08 X2017

Alternatywny transport – obejrzyj i przesiądź się lub przejdź!

by joanna

Zapraszam Was na kolejny odcinek serii „Punkt krytyczny” realizowanej w ramach projektu „Energia odNowa” koordynowanego przez WWF Polska. Tym razem bohaterem jest alternatywny transport. Poświęćcie 5 minut i pomyślcie o swoich nawykach komunikacyjnych.

„Alternatywny transport”, Marcin Dorociński

„Alternatywny transport”, Marcin Dorociński

Nasza rodzina mieszka w Warszawie, gdzie trwa nieustanna walka o zwiększenie przestrzeni dla samochodów, ponieważ miasto się korkuje, aut jest coraz więcej, a miejsc parkingowych nie przybywa. Zmotoryzowani mieszkańcy najchętniej widzieliby poszerzone ulice (kosztem pasów zieleni, chodników, buspasów), mniej sygnalizacji świetlnej, mniej przejść dla pieszych. I jeszcze wszędzie darmowe parkingi.

Paradoks ustępowania właścicielom aut polega na tym, że im więcej jest w mieście miejsca dla samochodów, tym więcej tych samochodów się pojawia (przeczytaj o prawie Lewisa-Mogridge’a). W ten sposób nigdy nie zlikwiduje się korków.

Obejrzyj:

Plan, aby zmienić w Polsce transport publiczny na zasilany energią elektryczną pozyskiwaną z odnawialnych źródeł energii, brzmi dziś jak bajka o żelaznym wilku. Dzisiejsza sytuacja polityczna sprawiła, że inwestorzy finansujący rozwój zielonej energii w naszym kraju wycofują się i liczą straty. Stawianie na energię odnawialną zawsze łączyło się z dużymi kosztami inwestycji w infrastrukturę. Kiedy w Polsce zaczęto inwestować w tę nowoczesną technologię, pomyślne wiatry nagle się odwróciły i dziś wracamy do brudnej energii węglowej.

Alternatywny transport

Chciałabym napisać, że zachęcam Was do wybierania transportu napędzanego elektrycznie: autobusów elektrycznych, tramwajów, pociągów. Ale w obecnej sytuacji myślę tylko o tym, żeby korzystać przede wszystkim z własnych nóg i roweru. I do tego Was namawiam.

„Alternatywny transport” (kadr z filmu )

„Alternatywny transport” (kadr z filmu )

Mamy samochód, który służy naszej czteroosobowej rodzinie do przemieszczania się np. na działkę, kiedy w bagażniku przewozimy kilka kilogramów kompostu w ośmiu wiadrach (pociągiem to nierealne). Staramy się też współdzielić go z innymi lub pożyczamy potrzebującym znajomym. Zwykle jednak nim nie jeździmy. Mam nadzieję, że kiedy nasze dzieci podrosną i będą bardziej samodzielne, po prostu przestaniemy go używać.

Jeździmy na rowerach cały rok. Do pracy, po zakupy, do przedszkola, do lekarza. Bo w mieście tak jest najtaniej i najszybciej. Warszawskie korki, niestety, dotykają też komunikacji miejskiej – tylko metro daje prawdziwą swobodę przemieszczania się po stolicy, jednak ono nie dojeżdża wszędzie. W innych polskich miastach nie ma nawet metra. Zasilanego zresztą energią z węgla…

Punkt krytyczny

Co tydzień pojawia się nowy odcinek serii. Zapraszam Was do śledzenia naszego bloga, ponieważ będziemy pisać o kilku z nich. A jeśli jeszcze nie widzieliście pełnometrażowego filmu „Punkt krytyczny. Energia odNowa”, bardzo Was zachęcam.

Obejrzeliście? Napiszcie, co myślicie! Czy jesteście w stanie zmienić swoje nawyki i korzystać z roweru, pociągu, tramwaju?

life
NFOS

logowww.energiaodnowa.pl

09 XII2015

Filtry cząstek stałych – nie usuwaj, regeneruj

by Materiał płatny

Samochody z silnikami wysokoprężnymi mają tę zaletę, że ich używanie – o ile jeżdżą w dłuższe trasy – jest tańsze niż samochodów z silnikami benzynowymi. Jednak niektórzy użytkownicy diesli dodatkowo zmniejszają swoje koszty i usuwają – nielegalnie! – filtr cząstek stałych, zatrzymujący nawet 80% najbardziej szkodliwych składników spalin. Tymczasem zamiast usunąć zużyty filtr, można za nieduże pieniądze oddać go do wyczyszczenia. Jedyną w Polsce firmą, która legalnie i skutecznie naprawia FCS, jest Euro-Vat z Krzywinia (www.eurovat.info.pl). Cena regeneracji filtra to około 500 zł z roczną gwarancją.

fcs

Kiedy napisałam ten tekst, zrozumiałam, że w Polsce dzieje się bardzo, bardzo źle. Niska świadomość m.in. kierowców zamienia powietrze, którym oddychamy, w truciznę.
Dane, których użyłam, są przerażające. Polacy zabijają się powoli, ale systematycznie. Zaczynam myśleć, czy nie jest to obecnie najważniejsza przyczyna alergii i tysiąca innych dolegliwości – naszych i naszych dzieci.

Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2013 roku po Polsce jeździło 20 milionów samochodów osobowych, ponad 3 miliony samochodów ciężarowych i ciągników drogowych oraz 100 tysięcy autobusów. Samochody osobowe z silnikami wysokoprężnymi, zwane popularnie dieslami, w 2013 roku stanowiły 27,1% osobówek i widać tendencję wzrostową (25,8% w 2012 roku). Niemal 70% samochodów ciężarowych (liczonych z osobowo-ciężarowymi) to diesle i liczba tych pojazdów również rośnie.

Dość niepokojący jest fakt, że w Polsce w 2013 roku połowa samochodów osobowych i ciężarowych miała 16 lub więcej lat. Nie trzeba szczególnej dociekliwości, żeby wiedzieć, że stan samochodu jest zależny nie tylko od stopnia eksploatacji, ale też od jego wieku.

Jakość spalin produkowanych przez samochody, szczególnie z silnikami wysokoprężnymi, zależy od kilku czynników, wśród których stan techniczny pojazdu może nie być najważniejszy. Coraz częściej mówi się o problemie świadomego i nielegalnego usuwania przez właścicieli diesli filtrów cząstek stałych, które mają za zadanie wyłapywanie najgorszych zanieczyszczeń ze spalin samochodowych.

fcs_duze

Dzieje się tak, ponieważ po pierwsze, filtry należy wymieniać nawet co 50 tysięcy kilometrów i kierowcy, którzy pokonują takie odległości w ciągu kilku miesięcy, nie mają ochoty co roku płacić 5 tys. zł. Po drugie, usunięcie filtra pozwala zaoszczędzić nieco na spalaniu, choć nie są to znaczące osiągnięcia. Po trzecie, w Polsce nikt nie ściga kierowców za taki proceder, a w internecie znajdziemy jawne ogłoszenia serwisów samochodowych z całego kraju, dotyczących taniego usuwania FCS (koszt od 400 zł), przeprogramowania komputera pokładowego, a nawet propozycję zamontowania atrapy filtra, aby „wszelkie ingerencje były niewidoczne” oraz „nie było problemu przy jakiejkolwiek kontroli”.

Na trucie jest przyzwolenie

Jak piszą Artur Włodarski w artykule „Wrobieni w diesle. Najpierw spadnie popyt, potem ceny” (Wyborcza.biz) oraz Bartosz Piłat w tekście „Polska nie panuje nad jakością spalin w samochodach” (Wyborcza.pl), ogromnym problemem jest wykrywalność takiej modyfikacji, jaką jest usunięcie filtra cząstek stałych, oraz odpowiednie karanie za proceder. W tej chwili przepisy zabraniają takiej modyfikacji auta, ale bez skutecznej kontroli za pomocą czujnika jakości spalin nie ma tak naprawdę możliwości wykrycia procederu. Jakość spalin można sprawdzić specjalnym urządzeniem, którego policja ma kilkadziesiąt sztuk w skali kraju, natomiast stacje kontroli pojazdów nie są zobowiązane do takich pomiarów (jeśli zamiast filtra została zamontowana atrapa, a komputer pokładowy odpowiednio przeprogramowano, nie da się sprawdzić obecności filtra cząsteczek stałych).

usuwanie fap-dpf

Od 2009 roku obowiązuje nakaz montowania FCS w nowych samochodach z silnikiem wysokoprężnym. Teoretycznie brak tego elementu decyduje o niedopuszczeniu pojazdu do ruchu. Jeżdżenie samochodem z wymontowanym filtrem łamie kilka przepisów, m.in. prawo o ruchu drogowym, prawo homologacyjne i prawo dotyczące ochrony środowiska.

Marcin Klonowski w tekście „Usuniesz filtr DPF – nic Ci nie grozi” z 2012 roku (MagazynAuto.pl) pisze z kolei, że nawet kontrola stopnia zadymienia spalin nie jest w stanie wykryć usunięcia FCS, ponieważ – jak wykazały testy Magazynu Auto – bardzo trudno przekroczyć limit zanieczyszczeń w spalinach, który został ustalony przed wprowadzeniem nakazu montażu filtra.

Polskie powietrze zabija

Według „Raportu o jakości powietrza w Europie” z 2015 roku (za 2012 rok), przygotowanego przez Europejską Agencję Środowiska, polskie powietrze pozostawia wiele do życzenia.

Jednym ze składników groźnych zanieczyszczeń powietrza są cząstki stałe, których źródła dzielimy na pierwotne (emitujące pyły do atmosfery, np. silniki samochodów i piece przydomowe, oraz wzbijane z dróg przez samochody) oraz wtórne (znajdujące się już w atmosferze i poddające się procesom chemicznym). Cząsteczki stałe to m.in. sadza i popiół, powstające w wyniku spalania – w silnikach diesli, ale też w piecach domowych, gdy używany jest opał niskiej jakości lub po prostu śmieci.

Przykładowo szacuje się, że źródłem pyłu zawieszonego PM10 (średnica ziaren do 10 mikrometrów) jest w 13% transport (w wypadku pyłu PM2,5 – 15%). Około 50% pyłu zawieszonego PM10 i około 22% PM 2,5 jest wzbijane przez jeżdżące samochody z dróg. Oba typy pyłów mają tak małe cząsteczki, że bez przeszkód dostają się do płuc z wdychanym powietrzem.

Polski Alarm Smogowy  donosi, że rocznie w Polsce 45 tysięcy osób umiera z powodu zanieczyszczeń powietrza. To ponad 850 osób tygodniowo. Dodatkowo trudno nawet określić, ile osób cierpi z powodu złej jakości powietrza – spektrum chorób i dolegliwości wywoływanych przez zanieczyszczenia, które dostają się do naszych płuc, jest bardzo szerokie. Możemy nie zdawać sobie sprawy, że trudności z koncentracją, migreny, zapalenie zatok, kaszel, katar, astma, a nawet problemy z płodnością i uszkodzenia płodu mogą wynikać z tego, czym oddychamy. „Aby uzyskać czyste powietrze w Polsce, konieczne są działania kompleksowe, także te dotyczące ograniczania transportu samochodowego” – takie zalecenie znajdziemy na stronie Polskiego Alarmu Smogowego. „Samochody są źródłem emisji pyłów i NO2. Proponowanym rozwiązaniem jest wprowadzenie tzw. stref ograniczonej emisji komunikacyjnej (Low Emission Zones – LEZ), czyli obszarów, na które mogą wjeżdżać tylko pojazdy spełniające określone normy emisji zanieczyszczeń – najwięksi truciciele mają zabroniony wjazd do centrum miast”.

reklama-fap-dpf-usuwanie-fapdpf

Choć brzmi to utopijnie, kraje Europy Zachodniej rzeczywiście zaczęły wprowadzać ograniczenia dotyczące np. ruchu samochodowego w miastach. Miejmy nadzieję, że w Polsce w końcu zacznie się głośno mówić o problemie zanieczyszczeń pochodzących z transportu i uda się wypracować skuteczną metodę zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza. Jednym z najskuteczniejszych sposobów byłoby ograniczenie transportu samochodowego w ogóle (ponieważ ruch samochodowy powoduje wzbijanie się cząsteczek stałych oraz tworzenie się nowych zanieczyszczeń, wynikających również ze zużywania się opon czy klocków hamulcowych), kolejnym – ustanowienie norm realnie obniżających ilość cząsteczek stałych w spalinach. I choć nie jest to główna przyczyna tak zanieczyszczonego powietrza, którym dziś oddychamy (jest nią jakość opału używanego w przydomowych piecach grzewczych), konieczne jest działanie na wszystkich frontach. Trzeba podjąć kroki edukacyjne i zaradcze, oprócz ustalenia koniecznych obostrzeń należy położyć nacisk na skuteczną kontrolę stanu technicznego pojazdów, jakości spalin i przestrzegania prawa przez kierowców oraz serwisy samochodowe.

Nie usuwaj, oczyść

Jedna z praktyk części właścicieli samochodów z silnikami wysokoprężnymi, czyli wspomniane usuwanie filtra cząstek stałych, przyczynia się do pogarszania jakości powietrza, które ma wpływ na jakość życia wszystkich. To nie tylko kwestia ekologii czy uczciwości, ale również wiedzy. Koszt używania filtra jest przedstawiany jako tak wysoki, że usunięcie FCS wydaje się skutecznym sposobem na oszczędności w sposób „niewykrywalny”. Tymczasem zamiast usuwać filtr (łamiąc prawo i dokładając się do zatruwania powietrza), kierowcy mogą za kilkaset złotych oddać filtr do regeneracji. W Polsce legalne i skuteczne oczyszczanie FSC oferuje firma Euro-Vat Consulting, która stosuje zastrzeżoną tajemnicą metodę polegającą na czyszczeniu oraz odbudowaniu i odzyskaniu właściwości powłoki galwanicznej, która odpowiedzialna jest za prawidłowe działanie filtra. „Filtry poddajemy specjalnej wielogodzinnej regeneracji, która przywraca ich właściwości w ponad 99%. Dzięki współpracy m.in. z firmą Pirelli jesteśmy najlepszymi specjalistami w tym zakresie” – zapewniają specjaliści z Euro-Vat. „Cała procedura trwa około 20 godzin, a jej ostatnim etapem jest skanowanie kilku tysięcy kanalików w celu sprawdzenia wykonanej usługi”.

filtr-czastek-stalych-ktory-mozna-zregenerowac-zapchany

Dodatkowym atutem jest roczna gwarancja na usługę. „Dzięki innowacyjnym metodom osiągnięte we współpracy z takimi firmami jak Pirelli, PURItech i Exopure oraz współpracy z inżynierami i chemikami filtr zostanie poddany bardzo skomplikowanej, ale niezwykle skutecznej procedurze, która spowoduje, że będzie jak nowy” – zachęca Andrzej Matuszewski, wiceprezes Euro-Vat. Unikalna i wyjątkowo skuteczna technika sprawiła, że głośno zrobiło się o niej również poza granicami Polski.

Miejmy nadzieję, że nadchodzi koniec czasów bezkarnego usuwania filtrów cząstek stałych, a Polska, wzorem państw Europy Zachodniej, zadba o ilość zanieczyszczeń produkowanych przez samochody. Zamiast usuwać FCS, kierowcy zaczną rozglądać się za rozwiązaniem legalnym, bezpiecznym i opłacalnym, nie tylko dla kieszeni, ale i dla atmosfery.

14 IX2013

Wakacje za nami

by joanna

Zbliżająca się jesień skłoniła mnie do spojrzenia wstecz i zastanowienia się nad wakacjami. Były bardzo udane: trochę nad morzem, trochę w górach. Chłopcy byli zdrowi, zdrowsi niż w Warszawie – zapewne dzięki świeżemu powietrzu, możliwości przebywania cały dzień na dworze, słońcu, morzu, lasom, spacerom… Niech żyją wakacje! Ale…

No cóż, prawda jest taka, że na wyjazdach trudno przestrzegać diety, w dodatku wynajmowanie domku czy pokoju u kogoś narzuca nam pewne zachowania. Czy chcemy, czy nie, nie zawsze możemy spełniać ekologiczne założenia…

To moje podsumowanie ekologicznych plusów i minusów naszych wakacji.

PLUSY:

1. Mogliśmy pooddychać prawdziwym powietrzem. Uwielbiam morze i jego zapach. Uwielbiam zapach lasu – i tego nadmorskiego, i tego w górach.

wakacje_4

2. Mogliśmy kąpać się w Bałtyku. Wszystkie inne morza (a miałam do czynienia z różnymi) mogą się schować. Szkoda tylko, że nasze morze jest takie zanieczyszczone.

3. Jedliśmy świeże ryby, prosto z kutra.

wakacje_15

I to naprawdę prosto z kutra.

wakacje_14

A nie z takiego straganu (Warszawa, Bielany):

swieza_ryba

4. Spacerowaliśmy po lesie, i górskich szlakach (łatwych), a mąż i chłopcy nawet spotkali gniazdo os (to nie była miła przygoda, ale pouczająca).

wakacje_12

5. Piliśmy dobrą wodę, myliśmy się nią, bawiliśmy nad nią…

wakacje_8

Prawdziwa górska woda!

wakacje_2

5. Był czas na tacierzyństwo bliskości… (tu z Tongą).

wakacje_11

6. Mieliśmy dostęp do prawdziwej, wiejskiej żywności. Choć nasze dzieci nie jedzą jajek, ja czasem zjem. A te – jak widać na obrazku – były bardziej wiejskie od samych siebie.

wakacje_1

7. Spotkaliśmy zwierzęta, których nie widujemy na co dzień. Na przykład prawdziwe kury…

wakacje_7

I prawdziwe owce…

wakacje_9

8. Rower! Budowaliśmy formę. Ja z racji ograniczeń czasowych (karmienie) nie wypuszczałam się zbyt wysoko/daleko, ale mój mąż po raz kolejny objechał Tatry dookoła.

wakacje_13

9. Integracja – nasi synkowie spędzili 10 dni z kuzynkami, które zazwyczaj mieszkają w Anglii.

lavera_3

10. Wymyślaliśmy nowe zabawy i testowaliśmy stare pomysły w pochmurne i deszczowe dni.

aparat_1

MINUSY:

1. Zabraliśmy pieluszki jednorazowe – brak pralki na wyjeździe o tym przesądził. Używamy jednorazówek, które mają bardzo mało poliakrylanu sodu i rozkładają się w 4 lata.

wakacje_5

2. Nie mieliśmy wpływu na segregację śmieci. Jeden kosz, brak osobnych koszy na terenie posesji…

3. Gotowanie na kuchence elektrycznej – znów nie było wyboru. Wydaje mi się, że kuchenka gazowa jest tańsza… Czy bardziej ekologiczna?

wakacje_6

4. Łamaliśmy zasady diety. Nie zawsze dało się coś ugotować, mieliśmy też ograniczone zapasy.

wakacje_10

Na szczęście nie było żadnego dramatu, a zjedzenie pizzy w Murzasichlu to nasz małżeński rytuał.

5. Zmywaliśmy ręczne – brak zmywarki to nie tylko obciążenie czasowe, to także podrażnienie skóry i większe zużycie wody. Znów narzucone.

6. Podróżowaliśmy samochodem – ale jak inaczej, kiedy jest nas czworo i mamy tyyyyyle bagaży?

Podsumowanie

Oczywiście, plusów jest więcej i to bez dwóch zdań. Ale czy wakacje są po to, żeby trochę sobie poleniuchować – także od ekologii? Nie zawsze czułam się komfortowo (góra pieluch, góra śmieci…). Mam nadzieję, że za rok uda nam się trochę lepiej.

A jak było u Was? Co z wyjazdami za granicę? A może tam jest właśnie łatwiej?

05 IV2013

Odśnieżanie, czyli forsa w błoto pośniegowe

by tadeusz

Można było się tego spodziewać – jak informuje warszawski Zarząd Oczyszczania Miasta, środki przeznaczone na odśnieżanie zostały już tej zimy przekroczone. Stołeczny ratusz zarezerwował na ten cel 72 miliony złotych, a już parę dni temu rzeczniczka ZOM-u mówiła o wydanych 74 milionach. Wiosny wciąż nie ma, pewnie dojdzie do 80 milionów. A teraz pora na ważne pytanie – po co?

Już od dawna chodzi mi po głowie taka myśl, że zabawa w odśnieżanie wszystkich ulic jest bez sensu. Oczywiście, są ulice, które muszą być czarne – główne arterie, żeby karetka czy straż pożarna nie ugrzęzła w zaspie. Dobrze też odśnieżyć ulice ze stromymi podjazdami, żeby nie było jak w kultowym „Ale urwał” albo jak w tym filmie:


Ale po co odśnieżać wszystkie ulice? Przecież to nic dziwnego, że w zimie jest śnieg. Mieszkamy w Polsce, nie w Tunezji, więc lepiej nauczmy się żyć ze śniegiem, zamiast z nim walczyć.

W czasie tej zimy musiałem parę razy przejechać się samochodem. Najprzyjemniej jechało się w czasie dużej śnieżycy, kiedy pługosolarki nie zdążyły jeszcze przejechać i ulice zalegała warstwa ślicznego, miękkiego puchu. Wszyscy jechali 20-30 km/h, grzecznie i spokojnie aż miło.

sniezyca

W takich warunkach poważnych wypadków w mieście nie ma, zdarzają się kolizje, ale niegroźne, bo co komu szkodzi puknąć się z prędkością pieszego. Jednak zaniechanie odśnieżania większości ulic poprawiłoby bezpieczeństwo nie tylko ze względu na spadek prędkości. Szybko spadłaby liczba samochodów na ulicach, na skutek okrutnej, ale bardzo pożytecznej naturalnej selekcji. Ci, którzy nie kupili opon zimowych, musieliby wybrać inny środek transportu. Podobnie ci, którzy nie umieją sobie radzić na śniegu, nadużywają gazu i hamulca. I dobrze – kto nie umie jeździć, niech lepiej chodzi.

organiczni5

Oprócz poprawy bezpieczeństwa i płynności ruchu (nie ma samochodów – nie ma korków) miasto odniosłoby korzyść ekologiczną. Oczywiście byłoby mniej smrodu z rur wydechowych, ale również mniej zniszczeń od soli. Sól, którą posypuje się drogi, ma – jak to sól – działanie żrące. Wie o tym każdy, któremu zniszczyła buty, wiedzą opiekunowie psów, którym niszczy łapki i przynajmniej jedna osoba, której zżarła amortyzator w rowerze. Drzewa w kontakcie z tym paskudztwem bardzo cierpią. Warto przyjrzeć się dolnym partiom pni drzew rosnących niedaleko ulic – po zimie ich kora wygląda naprawdę okropnie, pełna tego, co na ludzkiej skórze nazywałoby się ranami. Władze warszawskiego Żoliborza posłuchały namów mieszkańców i przestały sypać sól na ul. Czarnieckiego. Po kilku miesiącach eksperymentu urzędnicy ze zdziwieniem stwierdzili, że negatywnych skutków nie było, roślinność nie została zniszczona i w dodatku w kasie zostało więcej pieniędzy.

Pieniądze! No właśnie, wrócę do tematu, od którego zacząłem. Gdyby miasto zrezygnowało z odśnieżania większości ulic, a ograniczyło się tylko do głównych i nachylonych, oszczędziłoby mnóstwo pieniędzy. Może połowę, może więcej. Już sama rezygnacja z sypania soli daje ogromne oszczędności – przy okazji eksperymentu na Czarnieckiego władze Żoliborza podały, że koszt jednego płużenia 1 km kw. jezdni to 30 zł, a koszt jednego płużenia z soleniem – aż 190 zł.  Oszczędności można by przeznaczyć np. na odśnieżanie chodników, bo przy wielu ulicach w ogóle się tego nie robi, a piesi grzęzną i wywracają się, podczas gdy auta pędzą obok po czarnej nawierzchni. Może też wreszcie znalazłyby się środki na odśnieżanie dróg dla rowerów, którymi mogliby popędzić do biur i fabryk wszyscy, którzy samochody rozsądnie zostawili w zaspie pod domem.