15 VII2016

„Zdrowa lekkość brzucha” – pożegnanie wzdęć. Recenzja

by joanna

Czy wiecie, że kobiety częściej cierpią z powodu dolegliwości jelitowych niż mężczyźni? Wcale nie dlatego, że się gorzej odżywiają, ale dlatego, że kobieca budowa w pewnym stopniu przyczynia się do utrudnienia swobodnego przepływu treści przez trzewia. Dodatkowo cykl miesięczny ze zmiennym poziomem hormonów wpływa na to, czy trawienie jest spowolnione, czy przeciwnie – przyspieszone.

Jednym słowem trawienie u kobiet napotyka więcej trudności niż u mężczyzn, ale… To nie oznacza, że mamy cierpieć z powodu wzdęć i wymawiać się płcią. Wręcz przeciwnie. Dzięki takim książkom, jak „Zdrowa lekkość brzucha” Robynne Chutkan (autorki świetnych „Dobrych bakterii”) możemy poznać najczęstsze (oraz mniej popularne) przyczyny wzdęć i skorzystać z porad ułatwiających życie.

zdrowa_lekkosc_brzucha_1

Robynne Chutkan jest amerykańską gastroenterolożką, mającą wieloletnią praktykę w pomaganiu ludziom cierpiącym na problemy gastryczne. Dzięki swojej dociekliwości i otwarciu na wiedzę znalazła sposób na niejedną dolegliwość swoich pacjentów, którzy często trafiają do niej po bezowocnym i powierzchownym leczeniu przez innych lekarzy. (więcej…)

22 VIII2015

Testujemy: dziecięce pasty i żele do zębów bez fluoru

by joanna

Nasz przegląd past do zębów jest bardzo subiektywny i wybredny (i niesponsorowany!). Zwracamy uwagę nie tylko na to, aby pasta nie zawierała fluoru (dlaczego fluor jest szkodliwy – przeczytaj). Według nas idealna pasta do zębów jest skuteczna i bezpieczna, a dla dzieci powinna być jeszcze smaczna.

Czego nie powinna zawierać pasta do zębów (nie tylko dla dzieci):

Zamierzam napisać tekst o każdym z tych składników, żebyście nie mieli wątpliwości, dlaczego je odradzam.

pasty_i_zele_do_zebow_dla_dzieci (więcej…)

29 IV2015

Zestaw do mycia zębów Jack N’Jill

by joanna

Ta firma urzekła mnie z kilku powodów. Może dlatego, że mieści się na antypodach – w Nowej Zelandii – urocze wzornictwo tak bardzo różni się od europejskiego i amerykańskiego „dedykowania” produktów dla dziewczynek i chłopców (którego szczerze nie znoszę). Przejrzysty skład kosmetyków, pomysłowe rozwiązania i ekologia – to lubię.

jacknjill_zestaw

Nasz starszy syn przetestował zestaw do mycia zębów Jack N’Jill z wesołym królikiem. Wszystkie elementy (w różnych wariacjach) kupicie w sklepie EkoMaluch.

Jack N’Jill, Naturalna pasta do zębów, organiczna truskawka i xylitol

http://www.jackandjillkids.com/

jacknjill_pasta_1

Cena: 29,90 zł za 50 g

Gdzie kupić: EkoMaluch

Również w wersji: Organiczna borówka i ksylitolOrganiczny banan i ksylitolOrganiczna malina i ksylitolOrganiczna czarna porzeczka i ksylitol

Informacje producenta

Pasta do zębów dla dzieci od 6 miesiąca życi, zawierająca naturalne i organiczne składniki, bez fluoru, cukru, barwników, SLS, BPA. Z dodatkiem nagietka i ksylitolem, który nie tylko nadaje paście przyjemny smak, ale także ma działanie pielęgnujące zęby.

Pasta została wyprodukowana w Australii. Opakowanie nadaje się do recyklingu.

Producent zaleca, aby czyścić tubkę z resztek pasty np. za pomocą szmatki. A także radzi, aby nie pozwalać dzieciom wysysać pasty z tubki…

jacknjill_pasta_2

Skład: xylitol, purified water, vegetable glycerin (from coconut), silica, certified organic strawberry natural flavor*, xanthan gum, certified organic calendula officinalis extract**

* USDA Certified Organic Ingredient

** NASAA Certified Organic & Biodynamic Ingredient

Jack N’Jill, BIO Szczoteczka do zębów, Króliczek

http://www.jackandjillkids.com/

jacknjill_szczoteczka_2

Cena: 24,99 zł

Gdzie kupić: EkoMaluch

Również w wersji: Hippo

Informacje producenta

Ekologiczna szczoteczka do zębów dla dzieci – rączka jest wykonanana z całkowicie biodegradowalnych włókien kukurydzianych (biodegradacja w ciągu 90 dni). Włókna myjące są wykonane z nylonu.

Po zużyciu szczoteczki należy odłamać główkę, rączkę wrzucić do kompostownika, a główkę do odpowiedniego pojemnika na surowce wtórne.

jacknjill_szczoteczka_3

Producent zaleca, aby raz w tygodniu szczoteczkę wysterylizować za pomocą nadtlenku wodoru 3% (czyli wody utlenionej) – zamoczyć w nim główkę na 10 minut, a potem opłukać i odłożyć do wyschnięcia. Zmieniać co najmniej co 8 tygodni.

Wyprodukowana w Chinach.

Jack N’Jill Kubeczek z króliczkiem

http://www.jackandjillkids.com/

jacknjill_kubek_1

Cena: 29,90 zł

Gdzie kupić: EkoMaluch

Również w wersji: Hippo

Informacje producenta

Kubeczek, który może służyć do płukania zębów, ale także po prostu do picia. Jest wykonany z bambusa i łusek ryżowych, w 100% biodegradowalny. Może być myty w zmywarce.

jacknjill_zestaw_2

Nasza opinia o zestawie

Niezwykle elegancki zestaw do mycia zębów, co więcej – dzięki uniwersalnemu wzornictwu nadaje się zarówno dla dziewczynek, jak i dla chłopców.

Kubek jest zaskakująco duży (wysokość 9 cm), może też służyć jako kubek na napoje. Choć jest wykonany z łusek ryżowych i bambusa, można go traktować jak normalne naczynie (niestety, mam już doświadczenie z takimi naczyniami i wiem, że mogą się stłuc). Jest stabilny i poręczny.

Pasta truskawkowa przeszła pozytywnie test smakowy naszych dzieci, na szczęście nie wyjadają jej po kryjomu. Sama spróbowałam, jak smakuje – nie jest intensywnie słodka, ma posmak truskawki i zostawia delikatną owocową nutę w buzi. Właściwie się nie pieni.

Szczoteczka ma bardzo poręczny kształt, wpasowuje się do dłoni, jest lekka i wygodna. Wykonana jest z bezpiecznych tworzyw (nylon i włókno kukurydziane), po zużyciu jej trzonek może zasilić nasz kompost…

Jedna uwag do całego zestawu. Wspaniałe produkty Jack N’Jill przybywają do nas z dalekiego Wschodu. Chciałabym, aby ten ślad węglowy był mniejszy. Na szczęście firma może pochwalić się tym, że dba o środowisko naturalne, pakuje swoje produkty w opakowania przeznaczone do recyklingu – i same produkty są biodegradowalne.

Podsumowując – polecam! Gdybym miała zacząć od jednej rzeczy z zestawu, pewnie wybrałabym pastę ze względu na jej bezpieczny skład. Uważam, że warto też przyjrzeć się szczoteczce, ponieważ ekologicznych szczoteczek dla dzieci jest bardzo mały wybór. A kubek – wiadomo – uroczy i niekoniecznie do zębów.

16 VII2013

Zasada dotycząca indeksu glikemicznego posiłków

by joanna

Kolejna zasada moich posiłków dotyczy ich właściwości pod względem podnoszenia cukru we krwi:

Jedz posiłki tak zbilansowane, aby miały niski lub średni indeks glikemiczny.

Indeks glikemiczny to wskaźnik, za pomocą którego możemy się zorientować, jak dany posiłek wpłynie na poziom glukozy we krwi w ciągu 2-3 godzin po spożyciu danego pokarmu. Cała sprawa dotyczy tylko węglowodanów (cukrów), ponieważ białka czy tłuszcze nie wpływają na zmianę poziomu cukru we krwi w tak istotnym stopniu.

Im wyższy indeks glikemiczny danego pokarmu, tym większy skok poziomu glukozy we krwi i szybki jego spadek. Nasz organizm radzi sobie z takim skokiem za pomocą insuliny, a zła dieta może doprowadzić do rozregulowania mechanizmu wydzielania tego hormonu i m.in. do cukrzycy. Piszę to wszystko bardzo skrótowo, ponieważ na pewno wiele osób zetknęło się z dietą Montigniaca, a i cukrzyków, niestety, nie brakuje w naszym otoczeniu.

cukier_ksylitol

Po lewej stronie ekologiczny surowy cukier trzcinowy EnerBio (Rossmann), po prawej – ksylitol, cukier brzozowy.

Nie znoszę tych wszystkich tabelek z wartościami typu kalorie czy IG i uważam, że uczenie się ich (jeśli nie jesteśmy poważnie chorzy) jest niepotrzebne. Odkąd nasza rodzina odstawiła cukier poza tym naturalnie występującym w pożywieniu, umiemy zaspokoić głód w znacznie zdrowszy sposób niż za pomocą gotowej przekąski. Myślę, że dziś już wiele osób zdaje sobie sprawę, że cukier jest dodawany do wszelkich gotowych produktów, nawet do chleba. W dodatku cukier w postaci rafinowanej uzależnia.

Spożycie rafinowanego cukru poszybowało w górę. Nasze geny rozwijały się w środowisku, w którym rocznie na osobę przypadały najwyżej dwa kilogramy cukru w miodzie. W 1830 roku spożycie cukru wynosiło pięć kilogramów, a pod koniec XX wieku osiągnęło szokującą wartość siedemdziesięciu kilogramów.

David Servan-Schreiber, „Antyrak. Nowy styl życia”, s. 87-88.

Udowodniono, że spożywanie cukru ma znaczenie dla rozwoju raka w organizmie (konkretnie chodzi o wydzielanie insuliny). Niestety, ukryty cukier przybiera różne nazwy, a producenci żywności niekoniecznie chcą się chwalić, jakie cuda znajdują się w przekąskach.

W drugiej połowie XX wieku w diecie mieszkańców krajów zachodnich pojawił się i rozprzestrzenił niczym chwast nowy składnik: uzyskiwany z kukurydzy syrop z dużą zawartością fruktozy (mieszanka fruktozy i glukozy). Ludzki organizm miał już kłopoty z przyswajaniem dużej ilości oczyszczonego cukru, który mu serwowaliśmy, a teraz został zalany syropem wszechobecnym w przetworzonych produktach spożywczych. Ów koncentrat jest mniej więcej tym, czym opium w makach. Wyizolowany z naturalnej macierzy (fruktoza znajduje się we wszystkich owocach) i zmieszany z glukozą, przestaje się poddawać działaniu insuliny. Staje się zatem toksyczny [pogrubienie moje – JB].

David Servan-Schreiber, „Antyrak. Nowy styl życia”, s. 90.

(Bardzo polecam lekturę tej książki – powinna być obowiązkowa! To, jak już kiedyś pisałam, mój ulubiony poradnik żywieniowy i do niego odnoszę każdą recenzję innych poradników).

Autor „Antyraka” wskazuje na to, że dzisiejsza dieta różni się od pierwotnej diety ludzkiej (paleolit) przede wszystkim trzema składnikami, a są to:

  • oczyszczony cukier,
  • biała mąka,
  • oleje roślinne (sojowy, słonecznikowy, kukurydziany + tłuszcze nienasycone).

Te trzy źródła kalorii nie zwierają żadnych białek, witamin, minerałów ani kwasów omega-3, niezbędnych do funkcjonowania naszego organizmu. W dodatku bezpośrednio przyczyniają się do rozwoju raka („Antyrak”, s. 87).

No dobrze, skoro tyle złych wiadomości, to jak żyć?

Kiedy czytałam te informacje parę lat temu, choć wierzyłam autorowi, nie byłam w stanie przestawić swojego sposobu żywienia na lepszy. Wiem, że do tego trzeba dojrzeć. Dziś nie jemy w ogóle cukru (tylko w owocach) i białej mąki (oprócz okazyjnie makaronu z pszenicy durum, która ma nieco inne właściwości). Z olejów używamy oliwy z oliwek i oleju lnianego, jedynego, który ma idealną proporcję kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6. Jeśli ktoś musi słodzić, niech używa syropu z agawy, ksylitolu lub stewii – naturalnych zastępników cukru, równie słodkich, a o niebo zdrowszych i mających o wiele niższy IG.

miod_0

Miód (tu jeszcze nieodwirowany) – znacznie zdrowszy niż cukier, jednak z wysokim IG.

Wracając do indeksu glikemicznego…

Zasada zrównoważonego posiłku pod względem indeksu glikemicznego polega na szacowaniu IG – aby cały posiłek miał nie więcej niż 45-50 IG. Moja niechęć do wkuwania liczb i czytania tabelek sprawia, że zapamiętałam tylko głównych wrogów zbilansowanego posiłku. To – oprócz cukru i białej mąki (szczególnie zabójcze jest słodkie pieczywo typu chałka) – niektóre gotowane warzywa. Indeks glikemiczny surowej marchewki wynosi 40, gotowanej – 80! Gotowane ziemniaki mają IG 70-90 (sprzeczne źródła), pieczone -95. Chleb z białej mąki – 90.

Dopisek: ponieważ temat jest niesłychanie szeroki, dodam, że jest jeszcze ładunek glikemiczny (ŁG). Nie wszystko, co ma wysoki indeks glikemiczny, równie skutecznie podnosi poziom we krwi, ponieważ spożywamy różne ilości pokarmów, które dodatkowo mają różną zawartość węglowodanów (tutaj można to porównać). IG jest liczony wg stałej ilości przyswajalnych węglowodanów, czyli np. musielibyśmy zjeść więcej gotowanej marchewki, która ma mało węglowodanów, ale wysokie IG, żeby osiągnąć podobny efekt, jak w wypadku niewielkiej ilości czystego cukru. Przyjmuje się, że niski IG to 10 lub mniej, średni – do 19, a wysoki – 20 i więcej (tu tabela). Według tych wskazówek liczy się ogólna liczba ŁG dziennie, co jednak kłóci się ze wskazaniem, że należy po prostu unikać wysokich skoków poziomu cukru.

Moim zdaniem im trudniejsze wyliczenia i zalecenia, tym mniej powinniśmy sobie zawracać głowę takimi dietami. Dla mnie najważniejsze są dwie wytyczne: unikanie cukru i białej mąki oraz dodawanie warzyw do każdego posiłku (prócz owocowego).

W sieci znajdziecie wiele tabel z indeksem glikemicznym, np. tutaj. Jeszcze kilka przykładów:

  • Cebula – 15
  • Cukinia – 15
  • Fasolka szparagowa – 15
  • Ogórek – 15
  • Oliwki – 15
  • Orzechy i migdały – 15
  • Papryka (czerwona, zielona, żółta) – 15
  • Por – 15
  • Bakłażan – 20
  • Czereśnie – 20
  • Sok cytrynowy (niesłodzony) – 20
  • Czekolada gorzka (70% kakao) – 25
  • Owoce jagodowe – 25
  • Ciecierzyca gotowana – 30
  • Czosnek – 30
  • Morele świeże – 30
  • Pomidory – 30
  • Brzoskwinie, nektarynki – 35
  • Dziki ryż – 35
  • Jabłka świeże, duszone, suszone – 35
  • Chleb i makaron razowy – 40
  • Figi suszone – 40
  • Kasza gryczana – 40
  • Makaron al dente – 40
  • Morele, śliwki suszone – 40
  • Otręby, płatki owsiane surowe – 40
  • Kokos – 45
  • Ryż brązowy – 45
  • Ryż basmati – 50
  • Spaghetti (ugotowane na miękko) – 55
  • Banany dojrzałe – 60
  • Melon – 60
  • Miód – 60
  • Buraki gotowane – 65
  • Chleb pełnoziarnisty – 65
  • Kukurydza – 65
  • Rodzynki – 65
  • Ziemniaki mundurkach – 65
  • Bułki pszenne – 70
  • Chleb ryżowy – 70
  • Daktyle suszone – 70
  • Kasza jęczmienna – 70
  • Makaron z białej mąki – 70
  • Arbuz, dynia, kabaczek – 75
  • Bób gotowany – 80
  • Mąka pszenna – 85
  • Chleb z białej mąki – 90
  • Skrobia modyfikowana – 100
  • Piwo – 110

Jeśli jemy posiłek zawierający dużo węglowodanów – chleba, makaronów, ziemniaków, ryżu – obowiązkowo obok nich powinny pojawić się warzywa o niskim IG/ŁG (surowe), aby zbilansować posiłek. A do warzyw warto dodać oliwy z oliwek lub oleju lnianego, które jeszcze bardziej obniżą ten wskaźnik (spowalniają przyswajanie cukrów). Jako dodatki szczególnie dobrze wpływające na obniżenie IG autor „Antyraka” wymienia czosnek, cebulę i szalotkę (domyślam się, że raczej surowe).

Z ciekawostek: Andrzej Janus w książce „Nie daj się zjeść grzybom Candida” podkreśla, że IG ma ogromne znaczenie w diecie osób borykających się z grzybicą zarówno przewodu pokarmowego, jak i ogólnoustrojową. Servan-Schreiber przytacza badania nad trądzikiem młodzieńczym i jego powiązaniem z dietą zachodnią (są ludy, które takiego trądziku po prostu nie mają).

Skutkiem ubocznym zastosowania tej zasady u większości osób będzie zniknięcie sporej części tkanki tłuszczowej bez żadnych wyrzeczeń pod względem liczenia kalorii (czego, jak pisałam, nigdy nie robiłam). W ciągu trzech miesięcy od dnia zmiany diety (która nastąpiła trzy miesiące po porodzie, kiedy jako karmiąca matka jadłam jak smok, co nadal czynię) schudłam 7 kilo i wróciłam do wagi sprzed 15 lat. Może ta rekomendacja komuś pomoże podjąć decyzję, hehe.

A już wkrótce trzecia zasada mojego odżywiania. Chyba najtrudniejsza. Zasada zasadowa!

Do samodzielnej lektury:

http://www.lanutrition.fr/ – francuskojęzyczny portal o jedzeniu, polecany przez Davida Servana-Schreibera

16 V2013

Pasta do zębów raz jeszcze

by joanna

Pierwsze podejście było trudne. Pasta do zębów zrobiona według tamtego przepisu bardzo mi nie smakowała i postanowiłam zmienić proporcje.

pasta_do_zebow_0

Poszukałam w internecie różnych opinii i przepisów. Udało mi się chyba znaleźć takie połączenie składników, które jestem w stanie zaakceptować.

Ulepszony przepis na domową pastę do zębów:

  • rozpuścić w 2 jednostkach gorącej wody 1 jednostkę ksylitolu,
  • dodać 3 jednostki oleju kokosowego,
  • dosypać 5 (a nawet 6) jednostek sody oczyszczonej,
  • dodać kilka kropel olejku eterycznego według uznania (ja nie stosuję).

Wszystko należy dobrze zmieszać, aby uzyskać w  miarę jednolitą masę. Olej i woda będą się rozdzielać, ale woda była potrzebna do dobrego rozpuszczenia ksylitolu. Wystarczy przed użyciem zamieszać pastę szczoteczką.

Taka pasta jest słona, ponieważ zawiera proporcjonalnie dużo więcej sody. Mnie ten smak odpowiada, znacznie bardziej niż pasty z pierwszego przepisu.

Wada: pasta jest tłusta (olej kokosowy) i po myciu zębów umywalka jest też tłusta. Jak sobie z tym radzicie? Ja wycieram umywalkę papierem toaletowym albo myję ją na szybko mydłem. To jednak bywa irytujące.

 

06 V2013

Domowa pasta do zębów – przepis

by joanna

Aktualizacja 16 maja 2013 r.: tu znajduje się ulepszony przepis.

pasta_do_zebow_1

O tym, że fluor obecny w większości past na rynku szkodzi, mówi się coraz głośniej. Jego szkodliwe działanie jest udowodnione naukowo, jednak zdania są podzielone, czy korzyści z ochrony zębów nie przewyższają ryzyka związanego z uszkodzeniem układu nerwowego… Cóż, zabierałam się do tego długo, ale w końcu postanowiłam spróbować własnej pasty do zębów – przynajmniej mam pewność, z czego jest zrobiona – z produktów spożywczych.

Uwaga, przepis! Na domową pastę do zębów. Potrzebne:

  • olej kokosowy (10 łyżeczek),
  • soda oczyszczona (5 łyżeczek),
  • ksylitol (1 łyżeczka, może być też stevia – kilka kropel),
  • olejek eteryczny – według uznania (kilka kropel, polecany jest miętowy).

Wszystkie składniki mieszamy- na zdjęciu olej kokosowy jest jeszcze gęsty, bo niedawno opuścił lodówkę.

pasta_do_zebow_2

Mieszankę można trzymać w łazience, najlepiej w słoiku. Aby umyć zęby, wystarczy zanurzyć szczoteczkę w paście (choć bardziej przypomina ona płyn niż pastę) i już. Pasta jest podła w smaku, przede wszystkim przez sodę oczyszczoną, ale – jak powiedziała mi jedna z czytelniczek na Facebooku – Katarzyna – można się przyzwyczaić. Mój mąż spróbował raz i się zniechęcił, ponieważ pasta się nie pieniła i poranił sobie dziąsła. Ja się tak łatwo nie zniechęcę! Na początek spróbuję pasty z olejkiem pomarańczowym (miętowego akurat nie mam).

Zalety składników domowej pasty do zębów:

  • Olej kokosowy działa bakteriobójczo, przeciwwirusowo i przeciwgrzybicznie.
  • Soda oczyszczona – ma właściwości wybielające, pomaga usunąć kamień nazębny.
  • Ksylitol – zapobiega próchnicy i chorobom dziąseł, zapobiega brzydkiemu zapachowi z ust, nadaje też paście słodki smak.

Wiem, że są osoby stosujące taką pastę bardzo długo – chwalą sobie skuteczność i nie narzekają na smak. Czekam na Wasze opinie, jestem szczególnie ciekawa, czy soda oczyszczona jest bezpieczna dla szkliwa (w sieci znalazłam sprzeczne opinie).