14 XI2013

Dieta – faza 3. Witaj, orzechu nerkowca!

by joanna

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły pod znakiem wprowadzania zmian w moim menu. To wszystko zasługa testu MRT, którym sprawdziłam moją nadwrażliwość na pokarmy.

Pięć faz diety (dla karmiącej mamy – faza pierwsza od razu łączy się z drugą, a nawet częściowo trzecią) układa komputer na podstawie wyniku. Zaczyna się od pokarmów najmniej reaktywnych. W moim wypadku komputer zaproponował np. takie białka, skrobie i warzywa:

dieta_leap

Bez rozmowy z dr Partyką nie wiedziałabym pewnie, że niektóre z tych „bezpiecznych” pokarmów powinnam odstawić, niektóre zaś produkty pokrewne mogę włączyć. (np. sum – mam źródło hodowlanego suma, bezpieczniejszego od dzikiej soli z zanieczyszczonych wód). Żebym mogła jeść jakieś pieczywo, orkisz wskoczył do fazy pierwszej. Soja uczula S., więc na razie nie ma o niej mowy. Gruszka jest pokrewna jabłku, którego nie mogę. Ciemne owoce zawierają kwas benzoesowy, który mi bardzo szkodzi. Papryka jest pokrewna bakłażanowi, który wyszedł mi nadzwyczaj reaktywnie (i jest podejrzany o powodowanie bólów stawów). Po odstawieniu papryki od kilku dni czuję poprawę, choć tak naprawdę powinnam porzucić wszelkie psiankowate (pomidory, ziemniaki). I tak dalej, i tak dalej…

Robi się z tego prawdziwa łamigłówka, prawda? A do tego jeszcze muszę coś jeść i być syta, bo ciągle karmię!

Najtrudniejsze było…

Choć wydawałoby się, że lista pokarmów, których nie powinnam jeść, jest nieduża, to jednak zrezygnowanie z niektórych jest uciążliwe. Choćby z czosnku czy pieprzu. Przekonałam się też o tym, że naprawdę mi trudno najeść się na śniadanie, jeśli nie mogę zjeść kanapki z wędliną (nie mogę jeść wieprzowiny). Zostały jajka, niektóre rybki z puszki i pasty kanapkowe (wędlina drobiowa mnie nie nęci). Z jajkami i rybami wolę nie przesadzać. Z past chwilowo mogę fasolową i humus (cieciorka jest krewną groszku). Pyszna pasta paprykowa odeszła w zapomnienie. Trudno mi się najeść, oj trudno.

fasola_biala

Z tego zaraz będzie pasta fasolowa!

Największe wyzwanie

To uzależnienie od domowego chleba. Nie mam szans kupować regularnie takiego pieczywa, jakie wolno mi jeść (orkiszowe, na orkiszowym zakwasie, bez drożdży, z konkretnymi ziarnami). I tak dla urozmaicenia włączyłam samopszę. Pszenica dopiero w czwartej fazie (ech, te dobre makarony i spaghetti mojego męża!).

Trudno też w kółko jeść to samo. Na szczęście trzecia faza oznacza m.in. soczewicę i kurczaka. I orzechy nerkowca, które kocham najbardziej na świecie.

Odkrycie po latach

Pestki dyni! Choć moi chłopcy z dynią są na bakier, ja konsumuję pestki i cieszę się jak dziecko.

Od lat nie jadłam też białej fasoli.

Efekty diety – co widać?

Przede wszystkim pryszcze. Organizm wywala z siebie śmieci za pomocą pryszczy – na zdrowie. Jakoś przeżyję. Szkoda, że są z serii bolesnych i akurat lubią pojawiać się na twarzy. Ratuję się maseczkami z żółtej glinki Illite.

Bardzo pogorszyło się nawilżenie mojej skóry, przede wszystkim twarzy i rąk. To oczywiście może być związane z porą roku.

Znowu schudłam, ale to chwilowe – po prostu muszę wypracować sycące posiłki.

Efekty – co słychać?

Wszystko gra i tańczy, mogłabym odpowiedzieć. Po chwilowym kryzysie (ból głowy, senność, straszny katar, zapalenie spojówek) i mimo nieustannego głodu czuję się znakomicie. Pamiętam, jak w trakcie poprzedniej detoksykacji cierpiałam tydzień, a potem po prostu było coraz lepiej. Chociaż kilka dni temu odstawiłam kawę (dieta przeciwmigrenowa), jestem ciągle niewyspana (wiadomo, roczne dziecko na cycu) i zawalona robotą (redaktorską, korektorską oraz organizacyjną – Trzeci Bielański Jarmark Rodzinny), uważam, że moja kondycja jest naprawdę niezła. Może to tylko adrenalina mnie napędza, bo spoczywa na mnie duża odpowiedzialność za organizację wydarzenia, a może efekt diety wyciszającej mój układ odpornościowy, który wreszcie nie musi zwalczać niepożądanych reakcji dietozależnych?

Odstępstwa

Tak naprawdę poczyniłam tylko jedno „wykroczenie”. Oliwki z fazy czwartej włączyłam wczoraj, ponieważ od początku mogę spożywać oliwę z oliwek. Stosuję też syrop z agawy, a to dlatego, że moje batony bez karobu są dla mnie trochę za smutne. Skoro jednak mogę jeść inulinę (patrz niżej), to syrop z agawy uważam za rozgrzeszony.

Wspomaganie

Za radą dietetyczki wspomagam się trzema produktami:

  • tranem firmy Kirkman (drogi, ale podobno najlepszy – bez żadnych domieszek ani śladowych ilości np. alergenów); chodzi o kwasy omega-3,
  • olejem z ogórecznika (także jest drogi, pomaga na cerę); zawiera kwasy GLA,
  • inuliną (naturalny prebiotyk z agawy); przeczysza, więc dawkuję ostrożnie.

Nie lubię suplementów diety, ale te akurat są zbliżone do naturalnych źródeł witamin i innych potrzebnych związków.

tran_olej_inulina

Przede mną zakup wspomagania ogólnego dla karmiących oraz chelatu cynku. Chwilowo po prostu nie miałam kasy.

Za mniej więcej tydzień przejście na wyższy poziom. Mam nadzieję, że będę się czuła jeszcze lepiej!

Przeczytaj także: Test MRT – podsumowanie

03 IX2013

Witamina D – wielki kit?

by joanna

Od razu na wstępie zastrzegam: nie jestem lekarzem, nie mam wykształcenia dietetycznego. Wszystko, co piszę poniżej, opiera się na moich przemyśleniach i doświadczeniach oraz literaturze. Jestem matką dwóch chłopców (w tej chwili jeden ma 4 lata, drugi 10 miesięcy)* i miałam kilka lat na dokonanie spostrzeżeń dotyczących polskich pediatrów. Jednocześnie zastrzegam, że absolutnie nikogo nie namawiam do podążania w moje ślady – do tematu podchodzę subiektywnie, krytycznie, przekornie i wbrew standardowym zaleceniom lekarzy. Czytelniku, czytasz na własną odpowiedzialność, a przed użyciem zdobytej wiedzy skonsultuj się ze swoim zdrowym rozsądkiem.

Zawsze podkreślam, że zachęcam do samodzielnego myślenia i drążenia tematu, w tym wypadku – suplementacji witaminy D u niemowląt.

Nie jestem przeciwniczką suplementacji, jestem przeciwniczką narzucania wszystkim tych samych norm, bez indywidualnych badań itp.

* Uaktualnienie luty/marzec 2015 r.: chłopcy rosną, więc i młodszy dostaje już witaminę D w okresie jesienno-zimowym, ponieważ mam nadzieję, że pomaga mu to na AZS. Niestety, suplementacja nie daje wystarczających efektów (w wynikach starszego poziom niewystarczający), dlatego mam obawy, że podawanie syntetycznej witaminy D w naszym wypadku mija się z celem.

tran

„Czy Bóg to zaniedbał?”

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie książka Udo Pollmera, która zawiera sporo kontrowersyjnych tez na temat m.in. suplementów diety (które autor uznaje w większości za szkodliwe). Notabene ten niemiecki antydietetyk w wielu kwestiach zgodziłby się z Józefem Słoneckim (książkę tego pana również czytam, ale na raty – jak skończę, opowiem).

Część książki „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia” (PIW, Warszawa 2010) poświęcona niemowlętom jest moim zdaniem lekturą obowiązkową wszystkich rodziców, którzy chcą świadomie karmić swoje dzieci. Niekoniecznie dlatego, że we wszystko należy uwierzyć – wręcz przeciwnie, myślę, że we wszystko należy wątpić i samemu podejmować decyzje, zamiast ślepo ufać białemu fartuchowi.

Podrozdział, który wezmę pod lupę tym razem, nosi znamienny tytuł: „Czy Bóg to zaniedbał?” i jest bardzo krótki – dwie strony o suplementowaniu witaminy D u niemowląt.

Witamina D (uznawana bardziej za hormon niż witaminę), najkrócej mówiąc, potrzebna jest do tego, aby nasz organizm wchłaniał z pożywienia wapń. Według dzisiejszych zaleceń lekarzy niemowlęta karmione piersią powinny otrzymywać dawkę witaminy D3 codziennie.

Na dwóch stronach książki Pollmera znajdują się jednak argumenty, które utwierdzają mnie w moim intuicyjnym przekonaniu: niemowlęta karmione piersią zazwyczaj nie potrzebują suplementacji witaminy D. Najcenniejszy jest dla mnie argument zawarty w tytule rozdziału. Z jakiej racji mam uważać, że pokarm doskonały dla mojego dziecka – moje mleko – z jakiegoś powodu jest wybrakowany o tę jedną jedyną witaminę?

Trzy głosy, Trzeci Świat

Kiedy urodził mi się pierwszy synek, podążałam ścieżkami wskazanymi przez polską służbę zdrowia – do czasu, kiedy polska służba zdrowia nie bardzo umiała pomóc przy alergii, AZS, problemach skórnych, nie mówiąc już o problemie znacznie trudniejszym – alergicznej, przewlekłej obecności płynu w uszach.

Przy drugim dziecku nie słucham bezkrytycznie lekarzy. Ufam zasadzie: im mniej leków, szczepień, wizyt u państwowego pediatry, tym lepiej.

Na temat witaminy D3 (której S. nie dostał ani razu, choć urodził się w listopadzie) usłyszałam trzy różne opinie od trzech różnych pediatrów.

1. Wygląda pani na wykształconą osobę, a pani dziecko jest jak z Trzeciego Świata. Może ja pani dam tę witaminę? (Pediatra z NFZ).

2. Wolałabym, żeby S. brał witaminę D3, ale jeśli pani jest przeciwna, zróbmy mu badanie na jej poziom. (Pediatra prywatny, Enel-Med, leczy m.in. homeopatią). Badanie wykonałam, poziom w normie.

3. Nie ma potrzeby podawania witaminy D3 niemowlętom, jeśli nie ma do tego wskazań. S. pięknie się rozwija, jedno ciemiączko zarosło, drugie ma czas do końca 2. roku życia. Witamina D może więcej zaszkodzić, jeśli podamy ją niepotrzebnie. (Pediatra prywatny, 30 lat stażu w państwowej służbie zdrowia, obecnie leczy przede wszystkim homeopatią).

Duży rozrzut, prawda?

Co mówi Pollmer

Autor „Smacznego!…” opisuje sytuację, w której zalecano podawanie witaminy D3 nie tylko niemowlętom, ale także matkom karmiącym. Nacisk, jaki kładą na to lekarze, można nazwać wręcz presją, prowadzącą do zastraszania rodziców krzywicą czy nowotworami.

Prawie nikt nie mówi matkom o niebezpieczeństwach, jakie powoduje przedawkowanie witaminy D (2, 58, 67, 75). Co ciekawe, objawy zatrucia witaminą D wyglądają bardzo podobnie do krzywicy (30, 337, 755), ponieważ „duże ilości witaminy D powodują wypłukiwanie wapnia z kości”, co stwierdził profesor Ernst Lindner z Uniwersytetu w Gießen (337). Spożywanie witaminy D jest zatem tak ryzykowne, że podobnie jak witamina A, powinna być ona dodawana do artykułów spożywczych pod ścisłą kontrolą (31).

– pisze Pollmer (s. 359).

O niebezpieczeństwie związanym z przedawkowaniem witaminy D dowiedziałam się od pediatry nr 3. Próżno szukałam informacji na ten temat w polskim internecie. Być może po niemiecku znalazłabym jakieś artykuły, ale niestety nie władam tym językiem.

Jeśli chodzi o niemowlęta, jednym z niebezpieczeństw takiego przedawkowania jest zbyt szybkie zarastanie ciemiączka, co może mieć znaczenie przy rozwoju mózgu. Znam jednego niemowlaka z problemem zbyt szybkiego zarastania ciemiączka – lekarze po takiej diagnozie u kilkutygodniowego chłopca od razu kazali odstawić witaminę D.

W mleku matki z natury jest mało witaminy D. Mimo to wapń z mleka matki jest świetnie wchłaniany przez niemowlę. Jak to możliwe? Dziś wiemy, że istnieją przynajmniej dwa związki, które przejmują funkcję witaminy D jako transportera wapnia w jelicie niemowlęcia: występujący w ogromnych ilościach cukier mleczny, laktoza, oraz określone białka mleka, fosfokazeiny (29, 64, 72, 74, 590).

(s. 360).

Wiem, że jesteśmy bombardowani informacjami na temat niedoboru tej witaminy, straszeni, zachęcani do kupowania suplementów. Myślę, że osoby, które nie prowadzą zdrowego trybu życia, nie chodzą na spacery, siedzą zamknięte w domach czy biurach przez cały dzień faktycznie mogą mieć problem z jej brakiem. W dodatku jedna znajoma dermatolog oraz jedna dietetyczna powiedziały nam o dobrym wpływie suplementacji witaminy D na skórę atopowców. Dlatego nasz starszy syn (powtarzam – ma 4 lata!) w niesłoneczne miesiące dostaje tran.

Ponieważ organizm dzięki światłu słonecznemu może sam produkować witaminę D, zdrowe dzieci nie cierpią na jej brak, jeśli wychodzą na świeże powietrze (68, 754, 759). Dostarczanie witaminy D jest więc  potrzebne tylko w określonych przypadkach i „wymaga” według DGE „nadzoru lekarskiego” (1). (…) Należy zatem przyjąć, że niemowlę powinno być chronione przed tą witaminą. [podkreślenie moje – J.B.].

(s. 360).

Jako ciekawostkę autor pisze, że witamina D jest podawana szczurom jako trutka…

Zalecana dawka słońca (tu chyba opinie wszystkich pediatrów są podobne) – półgodzinny spacer w ciągu dnia, dziecko powinno być w wózku z odkrytymi rączkami i nóżkami, nieposmarowane kremem z filtrem, ale w wypadku mocnego słońca powinno przebywać w cieniu – wystarczą promienie słoneczne odbite np. od wózka czy piasku na plaży. W dni pochmurne te promienie przecież także działają, tyle że dziecko jest bardziej ubrane – wniosek: spacer powinien być dłuższy…

Do tego wpisu przygotowywałam się emocjonalnie dość długo, bo czuję, że poruszam temat, którego w Polsce nie ma. Wiem, jakie jest oficjalne stanowisko lekarzy. Chętnie się dowiem, jakie jest Wasze stanowisko – osobiste. Co intuicyjnie czujecie. Chętnie o tym porozmawiam i poszerzę swoją wiedzę, bo kontr-źródeł jest tak mało…

Tu ciekawy artykuł na temat niedoborów witaminy D3, wynikających z naszego stylu życia.

Bibliografia Pollmera (kolejność pojawiania się w tekście, w nawiasie pozycja w bibliografii w książce):

  • „Empfehlungen für die Nährstoffzufuhr”, DGE, Frankfurt 1991. (1)
  • Machlin L.J., „Handbook of vitamins”, New York 1991. (58)
  • Europäische Kommission, „Brechte des Wissenschaftliflichen Lebensmittelausschusses”, Luxemburg 1994. (754)
  • Bayer W., Schmidt K., „Vitamine in Prävention und Therapie”, Stuttgart 1991. (2)
  • Combs G. F., „The Vitamins” w: „Fundamental Aspects in Nutrition and Health”, San Diego 1992. (21)
  • Holick M. F. i in., „N. Engl. J. Med.” 1992, 326, s. 1178. (67)
  • Jacobus C. H. i in., „N. Engl. J. Med.” 1992, 326, s. 1173. (75)
  • Würgler f. E., „Naturwiss. Rundsch.” 1993, 46, s. 485.30. (30)
  • Linder E., „Toxikologie der Nahrungsmittel”, Stutgart 1990. (337)
  • Macholz R., Lewerenz H. J., „Lebensmitteltoxikologie”, Berlin 1989. (755)
  • „Verordnung über vitaminisierte Lebensmittel”, BGB1 I, s. 1989. (31)
  • Pollmer U., „Natur”, t. 4, 1994, s. 68. (757)
  • Cochet B. i in., „Gastroenterol.” 1983, 84, s. 935. (29)
  • Gammelgaard-Larsen C., w: Hoogland A. J. i in., „Food Ingredients Asia”, Maarssen 1991, s. 53. (64)
  • Kitts D. D. i in., „Brit. ‚J. Nutr.'” 1992, 68, s. 765. (72)
  • Miller, s. C. i in., „J. Nutr.” 1988, 118, s. 82. (74)
  • Schlimme E. i in., w: Lebensmittelchemische Gesellschaft Milchproteine”, Hamburg 1991, 4, s. 213. (590)
  • Haddad J. G., „N. Eng. J. Med.” 1992, 326, s. 1213. (68)
  • Specker B. L., „Am. J. Clin. Nutr.” 1994, 59, dod., s. 484. (759)
  • Ala-Houhala M. i in., „Am. J. Clin. Nutr.” 1988, 48, s. 1057. (32)
  • Takeuchi A. i in., „J. Nutr.” 1989, 119, s. 1639. (651)
  • DiPalma J. R., Ritchi D. M., „Ann. Rev. Pharmacol. Toxicol.” 1977, 17, s. 765. (71)
  • Toda T. i in., „Fd. Chem. Toxicol.” 1985, 23, s. 585. (73)
  • Kummerow F. i in., „Am. J. Clin. Nutr.” 1976, 29, s. 579. (650)
  • „Fd. Chem. News” 1991, 33, s. 19, za: „BIBRA Bull.” 1991, 30, s. 200. (33)
  • Hadler M. R., „Span” 1984, 27, s. 74. (34)
  • Hayes W. J., Laws E. R., „Handbook of Pesticide Toxicology”, San Diego 1991. (343)
  • Worthing C. R., „The Pesticide Manual – A World Compendium”, Farnham 1991. (415)