26 VII2013

Fotorelacja: pierwsze spotkanie nowej kooperatywy spożywczej (Warszawa)

by joanna

W czwartek 25 lipca odbyło się pierwsze spotkanie Kooperatywy Spożywczej DOBRZE. A właściwie przyszłej kooperatywy – jeszcze jej nie ma, dopiero się tworzy. To jest dobry moment, żeby ludzie, którzy lubią działać wspólnie dla wspólnej korzyści, włączyli się w przygotowania tej nowej wspólnoty.

koop_2

Spotkanie, w którym uczestniczyło pewnie około 30 osób (z czego pewnie ponad połowa przyszła prosto z placu Zbawiciela, hihi), zaczęło się od prezentacji pomysłu.

koop_5

Torba blogerki Asi (dziarskapara.pl).

Prowadząca – Nina – określiła wstępne oczekiwania czterech pomysłodawczyń (Magdy, Niny, Ani i Asi), wśród których znalazł się plan utworzenia sklepu spółdzielczego z produktami ekologicznymi i pozyskiwanymi od lokalnych rolników.

koop_1

Myślę, że w tym miejscu należy podkreślić, że takie inicjatywy opierają się na wspólnym zaangażowaniu – to oznacza, że członkowie kooperatywy otrzymują profity w postaci dostępu do pewnych produktów, ale sami powinni angażować się w działanie spółdzielni. Może być to praca przy transporcie produktów, ważeniu ich, rozdzielaniu, pilnowaniu tabelek z zamówieniami, a także poszukiwanie dostawców, promocja itp.

Na spotkaniu zostaliśmy poproszeni o propozycje – co sami możemy dać kooperatywie i ile czasu jesteśmy w stanie jej poświęcić. Odezwałam się jako druga i powiedziałam, że nawet kilka godzin tygodniowo mogę przeznaczyć na działania na rzecz kooperatywy. No cóż… Inni nie byli tacy ochoczy, może oprócz kolegi, który zadeklarował trzy dni w tygodniu. Daje mi to do myślenia!

Po części teoretycznej i zebraniu propozycji (wśród których najwięcej było tych związanych z promocją, kilka z pracą fizyczną) przyszła pora na ekorolnika.

koop_3

Chyba wszyscy byli zauroczeni rolnikiem Marcinem.

Marcin przyjechał ze swoimi warzywami i opowiedział nam o swoim gospodarstwie. Co ciekawe, Marcin jest Ślązakiem, ale przeprowadził się do Ostrowi Mazowieckiej, gdzie dzierżawi pole i uprawia (głównie) warzywa. Bardzo ucieszyła mnie informacja, że stosuje kalendarz biodynamiczny – dzięki temu jego warzywa lepiej rosną i na pewno lepiej smakują!

koop_6

Potem mogliśmy odebrać zamówione warzywa. Jeszcze ich nie próbowałam, ale wyglądają pysznie.

koop_7

Jeśli ktoś zna osoby zainteresowane dostarczaniem kooperatywie produktów bez pośredników, niech koniecznie daje znać. Sama będę pytać wszystkich znajomych ekoproducentów, czy nie chcieliby mieć stałych odbiorców (docelowo pewnie kilkadziesiąt-sto osób).

koop_4

Ma być o nas głośno!

Niektóre założenia kooperatywy:

– wszyscy działają wspólnie, dzielą się pracą i zyskami,

– współpracuje z rolnikami i innymi producentami żywności ekologicznej, dzięki czemu taniej kupuje produkty dla swoich członków,

– część pieniędzy z zakupów wpływa na wspólny fundusz, pokrywający np. koszty paliwa,

– kooperatywa to nie tylko zakupy, to także pomaganie sobie i dzielenie się swoją wiedzą i umiejętnościami.

Moje wątpliwości:

– ludzie zawodzą, będzie sporo rozczarowań, będziemy się zniechęcać i kłócić,

– tam, gdzie są pieniądze, będą spory o pieniądze,

– zaufanie do producentów: kto będzie sprawdzał jakość produktów – certyfikaty itp.? Trzeba by mieć własną jednostkę kontrolującą, czy żywność jest naprawdę ekologiczna…

– sezonowość produktów: w zimie będzie posucha.

Ale może się mylę? Trzymam kciuki za inicjatywę i będę pomagała, jak umiem. I tyle czasu, ile będę miała. Zapraszam Was do współtworzenia kooperatywy!

02 V2013

Kibuc Lotan: permakultura na pustyni

by joanna

English version (extended)

lotan_1

Niedawno Organiczni odwiedzili Ghanę – pozostajemy w gorącym klimacie! Tym razem zapraszam Was do… Izraela. Ten ciekawy pod wieloma względami kraj (politycznie również, ale to nie blog o polityce) słynie między innymi z kibuców – realizacji wizji małych społeczności prowadzących niemal samowystarczalne gospodarstwa. Wizja łącząca założenia syjonizmu z socjalizmem była w dużej mierze utopijna, jednak kibuce istnieją do dziś, choć niekoniecznie w takiej formie, o jakiej myślano sto lat temu.

Społeczności, w których nie ma własności prywatnej, jest w miarę sprawiedliwy podział obowiązków, a wszyscy pracują dla wspólnego dobra, są obecne w różnych postaciach, z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Choćby squaty, które z ekologią i permakulturą (zrównoważonym rozwojem, dążeniem do budowania systemów równowagi ekologicznej w otoczeniu człowieka) mają bardzo dużo wspólnego.

lotan_6

Przedstawiam Wam rozmowę z Alexem Cicelskim, założycielem kibucu Lotan – szczególnego miejsca na mapie Izraela, które w tym roku obchodzi swoje trzydziestolecie.

J.B. Alex, twoje nazwisko brzmi polsko…?

A.C.: Cicelsky pochodzi od polskiego „cieśla”. Urodziłem się w Stanach Zjednoczonych, moi dziadkowie uciekli tam przed II wojną światową.

Zanim przyjechałem do Izraela, studiowałem rolnictwo, spawanie i projektowanie. Tu [na Pustyni Arava], w wieku 22 lat, założyłem kibuc Lotan.

Kibuc powstał w 1983 roku. Jakie były jego początki?

Kiedy przybyłem do kibucu, nie było w nim dosłownie niczego: jedno drzewo, tylko skały i piasek aż po horyzont. Zasadziliśmy daktylowce, zbieraliśmy cebulę, melony, kukurydzę i pomidory; w miesiącach zimowych stosowaliśmy nawadnianie kropelkowe. Zbiory wysyłaliśmy do europejskich sklepów i zużywaliśmy na własne potrzeby. Czas mijał, społeczność rosła, pary się pobierały, rodziły się dzieci… Dziś Lotan to małe miasteczko z 200 mieszkańcami.

lotan_8

Jak opisałbyś kibuc Lotan?

Jesteśmy zorganizowaną, rosnącą społecznością o nastawieniu ekologicznym, praktykującą egalitarny judaizm postępowy. Skupiamy się na poszanowaniu i wzmacnianiu indywidualnych zdolności naszych mieszkańców. Nie jesteśmy społeczeństwem idealnym, ale staramy się żyć według pewnych ideałów – dbania o siebie nawzajem, bycia zdrowymi i aktywnymi mieszkańcami świata. Celebrujemy rytuały związane z cyklem życia w twórczy i artystyczny sposób. I spędzamy dużo czasu na dworze.

Co jest myślą przewodnią filozofii kibucu Lotan?

Moim zdaniem – takie założenie, że to my, ludzie, jesteśmy na tej planecie aktywnymi uczestnikami tworzenia. Bierzemy odpowiedzialność za to, aby gospodarnie zaspokoić nasze potrzeby. Nasze działania mają głęboki wpływ na naturę, nawet jeśli to niezamierzone, chcemy więc rozwijać się bez szkody dla środowiska. Strategią naszej społeczności jest rozwój gospodarki i społeczeństwa, w którym wszyscy ludzie mają taką samą szansę rozwinąć swoje unikalne możliwości.

lotan_9

Czy udaje się wam żyć w zgodzie z założeniami permakultury?

Niektórzy określają permakulturę jako samowystarczalność. W naszym kibucu w produkcji żywności jest ona nieosiągalna, ponieważ lato jest zbyt gorące, aby starczyło nam jedzenia, nie mamy wystarczająco dużo wody. Zrobiliśmy duże postępy w zakresie produkcji własnej energii elektrycznej za pomocą paneli słonecznych, ale ta jest obecnie ograniczona przez regulacje rządowe oraz wysokie koszty inwestycyjne. Wyzwania związane ze środowiskiem są trudne, ale nauczyliśmy się różnych rozwiązań, wcale nie tak innych od stosowanych w środowisku miejskim – zwłaszcza teraz, gdy zmiana [globalnego] klimatu sprawia, że w miastach jest gorąco zarówno w dzień, jak i w nocy.

Ironia losu, inną definicją zrównoważonego rozwoju jest to, co skłoniło nas do wyboru miejsca kibucu. Chcieliśmy zbudować Lotan na ziemi, której nie dotyczyły konflikty terytorialne między Izraelem a jej sąsiadami. Zdecydowaliśmy się na pustynię Arava, bo w zasadzie nikt nie chciał tu żyć, nie było wątpliwości, że należy ona do Izraela.

lotan_4

Uprawiacie permakulturę na pustyni. Czy to bardzo trudne?

I tak, i nie. Ideą permakultury jest moim zdaniem rozwijanie systemów, które biorą pod uwagę ludzi w określonej społeczności, w określonym miejscu, klimacie oraz dostępne zasoby. Nasza praca zaczęła się od zainicjowania zmian, które biorą to wszystko pod uwagę. Zaczęliśmy od recyklingu – mimo niezdolności władz regionalnych do zbierania odpadów. Wykorzystujemy niebiodegradowalne elementy budowlane, włókna papieru jako dodatek do tynków i odpady organiczne jako kompost. Staramy się produkować żywność bez żadnych pestycydów, herbicydów i nawozów przemysłowych. Odkryliśmy, że możemy zamienić piasek w glebę poprzez dodanie kompostu i doprowadzenie rurami wody do nawadniania.

Do naszych ogrodów zaczęły przylatywać ptaki wędrowne, więc kupiliśmy ziemię przylegającą do kibucu – gdzie znajdowała się opuszczona kopalnia piasku. Posadziliśmy tam lucernę i utworzyliśmy nieduże zbiorniki wodne – dzięki temu powstał rezerwat przyrody dla ptaków wędrownych.

lotan_5

Opowiedz nieco więcej o tym rezerwacie.

Najlepiej pójść tam bardzo wcześnie rano. Mamy swoich przewodników – znawców miejscowej flory i fauny – którzy organizują spacery po parku właśnie o świcie, kiedy ptaki, zarówno wędrowne, jak i żyjące na miejscu, są aktywne. Po oglądaniu ptaków idzie się do jednej z ostatnich wydm po izraelskiej stronie granicy (Jordania leży zaledwie kilka metrów od kibucu!). Można zobaczyć ślady najróżniejszych zwierząt, które przychodzą tam w nocy: węży, jaszczurek, chrząszczy, skorpionów, sów, myszy i myszoskoczków, lisów, wilków, a nawet hien. Pustynia czasem wydaje się pusta, ale tak naprawdę tętni życiem. To delikatny ekosystem, zależny od naszej ochrony.

lotan_2

Jak budujecie swoje domy?

Gotowe domy okazały się zupełnie nieodpowiednie do naszego klimatu. Po kilku latach wydawania zbyt wielu pieniędzy na energię elektryczną potrzebną do schładzania ich w bardzo upalne dni i noce zaczęliśmy sprawdzać rozwiązania techniczne, dzięki którym nasze domy wykonane z naturalnych materiałów są komfortowe przy użyciu niewielkich ilości energii elektrycznej. Bele słomy i kopuły geodezyjne w domach w EcoCampusie używają mniej niż połowę energii potrzebnej do schłodzenia pomieszczeń w porównaniu do standardowych domów. Zimą ogrzewanie nie jest potrzebne w ogóle – domy nagrzewają się wystarczająco dzięki światłu słonecznemu, które przechodzi przez południowe okna.

Czy uprawiacie także rolnictwo biodynamiczne?

Leah Zigmond, nasza ogrodnik, zanim przeniosła się do Lotan, była zawodowym ogrodnikiem biodynamicznym w Zachodniej Wirginii. Przez jakiś czas prowadziła u nas uprawy biodynamiczne, ale teraz po prostu koncentruje się na uprawach ekologicznych.

lotan_7

Co uprawiacie?

Różne sałaty, szpinak, bok choy, boćwinę, brokuły, kalafior, słonecznik, słodkie ziemniaki, kukurydzę, brukselkę, cebulę, kwiaty jadalne, zioła i przyprawy – w tym bazylię, miętę i anyż – rzepę, rzodkiewki, owoce kaktusa, oliwki, guawa, morwę, figi, daktyle…

lotan_3

Czym jest Centrum Ekologii Kreatywnej?

Jest to nasza placówka edukacyjna. Oferujemy warsztaty i kursy, które trwają od jednego dnia do pełnego semestru uczelni (zrównoważona inżynieria). Najbardziej popularnym kursem są sześciotygodniowe Zielone Praktyki (mieliśmy już dwóch polskich absolwentów). To zaawansowany kurs projektowania zgodnego z permakulturą, oferujący wiele godzin praktyki w ogrodnictwie ekologicznym, budownictwie naturalnym, konstruowaniu urządzeń sanitarnych bez wody, inżynierii budowlanej „zrób to sam”, gotowania słonecznego i umiejętności budowania społeczności.

Z czego jesteście najbardziej dumni?

Z naszych dzieci i studentów. Większość z naszych dzieci wybiera roczną pracę wolontariusza, zanim wstępuje do armii [służba wojskowa w Izraelu jest obowiązkowa i dotyczy wszystkich – J.B.]. Nasi studenci robią niesamowite rzeczy w Izraelu i na całym świecie. Do ich inicjatyw należą: zarządzanie ekoedukacją parków wzorowanych na Lotan w Palestynie i Jordanii, prowadzenie kursów permakultury w Palestynie, organizowanie społeczności w Chinach, budowanie centrum dziedzictwa sztuk performatywnych w Ghanie, dzięki czemu wieś dostaje zatrudnienie, budowanie domu dziecka – farmy w Namibii, nauczanie rolnictwa ekologicznego w Kamerunie, Kenii i Nigerii, prowadzenie obozów letnich dla dzieci miejskich w Aspen Colorado, nauka vermiculture (kompostowania za pomocą robaków [sic!]) w Berkeley w stanie Kalifornia, wdrażanie ogrodów w szkołach w Cambridge (MA), Idaho, Nowym Jorku, nauczanie zdrowego gotowania na „pustyni żywności” w Lynchburg (Virginia), opracowanie dźwiękowych systemów sanitarnych [sound sanitation systems] w Ekwadorze i Peru oraz tworzenie darmowej aplikacji EcoGuide na iPhone’a, a teraz również na wszystkie komputery i smartfony: www.kibbutzlotan.com/ecoguide.

W kibucu pracują różni wolontariusze. Czy każdy może do was dołączyć?

Mamy ograniczoną liczbę miejsc dla wolontariuszy. Nasi ekowolontariusze pracują w ogrodzie, przy konserwacji terenu, są też nauczycielami, więc musimy ich angażować na dłuższy czas. Wolimy wybierać wolontariuszy z tych osób, które ukończyły nasze Zielone Praktyki. Dla tych, którzy chcą przyjechać na krótko, mamy ofertę „płać na swój sposób”. Płacą za pokój i wyżywienie, a pracują w ramach naszego zespołu i uczestniczą w niektórych zajęciach prowadzonych w trakcie pobytu.

Dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia/pictures: Center for Creative Ecology www.kibbutzlotan.com

Informacje:

http://www.kibbutzlotan.com

www.facebook.com/lotan.ga

www.facebook.com/lotan.kibbutz

www.facebook.com/kibbutzlotan

01 III2013

Logo żywności ekologicznej

by joanna

Chociaż niektórzy w to nie wierzą (na przykład redaktorzy „Gazety Wyborczej”, w której ostatnio ukazał się wyjątkowo bublowaty artykuł na temat żywności ekologicznej), produkty organiczne lepsze od nieorganicznych. Powodów jest kilka. Uprawy i hodowle eko podlegają ścisłej kontroli (co najmniej raz na rok przyjeżdża komisja i bada, czy produkty nie są zanieczyszczone, czy produkcja odbywa się zgodnie z zasadami) i otrzymują specjalne certyfikaty (niektórzy hardkorzy nawet cztery). Dzięki temu nadzorowi konsumenci mają potwierdzenie, że żywność spełnia wymagania co do sposobu produkcji i przetwórstwa, które czasem są zgodne z jeszcze ostrzejszymi zasadami. W Rozporządzeniu Europejskiej Rada Ministrów Rolnictwa nr 834/2007 z dnia 28 czerwca 2007 r. w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych przeczytamy:

Produkcja ekologiczna jest ogólnym systemem zarządzania gospodarstwem i produkcji żywności, łączącym najkorzystniejsze dla środowiska praktyki, wysoki stopień różnorodności biologicznej, ochronę zasobów naturalnych, stosowanie wysokich standardów dotyczących dobrostanu zwierząt i metodę produkcji odpowiadającą wymaganiom niektórych konsumentów preferujących wyroby wytwarzane przy użyciu substancji naturalnych i naturalnych procesów. Ekologiczna metoda produkcji pełni zatem podwójną funkcję społeczną: z jednej strony dostarcza towarów na specyficzny rynek kształtowany przez popyt na produkty ekologiczne, a z drugiej strony jest działaniem w interesie publicznym, ponieważ przyczynia się do ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt i rozwoju obszarów wiejskich.

Tak więc chodzi nie tylko o czystość pożywienia, ale też o czystość naszej planety. Wolnej od nawozów sztucznych i pestycydów, od żywności genetycznie modyfikowanej (przy okazji: znakomite podsumowanie na temat GMO). Udowodniono, że jedzenie uprawiane w sposób nieorganiczny może przyczyniać się do rozwoju śmiertelnych chorób takich jak nowotwory. Spotkałam się z podejściem, że w zachowaniu zdrowia nie chodzi o spożywanie zdrowej żywności, ale o wzmacnianie własnego organizmu, aby samodzielnie zwalczał toksyny. Niestety, nie wierzę, żeby w świecie pełnym trucizn nasze organizmy umiały obronić się przed pestycydami, parabenami, metalami ciężkimi itp. Tego wokół jest już za dużo i atakuje nas od zewnątrz i od wewnątrz. Bardzo dobrze widzi to ten, kto ma małe dzieci – one są jak papierek lakmusowy. Ich choroby, alergie, problemy z tolerancją pokarmu biorą się z nieodpowiedniego otoczenia i niewłaściwego pożywienia, a także złej diety. Ponieważ problem jest złożony, sama zmiana spożywanej żywności nie wystarczy, trzeba także dbać także o prawidłowy jadłospis, aktywność fizyczną, dobre powietrze… To ostatnie w mieście niewykonalne.

Osobom, które uważają, że rolnictwo polegające na zatruwaniu środowiska jest jak najbardziej nieszkodliwe dla człowieka, polecam ten film: Zanim przeklną nas dzieci, do obejrzenia za darmo (legalnie) przez internet.

Jeśli chcecie wiedzieć więcej o żywności ekologicznej, na pewno będę jeszcze o niej pisać (czekam na podpowiedzi, co Was interesuje). Tym razem podpowiem, jak powinna być oznakowana. Od 1 lipca 2010 roku obowiązuje jedno logo dla całej żywności organicznej sprzedawanej w opakowaniach, produkowanej w Unii Europejskiej. Wygląda ono tak:

EU_Organic_Logo_Colour_OuterLine_rgb

Jest cała masa zasad, jak powinno stosować się logo (np. nie powinno ono być mniejsze niż 13,5 na 9 mm, chyba że opakowanie jest bardzo małe), jakie modyfikacje kolorystyczne są dopuszczalne w konkretnych wypadkach. Określona jest też preferowana czcionka napisów przy logo (Myriad Pro). Ważne, aby patrzeć na opis, skąd pochodzi dany produkt:

• „Rolnictwo UE”, jeśli surowiec rolny pochodzi z terenu UE;
• „Rolnictwo spoza UE”, jeśli surowiec rolny pochodzi z krajów trzecich;
• „Rolnictwo UE/spoza UE”, jeśli część surowców pochodzi z terenu UE, a część z krajów trzecich.

Jeśli jesteście ciekawi wszystkich zasad, polecam Księgę znaku logo rolnictwa ekologicznego UE w formacie pdf.

Patrzcie też na numer identyfikacyjny jednostki certyfikującej – możecie przeczytać szczegóły certyfikatu dzięki wyszukiwarce http://www.ekogwarancja.pl/wykaz_wystawionych_certyfikatow_i_ich_zakres (jeśli jednostka certyfikująca jest z Polski).

Sprawdzajcie, na co wydajecie pieniądze.

A już jutro BioBazar i comiesięczna zbiórka elektrośmieci!

19 II2013

Ekologia a… fazy księżyca

by joanna

Nawet jeśli interesujemy się ekologią i staramy się żyć tak, aby nie szkodzić planecie, często nie wiemy, w co się pakujemy… Mówię to oczywiście w pozytywnym sensie – ekologia to rozbudowana filozofia życia, która ma swoje odcienie, poziomy zaawansowania i odmiany.

Jest oczywiście warstwa najbardziej znana, z którą często utożsamiamy zjawisko ekologii: protesty w obronie przyrody, akcje Greenpeace, petycje w sprawie ratowania zagrożonych gatunków itp. Dwadzieścia lat temu w Polsce mówiło się o ludziach, którzy oblewają witryny sklepów futrzarskich czerwoną farbą, że to oszołomy – ale wtedy inne akcje w obronie przyrody były zupełnie niewidoczne (może oprócz albumu z naklejkami WWF – pamiętacie? wymieniało się nimi na przerwach w szkole…). Dziś wielu przeciwników akcji proekologicznych mówi na ekodziałaczy – ekoterroryści. Nie przeczę, że czasem środki, za których pomocą głosi się miłość do planety, bywają radykalne, a czasem po prostu niewiele mają wspólnego z miłością bliźniego, który jest częścią ekosystemu. Może jednak człowiek jako największy pasożyt na Ziemi zasługuje na dosadne traktowanie? ;)

Oprócz tych najbardziej spektakularnych działań jest jeszcze ekologia na co dzień: segregacja śmieci, oszczędzanie żywności, wody, gazu, prądu, kupowanie jedzenia ze znaczkiem BIO. To działanie na polu osobistym (w przeciwieństwie do wyżej omówionych działań globalnych) jest najpowszedniejsze, bo też i najłatwiej jest zarządzać własnym domem, własną kuchnią, łazienką czy garderobą. Nie trzeba zmieniać świata, żeby żyć w swoim ekologicznym rytmie. Myślę, że i nasza rodzina wpisuje się w ten nurt, choć staram się, aby nasza wiedza i nawyki przekraczały ten podstawowy poziom. Dlaczego? Ponieważ takie działanie na małą skalę to tylko jeden krok w stronę tej Wielkiej Ekologii, życia zgodnie z naturą. Jasne, w mieście to jest niemożliwe, żeby uwolnić się od sieci zależności, na którą nie ma się wpływu. Jesteśmy uzależnieni od dostawcy wody, prądu, gazu – sami nie jesteśmy w stanie zdobyć energii w bezpieczny i legalny sposób. To samo jest z kanalizacją – na upartego można by gromadzić ekskrementy w wiadrze… ale co legalnie robić z jego zawartością?

Jeśli więc z jednej strony czujemy potrzebę prowadzenia życia, które będzie zgodne z naszym sumieniem, a z drugiej strony nie jesteśmy w stanie działać na większą skalę (bo nie w smak nam przykuwanie się do drzew w obronie Rospudy), moim zdaniem warto skupić się na pogłębianiu wiedzy na temat ochrony przyrody. Wiedza to potęgi klucz, jak mawiali starzy belfrzy, i w tym naprawdę tkwi moc. Im więcej wiemy o życiu planety, o jej cyklach, o jej bogactwie i niezwykłej sile przyrody, tym większa jest nasza siła przekonywania innych, że trzeba zmieniać nasze życie w wymiarze globalnym. Ekologia to filozofia, którą – aby uprawiać – trzeba wyznawać. na szczęście ma niejedno oblicze. Inna jest filozofia wegetarianów, weganów, frutarianów, a inna zagorzałych mięsożerców. Myślę, że dla każdego jest miejsce na naszej planecie, bo dopóki jest różnorodność, dopóty jest rozwój.

Jako ciekawostkę chciałam przytoczyć jedną z odmian rolnictwa ekologicznego: rolnictwo biodynamiczne. Dla tych, którzy interesują się jedynie końcowym produktem rolnictwa w postaci „marchewki bez chemii”, może być zaskakujące, że te marchewki mogą być dobre albo jeszcze lepsze. Niby zasady upraw organicznych są te same: bardzo surowe przepisy dopuszczają plony wyhodowane bez użycia nawozów sztucznych, środków ochrony roślin i innych trujących substancji, które przenikają do żywności, a następnie do organizmu tego, kto tę żywność zjada. Można stosować nawozy naturalne, opryski z pokrzywy i inne sposoby, które wykorzystują rośliny czy zwierzęta. To może być np. sadzenie obok siebie marchewki i cebuli, które wzajemnie przeganiają sobie szkodniki, albo wspieranie pszczół samotnic przez budowanie im miejsc na gniazda. Nie jestem rolnikiem, ale domyślam się, że dbanie o zdrowie gleby, o jej żyzność, o bioróżnorodność otoczenia, połączone z uprawą roślin bez stosowania łatwych rozwiązań to ciężka praca. Nie mówiąc już o ekochowie zwierząt: wolny wybieg, ekologiczna pasza, dbanie o kondycję… Dlatego właśnie nakładanie na siebie dodatkowych obowiązków wydaje się nieopłacalnym szaleństwem. A jednak, historia rolnictwa biodynamicznego trwa już kilkadziesiąt lat i zaczęła się na ziemiach polskich. W 1924 roku w Kobierzycach pod Wrocławiem Austriak Rudolf Steiner poprowadził kurs Podstawy wiedzy duchowej dla powodzenia w rolnictwie, powstało tam również pierwsze gospodarstwo biodynamiczne, prowadzone według zasad, które dziś nazwalibyśmy ekologicznymi, ale u podstaw wszystkiego stała filozofia antropozoficzna. Życie zgodnie z naturą to uważne przypatrywanie się, jak przyroda funkcjonuje, jak się zmienia i pod wpływem jakich czynników. Dlatego właśnie niezwykle ważny w rolnictwie biodynamicznym jest kalendarz księżycowy, który obok stosowanego powszechnie kalendarza słonecznego także wyznacza fazy np. siewu i zbioru plonów. Wydaje mi się, że można to podsumować jako wierzenie, że człowiek, przyroda, Ziemia, cały otaczający nas kosmos to jeden organizm, którego poszczególne części są ze sobą nieodłącznie związane i wpływają na siebie. W rolnictwie biodynamicznym sieć zależności jest więc jeszcze gęstsza niż w zwykłym rolnictwie organicznym, dzięki czemu często plony są jeszcze lepsze. Dodam jeszcze, że filozofia antropozoficzna jest na bakier z Kościołem katolickim, dlatego osoby głęboko wierzące tym bardziej powinny wiedzieć, co kupują ;)

Brzmi to wszystko niewiarygodnie? Wiem. Jednak spróbujcie znaleźć wśród produktów ekologicznych te pod marką Demeter – będą jeszcze droższe, często jeszcze smaczniejsze. A jeśli nie wierzycie, że wyprodukowano je zgodnie z cyklem księżyca, zajrzyjcie na polską stronę Demeter :)

ksiezyc

I pamiętajcie, że ekologia to niezwykle złożone zagadnienie – jeśli chcemy mieć wpływ na to, co dzieje się wokół nas, musimy sięgać wzrokiem poza własne podwórko. Jeść jajka z numerem 0 nie dlatego, że kura nie jadła GMO, tylko dlatego, że kura miała wolność i widziała w swoim życiu słońce. Kupować mięso z farm ekologicznych nie dlatego, że krowa nie dostała antybiotyków, ale dlatego, że miała dostęp do prawdziwej trawy. Czy zjadanie krowy jest ekologiczne, to już zupełnie inna historia…