03 IX2015

„Jestem tak ekologiczna, że sikam do wanny”

by joanna

Jeśli powyższe zdanie wydaje Ci się przekroczeniem granicy, za którą siedzą już tylko ekooszołomy, to wcale się nie zdziwię. Ale… zastanów się, czy w tym szaleństwie przypadkiem nie ma metody.

wanna_czb

Dlaczego sikanie do wanny/pod prysznicem jest dobre?

  • jedno spuszczenie wody z rezerwuaru zużywa przeciętnie 10–12 litrów czystej wody, którą można by wypić*,
  • sikanie podczas mycia nic nie kosztuje: woda, którą się spłukujesz, skutecznie usunie mocz z brodzika czy wanny,
  • nie musisz się podcierać, dotykać sedesu, myć rąk – oszczędzasz czas, mydło, kolejną porcję wody,
  • nie potrzebujesz papieru toaletowego, więc oszczędzasz i na tym,
  • produkujesz mniej ścieków.

*Jeśli masz szczęście wykorzystywać szarą wodę, to szczerze zazdroszczę!

Kilka lat temu w Brazylii powstała zabawna kampania społeczna, namawiająca do siusiania podczas mycia (skomentował to „The Guardian”).

Jedno spuszczenie wody mniej dziennie i już każdy oszczędza minimum 3 600 litrów wody rocznie.

spuszczanie_wody

Oczywiście, jako wyznawczyni zasady „nie rób drugiemu, co tobie niemiło”, popieram używanie do tego wyłącznie swojej łazienki.

Z minusów widzę chyba tylko potrzebę przełamania swojego oporu…

Ale może wcale nie trzeba nikogo namawiać?

Zobacz też: Czy sikanie na stojąco może być ekologiczne?

10 II2015

Co je Twoje dziecko? Jadłospisy przedszkolaków

by joanna

Po naszym pierwszym tekście na temat jadłospisów (Przeczytaj: Co je Twoje dziecko? Jadłospisy do 3. roku życia), który wzbudził ogromne zainteresowanie, czas zająć się menu przedszkolaka.

Małgorzata Jackowska

Małgorzata Jackowska

Razem z Małgorzatą Jackowską, doradczynią żywieniową (oraz doulą i dyplomowaną Promotorką Karmienia Piersią) przeczytałyśmy nadesłane przez Was jadłospisy. Nie wszystkie ankiety były wypełnione na tyle dokładnie, żeby Gosia mogła na ich podstawie zinterpretować jadłospis dzieci. Dlatego, jeżeli czujecie potrzebę skonsultowania menu Waszych dzieci ze specjalistą, zachęcam Was do skorzystania z usług Gosi. W bezpośrednim kontakcie będzie mogła spytać o wszystko, co jest istotne w analizie jadłospisu.

Małgorzata Jackowska: 

kontakt.dnm@gmail.com

tel. 503 173 643

www.dietanamiare.eu, Facebook

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

Jadłospisy – przedszkolaki

Jadłospis 1

Dziewczynka, 3,5 roku; średnia aktywność; suplementy: tran, probiotyki; posiłki przedszkolne i domowe. Uczulenie na miód. Waga, wzrost: 15 kg, 100 cm (ok. 50 centyla).

  • Śniadanie: kromka jasnego lub żytniego pieczywa z masłem plus szynka plus pół pomidora, kubek kawy zbożowej z mlekiem owsianym z wapniem i probiotyk, jabłko (ok. 150 ml). Obiad: zupa ogórkowa (ok. 100 ml), kasza jaglana z gulaszem z indyka i buraczki, kubek mały kompotu (ok. 200 ml) z jabłek; kisiel (ok. 100 ml), 4 biszkopty. Kolacja: kromka jasnego lub żytniego pieczywa z masłem, jajkiem, rzodkiewka, herbata z żurawiny (200 ml).
  • Śniadanie: kromka jasnego lub żytniego pieczywa z masłem, białym serem plus pół pomidora, kubek kawy zbożowej z mlekiem owsianym z wapniem i probiotyk; banan. Obiad: krupnik, pierogi ruskie z jogurtem naturalnym (cały mały pojemniczek), kisiel, jabłko. Kolacja: kromka jasnego lub żytniego pieczywa z masłem, szynką, pół pomidora, mały kubeczek herbaty z malin i żurawiny.
  • Śniadanie: kromka jasnego pieczywa z masłem, żółtym serem, rzodkiewka, kubek kawy zbożowej z mlekiem owsianym z wapniem i probiotyk; jabłko. Obiad: rosół z makaronem, pulpeciki z indyka z kaszą gryczaną, ogórek kiszony mały, mały kubek kompotu z jabłek; czekoladka/kisiel. Kolacja: kromka grahamki z masłem, dżemem śliwkowym, mały kubeczek herbaty z malin i żurawiny.

Uwagi mamy: ciągle mam wrażenie, że dieta mojej córki jest zbyt uboga. Próbuję podawać jej odmienne pokarmy typu humus, pasta z fasoli do chleba itp. – ale to nie działa… i je niestety te same rzeczy. Na szczęście lubi wszelkie kasze, ale nie je niemal wcale warzyw – surówek poza burakami, tartą marchewką, rzodkiewką i ogórkiem kiszonym. Mało pije – trzeba jej przypominać, podaję wodę, ale sama zapomina o pragnieniu. I pochłania za dużo słodyczy (babcia ulega płaczom i daje krówki, bułki maślane, czekoladki, jajka niespodzianki itp.)… Ostatnie badanie moczu (styczeń 2015 r.) wykazało wysokie pH – 8, lekarz zalecił mniej białkową dietę.

Gosiu, czy powtarzające się menu jest rzeczywiście powodem do zmartwienia – jeśli jest w miarę urozmaicone (w skali dnia), ale jednak dzień w dzień dosyć podobne?

Czytając to menu, wcale nie mam wrażenia, że jest mało urozmaicone. Oczywiście piszę to na podstawie trzech dni i tylko tego, co mamy do przeczytaniu w opisanym zgłoszeniu. Fajnie jest, jeżeli dziecko ma jak najbardziej urozmaiconą dietę, ale też nie przesadzajmy, jeżeli zjada chętnie trzy różne rodzaje pieczywa, różne dodatki na kanapki i kilka różnych warzyw to myślę, że jest całkiem nieźle.

Ważne żeby dieta była urozmaicona, tzn. zawierała produkty z różnych grup żywności (produkty zbożowe, warzywa, owoce, mięso/ryby/strączki, produkty nabiałowe lub ich zamienniki roślinne, dobre tłuszcze roślinne i/lub masło). Pamiętajmy też, że wiele produktów smakuje najlepiej w sezonie, korzystajmy z nich wtedy, kiedy są najlepsze.

Gdy dziecko w wieku przedszkolnym lubi tylko kilka rodzajów warzyw, akceptuje kilka potraw, jak zachęcić je do nowych smaków?

Wiek przedszkolny to jest już taki czas, kiedy w dużej mierze zwyczaje żywieniowe i preferencje są ukształtowane. Często trudno jest dziecko przekonać do próbowania nowości. Myślę, że warto proponować, pokazywać inne niż „najulubieńsze” produkty, ale też nie robić tego za wszelką cenę, żeby nie kształtować w dziecku złych skojarzeń z czasem jedzenia. A na co dzień po prostu dawać dziecku te produkty, które lubi, oczywiście nie w kółko naleśniki z nutellą i frytki z keczupem, ale jeżeli lubi np. tylko mięso mielone, to proponować różne rodzaje, a jak lubi tylko trzy warzywa, to na zmianę te trzy warzywa. Co jakiś czas próbując wprowadzić coś innego.
Jeżeli chodzi o warzywa, to dobrym sposobem na ich podawanie wybrednym maluchom są zupy. Można też spróbować dodać inny produkt do tego, który dziecko lubi, np. do tartej marchewki można dodać jabłko, kapustę kiszoną lub kukurydzę, jeżeli smakuje rzodkiewka, to może spróbować z kiełkami? Też są chrupiące i dosyć wyraziste w smaku.

A gdy dziecko ciągle prosi o słodycze?

Słodycze… Trzeba się umówić, że jemy je np. tylko w środę i weekend i tylko konkretną ilość – i trzymać się tego. Proponować też słodycze domowe, upiec wspólnie ciasto czy bułeczki drożdżowe, nawet jeśli mają być z czekoladą, to będą lepsze niż kupowane w sklepie. Przemysłowe słodycze i wypieki niestety oprócz tego, że są źródłem cukru, zawierają też bardzo dużo szkodliwych tłuszczów trans. A babci (czy innym członkom rodziny nalegającym na karmienie dziecka słodyczami) trzeba wyjaśnić, dlaczego to dla nas ważne, żeby dziecko nie jadło słodyczy. Albo powiedzieć, że może zamiast jajka z niespodzianką kupić np. słoik masła orzechowego albo opakowanie dobrych suszonych owoców czy mieszanki orzechowej. To bardzo zależy od indywidualnej sytuacji, czasami np. jeżeli zdarza się to rzadko, to można odpuścić i poprosić o ograniczenie ilości podarowanych słodyczy do jednego jajka z niespodzianką czy jednej tabliczki czekolady, najlepiej gorzkiej.

Jakie są właściwości kawy zbożowej? Czy dzieci mają korzyść z takiego napoju?

To tak naprawdę wcale nie jest kawa, tylko napój o podobnym smaku. Nie zawiera kofeiny, jest produkowany ze zbóż – jęczmienia i żyta, cykorii i buraków cukrowych. Jest głównie źródłem węglowodanów, ma trochę błonnika. Nie widzę przeciwwskazań, żeby dzieci w wieku przedszkolnym wypijały np. kubek takiej kawy dziennie. Byle nie była mocno słodzona.

Jak odniosłabyś się do zalecenia lekarza w związku z wysokim pH moczu?

Prawidłowe wartości pH moczu mogą się wahać od wartości 4,5 do 8, niższe pH jest przy diecie bogatej w mięso, wyższe przy diecie z większą ilością warzyw i owoców. Myślę więc, że ten parametr mieści się w normie, na dodatek zgadza się z dietą dziewczynki, która mięso jada raczej w niewielkich ilościach. Oczywiście można badanie powtórzyć dla pewności, dbając o to, żeby próbka została jak najszybciej dostarczona do laboratorium, bo również długie przechowywanie próbki moczu może spowodować wynik bardziej zasadowy, czyli wyższe pH.

Co poradzić, gdy dziecko zapomina o piciu?

Przypominać, proponować, postawić małą butelkę wody w widocznym dla dziecka miejscu. I nie dawać dziecku do picia innych, słodzonych napojów. No i dawać dobry przykład i samemu pić wodę.
Dziecko w wieku przedszkolnym powinno codziennie spożywać około 1,5 litra wody. Chodzi o całościowe spożycie, zarówno z jedzenia (np. w owocach, warzywach), z zup i napojów (tutaj mamy np. kompot i zbożową kawę), jak i po prostu wypijanej czystej wody. W pierwszym dniu jadłospisu dopisałam ilość wody w produktach spożywczych i napojach spożywanych przez dziewczynkę, oczywiście orientacyjnie, bo nie znam dokładnych gramatur.  Myślę że jeżeli dodatkowo wypijałaby 2-2,5 szklanki wody, to było by idealnie. Ale może potrzebować troszkę mniej lub troszkę więcej. Normy i zalecenia są tworzone dla „przeciętnego” człowieka, a w rzeczywistości przecież każdy z nas jest inny.

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

Źródło: www.polona.pl, domena publiczna

Jadłospis 2

Chłopiec, 5 lat, aktywność średnia, chodzi na tańce. Nie je mięsa. Waga/wzrost: 15 kg, 116 cm.

  • Śniadanie: płatki kukurydziane na mleku + woda. Obiad: zupa owocowa (2 łyżki wazowe), kasza gryczana + woda (kubeczek dziecięcy). Podwieczorek: serek waniliowy 150 g, banan. Kolacja: kanapka z masłem + kawa zbożowa (filiżanka).
  • Śniadanie: płatki kukurydziane na mleku + woda. Obiad: rosół z makaronem (2 łyżki wazowe); kopytka + kompot (szklanka). Podwieczorek: jabłko + rogalik z makiem. Kolacja: zapiekanki z serem na bagietce 4 sztuki + kakao (2 filiżanki).
  • Śniadanie: płatki kukurydziane na mleku + woda. Obiad: zupa pomidorowa z makaronem (2 łyżki wazowe); placki z jabłkiem + serek homogenizowany 150 g + kompot (szklanka). Podwieczorek: jabłko. Kolacja: kanapki z masłem (2 kromki) + kawa zbożowa filiżanka.

Uwagi mamy: Podane posiłki są menu z przedszkola + to, co dziecko je w domu. Jeśli nie je obiadu w przedszkolu, je w domu taką porcję + kolację. Dziecko nie je mięsa ani wędlin. Nie jada dżemu, sera żółtego (chyba że roztopiony). Owoce, jakie zjada, to jabłko, jagody i banan. Warzywa to marchew, dynia, cukinia. Je orzechy. Menu jest monotonne, ponieważ jedyne zjadane zupy to pomidorowa, rosół i owocowa. Jada wszystkie kasze, ryż, kopytka, knedle, placki, naleśniki.

Płatki kukurydziane na mleku jako codziennie śniadanie, co o tym myślisz? Czy to dobry pierwszy posiłek dla przedszkolaka?

Płatki na mleku to jest jeden z najwygodniejszych i najszybszych posiłków śniadaniowych, a na dodatek prawie każde dziecko je lubi. Są wzbogacane witaminami, więc wydaje się, że to pełnowartościowy posiłek. Płatki kukurydziane, w zależności od tego którego producenta wybierzemy, mają różną zawartość cukru. Te, które mam w mojej szafce, mają 2 g cukru na 30 g porcję. To nie jest bardzo dużo (porcja to około szklanka płatków, cukru w tym pół łyżeczki). Ale ponieważ płatki śniadaniowe to produkt mocno przetworzony, nie ma w nim naturalnie występujących w zbożach witamin i składników mineralnych, to nie polecam ich jedzenia codziennie… Słodkich płatków (kulek, muszelek, itp.) radziłabym w ogóle nie kupować. A np. kukurydziane albo inne zbożowe, które wyglądają na zdrowsze, należy dokładnie sprawdzić, przeczytać skład, zawartość cukru (1 łyżeczka cukru to 5 g) i nie traktować ich jako codziennego śniadania.
Podsumowując, płatki kukurydziane mogą być jedną z opcji śniadaniowych, na pewno są lepsze niż płatki czekoladowe czy miodowe, ale też nie są najlepszym i najzdrowszym rozwiązaniem, myślę, że raz czy dwa w tygodniu będą OK.

Czy takie menu jest wystarczająco urozmaicone pod względem braku mięsa w jadłospisie? Jak można je jeszcze wzbogacić?

Niestety nie. Generalnie rzecz biorąc jest mało urozmaicone. Chłopiec praktycznie nie je warzyw, za to jada sporo słodkich rzeczy (racuchy, serek waniliowy, kompot, kakao). Nie wiem, czy i ile słodzone są napoje. Ale myślę, że wykluczenie słodkich produktów pozwoliłoby na stopniowe poszerzanie diety chłopca o inne smaki. Jeżeli rodzina nie jada mięsa, to powinna zamiast tego zadbać o dostarczenie białka roślinnego, np. nasiona roślin strączkowych, fasola, soczewica, soja, ciecierzyca, ale też jaja, nabiał (nie tylko serek waniliowy). Białko jest też w produktach zbożowych, płatkach owsianych, kaszach, makaronie z pszenicy durum, pestkach i orzechach (w ostatnich dwóch na dodatek sporo wartościowych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych).

Chłopiec jest chyba szczupły. Kiedy rodzice powinni się martwić, że dziecko jest za chude? Wiemy, że na otyłość mają wpływ nawyki żywieniowe i brak ruchu, co może być przyczyną zbytniej szczupłości?

Tak, patrząc na liczby wygląda na to, że jest dosyć wysoki i szczupły. Być może rodzice też są wysocy i szczupli, lub chłopiec od urodzenia był taki. Trudno powiedzieć jednoznacznie czy jest za szczupły, nie widząc go. Niepokojące jest, jeżeli dziecko nagle traci apetyt lub nagle bardzo traci na wadze lub wolno przybiera, wtedy dobrze byłoby skonsultować się z lekarzem i poprosić o wykonanie przynajmniej podstawowych badań. Przyczyny mogą być różne, np. niedokrwistość, niedobór składników mineralnych który powoduje utratę apetytu (szczególnie niedobór cynku), ale też infekcje, choroby autoimmunologiczne.

Czy dietetycy zalecają jakieś szczególne proporcje posiłków dla dzieci, np. że śniadanie powinno być kaloryczne, kolacja mała i lekka itp.?

Dietetycy zalecają 5 posiłków dziennie, w tym trzy większe i dwie mniejsze przekąski. Zalecają aby podstawą diety były produkty zbożowe z pełnego ziarna i warzywa, powinniśmy proponować je dziecku przy każdym posiłku. Zalecają też, żeby w codziennym menu znalazły się 3-4 porcje owoców, 1-2 porcje produktów mlecznych (lub ich zamienników), oraz mięso/ryby/jaja/nasiona roślin strączkowych, oraz dobre tłuszcze (oleje roślinne, pestki, orzechy, niewielkie ilości masła). Zaleca się ograniczenie cukru i soli, oraz picie wody i codzienny ruch. Pięcioletnie dziecko może jeść podobnie jak dorosły, tyle że będzie zjadało mniejsze porcje.

Na koniec pytanie, które mnie nurtuje od dawna. Co sądzisz o umawianiu się z przedszkolakiem – zje surówkę, za którą nie przepada, ale dostanie deser, który uwielbia? (Załóżmy, że chodzi o domowe ciasto). Nie zje surówki – nie dostanie, zje połowę porcji – dostanie pół deseru itp.

Hm… Mówiąc generalnie, nie podoba mi się pomysł przemycania, przechytrzania i zmuszania dzieci do jedzenia. Przekupstwo też mi się nie podoba.  Jeżeli dziecko czegoś nie lubi, to można mu zaproponować coś co lubi, próbować różnych produktów i różnych dań. Proponować to co sami jemy, zapytać czy chce zjeść kawałek, a jak nie zgadza się, odmawia to zaakceptować tą odpowiedź i następnym razem spróbować znowu.
Mam wrażenie, że wiele problemów z jedzeniem bierze się z tego, że my – rodzice (i inni opiekunowie) – za bardzo naciskamy na dzieci w kwestii jedzenia. Wyobraźcie sobie, jak byście się czuli na miejscu dziecka. To bardzo pomaga w ustawieniu sobie w głowie właściwego podejścia do tego tematu.
Myślę, że można się z dzieckiem umówić i ustalić zasadę, że deser następuje PO obiedzie. Po prostu. Ale nie mówmy dziecku, podając mu obiad, że jak zje, to dostanie deser, a jak nie zje, to nie dostanie.
Jeżeli mamy problem z jedzeniem dziecka, starajmy się podchodzić do posiłków jak najbardziej neutralnie.
14 IX2013

Wakacje za nami

by joanna

Zbliżająca się jesień skłoniła mnie do spojrzenia wstecz i zastanowienia się nad wakacjami. Były bardzo udane: trochę nad morzem, trochę w górach. Chłopcy byli zdrowi, zdrowsi niż w Warszawie – zapewne dzięki świeżemu powietrzu, możliwości przebywania cały dzień na dworze, słońcu, morzu, lasom, spacerom… Niech żyją wakacje! Ale…

No cóż, prawda jest taka, że na wyjazdach trudno przestrzegać diety, w dodatku wynajmowanie domku czy pokoju u kogoś narzuca nam pewne zachowania. Czy chcemy, czy nie, nie zawsze możemy spełniać ekologiczne założenia…

To moje podsumowanie ekologicznych plusów i minusów naszych wakacji.

PLUSY:

1. Mogliśmy pooddychać prawdziwym powietrzem. Uwielbiam morze i jego zapach. Uwielbiam zapach lasu – i tego nadmorskiego, i tego w górach.

wakacje_4

2. Mogliśmy kąpać się w Bałtyku. Wszystkie inne morza (a miałam do czynienia z różnymi) mogą się schować. Szkoda tylko, że nasze morze jest takie zanieczyszczone.

3. Jedliśmy świeże ryby, prosto z kutra.

wakacje_15

I to naprawdę prosto z kutra.

wakacje_14

A nie z takiego straganu (Warszawa, Bielany):

swieza_ryba

4. Spacerowaliśmy po lesie, i górskich szlakach (łatwych), a mąż i chłopcy nawet spotkali gniazdo os (to nie była miła przygoda, ale pouczająca).

wakacje_12

5. Piliśmy dobrą wodę, myliśmy się nią, bawiliśmy nad nią…

wakacje_8

Prawdziwa górska woda!

wakacje_2

5. Był czas na tacierzyństwo bliskości… (tu z Tongą).

wakacje_11

6. Mieliśmy dostęp do prawdziwej, wiejskiej żywności. Choć nasze dzieci nie jedzą jajek, ja czasem zjem. A te – jak widać na obrazku – były bardziej wiejskie od samych siebie.

wakacje_1

7. Spotkaliśmy zwierzęta, których nie widujemy na co dzień. Na przykład prawdziwe kury…

wakacje_7

I prawdziwe owce…

wakacje_9

8. Rower! Budowaliśmy formę. Ja z racji ograniczeń czasowych (karmienie) nie wypuszczałam się zbyt wysoko/daleko, ale mój mąż po raz kolejny objechał Tatry dookoła.

wakacje_13

9. Integracja – nasi synkowie spędzili 10 dni z kuzynkami, które zazwyczaj mieszkają w Anglii.

lavera_3

10. Wymyślaliśmy nowe zabawy i testowaliśmy stare pomysły w pochmurne i deszczowe dni.

aparat_1

MINUSY:

1. Zabraliśmy pieluszki jednorazowe – brak pralki na wyjeździe o tym przesądził. Używamy jednorazówek, które mają bardzo mało poliakrylanu sodu i rozkładają się w 4 lata.

wakacje_5

2. Nie mieliśmy wpływu na segregację śmieci. Jeden kosz, brak osobnych koszy na terenie posesji…

3. Gotowanie na kuchence elektrycznej – znów nie było wyboru. Wydaje mi się, że kuchenka gazowa jest tańsza… Czy bardziej ekologiczna?

wakacje_6

4. Łamaliśmy zasady diety. Nie zawsze dało się coś ugotować, mieliśmy też ograniczone zapasy.

wakacje_10

Na szczęście nie było żadnego dramatu, a zjedzenie pizzy w Murzasichlu to nasz małżeński rytuał.

5. Zmywaliśmy ręczne – brak zmywarki to nie tylko obciążenie czasowe, to także podrażnienie skóry i większe zużycie wody. Znów narzucone.

6. Podróżowaliśmy samochodem – ale jak inaczej, kiedy jest nas czworo i mamy tyyyyyle bagaży?

Podsumowanie

Oczywiście, plusów jest więcej i to bez dwóch zdań. Ale czy wakacje są po to, żeby trochę sobie poleniuchować – także od ekologii? Nie zawsze czułam się komfortowo (góra pieluch, góra śmieci…). Mam nadzieję, że za rok uda nam się trochę lepiej.

A jak było u Was? Co z wyjazdami za granicę? A może tam jest właśnie łatwiej?

08 VI2013

Aby woda nie marzła

by joanna

Pogoda w Tatrach podczas naszego pobytu nie należała do łaskawych – było zimno i mokro. Kiedy nie padało, i tak było zimno… Tym bardziej nieoceniona okazała się termobutelka Pacific Baby.

pacific_3

Od dawna dla starszego syna szukałam takiego pojemnika na wodę, który będzie: trwały, bezpieczny (nieplastikowy!), ładny, łatwy do mycia. Ponieważ J. chodzi do przedszkola ze swoją wałówką, nosi także swoją przegotowaną wodę – od małego był przyzwyczajany do picia wody, inne napoje (soki ekologiczne) dostaje naprawdę rzadko.

Picie wody z butelki plastikowej ma oczywiście swoje zalety – taki pojemnik jest bardzo lekki, jednak w myciu już nie taki łatwy. Poza tym plastikowe naczynia nie są zupełnie zdrowe – trzeba zwracać uwagę na oznaczenie PET (np. numer 1 umieszczony w trójkącie ze strzałek oznacza poli(tereftalan etylenu) – uznawany za średnio bezpieczny dla naszego zdrowia).

Termobutelki Pacific Baby są wykonane ze stali nierdzewnej – typ 304 (chirurgiczna).

pacific_1

Termobutelka Pacfic Baby jest pod wieloma względami rozwiązaniem, którego szukałam. Zacznę od samej estetyki – wybraliśmy kolor niebieski, i słusznie. Nieco industrialny wygląd bardzo mi się spodobał, zwłaszcza podobieństwo do rakiety kosmicznej. J. z chęcią podchwycił to skojarzenie i butelka nie jest wcale butelką, ale właśnie statkiem kosmicznym.

Osoby wymagające, zwłaszcza surowi esteci, powinni docenić wygląd termobutelki. Ustnik dla starszych dzieci nie jest może już taki piękny jak reszta, ale moim zdaniem w tym wypadku liczy się funkcjonalność i wygoda. I oczywiście bezpieczeństwo – wszystkie plastikowe elementy dołączone do butelki nie zawierają BPA, ftalanów czy PCV.

pacific_2

Butelkę łatwo rozkręca się na czynniki pierwsze i bez problemu myje – nie wkładam jej do zmywarki, choć można (górny koszyk), bo boję się o zewnętrzne wzory. W środku znajduje się wygodna podziałka dla tych, którzy przygotowują np. mleko zastępcze.

Główną cechą termobutelki jest oczywiście utrzymywanie temperatury cieczy – do 10 godzin. To bardzo długo. Podczas naszego wyjazdu, kiedy noce były tak zimne, że ubieraliśmy młodszego syna na noc w czapkę (!) i w kilka warstw ubrań, butelka świetnie się sprawdziła. J. budzi się czasem nocą, aby się napić. Dzięki takiemu opakowaniu mieliśmy pewność, że woda nie jest lodowata jak całe otoczenie. Podobnie było na wycieczce (jedynej, niestety) w góry – mimo chłodu woda w butelce J. miała zawsze odpowiednią temperaturę.

pacific_4

Co może przeszkadzać – ciężar butelki i jej mała pojemność. Większa butelka ważyłaby jednak jeszcze więcej. Coś za coś – jakość, trwałość i termoizolacja wymagają solidnej oprawy.

Myślę, że taki pojemnik na napoje to dobra inwestycja – końcówki są wymienne, butelkę można podawać już noworodkowi, a według producentów – starcza do piątego roku życia. U nas pewnie będzie przechodnia.

Gdzie kupić? Polskim dystrybutorem termobutelek Pacific Baby jest Kraina EkoZabawek: http://www.krainaekozabawek.pl/63-termobutelki-pacificbaby

26 V2013

Woda ustrukturyzowana

by tadeusz

Za mną pierwsza w życiu przygoda z testowaniem napoju – w moje ręce (i gardło) trafiła woda ustrukturyzowana Górski Potok. Tak się szczęśliwie złożyło, że mogłem połączyć testowanie z prawdziwą przygodą – paczka z kilkunastoma butelkami wody pojawiła się u mnie w domu na początku maja, tuż przed zaplanowaną długo wcześniej rowerową wyprawą w jeden dzień dookoła Tatr (ponad 200 km ostrych podjazdów i szybkich zjazdów). Uznałem, że to świetny zbieg okoliczności, bo jakże lepiej przetestować wodę, która – według producenta – gasi pragnienie lepiej niż inne, niż warunkach ekstremalnego wysiłku fizycznego.

Najpierw dwa słowa o tej dziwnej wodzie – pod moim tekstem jest spory tekst napisany przez nas wspólnie z producentem. Zachęcam do jego lektury, tu jednak streszczę go w dwóch słowach, żeby czytelnik miał jakieś pojęcie, co też ja w ogóle testowałem. Woda ustrukturyzowana Górski Potok składa się z mikrokropel – jedna kropla takiej wody składa się z 5–6 cząstek H2O zamiast niemal 300, jak w wypadku zwyklej wody. Jest dodatkowo napompowana tlenem. Nietypowa struktura ma ułatwiać przyswajanie, natlenowanie – wspomagać pracę mięśni.

Dookoła Tatr jechałem z dwoma kolegami. Bardzo się zdziwili, kiedy zobaczyli, że zamierzam wieźć zgrzewkę wody z Warszawy do Zakopanego, ale wyjaśniłem im, w czym rzecz i dałem po butelce, żeby też spróbowali.

organiczni7

To tylko do zdjęcia, woda i tak wylądowała w bidonie.

Przed samą jazdą wlaliśmy wodę do bidonów i bukłaków, i ruszyliśmy w trasę. Nie wiem, jak tam u kolegów, ale mój test skończył się na 90. kilometrze – po prostu zabrakło mi wody i musiałem dokupić inną w sklepie w Liptowskim Mikulaszu. Testowałem ją więc przede wszystkim na podjeździe pod Gubałówkę (1126 m n.p.m., podjazd z 740 m n.p.m.; to nie był najkrótszy ani najłatwiejszy, ale najciekawszy wariant trasy) i morderczym podjeździe pod Kwaczańską Przełęcz (ok. 1070 m n.p.m., podjazd z 760 m n.p.m.), bramę między Orawą i Liptowem.

organiczni9

Podjazdy, podjazdy, strome i długie podjazdy!

Ponieważ tego dnia na niebie nie było ani chmurki, temperatura w cieniu dochodziła do 30°C, a na naszej trasie cień pojawiał się bardzo rzadko, na podjazdach sporo się pociłem i dużo pociągałem z bidonu i bukłaka. Woda, którą tam miałem, sprawdziła się – faktycznie zaspokajała pragnienie. Poza tym wciąż odczuwałem to, co stwierdziłem już wcześniej – woda Górski Potok jest bardzo smaczna i ma bardzo dziwną (w miły sposób dziwną) konsystencję. Niby woda, ale w ustach zachowuje się inaczej, jakby była bardzo miękka, wręcz miałka. Być może ma to związek z tą jej nietypową strukturą. I być może właśnie dzięki tej miękkości łatwiej się ją przyswaja.

Czy naprawdę wspomaga mięśnie i zapobiega ich zakwaszaniu – nie wiem. Sporo trenuję i moje mięśnie radzą sobie również bez takiej wody, a zakwasy ostatnio miałem chyba w 2010 roku.

Smaczna, ciekawa, dobrze gasi pragnienie… Teraz pora na łyżkę dziegciu. Mam spore wątpliwości dotyczące ekologiczności takiej wody. Wprawdzie jej struktura jest zainspirowana wodą występującą w przyrodzie i wierzę, że naprawdę dobrze ją imituje, ale czy proces tworzenia takiej wody jest ekologiczny? Napowietrzanie, rozbijanie cząstek – do tego wszystkiego wykorzystuje się energię, zapewne elektryczną, której wytworzenie zanieczyszcza środowisko. Używa się do tego maszyn, których wyprodukowanie i obsługa zużywa wodę… Boję się, że do wyprodukowania takiej wody potrzeba za dużo wody.

organiczni8

Okolice Liptowskiego Gródka – jakoś tak mi się skojarzyło…

Drugi ekologiczny problem z tą wodą to butelki. Wiadomo, że butelki PET są bardzo wygodne, ale są też niestety paskudnymi śmieciami, których miliony zawalają naszą planetę, czekając, aż wreszcie minie te kilkaset lat, których potrzebują, by się rozłożyć. Więc na koniec tej części tekstu życzliwa rada dla producenta tej smacznej wody – a może by tak szklane butelki wymienne?

organiczni10

Czym charakteryzuje się woda Górski Potok Hechtl plus tlen? Zacznijmy od tego, że jest to woda źródlana lub nisko zmineralizowana, wydobywana z terenów czystych ekologicznie, m.in. w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Po wydobyciu jest w unikalny sposób napowietrzana (przefiltrowanym powietrzem atmosferycznym) za pomocą procesu opatentowanego przez profesorów Uniwersytetu w Princeton w Stanach Zjednoczonych. Technologia ta odtwarza wszystkie procesy fizyczne, jakim podlega woda płynąc w górskim potoku. Dzięki temu procesowi otrzymywana jest woda ustrukturyzowana, która tym różni się od zwykłej wody, że składa się z mikrokropel – zawierających 5–6 cząstek H2O zamiast niemal 300, jak w wypadku zwyklej wody (wydobywanej z odwiertów głębinowych), którą mamy w kranie czy którą kupujemy w butelkach powszechnie znanych nam producentów.

Woda ustrukturyzowana występuje naturalnie w przyrodzie, nie jest więc żadnym wynalazkiem obcym dla naszego organizmu: znajdziemy ją w rwących potokach górskich, pod wodospadami, w śniegu i deszczu czy świeżo wyciśniętych sokach z owoców lub warzyw (ale nie odwirowanych w sokowirówkach). W dodatku, jak przypomina producent, taka woda występuje wewnątrz każdej żywej komórki organizmów ludzi, zwierząt i roślin – dlatego organizm łatwiej przyswaja taką jej postać, zbliżoną składem do tej naturalnej wody wewnątrzkomórkowej.

Producenci wody Górski Potok Hechtl plus tlen swój produkt kierują między innymi do sportowców i osób leczących się na przewlekłe schorzenia (cukrzyca, choroby serca, wątroby, nerek, po transplantacjach narządów), ponieważ picie wody ustrukturyzowanej nisko zmineralizowanej i o zerowej zawartości szkodliwego dwutlenku węgla pozwala na łatwiejsze dla organizmu (nieangażujące dodatkowej energii związanej z rozbiciem kropli zwykłej wody) przyswojenie mikro- i makroelementów, które szybciej docierają do celu – komórek czekających na składniki odżywcze. Z kolei tlen rozpuszczony w wodzie jest przyswajany przez przewód pokarmowy i łatwiej dociera do komórek, dzięki czemu podczas intensywnego wysiłku później dochodzi do zakwaszenia mięśni. Wzrasta również ogólna wydolność fizyczna organizmu poprzez usprawnienie wymiany gazowej zachodzącej w płucach.

Woda ustrukturyzowana Górski Potok Hechtl plus tlen jest niskozmineralizowana, a więc sportowcy pijący ją na przykład podczas treningu powinni pamiętać o zasadzie dostarczania mikro- i makroelementów przed planowanym wysiłkiem oraz po nim, najlepiej w łatwo przyswajalnych (95%) związkach aminokwasowych, proteinowych, chelatowych zawartych w nieprzetworzonej żywności (warzywa, owoce, nabiał, jaja czy wysokiej klasy suplementy). Jak wyjaśnił nam producent wody, podczas wysiłku fizycznego nasz organizm skupia się głównie na dostarczaniu składników odżywczych (wcześniej przyswojonych) do komórek oraz na termoregulacji, gdyż temperatura wewnątrz naszego ciała szybko wzrasta do 40°C. Aby te procesy przebiegały prawidłowo, potrzebna jest woda w odpowiednio dużej ilości. Podawanie wówczas organizmowi wód wysoko zmineralizowanych lub napojów izotonicznych (zwierających nieorganiczne sole mineralne – trudno przyswajalne dla organizmu, ok. 4–5%) doprowadza tak naprawdę do zasolenia przestrzeni między komórkowej. Utrudnia to jeszcze bardziej przenikanie wody do wnętrza naszych komórek z powodu właściwości soli (która „wysysa” wodę z komórek).

Woda ta jest polecana właściwie każdemu: osobom chorym (cukrzyca, hipercholesterolemia, serce, wątroba, nerki), chorym na raka podczas chemio- i radioterapii, osobom po transplantacjach i przygotowującym się do nich, sportowcom, osobom uczącym się i pracownikom umysłowym, osobom otyłym (wspomaga utratę masy ciała).
Zapytaliśmy o to, czy wodę mogą pić dzieci. „Polecane jest spożywanie od pierwszego dnia życia płodowego – odpowiedział nam przedstawiciel producenta. – Nawet sugeruję, aby spożywanie odbywało się przez rodziców w okresie starania się o przyszłe potomstwo, a przez mamę systematycznie przez cały okres ciąży i karmienia! Brak jest jakichkolwiek przeciwwskazań co do wieku czy stanu zdrowia”.