, to uważnie kupować warzywa i owoce. David Servan-Schreiber w swojej książce „Antyrak. Nowy styl życia” proponuje spisanie sobie listy warzyw i owoców, które są podatne na zanieczyszczenia np. pestycydami, oraz takich, które przyjmują ich stosunkowo mało. Dzięki temu, jeśli nie mamy pieniędzy na żywność ekologiczną, możemy kupować produkty bezpieczniejsze. A jeśli decydujemy się na kupowanie żywności organicznej, możemy częściowo zrezygnować z poszukiwania certyfikatów w wypadku tych warzyw i owoców, które znajdują się na liście „ŹRÓDŁO MNIEJ WAŻNE”.

Najbardziej skażone owoce – te należy kupować ze źródeł certyfikowanych:

Najbardziej skażone warzywa:

  • papryka,
  • seler naciowy,
  • zielona fasola,
  • ziemniaki (no więc, te 18 zł za 2 kg już mnie tak nie bolą, hehe),
  • szpinak,
  • sałata (ile to historii o śmierci chomików po sałacie słyszałam…),
  • ogórki,
  • dynia.

ananas_0

Mniej skażone owoce – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • banany,
  • pomarańcze,
  • mandarynki,
  • ananas,
  • grejpfrut,
  • melon,
  • arbuz,
  • śliwki,
  • kiwi,
  • jagody (u nas jagody rosną raczej dziko, więc powinny być bezpieczne, należy je tylko dobrze opłukać!),
  • mango,
  • papaja,
  • awokado.

Mniej skażone warzywa – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • brokuły,
  • kalafior,
  • kapusta,
  • grzyby,
  • szparagi,
  • pomidory (co za ulga! Kocham pomidory i nie zawsze czekam do BioBazaru z ich kupnem…),
  • cebula,
  • bakłażan,
  • groszek zielony,
  • rzodkiewka.

(Źródło: David Servan-Schreiber, „Antyrak. Nowy styl życia”, Warszawa 2009)

warzywa_eko_0

Co ważne, autor podkreśla, że lepiej zjeść nawet nieekologiczne warzywa czy owoce, niż jeść ich za mało. Wartość posiłku wychodzi i tak dodatnia dla naszego zdrowia. To dobra wiadomość dla tych, których nie stać na żywność organiczną i czują się z tego powodu sfrustrowani, bo wszędzie mówi się o zdrowym odżywianiu, ale ceny ekoproduktów jakoś nie spadają…

Na liście brakuje mi marchewki – nie badano jej? Na pewno nie dam dziecku nieekologicznej marchwi.

Nie dotarłam też (jeszcze) do badań na temat innych produktów – zbóż, kasz itp. Wiem natomiast, że jedną z najbardziej opryskiwanych roślin na świecie jest kawa i tę należy pić ekologiczną, najlepiej Fair Trade.

Dobrze mieć jednak świadomość, że nie wszystko nas truje.

A już wkrótce zastanowię się nad drugą wskazówką żywieniową – indeksem glikemicznym. Smacznego!

Do samodzielnej lektury:

Tu przeczytacie, jak pozbyć się niechcianych substancji z powierzchni owoców i warzyw:

http://domposwojemu.blogspot.com/2013/05/o-warzywach-owocach-i-pozbywaniu-sie.html

Parszywa dwunastka owoców i warzyw (lista nieco się różni):

http://dziecisawazne.pl/brudna-dwunastka-2012/

06 VII2013

Trzy wskazówki dobrego odżywiania i jeden nakaz

by joanna

warzywa_0

Pomyślałam sobie ostatnio, że skoro jedzenie zajmuje tyle miejsca w moim życiu (a przede wszystkim w głowie, bo ciągle muszę myśleć o tym, jak skomponować nasze posiłki z produktów, które kupuję w stanie nieprzetworzonym), to powinnam uporządkować swoją wiedzę i niewiedzę – sama dla siebie – i dać – sama sobie – jakieś proste wskazówki.

Sama lista produktów dozwolonych i zakazanych nie wystarczy. Jedzenie to przecież nie tylko materia, którą zamieniamy w posiłek. To energia, z której czerpiemy siły i zdrowie. Dodam, uprzedzając głosy krytyczne, że dobrze wiem, że jedzenie jest tylko jednym ze źródeł koniecznych nam do życia. Jest tak podstawowe, jak tlen do oddychania i rodzina do kochania. Dlatego właśnie, że wydaje się bardzo podstawową sprawą, często staje się tylko przymusem, obowiązkiem, czymś, na co nie chcemy poświęcać czasu. Dania gotowe, półprodukty, fast foody, przekąski na mieście to pożywienie dla tych, którym szkoda czasu na zadbanie o właściwy sposób odżywiania.

Choć wydaje się to trudne i z początku wymaga dużego wysiłku, zwłaszcza intelektualnego (jak np. znaleźć niektóre produkty, jak je połączyć, jak przyrządzić?), warto poszukać informacji na temat dobrego odżywiania – również posłuchać swojego organizmu. U nas problemem okazała się candida i dlatego mamy się na baczności, jeśli chodzi o cukier. Sporo mamy też zakazów z powodu nietolerancji pokarmowej. A przede wszystkim dziś chcemy odżywiać się lepiej.

Wyodrębniłam sobie trzy zasady, których chcę się trzymać – ale nie kurczowo, bez przesady, tak się nie da. Wszystkie trzy są tak samo ważne, kolejność losowa.

1. Jedz żywność jak najmniej zanieczyszczoną, najlepiej ekologiczną lub własną. Sam/a przygotowuj posiłki, aby wiedzieć, co jesz.

2. Jedz posiłki tak zbilansowane, aby miały niski lub średni indeks glikemiczny.

3. Przygotowuj posiłki, kierując się ich zasadotwórczością (dieta alkaliczna) – aby bilans był zasadowy.

Poza tymi trzema prostymi wskazówkami daję sobie nakaz, hehe.

Ciesz się jedzeniem – niewielkie odstępstwo od trzech powyższych zasad jest lepsze niż smutny posiłek według tabelek naukowców!!!

Postanowiłam zrobić krótkie podsumowanie każdej z tych zasad, choćby po to, aby samej zapamiętać różne fakty. Już przygotowuję spis tych produktów spożywczych, które mimo „tradycyjnej” metody upraw (z pestycydami i innymi smakołykami) przyjmują stosunkowo niewiele trucizny. Czyli: co można kupować nieeko. Lista przyda mi się na następny BioBazar, a to dlatego, że zapłaciłam dziś 18 zł za 2 kg młodych ziemniaków…

A jeszcze wczoraj wieczorem poszłam na bazar spożywczy (Wolumen) i wzorem kontenerowców (freeganów) pozbierałam z ziemi to, czego sprzedawcy nie chcieli zabrać z powrotem:

freeganizm

Zbiory niewielkie, ale czasu było mało. Następnym razem będzie lepiej!

 

02 V2013

Kibuc Lotan: permakultura na pustyni

by joanna

English version (extended)

lotan_1

Niedawno Organiczni odwiedzili Ghanę – pozostajemy w gorącym klimacie! Tym razem zapraszam Was do… Izraela. Ten ciekawy pod wieloma względami kraj (politycznie również, ale to nie blog o polityce) słynie między innymi z kibuców – realizacji wizji małych społeczności prowadzących niemal samowystarczalne gospodarstwa. Wizja łącząca założenia syjonizmu z socjalizmem była w dużej mierze utopijna, jednak kibuce istnieją do dziś, choć niekoniecznie w takiej formie, o jakiej myślano sto lat temu.

Społeczności, w których nie ma własności prywatnej, jest w miarę sprawiedliwy podział obowiązków, a wszyscy pracują dla wspólnego dobra, są obecne w różnych postaciach, z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Choćby squaty, które z ekologią i permakulturą (zrównoważonym rozwojem, dążeniem do budowania systemów równowagi ekologicznej w otoczeniu człowieka) mają bardzo dużo wspólnego.

lotan_6

Przedstawiam Wam rozmowę z Alexem Cicelskim, założycielem kibucu Lotan – szczególnego miejsca na mapie Izraela, które w tym roku obchodzi swoje trzydziestolecie.

J.B. Alex, twoje nazwisko brzmi polsko…?

A.C.: Cicelsky pochodzi od polskiego „cieśla”. Urodziłem się w Stanach Zjednoczonych, moi dziadkowie uciekli tam przed II wojną światową.

Zanim przyjechałem do Izraela, studiowałem rolnictwo, spawanie i projektowanie. Tu [na Pustyni Arava], w wieku 22 lat, założyłem kibuc Lotan.

Kibuc powstał w 1983 roku. Jakie były jego początki?

Kiedy przybyłem do kibucu, nie było w nim dosłownie niczego: jedno drzewo, tylko skały i piasek aż po horyzont. Zasadziliśmy daktylowce, zbieraliśmy cebulę, melony, kukurydzę i pomidory; w miesiącach zimowych stosowaliśmy nawadnianie kropelkowe. Zbiory wysyłaliśmy do europejskich sklepów i zużywaliśmy na własne potrzeby. Czas mijał, społeczność rosła, pary się pobierały, rodziły się dzieci… Dziś Lotan to małe miasteczko z 200 mieszkańcami.

lotan_8

Jak opisałbyś kibuc Lotan?

Jesteśmy zorganizowaną, rosnącą społecznością o nastawieniu ekologicznym, praktykującą egalitarny judaizm postępowy. Skupiamy się na poszanowaniu i wzmacnianiu indywidualnych zdolności naszych mieszkańców. Nie jesteśmy społeczeństwem idealnym, ale staramy się żyć według pewnych ideałów – dbania o siebie nawzajem, bycia zdrowymi i aktywnymi mieszkańcami świata. Celebrujemy rytuały związane z cyklem życia w twórczy i artystyczny sposób. I spędzamy dużo czasu na dworze.

Co jest myślą przewodnią filozofii kibucu Lotan?

Moim zdaniem – takie założenie, że to my, ludzie, jesteśmy na tej planecie aktywnymi uczestnikami tworzenia. Bierzemy odpowiedzialność za to, aby gospodarnie zaspokoić nasze potrzeby. Nasze działania mają głęboki wpływ na naturę, nawet jeśli to niezamierzone, chcemy więc rozwijać się bez szkody dla środowiska. Strategią naszej społeczności jest rozwój gospodarki i społeczeństwa, w którym wszyscy ludzie mają taką samą szansę rozwinąć swoje unikalne możliwości.

lotan_9

Czy udaje się wam żyć w zgodzie z założeniami permakultury?

Niektórzy określają permakulturę jako samowystarczalność. W naszym kibucu w produkcji żywności jest ona nieosiągalna, ponieważ lato jest zbyt gorące, aby starczyło nam jedzenia, nie mamy wystarczająco dużo wody. Zrobiliśmy duże postępy w zakresie produkcji własnej energii elektrycznej za pomocą paneli słonecznych, ale ta jest obecnie ograniczona przez regulacje rządowe oraz wysokie koszty inwestycyjne. Wyzwania związane ze środowiskiem są trudne, ale nauczyliśmy się różnych rozwiązań, wcale nie tak innych od stosowanych w środowisku miejskim – zwłaszcza teraz, gdy zmiana [globalnego] klimatu sprawia, że w miastach jest gorąco zarówno w dzień, jak i w nocy.

Ironia losu, inną definicją zrównoważonego rozwoju jest to, co skłoniło nas do wyboru miejsca kibucu. Chcieliśmy zbudować Lotan na ziemi, której nie dotyczyły konflikty terytorialne między Izraelem a jej sąsiadami. Zdecydowaliśmy się na pustynię Arava, bo w zasadzie nikt nie chciał tu żyć, nie było wątpliwości, że należy ona do Izraela.

lotan_4

Uprawiacie permakulturę na pustyni. Czy to bardzo trudne?

I tak, i nie. Ideą permakultury jest moim zdaniem rozwijanie systemów, które biorą pod uwagę ludzi w określonej społeczności, w określonym miejscu, klimacie oraz dostępne zasoby. Nasza praca zaczęła się od zainicjowania zmian, które biorą to wszystko pod uwagę. Zaczęliśmy od recyklingu – mimo niezdolności władz regionalnych do zbierania odpadów. Wykorzystujemy niebiodegradowalne elementy budowlane, włókna papieru jako dodatek do tynków i odpady organiczne jako kompost. Staramy się produkować żywność bez żadnych pestycydów, herbicydów i nawozów przemysłowych. Odkryliśmy, że możemy zamienić piasek w glebę poprzez dodanie kompostu i doprowadzenie rurami wody do nawadniania.

Do naszych ogrodów zaczęły przylatywać ptaki wędrowne, więc kupiliśmy ziemię przylegającą do kibucu – gdzie znajdowała się opuszczona kopalnia piasku. Posadziliśmy tam lucernę i utworzyliśmy nieduże zbiorniki wodne – dzięki temu powstał rezerwat przyrody dla ptaków wędrownych.

lotan_5

Opowiedz nieco więcej o tym rezerwacie.

Najlepiej pójść tam bardzo wcześnie rano. Mamy swoich przewodników – znawców miejscowej flory i fauny – którzy organizują spacery po parku właśnie o świcie, kiedy ptaki, zarówno wędrowne, jak i żyjące na miejscu, są aktywne. Po oglądaniu ptaków idzie się do jednej z ostatnich wydm po izraelskiej stronie granicy (Jordania leży zaledwie kilka metrów od kibucu!). Można zobaczyć ślady najróżniejszych zwierząt, które przychodzą tam w nocy: węży, jaszczurek, chrząszczy, skorpionów, sów, myszy i myszoskoczków, lisów, wilków, a nawet hien. Pustynia czasem wydaje się pusta, ale tak naprawdę tętni życiem. To delikatny ekosystem, zależny od naszej ochrony.

lotan_2

Jak budujecie swoje domy?

Gotowe domy okazały się zupełnie nieodpowiednie do naszego klimatu. Po kilku latach wydawania zbyt wielu pieniędzy na energię elektryczną potrzebną do schładzania ich w bardzo upalne dni i noce zaczęliśmy sprawdzać rozwiązania techniczne, dzięki którym nasze domy wykonane z naturalnych materiałów są komfortowe przy użyciu niewielkich ilości energii elektrycznej. Bele słomy i kopuły geodezyjne w domach w EcoCampusie używają mniej niż połowę energii potrzebnej do schłodzenia pomieszczeń w porównaniu do standardowych domów. Zimą ogrzewanie nie jest potrzebne w ogóle – domy nagrzewają się wystarczająco dzięki światłu słonecznemu, które przechodzi przez południowe okna.

Czy uprawiacie także rolnictwo biodynamiczne?

Leah Zigmond, nasza ogrodnik, zanim przeniosła się do Lotan, była zawodowym ogrodnikiem biodynamicznym w Zachodniej Wirginii. Przez jakiś czas prowadziła u nas uprawy biodynamiczne, ale teraz po prostu koncentruje się na uprawach ekologicznych.

lotan_7

Co uprawiacie?

Różne sałaty, szpinak, bok choy, boćwinę, brokuły, kalafior, słonecznik, słodkie ziemniaki, kukurydzę, brukselkę, cebulę, kwiaty jadalne, zioła i przyprawy – w tym bazylię, miętę i anyż – rzepę, rzodkiewki, owoce kaktusa, oliwki, guawa, morwę, figi, daktyle…

lotan_3

Czym jest Centrum Ekologii Kreatywnej?

Jest to nasza placówka edukacyjna. Oferujemy warsztaty i kursy, które trwają od jednego dnia do pełnego semestru uczelni (zrównoważona inżynieria). Najbardziej popularnym kursem są sześciotygodniowe Zielone Praktyki (mieliśmy już dwóch polskich absolwentów). To zaawansowany kurs projektowania zgodnego z permakulturą, oferujący wiele godzin praktyki w ogrodnictwie ekologicznym, budownictwie naturalnym, konstruowaniu urządzeń sanitarnych bez wody, inżynierii budowlanej „zrób to sam”, gotowania słonecznego i umiejętności budowania społeczności.

Z czego jesteście najbardziej dumni?

Z naszych dzieci i studentów. Większość z naszych dzieci wybiera roczną pracę wolontariusza, zanim wstępuje do armii [służba wojskowa w Izraelu jest obowiązkowa i dotyczy wszystkich – J.B.]. Nasi studenci robią niesamowite rzeczy w Izraelu i na całym świecie. Do ich inicjatyw należą: zarządzanie ekoedukacją parków wzorowanych na Lotan w Palestynie i Jordanii, prowadzenie kursów permakultury w Palestynie, organizowanie społeczności w Chinach, budowanie centrum dziedzictwa sztuk performatywnych w Ghanie, dzięki czemu wieś dostaje zatrudnienie, budowanie domu dziecka – farmy w Namibii, nauczanie rolnictwa ekologicznego w Kamerunie, Kenii i Nigerii, prowadzenie obozów letnich dla dzieci miejskich w Aspen Colorado, nauka vermiculture (kompostowania za pomocą robaków [sic!]) w Berkeley w stanie Kalifornia, wdrażanie ogrodów w szkołach w Cambridge (MA), Idaho, Nowym Jorku, nauczanie zdrowego gotowania na „pustyni żywności” w Lynchburg (Virginia), opracowanie dźwiękowych systemów sanitarnych [sound sanitation systems] w Ekwadorze i Peru oraz tworzenie darmowej aplikacji EcoGuide na iPhone’a, a teraz również na wszystkie komputery i smartfony: www.kibbutzlotan.com/ecoguide.

W kibucu pracują różni wolontariusze. Czy każdy może do was dołączyć?

Mamy ograniczoną liczbę miejsc dla wolontariuszy. Nasi ekowolontariusze pracują w ogrodzie, przy konserwacji terenu, są też nauczycielami, więc musimy ich angażować na dłuższy czas. Wolimy wybierać wolontariuszy z tych osób, które ukończyły nasze Zielone Praktyki. Dla tych, którzy chcą przyjechać na krótko, mamy ofertę „płać na swój sposób”. Płacą za pokój i wyżywienie, a pracują w ramach naszego zespołu i uczestniczą w niektórych zajęciach prowadzonych w trakcie pobytu.

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia/pictures: Center for Creative Ecology www.kibbutzlotan.com

Informacje:

http://www.kibbutzlotan.com

www.facebook.com/lotan.ga

www.facebook.com/lotan.kibbutz

www.facebook.com/kibbutzlotan

21 III2013

Czy Śnieżka padła od zwykłego jabłka?

by joanna

kiszone_jablka_1

W produkcji sadowniczej priorytetem jest uzyskanie plonów o jak najwyższej jakości – przeczytałam na pewnej stronie internetowej na temat sadownictwa. Autorzy podkreślają, że owoce muszą dotrzeć do konsumenta piękne i soczyste. Ale jak to osiągnąć, jeśli na jabłonie i ich owoce czyhają:

  • Bawełnica korówka.
  • Kwieciak jabłkowiec.
  • Miniarki.
  • Miodówka jabłoniowa.
  • Mszyca jabłoniowa.
  • Mszyca jabłoniowo-babkowa.
  • Mszyca jabłoniowo-zbożowa.
  • Namiotnica gruszowa.
  • Namiotnik jabłoniowy.
  • Owocnica jabłkowa.
  • Owocówka jabłkóweczka.
  • Pasynek jabłonik.
  • Pędraki, drutowce, opuchlaki.
  • Piędzik przedzimek.
  • Piętnówki.
  • Podskórnik jabłoniowy.
  • Pordzewiacz jabłoniowy.
  • Pryszczarek jabłoniak.
  • Przędziorki.
  • Skorupik jabłoniowy.
  • Szrotówek białaczek.
  • Toczyk gruszowiaczek.
  • Wznosik doparek.
  • Znamionówka tarniówka w jabłoni.

A do tego oprócz szkodników drzewa są narażone na choroby:

  • Brunatna zgnilizna drzew ziarnkowych.
  • Drobna plamistość liści jabłoni.
  • Gorzka zgnilizna jabłek.
  • Mączniak jabłoni.
  • Parch jabłoni.
  • Parch przechowalniczy jabłek.
  • Sina pleśń.
  • Szara pleśń.
  • Zaraza ogniowa jabłoni.
  • Zgnilizna owoców, choroby kory i drewna jabłoni.
  • Zgnilizna pierścieniowa podstawy pnia jabłoni.
  • Zgorzel kory i rak kory drzew jabłoni.

Aż strach! Na szczęście zwykły sadownik ma do wyboru kilkadziesiąt najróżniejszych środków ochrony roślin, różnych fungicytów, pestycydów, zoocydów – ale każdy środek działa na 2-3 zagrożenia naraz. Poczytałam ulotki tych środków, niektóre muszą być stosowane na zmianę z innymi, bo same nie są wystarczająco zabójcze, niektóre zabijają pszczoły (i ludzi pewnie też, gdyby nie stosowali specjalnych ubrań). Dzięki nim możemy jednak kupić piękne, czerwone, okrągłe jabłka, które cieszą nasze oko i podniebienie… A cena jest tak miła dla kieszeni! Przy wszystkich wydatkach na opryski ilość uzyskanych owoców jest wystarczająca, żeby wyjść na swoje.

Niestety, jabłka według amerykańskich badań (http://www.ewg.org/foodnews/summary/) są na szczycie listy najbardziej zanieczyszczonych owoców i warzyw uprawianych nieekologicznie. Zanieczyszczenia środkami, które mogą być groźne dla ludzi, znaleziono w 98% badanych jabłek.

Jeśli zastanawiacie się, jakim cudem można wyhodować jabłka bez cudów firmy Bayer czy BASF, mogę Wam tylko powiedzieć, że takie owoce istnieją i są bardzo smaczne. Niekoniecznie droższe, jeśli kupujemy w odpowiednim miejscu – zapraszam Was po tanie smaczne i niepryskane truciznami jabłka do sklepu Kooperatywy Dobrze w Warszawie przy ul. wilczej 29a.

A jak sobie radzą sadownicy ekologiczni z zarazą i szkodnikami? Są sposoby, w tym środki ochrony roślin (wykaz), które mogą zawierać wyłącznie substancje biologicznie czynne, mikroorganizmy oraz organizmy żywe. Nie ma obaw, że zamordują pszczoły, zatrują inne zwierzęta czy zaszkodzą ludziom.

kiszone_jablka_2

Na zdjęciach widzicie kiszone jabłka, ekologiczne oczywiście, sprzedawane na jeszcze bezimiennym stoisku na warszawskim BioBazarze. Joanka i Maciej sprzedają tam jabłka z Ziemięcina, w najróżniejszej postaci – świeżych i przetworzonych. Te same jabłka (świeże) kupicie także w Kooperatywie Dobrze.

04 III2013

Przez popcorn do morderczej zarazy

by tadeusz

Ach, ten paskudny popcorn! Śmierdzi, włazi w zęby i jest… smaczny. Może to nie jest szczególnie wyszukane jadło, ale przyjemnie się go chrupie (w domu, nie w kinie), pasuje do piwa, więc na luźne domówki jak znalazł. Wielu ludzi nie lubi popcornu, bo trauma z seansów kinowych z pechowym sąsiedztwem jest zbyt mocna. A ja lubię! A ja się nie wstydzę! Lubię niewyszukane, plebejskie chrupanie smacznej prażonej kukurydzy. To tyle może o sobie… Czy są jakieś pytania?

Ważne pytanie – skąd na takim ekoblogu tekst o takim syfie, jak popcorn? Otóż stąd, że istnieje popcorn ekologiczny, który wcale nie jest takim syfem. Wierzcie mi albo nie wierzcie, róbcie sobie, jak tam chcecie, ale ja Wam mówię przecie – taki popcorn smakuje lepiej niż ten z supermarketu. Wygląda tak samo…

organiczni4

…a smakuje inaczej. Tajemnica tkwi oczywiście w tym, z czego się go robi. Podobnie, jak w przypadku nieekologicznego odpowiednika, popcorn robi się z ziarna. Tylko to ziarno powstaje w trochę innych warunkach.

organiczni3

Chrupiąc popcorn, który zrobiłem na użytek sesji zdjęciowej, wlazłem na portal dla rolników i przeczytałem sobie ciekawy i pełen entuzjazmu tekst na temat nieekologicznych sposobów ochrony upraw kukurydzy przed chwastami. Chrupałem, chrupałem i było mi bardzo miło, że nie zajadam się tymi wszystkimi cudami, których nazwy padły w tamtym tekście. A teraz uwaga, bo padną brzydkie słowa!

Kukurydzę w rolnictwie nieekologicznym przed zachwaszczeniem chronią herbicydy. Wprawdzie nazywają się zupełnie inaczej, jednak już Wikipedia nie pozostawia złudzeń – herbicydy to pestycydy. Różnica w nazwie bierze się stąd, że pestycydy to mordercza zaraza (nazwa pochodzi od łacińskich słów pestis i caedere, czyli zaraza i zabijać), a herbicydy to tylko mordercy trawy (herba – trawa). No dobra, więc z nieekologiczną kukurydzą (nie tylko w formie popcornu) spożywamy pestycydy. Pozwólmy im więc przedstawić się z imienia i nazwiska!

Przez dziesiątki lat na plantacjach kukurydzy stosowano herbicydy, których substancją aktywną była atrazyna. Atrazyna działała świetnie, tępiła wszystko, co miała tępić, niestety okazało się, że nie poprzestawała na chwastach. Kilkanaście lat temu uczeni odkryli, że atrazyna upośledza zdolności rozrodcze płazów. W dodatku okazało się, że raz użyta atrazyna nie ulatnia się, tylko zostaje na długo w wodach gruntowych. Od 2005 roku stosowanie tej trutki jest na terenie Unii Europejskiej nielegalne.

Współcześnie stosuje się więc inne środki, na razie legalne. Należą do nich herbicydy na bazie terbutyloazyny (brzmi smakowicie!) i acetochloru (zawsze chciałem jeść takie coś!). Genetycznie modyfikowaną kukurydzę (normalna tego nie przeżyje) można też chronić środkami, w których substancją aktywną jest glifosat. Ten ostatni to bardzo ciekawy środek. Jest legalny, ale też bardzo niebezpieczny. Zgodnie z Rozporządzeniem CLP środki zawierające glifosat na terenie UE muszą być oznaczone jako żrące i niebezpieczne dla środowiska. Jako szczegółowe zagrożenia producent musi na opakowaniu wymienić oślepienie (oj tam, oj tam, to tylko jeden ze zmysłów) i toksyczne działanie na organizmy wodne (a kogo one obchodzą?). Co ciekawe, glifosatu nie wolno uwalniać do środowiska. Zatem pewnie uprawy chronione tą trucizną znajdują się poza środowiskiem… Ale zaraz, gdzie to jest? Dawka śmiertelna tego smakołyku to ok. 10 gramów dla dorosłego mężczyzny i jeden gram dla małego dziecka.

Do ochrony kukurydzy stosuje się także S-metolachlor, mezotrion, flutenacet, izoksaftutol, propizochlor i petoksamid. W dodatku czasem równocześnie, w takich trujących koktajlach o pięknych nazwach handlowych. Ponieważ mam już dość tego tematu, wrócę do resztki mojej prażonej kukurydzy, która na szczęście nie miała styczności z tymi wszystkimi wynalazkami i wciąż jest kukurydzą.