23 II2015

Nietolerancja pokarmowa: co trzeba wiedzieć

by joanna

Czas na temat, w którym jak rzadko liczy się precyzyjność. Dlaczego? Ponieważ wciąż i wciąż widzę, słyszę, czytam, że nawet osoby mające dużą styczność z tematem alergii i pokrewnych mylą pojęcia, mieszają terminy i powodują zamęt w głowach i tak już skołowanych osób zmagających się z nadwrażliwością pokarmową swoich dzieci.

Systematyzuję zagadnienia, żeby nieco rozjaśnić mroki terminologii używanej przez specjalistów. Zdaję sobie jednak sprawę, jak trudno to wszystko na początku zrozumieć, a co dopiero zapamiętać. Dlatego temat nietolerancji w tym tekście będzie ujęty w najważniejszych punktach, które w przyszłości – jeśli zajdzie taka potrzeba – opiszę dokładniej.

Tekst ten ma za zadanie usystematyzować pojęcia, zanim zajmę się tematem rozszerzania diety dzieci alergicznych.

Nie jestem lekarzem; tekst powstał na podstawie fachowych źródeł. Dołożyłam wszelkich starań, aby informacje tu zawarte były zgodne z aktualną wiedzą specjalistów zajmujących się nietolerancją pokarmową.

nietolerancja_pokarmowa (więcej…)

01 II2014

2 miesiące bez migreny. Podejrzany to…

by joanna

Mogę chyba ostrożnie mówić o pewnym sukcesie: nie mam migren już od dwóch miesięcy. Może pamiętacie mój wpis o tym, co zwykle powoduje migreny. Dla przypomnienia, czym jest migrena i jakie dokładnie związki są oskarżane o jej wywoływanie, odsyłam do tego właśnie wpisu, żeby nie powtarzać zbyt wielu informacji.

Odstawiłam prawie wszystkie podejrzane produkty (chyba że nie spożywałam ich już wcześniej). Przypomnę, że produktami spożywczymi najczęściej oskarżanymi o działanie migrenogenne są (+ oznacza, że jem, – oznacza, że nie jem):

  • czekolada (zawierająca fetyloetyloaminę i tyraminę) (najpierw -, teraz +)
  • produkty sfermentowane (kwaszonki, alkohole) (-),
  • sery żółte i pleśniowe (-),
  • czerwone mięso (-),
  • cytrusy (+),
  • sos sojowy (-),
  • mocna kawa i herbata (-),
  • ryby marynowane (-),
  • pszenica (-),
  • jajka (+),
  • mleko (-),
  • kukurydza (-),
  • trzcina cukrowa (+/-, jest zawsze odrobina w czekoladzie),
  • drożdże (-).

Długa lista, prawda? W dodatku może się okazać, że niekompletna albo zupełnie nietrafiona w wypadku osób, które tych rzeczy właściwie nie jedzą, a i tak cierpią na bóle głowy (znam takie przypadki). Dlatego że migrena jest skomplikowanym zjawiskiem, zależnym od wielu czynników, w tym zewnętrznych, jak pogody, i wewnętrznych, niepowiązanych z pokarmem, jak stresu.

Przeczytaj też: Nietolerancja pokarmowa: co trzeba wiedzieć

Zachęcam jednak wszystkich cierpiących na migrenę do spróbowania wyeliminowania na jakiś czas któregoś z tych produktów spożywczych. Może się okazać, że to naprawdę działa! Ze smutkiem pożegnałam czekoladę, a kiedy migreny ustąpiły, na próbę włączyłam ją do diety (niewielkie ilości, staram się jeść tabliczkę na tydzień, tylko gorzką, powyżej 70%). Migreny nie wróciły. To nie czekolada!

And the loser is…

kawa

Definitywnie kawa. Póki nie zrezygnowałam z rytualnej filiżanki parzonej kawy dziennie, póty migreny się powtarzały – co tydzień, co dwa tygodnie. Bardzo trudno było mi zrezygnować z tej przyjemności – z filiżanki małej czarnej z mlekiem owsianym, do której przegryzałam sobie tandema. Kawa nie była produktem, który wyszedł w teście MRT jako nietolerowany przez mój organizm. Jej poziom był wręcz bardzo niski.

mrt_ja_3

Ale wyniki tego testu są tylko pewną wskazówką, jak zmienić dietę i jak szukać przyczyn różnych dolegliwości. (Notabene, wkrótce znowu spotykam się z dietetyczką z programu LEAP, będzie czas na podsumowanie, co test zmienił w moim życiu).

Dodam jeszcze, że zupełnie zrezygnowałam z mocnej herbaty. Piję głównie słabą herbatę białą (bardzo polecam tę ekologiczną i FT).

Dlaczego kawa powoduje migreny?

Obiegowa opinia jest przecież zupełnie odwrotna. „Boli cię głowa? Napij się kawy!” – słyszałam wielokrotnie od różnych osób. Fakt, że środki przeciwbólowe wzmocnione kofeiną działają jakoś mocniej i szybciej. Ale że bez kawy środki przeciwbólowe przestały być potrzebne? (No, poza wyjątkowymi sytuacjami, np. podczas choroby).

Podejrzane składniki kawy to przede wszystkim kofeina (obecna także w herbacie), która powoduje najpierw skurcz, a potem rozszerzanie się naczyń krwionośnych w mózgu i ich bolesny ucisk na nerwy. Drugim składnikiem są fenole, na które część osób po prostu źle reaguje (występują one obficie m.in. w roślinach strączkowych).

Jak żyć bez kawy?

Nie ma lekko! Kawa wspaniale pobudza, rozjaśnia umysł, podnosi ciśnienie i – dobrze przyrządzona – świetnie smakuje. Są jednak osoby, którym kawa po prostu szkodzi. Jeśli należycie do tych, którym kawa ratuje dzień, a mimo to podejrzewacie ją o działanie migrenogenne, oto kilka moich sprawdzonych porad, jak żyć bez kawy:

  • pijcie dużo niegazowanej wody,
  • pijcie herbatę – ale niezbyt mocną; spróbujcie herbat ziołowych i białej herbaty (zielona ma dużo teiny = kofeiny),
  • jeśli czujecie się bardzo zmęczeni i śpiący, spróbujcie wygospodarować 10 min na drzemkę – nawet tyle wystarczy, żeby się zregenerować; (w pracy nie każdy ma do tego warunki, ale wiecie, że macie prawo do 15 min przerwy w ciągu dnia i ten czas możecie wykorzystać dowolnie? Po prostu wystawcie karteczkę na biurku „15 min ustawowej przerwy” i zdrzemnijcie się, nawet z głową na klawiaturze, w słuchawkach itp. No dobrze, jeśli pracujecie na poczcie, idźcie na zaplecze),
  • jeśli senność zaskoczy Was za kółkiem, zatrzymajcie się w bezpiecznym miejscu i zdrzemnijcie 10-15 min, to działa!
  • jeśli zasypiacie na ważnym zebraniu, wyjdźcie na chwilę na świeże powietrze, poskaczcie, zróbcie przysiady itp.,
  • nie pijcie kawy – żadnej – ani napojów z kofeiną (cola itp.); no dobra, jeśli smakuje Wam bezkofeinowa…

U mnie to działa. A u Was?

Aktualizacja 15 lipca 2014 r.: to już 8 miesięcy bez kawy – i migreny!

11 XI2013

Fenyloetyloamina – sprawczyni niejednej migreny?

by joanna

Tak to już jest: coś, co nasz organizm produkuje samodzielnie, aby działać sprawnie, przyjmowane w postaci pokarmu może nieźle namieszać w homeostazie. Każdy z nas jest inny i różnie reagujemy na wszelakie składniki pożywienia. Jednym szkodzi marchewka, a innym jabłko (ale wszystkim szkodzi cukier, naprawdę!). Mnie być może szkodzi fenyloetyloamina – podejrzana o wywoływania moich paskudnych migren.

fenyloetyloamina

Czym jest fenyloetyloamina? Wiadomości na stronie Wikipedii są dosyć skąpe, jeśli chodzi o interesujące mnie podejście do tematu. Oprócz właściwości chemicznych opisano tam prawdopodobne właściwości tej aminy, naturalnie występującej w naszym mózgu:

  • jest neuroprzekaźnikiem (przenosi sygnały między komórkami nerwowymi),
  • spożywana z pokarmem być może ma działanie psychoaktywne,
  • wydziela się naturalnie podczas wysiłku i być może jest odpowiedzialna za euforię związaną z aktywnością fizyczną (tzw. euforia biegacza – większa odporność na ból, mniejsze zmęczenie),
  • jej zwiększony poziom stwierdzono u osób zakochanych,
  • „na bazie fenyloetyloaminy otrzymano wiele syntetycznych substancji psychoaktywnych. Najbardziej znane to amfetamina, MDMA i metamfetamina”.

Sporo wątpliwości budzi ten związek organiczny, który, pochłaniany z pokarmem, wydaje się dostarczać naszemu organizmowi dawkę przyjemności, mimo że w układzie pokarmowym dość szybko ulega rozkładowi przez enzym MAO-B.

Według badań wysoki poziom fenyloetyloaminy (PEA) powoduje powstawanie dopaminy, wpływającej z kolei na produkcję oksytocyny. Każda z tych cząsteczek ma swoje zadanie jako neuroprzekaźnik, w odpowiednich warunkach dzięki nim odczuwamy przyjemne pobudzenie, przywiązanie i inne pozytywne emocje.

Oprócz wspaniałych właściwości pobudzających fenyloetyloamina ma prawdopodobnie działanie szkodliwe na nasze zdrowie, w tym (jak przeczytałam w materiałach Programu LEAP) powodowanie migren, nudności, uderzeń gorąca, nadmiernego pocenia się, nad- i niedociśnienia.

Migreny i niskie ciśnienie – to ja.

czekolada_FT

Czekolada

Fenyloetyloamina występuje między innymi w kakao – ale nie tym naturalnym, tylko tym, które przetworzono do spożycia, czyli m.in. poddano fermentacji. Pisze o tym m.in. Udo Pollmer:

W czasie każdej fermentacji powstają tzw. aminy biogenne. Najbardziej znaną aminą w kakao jest fenyloetyloamina, której w stugramowej tabliczce czekolady jest ok. 0,7 g. Fenyloetyloaminę zwykle produkuje sam organizm, w działaniu podobna jest do serotoniny, podnosi nastrój i pozytywnie wpływa na równowagę psychiczną. (s. 281)

Jak podkreśla jednak Pollmer, to nie dlatego tak kochamy czekoladę, zwłaszcza mleczną. O to uzależnienie autor „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia” obwinia opiaty, powstające podczas produkcji czekolady właśnie z fenyloetyloaminy.

By z kakao i cukru uzyskać czekoladę, masa przetrzymywana jest przez kilka godzin w cieple. Ten proces – decydujący o jakości wyrobu – nazywa się mieszaniem mas. Panują wówczas idealne warunki dla wcześniej wspomnianej „biogennej aminy” do tworzenia opiatów.
Ten proces może być wzmożony przez proszek mleczny. Tabliczka czekolady zawiera więcej białka niż szklanka mleka, wśród tych białek znajdziemy oczywiście naturalne egzorfiny. (s. 281-282)

Wśród substancji psychoaktywnych w czekoladzie znajdziemy też np. pobudzającą teobrominę. Oczywiście, nie jest tak, że czekolada to tylko otumaniacz  i polepszacz nastroju – już pisałam o tym, że prawdziwa czekolada, bezmleczna, ma w sobie np. sporo antyoksydantów i niewielka ilość kakao dziennie może być traktowane jak lekarstwo.

Nie tylko PEA

W materiałach, które dostałam w związku z testem MRT, opisano fenyloetyloaminę jako związek występujący w kiszonej kapuście, serach dojrzewających, ekstraktach drożdżowych, winie i piwie. Aby być bardziej precyzyjnym, należałoby jednak uściślić, że chodzi o pochodną PEA, również migrenogenną tyraminę (występowanie: sery żółte i pleśniowe, czerwone mięso, wino, cytrusy, sos sojowy, mocna kawa i herbata, ryby marynowane).

Inne składniki naszych pokarmów podejrzane o powodowanie bólów głowy to:

  • histamina (piwo, ryby, wino, sery dojrzewające),
  • fenole (występują w roślinach, być może osoby ze skłonnościami do migren mają problem z ich rozkładem w organizmie),
  • dodatki do żywności.

Inne naturalne źródła PEA

Najbardziej naturalnym źródłem – jak już wspomniałam – jest nasz organizm. Co ciekawe (i straszne), na Zachodzie popularne są suplementy diety zawierające fenyloetyloaminę – dla tych, którym nie chce się ćwiczyć czy iść na spacer. Na stronie Fundacji Livestrong znajdziemy listę pokarmów dostarczających tę aminę w mniej sztuczny sposób. Pierwsza jest oczywiście czekolada i wszystkie produkty zawierające ziarna kakaowca.

Kolejnym źródłem – choć niebezpośrednim – PEA są rośliny wysokobiałkowe: m.in. soja, soczewica, orzeszki ziemne, migdały, ciecierzyca, nasiona sezamu i lnu. Zawierają dużo fenyloalaniny, z której nasz organizm wytwarza sobie fenyloetyloaminę (moim zdaniem to znacznie bezpieczniejsze źródło, ponieważ to nasz organizm decyduje, ile PEA wyprodukuje). Fenyloalanina znajduje się także w mięsie (wołowinie, wieprzowinie, rybach), owocach morza oraz mleku, w tym oczywiście ludzkim.

Migrena

Migrenowe bóle głowy to jedna z tych uciążliwych dolegliwości, której przyczyny są prawdopodobnie niezwykle złożone i niejednoznaczne. Jedną z prawdopodobnych przyczyn są zaburzenia poziomu neuroprzekaźników (np. serotoniny), co powoduje stan zapalny, rozszerzenie się naczyń krwionośnych i ucisk nerwów (który właśnie powoduje ten straszny ból).

Nie ma jednego sposobu na uniknięcie jednostronnych bólów głowy – osoby podatne na migreny, takie jak ja, często łączą napady bólu z cyklem hormonalnym, pogodą (ciśnieniem, opadami deszczu, duchotą przed burzą), a także zmęczeniem, stresem, problemami z kręgosłupem, nieodpowiednim odżywianiem (w tym dostarczeniu sobie zbyt małej ilości pożywienia i wody przy większym wysiłku). Ktokolwiek przeżył choć raz napad migreny, ten wie, że jest to koszmar odbierający wszelką radość i wyłączający człowieka z życia na kilka godzin – do kilku dni.

Oczywiście, są sposoby farmakologiczne na blokowanie objawów migreny, a także zapobieganie jej atakom. Zazwyczaj nieskuteczne. Ponieważ cierpię na napady bólów głowy od kilkunastu lat, szukałam różnych sposobów na nie i przerabiałam kilka rodzajów leków, takich jak divascan czy coffecorn, a także homeopatię i leki antropozoficzne. Leki na receptę wywoływały u mnie dziwne stany euforyczne, ale niekoniecznie pomagały na głowę. Tak jak homeopatię cenię i czasem stosuję, tak w tym wypadku efekty były nieoczekiwanie złe (wymioty). Ciąże i laktacja ograniczyły mi możliwości brania leków przeciwbólowych do paracetamolu – bywa za słaby…

Żegnaj, kakao?

Jeśli to prawda, że w moim wypadku choć częściowo winna jest fenyloetyloamina i inne związki pozyskiwane z pokarmów (a dokładnie – nieodpowiednie rozkładanie tych związków w układzie pokarmowym, np. niedobór wymienionego wcześniej enzymu MAO, czyli nietolerancja pokarmowa tych związków pokarmowych), miałabym klucz do ograniczenia napadów migren. Co oznacza, że muszę zrezygnować z pewnych produktów spożywczych. Patrząc na listę najbardziej podejrzanych produktów, można by stwierdzić, że w takim razie nie należy jeść niczego…

Do produktów najczęściej wymienianych i najczęściej badanych pod kątem wywoływania migren należą:

  • pszenica,
  • pomarańcze,
  • jajka,
  • kawa,
  • herbata,
  • czekolada,
  • mleko,
  • sery pleśniowe,
  • wołowina,
  • kukurydza,
  • trzcina cukrowa,
  • drożdże.

Zaczynam od definitywnego odstawienia: kawy, mocnej herbaty, czekolady i kukurydzy, bo od dawna nie jem już mleka, wołowiny, cukru i drożdży. Pszenicę zostawiam w postaci samopszy i orkiszu, a pomarańcze jem tak rzadko, że chyba ich nie skreślę.

W domu nie mam ani jednej pastylki środka przeciwbólowego. Sprawdzę, ile czasu nie będę miała migreny (ostatni raz zdarzył mi się 10 dni temu). Czas start.

Przeczytaj: 2 miesiące bez migreny. Podejrzany to…

Słowniczek (za Wiki i nie tylko)

  • fenyloetyloamina (2-fenyloetyloamina, fenetylamina, PEA) – organiczny związek chemiczny, amina o silnym działaniu biologicznym. Występuje w ludzkim mózgu, przypuszcza się, że może pełnić rolę neuroprzekaźnika. Wiele pochodnych fenyloetyloaminy ma silne działanie psychoaktywne – psychodeliczne, stymulujące lub empatogenne, ale najczęściej wszystkie te efekty z przewagą jednego, co decyduje o klasyfikacji efektów. Pochodne fenyloetyloaminy nazywa się wspólnie fenetylaminami. Fenetylaminy występują w naturze jako hormony, neuroprzekaźniki oraz jako alkaloidy.
  • tyramina (4-hydroksyfenyloetyloamina) – organiczny związek chemiczny, biogenna amina, będąca hydroksylową pochodną fenyloetyloaminy. Występuje obficie w pokarmach pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Najwięcej znajduje się w serach twardych, czekoladzie, śledziach, mięsie czerwonym, niektórych ekstraktach mięsnych.
  • histamina – organiczny związek chemiczny, heterocykliczna amina będąca pochodną imidazolu. Histamina występuje naturalnie w organizmie ludzkim, pełni funkcję mediatora procesów zapalnych, neuroprzekaźnika oraz pobudza wydzielanie kwasu żołądkowego.
  • endorfiny – grupa hormonów peptydowych, wywołują doskonałe samopoczucie i zadowolenie z siebie oraz generalnie wywołują wszelkie inne stany euforyczne (tzw. hormony szczęścia). Tłumią odczuwanie drętwienia i bólu. Są endogennymi opioidami.
  • egzorfiny – związki chemiczne, w budowie bardzo podobne do produktów naszego własnego organizmu zwanych endorfinami, występują m.in. w pszenicy, mleku, jęczmieniu, kukurydzy (źródło).
  • dopamina – organiczny związek chemiczny z grupy katecholamin. Ważny neuroprzekaźnik syntezowany i uwalniany przez dopaminergiczne neurony ośrodkowego układu nerwowego.
  • oksytocyna – cykliczny hormon peptydowy złożony z 9 aminokwasów (nonapeptyd), neuroprzekaźnik, uwalnia się okresowo, dobrze rozpuszczalny w wodzie. U ssaków, w zależności od ich samopoczucia, napędza uległość, ufność, zazdrość, szczodrość, protekcjonizm czy współpracę.