03 V2016

Wężymord – to się je!

by joanna

Może polska nazwa tego warzywa nie jest bardzo wdzięczna, z kolei oryginalna nastręcza trudności w prawidłowym wymówieniu (skor-z-onera!). Jest to jednak niewątpliwie roślina, którą warto poznać. Kiedyś leczono nią ukąszenia żmii, dziś znajdziemy ją jak na lekarstwo…

skorzonera_0

Skorzonerę zaczęto prawdopodobnie uprawiać około VII wieku na terenach dzisiejszej Hiszpanii. Dziś popularna jest głównie w Belgii, Holandii, Francji, a także w Niemczech, ale uprawia się ją również w Europie Środkowej i Azji. Jej oryginalna nazwa może pochodzić od starofrancuskiego scorzon (wąż), polski „wężymord” również jest związany z dawnym przekonaniem, że roślina neutralizuje jad żmii; dawniej sądzono też, że leczy dżumę.

Skorzonera należy do rodziny astrowatych, czyli jest pokrewna m.in. z topinamburem, słonecznikiem, karczochem czy cykorią. W kuchni wykorzystuje się korzeń, który może osiągać długość do 30 cm. Pokryty jest czarną lub ciemnobrązową skórą, pod którą kryje się białe wnętrze – szybko ciemniejące pod wpływem światła, po obraniu można skropić korzeń sokiem z cytryny.

skorzonera_2

To nie tylko przysmak, który urozmaici nasz stół. Skorzonera jest wykorzystywana jako roślina lecznicza w leczeniu chorób przewodu pokarmowego, układu krążenia i cukrzycy oraz w profilaktyce schorzeń.

Do jej największych zalet należy zawartość:

  • inuliny, która obniża poziom cukru we krwi oraz poziom cholesterolu, a także wpływa na rozwój flory bakteryjnej jelit (jest naturalnym prebiotykiem), może jednak powodować wzdęcia;
  • błonnika, który ogranicza wchłanianie szkodliwych substancji, obniża ciśnienie krwi;
  • glikozydów nadających smak, pewną ilość witamin (głównie E, B1, B2 i C) i łatwo przyswajalnych związków mineralnych (sód, potas, magnez, wapń, żelazo, fosfor, chlor, karoten), a także kwasu nikotynowego, asparaginy, choliny i lewuliny.

Charakterystyczny dla wężymordu jest mleczny, lepki sok, który wycieka po uszkodzeniu skóry korzenia (jeśli niechcący uszkodzimy warzywo, należy je szybko zjeść, ponieważ zwiędnie). Niektórzy z tego powodu do obierania skorzonery zakładają rękawiczki, ponieważ sok ciemnieje pod wpływem światła i zabarwia skórę.

skorzonera_frytki

Skorzonera pieczona w piekarniku.

Kiedy kupować skorzonerę?

Zbiory wężymordu zaczynają się w październiku, ponieważ jest to jednak roślina odporna na mrozy, można ją wykopywać przez całą zimę, aż do wiosny. Po kupieniu przechowujemy ją w lodówce i zjadamy w ciągu kilku dni, ponieważ szybko więdnie.

A więc teraz (maj) mamy ostatnią szansę na spróbowanie skorzonery z tego sezonu!

Jak jeść skorzonerę?

Walory smakowe skorzonery, porównywanej do szparagów, wydobędziemy na kilka sposobów. Można ją na przykład ugotować. Najsmaczniejszy sposób według mnie polega na upieczeniu obranych korzeni w marynacie z oliwy, soli i cytryny. Wężymord można pokroić w słupki, jak frytki, położyć na blasze i piec około 30 minut w temperaturze 180°C.

Można także ją poddać grillowaniu lub upiec nad ogniskiem, co – jak się okazuje – jest dość czasochłonne.

Grillowana skorzonera.

Grillowana skorzonera.

Odmiany skorzonery to m.in.: Jednoroczna Olbrzymia, Czarny Piotruś, Wulkan, Rosyjska Olbrzymia, Einjährige Riesen, Meres, Prodola, Lange Jan, Maxima, Westlandia i Duplex. Różnią się nieco wymaganiami i zawartością np. błonnika. W Polsce podobno najlepiej rosną odmiany Einjhrigr Riesen (niemiecka) i Lange Jan (holenderska). Jednak ponieważ u nas i tak bardzo trudno kupić wężymord, sądzę, że niełatwo dowiedzieć się o to, jaką odmianę udało nam się kupić. O ile się udało.

skorzonera_1

Wybrana bibliografia:

02 VIII2015

Mam sklep spożywczy – już od roku!

by joanna

Jakkolwiek brzmi to dla mnie abstrakcyjnie, mam sklep ze zdrową żywnością. Razem z ponad setką innych członków Kooperatywy Dobrze jestem właścicielką sklepu spożywczego, który współprowadzę w ramach comiesięcznych dyżurów.

Członkowie kooperatywy na Walnym, kwiecień 2015 r. KLIKNIJ ZDJĘCIE, ABY POWIĘKSZYĆ.

Członkowie kooperatywy na Walnym, kwiecień 2015 r. KLIKNIJ ZDJĘCIE, ABY POWIĘKSZYĆ.

Co ważne, każdy może stać się współwłaścicielem naszego sklepu! I czerpać z tego korzyści. Członkowie Stowarzyszenia Kooperatywa Dobrze, którzy włączają się w prace na rzecz Stowarzyszenia i sklepu, mogą kupować żywność po cenach tzw. członkowskich, co oznacza minimalny narzut na produkty (kilka procent). (więcej…)

10 XII2014

„Dzika strona jedzenia” – recenzja

by joanna

Do opisania wrażeń z tej książki zabierałam się długo, ponieważ… pochłonęło mnie robienie notatek z lektury. Czytałam (i dalej czytam, ponieważ nie sposób nie wracać do tej książki) ją sumiennie z flamastrem, karteczkami i ołówkiem. Bo to właśnie jest taka publikacja: zawiera tyle (często bardzo przydatnej) wiedzy, co podręcznik akademicki do gramatyki historycznej języka polskiego. Choć zapewniam, że czyta się ją o wiele przyjemniej: Jo Robinson „Dzika strona jedzenia”, Białystok 2014.

"Dzika strona jedzenia"

„Dzika strona jedzenia”

Autorka

Jo Robinson to Amerykanka, która nie tylko pisze poradniki, ale także jest aktywistką żywieniową oraz badaczką zajmującą się uprawami rolnymi i trzodą chlewną. Przejrzała tysiące badań nad warzywami i owocami, zebrała je w zgrabne podsumowania i napisała książkę o tym, jakie płody rolne, dostępne w naszych supermarketach, kupować, jak je przechowywać i jak przyrządzać, aby wykorzystać ich naturalne właściwości prozdrowotne. A wszystko dlatego, że dzisiejsze rośliny straciły znaczną część swoich pierwotnych składników, mających wielkie znaczenie dla człowieka – przez człowieka właśnie, który tak kierował uprawami, aby plony były obfite w smaki słodkie.

Dziś już wiemy, że jedną z konsekwencji uprawy najsłodszych i delikatnych w smaku dzikich roślin była drastyczna utrata fitoskładników. Wiele z najzdrowszych składników odżywczych ma kwaśny, cierpi lub gorzki smak. Nieświadomie, ograniczając spożycie owoców i warzyw o intensywnym smaku, nasi przodkowie osłabili swoją odporność na wiele chorób i uciążliwych dolegliwości. W przeciągu wielu wieków ekstensywnego rozwoju rolnictwa nasza zdolność do modyfikacji diety znacznie przewyższyła zdolność zrozumienia tego, jak te zmiany wpływają na nasze zdrowie i samopoczucie. (s. 17)

Smutne, ale prawdziwe.

Gdzie zgubiliśmy witaminy?

W książce opisano najpopularniejsze warzywa i owoce oraz kilka tych, które są niezwykle zdrowe, ale rzadziej kupowane (ponieważ są mniej dostępne). Każdy rozdział zaczyna się historią warzywa lub owocu, z której dowiemy się, skąd dany produkt pochodzi i jakie były jego losy. Bardzo ważne jest też dzisiejsze postępowanie np. w owocami – są zbierane niedojrzałe, aby mogły przebyć tysiące kilometrów i być świeże jeszcze długi czas. Przez to, że nie dojrzewają na słońcu, tracą możliwość wytworzenia różnych ważnych składników odżywczych, witamin itp. Na przykład brzoskwinie zebrane przed dojrzeniem mają tylko połowę cennych fitoskładników niż te, które rosły na drzewie dwa tygodnie dłużej. To oczywiście odbija się także na ich smaku.

dzikastrona_1

Autorka poświęca sporo miejsca na wytłumaczenie, dlaczego żywność w supermarkecie, choć wygląda pięknie i nie ulega psuciu, często nie ma smaku. Czy w ogóle warto kupować takie warzywa i owoce? Okazuje się, że nawet wśród tych produktów znajdziemy te, które warto jeść. Niektóre gotowe produkty mogą być nawet zdrowsze od surowych (np. przetworzona fasola albo pomidory).

Ciekawostki

W tej książce co strona, to kilka ciekawostek na temat roślin jadalnych. Nie umiem nawet wybrać tych najciekawszych – to po prostu trzeba przeczytać. Przykładem niech będzie historia pomarańczowej marchewki, która jest z nami tylko 400 lat – a to dzięki Holendrom, którzy postanowili uhonorować tym warzywem władców z dynastii „pomarańczowej” (Orańskiej). Skrzyżowali marchew purpurową z żółtą i otrzymali to, co dziś jest dla nas synonimem marchewki. Do niedawna nie wiedziałam, że marchewka może być biała albo czerwona (dziś kupuję wszystkie trzy odmiany).

Marchew purpurowa.

Marchew purpurowa.

W „Dzikiej stronie jedzenia” znajdziemy też porady, które cechy roślin są najcenniejsze (barwa purpurowa i ciemnozielona), które części roślin zawierają najwięcej cennych składników odżywczych (już nie wyrzucam ciemnej części pora, ale wrzucam ją do zupy!), jak kroić czosnek przed poddaniem go obróbce cieplnej (10 minut wcześniej).

Jak przechowywać

Sporo rad dotyczy przechowywania warzyw i owoców tak, aby jak najdłużej zachowały cenne składniki odżywcze. Podobają mi się informacje na temat wymiany gazowej produktów rolnych – które mogą leżeć poza lodówką, które powinny leżeć w ciemności i chłodzie, a które warto ochronić przed kontaktem z powietrzem.

Jak kupować

Autorka nie pozostawia wątpliwości – nie wystarczy jeść „dużo owoców i warzyw”.

Wyborów dotyczących kupowania warzyw i owoców nie można opierać na intuicji, zaś wiedza na ich temat przełamuje wiele starych i nowych nawyków żywieniowych. Aby korzystać z najbardziej wartościowych składników odżywczych, powinieneś chodzić na zakupy z listą konkretnych produktów. (s. 21)

Przeczytałam tyle poradników, że wiem już – takie wypowiedzi są znamienne dla wszystkich książek, którym mamy uwierzyć. Dlatego choć wiedzę zawartą w „Dzikiej stronie jedzenia” traktuję poważnie i kroję czosnek 10 min przed podgrzaniem go, nie sądzę, aby wybieranie tylko najwartościowszych warzyw i owoców było konieczne. Stawiam na różnorodność, dobry smak, sezonowość i w miarę możliwości lokalność – dzięki temu, że mogę mieć produkty rolne prosto od ekorolnika (Kooperatywa Spożywcza Dobrze), nie mam dylematu, którą odmianę warzywa wybrać, bo nasi rolnicy wybierają te zdrowsze i smaczniejsze (np. marchew purpurową czy ziemniaki z czerwoną skórką).

dzikastronajedzenia-okladka

Podsumowując…

Choć momentami książka przeraża ilością informacji, uważam ją za cenne źródło wiedzy z solidnymi podstawami naukowymi. Ciekawie napisana, niestety dla Amerykanów – tabele z odmianami roślin mogą u nas nie mieć przełożenia, ale nie szkodzi. Ważne, abyśmy poszerzali wiedzę na temat tego, co jemy, i głosowali portfelami – że chcemy żywności jak najzdrowszej.

12 VI2014

Rano zebrano, odbiorę wieczorem

by joanna

Za nami pierwsze – testowe – zakupy w Rano Zebrano. To internetowy sklep dla warszawiaków, którzy chcą kupować produkty spożywcze lokalne i/lub certyfikowane. Oto nasze wrażenia.

ranozebrano_1

Idea

Cieszę się, że warszawiacy mają coraz więcej możliwości świadomego kupowania produktów spożywczych. Czy to BioBazar, czy Kooperatywa Dobrze, czy Rano Zebrano – wszystkie sposoby wspierania rolnictwa lokalnego i ekologicznego są ważne.

W Rano Zebrano mamy możliwość zakupienia warzyw, owoców, nabiału i mięsa od dostawców sprawdzonych przez ekipę RZ. Sami także możemy skontaktować się z producentami i spytać o asortyment. Opisy gospodarstw i zdjęcia ich właścicieli przybliżają nam nieco miejsce, skąd pochodzi żywność – dzięki temu producenci są mniej anonimowi i warzywa czy owoce od razu są bardziej swojskie.

ranozebrano1

Internetowy sklep z dostawą do domu to niezwykle wygodny sposób na zaoszczędzenie czasu. Znam osoby, które są przeciwne zakupom świeżej żywności przez internet, ponieważ chcą same obejrzeć i wybrać produkty spożywcze – choć jest to kosztem ich czasu. Wiem, że są tacy kupujący, którzy każdej marchewce przyglądają się pięć razy, zanim włożą ją do koszyka, a do wędlin podchodzą krytycznie a priori. Rozumiem to, ale doświadczenie z kooperatywą (zamawiam w ciemno) przekonały mnie, że zwykle warto zaufać dostawcom. Oni są jak saperzy, mylą się raz, inaczej stracą klienta.

ranozebrano_3

Najważniejsze założenia sklepu Rano Zebrano:

  • dostawcy z Mazowsza,
  • produkcja tradycyjna i/lub ekologiczna,
  • świadomość konsumenta – co i od kogo kupuje,
  • opakowania zwrotne,
  • świeża żywność prosto od rolnika.

Asortyment

W ofercie jest ponad 200 produktów, z czego część to produkty sypkie, o dłuższym terminie ważności (mąki, przyprawy). Z tych nie wszystkie są lokalne (np. chili, ksylitol), producenci też pochodzą spoza regionu (np. Dary Natury – powiat siemiatycki). Niektóre warzywa z kolei rosną wręcz za miedzą (np. groszek cukrowy, nad którym mój mąż piał z zachwytu, pochodzi z Białołęki, dzielnicy Warszawy).

ranozebrano2

Choć 236 produktów wydaje się dużą liczbą, pod względem różnorodności oferta jest ograniczona. Wiem, z czego to wynika. Lokalność i sezonowość ma swoje prawa. Jeśli chcemy wspierać polskich rolników (choćby po to, żeby ograniczyć food miles), musimy być gotowi na rezygnację z pewnych smaków w określonych miesiącach.

Minusem jest ograniczenie w postaci narzuconej wagi wędlin czy przybliżonej wagi mięs – wiadomo, w sklepie możemy sobie pooglądać, pomarudzić, spróbować i wziąć 5 dag szynki. To jednak wynika ze sposobu robienia zakupów.

ranozebrano_2

Jakość

Jeśli chodzi o spełnienie naszych oczekiwań, pakującym zdarzyły się dwie pomyłki (o czym niżej). Na jakość towaru nie możemy powiedzieć złego słowa.

Nie rozczarowały mnie piękne ekologiczne truskawki (tu ryzyko było największe, że dojadą pogniecione, nieświeże itp.). Przetrwały noc poza lodówką, następnego dnia zamieniłam je w lody, a z całego kilograma wyrzuciłam dosłownie jeden owoc.

Jajka „duże” okazały się naprawdę duże, a dzisiejsze sadzone z czterech jaj miało siedem żółtek… Mniam!

Dzięki Rano Zebrano wreszcie udało mi się upiec chleb z płaskurki (kuzynka samopszy) od Babalskich. Tej mąki od roku szukałam w różnych miejscach, na BioBazarze usłyszałam, że w tym roku jej nie dostanę. Dostałam! Chleb wyszedł pyszny.

Cena

Produkty w Rano Zebrano to towar dla wymagających, dlatego nie spodziewałam się cen jak na zwykłym bazarku. Produkty niecertyfikowane, ale produkowane metodą tradycyjną, są tańsze od ekologicznych dostępnych gdzieś indziej. Na przykład pierś kurczaka zagrodowego kosztuje 30 zł za kilogram (eko na BB – 55 zł). Truskawki ekologiczne, ekojaja – cena rynkowa.

Dostawa

Pan kierowca, który przywiózł nam zakupy, powinien być wzorem dla wszystkich dostawców! Miła odmiana po gburowatych kurierach, którzy tak się spieszą, że w ogóle nie patrzą, z kim rozmawiają. A tak mogłam sobie chwilę pogawędzić i nawet dostałam specjalną, spersonalizowaną powitalną ulotkę z informacjami o Rano Zebrano.

ranozebrano_4

Koszt dostawy uzależniony jest od wagi i wartości zamówienia. Najtaniej wychodzi wtedy, gdy kupujemy towar za co najmniej 150 zł i waży on do 10 kg (1 zł).

Pomyłki w dostawie, jak wiadomo, zdarzają się wszędzie, tym razem też się zdarzyła. Nie mam o to pretensji, zwłaszcza że dotyczy to produktów pakowanych (zamieniony olej, brak makaronu) i zauważyłam to dopiero dwa dni po dostawie. W tej chwili czekam na informację, jakie są zasady postępowania w takich wypadkach.

Uaktualnienie: udało nam się zgrać i wymienić olej w dogodnym momencie. Kolejne zakupy przebiegły już bez pomyłek.

Podsumowanie

Jak już wspomniałam, idea bardzo mi się podoba i będę jej kibicować. Z pewnością zajrzę jeszcze nieraz na stronę sklepu, żeby sprawdzić, co nowego i smacznego się pojawiło. A także – żeby uzupełnić zapas płaskurki.

Platforma Rano Zebrano w moim mniemaniu jest przeznaczona dla świadomych konsumentów, którzy szukają lokalnej i sprawdzonej żywności, przygotowanych na to, że taka żywność kosztuje nieco więcej. W zamian oszczędzają czas, mają miłą dostawę do domu i produkty naprawdę wysokiej jakości. Piszę to, wyjadłszy mężowi pół pojemnika młodej kwaszonej kapusty (która nie do końca jest zgodna z moją dietą, ale nie mogłam się powstrzymać!).

Myślę, że sekret tkwi w staranności dostawców i samych inicjatorów sklepu Rano Zebrano. Mam nadzieję, że zyskają popularność, a może dzięki temu ceny będą niższe? Trzymam kciuki za rozwój sklepu i promowanie idei żywności lokalnej.