14 II2017

Sprawiedliwy Handel i wielkie korporacje – etyka z o.o.

by joanna

Sprawiedliwy Handel to temat, który poruszałam tu nie raz. W ostatnich dniach mogliśmy usłyszeć o akcji polskich aktywistów namawiającej wielkie sieci handlowe (Auchan, Biedronkę, Carrefoura, Kauflanda, Lidla i Tesco) do zainteresowania się produktami z certyfikatem Fairtrade. Dodatkowo Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie namawia do pisania listów do supermarketów, aby wprowadzały do oferty produkty Fairtrade. Nie napiszę takiego listu – dlaczego?

Fairtrade jest jednym z kilku certyfikatów sprawiedliwego handlu, przyznawanym produktom spełniającym określone zasady – celem jest wsparcie mieszkańców globalnego Południa za pomocą globalnej sprzedaży wytworów pracy lokalnych spółdzielni. Certyfikat obejmuje kilka etapów produkcji, dzięki czemu mamy gwarancję, że pracownicy np. plantacji kakao zostali uczciwie wynagrodzeni, objęci opieką socjalną i nie pracowały z nimi dzieci. Jednak certyfikat nie obejmuje już końcowego ogniwa całego łańcucha dostaw. Produkty z logo Fairtrade może sprzedawać każdy, kto zamówi je z hurtowni.

Walentynkowa akcja Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie

Walentynkowa akcja Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie

Wybielić ciemną twarz korpo

„W Polsce rynek Fairtrade dopiero się rozwija. Sieć handlowa, która jako pierwsza zacznie wprowadzać do sklepów i promować asortyment produktów Fairtrade, nie tylko przyczyni się do poprawy sytuacji producentów i rolników z krajów rozwijających się, ale również, dzięki zaufaniu konsumentów, jakim ten certyfikat się cieszy, skorzysta na tej zmianie wizerunkowo” – przekonuje Maria Huma z Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie.

Czym jest supermarket należący do sieci handlowej? Z poziomu klienta jest to ogromna przestrzeń wypełniona produktami ze wszelkich możliwych działów. Ponieważ supermarket jest nastawiony na masową sprzedaż, może negocjować ceny z dostawcami i uzyskiwać bardzo korzystne warunki zakupu. Klient może kupić poszukiwaną rzecz w atrakcyjnej cenie, a sklep i tak zarabia na tym dużo, bo narzuca swoją marżę.

Kupowanie w supermarkecie jest wygodne – wszystko znajdziemy w jednym miejscu, zaoszczędzimy czas i pieniądze, mając nawet pozory podejmowania samodzielnych decyzji konsumenckich. Tymczasem nie jest żadną tajemnicą, że wielkie sklepy (małe oczywiście też, jednak ich możliwości są ograniczone) mają swoje przećwiczone strategie, jak skłonić konsumenta do włożenia do koszyka kolejnego produktu, spoza przewidzianej listy. Układanie towarów na półkach w specjalnym szyku, wyróżnianie pewnych marek, stosowanie kontrastów cenowych, żeby pewne produkty wydawały się dużo tańsze od innych, promocje, degustacje, „darmowe” bonusy, przeceny i wyprzedaże – wszystko jest wielkim mydleniem oczu.

Masło, makaron i herbata

Mogę się pochwalić, że od wielu lat naprawdę rzadko daję się nabrać na promocję. Wynika to głównie ze świadomości, że jeśli kupię coś dodatkowego, czego wcale nie potrzebowałam, to przecież nawet w atrakcyjnej cenie jest to niezaplanowany i niepotrzebny wydatek. Znajomość większości mechanizmów marketingowych w dużym stopniu pomaga naszej rodzinie w zakupach, które czasem z braku innej możliwości odbywają się w supermarkecie. Kiedy idę do pobliskiego wielkiego sklepu, kupuję zazwyczaj kilka produktów (na przykład trzy – masło, makaron bezglutenowy i herbatę). Zaglądam tam zwykle raz na miesiąc lub rzadziej.

Całe zagadnienie wielkich międzynarodowych korporacji (a supermarkety właśnie do takich należą) to osobna historia i mam nadzieję, że będę mogła przybliżyć je w rozmowie z kimś, kto się na tym dobrze zna. W tym miejscu chcę zaznaczyć przede wszystkim, że kupowanie w supermarkecie na pierwszym miejscu jest wspieraniem wielkich korporacji. Czy nam się to podoba, czy nie, zostawiamy pieniądze gigantom, którzy dzięki naszemu wsparciu mają ogromną władzę rządzenia rynkiem, narzucania cen producentom, sterowania cenami, a także wybierania dostawców i dyktowania im warunków.

Sprawiedliwy Handel w świątyniach konsumpcji

W supermarkecie, do którego zaglądam, znajduje się dział z produktami Sprawiedliwego Handlu – są to produkty paczkowane, takie jak herbata, kawa, czekolada. Po długich poszukiwaniach najlepszej etycznej herbaty znalazłam ją właśnie w supermarkecie blisko domu, i jeśli nie udaje mi się dostać jej w innym miejscu, to kupuję ją tam. Ze świadomością, że zamiast wspierać niewielki sklep, za którym stoją ludzie z ideologią, wspieram korporację, o której wiem, że przede wszystkim chce zarobić. Natomiast oczywiście takim zakupem wspieram też producentów herbaty, ponieważ oni już dostali wynagrodzenie za swoją pracę – z jednego opakowania herbaty za 20 zł do producentów trafia (z wyprzedzeniem) około 2–3 zł.

Nasza ulubiona herbata wspiera Sprawiedliwy Handel

Nasza ulubiona herbata wspiera Sprawiedliwy Handel

Jestem całym sercem za tym, aby wspierać kraje globalnego Południa i kupować produkty Sprawiedliwego Handlu. Jest to jedna z nielicznych form pomocy, która ma inne oblicze niż „jałmużna”. Sprawiedliwy handel wspiera lokalne spółdzielnie dzięki pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży produktów tych spółdzielni. Dlatego jeśli mogę, wybieram sprawiedliwe produkty, ale tylko pod warunkiem, że są to produkty „czyste”, takie jak kawa czy herbata.

Certyfikat obok logo korpo

Jedną z rzeczy, na którą polecam zwrócić uwagę, jest fakt, że organizacja Fairtrade (ta od konkretnego logo) pozwala na certyfikację produktów, które według mnie w żadnej mierze nie mogą być nazwane produktami Sprawiedliwego Handlu – otrzymują znaczek na opakowaniu tylko dlatego, że jeden ze składników np. batonika jest certyfikowany (zasada obowiązuje wszystkie składniki, które mogą mieć certyfikat, musi to być co najmniej 20% składu, chyba że zawiera co najmniej 50% wody lub mleka – wtedy zawartość tych płynów jest odejmowana od całości; na dobrą sprawę można wyprodukować etyczne lody z nieetycznego mleka i odrobiny certyfikowanej czekolady). Jeśli spojrzycie na logo firm, które produkują takie batoniki, mogę się założyć, że podrapiecie się ze zdziwieniem w głowę. Serio, te wielkie korporacje, których przedstawiciele mówią np. o konieczności zawłaszczenia wody pitnej, mają prawo do certyfikatu Fairtrade?

Supermarket zyska, klient zapłaci, certyfikat straci na znaczeniu

Z całym szacunkiem do ogromnego przedsięwzięcia, jakim jest Sprawiedliwy Handel (jak wspomniałam – wspieram i będę wspierać), nie zgadzam się ze słowami Marii Humy, cytowanymi na początku. Może rzeczywiście wprowadzenie większej ilości produktów Fairtrade do sieci handlowych wpłynie pozytywnie na ich wizerunek, ale będzie to próba wybielania się za pomocą jednej dobrej praktyki i budowania marki kosztem reputacji certyfikatu Fairtrade. Nie wierzę, że członkowie organizacji Fairtrade, których zresztą poznałam podczas konferencji w Łodzi, nie zdają sobie sprawy z rzeczywistości.

Konferencja Fairtrade Polska - kto współpracuje z organizacją Fairtrade? Przykłady

Konferencja Fairtrade Polska – kto współpracuje z organizacją Fairtrade? Przykłady

Międzynarodowe korporacje zawłaszczają rynek i wyrzucają z niego niewielkich przedsiębiorców. Zmuszają do walki cenowej. Czy naprawdę tak trudno zobaczyć, że ta sama sieć handlowa, która przyjaźnie wyciąga rękę w stronę mieszkańców globalnego Południa, drugą ręką odbiera im możliwość rozwoju, ponieważ stawia na wielkich dostawców? Czy można mieć złudzenia, że dla supermarketów logo Fairtrade nie będzie oznaczało tylko zarobku na produktach wrzuconych do sekcji LUX? W dodatku całkiem dużego zarobku, bo ceny produktów SH zwykle są wyższe niż niecertyfikowanych.

Nie podpiszę, ale Ty możesz

Każdy z Was ma oczywiście prawo do własnego zdania. Dla mnie sprawa jest jasna. Nie kupuję produktu, ponieważ ma znaczek Fairtrade, ale dlatego, że go potrzebuję i uważam za dobry. Nie kupię produktu z certyfikatem Fairtrade dla certyfikatu, gdy większość składników jest „zwykła”.

(W dodatku cała akcja zachęciła mnie do znalezienia herbaty SH na wagę, aby skończyć z nadmierną produkcją opakowań).

Chciałabym, aby powstała w Polsce koalicja małych, lokalnych sklepów, które będą sprzedawać produkty Sprawiedliwego Handlu. Takich sklepów, jak Kooperatywy Dobrze, gdzie mam pewność, że żadna „zarobiona” złotówka nie idzie do kiesy bogaczy, ale jest przeznaczana na rozwój dobrej inicjatywy. Problem w tym, że obecnie Faitrtade stawia na dużych i mocnych, bo to oni mają władzę i miliony klientów w garści.

Walentynkowa akcja Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie

Walentynkowa akcja Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie

List do sieci handlowych: http://www.ekonsument.pl/FAIRTRADE

Strona polskiej komórki Fairtrade: http://www.fairtrade.org.pl/

Piszę to wszystko po wielu miesiącach przemyśleń i wahań. Bardzo jestem ciekawa, czy moje stanowisko jest odosobnione. Zapraszam Was do dyskusji. 

Może przeczytasz także:

12 Responses to “Sprawiedliwy Handel i wielkie korporacje – etyka z o.o.”

  • Uświadomiłaś mi kilka rzeczy.. między innymi, że ja z kolei zawsze daje się naciągnąć na promocji… oraz kwestię fair trade

    • Hej, poprawiłam Twój komentarz, bo jestem dziewczyną :) Też mam na imię Asia. Nauka odmawiania kuszącym propozycjom promocji jest trudna i wymaga czasu, ale możliwa. Warto wybierać świadomie i tylko to, co jest nam potrzebne. Dzięki temu możemy zaoszczędzić na zakupy Fair Trade :)

  • Często oglądam dokumenty o jedzeniu: o jego produkcji, o wartościach odżywczych, o fair trade, o tym co jest dodawane do tego co kupujemy i jak nas oszukują, a także o układach i układzikach między korporacjami sprzedającymi jedzenie, monsanto czy rządami i zawsze taki seans konczy się dl amnie tak samo..jestem po porstu przerażona :(
    Mam dziadków na wsi i poki zyją czerpię z tego pełnymi garściami, jajka, kury i warzywa, owoce jak tylko mogę biorę od nich. U nas w Gdyni jest 2 razy w tygodniu targi, gdzie lokalni rolnicy sprzedaja swoje produkty. Choć prawdą jest, ze takich produktów jak kawa, herbata czy egzotyczne owoce u nas nie odstaniemy, więc sklepiki fair trade by się bardzo przydaly:)

    • Dzięki za komentarz! Zazdroszczę takiego źródła dobrej żywności. Lokalne jedzenie jest najlepsze. Te bardziej egzotyczne warto kupować dobrej jakości i ze świadomością, że zostały wyprodukowane etycznie.

  • Maria Huma

    W związku z tym, że zostałam poniekąd wywołana do tablicy poniżej postaram się odnieść do tekstu.

    Na początek zaznaczę, że tekst Joanny Baranowskiej mnie rozczarował. Wyłania się z niego obraz hipsterki, która przeżywa „rozczarowanie”, że Fairtrade nie jest dość „elitarny” i tylko dla wybranych, bo pojawił się też w supermarketach i zwykły Kowalski, Brown czy Miller mogą także kupować takie produkty.

    Po kolei odniosę się do poszczególnych zarzutów:

    1. „Tymczasem nie jest żadną tajemnicą, że wielkie sklepy (małe oczywiście też, jednak ich możliwości są ograniczone) mają swoje przećwiczone strategie, jak skłonić konsumenta do włożenia do koszyka kolejnego produktu, spoza przewidzianej listy. Układanie towarów na półkach w specjalnym szyku, wyróżnianie pewnych marek, stosowanie kontrastów cenowych, żeby pewne produkty wydawały się dużo tańsze od innych, promocje, degustacje, „darmowe” bonusy, przeceny i wyprzedaże – wszystko jest wielkim mydleniem oczu.”

    Ten zarzut nie dotyczy Fairtrade. Świadomość i czujność podczas zakupów to jedno, możliwość wyboru produktów Fairtrade – drugie.

    2. „kupowanie w supermarkecie na pierwszym miejscu jest wspieraniem wielkich korporacji. Czy nam się to podoba, czy nie, zostawiamy pieniądze gigantom, którzy dzięki naszemu wsparciu mają ogromną władzę rządzenia rynkiem, narzucania cen producentom, sterowania cenami, a także wybierania dostawców i dyktowania im warunków.”

    Skuteczność Fairtrade jest wprost proporcjonalna do wielkości sprzedaży. Nic więc dziwnego, że Fairtrade jest otwarte na możliwości dotarcia do tych punktów sprzedaży, w których można liczyć na możliwie największe zainteresowanie ze strony konsumentów. Im więcej sprzedanych produktów Fairtrade, tym więcej pieniędzy trafia do organizacji producentów. Małe sklepiki, przy całej mojej sympatii do nich, nie są w stanie zapewnić sprzedaży nawet zbliżonej wielkości.

    Dodatkowo, kupowanie produktów Fairtrade w supermarketach sprawia, że przekazują one część pieniędzy tam, gdzie należy, czyli do producentów. Standardy Fairtrade uniemożliwiają sterowanie cenami skupu i dyktowanie warunków spółdzielniom producentów. Producenci otrzymują co najmniej minimalną cenę gwarantowaną, premię Fairtrade, mają zapewnione długoterminowe kontrakty, możliwość korzystania z przedpłat itd.

    3. „Jedną z rzeczy, na którą polecam zwrócić uwagę, jest fakt, że organizacja Fairtrade (ta od konkretnego logo) pozwala na certyfikację produktów, które według mnie w żadnej mierze nie mogą być nazwane produktami Sprawiedliwego Handlu – otrzymują znaczek na opakowaniu tylko dlatego, że jeden ze składników np. batonika jest certyfikowany (zasada obowiązuje wszystkie składniki, które mogą mieć certyfikat, musi to być co najmniej 20% składu, chyba że zawiera co najmniej 50% wody lub mleka – wtedy zawartość tych płynów jest odejmowana od całości; na dobrą sprawę można wyprodukować etyczne lody z nieetycznego mleka i odrobiny certyfikowanej czekolady). Jeśli spojrzycie na logo firm, które produkują takie batoniki, mogę się założyć, że podrapiecie się ze zdziwieniem w głowę. Serio, te wielkie korporacje, których przedstawiciele mówią np. o konieczności zawłaszczenia wody pitnej, mają prawo do certyfikatu Fairtrade?”

    Odpowiadając na tę wątpliwość, trzeba najpierw wyjaśnić, że certyfikacja Fairtrade dotyczy wyłącznie surowców pochodzących z krajów Południa i to nie wszystkich (lista ta jest stale się rozszerza, wraz z rozwojem możliwości weryfikacji i dostarczenia na rynek nowych surowców spełniających określone kryteria). Po drugie Fairtrade odnosi się obecnie do rolników, pracowników plantacji, szwalni a nie do dobrostanu zwierząt (a propos nieetycznego mleka). Gdyby chcieć oczekiwać by znakiem Fairtrade oznaczać wyłącznie produkty zawierające 100% składników Fairtrade, to znakiem tym można by oznaczyć jedynie produkty jednoskładnikowe (np. paczka z czystym kakao) a nie produkty złożone. To znacznie ograniczyłoby zbyt produktów z certyfikowanych upraw, a więc obniżyło korzyści jakie odnoszą rolnicy. Niestety wciąż popyt na produkty Fairtrade jest za mały – wiele spółdzielni posiadających certyfikat Fairtrade nie jest w stanie sprzedać całości swej produkcji do firm które wprowadzają na rynek produkty Fairtrade. Tą część plonów rolnicy muszą sprzedawać poza systemem, a więc na gorszych warunkach (taniej) – oczywiście produkty wytworzone z tak pozyskanych surowców nie mogą być oznaczane jako Fairtrade.

    Należy podkreślić, że produkt z certyfikatem Fairtrade musi zawierać wszystkie możliwe składniki w wersji certyfikowanej, czyli np. czekolada Fairtrade musi zawierać zarówno kakao jak i cukier Fairtrade (a więc cukier trzcinowy), natomiast może zawierać składniki spoza systemu certyfikacji Fairtrade, np. mleko. Podobnie w przypadku napojów możliwe jest odliczenie wody, gdyż faktycznie stanowi ona zwykle większość składu. I tu znów – ograniczenie możliwości uzyskania znaku Fairtrade do produktów złożonych zawierających 100% czy choćby 90% surowców Fairtrade (czyli np. wykluczenie czekolady mlecznej czy soku z koncentratu) powodowałoby mniejsze zapotrzebowanie na surowce certyfikowane. Oczywiście aby znak Fairtrade zachował wiarygodność, ilość certyfikowanych surowców nie może spaść poniżej określonego dla danej grupy produktów progu.

    Należy również pamiętać, że znak Fairtrade jest przyznawany na etapie opakowań detalicznych (po weryfikacji pochodzenia surowców). Ma to na celu uniemożliwienie „zwiększania” ilości produktu poprzez dodawanie surowca niecertyfikowanego. Tak więc znalezienie herbaty ze Sprawiedliwego Handlu „na wagę” może być bardzo trudne.

    4. „Z całym szacunkiem do ogromnego przedsięwzięcia, jakim jest Sprawiedliwy Handel (jak wspomniałam – wspieram i będę wspierać), nie zgadzam się ze słowami Marii Humy, cytowanymi na początku. Może rzeczywiście wprowadzenie większej ilości produktów Fairtrade do sieci handlowych wpłynie pozytywnie na ich wizerunek, ale będzie to próba wybielania się za pomocą jednej dobrej praktyki i budowania marki kosztem reputacji certyfikatu Fairtrade.”

    Certyfikat straci jedynie w oczach tych świadomych konsumentów, którzy stawiają wóz przed koniem, to znaczy bardziej troszczą się o własny komfort psychiczny niż o faktyczną pomoc producentom z Południa. W takiej sytuacji trzeba oceniać rzecz po owocach – jeżeli w wyniku wprowadzenia większej ilości produktów Fairtrade do obiegu więcej upraw będzie działała bez pracy niewolniczej, bez pracy dzieci, dyskryminacji itd., do kas organizacji rolników wpłynie więcej tak bardzo potrzebnych im pieniędzy – to znaczy, że system Fairtrade działa skutecznie.
    Obecność produktów Fairtrade znanych marek w supermarketach w niczym nie przeszkadza osobom, które chcą i mogą bezpośrednio od rolnika kupować produkty w 100% etyczne i ekologiczne, wolne od cierpienia zwierząt, bez zbędnych opakowań itd.

    5. „Czy można mieć złudzenia, że dla supermarketów logo Fairtrade nie będzie oznaczało tylko zarobku na produktach wrzuconych do sekcji LUX? W dodatku całkiem dużego zarobku, bo ceny produktów SH zwykle są wyższe niż niecertyfikowanych.”

    Z perspektywy rolników to jest kompletnie nieistotne. Organizacje zajmujące się Sprawiedliwym Handlem, w tym przyznające certyfikat Fairtrade interesuje stwarzanie im możliwości sprzedaży surowców wyprodukowanych z poszanowaniem zasad Sprawiedliwego Handlu.
    Warto dodać, że organizacje rolników z krajów Południa mają 50% głosów w systemie zarządzania Fairtrade, więc takie podejście do korporacji i hipermarketów jest zaakceptowaną przez nie formą współpracy.

    6. „Chciałabym, aby powstała w Polsce koalicja małych, lokalnych sklepów, które będą sprzedawać produkty Sprawiedliwego Handlu. Takich sklepów, jak Kooperatywy Dobrze, gdzie mam pewność, że żadna „zarobiona” złotówka nie idzie do kiesy bogaczy, ale jest przeznaczana na rozwój dobrej inicjatywy. Problem w tym, że obecnie Fairtrade stawia na dużych i mocnych, bo to oni mają władzę i miliony klientów w garści.”

    Też bym chciała, ale rzeczywistość wygląda inaczej i okopywanie się na pozycjach ideologicznych nic nie zmieni. Fairtrade nie stawia na dużych kosztem małych, ale – jak już pisałem – misją Fairtrade jest przede wszystkim wspieranie marginalizowanych producentów, a nie tworzenie „dobrych” sklepów. Wejście do supermarketów nie oznacza przecież wycofania produktów Fairtrade z mniejszych sklepów.

    • Przede wszystkim dziękuję za tak długą odpowiedź!
      Na początek – nie dziwię się, że mój tekst może rozczarowywać osoby związane z ruchem FT. Zdziwił mnie i rozbawił ten „obraz znudzonej hipsterki”, nie będę jednak udowadniać, że nie jestem wielbłądem (hipsterką), bo jestem już na to za stara. Dla wyjaśnienia (choć wydawało mi się, że to wynika z tekstu), chciałabym, żeby każdy mógł kupować etyczne produkty, ale w etycznych miejscach. Dopóki wielkie sieci handlowe nie będą działały etycznie, dopóty zakupy w takich miejscach będę uważała za dokładanie się do zła dziejącego się na świecie. Jeśli robię zakupy w takim miejscu, to czuję się źle, ale rozumiem, dlaczego ludzie wybierają markety. Gdybyśmy mieli wszyscy większą świadomość, że to nasze wybory decydują o cenach i podaży, na pewno nasze nawyki byłyby lepsze.
      „Skuteczność Fairtrade jest wprost proporcjonalna do wielkości sprzedaży” – i tak, i nie. Czy pieniądze mogą być ważniejsze od idei? A jeśli są, to o czym to świadczy? Rozumiem, że trzeba zapłacić rolnikom (w uproszczeniu). Jednak w momencie, gdy cały system podlega dążeniu do osiągnięcia jak największych zysków, aby rolnicy mogli dostać z nich 5%, to zaczyna sam przypominać korporację. Stąd bierze się język, który tak mi nie pasuje do idei – że to supermarkety podniosą swoją wiarygodność i de facto wybielą swój wizerunek. Ale żeby naprawdę coś zmienić w polityce działania? Wszechobecny greenwashing napawa mnie niechęcią i tracę zaufanie do kolejnych marek. Niestety również do certyfikatów.
      „Kupowanie produktów Fairtrade w supermarketach sprawia, że przekazują one część pieniędzy tam, gdzie należy, czyli do producentów” – oczywiście, ale czy ktoś się zastanawia, co dzieje się pieniędzmi pozyskanymi z marży? Tych pieniędzy jest znacznie więcej, bo 30-40% w porównaniu do tych kilku % płynących do producentów.
      Co do certyfikacji produktów, w których jest część składników FT, uważam, że jest to mydlenie oczu konsumentom i pójście na rękę korpo, bo mają pieniądze. Tłumaczenie wszystkiego dobrem rolników jest krótkowzroczne, bo te globalne firmy stoją za machinacjami, które „wspierają” nędzę najbiedniejszych państw na świecie. To chyba nie jest żadna tajemnica, że w certyfikowanym batoniku znajduje się np. pszenica, posiana przez gigantyczne przedsiębiorstwo, płacące swoim pracownikom grosze i używające pestycydów groźnych dla ludzi i środowiska itp. Nie mówiąc o niecertyfikowanym oleju palmowym. I tak można wymieniać i wymieniać – kupujesz batonik, wspierasz rolników z Wybrzeża Kości Słoniowej, a przy okazji dokładasz się do niszczenia lasów Indonezji i wspierasz wypasionego właściciela wielkich pół pszenicy. W dodatku taki batonik jest po prostu niezdrowy, więc i tak nigdy go nie kupię ;)
      (BTW „nieetyczne mleko” nie dotyczyło zwierząt, tylko ludzi, ale rozumiem, że sprowadzanie mleka z krajów globalnego Południa mija się z celem).
      Jeśli chodzi o herbatę na wagę, rozumiem, o co chodzi, ale nie jestem pewna, czy to dobra droga. Dlatego dla mnie nie zawsze certyfikat będzie najważniejszy, ale zaufanie do sprzedawcy. Pracuję w sklepie, gdzie sprzedajemy żywność ekologiczną na wagę z worka – nigdy by mi nie przyszło do głowy, żebyśmy mieli dosypywać do nich zwykłe produkty. Choć na pewno to się zdarza w jakichś miejscach na świecie – tym ważniejsze jest skrócenie łańcucha pośredników.
      Jeśli chodzi o utratę wartości certyfikatu, to nie zgadzam się z oceną, że chodzi o mój komfort psychiczny, ale o świadomość realnego wpływu na zarobki sieci handlowych. Mogę to oczywiście lekceważyć i cieszyć się, że z mojego zakupu 2 zł idzie do rolnika, a zapominać, że 8 zł idzie do supermarketu (powinno być odwrotnie, prawda?). Tylko że nie bez powodu unikam supermarketów. Tak jak pisałam w wypadku batonika, płacąc za produkt w supermarkecie wspieram jednocześnie dobre i złe praktyki. Tylko że złe praktyki wspieram czterokrotnie mocniej.
      Wszystko jawi mi się niestety jako walka o kasę (i wcale nie tylko dla rolników, przecież cała jednostka certyfikująca musi mieć dochody). Kompromisy bywają potrzebne, ale jeśli w grę wchodzi pójście ramię w ramię z korpo, to ja tego nie poprę. Czy okopuję się na pozycji ideologicznej – nie sądzę, jestem po prostu dociekliwa i jeśli widzę, że coś nie zgadza się z głównym przekazem organizacji, zaczynam się zastanawiać. Tak czy siak, jestem pewna, że sobie poradzicie i znajdziecie drogę, by zwiększyć sprzedaż. W końcu liczą się owoce.

      • Maria Huma

        Również dziękuję za długi komentarz. Poprzez pisanie o „hipsterce” absolutnie nie chciałam Cię obrazić tylko (przyznaję, trochę niefortunnie) skłonić do autorefleksji i racjonalnej oceny po co i dla kogo powstał Sprawiedliwy Handel. Fairtrade nie powstał bowiem dla nas – konsumentek i konsumentów z bogatej Północy, którzy chcą kupować etycznie i chcą to robić jak najbardziej w zgodzie ze swoimi ideałami, ale dla rolników i rolniczek z krajów globalnego Południa, którzy dzięki niemu w mniejszym stopniu cierpią biedę, mogą posłać dzieci do szkoły i zarabiają więcej.

        Piszesz: „Czy pieniądze mogą być ważniejsze od idei?”. No w przypadku Sprawiedliwego HANDLU (w którym przecież chodzi o wymianę handlową) są tak samo ważne jak idea. Bo tu chodzi właśnie o uczciwe pieniądze za pracę, które chcą otrzymywać rolnicy i rolniczki z krajów rozwijających się. Oni też sami decydują o tym, w którą stronę Fairtrade idzie i się rozwija. Dla mnie ta ostatnia sprawa jest bardzo ważna i pomimo, że także moje wątpliwości budzi współpraca z korporacjami, mam szacunek do decyzji, które zostały podjęte przez samych zainteresowanych – czyli rolników z krajów rozwijających się. Kilka razy byłam w spółdzielniach Fairtrade czy w fabryce odzieżowej, w której szyto ubrania z bawełny Fairtrade. Rozmawiałam z pracownicami i pracownikami, ze związkami zawodowymi i z lokalnymi NGO. Widziałam szkoły, centra edukacyjne, autobusy, które dowożą pracowników (wszystko to zakupione za PIENIĄDZE z premii Fairtrade), słyszałam od samych pracownic, że jest to najlepiej traktująca pracowników fabryka w całym regionie i każda by chciała w niej pracować. Patrząc na realia życia tych ludzi i ich PRAWDZIWE potrzeby (na pierwszym miejscu zawsze była wymieniania uczciwa zapłata lub godne wynagrodzenie za którymi idą: dostęp do czystej wody, edukacji, opieki zdrowotnej itd.) – tak przyznaje kasa jest faktycznie ważna.

        Odnośnie wielkości marży właścicieli marek oraz dystrybutorów: piszesz o tym, że supermarket zarabia na batoniku 4-krotnie więcej niż rolnik. Jest to ogromne uproszczenie sprawy. Chociażby na przykładzie prostego produktu, nie wymagającego przetwarzania (banana) – supermarket zarabia ok. 20% z ceny banana (w przypadku polskich sklepów). Reszta to cło, koszt transportu, marża importera itd. Rolnik dostaje ok. 9%. Nie piszę to po to by bronić supermarkety – jeszcze raz powtarzam TEŻ bym chciała kupować etyczne produkty w pełni etycznych miejscach. Apel Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie do supermarketów ma na celu skłonienie wielkich sieci handlowych – w których kupują przecież miliony konsumentów – by stały się choć trochę bardziej etyczne. Należy jednak pamiętać, że droga do ideału jest długa i trudna. Póki co nie ma doskonałych rozwiązań i do wszystkiego można się przyczepić z danej pozycji.

        Odnośnie certyfikacji produktów, w których jest część składników FT: to co piszesz to jest zupełne nieporozumienie. Zasada ta dotyczy wszystkich firm, nie tylko „korpo, które mają pieniądze”, ale tak samo małych firm. Tylko część składników, występujących w produktach, które spotykamy w sklepach, ma opracowane standardy Fairtrade. Np. woda nie może być certyfikowana ;-), a to ona głównie znajduje się w sokach na bazie owoców egzotycznych. Pszenica, o której piszesz też jest uprawiana głównie w krajach globalnej Północy, więc nie wchodzi w zakres tematyczny Sprawiedliwego Handlu, który powstał by wspierać ludzi z krajów globalnego Południa. Olej palmowy, o którym piszesz – występuje w 50% przetworzonych produktów będących na runku. I jak na razie nie wyobrażam sobie by mógł powstać dla niego standard Fairtrade, gdyż zwyczajnie olej ten w dzisiejszym świecie jest produkowany w sposób wysoce „niesprawiedliwy”. Dlatego oczekiwanie, by wszystkie składniki produktu były certyfikowane jest zwyczajnie nierealne. Wymagałoby to usunięcia z systemu Fairtrade większości produktów.

        Na koniec dodam, że reprezentuję Fundację Kupuj Odpowiedzialnie, która nie ma żadnych profitów z propagowania Sprawiedliwego Handlu i certyfikatu Fairtrade. Nie jesteśmy jednostką certyfikującą, nie dostajemy za to żadnego wynagrodzenia itd. Po prostu wierzymy w sens Sprawiedliwego Handlu jako doraźnego rozwiązania lepszego od bezpośredniej pomocy humanitarnej i uważamy, że certyfikat Fairtrade jest obecnie najbardziej wiarygodnym certyfikatem społecznym na świecie. Na tej samej zasadzie propagujemy wegetarianizm, ruch Zero Waste czy walczymy o lepsze wynagrodzenia szwaczek w globalnym przemyśle odzieżowym i obuwniczym.

        Pozdrawiam!

        • Cieszę się, że poświęciłaś tyle czasu, żeby podzielić się swoją wiedzą.
          Myślę, że moje idee są niestety w pewnym stopniu rozbieżne z ideami SH. Niestety, przekonałam się na własnej skórze, że dla SH liczy się przede wszystkim partner z dużą kasą – kiedy chciałam, aby nasza Kooperatywa sprzedawała sprawiedliwe banany. Nikt nie chciał ze mną rozmawiać, choć dostałam namiary na odpowiednie komórki w Europie Zachodniej. A przecież oferowalibyśmy takie same pieniądze – tylko oczywiście mniej – jak inni. Bardzo przykre doświadczenie. Ale to tylko jeden element, moje stanowisko to kwestia długich przemyśleń i pewnie niejedno jeszcze o tym napiszę.

          • Maria Huma

            Ja również dziękuję, rozmowa z Tobą tutaj to było ciekawe doświadczenie intelektualne. Czekam na rozmowę „na żywo”.

            Marysia.

          • Ponieważ pojawiły się wątpliwości, dodam, że kontaktowałam się (dzięki namiarom od Fairtrade Polska) z importerami i dystrybutorami bananów FT w Europie Zachodniej, a także z samodzielnie wyszukanymi producentami np. bananów z Madery. Dostałam jednego maila zwrotnego, że na razie nie ma możliwości podjęcia tematu.

  • Sarkada

    Czy temat „zawłaszczenia wody pitnej” mógłby zostać nieco rozwinięty ?:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge