03 I2016

Wapń, witamina D3 i K2-MK7 – rozmowy z dietetykiem

by joanna

Nowy rok i u Organicznych nowy cykl rozmów – z dietetyczką Moniką Zielińską będę poruszała tematy ważne dla mnie i dla naszych czytelników.

Zapraszam Was serdecznie na pierwszą część naszej rozmowy poświęconą wapniowi i witaminom, które wspomagają jego wchłanianie.

Magister inżynier Monika Zielińska

monika_ZielinskaAbsolwentka żywienia człowieka i oceny żywności oraz dietetyki na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, a obecnie doktorantka w tamtejszej Katedrze Żywienia Człowieka. Absolwentka kursu Promotor Karmienia Piersią organizowanego przez Centrum Nauki o Laktacji. Swoje zainteresowania koncentruje wokół żywienia w ciąży, laktacji oraz w dzieciństwie, a zwłaszcza jego wpływu na rozwój poznawczy dziecka. Zajmuje się również edukacją żywieniową dzieci, młodzieży i ich rodziców oraz wolontariatem w Fundacji Bank Mleka KobiecegoFundacji Promocji Karmienia Piersią. Prywatnie miłośniczka polskiego teatru.

Kiedy po raz pierwszy rozmawiałam z panią Moniką na temat żywienia, mój starszy syn jeszcze nie miał nogi w gipsie, a młodszy był wciąż karmiony piersią. Tydzień po 3. urodzinach S. pożegnaliśmy się z karmieniem. To była moja decyzja, na szczęście została przyjęta przez synka ze zrozumieniem i obyło się bez silniejszych emocji – może dzięki temu, że starałam się wynagrodzić synkowi brak piersi poświęcaniem mu uwagi w inny sposób. (więcej…)

11 XI2014

Dieta matki karmiącej a alergie: przegląd literatury

by joanna

Pisałam już o tym, czy w świetle dzisiejszych badań kobieta ciężarna może w jakiś sposób wpłynąć na alergie u swojego dziecka (przeczytaj). Tym razem postanowiłam przejrzeć zalecenia lekarzy i innych specjalistów na temat diety matki, która karmi piersią, szczególnie gdy wiadomo o obciążeniu rodzinnym dziecka pod kątem alergii.

Przeczytaj: Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową?

W tym tekście znajdziecie informacje z literatury i badań naukowych na temat powiązania diety matki karmiącej i alergii, AZS, nietolerancji u jej dziecka. Wkrótce zajmę się tematem rozszerzania diety małego dziecka, u którego występuje alergia pokarmowa.

dieta_kp_alergia

Obowiązujące zalecenia: dzieci zdrowe i alergiczne

Posłużę się informacjami z Centrum Nauki o Laktacji (CNoL):

Uwaga! Nie zaleca się diety eliminacyjnej w celu zapobiegania wystąpieniu alergii u dziecka ani kobietom ciężarnym, ani karmiącym piersią (ESPACI, ESPGHAN 2009, Prescott 2005, Halken 2004, Szajewska 2006, Geer 2008).

Jeśli matka i dziecko są zdrowe, nie ma wskazań do diety eliminacyjnej na wszelki wypadek. Są jednak wypadki, gdy pewne pokarmy spożywane przez mamę karmiącą wywołują u dziecka różne problemy. CNoL wymienia, że najczęściej do tych kłopotliwych pokarmów zalicza się:

  • potrawy ciężkostrawne (np. tłuste wędliny, mięsa, sery żółte i dojrzewające, potrawy smażone),
  • produkty wzdymające w dużych ilościach (groch, fasola, kapusta, cebula, rzodkiewka, drożdże),
  • produkty o zdecydowanym zapachu i smaku (czosnek, kalafior, ostre przyprawy),
  • silne alergeny (mleko i jego przetwory, jaja, owoce cytrusowe, truskawki, kakao, czekolada, orzechy – głównie ziemne, ryby).

A mimo to:

Wyłączenie z jadłospisu mleka i jego przetworów „na wszelki wypadek” w świetle obecnych doniesień naukowych nie znajduje uzasadnienia.

Na stronie CNoL-u przeczytamy, że najczęściej uczulają przetwory mleka krowiego oraz soja. Mówi się, że na alergię pokarmową cierpi nawet 6% dzieci do 2. roku życia.

Kiedy u dziecka zostanie potwierdzona alergia, w żadnym razie nie należy odstawiać go od piersi (choć niestety lekarze często każą przejść na mieszankę mleczną). Tylko pokarm kobiecy zawiera przeciwciała IgA (o tym czytaj niżej), który chroni przewód pokarmowy dziecka przed wnikaniem nadmiaru alergenów do krwiobiegu. Pamiętajmy, że mieszanki mleczne są produkowane z mleka krowiego i soi – najbardziej alergogennych pokarmów. Matka karmiąca powinna przejść na dietę eliminacyjną, zaczynając od wyłączenia pokarmów zawierających białka krowie i sojowe. Odpowiednia dieta dostarczy jej wystarczającą ilość wapnia nawet bez produktów mlecznych (wiem, bo sama jestem od dwóch lat na takiej diecie – przeczytaj „Wapń jest wszędzie”).

Objawy alergii u noworodków i niemowląt

Najczęściej spotykanymi objawami alergii są manifestacje ze strony:

  • układu pokarmowego (kolka, wymioty, biegunki, ulewania, brak łaknienia, nieprzybieranie na wadze),
  • układu oddechowego (katar, obturacja oskrzeli, sapka, suchy kaszel),
  • skóry (wypryski, AZS, pokrzywka – na policzkach, płatkach uszu, zgięcia łokci i kolan).

(Źródło: M. Kaczmarski, E. Korotkiewicz-Kaczmarska, „Alergia i nietolerancja pokarmowa. Mleko i inne pokarmy”, s. 70).

Zgięcie kolana - widoczne w miarę łagodne zmiany atopowe.

Zgięcie kolana – widoczne w miarę łagodne zmiany atopowe.

Tu należy dodać, że kolka jest zjawiskiem złożonym. Według pewnych badań (przeczytaj) alergia może być jednym z czynników ją wywołujących nawet u 70% dzieci cierpiących na kolkę:

U niemowląt z objawami kolki, karmionych piersią należy w pierwszej kolejności przeanalizować dietę matki i wyeliminować z niej pokarmy o właściwościach alergizujących.

Lekarze przypominają, że prewencyjna dieta antyalergiczna u matki karmiącej może powodować niedożywienie zarówno kobiety, jak i jej dziecka (tu przeczytasz o takim przypadku).

Mleko matki: eliksir antyalergiczny czy czynnik alergizujący?

W podsumowaniu naukowców z Grecji (2011 r.) przeczytamy więcej na temat niezwykłej roli kobiecego mleka w zapobieganiu lub łagodzeniu objawów alergii u dzieci, aczkolwiek autorzy artykułu podkreślają, że wnioski są wciąż niejednoznaczne.

Badano m.in. wpływ wykluczenia alergenów z diety matki w ciąży i po porodzie (gdy karmi piersią) oraz zastępowanie naturalnego pokarmu hydrolizatami – wynik były tak nieoczywiste, że wciąż nie osiągnięto zgody co do sensowności stosowania diety antyalergicznej przez matkę.

Naukowcy zebrali wszystkie czynniki związane z karmieniem piersią i alergiami i podzielili je na te, które mogą chronić dziecko przed alergią oraz te, które do alergii mogą się przyczyniać. Czynniki, które sprzyjają rozwojowi alergii, to m.in. obecność cytokin IL-4, IL-5, IL-13 (występujących w większym stężeniu w mleku matek, które same cierpią na atopię), wpływających m.in. na produkcję przeciwciał IgE. Z kolei obecność cytokin TGF-β stymuluje układ odpornościowy niemowlęcia do produkcji przeciwciał IgA, skierowanych do opanowania najagresywniejszych alergenów: β-laktoglobuliny, kazeiny, albuminy jaja kurzego i gliadyny. Kwas arachidonowy, znajdujący się w mleku kobiecym, może zwiększać ryzyko alergii u dziecka. Z kolei poliaminy (spermina i spermidyna) działają osłaniająco na jelita i chronią przewód pokarmowy przed wnikaniem alergenów do krwiobiegu.

karmienie_dwucycowe

Dzisiejsze światowe zalecenia (co również zawarto w tym artykule) mówią wyraźnie o przewadze naturalnego pokarmu nad karmieniem sztucznym i nie polecają prewencyjnej diety matki w ciąży i podczas karmienia piersią. Nie jest wykluczone, że mleko kobiet obciążonych chorobą alergiczną ma nieco inny skład, wpływający na układ odpornościowy niemowlęcia, wiadomo jednak, że zawiera czynniki chroniące dziecko przed rozwojem alergii lub zmniejszające jej objawy.

Co mówią polscy naukowcy

Profesor Maciej Kaczmarski (więcej o nim tu) w swojej książce „Alergia i nietolerancja pokarmowa” pisze o trzech czynnikach wpływających na rozwój nadwrażliwości pokarmowej u dziecka:

  1. Niedojrzałość śluzówki jelita i lokalnych mechanizmów obronnych.
  2. Nadmierne obciążenie antygenami pokarmowymi pochodzącymi z białek zwierzęcych i roślinnych (mleko krowie, soja itp.).
  3. Uwarunkowania typu: wcześniactwo, infekcje przewodu pokarmowego, które wpływają na zwiększoną przepuszczalność natywnych makrodrobin białkowych.

Karmienie naturalne jest czynnikiem obniżającym ryzyko wystąpienia tych czynników, jednak im nie zapobiega. Przez mleko matki mogą docierać do przewodu pokarmowego dziecka alergeny właśnie w postaci makrodrobin – wówczas np. nadmierna ekspozycja na dany alergen może wywołać uczulenie, a następnie alergię u niemowlęcia.

wymiona

Skupiając się na białku mleka krowiego, prof. Kaczmarski pisze:

Im później ustrój dziecka zetknie się z obcym białkiem, tym łagodniejsze mogą okazać się skutki kliniczne uczulenia pokarmowego. (s. 68)

Autor potwierdza wspomniane już zalety kobiecego pokarmu, podkreśla rolę IgA i innych składników mleka i przywołuje badania, wskazujące na rolę karmienia naturalnego przez pierwsze 4–6 miesięcy w łagodzeniu objawów alergii oraz rzadszego występowania alergii u niemowląt tak żywionych. Wiadomo jednak, że karmienie piersią nie zapewnia pełnej ochrony przed wystąpieniem alergii. Już w latach 80. ubiegłego wieku wysnuto hipotezę o nieświadomym uczulaniu niemowląt przez matki, które spożywają produkty alergizujące i przekazują alergeny w czasie ciąży i karmienia piersią.

Alergeny pochodzące z tych pokarmów mogą uczulić dziecko w okresie życia płodowego (wewnątrzmacicznie), a niemowlę podczas karmienia piersią, chociaż mechanizm tego uczulenia jest niejasny (droga humoralna?, droga komórkowa?). (s. 69, pogrubienie MK)

Mimo to obecne zalecenia specjalistów, które przywołuje Kaczmarski, to niewykluczanie żadnych produktów z diety ciężarnej i matki karmiącej, nawet gdy obciążenie alergiczne dziecka jest wysoko prawdopodobne. Dopiero gdy dziecko karmione piersią ma objawy alergii, wówczas należy wprowadzić u matki dietę eliminacyjną.

Co mówią polscy alergolodzy

Dr Danuta Myłek, autorka książki „Alergie”, pisze wyraźnie o dwóch istotnych czynnikach wpływających na występowanie u dzieci karmionych piersią objawów alergii i nietolerancji pokarmowej:

  1. Brak wystarczającej ilości przeciwciał IgA produkowanych przez gruczoły piersiowe, które razem z komórkami systemu immunologicznego (znajdującymi się w mleku matki oraz jej gruczołach piersiowych) neutralizują alergeny, które znalazły się w krwi matki i stamtąd przedostają się do mleka.
  2. Nieprawidłowe funkcjonowanie śluzówki przewodu pokarmowego matki, przez co do krwi dostają się makrodrobiny pożywienia.

Oba warunki dotyczą sytuacji, gdy to matka, a nie dziecko, ma problem polegający na zaburzeniu funkcjonowania jej organizmu. Stąd zalecenie, aby jeszcze przed ciążą kobiety sprawdzały, czy przypadkiem nie są na coś uczulone i czy ich dieta rzeczywiście im służy.

Nigdy za mało przypominania, że nawet przy największych problemach alergicznych mleko mamy jest zawsze lepsze od sztucznych mieszanek! Np. siara – pierwszy pokarm – to nieocenione źródło przeciwciał IgA, którego nie ma w żadnym innym pokarmie (dziecko zaczyna samo wytwarzać przeciwciała w trzecim miesiącu życia).

Według Danuty Myłek najważniejszą metodą postępowania w wypadku objawów alergicznych u dziecka jest dieta eliminacyjna matki. Obserwacje reakcji dziecka na wprowadzanie kolejnych produktów do menu mamy jest czasochłonne, często frustrujące (zaczyna się od kilku produktów i spożywa tylko je do momentu widocznej poprawy u dziecka), ale skuteczne. Myłek podkreśla jednak, że ma to znaczenie w wypadku alergenów, które wywołują dość szybką reakcję.

dieta_eliminacyjna

Co mówią polscy dietetycy

Bożena Kropka, autorka książki „Pokonaj alergię”, na podstawie zaleceń WHO z 2000 roku w ramach profilaktyki przeciwalergicznej zaleca długie karmienie wyłącznie piersią – przynajmniej do 9. miesiąca życia (a na pewno do 6. miesiąca). (Notabene tuż obok tej informacji autorka zaleca, aby nocne karmienia w 4. miesiącu zastąpić dopajaniem wodą – moim zdaniem to kompletne nieporozumienie!).

Mleko matki jest najlepszym pokarmem dla małego alergika i dziecka obciążonego wywiadem alergicznym. Profilaktyka polega więc na wyłącznym karmieniu naturalnym przez pierwsze miesiące, a w zależności od zdrowia matki (i jej ewentualnych alergii) – ścisła lub mniej ścisła dieta mamy.

Kropka podkreśla istotę diety matki, która powinna uwzględniać jej alergie (stany zapalne w organizmie kobiety karmiącej będą miały odzwierciedlenie w reakcjach organizmu jej dziecka).

W zależności od przyczyn i objawów alergii (sapka, ulewanie, zaparcia/biegunka, ciemieniucha) u dziecka karmionego piersią postępowanie przeciwalergiczne ma różne poziomy zaawansowania. Bożena Kropka zaleca najpierw odstawienie przez matkę mleka krowiego, a gdy to nie pomoże – pokarmów zawierających histaminę (np. glutaminian sodu, ryby, bakłażan) oraz kawy i czarnej herbaty. Inne produkty alergizujące to dobrze nam znana lista produktów: ryby, soja, pszenica, orzeszki ziemne (zabrakło jednak wołowiny, cielęciny, jaj i cytrusów!).

Wnioski

Przeprowadzone dotychczas badania nie dają jednej odpowiedzi na pytanie, czy prewencyjna dieta eliminacyjna kobiety ciężarnej i karmiącej ma znaczenie w uniknięciu uczulenia u dziecka (Kaczmarski pisze o odsunięciu uczulenia w czasie). Ścisłe środowisko naukowe nie uznaje hipotez o przedostawaniu się alergenów z przewodu pokarmowego do krwi (a następnie do mleka) przez nieszczelne jelita matki (ale wiadomo, że alergeny te znajdują się w mleku). Dietetycy i niektórzy alergolodzy widzą w tym jednak główny czynnik powstawania alergii u niemowląt karmionych piersią. Mniej IgA w mleku matki obciążonej alergią i alergeny, które przedostały się do pokarmu, a nie powinny (a przynajmniej nie w takiej ilości), wpływają na uczulenie dziecka.

Ta hipoteza zakłada, że cały mechanizm powstawania alergii u dziecka może być zależny od matki, której pokarm zawiera za duże ilości alergenów, na które organizm dziecka reaguje obronnie.

W wypadku mieszanek mlecznych tych alergenów jest jeszcze więcej, przez co mechanizm alergiczny jest inny, nie IgE-zależny, jak u niemowląt karmionych piersią, a IgG- i IgA-zależny (Kaczmarski, s. 71).

Do najważniejszych obowiązujących zaleceń dotyczących dzieci obciążonych ryzykiem alergii należą:

  • (przygotowanie się do ciąży przez przyszłą matkę: ustalenie ew. alergii, wyleczenie stanów zapalnych, przestrzeganie zdrowej diety, wyeliminowanie produktów uczulających przyszłą matkę),
  • (prawidłowe odżywianie się w ciąży, przyjmowanie probiotyków przez ostatnie 3 miesiące ciąży),
  • zbadanie krwi pępowinowej noworodka pod kątem przeciwciał IgE na najważniejsze alergeny,
  • karmienie wyłącznie piersią 4, 6, a nawet 9 miesięcy,
  • nieunikanie przez matkę pokarmów uznawanych za alergizujące, chyba że sama jest na coś uczulona,
  • przy pierwszych objawach alergicznych u dziecka po konsultacji z lekarzem zastosowanie diety eliminacyjnej (po pierwsze wyłączenie z menu nabiału krowiego, soi i wszystkich produktów zawierających te alergeny) oraz zadbanie o zdrowie matki – terapia probiotykiem, zdrowa dieta przywracająca prawidłową florę bakteryjną jelit, w tym sprawdzenie obecności pasożytów itp.
  • jeśli objawy nie mijają, należy wyłączyć z diety kolejne produkty z listy najczęściej uczulających lub pod okiem lekarza/dietetyka wprowadzić dietę polegającą na stopniowym rozszerzaniu menu matki – od początkowych 5 produktów; (jeśli dieta nic nie daje, należy wówczas przyjąć, że alergia może mieć podłoże kontaktowe lub wziewne); można również spróbować wykonać testy alergiczne, choć ich wiarygodność u tak małych dzieci jest niewielka,
  • pielęgnacja dziecka z objawami alergii – należy zadbać o komfort psychiczny i fizyczny niemowlęcia, odpowiednio pielęgnować jego skórę, w razie potrzeby podawać odpowiednie leki,
  • rozszerzanie diety niemowlęcia ze stwierdzoną alergią i/lub nietolerancją pokarmową odbywa się według nieco innego schematu, przeczytaj: Rozszerzanie małego diety alergika
27 V2014

Miejsce mleka mamy po 6. miesiącu życia dziecka (również alergika)

by joanna

Trwa Tydzień Promocji Karmienia Piersią i z tej okazji w całej Polsce odbywają się spotkania tematyczne w ramach Mlekoteki. Sama biorę udział w spotkaniu poświęconym roli mleka mamy w diecie dziecka, które skończyło 6 miesięcy – moją rolą będzie powiedzenie kilku słów na temat żywienia małego alergika.

Bardzo serdecznie Was zapraszam na spotkanie (i oczywiście wszystkie inne wydarzenia w ramach Tygodnia Promocji Karmienia Piersią).

Info: https://www.facebook.com/events/232637256925645/

30 maja 2014 r. Klub Mam na Ursynowie, ul. Lasek Brzozowy 2, Warszawa Ursynów, godzina 13:00.

Razem z Agatą Aleksandowicz (Hafija.pl) porozmawiamy m.in o rozszerzaniu diety. Opowiem trochę, co zrobić, gdy nasze dziecko jest alergikiem i na różne potrawy reaguje np. wysypką – jak zadbać o zbilansowaną dietę, gdy z menu musimy wykreślić nabiał, niektóre warzywa, owoce czy ryby.

A to cały piątkowy plan spotkań:

10:00-10:40 – Mleczne wsparcie – pogadanka o piersiach mamy: bliskość, emocje, mity laktacyjne: Justyna Antonik i Małgorzata Darmas.
10:40-11:20 – Brafitting – sztuka doboru biustonosza oraz karmić wygodnie i praktycznie – Magdalena Rąbel i Elżbieta Śliwa oraz Natalia Orłow-Ostrowska.
11:20-12:00 – Ciało mamy i dziecka po porodzie – Monika Krawczyk i Agnieszka Słoniowska.
12:00-13:00 – Co współczesna kobieta wiedzieć powinna – profilaktyka pierwotna nowotworów – Dorota Ołowska i Małgorzata Rejent.
13:00-13:40 – Miejsce mleka mamy po 6. miesiącu życia dziecka (również alergika) – Agata Aleksandrowicz i Joanna Baranowska.
13:40-14:20 – Ortodoncja jako połączenie zgryzu i postawy ciała (spojrzenie holistyczne na człowieka) – dr Aleksandra Gabren-Syller.
14:20-15:00 – Trudne karmienia początki – mleczny dialog – Magdalena Dulęba-Basior i Kinga Stokowska.
Zapisy/ pytania/ kontakt: tel. 601 343 699, e-mail: jadoula@chustobaby.pl
Zapraszamy serdecznie!!! Wstęp bezpłatny! Dzieci mile widziane.

Sama wybieram się na spotkanie z fizjoterapeutką.

mlekoteka_plakat
Przypominam też, że 1 czerwca karmiące cyce wychodzą na ulice!

25 V2014

Rozmowy o żywieniu – dzieci karmione piersią w 2. i 3. r. ż.

by joanna

Przeszukałam internet tu i tam w poszukiwaniu informacji na temat żywienia dziecka po 12. roku miesiącu życia – dziecka karmionego piersią.  (O tym, co znalazłam: 7 moich karygodnych błędów żywieniowych). Mam wrażenie, że dla wszystkich autorytetów z poważnych instytucji karmienie piersią kończy się w 12. miesiącu życia dziecka, a potem idzie w ruch butelka z mieszanką albo – o zgrozo – mlekiem krowim.

Rozumiem, że kobiet karmiących powyżej roku jest kilka procent i bardziej opłaca się robić badania, analizy i poradniki dla tych, które rezygnują z podawana mleka naturalnego, lubią gotowe dania w słoiczkach i w ogóle gotowe rozwiązania.

Pomyślałam sobie jednak, że dla tych kilku procent zrobię coś dobrego i poprosiłam o pomoc Małgorzatę Jackowską, doulę, promotorkę karmienia piersią i żywieniowca. Dzięki zaangażowaniu Gosi (za co bardzo jej dziękuję) powstał poniższy tekst, który być może rozwieje kilka wątpliwości mam karmiących piersią „długo”, „bardzo długo” i „nie wiem jak bardzo to długo”.

GosiaJackowska

(więcej…)

18 V2014

7 moich karygodnych błędów żywieniowych

by joanna

7 moich karygodnych błędów żywieniowych w karmieniu 18-miesięcznego dziecka

Przeczytaj: Rozmowy o żywieniu – dzieci karmione piersią w 2. i 3. roku życia

Przygotowuję się powoli do udziału w panelu dyskusyjnym podczas spotkania Mlekoteki w warszawskim Klubie Mam na Ursynowie 30 maja (więcej informacji tu). Będę mówić o tym, jak praktycznie wygląda karmienie dziecka z alergiami i nietolerancją pokarmową po 6. miesiącu życia (moją rozmówczynią  będzie Agata Aleksandrowicz – Hafija, a rozmowę będzie moderowała Justyna Antonik). Nie jestem dietetykiem, ale z powodu naszych problemów z alergiami śledzę z uwagą różne pomysły na diety i sposoby odżywiania małych oraz dużych ludzi.

Chciałam sprawdzić, jakie są najnowsze polskie zalecenia dotyczące karmienia dzieci w wieku 1–3, ponieważ moje dzieci jedzą tak, jak mogą. Czysta ciekawość skłoniła mnie do porównania wskazówek Instytutu Matki i Dziecka z moją wiedzą i doświadczeniem – matki i żony alergików. (Ten wpis dedykuję Mamie Alergika, której wiedza i doświadczenie przewyższają moje o 1000%).

poradnik_0

Kiedy zajrzałam do poradnika wydanego przez IMiD, mój mąż nie mógł się nadziwić, dlaczego tak głośno i często przeklinam? A ja na własne oczy przekonałam się, że ta instytucja, którą bardzo cenię za to, że ratuje dzieciom życie, w swoim wydawnictwie tak bezczelnie zaleca np. podawanie mleka modyfikowanego. Nie mówiąc już o wciskaniu kitu na temat mleka krowiego (już 20 lat temu było wiadomo, że mleko krowie szkodzi ludziom, a 2/3 populacji ludzkiej nie trawi laktozy; dziś można przywołać choćby badania T. Campbella).

Przejrzałam polską sieć i ze smutkiem odkryłam, że nie ma wiarygodnie przygotowanej informacji na temat diety dziecka karmionego piersią w drugim i trzecim roku życia. Nie mówiąc o tym, że nie ma nigdzie informacji, jak komponować posiłki dla malutkiego alergika. Pierwszą jaskółką – jednakże daleką od ideału – jest książka „Zdrowy maluch” M. Sikoń i M. Skowron, przedstawiający dietę wegetariańską dla najmłodszych. Wiem, że Mama Alergika przygotowuje swoją książkę kucharską i czekam na nią z niecierpliwością!

Po przeczytaniu poradnika wydanego przez IMiD postanowiłam, że przyznam się do moich największych błędów żywieniowych, mimo których moje dzieci rosną piękne, silne i mądre.

1. Nie karmię dziecka mlekiem modyfikowanym ani nabiałem mlecznym*. Karmię piersią dziecko, które chodzi i zaraz zacznie mówić.

poradnik1

Ja, mój mąż i starszy syn mamy udokumentowaną nietolerancję białka krowiego i koziego, w każdej postaci. Jakie są szanse, że czwarte z nas ma inne uwarunkowania?

Wszelkie sugestie, żeby odstawić młodego od piersi, odpieram argumentem, że nie mam mu co dać w zamian (tzn. mogłabym podawać mu mleko kobyle lub wielbłądzie, ale proszę mi powiedzieć, po co???).

* Na samym dole tekstu znajduje się lista przykładowych produktów z podaną zawartością wapnia w 100 g.

2. Karmię dziecko w nocy, ponieważ je kocham i wiem, że tego potrzebuje.

poradnik6

Nocą moje mleko ma inny skład, bardzo ważny pod względem składników wpływających na rozwój mózgu (jest tłustsze). Według ekspertów utrwalam złe nawyki żywieniowe (chyba że chodziło tylko o mieszankę mleczną? Nie wiadomo).

3. Nie daję dziecku jajek (pół żółtka wtedy, całe żółtko kiedy indziej itp.). Nie liczę kalorii, nie sprawdzam, ile zjadło, nie mierzę wartości poszczególnych składników. Jestem za BLW.

poradnik3

Moje dzieci dostają czerwonych plam na twarzy od kontaktu z jajkiem, niemal natychmiast po zjedzeniu kawałka. Mam w nosie wszystkie tabele i zalecenia typu „tyle a tyle miligramów wapnia dziennie”.

90 lat temu za pomocą (dość nieetycznego) eksperymentu udowodniono, że jeśli dziecku pozwolimy jeść to, co chce (pod warunkiem podsuwania mu nieprzetworzonej żywności), to ono z głodu nie zginie (patrz link). Udowodniono, że każde dziecko dobiera sobie menu indywidualnie, zgodnie ze swoim upodobaniem, ale i potrzebą oraz uwarunkowaniami np. alergicznymi. Dzieci są mądrzejsze, niż chcielibyśmy w to wierzyć.

Wszystkie wskazówki typu „dwie szklanki mleka dziennie” uważam za chybione i szkodliwe. Nie każde dziecko pije mleko, nie każde musi pić mleko, a jeśli jest karmione piersią, to mierzenie ilości spożytego pokarmu byłoby jakimś kuriozum.

4. Nie uważam, żeby produkty zbożowe były najważniejsze w diecie. Najważniejsze są warzywa.

poradnik2

Węglowodany są bardzo ważne i muszą być wysokiej jakości, dlatego sama piekę chleb, tylko na zakwasie, a jeśli kupuję, to sprawdzony, bez dodatków, na zakwasie. Oprócz tego, że nasza rodzina jest uczulona na drożdże, to dzięki zakwasowi rozkładane są szkodliwe kwasy fitynowe (zawarte w ziarnach zbóż),  prawdopodobna przyczyna złego wchłaniania m.in. wapnia z pożywienia. Są pewne przesłanki mówiące o tym, że to drożdże w chlebie, a nie brak witaminy D3 w pożywieniu spowodowały epidemię krzywicy w XIX wieku (źródło, M. Konarzewski, „Na początku był głód”, s. 78-79, Warszawa: PIW, 2005).

5. Nie podaję produktów gotowych, ze słoiczka.

poradnik4

Uważam, że jest to nabijanie rodziców w… słoiczek. Żaden gotowy posiłek, choćby ugotowany z najczystszych warzyw, owoców i zbóż, nie dorówna domowemu, przygotowanemu ze świeżych produktów.

Moje dzieci zresztą nie lubiły słoiczków. Starszemu podawałam, młodszy dostał raz i od razu pokazał, co o tym myśli.

Ciekawa rozmowa na temat wartości dań w słoiczkach: http://dziecisawazne.pl/odwiedzamy-fabryke-gerbera/

6. Nie suplementuję witaminy D.

poradnik5

Jeśli trzeba, podaję starszakowi tran na odporność. Młodszy dostaje witaminę D w naturalnej postaci dzięki mojemu mleku i swojej diecie.

Zobacz: Witamina D – wielki kit?

7. Nie wierzę, że jakiekolwiek standardy są dobre dla wszystkich.

Nie wierzę w odgórne normy, tabelki, przedziały liczbowe. To wszystko jest zrobione dla ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia, że fast food szkodzi, a cukier tuczy. Staram się jednak sięgać wzrokiem trochę dalej.

Patrzę na moje dzieci i widzę, co im służy, a co nie. Nie daję pochopnie suplementów diety, nie ufam lekarzom, którzy lubią eksperymentować na dzieciach („Proszę sprawdzić, może mu już ta alergia minęła?”). Wierzę w zdrową, prostą dietę opartą na świeżych produktach, najchętniej lokalnych. Wiem, że alergicy nie mogą jeść wszystkiego bezkarnie. Wiem, że nikomu nie zależy na zdrowiu moim i moich dzieci bardziej ode mnie.

 

Jako dodatek zamieszczam przykładowe dzienne menu dla moich chłopców.

Przykładowe menu moich alergików (u młodszego wszędzie należy dodać: pierś na żądanie)

Śniadanie:

  • kanapki: chleb żytni lub orkiszowy (mąka razowa lub z pełnego przemiału), na zakwasie, humus, rzodkiewki
  • kubeczek mleka owsianego lub woda

Drugie śniadanie:

lub

  • kasza jaglana z mlekiem owsianym i karobem i opcjonalnie rodzynkami
  • woda, opcjonalnie raz na tydzień sok z ekologicznych pomarańczy (sprawdzonej firmy)

Obiad:

  • opcjonalnie zupa: wywar z warzyw i kombu, makaron ryżowy lub pszenny, warzywa zmiksowane lub czysty wywar / zupa krem z kaszą jaglaną
  • drugie danie: kasza gryczana (młodszy) / kasza jęczmienna łamana / makaron pszenny / makaron orkiszowy / ziemniaki gotowane lub pieczone / bataty gotowane na parze
  • pieczona pierś indyka lub kurczaka w ziołach i z oliwą / pieczony schab wieprzowy / falafele z kaszą jaglaną / pieczona ryba z pewnego źródła (sum, pstrąg)
  • warzywa sezonowe – kapusta, pomidory, sałata, topinambur, ogórek zielony
  • woda

Deser:

  • suszone daktyle / suszone figi / suszone morele / świeże owoce sezonowe dozwolone w diecie (winogrona, melony, morele, brzoskwinie, truskawki) / orzechy nerkowca

Kolacja:

  • kanapeczki z pieczonym schabem i masłem klarowanym (pieczywo jak do śniadania), oliwki, szczypiorek
  • woda

W menu nie ma: produktów mlecznych, soi, jajek, kakao, jabłek, bananów, ciemnych owoców, drożdży, pietruszki, buraków, dyni, fasoli, migdałów, wołowiny, cukru, miodu, większości ryb. Sezonowo – gdy pylą brzozy – nie ma także m.in.: ziemniaków, marchewki, selera, moreli, brzoskwini (ale to nie jest sezon ani na świeże morele, ani na brzoskwinie), mango.

Przeczytaj: Dlaczego nie trzeba pić mleka? Wapń jest wszędzie!

 

15 V2014

Karmiące cyce na ulice!

by joanna

Tegoroczny Międzynarodowy Dzień Dziecka będzie datą szczególnej akcji matek karmiących piersią. Każda mama, która ma ochotę zamanifestować – pokojowo i radośnie – swoje i dziecka prawo do karmienia piersią w miejscach publicznych, może się do niej przyłączyć. Wydarzenie będzie swego rodzaju zakończeniem Tygodnia Promocji Karmienia Piersią (26 maja – 1 czerwca).

https://www.facebook.com/karmimypiersia

https://www.facebook.com/karmimypiersia

Pomysłodawczynią jest Hanna Li (Krawsz), mama trójki dzieci (karmionych piersią), promotorka karmienia piersią (kurs Centrum Nauki o Laktacji), propagatorka naturalnego karmienia, a także porodów domowych (prowadzi strony: www.rodzimywdomu.pl i www.karmimypiersia.pl). Założyła facebookową grupę wspierającą matki chcące karmić piersią – Karmiące Cyce na Ulice. Jako administratorka tego niezwykle żywego forum czuwa nad wybuchami temperamentu młodych mam, które często wkręcają się w wir dyskusji i piszą o sprawach najróżniejszych. (Sama czasem biorę udział w takich wymianach zdań, nic tak nie podnosi adrenaliny, jak szybka wymiana myśli na kontrowersyjny temat w babskim gronie).

Grupa Karmiące Cyce na Ulice powstała po głośnej akcji odmowy umieszczenia w warszawskim metrze zdjęć dzieci przy piersi – wystawa, którą w 2011 roku miała zorganizować Fundacja Mleko Mamy z Galerią Pociąg do Sztuki, została odwołana przez tą drugą ze względu na rzekomo szokujące obrazy piersi (TU LINK). Hania postanowiła sprzeciwić się takiemu traktowaniu naturalnej czynności, do której matka i dziecko mają po prostu prawo, i walczyć z dyskryminacją kobiet karmiących w przestrzeni publicznej. Na Facebooku zachęca młode mamy do wstawiania swoich zdjęć podczas karmienia w najróżniejszych miejscach i sytuacjach oraz do dzielenia się doświadczeniami – pozytywnymi i negatywnymi – jak otoczenie reaguje na karmienie w miejscu publicznym.

Gorszący widok? Madonna karmiąca Dzieciątko, którą można zobaczyć w Muzeum Narodowym w Warszawie w galerii malarstwa francuskiego, niderlandzkiego włoskiego. Autor: Hans Memling (XV w.)

Gorszący widok? „Madonna karmiąca Dzieciątko”, którą można zobaczyć w Muzeum Narodowym w Warszawie w galerii malarstwa francuskiego, niderlandzkiego, włoskiego. Autor: Hans Memling (XV w.). (Obraz z domeny publicznej).

Zachęcam osobiście i w imieniu Karmiących Cyców – 1 czerwca w całej Polsce wszystkie mamusie karmiące, wyjdźcie w przestrzeń publiczną i nakarmcie swoje dzieci! Cel jest szczytny – pokazanie, że jest nas dużo, że nie chcemy chować się w ubikacjach, krzakach czy bać się wyjść z dzieckiem na spacer, bo zapłacze z głodu.

Może dzięki takim akcjom niektóry zrozumieją, że pierś karmiąca nie jest obiektem seksualnym, tylko pięknym pojemnikiem na matczyny pokarm! Nie powinno być nic gorszącego w widoku dziecka przyssanego do mamy. Głosy oburzenia to syndrom zaniku połączenia z naturą, zapomnienia o korzeniach, o tym, że ludzie są ssakami…

"Madonna karmiąca Dzieciątko (Maria Lactans)", autor: Erasmus Quellinus II (XVII w.). W zbiorach warszawskiego Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II. (Obraz z domeny publicznej).

„Madonna karmiąca Dzieciątko (Maria Lactans)”, autor: Erasmus Quellinus II (XVII w.). W zbiorach warszawskiego Muzeum Kolekcji im. Jana Pawła II. (Obraz z domeny publicznej).

Dodatkowe zagadnienie to długie karmienie piersią. Tak jak kilkutygodniowe maleństwo przy piersi wzbudza jednak głównie rozczulenie, tak widok dziecka chodzącego – ba! mówiącego! – które dostaje cyca, częściej spotka się z dezaprobatą. Od lekarza, który wykonywał mi USG piersi, usłyszałam pytanie – po co tak długo karmię? A przecież dopiero półtora roku…

Dziś, w dniu publikacji tego postu, od mojej ulubionej pediatry usłyszałam, że czas odstawić młodego (alergicznego) ssaka od piersi, ponieważ blokuję samodzielny rozwój jego układu odpornościowego… Zatkało mnie! (Przynajmniej nie próbowano mi wmówić, że moje mleko to bezwartościowa woda).

Są różne poglądy wszelakich (zachodnich) autorytetów, mówiących np., że długie karmienie piersią powoduje zaburzenia w rozwoju emocjonalnym dziecka, uzależnia je od matki, hamuje zdobywanie samodzielności. Równie dużo jest dowodów na zupełne przeciwieństwo tej tezy. Na szczęście nie ma jeszcze żadnej mlecznej policji, która zabroni nam karmienia własnych dzieci tyle, ile chcemy my i nasze potomstwo.

Dziewczyny, karmcie tyle, ile chcecie i jak długo Wam to pasuje. Wikipedia podpowiada, że ssak naczelny naszej wielkości jest zaprogramowany na około 3 lata karmienia piersią.

Śmiało, karmiące cyce na ulice! Do zobaczenia!

1 czerwca 2014 roku, cała Polska, więcej informacji:

https://www.facebook.com/events/705223142878240/

30 III2014

Czy karmienie piersią jest ekologiczne?

by joanna

Co to w ogóle za pytanie? – oburzą się mamy uwielbiające karmić piersią. (Co powiedzą mamy karmiące butlą z wyboru?). Spokojnie. Jestem mamą karmiącą już 17. (za chwilę 18.) miesiąc i zalety podawania dziecku mleka kobiecego znam na pamięć. Chcę jednak poruszyć temat, który już dawno temu pojawił się w mojej głowie za sprawą lektury książki Udo Pollmera. Na przekór i ku przestrodze.

karmienie_dwucycowe

Już 17. miesiąc na cycu.

Ekomleko

Karmienie piersią jest jedynym naprawdę ekologicznym sposobem karmienia małego dziecka.

Po pierwsze, jest całkowicie naturalne, wynika z naszej przynależności do świata przyrody, mleko pojawia się w odpowiednim momencie i dojrzewa razem z dzieckiem – jest idealnie dopasowane do potrzeb małego ssaka (niczego mu nie brakuje, nawet jeśli niektórzy uważają, że niski poziom witaminy D jest jego defektem – jak podkreślają doradczynie laktacyjne, jest on zależny od poziomu witaminy D w organizmie kobiety: jeśli dba ona ona o naturalną syntezę witaminy D poprzez ekspozycję na słońce bez filtrów blokujących lub przyjmuje odpowiedni suplement diety, w mleku mamy karmiącej poziom witaminy D będzie odpowiednio wyższy).

Po drugie, mleko mamy produkuje się „samo”, bez wykorzystywania krowy, fabryki, całej infrastruktury – nie zanieczyszcza więc środowiska, poczynając od przemysłowego hodowania bydła, przez mleczarnie, zakłady zmieniające mleko w proszek, po spaliny powstałe w wyniku transportu. Nie przyczynia się do produkcji gazów cieplarnianych (ewentualnie w niewielkim stopniu – matka karmiąca je trochę więcej).

Po trzecie, nie wiąże się z żadnymi odpadkami do utylizacji (opakowania, smoczki, butelki). Wkładki laktacyjne, przydatne na początku karmienia, mogą być przecież wielorazowe!

Po czwarte, nie trzeba go podgrzewać (woda, gaz/prąd), nie wymaga też naczyń, które trzeba myć i sterylizować.

Po piąte, zawiera cenne składniki, których nie udało się podrobić w żadnym laboratorium. Składniki, które np. ograniczają podawanie suplementów czy leków, w tym komórki macierzyste, substancje przeciwpasożytnicze, enzymy wspomagające trawienie. Dzieci pijące mleko matki zgodnie z zaleceniami WHO mniej chorują – zarówno w okresie „ssaczym”, jak i późniejszym życiu.

Po szóste, karmienie piersią zapewnia naturalną więź matki z dzieckiem, także nie do podrobienia w żadnym laboratorium.

Po siódme, karmienie wyłącznie piersią i na żądanie (co najmniej 8-10 razy na dobę) może skutkować naturalną, ekologiczną antykoncepcją (choć z tym bym uważała; doradczynie laktacyjne radzą mówić raczej o opóźnionej płodności) oraz wygodą w postaci braku miesiączki u mamy karmiącej (znów – zero odpadów). Długość niepłodności laktacyjnej (LAM) to sprawa bardo indywidualna, u niektórych kobiet czas ten trwa 3 miesiące, u innych – np. 3 lata.

Po ósme, ssanie piersi to naturalne ćwiczenie dla małego człowieka, przygotowujące go do mowy – ominiemy gabinety logopedów. Picie z żadnej butelki nie zastąpi tej gimnastyki mięśni buzi. Nikt jeszcze nie podrobił cyca!

Jeśli zapomniałam o jakimś ekologicznym wymiarze karmienia, koniecznie napiszcie w komentarzach.

karmienie-na_hali

Jakość eliksiru życia

Mleko matki jest źródłem zdrowia, inwestycją w przyszłość młodego człowieka. Jak pisze Udo Pollmer:

Mleko matki jest eliksirem życia, od którego w pierwszych miesiącach dziecko jest zależne i bez którego nie może optymalnie rosnąć i rozwijać się. Mleko matki jest i będzie najlepiej skomponowanym posiłkiem dla niemowlęcia. Nawet przemysł, jak dotąd, nie próbował zaprzeczać: karmienie piersią jest dla dziecka najlepsze. (s. 354)

W mleku matki znajdują się takie składniki, jak laktoferryna, lipozym czy 130 odmian oligosacharydów, mających ogromne znaczenie w obronie organizmu przed zarazkami, oraz przeciwciała broniące przed konkretnymi zarazkami, które akurat znajdują się w otoczeniu matki i dziecka – dlatego matka, która jest chora i nie musi brać silnych leków, powinna karmić piersią, żeby zapewnić dziecku ochronę.

Światowa Organizacja Zdrowia w swoich zaleceniach podkreśla, że nawet palenie papierosów, nawet sporadyczne picie alkoholu nie są przeciwwskazaniami do karmienia piersią (choć oczywiście obie te używki znacząco wpływają na jakość mleka i laktacji).

Nawet jeśli matka jest nosicielką wirusa HIV, istnieją sposoby, aby obniżyć prawdopodobieństwo zarażenia dziecka poprzez mleko matki – w niektórych krajach zaleca się, aby rozpatrzyć możliwość karmienia piersią także w takim wypadku.

Jednym słowem, WHO stawia wartość mleka kobiecego ponad wszystkie jego wady wynikające ze szkodliwego wpływu środowiska.

karmienie_w_samochodzie

Tankowanie mleczka w samochodzie…

 

Ekomleko bez certyfikatu

Niestety, ludzkie mleko jest tak zanieczyszczone, że żadna jednostka certyfikująca nie przyznałaby mu zielonego listka.

Na pewno mleko matki jest w znacznym stopniu skażone truciznami ze środowiska, które w ostatnich latach są coraz powszechniejsze. Wynika to z tego, że wszystkie obce substancje, czy to pestycydy, środki chłodzące czy feromony z kosmetyków, kumulują się w łańcuchach pokarmowych, a na końcu takiego łańcucha znajduje się człowiek. (Udo Pollmer, s. 354)

To oczywiście jest koszt rozwoju cywilizacyjnego, który z jednej strony spowodował znaczne zmniejszenie umieralności noworodków i niemowląt (higiena, opieka medyczna), z drugiej strony zmienił nasze otoczenie w sposób nieprzewidywalny dla przyszłych pokoleń: zaledwie od 100 lat żyjemy wśród substancji chemicznych, z którymi nigdy wcześniej gatunek ludzki nie miał do czynienia. I choć zwiększyła się liczba populacji, a także długość życia, coraz częściej zapadamy na nowotwory i inne choroby cywilizacyjne (ciekawostka: okazało się, że podczas karmienia piersią w organizmie dziecka powstaje substancja przeciwnowotworowa HAMLET, nieobecna w mleku kobiecym – prawdopodobnie pojawia się w wyniku trawienia pokarmu). Na wszechobecne zagrożenia najbardziej narażone są dzieci – poczynając od tych jeszcze nienarodzonych. One dopiero uczą się bronić przed szkodliwymi substancjami. Wiele z tych związków chemicznych jest zupełnie obca naszemu organizmowi, w dodatku działa z opóźnieniem i w sposób, który niekoniecznie łączymy z zanieczyszczeniem środowiska.

Żadna inna grupa społeczna nie przyjmuje większych ilości tych szkodliwych związków niż niemowlęta, a mleko matki nigdy nie byłoby dopuszczone do sprzedaży ze względu na duże obciążenie nimi. Zawartość tych substancji jest nawet 10 razy większa niż w mleku krowim, ponieważ kobieta przed pierwszą „produkcją” mleka przez ok. 20 lat zbiera w organizmie trucizny. (Udo Pollmer, s. 354–355)

Przejrzałam wyniki polskich badań nad jakością kobiecego mleka. To niezwykle ciekawa lektura, ale szerzej nieznana. Zebrałam więc kilka ciekawostek, ponieważ wiedza o składzie mleka i o tym, co na niego wpływa, jest bronią m.in. przeciw niedouczonym lekarzom, którzy np. krytykują karmienie dwulatka („zamiast pokarmu i tak leci woda”). Dlatego że wiedza o mleku kobiecym jest pomocna w unikaniu pewnych niebezpieczeństw i zmniejszaniu zagrożeń płynących z zanieczyszczenia środowiska.

Przede wszystkim: mieszanka jest zawsze gorsza

Mieszanki mleczne to produkt wysoko przetworzony, tylko naśladujący naturalny pokarm matki.

Nigdy nie dorówna jakością i właściwościami prawdziwemu mleku kobiecemu. Żadne mleko modyfikowane (zwróćcie uwagę, jakich nazw się używa na samo określenie tego produktu: sztuczne, modyfikowane, zastępcze) także nie ma ekocertyfikatu, bo produkcja przemysłowa wyklucza wolność od zanieczyszczeń. Magda Karpienia, liderka z La Leche League Polska, powiedziała mi, że są badania pokazujące, że w mleku modyfikowanym są bakterie, które giną dopiero w temperaturze 70°C, dlatego wbrew temu, co jest napisane na opakowaniu, nie powinno się go przygotowywać w temperaturze 37°C lub innej niższej niż 70. „A nawet, jeśli w końcu jakiś koncern wymyśli mleko z zielonym listkiem, to i tak będzie ono mniej odpowiednie dla dziecka niż mleko jego mamy – podkreśla Magda Karpienia. – Choćby przez swoją ciężkostrawność, a także wpływ na jelita”.

Mleko krowie, z którego powstają mieszanki mleczne, jest produkowane przez krowy hodowane przemysłowo. Krowy żyją w warunkach dalekich od naturalnych, w zanieczyszczonym środowisku, spożywają zanieczyszczoną paszę. To oznacza, że wszystkie zanieczyszczenia, które wchłania kobieta, wchłania również krowa, choć w krótszym czasie (kilku, a nie kilkudziesięciu lat). Mleko modyfikowane to produkt wysokoprzetworzny, tylko naśladujący naturę, pozbawiony wszystkich żywych składników, takich jak bakterie probiotyczne czy przeciwciała. Wiele badań dowodzi, że dzieci karmione sztucznym mlekiem jest w przyszłości zagrożone m.in. cukrzycą czy otyłością. Zostawmy mleko krowie cielętom!

Mieszanki dla alergików z kolei mogą być produkowane np. z soi, która – podobnie jak mleko krowie – jest jednym z najczęstszych alergenów. Jest też rośliną poddawaną modyfikacjom genetycznym (GMO).

Nie wpaść w trans

„Skład i zawartość kwasów tłuszczowych w mleku kobiet z Gdańska i okolic w różnych okresach laktacji” to artykuł autorstwa Doroty Martysiak-Żurowskiej z Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej oraz Kingi Żóralskiej, Macieja Zagierskiego i Agnieszki Szlagatys-Sidorkiewicz z Katedry i Kliniki Pediatrii, Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Tekst podsumowuje badanie mleka kobiecego (przebadano pokarm 80 młodych matek) pod względem zawartości kwasów tłuszczowych. W mleku ludzkim znajduje się od 1 do 9% (wagowo) tłuszczu, niezwykle ważnego w rozwoju m.in. mózgu dziecka. I choć wydaje się to niewiele, niemowlę karmione wyłącznie piersią czerpie z tego tłuszczu aż 50% (a dokładnie 40–55%) dziennego zapotrzebowania na energię! Szczególnie ważne są wielonienasycone kwasy tłuszczowe (LC-PUFA): dokozaheksaenowy (DHA), arachidonowy (AA) i eikozapentaenowy (EPA), budulec skomplikowanego układu nerwowego człowieka. Jak piszą autorzy:

Największe zapotrzebowanie na kwas AA i DHA występuje w okresie wewnątrzmacicznym oraz po porodzie, do około drugiego roku życia dziecka. W tym okresie następuje najgwałtowniejszy rozwój układu nerwowego i największy przyrost masy mózgu. [Pogrubienie moje – J.B.]

Dlatego karmienie piersią po 1. roku życia jest tak samo ważne i cenne, jak w początkowych miesiącach po urodzeniu. (Oczywiście, te kwasy tłuszczowe znajdują się także w innych pokarmach i mm, ale mleku matki na pewno ich nie brakuje!). Niestety, do mleka przenikają też inne tłuszcze, niepożądane w diecie niemowląt, dzieci, a także dorosłych.

Jednak oprócz KT niezbędnych dla prawidłowego rozwoju dziecka tłuszcz mleka ludzkiego może zawierać również KT negatywnie wpływające na rozwój dziecka – KT konfiguracji trans. (…) W codziennej diecie trans KT są więc przemycane w postaci tłuszczów ukrytych, tłuszczów zawartych w pączkach, ciasteczkach czy drożdżówkach. (…). Niektóre trans KT mają negatywny wpływ na organizm ludzki. Zaburzają gospodarkę lipidową – podwyższają poziom LDL-cholesterolu i obniżają HDL-cholesterol, tym samym niekorzystnie zmieniają stosunek LDL/HDL w naszym organizmie. Zaburzają desaturację i elongację niezbędnych nienasyconych KT (kwasu linolowego i linolenowego) do kwasów: AA, EPA i DHA w organizmach ludzkich i zwierzęcych. Zaburzenie endogennej syntezy tych KT ma niewątpliwie negatywny wpływ na rozwijający się organizm dziecka.

Autorzy tekstu zbadali próbki mleka matek pod względem wpływu zmiany rodzaju mleka (siara, mleko przejściowe, mleko dojrzałe) diety karmiących na ilość i rodzaj kwasów tłuszczowych w pokarmie. Co ciekawe, procentowa ilość sumy kwasów tłuszczowych w mleku nie jest zależna od diety, natomiast widać wyraźne różnice w ilości poszczególnych kwasów (Polki porównywano m.in. z Niemkami czy mieszkankami Afryki), co tłumaczy się różnicami w diecie specyficznej dla danego regionu. Ważną informacją jest również zmiana składu mleka na przestrzeni miesięcy – wraz z rozwojem dziecka pokarm dostosowuje swój skład do jego potrzeb. A jak wyglądają statystyki szkodliwych tłuszczów trans, zależnych – jak podają autorzy tekstu – od diety kobiet karmiących oraz spadku ich masy ciała?

Dla badanej grupy kobiet poziom występowania sumy trans KT wahał się w granicach od 1,01% do 5,72% ogólnego składu KT (średnio 2,45%). W porównaniu z zawartością izomerów trans KT w mleku kobiet z innych regionów świata, np. na poziomie około 7% u mieszkanek Arizony czy 4,2% w lipidach mleka kobiet z Republiki Czeskiej, lipidy mleka kobiet polskich zawierają ich stosunkowo niewiele.

To dobra wiadomość, ale i ostrzeżenie: dieta matki karmiącej ma wpływ na jakość mleka. Ograniczenie ilości szkodliwych (i dla matki, i dla dziecka) tłuszczów trans w pożywieniu nie jest trudne. Najważniejsze to świadomość, że należy wybierać produkty nieprzetworzone, unikać fast foodów i gotowych przekąsek (zwłaszcza słodkich), a zamiast drożdżówki zjeść świeży owoc.

Pestycydy, dioksyny, mikotoksyny, ołów, kadm, azotany, azotyny…

„Zanieczyszczenia środowiskowe w mleku kobiecym” to publikacja autorstwa Wandy Karwowskiej i Bożeny Waszkiewicz-Robak (Katedra Dietetyki i Żywności Funkcjonalnej SGGW w Warszawie) oraz Barbary Wróblewskiej (Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW w Warszawie, Zakład Enzymów i Alergenów Żywności) z 2005 roku. W artykule autorki wskazują bezpośredni związek między zawartością zanieczyszczeń mleka a dietą matki i wymieniają najczęstsze groźne substancje:

Przez gruczoł sutkowy do mleka matki przedostaje się wiele zanieczyszczeń środowiskowych takich jak: pestycydy, polichlorowane bifenyle, dioksyny, mikotoksyny, ołów, kadm, azotany, azotyny. Ich obecność powoduje szereg zmian w przebiegu procesów metabolicznych i reakcji układu odpornościowego w organizmie niemowlęcia.

Niestety, wszystkie te związki chemiczne są bardzo groźne dla dziecka, nie tyle w momencie spożycia mleka, co po pewnym czasie, gdy skumulują się w organizmie; mogą oddziaływać na rozwój człowieka przez lata! Jak piszą autorki, związki te pojawiają się w mleku matki, ponieważ matka spożywa zanieczyszczoną wodę i żywność. Z kolei wszechobecne mikotoksyny pojawiają się głównie tam, gdzie świetnie rozwijają się grzyby (miejsca ciepłe i wilgotne, słabo wietrzone mieszkania). Azotany (które mogą zmieniać się w rakotwórcze nitrozo aminy) znajdują się w zanieczyszczonych warzywach i wodzie, mikotoksyny: kancerogenne aflatoksyny i opóźniające wzrost oraz m.in. uszkadzające wątrobę ochratoksyny powszechnie występują w naszym środowisku – są metabolitami grzybów pleśniowych z rodzaju Penicillium i Aspergillus, które lubią nasze mieszkania. Tak więc nawet niewielki grzyb na suficie może okazać się bardzo groźny! Autorki przebadały próbki mleka od 34 kobiet pod względem obecności azotanów i mikotoksyn. Wyniki były niepokojące, zwłaszcza pod względem ilości mikotoksyn – szczególnie w siarze (im późniejsze mleko, tym mniej zanieczyszczeń).

Procesy detoksykacji u dziecka we wczesnym okresie niemowlęcym są utrudnione z powodu niedojrzałego systemu enzymów mikrosomalnych wątroby, ograniczonych możliwości wydalania substancji toksycznych przez nerki oraz niesprawności mechanizmów układu immunologicznego.

To zanieczyszczenie jest z pewnością najtrudniejsze do uniknięcia, choć na zdrowy rozum grzyby towarzyszyły ludziom od zawsze – więc być może i mikotoksyny w mleku nie są niczym nowym (choć być może dziś ilość tych toksyn wokół nas jest większa).

O co biega z PCB

PCB to polichlorowane bifenyle, zaliczane do zanieczyszczeń środowiskowych, które krążą w naszym otoczeniu i przedostają do organizmu w żywności. Były wykorzystywane do produkcji m.in. transformatorów, wymienników ciepła, klejów, smarów, papieru przebitkowego. W tekście „Stężenia polichlorowanych bifenyli w materiale pochodzącym od człowieka” (autorzy: Jan K. Ludwicki, Katarzyna Góralczyk, Katarzyna Czaja, Paweł Struciński, Agnieszka Jędrzejczuk, Zakład Toksykologii Środowiskowej, Państwowy Zakład Higieny) czytamy:

Związki te krążą w środowisku ulegając biomagnifikacji i przemianom metabolicznym w kolejnych ogniwach łańcucha pokarmowego. Ostatnim ogniwem tego łańcucha jest zwykle człowiek, który w swoich tkankach gromadzi najwyższe stężenia tych substancji. Szczególnym przypadkiem jest mleko kobiece, w którym stężenia tych związków osiągają znacznie wyższe wartości niż w mleku krowim. Z tego względu do grupy podwyższonego ryzyka należy zaliczyć niemowlęta i małe dzieci karmione pokarmem matki.

PCB są wycofywane z użycia, jednak zanieczyszczenie gleb czy wody już się dokonało. Uznano je za czynniki prawdopodobnie kancerogenne oraz za zaburzające gospodarkę hormonalną i obniżające zdolność organizmu do obrony przed bakteriami czy schorzeniami neurotoksycznymi. Według badań Państwowego Zakładu Higieny mleko polskich matek jest zanieczyszczone PBC w stopniu mniejszym, niż można by się obawiać, i dzienna dawka polichlorowanych bifenyli wypijana przez niemowlę to tylko 2,8 µg/kg masy ciala/dzień, podczas gdy bezpieczna granica ustanowiona przez WHO to 4,4 µg/kg masy ciała/dzień. Jak dla mnie, każda dawka to za dużo! Dodam tylko, że wspomniany tekst ma ponad dekadę (nie znalazłam dokładnej daty publikacji).

Karm piersią. Tak długo, jak chcesz

Dla mnie z powyższego wynikają następujące rzeczy: zanieczyszczenie środowiska realnie wpływa na to, jaką żywność spożywamy. To, co jadły i jedzą matki karmiące, ma z kolei wpływ na zawartość ich pokarmu. To, co matka karmiąca przekazuje dziecku w mleku, ma realny wpływ na zdrowie młodego człowieka.

Wniosek? Drogie przyszłe i obecne mamy: nie jedzmy świństw, kupujmy żywność pochodzącą z czystych regionów Polski, ekologiczną i zdrową, bo wszystkie zanieczyszczenia przekazujemy naszym dzieciom. Zdrowa dieta nie jest wcale droga ani trudna, wymaga tylko świadomego i odpowiedzialnego podejścia.

Dbajmy też o higienę naszych mieszkań, chodźmy na spacery do lasu, nie przebywajmy w klimatyzowanych pomieszczeniach, unikamy siedlisk grzybów (np. suszarek do rąk), używajmy ekologicznych środków piorących i czyszczących w domu.

Nie da się uciec przed zanieczyszczeniem środowiska, ale – pamiętając, że jesteśmy odpowiedzialne nie tylko za siebie, ale i za swoje dzieci – starajmy się dbać o swoje zdrowie. Pamiętajmy też, że wiele zagrożeń przynoszą ze sobą substancje, z którymi dziecko się styka: pieluchy jednorazowe, ubranka z nieekologicznej bawełny, kosmetyki, powietrze, którym oddycha, posiłki z nieekologicznych surowców, woda… Nawet jeśli wydaje nam się, że mamy nieduży wpływ na zanieczyszczenie środowiska, to każda pozytywna zmiana jest krokiem w stronę ochrony naszych dzieci. I nie podawajmy dziecku mleka modyfikowanego (chyba że zmusza nas do tego sytuacja), ponieważ nawet w obliczu powyższych faktów nigdy nie dorówna ono zaletom jedynego (moim zdaniem) mleka odpowiedniego dla człowieka: mleka ludzkiego.

Komentarz „Kwartalnika Laktacyjnego” (tu najnowszy numer)

Mleko mamy oprócz wszystkich dobrodziejstw zawiera także substancje szkodliwe, które są odzwierciedleniem tego, w jakim środowisku żyje człowiek. Stężenie tych szkodliwych substancji np. metali ciężkich jest różne w zależności od regionu, w którym żyje kobieta. Obecność tych zanieczyszczeń w mleku mamy nie wiąże się z zagrożeniem dla dziecka karmionego mlekiem. Oczywiście nie mówimy tu o sytuacji ekspozycji na te substancje przekraczającej w sposób znaczny normy, np. katastrof ekologicznych, skażeń chemicznych jakiś obszarów itd. Mimo występowania zanieczyszczeń w mleku mamy jest ono nadal najlepszym pokarmem dla dziecka i ryzyko związane z rezygnacją z niego przewyższa znaczenie ryzyko powikłań w związku z jego zanieczyszczeniem. Tak samo jest z np. papierosami – należy zachęcać mamy do ograniczenia lub rzucenia palenia, ale karmienie piersią przez palaczkę nadal niesie więcej korzyści dla dziecka niż odstawienie dziecka od piersi.

Cytat na koniec: Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia:

Karmienie piersią jest niezaprzeczalnym sposobem zapewnienia idealnego pokarmu dla zdrowego wzrostu i rozwoju niemowląt; jest także integralnym elementem cyklu reprodukcyjnego o niebagatelnym znaczeniu dla zdrowia kobiet. Niemowlęta powinny być wyłącznie karmione piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia, aby ich wzrost, rozwój i zdrowie były optymalne. Jest to zalecenie dla całego świata. Później, do drugiego roku życia lub dłużej, w celu pokrycia zapotrzebowania żywieniowego, niemowlęta powinny otrzymywać odżywczo wartościowe i bezpieczne pokarmy dodatkowe i być nadal karmione piersią. Wyłączne karmienie piersią od urodzenia jest możliwe z wyjątkiem kilku przeciwwskazań medycznych, a nieograniczone wyłączne karmienie piersią prowadzi do wytwarzania odpowiednich ilości pokarmu.

Konsultacja merytoryczna:

Do poczytania: