19 V2015

„Dania bez pszenicy w 30 minut (lub mniej)”

by joanna

Zasługą doktora Williama Davisa jest niewątpliwy sukces diety bezglutenowej. Niezależnie od tego, czy gluten nam akurat szkodzi, czy nie, światowa moda na unikanie go w diecie wyszła wielu osobom na dobre. (Choć nie były to akurat osoby zajmujące się uprawą pszenicy).

William Davis

William Davis

Jestem zwolenniczką tezy, że gluten nie jest nam do niczego potrzebny oprócz tego, że spełnia swoją funkcję zlepiającą tradycyjne dania. Uważam również, że kuchnia bez glutenu może być prosta, wręcz zaskakująco smacznie „prymitywna”, zwłaszcza gdy opiera się na kaszach bezglutenowych i warzywach, z dodatkiem mięsa i jaj (co oczywiście nie jest konieczne).

Najnowsza książka Davisa „Dania bez pszenicy w 30 minut (lub mniej)” jest kontynuacją „Kuchni bez pszenicy” i zawiera ponad 200 przepisów na szybkie posiłki bez glutenu (w „Kuchni…” było ich 150). Rządzi tu zasada ograniczonej ilości węglowodanów, a więc odpadają wszelkie mąki oparte na skrobi (kukurydziana, teff, ziemniaczana, z tapioki itp.). Zamiast tego autor proponuje mąki z nasion i orzechów, np. migdałów, ciecierzycy czy sezamu. Ponieważ te mąki dość trudno zamienić w jednolite ciasto, potrzebny jest jakiś łącznik – czasem jest to jajko, czasem siemię lniane.

dania__bez_pszenicy_1

Bezpszenny fast-food

200 pomysłów na posiłki bez glutenu to wystarczająco dużo, aby każdy, nawet alergik czy weganin, znalazł ciekawą propozycję dla siebie. Mnie spodobały się makarony z warzyw (cukinii, kabaczka), proste danie z pieczarek czy kotlety z jagnięciny z miętą. Te dania z pewnością wypróbuję w najbliższym czasie. Cenię proste rozwiązania, a ponieważ prawie wszystkie przepisy da się wykonać w ciągu pół godziny, większość receptur nie wymaga wiele zachodu (oprócz tych, do których konieczne są składniki przygotowane wcześniej, np. bulion).

Niektóre pomysły są moim zdaniem jednak bardzo odważne, na przykład masło truskawkowe… Może to amerykański gust?

dania__bez_pszenicy_2

 

Wątpliwości

Chyba najwięcej kontrowersji wzbudza pieczenie – a więc podgrzewanie do temperatury 180°C – nasion oleistych, które w postaci rozdrobnionej (mąk, mączek) o wiele łatwiej się utleniają, co ma znaczenie, gdy uprzytomnimy sobie obecność w nich cennych nienasyconych kwasów tłuszczowych (np. omega-3). Dlatego akurat pomysły na wypieki traktuję z dużym dystansem. Być może ktoś z czytelników będzie miał okazję porozmawiać z Davisem osobiście i spytać go o te mąki?

dania__bez_pszenicy_3

Zapytaj autora

22 maja 2015 roku będzie można spotkać się z Williamem Davisem w Warszawie, w Empiku Juniorze (ul. Marszałkowska 166/122), o godzinie 18. Po moderowanej rozmowie będzie czas na pytania i autografy. Informacje: https://www.facebook.com/events/1429713740669170/

23 maja o godzinie 15 w ramach Gluten Free Expo w Hotelu Gromada na Okęciu (ul. 17 Stycznia 32) William Davis będzie podpisywał książki w Sali Kryształ. Spotkanie współorganizuje Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej To wydarzenie z okazji X Międzynarodowego Dnia Celiakii.

16 XI2014

„Kuchnia polska bez pszenicy” – recenzja

by joanna

Kiedy zaczynałam próbę prowadzenia kuchni bezglutenowej dla siebie i dzieci, nie sądziłam, że może być tak ciężko (przeczytaj: Trzy tygodnie bez glutenu i…). Posiłki dla mnie samej to jedno – mogę jeść kaszę jaglaną zamiast pieczywa na kilka sposobów i będę syta i zadowolona. Gotowanie dla dzieci, które są uczulone na kilka bardzo podstawowych produktów, to drugie. Dlatego z ogromną nadzieją sięgnęłam po książkę „Kuchnia polska bez pszenicy” (wyd. Bukowy Las, 2014)– swego rodzaju kontynuację amerykańskich publikacji Williama Davisa „Dieta bez pszenicy” i „Kuchnia bez pszenicy”.

Kuchnia polska bez pszenicy0

O autorkach

Marta Szloser to kulinarna blogerka, prowadzi stronę www.nakuchennymprogu.pl (przepisy) i www.kulinarnaczytelnia.pl (recenzje książek kulinarnych i nie tylko). Jest po kursie dietetyki, jednak poszukuje własnej drogi do zdrowej kuchni: bez cukru, glutenu, mięsa, krowiego mleka… Jej wkład w książkę to większość zamieszczonych przepisów.

Wanda Gąsiorowska prowadzi blog www.kulinarnaczytelnia.pl, gdzie zamieszcza informacje na temat żywności, w tym sporo przydatnych wskazówek, jak i co kupować, gdy na półkach sklepowych znajdziemy głównie produkty wysoko przetworzone. Jest ovo-wegetarianką. W „Kuchni polskiej bez pszenicy” napisała (w większości) część teoretyczną.

Teoria

Książka (podobnie jak „Kuchnia bez pszenicy”) rozpoczyna się obszernym wstępem, gdzie autorki zamieszczają przydatne wskazówki dotyczące prowadzenia kuchni bezglutenowej. Co ciekawe, w odróżnieniu od Davisa, nie piszą wiele na temat samej diety. Przyjmują, że czytelnicy wybrali taki rodzaj odżywiania z własnych, przemyślanych powodów i nie trzeba ich już do niczego przekonywać. W kilku rozdziałach skupiają się na praktycznej stronie zagadnienia – co kupować, czego unikać, dlaczego nie warto używać cukru oraz gotowych produktów bezglutenowych. Polecają konkretne marki i produkty, choć zaznaczają, że etykiety trzeba czytać zawsze.

Część wstępną przeczytałam z poczuciem, że większość informacji znam z praktyki i z większością się zgadzam. Pierwsze rozdziały są bardzo ważne pod względem przygotowania kuchni do zmiany diety – tak, aby mieć pod ręką najważniejsze produkty i urządzenia, pozwalające swobodnie korzystać z przepisów.

Jednak opanowanie teorii to za mało – wiem to z doświadczenia.

Praktyka

Ponad 300 przepisów to naprawdę dużo, aby każdy znalazł coś dla siebie. Pytanie – jak dużo znajdziesz właśnie ty. Mnie i mojej rodzinie potrzebne są receptury na posiłki, które łatwo przyrządzić, które można zrobić na zapas, które łatwo się przenosi w pojemnikach i odgrzewa. Posiłki proste, smaczne, sycące i atrakcyjne dla dzieci. Zarazem takie, w których mogę łatwo zastąpić składniki z listy zakazanej innym składnikiem – dozwolonym.

Niestety, większość przepisów jest nie dla nas. Gdyby gluten był jedynym ograniczeniem, z pewnością eksperymentowałabym z chlebkami, bułkami, ciasteczkami i innymi zamiennikami chleba. Największą przeszkodą jest u nas alergia starszego syna na grykę, a mąka z kaszy gryczanej jest chyba najczęściej wymienianym składnikiem w tej książce. Wiele przepisów zawiera długą listę potrzebnych produktów, czasem po dwa, trzy takie, których nie mogę użyć. Jajka, produkty mleczne, drożdże, ryby, banan, jabłko, dynia i wiele, wiele innych ograniczeń sprawiają, że przepisy z „Kuchni polskiej bez pszenicy” korzystam jako ze źródła natchnienia do kolejnych eksperymentów kulinarnych. To niestety nie jest książka dla alergików z wieloma ograniczeniami, ale sama pomysłowość – wręcz majstersztyk potraw zachęca do własnych eksperymentów.

masloorzechowe

Masło orzechowe bez kakao i mleka.

Podsumowując…

Autorki napisały tę książkę z myślą o polskim czytelniku, który nie wyobraża sobie kuchni bez ziemniaków, pierogów, klusek, kopytek itp. Potrawy bez glutenu mogą być „normalne” – przekonują Marta Szloser i Wanda Gąsiorowska – w dodatku zdrowe, pożywne i smaczne. Od siebie dodam: pracochłonne, często drogie i czasem skomplikowane. Niektóre potrawy są dla mnie przekombinowane (np. mieszanki kilku mąk, aby rezultat przypominał normalne ciasto), wolę proste jedzenie. Najwartościowszą częścią książki był dla mnie ostatni rozdział „Przepisy podstawowe i dodatki”, gdzie właśnie znalazły się takie zupełnie proste wskazówki, jak zrobić mleko ryżowe czy masło orzechowe (zrobiłam właśnie swoją wersję masła orzechowo-czekoladowego á la Nutella, które jest bez czekolady i bez mleka…).

Książkę polecam jako naprawdę wartościowe źródło wiedzy i przepisów dla osób zaczynających przygodę z dietą bezglutenową oraz dla tych, którzy od dawna skazani na dietę mają już dość gotowców ze sklepu. Gotowanie to ogromna przygoda, nie warto z niej rezygnować. Byle z dobrym przewodnikiem!

Spotkanie z autorkami

Podczas Dni Alergii i Nietolerancji Pokarmowej w Warszawie 22 i 23 listopada 2014 r. (w sobotę od 16:00) będzie można spotkać się z autorkami książki (stoisko A-42). Na pewno skorzystam z okazji i poproszę o autograf.

17 XII2013

„Kuchnia bez pszenicy” – recenzja

by joanna

Ktokolwiek miał w ręku pierwszą książkę Williama Davisa „Dieta bez pszenicy”, ten wie, że tę lekturę pochłania się jak dobry kryminał. I co z tego, że tytuł od razu nam zdradza, „kto zabił”; po prostu musimy się dowiedzieć, dlaczego?

Dieta bez pszenicy-okl.wst-500

Bezpszenność leczy

„Dieta bez pszenicy. Jak pozbyć się pszennego brzucha i być zdrowym” (Bukowy Las, Wrocław 2013) to dzieło amerykańskiego kardiologa, który tym się wyróżnia wśród białych fartuchów, że naprawdę chce zapobiegać chorobom, a nie tylko leczyć je tonami pigułek. W dodatku chce im zapobiegać za pomocą diety i – jak dowodzi – pomógł w ten sposób rzeszom pacjentów. W swojej pierwszej książce zawarł odważną tezę, że dzisiejsza pszenica odpowiada za choroby cywilizacyjne, których przyczyn doszukujemy się w lenistwie i spożywaniu fast foodów. Choć oczywiście autor nie rozgrzesza nikogo z karmienia się cukrem czy tłuszczami trans, skupia się na wykazaniu, że nie tędy droga do poszukiwania głównego winowajcy.

„Dieta bez pszenicy” to książka, która daje ważny trop: jeśli zauważyliśmy u siebie niepokojące objawy, takie migreny, bóle stawów, otyłość trudna do zwalczenia mimo diet i ruchu, nietolerancja pokarmowa, jeśli nasze wyniki badań wskazują na problemy z cholesterolem czy poziomem cukru, a także gdy cierpimy na trądzik, AZS, a nawet halucynacje słuchowe, nagłe napady głodu czy kłopoty ze wzrokiem, wszystkiemu może być winna pszenica. Również celiakia, jedna z postaci nietolerancji glutenu, może pojawić się w naszym życiu w dowolnym momencie. I choć książka na pewno przyda się właśnie celiakom, uważam, że każdy powinien choć zetknąć się z ideą bezpszennego życia. Może się okazać, że objawy chorobowe, zaleczane przez różnych lekarzy, mają źródło w „zdrowych produktach pelnoziarnistych”.

William Davis pisze: rzuć pszenicę, a poczujesz różnicę.

(Więcej o tym, dlaczego wiem, że pszenica mi szkodzi i czym jest samopsza, pierwotna pszenica).

Od idei do kuchni

kuchnia_1

Kontynuacja „Diety…” to „Kuchnia bez pszenicy” – Davis napisał ją z myślą o osobach, które nie wyobrażają sobie zmiany nawyków żywieniowych i potrzebują dokładnych wskazówek, jak przeorganizować swoje życie (i kuchnię), aby dołączyć do ludzi bezpszennych. Pierwsza część książki to napisany z humorem akt oskarżycielski wobec zboża niewiele przypominającego trawę sprzed 10 tysięcy lat, kiedy to człowiek sięgnął po nią po raz pierwszy.

Pszenica wyróżnia się tym, że została zmieniona bardziej niż jakikolwiek inny powszechnie stosowany produkt żywnościowy. Sprzedawanie chleba, precelków czy bułek pod przebraniem pszenicy jest oszustwem (…).

Współczesne ziarno pszenicy stanowi efekt technicznych możliwości genetyków rolniczych z czasów poprzedzających  epokę inżynierii genetycznej oraz modyfikacji genetycznych z wykorzystaniem metody splicingu do wstawnia lub usunięcia jakiegoś genu. To zboże jest efektem manipulacji genetycznych stosowanych przed pojawieniem się tych technik, owocem działań niezdarnych, pełnych potknięć, nie do końca sterowalnych i przewidywalnych – znacznie gorszych niż modyfikacje genetyczne. (s. 21)

Pierwsza część książki poświęcona jest idei bezpszennego życia. Autor wraca do swoich rewelacji zawartych w „Diecie…”, ale nawet po lekturze pierwszej książki z przyjemnością (i dreszczykiem) przeczytałam, co Davis miał do powiedzenia w „Kuchni…”.

Dlatego nie jemy pszenicy

Powodów, aby wyrzucić z menu to zboże (ale inne też), jest sporo. Davis po kolei wymienia, co w zbożu piszczy.

Pierwszy rozdział „Zboże, którego należy się wystrzegać” to podsumowanie dziejów pszenicy, odkąd sięgnął po nią człowiek kilka tysięcy lat temu. I choć mamy pewne dowody, że zmiana diety oraz trybu życia człowieka około 8-7 tysięcy lat p.n.e. były okupione m.in. problemami zdrowotnymi (takimi jak gorsze uwapnienie zębów czy kości) – pisał o tym już Udo Pollmer – to dopiero w ostatnich 50 latach pszenica stała się prawdziwą trucizną. Celiakia występowała u ludzi od zawsze – ale dopiero w XX wieku liczba ludzi z tym schorzeniem kilkukrotnie się zwiększyła. Wszystkiemu są winne niezbadane do końca zmiany w genotypie pszenicy i jej składniki, np. gliadyna (składnik glutenu) – działająca jak narkotyk – podkręcająca apetyt; sam gluten – zbiór białek, z których część jest kompletnie niezbadana pod kątem działania na człowieka;  lektyny – toskyczny składnik kiełków pszenicy (do obrony przed szkodnikami).

Davis zadaje pytanie o powrót do pierwotnej postaci pszenicy (samopszy i płaskurki), które nie zawierają trzeciego genomu (D), tylko jeden (samopsza – A) lub dwa (A i B, płaskurka). Orkisz ma już trzy genomy (A, B i D), przez co jest prawie tak groźny, jak zwykła pszenica – trzeci genom jest źródłem glutenów, glutenin i gliadyn (s. 44). Czy spożywanie samopszy to sposób na uniknięcie problemów? Autor rozważa to zagadnienie, pozostawia jednak pytanie otwarte.

Kolejny rozdział „Dlaczego boli mnie brzuch” to przegląd chorób wywoływanych przez spożywanie pszenicy – co ważne, chorób zwykle ustępujących dzięki wyłączeniu zboża z menu. Do najważniejszych należą cukrzyca (autor daje nadzieję na jej wyleczenie lub opanowanie), otyłość, „pszenny brzuch”, problemy z trawieniem, skórą oraz stanami zapalnymi i choroby związane z upośledzeniem mózgu (niestety, czasem trwałym). Część dolegliwości – co zaobserwował u swoich pacjentów – mija, choć po różnym okresie, gdy zrezygnują oni z pszenicy. Co ważne – pisze autor – o części chorób nawet nie wiemy, bo nie umiemy wszystkiego zbadać. U wszystkich swoih podopiecznych zauważył jednak ogromną poprawę na kilku frontach, kiedy poszli drogą wskazaną przez Davisa. (W książce są nawet prawdziwe historie ze zdjęciami pacjentów autora).

Nie tylko pszenica

Żeby była jasność, autor książki jest bardzo kategoryczny. Wyleczenie z dolegliwości – twierdzi – jest możliwe, jeśli wyrzucimy pszenicę (i żyto, pszenżyto, jęczmień, być może też owies) ze swojego życia raz na zawsze. A najlepiej ograniczymy weglowodany tak, aby nie przekraczały 10% dziennej porcji kalorii. Przeorganizowanie kuchni opisane jest w rozdziale „Organizacja bezpszennej kuchni” – autor zawarl tu wskazówki, jak urządzić miejsce, gdzie powstają posiłki, aby łatwo i bezpiecznie gotować bez pszenicy. To świetny przewodnik dla osób z wyjątkową wrażliwością na gluten, takich, które reagują na najmniejszy ślad białek pszenicy.

Do garów

Davis szczególnie uczula na gotowe produkty bezglutenowe, które są według niego tak samo cukrzycogenne, i radzi – gotujcie sami. Bardzo szczegółowo opisuje, co powinno znaleźć się w bezpszennej kuchni, jakie mączki zastąpią zwykłą mąkę, czym słodzić, co pić, jak gotować, piec itd. A nawet – jakie alkohole można pić!

I wreszcie – przepisy.

150 pomysłów na bezpszenne menu

Druga część książki to przepisy. Jak na mój gust – niezwykle wymyślne i myślę, że żywienie się tylko takimi potrawami może być drogie. Takie produkty, jak mąka kokosowa czy migdałowa, choć są dostępne w Polsce, raczej do tanich nie należą. Na szczęście są tańsze sposoby – przygotowywanie mąki samodzielnie np. w ręcznym mlynku do zbóż. (Święty Mikołaju, przynieś mi elektryczny młynek do zbóż oleistych i nieoleistych…).

kuchnia_3

Każdy przepis jest opatrzony komentarzem autora, który sprawia, że ślinka cieknie i po prostu marzy się o przygotowaniu dania. Naprawdę. A wszystko jest tak pomyślane, żeby nam nie szkodziło (wg diety Davisa). Muszę przyznać, że samo czytanie przepisów jest wielką przyjemnością, bo są ciekawe, niesztampowe i mimo wszystko dość proste. W moim wypadku szkopuł jest taki, że nie jadam nabiału, a sporo pomysłów jest na nim opartych. Autor podpowiada, jak ewentualnie poradzić sobie z zamiennikami, ale myślę, że nie smakuje to tak samo.

Przykłady dań: bezpszenne naleśniki, najróżniejsze kanapki (z bezpszennego chleba), spaghetti bolognese, kotlety schabowe panierowane w pekanach, ryba z frytkami warzywnymi, muffinki marchewkowe, bułeczki cheddarowe, placek limonkowy, lody czekoladowo-kokosowe, herbatniki imbirowe (bardzo mnie nęcą)… Jednym słowem – jest w czym wybierać i naprawdę trudno się zdecydować, od czego zacząć.

Ja, pszenica i książka

Po obie książki Williama Davisa sięgnęłam, gdy odkryłam zgubny wpływ pszenicy na moje trawienie. Co w nich znalazłam:

  • bardzo dużo informacji na temat dzisiejszej pszenicy oraz jej starszych odmian,
  • bardzo dużo przykładłów, jak pszenica oddziałuje na nasze życie – apetyt, zdrowie, trawienie, zachowanie, samopoczucie, wagę,
  • dużo pozytywnych przykładów pokonania chorób dzięki odstawieniu pszenicy,
  • smakowite pszepisy,
  • bardzo dużo humoru i delikatnej ironii wobec czytelnika,
  • bardzo kategoryczne podejście do diety, opisane w amerykańskim stylu (informacje powtarzają się w kółko – to może irytować, mnie nie przeszkadzało).

Jak każdy „odkrywca” diety, Davis chciałby, aby jego pomysł był jedyną słuszną drogą. Wierzę, że opisuje prawdziwe historie i nie bez przyczyny straszy skutkami obajdania się pszenicą. Myślę jednak, że wyrzucanie z menu węglowodanów innych niż pochodzących z pszenicy nie każdemu posłuży. Jeśli ktoś bardzo dużo się rusza, uprawia sport, ma małe dzieci i za nimi gania, jest w ciąży albo karmi, ograniczenie węglowodanów może być niekorzystne dla zdrowia, bo skąd czerpać siłę?

Jak zawsze, podchodzę do wszystkiego ostrożnie i choć zgadzam się z założeniem, że pszenicy jeść nie należy i nie będę jej jadła (ale samopszę już tak), to odrzucam tabele, wartości, procenty, kalorie – stawiam po prostu na zdrową różnorodność.

Ciekawostka: po odstawieniu pszenicy czuję poprawę jeśli chodzi o bóle stawów oraz migreny. Odkąd ostatnio o tym pisałam, miałam migrenę tylko raz i to dawno. To duży sukces! Może nie bez przyczyny pszenica znajduje się na liście produktów migrenogennych.

No i jeszcze przyznam się, że zdarzyło mi się dwa razy zjeść coś pszenicznego, w gościach. Mój układ trawienny wspomina to z goryczą, hehe.

 

23 XI2013

Faza 4. Pszenica – mój utajony wróg

by joanna

Dla tych, co nie śledzą mojego bloga, krótkie streszczenie: zrobiłam test na nietolerancję pokarmową i właśnie przechodzę przez miesięczny okres wyciszania organizmu z niepożądanych reakcji dietozależnych. Poszczególne etapy polegają na stopniowym włączaniu do diety poszczególnych pokarmów. Była już faza 1. połączona z 2. oraz faza 3. Rozpoczęła się faza 4.

Faza 4. to przede wszystkim włączenie soczewicy i pszenicy (za zbóż wcześniej tylko orkisz i samopsza). Dwa dni jedzenia pszenicy w postaci makaronów i… wszystkie dolegliwości związane z trawieniem powróciły. Bóle brzucha, bulgotanie, zaparcia, wzdęcia. Zupełnie inna jakość trawienia.

Nie powiem, żeby to mnie bardzo zdziwiło. Chociaż wynik pokazywał tolerancję pszenicy (jednak blisko granicy):

pszenica_3

Dzisiejsza pszenica nijak się ma do tej, którą jedli nasi przodkowie (chyba że jemy orkisz, samopszę czy płaskurkę). Ale to nic. W pszenicy (podobnie jak w życie, owsie i jęczmieniu) znajduje się gluten, białko tyle bezwartościowe w sensie odżywczym, co niebezpieczne. Ale smaczne, prawda? To dzięki niemu makarony są sprężyste, ciasto takie elastyczne.

pszenica_1

Cytaty przeciw glutenowi

Wiele się pisze o tym, że pszenica nam szkodzi. I nie chodzi tylko o białą mąkę, która ma wysoki indeks glikemiczny i wspaniale dokarmia Candida Albicans. Gluten jest tak samo w mące razowej.

Tak pisze o glutenie Józef Słonecki (wspominałam już o nim – autor kontrowersyjny, choć czasem trudno odmówić jego wypowiedziom celności):

Ze zdrowotnego punktu widzenia gluten nie przejawia żadnych pozytywnych cech, za to negatywnych ma sporo. Przede wszystkim skleja skrobię i błonnik w nierozpuszczalne, a zatem niestrawne grudki, które po dotarciu do jelita grubego zbijają się w duże, zwarte grudy, powodujące zatwardzenie stolca. (…)

Warto wiedzieć, że gluten nigdy nie wchodził w skład pożywienia naszych praprzodków myśliwych-zbieraczy. Jako pożywienie człowieka gluten pojawił się dopiero po wynalezieniu rolnictwa, czyli zaledwie 7 tysięcy lat temu. To po pierwsze, a ponadto – przez te siedem tysięcy lat  ludzie jedli zupełnie inne produkty z mąki glutenowej, ponieważ uprawiali  zupełnie inne odmiany zbóż niz te, z którymi mamy do czynienia obecnie.

Józef Słonecki, „Zdrowie na własne życzenie”, Strzelce Opolskie 2011, t. 1, s. 219-220.

Słonecki wymienia różne skutki nietolerancji glutenu, o którą podejrzewa nawet 50% populacji. Celiakia dotyczy ponoć tylko 1% ludzi, reszta niepożądanych reakcji przebiega w sposób mniej oczywisty na zewnątrz, wewnątrz organizmu natomiast objawia się na przykład autoagresją układu odpornościowego (zwalczaniem własnych komórek). Gluten przenikający przez nieszczelne jelita do krwiobiegu powoduje także różne reakcje łatwiejsze do zaobserwowania, m.in. stany zapalne i choroby skóry (organizm próbuje pozbyć się tej toksycznej lektyny – pojawia się wysypka, AZS, łuszczyca itp.).

Skąd wobec tego w naszej diecie tyle glutenu, skoro podejrzewa się go o powodowanie wielkiego spustoszenia w naszym organizmie? (I dlaczego wciąż piramidy zdrowego odżywiania opierają się na zbożach???).

pszenica_02

Schizofrenia a pszenica

Sięgam po Udo Pollmera.

Pytanie pozostaje bez odpowiedzi: co skłoniło naszych przodków do zmiany wydajnego zbierania żołędzi, gdy mogli uzyskać plony ok. 70 kwintali z hektara, które mogli zebrać w czasie 40 godzin pracy, na trudna uprawę traw?

Udo Pollmer, „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia”, Warszawa 2010, s. 179.

Pollmer wysuwa hipotezę, że musiał to być głód. W dodatku zmiana sposobu żywienia spowodowała spore problemy zdrowotne ludzi:

Prehistoryczne znaleziska pokazują, że długość życia plemion, które zaczęły zmieniać dietę na zbożową, znacznie spadła. Odnotowano większą śmiertelność dzieci, wady kości spowodowane nieprawidłowym odżywianiem oraz przypadki śmierci spowodowane obrażeniami, będącymi skutkiem wojen. Wiele setek lat minęło, zanim człowiek podniósł się po tym szoku żywieniowym i na tyle udoskonalił techniki uprawy i obróbki zboża, że może pozostać zdrowy, spożywając taki pokarm. Jesteśmy potomkami tych, którzy przetrwali, ponieważ potrafili się dostosować. (s. 179).

Jednak modyfikacja genetyczna zbóż spowodowała, że nasze przystosowanie do spożywania traw znowu okazuje się bezużyteczne. Mimo to chleb jest naszym pokarmem powszednim i często nie wyobrażamy sobie dnia bez produktów mącznych. Ciekawy aspekt łaknienia pszenicy Udo Pollmer naświetla przy okazji pisania o egzorfinach:

Egzorfina z białek pszenicy okazuje się nawet sto razy mocniejsza niż sama morfina. Teraz już wiemy, dlaczego bułeczki i ciasta z jasnej mąki mogą powodować zaparcia. Egzorfiny „uspokajają”  jelito.

Egzorfiny mogą także dostarczyć wyjaśnienia pewnej dawnej obserwacji: stan wielu schizofreników może się polepszyć, jeśli wykreślą oni ze swojego jadłospisu pszenicę. Kiedy powrócą do pszenicy, powraca schizofrenia. (s. 275).

Tę obserwację o schizofrenikach przytacza także Słonecki.

Pszenica? Dziękuję

Nie mam pewności, czy w moim wypadku winę za problemy gastryczne ponosi po prostu dzisiejsza pszenica, czy sam gluten. Faktem jest, że z diety musiałam wyrzucić już żyto. Orkisz i samopsza w moim wypadku nie przyczyniają się do tak dużych problemów, więc zostaną w menu. Na razie.

Kolejna książka do przeczytania? „Dieta bez pszenicy” Williama Davisa. A już myślałam, że porzucę poradniki na jakiś czas…