„Etyka w modzie” – recenzja

Książkę „Etyka w modzie” Magdaleny Płonki (wydaną nakładem MSKPU, Warszawa 2013) przeczytałam już dawno, ale ponieważ jest to lektura pozostawiająca niedosyt i zachęcająca do poszukiwań różnych odpowiedzi, nie chciałam tak po prostu opisać książki. W związku z informacjami zawartymi w „Etyce…” rozpoczęłam pewne poszukiwania, które trwają, ale których częściowe rezultaty już mam.

ATT00048

Kilka słów o autorce. Magdalena Płonka jest absolwentką łódzkiej ASP (dyplom z projektowania ubioru). Wykłada przedmiot o nazwie Corporate Social Responsibility (CSR) w przemyśle odzieżowym w policealnej szkole projektowania ubioru MSKPU. Zajmuje się etyką w modzie od dłuższego czasu, współpracowała m.in. z PAH („Przewodnik po etyce w modzie”). Otrzymała różne nagrody i wyróżnienia za swoje projekty odzieżowe (w tym uznanie za jedną ze stu najbardziej wpływowych kobiet w Polsce – „Pani”, 1999 r.), a – jak czytamy na okładce „Etyki w modzie” – od 2010 roku jest biegłym sądowym z zakresu projektowania ubioru i kostiumografii.

Magdalena_Plonka

Samą książkę oceniam ambiwalentnie. Po pierwsze, okazało się, że połowa tekstu to angielskie tłumaczenie (kupowałam ją przez internet) i zamiast 260 stron treści dostałam tylko 130. Bardzo dobrze, że książka została od razu przetłumaczona, ale czy obie wersje musiały być scalone? Cena jest wysoka (okładkowa – 59 zł) i wcale się nie dziwię, bo i papier, i zdjęcia są na bardzo wysokim poziomie. To ważne, fotografie odgrywają tu ważną rolę. Te najbardziej drastyczne są nieduże, ale i tak wystarczająco wyraźne (zdjęcie poniżej).

80-81

Po drugie, książka zapowiadana na skrzydełku jako „pierwszy w Polsce kompletny przewodnik po kontrowersyjnym temacie etycznych postaw w modzie” jest moim zdaniem dopiero wstępem do dyskusji i kolejnych publikacji.

Autorka dotyka bardzo ważnych tematów, poczynając od shippingu i sweatshopów (produkowaniu ubrań w odległych krajach np. azjatyckich, gdzie prawa człowieka są naginane, a fabryki odzieżowe maksymalnie eksploatują robotników), przez bawełnę konwencjonalną i organiczną, futra sztuczne i naturalne (ze szczególnym uwzględnieniem australijskich hodowli merynosów, kanadyjskich polowań na foki oraz pozyskiwania skór dzikich zwierząt), zanieczyszczenie środowiska przez plantacje bawełny, fabryki ubrań i garbarnie, po próbę wskazania kierunku – co robić, żeby nie przyczyniać się do produkowania odzieży niezgodnej z etyką. Książka kończy się zdjęciami z sesji modowej – ubrania zostały zaprojektowane w duchu 3R (Reuse, Reduce, Recycle), całość można obejrzeć na stronie internetowej http://etykawmodzie.pl/galeria/.

122-123

To, czego mi brakuje, to dogłębne odniesienie się do rynku polskiego. Mamy co prawda wspomniane liczby dotyczące eksportu futer oraz statystyk ferm zwierząt futerkowych w Polsce, jednak bardzo brakuje mi danych z naszego kraju odnośnie do problemów poruszanych w innych rozdziałach. Prawdopodobnie jest za wcześnie, żeby te dane mogły być skutecznie gromadzone i sprawdzane – nikt się tym do tej pory nie interesował w wystarczający sposób, aby podsumować np. przemysł garbarski. Jak bardzo zanieczyszczone są futra owiec sprzedawane na Krupówkach? Ile groźnego chromu znajduje się w futrach od Jedynaka? Czy skórzane buciki naszych dzieci zostały przygotowane w bezpieczny sposób, bez użycia trujących garbników? Na to ostatnie pytanie Magdalena Płonka odpowiedziała mi tak:

Nie ma możliwości sprawdzenia (poza laboratorium), w jaki sposób skóra była obrabiana, poza jedynym wyjątkiem, który jest prawie  nieobecny na naszym rynku, a jakim jest certyfikat IVN.

O IVN Płonka pisze w ósmym rozdziale książki, gdzie wymienia różne certyfikaty, dające pewne pojęcie o procesie produkcji odzieży.

Najcenniejszymi, a jednocześnie najtrudniejszymi dla mnie fragmentami książki były dwa rozdziały poświęcone polowaniu na foki w Kanadzie oraz hodowaniu owiec w Australii (i nie tylko tam). Przyznaję, że choć temat fok obijał mi się o uszy, nigdy nie zainteresowałam się nim mocniej. Dzięki lekturze „Etyki w modzie” dowiedziałam się o tym bezsensownym i okrutnym procederze wystarczająco dużo, żeby stracić humor na długo. Najkrócej mówiąc, bestialskie zabijanie bezbronnych zwierząt jest dotowane przez kanadyjski rząd (więc – podatnika) i ma ogólnie rzecz biorąc zapobiec bezrobociu.

Jeszcze bardziej przykre było czytanie o życiu merynosów, których wełnę tak bardzo cenimy. Owce zostały poddane różnym krzyżówkom genetycznym, których skutkiem ubocznym są fałdy skóry pod ogonem zwierząt. Ze względu na utrudniony dostęp powietrza do tych partii ciała często dochodzi w nich do różnych chorób skórnych, a także do powstawania lęgowisk larw much. Australijscy hodowcy – w świetle prawa – do pozbywania się kłopotu używają np. nożyc ogrodniczych. Proces nazywa się mulesing i rzadko kto myśli o znieczuleniu owcy.

60-61

Kiedy przeczytałam o mulesingu, postanowiłam sobie (co w sumie nie było trudne, ponieważ nie jestem masowym konsumentem odzieżowym), że żadnej wełny merynosów nie kupię. Skoro znam osobiście polskich hodowców owiec i wiem, że polska owca jest raczej szczęśliwa za życia, będę kupowała wyłącznie polską wełnę. Dzięki temu powstał właśnie mój piękny wełniak dla S.

Faktycznie, nasze rodzime owce mają zdecydowanie lepiej, gdyż generalnie w naszym kraju nie ma przemysłowej hodowli owiec, są raczej duże stada i bogaci hodowcy. Owce u nas są szanowane do momentu… transportu do rzeźni

– napisała mi Magdalena Płonka na pytanie o owczą etykę w Polsce. Z rzeźnią (w świetle ostatnich dyskusji o uboju rytualnym – tym bardziej) mam taki problem, że rozumiem potrzebę istnienia takich miejsc, z drugiej strony mało kto chciałby oglądać swój posiłek w trakcie zamiany ze zwierzęcia w mięso. Jesteśmy wygodni, bo kupujemy kawałki wołowiny czy wieprzowiny i nie identyfikujemy ich z całym zwierzęciem. Kto normalny dziś oprawia kurczaka? Kto patroszy rybę? Jakiś czas temu robiłam jedno i drugie, co skłoniło mnie to do zastanowienia: brzydzę się, boję tego truchła czy nie? Wyszło na to, że mam pewne opory, bo jestem nieprzyzwyczajona do namacalnego obrazu śmierci mojego pożywienia.

Kolejne pytania, jakie nasuwały mi się podczas lektury, to współzależność rynku skór z rynkiem mięsnym. Czy można liczyć na to, że skoro już zwierzę ginie, to jego futro czy skóra jest w takim samym stopniu wykorzystana co mięso? Gdyby tak było, mięsożercy tacy jak ja mogliby uznać noszenie skór zwierząt jadanych na obiad za kontynuację swojego wyboru. Niestety, nie wiem, jak to jest.

Natomiast znalazłam dwa tropy, które pozwalają mieć nadzieję na lepszą jakość (także etyczną) ubrań produkowanych w Polsce. Po pierwsze, dowiedziałam się od Małgorzaty Szymonek z Nanaf, że jest już pierwszy polski producent bawełny organicznej – będę badała ten temat. A dzięki Kolebce Natury znalazłam producenta skór owczych wyprawianych w sposób ekologiczny (reluganów). Podjęłam tropy i będę drążyć.

Przeczytaj także: O skórach, czyli co się wyprawia

relugan_0

Relugan z Kolebki Natury.

Bardzo polecam książkę Magdaleny Płonki wszystkim osobom, które chciałyby więcej wiedzieć na temat tego, na co wydają pieniądze w sklepach z odzieżą. Myślę, że wielu osobom ta lektura otworzyłaby oczy – nie tylko ze względu na fakty dotyczące ogromnych zanieczyszczeń naszej planety spowodowanych przemysłem modowym, ale także szkodliwość zwykłych ubrań i butów, które kupujemy, kierując się ceną, krojem, marką – zamiast troską o własne zdrowie.

Niestety, minusem książki jest brak dobrego przygotowania pod względem redakcyjnym. Może zabrakło czasu na dobrą korektę językową, oby starczyło go przy kolejnym wydaniu. Widzę spory dysonans między graficzną i językową stroną publikacji – bardzo szkoda.

Zdjęcia (poza ostatnim) dzięki uprzejmości Autorki.

Może przeczytasz także:

The Clean Kilo: supermarket zero waste w Birmingham [PL/ENG]

The Clean Kilo chciałam odwiedzić już rok temu, podczas Wielkanocy, jednak nie był jeszcze otwarty.

Ranking: naturalne żele do mycia dla mężczyzn

Mój mąż odkrył, że >> w jego ulubionym żelu do mycia jest plastik. Namówiłam go

„Polskie mięso” Jasia Kapeli, czyli wegański groch z kapustą

„Polskie mięso, czyli jak zostałem weganinem i przestałem się bać” Jasia Kapeli to książka, która

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge