04 VII2013

Festiwal z Natury w Białymstoku

by joanna

W niedzielę 30 czerwca zapakowałam młodszego syna do wózka, wsiedliśmy do pociągu i pojechaliśmy odwiedzić Białystok. A konkretnie – wziąć udział w dwudniowym Festiwalu z Natury, odbywającym się w budynku Opery i Filharmonii Podlaskiej.

plakat-festiwal-z-natury

Byłam ogromnie ciekawa, jaką ofertę pod względem ekologiczno-rodzicielskim ma do zaprezentowania Podlasie, na którym działa tyle wartościowych inicjatyw (część z nich, np. Vivat Eco czy Vivat Poród, animowanych przez organizatorkę festiwalu Emilkę Jaworską). Nie mogłam przyjechać w sobotę, ponieważ byłam zajęta jarmarkiem, a szkoda, bo sobotni program wykładów i warsztatów był bardziej urozmaicony.

bialystok_17

Dzierganie w gronie Koła Gospodyń Miejskich.

W niedzielę z kolei miałam dylemat, który warsztat kulinarny wybrać: „Ekologia w kuchni, czyli żywieniowy recykling” Edyty Żuk-Kempy z EkoQuchni (z Podlasia!) czy „Zdrowy kąsek” Uli Humienik-Dworakowskiej.

bialystok_9

Ze względu na towarzyszącą mi młodzież zdecydowałam się na tylko jeden warsztat – Uli – i okazało się, że trafiłam w sedno. Prowadząca ma doświadczenie w wymyślaniu dań z zawężonej listy potraw, spowodowanej alergią. Choć jej przepisy nie odpowiadają w 100% naszym ograniczeniom, są świetnym punktem wyjścia do eksperymentów np. z soczewicą czy cieciorką.

bialystok_8

Artystyczne krojenie szczypioru nadzoruje Edyta z Eko Quchni.

bialystok_7

Ula i soczewica.

bialystok_10

Było pysznie!

Oferta festiwalu to nie tylko warsztaty, wykłady i zabawy dla dzieci. To także minitargi ekologiczne.

bialystok_12

Wystawcy, pochodzący głównie z regionu, pokazali to, co według nich miało związek z tematem natury. Poziom był zróżnicowany i dobrze to rozumiem – w końcu sama maczałam palce w organizacji bardzo lokalnego wydarzenia o profilu ekologiczno-rodzinnym. To chyba jakaś reguła, że na takich wydarzeniach dominuje rękodzieło (różnej jakości), które mnie na przykład w ogóle nie interesuje, chyba że jest to jakaś wyjątkowa i niedroga biżuteria. Z zasady nie kupuję rzeczy, które umiem sama uszyć czy zrobić, a przede wszystkim nie kupuję żadnych ozdób (wyjątek – jw.), bo nie mam na nie miejsca. I pieniędzy.

bialystok_11

Najchętniej odwiedzałabym stoiska z takimi rzeczami, które są po prostu potrzebne, a ich jakość, potwierdzona certyfikatem, jest warta swojej ceny. Takie jak kosmetyki czy żywność. Dobrze, że była Eco Kraina – choć miałam kupić tylko dwie rzeczy (olej sezamowy i olej migdałowy), to oczywiście na tym się nie skończyło. Ledwo się powstrzymałam od kupienia cudnych zabawek dla chłopaków, ale jednak wizja powrotu pociągiem z siatami zakupów trochę mnie ostudziła… Na szczęście z Olgą będę się widzieć jeszcze nie raz.

bialystok_1

Lena, córeczka Olgi, przy stoliczku Eco Krainy.

bialystok_21

Krótka rozmowa pofestiwalowa z Olgą Pietraszewską z Eco Krainy:

JB: Jak oceniasz Festiwal z perspektywy tych kilku dni?

OP: Festiwal z Natury to były dwa niezwykłe dni i wydarzenie, jakiego jeszcze dotąd w Białymstoku nie widziałam! Świetnie zorganizowane, odbywające się w niezwykłej atmosferze. Miałam okazję poznać wielu wspaniałych ludzi, nawiązać ciekawe znajomości i spotkać liczne grono osób bardzo zaangażowanych w ekologiczny styl życia.

Jakieś zaskoczenia?

Zaskoczyła mnie frekwencja – nie spodziewałam się, że aż tylu białostoczan odwiedzi Festiwal! To było oczywiście bardzo, bardzo pozytywne zaskoczenie. Wielką radość sprawiło mi oczywiście też to, że stoisko mojego sklepu wzbudzało naprawdę duże zainteresowanie! Odwiedzali je zarówno ci, którym naturalne sposoby dbania o siebie nie są obce, ale też osoby, które po raz pierwszy miały możliwość poznania ekologicznych kosmetyków.

bialystok_5

Mydło marsylskie na stoisku Eco Krainy.

Co szczególnie cieszyło się powodzeniem?

Zainteresowanie wzbudzały olejki eteryczne, mydełka marsylskie, szampony do włosów i naturalne olejki kosmetyczne. A także pieluchy wielorazowe! Co było bardzo sympatyczne – do pieluch młode oraz przyszłe mamy namawiały ich babcie, ciocie i matki! Czyli kobiety, które swoje dzieci pieluchowały naturalnie, prały i gotowały pieluchy tetrowe i pomimo trudu włożonego w ich pielęgnację nadal uważają, że to było dla dzieci najlepsze i do tego warto wracać (śmiech).

Za rok powtórka?

Mam nadzieję, że Festiwal z Natury zapoczątkował fajną tradycję, która będzie kontynuowana i wydarzenie na stałe wpisze się w kalendarz imprez w naszym mieście. Już czekam na kolejną edycję!

Dzięki za rozmowę!

bialystok_20

Trudno było mi się oprzeć! Czekają na mnie tu albo tu.

Z komercyjnych stoisk swoją kolorową ofertą przyciągały też Dzieci Natury. Jak się okazało, pochodzą spod Warszawy, więc pewnie jeszcze się zobaczymy.

bialystok_19

Dzieci Natury po przetrzebieniu oferty przez kupujących.

Była też Kasia Wołk z masłem shea (niestety, nie zrobiłam zdjęcia) i stanowisko Stowarzyszenia STOP NOP. Z atrakcji zapewnionych przez organizatorów podobała mi się możliwość namalowania logo na koszulce:

bialystok_13

Prasa i praca.

bialystok_14

Gotowe, tylko jeszcze suszenie.

Oraz wypicia soku z pokrzywy (dało radę):

bialystok_15

Z innych ciekawych migawek – na festiwal przyjechał pan z pszczołami:

bialystok_3

Promował miododajną roślinę, której nazwy niestety zapomniałam (balsamina?):

bialystok_4

Były też dwie kozy, które bardzo zmokły niedzielnego popołudnia…

bialystok_18

Pod koniec dnia udało mi się zamienić kilka słów z organizatorką – Emilią Jaworską, która niesiona adrenaliną i obowiązkami krążyła po festiwalu i ciągle gdzieś znikała. Mam nadzieję, że Emilka da się namówić na jakieś podsumowanie imprezy.

bialystok_16

Podróżowanie i odwiedzanie nowych miejsc mogłoby stanowić moje główne zajęcie w życiu, gdyby nie to, że obecnie moim głównym zajęciem jest bycie częścią czteroosobowej rodziny. Każda, nawet najmniejsza podróż, zwłaszcza z dzieckiem, jest zarazem wyzwaniem i wyrzeczeniem. Zobaczyłam Białystok w stopniu minimum i bardzo się cieszę, że mogłam oderwać się od zabieganej Warszawy. Wiem też, że nie zobaczyłam tego miasta prawie wcale – a przecież jest to tygiel wielokulturowy, czego nie zdążyłam zasmakować. Jeszcze tam wrócę!

bialystok_6

Baranowska turystka i trzej panowie.

21 V2013

Ghana: o jedzeniu, karmieniu piersią i wodzie

by joanna

Lubimy zaglądać innym do garnków… Nie mogłam się powstrzymać i wypytałam Kasię Wołk, z którą rozmawiałam już dwukrotnie – na temat masła shea produkowanego w Ghanie przez WISDAP oraz na temat życia Ghanek na wsi – o wiejską kuchnię ghańską.

Czego możemy uczyć się od Ghańczyków? Myślę, że prostoty, jedzenia produktów lokalnych i wykorzystywania tego, co daje natura.

J.B.: Kasiu, Ghana na szczęście nie jest jednym z tych afrykańskich krajów, gdzie panuje straszny głód…

K.W.: Ghana nie jest dotknięta problemem niedożywienia, i całe szczęście… Problemem jest raczej rodzaj diety. Nie jest to dieta zbilansowana, jest bardzo mało urozmaicona. Opiera się głównie na węglowodanach.

ghana_lunch

Co więc pojawia się w ghańskich garnkach?

Rodziny w północnej Ghanie żywią się plonami ziemi – tym, co sami na niej wyhodują oraz tym, co daje wkoło matka natura. Na swych małych poletkach uprawiają yam [słodkie ziemniaki], kassawę, maniok, kukurydzę, orzeszki ziemne, rzadziej ryż. A jeśli nawet czegoś nie uprawiają, to na targu mogą sprzedać swoje produkty, a w zamian kupić to, czego potrzebują. W mieście, w sklepie, można kupić to, co w tym rejonie nie jest uprawiane…

Jedzą podobnie do nas – śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja?

Raczej są trzy posiłki w ciągu dnia, najmniej dwa, a i pewnie podjadanie się zdarza. Ale nie są to bynajmniej słodycze. Może to być owoc lub ugotowana kolba kukurydzy.

Czy te posiłki wyglądają podobnie do naszych, na przykład śniadanie to jakiś chleb z dodatkiem?

Nie, nie, taki wynalazek jak kanapki nie jest znany. Chleb bywa, trzeba go kupić, a nie jest wcale tani. Wtedy można zjeść kawałek chleba. Ponieważ, jak powiedziałam, posiłki nie są urozmaicone, to i na śniadanie, na obiad i na kolację są podobne. Yam, ryż, kasza… z sosem. Lub popijana przegotowaną wodą.

ghana_yam

Uprawy yamu.

Jakie są tradycyjne potrawy?

Na co dzień jada się taką breję ugotowana z yamu czy innego zboża. Popija wodą i tyle. Często są to różne kombinacje, łączenia tych produktów. Za każdym razem daje to trochę inny smak. Jak się razem utłucze dwa lub trzy ugotowane produkty, to powstają pyszne kluchy, czyli fufu. Fufu to najpopularniejsza ghanska potrawa. Każdy turysta musi jej spróbować. Do niej jest zupa lub sos z dodatkiem czerwonego, ostrego pieprzu, orzeszków ziemnych, pomidorów… Zresztą, u nich każda zupa czy sos jest z koncentratem pomidorowym. Obowiązkowo.

ghana_fufu

Dziewczyny robią fufu.

Jakie są ghańskie smakołyki? Ghańczycy lubią słodycze?

Pewnie, że  lubią, ale wiele osób tego nie zna. Jak częstowałam dzieci cukierkiem, to dla wielu z nich było to pierwsze i zupełnie nowe doświadczenie w życiu i trzeba było im pomóc rozwinąć ściskaną w dłoni słodycz, gdyż cmoktały ją z papierkiem… Dla wielu  dorosłych to też rarytas.

Jakich przypraw używają?

Przyprawy tylko naturalne, takie prosto z ziemi. Nie ma cukru, soli, więc te mamałygi są dość… nijakie [śmiech], ale to kwestia przyzwyczajenia. Dla mnie – szybkiego! Nie przeszkadzało mi to zupełnie. Ani to, że kuchnia jest bardzo ostra. Być może to sposób na radzenie sobie z bakteriami przewodu pokarmowego… Nawet małe dzieci, około roku, jedzą tak ostro.

ghana_bar

Na twoim zdjęciu śliczne dziecko (Chłopiec? Dziewczynka?) zawłaszczył sobie pierś mamy.

Wszystkie dzieci bez wyjątku są karmione piersią. Po pierwszym półroczu życia daje się dziecku trochę ryżu, kukurydzy lub kaszy… Powoli są wdrażane do żywienia zbiorowego, ale mleko matki jest wciąż podstawowym pokarmem. Niezależnie od wieku matki, jej stanu zdrowia. Jest to tak oczywiste, że nie jest powodem żadnych rozważań… W dodatku karmienie piersią jest zupełnie naturalną czynnością, może się odbywać w każdym miejscu i czasie – na targu, podczas mszy w kaplicy… gdziekolwiek. Bywa, że dzieci chodzące do przedszkola, a nawet do najmłodszych klas podstawówki przybiegają na chwilę ze szkoły do domu, do mamy, aby possać pierś. Generalnie cycki są dla dzieci, nie dla chłopów!!! [śmiech]. Są atrybutem macierzyństwa, a nie symbolem seksu. Jeśli obiektem pożądania, to jedynie niemowląt i małych dzieci…

Wracając do kuchni… Jakie są jeszcze tradycyjne potrawy? Jak na przykład przyrządza się warzywa?

Nie jada się raczej warzyw na surowo – z powodu niebezpieczeństwa zatruć, a także z powodu takich wierzeń, że surowe warzywa mogą wykiełkować w żołądku [śmiech]. Ale myślę, że to tylko taki straszak, chodzi jednak o to, ze warzywa musiałyby być myte w przegotowanej wodzie, a to raczej technicznie niemożliwe… Natomiast różne warzywa, takie jak dawa dawa czy okro, dodaje się do zup i sosów.

Dawa dawa to takie duże strąki z dziko rosnących drzew z nasionami w środku (jak nasz groch, tylko większe).  Okro to takie warzywo, które po ugotowaniu ciągnie się jak guma do żucia. Ale nadaje fajny smak zupie.

ghana_okro

Suszące się okro.

A jak to jest z tą wodą?

Brak wody zdatnej do picia to naprawdę wielki problem. Ta przynoszona z rzek czy innych zbiorników jest mocno zanieczyszczona. I to jest, niestety, przyczyna wielu chorób i śmierci… Choć odporność tych ludzi jest i tak imponująca.

Czy jest jakiś sposób, żeby to zmienić? PAH buduje studnie w Sudanie, czy takie studnie rozwiązałyby ghański problem z wodą?

Oczywiście, że tak. Wielu misjonarzy podejmuje się budowania studzien w „swoich” wioskach, robią to też władze państwowe i organizacje charytatywne. Parę lat temu mój znajomy zakładał wodociąg w wiosce czarownic [miejsce, gdzie mieszkają kobiety wykluczone ze społeczności, posądzone o czary], aby te starowinki nie musiały chodzić kilometrami po wodę. Jednak to wodne zaplecze jest wciąż niewystarczające i wielu ludzi w północnej Ghanie jest skazanych na czerpanie i noszenie wody z rzek oraz bajor.

Ghańczycy gotują z masłem shea?

W swojej kuchni czasem używają masła shea, żeby trochę zatłuścić zupę czy sos, ponieważ na co dzień jest on gotowany tylko na wodzie.

ghana_zupa

Kasia próbuje mamałygi z kukurydzy i yamu oraz ostrego sosu z mięsem z kozy.

A mięso?

Mięso się jada od święta – w niedzielę, z okazji ślubów, pogrzebów, chrzcin… Najczęściej jest to mięso z kozy, czasem kury, perliczki, rzadziej wieprzowina (o ile nie są to muzułmanie). Tylko to mięso… jest takie chude! Chude i niedogotowane, twarde. Ciekawe jest to, że mięso nie ma żadnego rodzaju, gatunku. Czyli nie myśl, że zjesz karkówkę czy żeberka, albo udko czy pierś z kurczaka. Jest po prostu kawałek mięsa, zawsze z kością, skórą…

ghana_mieso

Jadłaś taki przysmak?

Gdy kiedyś na misji Paul, ghański ksiądz, pojechał na wieś po świnię i kozę, pomyślałam sobie: „Świetnie, nareszcie im zrobię coś polskiego – schabowe albo mielone”… Pomijam już fakt, że Paul przyjechał po kilku godzinach (ach, ta ghańska szybkość działania…), najważniejsze, koza i świnia łaziły po pace pickupa i dobrze się miały. Świnia miała jedynie podbite oko [śmiech]. Paul pojechał więc na inną wieś dokończyć dzieła i znów wrócił po kilku godzinach. Tym razem z lodówką turystyczną. A w niej… „Tę świnię to ktoś przecisnął w bramie czy w  złości ją tak posiekał na kawałki?” – wykrzyknęłam ze zdumieniem.

Co zobaczyłaś?

Nigdy czegoś takiego nie widziałam… Nic dziwnego, że jeśli obiad ma być mięsny, to jest po prostu… mięso! Czasem jest tak drobno pocięte, łącznie z kośćmi, że wygląda, jakby włożyli gdzieś zwierzęciu odbezpieczony granat [śmiech].

Jak wygląda sam posiłek?

Często jada się z jednej miski czy garnka postawionego na ziemi, używając prawej dłoni jako łyżki. Siedzi się po okręgu w kucki czy gdzieś tam, kto gdzie przycupnie… W gromadzie. Razem.

Kuchnia ghańska jest nie tylko lokalna, ale i ekologiczna?

WSZYSTKO jest czyste i ekologiczne. Wolne od dodatków, konserwantów, wzmacniaczy smaku… Produkty roślinne są bez nawozów, zwierzęta żyją na wolności, hodowane bez pasz z chemią, jedynie na naturalnych produktach. Jest nawet lokalne piwo, pito – własnej roboty. Też 100% naturalne. Nawet dzieci je piją… Warzywa i owoce czasem nie wyglądają imponująco, ale za to jak smakują! Owoce to sam ekstrakt, esencja smaku… Wprost cudo.

Dziękuję za rozmowę!

W Ghanie właśnie rozpoczął się sezon zbierania owoców Masłowca, z których robi się masło shea. Jeśli chcesz pomóc organizacji WISDAP, zrzeszającej ghańskie zbieraczki orzechów shea, zajrzyj tu:

http://www.adgentes.misje.pl/pl/start/278-pomocne-maso-shea

Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Katarzyny Wołk.

24 IV2013

Czyimi rękami powstaje masło shea? Opowieść o Ghankach

by joanna

Masło shea już na zawsze będzie mi się kojarzyło z niezwykłą historią afrykańskich kobiet, których ciężka praca trwa od świtu do nocy. Tu znajdziecie wywiad z Katarzyną Wołk na temat WISDAP – organizacji wspierającej kobiety w Ghanie. Przeczytajcie kolejną rozmowę z Kasią, która miała okazję zobaczyć, jak żyją Ghanki z północnej części kraju, pracujące przy zbiorach orzechów shea.

J.B.: Zacznijmy od samych owoców masłosza, drzewa, które zapewnia byt ghańskiej wsi… Czym się charakteryzują?

K.W.: Owoc drzewa masłowego przypomina wielkością i kształtem śliwkę. Drzewa owocują każdego lata na przełomie stycznia i lutego, nasiona dojrzewają w marcu–maju, zbiory trwają od połowy maja do końca czerwca, kończą się na początku lipca. Z jednego drzewa zbiera się przeciętnie 15–20 kg owoców, a z nich uzyskuje się 3–4 kg orzechów. Każda kobieta zbiera tyle, ile może jednorazowo zabrać, niosąc na głowie do domu, czyli wielką michę. Owoce się gotuje, obiera i wyłuskuje orzech, który następnie trzeba wysuszyć.

Owoce się zbiera, nie zrywa. Kobiety wychodzą o świcie w sawannę bez najmniejszego zabezpieczenia. Bose nogi i gołe ręce… a w porze deszczowej w wielu miejscach jest bujna trawa, która kryje niespodzianki w postaci jadowitych węży i skorpionów.

(więcej…)

16 IV2013

Masło shea. Opowieść o kobietach z Ghany

by joanna

maslo_shea

Miałam pomysł, żeby napisać o maśle shea. Jest to składnik wielu naturalnych kosmetyków kupowanych przez Polki, często także używa się go w czystej postaci. W Afryce jest popularnym tłuszczem używanym w kuchni, my – Europejki – raczej się nim smarujemy, ponieważ ma wspaniałe właściwości nawilżające i przeciwdziałające starzeniu się skóry, znakomicie się wchłania, ujędrnia, zapobiega rozstępom i niweluje cellulit. W gorącym klimacie Czarnego Lądu używa się go jako naturalnego zabezpieczenia przed promieniami słonecznymi. (więcej…)