07 VII2013

Moja zasada dotycząca kupowania żywności

by joanna

Jak już pisałam wczoraj, zamierzam podsumować kilka prostych zasad dotyczących właściwego odżywiania. Zaczynam od zasady dotyczącej sposobu kupowania żywności, bo od tego zależy jakość naszych posiłków.

Jedz żywność jak najmniej zanieczyszczoną, najlepiej ekologiczną lub własną. Sam/a przygotowuj posiłki, aby wiedzieć, co jesz.

Dlaczego to takie ważne? Przykład pojawił się dziś w mojej kuchni zupełnie niepodziewanie. Starszy syn może jeść tylko masło klarowane, więc sama je przygotowuję, ponieważ jest to bardzo proste i wychodzi nieco taniej niż kupowanie gotowego (przepis). Robię to systematycznie od kilku miesięcy i pierwszy raz znalazłam żywy dowód na to, jak jesteśmy oszukiwani na jakości, a wręcz – składzie produktów gotowych.

niemaslo_0

To, co widać na zdjęciu, na pewno nie jest masłem klarowanym. To jakaś obrzydliwa breja, mieszanina tłuszczów niewiadomego pochodzenia. Mam to dać czterolatkowi do jedzenia? W razie wątpliwości, jak wygląda masło klarowane, spójrzcie na to – gładkie, bez żadnych ok, grudek czy oddzielającej się cieczy.

maslo_klarowane_2

Gdybym mogła, robiłabym własne masło. Może i na to przyjdzie pora… Tymczasem musimy zwracać uwagę na to, co kupujemy. Najlepiej kupować produkty nieprzetworzone, do których niczego nie dodano – konserwantów, barwników itp. – aby panować nad składem naszych posiłków.

Czytajcie skład na opakowaniu! Na przykład moje ukochane orzeszki nerkowca bywają wzbogacone o jakieś związki siarki – takich nie kupuję. Podobnie jest z innymi bakaliami, które u nas zastępują słodycze. Najgorsze jest to, że choć skład podany przez producenta bywa w porządku, to już ten faktyczny jest dla nas, zwykłych konsumentów, tajemnicą… Cóż, przynajmniej wiadomo, jak w domu sprawdzić jakość masła.

Nawet gdybyśmy kupowali wyłącznie certyfikowaną żywność, wszystko opiera się na zaufaniu – do producenta, jednostek certyfikujących, kontrolerów… Duży biznes zawsze przyciąga hochsztaplerów i nic na to nie poradzimy. Więc może nie dajmy się zwariować i spróbujmy znaleźć złoty środek?

Jeśli chodzi o mięso (co nie dotyczy części naszych czytelników), nie ufam innym producentom niż ekologiczni, choć dopuszczam na stół wyroby od sprawdzonych dostawców (np. jagnięcina czy ryby – na ryby nie ma certyfikatu). Jak pisze Servan-Schreiber, znaleziono dowody na to, że jakość paszy spożywanej przez zwierzęta znacząco wpływa na jakość ich mięsa i mleka, szczególnie bilans kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, od których zależy równowaga w naszym organizmie i jego zdolność do obrony przed rakogennymi mutacjami.

Nabiału prawie nie jemy, oprócz tego nieszczęsnego masła, odrobiny żółtego sera (eko) i jajek (zerówek). Chyba pora na ekologiczne masło, przynajmniej dla J. Problem z mięsem i nabiałem polega też na sposobie traktowania zwierząt. Nie wierzę w lepszą śmierć, ale wierzę w lepsze życie. Jeśli jem mięso, to przynajmniej płacę komuś, kto dobrze traktował swoje pogłowie.

fasola_papryka

Zanieczyszczenia w warzywach i owocach powstają już na etapie kiełkowania ziarna w glebie, z której wzrastająca roślina czerpie pożywienie razem np. z metalami ciężkimi. (Nie mówię już o GMO, bo tu cała historia zaczyna się w laboratoriach). Potem dochodzi oczywiście jakość wody, w tym deszczu, oraz wszystkie nawozy i środki ochrony roślin, które skutecznie niszczą chwasty i nasze zdrowie. Na samym końcu są jeszcze środki konserwujące żywność, aby nie zepsuła się podczas transportu.

To, co możemy zrobić, to uważnie kupować warzywa i owoce. David Servan-Schreiber w swojej książce „Antyrak. Nowy styl życia” proponuje spisanie sobie listy warzyw i owoców, które są podatne na zanieczyszczenia np. pestycydami, oraz takich, które przyjmują ich stosunkowo mało. Dzięki temu, jeśli nie mamy pieniędzy na żywność ekologiczną, możemy kupować produkty bezpieczniejsze. A jeśli decydujemy się na kupowanie żywności organicznej, możemy częściowo zrezygnować z poszukiwania certyfikatów w wypadku tych warzyw i owoców, które znajdują się na liście „ŹRÓDŁO MNIEJ WAŻNE”.

Najbardziej skażone owoce – te należy kupować ze źródeł certyfikowanych:

Najbardziej skażone warzywa:

  • papryka,
  • seler naciowy,
  • zielona fasola,
  • ziemniaki (no więc, te 18 zł za 2 kg już mnie tak nie bolą, hehe),
  • szpinak,
  • sałata (ile to historii o śmierci chomików po sałacie słyszałam…),
  • ogórki,
  • dynia.

ananas_0

Mniej skażone owoce – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • banany,
  • pomarańcze,
  • mandarynki,
  • ananas,
  • grejpfrut,
  • melon,
  • arbuz,
  • śliwki,
  • kiwi,
  • jagody (u nas jagody rosną raczej dziko, więc powinny być bezpieczne, należy je tylko dobrze opłukać!),
  • mango,
  • papaja,
  • awokado.

Mniej skażone warzywa – ŹRÓDŁO MNIEJ ISTOTNE:

  • brokuły,
  • kalafior,
  • kapusta,
  • grzyby,
  • szparagi,
  • pomidory (co za ulga! Kocham pomidory i nie zawsze czekam do BioBazaru z ich kupnem…),
  • cebula,
  • bakłażan,
  • groszek zielony,
  • rzodkiewka.

(Źródło: David Servan-Schreiber, „Antyrak. Nowy styl życia”, Warszawa 2009)

warzywa_eko_0

Co ważne, autor podkreśla, że lepiej zjeść nawet nieekologiczne warzywa czy owoce, niż jeść ich za mało. Wartość posiłku wychodzi i tak dodatnia dla naszego zdrowia. To dobra wiadomość dla tych, których nie stać na żywność organiczną i czują się z tego powodu sfrustrowani, bo wszędzie mówi się o zdrowym odżywianiu, ale ceny ekoproduktów jakoś nie spadają…

Na liście brakuje mi marchewki – nie badano jej? Na pewno nie dam dziecku nieekologicznej marchwi.

Nie dotarłam też (jeszcze) do badań na temat innych produktów – zbóż, kasz itp. Wiem natomiast, że jedną z najbardziej opryskiwanych roślin na świecie jest kawa i tę należy pić ekologiczną, najlepiej Fair Trade.

Dobrze mieć jednak świadomość, że nie wszystko nas truje.

A już wkrótce zastanowię się nad drugą wskazówką żywieniową – indeksem glikemicznym. Smacznego!

Do samodzielnej lektury:

Tu przeczytacie, jak pozbyć się niechcianych substancji z powierzchni owoców i warzyw:

http://domposwojemu.blogspot.com/2013/05/o-warzywach-owocach-i-pozbywaniu-sie.html

Parszywa dwunastka owoców i warzyw (lista nieco się różni):

http://dziecisawazne.pl/brudna-dwunastka-2012/

06 VII2013

Trzy wskazówki dobrego odżywiania i jeden nakaz

by joanna

warzywa_0

Pomyślałam sobie ostatnio, że skoro jedzenie zajmuje tyle miejsca w moim życiu (a przede wszystkim w głowie, bo ciągle muszę myśleć o tym, jak skomponować nasze posiłki z produktów, które kupuję w stanie nieprzetworzonym), to powinnam uporządkować swoją wiedzę i niewiedzę – sama dla siebie – i dać – sama sobie – jakieś proste wskazówki.

Sama lista produktów dozwolonych i zakazanych nie wystarczy. Jedzenie to przecież nie tylko materia, którą zamieniamy w posiłek. To energia, z której czerpiemy siły i zdrowie. Dodam, uprzedzając głosy krytyczne, że dobrze wiem, że jedzenie jest tylko jednym ze źródeł koniecznych nam do życia. Jest tak podstawowe, jak tlen do oddychania i rodzina do kochania. Dlatego właśnie, że wydaje się bardzo podstawową sprawą, często staje się tylko przymusem, obowiązkiem, czymś, na co nie chcemy poświęcać czasu. Dania gotowe, półprodukty, fast foody, przekąski na mieście to pożywienie dla tych, którym szkoda czasu na zadbanie o właściwy sposób odżywiania.

Choć wydaje się to trudne i z początku wymaga dużego wysiłku, zwłaszcza intelektualnego (jak np. znaleźć niektóre produkty, jak je połączyć, jak przyrządzić?), warto poszukać informacji na temat dobrego odżywiania – również posłuchać swojego organizmu. U nas problemem okazała się candida i dlatego mamy się na baczności, jeśli chodzi o cukier. Sporo mamy też zakazów z powodu nietolerancji pokarmowej. A przede wszystkim dziś chcemy odżywiać się lepiej.

Wyodrębniłam sobie trzy zasady, których chcę się trzymać – ale nie kurczowo, bez przesady, tak się nie da. Wszystkie trzy są tak samo ważne, kolejność losowa.

1. Jedz żywność jak najmniej zanieczyszczoną, najlepiej ekologiczną lub własną. Sam/a przygotowuj posiłki, aby wiedzieć, co jesz.

2. Jedz posiłki tak zbilansowane, aby miały niski lub średni indeks glikemiczny.

3. Przygotowuj posiłki, kierując się ich zasadotwórczością (dieta alkaliczna) – aby bilans był zasadowy.

Poza tymi trzema prostymi wskazówkami daję sobie nakaz, hehe.

Ciesz się jedzeniem – niewielkie odstępstwo od trzech powyższych zasad jest lepsze niż smutny posiłek według tabelek naukowców!!!

Postanowiłam zrobić krótkie podsumowanie każdej z tych zasad, choćby po to, aby samej zapamiętać różne fakty. Już przygotowuję spis tych produktów spożywczych, które mimo „tradycyjnej” metody upraw (z pestycydami i innymi smakołykami) przyjmują stosunkowo niewiele trucizny. Czyli: co można kupować nieeko. Lista przyda mi się na następny BioBazar, a to dlatego, że zapłaciłam dziś 18 zł za 2 kg młodych ziemniaków…

A jeszcze wczoraj wieczorem poszłam na bazar spożywczy (Wolumen) i wzorem kontenerowców (freeganów) pozbierałam z ziemi to, czego sprzedawcy nie chcieli zabrać z powrotem:

freeganizm

Zbiory niewielkie, ale czasu było mało. Następnym razem będzie lepiej!

 

21 III2013

Czy Śnieżka padła od zwykłego jabłka?

by joanna

kiszone_jablka_1

W produkcji sadowniczej priorytetem jest uzyskanie plonów o jak najwyższej jakości – przeczytałam na pewnej stronie internetowej na temat sadownictwa. Autorzy podkreślają, że owoce muszą dotrzeć do konsumenta piękne i soczyste. Ale jak to osiągnąć, jeśli na jabłonie i ich owoce czyhają:

  • Bawełnica korówka.
  • Kwieciak jabłkowiec.
  • Miniarki.
  • Miodówka jabłoniowa.
  • Mszyca jabłoniowa.
  • Mszyca jabłoniowo-babkowa.
  • Mszyca jabłoniowo-zbożowa.
  • Namiotnica gruszowa.
  • Namiotnik jabłoniowy.
  • Owocnica jabłkowa.
  • Owocówka jabłkóweczka.
  • Pasynek jabłonik.
  • Pędraki, drutowce, opuchlaki.
  • Piędzik przedzimek.
  • Piętnówki.
  • Podskórnik jabłoniowy.
  • Pordzewiacz jabłoniowy.
  • Pryszczarek jabłoniak.
  • Przędziorki.
  • Skorupik jabłoniowy.
  • Szrotówek białaczek.
  • Toczyk gruszowiaczek.
  • Wznosik doparek.
  • Znamionówka tarniówka w jabłoni.

A do tego oprócz szkodników drzewa są narażone na choroby:

  • Brunatna zgnilizna drzew ziarnkowych.
  • Drobna plamistość liści jabłoni.
  • Gorzka zgnilizna jabłek.
  • Mączniak jabłoni.
  • Parch jabłoni.
  • Parch przechowalniczy jabłek.
  • Sina pleśń.
  • Szara pleśń.
  • Zaraza ogniowa jabłoni.
  • Zgnilizna owoców, choroby kory i drewna jabłoni.
  • Zgnilizna pierścieniowa podstawy pnia jabłoni.
  • Zgorzel kory i rak kory drzew jabłoni.

Aż strach! Na szczęście zwykły sadownik ma do wyboru kilkadziesiąt najróżniejszych środków ochrony roślin, różnych fungicytów, pestycydów, zoocydów – ale każdy środek działa na 2-3 zagrożenia naraz. Poczytałam ulotki tych środków, niektóre muszą być stosowane na zmianę z innymi, bo same nie są wystarczająco zabójcze, niektóre zabijają pszczoły (i ludzi pewnie też, gdyby nie stosowali specjalnych ubrań). Dzięki nim możemy jednak kupić piękne, czerwone, okrągłe jabłka, które cieszą nasze oko i podniebienie… A cena jest tak miła dla kieszeni! Przy wszystkich wydatkach na opryski ilość uzyskanych owoców jest wystarczająca, żeby wyjść na swoje.

Niestety, jabłka według amerykańskich badań (http://www.ewg.org/foodnews/summary/) są na szczycie listy najbardziej zanieczyszczonych owoców i warzyw uprawianych nieekologicznie. Zanieczyszczenia środkami, które mogą być groźne dla ludzi, znaleziono w 98% badanych jabłek.

Jeśli zastanawiacie się, jakim cudem można wyhodować jabłka bez cudów firmy Bayer czy BASF, mogę Wam tylko powiedzieć, że takie owoce istnieją i są bardzo smaczne. Niekoniecznie droższe, jeśli kupujemy w odpowiednim miejscu – zapraszam Was po tanie smaczne i niepryskane truciznami jabłka do sklepu Kooperatywy Dobrze w Warszawie przy ul. wilczej 29a.

A jak sobie radzą sadownicy ekologiczni z zarazą i szkodnikami? Są sposoby, w tym środki ochrony roślin (wykaz), które mogą zawierać wyłącznie substancje biologicznie czynne, mikroorganizmy oraz organizmy żywe. Nie ma obaw, że zamordują pszczoły, zatrują inne zwierzęta czy zaszkodzą ludziom.

kiszone_jablka_2

Na zdjęciach widzicie kiszone jabłka, ekologiczne oczywiście, sprzedawane na jeszcze bezimiennym stoisku na warszawskim BioBazarze. Joanka i Maciej sprzedają tam jabłka z Ziemięcina, w najróżniejszej postaci – świeżych i przetworzonych. Te same jabłka (świeże) kupicie także w Kooperatywie Dobrze.

01 III2013

Logo żywności ekologicznej

by joanna

Chociaż niektórzy w to nie wierzą (na przykład redaktorzy „Gazety Wyborczej”, w której ostatnio ukazał się wyjątkowo bublowaty artykuł na temat żywności ekologicznej), produkty organiczne lepsze od nieorganicznych. Powodów jest kilka. Uprawy i hodowle eko podlegają ścisłej kontroli (co najmniej raz na rok przyjeżdża komisja i bada, czy produkty nie są zanieczyszczone, czy produkcja odbywa się zgodnie z zasadami) i otrzymują specjalne certyfikaty (niektórzy hardkorzy nawet cztery). Dzięki temu nadzorowi konsumenci mają potwierdzenie, że żywność spełnia wymagania co do sposobu produkcji i przetwórstwa, które czasem są zgodne z jeszcze ostrzejszymi zasadami. W Rozporządzeniu Europejskiej Rada Ministrów Rolnictwa nr 834/2007 z dnia 28 czerwca 2007 r. w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych przeczytamy:

Produkcja ekologiczna jest ogólnym systemem zarządzania gospodarstwem i produkcji żywności, łączącym najkorzystniejsze dla środowiska praktyki, wysoki stopień różnorodności biologicznej, ochronę zasobów naturalnych, stosowanie wysokich standardów dotyczących dobrostanu zwierząt i metodę produkcji odpowiadającą wymaganiom niektórych konsumentów preferujących wyroby wytwarzane przy użyciu substancji naturalnych i naturalnych procesów. Ekologiczna metoda produkcji pełni zatem podwójną funkcję społeczną: z jednej strony dostarcza towarów na specyficzny rynek kształtowany przez popyt na produkty ekologiczne, a z drugiej strony jest działaniem w interesie publicznym, ponieważ przyczynia się do ochrony środowiska, dobrostanu zwierząt i rozwoju obszarów wiejskich.

Tak więc chodzi nie tylko o czystość pożywienia, ale też o czystość naszej planety. Wolnej od nawozów sztucznych i pestycydów, od żywności genetycznie modyfikowanej (przy okazji: znakomite podsumowanie na temat GMO). Udowodniono, że jedzenie uprawiane w sposób nieorganiczny może przyczyniać się do rozwoju śmiertelnych chorób takich jak nowotwory. Spotkałam się z podejściem, że w zachowaniu zdrowia nie chodzi o spożywanie zdrowej żywności, ale o wzmacnianie własnego organizmu, aby samodzielnie zwalczał toksyny. Niestety, nie wierzę, żeby w świecie pełnym trucizn nasze organizmy umiały obronić się przed pestycydami, parabenami, metalami ciężkimi itp. Tego wokół jest już za dużo i atakuje nas od zewnątrz i od wewnątrz. Bardzo dobrze widzi to ten, kto ma małe dzieci – one są jak papierek lakmusowy. Ich choroby, alergie, problemy z tolerancją pokarmu biorą się z nieodpowiedniego otoczenia i niewłaściwego pożywienia, a także złej diety. Ponieważ problem jest złożony, sama zmiana spożywanej żywności nie wystarczy, trzeba także dbać także o prawidłowy jadłospis, aktywność fizyczną, dobre powietrze… To ostatnie w mieście niewykonalne.

Osobom, które uważają, że rolnictwo polegające na zatruwaniu środowiska jest jak najbardziej nieszkodliwe dla człowieka, polecam ten film: Zanim przeklną nas dzieci, do obejrzenia za darmo (legalnie) przez internet.

Jeśli chcecie wiedzieć więcej o żywności ekologicznej, na pewno będę jeszcze o niej pisać (czekam na podpowiedzi, co Was interesuje). Tym razem podpowiem, jak powinna być oznakowana. Od 1 lipca 2010 roku obowiązuje jedno logo dla całej żywności organicznej sprzedawanej w opakowaniach, produkowanej w Unii Europejskiej. Wygląda ono tak:

EU_Organic_Logo_Colour_OuterLine_rgb

Jest cała masa zasad, jak powinno stosować się logo (np. nie powinno ono być mniejsze niż 13,5 na 9 mm, chyba że opakowanie jest bardzo małe), jakie modyfikacje kolorystyczne są dopuszczalne w konkretnych wypadkach. Określona jest też preferowana czcionka napisów przy logo (Myriad Pro). Ważne, aby patrzeć na opis, skąd pochodzi dany produkt:

• „Rolnictwo UE”, jeśli surowiec rolny pochodzi z terenu UE;
• „Rolnictwo spoza UE”, jeśli surowiec rolny pochodzi z krajów trzecich;
• „Rolnictwo UE/spoza UE”, jeśli część surowców pochodzi z terenu UE, a część z krajów trzecich.

Jeśli jesteście ciekawi wszystkich zasad, polecam Księgę znaku logo rolnictwa ekologicznego UE w formacie pdf.

Patrzcie też na numer identyfikacyjny jednostki certyfikującej – możecie przeczytać szczegóły certyfikatu dzięki wyszukiwarce http://www.ekogwarancja.pl/wykaz_wystawionych_certyfikatow_i_ich_zakres (jeśli jednostka certyfikująca jest z Polski).

Sprawdzajcie, na co wydajecie pieniądze.

A już jutro BioBazar i comiesięczna zbiórka elektrośmieci!

21 II2013

Jeśli dziś piątek, to jemy spaghetti

by tadeusz

Ponieważ to mój pierwszy wpis na tym blogu, czuję pewną tremę. W dodatku zamierzam pisać nie o rowerach, nie o oszczędzaniu wody, ale o czymś zupełnie innym… O religii! Jak powszechnie wiadomo, trwają starania o formalne zarejestrowanie w Polsce Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Jak mniej powszechnie wiadomo, pastafarianie, czyli wyznawcy wspomnianego Potwora (dalej zwanego FSM), obchodzą święto religijne w każdy piątek. A jakże inaczej mieliby świętować, niż jedząc pyszne spaghetti? Tak się składa, że od bardzo dawna przyrządzam to pyszne danie prawie w każdy piątek.

Nie każdy w naszym domu lubi połączenie pomidorów i mięsa, jadamy więc spaghetti w wersji jarskiej, nie takie na obraz i podobieństwo FSM. Żadnych wielkich pulpetów! To chyba nie jest bluźnierstwo… Lista składników spaghetti jest więc krótka, a przyrządzenie bardzo proste. Coś w sam raz dla pracusiów, którzy po męczącym tygodniu w robocie nareszcie mają chwilę, żeby stanąć przy garach.

Jako pierwszy pod nóż wędruje czosnek. Czosnek ekologiczny jest mniejszy niż ten ze zwykłego warzywniaka, więc potrzeba go więcej. Ja się nie cackam, biorę całą główkę. Jeśli ktoś nie lubi czosnku, wcale nie musi nas odwiedzać. Czosnek obieram i siekam drobno (czasem mniej drobno, jak mi się nie chce). W zimie obieram o kilka ząbków więcej, które odkładam na potem. Do nich jeszcze wrócimy. Posiekany czosnek wrzucam na głęboką patelnię, do mocno rozgrzanej oliwy (oczywiście – ekologicznej).

spagh_1

Jak wiadomo z dobrych filmów gangsterskich, czosnek nie może podsmażać się zbyt długo. W „Chłopcach z ferajny”, jeśli mnie pamięć nie myli, jako górną granicę podawano dwie minuty. W rzeczywistości bywa różnie, czasem wystarczy minuta, a czasem można smażyć i trzy. Nie można mu jednak pozwolić się przypalić, bo zgorzknieje i wszystko popsuje, więc zamiast mierzyć czas, warto po prostu uważnie patrzeć. Czosnek powinien lekko zżółknąć, nie zbrązowieć. Z mojego doświadczenia wynika, że przypala się najpierw na obrzeżach patelni. I to jest ostatni dzwonek na wykonanie kolejnego kroku.

Kolejnym krokiem jest dodanie pomidorów. Jak ktoś ma akurat lato (ja dziś nie mam) i chęć do zabawy (to czasem miewam), może użyć świeżych pomidorów. Ja zazwyczaj sięgam po butelkę passaty pomidorowej. Passata to taki przecier. Ekologiczną passatę kupuję na BioBazarze, ale podobną i prawie równie dobrą można kupić w sieci drogerii na literkę R. Tak, ekologiczne pomidory z drogerii. Tu jest kiosk Ruchu, ja tu mięso mam!

spagh_2

Pomidory pochodzą z Włoch, więc są znacznie słodsze niż tutejsze, ale i tak dodaję odrobinę cukru. To znaczy dodawałem… takiego brązowego, trzcinowego, ekologicznego. Teraz już nie dodaję, bo domownikom nie wolno. Zastępuję go ksylitolem, czyli takim cukrem brzozowym (nie mylić z wodą brzozową!). Czubata łyżeczka na całą flaszkę przecieru wystarczy, w końcu to ma być danie obiadowe, nie deser. Oprócz tego chili wedle uznania (najlepiej na otro!) i trochę otartej bazylii. Wszystko razem ma bulgotać, aż trochę zgęstnieje, czyli aż odparuje nadmiar wilgoci. Prawa fizyki (albo FSM, kto to wie) powodują, że czas zależy od powierzchni parowania. U mnie trwa to ok. 40 minut. Trzeba co jakiś czas mieszać, ale jest też sporo czasu na inne przyjemności.

Jedną z tych przyjemności jest zrywanie, mycie i siekanie świeżej bazylii. Przez większość roku używam bazylii ekologicznej, która jest lepsza niż ta z supermarketu, a przy tym tańsza, bo krzaki są ogromne, chętnie odrastają i starczają na bardzo długo. Niestety, za oknem zima, ekologicznej bazylii ni ma, więc stosuję tę supermarketową. Wygląda i smakuje podobnie. Ilość – wedle uznania. Siekanie – wedle uznania. Warto wrzucić krótko przed końcem gotowania, żeby zachowała choć trochę kształtu i koloru.

spagh_4

Drugą przyjemnością jest tarcie sera. Ortodoksyjne przepisy dopuszczają tylko parmigiano reggiano, jednak ten jest w Polsce bardzo drogi, a poza tym nie bardzo wiem, skąd wziąć ekologiczny parmezan, więc trochę naginam reguły gry i trę na tarce mój ulubiony ser Bismarck (nie jest to Żelazny Ser, bez obaw). Trę mało, bo tylko ja w naszym domu mogę spożywać krowie produkty. Ser stoi na stole w osobnym naczyniu, z którego sypie się już na talerz wedle uznania.

Ojej, makaron! Nie wstawiliśmy makaronu! No i dobrze. Makaron gotuje się krótko, zwłaszcza że powinien być al dente. Trzeba go więc wstawić, kiedy już konsystencja sosu bliska jest idealnej. Nikogo chyba nie zaskoczy, że stosuję pełnoziarnisty makaron z ekologicznej pszenicy. Kiedy już wrzucę go do wrzątku, zwykle wrzucam bazylię do sosu i podlewam ją jeszcze oliwą (wedle uznania, ja lubię tłusto). Do garnka z makaronem nie wlewam oliwy, bo to raczej bez sensu. Wrzucam za to sól, ale to chyba oczywiste.

spagh_3

Teraz właśnie przychodzi czas na dodatkowy czosnek. Dodaję go tylko zimą, dzięki niemu powstaje sezonowa wersja potrawy – kilka minut przed zdjęciem sosu z ognia wciskam dodatkowe ząbki do sosu. Smak czosnku dominuje później w spaghetti, a jeśli później jedzie się komunikacją miejską, to jedzie się… i nie ma tłoku!

Kiedy makaron będzie gotowy, czyli al dente (trzeba próbować, liczby na opakowaniach to podłe kłamstwa), odcedzam go i w wielkim garze mieszam dokładnie z sosem. Następnie stawiam pod przykryciem na małym gazie, ale co chwilę odkrywam i mieszam, żeby spaghetti nie przywarło do dna. Henry Hill mówił chyba o 20 sekundach, ale ja nie należę do mafii i nie muszę stosować jej reguł. Dlatego moje spaghetti stoi na gazie nawet trzy minuty. Ten czas potrzebny jest na związanie sosu z makaronem. Niektórzy sądzą, że spaghetti to makaron polany sosem. Nie – makaron polany sosem to makaron polany sosem. Spaghetti to makaron, który dość długo grzał się dobrze wymieszany z sosem, by stanowić z nim nierozerwalną całość.

Dobra, już nie nudzę. Można jeść!

spagh_5

Buon appetito!

16 II2013

Sobota to dzień BioBazaru

by joanna

Dziś jak zwykle byliśmy na BioBazarze, czyli w miejscu, gdzie mieszkańcy Warszawy mogą co tydzień kupić wyczekane smakołyki. I nie myślę tu o słodkościach (one też są, a jakże), ale o zdrowych, ekologicznych owocach i warzywach, o certyfikowanych wędlinach, jajach, kaszach, nabiale, pieczywie… Wszystko w jednym miejscu. Jest także pewien wybór kosmetyków i ekologicznych detergentów. Najważniejsze jest to, że oferta jest tak zróżnicowana, że spokojnie można zrobić zakupy na cały tydzień, choć nie wiadomo czemu, te najlepsze rzeczy kończą się już we wtorek… Dla niecierpliwych przez cały tydzień na BB działają delikatesy, ale traktowałabym je wyłącznie awaryjnie – to jednak nie to samo, co stoiska najróżniejszych dostawców z całego kraju.

biobazar_i

Myślę, że jeśli ktoś chce spróbować jeść ekologicznie, powinien wybrać się którejś soboty (8:00-16:00) do dawnej fabryki Norblina przy Żelaznej/Grzybowskiej i uzbrojony w garść toreb materiałowych kupić co nieco… Ostrzegam – to uzależnia! Nasza rodzina pojawia się tam regularnie, choć w różnym składzie. Teraz w dodatku musieliśmy zmienić listę zakupów, jest na niej więcej warzyw, za to nie ma prawie nabiału. Na dietetycznej liście J. są na przykład pomidory i papryki, które w lutym – wiadomo – w naszym klimacie rosnąć nie chcą. Gdyby się ograniczyć tylko do warzyw sezonowych z listy, zostałyby por, marchewka i cebula. A, od dziś doszły ziemniaki. Dla urozmaicenia posiłków J., który i tak ma już trudno, łamię zasadę KUPUJ LOKALNIE – ale obiecuję (zwłaszcza sobie), że kiedy nadejdzie prawdziwa pora na pomidora, ze świeżych produktów będę kupowała tylko polskie warzywa i owoce, i zrobię z nich wspaniałe przetwory na zimową posuchę, bo wcale mi się nie uśmiecha płacić za paliwo lotnicze. (Wiem, wiem, i tak płacę za paliwo, bo na BioBazar dostawcy nie przyjeżdżają na rowerach… Ale to i tak mniejszy dystans).

BioBazar to nie tylko zakupy – klimat tego miejsca sprawia, że mogłabym tam spędzić znacznie więcej czasu, niż powinnam… Na szczęście mój mąż, jedyny kierowca wśród naszej czwórki, pilnuje planu i dzięki temu nie rozmawiam z każdym sprzedawcą o wszystkim. Myślę, że takich miejsc w Warszawie prawie nie ma. I w tym cała moc BB!